Wakacyjna miłość
1
ANN MAJOR
LAURA PARKER
MARY LYNN BAXTER
Wakacyjna miłość
Wakacyjna miłość
2
ANN MAJOR
Świat według Fancy
Fancy’s Man
Tłumaczyła: Izabela Sobczak
Wakacyjna miłość
3
Prolog
Więcej. Więcej. Więcej.
Te trzy słowa lepiej opisywały światowej sławy
projektantkę mody, Fancy Hart, niż setki artykułów, które o niej
napisano. A było tak dlatego, iż bez względu na to, ile celów
Fancy zrealizowała i ilu zaszczytów dostąpiła, nieustannie
pragnęła więcej.
Aż do niedawna.
Aż do chwili, kiedy przed rokiem odszedł od niej
Jacques, stwierdziwszy, że Fancy się przepracowuje, że ma dla
niego coraz mniej czasu i że wcale nie jest mu z tym do
śmiechu. Aż do momentu, kiedy dosłownie z dnia na dzień
gdzieś zapodział się jej talent. Wtedy właśnie opuściło Fancy
wrodzone pragnienie podbijania świata.
Wprawdzie nie tęskniła za Jacquesem, ale jednak
odczuwała po jego odejściu pustkę i zagubienie.
Dotychczas życie wydawało się takie proste. Fancy,
niczym wyuczony szczur, mknący przez labirynt, wprawnie
poruszała się w schemacie dwunastogodzinnych dni pracy,
pokazów mody, wywiadów i nieustannych przyjęć.
Ciągle była w biegu, wiecznie zapracowana i jeszcze raz
zapracowana. Zbyt zajęta, żeby cokolwiek myśleć lub czuć.
Zbyt zajęta, żeby zastanawiać się nad tym, czy istnieje coś
jeszcze oprócz blasku reflektorów i napiętego kalendarza
obowiązków.
Szalone tempo życia, jakie prowadziła do tej pory,
sprawiło, że Fancy nie miała czasu uświadomić sobie, że tak
naprawdę nigdy nie kochała Jacquesa i że był on jedynie
cząstką jej publicznego wizerunku. Nie miała też czasu, żeby
zdać sobie sprawę ze swej bezgranicznej samotności. Z
Wakacyjna miłość
4
arogancją odpowiadała rzeszom reporterów, że kluczem do
szczęścia jest najpierw określenie, czego się chce, a następnie
ciężka praca, zmierzająca do osiągnięcia upragnionego celu.
Sama zresztą naiwnie wierzyła w głoszone przez siebie prawdy.
Gdziekolwiek się pojawiała, w stylowych czarnych
sukniach, kontrastujących z jej mlecznobiałą cerą i włosami jak
z płócien Tycjana, natychmiast wzbudzała poruszenie i
zachwyt. Była tak piękna, sławna, bogata i utalentowana, że
wszyscy myśleli, iż do szczęścia nie brakuje jej niczego, a ona
starannie dbała, żeby tak właśnie ją postrzegano.
W wieku zaledwie trzydziestu dwóch lat podbiła swoimi
projektami dwa kontynenty. Jej kreacje nosiły zarówno
koronowane głowy, ekscentryczne gwiazdy filmowe, jak i
konserwatywne żony prezydentów. Miała wspaniałe biura w
Nowym Jorku i Paryżu. Należała do niej dwudziestopokojowa
kamienica z widokiem na Central Park, ekskluzywny
apartament przy rue du Rivoli i willa we francuskiej
miejscowości Gironde.
Teraz ponadto była wolna, bowiem rozwiodła się z
Jacquesem Decazem, jednym z najbogatszych i najbardziej
ognistych lowelasów Paryża.
Jednym słowem Fancy – jak zresztą wiele jej
poprzedniczek – zdobyła świat, ale i straciła duszę, a co za tym
idzie i talent, któremu zawdzięczała swój błyskotliwy sukces.
Była jednak, w przeciwieństwie do wielu podobnych jej ludzi,
gotowa do drastycznych posunięć, byle tylko odzyskać
utracony spokój ducha.
Ale jak to zrobić?
Powrót do domu nie wchodził w grę. Fancy nienawidziła
Purdee, mieściny w stanie Teksas, w której urodziła się i
wychowała. Nie znosiła jednak i tych miejsc, w których wspięła
się na szczyty sławy, a więc Nowego Jorku i Paryża.
Po raz pierwszy w życiu Fancy, która dotąd miała na
Wakacyjna miłość
5
wszystko odpowiedź, nie wiedziała, co ze sobą począć. Snuła
się po swych przestronnych apartamentach naszpikowanych
bezcennymi antykami w poczuciu pustki i osamotnienia.
Jeszcze gorzej było, gdy z ołówkiem w ręku zasiadała przed
kartką papieru tylko po to, by uświadomić sobie, że nie ma
żadnego pomysłu na nowy projekt. W trakcie kolejnych przyjęć
coraz częściej odnosiła wrażenie, że niewidzialna szklana
ściana odgradza ją od starych przyjaciół. W nadziei, że wróci
jej utracony talent i dawna energia, Fancy rzucała się wówczas
w wir pracy i imprez z jeszcze większą pasją, częściej się
uśmiechała i udzielała wywiadów. Spod jej ręki wychodziły
tysiące projektów, ale brakowało im indywidualnego
charakteru, który kiedyś przyniósł jej rozgłos.
W poczuciu zupełnego wyjałowienia zmuszona była
zdać się na pomysły asystentów oraz Claude’a De Motta, jej
nowego, nieco histerycznego, aczkolwiek wyjątkowo
uzdolnionego współpracownika.
W ten sposób dryfowała bezwładnie przez życie, którego
styl sama przecież sobie narzuciła. Aż do pewnego dnia, kiedy
do jej willi w Gironde, gdzie akurat odbywała się sesja
zdjęciowa, zadzwonił Jim.
Jim... Gardłowy, niski głos natychmiast obudził w niej
wspomnienia... Kiedyś zostawiła go. Boże, kiedy to było...
Po skończonej rozmowie usiadła i odruchowo zaczęła
coś kreślić. Po chwili spojrzała na kartkę i zadrżała. Szare
kreski układały się w portret Jima. W uszach znowu zabrzmiał
jej jego szept. Jim... Wysoki, ciemnowłosy chłopak, którego
kiedyś kochała nad życie. Nagle poczuła, że na nowo wstępuje
w nią energia. I wtedy przypomniała sobie pierwszy fałszywy
krok, który popełniła – okropne rozstanie z Jimem, kiedy to
cisnęła weń pierścionkiem zaręczynowym, oświadczając, że
wyjeżdża do Nowego Jorku i że nie ma zamiaru zostać w
Purdee. Jim odrzucił pierścionek z jeszcze większą
Wakacyjna miłość
6
wściekłością. Zagroził, że jeśli Fancy teraz od niego odejdzie,
nie będzie miała prawa powrotu.
Wtedy to, po skąpanej we łzach nocy, Fancy spakowała
swoje rzeczy i wyruszyła do Nowego Jorku. Wybrała karierę,
poświęcając dla niej miłość.
Wakacyjna miłość
7
Rozdział pierwszy
Nad linią horyzontu osiadły malownicze purpurowe
obłoki.
Wilgotne powietrze lekko pachniało deszczem. W
oddali, za ścianą szumiących sosen i należącą do Fancy
elegancką białą willą z prostym, drewnianym belkowaniem
rozciągała się turkusowa powierzchnia morza, usiana
drewnianymi łódkami poławiaczy ostryg i białymi plamkami
żaglówek, które właśnie wyruszały na regaty.
Fancy zwykle z niecierpliwością czekała na czerwcowy
wypad do francuskiego Royan. Tym razem jednak, choć
przebywała tu zaledwie od tygodnia, miała już szczerą chęć
wracać do Nowego Jorku.
Znudzona gośćmi, których jak co roku zaprosiła do
swojej rezydencji, Fancy pożyczyła im swojego czerwonego
mercedesa wraz z kierowcą i poleciła szefowi kuchni,
Albertowi, żeby przygotował koszyk z przysmakami, z których
słynął Paryż.
Wśród nich znalazły się escargots de Bourgogne –
ślimaki z masłem czosnkowym, paupiette de saumon et
langoustines au vin de Sancerre – rolady z łososia i langusty
duszone w winie Sancerre oraz kilka butelek przedniego wina
St. Emilion. Fancy pomachała na pożegnanie odjeżdżającym w
kierunku potężnej wydmy w Pyla gościom, zapewniając ich
jednocześnie, że musi zostać w domu i popracować.
Kiedy jednak pozbyła się znajomych i przeszła za
Claudem na tyły willi, gdzie odbywała się sesja zdjęciowa,
poczuła jeszcze większe znudzenie i wyobcowanie. Następne
kilka godzin sterczała na planie i, osłaniając dłonią oczy przed
promieniami popołudniowego słońca, z uwagą śledziła ruchy
Wakacyjna miłość
8
Alaina, znanego paryskiego fotografa, którego uparł się
zatrudnić Claude. Alain dwoił się i troił – zawisał na drzewie
lub balkonie domu Fancy niczym małpa albo rzucał się na
piasek, żeby uzyskać dobre ujęcie. Długie godziny pracował
bez wytchnienia w nadziei, że wykorzysta każdy promień
cennego światła, zanim słońce schowa się za horyzont.
Zdaniem niektórych amerykańskich magazynów mody prace
Alaina były niezwykle kontrowersyjne i za bardzo przesycone
erotyzmem. Fancy również twierdziła, że nazbyt dużo w nich
agresywnej cielesności. Mimo to Claude nalegał, żeby zdjęcia
były tak odważne i niepowtarzalne jak i cała kolekcja.
Ustąpiła mu. Nie miała już takiego zapału do pracy jak
dawniej.
Asystenci Alaina w pośpiechu zbiegali na plażę po
zboczach kamiennych klifów. Wykłócając się z Claudem o
każdy szczegół, poprawiali na modelkach to biały jedwabny
szal, to znów wymieniali kolczyki. Claude natomiast ze swoją
wspaniałą czupryną farbowanych na rudo włosów, w
obszernych drelichowych spodniach i butach z długimi
cholewami bardziej przypominał klauna niż projektanta mody.
Wraz z upływem dnia coraz bardziej nabierał wigoru.
Poklaskując w dłonie, wydawał wszystkim rozkazy. W
pewnym momencie podniósł głos na Alaina i zaczął go
pouczać. Fancy zdecydowała, że lepiej będzie, jeśli zrazu
ostudzi władcze zapędy swojego współpracownika, zanim
stanie się on zbyt nieznośny i rozgniewa Alaina do tego stopnia,
że ten odmówi dalszej współpracy i odejdzie.
Właśnie zamierzała podejść do Claude’a, gdy dobiegł ją
z willi dzwonek telefonu. Zmarszczyła brwi, widząc, że
Margaret, jej sekretarka, zbiega po kamiennych schodkach i
pośpiesznie wyciąga antenę w bezprzewodowym telefonie.
– Fancy, j’avais peur de vous deranger, mais... Nie
chciałam cię niepokoić, ale...
Wakacyjna miłość
9
– Merci. – Fancy odebrała z jej rąk telefon. – Allo?
– Fancy? – W słuchawce rozległ się głęboki męski głos z
teksańskim akcentem.
Zadrżała. Gorączkowo dotknęła szyi, kiedy mężczyzna
powtórzył jej imię, tym razem łagodniej i bardziej zmysłowo.
– To ja... Jim.
Napięła się jak struna. W jednej chwili ożyły liczne
wspomnienia z czasów, kiedy była znacznie młodsza, nie tak
sławna, bogata i znudzona życiem jak teraz. Wyobraziła sobie,
jak jej ciało trawi gorączka pod wpływem spojrzenia
cudownych, ciemnych oczu Jima. Fancy niemal czuła na
wargach piękny kształt jego twardych ust, które były ciepłe,
skore do całowania i tak cudownie rozkoszne.
– Tak. Wiem... – odparła szeptem, próbując opanować
drżenie głosu. Zupełnie tak samo jak przed laty, kiedy była
uczennicą liceum, zbyt nieśmiałą, żeby odpowiedzieć na
„cześć!”, które rzucił jej w przejściu szkolny gwiazdor futbolu.
– Niestety, mam złą wiadomość... – Jim rzekł niechętnie
i zawiesił głos. W słuchawce zapanowała cisza.
Przez chwilę Fancy słyszała jedynie lekki szum sosen
kołysanych przez morską bryzę i delikatny, aczkolwiek
złowieszczy, plusk fal liżących mokry piasek plaży. Nagle
zaczęło jej walić serce, najpierw wolno, potem coraz bardziej
dziko.
Zacisnęła dłoń na słuchawce tak mocno, że aż poczuła
ból.
– Chodzi o... mamę?
– Spadła z dachu. Znalazłem ją w chwilę...
– Nie!
– Nie dało się już nic zrobić. Zmarła na miejscu... W
jednej sekundzie... Zawsze mówiła, że to byłaby najlepsza
śmierć... – Jim mówił głucho, ale w jego głosie było tyle
serdeczności i współczucia ile owego pamiętnego dnia, kiedy
Wakacyjna miłość
10
wyciągnął Fancy z rozbitego samochodu, uratował jej życie, a
tym samym spowodował, że zakochała się w nim bez pamięci.
Fancy, mimo iż dotąd sądziła, że obce są jej łzy, cicho
załkała. Przypomniała sobie matkę, jak w kuchni przygotowuje
galaretkę jeżynową, zręcznie napełnia wypasteryzowane słoiki,
a następnie ustawia je na oknie, gdzie w słońcu błyszczą jak
ametysty. Jak krząta się w ogródku w swoim słomkowym
kapeluszu z szerokim rondem i delikatnym ruchem zrywa
dojrzałego pomidora...
Hazel Hart była silną kobietą o niespożytej witalności.
Zdawało się, że dożyje późnej starości. Jej nagła śmierć
wydawała się teraz niemal nierealna.
– Przykro mi. Byłoby lepiej, gdybym to nie ja do ciebie
zadzwonił.
– Nie. Cieszę się, że dzwonisz właśnie ty... Matka tak
bardzo cię kochała. Ja... – Fancy przerwała, przyznając w
myślach, że ona też darzyła niegdyś Jima równie silnym
uczuciem. – Dziękuję ci, Jim.
– Daj mi znać, kiedy zechcesz przylecieć do San
Antonio.
Wyślę po ciebie kogoś.
– Nie śmiałabym ci sprawiać kłopotu...
– Nalegam – Jim odparł twardo. Fancy przypomniała
sobie, jak uparty i piekielnie trudny w pożyciu potrafił być ten
mężczyzna. Podjęcie najzwyklejszej decyzji niejednokrotnie
wiązało się z nawałnicą awantur. W przeciwieństwie do innych
mężczyzn, z którymi miała do czynienia, on jeden nigdy nie
naginał się do zdania Fancy.
– Więc dobrze. Poproszę któregoś z moich asystentów,
żeby dał ci znać – mruknęła chłodno.
– Doskonale – Jim odparł jeszcze bardziej lodowatym
tonem, po czym podyktował szybko swój numer telefonu i
rozłączył się.
Wakacyjna miłość
11
Nic się nie zmienił, pomyślała Fancy ze smutkiem Jak
kiedyś, tak i teraz potrafił doprowadzać ją do łez swoją
oschłością.
Westchnęła ciężko. Matka, która nigdy jej nie rozumiała,
ale zawsze była dla niej ostoją – nie żyła. Dziwne to, ale w tej
chwili Fancy najbardziej pragnęła raz jeszcze usłyszeć głos
Jima, a jeszcze bardziej czuć, jak ją przytula i towarzyszy w
żałobie.
Oczywiście pragnienie to było samo w sobie
niedorzeczne, bowiem Jim od dawna nic już dla niej nie
znaczył. Mimo to nie mogła przestać myśleć o zakończonej
przed chwilą rozmowie.
Przypomniała sobie jego ogorzałą twarz o ostrych rysach
i potężne, muskularne ciało, tak męskie i silne, jakby było
wyciosane z brązu. Za każdym razem, kiedy Fancy
porównywała mężczyzn z Nowego Jorku z Jimem, ci pierwsi
wydawali się jej słabi i nierzeczywiści, zbyt dobrze ułożeni i
nadęci jak balony – dosłownie i w przenośni. Fancy nie znosiła
kłótni z Jimem, ale teraz odkryła, że właściwie brakuje jej tych
potyczek z ognistym Teksańczykiem o ciemnych włosach.
Jim za szkolnych czasów był obiektem westchnień
wszystkich dziewcząt. Był odważny, twardy i niezłomny, ale
przy tym również delikatny. A z Fancy sprzeczał się tylko
dlatego, że prowokowała go do tego swoją nieznośną przekorą.
Dziesięć lat temu Fancy zdusiła w sobie wszelkie
wspomnienia związane z Jimem, ale teraz, gdy usłyszała, jak
wypowiada jej imię, myśli o tym mężczyźnie odżyły ze
zdwojoną siłą. Przypomniała sobie momenty ich wspólnej
radości. Na przykład dzień, kiedy czekała na niego w lesie,
przykryta jedynie cienkim dywanem dzikich kwiatów o
uwodzicielsko słodkim zapachu. Kiedy uniosła wzrok i
wyszeptała mu życzenia urodzinowe, dostrzegła, że jego
miodowe oczy płoną z, pożądania.
Wakacyjna miłość
12
Jim delikatnie usunął zębami gałązki kwiecia, muskając
przy tym jej nagie ciało. Robił to tak długo, aż Fancy niemal
straciła przytomność z niezaspokojonego pragnienia.
Był dla niej taki dobry, a ona dla niego taka okropna...
Na wspomnienie tych cudownych chwil sprzed laty w
oku Fancy zakręciła się łza. Kiedyś naprawdę kochała Jima, ale
nie doceniała ani tego wyjątkowego uczucia, ani tego
niepowtarzalnego mężczyzny. Może stało się tak dlatego, że
naiwnie sądziła, iż miłość jest taka łatwa? Jak pokazało jej
później życie, nikt inny poza Jimem nie zasłużył na jej miłość.
Przez lata nie przyznawała się do tego. Aż do teraz.
Jim kochał dzikie otwarte przestrzenie, Fancy zaś tętent
wielkich miast. Ona była typem intelektualistki, grała na
pianinie, czytała najlepszą literaturę, on natomiast uwielbiał
zwierzęta, dzieci i leniwe popołudnia, kiedy wybierał się na
ryby albo na polowanie.
Ich rozmowy zwykle wyglądały jak gra w ping-ponga.
Jim opowiadał Fancy o tym, co go interesuje, ona zaś mówiła z
zapałem o swoich zainteresowaniach. Mimo to rozmawiali ze
sobą, słuchali siebie, a przede wszystkim obchodziło ich, co
myśli druga strona. Jim zawsze był z nią szczery. Nigdy nie
schlebiał jej dla samej zasady tak jak większość ludzi, których
potem poznała.
Kochał ją, wiedziała o tym doskonale, ale wtedy nigdy
tego jej nie wyznał.
Teraz Fancy poczuła, jak ściska ją za serce potrzeba
miłości – uczucia, które złożyła w ofierze na ołtarzu kariery.
Kiedy uświadomiła sobie, że osiągnęła w pracy nawet więcej
niż wszystko, ogarnęło ją potężne rozczarowanie. Już od roku
marzyła o tym, żeby doświadczyć czegoś więcej niż samotność.
Dzisiaj natomiast, wyraźniej niż kiedykolwiek, odezwała się w
niej dziwna tęsknota za Jimem i czasami, kiedy jako podlotek
miała w sobie tyle optymizmu, naiwności i pogody ducha.
Wakacyjna miłość
13
Zastanawiała się, jakim mężczyzną jest teraz zapamiętany
sprzed lat Jim.
Wiedziała tylko, że zmarła mu żona, którą poślubił
naprędce w odwecie za odejście Fancy.
Pewnie pojawi się na pogrzebie Hazel, pomyślała. A co
będzie, jeśli... Nie, musiałaby być kompletną idiotką, żeby
uwierzyć, iż reakcja na głos Jima była sygnałem jakiegoś
poważniejszego uczucia.
Owszem, pojedzie do Purdee, spotka się nawet z nim,
jeśli będzie to konieczne, ale zaraz po pogrzebie matki opróżni
jej stary dom, wezwie agenta nieruchomości i wyjedzie. Z
uwagi na promocję nowej kolekcji będzie mogła pozostać w
Purdee najwyżej dwa dni. W tym czasie – podobnie zresztą jak
zawsze, kiedy wracała do domu – postara się unikać Jima jak
diabeł święconej wody.
Cienie sosen gęściej spowiły nadmorską willę, a lekki
chłód zaczął powoli wypierać popołudniowe kojące ciepło.
Fancy poczuła w nozdrzach rześkie, wilgotne powietrze, które
zwiastowało rychłe nadejście deszczu. Wkrótce potem pierwsze
krople zwilżyły jej dłoń, a potem policzek.
Spojrzała na kawałek dryfującego na falach drewna.
Pomyślała, że jej życie też przepłynęło niezależnie od
niej, choć zawsze myślała, że jest odwrotnie. Poniosło ją na
grzbiecie gnającej na oślep fali, która w najmniej
spodziewanym momencie wyrzuciła ją na pustkowie.
Przypomniała sobie, jak matka błagała ją, żeby się nie
przepracowywała, żeby wreszcie założyła rodzinę i dała jej
wnuki, takie jak rozbrykane bliźniaki Jima, dwie półsieroty.
Fancy ścisnął za serce kurcz. Przecież równie dobrze mogli to
być jej synowie.
Szybko odegnała od siebie macierzyńskie uczucia.
Trudno – ona żyła inaczej i tak miało pozostać. Po pierwsze nie
miała zielonego pojęcia o wychowywaniu dzieci, a po drugie –
Wakacyjna miłość
14
wcale się nie starała, żeby je mieć.
Z trudem zdołała skupić uwagę na Alainie, który ganiał
teraz po plaży, pokrzykując niecierpliwie na żyrafowate
modelki w krótkich białych sukienkach z jedwabiu i upominał
Claude’a, żeby ten zszedł mu z drogi. W pewnym momencie
rzucił się na piasek i dramatycznie skinął palcem na modelki,
żeby podeszły bliżej.
Potem nakazał im stanąć nad sobą, a sam ustawił aparat
fotograficzny pod takim kątem, żeby pokazać więcej nogi i uda
niż sukienki.
Fancy nie podobało się to ujęcie.
Claude’owi chyba też nie, bo ze złości zaczął
podskakiwać, a jego płomiennie rude włosy zakołysały się w
rytm ruchów niczym pompon u czapki.
Fancy wiedziała, że powinna być na planie, nadzorować
Alaina i uciszać dyktatorskie zapędy Claude’a. Kiedyś pewnie
już dawno pognałaby na plażę i przypomniała Alainowi, że robi
zdjęcia do magazynu mody, a nie do pisemka
pornograficznego.
Jednak teraz była zbyt pochłonięta własnymi emocjami i
dziwnymi fantazjami, żeby robić jakiekolwiek zamieszanie.
Dumna aż do dzisiaj z tego, że rzadko płacze, naraz
zalała się łzami tak, że przesłoniły jej one widok Alaina i
modelek.
– Fancy!!! – usłyszała, jak Claude wydarł się
wniebogłosy, próbując ściągnąć jej uwagę na ujęcie.
Ona jednak nie słyszała już i nie widziała nikogo.
Wilgotne powietrze niemal zatykało jej płuca. Opadła na
kamienne schodki, usiłując przypomnieć sobie, kiedy po raz
ostatni widziała swoją matkę, dom rodzinny, Purdee, Jima... To
wszystko, co było dla niej takie cenne, choć nie zdawała sobie z
tego sprawy. To wszystko, co utraciła na zawsze, nie wiedząc
sama kiedy.
Wakacyjna miłość
15
Rozdział drugi
Jim zmarszczył brwi, przymrużył oczy i pochylił się nad
elegancką trumną Hazel Hart. Nie próbował nawet ukrywać, że
czuje się nieswojo. Wszyscy obecni w domu pogrzebowym
zrzucili to zapewne na karb żałoby. Współczuli mu, gdyż
uważali, że Jim jest porządnym i szlachetnym człowiekiem. On
zaś cieszył się z takiego właśnie obrotu sprawy, bowiem nie
chciał ujawnić, co tak naprawdę go gryzie.
A naprawdę był nie tyle smutny, co wściekły. I
przestraszony. Wściekły jak osa na starą Hazel, że była tak
głupia i wlazła na ten nieszczęsny dach, a przestraszony z
powodu przyjazdu Fancy. Przeklinał w myślach swój los i
utwierdzał się w przekonaniu, że jest najbardziej
nieszczęśliwym człowiekiem w całym stanie Teksas.
Hazel, ty stara wariatko! – przemawiał w duchu do
świętej pamięci nieboszczki – co cię, u licha, opętało, żeby bez
pomocy naprawiać nadgryziony przez wiewiórki gont?
Dlaczego nie poprosiłaś, żebym to ja się tym zajął? Pomagałem
ci już przecież w tylu innych sprawach. Czy musiałaś skręcić
sobie kark na dzień przed sfinalizowaniem umowy o sprzedaży
twego gospodarstwa?
Zaciśnięte powieki Hazel nawet nie drgnęły. Jej
ściągnięte usta – jak nigdy – milczały. Matka Fancy spoczywała
sztywno na białej satynowej poduszce w szykownej trumnie,
która kosztowała więcej, niż zmarła by tego chciała. Właściciel
zakładu pogrzebowego nie miał widocznie pojęcia, że Hazel
była osobą skromną i bezpośrednią i przygotował ją do ostatniej
drogi niezbyt fortunnie. Za życia na przykład zwykle mocno
ściągała włosy i nigdy nie używała ciemnych odcieni szminek.
Teraz, w pośmiertnym makijażu, wyglądała raczej jak
Wakacyjna miłość
16
plotkujące dewotki niż jak beztroska łobuzica, którą mimo
upływu lat w istocie była.
