background image
background image

 

0

 

 

Barbara McMahon 

 

Niania i szejk 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

1

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Melissa Fox odłożyła ołówek, potarła oczy, a potem 

przeciągnęła się, czego już od dawna domagały się napięte mięśnie, 

zmęczone długim pozostawaniem w jednej pozycji. Tłumaczenie 

dokumentów biznesowych nie należało do najbardziej stymulujących 

aktywności. 

Rozejrzała się po zatłoczonym biurze słynnej londyńskiej 

restauracji „Bella Lucia". Księgowi pracowali w oddzielnym 

pomieszczeniu, znacznie spokojniejszym i cichszym niż to. Szef 

oczywiście dysponował własnym gabinetem. Ona zaś miała najgorsze 

miejsce z możliwych, gdyż wstawiono dla niej dodatkowe biurko tuż 

obok recepcjonistki, która odbierała bodaj milion telefonów dziennie. 

Mimo tych niedogodności Melissa nie mogła narzekać, 

ponieważ odeszła z jednej pracy, z kolei drugiej jeszcze nie zaczęła, 

więc cieszyła się, że udało jej się gdzieś zaczepić podczas tej przerwy. 

Nowy mąż mamy załatwił to tymczasowe zajęcie, a w połowie lutego 

Melissa miała lecieć do Stanów, gdzie w Bostonie czekali na nią 

McDonaldowie. 

Spędziła pięć lat w wielkim luksusowym hotelu nad Jeziorem 

Genewskim jako profesjonalna opiekunka do dzieci, a ponieważ 

sprawiało jej to ogromną przyjemność, wspominała ten okres jako 

najlepszy w życiu. Niestety zakończył go zupełnie nieoczekiwany 

konflikt z Paulem. Po zerwaniu z nim i odejściu z pracy postanowiła 

przyjąć propozycję amerykańskiej rodziny, która bawiła latem w 

RS

background image

 

2

 

Szwajcarii. McDonaldom miało urodzić się w lutym trzecie dziecko, 

zaś ich dotychczasowa opiekunka w styczniu wychodziła za mąż i 

przeprowadzała się. 

Znowu spojrzała na tłumaczony dokument, wyjątkowo długi. 

Już prawie skończyła, jeszcze tylko parę akapitów. Oczywiście 

wolałaby siedzieć w Szwajcarii, zajmując się dziećmi, ale trudno. 

Kiedy mama uprosiła swojego męża, Roberta Valentine'a, żeby dał 

Melissie jakąś tymczasową pracę, jego najstarszy syn, Max, zgodził 

się zatrudnić ją w biurze luksusowej restauracji „Bella Lucia". 

Najpierw odbierała telefony i wypełniała mniej ważne papiery, ale 

gdy okazało się, że biegle włada francuskim, natychmiast 

przydzielono jej tłumaczenie biznesowej korespondencji od szejka 

Surima Al-Thani z Qu'Arim, arabskiego państwa nad Zatoką Perską. 

Max i szejk od jakiegoś czasu prowadzili rozmowy na temat 

możliwości otwarcia restauracji „Bella Lucia" w Qu'Arim. Sam szejk 

pisał po angielsku, lecz cała dokumentacja dostarczana przez biuro 

architektoniczne oraz firmę budowlaną była po francusku. 

Mając wgląd w całość korespondencji, Melissa wiele 

dowiedziała się o biznesie Maksa i o jego planowanym rozwoju. To 

byłaby pierwsza restauracja „Bella Lucia" za granicą i gdyby 

prosperowała dobrze, Max zamierzał założyć następne w innych 

krajach. Z kolei szejk budował luksusowy kurort nad morzem, który 

miał być najpiękniejszym miejscem w całym regionie. 

Melissa żałowała, że ona sama nigdy tam nie pojedzie. W 

Londynie padało, Szwajcaria leżała pod śniegiem. Jak cudownie 

byłoby pojechać w styczniu do kurortu na południu, wylegiwać się na 

RS

background image

 

3

 

plaży, chodzić po malowniczych targach i kupować egzotyczne 

wyroby po śmiesznie niskich cenach... Nic z tego, ona najwyraźniej 

była skazana na zimny klimat. McDonaldowie mieszkali w 

Massachusetts, tam też leżał śnieg. No trudno. 

- Masz chwilę? - spytał Max, który właśnie podszedł do jej 

biurka. 

- Oczywiście. 

Wciąż nie przywykła do faktu, że to jej nowy przyrodni brat, ale 

bardzo go lubiła. 

- W takim razie pozwól na moment do mojego biura. 

W gabinecie Melissa usiadła na jednym z krzeseł dla gości, Max 

zajął miejsce w fotelu za biurkiem i przez chwilę przyglądał jej się w 

milczeniu, a na jego ustach błąkał się lekki uśmiech. 

- W niedzielę lecę do Qu'Arim na spotkanie z Surimem. 

Rozpoczęto już budowę, chcę ją zobaczyć, zanim podpiszę końcowy 

dokument. Ponieważ dzięki twoim tłumaczeniom udało się wiele 

spraw załatwić szybko i sprawnie, to... - na chwilę zawiesił głos - 

może chciałabyś lecieć ze mną? 

- Do Qu'Arim? Ależ jak najbardziej! 

- Jedziemy na tydzień, wracamy w przyszły weekend. Będziemy 

mieszkać u Surima. - Uśmiechnął się. - W jego domu dałoby się 

ugościć batalion wojska. 

- Byłeś już u niego? 

- Kilka razy. On z kolei gości u mnie, kiedy przyjeżdża do 

Londynu. Studiowaliśmy razem w Eton, z tym że on wyjechał na 

ostatnim roku. 

RS

background image

 

4

 

- Czemu? - spytała, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej o szejku, 

którego miała poznać. 

- Ponieważ jego ojciec zginął i Surim musiał przejąć rządy. 

- W wieku szesnastu czy siedemnastu lat? Jak ktoś tak młody 

może rządzić krajem? 

- Miał bardzo dobrych doradców. - Wstał, sygnalizując w ten 

sposób koniec rozmowy. - Koniecznie zabierz coś eleganckiego, jak 

znam Surima, pójdziemy na co najmniej jedno przyjęcie. Wyjeżdżamy 

w niedzielę rano. 

Podniosła się również, nie kryjąc podekscytowania. Miała 

ochotę zatańczyć z radości. 

- Wielkie dzięki za tę propozycję, Max. 

- Wiesz, potrzebuję cię tam do pomocy, w razie czego będę miał 

na miejscu tłumacza. Oczywiście jest wielu tłumaczy francuskiego, 

ale ty znasz całą sprawę od podszewki. 

Melissa wróciła do swojego biurka, a szeroki uśmiech jeszcze 

długo nie znikał z jej twarzy. Pojedzie do Qu'Arim! Uwielbiała 

podróżować i poznawać nowe miejsca. Udało jej się zobaczyć już 

sporą część Europy, ale jeszcze nigdy nie była na Bliskim Wschodzie, 

egzotycznym, kuszącym i tajemniczym, jakże odmiennym od zimnej i 

deszczowej Anglii. 

Kiedy wyszła z pracy zapadł już zmrok i oczywiście ciągle 

padało. Zastanawiała się, czy jednak nie wziąć taksówki. Miała 

parasol, ale perspektywa marszu w zimnym deszczu pośród kałuż nie 

była szczególnie pociągająca. Z drugiej strony rozgrzewała ją sama 

RS

background image

 

5

 

myśl o czekających na nią słonecznych plażach, więc ostatecznie 

wybrała metro. 

Ku swemu rozczarowaniu w domu nie zastała nikogo, widać 

mama i Robert wyszli gdzieś razem. Oczywiście Melissa cieszyła się, 

że mama wreszcie kogoś znalazła - od śmierci taty upłynęło wiele lat - 

ale czasami czuła się trochę odstawiona na boczny tor. 

Gdyby sprawy potoczyły się inaczej, prawdopodobnie ona sama 

też właśnie pławiłaby się w szczęściu u boku świeżo poślubionego 

męża. Bardzo się pomyliła co do Paula, w rezultacie czego nie 

zamierzała już nigdy kierować się instynktem. Teraz będzie 

mądrzejsza. 

Pobiegła na górę, żeby usiąść przy komputerze i wyszukać w 

internecie wszystkie dostępne informacje o Qu'Arim. 

W niedzielę rano Melissa i Max polecieli do Rzymu, skąd mieli 

bezpośredni lot do Qu'Arim. Wylądowali na miejscu późnym 

popołudniem, a Melissa wystawiła twarz do słońca, gdy tylko 

wysiedli z samolotu. Mmm, jak ciepło! Wiał lekki wiatr, przynosząc 

skądś słodki zapach kwiatów. 

- Och, już mi się tutaj podoba! - zawołała z zachwytem, kiedy 

szli po płycie lotniska w stronę hali przylotów. 

- Mówiłaś coś? - spytał z roztargnieniem Max, który przez całą 

drogę pracował i jak zwykle myślał o sprawach zawodowych. 

- Że ładnie tutaj - odparła rzeczowym tonem, starając się 

dostosować do jego nastroju. 

W rzeczywistości nie posiadała się z podekscytowania. Gdy 

krążyli przed lądowaniem, patrzyła w dół na lazurowe wody Zatoki 

RS

background image

 

6

 

Perskiej i miała cichą nadzieję, że trafi jej się jakieś wolne 

popołudnie. 

W hali przylotów podszedł do nich wysoki mężczyzna o 

kruczoczarnych włosach i niemal czarnych oczach. Na widok 

uśmiechu, jakim powitał Maksa, serce Melissy na moment zamarło. 

Do tej pory uważała swojego przyrodniego brata za przystojnego, ale 

ten mężczyzna bił go pod tym względem na głowę! W eleganckim 

ciemnoszarym garniturze i pąsowym krawacie wyglądał jak 

biznesmen z Europy. W ogóle wiele osób na lotnisku było ubranych 

na sposób zachodni, ledwie paru ludzi nosiło tradycyjne arabskie 

stroje. Melissa poczuła się nieco rozczarowana, ponieważ pragnęła 

zobaczyć coś egzotycznego, a nie kolejną wersję tego, co już 

doskonale znała. 

Zauważyła nieopodal dwóch mężczyzn bacznie lustrujących 

otoczenie, odgadła, że to ochrona szejka. Max przedstawił sobie ich 

oboje, a wtedy Surim Al-Thani lekko skinął głową i uniósł dłoń 

Melissy do ust. Poczuła ciepło jego warg na swojej skórze, a 

intensywne spojrzenie czarnych oczu niemal ją zahipnotyzowało. 

Serce zabiło jej mocniej, zrobiło jej się gorąco. 

- Witamy w Qu'Arim - rzekł głębokim, miłym głosem. Mówił po 

angielsku niemal bez śladu obcego akcentu. - Mam nadzieję, że mój 

kraj spodoba się pani. Gdyby w trakcie pobytu potrzebowała pani 

czegoś, proszę tylko powiedzieć. 

W odpowiedzi ledwie zdobyła się na krótkie: 

- Dziękuję. 

RS

background image

 

7

 

Czuła, że trochę zawrócił jej w głowie. Mogłaby słuchać 

brzmienia tego głosu przez cały dzień. Patrzeć w przepastne oczy o 

przenikliwym spojrzeniu. Wzięła się jednak w garść i przypomniała 

sobie, w jakim celu tu przyjechała. Zadurzenie się w przyjacielu 

Maksa nie leżało w jej planach. 

Ruszyli w stronę wyjścia. Przyjaciele pogrążyli się w rozmowie, 

zaś Melissa z zainteresowaniem obserwowała otoczenie. Kiedy zajęli 

miejsca w luksusowej limuzynie, od razu zaczęła wyglądać przez 

okno, bo inaczej nie wytrzymałaby i ciągle gapiłaby się na Surima. 

I tak zerkała na niego od czasu do czasu podczas drogi, gdyż 

siedział naprzeciwko niej. Był nieco niższy od Maksa, lecz i tak miał 

ponad metr osiemdziesiąt, przewyższając Melissę o głowę. Jego gęste 

ciemne włosy lśniły, a Melissa zastanawiała się, czy rzeczywiście są 

tak miękkie w dotyku, jak się wydają. 

Kiedy zauważył, że mu się przyglądała, zmieszała się, ponieważ 

jej zachowanie mogło uchodzić za niekulturalne. Mimo to jeszcze 

przez chwilę nie odwracała wzroku, patrząc mu prosto w oczy, lecz 

potem przerwała kontakt wzrokowy i czym prędzej wyjrzała przez 

okno. Skup się na widokach, a nie na przystojnym szejku, przykazała 

sobie. 

Z całą pewnością to nie jego pozycja i bogactwo wywarły na 

niej wrażenie, przecież podczas pięciu lat pracy w luksusowym hotelu 

ciągle spotykała zamożnych ludzi. Nie, nie miało znaczenia, że to 

szejk, władca kraju. Po prostu był bardzo seksowny. Zaczęła się 

zastanawiać, jak często będzie go widywać podczas tego pobytu i 

szybko doszła do wniosku, że im rzadziej, tym lepiej. 

RS

background image

 

8

 

Jechali szeroką aleją obsadzoną kolorowymi kwiatami. Może to 

ich zapach docierał aż do lotniska, lecz nie mogła się o tym 

przekonać, gdyż okna były zamknięte, w limuzynie działała 

klimatyzacja. Melissa nie słuchała konwersacji, ale w pewnym 

momencie zorientowała się, że zapadła cisza. 

Odwróciła głowę od okna i zauważyła wyczekujące spojrzenia 

obu mężczyzn. 

- Przepraszam, czy coś przeoczyłam? 

- Właśnie powiedziałem Surimowi, że przywiozłem cię z 

powodu twojej biegłości we francuskim - wyjaśnił Max. 

- To drugi co do popularności język w Qu'Arim, chociaż 

angielski powoli zaczyna go doganiać - rzekł Surim po francusku. 

- Tam, gdzie poprzednio pracowałam, francuski był w 

powszechnym użyciu, więc opanowałam go dobrze. To ja 

tłumaczyłam dokumenty, które przesyłał pan Maksowi. 

Skinął głową, zaś Melissa zadała sobie pytanie, po co właściwie 

Max zabrał ją ze sobą, skoro szejk doskonale władał francuskim. 

Może nie chciał obarczać przyjaciela rolą tłumacza? A może ten 

wyjazd był po prostu formą nagrody dla niej? 

Tymczasem Surim kontynuował rozmowę, przechodząc z 

powrotem na angielski. 

- Mam nadzieję, że spodoba ci się lokalizacja, jaką wybrałem dla 

restauracji „Bella Lucia". Znajduje się nad samą wodą, otoczona 

palmami. Możemy tam zajrzeć po drodze, jeśli chcecie. 

Max przystał na to z ochotą, Melissa również nie miała nic 

przeciw temu. „Nad samą wodą" - to brzmiało bardzo obiecująco! I 

RS

background image

 

9

 

rzeczywiście, miejsce okazało się przepiękne. Samą budowę dopiero 

rozpoczęto, wylano cement, z którego wystawały różne rury i pręty. 

- Teren budowy nie jest bezpieczny, więc pani nie pójdzie z 

nami - nakazał szejk. 

W każdych innych okolicznościach Melissa zirytowałaby się 

takim traktowaniem jej z góry, lecz była zbyt zachwycona okolicą, 

żeby zwracać uwagę na podobne drobiazgi, zresztą wolała udać się 

nad wodę niż omijać jakieś pręty zbrojeniowe. 

Kierowca limuzyny oparł się o maskę i czekał. Dwaj 

ochroniarze, którzy byli na lotnisku i którzy jechali w ślad za nimi 

drugim samochodem, rozdzielili się - jeden został przy wozie, a drugi 

podążył za szejkiem i jego gościem. Widać traktowali swoje 

obowiązki bardzo poważnie, chociaż dookoła nie było żywej duszy. 

Pantofle Melissy nie nadawały się do chodzenia po piasku, więc 

zrzuciła je. Wiedziała, że potem będzie miała rajstopy całe w piasku, 

lecz chwilowo nie zamierzała się tym przejmować. Sypki, prawie 

biały piasek był miękki i ciepły, lecz szło się po nim nieco trudno, 

dopiero przy samej linii przy-boju robił się równiejszy i twardszy. 

Przed Melissą rozciągały się niebieskie wody zatoki, powietrze 

przesycała charakterystyczna woń morza. Najchętniej poszłaby od 

razu popływać, ale na razie mogła o tym tylko pomarzyć. 

Ku jej zdziwieniu plaża okazała się kompletnie pusta. 

Spodziewała się ujrzeć turystów, rodziny z dziećmi - tymczasem 

nikogo. Rozglądając się dookoła, zauważyła, że mężczyźni idą w 

stronę samochodów, ona więc również wróciła. 

RS

background image

 

10

 

- Dobrze się pani bawi? - zagadnął Surim, gdy otrzepywała 

stopy z piasku i wkładała pantofle. 

Wydało jej się, że słyszy w jego głosie nutkę rozbawienia. 

- Tu jest cudownie. Ale nie rozumiem, czemu plaża świeci 

pustkami, w taki dzień powinny tu odpoczywać setki ludzi. 

- Mam nadzieję, że pojawią się, gdy tylko kurort będzie gotowy. 

Na razie jednak jest to teren budowy, więc ze względów 

bezpieczeństwa kazałem zamknąć plażę. 

- Rozumiem. 

Stłumiła westchnienie. Cała ta wspaniała plaża - zamknięta. No 

to już po pływaniu. 

Wsiedli do limuzyny i niedługo potem skręcili w długą aleję, 

ocienioną szpalerem palm. Melissa z zaciekawieniem wyglądała 

rezydencji szejka, podświadomie spodziewając się, że będzie mieszkał 

w czymś przeniesionym żywcem z baśni Szecherezady. Może w 

luksusowym, bogato zdobionym namiocie... Ujrzała rozległą 

dwupiętrową budowlę o śnieżnobiałych ścianach odbijających światło 

słońca. Narożniki i gzymsy obramowano terakotą, każde okno otaczał 

geometryczny ornament, fronton zdobiły wielobarwne mozaiki. 

Szeroka weranda, oferując odpoczynek w cieniu, obiegała cały 

olbrzymi budynek dookoła. 

- Jak tu pięknie - rzekła z całym przekonaniem Melissa, patrząc 

na kołyszące się na wietrze palmy, na obsadzone kwiatami gazony, na 

fontannę stojącą w centrum kolistego podjazdu. W opadających 

kropelkach migotały dziesiątki tęcz. Westchnęła. Musiało być 

cudownie mieszkać w takim miejscu. - Czy znajdujemy się blisko 

RS

background image

 

11

 

morza? - spytała, ponieważ w powietrzu unosił się charakterystyczny 

zapach. 

- Tak. Na tyłach domu jest ścieżka, która prowadzi na prywatną 

plażę. To niedaleko. Może pani skorzystać, jeśli podczas pobytu tutaj 

będzie pani miała ochotę popływać. 

Odpowiedziała mu uśmiechem. 

- Bardzo chętnie skorzystam. Zwłaszcza że przyleciałam z 

Londynu, gdzie jest zimno i pada. 

Czy dołączyłby do niej, gdyby poszła popływać? Czym prędzej 

odwróciła wzrok, żeby nie wyczytał zaproszenia w jej oczach. 

Weszli do domu przez masywne drzwi z drzewa akacji, bogato 

rzeźbione, wypolerowane do połysku. W środku panował przyjemny 

chłód, osiągnięty naturalnymi środkami, nie zaś dzięki klimatyzacji. 

Okna były otwarte na przestrzał, powietrze swobodnie krążyło pod 

wysokimi sufitami. 

- Pewnie jest pani zmęczona po podróży - zauważył Surim. - 

Gospodyni zaraz zaprowadzi panią do pokoju. Kolacja będzie podana 

o ósmej. 

- Dziękuję. 

Pytająco zerknęła na Maksa, ponieważ nie wiedziała, czy nie 

będzie jej potrzebował do tłumaczenia jakichś tekstów. Z drugiej 

strony od jakiegoś czasu nie widział się ze starym przyjacielem, więc 

pewnie będą chcieli sobie swobodnie pogadać. 

- Świetnie, niech Melissa idzie, a my zdążymy przed kolacją 

omówić jeszcze kilka rzeczy. Naniosłem zmiany na plan, konkretnie 

chodzi o kuchnię... - zaczął Max. 

RS

background image

 

12

 

Czyli wcale nie zamierzali ucinać sobie przyjacielskiej 

pogawędki. Czy ich naprawdę interesowała tylko praca? 

O jedenastej w nocy wślizgnęła się pod lekką kołdrę, mocno już 

zmęczona. Wykwintną kolację zjedli tylko we troje w ogromnej 

jadalni, która z łatwością pomieściłaby i pięćdziesiąt osób. Melissa 

zdecydowanie wolałaby lekki posiłek na werandzie, najlepiej w 

towarzystwie jeszcze jednego czy dwóch gości. I wolałaby rozmawiać 

na temat tego kraju i dowiedzieć się o nim czegoś więcej, tymczasem 

mężczyzn wydawał się interesować wyłącznie nowy kurort i nowa 

restauracja. 

Nie zapowiadało się, żeby kolejne posiłki miały wyglądać 

inaczej, szejk przywiązywał wielką wagę do etykiety, więc o jadaniu 

przy stoliku na werandzie raczej nie było mowy. Może dobrze, że 

przyjechali tylko na tydzień, Melissa zwariowałaby chyba, gdyby 

musiała przestrzegać sztywnego protokołu dzień w dzień. 

Po kolacji przeprosiła swoich towarzyszy i przez godzinę 

spacerowała po pełnym malowniczych zakątków ogrodzie, 

rozkoszując się zapachem kwiatów i łagodnym ciepłym wiatrem, 

ciesząc się, że jest z dala od zimnego Londynu. 

Ułożyła się wygodnie, zamknęła oczy, powtórzyła sobie w 

myślach, że o siódmej ma zejść na śniadanie, potem jadą z Maksem 

do biura Surima, gdzie spotkają się z dyrektorem budowy, a potem... 

Co to było? Usiadła gwałtownie, ponieważ coś usłyszała, jakby 

krzyk. 

Nie, nie zdawało jej się, bo rozległ się następny. Po nim płacz. 

Płacz dziecka. I to taki, że serce się krajało. 

RS

background image

 

13

 

Nie wiedziała nic o tym, by szejk miał żonę, z całą jednak 

pewnością w budynku znajdowało się jakieś nieszczęśliwe dziecko. 

Wstała, narzuciła na siebie szlafrok, wypadła na korytarz, tam 

usłyszała płacz wyraźniej. Dobiegał z drugiego piętra, więc 

pospieszyła ku schodom, szybko znalazła się na górze, gdzie ujrzała 

otwarte drzwi pokoju, w którym paliło się światło. Zamarła na progu. 

Pierwszy raz zobaczyła Surima bez marynarki; miał podwinięte 

rękawy koszuli. Stał, wziąwszy się pod boki i mierzył groźnym 

spojrzeniem trójkę dzieci skulonych na kanapie. Najstarsza 

dziewczynka mogła mieć siedem lub osiem lat, do niej tuliło się 

niespełna dwuletnie dziecko, obok cztero- lub pięcioletni chłopczyk 

płakał rozpaczliwie. Po przeciwnej stronie pokoju jakaś starsza 

kobieta załamywała ręce. Melissa bez namysłu wpadła do środka. 

- Co się tutaj dzieje? - Wyminęła Surima, usiadła na brzegu 

kanapy, posadziła sobie chłopczyka na kolanach, objęła, odgarnęła mu 

włosy z czoła. - Co ci się stało, mój mały? - spytała czułym, 

uspokajającym tonem, nie przejmując się, że dziecko nie zna 

angielskiego. Liczył się ton i gesty, słowa były drugorzędne. 

Dziewczynka spojrzała na nią ze zdumieniem, a potem rzuciła 

lękliwe spojrzenie na szejka. Melissa obróciła się ku niemu. 

- Te dzieci już dawno powinny leżeć w łóżkach - oświadczyła 

zdecydowanym tonem profesjonalnej niani. 

- Właśnie to samo im mówiłem - odparł, nie kryjąc frustracji. - 

Opiekunka w ogóle sobie z nimi nie radzi. Hamidowi przyśniło się coś 

złego, obudził się z krzykiem, obudził pozostałą dwójkę, a teraz żadne 

RS

background image

 

14

 

nie chce wracać do łóżka. Jak dalej będą się tak zachowywać, odeślę 

ich stąd. 

- To najbardziej okrutna rzecz, jaką ojciec mógł powiedzieć! - 

odparła z wyrzutem, nie przestając tulić płaczącego chłopczyka. 

- Nie jestem ich ojcem. 

Chłopiec powoli uspokoił się i oparł główkę na ramieniu 

Melissy. Spojrzała na pozostałą dwójkę, wyraźnie zalęknioną i 

wszystko się w niej zagotowało. 

- W takim razie czyje to dzieci i czemu zostawiono je z panem? 

Opuścił ręce i postąpił krok do przodu, w jego oczach widniał 

gniew. 

- To moje prywatne sprawy, nic pani do tego. Pani jest tutaj 

tylko gościem i to wyłącznie na prośbę Maksa. 

- Nie obchodzą mnie pańskie prywatne sprawy, za to bardzo 

obchodzą mnie dzieci i ich dobro. Jeśli nie potrafi zapewnić im pan 

należytej opieki i źle je pan traktuje, złożę na pana oficjalną skargę! 

Za późno ugryzła się w język. Jak mogła palnąć podobną 

głupotę? Rozmawiała z władcą tego kraju. Niby komu miałaby złożyć 

skargę? 

Surim zmrużył oczy, przez chwilę wściekły jak rzadko, a potem 

nagle dotarło do niego, co powiedziała, i rozbawienie wzięło górę. 

Jego gniew ostygł. Przez chwilę miał ochotę powiedzieć jej, że proszę 

bardzo, niech składa, i spytać, komu, ale odpuścił, patrząc na dzieci. 

Bały się go, chociaż nie był potworem i nigdy nie podniósłby ręki na 

żadne z nich. Zupełnie nie znał się na dzieciach, wynajął do nich 

RS

background image

 

15

 

opiekunkę, lecz Annis nie dawała sobie z nimi rady. Pewnie najlepsza 

okaże się dla nich szkoła z internatem. 

Przeniósł spojrzenie na Melissę. Drobna kobieta, a przecież 

sprawiała wrażenie, jakby dla dobra tych maluchów była gotowa 

walczyć z nim do upadłego, chociaż nawet nie wiedziała, kim są. 

- To dzieci mojej kuzynki, Nadia, Hamid i Alaja. Od niedawna 

mieszkają u mnie i jeszcze nie potrafimy się dogadać. 

Proszę nie składać na mnie skargi władzom - dodał, by humorem 

rozładować sytuację. 

- Chyba byłoby lepiej, gdyby one wróciły do domu - podsunęła 

Melissa. 

- Niestety, to niemożliwe, ich rodzice zginęli w wypadku 

samochodowym. Zostałem ich opiekunem. 

Patrzył, jak Melissa wygodniej sadza sobie Hamida na kolanach; 

chłopiec w końcu już swoje ważył. Udało jej się go uspokoić, za co 

Surim był wdzięczny. Nocne koszmary, krzyki i płacz powtarzały się 

regularnie, Annis nie potrafiła temu zaradzić i dopiero ta tłumaczka, 

która przyjechała z Maksem, nieoczekiwanie okazała się bardzo 

przydatna w tej sytuacji. 

Kiedy Max spytał, czy może zabrać ze sobą asystentkę, głównie 

po to, żeby przez tydzień wypoczęła w pięknym miejscu, Surim 

założył, że tych dwoje coś łączy. W ciągu spędzonych wspólnie kilku 

godzin nie zauważył żadnych oznak romansu, co nie oznaczało wcale, 

że ta nieduża jasnowłosa Angielka była wolna, przecież w Londynie 

mógł ktoś czekać na jej powrót. 

RS

background image

 

16

 

- Nie zechciałaby pani pomóc w położeniu dzieci spać? -

zaproponował, w duchu ucinając dalsze spekulacje na temat 

prywatnego życia Melissy. 

- Tak, to dobry pomysł. - Odwróciła się do dzieci i wskazała na 

siebie palcem. - Melissa. Chodźmy spać, dobrze? Poczytam wam 

bajkę. 

- Nasz pokój jest po drugiej stronie korytarza - odparła najstarsza 

z rodzeństwa. - Hamid nie będzie tutaj słyszał bajki, jak będziesz 

czytać u nas. 

- Bajka, ja chcę bajkę! - zawołała najmłodsza. 

Zaskoczona Melissa spojrzała na Surima pytającym wzrokiem. 

- One mówią po angielsku. 

- Ich rodzice mieszkali w Anglii, tam się urodziły. 

- Ja też jestem z Anglii - powiedziała dzieciom. - Dzisiaj 

przyleciałam, tam jest zimno i pada deszcz, pewnie niedługo spadnie 

też śnieg. Tutaj jest o wiele przyjemniej, daję wam słowo. A teraz 

pójdziemy razem do pokoju Alai i Nadii, dzisiaj Hamid będzie spał u 

was, położę was do łóżeczka i poczytam wam bajkę. 

Surim przyglądał się, jak Melissa bez większego problemu 

zagarnia całą gromadkę, która posłusznie wychodzi z pokoju. Chwilę 

potem z sypialni po przeciwnej stronie korytarza zaczął dobiegać 

spokojny cichy głos. 

- Bardzo mi przykro, że dzieci zakłóciły spokój Waszej 

Wysokości - odezwała się po arabsku Annis. - Chłopiec miał zły sen, 

siostry przybiegły, gdy zaczął krzyczeć. 

RS

background image

 

17

 

Westchnął. Podobna sytuacja przydarzyła się już po raz piąty 

czy szósty i nic nie wskazywało na to, żeby to miał być koniec. 

- Porozmawiamy o tym rano. 

Opiekunka oddaliła się pospiesznie, zaś Surim pomyślał, że 

chociaż miała znakomite rekomendacje, to do kompletu mogłaby 

jeszcze mieć trochę charakteru. Tymczasem panna Fox na brak 

charakteru nie mogła narzekać. Chciała złożyć na niego skargę, dobre 

sobie. Najważniejsze jednak było to, że chyba potrafiła rzucać urok na 

dzieci, bo z miejsca zrobiły to, co im powiedziała. 

A może nie tylko na dzieci? 

Przeszedł przez korytarz i zajrzał przez uchylone drzwi. 

Cała trójka leżała w jednym łóżku, Nadia już spała, Hamidowi 

zaczynały opadać powieki. Surim poczekał, aż Melissa uśpi ich 

wszystkich, poprawi kołdrę, zgasi lampę i wyjdzie, cichutko 

zamykając drzwi. 

Jego widok zaskoczył ją, nie spodziewała się, że on będzie 

czekał na korytarzu. 

- Dziękuję za pomoc - rzekł dość sztywno, zakłopotany faktem, 

że gość musiał przejąć na siebie część jego obowiązków. 

- Przepraszam za to, co wcześniej powiedziałam, to było 

niestosowne - odparła równie oficjalnym tonem, patrząc gdzieś w 

przestrzeń nad lewym uchem Surima. 

Nie wątpił, że przeprosiła z czystej grzeczności, zaś w 

rzeczywistości najchętniej rozerwałaby go na strzępy, bo był nie dość 

dobrym opiekunem trójki sierot. 

RS

background image

 

18

 

- Mam nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy i dzieci nie będą 

pani więcej przeszkadzać podczas pobytu u mnie. 

Obrzuciła go pełnym irytacji spojrzeniem. 

- Dzieci nigdy mi nie przeszkadzają - oświadczyła i poszła do 

siebie. 

Dzieci jej nie przeszkadzały? Szczęściara. Co więcej, pewnie nie 

miała z nimi kłopotów - w odróżnieniu od niego, który nie umiał do 

nich trafić. W jego odczuciu dzieci powinny robić to, co im się każe i 

tyle, a tymczasem wcale nie miały na to ochoty, o czym przekonał się 

niejednokrotnie w ciągu ostatnich trzech tygodni. 

Znowu poczuł dojmujący żal z powodu śmierci kuzynki. Mara i 

jej mąż byli przecież tacy młodzi! Zginęli, zostawiając trójkę małych 

dzieci, którymi odtąd miał się opiekować, a przecież on zupełnie nie 

znał się na dzieciach. Skoro nie radziła sobie z nimi również 

wykwalifikowana opiekunka, pozostawało tylko jedno wyjście. Od 

rana jego sekretarka będzie szukać szkół z internatem. Na pewno 

istnieją takie, gdzie przyjmują również dwulatki. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

19

 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Melissa włożyła granatową garsonkę i pantofle na płaskim 

obcasie, skoro po spotkaniu w biurze Surima mieli z Maksem chodzić 

po terenie budowy, omawiając z jej kierownikiem wszystkie 

szczegóły. O ile w ogóle Surim dopuści Melissę do udziału w 

jakichkolwiek rozmowach. Westchnęła. Musi bardziej pilnować 

języka, nie powinna była bez namysłu wyskakiwać z pogróżkami. A 

jeśli pan domu wspomni przyjacielowi o tym incydencie? 