Ktoś wystroił ją na pogrzeb w czarną suknię z
perłowymi guzikami. Hazel za życia z całą pewnością by takiej
na siebie nie włożyła.
Ktoś... Jim wiedział, skąd wzięła się ta suknia. Hazel
dostała ją dwa miesiące temu w prezencie urodzinowym od
swojej córki, Whitney Hart, na którą wszyscy w Purdee mówili
Fancy.
Solenizantka tak skomentowała ten podarunek:
„Zastanawiam się, dlaczego Fancy ciągle przysyła mi nowe
suknie na pogrzeb, skoro i tak jako trup mogę mieć na sobie
tylko jedną.”
Teraz, stojąc nad trumną, Jim z rozrzewnieniem
wspominał dawne żarty pogodnej do ostatnich chwil staruszki.
Nie przysłoniło to jednak jego złości. Jak mogła mu to zrobić i
skrócić sobie życie akurat w momencie, kiedy miała dojść do
skutku sprzedaż ziemi, którą od niej dzierżawił? Teraz
przyjdzie mu zapewne układać się z Fancy, a to nie będzie takie
łatwe. Z wielu względów. Po pierwsze – Fancy znana była ze
swego tępego uporu, po drugie... Cóż. Kiedy przed dwoma
dniami usłyszał słodki głos Fancy, poczuł, jak bardzo dokucza
mu samotność.
Ni stąd, ni zowąd Jim zaczął sobie przypominać rzeczy,
których wcale nie chciał pamiętać. W rezultacie zaczęły mu się
cisnąć do głowy fantazje. Wyobraził sobie, jak by to było,
gdyby powitał Fancy na lotnisku. Niestety, nie dała mu na to
szansy. Jej asystent zadzwonił z informacją, że pani Hart nie
życzy sobie, żeby Jim po nią przyjeżdżał. Wolała wynająć
samochód i sama przyjechać do domu. W końcu Jim doszedł do
wniosku, że dobrze się stało. Im rzadziej będą się widywać, tym
lepiej.
O, tak. Na samą myśl, że przyjdzie mu stawić czoła
Wakacyjna miłość
17
Fancy, czuł, jak węzeł krawata nieznośnie uciska go w szyję i
przeszkadza oddychać. Wiedział, że Fancy zjawi się lada
chwila. I tak już musiał udawać smutek, a teraz jeszcze
przyjdzie mu pozorować obojętność.
Czerwone, ułożone wokół trumny róże wydzielały
dusząco słodką woń, która szczelnie wypełniała ciasne
pomieszczenie. Jim dostrzegł obfitość lilii i chryzantem i
natychmiast uświadomił sobie, jak bardzo Fancy kochała
kwiaty. Nie wiedzieć czemu, przypomniało mu się pewne
wiosenne popołudnie w dniu jego dwudziestych pierwszych
urodzin, kiedy to znalazł w samochodzie czerwoną różę od
Fancy i załączoną notkę, w której prosiła, żeby zjawił się nad
rzeką.
Znalazł ją tam... zupełnie nagą, z uśmiechem na twarzy i
dywanem kwiecia rozrzuconego po całym ciele.
Doskonale pamiętał, jak niewinna i rozpustna zarazem
była wtedy Fancy. Drżała, kiedy ją dotykał, a jej delikatne,
słodkie usta były gorące niczym płatki róż skąpane w
słonecznym cieple.
Całował ją i smakował, odkrywał coraz to nowe zakątki
jej ciała, aż rozpaliła się, roznamiętniła, oddała z błogim
westchnieniem.
Jak doskonale pasowały do siebie ich ciała! Fancy
przycisnęła dłonie do jego pleców i przysięgła mu wieczną
miłość. Wtedy nadszedł moment spełnienia, zresztą wcale nie
ostatni tego dnia.
Prawdą było, że Jim nigdy do końca nie zaspokoił swojej
żądzy posiadania Fancy. Ona też nie. Kiedy odchodząc od
niego krzyczała, że nie da się żywcem pogrzebać w Purdee, Jim
był przekonany, że pęknie mu serce. Tak jednak się nie stało. Z
biegiem lat nauczył się, że miłość jest często przypadkowa, że
należy chronić swoją prywatność i nigdy do końca nie dzielić
się nią z drugą osobą. Tak więc kiedy poślubił Nottie, niewiele
Wakacyjna miłość
18
już mógł jej zaofiarować.
Przez wszystkie te lata wspomnienie o Fancy
prześladowało go niczym nocny koszmar. Teraz dodatkowo
wiedział, że po tym, jak opuścił ją mąż, jest wolna. Mimo iż był
świadom, że pogrzeb to najmniej stosowna okazja do fantazji
erotycznych, nie mógł się uwolnić od zapamiętanych obrazów
miłości z Fancy. Musiał się jednak szybko wziąć w garść,
bowiem niechybnie czekała go krótka kurtuazyjna wymiana
zdań właśnie z nią. I to na oczach Gracie oraz wszystkich
zebranych.
Wiedział, że nie uniknie konfrontacji z Fancy. Modlił się
więc, żeby chociaż mógł zobaczyć na jej twarzy zmarszczki
albo też stwierdzić, że się roztyła i stała mało interesująca.
Pragnął, żeby na widok Fancy nie budziły się w nim żadne
uczucia poza ulgą i obojętnością.
Już miał odejść od trumny i sprawdzić, co robią jego
urwisy, Oscar i Omar, kiedy tuż za nim otworzyły się drzwi.
Natychmiast też urwał się szum szeptów. Jeszcze jej nie dojrzał,
nie usłyszał też jej głosu, ale wiedział już, że oto do domu
żałobnego przybyła pierwsza obywatelka miasta Purdee. Fancy
zawsze miała w sobie to coś, co kazało innym skupiać na niej
wyłączną uwagę.
Tak było i tym razem. Wszystkie spojrzenia skierowały
się na przybyłą córkę Hazel Hart. Wszystkie oprócz Jima.
Bał się odwrócić i stwierdzić, że Fancy się nie zmieniła,
że jest tak samo piękna, ponętna i niezwykła jak dawniej. Była
jego dziewczyną w liceum i kochanką na studiach. Więcej niż
kochanką – była jego życiem, wszystkim, co miał. Wtedy nie
przyznawał się jej do swoich uczuć, był na to zbyt dumny. A
teraz?
Teraz wszystko wyglądało inaczej. Minęło dziesięć lat
od dnia, w którym Fancy opuściła go i wyjechała do Nowego
Jorku, żeby robić karierę. W tym samym czasie Jim zajął się
Wakacyjna miłość
19
przetwórstwem mlecznym, dzięki czemu stał się wkrótce
całkiem bogatym człowiekiem. Był właścicielem rozległych
pastwisk i ponad tysiąca krów czystej rasy. Miał własny
samolot i pas do lądowania. Poślubił uroczą Nottie Jenkins, a
po dwóch latach został wdowcem z dwójką synów. Całe miasto
zaczęło mu wtedy szukać kandydatki na nową żonę. Wybór
padł na Gracie Chapman, nową panią weterynarz w Purdee.
Gracie podobnie jak on lubiła zwierzęta. Jim już nawet
nosił się z zamiarem oświadczyn, ale pokrzyżowała mu szyki
niespodziewana śmierć Hazel. Wprawdzie wszyscy wiedzieli,
że Jim na razie jest w szoku, ale byli pewni, że ślub z Gracie to
tylko kwestia czasu.
Teraz, kiedy za chwilę miał stanąć twarzą w twarz z
dawną ukochaną, próbował dodać sobie odwagi myślą o
szczęśliwej przyszłości u boku Gracie. Dlaczego nie miałby
odwrócić się i swobodnie przywitać z Fancy?
Nie. Nie był w stanie opanować zmieszania i
niezręcznego uczucia podekscytowania, które zawsze mu
towarzyszyło, kiedy ją spotykał.
Po wyjeździe Fancy do Nowego Jorku Jim już nigdy nie
doświadczył podobnej gorączki uczuć jak ta, która ogarniała go
przy każdym spotkaniu z córką Hazel Hart. Nie czuł jej wobec
drobnej, ciemnowłosej żony, która tak bardzo starała się mu
dogodzić ani wobec przemiłej Gracie, która nawet bardziej niż
Nottie zabiegała o jego względy.
Cóż jednak z tego? Z upływem czasu przybyło mu nie
tylko lat, ale i roztropności. Teraz był już zbyt rozsądny, żeby
ponownie wiązać się z Fancy. Wszak mężczyzna, który pracuje
na roli, potrzebuje bardzo specyficznej partnerki, przede
wszystkim rozsądnej i gospodarnej, która chętnie gotuje i
zajmuje się domem.
Kobiety, która uzna za potrzebny wydatek na podkucie
koni, a nie na przykład na elegancki manicure. Takiej, która
Wakacyjna miłość
20
mocną ręką i łagodnym sercem wychowałaby jego
rozbrykanych synów.
Fancy, która oznajmiła kiedyś, że nieszczęściem dla niej
byłoby przywiązanie się do ziemi i płodzenie dzieci, zupełnie
nie pasowała do tej roli. Zawsze była ekstrawagancka i nieco
szalona, podczas gdy Jim raczej przyziemny, oszczędny i
pracowity. Dbał o ziemię i zamierzał przekazać ją synom, dla
Fancy natomiast – choć była córką farmerki – ziemia z
pewnością nie miała żadnego znaczenia. Wolała blask
reflektorów i limuzyn, podziw zarozumiałych pyszałków z
wielkiego świata i superbogatych bawidamków, takich jak jej
były mąż, który wydawał bajońskie sumy na błahe
przyjemności.
– Gracie, pozwól, że ci przedstawię Whitney Hart –
rzekła za plecami Jima Waynette Adams. Jej głos wibrował
lekko z emocji.
Z całą pewnością chciała wywołać sensację,
konfrontując ze sobą starą miłość Jima i jego obecną
przyjaciółkę. – Gracie przeprowadziła się do Purdee kilka
miesięcy po śmierci Nottie, żony Jima.
– Miło mi – mruknęła Fancy. – Mam nadzieję, że
podoba się pani to miasto.
– Och! Ja po prostu uwielbiam to miejsce – odparła
Gracie z silnym teksańskim akcentem, podkreślając słowo
„uwielbiam”, jakby miało ono oznaczać: „Zostanę tu aż do
śmierci”.
Jim usiłował zignorować trzy kobiety i nadal stał
nieporuszony nad trumną Hazel. Przebiegł dłonią po gęstych
ciemnych włosach i zamknął oczy. Nie chciał dopuścić do tego,
aby puściły mu nerwy, a czuł, że o to nietrudno.
– Mów mi Fancy – usłyszał za plecami, jak jego była
narzeczona zwraca się do przyszłej żony. – Wszyscy się tutaj do
mnie tak zwracają.
Wakacyjna miłość
21
Na sali ponownie rozległ się gwar rozmów. Tylko Jim
nie odzywał się ani słowem. Był zbyt rozdrażniony i czuł się
jak schwytane w pułapkę zwierzę. Wiedział, że najlepiej
byłoby, gdyby otoczył ramieniem Gracie i od niechcenia
przywitał się z Fancy.
Gdyby tylko nie była tym, kim była!
– Jak długo zostaniesz w Purdee, Fancy? – zapytała
Gracie.
– Jeszcze nie wiem. Dzień, może dwa. Muszę podjąć
decyzję co do gospodarstwa mamy.
– Masz zamiar je zatrzymać czy sprzedać? – dopytywała
się Waynette.
– Nie wiem. Śmierć mamy zupełnie mnie zaskoczyła.
Naprawdę nie chciałabym sprzedawać tej ziemi, ale
obawiam się, że nie mam specjalnego wyboru...
– No cóż. Może zainteresuje cię fakt, że Jim King
zamierzał odkupić to gospodarstwo od twojej matki – zaczepnie
rzekła Waynette. – Czemu nie? Ma duże pastwiska, no i te
wszystkie krowy. Już od ponad roku dzierżawił od Hazel prawo
do wypasu bydła na jej ziemi. Może z nim porozmawiasz?
– Jim? Naprawdę? Gdybym właśnie jemu sprzedała tę
ziemię, byłoby to jak oddanie jej komuś obcemu. A propos...
Czy on jest tu gdzieś? – zapytała Fancy.
Jim poczuł na plecach świdrujący wzrok jej oczu. Serce
zaczęło mu bić jak oszalałe.
– O, tam – wskazała Waynette.
– Jim, kochanie... – słodko zawołała Gracie.
Ludzie wchodzili i wychodzili z żałobnej izby.
Zainstalowana klimatyzacja nie nadążała pochłaniać
gorączki upalnego teksańskiego lata. Ale to nie z tego powodu
Jim czuł się tak, jakby go żywcem opiekano na ruszcie. Nie był
w stanie przyzwyczaić się do obecności Fancy. Poza tym nie
mógł przy Gracie zdobyć się choćby na jedno spojrzenie w
Wakacyjna miłość
22
kierunku dawnej ukochanej.
W końcu zadecydował, że wyjdzie na zewnątrz, by
zaczerpnąć świeżego powietrza, i kiedy Gracie ponownie go
zawołała, wskazał na drzwi i wybełkotał jakąś uwagę o synach,
których musi przypilnować. Gracie ściągnęła brwi, ale zanim
zdążyła zaprotestować, Jim już był przy wyjściu. Wtem
usłyszał znajomy głos, który wypowiedział słodko jego imię.
Ten sam, który słyszał kilka dni temu przez telefon.
Przyspieszył kroku.
Chciał uciec, ale Fancy była od niego szybsza. Zwinnie
jak kot prześliznęła się przez tłum i stanęła mu na drodze.
– Jim – wyszeptała. – To już tyle czasu...
W jej wymownym spojrzeniu dostrzegł samotność, Z
lekko rozchylonych ust odczytał nieme zaproszenie. Ten jej
żywy, pytający, pełen zagubienia wzrok mógł dla nich znaczyć
tylko jedno – kłopoty.
Wakacyjna miłość
23
Rozdział trzeci
Niestety, Fancy nie przytyła ani trochę. Jak dawniej
miała pociągająco szczupłą sylwetkę i te smutne, zielone oczy.
Była olśniewająco piękna. Jim raz jeszcze spojrzał na jej
zwilżone, pociągnięte gustowną pomadką usta i nagle
uświadomił sobie, że w jego spojrzeniu z pewnością wyczytać
można wszystko to, o czym myślał przez ostatnie minuty – żal,
złość, tęsknotę, pożądanie... Natychmiast opuścił wzrok.
W tym samym czasie na zewnątrz Omar i Oscar zupełnie
zapomnieli, że przyszli na pogrzeb. Zdjęli odświętne stroje i
zaczęli bawić się w najlepsze w chowanego wraz z gromadką
kolegów i psów. Omar wypchał sobie kieszenie kamieniami,
które uderzały o siebie grzechocząc, gdy biegał po placu przed
domem pogrzebowym. Ale po co mu były kamienie? Jimowi
ścierpła skóra. Przypomniał sobie, jak zeszłego lata chłopcy
zapchali kamieniami system kanalizacyjny Purdee. Wczoraj
natomiast musiał tłumaczyć się przed władzami miejskimi,
gdyż jego pociechy postanowiły rzucać kamieniami do celu, a
celem tym był szkolny autobus. – Jim... – Fancy wyszeptała
jeszcze raz jego imię, próbując zwrócić na siebie uwagę.
Sposób, w jaki to zrobiła, tak słodko i aksamitnie,
sprawił, że Jim w jednej chwili zapomniał o kłopotach z synami
i o kupnie gospodarstwa Hazel. Marzył tylko o tym, żeby Fancy
zeszła mu z drogi. Ona jednak uparcie trwała w miejscu,
zagradzając przejście.
Musiałby się o nią otrzeć, żeby wyjść na zewnątrz. Za jej
plecami żarzyło się słońce, które delikatnie rozjaśniało jej
smukłą twarz niby anielska aura.
– Wszyscy myślą, że chcę z tobą porozmawiać o farmie
mamy, ale... – Głos Fancy był teraz niski i chłodny, a
Wakacyjna miłość
24
prześliczny uśmiech koralowych ust coraz bardziej
niebezpieczny. – Chciałabym wiedzieć, czy pamiętasz, jak to
było między nami.
Jim wsunął dłonie do kieszeni, zacisnął pięści i wbił w
Fancy spłoszony wzrok.
– Tak – odparł gorzko. – Pamiętam.
– Ja też nie zapomniałam tamtych czasów, choć
przyznam, że próbowałam z całych sił – rzekła łagodnie z nutą
smutku w głosie.
– No więc pomyślałam sobie, że może przestanę
próbować. – Uśmiechnęła się niepewnie. – Nie wiedziałam, czy
przyjdziesz na pogrzeb mamy. Kiedy jeszcze przyjeżdżałam co
jakiś czas do domu, ani razu się nie pofatygowałeś, żeby
przyjść do nas się przywitać – mówiła dalej. – A wiedziałam
przecież, że pod moją nieobecność wpadałeś do Hazel z wizytą
niemal codziennie. Unikałeś mnie.
– Byłem żonaty.
– A ja miałam męża. Przykro mi z powodu śmierci
Nottie.
Jim nie mógł odwdzięczyć się podobną uwagą. Bogaty
mąż Fancy po prostu od niej uciekł.
– A mnie przykro z powodu Hazel więc... No cóż,
Gracie powiedziała, że źle by wyglądało, gdybym nie pojawił
się na pogrzebie.
– Ach, tak. Zapomniałam już, jak to jest w małych
miasteczkach – odparła Fancy ze złośliwym uśmieszkiem. –
Wszyscy wszystkim patrzą na ręce i wydają o sobie sądy.
– Tak jak na przykład w tej chwili – zauważył Jim,
zerkając nieśmiało na Gracie i Waynette w nadziei, że Fancy
pojmie aluzję i usunie mu się z drogi.
– Waynette nie zmieniła się ani trochę. Wciąż jest tak
samo ciekawska i ma długi język. Ale za to podoba mi się ta
twoja Gracie. Jest urocza. Powinnam chyba być jej wdzięczna,
Wakacyjna miłość
25
że namówiła cię do przyjścia tutaj, bo – prawdę mówiąc – jesteś
jedyną osobą, z którą chciałam się zobaczyć. Porozmawiać... –
Jim poczuł się jeszcze bardziej nieswojo. – Kiedyś nie chciałam
z tobą rozmawiać. Teraz chcę, Jim.
– Niby dlaczego? – burknął. – Powiedziałaś przecież
kiedyś, że jestem ograniczonym wieśniakiem, skoro chcę zostać
w Purdee. Myślałaś pewnie, że mnie tym obrazisz, co?
– Wiem – westchnęła. – Wiem, że nie zachowałam się
wtedy najlepiej. Ale może powiedziałam tak specjalnie, żebyś
nie próbował ranie tu zatrzymać? Myślę, że bałam się wtedy, że
ci ustąpię i że nic nie wyjdzie z moich ambitnych planów... –
Powiodła ciekawym wzrokiem po ciele Jima. – Dobrze
wyglądasz, jakbyś składał się wyłącznie z mięśni. Sądziłam, że
może wstydzisz się ze mną rozmawiać, bo wyłysiałeś albo
utyłeś.
Komplementy były ostatnią rzeczą, którą Jim pragnął
usłyszeć z ust Fancy.
– Przesadzasz. Nigdy nie wyglądałem jak heros –
bąknął.
– Nie bądź taki skromny. Pamiętam, że wszystkie
dziewczyny z okolicy się za tobą uganiały. Dopiero gdy
zaczęliśmy... być ze sobą, dały spokój.
– Miałem talenty obronne.
– Miałeś również i inne talenty, które jeszcze bardziej w
tobie podziwiałam...
– Daj spokój, Fancy. To było dawno temu. – Jim
westchnął ciężko. – Od tamtego czasu wiele się zmieniło.
– O, tak. – Fancy pochwyciła nutę nostalgii w jego
głosie.
Przez dłuższą chwilę wpatrywali się w siebie. Jim
zastanawiał się, z iloma mężczyznami spała Fancy, naturalnie
oprócz tego, z którym się rozwiodła.
– Miałem nadzieję, że przytyłaś – powiedział znienacka.
Wakacyjna miłość
26
Fancy roześmiała się cicho.
– Zupełnie jak ja. Można powiedzieć, że... chyba jestem
rozczarowana – dodała z uśmiechem, który nie dawał żadnych
wątpliwości, że jest odwrotnie.
I znowu odezwały się w Jimie wspomnienia ze
szkolnych czasów, kiedy wlepiał w Fancy wygłodniały wzrok.
Pożerał spojrzeniem jej blade ciało, obfite piersi i wąską talię.
Ożywione wspomnienia wywołały w nim nieprzepartą chęć
dotknięcia Fancy, skosztowania jej, przekonania się, czy
rzeczywistość odpowiada jego fantazjom.
Zamiast jednak wyciągnąć do niej rękę, szybko odwrócił
wzrok. Jego smagła, opalona twarz przybrała posępny wyraz.
– Nie byłeś nigdy taki surowy – wyszeptała Fancy.
– Taki niesympatyczny dla starych przyjaciół...
– Jesteśmy na pogrzebie – odparł z naganą w głosie.
– Na pogrzebie twojej matki – dodał z naciskiem.
– Ona nie miałaby nic przeciwko temu, żebyś był dla
mnie miły, Jim.
– A może ja mam coś przeciwko temu?
– To byłoby nierozsądne, Jimmi. Nie widzę powodu, dla
którego mielibyśmy się nienawidzieć tylko dlatego, że kiedyś
byliśmy... kochankami.
Jej głos zabrzmiał teraz głośno, dobitnie, a zarazem
zniewalająco miękko i głęboko. Jim poczuł, że zaschło mu w
gardle. Miał wrażenie, że czarna suknia topi się na jej ciele,
odsłania je, że widzi ją nagą, kuszącą, wspaniałą. Czuł, że uroda
Fancy przytłacza go i oślepia.
– To nieprawda, że cię nienawidzę – wybełkotał.
– Ale z całą pewnością nie chcesz mieć ze mną nic
wspólnego, czy tak?
– Może. To zupełnie co innego niż nienawiść.
– Czy mam przez to rozumieć, że obawiasz się uczuć,
jakimi być może wciąż do mnie pałasz? – spytała wprost.
Wakacyjna miłość
27
– Co takiego!? Nic do ciebie nie czuję, dziewczyno! –
zaprzeczył gwałtownie.
Fancy przyjrzała mu się uważnie.
– Dobrze. W takim razie nie będzie żadnych przykrych
niespodzianek. Ty, ja i Gracie możemy zostać przyjaciółmi. A
jako twoja przyjaciółka mam prawo powiedzieć ci, jak bardzo
mi przykro z powodu tamtych wydarzeń. Porzuciłam cię w
czasie, gdy zmarł twój tata. Byłam okrutna. – Spojrzała na
niego skruszona spod przymkniętych powiek. – Ale dajmy
spokój przeszłości... Wszyscy mówią, że doskonale
prosperujesz.
Jim uśmiechnął się nieznacznie.
– Pieniądze zawsze były dla ciebie ważne, Fancy.
– Już nie są. W każdym razie – nie tak ważne jak kiedyś.
Nie da się ich porównać z przyjaźnią...
– Rany boskie! Zostaw mnie w spokoju, dziewczyno! Ty
i ja... My nie możemy być przyjaciółmi. Nie rozumiesz tego?
– A to dlaczego?
Zignorował zaczepkę, przesunął się obok Fancy i
otworzył drzwi. Do sali wpadło gorące i parne powietrze. Jim
dostrzegł Omara i Oscara ganiających z dzikim wrzaskiem po
parkingu, jakby gonili szajkę przestępców.
– Wiem, wciąż czujesz do mnie żal. Wciąż jest w tobie
złość za to, że nie wierzyłam, że coś w życiu osiągniesz.
Powinnam była przeprosić cię wieki temu – wyszeptała Fancy.
– Chciałam to zrobić, naprawdę. Ale byłam zbyt zacięta, zbyt
uparta...
Jim odwrócił się do niej twarzą. Czyżby Fancy naprawdę
myślała, że wystarczy przeprosić, a wszystko znowu będzie jak
dawniej? To nie było takie łatwe. Zbyt długo nie goiła się w
nim rana po ciosie, jaki Fancy zadała mu przed laty. A poza
tym teraz miał Gracie.
– Słuchaj, muszę już iść – rzucił zniecierpliwiony.
Wakacyjna miłość
28
– Jasne.
Jim szerzej otworzył drzwi, Słońce oblało swymi
promieniami miedziane włosy Fancy.
– Gracie i ja... – rzekł z desperacją, głośno, tak by mogli
usłyszeć go wszyscy zebrani w domu pogrzebowym. –
Zamierzamy się pobrać, wiesz o tym.
– Oczywiście, Jim.
– Oscar i Omar po prostu ją ubóstwiają.
– A co ty do niej czujesz?
Jeszcze pięć minut temu Jim potrafiłby odpowiedzieć na
to pytanie bez cienia wątpliwości. Teraz jednak widział jedynie
bladą twarz, długie jedwabiste włosy Fancy i jej delikatne,
zmysłowe usta. Ten widok burzył w nim wszystko.
– Pytasz, jakby cię to interesowało – odparł z udawaną
niedbałością.
– Naturalnie, że mnie to interesuje.
– Skoro tak, to... Ja też ubóstwiam Gracie – wydusił z
siebie w końcu, oszołomiony tym, że odważył się mówić przy
wszystkich o swoich uczuciach.
Na sali zapanowała martwa cisza. Twarz Fancy jeszcze
bardziej pobladła, a jej włosy stały się bardziej ogniste.
– Świetnie. Mara nadzieję, że będziesz szczęśliwy. Jako
twoja przyjaciółka niczego bardziej nie pragnę.
– Kłamiesz! Kłamiesz, Fancy Hart! I wszyscy, którzy są
na tej sali, doskonale o tym wiedzą! – wypalił i nie
zastanawiając się nad tym, co robi, przyciągnął ją do siebie
gwałtownie i zajrzał głęboko w jej oczy. – Powiedziałem ci już,
że nie możemy zostać przyjaciółmi. Wszystkim, ale nie
przyjaciółmi – powtórzył i ścisnął mocniej jej szczupłe
ramiona.
Czuł na swoim muskularnym ciele miękkość piersi
Fancy, zdawał sobie sprawę, że powoli oblewa go gorączka
pożądania.
Wakacyjna miłość
29
Dobrze wiedział, że nie powinien był jej dotykać.
– Jim! – usłyszał zaniepokojony głos Gracie. Pozostali
żałobnicy chciwie chłonęli każde słówko i zbierali materiał na
plotkarskie opowieści. – Jim, daj spokój Fancy i zajmij się
lepiej swymi dziećmi – dodała donośniejszym, ale nadal
stłumionym głosem. – Omar właśnie rzucił kamieniem w
samochód Waynette.
– Co takiego? – sapnęła Waynette i popędziła do drzwi.
Jim czuł, jak powoli ustępuje chwilowe zaćmienie
umysłu, które tak nagle go ogarnęło. Rozluźnił uścisk palców
na ramieniu Fancy i bezwiednie opuścił dłonie.
I wtem poczuł, że ma wszystkiego dość.
Śmierć Hazel, dziwne, nie chciane uczucia wobec Fancy,
jej podejrzanie potulne przeprosiny, cierpki głos zażenowanej tą
sytuacją Gracie – za wiele tego dobrego! Odetchnął głęboko i
zdecydowanym ruchem poprawił na sobie krawat.
– Dobrze się czujesz? – zapytała Fancy i dotknęła
ramienia Jima.
– Pytasz, jakby cię to interesowało – warknął i odskoczył
od niej jak oparzony. – Od kiedy to troszczysz się o
czyjekolwiek szczęście oprócz swego własnego?
Gracie wydała z siebie cichy okrzyk zażenowania i
podbiegła do Jima. Piękna i delikatna twarz Fancy skrzywiła się
z bólu, a on, Jim, zamaszyście otworzył drzwi i przepchnął się
obok niej do wyjścia. Raz jeszcze ich ciała otarły się o siebie.
Raz jeszcze poczuł, jak robi mu się gorąco. Ale teraz już nie da
się zaskoczyć.
Musi być twardy, nawet nieprzyjemny, musi trzymać
dystans.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że skrzywdził
Fancy.
Być może swoim gwałtownym zachowaniem sprawił
przykrość również i Gracie. Mimo to jednak nie był teraz w
Wakacyjna miłość
30
stanie rozmawiać z którąkolwiek z tych kobiet. Ani z
nieposłusznymi synami. Ani z nikim spośród mieszkańców
Purdee. Potrzebował samotności. Ignorując wojownicze
okrzyki synów i nawoływania Waynette, przeszedł
energicznym krokiem przez ganek i zbiegł po betonowych
schodach na dół do furgonetki. Nie zauważył nawet, że to
Fancy pośpieszyła do chłopców, żeby przywołać ich do
porządku.
Kiedy pędząc autostradą, cisnął swój jedwabny krawat
między stare puszki po oleju i narzędzia, wcale nie czuł, że się
uspokaja. Nie miał się gdzie schronić, przynajmniej przed
swoimi myślami. Nie chciał powrotu Fancy i tego samego
scenariusza co przed laty.
Zatrzymał się na poboczu, oparł głowę o kierownicę,
zacisnął mocno powieki i głośno wykrzyczał imię Fancy. Sam
fakt, że na nią spojrzał, wywołał w nim dawny głód pożądania.
Pragnął teraz czuć pod palcami jedwabistość jej skóry,
przywrzeć ustami do jej ust, widzieć, jak z rozkoszy zwija się
pod jego ciałem. Wiedział wszakże, że to diabelska pokusa; że
gdy tylko wyciągnie po nią rękę, dostanie kopniaka, jak przed
laty.
Dziesięć lat temu dobrowolnie pogrzebał się żywcem.
Poślubił nieodpowiednią kobietę, spłodził z nią od razu
dzieci, kupił ziemię, krowy, budynki gospodarskie i maszyny.
Na koniec postawił na wzgórzu wielki dom z widokiem na
swoje rozległe pastwiska. Wszystkie te poczynania jednak
naznaczone były od początku desperacką potrzebą ułożenia
sobie normalnego życia bez Fancy, osiągnięcia sukcesu wbrew
proroctwom Fancy i posiadania żony, która nie byłaby Fancy.
Dobrze je kiedyś określiła Hazel: „Ciągle pracujesz, żeby
udowodnić sobie, że nie jesteś takim nieudacznikiem, jak ci
powiedziała Fancy. Ona robi to samo, tyle że w Nowym Jorku.
Zaharowuje się prawie na śmierć, żeby przekonać samą siebie,
Wakacyjna miłość
31
że odchodząc od ciebie, postąpiła słusznie.”
Hazel myliła się co do własnej córki, ale miała rację, gdy
chodziło o Jima. Nigdy nie zapomniał o Fancy, natomiast
zawsze udawał, że może z powodzeniem obejść się bez niej.
Kiedy po raz pierwszy od wyjazdu zjawiła się w Purdee, poczuł
się tak przygnębiony, że zaparł się swoich uczuć i pośpiesznie
poślubił
Nottie. Zrobił to tylko dlatego, żeby udowodnić
wszystkim, a szczególnie Fancy, że zapomniał już o wszystkim
i że nic dla niego nie znaczy to, że kiedyś go porzuciła. Teraz
zaś, kiedy na nią patrzył, dotykał i rozmawiał z nią, poczuł, że
jest od niej uzależniony jak od niebezpiecznego narkotyku,
który zagłusza zdrowy rozsądek i zabija logiczne myślenie. Nie
miał wątpliwości, że ponowny związek z tą kobietą byłby dla
niego zabójczy. Po kilku wspólnie spędzonych nocach Fancy
znudziłaby się nim jak starą zabawką, którą tylko na chwilę
przywróciła do łask.
Tak. Jeśli Fancy nie wyjedzie z miasta za dzień lub dwa,
Jim może utracić Gracie i wątłe szczęście, które od wielu lat
mozolnie starał się budować.
Wakacyjna miłość
32
Rozdział czwarty
– No więc, kiedy wreszcie zapytasz Fancy, czy sprzeda
ci to gospodarstwo? – po raz kolejny zapytała Gracie.
– Wtedy, kiedy przyjdzie mi na to ochota.
– Dobrze. Odtąd przestaję cię o to pytać. Wygrałeś.
– Dzięki.
Po długiej, kłopotliwej chwili milczenia Gracie podeszła
do zlewu i umyła dwa jabłka, zaś Jim z poczuciem winy
schował twarz za poranną gazetą. Ten ostentacyjny gest
sprowokował Gracie do hałaśliwej krzątaniny w olbrzymiej
kuchni Jima.
Nieustannie otwierała i zamykała szuflady, hałaśliwie
zawijała kanapki dla Oscara i Omara, pobrzękiwała talerzami,
sztućcami i garnkami w poszukiwaniu najmniej potrzebnych
rzeczy.
Atmosfera była napięta.
Był to pierwszy poranek, kiedy Jim zaczął żałować, że
jego synowie za zbicie szyby w szkolnym autobusie zostali
ukarani tygodniowym zakazem korzystania z transportu dla
uczniów.
Gdyby nie to nieszczęsne wydarzenie, Gracie nie
zatrzymywałaby się u niego codziennie po drodze do swojej
kliniki i nie podwoziłaby chłopców do szkoły. Jim zaś nie
byłby zmuszony tak często jej oglądać. Owszem, był jej
wdzięczny za troskę o dzieci, ale, prawdę mówiąc, ostatnio
coraz częściej wolał być sam i towarzystwo Gracie nie cieszyło
już go tak bardzo jak kiedyś.
– Wszyscy w Purdee mówią o tym, jak nieładnie
potraktowałeś Fancy na sobotnim pogrzebie Hazel Hart –
zagadnęła niespodziewanie. – No i o tym, jak z furią wsiadłeś w
Wakacyjna miłość
33
furgonetkę i odjechałeś, zapominając o mnie i dzieciach. Całe
szczęście, że chociaż Fancy umiała się zachować. Naprawdę
była cudowna. Ugościła nas kolacją, a potem odwiozła do
domu.
– Jestem zaskoczony, słysząc, że to cudowne dziecko
Purdee potrafi gotować.
– Podejrzewam, że robi dobrze wszystko, czego się
dotknie.
Na przykład – opieka nad dziećmi. Chłopcy świetnie
bawili się w jej towarzystwie. I byli bardzo grzeczni. Wiedziała,
jak zaskarbić sobie ich sympatię. Powiedziała im, że Hazel na
pewno chciałaby, żeby zaopiekowali się jej starym psem,
Yellerem.
– Możesz w moim imieniu przekazać Fancy, że
zabroniłem im zabierać go do domu – warknął Jim.
– A to dlaczego?
– Dlatego, że tak postanowiłem i już – odparł z uporem.
– No cóż... Jim, po tym, jak się zachowałeś wobec
Fancy, nie podejrzewam, żebyś poruszył w jej towarzystwie
temat gospodarstwa.
– Przestań.
– Słuchaj. Wszyscy mówią, że ostatnio zachowujesz się
jakoś dziwnie. Zupełnie jak nie ty. A przecież zwykle jesteś taki
spokojny i zgodny. Wszyscy...
– Wszyscy, czyli Waynette i Lionel Adams, czy tak?
– Jim wtrącił ponuro, przekładając stronę gazety z takim
impetem, że przerwał ją akurat w miejscu, gdzie znajdował się
artykuł, który właśnie czytał. – Niech ich wszystkich diabli
wezmą. Mam już dosyć życia dla innych.
– Podniósł oczy znad gazety. – Hej! Chłopcy sami
muszą się nauczyć pakować własne śniadania. Rozpuścisz mi
ich jak dziadowski bicz. A poza tym wiesz przecież, że wolą
chipsy i colę od mleka i jabłek.
Wakacyjna miłość
34
– Może to i prawda, że Adamsowie jako pierwsi zaczęli
o tym mówić – ciągnęła Gracie nie zrażona uwagą Jima – ale
nie tylko oni to widzą. Ja też.
– I kto jeszcze?
– Prawie wszyscy.
– Myślałem, że raczej mnie usprawiedliwisz przed nimi,
zamiast...
– Ależ właśnie to zrobiłam! Powiedziałam im, że wciąż
nie możesz się otrząsnąć z szoku po śmierci Hazel i dlatego jest
ci niezręcznie tak od razu zacząć negocjacje w sprawie kupna
ziemi.
Jestem pewna, że Fancy też musi się teraz okropnie
czuć...
– Jest znacznie silniejsza, niż myślisz. Da sobie radę.
– Jim, zmarła jej matka. Czy ty to rozumiesz? Fancy
bardzo przeżywa tę śmierć, potrzebuje wsparcia, zrozumienia,
przyjacielskich gestów... Powiedziała przecież, że chce być
twoją przyjaciółką. Od paru dni to powtarza...
– Jak to od paru dni? – Jim poderwał się z fotela. – Czy
chcesz powiedzieć, że ona wciąż tu jest? – zapytał uniesionym
ze wzburzenia głosem. – A niech to licho! Myślałem, że
wyjedzie z Purdee zaraz po pogrzebie.
– Nie wyjechała. Powiedziała mi, że zmieniła zdanie i
zostanie tu już na zawsze.
– Na zawsze?! – krzyknął z niedowierzaniem.
– Tak. Musisz więc do niej pójść i przeprosić ją za
wszystko.
Tylko tyle – nalegała Gracie. – Wiem, że gryzą cię
okropne wyrzuty sumienia. Znam twoją przeszłość i domyślam
się, co czujesz teraz, kiedy wróciła – szepnęła, nalewając
Jimowi kawy do kubka. Zajrzeli sobie w oczy. Jim poczuł, że
się czerwieni. A więc Gracie przejrzała jego myśli. – Nie
zaznasz spokoju, dopóki się tam nie wybierzesz –
Wakacyjna miłość
35
przekonywała dalej. – Nie mogę na ciebie patrzeć, kiedy tak
dąsasz się i zamyślasz.
Jim podniósł wzrok i beznamiętnie spojrzał na Gracie.
Od dnia pogrzebu nie przytulał jej ani nie całował. A przecież
była ślicznym stworzeniem. Miała miękkie złociste włosy i
duże brązowe oczy, które zawsze z uwielbieniem się w niego
wpatrywały. Ale właśnie z powodu tego uczucia, które Jim
widział w jej spojrzeniu, czuł się jeszcze bardziej winny.
Niestety, nie potrafił odwdzięczyć jej miłości. Nawet jeśli
czasami udawało się jej sprawić, że krew szybciej krążyła mu w
żyłach, to i tak nie poprawiało mu to humoru. Fancy
osiągnęłaby taki sam efekt, nie robiąc zupełnie nic.
Gracie była miła i słodka, bardzo kobieca i
zrównoważona.
Do tego świetnie dawała sobie radę z gospodarstwem.
Była taka łatwa w pożyciu – łagodna, uległa, chętnie i dobrze
gotowała.
Wszyscy wmawiali mu, że właśnie takiej kobiety
potrzebuje.
– Domyślasz się może, co skłoniło Fancy do pozostania
w Purdee? – zapytał z rezygnacją w głosie.
– Nie mam pewności, lecz sądzę, że na pewno ma to
związek ze spadkiem po Hazel. Fancy chce, żebyś podjął
wreszcie decyzję w sprawie farmy, co znaczy, że musisz tam
pójść i ją przeprosić.
Musicie się wreszcie pogodzić i zacząć rozmawiać o
interesach.
Jim pomyślał o pięknej Fancy, która teraz zapewne sama
siedzi w opuszczonym przez Hazel domu. Na myśl, że nikt jej
nie towarzyszy, poczuł przypływ pożądania. Chciał wstać i
wytłumaczyć Gracie, że źle robi, wypychając go do Fancy.
Chciał jej powiedzieć: Posłuchaj, naiwna, boję się tam iść.
Obawiam się nawet głupiej rozmowy z tą upartą wiedźmą, a co
Wakacyjna miłość
36
dopiero tego, by zostać z nią sam na sam. A dzieje się tak
dlatego, że wciąż darzę ją wielkim uczuciem; uczuciem którego
nigdy nie żywiłem do nikogo innego, łącznie z tobą, słodziutka.
Milczał jednak. Bał się ją zranić. Powoli wstał z krzesła i
zmusił się, żeby ją przytulić.
– Uważaj, żebyś nie rozmazał mi szminki.
Jim zbliżył usta do warg Gracie, wmawiając sobie, że w
ten sposób wypędzi Fancy ze swoich myśli. Niestety, usta
Gracie były sztywne i dziecięce, tak bardzo inne od
zmysłowych, rozpalonych warg Fancy. Myśląc o nich, Jim
obsypał Gracie wygłodniałymi pocałunkami, których ognistość
ją speszyła.
– Może lepiej będzie, jeśli na razie się nie pobierzemy –
powiedziała zawstydzona, gdy przestał ją całować.
– Jesteś bardzo pruderyjna jak na panią weterynarz,
Gracie.
A może właśnie nadszedł czas, żebyśmy się pobrali? –
wypalił, myśląc jednocześnie o tym, że Fancy nie odrzuciłaby
jego pieszczot.
– Czy to miały być oświadczyny? – zapytała
oszołomiona Gracie.
Jim był równie zaskoczony jak ona. Co go podkusiło, by
mówić o małżeństwie? Odrzucało go na myśl o konsekwe-
ncjach swoich słów, ale zanim zdążył wyjawić Gracie, co
naprawdę miał na myśli, do kuchni wpadli z hukiem Omar i
Oscar.
– Pa, tato! – wrzasnęli, chwytając zawiniątka z drugim
śniadaniem. – Aha! Dzwoniła Fancy. Powiedziała, że możemy
przyjechać i odebrać Yellera, kiedy tylko zechcemy – dodali i
zbiegli po schodach.
Gracie podążyła za nimi. Gdy była już przy drzwiach,
odwróciła się i powiedziała:
– Obiecaj mi, że dzisiaj pójdziesz do Fancy.
Wakacyjna miłość
37
– A może poszlibyśmy razem, co? – zaproponował bez
przekonania.
– Nie. To sprawa pomiędzy tobą a nią.
Jim przyjrzał się z bólem w sercu słodkiej i niewinnej
twarzyczce Gracie. Zastanawiał się, czy gdyby znała jego
myśli, nadal by była tak uparta. Zawahał się, a po chwili
przytaknął w milczeniu. Miał niejasne przeczucie, że oto w tej
właśnie chwili jego los już się przesądził.
„A co ty do niej czujesz?”
Słowa Fancy, które usłyszał w dniu pogrzebu Hazel,
wciąż brzmiały mu w uszach. Co czuł do Gracie? Niewiele
więcej prócz potwornych wyrzutów sumienia – miał ochotę
odpowiedzieć.
Tego dnia miał do załatwienia mnóstwo rzeczy. Musiał
sprawdzić, czy bez zakłóceń funkcjonują pompy tłoczące wodę
potrzebną przy dojeniu krów. Miał też wpaść do biura i
porozmawiać chwilę z księgową i sekretarką. Poza tym około
dziesiątej spodziewał się wizyty technologa żywności. Potem
czekały go dwa ważne spotkania ze światowej sławy
weterynarzami, którzy jeździli po całym świecie i sprawdzali
stan zdrowia nowo narodzonych cieląt we wzorcowych
hodowlach bydła mlecznego.
Obowiązków nie brakowało. Powinien zająć się nimi z
radością, mając nadzieję, że pomogą zapomnieć mu o
sercowych rozterkach. A jednak tego dnia Jim nie poszedł do
pracy. Usiadł na werandzie, wlepił wzrok w bezchmurne,
błękitne niebo i zaczął myśleć o tej, o której nie powinien – o
Fancy.
Wakacyjna miłość
38
Rozdział piąty
Jim przypomniał sobie szkolne czasy. Fancy od początku
zwróciła jego uwagę. Początkowo głównie tym, że była
nieznośna i że za wszelką cenę usiłowała wyprowadzić go z
równowagi.
Podczas gdy inne dziewczęta uganiały się za nim, ona
nieustannie wytykała mu jego niedoskonałości. Pomimo to ten
chudy, zawsze wymyślnie ubrany podlotek z długimi, rudymi
warkoczami szybko podbił jego serce. Fancy była humorzasta i
zarozumiała, ale jednocześnie subtelniejsza, wrażliwsza i
bardziej inteligentna niż koleżanki. Wiecznie wszczynała
sprzeczki z Jimem, on jednak lekceważył to i na szyderstwo
odpowiadał elegancją, co więcej – chronił ją nawet przed
atakami szkolnych rozrabiaków.
Fancy nie cieszyła się w środowisku rówieśników taką
popularnością jak Jim. Może działo się tak dlatego, że była
rozpieszczoną nastolatką i molem książkowym, a może dlatego,
że jako indywidualistka nigdy nie lubiła się do niczego
dostosowywać. Dlatego to ubierała się inaczej niż wszyscy i
miała inne niż większość znajomych sposoby spędzania
wolnego czasu.
Uczyła się gry na pianinie, pochłaniała encyklopedie,
oglądała albumy z malarstwem i magazyny z modą. Na każdej
szkolnej akademii wyróżniano ją za osiągnięcia. Po odbiór
nagrody zawsze kroczyła z dumnie uniesioną głową. Dwa razy
nawet zdarzyło się, że wypatrzyła na sali Jima i bezwstydnie
puściła do niego oko, dygając jednocześnie przed dyrektorem,
który wręczał jej kolejne trofeum.
Na przerwach, kiedy reszta młodzieży grała w piłkę
nożną albo futbol, Fancy zwykła siadać w cieniu i ubrana w
Wakacyjna miłość
39
swoje fantazyjne sukienki czytała grube tomiszcza w rodzaju
„Trzech muszkieterów”, które w ogóle nie należały do kanonu
lektur szkolnych. Czasami też można było ją zobaczyć, jak
szkicuje postaci modelek w różnych fatałaszkach. Zdarzało się,
że później wysyłała swoje projekty do Nowego Jorku i nawet
raz czy dwa dostała za nie jakąś nagrodę.
Fancy była doskonałą uczennicą, nawet matematyka i
nauki ścisłe nie sprawiały jej kłopotów tak jak innym
dziewczętom. Jim natomiast nie wybijał się ponad przeciętność
niczym oprócz wyśmienitej gry w futbol. Cóż z tego jednak,
skoro Fancy nie interesowała się ani sportem, ani sportowcami.
Była wyniosła, szczególnie wobec Jima, i na każdym kroku
ostentacyjnie podkreślała, że pewnego dnia opuści na zawsze
Purdee i wyruszy w wielki świat, by zdobyć sławę i bogactwo.
Na szesnaste urodziny Fancy dostała od rodziców mały
angielski samochód sportowy. Auto było rzeczywiście piękne,
chełpiła się nim więc i przez to stała się jeszcze bardziej
zarozumiała i nieznośna. Tydzień potem kilku szkolnych
łobuziaków sprowokowanych jej postawą postanowiło spłatać
jej figla. Kiedy po zajęciach wuefu Fancy i jej koleżanki brały
prysznic, dziesięciu najsilniejszych chłopców wniosło po
schodach jej lekki samochód i postawiło go przy wejściu do
budynku. Po dzwonku, gdy Fancy wybiegła z szatni, na widok
samochodu stojącego na wysokości kilkunastu schodów przed
głównym wejściem zamarła, a do oczu napłynęły jej łzy złości.
Wszyscy oczywiście pokładali się ze śmiechu i rzucali
złośliwe uwagi. Wtedy Fancy odwróciła się i wrzasnęła:
– Który z tej bandy tumanów to zrobił? – Przekonana, że
pomysłodawcą tego występku był Jim, zmierzyła go surowym
wzrokiem. On zaś pod wpływem jej spojrzenia oblał się
rumieńcem, co jeszcze bardziej utwierdziło Fancy w
przekonaniu, że to jego sprawka. – Jesteś najgłupszy z nich
wszystkich, Jimie King!
Wakacyjna miłość
40
Na te słowa chłopcy wybuchnęli jeszcze głośniejszym
śmiechem, wiedzieli bowiem, że Jim nie maczał palców w tym
spisku. Fancy natomiast była tak wzburzona, że rzuciła
kluczykami samochodu o ziemię. Bo Bo Johnson, najlepszy
przyjaciel Jima, złapał je od razu i zamachał nimi nad głową
Fancy.
– Zaraz zobaczymy, kto tu jest tumanem. No, Fancy,
weź swoje kluczyki – powiedział i wyciągnął je do niej na dłoni
po to tylko, by schować za plecy, gdy spróbowała mu odebrać
swoją własność.
– Oddawaj! – wrzasnęła Fancy. – Oddawaj, ty... ty tępy
baranie!
– Skoro jesteś taka mądra, to znajdź sposób, by je
odebrać. No?
Wtedy do zabawy włączyli się pozostali chłopcy.
Rzucali do siebie kluczykami, a Fancy kręciła się w kółko i
krzyczała, próbując je przechwycić. W końcu, kiedy
spurpurowiała jej twarz i rozdarła się pod pachą sukienka od
wyciągania rąk w górę, Jim postanowił położyć kres figlom
kolegów. Podskoczył do Bo Bo Johnsona i złapał w locie
kluczyki. Fancy wcale nie okazała mu wdzięczności, a jedynie
podeszła i wyciągnęła zmęczoną rękę. Jim złożył jej na dłoni
kluczyki. Na chwilę ich palce zetknęły się. Jim poczuł, jak robi
mu się gorąco. Po raz pierwszy tak intensywnie zareagował na
dotyk dziewczęcego ciała.
Zauroczenie nie trwało długo. W następnej chwili Bo Bo
Johnson jęknął z rozczarowania, a Fancy wbiła paznokcie w
rękę Jima.
– Nienawidzę cię! Bardziej niż kogokolwiek innego.
Ganiają za tobą dziewczyny, ale dla mnie jesteś tylko zakutą
pałą, osiłkiem, który potrafi jedynie biegać za piłką, jeszcze
durniejszym niż Bo Bo.
– Słuchaj, ja nie miałem z tym nic wspólnego! – Jim
Wakacyjna miłość
41
zagrzmiał gniewnie i skoczył do Fancy, lecz ta zamknęła mu
przed nosem drzwi samochodu. Gdyby w ostatniej chwili nie
cofnął ręki, z pewnością zmiażdżyłaby mu palce. Wściekły,
patrzył, jak Fancy zjeżdża po schodach i z hukiem przejeżdża
przez krawężnik. Nigdy dotąd żadna dziewczyna tak bardzo mu
nie dopiekła.
Wskoczył do swojej furgonetki i, nie oglądając się na
nic, pognał za Fancy. Dostrzegła go we wstecznym lusterku i
nacisnęła na gaz, co jeszcze bardziej go rozsierdziło. Sam też
przyspieszył.
Kiedy skręciła w boczną uliczkę, miał już pewność, że
za chwilę ją dogoni. Boże, powinien był wtedy wiedzieć, że
taka pogoń może się źle skończyć, ale był tak zaślepiony
złością, że zapomniał o zdrowym rozsądku. Wziął ostry zakręt i
zauważył, że Fancy wpada w poślizg. Nacisnął na hamulce i w
tym samym momencie, ujrzał, jak jej mały czerwony
samochodzik przekoziołkował i wpadł do rowu.
W pierwszej chwili pomyślał z przerażeniem, że Fancy
nie żyje. Po chwili poczuł, jak sam uderza czołem w
kierownicę.