Kiedy zeszła do jadalni, Max siedział na swoim miejscu i czytał 

angielską gazetę, a Surima nie było, co Melissa powitała 

westchnieniem ulgi. 

- Dzień dobry. Mam nadzieję, że się nie spóźniłam. 

- Nie, nie spóźniłaś się. Surim już wyszedł, spotkamy się u niego 

w biurze. Śniadanie masz tam na bufecie. 

Bufet niemal uginał się od jedzenia, którego było stanowczo za 

dużo na dwie osoby. Może reszta czekała na dzieci? Melissa miała 

nadzieję, że cała trójka spokojnie przespała noc. 

-I jakie są twoje pierwsze wrażenia z Qu'Arim? - zagadnął Max, 

odkładając gazetę. 

- Widać, że kraj ma silne związki z kulturą zachodnią i że dobrze 

prosperuje. Nie tylko w centrum stolicy, ale i na przedmieściach domy 

są wyższe i nowocześniejsze, niż się spodziewałam. - Uśmiechnęła 

się. - A najbardziej podoba mi się to, że wszędzie jest pełno kwiatów. 

RS

background image

 

20

 

- W ciągu tych kilkunastu lat Surim zrobił bardzo dużo dla 

ekonomii kraju, teraz zamierza ożywić turystykę, żeby w Qu'Arim 

zostawiali pieniądze najbogatsi Europejczycy i Amerykanie, dlatego 

buduje ten superluksusowy kurort. 

- I dlatego chce w nim mieć restaurację „Bella Lucia"? 

- Oczywiście. Każdy Anglik rozpoznaje naszą markę. Ponieważ 

„Bella Lucia" oznacza najwyższy standard, podziała na zamożnych 

gości jak magnes. 

Skinęła głową, a potem zerknęła ku drzwiom i nadstawiła uszu. 

Cisza. Czyżby dzieci ciągle jeszcze spały? Chętnie spędziłaby z nimi 

trochę czasu. Nawet nie miała pojęcia, jak bardzo brakowało jej 

towarzystwa dzieci, odkąd rzuciła pracę w Szwajcarii. 

- Kiedy skończysz śniadanie, będziemy mogli iść - rzekł Max, 

odkładając na stół płócienną serwetkę. 

Melissa dopiła ostatni łyk kawy. 

- Skończyłam. 

Kiedy jechali limuzyną przez miasto, Melissa zaczęła odczuwać 

podekscytowanie na myśl o ponownym zobaczeniu Surima. 

Poprzedniego dnia nie zwracał na nią większej uwagi, wieczorem zaś 

zachowała się wobec niego naprawdę niegrzecznie, jednak nadal ją 

fascynował, przy czym nie chodziło tylko o jego wygląd. Rozmowa z 

nim stanowiła prawdziwe wyzwanie, był inteligentniejszy niż 

większość mężczyzn, których znała, emanowała z niego ogromna 

pewność siebie, chwilami granicząca z arogancją, ale akurat w jego 

przypadku ta pewność siebie była jak najbardziej uzasadniona. Co 

RS

background image

 

21

 

prawda zupełnie nie umiał postępować z dziećmi, ale wielu mężczyzn 

nie potrafiło i w tym względzie zdawało się na swoje żony. 

- Max, wiedziałeś, że u Surima mieszka trójka dzieci? 

- Pierwsze słyszę. On nie jest żonaty, chociaż podobno zaczął 

szukać sobie żony. 

- Może ze względu na te dzieci? - podsunęła. 

- Jakie dzieci? 

- Ich rodzice niedawno zginęli. Urodziły się w Anglii i mówią po 

angielsku. 

Spojrzał na nią ze zdumieniem. 

- Skąd to wszystko wiesz? 

- Nie słyszałeś wczoraj w nocy, jak jedno z nich głośno płakało? 

- Nic nie słyszałem. - Zamyślił się. - Jakoś nie potrafię sobie 

wyobrazić Surima zajmującego się dziećmi. Rządzącego krajem, tak. 

Podróżującego po Europie i składającego oficjalne wizyty, tak. 

Otoczonego pięknymi damami, tak. Ale z dziećmi? Zdecydowanie 

nie. 

- Rzeczywiście w ogóle się na nich nie zna. Wczoraj nie okazał 

płaczącemu dziecku ani trochę sympatii! 

Z jednej strony wciąż była oburzona na szejka za jego nie-

czułość, ale z drugiej spróbowała spojrzeć na sytuację jego oczami. 

Uczono go rządzić krajem, a nie zajmować się dziećmi, więc gdy 

nagle został opiekunem trójki maluchów, zapewne nie wiedział, co z 

tym począć. 

Limuzyna zatrzymała się przed szklanym wieżowcem. Wjechali 

windą na najwyższe piętro, a gdy wysiedli, Melissa rozejrzała się z 

RS

background image

 

22

 

zainteresowaniem. Biuro było eleganckie, na ścianach wisiały stare 

obrazy. W pokoju konferencyjnym, do którego ich zaprowadzono, 

jedna ściana była cała przeszklona, oferując spektakularny widok na 

zatokę. Melissa chętnie stanęłaby przy panoramicznym oknie, 

podziwiając scenerię, jednak w gabinecie znajdował się już Surim 

oraz trzech mężczyzn, więc z miejsca przystąpiono do interesów. 

Dokonano szybkiej prezentacji - przedsiębiorca budowlany, jego 

asystent oraz kierownik budowy. Mężczyźni mówili po francusku, 

więc Melissa służyła jako tłumacz dla Maksa. Zauważyła, że Surim 

potrafi się w stu procentach skoncentrować na omawianej sprawie i 

zastanowiła się, czy potrafi w taki sam sposób koncentrować się na 

ludziach. Na dziecku na przykład. Albo na kobiecie. 

Wyobraziła sobie to drugie - jak Surim patrzy jej w oczy, jak 

uważnie słucha, jak skupia na niej całą uwagę. Każda kobieta czułaby 

się wtedy niczym królowa. Oczywiście Melissa nigdy tego nie 

doświadczy, ponieważ po porażce z Paulem nabrała dystansu do 

spraw damsko-męskich, ponadto nie mogła flirtować z przyjacielem 

swojego szefa i przyrodniego brata zarazem, gdyż byłoby to 

nadużyciem zaufania Maksa. Znalazłby się w niezręcznej sytuacji, 

gdyby ona zaczęła narzucać się Surimowi. 

Kiedy po zakończeniu rozmów mieli jechać na teren budowy, 

Surim zaprosił Melissę do swojego prywatnego samochodu, który sam 

prowadził. Pozostali wsiedli do limuzyny. 

- Chciałem z panią porozmawiać na osobności - wyjaśnił, gdy 

już włączyli się do ruchu. 

- O czym? 

RS

background image

 

23

 

Starała się, by zabrzmiało to rzeczowo, ale jej wyobraźnia 

natychmiast zaczęła pracować. Czy on weźmie ją za rękę? Czy powie, 

jak bardzo się cieszy z powodu jej przyjazdu? Spyta, czy nie 

spędziłaby z nim trochę czasu sam na sam? Może chciałaby zobaczyć 

jedno specjalne miejsce, które tylko on zna? 

- Chciałem podziękować za to, że wczoraj uspokoiła pani 

Hamida. Często nawiedzają go po nocach koszmary. 

Poczuła się jak przekłuty balonik, a potem zrobiło jej się głupio. 

Jak mogła sobie wyobrażać podobne rzeczy? Musiała zacząć bardziej 

nad sobą panować, nie powinna poddawać się emocjom. 

- To całkiem zrozumiałe, zważywszy, że niedawno stracił 

rodziców. 

- Pewnie tak. Mam nadzieję, że dzisiaj nie będzie już pani 

przeszkadzał swoim płaczem. 

- Płacz dziecka nigdy mi nie przeszkadza, tylko budzi moje 

współczucie. Ogromnie mi żal tych dzieci z powodu tragedii, jaką 

przeżyły. Na szczęście mają krewnego, który je przygarnął. 

- Matka mojej kuzynki nie czuje się dobrze i nie jest w stanie 

zająć się nimi, więc zabrałem je do siebie. Ale nie zostaną u mnie 

długo, moja sekretarka szuka dla nich szkoły z internatem. 

- Co takiego?! Są na to za małe! 

Jak dobrze, że nie robiła sobie żadnych nadziei co do tego 

człowieka, bo i tak w tym momencie rozwiałyby się. 

- Mnie wysłano do takiej szkoły w wieku dziewięciu lat. 

Znajdziemy dla nich najlepszą szkołę w Anglii, na pewno chętnie 

wrócą do kraju, gdzie się urodziły i wychowywały. 

RS

background image

 

24

 

- Ależ Nadia to maleństwo, Hamid nie ma jeszcze pięciu lat i 

nawet Alaja jest jeszcze za młoda, żeby ją wysyłać do internatu. 

Surimie, niech się pan zastanowi! Te dzieci właśnie przeżyły 

prawdziwą tragedię, straciły rodziców, straciły dom, a teraz pan chce 

je odesłać między obcych ludzi, do jakiejś szkoły. O ile w ogóle 

znajdzie się taka, która przyjmie całą trojkę. 

- Z tym nie będzie problemu. 

Aż się w niej zagotowało, gdy usłyszała to aroganckie 

stwierdzenie. Bogaci ludzie uważali, że za pieniądze wszystko można 

mieć, a przecież nie dało się za nie kupić rodziny, miłości i 

przywiązania. I nie można było się za nie pozbyć moralnej 

odpowiedzialności - na przykład za opiekę nad osieroconymi dziećmi 

najbliższej krewnej. 

- Dla pana pewnie to żaden problem, ale proszę pomyśleć o nich. 

Dla nich to będzie kolejny dramat. 

- Te dzieci sprawiają same kłopoty. W ciągu dnia biegają po 

domu, hałasując i niszcząc różne rzeczy, niania nie jest w stanie nad 

nimi zapanować. W nocy Hamid ma koszmary, krzyczy i budzi 

wszystkich. Większa dyscyplina dobrze im zrobi, to nie podlega 

dyskusji. Zresztą nie pytałem pani o zdanie, tylko poinformowałem o 

moich planach. 

Dojechali na miejsce budowy; tym razem było tam pełno 

robotników. Nie zwracając na nic uwagi, Melissa chwyciła szejka za 

ramię, nie dając mu wysiąść z samochodu. Spojrzał na nią z 

zaskoczeniem. Sama była zdumiona swoją odwagą. 

RS

background image

 

25

 

- Musi istnieć jakieś inne wyjście. Proszę, niech pan to jeszcze 

przemyśli. To są dzieci, potrzebują miłości i wsparcia, potrzebują 

wiedzieć, że są chciane, że stanowią część rodziny. Jest pan ich 

wujkiem i ich opiekunem. Niech pan spędza z nimi trochę więcej 

czasu albo znajdzie jakichś innych członków rodziny, którzy mogliby 

się nimi zająć. Niech pan ich nie odsyła do szkoły daleko stąd. 

- Wiem, co jest dla nich dobre - uciął, uwolnił rękę i wysiadł. 

- Nie wydaje mi się - mruknęła i wysiadła również, zanim zdążył 

obejść samochód i otworzyć jej drzwi. Nie dbała o jego szarmanckie 

gesty, jej opinia o Surimie zmieniła się diametralnie. 

Jak mógł zrobić coś podobnego tym dzieciom? Serce krajało jej 

się na myśl, że zostaną tak bezdusznie odstawione do szkoły z 

internatem. 

A gdyby zdołała jakoś wpłynąć na Surima i spowodować, żeby 

zmienił zdanie? 

Wrócili do domu późnym popołudniem, do kolacji zostały 

jeszcze dwie godziny. Melissa przebrała się w wygodniejsze ubranie i 

poszła na piętro. Przecież nikt jej nie zakazał odwiedzać dzieci, 

prawda? 

Znalazła je siedzące przed telewizorem i oglądające jakiś 

program po arabsku. Czyżby nie miały ochoty bawić się na słońcu? 

- Cześć - powiedziała, wchodząc do pokoju. Dzieci wstały z 

dywanu i podbiegły do niej. 

- Wróciłaś! - zdziwiła się Alaja. - Myślałam, że nigdy więcej nie 

przyjdziesz. 

Nadia wyciągnęła ramionka, więc Melissa wzięła ją na ręce. 

RS

background image

 

26

 

- Co robicie w domu w taki piękny dzień? Podobno tu jest 

ścieżka, która prowadzi na plażę. - Uśmiechnęła się do Annis, która 

siedziała na kanapie, zajęta jakąś szydełkową robótką. -Czy mogę 

zabrać dzieci na spacer? - spytała po francusku. Uzyskawszy zgodę 

opiekunki, oznajmiła dzieciom: 

- Pójdziemy na plażę, ale pod warunkiem, że będziecie się 

grzecznie zachowywać. 

Gdy tylko wyszli, Melissa natychmiast zapomniała, że była 

zmęczona. Nadia i Hamid dreptali obok niej, trzymając ją za ręce, 

Alaja rozgadała się. 

- Ani razu nie byliśmy na plaży, wychodzimy tylko do ogrodu. 

Annis nie lubi dużo chodzić, jest stara. Strasznie długo tu jesteśmy i 

jeszcze nie widzieliśmy morza. Nasi rodzice zginęli, wiesz? Strasznie 

tęsknię za mamusią. Czy woda będzie zimna? 

- Zaraz się o tym przekonamy. 

Melissa znalazła furtkę w ogrodzeniu i już po pięciu minutach 

znaleźli się na pustej plaży. Dzieciaki z piskiem popędziły do wody. 

- Zaczekajcie, nie wchodźcie beze mnie! - krzyknęła Melissa, 

zrzuciła buty i pobiegła za nimi, szczęśliwa i roześmiana. 

Jak dobrze było biegać z dziećmi po plaży zamiast siedzieć w 

jakimś nudnym biurze! Zaczęli we czworo brodzić w ciepłej wodzie, 

Melissa od razu zamoczyła nogawki spodni, ale nie dbała o to. 

- Chcę popływać - powiedział Hamid, chlapiąc wodą na siostry. 

- Hej, nie chlap tak mocno - zmitygowała go Melissa. -

Popływamy innego dnia. Dzisiaj urządzimy wyścigi wzdłuż brzegu i 

zobaczymy, kto jest najszybszy. 

RS

background image

 

27

 

Wiedziała, że musi dać im zajęcie, żeby rozpierająca je energia 

znalazła ujście. Kiedy się zmęczą, nie będą rozrabiać w domu i 

spokojnie prześpią całą noc. 

- Ja! - zawołała Nadia. 

- Nie, bo ja! - odparł Hamid. 

I pobiegli, rozchlapując wodę i śmiejąc się głośno. Kiedy już się 

nabiegali, Melissa zaproponowała, żeby zbudowali zamek z piasku, a 

wtedy Alaja posmutniała. 

- Mama i tata zbudowali piękny zamek z piasku, jak 

pojechaliśmy latem na wakacje do Kornwalii. 

- Na pewno będzie im miło patrzeć, jak my teraz zbudujemy 

zamek tutaj. - Nie bardzo wiedziała, co powinno się mówić dzieciom 

przeżywającym żałobę, ale czuła, że nie wolno ucinać smutnych 

tematów i że opowiadanie o rodzicach dobrze im zrobi. - Możesz nam 

powiedzieć, jak się buduje taki piękny zamek. Pomagałaś im? 

Alaja skinęła głową. 

- Tęsknię za nimi. 

I rozpłakała się, a na ten widok pozostała dwójka przybiegła 

natychmiast. Melissa przytuliła dziewczynkę. 

- Wiem, że za nimi tęsknisz. Całe życie będziesz tęsknić. Mój 

tatuś umarł, gdy miałam pięć lat i dalej mi go brakuje. Ale z czasem to 

będzie coraz mniej bolało, obiecuję. I będziesz się cieszyć, że ich 

pamiętasz. 

Ona sama nie pamiętała swojego taty, wiedziała też, że Hamid i 

Nadia również nie zapamiętają rodziców. Tylko Alaja była 

wystarczająco duża, żeby mieć podobne wspomnienia. 

RS

background image

 

28

 

- Ja też tęsknię za mamą. - Hamid pociągnął nosem. 

 Melissa usiadła na piasku, posadziła sobie Nadię na kolanach i 

objęła ramionami pozostałych dwoje. Najchętniej tuliłaby ich do 

siebie tak długo, aż przestaliby cierpieć. 

- Wjechała w nich ciężarówka - wyjaśniła Alaja. - Hamulce się 

zepsuły, tak powiedział policjant. Dlaczego to się musiało stać? 

- Nie wiem, kochanie. Nikt tego nie wie. Ale tutaj będzie wam 

dobrze. 

- Nie. Tu nikt nie znał naszych rodziców, nikt o nich nie mówi. 

Jakby ich nigdy nie było. 

- Wasz wujek ich znał. Poproście, żeby o nich opowiedział. Na 

pewno zna wiele ciekawych historii. 

- Surim nas tu nie chce - stwierdziła z goryczą Alaja. 

- Jest waszą rodziną i waszym opiekunem. On po prostu nie jest 

przyzwyczajony do dzieci. Zżyje się z wami, tylko musimy mu w tym 

pomóc. 

- Surim chce się żenić - zdradził Hamid. - Czy ona będzie naszą 

nową mamusią? 

- Nie, nie chcemy innej mamusi - zdecydowała twardo Alaja. 

- Myślę, że powinniście mówić „wujek Surim", jest od was dużo 

starszy. A jego żona będzie waszą ciocią. Znacie ją? 

- Nie, bo on dopiero jej szuka. Musi mieć żonę, żeby mieć 

synów, żeby rządzili krajem, jak umrze - wyjaśniła Alaja. 

- Ale nie umrze szybko, prawda? - upewnił się Hamid, patrząc 

na siostrę. 

- Nie, najpierw musi się ożenić i mieć syna. 

RS

background image

 

29

 

- Skąd o tym wszystkim wiecie? - zdziwiła się Melissa. 

- Czasem go szpiegujemy - przyznała szeptem Alaja, odwracając 

wzrok. 

- Podsłuchujemy pod drzwiami i uciekamy - dodał Hamid. 

Melissa omal nie wybuchnęła śmiechem, chociaż wiedziała, że 

przede wszystkim powinna powiedzieć, że nieładnie podsłuchiwać. 

- Czyli wujek Surim chce mieć dzieci. To świetnie, będziecie 

mieli się z kim bawić. 

Czy to dlatego chciał odesłać tę trójkę, że planował mieć własne 

dzieci? Melissa miała nadzieję, że jego żona będzie mądrą i dobrą 

kobietą, która wybije mu z głowy ten pomysł. 

Przypomniała sobie nagłe rozmowę z Paulem, jego zimne i 

bezlitosne słowa wypowiedziane wtedy w romantycznej restauracji, 

do której się wybrali. Nie, nie chce mieć dzieci i w ogóle uważa, że 

upodobanie Melissy do bawienia się z nimi świadczy o jej 

niedojrzałości. Kobieta, z którą się ożeni, musi mieć poważniejsze 

zainteresowania. Jego zdaniem praca niani była mało prestiżowa, 

właściwie uwłaczająca. 

Jak mogła się aż tak pomylić co do niego? 

Otrząsnęła się z bolesnych wspomnień, uśmiechnęła się do 

dzieci. 

- Wiecie, co? Zbudujmy ten zamek, bo niedługo kolacja i trzeba 

będzie wracać. 

Surim szedł ścieżką w stronę plaży. Annis poinformowała go, że 

dzieci nie wróciły do domu na kolację i spytała, czy źle zrobiła, 

pozwalając Angielce zabrać je na spacer. Z trudem ukrył irytację. To 

RS

background image

 

30

 

matka Mary poleciła tę opiekunkę, ale zdaniem Surima Annis mimo 

znakomitych referencji kiepsko wywiązywała się ze swoich 

obowiązków. 

Usłyszał śmiechy i wesołe okrzyki. Zatrzymał się na skraju 

plaży i na poły ukryty za wysokimi trawami obserwował, jak cała 

czwórka buduje zamek z piasku. Po raz pierwszy widział Nadię bez 

kciuka w buzi. Hamid aż turlał się ze śmiechu, zaś Alaja biegała w tę i 

z powrotem, przynosząc coraz więcej mokrego piasku. Nie poznawał 

ich. 

A najtrudniej było rozpoznać pannę Melisse Fox, która w tym 

momencie wyglądała jak jedno z dzieci. Znikła profesjonalna 

tłumaczka w garsonce, zamiast niej pojawiła się beztroska kobieta z 

rozwianymi włosami, w mokrych i zapiaszczonych spodniach, o 

rozradowanej twarzy. Surima uderzyła jej uroda. Nagle zapragnął 

ujrzeć ją we wspaniałej sukni, ozdobioną najpiękniejszymi perłami, z 

jakich słynęło Qu'Arim. 

A potem poczuł ukłucie zazdrości. Nie pamiętał, kiedy on 

równie beztrosko spędzał czas, kiedy śmiał się w tak swobodny 

sposób jak ta czwórka. 

Hamid przestał się tarzać, usiadł na piasku i wtedy zauważył 

szejka. Momentalnie cała radość znikła z jego twarzy. Powiedział coś, 

pozostali spojrzeli w tę samą stronę, Nadia wsadziła kciuk do buzi, 

Alaja przestała się uśmiechać i przysunęła się bliżej do Melissy. 

Czyżby oni się go bali? Ale czemu? Bardzo lubił ich matkę. Gdy 

byli mali, bawili się razem, a kiedy wyjechał do Anglii i wracał do 

kraju tylko na wakacje, zawsze ją odwiedzał. I nigdy nie przyszło mu 

RS

background image

 

31

 

do głowy, że Mara umrze tak młodo, a on zostanie opiekunem jej 

dzieci. 

Melissa wstała, otrzepała spodnie z piasku i powiedziała coś do 

dzieci, które posłusznie poszły opłukać ręce w wodzie i zabrać buty, a 

potem ruszyły za Melissą niczym kurczątka za kurą. Surim wciąż nie 

mógł nadziwić się zmianie nastroju, jaką spowodował sam jego 

widok. Tylko panna Fox nadal wyglądała na szczęśliwą, dzieci były 

spłoszone i poważne. 

- Annis się martwi, ponieważ nie wróciliście na kolację - 

powiedział, gdy podeszli bliżej. 

- Bardzo przepraszam, nie wzięłam zegarka, a czas leci szybko, 

kiedy człowiek się dobrze bawi. 

Popatrzył na dzieci, a potem na plażę. 

- Jaki ładny zamek z piasku - powiedział nieco sztywno. 

- Pewnie ty i ich mama w dzieciństwie budowaliście podobne. 

Zaskoczyła go. On sam wolał przy dzieciach nie wspominać o 

ich rodzicach, bo to pewnie był dla nich przykry temat. 

- To prawda? - spytała niepewnie Alaja. 

- Tak - odparł po chwili wahania. - A gdy byliśmy więksi, 

urządzaliśmy wyścigi pływackie. I jeździliśmy razem na nartach 

wodnych. Kiedy przyjeżdżałem tu na wakacje, wasza mama i ja 

spędzaliśmy dużo czasu razem - dodał, przypominając sobie tamte 

dawne czasy, gdy mógł robić to, co jego rówieśnicy. A potem nagle 

wszystko się zmieniło, musiał prawie w jednej chwili dorosnąć. 

- A po wakacjach gdzie byłeś? - zaciekawił się Hamid. 

- Chodziłem do szkoły w Anglii. Czyli tam, skąd wy jesteście. 

RS

background image

 

32

 

- Tęsknię za domem - rzekł smutno Hamid. 

- Już niedługo tutaj poczujecie się jak w domu - zapewniła 

Melissa i spojrzała na Surima. - Prawda? 

W odpowiedzi uniósł brew. 

Pachniała słońcem i wiatrem, jej włosy lśniły, jej oczy 

wydawały się jeszcze bardziej zielone, jej policzki zaróżowiły się 

lekko, pewnie od słońca. Gustował w kobietach wyższych od niej i 

nieco starszych niż ona, a mimo to przez moment... 

Przypomniał sobie, jak na powitanie ucałował jej dłoń, czego 

nigdy nie robił. W tamtym jednak momencie ten gest wydał mu się 

czymś naturalnym. 

- Pójdę z dziećmi na górę i pomogę Annis przebrać je w coś 

czystego - powiedziała, gdy weszli do rezydencji. 

- Za pół godziny zostanie podana nasza kolacja - przypomniał. 

- W takim razie muszę się pospieszyć - stwierdziła i czym 

prędzej pobiegła z dziećmi po schodach, nawet nie oglądając się na 

pana domu. 

Przez chwilę czuł zazdrość. Wolałby, żeby preferowała jego 

towarzystwo, tymczasem jej większą przyjemność sprawiały dzieci. 

Do tej pory nie przydarzyło mu się nic podobnego, nie narzekał na 

brak zainteresowania ze strony kobiet. Musiał jednak przyznać, że 

żadna z nich nie wydawała mu się równie pociągająca jak ta. 

Od jakiegoś czasu naciskano na niego, by się ożenił, ponieważ 

brak dziedzica mógł zagrozić stabilności kraju. Dlatego też Surim 

zaczął oceniać kobiety pod jednym kątem - czy byłby w stanie spędzić 

z daną osobą kolejnych kilkadziesiąt lat? 

RS

background image

 

33

 

Jak dotąd nie znalazł nikogo takiego. 

Melissa zajęła miejsce za stołem dosłownie sekundę przed 

przyjściem Surima i Maksa. Nie zdążyła co prawda wysuszyć 

włosów, ale przynajmniej szejk nie musiał z jej powodu czekać z 

kolacją. 

Przyjaciele jak zwykle rozmawiali o interesach, zaś Melissa 

zastanawiała się, o czym Surim rozmawia z kobietami, wśród których 

szuka sobie żony. Czy o ważnych dla siebie sprawach, czy tylko 

romansuje z nimi? I czy wspomniał którejś z nich o tej trójce dzieci? 

A gdyby to ona miała z nim randkę? Och, od razu poruszyłabym 

ten temat, podpowiedziałabym mu parę rzeczy, pomyślała, a potem 

potrząsnęła głową. Już widziała, jak by jej posłuchał... 

- Jest pani bardzo milcząca dziś wieczorem - zagadnął ją Surim. 

- Pewnie się pani zmęczyła dzisiejszym dniem? 

- Ależ skąd. Z dużym zainteresowaniem obejrzałam budowę, to 

będzie naprawdę wyjątkowe miejsce. 

- Pewnie, że będzie - wtrącił Max. - Surim nigdy nie robi 

niczego połowicznie. 

Szejk uśmiechnął się. 

- Zmieniając temat... Chciałbym w trakcie waszego pobytu 

wydać niewielkie przyjęcie dla moich tutejszych przyjaciół i 

znajomych. Większość z nich mówi po angielsku. 

- Bardzo chętnie poznam twoich przyjaciół - rzekł Max. 

- A pani, Melisso? Sprawiłoby to pani przyjemność? 

- O, tak. Dziękuję za zaproszenie. 

RS

background image

 

34

 

Zastanowiła się, czy na przyjęciu znajdzie się może któraś z 

kandydatek na żonę szejka - i była to dla niej bardzo nieprzyjemna 

myśl. 

Po kolacji Surim zaproponował, by przeszli do galonu. W holu 

Melissa usłyszała jakiś szelest, zerknęła w tamtą stronę i ujrzała 

Hamida obserwującego ich zza balustrady schodów. Max i Surim 

niczego nie zauważyli, ponieważ jak zwykle niezmordowanie 

kontynuowali rozmowę na tematy biznesowe. Melissa zatrzymała się 

w drzwiach salonu. 

- Jeśli pozwolicie, pójdę na górę. Na pewno chcecie swobodnie 

porozmawiać, w końcu tyle czasu się nie widzieliście. Do zobaczenia 

rano. 

Surim popatrzył na nią, po czym skinął głową. 

- Jak pani sobie życzy. Dobranoc. 

Kiedy przyjaciele znikli w salonie, szybko wbiegła na schody i 

ujrzała Hamida i Alaję uciekających korytarzem. 

- Hej, wy dwoje, zaczekajcie! - zawołała ściszonym głosem. 

Przystanęli i obejrzeli się z niepokojem, zawstydzeni. 

- Chyba mówiłam wam dzisiaj, że to nieładnie tak szpiegować? - 

spytała surowo. 

- Ale my chcieliśmy się z tobą zobaczyć - wyjaśniła Alaja. 

- Wiecie, który pokój jest mój? -Tak. 

- To na drugi raz czekajcie pod nim albo zostawcie mi kartkę. 

Żadnego więcej szpiegowania, bo szpiegować nie wolno. Zgoda? 

Z powagą skinęli głowami. 

RS

background image

 

35

 

- No dobrze. To teraz powiedzcie, czemu chcieliście się ze mną 

zobaczyć. 

- Poczytasz nam dzisiaj? Annis umie czytać tylko po francusku, 

nic nie rozumiemy - pożalił się Hamid. 

- Albo po arabsku, i też nic nie rozumiemy - dodała Alaja. 

- Będziecie musieli nauczyć się po arabsku, skoro tu zostajecie - 

stwierdziła Melissa, idąc z nimi na drugie piętro. - Bardzo chętnie 

wam poczytam. Czy Nadia już śpi? 

- Tak. Ale ja nie chcę tu zostawać, tu wszystko jest inaczej niż w 

domu. 

- Z czasem przyzwyczaisz się i wtedy dwa kraje będą twoim 

domem, Anglia i Qu'Arim. Masz przyjaciółki w Anglii? 

- Tak. Sally i Martę. 

- To napisz do nich. One na pewno nigdy nie były w Qu'Arim. I 

nie wiedzą, że twój wujek jest prawdziwym szejkiem i że mieszkasz w 

takim wspaniałym domu. 

Na buzi Alai odmalował się niekłamany entuzjazm. 

- Myślisz, że mi odpiszą? 

- Na pewno. Rano poproszę Annis, żeby dała ci coś do pisania, a 

potem poprosimy wujka o wysłanie listu. 

- Zrobię to z przyjemnością - odezwał się za jej plecami Surim. 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

36

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Melissa odwróciła się, zaskoczona. 

- Myślałam, że pan i Max zamierzaliście porozmawiać. 

- Max musiał zadzwonić do Londynu, zanim tam będzie środek 

nocy. Usłyszałem głosy i przyszedłem zobaczyć, kto rozmawia. - 

Spojrzał na Alaję. - Chętnie wyślę twój list. 

- Dziękuję... wujku - odparła nieśmiało, przysuwając się do 

Melissy. 

- Miałaś nam poczytać - przypomniał zniecierpliwiony Hamid. - 

No chodź. 

- Pani rzeczywiście umie postępować z dziećmi - zauważył 

Surim. - Ale niech pani nie pozwala im wchodzić sobie na głowę. 

- Na litość boską, one wcale nie wchodzą nikomu na głowę, 

tylko potrzebują trochę uwagi ze strony dorosłych -ofuknęła go. - To 

pan powinien czytać im na dobranoc, Annis nie umie czytać po 

angielsku. I niech się pan tak nie marszczy - dodała, gdy ściągnął 

brwi. - One się tego boją. 

Kiedy popatrzył na nią ze zdumieniem, Melissa zmitygowała się. 

Na co ona sobie pozwalała? W końcu rozmawiała z szejkiem, a nie z 

jakimś kretynem! W dodatku robiła mu uwagi w jego własnym domu. 

- Przepraszam, chciałam tylko powiedzieć, że powinien pan 

częściej się do nich uśmiechać. 

Surim nachylił się do Hamida. 

- Chcesz, żebym ci poczytał? 

RS

background image

 

37

 

Teraz to Melissa się zdumiała, ponieważ nawet nie 

przypuszczała, że potrafił mówić tak łagodnym tonem. 

- A możecie poczytać nam oboje? - spytał Hamid po chwili 

namysłu. 

Surim z uśmiechem skinął głową, wyprostował się i spojrzał na 

Melissę, a ona oniemiała na widok tego uśmiechu, który odmienił jego 

twarz. Szejk wydawał się młodszy i jeszcze bardziej atrakcyjny niż 

przedtem. Samym uśmiechem mógł bez trudu zdobyć każdą kobietę. 

- Chodźmy więc - powiedział. 

Odesłał Annis, która chciała im pomóc. Kiedy we dwoje otulali 

dzieci kołdrami, Melissa pomyślała, że sytuacja zrobiła się dziwnie 

intymna, gdyż wyglądało to tak, jakby byli rodzicami tej trójki. 

Popatrzyła, jak Surim poklepuje Hamida po ramieniu - pewnie 

pierwszy raz w życiu. 

- Śpij dobrze i nie budź się w nocy. 

Melissa ukryła uśmiech, bo zabrzmiało to prawie jak rozkaz. 