Przez długą chwilę nie był w stanie się poruszyć. Przez
mgłę bólu i krwi dostrzegł długie rude warkocze Fancy, reszta
jej ciała była niewidoczna. Wiedział, że jeśli Fancy nie żyje, to
właśnie z jego winy. Jak teraz spojrzy w oczy jej matki? Była
jedyną córką Hazel, wypieszczoną i wychuchaną jak królewna!
Z trudem wyczołgał się z furgonetki, czując, że skręcił
sobie nogę w kostce. Mimo bólu i silnego krwawienia
pospieszył, utykając, do samochodu Fancy. Wydostający się z
wraka zapach benzyny niemal przyprawił go o mdłości.
– Fancy? – wyszeptał przerażony myślą, że auto może
zaraz wybuchnąć.
Zamiast odpowiedzi usłyszał złowieszczą ciszę. Zajrzał
pod samochód. Zobaczył, że Fancy leży wygięta w
Wakacyjna miłość
42
nienaturalnej pozycji. Niewiele myśląc, wczołgał się pod
zdeformowaną karoserię. Nie wiedział, czy dobrze zrobi, jeśli
spróbuje ją stamtąd wyciągnąć. Po chwili namysłu chwycił ją
jednak pod pachy i delikatnie wysunął spod powyginanych
blach.
Miała zamknięte powieki, a jej ciało sprawiało wrażenie
bezwładnego i pozbawionego kości. Drżącą dłonią dotknął jej
twarzy. Nigdy wcześniej nie dotykał niczego tak delikatnego i
ciepłego jak jej policzek.
– Fancy! – jęknął.
Leżała w jego ramionach jak szmaciana lalka. Miała
bladą, jakby woskową cerę i kredowe usta. Jim potrząsnął nią, a
następnie, powtarzając jej imię, przytulił. Fancy jednak nie
poruszyła się ani nie wydała z siebie głosu. Dotarła do niego
przerażająca myśl – Fancy zmarła. Był tak zrozpaczony i tak
wstrząśnięty, że zapragnął umrzeć wraz z nią.
Wtem dostrzegł na jej białej sukni rosnącą plamę krwi.
W jednej chwili przypomniał sobie, jak należy tamować
krwotoki i pośpiesznie rozpiął guziki sukienki. Mimo iż pierś
Fancy zalana była krwią, zauważył, że przykrywa ją
najpiękniejszy koronkowy biustonosz, jaki dotąd widział. Pod
nim natomiast widniały dwie krągłe i jędrne kopuły, dziwnie
gorące jak na osobę, z której lada chwila miało ujść życie. Jim
zerwał z siebie koszulę i zacisnął ją powyżej rany. Modlił się,
żeby nadjechał jakiś samochód, żeby zjawił się ktokolwiek.
Rana nie była zbyt głęboka, więc krwawienie ustąpiło
niemalże natychmiast. Widząc to, Jim trochę się odprężył. Czuł
pod dłonią delikatną i ciepłą powierzchnię piersi Fancy.
Rozkoszował się jej obfitą miękkością. Speszył się, że w
takiej chwili przychodzą mu do głowy lubieżne myśli. Nagle
wyczuł pod palcami równy puls. Fancy żyła! Nie zabił jej!
– Otwórz oczy, no otwórz, dziewczyno – zaklinał ją
łagodnym głosem. Fancy jednak uparcie leżała w bezruchu. –
Wakacyjna miłość
43
Do diabła! Fancy Hart, przestań się nade mną znęcać i otwórz
oczy!
Natychmiast! Słyszysz? Otwórz oczy, do jasnej cholery!
– Nie musisz przeklinać – wyszeptała wreszcie powoli,
mrugając długimi rzęsami.
– Zawsze tak dbasz o dobre maniery? – mruknął z
wyrzutem.
– Na pewno częściej niż ty.
– Jasne. We wszystkim jesteś ode mnie lepsza. Nawet
samochód prowadzisz lepiej niż ja, co nie? – dodał z
przekąsem.
– Oczywiście.
– No to dlaczego zjechałaś z jezdni, hę?
– Bo mnie goniłeś. To ty mnie zepchnąłeś z drogi...
– Nieprawda! – zaprzeczył i opuścił zawstydzone oczy,
uświadamiając sobie, że wciąż dotyka jej piersi. W obawie, że
zaraz usłyszy od Fancy kolejną złośliwą uwagę, czym prędzej
cofnął rękę.
– Co się stało? – zapytała ze zdziwieniem i
uwodzicielskim uśmiechem. – Wyglądasz, jakbyś zobaczył
ducha. Myślałam, że wy, sportowcy, jesteście bardzo
doświadczeni i wiecie wszystko o dziewczynach.
– Daj spokój. Chyba nie powinnaś się odzywać ani
poruszać – wybełkotał.
– Aha. Powinnam za to leżeć tu dalej półnaga i
pozwalać, żebyś mnie obmacywał, prawda? Nie bądź śmieszny,
w każdej chwili może nas ktoś przyłapać – oświadczyła i
dźwignęła się, by usiąść.
Na próżno. Była zbyt słaba. Jęknęła tylko z bólu, a Jim
poczuł, jakby to on cierpiał, a nie Fancy. Szybko pomógł jej się
podnieść, a gdy już usiadła, chciał się odsunąć. Fancy jednak
nie pozwoliła mu na to.
– Ktoś rzeczywiście może tędy przechodzić i nas
Wakacyjna miłość
44
zobaczyć – powiedział z zakłopotaniem, lecz Fancy przywarła
tylko do niego mocniej. Podniosła wzrok, zajrzała mu w oczy,
ale nie odezwała się ani słowem prawie przez minutę.
– Nie obchodzi mnie to – rzekła w końcu, kładąc głowę
na szerokim ramieniu Jima. – Wiesz, chyba uratowałeś mi życie
–
dodała z rozmarzonym uśmiechem. Jej gęste, rude loki
łaskotały nagi tors Jima. Wiedział, że powinien wstać, ale jakoś
nie mógł zebrać w sobie sił. Opuścił oczy i znowu dostrzegł
obnażone piersi Fancy.
Była naprawdę zabójczo piękna. Jim wcale nie chciał,
żeby mu się podobała. Sytuacja, w jakiej się znalazł, była
doprawdy idiotyczna – jednocześnie czuł strach i
niewytłumaczalne, zakazane pożądanie wobec najbardziej
nieznośnej dziewczyny na świecie.
– Muszę cię odwieźć do domu – rzekł stłumionym
głosem.
– Jeszcze nie – poprosiła słodko, wyczuwając
najwyraźniej, że zyskuje nad nim przewagę. – Poprzytulaj mnie
jeszcze przez chwilę. Kiedy trzymasz mnie w ramionach, nie
czuję takich mdłości – dodała, a Jim wypiął pierś i przygarnął ją
do siebie opiekuńczym gestem. Jeszcze nigdy nie czuł się tak
dorosły, tak silny i tak męski.
Fancy wtuliła się w niego, westchnęła i zaczęła głaskać
go po udzie, czym wprawiła go w prawdziwe osłupienie. Jej
niewinna rączka poruszała się z niezwykłą, instynktowną
wprawą.
– Przepraszam, że nazwałam cię zakutą pałą –
wyszeptała po długiej chwili. – Zawsze pragnęłam żyć w
przekonaniu, że wszyscy dokoła mnie są durniami, a
szczególnie ty. A wszystko dlatego, że... że nie chciałam, żeby
cokolwiek kusiło mnie do pozostania w Purdee.
– Nie podoba ci się tutaj?
– Na świecie jest tyle innych miejsc niż to miasteczko.
Wakacyjna miłość
45
Chcę je zobaczyć. A moi rodzice wytykają nos poza dom tylko
wtedy, gdy coś się zepsuje w gospodarstwie albo gdy mają
ochotę na hamburgera.
– Wiesz co? Podejrzewam, że Purdee nie różni się
zbytnio od innych miast. Mnie się tutaj podoba.
– Lubisz Purdee i Purdee ciebie też lubi. Tylko ja tutaj
nie pasuję – powiedziała, ale tym razem łagodnie, jakby ze
smutkiem, bez tej typowej dla siebie wyniosłości.
– Nie pasujesz, bo nie chcesz, bo nie próbujesz się
wtopić w to miasto. Ale ja cię i tak lubię, Fancy.
– Mówisz to każdej? – zapytała i spojrzała mu w oczy.
Były zielone, uważne, wpatrzone w nią z napięciem i... bardzo
zmysłowe.
– Już nie.
– Naprawdę?
– Naprawdę. Ty jesteś inna niż wszystkie. – Jim się
uśmiechnął.
– Ty też – odparła i odwzajemniła uśmiech. Schwycił
kosmyk jej włosów i owinął go sobie wokół palca.
– Masz cudowne włosy, Fancy... Takie delikatne... Tak
w ogóle to... jesteś ładna, kiedy... jesteś miła.
– Może dotychczas bałam się być miła?
– Może. Ale ja lubiłem cię nawet wtedy, kiedy byłaś
okropna.
– Ja ciebie też.
Wyciągnęła szyję i znienacka złożyła gorący pocałunek
na ustach Jima. Kiedy odwzajemnił go i pogłębił, poczuł, że
lekko zadrżała. Potem obydwoje zamilkli w zadziwieniu nad
własnym czynem. Nadal jednak trwali przytuleni czule do
siebie, a Jim czuł, jak z każdą sekundą pogrąża się coraz
bardziej w oceanie czułości, miłości i szczęścia.
W ciągu następnych kilku tygodni Jim często odwiedzał
gospodarstwo Hartów. Wypożyczył nawet jakieś książki i
Wakacyjna miłość
46
szybko je przeczytał, żeby zaimponować Fancy. Ona jednak w
tym samym czasie pochłonęła znacznie więcej lektur, a ponadto
była znacznie bardziej zainteresowana całowaniem się z Jimem
niż jego literacką erudycją.
– Czytać mogę sama – rzekła roztropnie któregoś dnia,
odprowadzając Jima do bramy i po raz kolejny tego dnia
przywarła do niego ustami. – Tego natomiast nie umiem robić
w pojedynkę. Nawet gdybym mogła, to bym nie chciała. Nie
chciałabym zresztą robić tego z nikim innym oprócz ciebie.
Kiedy Fancy poczuła się już lepiej, zaczęła szukać
różnych wymówek, byle tylko móc wyjść z domu i spotkać się
z Jimem gdzieś w ustronnym miejscu. On też w każdej chwili
myślał o tym, by być z nią sam na sam; rozmawiać, przytulać,
całować, po prostu czuć jej bliskość.
Przy Fancy wszystkie dziewczęta traciły swój blask. Nie
minęło wiele czasu, a Jim z przerażeniem stwierdził, że
zakochał się do nieprzytomności w kimś, kto był jego
dokładnym przeciwieństwem, w dziewczynie, która żyła
bardziej we śnie niż na jawie.
Już wtedy przeczuwał, że to był błąd.
Wakacyjna miłość
47
Rozdział szósty
Jim stanął na progu domu, w którym po śmierci matki
mieszkała Fancy, i odetchnął głęboko. Zwinął pięść i zatrzymał
ją tuż przed drzwiami wejściowymi. Postanowił, że najpierw
zapyta Fancy, czy odsprzeda mu gospodarstwo, a później raz na
zawsze zerwie z nią znajomość.
Zastukał. Po drugiej stronie Yeller zaczął ujadać tak
przeraźliwie, że natychmiast ochrypł. Oprócz szczekania psa
nie dobiegł jednak z wewnątrz żaden inny odgłos. Jim zastukał
jeszcze raz w grube dębowe drzwi. Znowu nic.
Zdjął z głowy kowbojski kapelusz i przetarł ręką
spoconą skroń. Westchnął i spojrzał na swoje zabłocone buty.
Pobrudziły się, kiedy wymieniał pompę przy jednej z cystern.
Zrobił krok w tył i strząsnął warstwę zaschniętej ziemi, po
czym znowu zapukał energicznie. I tym razem bez rezultatu.
Zszedł ze schodków prowadzących do wejścia i przez okno
zajrzał do środka. Dom bez wątpienia był pusty. Licząc na to,
że Fancy wyszła tylko na chwilę i że może jest gdzieś w
pobliżu, Jim rozejrzał się wokół siebie. Na werandzie dostrzegł
fotel bujany, który kiedyś należał do Hazel.
Przypomniał sobie, jak przesiadywał na nim z Fancy,
popijając zmrożone drinki, rozmawiając, szepcząc i całując się
do utraty tchu.
O, tak! Fancy nie interesowała się sportem, nie ciągnęło
jej do towarzystwa rówieśników z Purdee, ale za to dzięki
książkom rozwinęła się w niej niezwykle bujna fantazja. Była,
namiętna, nienasycona, ciekawa świata i seksu.
Wypróbowywała z Jimem wszystko to, o czym przeczytała w
książkach. Fascynowała go, zdumiewała, inspirowała. To
właśnie dzięki tej szalonej dziewczynie on, uczeń raczej
Wakacyjna miłość
48
przeciętny i bez ambitniejszych zainteresowań, zaczął czytać
nie tylko magazyny sportowe, ale i poważne powieści.
Weranda otaczała dom Hartów z trzech stron. Jim
obszedł go dokoła, jednak nie odkrył żadnego śladu Fancy poza
jej wynajętym samochodem zaparkowanym obok wiekowego
auta Hazel. Zniecierpliwiony, popchnął w końcu drzwi i wszedł
do środka. Na podłodze w holu zauważył walające się tumany
kurzu.
Jakże pusty i zimny był ten dom bez Hazel! Ze ścian
poznikały obrazy, które teraz leżały w jednym z rogów ułożone
równo jeden na drugim. Obok nich stały pudła, po brzegi
wypełnione dżinsami, butami i słomkowymi kapeluszami
Hazel. Każdy krok Jima odbijał się głośnym echem na
drewnianej podłodze. Przeszedł obok pianina Fancy, przez
wysokie na prawie trzy metry pokoje i zatrzymał się w kuchni.
Z jednego z kartonowych pudeł wyjął szmaragdowozielony
kielich, obejrzał go pod światło i pstryknął weń palcami, by
usłyszeć jak dźwięczy grube szkło. Przypomniał sobie, że
zawsze gdy tak robił, przybiegała zdenerwowana Hazel i
wyrywała mu z ręki cenne naczynia. Wtem Jim zauważył, że w
oknie poruszyła się firana. Uśmiechnął się do siebie. Czyżby po
domu kręcił się duch Hazel?
Z podwórka doszedł go jakiś dźwięk. Wyjrzał przez
okno i w dali, na rozległej łące, dostrzegł galopującego
czarnego konia z piękną rudowłosą amazonką na grzbiecie.
Odstawił kielich na stół, gdzie obok kopii jakiegoś faksu leżał
plik projektów nowych kreacji. Zaciekawiony, przejrzał
pierwsze sześć szkiców, a następnie przeczytał faks z
rozpaczliwym apelem jakiegoś rozhisteryzowanego człowieka o
imieniu Claude, który na wszystkie świętości zaklinał Fancy,
żeby jak najprędzej wracała do Nowego Jorku.
Już miał odejść od starego stołu, gdy jego wzrok padł na
trzy rysunki węglem. Przedstawiały Omara, Oscara i Yellera
Wakacyjna miłość
49
stojących przy grządce z pierwiosnkami. Wśród rysunków
odkrył również akwarelkę z bliźniakami sączącymi mrożoną
herbatę i rozpartym na ich kolanach Yellerem. Jim zaklął pod
nosem i odrzucił kartki na stół. Ze złością pomyślał, że za jego
plecami Fancy próbuje zaskarbić sobie sympatię jego synów.
Tylko po co? Przecież nigdy nie chciała mieć dzieci.
Wyjął z tylnej kieszeni spodni dokumenty dotyczące
sprzedaży farmy i położył je obok rysunków z chłopcami, a
następnie wyszedł z domu. Był zły na Fancy, na siebie i na cały
świat; zły jak szerszeń.
Powoli nadciągał wieczór. Długie cienie budynków
gospodarskich kładły się purpurowymi smugami na części
pastwiska. Jim zupełnie zapomniał, że kiedyś właśnie o tej
porze Fancy zwykła jeździć konno. Była najlepszą amazonką w
mieście, może dlatego, że wzięła kiedyś mnóstwo bardzo
drogich lekcji.
Jim postanowił iść środkiem zarośniętego ostami pola,
wzdłuż gliniastego kanału. Towarzyszył mu Yeller. Nad ich
głowami szybowała wysoko para sępów amerykańskich. Po
jednej stronie pola rozciągały się ciemne pasy topoli i cedrów,
po drugiej zaś – rozległe piaszczyste nieużytki. Pastwiska, które
Jim chciał odkupić od Fancy znajdowały się nieco dalej, tuż za
lekkim wzniesieniem.
Gdy Fancy dostrzegła w oddali sylwetkę mężczyzny i
psa, natychmiast ściągnęła cugle i zatrzymała konia. Jim
również ją zauważył i przystanął w połowie pola. Przez długą
chwilę obydwoje przyglądali się sobie z uwagą w poświacie
bezkresnego, pąsowiejącego nieba. Wyglądało to tak, jakby
dwoje samotnych wędrowców, którzy przyzwyczaili już oczy i
serce do ogarniającej ich od niepamiętnych czasów pustki, nie
mogli się teraz nadziwić tą zdumiewającą zmianą w smętnym,
monotonnym krajobrazie – obecnością drugiej osoby.
Fancy ruszyła pierwsza. Cmoknęła na konia i
Wakacyjna miłość
50
pogalopowała prosto w kierunku Jima. Widząc to, stary Yeller
wystrzelił niczym strzała i pognał na spotkanie swej pani. Jim
stał nieruchomo.
Widział coraz bliższe, coraz większe sylwetki konia i
jeźdźca pędzące ku niemu w szalonym galopie. Powinien
usunąć się z drogi, odskoczyć w bok, a jednak stał nieruchomo
do ostatniej chwili, nawet wtedy, gdy Fancy w ostatniej chwili
wyhamowała konia kilka centymetrów od jego twarzy.
Czyżby chciała go stratować? Poczuł, że jego kolana są
jak z waty, a po plecach spływają mu krople potu. Ciepły
oddech konia palił go w nozdrza. Uniósł wzrok i bez namysłu
chwycił Fancy za nadgarstki, próbując ją ściągnąć z konia.
Kiedy jej stopy zaklinowały się w strzemionach, pociągnął
jeszcze silniej. W końcu postawił ją obok siebie na ziemi,
wyrwał z jej ręki bat i cisnął go na ziemię.
– Coś ty, do diabła, zamierzała zrobić? Zabić mnie?
Fancy wyzywająco zadarła głowę.
– A pozwoliłbyś mi odebrać ci życie?
– Odpowiedz mi. Chciałaś mnie zabić?
Fancy wbiła w Jima uparte spojrzenie i niedbałym
ruchem ściągnęła z dłoni rękawiczki.
– Za nic w świecie.
– No więc co mi chciałaś udowodnić tym wyczynem?
– Myślę, że wiesz – odparła, przykładając
niespodziewanie dłonie do rozpalonej twarzy Jima. – Chciałam
się przekonać, czy wciąż jesteś tym samym odważnym
szaleńcem, którego poznałam i w którym się zakochałam jako
młoda dziewczyna...
– I co?
– I dochodzę do wniosku, że jesteś jeszcze bardziej
nieznośny niż kiedyś. Powinieneś był się cofnąć, ty
uparciuchu... – szepnęła niespodziewanie słodko i położyła mu
dłonie na torsie.
Wakacyjna miłość
51
– Fancy, na miłość boską, nie doprowadzaj mnie do
skrajności! Nie znoszę cię, nie chcę... Zniszczysz wszystko...
Ech!
Prawie mam ochotę cię zabić!
– Nie wierzę. Ty byś nikogo nie skrzywdził, Jim, Ale
dlaczego obraziłeś mnie na pogrzebie matki i odjechałeś jak
tchórz?
– Przyszedłem właśnie cię za to przeprosić. Wysłała
mnie Gracie...
– Wcale nie dlatego tu przyszedłeś.
– Tak? Ciekawe. Co takiego wiesz o mnie, czego sam
nie wiem?
– Wiem to, co wiem. To ty boisz się przyznać, jaka jest
prawda.
– A jaka ona jest?
Fancy przylgnęła do niego całym ciałem. Zanim zdążył
zaprotestować albo się odsunąć, jej wygłodniałe usta wpiły się
w jego wargi. Nie chciał tego, ale odwzajemnił pocałunek tak
gorąco, tak łapczywie, że Fancy aż jęknęła z rozkoszy, a potem,
gdy odsunęła go od siebie, uśmiechnęła się triumfalnie.
– Tęskniłam za tobą i za tym – zamruczała zmysłowo.
Jim był tak poruszony nie chcianym wybuchem
pożądania, że w pierwszej chwili nie mógł dobyć z siebie
słowa.
– Zostawiłaś mnie – rzekł po pewnym czasie. – Skoro
tak za mną tęskniłaś, to dlaczego, u licha, nie przyjechałaś do
Purdee?
– Nie wiem. Byłam głupia. Przepraszam cię za to i za
wszystko. Ale teraz już jestem tutaj – powiedziała i ponownie
zaczęła szukać ustami jego ust.
– To nie wystarczy – burknął, odpychając ją od siebie. –
A poza tym obydwoje dobrze wiemy, że i tak nie zabawisz tu
długo.
Wakacyjna miłość
52
Wracaj do Nowego Jorku, Fancy. Do pieniędzy,
limuzyn, pokazów mody. Wracaj. Im wcześniej to zrobisz, tym
lepiej.
Jim spojrzał jej prosto w oczy i zadrżał. Na jej twarzy
spodziewał się ujrzeć dumną minę, złość i pogardę, zamiast
tego dostrzegł wyraz bezbronności i absolutnego oddania.
– Jesteś tak samo uparty jak ja, Jim – powiedziała
nienaturalnie cichym głosem. – Jeszcze raz cię przepraszam za
wszystko. A teraz wybacz, muszę zająć się koniem, uspokoić
go... – urwała i szybko odwróciła twarz.
Jim był prawie pewien, że dojrzał w jej oczach łzy, że jej
smukłe ramiona drżały. Pilnie obserwował każdy ruch palców
Fancy, kiedy mocowała strzemiona za klapą siodła,
poklepywała czarny koński pysk i delikatnie unosiła cugle z
zamiarem odprowadzenia zwierzęcia do boksu.
Zrobiło mu się jej żal. Czuł, że powinien powiedzieć jej
coś miłego, pocieszyć ją jakoś, ale za bardzo się obawiał
własnych niebezpiecznych uczuć, które na nowo zaczęły w nim
kiełkować.
– Byłem u ciebie – powiedział więc tylko. – Zostawiłem
na stole papiery, w razie gdybyś zdecydowała się odsprzedać
mi gospodarstwo. Hazel się zgodziła...
– Przejrzę te dokumenty i dam ci znać, co
postanowiłam...
Ale później – odparła przygnębiona.
Serce Jima znowu ścisnęło się z bólu. Zapragnął podejść
do niej i z całej siły przytulić. Zdusił jednak w sobie to
pragnienie. Z obrzydzeniem kopnął wysuszoną grudkę ziemi.
Nie, nie, nie! Nie może kolejny raz popełnić tego samego błędu.
Musi ściśle trzymać się ustalonego już scenariusza: Fancy
odsprzeda mu farmę i wyjedzie, a wtedy na pewno uda mu się
raz na zawsze o niej zapomnieć.
– Dobrze – powiedział – będę czekał na twoją decyzję. A
Wakacyjna miłość
53
na razie – do widzenia. Aha. I jeszcze jedno – krzyknął za nią,
gdy ruszyła w stronę swego domu. – Nie wezmę Yellera.
– Oscar i Omar bardzo chcieliby go przygarnąć.
– Nie obchodzi mnie to. Nawet nie próbuj wejść
pomiędzy mnie, a moje dzieci.
– Wcale tego nie robię – potulnie odparła Fancy. – Po
prostu chciałam sprawić im radość. Tak bardzo przypominają
mi ciebie, kiedy byłeś w ich wieku, tak samo nieokiełznany i
dziki...
– Daruj sobie, Fancy. I powtarzam: trzymaj się od nich z
daleka – ostrzegł groźnie.
Fancy pobladła, jej oczy straciły blask. Powiodła
wzrokiem za odchodzącym w ponurym nastroju Jimem. Jemu
zaś z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej ciążyły nogi i
nierówno waliło oszalałe serce. Wcale nie czuł się zwycięzcą,
raczej przegranym.
Po dłuższej chwili nie wytrzymał i odwrócił się. Ale
Fancy zniknęła już za wierzchołkiem wzgórza.
Nagle Jim poczuł się bezgranicznie samotny i
nieszczęśliwy.
Zdawało mu się to niedorzeczne i nielogiczne. Przecież
dał Fancy dostatecznie jasno do zrozumienia, co o niej myśli.
Przecież nie uległ pokusom. Miał teraz wolną rękę i mógł
powrócić do zgodnego życia z Gracie. Ale zamiast pobiec co sił
do wdzięcznej Gracie i pochwalić się, że sprawa między nim a
Fancy została raz na zawsze zamknięta, zaczął wpatrywać się w
bezkresne, szarzejące niebo i rozmyślać ze smutkiem o
przyszłości. Jakże miał poślubić Gracie, skoro myślał wyłącznie
o Fancy?
Złożył ręce i wykrzyczał jej imię w przestrzeń. Jego głos
powędrował w dal wraz z ciepłym podmuchem wiatru.
Fancy.
To ona była jego fatalnym przeznaczeniem. To do niej
Wakacyjna miłość
54
biło jego serce, choć wiedział, że nigdy nie zazna ukojenia.
Fancy, Fancy, Fancy...
Pal licho wszystko! Musi choć raz jeszcze przytulić do
siebie nagą Fancy, całować ją, kosztować, pochłaniać
łapczywie, aż wypali na jej ciele piętno.
Powiódł za siebie niewidzącym wzrokiem i zdecydował
się wrócić. Rodzina, dzieci, Gracie, szczęście, które budował
latami – wszystko stało się nagle nieważne. Wiedział jedno:
musi zdobyć Fancy – obojętnie jakim kosztem.
Wakacyjna miłość
55
Rozdział siódmy
– Fancy? – zawołał Jim zachrypniętym głosem,
otwierając drzwi stodoły.
Przypomniał sobie, jak pewnego wiosennego popołudnia
bawił się tutaj z nią – najpierw ganiali po podwórku kurczęta, a
potem siebie nawzajem. Jim dopadł ją w gołębniku i tam po raz
pierwszy się z nią kochał. Teraz na wspomnienie tamtych chwil
zasychało mu w gardle i rwał się oddech. Wiedział, że powinien
odejść i dać Fancy spokój, ale mimo wszystko trwał w miejscu i
oswajał oczy z panującą wewnątrz stodoły ciemnością. Wtem
usłyszał dochodzące ze stajni rżenie konia i łagodny kobiecy
głos.
Zawołał ją jeszcze raz, a ona zamilkła, jakby bała się mu
odpowiedzieć.
Jim pośpieszył do stajni. Kopnął drzwi z taką siłą, że
grzmotnęły o przyległą ścianę. Przerażona Fancy odskoczyła, a
jej koń nerwowo usunął się w bok.
– Cicho, cicho... – wyszeptała do ucha spłoszonemu
zwierzęciu i uniosła z jego grzbietu siodło, ignorując obecność
Jima.
Kiedy jednak podszedł do niej i odebrał z jej rąk ciężkie
siodło, źrenice Fancy rozszerzyły się, a oczy nabrały blasku.
Nie była w stanie ukryć, że jego bliskość nie jest jej obojętna.
– Myślałam, że sobie poszedłeś.
– Nie. Dobrze wiedziałaś, że będziesz górą – wydusił z
siebie z trudem przez spierzchnięte usta. – Gdzie jest Pablo?
– Dałam mu dzień wolnego – odparła i, odwróciwszy się
do Jima plecami, zaczęła szczotkować konia. W powietrzu
zawisła napięta cisza. Jim cofnął się o krok, wcisnął ręce w
kieszenie spodni i pochłaniał pożądliwym spojrzeniem wiotką
Wakacyjna miłość
56
figurę Fancy i jej drżące palce. Doskonale pamiętał, że zawsze
dobrze traktowała zwierzęta. Pamiętał też, że te same palce...
Wziął głęboki oddech. Napięcie rosło w nim z sekundy
na sekundę. Fancy chyba to wyczuła, bo naraz przestała
oporządzać konia i odwróciła się nerwowo do Jima. Nagle
obydwojgu wydało się, że w stajni panuje okropny upał i
brakuje powietrza.
Wyglądała młodo i promiennie. Przypominała bardziej
podlotka, którego kochał i posiadł w gołębniku owego
pamiętnego wiosennego dnia, niż sławną projektantkę mody.
– Myślałem już, że nigdy nie skończysz – wyszeptał,
wyjmując jej z ręki szczotkę i odkładając ją na półkę.
– Jestem trochę... zdenerwowana – rzekła nieśmiało.
– No jasne – odparł ze zduszonym śmiechem. – I pewnie
do tego się boisz.
– Tak – przyznała ze spuszczonym wzrokiem.
– Kłamczucha. – Chwycił Fancy za dłoń i przyciągnął ją
do siebie. – To ja powinienem się bać – dodał i, nie czekając ani
chwili dłużej, przywarł do jej ust namiętnym pocałunkiem.
Fancy zarzuciła mu ręce na szyję i westchnęła
rozkosznie. Po chwili ich z początku ostrożne i jakby niepewne
pocałunki stały się bardziej śmiałe, dzikie i chaotyczne.
W stajni pachniało sianem i końskim potem, ale Jim czuł
tylko przyprawiającą o zawrót głowy słodką, kobiecą woń ciała
Fancy. Przyciskał ją do siebie, błądził ustami po jej twarzy,
szyi, włosach. W pewnym momencie uniósł ją, żeby poczuła,
jak bardzo jest napięty, jak potężne jest jego pożądanie. Fancy
była lekka, smukła, delikatna. Tak cudowna, że dla chwili
rozkoszy, którą mogła mu dać, był w stanie poświęcić
wszystko.
Namacał krągłości jej piersi i rozerwał guziki bluzki,
która broniła do nich dostępu. Krzyknęła, ale zaraz potem
zamruczała zmysłowo w słodkim przyzwoleniu na pieszczotę.
Wakacyjna miłość
57
Zawirowało mu w głowie, szeptał jej do ucha, że ma
najbardziej zmysłowe ciało ze wszystkich kobiet, które stąpają
po ziemi, że pragnie całować ją bez końca, do ostatniego
tchnienia, dopóki starczy życia. Fancy westchnęła ciężko i
wpiła palce w jego włosy.
– Masz ręce stworzone do pieszczot – zamruczała tylko i
jeszcze mocniej przylgnęła do jego ciała.
Czy składała podobne wyznania innym mężczyznom?
Ilu dawało jej podobną rozkosz? Na samą myśl o tym usta Jima
wykręcił spazmatyczny grymas. Na szczęście szybko
wytłumaczył sobie, że nie jest to odpowiedni czas na snucie
dręczących rozmyślań.
Ich pocałunki wezbrały gwałtownością. Jim uklęknął,
gdyż nie miał już siły stać. Sięgnął do paska u spodni.
– Nie tutaj – wyszeptała Fancy, lekko odpychając go od
siebie. Przyciągnęła drabinę i wskazała na gołębnik.
Kiedy wdrapali się na górę, gwałtownym ruchem sama
zerwała z siebie bluzkę i rzuciła ją na siano. Jim obserwował
każdy jej ruch, przypominając sobie ich pierwszy raz, kiedy
Fancy jeszcze była dziewicą. Wtedy wstydziła się i bała
rozebrać, więc musiał zrobić to za nią. Teraz jednak była już
bardziej doświadczona, a on pragnął jej jeszcze bardziej niż
tamtego pamiętnego dnia.
Fancy leniwie wypięła spinki z włosów, które opadły jej
na plecy złocisto-rudą kaskadą.
– Odkąd zadzwoniłeś do mnie do Francji, nie mogłam
przestać o tobie myśleć – szepnęła, zsuwając buty ze swych
drobnych delikatnych stóp.
– Postanowiłaś więc przyjechać, nasycić się mną i
wrócić z powrotem do Nowego Jorku, czy tak? – zapytał z
wyrzutem.
– Naprawdę wierzysz w to, co mówisz? – W oczach
Fancy pojawił się smutek.
Wakacyjna miłość
58
Rzeczywiście, Jim zdawał sobie sprawę, że nie jest to
wyłączny powód, dla którego Fancy pozostała na jakiś czas w
Purdee, a jednak zmartwił się tym, że nie odpowiedziała wprost
na jego pytanie. Prawie ją za to znienawidził, oczekiwał
znacznie więcej niż smutne spojrzenie.
Kiedy odpięła cieniutki jak mgiełka stanik i uwolniła
jędrne, kołyszące się piersi, nie miała na sobie już nic prócz
bryczesów.
Wyglądała tak podniecająco, że Jim w jednej chwili
porzucił ponure myśli.
Mógł mieć o niej jak najgorsze zdanie, mógł się jej bać,
ale jedno wiedział na pewno: kocha Fancy i zawsze ją kochał,
bez względu na wydarzenia ubiegłych lat. Uznał, że nie ma już
ratunku dla takiego głupca jak on. Był pewien, że i tym razem
Fancy go zostawi. Da chwilę rozkoszy, a potem pożegna go z
pięknym uśmiechem na twarzy, on zaś na zawsze już
pozostanie nieszczęśliwy, samotny i odrzucony.
Fancy zsunęła do kolan bryczesy, ale nie zdążyła ich
zdjąć, bo uprzedził ją Jim. Zdarła z niego koszulę, odpięła mu
pasek u spodni, a kiedy sięgnęła do suwaka, poczuła, jak
wstrząsa nim drżenie.
Przygarnął ją do siebie, zaczął zasypywać pocałunkami
jej usta, twarz, uszy, szyję. Jeszcze chwila i zagarnął pod siebie
jej gorące i tak skore do miłości ciało; jeszcze moment i
wypełnił ją sobą, wziął w posiadanie i zaczął poruszać się w
niej, spragniony natychmiastowego zaspokojenia. Chciał
zwolnić, ale nie umiał zapanować nad swoim rozpędzonym
ciałem. Fancy była zresztą równie niecierpliwa jak on.
Obydwojgu przyświecał ten sam cel.
Jim czuł, że umrze, jeśli za chwilę nie dozna uniesienia,
które zapamiętał sprzed lat, i bez którego żył już od tak dawna.
I oto po niedługim czasie, na surowym łożu z kłującego siana
Fancy spełniła jego pragnienie. Zatopił się w jej wygięte w łuk,
Wakacyjna miłość
59
wilgotne i napięte ciało, aby po kilku chwilach wpłynąć na
ocean rozkoszy, którego fala poniosła również i ją.
W ułamku sekundy poczuł, jak wraca zagubiona gdzieś
część jego osobowości. Fancy była jego miłością i całym
życiem.
Wszystkim, bez czego przyszło mu egzystować przez
ostatnie dziesięć lat. Przeszłością, teraźniejszością i
przyszłością. Tak, niezależnie od tego, co będzie dalej, skończy
wreszcie z oszukiwaniem samego siebie. W jego życiu liczyła
się tylko Fancy. I nikt więcej.
Kiedy głęboko zajrzała mu w oczy, Jim dostrzegł w nich
łzy.
Nie, nie zapomniał o tym, że Fancy jest dla niego
zupełnie nieodpowiednią kobietą. Zdawał sobie sprawę z tego,
że powinien traktować ją oschle i nie ujawniać swoich uczuć.
Zamiast tego jednak otoczył ją czułością, pomógł się ubrać, a
kiedy dotarli do domu jej matki, ułożył ją na starym,
pachnącym lawendą sosnowym łóżku, żeby kochać się z nią
jeszcze namiętniej i żarliwiej niż poprzednio.
Potem zasnął w ciasnym objęciu Fancy, a ona bawiła się
jego włosami. Kiedy się obudził, oświadczyła, że jest głodna i
że w lodówce nie ma nic do jedzenia. Jim wiedział, że za żadne
skarby świata nie może zaprosić jej do jedynej w Purdee
restauracji i że w ogóle nie powinien pokazywać się z nią
publicznie. Prosiła jednak tak usilnie i z takim wdziękiem, iż
zgodził się w końcu pojechać z nią na kolację do San Antonio.
W chwilę potem zadzwonił telefon. Fancy nie odebrała
słuchawki, pozostawiając rozmówcę sam na sam z
automatyczną sekretarką.
– Fancy!!! – wrzasnął podekscytowany męski głos i
zaczął trajkotać coś po francusku, wyraźnie niezadowolony.
– To Claude. Mój nowy współpracownik. Zawsze się
wścieka, kiedy wyjeżdżam. – Fancy uśmiechnęła się i
Wakacyjna miłość
60
skierowała do łazienki.
Na świeżo wykąpane ciało założyła przezroczystą czarną
sukienkę na ramiączkach, w której wyglądała tak pociągająco,
że Jim znowu jej zapragnął. Do furgonetki odprowadził ich ze
szczekiem Yeller. Kiedy Jim otworzył drzwi swego auta, Fancy
wybuchnęła głośnym śmiechem. W środku piętrzyły się stosy
starych czasopism, puszek po piwie, no i wymięty krawat. Jim
stanowczo zaprotestował, żeby cokolwiek z tych rzeczy
wyrzucić do śmieci.
– Nawet opakowania po gumie do żucia? – zapytała
Fancy, łaskocząc go papierkiem w nos.
– Zostaw je. – Jim delikatnie wyjął jej z rąk puste
opakowanie. – Ta furgonetka jest jak mój dom. Nie chciałbym
wyrzucić czegoś, co kiedyś się może przydać.
– W tej kupie śmieci i tak niczego się nie doszukasz.
Musisz zmienić swoje przyzwyczajenia.
– Nie pouczaj mnie, Fancy. Nie dzisiejszego wieczora.
Przejechali kilka kilometrów i zatrzymali się przy
stawie.
Fancy narwała dzikich fiołków, które kiedyś zasadziła
tutaj jej matka, i zaniosła je na jej grób znajdujący się na
nieodległym cmentarzu. Powiedziała Jimowi, że Hazel na
pewno ucieszyłaby się, gdyby okazało się, iż oni, Jim i Fancy,
znowu są razem. Jim dotknął palcami wyrytych w granitowej
płycie liter i w skupieniu obserwował klęczącą nad grobem
Fancy.
Był ciepły i wspaniały wieczór. Jechali wśród
srebrzystych plantacji bawełny, pod czarnym niebem
upstrzonym gęsto gwiazdami. Jim wskazał palcem na
konstelację Oriona i z przekąsem dodał, że w Nowym Jorku na
pewno nie ma równie pięknych gwiazd.
– Cieszę się, że Purdee ma choć jedną przewagę nad
Nowym Jorkiem – przekomarzał się.
Wakacyjna miłość
61
Fancy zaśmiała się, dotknęła opuszkami palców jego ust
i oświadczyła, że Purdee ma dużo innych zalet, które pociągają
ją bardziej niż gwiazdy. Chciał odpowiedzieć, że
najpiękniejszymi na świecie gwiazdami są ogniki w jej
szmaragdowych oczach, lecz nie odważył się na tak
romantyczne wyznanie, a tylko czule przytulił Fancy i wplótł
palce w jej dłoń.
Fancy włączyła radio i wybrała ulubioną stację Jima. W
kabinie furgonetki rozbrzmiała muzyka country, która obudziła
w niej wspomnienia sprzed lat. Stały się one jeszcze bardziej
wyraziste, kiedy okazało się, że następna piosenka jest tą, którą
kiedyś uznali za swoją. Po dłuższej chwili Fancy zaczęła
podśpiewywać jej słowa, mówiące o pośpiesznym ślubie. Jim
mógł wreszcie pożartować z niej sobie do woli, mimo bowiem
licznych talentów Fancy dobrego głosu nie miała i fałszowała
okropnie.
Gdy piosenka się skończyła, zaczęli rozmawiać. Z
początku szło im to opornie, później rozkręcili się i mogli
dyskutować jak dawniej, kiedy spędzali długie godziny na
niekończących się rozmowach. Jim pytał ją, jak to jest, że
ludzie płacą zawrotne sumy za zaprojektowane przez nią
kreacje. Fancy zaś chciała wiedzieć, jak idą Jimowi interesy i w
jaki sposób zmarła Nottie.
Opowiedziała mu o codziennych wizytach Oscara i
Omara w jej domu, którzy po śmierci Hazel podświadomie
wyczuli, że ona i Yeller są samotni. Chłopcy przyznali się, że
odkąd zmarła ich matka, czują się równie zagubieni i
opuszczeni. Słysząc te słowa, Jim poczuł, jak coś ściska go za
gardło. A więc jego synowie codziennie przychodzili pocieszać
Fancy i jej psa, bo sami najlepiej wiedzieli, co to samotność.
Fancy opowiedziała mu też o swoim życiu w Paryżu i w
Nowym Jorku. O tym, że podróżując między jednym hotelem a
drugim, nigdzie nie czuje się jak w domu. Przyznała, że świat
Wakacyjna miłość
62
mody jest okrutny, że wyniszcza i deprawuje tych, którzy w
pełni poddają się rządzącym nim prawom. Mówiła o tym, jak
zazdrośni są jej asystenci i jak walczy z nimi o każde
zamówienie i każdy projekt. Zabawiała go historyjkami o
sławnych modelkach i ekscentrycznych fotografach. W końcu
wspomniała o poczuciu bezsensu i wyjałowienia, które
ogarnęło ją po raz pierwszy przed rokiem i które nasilało się w
niej z każdym miesiącem. Aż do niedawna.
– Zaczynałam pełna zapału, ślęczałam dniami i nocami
na kolanach, ze szpilkami w ustach, robiąc kolejne wykroje i
przymiarki. Długo walczyłam o to, żeby przekonać
odpowiednich ludzi, że mam talent. Potem musiałam wyrobić
sobie odpowiednią markę w środowisku, no więc
organizowałam przyjęcia i dbałam o to, żeby odpowiednie
osoby nosiły rzeczy przeze mnie zaprojektowane. W całej tej
gonitwie za sławą zapomniałam o własnych przyjemnościach,
miłości, rodzinie, dzieciach... Ale mimo to wciąż zależało mi na
tym, żeby mnie dostrzegano i podziwiano. Dlatego właśnie
odszedł ode mnie Jacques. Dopiero twój telefon wyrwał mnie z
tego koszmaru...
– Może potrzebowałaś odpoczynku?
– Nie wiem. W każdym razie zatraciłam się zupełnie,
żyłam z klapkami na oczach i przestałam słuchać głosu swego
serca.
Obawiam się, że sukces przyniósł mi więcej bólu niż
radości.
– No więc jak teraz wyobrażasz sobie swoją przyszłość?
– Pytanie Jima zabrzmiało poważniej niż wszystkie inne, które
zadał tego wieczora. Zdawało się, że pyta nie tylko o
przyszłość Fancy, ale i o swoją własną.
– Czasami, tak jak dziś, chcę to wszystko rzucić w
diabły i zostawić cały interes w rękach Claude’a. Ale wiem, że
on jest szalony, że w końcu zrobi jakiś błąd...
Wakacyjna miłość
63
– Fancy, ty nigdy nie zrezygnujesz ze swojej pracy.
– Chyba masz rację – odparła szczerze i tęsknym
wzrokiem popatrzyła na Jima. – Ale teraz to nieważne. Tak
dobrze się z tobą czuję. Jestem tak obłędnie szczęśliwa...
– Kochanie, nie musisz udawać uczucia, którego w tobie
nie ma, tylko dlatego, że się ze mną przespałaś.
– Dla ciebie był to tylko i wyłącznie seks?
– Byłaś samotna, opuszczona, spragniona...
Potrzebowałaś...
– Przestań – przerwała mu gwałtownie. – Nie musisz mi
mówić, co czuję, wiem lepiej. Ale może zamieńmy się rolami,
co?
Dlaczego ty się ze mną przespałeś? Co ty naprawdę do
mnie czujesz, Jimie King? – Jim ściągnął usta i wbił wzrok w
ciemne niebo. – Oczywiście. Mógłbyś leżeć na łożu śmierci, a i
tak nie przyznałbyś się do swoich uczuć – powiedziała
uszczypliwie, wciąż patrząc na niego uparcie i czekając na
odpowiedź.
– Słonko, ja mam swoje życie i dzieci. Nie mogę sobie
pozwolić na złudzenia.
– Ja też nie.
– O, rany, Fancy. Daj mi spokój. Nie chcę dziś z tobą się
kłócić.
Rozmowa ucichła, lecz w powietrzu zawisła atmosfera
niedopowiedzeń i napięcia. Jim sam nie wiedział, czego
powinien oczekiwać od Fancy. Czuł jednak, że nie może jej
bezgranicznie ufać. Było stanowczo za wcześnie, żeby
deklarować swoje uczucia. W końcu przytulił ją, ona zaś
przylgnęła do niego jak spragnione miłości dziecko.
W milczeniu dotarli do San Antonio. Na nabrzeżu roiło
się od hałaśliwej młodzieży, dzieciaków karmiących gołębie,
opasłych turystów z kamerami i trzymających się za ręce
kochanków. Jim lawirował pomiędzy zapchanymi stolikami
Wakacyjna miłość
64
restauracji w poszukiwaniu wolnego miejsca, z niechęcią
myśląc o rozkrzyczanej, wakacyjnej atmosferze San Antonio.
W końcu, nie znalazłszy żadnego ustronnego stolika nad
wodą, pojechali do nocnego klubu, który okazał się równie
zatłoczony jak inne lokale w tym mieście. Z braku miejsca na
parkiecie Jim i Fancy przepchnęli się na balkon z widokiem na
rzekę.
W tłoku i ścisku, z ubraną w wyzywającą suknię Fancy u
boku, Jim poczuł nagły przypływ pożądania. Nie zważając na
nic, raz po raz przypierał ją do ściany i całował się z nią niczym
spragniony seksu nastolatek.
Fancy poczuła pragnienie, więc zamówił dla niej
szampana.
Okazało się jednak, że lekki napój z bąbelkami szybciej
znika w spieczonym gardle Jima niż Fancy. Bez namysłu
zamówił drugą butelkę. I to był największy błąd, jaki mógł
zrobić.
Następnego ranka obudził się w olbrzymim hotelowym
łóżku, w otoczeniu ekskluzywnych, lecz zupełnie
nieprzytulnych mebli. Czuł, że dławią go mdłości i pieką
powieki, zupełnie jakby miał gorączkę. Kiedy spojrzał na
wtuloną w niego, zwiniętą w kłębek, nagą Fancy, doznał szoku.
Na jej palcu lśniła nowiusieńka złota obrączka ślubna. Jim miał
wrażenie, że jego wzrok traci ostrość i widzi obrączkę to bliżej,
to znów dalej. W końcu zatrzymał spojrzenie na rozsypanych
po poduszce rudych włosach Fancy i jej zadowolonym, sennym
uśmiechu.
Wtem serce zaczęło walić mu jak kowalski młot. Gdzieś
na skraju świadomości zamajaczył mu obraz poprzedniej nocy i
urzędnika, który celebrował o północy uroczystość zaślubin. W
chwilę potem Jim pamiętał już wszystkie szczegóły.
Co też, u diabła, najlepszego zrobił!
Wakacyjna miłość
65
Rozdział ósmy
– Jim? – Fancy przywołała go rozespanym głosem, kiedy
otwierał drzwi, by opuścić hotelowy pokój.
Odwrócił się, na jego twarzy rysowało się napięcie i
zamyślenie.
– Jest jeszcze wcześnie. Nie chciałem cię budzić –
wyjaśnił.
Coś ścisnęło ją za serce. Spojrzała na Jima pytającym
wzrokiem. Chciała go błagać, żeby wrócił do łóżka, wziął ją w
ramiona, pieścił i całował, żeby wyznał jej miłość...
On tymczasem wsunął klucz do pokoju głęboko w
kieszeń i otworzył szerzej drzwi.
– Dlaczego wychodzisz? – spytała, naciągając mocniej
kołdrę na zlodowaciałe ciało.
Jim nasunął na głowę swój kapelusz i starym zwyczajem
przekrzywił go nieco do przodu.
– Potrzebuję świeżego powietrza. – Zmierzył Fancy
surowym spojrzeniem. – Ty chyba też powinnaś pomyśleć o
tym, co się wczoraj stało. Pamiętasz? Wzięliśmy ślub. Cywilny.
W San Antonio praktykują takie ekspresowe zaślubiny. Do
licha! Chyba musiałem być pijany w pestkę, żeby zrobić taką
głupotę. Nie myśl sobie, że obowiązuje nas małżeńska
przysięga, w końcu...
– Czy mam przez to rozumieć, że chcesz rozwodu? Jim
zawahał się, a Fancy wstrzymała oddech. Czuła, że coś w niej
pęka jak kruche szkło. A więc to tak... Ubiegłej nocy pijany Jim
uległ jej czarowi i poślubił ją dla zabawy. Dzisiaj, kiedy jest
zupełnie trzeźwy, na jej widok wykręca się z obrzydzeniem.
– Jasne, kochanie – burknął wreszcie niskim, martwym
głosem. – Wszystko, czego tylko zechcesz – dodał i zamknął za
Wakacyjna miłość
66
sobą drzwi.
– Jim! – krzyknęła, wyskakując z łóżka. Dopadła
wyjścia i zauważyła, jak w windzie zasuwają się drzwi. – Jim!
– wrzasnęła rozpaczliwie, kiedy maszyna ruszyła na dół.
W jednej chwili stanęły jej przed oczami radosne
wydarzenia ubiegłej nocy, kiedy po ceremonii zaślubin Jim
wcisnął jej na głowę swój kowbojski kapelusz i przeniósł ją
przez próg hotelowego pokoju. Kilka sekund później leżeli już
w łóżku, rozpoczynając swą pierwszą noc poślubną. Jim
przedłużał pieszczoty, żeby doprowadzić Fancy do stanu
nieprzytomnego podniecenia, a następnie dać jej rozkosz, o
jakiej dotąd nawet nie śniła. Potem, kiedy leżała u jego boku,
pomyślała z nadzieją, że być może tej właśnie szalonej nocy
poczęło się ich dziecko.
Teraz to cudowne wspomnienie ustąpiło bezbrzeżnej
rozpaczy i otępieniu. Jim znienawidził ją, gdy tylko uświadomił
sobie w pełni konsekwencje wczorajszej spontanicznej decyzji.
Powlokła się do łazienki i pod prysznicem rozgrzała
oziębione ciało gorącym strumieniem wody. Kiedy sięgnęła po
ręcznik, dostrzegła w lustrze puste łóżko. Znów poczuła
nieznośną samotność. Zdjęła z wieszaka czarną sukienkę, którą
nie dalej jak wczoraj łapczywie ściągał z niej Jim, i wybuchnęła
płaczem.
Wstrząsana spazmami rozpaczy, upięła na głowie
niedbały kok i drżącymi dłońmi zrobiła prowizoryczny makijaż.
Jim wciąż nie wracał. Fancy bała się opuścić pokój, ale
bała się również w nim zostać. W końcu wyszła na balkon.
Spojrzała w dół na kawiarenkę, w której ogródku roześmiane
pary sączyły poranną kawę. Nie dostrzegła tam Jima, wykręciła
więc numer hotelowego garażu i dowiedziała się, że furgonetka
jej męża wciąż stoi tam, gdzie ją wczoraj zaparkował. Nie
wiedząc, co ma dalej począć, zadzwoniła do Claude’a.