Surim starał się, ale musiał się jeszcze sporo nauczyć. Wybrała dwie 

książeczki i jedną podała panu domu. 

- Kto zaczyna? 

- Damy mają pierwszeństwo. Zresztą jeśli pani lektura je uśpi, ja 

już nie będę musiał czytać. 

Zaśmiała się. 

- Bardzo sprytnie. 

Jego strategia okazała się słuszna, ponieważ dzieci zasnęły przed 

końcem pierwszej bajki. 

- Jutro pan zaczyna - powiedziała Melissa, gdy wyszli z sypialni. 

RS

background image

 

38

 

- Kiedy ja nie potrafię włożyć w to tyle entuzjazmu, ile pani 

wkłada. I nie umiem użyczać różnych głosów różnym postaciom. Pani 

naprawdę ma talent do zajmowania się dziećmi. 

- Cóż, to moja praca. 

 Przystanął u szczytu schodów. 

- Nie rozumiem. 

- Jestem profesjonalną opiekunką. 

- A nie tłumaczką? 

- Nie. Ja tylko tymczasowo pomagam Maksowi w „Bella Lucii", 

ponieważ skończyłam jedną pracę przed świętami, a drugą zaczynam 

w lutym. Pracowałam jako opiekunka do dzieci w hotelu w 

Szwajcarii, teraz przyjęłam propozycję od amerykańskiej rodziny z 

Bostonu. 

Surim ruszył w dół po schodach. 

- Może w takim razie przed swoim wyjazdem powinna mi pani 

udzielić kilku rad w kwestii postępowania z dziećmi. 

Idąc obok niego, pomyślała, że miałaby mu do zaoferowania 

znacznie więcej niż kilka dobrych rad i gdyby tylko chciał... 

- Chętnie - odparła w końcu. 

Zatrzymali się przed drzwiami jej sypialni. Kiedy chciała 

otworzyć drzwi, Surim przytrzymał ją za ramię i odwrócił twarzą ku 

sobie. 

- Dziękuję za pomoc. Odkąd pani przyjechała, dzieci wydają się 

szczęśliwsze. 

I - ku jej najwyższemu zdumieniu - nachylił się i pocałował ją. 

Dotyk jego warg był lekki i krótki, zaraz potem Surim odsunął się. 

RS

background image

 

39

 

- Nie mów Maksowi, że wykorzystałem jego przyrodnią siostrę. 

Urwałby mi głowę. 

Odwrócił się i odszedł, zaś Melissa patrzyła za nim w 

oszołomieniu, niepewna, czy to zdarzyło się naprawdę. Jednak na 

wargach ciągle czuła ciepło warg Surima, kręciło jej się w głowie, a 

serce waliło w piersi jak szalone, więc nie mogła sobie tego pocałunku 

tylko wyobrazić. 

Weszła do sypialni jak w transie. 

Wracał do salonu, zadając sobie pytanie, co go naszło. Spotykał 

się w życiu z różnymi kobietami, z reguły pięknymi, światowymi, 

których towarzystwo sprawiało mu przyjemność i z którymi można 

było prowadzić błyskotliwą konwersację. Jednak nigdy nie pocałował 

żadnej po tak krótkim okresie znajomości. Melissa aż się prosiła, żeby 

ją całować, miał na to ochotę, odkąd zobaczył ją roześmianą na plaży. 

W niczym nie przypominała kobiet, z którymi się umawiał. Jego 

doradcy dostaliby zawału, gdyby dowiedzieli się, kto zwrócił jego 

uwagę. Z drugiej strony jeden pocałunek w ramach podziękowania za 

pomoc nie mógł zagrozić bezpieczeństwu kraju. 

Ale czy naprawdę pocałował ją tylko z wdzięczności? Dotąd nie 

miał takiego zwyczaju. 

Kiedy zobaczył, jak szła na górę z dziećmi, zapragnął do nich 

dołączyć, ponieważ miał wrażenie, że przy niej mógłby rozkwitnąć 

tak, jak rozkwitały te dzieci. Przy niej potrafiłby na godzinę czy dwie 

przestać myśleć tylko o swoich obowiązkach, umiałby przy niej 

odpocząć, zregenerować siły, być sobą. Odzyskać siebie. 

RS

background image

 

40

 

Tymczasem musiał szukać kobiety z dobrego domu, która 

zostałaby jego żoną i dałaby mu synów. Ludzie z Zachodu wierzyli w 

coś takiego jak miłość, lecz Surim nie miał złudzeń co do jej istnienia. 

Nie miłość była mu potrzebna, tylko odpowiednia kobieta, z którą 

mógłby dzielić życie. 

Oczywiście znalazłoby się wiele chętnych, zwabionych 

bogactwem i władzą Surima. Ciekawe, na Melissie jego pozycja i 

zamożność najwyraźniej nie robiły żadnego wrażenia, traktowała go 

jak równego sobie i potrafiła go ofuknąć jak nikt. Musiał jednak 

trzymać się od niej z dala, zarówno ze względu na lojalność wobec 

Maksa, jak i na fakt, że ta zielonooka Angielka za kilka dni wracała 

do kraju. 

Kiedy ona wyjedzie, Surim znowu podejmie poszukiwania żony. 

We wtorek rano znowu tylko Melissa i Max zasiedli do 

śniadania w jadalni. 

- Widzę, że Surim ma zwyczaj wstawać bardzo wcześnie - 

zauważyła, głównie po to, żeby mieć pretekst do wypowiedzenia jego 

imienia. 

- Ma dużo pracy, również ze względu na nasz przyjazd, 

ponieważ stara się dopiąć wszystko na ostatni guzik. Aha, 

wyjeżdżamy w piątek rano, w czwartek wieczorem Surim zaprasza 

nas na przyjęcie. A dzisiaj chcę ponownie udać się na budowę, 

porozmawiać z wykonawcą i wyjaśnić mu, na czym polega 

wyjątkowość restauracji „Bella Lucia". On musi zrozumieć, że „Bella 

Lucia" to coś więcej niż tylko architektura i wystrój, inaczej nie da się 

tu stworzyć tej atmosfery, o którą mi chodzi. 

RS

background image

 

41

 

O drugiej po południu Max dał Melissie wolne na resztę dnia, 

wróciła więc do domu i za zgodą Annis zabrała dzieci na plażę. 

Chciała bardzo, żeby w którymś momencie dołączył do nich Surim, 

gdyż z pewnością przekonałby się do swoich podopiecznych, gdyby 

tylko dłużej z nimi przebywał. Szejk jednak nie pojawił się ani na 

plaży, ani na kolacji. Wieczorem Melissa spacerowała samotnie po 

wspaniałych ogrodach rezydencji, nie mogąc się nadziwić, że w 

styczniu jest tu tak wiele kwitnących, upojnie pachnących kwiatów. 

Taki dom to było prawdziwe marzenie... Ale jego właściciel chyba 

rzadko w nim przebywał i nawet nie miał czasu się nim cieszyć. 

Środa przebiegła podobnie jak wtorek. Melissa żałowała, że 

Surim w ogóle się z nimi nie widuje, ale z drugiej strony nie mogła 

oczekiwać, że szejk będzie ich - a zwłaszcza ją -zabawiał. W końcu 

przyjechała tu do pracy, a nie z wizytą. 

Czwartkowe przyjęcie miało się odbyć w sali balowej. Ponieważ 

Melissa miała limuzynę do swojej dyspozycji, pojechała na zakupy, 

gdyż w niedzielę podczas jazdy z lotniska zauważyła przy jednej z 

głównych ulic kilka dobrych sklepów. Co prawda zabrała ze sobą 

suknię wieczorową, ale pomyślała, że może uda jej się znaleźć coś 

lepszego. I rzeczywiście, trafiła na długą suknię z ciemnoniebieskiego 

jedwabiu, która pasowała tak idealnie, jakby została specjalnie dla niej 

uszyta. 

Kiedy skończyła się szykować do wyjścia na przyjęcie, ktoś 

zapukał do drzwi. Alaja, Hamid i Nadia uśmiechnęli się na jej widok. 

- Och, jak pięknie wyglądasz! Mamusia też się tak ładnie 

ubierała, kiedy szła na przyjęcie - rzekła Alaja, smutniejąc na chwilę. - 

RS

background image

 

42

 

Annis pozwoliła nam przyjść cię zobaczyć, zanim pójdziemy spać. 

Szkoda, że dzisiaj nam nie poczytasz. 

- Kochanie, ja także bardzo tego żałuję, ale nie mogę zawieść 

waszego wujka, który wydaje przyjęcie. Ale przecież ty możesz 

poczytać rodzeństwu. Potem to będzie dla nich piękne wspomnienie. 

- A zobaczymy cię jutro przed wyjazdem? 

- Przyjdę się pożegnać - obiecała Melissa, która już czuła smutek 

z powodu rozstania z nimi. - Musicie do mnie pisać, żebym wiedziała, 

co się u was dzieje. I wasz wujek musi wam robić zdjęcia, żebym 

widziała, jak szybko rośniecie. 

- Nie chcę, żebyś jechała - oświadczył Hamid. 

- Wiem. Ale napiszę do was z Anglii, a potem z Ameryki. 

Chłopiec tylko wzruszył ramionami. 

- Coś nie tak? - spytał Surim, który właśnie nadszedł 

korytarzem. 

- Nie, skądże. Dzieci po prostu przyszły zobaczyć mnie przed 

przyjęciem - wyjaśniła Melissa, podniosła wzrok i oniemiała. 

Wspaniale prezentował się w smokingu, wydawał się jeszcze 

bardziej męski i pociągający. Serce zabiło jej mocniej, kiedy ich 

spojrzenia spotkały się, 

- Ty też ładnie wyglądasz, wujku - odezwała się nieśmiało Alaja. 

Melissa nie była pewna, czy będzie umiał zareagować w 

odpowiedni sposób 

- Dziękuję, Alajo. Miło jest usłyszeć komplement od uroczej 

młodej damy. 

Melissa miała ochotę bić mu brawo. 

RS

background image

 

43

 

- Ładnie powiedziane. A teraz, moi drodzy, do łóżek. Rano 

przyjdę do was. 

Każde z nich uściskało ją mocno, potem cała trójka obeszła 

szerokim łukiem szejka i popędziła na górę. 

- Onieśmielasz je - zauważyła, gdy szli ku schodom. Lada 

moment mieli zjawić się pierwsi goście. 

- Nie znam się na dzieciach. 

- Spędzaj z nimi trochę czasu. Pokaż im, że są dla ciebie ważne. 

Przecież jesteś ich najbliższą rodziną, prawda? 

- Ich babka też mieszka w Qu’Arim, ale źle się czuje i nie może 

się nimi zajmować. 

- Często ją widują? 

- Nie, nie widziały jej od pogrzebu. 

Zatrzymał się u szczytu schodów, ujął dłoń Melissy i ucałował 

delikatnie. 

- Pięknie wyglądasz. 

- Dziękuję. I dziękuję za wydanie przyjęcia, z wielką 

przyjemnością poznam twoich przyjaciół z QuArim. Twój kraj mnie 

fascynuje. 

- Zaniedbałem cię podczas tej wizyty, wybacz. Praktycznie nic 

nie zobaczyłaś i nic nie zwiedziłaś. Powinienem był o tym pomyśleć. 

- Nie przyjechałam tu w celach turystycznych, przyjechałam 

pomagać Maksowi - mówiąc to, zastanawiała się, czy Surim jest 

świadom tego, że wciąż trzyma ją za rękę. - Może jeszcze kiedyś 

odwiedzę Qu'Arim, wtedy zobaczę więcej. 

- Może. 

RS

background image

 

44

 

Puścił jej dłoń i zeszli na parter. Całe szczęście, że jutro 

wyjeżdżamy, pomyślała. Już zaczęła durzyć się w Surimie, więc 

dłuższy pobyt mógłby zakończyć się złamanym sercem, na co 

oczywiście nie miała najmniejszej ochoty. 

Zaczęli zjawiać się pierwsi goście. Szejk witał każdego, zaś 

Melissa stała w głębi sali, obserwując przychodzących. Wkrótce 

podszedł do niej mężczyzna koło siedemdziesiątki, o gęstych siwych 

włosach i ciemnej, miedzianej skórze. 

- Jego Wysokość powiedział mi, że przyjechała pani z Anglii i 

polecił, żebym dziś wieczorem był do pani usług. - Skłonił się lekko. - 

Jestem Asid ibn Tarvor. Przez wiele lat mieszkałem w pani kraju. 

Szczególnie piękna jest tam Kraina Jezior. 

- Ja również bardzo ją lubię. Ale pański kraj wydaje mi się 

jeszcze piękniejszy. 

Asid zaprowadził ją do najbliższej grupki osób, dokonał 

prezentacji, po kilku minutach rozmowy zabrał Melissę dalej, 

przedstawił kolejnym gościom, aż wreszcie miała wrażenie, że 

poznała wszystkich. Naraz zauważyła, jak Surim wprowadza na salę 

olśniewającą brunetkę w złocistej sukni, która doskonale uwydatniała 

atuty jej wyjątkowo ponętnej figury. 

- Deallah - wyjaśnił Asid, gdy spostrzegł zainteresowanie 

Melissy. - Nie sądzi pani, że to prawdziwa piękność? Czas najwyższy, 

żeby Jego Wysokość się ożenił... 

Czy ten komentarz miał oznaczać, że ta Deallah jest Surimowi w 

jakiś sposób przyrzeczona? Melissa poczuła się okropnie na myśl, że 

mógł już mieć wybraną przyszłą żonę, a przy tym całować się z nią. Z 

RS

background image

 

45

 

drugiej strony ta kobieta była oszałamiająca i doskonale do niego 

pasowała, tworzyli razem wyjątkową parę. 

- Widzę, że chyba słusznie zrobiłem, wybierając Asida -

zauważył Surim, zatrzymując się przed nimi. 

- Jak najbardziej. Dziękuję za przysłanie mi tak miłego 

towarzysza. 

Z grzecznym uśmiechem spojrzała na jego towarzyszkę, a wtedy 

Surim przedstawił je sobie. 

- Panie pozwolą... Deallah bin Attuila. A to panna Melissa Fox z 

Anglii, która służy nieocenioną pomocą w pracach nad powstaniem 

nowego kurortu. 

Wydęte usta Deallah oraz niezadowolony błysk w jej oczach nie 

wróżyły wielkiej przyjaźni z jej strony. Szybko cofnęła dłoń, którą 

podała Melissie, znowu wzięła Surima pod ramię. 

- Widzę, że szejk docenia pani pracę. Surimie, chodźmy, 

chciałam porozmawiać z ambasadorem. 

Gdy tamci dwoje się oddalili, Asid podsumował: 

- Piękna kobieta. Będzie dobrą żoną i da mu wielu synów. 

- Mężczyźni zawsze chcą mieć syna... - rzekła z wyrzutem 

Melissa. 

Obserwowała oddalającą się parę, czując ukłucie zazdrości. 

Oczywiście nie mogła równać się z Deallah, ale to ją Surim pocałował 

w rękę! I to jej powiedział, że jest piękna! 

Dziewczyno, chyba upadłaś na głowę, zganiła się w myślach. 

Nie ma sensu marzyć o czymś, co i tak nigdy nie mogłoby się ziścić. 

RS

background image

 

46

 

- Panno Fox, Jego Wysokość powinien mieć syna, żeby 

zapewnić ciągłość rządów. Co byśmy zrobili, gdyby zmarł 

bezpotomnie? 

- Wybrali nowego władcę - odparła bez namysłu, na co ujrzała 

wyraz szoku na jego twarzy. - Przepraszam, to zachodni sposób 

myślenia. Oczywiście życzę szejkowi, by żył jak najdłużej i miał tuzin 

synów. 

- Aż tylu to może lepiej nie - odparł z humorem Asid. 

Roześmiała się. 

- Proszę mi opowiedzieć o swoim ulubionym miejscu w Krainie 

Jezior. 

- Z przyjemnością. A może wyjdziemy przejść się po ogrodach? 

Tam będzie chłodniej i ciszej niż tutaj. 

Chętnie przystała na tę propozycję i wyszli na przechadzkę, 

rozmawiając najpierw o pięknych miejscach w Anglii, a potem 

o słynnych farmach pereł w Qu'Arim, których Melissa niestety nie 

widziała i o tym, że już następnego dnia musiała wracać do kraju. 

Nagle z najwyższego piętra rezydencji dobiegł krzyk. 

- Hamid - odgadła natychmiast. - Asidzie, zechce mi pan 

wybaczyć, muszę iść. Dziękuję za dotrzymywanie mi towarzystwa, 

dzięki panu spędziłam bardzo miły wieczór. Ale teraz ktoś mnie pilnie 

potrzebuje. 

Nie czekając na odpowiedź, pomknęła z powrotem do domu, 

wbiegła po schodach na drugie piętro i wpadła do sypialni Hamida, 

gdzie Annis stała nad łóżeczkiem chłopca i próbowała go obudzić, 

mówiąc coś po arabsku. Mały ponownie krzyknął przeraźliwie i 

RS

background image

 

47

 

zaczął płakać przez sen. Zza pleców Melissy wychyliła się główka 

Alai. 

- Obudził mnie - poskarżyła się dziewczynka. 

Melissa łagodnie odsunęła Annis, wzięła Hamida na ręce i 

przytuliła go do siebie. 

- Już dobrze, kochanie, już dobrze. Obudź się. To tylko zły sen, 

nic więcej. Obudź się, Hamidzie, jestem przy tobie - mówiła łagodnie. 

Chłopiec ucichł. 

- Mamusia? - spytał z niedowierzaniem. 

- Nie, kochanie. To ja, Melissa. Jesteś w domu wujka Surima, 

pamiętasz? 

- Ja chcę do mamy! - Znowu zaczął płakać. 

- Ćśśś... Jesteś bezpieczny. Zobacz, jest tu twoja siostra i ja 

jestem. Już dobrze. 

- Co się tutaj dzieje? - spytał Surim, który pojawił się w progu. 

Annis wyrzuciła z siebie potok arabskich słów, którym 

towarzysząca Surimowi Deallah przysłuchiwała się z błyskiem w oku. 

- Dość - uciął pan domu, mówiąc po angielsku. 

- Im szybciej odeślesz ich do szkoły z internatem, tym lepiej - 

powiedziała Deallah. Też po angielsku. 

Melissę zmroziło. Hamid przestał płakać i spojrzał na wujka ze 

zgrozą. Alaja odwróciła się. 

- Odsyłasz nas?! 

Melissa chętnie wymierzyłaby Deallah siarczysty policzek za tę 

bezmyślną, okrutną uwagę. Proszącym wzrokiem popatrzyła na 

Surima. Nie mógł oddać tych dzieci pod opiekę jakimś obcym 

RS

background image

 

48

 

ludziom. Co gorsza, rodzeństwo zostałoby wtedy rozdzielone, a to już 

byłby dla nich ostateczny cios. 

- Surimie... - zaczęła bezradnie, nie wiedząc, co powiedzieć i jak 

go błagać. 

- Powiedziałem: dosyć! - Odwrócił się do Deallah i przeszedł na 

arabski: - Zdradziłem ci to w zaufaniu. To tak traktujesz poufne 

informacje? - spytał gniewnie, tracąc złudzenia co do niej. Zawiodła 

go, ponadto uciekła się do manipulacji, ponieważ nie było możliwe, 

by podobna uwaga mogła jej się wymknąć przypadkiem, zwłaszcza w 

rodzimym języku tych dzieci. - Wracaj na przyjęcie i nie mów 

nikomu, co tutaj zaszło. Czy przynajmniej w tej kwestii mogę na 

ciebie liczyć? 

- Tak, Surimie. Wybacz. Nie chciałam nic złego - odparła 

potulnie i wyszła. 

Pan domu spojrzał na Annis, a jego frustracja wzrosła. Ta 

kobieta zupełnie sobie nie radziła. Z drugiej strony częściowo 

rozumiał, czemu babka dzieci nalegała na zatrudnienie właśnie jej - to 

ona była przed laty nianią Mary. Różnica polegała na tym, że wtedy 

Annis była o dwadzieścia lat młodsza, miała pod opieką tylko jedno 

dziecko, w dodatku porozumiewała się z nim bez trudu po arabsku. 

Angielski Annis pozostawiał wiele do życzenia, a kiedy się czymś 

przejęła lub zdenerwowała, angielskie słowa natychmiast wylatywały 

jej z głowy. 

- Możesz odejść. Ja i panna Fox poradzimy sobie. Kiedy 

opiekunka wyszła, odwrócił się do pozostałej trójki, która patrzyła na 

RS

background image

 

49

 

niego takim wzrokiem, jakby mieli przed sobą zupełnie obcego 

człowieka. 

- Proszę, obiecaj im, że zostaną tutaj - odezwała się Melissa po 

francusku. - Dopiero co straciły jeden dom, nie mogą tak szybko 

stracić drugiego. W dodatku nie znajdziesz takiej szkoły z internatem, 

która przyjmie całą trójkę. Jeśli ich rozdzielisz, będzie to dla nich 

prawie taki sam cios jak śmierć rodziców. Potrzebują siebie 

nawzajem. 

- W takim razie co miałbym zrobić według ciebie? - odparł w 

tym samym języku. 

- Znaleźć im drugą opiekunkę, mówiącą dobrze po angielsku, 

żeby w tym przejściowym okresie pomogła im zaadaptować się tutaj. 

- Dobrze. Pozwolę im tutaj zostać, jeśli ty zostaniesz do pomocy. 

- Co?! 

Dzieci spojrzały na nią z niepokojem. Melissa wiedziała, że nie 

powinna przy nich podnosić głosu, ale propozycja Surima była nie do 

przyjęcia. 

- Nie mogę tu zostać, przecież wiesz, że czeka na mnie inna 

praca. Za kilka tygodni lecę do Stanów. 

- Zostań - powtórzył. - Jeśli naprawdę zależy ci na dobru tych 

dzieci, zostań i pomóż im w tym okresie przejściowym. Nie musisz 

cały czas zajmować się nimi sama, zatrzymamy Annis. 

Próbowała zastanowić się na spokojnie. Była połowa stycznia, 

praca w Bostonie zaczynała się dopiero za miesiąc. Tyle chyba 

wystarczy, żeby przeprowadzić dzieci przez najtrudniejszy okres, w 

RS

background image

 

50

 

tym czasie Surim zdąży znaleźć dla nich mówiącą po angielsku 

nianię. 

- Melisso, czy będziemy odesłani do internatu? - spytała ze 

strachem Alaja. 

- Nie - odparła zdecydowanie. Trudno, może Max zrozumie, że 

to jest ważniejsze. Spojrzała na Surima. - Zostaję. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

51

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

- Kiedy położysz dzieci spać, przyjdź do mojego gabinetu. 

Przedyskutujemy warunki twojej pracy, a potem wrócimy na przyjęcie 

- rzekł oficjalnym tonem, lekko skinął głową i wyszedł. 

Alaja zarzuciła jej ręce na szyję. 

- Och, dzięki! Jak cudownie, że zostaniesz z nami! 

- Będziesz naszą nową mamusią? - spytał Hamid. 

- Nie, kochanie. Ja tu pobędę tylko jakiś czas - wyjaśniła, 

wiedząc, że wróci do Anglii za dwa lub najdalej trzy tygodnie, bo 

przecież musi przygotować się do przeprowadzki do Bostonu. - A 

teraz damy ci ciepłego mleka z cynamonem, będziesz po nim spał bez 

żadnych koszmarów. 

- Nie chcę spać. Jak śpię, to wjeżdża na mnie wielka ciężarówka. 

- Zobaczysz, Hamidzie, tym razem będziesz smacznie spał do 

samego rana. 

Pół godziny później zeszła na parter i przystanęła w głównym 

holu. Po lewej przyjęcie trwało w najlepsze, słyszała gwar głosów i 

muzykę kwartetu smyczkowego. Rozejrzała się, nie mając pojęcia, 

gdzie może znajdować się gabinet pana domu, nigdy tam nie była. W 

ogóle dość słabo znała rozkład rezydencji. 

Zauważyła uchylone drzwi w połowie korytarza po prawej, 

padało zza nich światło. Ruszyła w tamtym kierunku. 

- Chwileczkę! - rozległ się za jej plecami głos Deallah. -Dokąd 

pani idzie? Tamta część domu jest prywatna. 

RS

background image

 

52

 

- Szukam Jego Wysokości, kazał mi przyjść do swojego 

gabinetu. 

- W jakim celu? 

Melissa aż uniosła brwi ze zdziwienia. 

- Wie pani, to prywatna sprawa. 

- Prywatna? Wydawało mi się, że dopiero go pani poznała. 

- Pani wybaczy, muszę iść. - Melissa próbowała grzecznie 

uwolnić się od towarzystwa tej irytującej kobiety. 

- Chodzi o dzieci? Im szybciej je odeśle, tym lepiej. Ma zbyt 

wiele obowiązków, żeby jeszcze obarczać go opieką nad sierotami. - 

Deallah nieświadomie trafiła Melissę w czuły punkt. 

- Właśnie dlatego, że zostały sierotami, potrzebują jego opieki - 

rzekła cicho, lecz dobitnie. - Jest ich wujkiem i powinien się nimi 

zajmować, szczególnie teraz, gdy przeżywają żałobę. 

Deallah machnęła ręką. 

- Dobra szkoła potrafi zdziałać cuda. 

- Skąd to przekonanie? Czy panią odesłano jako małe dziecko do 

internatu? 

- Niestety, nie. Ale wiele dzieci trafia do znakomitych szkół i 

tylko na tym korzystają. Sama planuję wysłać moje dzieci do Francji, 

tam zdobędą bardzo dobre wykształcenie, nabędą ogłady i staną się 

światowymi ludźmi. 

- Małe dzieci nie potrzebują być światowcami. A teraz 

przepraszam, muszę znaleźć Surima. 

- Surima? Mówi mu pani po imieniu? - W głosie Deallah 

brzmiało niezadowolenie. - Dobrze, skoro pani go szuka, zaprowadzę 

RS

background image

 

53

 

panią do jego gabinetu - zdecydowała i ruszyła w stronę uchylonych 

drzwi. 

Melissa poszła za nią, zastanawiając się, jaką grę prowadzi ta 

kobieta. I jakie życie miałyby jej dzieci urodzone w związku z 

Surimem. Bez wątpienia byłyby bardzo urodziwe, ale czy kochane? 

- Surimie, goście pytają o ciebie - oświadczyła Deallah, stając w 

progu. - Gdy tylko skończysz, dołącz do nas. 

Wstał zza biurka i podszedł do nich z nieprzeniknionym 

wyrazem twarzy. 

- Nie zaniedbałbym moich gości dla jakiejś błahej sprawy. 

Melisso, wejdź, proszę. Deallah, musimy cię przeprosić. - Zamknął 

drzwi za Melissą i wskazał wygodne foteliki stojące pod oknem. Gdy 

usiadła, zajął miejsce obok. - Porozmawiam z Maksem, jeśli chcesz. 

- Nie, dziękuję, sama mu powiem. Tutaj także mogę robić dla 

niego tłumaczenia i przesyłać je e-mailem. Nie chcę tak nagle 

pozbawiać go tłumacza, więc mam nadzieję, że się zgodzisz, żebym 

kontynuowała pracę dla niego, gdyby dalej mnie potrzebował. 

Skinął głową. 

- Za miesiąc zaczynam pracę w Bostonie, więc za trzy tygodnie 

muszę stąd wyjechać. 

- Zrezygnuj z tamtej pracy - zażądał.  

Aż zamrugała oczami ze zdziwienia. 

- Nie mogę, już się umówiłam z McDonaldami. Te trzy tygodnie 

powinny wystarczyć, żeby dzieci Mary zdołały się tutaj zaadaptować. 

Odchylił się na oparcie, złożył dłonie w wieżyczka oparł brodę 

na wyprostowanych palcach. 

RS

background image

 

54

 

- A jeśli nie wystarczą? 

- Z łatwością znajdziesz kogoś na moje miejsce. Kto nie 

chciałby tutaj pracować? Jestem pewna, że kobiety będą walczyć o tę 

pracę. 

- Ty jakoś o nią nie walczysz, przeciwnie. 

- Ponieważ na mnie czeka już inna posada. - Pomyślała, że to 

dobry moment, żeby coś utargować. - Aha, zostanę tutaj pod kilkoma 

warunkami. 

- Jakie to warunki? 

- Po pierwsze, bardziej zaangażujesz się w zajmowanie się 

dziećmi - oświadczyła, wiedząc, że za podobną brawurę może zostać 

natychmiast wyproszona z tego domu. W końcu rozmawiała z 

szejkiem. 

Wyglądał na zaskoczonego jej żądaniem. 

- Ja już i tak prowadzę bardzo pracowite życie. 

- Zdaję sobie z tego sprawę. Ale jesteś panem tego życia, więc 

wygospodaruj w nim trochę czasu dla swoich dzieci. 

-To nie są... 

Uciszyła go, unosząc dłoń, a potem pomyślała, że to będzie cud, 

jeśli ta rozmowa zakończy się pokojowo. Trudno, dla dobra tej trójki 

była gotowa na wszystko. 

- Nie są twoimi dziećmi w biologicznym sensie, ale stając się ich 

opiekunem, wszedłeś w rolę ich rodzica. To ty będziesz miał 

największy wpływ na ich dalsze życie, dlatego jest tak ważne, 

żebyście się wzajemnie jak najlepiej poznali. 

- Jak? One się mnie boją. 

RS

background image

 

55

 

- Ponieważ z nimi nie rozmawiasz i nie znają cię. Są 

nieszczęśliwe, przestraszone, straciły grunt pod nogami. No i 

dowiedziały się, że chcesz je stąd odesłać. To wcale nie pomogło. 

- Nie ja to powiedziałem.  

Tylko machnęła ręką. 

- Po drugie, trzeba coś zrobić w sprawie Annis, zanim dzieciaki 

ją znielubią. Myślę, że ona nie bardzo sobie radzi, ponieważ sama jest 

wytrącona z równowagi po śmierci Mary, którą wychowała. Moim 

zdaniem mogłoby pomóc, gdyby Annis uczyła je arabskiego, a one ją 

angielskiego. Tylko musiałbyś poprzeć ten pomysł, żeby chciały to 

robić. 

- Załatwione. Coś jeszcze? 

- Tak, jeszcze jedna rzecz. Raz albo dwa razy w tygodniu dzieci 

powinny jadać kolację razem z tobą w jadalni, nauczą się w ten 

sposób dobrych manier, ponadto będziesz mógł im opowiadać o 

rodzinie, o tradycji, o kraju. To wszystko jest bardzo ważne dla ich 

rozwoju, 

- Dla rozwoju dwulatki również? - spytał z ironią. 

- Nadia może zacząć brać udział w takich kolacjach za jakieś 

dwa lata, ale Hamid i Alaja są już wystarczająco duzi. 

Skinął głową. 

- Będziesz jadała z nami - zarządził. - Mogłabyś też od Annis 

nauczyć się trochę po arabsku. 

- Nie zostanę tutaj tak długo, żebym zdążyła go opanować, ale 

pomysł jest dobry, będę się uczyć razem z dziećmi, to im pomoże. To 

RS

background image

 

56

 

już wszystkie moje warunki. Czy dostanę taki sam strój jak reszta 

służby? 

Popatrzył na nią ze zdziwieniem. 

- Ty nie należysz do służby, jesteś nadal moim gościem. Mam 

nadzieję, że znajdziesz czas na zwiedzanie i odpoczynek. Nie chcę, 

żebyś pracowała, ja tylko proszę o udzielenie pomocy przy dzieciach. 

Nie spodziewała się takiej odpowiedzi, sądziła, że będzie jakąś 

podrzędną nianią, tymczasem zachowywała status gościa. To zupełnie 

zmieniało postać rzeczy, gdyż gościa traktuje się inaczej... Pomyślała 

o tamtym pocałunku. 

- Myślałam, że mam być pracownikiem. 

- Ależ nie. Dlatego zapraszam, żebyś towarzyszyła mi podczas 

posiłków, kiedy będę jadał w domu i opowiadała mi o tym, jakie 

postępy robią dzieci. - Wstał. - A teraz muszę wracać do moich gości. 

Wrócili na przyjęcie. Dellah stała przy samych drzwiach, 

rozmawiając z przyjaciółmi i co chwilę zerkając w stronę korytarza. 

Melissa ledwie zwróciła na nią uwagę, zajęta szukaniem Maksa. 

- O co chodzi? - spytał, kiedy znalazła go i poprosiła o chwilę 

rozmowy. 

- Szejk zażyczył sobie, żebym została tu trochę dłużej i pomogła 

dzieciom zaadaptować się do nowych warunków. Ale nadal mogę 

robić dla ciebie tłumaczenia, będę ci je przesyłać faksem albo e-

mailem od razu z oryginalną dokumentacją. 

Zmarszczył brwi. 

- Dasz sobie radę ze wszystkim? Skoro masz zajmować się 

dziećmi, to jak zdołasz robić jeszcze tłumaczenia? 

RS

background image

 

57

 

- Nie jestem pełnoetatową nianią, ja tylko pomagam. Zostaję tu 

na prawach gościa, Surim chce, żebym miała też czas na zwiedzanie i 

odpoczynek. Na pewno znajdę czas również na tłumaczenia, zresztą 

teraz i tak będzie ich mniej, bo prawie wszystko jest już ustalone. 

Ponieważ czuła się trochę wytrącona z równowagi tą nagłą 

zmianą sytuacji i potrzebowała to wszystko przemyśleć, nie miała 

ochoty pozostawać dłużej na przyjęciu. Odszukała Asida, ponownie 

podziękowała mu za miły wieczór, pożegnała się z nim i wróciła do 

swojego pokoju. 

Ostatnie jej myśli przed zaśnięciem dotyczyły Surima. 

Rano pobiegła na piętro do pokoju, który przeznaczono na 

jadalnię dla dzieci. Stół już nakryto, lecz jeszcze nie przyniesiono 

jedzenia. Pierwsza zauważyła ją Nadia i popędziła ku niej. 

- Powiedziałaś w nocy, że zostajesz. Naprawdę zostajesz? - 

upewnił się Hamid. 

- Na trochę. W lutym muszę jechać do Ameryki. 

- Ale my chcemy, żebyś została na zawsze - odparł z przejęciem. 

Czułym gestem potargała mu włosy. 

 - I tak zostanę całkiem długo, A na razie zjem z wami śniadanie. 

Do pokoju weszła Annis, którą widok Melissy wyraźnie 

zaskoczył. 

- Przyszła się pani pożegnać? 

- Przyszłam zjeść z dziećmi śniadanie. 

- Zaraz poślę do kuchni po więcej jedzenia - obiecała coraz 

bardziej zdumiona opiekunka. - Mam nadzieję, że nie spóźni się pani 

na samolot. 

RS

background image

 

58

 

Czyżby Annis jeszcze o niczym nie wiedziała? W takim razie 

Melissa musiała jej przekazać wiadomości w taktowny sposób, by jej 

nie obrazić. 

- Jego Wysokość nie zdążył z panią porozmawiać. Zażyczył 

sobie, żebym została tu przez parę tygodni i pomogła dzieciom 

przywyknąć do nowych warunków. Mam nadzieję, że pani i ja 

zdołamy wspólnymi siłami ułatwić im ten trudny okres, jaki teraz 

przechodzą. Trochę potrwa, zanim poczują się tu jak w domu. 

Annis wyszła, gdy tylko przyniesiono jedzenie, nie usiadła 

razem z nimi do stołu. Melissa miała nadzieję, że kobieta nie poczuła 

się urażona, i postanowiła mocniej zaangażować ją nie tylko w czysto 

fizyczną opiekę nad dziećmi, ale także w ich rozwój. Namówi ją na 

uczenie dzieci arabskiego, będą też musiały zastanowić się, jak pomóc 

dzieciom w przerwanej nauce. Nadię należało uczyć nazw kolorów i 

kształtów, Hamid powinien ćwiczyć pisanie, Alaja powinna czytać po 

angielsku. 

Tak, było wiele rzeczy do zaplanowania. 

O czwartej młodsze dzieci obudziły się z popołudniowej 

drzemki, a w nagrodę za grzeczne zachowanie przez cały dzień i za 

cierpliwość, kiedy ona i Annis długo omawiały sytuację i układały 

plany, Melissa zabrała całą trójkę na plażę. Gdy wychodzili, zbliżył 

się do nich jeden ze służących, przynosząc na małej srebrnej tacy list 

w kremowej kopercie. 

- Do pani, panno Fox. 

Melissa sięgnęła po list i otworzyła go, czując się przez moment 

jak pani tego domu. 

RS

background image

 

59

 

Max jest już w drodze do Anglii. Mam dzisiaj dużo pracy i nie 

zdołam wrócić na kolację. Surim. 

Poczuła się mocno rozczarowana, dowiadując się, że nie 

zobaczy go tego dnia. Z westchnieniem złożyła list i wsunęła go do 

kieszeni. 

Kiedy wieczorem położyła dzieci spać, poszła jeszcze na spacer 

po ogrodzie. Tak, to był dobry dzień. Annis okazała prawdziwe 

zadowolenie, gdy zrozumiała, że celem dłuższego pobytu Melissy jest 

pomaganie jej i dzieciom, miło zaskoczyła ją też informacja, że ona 

sama ma ich wszystkich uczyć arabskiego. 

- Czy one tego chcą? - spytała ze zdziwieniem. 

- Przecież Qu'Arim jest odtąd ich domem, prawda? Muszą znać 

język, a kto będzie lepszym nauczycielem od pani, która wychowała 

również ich mamę? One chętnie posłuchają o niej, więc może ich pani 

uczyć arabskiego, opowiadając o Marze, gdy była małą dziewczynką. 

- Nie, my nigdy o niej nie mówimy - zaprotestowała Annis. 

- Ale dlaczego? 

- Żeby nie przypominać dzieciom o smutnych rzeczach. 

- Kiedy właśnie cne potrzebują rozmawiać o rodzicach, żeby o 

nich nie zapomnieć i żeby wiedzieć, że inni też o nich pamiętają i 

wspominają ich bardzo ciepło - przekonywała Melissa. - Chciałabym 

zabrać je do ich babci, ona pewnie ma zdjęcia swojej córki jako 

dziewczynki. Powinny je zobaczyć. 

Annis zawahała się. 

- Pani Tante Tazil ma ich dużo, ja też mam trochę. Mara była 

wyjątkowym dzieckiem. 

RS

background image

 

60

 

- W takim razie trzeba podzielić się z nimi tymi wspomnieniami. 

Tak więc w ciągu jednego dnia udało jej się zarazić Annis 

swoimi pomysłami, teraz jeszcze tylko Surim powinien zacząć 

spędzać więcej czasu z dziećmi. A gdy to zrobi, ani się obejrzy, jak 

zacznie za nimi przepadać, bo dzieciaki były cudowne. Wyjątkowe 

jak ich mama. 

- Widzę, że znalazłaś moje ulubione miejsce. - Surim wyłonił się 

z cienia. 

Uśmiechnęła się, zaskoczona jego obecnością. 

- Uwielbiam twój ogród. Zresztą znasz Anglików i naszego fioła 

na punkcie kwiatów i ogrodów. Ten jest przepiękny. 

- Cóż, nie mogę przypisywać sobie zasługi, mam tu znakomitych 

ogrodników - odparł, siadając obok niej na ławce. - Zapachy i kolory 

kwiatów to uczta dla zmysłów. 

Serce zabiło jej szybciej. Albo uodporni się na urok Surima, albo 

znajdzie się w poważnych kłopotach. 

- Raj - dopowiedziała. 

- Zgadza się. - Milczał przez długą chwilę. - Mam jeszcze jeden. 

- Ale co? 

- Raj. To mała oaza na pustyni, dzika, odcięta od świata. Lubię 

tam czasem jeździć, wracać do korzeni, przecież my byliśmy 

nomadami, nazywaliśmy pustynię swoim domem. 

- To musi być wspaniałe miejsce. 

- Dla niektórych tak. Inni uważają je za surowe i nieprzyjazne. 

Westchnęła. 

RS

background image

 

61

 

- Bardzo chciałabym zobaczyć pustynię. Stolica Qu'Arim 

przypomina stolice europejskie, więc czuję się prawie jak w 

Londynie, tylko napisy są inne. Ale pustynia... To byłoby zupełnie 

nowe doświadczenie. 

Uśmiechnął się, zaś Melissa czym prędzej odwróciła wzrok, 

żeby nie zrobić czegoś głupiego, czego potem musiałaby żałować. 

- Może uda nam się tam pojechać przed twoim wyjazdem. 

- Byłoby mi bardzo miło - rzekła uprzejmie, starannie ukrywając 

rozpierającą ją radość. - Zawsze tak długo pracujesz? - spytała, 

zauważając zmęczenie na jego twarzy. I kilka srebrnych nitek na 

skroniach, chociaż był jeszcze za młody, żeby zacząć siwieć. 

- Musiałem wziąć udział w oficjalnej kolacji. Sprawy, które 

trzeba było omówić, dałoby się załatwić znacznie sprawniej i szybciej, 

ale protokół na to nie pozwala, nasze tradycyjne obyczaje bywają 

bardzo nużące. 

- Jesteś władcą, więc możesz zmienić protokół - oświadczyła 

beztrosko. 

- Jak dzieci? - spytał, zmieniając temat. - Nie wykończyły cię? 

- Po jednym dniu? Skądże. Zadbałam o to, żeby znaleźć 

bezpieczne ujście dla ich energii. Położyłam je spać jakiś czas temu, 

właśnie miałam do nich zajrzeć. Może poszlibyśmy razem? 

W bawialni zastali Annis, która robiła na szydełku. Wstała na 

widok szejka, lecz gestem kazał jej usiąść z powrotem. 

- Z dziećmi wszystko w porządku? - spytał po arabsku. 

RS

background image

 

62

 

- Tak, Wasza Wysokość. Tyle się dzisiaj nabiegały, że powinny 

spać aż do rana. - Zerknęła na Melissę. - Panienka chce, żebym uczyła 

je po naszemu. 

- Popieram ten pomysł. Nie wiem, czy zostaną tu przez całe 

życie, ale powinny znać język tego kraju i jego obyczaje. Dobrze 

zrobisz, ucząc ich języka. 

- Ona też chce się uczyć. 

- Czy to ci przeszkadza? 

- Nie. Długo zostanie? 

- Mam nadzieję, że na tyle długo, żeby dzieci zdążyły się tu 

zadomowić. W lutym zaczyna inną pracę. Jak ją oceniasz? Jest 

pomocna? 

- Tak, Wasza Wysokość. Łatwiej sobie z nimi poradzić, gdy ona 

tu jest. Czy nie mogłaby zostać dłużej? 

- Trochę za wcześnie o tym mówić, ale ja też mam nadzieję, że 

zostanie. 

Tymczasem Melissa przeszła przez korytarz, zajrzała do pokoju 

Hamida i troskliwie otuliła chłopczyka przykryciem. Poruszył się. 

- Mamusia? - spytał półprzytomnie. 

- Nie, kochanie, mamusia jest w niebie. To ja, Melissa. Śpij 

dobrze, jesteś bezpieczny. Tutaj zawsze będziesz bezpieczny. 

Kiedy odwróciła się, ujrzała w progu Surima. 

- Boi się i dlatego miewa koszmary - wyjaśniła szeptem. - Śni 

mu się, że wjeżdża na niego ciężarówka. Z czasem pewnie mu to 

przejdzie, ale to musi trochę potrwać. 

RS

background image

 

63

 

- Czyli możemy spodziewać się dzisiaj w nocy kolejnych 

krzyków. 

- Może nie tyle spodziewać się ich, co nie dziwić się, jeśli 

Hamid znów nas wszystkich obudzi. Ale postaram się dostarczyć 

dzieciom w ciągu dnia tyle zajęć, żeby w nocy spokojnie spały. Czy 

spędzisz z nimi jutro trochę czasu? 

Spojrzał przez uchylone drzwi na Hamida. O czym dorosły 

mężczyzna mógł rozmawiać z takim małym chłopczykiem? 

- Mam o dziesiątej ważne spotkanie. 

- W sobotę? W takim razie zjedz z nimi śniadanie.  

Skinął głową. 

- Ale ty też będziesz. 

- Oczywiście. A skoro nie masz czasu jutro, to może znalazłbyś 

go w niedzielę? Mógłbyś pójść z nami na plażę. 

Pomyślał o wszystkich rzeczach, które planował zrobić w 

niedzielę, a potem zrezygnował z nich i wyraził zgodę, za co został 

nagrodzony promiennym uśmiechem. Jej radość była szczera, Melissa 

chyba nie potrafiła ukrywać swoich uczuć ani niczego udawać - w 

odróżnieniu od kobiet, które znał. Chyba rzeczywiście musiał 

poświęcić czas na poznanie jej lepiej, bo wtedy uda mu się odgadnąć, 

co powinien zrobić, żeby została. 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

64

 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Punktualnie o ósmej rano Melissa weszła do jadalni dla dzieci, 

gdzie od razu musiała wziąć na ręce domagającą się tego Nadię. 

- Ale jesteśmy głodni! - przyznała Alaja. - Możemy już siadać 

do stołu? 

Melissa popatrzyła na cztery nakrycia i zawołała Annis, która 

mieszkała w sąsiednim pokoju. 

- Dzień dobry - rzekła opiekunka, wchodząc do pokoju. - Czy 

coś się stało? 

- Nie, ale potrzebne jest jeszcze jedno nakrycie. Czy musimy 

posłać po nie do kuchni? 

- Nie, tam w kredensie są dodatkowe nakrycia. Ale czemu pani 

pyta? Ja wezmę tacę z jedzeniem do siebie, pani zje z dziećmi. 

- Dzisiaj przyjdzie też Jego Wysokość. - Melissa postawiła 

Nadię na ziemi i podeszła do kredensu. 

- Kto? - zdziwił się Hamid. 

- Wujek Surim. 

Usłyszała za plecami jakieś szepty, a kiedy odwróciła się, 

trzymając dodatkowy talerz i sztućce, ujrzała buntownicze miny 

dzieci. 

- Wcale go tu nie chcemy - oznajmiła Alaja. 

- On nas nie lubi, to my jego też - dodał Hamid. 

- Nonsens. - Melissa dołożyła piąte nakrycie. - Po prostu musicie 

się lepiej poznać. 

RS

background image

 

65

 

- On chce nas odesłać - rzekła oskarżycielsko Alaja. 

- Czy możemy mieszkać u ciebie? - spytał Hamid. 

- Kochanie, ja nie mam własnego domu. Dajcie wujkowi szansę, 

dobrze? On was jeszcze zaskoczy, zobaczycie. 

Szejk zjawił się parę chwil później, oficjalnie przywitał się z 

każdym z dzieci, a potem pytająco spojrzał na Melissę, która nie 

wiedziała, czy ma się śmiać, czy załamywać ręce. Co zrobić, żeby on 

wreszcie chociaż trochę się rozluźnił? 

- Dzień dobry. Bardzo się cieszymy, że przyszedłeś do nas. 

- Wcale nie - mruknął pod nosem Hamid. 

- Możemy zaczynać śniadanie? - spytał Surim. - Mam spotkanie 

o dziesiątej, nie mogę się spóźnić. 

Zajęli miejsca przy stole, Melissa nalała dzieciom mleka i 

nałożyła im jedzenie na talerze. Zastanawiała się, czy Surim czeka na 

obsłużenie, czy może sam naleje sobie kawy z dzbanka, który stał 

obok niego. Ku jej uldze zrobił to drugie. 

- Jakie macie plany na dzisiaj? - mówiąc to, patrzył na Melissę. 

Szkoda, że pyta mnie, a nie ich, pomyślała. 

- Dzieci, co dzisiaj robimy? - spytała. Cisza. 

- Nadia? 

- Idziemy na plażę - odparła cicho dziewczynka. 

- Właśnie. Hamid, co najbardziej lubisz robić na plaży? -

kontynuowała Melissa, starając się wciągnąć ich do rozmowy. 

- Pływać - bąknął, wbijając wzrok w talerz. 

Spojrzała na Surima, ale on wcale nie pomagał, jadł w 

milczeniu. 

RS

background image

 

66

 

- Alaja, napisałaś już listy do przyjaciółek? Jeśli tak, może wujek 

wyśle je w drodze do pracy? 

- A dlaczego on pracuje w sobotę? 

- Czemu sama go o to nie spytasz? 

Dziewczynka zawahała się, a potem spojrzała na Surima. 

- Czemu pracujesz w sobotę? Mój tatuś tak nie robił. W soboty i 

niedziele był z nami i mamusią. Jak ktoś pracuje w sklepie albo coś 

takiego, to pracuje w weekend, inni nie muszą. 

- Mam dzisiaj ważne spotkanie, czasem nie da się czegoś 

przełożyć. Będą jeszcze inne soboty, uda nam się spędzić niektóre 

razem. A co byś miała ochotę robić, gdybym nie szedł do pracy? 

Wzruszyła ramionami. 

- Nic specjalnego. Najfajniej jest iść na plażę. Jest styczeń, w 

Anglii moje przyjaciółki marzną, a my chodzimy na plażę. Ale mi 

wszyscy będą zazdrościć! 

- A ja chcę wracać do domu - powiedział buntowniczo Hamid. 

- Teraz to jest twój dom - odparł Surim. 

- Nie, nie jest. A ty myślisz, jak nas odesłać. - Chłopiec 

popatrzył na niego oskarżycielskim wzrokiem. 

- Ja chcę do domu! - zawołała Nadia i gwałtownie odepchnęła 

od siebie talerz. 

Talerz uderzył w szklankę, szklanka przewróciła się i struga 

mleka chlusnęła prosto na eleganckie spodnie szejka. 

Na moment wszyscy zamarli. Dzieci patrzyły ze zgrozą na 

wujka, potem przerażona Nadia zaczęła płakać. 

- Ja nie chciałam! 

RS

background image

 

67

 

Melissa szybko podała Surimowi płócienną serwetkę i wzięła 

Nadię na ręce. 

- Już nie płacz, kochanie. Wiemy, że nie chciałaś, że to było 

przypadkiem. 

Zerknęła na Surima. Zaraz się okaże, jaki naprawdę jest jego 

stosunek do dzieci. Jeśli rozgniewa się na dwulatkę za zwykłą 

niezręczność... 

Nie rozgniewał się. 

Wstał, osuszając spodnie serwetką. 

- Wygląda na to, że muszę się przebrać, zanim pojadę na 

spotkanie. - Z tymi słowami wyszedł. 

- Wujek jest zły i teraz to już na pewno nas stąd wyrzuci - 

zawyrokował Hamid. - A jak nas rozdzielą? Co wtedy? 

- Wujek wcale nie chce was wyrzucić, bo gdyby chciał, to nie 

prosiłby mnie o zostanie tutaj z wami. A teraz dokończcie śniadanie, 

bo nie będziecie mieć siły, żeby się bawić na plaży. 

Kiedy skończyli, oddała dzieci pod opiekę Annis, a sama zbiegła 

na dół, mając nadzieję, że Surim jeszcze nie wyszedł z domu. Znalazła 

go w gabinecie, wkładał do teczki jakieś dokumenty. 

- Masz chwilę? 

- Ale tylko chwilę. Zaraz wychodzę. 

- Wiem. Chciałam przeprosić za Nadię. 

- Czy naprawdę jestem potworem, który nie rozumie, że 

dwuletnie dziecko może coś niechcący przewrócić? 

- Nie powiedziałam tego. Po prostu nie masz zbyt dużego 

doświadczenia z dziećmi. 

RS

background image

 

68

 

Zamknął teczkę. 

- Może z tymi wspólnymi posiłkami poczekajmy, aż dzieci będą 

większe. 

- Nie można z tym czekać, bo one teraz potrzebują czuć się 

częścią rodziny, a rodzina jada razem. Dzisiaj był pierwszy raz, czuły 

się niepewnie. Kiedy zżyją się z tobą, będzie to wyglądać zupełnie 

inaczej. 

- One mnie nie lubią - rzekł. - Słyszałem, jak to mówiły. 

 Przez moment zastanawiała się, czy te słowa mogły go zranić. 

- Dzieci czasem wygadują podobne rzeczy i nie należy nigdy 

brać sobie tego do serca, bo za chwilę będą twierdzić co innego. 

- One cię nie znają i stąd wynikają problemy. Przypomnij sobie, 

jak sam byłeś mały. Chciałeś rozmawiać z dorosłymi i robić to, co 

oni, ale nie wiedziałeś jak i czasem byłeś na nich zły. 

- Nie pamiętam, co było, kiedy miałem dwa lata. 

- No to użyj wyobraźni! 

- Muszę już iść. Dbam o te dzieci najlepiej, jak potrafię, mają tu 

wszystko, czego potrzebują. 

- Nie. One potrzebują być kochane, potrzebują, żeby ktoś się 

interesował tym, co robią, co myślą, czego się nauczyły. 

- Ty jesteś od tego. 

- Ale ja niedługo wyjadę! Zrozum, to musi być ktoś z rodziny. 

Powiedziała to z taką pasją, że Surim zastanowił się, czy 

podobną pasję potrafiłaby żywić w odniesieniu do mężczyzny. Z 

żarem walczyła o dobro dzieci, które dopiero poznała -czy z równym 

żarem odpowiadałaby na pieszczoty? 

RS

background image

 

69

 

Spróbował odegnać od siebie te myśli. Nie pierwszy raz 

wyobrażał sobie Melissę w łóżku. Może źle zrobił, prosząc ją o 

pozostanie. 

Żeby nie myśleć o niej, spróbował sobie wyobrazić, jak to jest 

mieć dwa albo cztery lata i stracić rodziców. On sam został sierotą w 

wieku łat siedemnastu, ale już znacznie wcześniej był sam, bo 

wysłano go do Anglii jako dziewięciolatka. Ogromnie tęsknił za 

domem i rodzicami, ale nigdy się z tym nie zdradził, nauczył się 

udawać, że nikogo nie potrzebuje. 

- Nie wiem, co zrobić, żeby czuły się tutaj chciane. 

- Na początek spędzaj z nimi trochę więcej czasu - poradziła. - 

Czy po spotkaniu nie mógłbyś przyłączyć się do nas na plaży? 

Pójdziemy tam po czwartej, po ich popołudniowej drzemce. 

Co prawda miał inne plany na popołudnie, ale w końcu to były 

dzieci Mary... 

- Jeśli mi się uda, przyjdę do was. 

Będzie musiał zadzwonić do Deallah i odwołać wspólną kolację. 

I chyba nawet nie pożałuje tego. Deallah liczyła na ślub, on sam też to 

rozważał, lecz ostatnio poważnie zawiodła jego zaufanie, więc zaczął 

mieć wątpliwości co do niej, a decyzji o małżeństwie nie należało 

podejmować pochopnie. „Śpiesz się powoli" - jak mawiał jeden z jego 

nauczycieli. 

- Aha, jeszcze jedno. Czy moglibyśmy zabrać dzieci do ich 

babki? Moim zdaniem to mogłoby im pomóc w zadomowieniu się w 

Qu'Arim. Pamiętam, że ona nie czuje się dobrze, ale krótka wizyta 

wnuków chyba nie powinna jej zaszkodzić? 

RS

background image

 

70

 

- Dobrze, moja sekretarka zadzwoni do niej i umówi nas. 

- Wspaniale. Mam nadzieję, że zdążę podszkolić je w dobrych 

manierach i że ich babcia nie poda im mleka - rzekła żartobliwym 

tonem. 

Naraz zapragnął ją znowu pocałować, odwrócił więc wzrok, 

żeby go nie kusiło. 

- Czy ona mówi po angielsku? 

- Tak, całkiem nieźle. A teraz przepraszam, ale muszę już iść. 

Skinęła głową i wyszła na korytarz, a Surim podążył za ą, 

myśląc, że to pierwsza kobieta, która nie próbuje z nim flirtować. Czy 

właśnie dlatego go pociągała? Może po prostu był tak zepsuty ciągłym 

powodzeniem u kobiet, że postępująca zupełnie inaczej Melissa 

zaintrygowała go? 

Podczas jazdy samochodem przemyślał swoje plany na kilka 

następnych dni. Gdyby poprzesuwał niektóre terminy, część 

obowiązków scedował, dałoby mu to trochę wolne-go czasu i 

pozwoliło zabrać Melissę na zwiedzanie. Mógłby ten sposób 

odwdzięczyć się jej za pomoc. 

Niedługo po czwartej przyszedł na plażę. Alaja baraszkowała w 

wodzie, Hamid budował wielki zamek z piasku, Melissa i Nadia 

robiły z mokrego piasku jakieś małe cegiełki. Melissa zobaczyła go 

pierwsza, a na widok niekłamanej radości na jej twarzy w duszy 

Surima coś się poruszyło. 

Powiedziała coś do Nadii, a wtedy dziewczynka podeszła do 

niego i wyciągnęła ramionka. 

- Cześć, wujku. 

RS

background image

 

71

 

Wziął ją na ręce. Ależ ona była leciutka! Pierwszy raz w życiu 

podniósł dziecko, nie wiedział, że one tak mało ważą. Tylko o czym 

rozmawiać z dwulatką? 

- Dobrze się bawisz? 

- Tak! Robimy ciasteczka. Chcesz jedno? 

 Przypomniał sobie, że Melissa kazała mu odwoływać się do 

wyobraźni. 

- Bardzo chętnie spróbuję, na pewno są pyszne. 

- Tylko udawaj, nie wkładaj do buzi - podpowiedziała. 

- Dobrze. - Podszedł do Hamida i popatrzył na jego dzieło. - 

Dobra robota - pochwalił szczerze. 

Chłopiec uśmiechnął się i chociaż unikał jego spojrzenia, Surim 

odgadł, że te słowa uznania sprawiły mu dużą przyjemność. 

- Alaja, nie odpływaj tak daleko! - zawołała Melissa. 

Dziewczynka posłusznie zawróciła w stronę brzegu. 

- Pływa równie dobrze jak jej matka - rzekł Surim, 

przypominając sobie wyścigi pływackie, jakie urządzali z Marą. 

- Koniecznie chce wypływać na głębszą wodę, ale nie mogę jej 

pozwolić, nie dam rady upilnować całej trójki. I nie wiem, czy 

zdążyłabym do niej dopłynąć, gdyby coś jej się stało. 

- Popływam z nią i będę jej pilnował. Ja i Mara urządzaliśmy 

sobie wyścigi aż do tamtej boi. 

Popatrzyła na Nadię siedzącą z zadowoleniem na rękach wujka. 

- Widzę, że się pogodziliście. 

- Nie musieliśmy się godzić, przecież nic się nie stało. 

- Zalała ci garnitur. 

RS

background image

 

72

 

- Wyczyści się. Zresztą mam inne. 

- Chcesz, żebym ją wzięła? - Melissa wyciągnęła ręce, ale 

dziewczynka chwyciła wujka za szyję. 

- Wujek ma zjeść ciastko! Obiecał mi. 

Kiedy Surim i Nadia bawili się w udawane jedzenie babeczek z 

piasku, Alaja dotarła do brzegu. 

- Melisso, popływaj ze mną! - zawołała. 

- Idź z nią popływać, to dobry moment - zaproponowała Melissa 

Surimowi. - I opowiedz jej, jak robiliście sobie zawody z jej mamą. 

Skinął głową, wstał, ściągnął koszulę i szorty, zostając tylko w 

kąpielówkach, a Melissa aż wstrzymała oddech na widok brązowego, 

umięśnionego ciała. Zmusiła się do tego, żeby odwrócić wzrok, wbiła 

palce w piasek, nabrała go pełne garście, zacisnęła w dłoniach, 

mocno, mocno. Inaczej nie wytrzymałaby i powiodła opuszkami po 

torsie Surima, napawając się ciepłem jego skóry, twardością mięśni. 

- Wszystko w porządku? - zapytał. 

- Tak. - Podniosła się. - Pójdę spytać Hamida, czy też nie 

chciałby z wami popływać. 

Przez resztę popołudnia pilnowała, żeby zachować bezpieczny 

dystans i jak najrzadziej spoglądać na Surima. Byłaby kompletną 

idiotką, gdyby zdradziła się przed nim, jakie robił na niej wrażenie. 

Tymczasem dzieci powoli oswajały się z wujkiem, a po wyścigu 

pływackim Alaja zaczęła się swobodnie śmiać w jego obecności. 

Kiedy wracali do domu, powiedział, że jest wieczorem 

umówiony i przeprosił, że nie może zjeść z nimi kolacji, co Melissa 

przyjęła z ulgą, gdyż dzieci były zbyt zmęczone, żeby poprawnie 

RS

background image

 

73

 

zachowywać się przy stole, zaś ona sama czuła, że przebywanie w 

towarzystwie przystojnego szejka nie jest dla niej bezpieczne. Zresztą 

i tak nie miała u niego szans, nie powinna szukać mężczyzny poza 

swoją sferą, bo to musiało źle się skończyć, o czym powinien był ją 

przekonać związek z Paulem Hemrichem. Była tak zakochana w tym 

młodym niemieckim bankierze, że w ogóle nie myślała o tym, że 

sięga ponad stan. A trzeba myśleć o takich rzeczach. 

Wieczór spędziła, pisząc listy do swoich szwajcarskich 

przyjaciół i starając się więcej nie myśleć ani o Paulu, ani o Surimie. 

Pierwsze się udało, drugie niespecjalnie, w listach bardzo dużo o nim 

napisała - o tym, jak budował kurort, jak ona pomagała mu przy 

sfinalizowaniu umowy w sprawie nowej restauracji „Bella Lucia", jak 

nieoczekiwanie został opiekunem trójki dzieci, jakie miał z nimi 

kłopoty i jak poprosił ją o pozostanie jeszcze przez parę tygodni w 

Qu'Arim. 

Starała się przy tym nie myśleć, z kim mógł być umówiony w 

sobotni wieczór. Zapewne z Deallah. Kto wie, czy właśnie jej się nie 

oświadczał? 

Skończywszy pisać, wyszła na korytarz, zamierzając znaleźć 

kuchnię i zrobić sobie herbaty. Ledwie zeszła na parter, natychmiast 

zmaterializował się obok niej jeden ze służących. 

- Czy mogę w czymś pomóc? - spytał po francusku. 

- Chciałabym prosić o herbatę. 

- Już przynoszę. Zechce pani zaczekać w salonie. 

RS

background image

 

74

 

 Przeszła więc do salonu, pełnego bogato rzeźbionych 

drewnianych mebli i przepysznych materiałów w bajecznych 

odcieniach szmaragdu, turkusu i miedzianych brązów. 

Na ścianach wisiały wielkie obrazy przedstawiające morskie 

wybrzeże, na innych namalowano krajobraz pustynny. Jej uwagę 

przyciągnęła oszklona gablota, w której znajdowały się perły. Leżały 

na połyskliwym jedwabiu, idealnie okrągłe, mieniące się odcieniami - 

śnieżnobiałe, kremowe, a jedna ciemnoszara. 

- Piękne, prawda? - odezwał się od progu Surim. Odwróciła się, 

zaskoczona. 

- Cudowne. Bardzo chętnie obejrzałabym którąś ze słynnych 

farm pereł. I poławiaczy. 

- Wizytę w farmie uda się zorganizować, gorzej będzie z 

poławiaczami, ponieważ perły zbiera się latem, a nie zimą. Myślałem, 

że już śpisz. 

- Zeszłam na dół, bo chciałam sobie zrobić herbaty, ale jeden z 

twoich służących obiecał mi ją tutaj przynieść. Nie zamierzałam robić 

nikomu kłopotu. 

- Dbanie o gości to nie kłopot, to przyjemność. W dodatku im 

milszy będzie dla ciebie pobyt tutaj, tym chętniej zostaniesz dłużej. 

Uśmiechnęła się z żalem. 

- Wcale nie chce mi się wracać do zimna i śniegu, ale skoro 

przyjęłam propozycję McDonaldów, nie mogę ich teraz zawieść, liczą 

na mnie. Zresztą i tak nie mogłabym gościć tu w nieskończoność, to 

byłoby nadużywanie twojej uprzejmości. 

- Dla mnie byłaby to sama przyjemność. 

RS

background image

 

75

 

Przyszedł służący, na tacy niósł dzbanek i dwie filiżanki. 

Postawił je na stoliku przed kanapą, skłonił się i zostawił ich samych. 

- Wystarczy dla dwojga? - spytał Surim. 

- Sądzę, że tak. Nalać ci? 

- Tak, dziękuję. 

Usiadła na kanapie, zaś Surim na krześle naprzeciwko niej. 

Nalała herbaty, podała mu filiżankę. Ich palce zetknęły się na 

moment. 

- Na jutro będę miał dla ciebie dokumenty do tłumaczenia, 

właśnie skończyłem spotkanie z przedsiębiorcą budowlanym. 

- Myślałam... - urwała.  

-Co myślałaś? 

- Że to wieczorne spotkanie miało charakter... osobisty. 

- Czyli że byłem umówiony z kobietą?  

Skinęła głową. 

- Nie, chodziło o sprawy zawodowe. Gdyby to było spotkanie 

towarzyskie, zaprosiłbym również ciebie. Jesteś gościem w moim 

domu, nie mógłbym cię pominąć. 

Popatrzyła na niego ze zdumieniem. 

- O ile się nie mylę, szukasz kandydatki na żonę. Jak mogłabym 

wziąć udział w kolacji, na którą umówiłbyś się z jakąś kobietą? 

- Podobna kolacja nie jest tak prywatną sprawą, jak myślisz. W 

Qu'Arim traktuje się małżeństwo inaczej niż w Anglii, tutaj to jest 

głównie związek dwóch rodzin. 

- Czyli małżeństwa są aranżowane? 