– Fancy? Nareszcie! – ucieszył się, słysząc jej głos.
Wakacyjna miłość
67
– Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, że
usiłowałem się z tobą skontaktować?
– Wiem. Przepraszam... Ja....
– Jesteś mi potrzebna. I to dzisiaj!
– Claude, ja... wyszłam za mąż. Za Jima.
– Co takiego?! – zdumiał się i po chwili głuchej ciszy
wykrztusił z siebie szablonowe życzenia. – Mam nadzieję, że
będziesz szczęśliwa.
– O, tak. Ja też. Dziękuję ci – odparła drżącym z bólu
głosem. Jak mogła być szczęśliwa, skoro zostawił ją Jim!
– Claude, do czego ci jestem potrzebna?
– Och! Słuchaj, nie chciałem o tym mówić przez telefon,
ale... Mam pieniądze, żeby odkupić od ciebie firmę. Znalazłem
inwestorów!
– Przecież nie wyraziłam zgody na sprzedaż...
– Ale dałaś mi do zrozumienia, że chcesz się jej pozbyć.
Zauważyłem, że straciłaś serce do tego interesu, jeszcze
nim zmarła twoja matka. Moi wspólnicy powiedzieli, że zanim
wydadzą choćby dziesięć centów, muszą się najpierw z tobą
spotkać. Dzisiaj są jeszcze w mieście, ale jutro już lecą do
Japonii.
Jeśli nie zjawisz się dzisiaj w Nowym Jorku, to może
trzeba będzie czekać długie miesiące, zanim pojawi się
następna okazja.
A do tego czasu prawdopodobnie stracą ochotę na
jakiekolwiek pertraktacje. I tak już powiedzieli, że warunkiem
jest to, abyś zgodziła się dalej współpracować z firmą.
– Na jakich zasadach?
– Chcą, żebyś co najmniej przez dwa lata nadzorowała
naszą pracę. Potem będziesz miała wolną rękę. Zaznaczyli
jednak, że byliby zachwyceni, gdybyś została dłużej i
pracowała według własnego uznania. Fancy, proszę cię,
przyjedź!
Wakacyjna miłość
68
Claude wskazywał jej oto drogę do nowego życia.
Sprzedając firmę, mogłaby zyskać wolność i zostać prawdziwą
żoną i matką.
Fancy przycisnęła do ust złotą obrączkę i szeptem
odmówiła modlitwę. Pomyślała, że jeśli przystanie na
propozycję Claude’a, odetnie się od przeszłości, być może na
zawsze. Decyzja była ważna, mogła przekreślić wszystko to, co
Fancy dotychczas osiągnęła w swoim życiu, mogła też
rozpocząć jego zupełnie nowy etap.
– Dobrze. Przylecę najbliższym samolotem – odparła
zdławionym głosem. – Ale tylko na kilka dni.
Odłożyła słuchawkę i zjechała windą na dół. Dziesiątki
razy przeszła hol w tę i z powrotem, rozglądając się nerwowo
za Jimem. Na próżno. Dla Fancy stawało się coraz bardziej
oczywiste, że od niej odszedł. Mimo to nadal przechadzała się
po holu, aż została jej niecała godzina do lotu. Pośpiesznie
skreśliła do Jima kilka słów, zostawiła wiadomość w recepcji i
wyszła przed hotel. Ale nawet tam ciągle odwracała głowę,
mając nadzieję, że dojrzy go jeszcze gdzieś w ostatniej chwili.
W końcu zrezygnowana wsiadła do wolnej taksówki.
Krępy kierowca włochatą dłonią poprawił wsteczne lusterko,
żeby lepiej widzieć pasażerkę.
– Dokąd jedziemy, proszę pani? Fancy spojrzała
obojętnie przez okno.
– Proszę pani? – przynaglił ją.
– Niech pan włączy licznik – odparła spokojnie. – Muszę
się zastanowić, dokąd pojedziemy – dodała, spoglądając
niewidzącym wzrokiem na wejście do hotelu.
Jim wciąż się nie pojawiał.
– Proszę pani? – Głos kierowcy stawał się coraz bardziej
natarczywy.
– Chyba na lotnisko – powiedziała w końcu. – Jestem już
spóźniona. Zapłacę podwójną stawkę, jeśli się pan pośpieszy.
Wakacyjna miłość
69
Kierowca ruszył z piskiem opon. Zdążył zaledwie
zjechać z krawężnika, gdy z hotelowego garażu wybiegł Jim.
– Fancy!!! – zawołał w jej stronę i wyskoczył przed
maskę jadącego już samochodu, wymachując kapeluszem.
Fancy krzyknęła przerażona, a kierowca gwałtownie nacisnął
na hamulce.
– Przeklęty gnojek! – zaklął i raptownie odbił
kierownicą w prawo.
Fancy usłyszała stłumiony huk. Zauważyła, jak
potrącony Jim upada na jezdnię, a taksówka uderza wprost w
zaparkowany obok samochód. Powietrze rozdarł przeraźliwy
brzęk tłuczonych szyb i zgrzyt skręcanej blachy. Fancy jednak
myślała już tylko o nieruchomo leżącym Jimie. Modliła się,
żeby żył. Spieniony ze złości taksówkarz wyskoczył z
samochodu i złapał Jima za kołnierz.
– Zobacz, co żeś zrobił z moim wozem! Natychmiast
zawyły syreny policyjne i zapulsowały czerwone światła
służbowych wozów. Taksówkarz cisnął Jimem o maskę
samochodu i przyłożył mu zwiniętą pięścią prosto w twarz.
– Co się tu dzieje? Dosyć tego! – krzyknął policjant,
który akurat podjechał na motorze.
Zamroczony ciosem Jim próbował oddać napastnikowi,
ale ten uprzedził go uderzeniem w żołądek. Jim zgiął się wpół,
a taksówkarz wyjął nóż i z nienawiścią zawiesił mu go nad
głową.
– Ty rąbnięty skur...! – wycedził przez zaciśnięte zęby i
uchylił się przed bitym na oślep ciosem Jima, który na
nieszczęście trafił prosto w szczękę policjanta.
Widząc nadjeżdżający patrol, taksówkarz szybko
schował nóż i wrogo uśmiechnął się do zgromadzonych wokół
gapiów. Jim miał rozkrwawiony nos, a jego opuchnięta ręka
sprawiała wrażenie złamanej. Z rozciętej brwi sączyła mu się
kolejna strużka krwi.
Wakacyjna miłość
70
Na miejsce zdarzenia podeszło dwóch uzbrojonych
policjantów.
– Panie władzo, ja nic nie zrobiłem – zastrzegał się
taksówkarz. – To ten przeklęty kowboj wskoczył mi na
przednią szybę, a potem uderzył pana kolegę.
– To nie całkiem tak – wtrąciła drżącym głosem Fancy. –
To nieporozumienie.
– Jak cholera – odezwał się Jim.
– Ta pani nic nie wiedziała – pośpiesznie wyjaśnił
taksówkarz.
Zrobiło się ogólne zamieszanie. Nikt nikogo nie słuchał,
a najmniej Jim, który z odrazą spojrzał na Fancy, gdy dwóch
policjantów podnosiło go z ziemi. W tym samym czasie ocknął
się poszkodowany funkcjonariusz. On również oskarżył Jima.
Wkrótce nadjechały cztery kolejne wozy policyjne. Jim i
taksówkarz stali pod ścianą w rozkroku, a dwóch policjantów
pod bronią obszukiwało ich kieszenie. Trzaskały policyjne
radia, szumiały kartki spisywanych raportów. Fancy podeszła
do jednego z oficerów i zapytała, co zamierza on zrobić z
Jimem.
– Pani przyjaciel uderzył policjanta. Musi pojechać z
nami.
– Och, nie! Chyba nie chce pan powiedzieć, że...
– Obawiam się, że tak. Niestety, będziemy musieli go
aresztować.
– Zanim... zanim go zabierzecie, proszę pozwolić mi z
nim porozmawiać.
– Dobrze. Tylko proszę szybko.
Fancy podbiegła do Jima, który stał nieruchomo pod
ścianą ze ściśniętymi ze wściekłości zębami.
– Jim... – zaczęła błagalnie, ale on nawet na nią nie
spojrzał.
– Panie oficerze – zwrócił się do policjanta – jedyną
Wakacyjna miłość
71
osobą, z którą będę rozmawiać, jest mój adwokat.
– Wiesz dobrze, że to po części była i twoja wina –
Fancy nie dawała za wygraną. – Gdybyś nie wskoczył pod koła
taksówki, gdybyś tylko...
– Panie oficerze – rzekł Jim, uparcie odwracając wzrok
od Fancy – proszę ją stąd zabrać, zanim znowu nie stracę nad
sobą kontroli.
– Panienko, proszę już iść – umundurowany mężczyzna
ujął ją za łokieć.
– Proszę pani – poprawiła go Fancy, patrząc ze
smutkiem na pobladłą twarz Jima.
– Proszę pani... – syknął Jim ze złością. – Rzeczywiście,
od wczoraj można ci mówić: „proszę pani” – zaklął i roześmiał
się szyderczo pod nosem.
Ktoś z gapiów krzyknął:
– To ci dopiero miodowy miesiąc!
Fancy zapłonęła ze wstydu. Czuła się tak upokorzona, że
miała ochotę umrzeć. Kiedy jednak jeden z policjantów chwycił
Jima za nadgarstki, wykręcił mu do tyłu ręce i zakuł je w
kajdanki, zrozumiała, że jego poniżono jeszcze bardziej.
– Czy musi pan to robić? – zapytała policjanta, lecz ten
zlekceważył ją, szarpnął Jima i odprowadził go w kierunku
wozu.
– Proszę, niech nam pan da chociaż pięć minut – błagała.
– Słyszała pani przecież, co powiedział więzień. Nie
chce z panią rozmawiać.
– Ale on nie wie, co mówi! Jest oszołomiony i to
dlatego... A poza tym... Jestem jego żoną! Wczoraj się
pobraliśmy. Kiedy zobaczył mnie w taksówce, myślał, że chcę
go opuścić. Musimy sobie wszystko wyjaśnić. Proszę...
Jim nagle zatrzymał się, odwrócił oczy w kierunku
Fancy i skinął głową do policjantów.
– Dobrze. Porozmawiam z tą kobietą. Przynajmniej
Wakacyjna miłość
72
wreszcie zakończę tę farsę.
– W porządku. Skoro jesteście świeżo po ślubie, daję
wam pięć minut.
Jim westchnął ciężko.
– No dobra. No więc dokąd, do cholery, się wybierałaś?
– Do Nowego Jorku, ale... – ściszyła głos, onieśmielona
tłumem obserwujących ich nieustannie gapiów – chciałam to
zrobić dla ciebie, dla nas...
– Powiedz wprost, że chciałaś uciec. Kiedy zobaczyłaś
mnie na ulicy, kazałaś taksówkarzowi przyśpieszyć.
– Ależ nie! Chciałam zdążyć na...
– Nieprawda! Chciałaś mnie opuścić. Jak kiedyś.
– Nie, nie nie! – zaprzeczyła gwałtownie. – Już nie
jestem taka jak kiedyś. Teraz kocham cię naprawdę!
– Wtedy było tak samo, też wyznałaś mi miłość. I co?
Odeszłaś tak jak dzisiaj, choć wiedziałaś, że tylko ciebie
jestem w stanie szczerze kochać, że tylko z tobą mogę być
naprawdę szczęśliwy...
– Czy chcesz powiedzieć, że wciąż mnie kochasz? –
zapytała Fancy z nadzieją w głosie.
– Chciałabyś, nie? – syknął Jim. – Chciałabyś, żebym
przed tobą uklęknął i zrobił z siebie jeszcze większego durnia
niż kiedyś. Mogłabyś wysłuchać łaskawie moich namiętnych
wyznań, a potem odwrócić się plecami i odjechać, nie
obejrzawszy się za siebie, tak?
– Nie – zaprzeczyła Fancy cicho. – Kocham cię.
– Te słowa mają chyba dla ciebie inne znaczenie niż dla
mnie, Fancy. – Westchnął ciężko. – Kończmy już, to
najokropniejsze pięć minut w moim życiu.
– Jeżeli zawsze tak mnie kochałeś, to dlaczego
poślubiłeś Nottie?
– A co miałem robić? Czekać wiecznie, aż łaskawie
zechcesz się nade mną zlitować? Pisałem do ciebie. Może nie
Wakacyjna miłość
73
byłem literatem i nie pisałem poematów, ale... A zresztą, jakie
to ma teraz znaczenie? Wracaj do Nowego Jorku i żyj tak,
jakby w ogóle nie było wczorajszej nocy. Bo jeśli chodzi o
mnie, to uznaję ją za niebyłą.
– Ale ja chcę pamiętać o tej nocy. Chcę więcej...
– Nic mnie to nie obchodzi.
– Jim, proszę...
– Opamiętaj się, Fancy! Jakie małżeństwo mielibyśmy
niby razem tworzyć? – przerwał jej bezlitośnie. – Mamy
zupełnie odmienne pragnienia i oczekiwania wobec życia. Ja
mam dzieci, farmę, krowy, ty – Nowy Jork i sławę. Ja
potrzebuję przestrzeni, a ty ludzi, którzy by cię podziwiali. Nie
ma dla mnie miejsca w twoim świecie, a w moim cholernym
życiu nie ma miejsca dla ciebie... Fancy spuściła głowę.
– A więc mnie nie chcesz?
– Nasz związek nie miałby prawa przetrwać, Fancy.
Dlaczego mielibyśmy dobrowolnie skazywać się na
tortury?
Fancy gotowa była go błagać, klęknąć nawet przed nim
na środku ulicy, byle tylko zechciał pozostać jej mężem.
Wiedziała jednak, że Jim dotrzymuje słowa i nigdy nie zmienia
raz podjętych decyzji. A więc koniec złudzeń, pomyślała z
rezygnacją. Musi wracać do Nowego Jorku, choć zupełnie nie
ma na to ochoty. A Jim? Cóż, z czasem na pewno o niej
zapomni. Ożeni się z Gracie, tak jak kiedyś ożenił się z Nottie.
Może nawet będzie szczęśliwszy...
Tak, pozwoli mu odejść, bowiem bardziej niż jego
samego pragnie jego szczęścia.
– A więc dobrze – uśmiechnęła się smutno do niego –
niech każdy z nas osobno szuka swego szczęścia. Trzymaj się –
wyszeptała delikatnie, zsuwając z palca obrączkę i
wręczając ją Jimowi.
– Zatrzymaj ją – warknął gniewnie i odwrócił się do niej
Wakacyjna miłość
74
plecami.
Po policzkach Fancy potoczyły się gorzkie łzy. Policjant
położył dłoń na ramieniu Jima i skierował go do wozu.
Zamglonym wzrokiem podążyła za znikającym na
sygnale samochodem w nadziei, że może choć raz Jim odwróci
się i na nią spojrzy.
Nie obejrzał się ani razu.
Wakacyjna miłość
75
Rozdział dziewiąty
To już nie ten sam Nowy Jork co kiedyś, ze smutkiem
pomyślała Fancy, przeciskając się limuzyną przez mrowie
samochodów w centrum miasta. Jechała właśnie na przyjęcie do
Claude’a – kolejna przyjemność z gatunku tych, które
przyprawiały ją ostatnio o znudzenie i irytację.
Na dworze panował nieznośny upał, a powietrze było tak
parne, że trudno było oddychać. Mimo iż przebywała w
Nowym Jorku już od miesiąca, Fancy wciąż nie mogła się
przyzwyczaić do tutejszej gorączki, wiecznego pośpiechu i
nerwowości. Nie umiała też wejść w rytm ciągłych przyjęć,
lotów do Paryża, trudno jej było skoncentrować się na pracy.
Doskonale jednak zdawała sobie sprawę z tego, że tylko ciężka
harówka pozwoli jej lepiej znieść potworną tęsknotę za Jimem,
który od czasu jej wyjazdu z Purdee ani razu nie dał znaku
życia. Fancy oddałaby teraz wszystko za jedną kartkę, w której
napisałby jej o sobie.
Współpracownicy i znajomi Fancy przypuszczali, że jej
apatia i wyraźnie wyczuwalna niechęć do wszystkiego, co
związane z blichtrem wielkiego świata, spowodowana jest
śmiercią matki. Tylko Claude dobrze wiedział, jaki jest
prawdziwy powód jej przygnębienia. Tylko on zdawał sobie
sprawę z tego, że na każdy dźwięk telefonu Fancy pędzi co sił
do słuchawki, gdyż liczy na to, że usłyszy głos swojego męża.
Za każdym jednak razem spotykało ją rozczarowanie.
Kierowca zatrzymał limuzynę pod potężnym,
podświetlonym reflektorami domem Claude’a, pod którym
kłębił się już gwarny tłum znakomitych gości – biznesmenów,
polityków, gwiazd filmu i mody oraz dziennikarzy. Fancy
usłyszała huk muzyki rockowej, jej oczy oślepił blask
Wakacyjna miłość
76
pulsujących, kolorowych świateł. Miała ochotę stąd uciec, ale
wiedziała, że dzisiejsze przyjęcie jest wyjątkowo ważne.
Ktoś krzyknął do niej po imieniu. Kiedy próbowała
zlokalizować wołającego, błysnął jej w twarz jaskrawy flesz.
Wysiadła z samochodu i skierowała się do bogato
zdobionego wejścia, wyłożonego czerwonym, rozwiniętym aż
na ulicę dywanem.
– Pani Hart... – zawołała reporterka, która rozpoznała
ubraną w czarno-złotą, renesansową suknię projektantkę. – Czy
to prawda, że wyszła pani za mąż w Teksasie, a potem uciekła
od męża?
Fancy pobladła. Spodziewała się raczej, że dziennikarze
będą wypytywać o nową kolekcję, którą jutro miała
zaprezentować na pokazie mody. Pytanie o prywatne sprawy
tak więc ją zaskoczyło, że nie była w stanie wydobyć z siebie
słowa.
Wtem z balkonu na piętrze wyfrunął papierowy
samolocik i uderzył Fancy prosto między oczy. Złapała go i
odczytała nagryzmoloną na jego skrzydełkach wiadomość:
„Spójrz w górę!”. Natychmiast, uniosła wzrok, by na wąskiej
galeryjce ujrzeć... Nie, to nie do wiary!
– Ty nie trafiłeś, ale mnie się udało! – triumfalnie
wrzeszczał
Omar. – Hej, Fancy! Jesteśmy tutaj, na balkonie pana
DeMotta!
Papierowy samolocik wypadł Fancy z rąk. Zobaczyła,
jak purpurowy ze złości Oscar zamierza się pięściami na brata,
który zwinnie uskoczył w bok. Gdyby nie to, że w porę złapał
go Claude, Oscar na pewno wyleciałby przez poręcz balkonu i
spadłby głową w dół. Claude wydał z siebie rozpaczliwy
okrzyk i zamachał farbowaną czupryną. Wszystkie flesze
momentalnie skierowały się w jego stronę.
– Fancy!!! – wydarł się Claude. – Na pomoc!
Wakacyjna miłość
77
– Już biegnę! – odkrzyknęła i zaczęła przepychać się
przez ściśnięty tłum. I pewnie nieszybko by jej się to udało,
gdyby nie...
Yeller, który rozpoznał jej głos i zaczął donośnie
szczekać.
Widocznie musiał wzbudzić respekt swoim tubalnym
głosem, gdyż tłum natychmiast się rozstąpił. – Yeller, piesku! –
Fancy pogłaskała psa po długiej, gęstej sierści. Po chwili
podniosła wzrok i spojrzała przed siebie. Na wprost niej,
otoczony przez przypatrujących się całemu zamieszaniu gości,
stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w kowbojskim kapeluszu
na głowie.
Jim!
Powoli podniosła się z klęczek. Hałaśliwy tłum nagle
zamilkł. Kiedy wśród błysków fleszy zbliżała się do Jima,
słyszała już tylko bicie swojego serca.
A więc jednak przyjechał!
– Jim? – rzekła niepewnie, próbując wyczytać coś z
wyrazu jego twarzy. – Co cię tu sprowadza?
– Yeller stęsknił się za tobą – odparł ciepło i czule.
– Tylko Yeller?
– Ja też – przyznał nieśmiało.
– Nie pisałeś, nie dzwoniłeś...
– Próbowałem zgrywać twardziela.
– A co z Gracie?
– Wszystko skończone. Była mądrzejsza i bardziej
wyrozumiała, niż myślałem. Od razu nas rozszyfrowała.
Słuchaj, czy mamy zamiar stać tu aż do rana? – W milczeniu
zaprzeczyła ruchem głowy. – Jesteś niewyobrażalnie piękna –
wyznał Jim. – Nawet w tej absurdalnej sukni... – dodał,
przytulając Fancy i składając na jej ustach gorący pocałunek.
– Pani Hart, czy to jest właśnie pani mąż z Teksasu? –
dopytywała reporterka. Znów błysnęły flesze, a Yeller zaczął
Wakacyjna miłość
78
przeraźliwie szczekać.
Fancy jednak nie zamierzała odpowiadać ani na to
pytanie, ani na żadne inne. Jim uniósł ją i okręcił wokół siebie.
Była szczęśliwa, nie zwracała uwagi na gości, którzy ożywili
się, widząc tę scenę. Nie słyszała nawet rozdrażnionego
służącego, który wykrzykiwał, że zaraz wezwie policję.
– Pani Hart, proszę coś zrobić z tym kowbojem i jego
psem!
Nie wolno mi wpuszczać do budynku żadnych zwierząt.
Będę zmuszony wezwać służby porządkowe.
– Spokojnie. Obejdzie się bez policji – przytomnie
wtrącił Jim. – Wyjdę sam, bez ich pomocy – dodał rozbawiony,
stawiając Fancy na ziemię. – Fancy, czy my zawsze musimy
wywoływać jakieś zamieszanie? Lepiej wezmę chłopców i
pójdę sobie stąd.
Zadrżała ze strachu. Czyżby Jim znów chciał od niej
odejść?
– Poczekaj! Dlaczego tu przyjechałeś? – zapytała i
chwyciła go za rękę.
– Bo nie mogłem bez ciebie wytrzymać – odpowiedział
beztrosko.
– Kochasz mnie? – spytała. Dziennikarze czekali w
pogotowiu, przysuwając bliżej mikrofony. – Kochasz mnie? –
powtórzyła rozpaczliwie.
– Czy muszę publicznie wyznawać ci swoje uczucia?
Fancy skinęła głową. Wtedy Jim westchnął i na chwilę zamknął
powieki.
Potem ujął jej dłoń i potulnie przyklęknął. Jego głos był
prawie niesłyszalny, ale wokół zrobiło się nagle tak cicho, że
nikt nie mógł mieć wątpliwości co do treści wypowiadanych
przez niego słów.
– Naturalnie, że cię kocham – wyznał z uśmiechem.
– No więc teraz możemy wracać do domu – radośnie
Wakacyjna miłość
79
wyszeptała Fancy. – Do Purdee...
– Jak to?
– Tak to. Chcę wrócić z tobą i chłopcami do Teksasu. Na
zawsze.
– A co z tym wszystkim? – Jim zatoczył ręką łuk. – Co z
twoją karierą, Nowym Jorkiem...?
– To? Marność... – Wzruszyła ramionami. – Bez ciebie
nie potrafię być szczęśliwa. Ponad wszystko inne pragnę być
twoją żoną, gdziekolwiek będziesz. Kocham cię. Zawsze cię
kochałam.
Jim zajrzał jej w oczy. Obydwoje zamilkli i
znieruchomieli.
Serce Fancy biło teraz równym, mocnym rytmem. Jim
delikatnie uniósł jej podbródek i ucałował w usta. Właśnie
wtedy nadbiegł rozgorączkowany Claude z rozjazgotanym
Yellerem na krótkiej smyczy.
– Fancy! Co ja mam zrobić z tymi dwoma diabłami?
Zużyli już prawie wszystkie serwetki na te swoje samolociki!
Fancy roześmiała się, widząc jego potarganą czuprynę.
– Te dwa małe diabły to teraz moi synowie. A to jest ich
ojciec, mój nowy mąż.
– Miło pana poznać – burknął Claude. – Ale co ja mam z
wami wszystkimi zrobić?
– Jak to, Claude, jesteś przecież gospodarzem tego
przyjęcia.
Chłopcy cię chyba polubili. Yeller też – dodała, kiedy
spadła im pod nogi kolejna porcja samolocików. – Bądź tak
kochany i zabaw ich jeszcze przez chwilę.
– Nie! Fancy! Tylko nie to!
– No, nie wykręcaj się, proszę. To będzie ślubny prezent
od ciebie. – Poklepała Claude’a po dłoni. – A poza tym
pamiętaj, co powiedzieli twoi wspólnicy. Wciąż ja jestem
szefem. Baw się więc dobrze i pilnuj, żeby nic złego nie stało
Wakacyjna miłość
80
się moim synkom i pieskowi. Zobaczysz, że nawet ci się to
spodoba.
Claude otworzył usta, by zaprotestować, ale nie zdążył
nic powiedzieć, bo oto Yeller wypatrzył po drugiej stronie ulicy
pudla i pognał do niego, pociągając za sobą nieszczęsnego
gospodarza przyjęcia. Fancy skorzystała z okazji, chwyciła
Jima za rękę i pobiegła z nim do limuzyny.
– Możesz mi powiedzieć, dokąd jedziemy? – zapytał,
gdy znaleźli się już w środku.
– Sądzę, że należy nam się kilka chwil tylko we dwoje.
Wiesz, co mam na myśli...
Jim złożył na jej ustach gorący pocałunek i nie
przestawał całować aż do momentu, gdy auto zatrzymało się
przed domem Fancy. Pośpiesznie wsiedli w windę, a po chwili
byli już w eleganckim apartamencie o marmurowych ścianach,
z tarasem od strony parku. W mgnieniu oka zdarli z siebie
ubrania i położyli się na grubym dywanie, który przykrywał
ozdobny parkiet.