RS

background image

 

76

 

- Przeważnie. Bogate i wpływowe rodziny łączą się z innymi 

bogatymi rodzinami. Szuka się też takich rodzin, które w jakiś sposób 

okażą się pomocne w prowadzeniu interesów. 

- A co z miłością? 

- W dobranym małżeństwie pojawia się z biegiem czasu. 

- Czyli nikt nie żeni się z miłości? Jak było z Marą? 

- Ona i jej mąż znali się od dziecka i pokochali się, a ponieważ 

ich związek był korzystny dla obu rodów, rodzice ustalili wielkość 

posagu i warunki zawarcia małżeństwa. 

- Czy to znaczy, że zamierzasz ożenić się z rozsądku, a nie z 

miłości? 

Dla niej podobne podejście było chłodną kalkulacją. Nie 

wyobrażała sobie, jak mogłaby wyjść za mężczyznę, w którym nie 

byłaby namiętnie zakochana. 

- Miłość to zachodni koncept. Nie potrzebuję miłości, tylko 

odpowiedniej żony. 

- To smutne, co mówisz. Przecież w takim związku nie zaznasz 

szczęścia. 

- Poszukam kogoś o podobnych zainteresowaniach, to 

wystarczy. A szczęście dadzą nam dzieci. 

- Masz już troje i jakoś nie wygląda na to, żeby ich obecność 

stanowiła dla ciebie źródło radości - skomentowała cierpko. 

- Nie wiem, jak z nimi postępować, tobie to przychodzi łatwo, 

ale mnie nie. Zresztą to nie są moje dzieci. 

RS

background image

 

77

 

- Ale są twoją rodziną. Zamierzasz się ożenić i mieć własne 

dzieci, więc potraktuj to jako dobrą praktykę. Kiedyś też byłeś 

dzieckiem, przypomnij sobie, jak rodzice zajmowali się tobą. 

Milczał przez chwilę. 

- Miałem guwernera, a potem wysłano mnie do Anglii. 

- Ale musiałeś spędzać też czas z rodzicami. Przypomnij sobie te 

specjalne chwile, weekendy, wakacje, urodziny... 

Potrząsnął głową. 

- Ojciec nie miał czasu na życie prywatne, w Qu'Arim ścierały 

się różne frakcje i próbowały sięgnąć po władzę, to był bardzo trudny 

okres dla kraju. Matka ciągle chorowała, nie mogła się mną 

zajmować. 

Zaskoczona Melissa pomyślała, że w takim razie on 

rzeczywiście może nie mieć pojęcia, co oznacza życie rodzinne i jak 

wiele wsparcia mogą rodzice udzielić dzieciom. Ona sama miała wiele 

dobrych wspomnień, mama nie pozwoliła, żeby śmierć taty pozbawiła 

Melissę szczęśliwego dzieciństwa. 

- Ale spędzałeś czas z Marą, to była twoja rodzina. 

- To prawda. I ze względu na pamięć Mary staram się robić dla 

jej dzieci tyle, ile mogę. 

Melissa odstawiła pustą filiżankę na tacę i podniosła się. 

- Dziękuję za dotrzymanie mi towarzystwa. 

- Odprowadzę cię. 

Odprowadził ją do pokoju, zatrzymali się pod drzwiami. 

- Przykro mi, że nie potrafię być tak dobrym opiekunem dla 

dzieci, jak byś sobie tego życzyła. 

RS

background image

 

78

 

- Ależ potrafisz. Musisz tylko chcieć. Zobaczysz, niedługo nie 

będziesz pamiętał, jak wyglądało twoje życie, zanim one się pojawiły. 

- To stwierdzenie można rozumieć na różne sposoby. 

Roześmiała się. 

- Daj nam znać, kiedy będziemy mogli zjeść razem z tobą 

kolację. I postaraj się spędzać z nimi tyle czasu, ile się da, to im 

bardzo pomoże. 

Nachylił się nieco, a wtedy wstrzymała oddech. Czyżby 

zamierzał ją pocałować? 

- Dobranoc, Melisso. I pocałował ją. 

Przez moment stała bez ruchu, a potem przysunęła się bliżej. 

Kiedy ją objął, otoczyła go ramionami i z rozkoszą przytuliła się do 

Surima. Jeszcze nigdy nie czuła się taka kobieca. I tak pełna mocy. 

Delikatnie dotknął językiem jej warg, rozchyliła je więc, 

pozwalając mu pogłębić pocałunek. Zapomniała o całym świecie, o 

tym, co powinna, a czego nie powinna, liczył się tylko ten moment i 

ten mężczyzna, wszystko inne przestało istnieć. 

Chwilę później Surim odsunął się i odszedł, nie oglądając się za 

siebie. 

Melissa stała i patrzyła za nim jeszcze długo po tym, gdy 

zamknął za sobą drzwi swojej sypialni. 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

79

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Następnego dnia zrobiła tłumaczenia dla Maksa, gdy Hamid i 

Nadia spali po obiedzie, a Alaja czytała nową książkę. Później wysłała 

całą dokumentację do Londynu i zabrała dzieci do ogrodu, bo chociaż 

uwielbiali plażę, chciała zapewnić im jak najwięcej różnorodnych 

zajęć i zabaw. Kolację zjedli w jadalni dla dzieci na drugim piętrze. 

Ledwie skończyli, zjawił się jeden ze służących i powiedział coś po 

arabsku do Annis, a potem zwrócił się do Melissy: 

- Jest telefon do pani. 

Zeszła więc z nim na dół, zastanawiając się, czy Max ma jakieś 

pytania odnośnie tłumaczeń. 

- Słucham. 

- Kochanie, to ja, mama. 

- Mamo, czemu dzwonisz? Przecież rozmawiałyśmy rano. Coś 

się stało? 

- U nas wszystko w porządku, nie martw się. Ale mam dla ciebie 

przykrą wiadomość. McDonaldowie zrezygnowali, prześlą ci jakąś 

kwotę w ramach zadośćuczynienia i mają nadzieję, że nie będziesz 

czuła żalu. Ich dotychczasowa niania chce zostać, bo z jej 

małżeńskich planów nic nie wyszło, oczywiście nie pytałam o 

szczegóły. Tylko co ty teraz zrobisz? 

Melissa aż usiadła z wrażenia. Tak liczyła na tę pracę! 

Przypomniała jej się prośba Surima, żeby zrezygnowała z 

Bostonu i została w Qu'Arim. Ale nie powiedział, na jak długo i w 

RS

background image

 

80

 

jakim charakterze. Na razie była gościem, gdyby została jednym z 

pracowników, straciłaby swój dotychczasowy status i sytuacja 

uległaby diametralnej zmianie. W dodatku Melissa nie wyobrażała 

sobie, jak mogłaby dalej mieszkać u Surima, nie angażując się 

emocjonalnie coraz bardziej. Zwłaszcza że w którymś momencie 

zamieszkałaby razem z nimi jego żona. 

Tak więc nie mogła zostać na długo. Ale gdyby została jeszcze 

na trochę? 

- Być może przedłużę mój pobyt w Qu'Arim. Miałabym tu coś w 

rodzaju pracy, ale muszę to jeszcze przemyśleć. 

Przez następnych kilka dni żadne z nich nie widziało Surima, 

chociaż Melissa wiedziała od Annis, że szejk raz pytał, jak dzieci się 

czują i czy wszystko w porządku. Na szczęście sprawy układały się 

dobrze, Hamida przestały dręczyć nocne koszmary, Nadia oduczyła 

się ssać kciuk, Alaja uśmiechała się coraz częściej. Dwójka starszych 

dzieci uczyła się już pierwszych słów po arabsku, Melissa uczyła się 

razem z nimi. 

W czwartek po śniadaniu została wezwana go gabinetu pana 

domu. 

- Szybka jesteś - zauważył, gdy stawiła się u niego ledwie parę 

minut później. 

- Właśnie skończyliśmy śniadanie, więc przyszłam od razu. 

Mogłeś do nas dołączyć - dodała. 

- Może następnym razem. Dzisiaj po południu zamierzam zabrać 

dzieci do ich babki Tante Tazil. Chcę, żebyś nam towarzyszyła. 

- Wspaniale, dzieci bardzo się ucieszą. 

RS

background image

 

81

 

Bezwiednie spojrzała na jego usta. Nie widziała go od tamtego 

wieczoru, kiedy ją pocałował. Miała ogromną ochotę spytać, co robił 

od tego czasu. I czemu ją wtedy pocałował. 

- Miejmy nadzieję, że jej również ta wizyta sprawi przyjemność. 

Jest pogrążona w żałobie, widok wnuków może odświeżyć bolesne 

wspomnienia. Cóż, zobaczymy. - Odchylił się na oparcie, ułożył palce 

w wieżyczkę. - Podobno miałaś telefon z domu parę dni temu. 

- Tak, od mamy. Mówi, że przyjadą z Robertem na otwarcie 

kurortu i restauracji „Bella Lucia". Już nie może się tego doczekać. 

- Z wielką przyjemnością poznam twoją matkę. Czy mówiła coś 

jeszcze? 

- Na przykład co? - spytała ostrożnie.  

Pewnie już wiedział od Maksa, że McDonaldowie wycofali się z 

umowy. 

- Na przykład coś, co skłoniłoby cię do przemyślenia mojej 

propozycji i zostania tutaj. 

- A tym czymś miałaby być informacja o odwołaniu innej 

propozycji? 

- Tak. Dziwi mnie, że sama mi o tym nie wspomniałaś. 

- Ponieważ cały czas zastanawiam się, czy... 

- Zapłacę ci znacznie więcej niż oni. 

- Nie potrzebuję - ucięła poirytowana. Bogaci uważają, że 

pieniądze rozwiążą każdy problem. 

- Czy w takim razie chcesz postawić nowe warunki? 

- Nie spełniłeś nawet tych poprzednich. Miałeś spędzać z 

dziećmi więcej czasu. 

RS

background image

 

82

 

- Podjąłem kroki, żeby wygospodarować trochę wolnego czasu, 

ale pewnych rzeczy nie da się przeprowadzić od razu. Jednak możemy 

zjeść dzisiaj razem kolację. - W jego oczach pojawił się błysk 

rozbawienia. - W ten sposób zyskam u was punkty. 

Zmarszczyła brwi. 

- Tylko to nie jest gra. 

- Wiem. Czy możemy wyjść o pierwszej? 

- O pierwszej zawsze kładę Nadię i Hamida spać. Możemy iść z 

wizytą najwcześniej o trzeciej. 

- Dobrze, w takim razie umawiamy się na trzecią. Aha, 

chciałbym wtedy otrzymać twoją odpowiedź. 

- A jaki właściwie miałby być zakres moich obowiązków? 

- Taki sam jak teraz. 

-I za to chcesz mi płacić? Moim zdaniem nie warto. Raczej 

wrócę do domu. Ale nie od razu, trochę tu jeszcze zostanę. 

- Ja w każdym razie podtrzymuję moją propozycję - odparł i 

sięgnął po dokumenty, które przeglądał, zanim weszła. 

O trzeciej dzieci były umyte, uczesane i ubrane w najładniejsze 

ubranka. Kiedy schodzili na dół, Hamid paplał jak najęty, a Alaja aż 

podskakiwała z radości. Znaleźli się na parterze akurat w momencie, 

gdy Surim wychodził z gabinetu. W eleganckim garniturze i 

nieskazitelnie białej koszuli prezentował się wspaniale, więc Melissa 

czym prędzej odwróciła od niego wzrok. 

- Naprawdę jedziemy do babci? - dopytywała podekscytowana 

Alaja. - Nie widziałam jej od pogrzebu, była cała na czarno i strasznie 

RS

background image

 

83

 

płakała. Ja też płakałam, bo tęskniłam za mamusią i tatusiem. Ale 

dzisiaj będzie wesoło, prawda? - spytała z nagłym niepokojem. 

- Babcia bardzo się ucieszy na wasz widok - odparła łagodnie 

Melissa. - Nie myślcie o tym, że wtedy była smutna. 

- Ale ona nie umrze? - upewnił się Hamid. 

- Skądże. A teraz powtórzcie, co do niej powiecie. 

- Dzień dobry, babciu! - wyrecytowali zgodnym chórem po 

arabsku. 

- Znakomicie - pochwalił Surim i spojrzał na Melissę. -A ty co 

powiesz? 

- Bardzo miło mi panią poznać - rzekła po arabsku. 

- Jestem pod wrażeniem. 

- To zasługa Annis - odparła, ukrywając, jak wielką przyjemność 

sprawił jej komplement Surima. 

Droga zajęła im zaledwie dziesięć minut. Tante Tazil mieszkała 

w pięknym dużym domu otoczonym ogrodem. Wprowadzono ich do 

salonu, gdzie w fotelu siedziała wiekowa dama, znacznie starsza, niż 

Melissa się spodziewała. 

Nieco speszone dzieci trzymały się blisko Melissy, gdy szejk ją 

przedstawiał. Wygłosiła wyuczoną frazę, a wtedy dama odparła coś 

po arabsku, czego Melissa już nie zrozumiała. Surim wtrącił kilka 

słów, dama skinęła głową i przeszła na francuski. 

- Dziękuję za pomoc udzieloną moim wnukom. Obecnie nie 

jestem w stanie się nimi zająć. 

- Dla mnie to sama przyjemność zajmować się nimi, są 

cudowne. 

RS

background image

 

84

 

Delikatnie popchnęła dzieci do przodu i szepnęła coś za ich 

plecami. 

- Dzień dobry, babciu! - powiedzieli jednocześnie. 

- Moje skarby! - wyszeptała Tante Tazil po angielsku, rozpłakała 

się ze wzruszenia i wyciągnęła ramiona, a dzieci rzuciły się jej w 

objęcia. - Tak się cieszę, że was widzę. 

Uściskawszy wnuki, wyprostowała się i otarła oczy chusteczką. 

- Zaraz dostaniecie ciasteczka. - Spojrzała na Melissę. - Pani 

zapewne chętnie napije się herbaty? 

- Tante, jeśli pozwolisz, pokażę Melissie twój ogród -wtrącił 

Surim. - Wiesz, że Anglicy uwielbiają ogrody. 

- Mój ogród trochę zarósł, obawiam się - odparła ze smutkiem, a 

potem znów spojrzała na dzieci. - Ale to dobry pomysł. Idźcie się 

przejść. Dzieci, powiedzcie mi, co robiłyście, odkąd przyjechałyście 

tutaj? 

Surim z Melissą wyszli do ogrodu. 

- Moja ciotka sama zajmuje się ogrodem, nie trzyma ogrodnika - 

powiedział. - Czy ty też lubisz uprawiać ogród? 

- Nie. Moja mama to uwielbia, ale ja nieszczególnie. 

- A co najchętniej robisz w wolnym czasie? 

- W Szwajcarii jeździłam na nartach. Lubię też dużo czytać, 

zwłaszcza o nowych miejscach, o krajach, których jeszcze nie 

widziałam. A potem podróżować do tych miejsc i zwiedzać, 

zwiedzać... Objechałam prawie całą Europę, myślałam, że teraz 

poznam Amerykę. 

 

RS

background image

 

85

 

- Ale plany uległy zmianie.  

Skinęła głową. 

- Podoba ci się w Qu'Arim? - pytał dalej. 

- Tak, ale to nie znaczy, że chcę dla ciebie pracować - odparła 

bez zastanowienia. 

- O? - zdziwił się. 

- Po prostu wolę być gościem - wyjaśniła z zakłopotaniem. 

Niedługo potem wrócili do salonu, gdzie Tante Tazil rozmawiała z 

dziećmi. 

- Musicie już jechać? 

- Tak, ale złożymy ci wizytę w następnym tygodniu, jeśli tylko 

chcesz - obiecał Surim. -I zawsze jesteś mile widziana w moim domu, 

wiesz o tym. 

- Przyjedźcie za tydzień. I może ja też wybiorę się do was, gdy 

poczuję się lepiej. - Spojrzała na Melissę. - Chciałam porozmawiać z 

Jego Wysokością na osobności. Czy mogłaby pani zabrać dzieci na 

chwilę do ogrodu? 

Gdy zostali sami, spojrzała bystro na siostrzeńca, który domyślał 

się, jaki temat zostanie poruszony. 

- Musisz pospieszyć się z ożenkiem, Surimie. Wszyscy zadają 

sobie pytanie, kogo wybierzesz. Znam odpowiednią młodą kobietę, 

przyjaźniła się z Marą. 

Surim bezwiednie wyjrzał przez okno. Ujrzał, jak Melissa 

wesoło rozmawia z Alają, trzymając Nadię na rękach i nagle 

wyobraził ją sobie trzymającą ich wspólne dziecko. Tylko jak w kraju 

zareagowano by na tak niestosowny związek? 

RS

background image

 

86

 

- Surimie, czy ty mnie słuchasz? - spytała ciotka, też spojrzała za 

okno i zmarszczyła brwi. - Mam nadzieję, że dzieci nie przywiążą się 

zanadto do tej Angielki. Kobieta, o której mówię, studiowała w 

Paryżu, jest znakomicie wykształcona, w sam raz dla ciebie. Nazywa 

się Jasine bin Szora. W tym tygodniu zaproszę ciebie i ją na kolację. 

- Będzie mi bardzo miło ją poznać. 

Wracając do domu, myślał o tym, że naciski w sprawie ożenku 

zaczynają mu coraz bardziej doskwierać, najpierw zaczęli na to 

nalegać doradcy, teraz dołączyła rodzina. Miał trzydzieści kilka lat i 

rzeczywiście dla dobra kraju powinien pomyśleć o potomku, jednak 

nie miał ochoty w pośpiechu wybierać sobie żony. 

Popatrzył na Melissę, która z zaciekawieniem słuchała, co 

opowiadał Hamid. Uśmiechała się, oczy jej błyszczały. Piękna 

kobieta, stwierdził w duchu któryś już raz. 

- Wujku, babcia jest chyba bardzo stara, prawda? - zagadnęła 

Alaja, która siedziała obok niego w limuzynie. 

- Nie aż tak bardzo, tylko się taka wydaje z powodu żałoby. Ale 

dzięki wam odzyska siły, jestem tego pewien. 

- Wujku, a czy możesz coś zrobić, żeby Melissa została na 

zawsze? 

- Nie mogę jej do tego zmusić. Ale postaram się nakłonić ją, 

żeby została tak długo, aż dorośniecie. 

- Och, bardzo bym tego chciała! 

Ja też, pomyślał. Znowu spojrzał na Melissę i zapragnął, żeby 

uśmiechała się do niego tak samo swobodnie i chętnie jak do dzieci. 

RS

background image

 

87

 

Kiedy wrócili do domu, poprosił ją o chwilę rozmowy w cztery 

oczy, dzieci więc pobiegły na górę, a oni przeszli do salonu. 

- Chciałbym coś ustalić w sprawie twojego pobytu tutaj. 

- Na pewno nie mogę zostać długo - odparła. 

- Powiedz mi, w czym problem, ja zaś postaram się temu 

zaradzić. 

Milczała. Jej wzrok błądził po całym pokoju, starannie omijając 

Surima. 

- Przecież lubisz dzieci - zauważył. 

- Bardzo. 

- Czy to więc moja osoba stanowi jakąś przeszkodę? Zawahała 

się. 

- Potrafię sobie z tym poradzić. 

Ach, czyli jednak trafił w sedno, nie wiedział jednak, co mogło 

jej w nim przeszkadzać. 

- Mażesz powiedzieć konkretniej, w czym rzecz? 

- Jak powiedziałam, nie jest to nic poważnego. Po prostu muszę 

się zastanowić, czy dobrze zrobię, zostając. Zapewne niedługo 

będziesz się żenił, a twoja żona chyba będzie miała coś do 

powiedzenia w sprawie opieki nad dziećmi? Zwłaszcza waszymi. Ona 

może sobie nie życzyć mojej obecności w tym domu. 

- Nie zamierzam się żenić w najbliższym czasie. Skoro nie jesteś 

pewna, czy chcesz zostać na stałe, umówmy się na pół roku. Każda ze 

stron może odstąpić od umowy przed upływem sześciu miesięcy. 

Niezależnie od tego, kiedy zdecydujesz się wyjechać, otrzymasz 

RS

background image

 

88

 

sześciomiesięczne wynagrodzenie, żebyś bez pośpiechu mogła szukać 

nowej pracy. 

- To aż nazbyt hojna oferta - zaprotestowała. 

- Ale właśnie taką chcę ci złożyć. 

- Pozwól, że się nad tym zastanowię. - Wstała z kanapy i 

podeszła do drzwi. - Nie zrozum mnie źle. Doceniam twoją 

propozycję, jednak nie wiem, czy powinnam ją przyjąć. 

Wyszła, mówiąc sobie, że nigdy nie zdradzi się przed Surimem i 

nie pozwoli mu odgadnąć powodu tego wahania. 

Wieczorem zjedli kolację razem w reprezentacyjnej jadalni. 

Nadia była jeszcze za mała, żeby brać w tym udział, więc tylko Hamid 

i Alaja zeszli z Melissą na dół. 

- Czy naprawdę musimy to robić? - spytała Alaja. - Przy wujku 

trzeba strasznie uważać i bardzo grzecznie się zachowywać, a my 

byśmy chcieli zjeść i potem się pobawić. 

- Pobawicie się jutro. Pamiętacie, czego was uczyłam? 

- Tak. Mamy siedzieć spokojnie i odzywać się wtedy, kiedy ktoś 

nas spyta. 

- I używać serwetek! - dodał Hamid. 

Na szczęście kolacja przebiegła w znacznie lepszej atmosferze 

niż wspólne śniadanie kilka dni wcześniej. Surim dzielnie 

podtrzymywał rozmowę, która dotyczyła głównie wizyty u Tante 

Tazil, a dzieci zachowywały się naprawdę ładnie. Melissa odetchnęła 

z ulgą, gdy obeszło się bez żadnej katastrofy, która mogłaby zagrozić 

wzajemnym stosunkom. Wreszcie szejk pozwolił dzieciom iść do 

siebie na górę. 

RS

background image

 

89

 

- Zostań - rzekł do Melissy, gdy chciała je odprowadzić. - Znają 

drogę. Dzisiaj Annis położy je spać. 

Hamid podszedł uściskać Melissę. 

- Przyjdziesz poczytać mi bajkę? 

- Nie wiem, czy zdążę przyjść, zanim zaśniesz. Ale gdybym nie 

zdążyła, jutro przeczytam ci dwie, obiecuję. 

- Ja też tak chcę - upomniała się Alaja. 

- Umowa stoi. A teraz pożegnajcie się z wujkiem i biegnijcie na 

górę. 

Zawahali się. Surim odsunął się z krzesłem od stołu i przywołał 

ich gestem. Dopiero wtedy przestali się zastanawiać, podeszli, 

uściskali go i wybiegli. 

- I co? Zdałem egzamin? 

- To nie był egzamin, tylko rodzinna kolacja - odparła ze 

śmiechem. - Moim zdaniem wyszło nieźle. 

- To dziwne, ale całkiem miło spędziłem czas. 

- Czemu się dziwisz? Przecież to są wspaniałe dzieciaki. 

- W mojej rodzinie nie ma zwyczaju jadania razem z dziećmi. 

Muszą najpierw dorosnąć, żeby zasiąść do stołu z innymi. 

- A co to za zwyczaj? I kto go w ogóle wymyślił? - wypaliła bez 

zastanowienia. - Och, wybacz, oczywiście zwyczaje są ważne, ale 

czasem warto je zmieniać. Przyjemnie jest, gdy cała rodzina robi coś 

razem. Zresztą jak inaczej można zżyć się ze sobą? 

Podniósł się. 

- Przejdźmy na kawę do salonu, dobrze? - zaproponował. 

Zaprowadził ją do niedużego salonu w prywatnej części rezydencji. 

RS

background image

 

90

 

Otwarte drzwi prowadziły do ogrodu, w którym jak co wieczór 

zapalono dziesiątki małych latarenek. Melissa zajęła miejsce na sofie, 

tymczasem Surim przystanął przy drzwiach do ogrodu. 

- Szkoła z internatem nie przysposabia do rodzinnego życia. W 

dodatku wy, Anglicy, macie inne podejście do wielu spraw. Chcę 

przez to powiedzieć, że masz wyraźną koncepcję, jak powinno 

wyglądać życie rodzinne, tymczasem mnie ta koncepcja jest obca. Nie 

znam jej. 

- I nie jesteś pewien, czy chciałbyś dla tych dzieci tego samego 

co ja? 

- Na pewno zgadzamy się co do tego, że powinny się tutaj 

zadomowić i czuć się bezpiecznie. Wiem, że Mara i Anwar poświęcali 

im dużo czasu, mieli zachodnie podejście. Zresztą kochali Anglię. 

- W takim razie podpowiem ci, co robi się w angielskich 

rodzinach. Jada się razem posiłki, wieczory spędza się wspólnie, 

rodzice bawią się z dziećmi, również tymi najmłodszymi, nie odsyłają 

ich do pokoju dziecinnego, praktycznie broniąc im dostępu do reszty 

domu. 

Rozejrzał się dookoła. 

- Muszę więc pomyśleć, jak uczynić rezydencję dziecioodporną - 

rzekł nieco żartobliwie. 

- Niekoniecznie całą. Dzieci muszą też mieć wytyczone granice, 

to jest dla nich dobre. 

- Akurat pod tym względem nie zamierzam zakreślać im granic. 

Wolno im chodzić wszędzie, bo wiem, co to znaczy nie mieć takiej 

swobody. Pamiętam, jak w wieku siedemnastu lat wróciłem do tego 

RS

background image

 

91

 

domu i po raz pierwszy mogłem swobodnie się po nim poruszać, bo 

stałem się jego właścicielem. Niektóre pokoje i pomieszczenia 

zobaczyłem dopiero wtedy, wcześniej nie miałem do nich dostępu. 

Melissa nie wiedziała, czemu nagle stał się taki skłonny do 

zwierzeń. Niestety, przerwano im. 

- Wasza Wysokość, telefon - zaanonsował służący, zjawiając się 

w drzwiach. 

- Jestem zajęty. 

- Nie przeszkadzałbym Waszej Wysokości, lecz dzwoni pani 

Tante ibn Horock, Wasza Wysokość zawsze odbiera jej telefony. 

Surim podszedł, wziął od służącego przenośny telefon i wyszedł 

na korytarz, żeby porozmawiać. Tymczasem inny służący przyniósł na 

tacy dzbanek z kawą i dwie filiżanki z cieniuteńkiej porcelany. 

Melissa nalała im obojgu kawy i czekała na Surima. 

- Jak ona się czuje? - zagadnęła, gdy wrócił do pokoju. - Mam 

nadzieję, że wizyta wnuków nie zmęczyła jej zbytnio. 

- Przeciwnie, bardzo jej pomogła. Tante dzwoniła z 

zaproszeniem na kolację, zamierza poznać mnie z przyjaciółką Mary, 

podobno idealną kandydatką na moją żonę. 

- To miło z jej strony - stwierdziła uprzejmie Melissa i upiła łyk 

kawy. 

Jak by to było zostać żoną Surima i mieszkać z nim i dziećmi w 

tym cudownym domu nad Zatoką Perską? Czym prędzej odegnała od 

siebie te myśli. Surim jej nie kochał, zaś ona nie wyobrażała sobie 

małżeństwa bez miłości. Kiedyś wydawało jej się, że kocha Paula, 

lecz to było raczej zadurzenie. Czuła się wtedy jak Kopciuszek, na 

RS

background image

 

92

 

którego zwrócił uwagę książę, lecz w końcu okazało się, że książę i 

Kopciuszek mają odmienne zapatrywania na wiele rzeczy. Na 

przykład Melissa przywiązywała wielką wagę do wierności i 

lojalności, co Paul uważał za staroświeckie, tymczasem on cenił tylko 

to, co nowoczesne. I modne. A wierność nie była w modzie. 

- Stałaś się dziwnie milcząca - odezwał się Surim. 

- Myślałam o małżeństwie, o tym, jak różne mamy do niego 

podejście. 

- U was na Zachodzie ludzie pobierają się z miłości. Tylko 

potem jest wiele rozwodów, a ci, którzy zostają ze sobą, też nie 

zawsze są w tych związkach szczęśliwi. 

- To prawda. Ale istnieją także tacy, dla których miłość i 

małżeństwo są ze sobą nierozerwalnie związane. Moi rodzice 

ogromnie się kochali, po śmierci taty mama przez dwadzieścia lat była 

wdową, aż ostatniej wiosny wyszła za ojca Maksa. Są w sobie 

zakochani bez pamięci. Bardzo się cieszę, że mama nie wyszła za mąż 

z wyrachowania, na przykład tylko po to, żeby nie być sama. 

- Uważasz małżeństwo z rozsądku za przejaw wyrachowania? 

- Gorzej, uważam je za przejaw braku rozsądku. A co, jeśli w 

ogóle nie będziecie do siebie pasować? Jeśli nawet nie będziecie w 

stanie wzajemnie się znosić? Jak wytrwacie ze sobą przez czterdzieści 

czy pięćdziesiąt lat? - Naraz uświadomiła sobie, co mówi i do kogo. - 

Oczywiście to nie moja sprawa - dodała szybko. 

Uśmiechnął się. 

- Wiesz, masz bardzo interesującą cechę. Odnoszę wrażenie, że 

nie traktujesz mnie inaczej niż swoich przyjaciół w Europie. 

RS

background image

 

93

 

- Ale nas raczej trudno nazwać przyjaciółmi - odparła z 

zakłopotaniem. 

- Ale moglibyśmy nimi zostać - podsunął. 

- Jestem tutaj ze względu na dzieci - ucięła zdecydowanie. 

Wolała nie myśleć o zaprzyjaźnieniu się z Surimem i nie podsycać 

marzeń, które nie miały szans się ziścić. Lepiej było trzymać się na 

dystans, przypominając sobie o przepaści między nimi. Surim 

znajdował się na samym szczycie drabiny społecznej, miała z nim 

jeszcze mniej wspólnego niż z Paulem. 

A jednak jej uczucie do niego z dnia na dzień stawało się coraz 

silniejsze. 

Tylko dokąd mogło ją to zaprowadzić? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

94

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

W ciągu kolejnego tygodnia ustalił się w miarę regularny 

rozkład dnia. Przedpołudniami Annis uczyła ich arabskiego, potem 

oni doszkalali ją w angielskim, wczesnym popołudniem młodsze 

dzieci spały, zaś Alaja czytała książki. Później Melissa bawiła się z 

dziećmi na plaży lub w ogrodzie. Dwa razy padało, poświęcili te 

popołudnia na dokładne poznanie rezydencji. 

Jeśli Surim wieczorem był w domu, zapraszał ich, żeby zjedli z 

nim kolację w jadalni na dole, to zaproszenie dotyczyło nawet 

maleńkiej Nadii. Potem, gdy dzieci wracały na górę, nalegał, by 

Melissa została z nim w salonie i nieodmiennie wypytywał o postępy 

dzieci, ale zawsze potem rozmowa szybko zbaczała na zupełnie inne 

tematy - dyskutowali o bieżących wydarzeniach, o budowie kurortu, o 

swoich ulubionych książkach. Były to ożywione dyskusje, Melissa 

bardzo je lubiła, czuła się po nich naładowana energią. 

Ale nie pocałował jej już więcej. Powinna być z tego 

zadowolona, lecz tęskniła za jego dotykiem, ponieważ w objęciach 

żadnego innego mężczyzny nie czuła się równie cudownie i bała się, 

że już nigdy nie doświadczy podobnego uczucia. 

Kiedy wracał do domu bardzo późno, niepokoiła się, że rano 

Surim powie dzieciom, by spodziewały się nowej mamusi. 

Oczywiście Melissa powinna właśnie tego chcieć ze względu na 

dobro tej trójki, która potrzebowała pełnej rodziny. 

RS

background image

 

95

 

Ale skoro jeszcze się nie zaręczył, to co by komu szkodziło, 

gdyby skradł jej pocałunek lub dwa? 

W czwartek wieczorem ku zaskoczeniu Melissy Surim po 

kolacji poszedł z nimi na górę do pokoju dziecinnego i usiadł w 

fotelu. 

- Jutro pójdziemy na zakupy - oświadczył. - Widzę, że Hamid 

szybko wyrasta z ubrań. Wizyta u fryzjera też by mu dobrze zrobiła. 

Tak zaplanowałem dzień, żebyśmy mogli iść przed południem i 

wrócić akurat w porze, gdy dzieci powinny się przespać. 

Melissa doceniła, że pamiętał o tej popołudniowej drzemce. 

- Wspólne zakupy to wspaniały pomysł. Czy pojedziemy na 

bazar? 

- Możemy - odparł z lekkim wahaniem. - Myślałem raczej o 

którymś z centrów handlowych przy Amir Street, ale skoro chcesz... 

- Czy ktoś może cię rozpoznać? 

- Wątpię. Po pierwsze, ostatni raz chodziłem po bazarach jako 

nastolatek, po drugie nikt nie będzie się spodziewał, że kręcę się po 

suku, szukając spodni dla dziecka po okazyjnej cenie. 

Odpowiedziała mu uśmiechem, a wtedy znów uderzyła go jej 

uroda. Najpiękniejsze były zielone oczy Melissy, czasem przejrzyste 

jak szkło, czasem tajemnicze jak głęboki strumień pełen wodnych 

roślin. 

Alaja podeszła do niego i ufnie usiadła mu na kolanach. 

- Opowiedz znowu o mamie - poprosiła. 

- Dobrze. Dzisiaj opowiem, jak miała osiem lat i spadła ze 

schodów. 

RS

background image

 

96

 

Trochę ubarwił swoją relację, żeby Mara wyszła na bardzo 

dzielną dziewczynkę. Co jakiś czas zerkał w kierunku Melissy i w 

duchu porównywał ją z innymi kobietami, które znał. Parę dni 

wcześniej spotkał u Tante Tazil przyjaciółkę Mary Jasine. W 

pierwszej chwili wydawała się idealną kandydatką na żonę głowy 

państwa. Olśniewająco piękna, wspaniale wykształcona, biegle 

władająca kilkoma językami, potrafiąca prowadzić konwersację na 

każdy możliwy temat. 

Tyle tylko, że na żaden z tych tematów nie miała własnych 

przemyśleń. Albo powtarzała opinie swojego ojca, albo czekała, co 

powie Surim i wtedy przytakiwała, co spowodowało, że szybko zaczął 

się nudzić w jej obecności. Nie, nie wyobrażał sobie spędzenia 

kilkudziesięciu lat w towarzystwie podobnej osoby. Oczywiście dalej 

zamierzał żenić się z rozsądku, ponieważ kraj tego potrzebował, ale 

rzeczywiście dla niego samego byłoby lepiej, gdyby on i jego żona 

mieli o czym rozmawiać. 

Skończył opowiadać o tym, jak Mara spadła ze schodów i 

złamała nogę w kostce, przy czym udało mu się zrobić z kuzynki 

niemal bohaterkę. Uściskał dzieci na dobranoc i kazał im iść spać. 

- Annis już stoi w drzwiach i czeka, żeby was położyć do łóżek 

Melisso, jeśli masz chwilę czasu, zejdź ze mną do gabinetu. 

Zamierzał omówić z nią plan następnego dnia oraz złożyć pewną 

propozycję, której z pewnością się nie spodziewała. 

- Jutro muszę wyjść bardzo rano - rzekł, gdy znaleźli się w 

gabinecie. - O dziesiątej przyślę tu limuzynę, pojedziecie na bazar. 

RS

background image

 

97

 

- Tylko nie zostawiaj nas samych, pamiętaj! Ja nie mogę tam nic 

kupić, bo gdy się odezwę, zdradzę się, że jestem turystką i od razu 

usłyszę kilka razy wyższą cenę. To ty musisz się targować. Dzieciaki 

będą zachwycone bazarem, zobaczysz. 

Uśmiechnął się na myśl o tym, że ma się targować - on, który 

posiadał majątek. 

- Dzieciaki czy ty? 

- Dobrze, przyznaję, ja. Odkąd przyjechałam, strasznie chciałam 

iść na prawdziwy suk. Jak dobrze się składa, że będę miała przy sobie 

takiego przewodnika jak ty. 

- Moje usługi nie są tanie, będziesz musiała się odwdzięczyć. 

- O? 

Na widok jej promiennego uśmiechu sam również się 

uśmiechnął. 

- Otrzymałem zaproszenie na sobotnie przyjęcie w konsulacie 

brytyjskim. Przysłano nowego konsula, więc zostanie wydane 

przyjęcie powitalne. Pomyślałem, że może chciałabyś pójść ze mną. 

Oczy Melissy aż rozszerzyły się z zaskoczenia. 

- Jeśli protokół na to zezwala, to bardzo chętnie. Ale chwileczkę.  

Czy nie powinieneś raczej zabrać jakiejś kandydatki na żonę? 

Ostatnio spędzasz więcej wieczorów w domu, więc chyba trochę 

zaniedbałeś kwestię szukania odpowiedniej kobiety. Może lepiej 

poproś kogoś innego. 

- Sam decyduję, z kim idę i dokąd - uciął. Jak mogła traktować 

go, jakby nie wiedział, co robi? 

RS

background image

 

98

 

- Tak jest, Wasza Wysokość. - Wykonała głęboki dyg, czym ku 

jego własnemu zdumieniu zdołała go rozbawić. -Co Wasza Wysokość 

każe mi powiedzieć konsulowi? 

- Że jesteś zachwycona pobytem w Qu'Arim i że najchętniej 

nigdy byś stąd nie wyjeżdżała. 

Ku jego zaskoczeniu zawahała się i spoważniała na moment. 

Potem uśmiechnęła się ponownie. 

- Dobrze, tak zrobię. Na szczęście po jutrzejszej wyprawie na 

suk będę mogła coś powiedzieć o Qu'Arim, ponieważ wreszcie 

zobaczę kawałek twojego kraju. Od przyjazdu widziałam tylko teren 

budowy i parę razy przejechałam przez stolicę. 

- Zaniedbałem cię. Zrobię sobie dzień wolny, może dwa i 

zabiorę cię na pustynię. Masz ochotę ją zobaczyć? 

- Ogromną. Kiedy? 

- W niedzielę. Zostawimy dzieci pod opieką Annis i polecimy w 

takie jedno specjalne miejsce. 

- Do twojej ukrytej oazy na pustyni?  

Skinął głową. 

- To wspaniale - ucieszyła się Melissa. 

Surim nie był pewien, czy mądrze robi, ponieważ wiedział, że 

jeśli zabierze ją do oazy, odtąd to miejsce będzie mu się kojarzyło 

właśnie z nią. Z drugiej strony pragnął pokazać Melissie swój 

ulubiony zakątek, o którym prawie nikt nie wiedział. Czuł, że ona 

pokocha ten fragment pustyni równie mocno jak on. 

A im więcej rzeczy spodoba jej się w Qu'Arim, tym większa 

szansa, że zostanie. Oczywiście dla dobra dzieci. 

RS

background image

 

99

 

- W sobotę pokażę ci farmę pereł, a wieczorem pójdziemy na 

przyjęcie. Dzieci spędzą cały dzień z Annis. 

-Ale... 

- Żadnych „ale". To już postanowione. 

Limuzyna przyjechała po nich punktualnie o dziesiątej. 

Ponieważ Hamid oczywiście chciał natychmiast dowiedzieć się 

wszystkiego na temat tego wozu, Melissa posadziła go obok 

mówiącego po angielsku szofera, bezpiecznie przypięła pasami, a 

sama usiadła z tyłu w towarzystwie obu dziewczynek. Czuły się 

prawie jak królowe. 

- Tu nawet jest telewizor - zauważyła Alaja i włączyła go, ale po 

kilku chwilach wyłączyła z rozczarowaniem. - Brak mi naszej 

telewizji. Tu wszystko jest po arabsku. 

- Daj spokój, są ciekawsze rzeczy niż telewizja. Lepiej jest robić 

coś samemu, niż oglądać innych. Pamiętasz, jak masz się zachowywać 

na suku? 

- Tak. Nie pokazywać, że coś mi się podoba. Niczego nie 

dotykać. A jeśli coś kupimy, uśmiechnąć się i powiedzieć „dziękuję". 

Mama uczyła nas tak samo. - Alaja poszperała w swojej malutkiej 

torebce i wyjęła fotografię. - To ostatnie zdjęcie rodziców. 

Melissa popatrzyła na parę atrakcyjnych młodych ludzi o 

smagłej cerze, wyraźnie szczęśliwych, uśmiechających się do 

obiektywu. Cała trójka dzieci była do nich uderzająco podobna. Serce 

Melissy ścisnęło się boleśnie. Ona sama wcześnie straciła ojca, ale nie 

wyobrażała sobie życia bez mamy, której miłość dawała jej siłę przez 

całe dzieciństwo i lata dorastania. Kiedy zjawił się Robert Valentine, 

RS

background image

 

100

 

Melissa poczuła się tak, jakby mama oddaliła się od niej. Oczywiście 

nadal kochała córkę, ale ta nie stanowiła już jedynego jasnego punktu 

w jej życiu. 

Mamie udało się znaleźć prawdziwą miłość dwa razy, lecz kto 

mógł przewidzieć, czy Melissa też założy rodzinę i będzie szczęśliwa? 

Tak bardzo chciałaby mieć dzieci! 

Limuzyna zatrzymała się i do środka wsiadł Surim, a wtedy 

Melissie serce zabiło szybciej. Ulegając pokusie, zerknęła na niego. 

Podchwycił jej spojrzenie, chciała odwrócić wzrok, lecz nie mogła. 

- Cieszysz się, że zobaczysz prawdziwy arabski bazar? 

- Bardzo. Czy sprzedają tam również perły? 

- Tak, ale z tym zakupem wstrzymaj się do wizyty na farmie, 

tam będzie najtaniej. 

Zatrzymali się na skraju bazaru, a gdy wysiedli, Melissa 

zauważyła, jak nieopodal parkuje czarny samochód, z którego 

wynurzają się dwaj znajomi mężczyźni w ciemnych garniturach. 

- Twoi przyjaciele nie odstępują cię na krok, jak widzę. 

- Mają zadbać, żeby nie przydarzył się żaden incydent. Bazar 

jest wielki, a dzieci małe. 

- Czy tu może im coś grozić? - zaniepokoiła się. 

- Tylko to, że się zgubią. Poziom przestępczości w Qu'Arim 

należy do najniższych na świecie. Chodź, jesteście tu bezpieczni. 

 

 

 

 

RS

background image

 

101

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Arabski bazar był dokładnie taki, jak Melissa go sobie 

wyobrażała. Zatłoczony, gwarny, malowniczy, bajecznie kolorowy, 

oferujący wszystko, co tylko można sobie wyobrazić - od stert 

pachnących przypraw po świeżo złowione ryby, od złotej biżuterii po 

misternie tkane dywany, od rzeźb z egzotycznego drewna po zabawki 

dla dzieci. Oczywiście to ostatnie wzbudziło największe 

zainteresowanie Hamida i Nadii, którzy na dłuższy czas utknęli przy 

straganie z zabawkami. 

- Może kupię każdemu z nich po jednej? - odezwał się Surim za 

plecami Melissy. 

Odwróciła się i praktycznie wpadła na niego, ponieważ z 

powodu ścisku stał tuż za nią. Spojrzała mu w oczy i na moment 

wszystko znikło - na całym świecie byli tylko oni dwoje. Z trudem 

odwróciła wzrok. 

- Na pewno bardzo by się ucieszyli. 

Ponieważ powiedziała to bardzo cicho, musiał nachylić się, żeby 

ją usłyszeć, a wtedy poczuła zapach jego wody kolońskiej. Zrobiło jej 

się gorąco i zapragnęła, żeby Surim odsunął się dalej. Albo przysunął 

się jeszcze bliżej. 

- Nadia nie może oderwać się od tej układanki, a Hamidowi 

chyba najbardziej podobają się drewniane ciężarówki. Mógłby się 

nimi bawić również na plaży. 

Ledwie wiedziała, co mówi, oszołomiona jego bliskością. 

RS

background image

 

102

 

- A co dla Alai? 

- Widziałam, jak oglądała się za pięknymi materiałami na 

jednym ze straganów. 

- Oni tu na miejscu biorą miarę z klienta i szyją ubranie na 

zamówienie. 

- Może więc zamówimy dla niej sukienkę. 

- A ty? Co dla ciebie? 

- Ja przede wszystkim wspaniale się bawię. Ale chyba sprawię 

sobie jedną czy dwie gotowe sukienki, ponieważ ciągle jeszcze nie 

przyszła paczka z moimi rzeczami, którą wysłała mama. A w sobotę 

może kupię perły na przyjęcie. 

- Sznur pereł będzie się znakomicie nadawał na taką okazję. 

- Och, nie stać mnie na sznur pereł, myślałam raczej o 

kolczykach. 

Surim zmrużył oczy, lecz nic nie powiedział. Kupił dzieciom 

zabawki, potem materiał dla Alai, dla której zamówił uszycie 

sukienki, później poszli do straganów z gotową odzieżą. Melissa 

wybrała ubranka dla dziewczynek, Surim zaś dla Hamida. 

Już opuszczali stragan, gdy Melissa dostrzegła przepiękny 

zielony jedwab. 

- Zaczekajcie chwilę, dobrze? 

Nie czekając na odpowiedź Surima, odwróciła się do 

sprzedawcy i wskazała na materiał. W mig została zmierzona i ku 

swemu najwyższemu zdumieniu otrzymała obietnicę, że suknia będzie 

gotowa w sobotę wczesnym popołudniem i zostanie dostarczona pod 

wskazany adres. 

RS

background image

 

103

 

- Pójdziesz w niej na przyjęcie w konsulacie? Będzie ci bardzo 

do twarzy w tej zieleni - rzekł Surim, gdy dołączyła do pozostałych. 

- Spodobał mi się ten materiał, nie mogłam się oprzeć. -Zerknęła 

na zegarek. Nie do wiary, już po dwunastej! Jak ten czas zleciał! 

- Może chodźmy coś zjeść? - zaproponował Surim, nachylając 

się do jej ucha. 

Melissa poczuła jego ciepły oddech na policzku. 

- Dobry pomysł, zjedzmy coś lekkiego - odparła, walcząc z 

pokusą, by przysunąć się bliżej. Wystarczyłoby wtedy nieco odwrócić 

głowę, by musnąć jego usta wargami. Z trudem wzięła się w garść. - 

A co z fryzjerem? Trzeba ostrzyc Hamida. 

- Widziałem po drodze odpowiedni zakład. 

Wziął ją za rękę - oczywiście zapewne po to, by nie zgubili się w 

tłoku, lecz i tak przebiegł ją elektryzujący dreszcz. Ruszyli przez 

gęstniejący tłum, starając się nie gubić z oczu Hamida i Alai. Nadię 

Melissa trzymała cały czas za rączkę. W pewnym momencie Surim 

puścił jej dłoń. 

- Lepiej będzie, gdy wezmę Nadię na barana, a ty trzymaj za 

ręce pozostałych dwoje. 

Posadzona na ramionach wujka dziewczynka zaczęła rozglądać 

się z wielkim zapałem, nareszcie widząc coś więcej niż tylko czyjeś 

nogi. Z kolei Melissa cieszyła się, że Surim z własnej inicjatywy 

wpadł na taki pomysł. Wyraźnie on i dzieci czynili postępy w 

zażyłości. 

Kiedy pojechali do fryzjera i Hamid zrozumiał, że wyłącznie on 

ma zostać ostrzyżony, nastąpił prawdziwy bunt. 

RS

background image

 

104

 

- Ja nie pójdę! - wrzasnął, zatrzymał się przed drzwiami i za nic 

nie chciał przestąpić progu. 

Melissa nachyliła się, by ich twarze znalazły się na jednym 

poziomie. 

- Musisz obciąć włosy. Popatrz, wszyscy panowie noszą krótkie, 

tylko ty masz takie długie. Niedługo będziesz wyglądał jak 

dziewczynka. Chcesz wyglądać jak dziewczynka? 

Surim nie czekał na odpowiedź Hamida, tylko złapał go i 

podniósł wysoko, żeby spojrzeć mu w oczy. 

- Nie robi się scen w miejscach publicznych. Zrozumiano? - W 

jego głosie nie było gniewu, a jedynie stanowczość. 

Hamid powoli skinął głową. Surim postawił go na ziemi, wziął 

za rękę i weszli razem do fryzjera. Wiedząc, że nie jest im dłużej 

potrzebna, Melissa wróciła do limuzyny, gdzie czekały dziewczynki 

pod opieką szofera. Siedziały na podłodze i bawiły się nową 

układanką Nadii. 

- Czy Hamid długo tam będzie? - spytała Alaja. 

- Nie. Jak wróci, pojedziemy na lunch, a potem do domu. 

Podobało ci się na bazarze? 

- Aha. U nas w domu nie ma takich bazarów. I fajnie, że wujek 

poszedł z nami. 

- Tak, ja też się z tego cieszę. 

Obserwowała drzwi salonu fryzjerskiego, czekając na powrót 

Surima i Hamida. Tak, to wspaniałe, że spędził z nimi część dnia. A 

następny dzień zamierzał spędzić cały z nią. Już nie mogła się 

doczekać. 

RS

background image

 

105

 

W sobotę pogoda była piękna. Melissa ubrała się jak najładniej, 

skoro miała spędzić dzień w towarzystwie Surima. 

To miał być jedyny taki dzień, więc zamierzała nacieszyć się 

każdą chwilą. Oczywiście nie obiecywała sobie zbyt wiele, powtarzała 

w duchu, że szejk po prostu jest wspaniałym gospodarzem, który dba 

o swoich gości, przypominała też sobie o różnicach między nimi. 

Ciekawe, że niektóre z tych różnic wypadały na korzyść 

Melissy. Właściwie nie powinna użalać się nad jednym z najbardziej 

wpływowych i majętnych ludzi w rejonie Zatoki Perskiej, a przecież 

nie mogła nie myśleć ze współczuciem o jego dzieciństwie i młodości, 

o wszystkim, czego został pozbawiony. Praktycznie nie miał żadnych 

miłych wspomnień związanych z rodziną, wszystkie przyjemne 

chwile w jego życiu dotyczyły pobytu w Eton. Pielęgnował nawiązane 

tam przyjaźnie, zaś Melissa odnosiła wrażenie, że bliższych mu było 

tych kilku mężczyzn mieszkających w Anglii niż ktokolwiek w 

Qu'Arim. 

Ponadto współczuła mu z tego powodu, że musiał wybrać sobie 

żonę ze względu na dobro kraju i na konieczność posiadania potomka, 

a nie dlatego, że sam tego pragnął. 

Opuścili rezydencję o wpół do dziesiątej, lecz nie jechali 

limuzyną, tylko prywatnym samochodem Surima, tak samo jak 

tamtego pierwszego dnia, gdy składali wizytę na budowie. 

- I jak idzie budowa kurortu? - zagadnęła, gdy włączyli się do 

ruchu. 

- Całkiem sprawnie, chociaż oczywiście pojawiają się problemy, 

na szczęście jak dotąd nie przydarzyło się nic poważnego. Cały czas 

RS

background image

 

106

 

muszę jednak przekonywać różnych ludzi co do sensu stworzenia 

podobnego miejsca i do konieczności przyciągnięcia bogatych 

turystów. Niektórzy wciąż nie rozumieją, jak bardzo nasz kraj na tym 

skorzysta. Ale mimo tych trudności wszystko idzie zgodnie z planem. 

- A kiedy kurort zostanie otwarty? 

- Na jesieni. Na wszelki wypadek doliczyliśmy trochę czasu na 

zapas, więc mam nadzieję, że nawet gdyby nastąpiło jakieś 

opóźnienie, nie będzie trzeba przesuwać daty otwarcia. Zresztą nie 

wyobrażam sobie tego, część miejsc jest już zarezerwowana. 

- Jak tego dokonałeś, że goście rezerwują miejsca w kurorcie, 

który jeszcze nie istnieje? 

- Zamówiłem namalowanie obrazów przedstawiających kurort 

na podstawie rysunków architekta i do broszury informacyjnej, którą 

rozesłaliśmy do agencji turystycznych na całym świecie, dołączyliśmy 

właśnie te obrazy. 

Skręcił w drogę szybkiego ruchu, która biegła wzdłuż wybrzeża. 

Morze ciągnęło się aż po horyzont. 

- Jak pięknie! - zawołała Melissa. - To wprost niewiarygodne, że 

w lutym może być tak ciepło. W Londynie właśnie złapał porządny 

mróz, mama mi mówiła. 

- Może po powrocie z farmy zdążymy jeszcze pójść na plażę i 

trochę popływać. Przyjęcie zaczyna się o dwudziestej. 

- Bardzo chętnie pójdę popływać. Ciągle jeszcze nie 

przywykłam do myśli, że w twoim kraju można pływać w morzu 

przez cały rok. 

RS

background image

 

107

 

Surim po raz kolejny zadał sobie pytanie, czy Melissie podoba 

się jego kraj. Chciałby też wiedzieć, czy podoba jej się jego dom. I on 

sam. 

Tego ostatniego nie był pewien, ponieważ ona nigdy z nim nie 

flirtowała. Chociaż odpowiedziała na jego pocałunek, nigdy nie 

przekraczała granic, nie próbowała niczego inicjować ani nie 

zachęcała Surima w żaden sposób. Do tej pory sądził - czyżby 

zarozumiale? - że podoba się wszystkim kobietom. 

Omal nie wybuchnął śmiechem. Przecież nie tyle on sam się 

podobał, co jego pieniądze i prestiż! Na jednej Melissie nie robiły one 

wrażenia, tylko ona nie próbowała urządzić się w życiu wygodnie 

dzięki bogatemu mężczyźnie. 

Przyjechali na farmę pereł znajdującą się w posiadaniu rodziny 

de Loache, która przybyła do Qu'Arim z Francji ponad sto lat 

wcześniej. Surim znał obecnego właściciela, więc korzystając z tej 

znajomości, poprosił Claude'a de Loache'a, by zechciał osobiście 

służyć im za przewodnika - nie tylko Melissie, ale również jemu 

samemu, ponieważ zamierzał uczynić z wycieczki na farmę pereł 

jedną z atrakcji dla gości nowego kurortu. Dlatego pragnął dokładnie 

wiedzieć, jak wyglądałaby taka atrakcja. 

Claude czekał na nich przed długim i niskim budynkiem. 

Opowiedział im bardzo dużo o produkcji pereł, a zafascynowana 

tematem Melissa zadała mu jeszcze wiele dodatkowych pytań. Była 

zachwycona, gdy w pewnym momencie gospodarz zaproponował 

wspólne wypłynięcie łodzią w morze, by mogli zobaczyć, jak zbiór 

pereł wygląda w rzeczywistości. 

RS

background image

 

108

 

- Ja bardzo chętnie, ale oczywiście wszystko zależy od Surima. 

Claude uniósł brew i spojrzał na szejka. 

- Życzenia Jego Wysokości są dla nas święte. 

Surim popatrzył na niego wymownie. Znali się od wielu lat, 

Claude nie musiał zwracać się do niego w tak ceremonialny sposób. 

- Nie spodziewałem się, że to zaproponujesz. Ja również chętnie 

skorzystam. 

Kiedy płynęli na miejsce, Claude tłumaczył, że ławice ostryg 

znajdują się na specjalnych płaskich konstrukcjach z metalu, a te 

konstrukcje w razie potrzeby można podnosić za pomocą dźwigów. 

Co jakiś czas wyciągano je z wody, by sprawdzić, czy nic złego się 

nie dzieje, szczególnie po silnych sztormach, które mogły poważnie 

uszkodzić hodowlę. 

Claude kazał obsłudze łodzi wyciągnąć jedną z konstrukcji, więc 

niedługo potem Melissa mogła oglądać, jak spod powierzchni 

wynurza się coś w rodzaju metalowej siatki rozpiętej na ramie. Z 

dziesiątków ostryg lała się strumieniami woda. Claude sięgnął po 

jedną muszlę, otworzył, ostrożnie odsunął na bok miękkie ciało 

ostrygi, a wtedy w słońcu zalśniła mała perełka. 

- Jeszcze za wcześnie na zbiory, ale jak widać wszystko jest na 

dobrej drodze - wyjaśnił. 

- A ile czasu upłynie, zanim ta perła dojrzeje do zbiorów? - 

zainteresowała się Melissa, gdy Claude odłożył ostrygę na siatkę i dał 

znać, że można całą konstrukcję z powrotem opuścić do wody. 

- Mniej więcej dwa lata. Mamy tu różne sekcje, w jednych 

znajdują się nowe ostrygi, w innych takie, które są tu już rok lub dwa 

RS

background image

 

109

 

lata, a w innych ostrygi gotowe do zbiorów w przyszłym roku. 

Wyhodowanie naprawdę pięknej perły wymaga czasu. 

Właśnie wtedy Surim zaproponował Claude'owi organizowanie 

podobnych rejsów z przewodnikiem dla gości nowego kurortu. 

- Jestem przekonany, że wielu z nich byłoby równie 

zafascynowanych tematem jak Melissa. 

Roześmiała się. 

- Aż tak bardzo wszystko po mnie widać? Jestem naprawdę 

zachwycona wycieczką i wdzięczna za informacje, jakich zechciał pan 

udzielić, panie de Loache. Surim wspominał, że będzie można także 

obejrzeć tutaj perły już wyłowione i przygotowane do sprzedaży. 

- Tak, w naszym salonie wystawowym oferujemy gotową 

biżuterię oraz pojedyncze perły, gdyby ktoś chciał sam zlecić 

jubilerowi wykonanie jakiejś rzeczy. 

Kiedy wysiadali z łodzi, Surim podał Melissie rękę, by pomóc 

jej wyjść na pomost, a potem najwyraźniej zapomniał puścić, więc szli 

tak żwirową ścieżką wzdłuż długiego budynku. Surim i Claude 

rozmawiali o organizowaniu podobnych wycieczek dla gości kurortu, 

zaś Melissa skupiła się na dotyku Surima, na cieple jego silnej dłoni. 

Salon wystawowy okazał się eleganckim pomieszczeniem, 

wyłożonym grubą, przyjemnie miękką wykładziną. W licznych 

gablotkach ze smakiem poukładano naszyjniki, bransoletki, kolczyki, 

pierścionki, broszki oraz rozmaite przedmioty zdobione perłami. Na 

stoliczkach stały tace pełne pereł luzem, posortowanych według 

wielkości i odcienia. 

RS

background image

 

110

 

- Niewiarygodne - stwierdziła Melissa, która z wrażenia aż 

przystanęła w progu. 

Dopiero wtedy Surim puścił jej dłoń, położył jej rękę na karku i 

leciutko pchnął do przodu. 

- Idź, obejrzyj sobie wszystko, ja tymczasem porozmawiam z 

Claude'em. Nie musisz się spieszyć. 

Przy jednym ze stolików siedziała kobieta, która sortowała partię 

pereł. Kiedy podchwyciła zaciekawiony wzrok Melissy, uśmiechnęła 

się i powiedziała coś. 

- Nie znam arabskiego. Czy może mówi pani po francusku? - 

spytała Melissa w tym języku. 

Gdy okazało się, że kobieta całkiem biegle włada francuskim, 

Melissa skorzystała z okazji i teraz ją zaczęła wypytywać o różne 

rzeczy, dzięki czemu dowiedziała się, jak sortuje się perły, po jakich 

cechach odróżnia się szczególnie cenne okazy, poznała też kilka 

starych legend związanych z perłami. Minęło sporo czasu, nim 

zorientowała się, że Claude już sobie poszedł, zaś Surim opiera się o 

ścianę i przysłuchuje ich rozmowie. 

- Och, chyba się tu zasiedziałam - zreflektowała się. 

- Wcale nie. Z przyjemnością słucham, o czym mówicie, dzięki 

temu zorientowałem się, co będzie ciekawe dla turystów. Ja wiem 

bardzo dużo o hodowli pereł, więc nie mam już takiego świeżego 

spojrzenia. Spodobało ci się tutaj coś? 

- Tu wszystko jest prześliczne. 

RS

background image

 

111

 

Przeszła się wzdłuż gablotek, podziwiając biżuterię, a Surim ani 

razu nie dojrzał na jej twarzy wyrazu pożądania czy chciwości. Nie 

pragnęła tych pereł dla siebie, po prostu cieszyła się ich urodą. 

- Już obejrzałam, możemy iść. 

- Nic nie kupujesz? 

- Nie dzisiaj. 

- To może ja ci coś kupię? - zaproponował, myśląc o tym, jak 

pięknie prezentowałyby się perły na jej delikatnej skórze. 

- Dziękuję, ale nie - odparła sztywno. 

- To będzie pamiątka dzisiejszego dnia. 

- Nie uważam tego za dobry pomysł. 

Skierowała się ku drzwiom, lecz Surim chwycił ją za ramię. 

- Mogę sobie na to pozwolić. Przyjmij to jako prezent ode mnie. 

- Nie chcę, żebyś kupował mi biżuterię, zresztą gdzie ja 

miałabym nosić perły? 

- Na przykład mogłabyś je włożyć na dzisiejsze przyjęcie. Pod 

palcami czuł gładkość jej skóry, więc zaczął myśleć o ciele Melissy, a 

wtedy puścił ją, obawiając się, że kompletnie straci wątek rozmowy. 

- Wystarczy mi naszyjnik, który przywiozłam ze sobą, pasuje do 

mojej nowej sukienki. 

- Cóż, w takim razie możemy już jechać. 

Podszedł jeszcze do kobiety przy stole i zamienił z nią kilka 

słów po arabsku. Tamta zerknęła na Melissę, potem na Surima i 

uśmiechnęła się. 

- Co jej powiedziałeś? 

RS

background image

 

112

 

- Podziękowałem za pomoc. Chcesz zobaczyć następną farmę? - 

spytał, gdy wsiedli do samochodu. 

- Dziękuję, ale nie dzisiaj. Ta była fantastyczna. Muszę sobie 

poukładać w głowie wszystko, czego się dowiedziałam. Perły są takie 

piękne! 

- Są jeszcze piękniejsze, gdy nosi je zachwycająca kobieta - 

odparł, skręcając z powrotem na trasę szybkiego ruchu. 

- Od dawna znasz pana de Loache'a? Rozmawiacie jak dobrzy 

przyjaciele, chociaż on jest o wiele starszy od ciebie. 

- Znamy się od lat. Gdy obejmowałem rządy, Claude był jednym 

z łudzi, którzy zaoferowali mi daleko idącą pomoc, spłacę więc teraz 

dług wdzięczności, ponieważ dzięki turystom z nowego kurortu 

sprzedaż pereł na jego farmie wzrośnie kilkakrotnie. 

- Opowiedz mi o tym pierwszym okresie twoich rządów. To 

musiało być prawdziwe wyzwanie dla siedemnastolatka, gdy stał się 

odpowiedzialny za cały kraj. Rozumiem, że musiałeś rzucić szkołę? 

- Masz mnie za nieuka? 

- Przy twojej wiedzy to raczej niemożliwe. 

- Nie, nie rzuciłem szkoły. 

- Jak więc zdołałeś połączyć to wszystko? 

- Początkowo krajem rządzili ministrowie i doradcy mojego 

ojca, wybrał naprawdę mądrych ludzi na te stanowiska, niektórzy 

pozostają na nich do dzisiaj. Ja skupiłem się wtedy na nauce, zrobiłem 

studia według indywidualnego programu, ułożonego specjalnie dla 

mnie przez jeden z najlepszych uniwersytetów. 

- Miałeś jakiś kontakt z innymi studentami? 

RS

background image

 

113

 

- Nie, bo nie ma się na to czasu, gdy trzeba jednocześnie 

zdobywać wiedzę, jak wypracowywać kompromis pomiędzy 

zwaśnionymi frakcjami politycznymi i jak poprawić sytuację 

ekonomiczną kraju dzięki zwiększonemu eksportowi ropy. 

- Musiałeś czuć się bardzo osamotniony - zauważyła cicho. 

- Takie życie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

114

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Zawiózł Melissę do restauracji, w której czasami jadał, 

położonej nad wodą, a raczej dosłownie na wodzie, gdyż była 

zakotwiczona niedaleko od brzegu i można było dostać się do niej 

jedynie łodzią. Czuł, że jego towarzyszce spodoba się to nastrojowe 

miejsce ze znakomitą kuchnią, ponieważ wiedział, że Melissa 

uwielbia zapachy, kolory, smaki, dotyk różnych rzeczy. Parokrotnie 

widział, jak w jego ogrodzie nie tylko wąchała kwiaty i cieszyła oczy 

ich barwami, ale także czasem zrywała pojedynczy kwiat i z 

upodobaniem przesuwała sobie jego płatkami po policzku. Również 

dzieci Mary uczyła dostrzegać bogactwo i urodę świata. Ona po 

prostu kochała życie. 

- Czy znowu gdzieś płyniemy? - spytała z podekscytowaniem, 

gdy wysiedli z samochodu i ruszyli w stronę łodzi. 

- Tak, do tamtej restauracji. - Wskazał. 

Na twarzy Melissy od razu pojawił się zachwycony uśmiech. 

- Fantastyczne miejsce - oświadczyła z całym przekonaniem 

jakiś czas później, gdy już siedzieli przy stoliku przy otwartym oknie. 

- Miałem nadzieję, że ci się spodoba. 

- To jest naprawdę wspaniały dzień i bardzo ci za niego 

dziękuję. Cieszę się, że zobaczyłam kawałek twojego kraju, ogromnie 

mi się podoba. Jestem ci wdzięczna za poświęcony mi czas. 

- Służenie ci za przewodnika to sama przyjemność. 

RS

background image

 

115

 

- Mam tylko wyrzuty sumienia, że odciągam cię przez to od 

szukania żony. Sobota to dobry dzień na randkę. 

- Sprawy idą w dobrym kierunku, więc nie musisz się martwić. 