– To nieprawda, że w Nowym Jorku nie ma gwiazd –
Jim szepnął wzruszonym głosem. Odsunął z jej rozpalonego
czoła rudy kosmyk włosów. – W twoich oczach płoną
najpiękniejsze gwiazdy, jakie widziałem – wyznał czule.
– Powtórz to.
Jim doskonale pojął jej prośbę.
– Kocham cię.
– Jeszcze raz.
– Kocham.
– No widzisz. – Uśmiechnęła się. – To wcale nie było
takie trudne.
Wakacyjna miłość
81
Epilog
Fancy ostatni raz pochyliła się nad mahoniowym
biurkiem usłanym stosami papierów i arkuszami zawierającymi
skończone projekty. Z kuchni doszedł ją dziecięcy śmiech i
aromatyczny zapach lasagne. Niecierpliwym ruchem nakreśliła
szarfę z wielką kokardą, zdobiącą wydekoltowaną suknię, i
odetchnęła z ulgą.
Skończyła. Przynajmniej na razie.
Powoli podniosła się z krzesła. W porównaniu z jej
czarnym podkoszulkiem, obcisłymi dżinsami i niedbałym
kucykiem na głowie, projekty wykwintnych kreacji wydały się
Fancy nierealne jak ze świata bajki. Świata, w którym kiedyś
mieszkała.
Wiedziała, że za tydzień będzie musiała lecieć do
Nowego Jorku i spędzić tam kilka dni na premierowych
pokazach jej najnowszej kolekcji. Nie cieszyła się jednak na ten
wyjazd jak dawniej.
Kiedyś była spragniona widoku miast, przepychu i
sensacji. Teraz miała przy sobie mężczyznę, który sprawił, że
znalazła się w innej, jeszcze piękniejszej bajce.
Zadzwonił telefon.
– Fancy, możesz odebrać? – zawołał z kuchni Jim. – To
pewnie znowu Claude.
– Fancy!!! – wrzasnął w słuchawkę Claude.
Omar i Oscar natychmiast ściszyli głosy. Nie chcieli
przeszkadzać nowej mamie w rozmowie. Z radością pochylili
się nad plecioną kołyską maleńkiej siostrzyczki, która
uśmiechała się do nich i wesoło gaworzyła.
– Widzisz? Maddie mnie lubi najbardziej – zarozumiale
oświadczył Omar.
– To dlaczego patrzy na mnie?
Wakacyjna miłość
82
– Bo źle trzymasz butelkę, pacanie. Widzisz? Wypada
jej z ust.
– Wypada, bo Maddie wypycha ją językiem – bronił się
Oscar.
Fancy uśmiechnęła się do siebie i z trudem zmusiła się,
żeby skupić uwagę na rozmowie z Claudem.
– Okay, Claude. Robota zrobiona. Projekty skończone.
Za chwileńkę je przefaksuję – oznajmiła rzeczowo.
– Zaczynasz mówić jak Teksańczycy – mruknął Claude.
– Teraz jestem jedną z nich.
– Mam nadzieję, że ten kowboj dobrze cię traktuje. Nie
wiem, jak możesz wytrzymać w tej dziurze, samotna i
odseparowana od świata.
Fancy spojrzała na trójkę dzieci i Jima.
– Nie jestem samotna – odparła z uśmiechem. – Już nie –
dodała i odłożyła słuchawkę.
– Kochanie! Obiad! – z dumą oświadczył Jim,
wyciągając z kuchenki mikrofalowej parujące lasagne.
Postawił potrawę na stole, a sam podszedł do Fancy i przytulił
ją do siebie.
– Nie patrz! Oni znowu to robią – Oscar skarcił brata.
Fancy z radością przyjęła pocałunek Jima. Miała przy sobie
ukochanego mężczyznę i prawdziwą rodzinę. Wiodła wspaniałe
życie, nie mniej ciekawe, a z pewnością dużo bardziej
harmonijne niż w Nowym Jorku. Wciąż pracowała dla
Claude’a, co przy trójce dzieci oznaczało, że dwunastogodzinne
dni pracy wcale nie należały do rzadkości. Być może nie
pakowała chłopcom śniadań do szkoły, jak to robiła Gracie, ale
z całą pewnością mogła się poszczycić sukcesami
wychowawczymi. Oscar i Omar opiekowali się swoją małą
siostrzyczką, uczyli się dobrze i pomagali w gospodarstwie.
Mieszkańcy Purdee już nie musieli się ich obawiać, kiedy
pojawiali się na ulicach miasta.
Wakacyjna miłość
83
Fancy nigdy dotąd nie czuła się tak szczęśliwa, tak
pogodzona ze sobą i ze światem jak teraz. A do tego jeszcze w
tej chwili miała ogromną ochotę zacałować Jima na śmierć. I
pewnie by to zrobiła, gdyby nie Yeller, który poczuł smakowity
zapach lasagne i zaczął szczekaniem dopraszać się o swoją
porcję. Gdyby nie fakt, że chłopcy upuścili butelkę z mlekiem,
gdyby nie to, że Maddie zaczęła przeraźliwie płakać. Gdyby,
gdyby...
– Później dokończymy – szepnął jej do ucha Jim, po
czym obydwoje pośpieszyli do rozkrzyczanego maleństwa.
Wakacyjna miłość
84
LAURA PARKER
Skrywane uczucia
Charisma
Tłumaczył: Przemysław Gryz
Wakacyjna miłość
85
Rozdział pierwszy
Wreszcie piątek!
Dzielnica finansowa Manhattanu zaroiła się od
sekretarek, maklerów, personelu bankowego i analityków
finansowych, którzy opuszczali swoje biura.
Ich myśli krążyły teraz wokół weekendu, który
większość z nich spędzi na wybrzeżu New Jersey, Long Island
albo Connecticut.
W tłumie spieszących do domu jeden mężczyzna
zdecydowanie odróżniał się od innych. Jego ręcznie szyty
garnitur podkreślał wspaniałą sylwetkę, a przedwcześnie
posiwiałe włosy nadawały mu swoistej elegancji.
Najważniejsze było jednak to, że od razu wyczuwało się w nim
kogoś, komu nie warto się sprzeciwiać. To on dyktował
warunki i ustalał reguły postępowania. Jedni podziwiali go za
to, inni nie mogli mu tego darować. Nick Bauer był
powszechnie znany w swoim środowisku.
Reprezentował interesy trzech największych korporacji
w mieście i jednym pociągnięciem pióra mógł zorganizować
środki potrzebne do wybudowania nowego parkingu,
wyemitować lokalne obligacje lub zabezpieczyć finansowanie
kampanii politycznej. Wrodzony wdzięk pomagał mu w
przekonywaniu innych do swoich racji, a gdy to nie odnosiło
skutku, próbował wymusić na nich swoje decyzje. Wiele osób
zabiegało o jego względy, ale żadna z nich nie ośmieliłaby się
traktować go jak przyjaciela, od którego oczekuje się różnych
przywilejów. W rozmowie z nim mówili, że jest błyskotliwy i
przywiązany do swoich racji. Za jego plecami zaś nazywali go
człowiekiem o kamiennym sercu.
Dwie głębokie zmarszczki na jego czole znamionowały
nastrój, w jakim znajdował się tego popołudnia. Pierwsza
Wakacyjna miłość
86
oznaczała, że Nick intensywnie nad czymś myśli, druga zaś, że
jest z czegoś niezadowolony.
Kiedy zbliżył się do stojącego przy chodniku mercedesa,
tylne drzwi otworzył mu szofer, a właściwie „szoferka”, bo jako
osobistego kierowcę Nick zatrudniał młodą dziewczynę o
nazwisku James.
– Dobry wieczór, panie Bauer – przywitała się.
– Witam cię, James.
Bruzdy na jego czole zniknęły natychmiast. Ilekroć Nick
ją widział, od razu poprawiał mu się humor.
– Jaki mamy plan na dzisiejszy wieczór? – zapytał.
– Najpierw koktajl zorganizowany przez sponsorów
nowego przedstawienia w Guggenhaim. Potem kolacja w z
panią Ralston, a na koniec wizyta u Evansów w Essex House –
wyjaśniła James.
Nick wsiadł do środka samochodu i zagłębił się z
przyjemnością w jeden z foteli obitych ciemnokremową skórą.
– U jakich znowu Evansów? – Ponownie zmarszczył
czoło.
– No, u tych z Memphis – odpowiedziała szybko.
– A, no tak.
Zaczekał, aż szofer usadowi się za kierownicą i spojrzał
w lusterko nad przednią szybą.
– Jedź powoli – poprosił. – Muszę trochę odpocząć.
Potrzebna mi jest analiza projektu Dillingera dla Evansów. Jak
z tym stoimy?
James uśmiechnęła się do lusterka.
– Rozmawiałem już o tym z panią Roberts. Prześle ją
panu faxem.
Mrożona herbata i gorący ręcznik są już gotowe. Leżą
obok pana.
– Dziękuję, James.
Nick zdjął okulary przeciwsłoneczne i sięgnął po
Wakacyjna miłość
87
filiżankę ciemnoróżowego płynu. Kiedyś po całym dniu
ciężkiej pracy serwował sobie drinka z alkoholem. Pewnego
razu jednak jego wspaniała pani szofer zaproponowała mu
mrożoną herbatę owocową i gorący ręcznik, który należało
położyć na twarz. Okazało się, że dzięki temu zmęczenie
natychmiast ustępuje.
– Proszę pana – ponownie usłyszał łagodny głos James.
– Hm? – mruknął zza ręcznika, który już przykrywał mu
twarz.
– Chciałam panu powiedzieć, że bardzo się cieszę, iż
mogłam dla pana tak długo pracować.
Nick zmarszczył brwi. Te słowa nie wróżyły niczego
dobrego. Odchylił róg ręcznika.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– Dzisiaj pracuję dla pana ostatni dzień.
– Co takiego?
Zrzucił ręcznik z twarzy i podniósł się z pół leżącej
pozycji, w jakiej dotychczas się znajdował. Przecież nie dalej
jak wczoraj przeglądał swój kalendarz, z którego jasno
wynikało, że ma jeszcze dwa tygodnie, żeby przekonać James
do zmiany planów.
– Nikt mnie o tym wcześniej nie informował.
– Panie Bauer – zaczęła spokojnie tłumaczyć
dziewczyna – sam pan niedawno przecież mówił, że należy mi
się urlop.
– Zgadza się. Ustaliliśmy, że jeśli chcesz wziąć wolne,
nie będę robił ci trudności. Zresztą w styczniu poszłaś na
miesiąc urlopu, żeby móc przygotować się do egzaminu.
– No właśnie. I dzięki panu go zdałam.
– Nie musisz mi dziękować – mruknął niezadowolony.
Nick pomógł jej również w otrzymaniu nowej posady.
Kiedy jednak w lutym pisał pochlebne referencje, nie
przypuszczał, że sprawy potoczą się tak szybko.
Wakacyjna miłość
88
– Ale skąd właściwie cały ten pośpiech?
– Panie Bauer, przecież osoba z pańską pozycją bez
trudu znajdzie kogoś na moje miejsce. – Uśmiechnęła się. –
Jeśli mam zdążyć z urlopem przed rozpoczęciem nowej pracy,
muszę go wziąć już teraz.
Trudno było znaleźć argumenty, by obalić ten logiczny
wywód. Nick zapadł się w swoim skórzanym siedzeniu.
– Nie podoba mi się to – oznajmił i pokręcił głową z
niezadowoleniem.
Zabrzmiało to jak słowa obrażonego chłopca. – Nie
znajdę nikogo takiego jak ty.
– Przesadza pan. Pani Roberts przepytała już trzech
kandydatów. Nawet pan nie zauważy, że mnie nie ma.
– Czy mój nowy szofer będzie równie ładny jak ty?
James spojrzała na niego w lusterku.
– Tego nie wiem. – Znów się uśmiechnęła. – A czy chce
pan ponownie zatrudnić kobietę?
– Nie – odburknął i odwrócił twarz w stronę okna. Nie
tak wyobrażał sobie to rozstanie. Wydawało mu się, że sześć lat
to wystarczająco długi okres, żeby nauczyć się sztuki
ukrywania uczuć. Dlaczego w takim razie splata teraz nerwowo
palce i robi żałobną minę?
Dlaczego? Po prostu nie wyobrażał sobie życia bez
kobiety, która siedziała teraz za kierownicą jego samochodu.
– Będzie mi cię brakować, James.
– Mnie pana też. Był pan dobrym pracodawcą.
– Tylko tyle masz mi do powiedzenia?
Kobieta zawahała się przez chwilę, ale nic nie
odpowiedziała. Potrafiła zręcznie unikać tematów, których nie
chciała poruszać. Dopiero po jakimś czasie znowu spojrzała w
lusterko.
– Przepraszam, czy pan coś mówił? Duży dzisiaj ruch,
skoncentrowałam się na prowadzeniu.
Wakacyjna miłość
89
Nick zaśmiał się nieprzyjemnie.
– Zawsze ta sama James. Czy do końca będziemy wobec
siebie tak oficjalni?
W jej oczach pojawiły się wesołe iskierki.
– Nie musimy. Mam na imię Ewa.
– Tak, wiem. – Akurat jemu nie trzeba było tego mówić.
Od miesięcy obraz Ewy James towarzyszył mu podczas
bezsennych nocy.
Codziennie w czasie jazdy samochodem obserwował jej
złociste włosy wystające spod czapki szofera, wsłuchiwał się w
jej kojący głos i oddawał marzeniom. Wyobrażał sobie, że
dotyka jej delikatnej skóry, gładzi ją po szyi, dotyka językiem
jej ucha.
Gdyby jednak chodziło tylko o zwykłe pragnienie
seksualne, ta gra szybko by go znudziła. Nick rygorystycznie
przestrzegał bowiem zasady, by nie nawiązywać intymnych
kontaktów z własnymi pracownikami. Z tego właśnie powodu
nie próbował nigdy zalecać się do niej. No, może z wyjątkiem
jednego pocałunku w sylwestra. Wtedy jednak sporo wypił i
Ewa uznała, że to usprawiedliwia jego zachowanie. Tak jednak
wcale nie było. Pocałował ją, ponieważ naprawdę tego pragnął.
Już przeszło rok tlił się między nimi słaby na razie
płomyczek wzajemnej sympatii, może nawet czegoś więcej.
Oboje zdawali sobie z tego sprawę, oboje wiedzieli też, że
gdyby rozdmuchać ten płomyk, bez wątpienia rozpaliłby się w
ogień prawdziwej miłości. Nicka powstrzymywał pewien
dystans, narzucony przez Ewę, choć domyślał się, że pod
powłoką jej uprzejmej oficjalności skrywają się gorące uczucia.
– Czy będziesz za mną tęsknić, Ewo?
– Oczywiście. – Zatrąbiła na rowerzystę, który prawie
otarł się o maskę samochodu. – Praca w jakimś podrzędnym
biurze prawnym w Albany na pewno nie będzie tak interesująca
jak wożenie jednej z najbardziej wpływowych osób w mieście.
Wakacyjna miłość
90
– Chodziło mi o mnie, nie o pracę. Czy będziesz za mną
tęsknić? –
powtórzył swoje pytanie.
– Oczywiście, panie Bauer. – W jej oczach błysnął
przekorny ognik. –
Nie jest przecież tajemnicą, że co druga samotna kobieta
w tym mieście jest w panu zakochana. Większość z nich
chciałaby zdobyć pana serce, albo przynajmniej pójść z panem
do łóżka.
– A ty do której połowy się zaliczasz? Usłyszał, jak Ewa
zaśmiała się smutno.
– Jakie to ma znaczenie? Nie miałabym szans ani na
jedno, ani na drugie.
Przecież znam pana trochę.
Nick nic nie odpowiedział. Miał opinię mężczyzny,
który co prawda cieszy się powodzeniem u kobiet, ale zupełnie
tego nie wykorzystywał. Ona z kolei nie była zainteresowana
przelotnymi znajomościami, o swoim pracodawcy wiedziała
zaś, że ilekroć wyczuł, że kobieta, z którą się spotyka, myśli o
trwałym związku, natychmiast kończył znajomość.
Nie zawsze był taki. Sześć lat temu jednak jego życie
tragicznie się odmieniło. Nick przeżył katastrofę lotniczą, w
której zginęła jego żona i czteroletni syn. Następstwa tego
zdarzenia były dwojakie. Po pierwsze przestał latać samolotem,
a po drugie jego potrzeby emocjonalne praktycznie obumarły.
Od tamtej pory nie pozwalał sobie na jakiekolwiek
uczuciowe zaangażowanie.
W ten sposób nie mógł wprawdzie niczego zyskać, ale
nie mógł też stracić.
Wtedy właśnie pojawiła się w jego życiu Ewa. Wspólne
podróże do Waszyngtonu, Bostonu i Chicago scementowały ich
przyjaźń. Ewa nie zdawała sobie chyba sprawy, że dzięki niej
serce Nicka znów zaczęło bić gorętszym rytmem. Zaczął się
Wakacyjna miłość
91
nawet zastanawiać, czy potrafiłby znowu pokochać.
Telefaks zainstalowany w samochodzie odezwał się z
charakterystycznym dźwiękiem, przerywając ciszę i
rozmyślania, w których pogrążyli się oboje –
Ewa i jej szef. Po chwili z maszyny wyszedł wydruk
dokumentu dla Evansów.
Ewa z trudnością koncentrowała się na prowadzeniu
samochodu, co jakiś czas zerkając na Nicka. Bruzdy na jego
czole były oznaką wzmożonej uwagi, napięcia, narzuconej
sobie kontroli. Często marzyła o tym, aby pod wpływem jej
dotyku linie te zaczęły znikać. Chciała przesunąć ręką po
przyprószonych siwizną skroniach, obsypać jego zaciśnięte usta
gorącymi pocałunkami.
Uśmiechnęła się do siebie. Nie mogła się już dłużej
oszukiwać – zakochała się w swoim szefie.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyła Nicka Bauera, odniosła
wrażenie, że stoi przed nią jeden z tych mężczyzn, o których
czyta się tylko w książkach.
Zwrócony plecami do okna, za którym rozpościerała się
panorama Manhattanu, patrzył na nią zza ciemnych okularów.
Sprawiał wtedy wrażenie człowieka twardego i
nieprzeniknionego. Gdy po chwili zdjął okulary i odsłonił
ciemne oczy, Ewa o mało nie usiadła z wrażenia. Zrozumiała,
że ma przed sobą wrażliwego mężczyznę, który tylko
publicznie maskuje swoje uczucia.
Nie dała jednak po sobie poznać, jak bardzo jej się
spodobał. Potrzebna jej była praca, a nie kochanek. Zresztą
Bauer i tak należał do świata, do którego ona nie miała wstępu.
Na samym początku Nick odniósł się sceptycznie do
pomysłu zatrudnienia jej w charakterze kierowcy. Jednak ona
nie dawała za wygraną.
Jako absolwentka prawa potrafiła umiejętnie przedstawić
swoje racje.
Wakacyjna miłość
92
Twierdziła, że skoro jej umiejętności są wystarczające
dla tego rodzaju pracy, nie ma żadnych powodów, aby
stanowisko szofera rezerwować wyłącznie dla mężczyzn.
Poprosiła, aby dał jej szansę. Nicka przekonały ostatecznie te
argumenty i zgodził się zatrudnić ją u siebie.
Dosyć szybko zorientowała się, jakie kobiety obracają
się w jego kręgu.
Słynne modelki, finansistki, młode biznesmenki –
wszystkie z nich doskonale zdawały sobie sprawę z korzyści,
które daje osiągnięcie sukcesu, i z całą konsekwencją do niego
dążyły. A znajomość z Nickiem Bauerem zdecydowanie
pomagała w osiągnięciu upragnionego celu. On jednak rzadko
pozwalał sobie na bardziej zażyłe stosunki.
Najciekawsze było to, że obraz Nicka funkcjonujący w
świadomości ludzi zupełnie nie pokrywał się ze stanem
faktycznym. Ludzie uważali, że Nick może mieć wszystko,
czego zapragnie. Widzieli w nim tylko charyzmatycznego i
atrakcyjnego mężczyznę. Nie przypuszczali, że w swoim życiu
doświadcza on też samotności i smutku. Ewa nie raz gorąco mu
współczuła, kiedy zamyślony, z cierpieniem malującym się na
twarzy, wyglądał przez okno. Wiedziała, że tak boli pustka.
Dźwięk klaksonu gwałtownie wyrwał ją z zadumy i w
ostatniej chwili zdążyła zahamować przed samochodem, który
stanął przed skrzyżowaniem na czerwonym świetle.
– Przepraszam – powiedziała w stronę Nicka, a w
myślach dodała: Weź się w garść, dziewczyno, bo ostatnim
wspomnieniem, jakie mu po sobie zostawisz, będzie rachunek
za naprawę samochodu.
– Zatrzymaj się przy jakiejś cichej uliczce, James –
usłyszała.
– Tak, proszę pana.
To polecenie wydało się jej dosyć dziwne, ale o nic
więcej nie pytała. Po kilku minutach zaparkowała samochód w
Wakacyjna miłość
93
jednym z zaułków na Greenwich Village.
– Czy dobrze, proszę pana?
– Tak. – Nick skinął głową. – Przyjdź tu do mnie,
proszę.
Ewa wysiadła z samochodu i otworzyła tylne drzwi,
czekając, aż Nick wyjdzie na zewnątrz. Jednak mężczyzna
skinął na nią i powiedział:
– Wejdź, proszę, do środka. I zamknij drzwi. Kiedyś,
gdy przygotowywała się do egzaminu, Ewa siadała czasem
naprzeciwko Nicka, który wyjaśniał jej niezrozumiałe
problemy. To jednak było dość dawno i teraz czuła się trochę
nieswojo.
– W czym mogę jeszcze pomóc, panie Bauer?
– Chciałbym, żebyś po prostu przez chwilę ze mną
pobyła.
Spojrzał na nią swoimi ciemnymi oczami, po czym
sięgnął do lodówki i wyjął z niej butelkę szampana.
– Pomyślałem sobie, że powinniśmy uczcić twój ostatni
dzień. W końcu jesteśmy również przyjaciółmi.
– Ma pan rację – odpowiedziała, mając nadzieję, że
uśmiech, jaki pojawił się na jej twarzy, nie wygląda zbyt
groteskowo. Poczuła, że serce bije jej jak szalone.
Starała się zapanować nad emocjami. Wmawiała sobie,
że jej szef chce być po prostu miły. Patrzyła, jak złocisty płyn
wypełnia kryształowe kieliszki, pieniąc się i pryskając
bąbelkami. Po chwili Nick podał jej szampana i spojrzał na
zegarek, który wart był więcej niż jej używany samochód.
– Mamy niewiele czasu, a chciałbym ci coś jeszcze
powiedzieć. – Uniósł w górę kieliszek. – Za przyszłość!
– Dziękuję, proszę pana.
– Nie chcę cię stracić, Ewo – powiedział, gdy upił
niewielki łyk alkoholu.
Popatrzyła na niego sponad swojego kieliszka. W jego
Wakacyjna miłość
94
oczach dojrzała coś więcej niż tylko serdeczność i przyjazne
zainteresowanie. Dostrzegła tam spełnienie swego najbardziej
upragnionego marzenia – gorączkę pożądania.
Nick Bauer patrzył na nią pożądliwym wzrokiem!
– Co mogę zrobić, żeby zatrzymać cię przy sobie? –
spytał.
To wszystko wydawało się jej szalone. Przecież za kilka
dni miała wyjechać z tego miasta. Już raz pozwoliła sobie na
kierowanie się w życiu uczuciami i zapłaciła za to nieudanym
małżeństwem. Nie powinno się dwa razy popełniać tego
samego błędu. Ale Nick był taki pociągający! Niełatwo było
mu odmówić. Musiała jednak przynajmniej spróbować. W imię
rozsądku. Dla ich wspólnego dobra.
– Panie Bauer, czy nie moglibyśmy rozstać się w
przyjaźni, jaka łączyła nas przez ostatni rok?
– Nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy to robić?
– Ponieważ – odpowiedziała zupełnie szczerze – nie
mamy innego wyjścia.
– Czyżby? – Przyciągnął ją do siebie i zupełnie
nieoczekiwanie przywarł mocno do jej ust. Była tak zdumiona,
że nawet nie zdążyła zaprotestować.
Nie był to najbardziej romantyczny pocałunek w jego
życiu, ale z pewnością nie można mu było odmówić
dynamizmu i zaangażowania. Nawet na chwilę nie pozwolił jej
odetchnąć i czekał na reakcję Ewy z taką niecierpliwością, jak
gdyby od tego zależało jego życie. Ona zaś nie miała odwagi
ani przylgnąć do niego bliżej, ani go odepchnąć.
– Przyjedź dzisiaj do mnie – powiedział, ledwie łapiąc
oddech. – Tam się przekonamy, co nas jeszcze może czekać.
Ewa odchyliła się do tyłu.
– Panie Bauer...
– Nick – poprawił ją i nachylił się, żeby znowu ją
pocałować.
Wakacyjna miłość
95
Ewa odsunęła się jeszcze bardziej. To wszystko działo
się zbyt szybko.
– Czy to jest twoja odpowiedź?
Płomień jarzący się w oczach Nicka natychmiast zgasł, a
na jego twarzy pojawił się grymas zniechęcenia.
– Tak – powiedziała bez przekonania i natychmiast
zaczęła żałować, że wszystko zakończyło się tak nieprzyjemnie.
– Potrzebujesz nowego szofera, a nie partnerki do łóżka. –
Wzruszyła ramionami z zakłopotaniem.
Mówiła spokojnym, opanowanym głosem, ale w istocie
ledwo nad sobą panowała. Najchętniej sama rzuciłaby mu się
na szyję i znowu przywarła do jego ust.