Parę razy widział się z Jasine i chociaż czasem go nudziła, 

nadawała się na jego żonę najlepiej ze wszystkich. Teraz musiał 

jeszcze poznać ją z dziećmi i zobaczyć, jak wzajemnie na siebie 

reagują. Jeśli obie strony okażą się nastawione do siebie w miarę 

pozytywnie, być może w ciągu miesiąca złoży oficjalne oświadczyny. 

Ale nie było pośpiechu. 

Ten dzień miał tylko dla siebie i Melissy, mógł patrzeć na 

otoczenie przez pryzmat jej ciekawości i zachwytu i było to 

wyjątkowo przyjemne doświadczenie. Odnosił wrażenie, że razem z 

nią widzi Qu'Arim po raz pierwszy. 

- Opowiedz mi o Eton. Podobało ci się w Anglii? 

- Na początku nie, ale udało mi się znaleźć coś, dzięki czemu 

zdołałem ją polubić. 

- A tym czymś była przyjaźń z Maksem i innymi? Skinął głową. 

- Tęskniłeś za Qu'Arim? 

Znowu skinął głową, nie mając ochoty wdawać się w długie 

opowieści. Tak, tęsknił, i to bardzo. W Anglii było zimno i 

deszczowo, nie znosił tego. Brakowało mu widoku palm, brakowało 

mu ciepłego morza, w którym można pływać przez cały rok. 

Kelner przyniósł im zamówione dania. Melissa spróbowała 

swojej ryby i wpadła w zachwyt. 

- Mmm, cudowna! Tak delikatna, że aż rozpływa się w ustach. 

- Miło mi słyszeć, że jesteś zadowolona.  

RS

background image

 

116

 

Wybuchnęła śmiechem. 

- Och, czy ty zawsze musisz być taki oficjalny? Nawet przy 

dzieciach jesteś sztywny i nie potrafisz się z nimi bawić. Rozluźnij się 

trochę, przypomnij sobie, jak to jest być dzieckiem. Na pewno nieźle 

dokazywałeś, przyznaj się. Słyszałam, że Max był w Eton kimś w 

rodzaju rozrabiaki. Czy dobrze zgaduję, że nie pozostawałeś w tyle za 

przyjacielem? 

Surim nie chciał wspominać krótkiej młodości, zakończonej 

katastrofą samolotu, w której zginęli rodzice. 

- Mam się rozluźnić? Tutaj? - Rozejrzał się dookoła. - To nie jest 

odpowiednie miejsce, żeby pozwalać sobie na frywolne zachowanie. 

Na Melissę podziałało to jak kubeł zimnej wody. 

- Oczywiście, Wasza Wysokość. Władca może być człowiekiem 

tylko wtedy, gdy nikt nie widzi. 

Przestała się odzywać i jadła w milczeniu, często wyglądała 

przez okno, starannie omijając wzrokiem Surima. Kiedy o coś pytał, 

odpowiadała grzecznie, lecz krótko. Cała jej spontaniczność znikła. 

A więc miał ją za frywolną? Trudno. Nic nie potrafiła poradzić 

na to, że uwielbiała się śmiać i cieszyć życiem, że wszystko ją 

ciekawiło i że zawsze chętnie dowiadywała się czegoś nowego, 

poznawała nowych ludzi i miejsca. Tak więc, chociaż marzyła o tym, 

by wzbudzić uczucie Surima, nie potrafiłaby prowadzić takiego życia 

jak on, ponieważ nie cierpiała etykiety, sztywnego protokołu i 

sztucznych zasad, które funkcjonowały tylko dlatego, że tak 

nakazywała tradycja. 

- O czym myślisz? - zagadnął, gdy skończyli jeść.  

RS

background image

 

117

 

Zakłopotała się, bo niezależnie od tego, że zepsuł nastrój tego 

cudownego dnia, powinna była podtrzymywać konwersację. 

- Wspomniałeś, że po powrocie moglibyśmy iść popływać. Nie 

udało mi się to do tej pory, gdyż na plaży zawsze muszę pilnować 

dzieciaków. 

- Dzisiaj ci się uda - obiecał. - Wśliźniemy się do domu 

cichutko, przebierzemy się i wymkniemy, zanim ktokolwiek zauważy 

naszą obecność. 

Melissa z miejsca ożywiła się. To brzmiało obiecująco! 

- Naprawdę dałoby się to zrobić? 

- Tak. Znam ukryte wejście do domu. 

- Ukryte wejście! - powtórzyła z podekscytowaniem. - Gdzie 

ono jest? 

- Nie powiem ci, musisz mi zaufać. 

- Ufam ci - rzekła, znów czując się radosna, beztroska i po uszy 

zakochana. 

Zakochana w mężczyźnie, który ponad wszystko przedkładał 

obowiązek. Czy ona zawsze musiała zakochiwać się w kimś 

nieodpowiednim? 

Surim zaparkował w dużym wolno stojącym garażu na tyłach 

rezydencji i położył palec na ustach, gdy wysiedli. 

- A teraz cicho - szepnął. 

Melissa z trudem stłumiła chichot. Nigdy wcześniej nie widziała 

Surima w podobnym nastroju, wyglądał jak skory do psoty, szalenie 

jej się to podobało. 

RS

background image

 

118

 

Wziął ją za rękę, zaprowadził do wyjścia z garażu, ostrożnie 

wyjrzał zza węgła, by upewnić się, czy są sami. Potem pobiegli przez 

trawnik, dopadli ściany domu, przekradli się wzdłuż niej do wysokich 

krzewów, wśliznęli się za nie i tam Melissa ujrzała małe drzwiczki. 

- To naprawdę jest tajemnicze wejście! 

- Nie aż takie tajemnicze, czasem służba z niego korzysta. 

- Nie mów mi o tym, chcę, żeby dla mnie pozostało tajemnicze. 

Dokąd prowadzi? 

- Na korytarz między pokojami służby a głównym holem. A 

teraz musimy być naprawdę cicho. Mam nadzieję, że nie wpadniemy 

na myszkujące dzieciaki, które znowu kogoś śledzą. 

- Wiesz o tym? 

- Oczywiście. 

Ostrożnie weszli do środka, kręty korytarz wydał się Melissie 

dość ciemny, lecz Surim poprowadził ją bez wahania w stronę frontu 

domu i po chwili znaleźli się w oficjalnym salonie, dostając się do 

niego tylnymi drzwiami. Surim ostrożnie uchylił drzwi do holu, 

rozejrzał się, a potem szepnął do Melissy: 

- Teraz najtrudniejsza część zadania. Niepostrzeżenie biegniemy 

do swoich pokoi, przebieramy się i spotykamy w tym samym miejscu 

za dziesięć minut. Dasz radę? 

- Tak jest, sir! Jeśli tylko nie wpadnę na zmasowane siły 

dziecięce. 

- No to biegiem! 

Popędzili na górę, Melissa wpadła do swojego pokoju i dopiero 

wtedy zaczęła się śmiać. Dawno nie bawiła się równie dobrze. Szybko 

RS

background image

 

119

 

włożyła kostium, narzuciła coś na wierzch, wskoczyła w sandałki, 

chwyciła ręcznik. Naraz usłyszała tupot, jakby po schodach gnało 

stado słoni. Dzieci! Na szczęście biegły do siebie na górę, widocznie 

Annis zabrała je na spacer i właśnie wrócili. 

Melissa odczekała, aż hałas ucichł, ostrożnie uchyliła drzwi 

swojej sypialni, zlustrowała korytarz. Nikogo. Bezszelestnie zbiegła 

na parter i schowała się w salonie, gdzie po chwili dołączył do niej 

Surim. Oczy mu się śmiały. 

Och, jak ona się cieszyła, że kazał jej zrobić sobie wolne. To był 

najlepszy wolny dzień w jej życiu! 

Wymknęli się tą samą drogą, a potem jeszcze przez kilka chwil 

kluczyli po ogrodzie i dotarli do furtki okrężną ścieżką, żeby zmylić 

pogoń. 

- Czuję się jak szpieg z jakiejś powieści! - zawołała ze 

śmiechem, gdy dotarli na plażę. - Powinna tu czekać na nas łódź 

podwodna, żebyśmy mogli uciec. Zobacz, tam przy boi widać jej 

peryskop! 

-I dokąd ona nas zabierze? - spytał, gdy szli po gorącym piasku. 

- Dobre pytanie. Nie wyobrażam sobie, że gdzieś na świecie 

mogłoby istnieć piękniejsze miejsce. Lepiej zostańmy tutaj. 

Zrzuciła okrycie i pobiegła do wody. 

- Chcesz się pościgać? - spytał Surim, który bez trudu dotrzymał 

jej kroku. 

- Nie, wyścigi zostawiam tobie i Alai, ja po prostu chcę się 

nacieszyć samym pływaniem. 

RS

background image

 

120

 

Bez pośpiechu popłynęła w stronę boi, cały czas mając obok 

siebie Surima. Gdy dopłynęli do celu, Melissa położyła się na wznak, 

zaś Surim zanurkował, a gdy z powrotem wynurzył się na 

powierzchnię, trzymał w dłoni śliczną muszlę o różowym wnętrzu i 

białych brzegach. Podał ją Melissie. 

- Co prawda nie jest to perła, ale to również dar morza - rzekł z 

powagą. 

- Jest bardzo piękna, dziękuję. 

Wiedziała, że zachowa ją na zawsze. Ta muszla była cenniejsza 

od najwspanialszych pereł, ponieważ dostała ją od Surima. 

Popływali jeszcze trochę na głębokiej wodzie, potem Melissa się 

zmęczyła i zawróciła do brzegu, gdzie wygodnie wyciągnęła się na 

ręczniku, podczas gdy Surim pływał dalej. Leżała, napawając się 

ciepłem słońca. I ciszą. 

- Poparzysz się, jeśli będziesz dłużej tak leżeć bez przykrycia - 

usłyszała nagle. 

Zerknęła spod zmrużonych powiek. Czyżby przysnęła? Nawet 

nie zauważyła, kiedy Surim wrócił i położył się obok niej. Przesunął 

palcami po jej ramieniu. 

- Już ci się skóra zaróżowiła. 

- To przekleństwo mojego życia - mruknęła, usiadła i sięgnęła 

po koszulę, starając się nic po sobie nie pokazać, chociaż dotyk 

Surima zrobił na niej piorunujące wrażenie. 

- Masz delikatną, piękną skórę. Uważaj na nią, szkoda byłoby 

uszkodzić taki skarb. 

RS

background image

 

121

 

Zamknęła oczy, napawając się brzmieniem jego głosu, a potem 

pomyślała, że przecież należą do różnych światów, więc nie może 

sobie pozwolić na to, by zauroczenie zawładnęło nią całkowicie. On 

niedługo się ożeni, ona wróci do Anglii. 

- Pójdę już - oświadczyła, zbierając swoje rzeczy. - Muszę wziąć 

długą ciepłą kąpiel i przygotować się do wyjścia. 

Oczywiście było to mało przekonujące wyjaśnienie, bo kto 

potrzebował aż czterech godzin, żeby wyszykować się na przyjęcie? 

Surim wstał, wyciągnął dłoń, by pomóc Melissie i podniósł ją 

tak łatwo, jakby nic nie ważyła. Ujrzała przed sobą jego szeroki 

brązowy tors i z całej siły zapragnęła powieść po nim dłońmi. Uniosła 

wzrok, ich spojrzenia spotkały się, a wtedy poczuła się tak, jakby jej 

dotknął, chociaż dzieliło ich trzydzieści centymetrów. 

Prawie zatonęła w tych czarnych oczach i kryjących się w nich 

tajemnicach. Usta Surima aż się prosiły o pocałunek. Jej oddech stał 

się przyspieszony i nierówny. 

Musiała uciec, zanim zrobi coś głupiego, coś, po czym on z 

pewnością byłby zmuszony wypowiedzieć jej gościnę. 

- Dziękuję za przemiły dzień - powiedziała i oddaliła się szybko. 

Na szczęście tym razem Surim jej nie towarzyszył. 

Stał na plaży i patrzył za oddalającą się Melissą. Pragnął za nią 

pobiec, ale nawet nie drgnął. Była gościem w jego domu, w dodatku 

należała do rodziny jego bliskiego przyjaciela, więc nie miał prawa 

wyciągać po nią ręki, ponieważ to byłoby nadużyciem zaufania 

zarówno Melissy, jak i Maksa. 

RS

background image

 

122

 

Chciał ją znowu pocałować, lecz obawiał się, że pocałunek by 

mu nie wystarczył, dlatego musiał trzymać emocje na wodzy i 

poskromić pożądanie, które odczuwał, ilekroć o niej pomyślał. 

Pragnął ją całować, aż zaczęłaby jęczeć z rozkoszy, pragnął ją pieścić, 

dotykać jej wszędzie, kochać się z nią całą noc aż do rana. 

Zaklął, odwrócił się, wskoczył do wody i popłynął daleko za 

boję, żeby się zmęczyć i ostudzić pożądanie. Wieczorem zgodnie z 

obietnicą zabierze Melissę na przyjęcie, ale od następnego dnia będzie 

trzymał się na dystans. A potem znajdzie sobie żonę. 

Ta ostatnia myśl jeszcze nigdy nie wydała mu się równie 

przygnębiająca. 

Przed wyjściem na przyjęcie Surim udał się na górę do pokoju 

dziecinnego. Pierwszy raz zaglądał tam z własnej inicjatywy, żeby 

sprawdzić, czy u nich wszystko w porządku. 

Alaja i Hamid grali w jakąś grę planszową, Nadia przysypiała na 

fotelu, tuląc do siebie mięciutki kocyk. 

- Wasza Wysokość! - Annis poderwała się z miejsca na jego 

widok. 

- Usiądź, proszę. Przyszedłem zobaczyć się z dziećmi. Nie 

sprawiały dzisiaj kłopotów? 

- Nie, chociaż tęskniły za panną Melissą. 

- Wujku, ona ze mną ciągle wygrywa! - poskarżył się Hamid. 

- Oj, nie ciągle, przecież poprzednim razem ty wygrałeś -

pocieszyła go Alaja i spojrzała na Surma. - Mnie jest łatwiej wygrać, 

bo jestem starsza. Prawda, wujku? 

RS

background image

 

123

 

- Zapewne. Ale nie ma znaczenia, kto wygrywa i ile razy, liczy 

się tylko to, czy dobrze się bawicie razem. 

- Święte słowa - odezwała się od progu Melissa. 

Surim odwrócił się i oniemiał. Lejąca się suknia z zielonego 

jedwabiu podkreślała figurę, uwydatniała kolor oczu i doskonale 

pasowała do jasnej karnacji. 

- Melisso, jaka ty jesteś śliczna! - zachwyciła się Alaja. Hamid 

dla odmiany wyglądał na zmartwionego. 

- Wychodzisz gdzieś? Myślałem, że pobawisz się z nami 

wieczorem. Tęskniliśmy za tobą cały dzień. 

- Ja też za wami tęskniłam. Obiecuję, że wynagrodzę wam to i 

jeszcze się nabawimy. A dzisiaj musimy iść z wujkiem Surimem na 

przyjęcie do konsulatu brytyjskiego. 

Nadia wygramoliła się spod kocyka i wyciągnęła ramionka do 

Surima. 

- Jestem zmęczona... - poskarżyła się, gdy wziął ją na ręce. 

- A bawiłaś się dzisiaj dużo? 

- Oj, dużo! 

- W takim razie masz prawo być zmęczona. Może chcesz iść już 

spać? 

-Aha. 

Spojrzał na Annis, która podeszła i zabrała dziecko. 

- Zaraz ją położę, chociaż to jeszcze nie jej pora. Nie wiem, czy 

nie zaszkodziło jej słońce dziś w ogrodzie. 

Melissa podeszła i dotknęła policzka dziewczynki. 

RS

background image

 

124

 

- Rzeczywiście, ma trochę zbyt ciepłą skórę. Długo przebywała 

na słońcu? 

Annis pokręciła głową. Pożegnali się z dziećmi i wyszli na 

korytarz. 

- Nie spodziewałam się zastać cię w ich pokoju. To była miła 

niespodzianka - przyznała Melissa. 

Gdy zeszli na parter, Surim zatrzymał się. 

- Zanim wyjdziemy, mam coś dla ciebie. - Wyjął z kieszeni 

sznur pereł, a Melissa na ten widok ściągnęła brwi. 

- Och, Surimie, przecież cię prosiłam, żebyś mi ich nie kupował! 

- Zrób mi przyjemność i przyjmij je, jak byś przyjęła prezent od 

Alai czy Hamida. Będą ci przypominać o Qu'Arim. 

- Nie mogę. 

- Możesz. - Otoczył perłami jej szyję, zapiął je. - Idealnie pasują 

do tej sukni. Wyglądasz przepięknie. 

Przesunęła palcami po perłach. 

- Jakie chłodne! 

- Zaraz się rozgrzeją od twojej skóry. 

- W takim razie zdejmij mi mój naszyjnik, nie chcę nosić obu. I 

dziękuję. Naprawdę bardzo dziękuję. - Odwróciła się plecami, by 

mógł rozpiąć drugi naszyjnik, a potem podeszła do najbliższego lustra 

i przejrzała się. 

Surim pogratulował sobie w duchu, gdy ujrzał, jak na jej twarzy 

pojawia się promienny uśmiech. 

W konsulacie jarzyły się wszystkie światła i grała muzyka, było 

pełno gości. Oczywiście Surim i Melissa jako osoba towarzysząca 

RS

background image

 

125

 

przywitali się z nowym konsulem poza kolejnością. George 

Farmingham okazał się ujmującym dżentelmenem, który ucieszył się 

z przyjścia Melissy i zapowiedział, że w trakcie wieczoru poprosi ją o 

poświęcenie mu trochę czasu, gdyż chciałby wymienić z rodaczką 

wrażenia z Qu'Arim. 

- Rozumiem, że będziesz wychwalać mój kraj pod niebiosa? - 

szepnął jej do ucha Surim, gdy ruszyli w głąb sali balowej. 

- A jak myślisz? - odparła z uśmiechem. 

- Wasza Wysokość? - odezwał się z boku cichy, łagodny głos. 

Melissa ujrzała filigranową młodą kobietę w mieniącej się 

szmaragdowo-turkusowej sukni. W kruczoczarnych włosach lśniły 

powplatane perły. Była prześliczna i miała czarujący, jakby nieco 

nieśmiały uśmiech. 

- Jasine, nie wiedziałem, że cię tu zobaczę - rzekł Surim po 

angielsku, gdyż niepisane zasady grzeczności nakazywały osobom 

znającym język mówić w danym konsulacie językiem tego właśnie 

kraju. 

- Ojciec otrzymał zaproszenie, a ponieważ mama nie czuje się 

najlepiej, ja mu towarzyszę - wyjaśniła i przeniosła wzrok na Melissę, 

cały czas uśmiechając się życzliwie i przyjaźnie. - Nie miałam chyba 

jeszcze okazji pani poznać. 

- Jasine, to panna Melissa Fox z Anglii. Melisso, to Jasine bin 

Szora, przyjaciółka Mary. 

- Bardzo mi miło poznać przyjaciółkę Mary - rzekła Melissa, 

czując, jak robi jej się ciężko na sercu. A więc miała przed sobą jedną 

RS

background image

 

126

 

z kandydatek na żonę Surima. Ta dziewczyna nie tylko była 

prześliczna, ale też wydawała się naprawdę miła. 

Jasine posmutniała. 

- Kilka razy jeździłam do niej do Anglii. Ogromnie mi jej 

brakuje. 

- Ponieważ Melissa zajmuje się jej dziećmi, przyjedź kiedyś do 

nas, żeby je odwiedzić. 

- Z największą przyjemnością. Nie widziałam Nadii, odkąd była 

niemowlęciem. Czy podobnie jak jej siostra zapowiada się na 

prawdziwą piękność? 

- O, tak - odparł z całym przekonaniem Surim. 

- Nie rozmawialiśmy zbyt wiele o dzieciach. Jak sobie radzisz z 

tym, że nagle zostałeś opiekunem aż trojga? 

- Dzięki pomocy Melissy zaczynam powoli poznawać je lepiej, 

ale ciągle jeszcze dzieci są dla mnie wielką zagadką. 

Roześmiała się. 

- Podejrzewam, że według ciebie dziećmi powinny zajmować się 

kobiety. A jednak mój ojciec miał duży udział w wychowaniu mnie i 

moich braci, pewnie dlatego moja rodzina jest mocno zżyta. 

Melissa przysłuchiwała się rozmowie, próbując wywnioskować, 

jak mają się sprawy między tym dwojgiem. O dzieciach nie 

rozmawiali zbyt wiele... A o czym rozmawiali? Czy widywali się 

często? Czy to z powodu tej dziewczyny Surim wrócił do domu 

bardzo późno jakiś tydzień wcześniej? I czy jej też zdradził, że ojciec 

się nim nie zajmował i stąd była ta ostatnia uwaga Jasine? Naraz 

zrozumiała, że nie musiała być jedyną kobietą, której się zwierzał. 

RS

background image

 

127

 

Wykazała się naiwnością, łudząc się, że Surima łączy z nią jakaś 

szczególna więź. 

- Przybywam porwać pannę Fox - rozległ się głos konsula. - 

Oczywiście za pozwoleniem jego Wysokości. 

- Przyprowadziłem tutaj Melissę właśnie w tym celu, żeby 

spotkała rodaków i nie czuła się w Qu'Arim osamotniona - wyjaśnił 

szejk. 

- Wyśmienicie! W takim razie, moja droga, chodźmy poszukać 

pozostałych Anglików. 

Oddaliła się więc w towarzystwie tego miłego starszego pana, 

jednocześnie czując bolesne ukłucie, gdy musiała zostawić Surima 

samego z Jasine. Z drugiej strony lepiej, żeby stopniowo przywykała 

do tych ukłuć, bo sprawa zapowiadała się poważnie. Wszystko 

przemawiało za tą dziewczyną, łącznie z jej zainteresowaniem 

dziećmi. 

Wkrótce poznała kilkanaście osób z Anglii, które na stałe 

mieszkały w Qu'Arim. Jedna para zaprosiła ją do siebie, gdy tylko 

Melissa będzie miała kolejny wolny dzień. Ktoś rzucił pomysł, by co 

miesiąc urządzać spotkania rodaków. George Farmingham był tym 

wyraźnie ucieszony. 

- Przepraszam, lecz muszę pozbawić państwa towarzystwa 

panny Fox - rzekł Surim, zjawiając się nagle przy niej. - Proszę 

wybaczyć, to pilna sprawa. 

- O co chodzi? - spytała, gdy odeszli kilka kroków od 

rozmawiającej grupy. 

RS

background image

 

128

 

- Annis przysłała wiadomość przez służącego. Nadia jest bardzo 

chora. 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

- Chora? Co się dzieje? - spytała, pospiesznie idąc za nim do 

wyjścia. 

Surim odpowiedział dopiero wówczas, gdy wsiedli do 

samochodu i ruszyli. 

- Wymiotuje, ma biegunkę i wysoką gorączkę. 

- Och, biedactwo! 

Melissa bała się, że Nadia może się bardzo szybko odwodnić. 

Martwiła się też, czy to nie jest coś zakaźnego i czy pozostała dwójka 

również nie zacznie chorować. W duchu poganiała samochód. 

Dotarli do rezydencji w rekordowym tempie. Wyskoczyła z 

wozu i popędziła na górę, podciągając suknię, by biec jak najprędzej. 

Gdy wpadła do pokoju dziecinnego, ujrzała Annis z Nadią na rękach. 

Dziewczynka wyglądała na rozpaloną i niespokojną, na widok 

Melissy żałośnie zawołała ją po imieniu. 

- Już jestem, kochanie. - Porwała małą w objęcia, dotknęła 

policzkiem czoła. - Och, Surimie, ona ma bardzo wysoką gorączkę! 

Trzeba jechać do szpitala. 

- Idziemy - zdecydował i objął Melissę ramieniem, by ją 

asekurować, w końcu niosła dziecko, a była w długiej sukni i na 

obcasach. 

RS

background image

 

129

 

- Zaczekaj, weźmy kocyk, pewnie będzie chciała mieć przy 

sobie coś swojego. 

Annis czym prędzej otuliła Nadię jej ukochanym kocykiem. 

Wyszli na korytarz. 

- Daj mi ją, przecież nie zejdziesz tak po schodach - zauważył 

Surim, lecz gdy Melissa chciała podać mu dziecko, Nadia wczepiła się 

w nią z płaczem. 

- Dobrze, kochanie, zostaniesz u mnie - rzekła uspokajającym 

tonem Melissa. 

- Tylko nie spadnij - poprosił Surim i pomógł jej zejść na parter, 

podtrzymując ją przez cały czas. 

- Zapalenie opon mózgowych? - powtórzyła wstrząśnięta 

Melissa. - Ale jak to możliwe? Gdzie mogłaby się zarazić? 

- Zabierałaś gdzieś dzieci? 

- Tylko w czwartek, kiedy chodziliśmy po bazarze i poszliśmy 

do restauracji na lunch. Och, Surimie, ona jest za malutka, żeby tak 

ciężko chorować! 

Wziął ją za rękę i uścisnął lekko, nie przerywając rozmowy z 

lekarzem. Okazało się, że dziewczynka trafiła na oddział intensywnej 

opieki, jej stan był poważny. 

- Chcę iść do niej - rzekła w pewnej chwili Melissa, która nic nie 

rozumiała z tej szybkiej wymiany zdań po arabsku. 

Po chwili dalszej rozmowy doktor w końcu skinął głową. 

- Możemy do niej pójść, leży w izolatce i ma przydzieloną 

własną pielęgniarkę - wyjaśnił Surim. - Najpierw jednak koniecznie 

RS

background image

 

130

 

musimy się zaszczepić, zresztą wszyscy w domu również, zaraz ktoś 

tam pojedzie zrobić zastrzyki dzieciom i służbie. 

Dwadzieścia minut później weszli do izolatki, gdzie przy 

łóżeczku czuwała pielęgniarka. Podłączona do kroplówki Nadia miała 

na wpół otwarte oczy, na widok Melissy zakwiliła i próbowała 

wyciągnąć rączki. Surim pilnował, żeby rurka od kroplówki się nie 

poplątała i żeby nic nie zaczepiło o wbity w rączkę wenflon, gdy 

Melissa otulała dziewczynkę kocykiem i siadała z nią na krześle. 

Zaczęła ją kołysać, a mała uspokajała się stopniowo. 

- Przydałby się tutaj bujany fotel - zauważyła Melissa, nie 

przestając huśtać Nadii na rękach. 

- Załatwię to - obiecał Surim. 

- Co mówią lekarze? Jest szansa na wyzdrowienie, prawda? - 

spytała po francusku. 

Wiedziała, że zapalenie opon mózgowych może stanowić dla 

dziecka śmiertelne zagrożenie, dlatego na wszelki wypadek wolała, 

żeby Nadia nie rozumiała, o czym mówili, bo jeśli Surim usłyszał 

wyrok z ust lekarzy... 

- Dopiero za kilka godzin będą mogli powiedzieć coś bardziej 

wiążącego. - Przysunął sobie drugie krzesło, usiadł, delikatnie dotknął 

policzka przysypiającej Nadii. - Ależ ona jest maleńka i krucha! 

Kiedy szaleje po domu, jest wulkanem energii, a teraz... 

Czuł, że gdyby coś się stało tej kruszynce, nie byłby już tym 

samym człowiekiem co poprzednio. Nawet nie wiedział, kiedy zdążył 

pokochać dzieci Mary. Chciał zrobić wszystko, co w jego mocy, a 

przecież w tej sprawie nie mógł zrobić nic, chociaż był władcą całego 

RS

background image

 

131

 

kraju. Lekarze podawali dziecku leki i kazali czekać, tymczasem on 

pragnął usłyszeć zapewnienie, że dziecko wyzdrowieje, nic mu nie 

będzie i że z czasem wyrośnie na piękną i dzielną kobietę jak jej 

mama. Ale nikt nie mógł mu dać podobnej gwarancji. 

- Nie wiem, jak rodzice to znoszą - wyrwało mu się. 

- Słucham? - Melissa odwróciła się ku niemu. Jej piękna twarz 

była ściągnięta z niepokoju, w oczach widniała udręka. 

- Nie wiem, jak radzą sobie z chorobą dzieci. Czuję się 

kompletnie bezradny. 

- Ja też. Pierwszy raz w życiu stykam się z ciężką chorobą 

dziecka. - Zagryzła wargi, spojrzała na Nadię. - Ma ledwie dwa latka, 

a tyle już przeszła... Oby okazała się silna i wyszła z tego. 

- Wyjdzie. Musi! 

Melissa uśmiechnęła się blado, sięgnęła po jego dłoń, uścisnęła 

- Mam nadzieję, że Bóg to słyszał. 

Godziny mijały powoli. W którymś momencie Surimowi udało 

się przekonać Melissę, żeby na trochę odłożyła dziecko do łóżeczka i 

dała odpocząć rękom. Potem zadzwonił do domu i polecił służbie 

przywieźć im ubrania na zmianę oraz bujany fotel. Porozmawiał też z 

Annis i przykazał jej traktować pozostałą dwójkę jak najłagodniej, 

ponieważ chciał im zaoszczędzić wszelkich dodatkowych stresów. 

Melissa z niewyspania czuła piasek pod powiekami, ale 

obawiała się zdrzemnąć choćby na moment, gdyż Nadia w każdej 

chwili mogła jej potrzebować. Bała się, że lekarstwo nie zadziała albo 

że pozostaną jakieś nieodwracalne skutki choroby. Dziesiątki razy 

RS

background image

 

132

 

zadawała sobie pytanie, jak mogła w ogóle iść na przyjęcie, gdy 

dziecko miało ciepłą główkę? 

Po raz kolejny nachyliła się nad łóżeczkiem. 

- Jest jakaś poprawa? - spytał Surim, wracając do pokoju. 

Potrząsnęła głową. 

- Lekarz mnie uprzedzał, że poprawa nie następuje tak szybko, 

ale mimo to miałem nadzieję... 

- Surimie, a jeśli ona nie wyzdrowieje? - wyszeptała z 

przerażeniem. 

Objął ją, starając się dodać jej sił samą swoją obecnością. 

- Wyzdrowieje. Nie pozwalam, żeby było inaczej - oświadczył 

stanowczo. 

Zaskoczona, parsknęła śmiechem, wyobrażając sobie, jak on 

rozkazuje chorobie wynosić się precz, ale zaraz potem rozpłakała się. 

Surim objął ją mocniej, a ona z ulgą przytuliła się do niego. Nie 

wyobrażała sobie, że miałaby odbyć to nocne czuwanie zupełnie 

sama. 

- Ona jest jeszcze taka malutka... 

- Wyzdrowieje, zobaczysz - zapewnił ponownie. - Musimy w to 

wierzyć. 

Skinęła głową, otarła łzy i podniosła na niego wzrok. Surim starł 

Melissie z policzka jeszcze jedną nieposłuszną łzę. A potem 

pocałował ją. 

Coś w niej pękło pod wpływem tego pocałunku. Zarzuciła 

Surimowi ręce na szyję i pocałowała go, przelewając w to całe swoje 

uczucie. Kochała tego mężczyznę. Wiedziała, że nie czeka ich 

RS

background image

 

133

 

wspólna przyszłość, ale miała go przy sobie przez tę noc, przez tę 

straszną noc szarpiącego nerwy czuwania. 

Ku jej rozżaleniu Surim przerwał pocałunek i odsunął się, ale 

chwilę potem do pokoju weszła pielęgniarka, więc Melissa domyśliła 

się, że usłyszał kroki na korytarzu. Całe szczęście, inaczej mogłyby 

powstać plotki, a nie chciałaby tego, zwłaszcza że ze strony Surima 

był to tylko gest pocieszenia. 

Kiedy pielęgniarka sprawdziła wszystko i wyszła, Surim stanął 

za Melissą i zaczął łagodnie rozcierać jej obolałe ramiona i plecy. 

- Dobrze, że jesteś tu ze mną... Tak bardzo bym chciał, żeby 

Nadia się obudziła i znów dokazywała jak zawsze. 

- Ja też. 

Stali tak długo, przyglądając się śpiącemu dziecku. 

Nadia bardzo powoli reagowała na leki, przez cały następny 

dzień była pod ścisłą obserwacją. Melissa prawie nie wychodziła z 

izolatki, albo trzymała dziecko na kolanach, albo obserwowała, jak 

Nadia śpi. Surim wyszedł ze szpitala dopiero po południu i wrócił po 

kilku godzinach. 

- Teraz ja przy niej posiedzę. Idź się przynajmniej 

przespacerować wokół szpitala i odetchnąć świeżym powietrzem, nie 

chcę, żebyś mi padła ze zmęczenia, bo co wtedy zrobimy? Aha, i 

musisz chociaż na chwilę wrócić do domu, dzieci się martwią nie 

tylko o Nadię, ale i o ciebie, trzeba je uspokoić. 

- O mnie? Dlaczego? 

- Ponieważ po śmierci rodziców każda taka przedłużająca się 

nieobecność każe im myśleć o najgorszym. Kiedy Nadia zaśnie 

RS

background image

 

134

 

wieczorem, pojedziemy do domu na godzinę czy dwie, inaczej Hamid 

znowu zacznie mieć koszmary po nocach. 

- Wolałabym jej nie zostawiać... 

- Jeśli przewrócisz się ze zmęczenia, to tym bardziej jej nie 

pomożesz. Zresztą tamci dwoje też cię potrzebują. 

Dzieci czekały na nich, siedząc na schodach, rzuciły się ku 

Melissie, ledwie przestąpiła próg. 

- Myślałem, że poszłaś sobie na zawsze - poskarżył się Hamid, 

prawie dusząc ją w uścisku. 

- Nie, kochanie, nigdzie nie poszłam, siedzę w szpitalu przy 

Nadii. 

- Czy ona umrze? - spytała Alaja. 

- Nie! - Melissa nawet nie chciała o tym myśleć. 

- A czy możemy ją zobaczyć? 

- Na to jeszcze za wcześnie. Zobaczycie ją, jak wyzdrowieje i 

wróci. 

- Do szpitala idzie się umrzeć. Mama i tata też byli w szpitalu i 

umarli - rzekł ponuro Hamid. 

- Kochanie, ludzie idą do szpitala, żeby wyzdrowieć i wielu 

osobom szpital pomaga. 

Zabrali dzieci do salonu, posadzili je między sobą na kanapie i 

spędzili tak dwie godziny, rozmawiając z nimi i dodając im otuchy. 

Potem wyszli, żeby pojechać do szpitala. 

- Nie wiem, czy udało nam się ich przekonać, chyba nie 

przestaną się zamartwiać, dopóki nie zobaczą Nadii zdrowej - rzekła z 

troską. 

RS

background image

 

135

 

- Miejmy nadzieję, że to nie potrwa długo - odparł i uścisnął jej 

dłoń. 

Oczywiście dotykał jej tylko po to, żeby ją pocieszyć, z tego 

samego powodu pocałował ją w szpitalu. A ona odpowiedziała tak, 

jakby to był prawdziwy pocałunek, ponieważ kochała Surima. 

Tymczasem on nawet tego nie podejrzewał i na chłodno planował 

małżeństwo z rozsądku z jakąś odpowiednią kobietą. Nie, po tym 

pocałunku, który wyzwolił w niej coś, czego dotąd nie znała, Melissa 

nie czuła się na siłach, by zostawać w rezydencji po ślubie Surima. 

Nie zniosłaby tego. 

Nie wyobrażała sobie też, jak miałaby pomagać w 

wychowywaniu dzieci Surima i jego żony. Sama chciałaby urodzić 

mu dzieci. Synka, który odziedziczyłby po tacie te cudowne czarne 

oczy. Córeczkę, która podbiłaby jego serce równie łatwo i szybko jak 

Nadia. 

Ale Surimowi urodzi dzieci inna, zaś Melissa za nic nie chciała 

być tego świadkiem. 

Tylko jak miała zostawić tę trójkę, którą zdążyła tak gorąco 

pokochać? Jak?! 

- Jesteśmy na miejscu - odezwał się.  

Otworzyła oczy i zobaczyła, że stoją pod szpitalem. 

- Na pewno chcesz tu siedzieć? Może odwiozę cię do domu, 

żebyś trochę odpoczęła? 

- Nie, ona nie może się obudzić i zobaczyć samych obcych 

twarzy. 

- Ja przy niej będę, zostanę na całą noc. 

RS

background image

 

136

 

- Naprawdę? 

- Tak. Nadia jest jak moja córka. I martwię się o nią tak samo jak 

ty. Ale martwię się również o ciebie. - Położył jej dłoń na policzku. - 

Wyglądasz na wyczerpaną. 

Serce zabiło jej mocniej, wstąpiła w nie nadzieja. Nie mówi się 

w taki sposób do osoby, która jest mówiącemu obojętna... 

- I tak też się czuję. Mogłabym spać przez cały tydzień. Ale 

muszę przy niej być, po prostu muszę. 

Przez długą chwilę patrzył Melissie w oczy, a potem nachylił się 

i przesunął wargami po jej ustach. 

- W takim razie chodźmy zobaczyć, co z naszą małą. Koło wpół 

do jedenastej Nadia obudziła się, a chociaż mocno marudziła i wciąż 

miała wysoką gorączkę, napiła się trochę soku, co ucieszyło 

pielęgniarkę, która wezwała lekarza, ten zaś wykonał jakieś testy i 

stwierdził, że rokowania wydają się pomyślne. 

Koło jedenastej rozległo się ciche pukanie do drzwi i do izolatki 

weszła Jasine, ubrana elegancko jak na przyjęcie. Podbiegła do szejka. 

- Och, Surimie, właśnie się dowiedziałam! Co za wiadomość! 

Akurat byłam na kolacji u znajomych, przyjechałam prosto od nich. - 

Spojrzała na Nadię, którą Melissa nieznużenie kołysała na rękach. - 

Jak ona się czuje? 

- Ciągle jest bardzo chora. Nie powinnaś tu wchodzić, to 

choroba zakaźna - ostrzegł i czym prędzej wyprowadził Jasine na 

korytarz. 

RS

background image

 

137

 

Melissa dalej kołysała Nadię, myśląc o tym, że Jasine -w 

odróżnieniu od Deallah - będzie dobrą matką. Potem zastanawiała się, 

czemu Surim nie wraca. Czyżby odwiózł tamtą do domu? 

Po jakimś czasie Nadia zasnęła, wtedy Melissa położyła ją z 

powrotem do łóżeczka, a sama zaczęła krążyć po pokoju, by 

rozprostować zesztywniałe od długiego siedzenia mięśnie. W końcu 

podeszła do okna, wyjrzała. Ciemno, ani żywego ducha. Nic 

dziwnego, był środek nocy. Ze zmęczenia nie zauważyła nawet, kiedy 

Surim wszedł do pokoju. 

- Melisso? - Stanął przy niej i zaczął masować jej ramiona, kark, 

wsunął ręce w jej włosy. - Dość tego, musisz wreszcie odpocząć. 

Z wdzięcznością poddawała się temu masażowi, mając ochotę 

mruczeć jak kot. Mmm, jak dobrze... Odchyliła głowę i spojrzała 

Surimowi w oczy - w te drogie ciemne oczy, które już tak dobrze 

znała. Patrzyli na siebie w milczeniu przez dłuższą chwilę. 

- Chciałbym cię znowu pocałować. 

Najzupełniej bezwiednie uśmiechnęła się z rozmarzeniem. 

- Niczego więcej nie pragnę - odparła, gdyż była straszliwie 

znużona i nie miała siły walczyć z tym, co czuła. 

Już i tak zdecydowała, że wyjedzie, więc ten jeden pocałunek 

więcej nie mógł w niczym zaszkodzić. 

I nie zaszkodził, przeciwnie, wydawał się pomagać. Surim 

całował ją czule i delikatnie, a potem z narastającą pasją, 

przygarniając ją mocno do siebie i żądając równie płomiennej 

odpowiedzi. Była jak zaczarowana, była w ciągu tych chwil naprawdę 

szczęśliwa. Pragnęła więcej, znacznie więcej, lecz musiała poprzestać 

RS

background image

 

138

 

na tym, więc w którymś momencie z największym ociąganiem 

odsunęła się od Surima, wiedząc, że do końca życia będzie 

pielęgnować wspomnienie tych cudownych pocałunków. Miała 

jednak dość rozsądku, by wiedzieć, kiedy się wycofać. 

Surim oparł się czołem o jej czoło, jego oczy wydawały się 

ciemniejsze niż kiedykolwiek, niebezpieczne. 

- Nie chcę przestawać - rzekł cicho. 

 Uśmiechnęła się ze smutkiem. 

- Ja też nie. 

- Czemu więc to robisz? 

Wysunęła się z jego objęć i podeszła do łóżeczka. 

- Szukasz żony, a to, co się dzieje między nami, odciąga cię od 

tego celu. 

- Jeszcze nie jestem żonaty. 

- Ale będziesz. A ja nie mogę zostać, muszę wracać do Anglii. 

- Zostań ze mną i wychowuj moje dzieci. 

Miała zostać w jego domu przez następnych kilkanaście lat, 

patrzeć na niego i Jasine, patrzeć na ich dzieci i cały czas myśleć o 

tym, że chciałaby go dla siebie? Nie, za nic! 

- Dzieci odżyły przy tobie, dzięki tobie uczą się arabskiego, 

nawet mnie zaakceptowały. Nie możesz wyjechać - nalegał. 

Melissa czuła się rozdarta. Sądząc po szczerości w jego głosie, 

naprawdę pragnął, by została. Ale to byłoby zbyt trudne! 

Powoli pokręciła głową. 

Surim milczał przez długą chwilę, wreszcie rzekł spokojnym, 

rzeczowym tonem: 

RS

background image

 

139

 

- W takim razie musisz zostać moją żoną, Melisso. To ciebie 

wybieram. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

140

 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Melissa patrzyła na niego w oszołomieniu. Chciał się z nią 

ożenić? 

W jej sercu wezbrała radość, ale w następnej chwili przyszło 

otrzeźwienie. Nie powiedział, że ją kocha, po prostu potrzebował jej i 

uznał, że to ona jest tą odpowiednią kobietą, ponieważ znakomicie 

umie zajmować się dziećmi. 

- Nie mogę za ciebie wyjść. 

- To jest najrozsądniejsze rozwiązanie - przekonywał. -Dzieci cię 

uwielbiają. Jeśli je opuścisz, przeżyją kolejną stratę, a dość ich już 

miały. Ponadto podoba ci się w Qu'Arim. A do tego wszystkiego 

całkiem dobrze się nawzajem rozumiemy. 

- Och, to rzeczywiście świetne powody, żeby wziąć ślub i 

spędzić razem resztę życia! Przykro mi, Surimie, ale moja odpowiedź 

brzmi: „nie". Najlepiej będzie, jeśli wyjadę, gdy tylko Nadia 

wyzdrowieje. 

- Nie zgadzam się na twój wyjazd, chcę, żebyś została. 

- Nie utrudniaj - poprosiła, ponieważ naprawdę nie mogła wyjść 

za ukochanego mężczyznę, jeśli ten jej nie kochał. 

- Czemu nie miałabyś zostać moją żoną? Czy to byłoby dla 

ciebie aż takie trudne? 

- Zrozum, nie pasujemy do siebie. Wszystko nas dzieli, 

pochodzenie, pozycja... 

Ujął ją mocno za ramiona. 

RS

background image

 

141

 

- Podobnie jak ty wychowywałem się w Anglii. Podobnie jak ty 

mam pracę, owszem, w moim przypadku oznacza ona rządzenie 

całym krajem, ale tak samo jak ty muszę pracować i mam swoje 

obowiązki. Ja potrzebuję potomka, a ty z pewnością chciałabyś mieć 

własne dzieci, może nawet całą gromadkę. Nie widzisz, że wszystko 

znakomicie pasuje? 

Spojrzała mu prosto w oczy. 

- Ale ty nie wierzysz w miłość. 

- Och, dyskutowaliśmy już na ten temat, myślałem, że został 

wyczerpany. W moim kraju małżeństwa trwają znacznie dłużej niż w 

Europie, rozwodów jest mało. W miarę upływu lat między 

małżonkami pojawia się prawdziwe przywiązanie. Naprawdę będzie 

nam dobrze razem, zobaczysz. 

Wyobraziła sobie wspólne chodzenie na sztywne przyjęcia. 

Potem siebie zajmującą się dziećmi i Surima, który prawie nigdy nie 

miałby czasu dla rodziny. Wracałby późno, rozmawiał z nią o 

niewielu sprawach, ważne rzeczy zatrzymując dla siebie. Nie, to było 

stanowczo za mało, żeby powiedziała „tak". Surim musiałby 

zaofiarować jej znacznie więcej. 

- Przywiązanie mi nie wystarczy - oświadczyła. - Chcę być 

kochana, chcę być dla tej drugiej osoby najważniejsza. Nie chcę być 

tylko matką dzieci, chcę być pełnoprawną partnerką, najlepszym 

przyjacielem, upragnioną kochanką. Nic mniej mnie nie zadowoli. - 

Odwróciła wzrok, ponieważ bała się, że jeśli dłużej będzie patrzeć w 

te ciemne oczy, jej determinacja osłabnie. - Oczywiście doceniam 

twoją propozycję. Nawet nie wiesz, ile ona dla mnie znaczy. 

RS

background image

 

142

 

- Ale ostateczna odpowiedź brzmi: „nie"? - upewnił się cicho. 

Skinęła głową. 

Pocałował ją lekko w policzek i odsunął się. 

- Wrócę do domu, żeby sprawdzić, co z pozostałą dwójką. - 

Ruszył ku drzwiom. - Gdyby coś się działo z Nadią, natychmiast mnie 

powiadom. 

Poczekała, aż wyszedł, i dopiero wtedy rozpłakała się. 

Odrzuciła oświadczyny mężczyzny, którego kochała! Czy 

naprawdę była kompletną idiotką? 

Jak on miał okazać uczucie, skoro jemu nikt go nigdy nie 

okazał? Może należało zaryzykować, dać mu szansę i w ten sposób 

mu pomóc? Kto wie, czy nie przyniosłoby im to szczęścia? 

Ale równie dobrze mogłoby przynieść tylko cierpienie. 

Surim jechał przez miasto, czując dziwne odrętwienie i nic nie 

rozumiejąc. Jak to możliwe, że mu odmówiła? Przecież czasem, gdy 

byli sami, dostrzegał u niej przebłyski żywszych emocji. On sam 

bardzo lubił jej towarzystwo, najchętniej spędzałby z nią każdy dzień 

od rana do wieczora. Bardzo lubił z nią rozmawiać, nigdy się tym nie 

nużył. Potrafiła go rozbawić i spowodować, że odżywał. A kiedy się 

całowali... 

Minął drogę prowadzącą do rezydencji i jechał dalej - aż do 

restauracji na wodzie, gdzie dwa dni wcześniej jedli lunch z Melissą. 

Wydawało się, jakby od tamtego dnia upłynęła cała wieczność, 

ponieważ nagła choroba Nadii wszystko zmieniła, w tym hierarchię 

ważności wielu rzeczy. 

RS

background image

 

143

 

Zatrzymał się na pustym parkingu, zgasił światła samochodu i 

siedział tak, wpatrując się w ciemność. Melissa uwielbiała dzieci 

Mary, a mimo to zamierzała wyjechać - czyli nie zależało jej na nim 

ani trochę. 

On jej chciał, a ona jego nie. 

Oto historia jego życia w wielkim skrócie. Drogie mu osoby z 

reguły nie dbały o niego, nie potrzebowały go, powinien był już się do 

tego przyzwyczaić. Ale myślał, że z nią będzie inaczej... 

Przesiedział tak resztę nocy. Zaczynało świtać, gdy ponownie 

uruchomił silnik. Wrócił do domu, wziął prysznic, przebrał się i był 

gotów do działania, wiedząc, że jeśli nie przedsięweźmie 

zdecydowanych kroków, Melissa naprawdę wyjedzie. Wybrał 

znajomy numer. 

- Cześć, Max, tu Surim. 

- Wiesz, która godzina? Tu jest środek nocy - odezwał się 

zaspany głos. 

- Wybacz, zapomniałem o różnicy czasu, ale muszę z tobą pilnie 

porozmawiać. 

- Co się stało? Coś nie tak z restauracją? Tylko nie mów, że się 

spaliła albo że będzie jakieś ogromne opóźnienie. 

- Nie, z restauracją wszystko w porządku, chodzi o Melissę. 

- Stało się jej coś złego? 

- Nie, na szczęście nie. Potrzebuję twojej rady. 

- W jakiej sprawie? 

Surim wolałby nie zdradzać, co zaszło, lecz nie miał wyjścia. 

- Poprosiłem Melissę o rękę. Odmówiła. 

RS

background image

 

144

 

Przez długą chwilę w słuchawce panowała cisza. 

- Poprosiłeś ją o rękę? - odezwał się Max, gdy odzyskał głos. - 

Czemu? 

- Ponieważ to bardzo dobry układ. Dzieci ją uwielbiają. 

Przekonała je do mnie, a mnie do nich, nie wyobrażam już sobie, że 

mogłoby ich tutaj nie być. Zrobiła tu tyle dobrego, nie może 

wyjechać. 

Czekał na reakcję przyjaciela, wstrzymując oddech. Gdyby Max 

zaczął się śmiać albo rzucił jakąś kpiącą uwagę, Surim wsiadłby w 

najbliższy samolot do Londynu, żeby najzwyczajniej w świecie dać 

przyjacielowi w zęby. 

Ale Max milczał. 

- To wszystko? - spytał wreszcie. 

- Byłaby idealną żoną dla mnie. 

- Surim, mówimy o kobiecie! A co ona będzie z tego miała? 

- Jak to? Zostanie żoną głowy kraju. Czy to nie dosyć? 

- Jeśli zależy jej na prestiżu i majątku, to tak, ale akurat Melissa 

wyżej sobie ceni emocje, o ile mi wiadomo. Porozmawiajmy więc o 

emocjach. Co czujesz do Melissy? Tylko szczerze. 

- Pragnę jej. 

- Nie dziwię się, bo jest na czym oko zawiesić. A coś więcej? 

- Co więcej? 

- Podobno mężczyźni są kiepscy w wyrażaniu uczuć, moje 

siostry zawsze to powtarzają. Ale spróbujmy. Nie masz wrażenia, że 

w twoich oświadczynach czegoś brakuje? Na przykład napomknięcia 

o czymś takim jak miłość? 

RS

background image

 

145

 

- Miłość to wielki mit Zachodu. W naszej kulturze aranżuje się 

małżeństwa, które potem funkcjonują znacznie lepiej niż u was. 

Odsetek rozwodów jest bardzo niski. 

- Może jej to powiedz? 

- Powiedziałem. 

Dopiero wtedy Max wybuchnął śmiechem. 

- Surim, jesteś jedyny w swoim rodzaju! Szkoda, że mnie przy 

tym nie było. 

- Ale ja nadal tego nie rozumiem. Muszę się ożenić, żeby mieć 

potomka, więc czemu nie miałbym się ożenić z kobietą, której 

pragnę? 

- No to powiedz jej, że jej pragniesz. 

- Zrobiłem to, ale i tak odmówiła. Max, ty lepiej będziesz 

wiedział, jak postąpić z Europejką. Jak mam ją przekonać, żeby za 

mnie wyszła? 

- Dobrze, pomogę ci. Wymień powody, dla których powinniście 

być razem. 

Surim bez trudu wymienił całą długą listę racjonalnych 

powodów. 

- W porządku. A teraz mi powiedz, jak by to wyglądało, gdyby 

jednak wyjechała. 

- Nie mogę. 

- Dlaczego? 

- Bo nie wyobrażam sobie życia bez niej. 

Następnego ranka Nadia zjadła całe śniadanie i chciała się 

bawić. Gorączka spadła. 

RS

background image

 

146

 

- Teraz proces zdrowienia powinien przebiegać równie szybko, 

jak szybko nastąpiło pogorszenie, w przypadku małych dzieci często 

właśnie tak to wygląda - orzekł lekarz prowadzący. - Prawdopodobnie 

już jutro będzie można zabrać ją do domu. 

- Słyszałaś, kruszynko? - Melissa nie posiadała się z radości. - 

Jutro wracamy do domu! 

Nagle urwała, ponieważ uprzytomniła sobie, że zaraz po 

powrocie do rezydencji przyjdzie jej lecieć do Anglii, ponieważ nie 

mogła dłużej mieszkać u Surima po odrzuceniu jego oświadczyn. 

Tylko kto zajmie się wtedy dziećmi? Annis sama nie da rady. 

Na razie najważniejsza była zdecydowana poprawa stanu Nadii. 

Melissa poprosiła pielęgniarkę, by ta zadzwoniła do rezydencji i 

przekazała pomyślne wieści. Mijały godziny. Po południu stało się 

jasne, że Surim nie przyjdzie do szpitala, więc Melissa uznała, że 

trzeba zadzwonić ponownie, przy czym tym razem zrobiła to 

osobiście. 

- Jego Wysokość pojechał gdzieś z dziećmi na cały dzień - 

wyjaśniła Annis. - Bardzo się wszyscy ucieszyliśmy, gdy nadeszła ta 

dobra wiadomość ze szpitala. 

Surim zajął się dziećmi? No proszę! Zaskoczona Melissa 

poprosiła jeszcze o przysłanie kilku ulubionych książeczek i zabawek 

Nadii, ponieważ potrzebowała ją czymś zająć, a potem rozłączyła się. 

Wieczorem, gdy Nadia zasnęła, Melissa dosłownie leciała z nóg. 

Pielęgniarka zdołała w końcu namówić ją na powrót do rezydencji i 

porządne wyspanie się, bo przecież następnego dnia dziewczynkę 

wypisywano ze szpitala. 

RS

background image

 

147

 

- Jak pani zapewni jej jutro opiekę w domu, skoro już teraz jest 

pani nieprzytomna? 

Ten argument przeważył i Melissa zadzwoniła po limuzynę. 

Zasnęła na tylnym siedzeniu, ledwie odchyliła głowę na oparcie. Gdy 

przyjechała do domu, w holu nikt na nią nie czekał, co sprawiło jej 

pewien zawód. Weszła na górę i zajrzała do pokoi Alai i Hamida. Ku 

jej zdumieniu spali smacznie, chociaż była dopiero dziewiąta. 

Poszła do siebie, umyła się szybko i wyczerpana padła na łóżko. 

Tęskniła za Surimem. Nie widziała go przez cały dzień i ledwo mogła 

to znieść, więc jak zamierzała przeżyć bez niego całe następne 

tygodnie, miesiące i lata? 

Rano pobiegła do jadalni dziecinnej, gdzie zastała przy 

śniadaniu nie tylko Alaję i Hamida, ale także Surima. Na sam jego 

widok przepełniła ją radość, lecz zaraz potem przyszło też 

zakłopotanie. Jak trudno było przebywać z nim po odrzuceniu jego 

oświadczyn! 

- Wiem od Annis, że przekazano ci wczoraj wiadomość o stanie 

Nadii - rzekła, gdy przywitała się z dziećmi. 

- Tak, rozmawiałem już z lekarzem prowadzącym, jesteśmy 

umówieni na dziewiątą na odebranie jej ze szpitala. Ale zanim tam 

pojedziemy, chciałbym zamienić z tobą dwa słowa. U mnie w 

gabinecie, po śniadaniu. 

Zastanawiała się, o czym zamierzał rozmawiać. Może już kupił 

dla niej bilet powrotny do Londynu, skoro postanowiła wracać od razu 

po wyzdrowieniu Nadii? A może chciał ponownie namawiać ją na 

RS

background image

 

148

 

pozostanie? A może...? Przez całe śniadanie siedziała jak na 

szpilkach, zadając sobie podobne pytania. 

Zeszli na dół, Surim w ogóle się nie odzywał. W milczeniu 

zamknął za nimi drzwi gabinetu, a potem również bez słowa chwycił 

Melissę w objęcia i obsypał ją gorącymi pocałunkami. 

Przylgnęła do Surima, zapominając o wszystkim. Wsunęła mu 

palce we włosy i całowała go bez opamiętania. Och, jak ona za nim 

tęskniła ostatniej nocy! Jak bardzo pragnęła go zobaczyć! 

- Dziękuję ci za twoje poświęcenie, Melisso - rzekł jakiś czas 

później, opierając się czołem o jej czoło. - Za wszystko, co zrobiłaś 

dla Nadii. Zatrudniłem profesjonalną pielęgniarkę, przez kilka dni 

będzie tutaj mieszkać i zajmować się Nadią. 

- Nie było takiej potrzeby, ja i Annis dałybyśmy sobie radę. 

- Nie, ty musisz wreszcie trochę odpocząć. Przywieziemy Nadię, 

odczekamy ten dzień, a jutro, przed twoim wyjazdem, chciałbym ci 

coś pokazać. Wadi Serene. Tę oazę, o której ci mówiłem. 

Serce w niej zamarło. A więc mieli się rozstać i ta wizyta w 

oazie była z jego strony gestem pożegnalnym. 

Nadia szybko dochodziła do siebie, powrót do domu i obecność 

rodzeństwa wyraźnie dobrze jej zrobiły. Wieczorem Surim czytał jej 

bajki na dobranoc, a gdy zasnęła, siedział jeszcze przez jakiś czas przy 

łóżeczku, przypatrując się jej i czując, jak jego serce przepełnia 

miłość. Melissa postąpiła bardzo mądrze, praktycznie zmuszając jego 

i dzieci, żeby lepiej się wzajemnie poznali. Teraz już nie wyobrażał 

sobie życia bez nich. 

I bez niej. A właśnie to mu groziło, jeśli nie zdoła jej przekonać. 

RS

background image

 

149

 

Polecieli prywatną awionetką, pilotowaną zresztą przez Surima. 

Przez całą podróż Melissa niestrudzenie chłonęła malownicze widoki. 

Wylądowali w małym miasteczku, za lotnisko służył pas ubitej ziemi, 

a za halę przylotów i odlotów niewielki budyneczek. 

- To było fantastyczne - oświadczyła, wychodząc z awionetki. - 

Zobaczyłam cały szmat Qu'Arim za jednym zamachem! 

- Ale z odległości. Chodź, tamten dżip jest mój. 

- Trzymasz go tutaj na stałe? 

- Nie, zadzwoniłem, żeby nam go podstawiono. Powinny być w 

nim zapasy świeżego jedzenia na dwa dni. 

Do oazy dojechali prawie o zachodzie słońca. Pod kępą palm 

stał wielki podłużny namiot, nieopodal bulgotało źródełko. Dookoła, 

jak okiem sięgnąć, rozciągała się pustynia, panowała cisza i idealny 

spokój. Byli zupełnie sami. 

- Tu jest cudownie - rzekła cicho Melissa. 

Ponieważ poły namiotu były zapraszająco rozchylone, weszła 

tam z zaciekawieniem i aż oniemiała z wrażenia. Na ziemi rozpostarto 

grube i miękkie perskie dywany. Na stole czekał gotowy posiłek, 

świeże owoce piętrzyły się w misach. W głębi stała sofa zarzucona 

mnóstwem poduszek, przed nią znajdował się niski stoliczek. 

Zwieszające się spod dachu wzorzyste kobierce oddzielały część 

jadalną od sypialnej. Wszędzie paliły się mosiężne lampki, chociaż 

promienie słońca jeszcze wpadały przez uchylone poły namiotu. 

Oszołomiona Melissa odwróciła się do Surima z zachwyconym 

uśmiechem. 

RS

background image

 

150

 

- Jeszcze nie widziałam czegoś tak pięknego. Dziękuję, że mnie 

tu przywiozłeś. Nigdy nie zapomnę tego miejsca. 

Zajrzał jej głęboko w oczy. 

- Mam nadzieję, że jeszcze tu wrócisz, i to nie raz. Nigdy nie 

przywiozłem tu nikogo innego. To dla mnie wyjątkowe miejsce, nie 

spodziewałem się, że je kiedyś komuś pokażę. Ale tobie pragnąłem je 

pokazać. Melisso, wyjdź za mnie. Dzielmy nasze dnie i noce. 

Zestarzejmy się razem. 

- Surimie... - jęknęła. 

Czemu ją dręczył? Jak długo będzie w stanie mu odmawiać? 

- Po rozważeniu sytuacji doszedłem do wniosku, że moje 

oświadczyny w szpitalu nie zostały dostatecznie przemyślane. Za to 

teraz mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że cię kocham. 

To była ostatnia rzecz, jaką spodziewała się usłyszeć. 

- Co takiego? To niemożliwe! 

W jego oczach pojawiło się rozbawienie. 

- Czemu? 

- Bo ty nie wierzysz w miłość. 

- Nie wierzyłem - skorygował. - Ale udowodniono mi, że to 

wszystko, co odczuwam w związku z tobą, to właśnie jest miłość. 

- Udowodniono ci? To znaczy, kto ci udowodnił? 

- Max. 

- Rozmawiałeś o mnie z Maksem? 

Zamiast odpowiedzieć, pocałował ją - najpierw czule i 

delikatnie, a potem z prawdziwym żarem. Minęło trochę czasu, zanim 

RS

background image

 

151

 

Melissa mogła znowu coś powiedzieć. Spojrzała wtedy na niego z 

ukosa. 

- A więc wydaje ci się, że mnie kochasz? 

-Bo tak jest. 

- Od kiedy? 

- Chyba od tego wieczoru, kiedy stawiałaś mi warunki twojego 

pozostania w Qu'Arim. 

- Ale to było zaledwie w pierwszym tygodniu mojego pobytu. 

- Spodobałaś mi się od samego początku. Potem zaczęłaś mnie 

fascynować. A na koniec rzuciłaś na mnie czar i przepadłem. 

- Nie wiem, co powiedzieć. 

- To ja ci podpowiem. „Tak, Surimie, wyjdę za ciebie". 

- Chodzi o dzieci, prawda? 

- Nie, chodzi o mnie i o ciebie. Dzieci dorosną i wyprowadzą 

się. Chcę, żebyś została przy mnie aż do końca życia. Kocham cię. 

Powiedz, że i ty mnie kochasz. 

Wciąż nie mogła w to uwierzyć, ale wreszcie żar i szczerość 

brzmiące w jego słowach, przekonały ją, a wtedy serce omal nie pękło 

jej z radości. 

- Och, Surimie, jeśli rzeczywiście mnie kochasz, jestem gotowa 

poślubić cię w tej sekundzie! Szaleję za tobą! 

W odpowiedzi z błyskiem w oku porwał ją w objęcia i 

pocałował ponownie. 

- Wiedziałem, że w małżeństwie z czasem rodzi się 

przywiązanie, ale nigdy nie spodziewałem się, że przed ślubem będę 

coś odczuwał. I to aż tak mocno. 

RS

background image

 

152

 

- Surimie, czy naprawdę jesteś pewien? Kocham cię od dawna, 

lecz musiałam to ukrywać, ponieważ zamierzałeś poślubić jakąś 

odpowiednią kobietę, którą zaaprobują twoi ministrowie i doradcy. 

- Ja twierdzę, że jesteś najbardziej odpowiednia ze wszystkich i 

niech mi się ktoś sprzeciwi! 

Melissa roześmiała się. Nie słyszała o nikim, kto miałby odwagę 

sprzeciwiać się szejkowi. No, ona często miewała własne zdanie, ale 

akurat w tej kwestii nie zamierzała się z nim sprzeczać. 

Surim odetchnął głęboko i przytulił ją mocniej. 

- Pragnę cię. Pragnę mieć cię co noc w swoim łóżku. Tylko ty i 

ja i nic między nami. Pragnę kochać się z tobą aż do późnej starości. 

Pragnę, żebyśmy jadali razem, wychowywali dzieci i nawet żebyś 

ganiła mnie za to, że za mało się nimi zajmuję. Chcę, żebyśmy dużo 

rozmawiali, żebyś nosiła perły ode mnie, żebyś śmiała się ze mną i 

patrzyła na mnie z taką miłością, z jaką patrzysz na dzieci. Nigdy nie 

sądziłem, że kiedykolwiek będzie mi na kimś aż tak zależeć. Kiedy 

Max kazał mi wyobrazić sobie życie bez ciebie, nie potrafiłem. Stałaś 

się częścią mnie i nie umiałbym się z tobą rozstać. Obiecuję zawsze 

cię kochać i być ci wiernym. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, 

żebyś była ze mną szczęśliwa. 

-Och, Surimie... - wyszeptała, przejęta do głębi. Ten mężczyzna, 

który sam nie otrzymał miłości i ciepła, obiecywał jej 

najcudowniejsze rzeczy pod słońcem. - Myślałam, że chodzi ci o 

dzieci. 

- Dzieci też chcę mieć. Ale tylko z tobą. Córeczkę, która 

odziedziczy po mamie cudowne zielone oczy. I synka, który pewnego 

RS

background image

 

153

 

dnia przejmie po mnie rządy. Albo, jeśli będzie wolał, zostanie 

lekarzem. 

- O czym ty mówisz? 

- Kiedyś ci wyjaśnię - odparł z uśmiechem. - Ale dzieci dorosną 

i odejdą, a my zostaniemy razem. Nie wyobrażam sobie życia bez 

ciebie. Tylko jak mam ci to udowodnić? W jej oczach wezbrały łzy 

szczęścia. 

- Nie musisz nic udowadniać, wierzę ci. 

- A co myślisz o perspektywie wspólnego życia? - spytał, 

delikatnie ocierając jej z policzka powoli toczącą się łzę. 

- Że też tego chcę. Pod warunkiem, że będziesz zawsze mnie 

kochał. 

Pocałował ją. 

- Będę cię kochał dłużej niż zawsze. 

RS


Document Outline