Na czole Nicka pojawiły się dwie głębokie zmarszczki.
– Rozumiem i przepraszam – powiedział, jednak ton
jego głosu zdradzał, że wcale nie jest mu przykro.
Rozsiadł się wygodniej na swoim miejscu i, kiedy
niechcący rozlał trochę szampana, zaklął pod nosem. Następnie
opróżnił kieliszek jednym haustem i lodowatym wzrokiem
spojrzał na Ewę.
– Sam już nie wiem, co chciałem osiągnąć. – Wyciągnął
rękę, żeby jej dotknąć, ale w ostatniej chwili zawahał się. –
Jeszcze raz przepraszam.
– Nic się nie stało, naprawdę. A szampana i tak nie
mogłabym wypić. Przecież prowadzę.
Zanim Nick zdążył się odezwać, Ewa otworzyła drzwi
samochodu i przesiadła się do przodu.
W czasie drogi do Guggenhaim żadne z nich nie
odezwało się już ani słowem. Kiedy Ewa zatrzymała wreszcie
samochód, Nick przesiadł się na miejsce za fotelem kierowcy i
dotknął jej ramienia. Odwróciła się. Jego twarz była zaledwie
kilka centymetrów od niej.
– Winien ci jestem przeprosiny – powiedział cichym
głosem.
Wakacyjna miłość
96
– Naprawdę nic się nie stało. – Próbowała się
uśmiechnąć, ale jego bliskość wprawiała ją w zakłopotanie.
– No cóż, w takim razie cieszę się, że wszystko jest w
porządku. Wrócę dokładnie za dwadzieścia minut – powiedział,
zmieniając ton.
– Oczywiście, panie Bauer.
Wysiadł z samochodu i zsunął z nosa okulary. Zbliżył
się do Ewy i popatrzył jej głęboko w oczy.
– Pamiętaj, Ewo, że mam na imię Nick. Odwrócił się na
pięcie i oddalił żwawym krokiem, a Ewa odetchnęła głęboko.
Nieoczekiwane wyznanie Nicka schlebiało jej i przyprawiało o
szybsze bicie serca, ale przecież nie mogła odpowiedzieć
inaczej na jego deklaracje. Wkrótce miała zamienić czapkę
szofera na kostium bizneswoman, miejsce za kierownicą na
klimatyzowany gabinet w szacownej firmie prawniczej. Ciężko
pracowała na ten awans. Zanim to nastąpi, czeka ją jeszcze
dziesięciodniowy pobyt w Cancun – złocisty piasek, ciepła
woda i wspaniałe nocne kluby. Wypoczynek – tego właśnie
teraz potrzebowała. Może dzięki wakacjom jej ciało wyzwoli
się od nieznośnego napięcia, jakie odczuwała za każdym razem,
gdy znalazła się blisko Nicka Bauera? Może dopiero tam jej
myśli będą wolne od niego? Albo też, co gorsza, przekona się,
że popełniła błąd, odrzucając jego przyjaźń.
– Szef dzisiaj nie w humorze?
Ewa uśmiechnęła się do kierowcy, który opierał się o
zderzak stojącej obok limuzyny.
– Może trochę – starała się nadać głosowi naturalne
brzmienie.
– Zawsze mi się zdawało, że Bauer nie pozwala sobie na
podrywanie swojego personelu.
– Wcale tego nie robi. – Uśmiechnęła się lekko. – To
pewnie moja wina.
– Będzie nam ciebie brakować. – Bob wskazał ręką na
Wakacyjna miłość
97
sznur stojących wokół limuzyn. – Byłaś tu najpiękniejszym
szoferem.
Nagle rozległ się dźwięk klaksonu. Wóz policyjny
zatrzymał się koło samochodu Ewy, informując ją w ten
sposób, że zaparkowała w niedozwolonym miejscu.
– No, muszę przestawić samochód. Do zobaczenia. Po
dwudziestu minutach na chodniku pojawił się Nick.
Towarzyszyły mu dwie młode kobiety w wieczorowych
strojach.
– Podwieziemy panie do centrum – wyjaśnił, kiedy Ewa
wyszła, żeby otworzyć drzwi.
– Oczywiście, proszę pana.
Nie była tym zdziwiona. W ciągu ostatnich miesięcy
woziła wiele kobiet w rozmaite miejsca. A jednak kiedy
zamykała drzwi, przez chwilę miała ochotę, żeby nimi mocno
trzasnąć. Później, kiedy już jechali, kobiecy śmiech dobiegający
z tyłu samochodu irytował ją bardziej niż zwykle.
Zaklęła cicho pod nosem, spojrzała w lusterko i jej
wzrok spotkał się ze wzrokiem Nicka. Patrzył na nią cały czas,
patrzył tak, że myślała, iż jeszcze chwila, a jej ciało zapłonie
żywym ogniem!
Wakacyjna miłość
98
Rozdział drugi
– Jak to? Wyrzucił po kolei trzech kierowców?
– Ależ nie! – głos w słuchawce zaprzeczył gwałtownie.
Pani Roberts, sekretarka Nicka Bauera, była zbyt lojalna wobec
swego szefa, żeby pozwolić sobie na krytykę wobec niego. – Po
prostu żaden z nich nie spełniał jego wymagań. Bardzo pani
potrzebujemy, pani James. W najbliższy weekend pan Bauer
musi dostać się na konferencję w Północnej Karolinie i...
– I oczywiście chce pani, żebym go tam zawiozła? –
podpowiedziała Ewa i spojrzała pytającym wzrokiem na Ayn,
która z nią mieszkała. Ta pokręciła tylko przecząco głową,
dając Ewie do zrozumienia, że powinna odmówić.
– Tak. Nie muszę chyba mówić, że za swoją pracę
otrzyma pani stosowne wynagrodzenie – dodała sekretarka
Nicka.
Ewa spojrzała na szeroką, srebrną bransoletkę,
pobrzękującą na jej przegubie. Ta pamiątka z wakacji w
Meksyku nie była wkalkulowana w koszty wyjazdu. Kiedy
jednak ją ujrzała, nie mogła oprzeć się zakupowi. Może teraz
jest szansa, by odzyskać wydane pod wpływem impulsu
pieniądze?
– Jak wysokie jest wynagrodzenie? – spytała, a
odpowiedź, którą usłyszała, przyprawiła ją o zawrót głowy. –
Ho, ho... Widzę, że bardzo wam na mnie zależy.
– To prawda. Wiemy również, że w poniedziałek musi
się pani zjawić w Albany. Zapewnimy tam pani lot.
– A jak pan Bauer dotrze do domu?
– Przez te kilka dni mamy nadzieję znaleźć kogoś na
pani miejsce.
Ewa zaczęła poważnie zastanawiać się nad tą ofertą.
Wakacyjna miłość
99
– Czy pan Bauer wie o naszej rozmowie? Pani Roberts
zawahała się przez chwilę.
– Właściwie... to nie. Ale ilekroć krytykuje szoferów,
zawsze stawia panią za przykład.
– No tak, ale to wcale nie znaczy, że zgodzi się znów
mnie zatrudnić.
Pani Roberts odezwała się głosem nie zdradzającym
nawet cienia wątpliwości.
– Jestem pewna, że przyjmie panią z otwartymi rękoma.
– Hm, muszę się chwilę zastanowić – odparła Ewa i
przysłoniła dłonią mikrofon słuchawki.
Ayn, która cały czas przysłuchiwała się tej rozmowie,
zeskoczyła z kanapy.
– Ty chyba żartujesz! – wykrzyknęła. Ewa czym prędzej
odwróciła się od niej.
– Nie wiem, czy uda mi się zmienić moje plany.
Zamówiłam już ciężarówkę do przewozu mebli do
Albany.
– Proszę się o to nie martwić – uspokoiła ją pani
Roberts. – Jesteśmy skłonni pokryć wszelkie dodatkowe koszty.
– W takim razie zadzwonię do pani za godzinę i
poinformuję o swojej decyzji.
Z ulgą odłożyła słuchawkę i spojrzała na stos bagaży,
piętrzących się na podłodze, wciąż nie rozpakowanych od
powrotu z Cancun. Jeszcze kilka dni temu beztrosko
wygrzewała się na słońcu, a teraz znowu dopadły ją kłopoty!
– Chyba nie myślisz poważnie o tej pracy? – zapytała
Ayn.
Ewa wzruszyła ramionami, dając do zrozumienia, że nie
ma ochoty o tym rozmawiać.
– Aha, rozumiem. – Ayn wzięła się pod boki. – Gdy
tylko wielki szef kiwnie palcem, nasza Ewunia posłusznie
biegnie na spotkanie.
Wakacyjna miłość
100
– Nie bądź złośliwa. Dodatkowe pieniądze przydadzą się
na umeblowanie nowego mieszkania.
– Widzę, że podjęłaś już decyzję.
Z wyrazem rozgoryczenia na twarzy Ayn rzuciła się na
wiszący w pokoju hamak, który służył jako dodatkowe łóżko w
ich ciasnym mieszkanku. Ayn była aktorką, chwilowo, z braku
innych ofert, pracującą jako kelnerka w restauracji oraz jako
clown na przyjęciach dla dzieci.
– Nic z tego nie rozumiem – prychnęła. – Ten Bauer
uważa, że powinnaś rzucić wszystko i spieszyć mu na pomoc.
Przecież już dla niego nie pracujesz.
Jesteś prawnikiem. Zapomniałaś o tym?
– Ayn, czego ty ode mnie chcesz? Zadzwoniła jego
sekretarka, złożyła mi propozycję, a ja obiecałam, że ją
przemyślę i oddzwonię. Cóż w tym złego?
– Przecież nie zdążyłaś się nawet rozpakować po
przyjeździe! – Zatrzepotała rzęsami Ayn i odezwała się
przesadnie słodkim głosem: – Ależ oczywiście, panie Bauer.
Czego tylko pan sobie życzy, panie Bauer...
– Twoje zdanie naprawdę mnie nie interesuje.
– Wiem, ale nie myśl, że tak łatwo się wykręcisz – nie
dawała za wygraną Ayn. – Myślisz, że ja niczego nie widzę? Na
przykład, jak się zmieniasz, ilekroć wymawiasz jego imię? To
jasne, że ten facet ma na ciebie olbrzymi wpływ.
– Nie wiem, być może – mruknęła Ewa.
Już dawno temu przestała spierać się ze swoją
przyjaciółką. Ayn postrzegała świat w tonacji czarno-białej.
– Nie oszukujmy się. Dla ciebie każdy pretekst jest
dobry, byle się z nim zobaczyć. Jesteś w nim zakochana.
Przyznaj się do tego.
– Na razie mogę ci tylko powiedzieć, że nie wiem
jeszcze, co zrobię.
– W takim razie nie rozmawiajmy już o tym. Muszę
Wakacyjna miłość
101
lecieć. – Ayn zebrała swoje rzeczy i skierowała się w stronę
drzwi. – Przepraszam, jeśli cię uraziłam.
Nie chcę tylko, żebyś później cierpiała. Cześć.
– Cześć – pożegnała ją Ewa i poszła do sypialni.
Szczerze mówiąc, liczyła na to, że Nick odezwie się kiedyś do
niej. Spodziewała się jednak czegoś bardziej romantycznego niż
propozycja pracy. Szacunek dla samej siebie nakazywał
odrzucenie tej oferty. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że nie
należy zmieniać swoich planów dla kaprysu mężczyzny, który
nawet nie pofatygował się, żeby do niej zadzwonić.
Wychodząc spod prysznica, przypomniała sobie, w jaki
sposób kilkanaście dni temu pożegnała się z Nickiem na progu
jego mieszkania. Patrzył na nią tak, jak gdyby tracił coś bardzo
cennego, skarb, życiową szansę. Ona zresztą czuła się
podobnie. Kto wie, co mogło się stać, gdyby się wtedy nie
rozstali?
Zdjęła ręcznik z głowy i potrząsnęła mokrymi włosami.
Przez ostatni rok chciała odmienić życie Nicka, sprawić, aby
częściej się uśmiechał i był bardziej pogodny. Początkowo nie
zdawała sobie sprawy, dlaczego jej na tym zależy.
Nie zastanawiała się nad tym. Teraz wiedziała już, że
była w nim po prostu zakochana. Podejrzewała też, że i on
darzył ją podobnym uczuciem. Czy zatem wszystko stracone?
Może jeszcze nie?
Wzięła do ręki grzebień i uśmiechnęła się do siebie.
Dwa dni sam na sam z Nickiem. Dwa dni, aby
uświadomić mu, że ją kocha i że ta miłość warta jest ryzyka.
Nie mogła przepuścić takiej okazji.
Teraz, kiedy już nie pracuje u niego na stałe, będzie jej
łatwiej niż kiedyś.
Spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Jeśli zdecyduje się
na tę pracę, to tylko na swoich warunkach. Bez munduru,
czapki, spodni i zbytecznych formalności. To jedyny sposób,
Wakacyjna miłość
102
aby zawładnąć sercem Nicka Bauera.
Nick wsiadł do windy znajdującej się na najwyższym
piętrze i wcisnął przycisk z napisem „parter”. Postawił teczkę
na podłodze i oparł się o mahoniową ścianę. Czuł, jak pieką go
oczy. Całą noc przesiedział nad rozmaitymi dokumentami, nad
ranem zaś skorzystał jeszcze z firmowej siłowni, od czego teraz
lekko drżały mu mięśnie. Miał nadzieję, że uda mu się
zdrzemnąć w samochodzie. Nie był jednak zachwycony
perspektywą dwudniowej jazdy w towarzystwie jakiegoś
obcego kierowcy.
Wbrew obiegowym opiniom nie zwolnił trzech
poprzednich kierowców w przypływie złego humoru. Był
człowiekiem zbyt racjonalnie myślącym, żeby pozwolić sobie
na takie zachowanie. To raczej szoferzy nie sprostali jego
wymaganiom. Pierwszy z nich jeździł jak szalony, drugi głośno
klął na kierujących innymi samochodami, a trzeci zupełnie nie
znał Manhattanu. Dwa razy wjechał w takie miejsca, że nawet
Nick zupełnie stracił orientację.
Przesunął ręką po siwiejących włosach, jeszcze
wilgotnych po prysznicu, i westchnął z przejęciem. Pogodził się
z tym, że Ewa zrezygnowała z wożenia go, ale nie z tym, że
odeszła z jego życia. Wielokrotnie powtarzał sobie, że powinien
zaakceptować tę sytuację. Na próżno. Przez ostatnie dziesięć
dni nie mógł przestać myśleć o Ewie James. We wnętrzu
samochodu wciąż unosił się delikatny zapach jej perfum, kiedy
jednak Nick spoglądał w lusterko, nie napotykał już tam jej
roześmianych oczu. Wtedy z całą oczywistością uświadamiał
sobie, że jest samotny.
Nie należał do mężczyzn, którzy litują się nad sobą albo
rozpamiętują przeszłość, musiał wszak przyznać, że ostatnio
wszystkie jego myśli i uczucia koncentrują się na tej, która
odeszła – Ewie James. Gdyby nie to, że sprawy zawodowe nie
pozwalały mu na wyjazd z miasta, nie zawahałby się jechać z
Wakacyjna miłość
103
nią do Cancun. Do licha, nieważne, co sobie pomyśli; musi się
z nią zobaczyć choćby raz jeszcze!
Spojrzał na zegarek. Dochodziła szósta czterdzieści
siedem. Dzień wcześniej dwukrotnie dzwonił do Ewy. Niestety,
połączył się tylko z automatyczną sekretarką. Teraz ranek był
nieco zbyt wczesny, by dzwonić znowu, ale Nick bardzo chciał
z nią porozmawiać, umówić się, a choćby tylko usłyszeć jej
głos. Czując zdenerwowanie jak przed pierwszą randką, wyjął z
kieszeni telefon komórkowy i wystukał numer do Ewy. Po
czwartym sygnale usłyszał w słuchawce poirytowany głos.
– Halo!
– Dzień dobry, mówi Nick Bauer. Chciałbym rozmawiać
z Ewą James.
– Spóźnił się pan. Już wyszła.
Nick rozłączył się, czując wzbierającą złość. Że też
musiało zabraknąć mu kilku minut. Dopiero teraz uświadomił
sobie, jak bardzo pragnął się z nią spotkać.
Ewa czekała jak zawsze cierpliwie. Minęło jednak
dwadzieścia minut, zanim Nick wyszedł wreszcie z budynku.
Na widok smukłej sylwetki oświetlonej bladym światłem
poranka jej serce zaczęło bić szybciej. Nick lekko utykał na
lewą nogę, co mu się zawsze zdarzało, ilekroć pracował długo
w nocy.
Kiedy podszedł nieco bliżej i dostrzegł kobietę stojącą
obok jego samochodu, przez chwilę nie wiedział, czy nie ulega
złudzeniu. Czym prędzej zdjął okulary przeciwsłoneczne.
– Ewa? Uśmiechnęła się do niego.
– Cześć, Nick.
Miała na sobie beżową, dopasowaną marynarkę i krótką
spódnicę, która odsłaniała opalone nogi. Sięgające ramion
włosy były luźno rozpuszczone. Nick z podziwem się jej
przyglądał.
– Ewo, tak się cieszę, że ciebie widzę – powiedział. –
Wakacyjna miłość
104
Ale co ty tu właściwie robisz o tej porze?
Najwyraźniej nie wiedział o inicjatywie swojej
sekretarki.
– O ile się nie mylę, to czeka nas wspólna podróż do
Północnej Karoliny – powiedziała obojętnym tonem.
– Co? Jedziesz ze mną do Północnej Karoliny? – zapytał
kompletnie zaskoczony.
– Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko temu.
– Ależ skąd! Oczywiście, że nie. – Obrzucił ją śmiałym
spojrzeniem, zatrzymując dłużej wzrok na nogach. Świat zaczął
nagle świecić pełną gamą kolorów. Spędzi z Ewą dwa dni! Czy
to nie cudowne? – Sądząc po twojej opaleniźnie, miałaś chyba
udane wakacje?
– O, tak. – Spojrzała na jego zmęczoną twarz. – Myślę,
że tobie również przydałby się odpoczynek. Nie powinieneś
pracować w nocy.
– Czasami nie mam wyboru. – Dotknął ręką napiętych
mięśni karku. – Od czasu, kiedy mnie opuściłaś, nikt o mnie nie
dba. – Uśmiechnął się do niej niepewnie. – Dlaczego nie
odpowiadałaś na moje telefony?
Ewa ze zdziwienia otworzyła szerzej oczy.
– Jakie telefony?
– Wczoraj dwukrotnie do ciebie dzwoniłem i zostawiłem
wiadomość na sekretarce. Dziś rano też dzwoniłem, budząc
zresztą twoją koleżankę.
– Ach, tak. To była Ayn. – Pokiwała głową i ze złością
pomyślała o nielojalnej przyjaciółce. Dlaczego Ayn o niczym
jej nie powiedziała?
Wyciągnęła rękę po bagaż Nicka. – Pozwól, że to
wezmę.
Nick przecząco pokręcił głową.
– Nie ma mowy. Jakoś ciągle nie mogę uwierzyć, że
zgodziłaś się mnie zawieźć do Karoliny. Przecież w
Wakacyjna miłość
105
poniedziałek zaczynasz pracę w Albany.
Ewa odwróciła się do niego i spojrzała mu prosto w
oczy.
– Wolałbyś, żebym odmówiła?
– Nie. Ale kto cię o to prosił? I dlaczego właściwie się
zgodziłaś?
Ewa tajemniczo się uśmiechnęła.
– Zapytasz mnie o to za dwie doby.
Tego dnia w zachowaniu Ewy było coś odmiennego.
Wydawała się pewna siebie, a jednocześnie jak gdyby bardziej
ostrożna. Nick nie wiedział, czy powinien namiętnie ją
przytulić, czy tylko obserwować i czekać na dalszy rozwój
sytuacji.
Przypomniał sobie dzień, w którym się rozstali i doszedł
do wniosku, że popełnił wtedy błąd. Chciał zbyt dużo i zbyt
szybko, mając nadzieję, że pod wpływem chwilowego nastroju
Ewa nie będzie potrafiła niczego mu odmówić.
Tymczasem w jej przypadku taka taktyka nie mogła
przynieść powodzenia.
Nick był doświadczonym negocjatorem i doskonale
wiedział, że końcowy wynik często zależy od pozornie niewiele
znaczących szczegółów. Pragnął Ewy i teraz, kiedy los dał mu
kolejną szansę, nie mógł pozwolić sobie na to, aby po raz drugi
od niego odeszła. Miał dwa dni na odpowiednie zadbanie o
szczegóły – nastrój, miejsce, zachowanie i słowa.
Kiedy Ewa otworzyła przed nim drzwi do samochodu,
zatrzymał się na chwilę i położył dłoń na jej ramieniu.
– Cieszę się, że cię widzę, Ewo. Naprawdę bardzo się
cieszę.
– Czy ma pan jakieś specjalne życzenia dotyczące
podróży?
– Tak. Chcę, żebyśmy odnosili się do siebie jak
przyjaciele, a nie jak szef i pracownik. Zgoda?
Wakacyjna miłość
106
– Zgoda, proszę... to znaczy, zgoda, Nick.
– Znakomicie. Przepraszam cię, ale muszę się teraz
chwilkę zdrzemnąć.
Kiedy się zbudzę, pogadamy, dobrze?
Ewa usiadła za kierownicą z poczuciem ulgi. Nick wcale
się jej nie spodziewał, a przecież był wyraźnie zadowolony,
kiedy ją zobaczył. Wiedziała, że nie lubi być zaskakiwany
niespodziewanymi wizytami, ponieważ nie miał wtedy czasu,
żeby odpowiednio przygotować swoją reakcję. Tym razem
odniosła jednak wrażenie, że Nick jej ufa. Już wiedziała, jak się
przy nim zachowywać. Najlepszą taktyką wydawało się
zmuszanie go do spontanicznego, szczerego zachowania. Tylko
wtedy będzie mogła poznać prawdę o jego pieczołowicie
skrywanych uczuciach.
Uruchomiła stacyjkę, czując się jak przed jakąś wielką
wyprawą. Przez dwa kolejne dni będzie w towarzystwie swego
księcia z bajki. Szkoda tylko, że spotkała go w dwudziestym
wieku, kiedy to bajki nie zawsze kończą się szczęśliwie...
Nick skończył jeść kurczaka i oblizał palce.
– Nie przypuszczałem, że w zwykłych knajpach dają tak
dobre jedzenie.
Ewa uśmiechnęła się do niego, obgryzając kawałek
kurzego udka.
– Powinien pan poszerzać swoje horyzonty, panie Bauer.
Po trzech godzinach snu Nick był tak głodny, że
natychmiast zarządził postój. Przydrożny zajazd, w którym się
zatrzymali, okazał się wyjątkowo przytulnym miejscem.
– O, rany, chyba od dziecka nie jadłem normalnego
makaronu...
– Nic dziwnego. Dzieci z bogatych rodzin jedzą same
rarytasy.
– Być może, ale ja nie byłem jednym z nich. Moi rodzice
żyli z uprawy ziemi. W ciężkich czasach to właśnie makaron i
Wakacyjna miłość
107
ser, okraszone od święta kawałeczkami kiełbasy, były naszym
podstawowym daniem.
Ewa spojrzała na niego zaskoczona.
– Byłeś biedny w dzieciństwie? Przecież widziałam dom
twojej mamy w Greenwich. Cokolwiek by o nim mówić, nie
jest to chyba typowa, wiejska chata.
Nick dumnie się uśmiechnął.
– Zgadza się, ale to ja go kupiłem. Podobnie jak wiele
sprzętów na farmę, prowadzoną przez brata i jego żonę.
Ewa nie mogła ukryć zdziwienia.
– Nie rozumiem, dlaczego żaden z dziennikarzy nie
opisał twojego życia.
Okazuje się, że jesteś ucieleśnieniem amerykańskiego
mitu.
– Potrafię tak z nimi rozmawiać, aby nie o wszystkim
powiedzieć – odparł krótko.
– Coś takiego! Gdy czytałam artykuły o tobie i twojej
żonie, byłam pewna, że oboje pochodzicie z tego samego
środowiska – powiedziała i w tej samej chwili uświadomiła
sobie, że poruszyła drażliwy temat.
Nick odłożył widelec i przez chwilę się jej przyglądał.
Ewa z trudnością wytrzymała jego wzrok. Boże, co ją
podkusiło, by wspomnieć o jego żonie!
Bała się, że Nick obrazi się na nią, albo zamknie się w
sobie i do końca podróży nie odezwie ani słowem, on jednak
odparł głosem niespodziewanie spokojnym i rzeczowym:
– Gdy tylko stałem się osobą publiczną, bardzo dbałem o
to, aby trzymać rodzinę z dala od dziennikarskich plotek. O
mojej przeszłości powiedziałem tylko to, co uznałem za istotne,
a część informacji po prostu zmyśliłem. Moja żona, Janet,
rzeczywiście pochodzi z wyższych sfer. Ale poznaliśmy się
jeszcze na uczelni.
– Na Harwardzie, prawda? Nieźle wylądowałeś jak na
Wakacyjna miłość
108
chłopaka z farmy.
Nick uśmiechnął się.
– W wywiadach prezentowaliśmy wyłącznie sprawy
dotyczące rodziny Janet. Tak było znacznie wygodniej.
– Wykwintne przyjęcia, kontakty ze znanymi
osobistościami, słowem – wielki świat.
Nick spojrzał na kości kurczaka, piętrzące się na jego
talerzu.
– Wielki świat – powtórzył smutno. – Czasami tęsknię
za zwykłymi przyjemnościami życia.
– Takimi jak prowadzenie samochodu? – zapytała.
– A co? Myślisz, że nie umiem prowadzić?
– Nie widziałam cię nigdy za kierownicą. Masz chociaż
swój samochód?
– Mam, nawet trzy. – Spojrzał na nią trochę zakłopotany.
– Może rzeczywiście masz rację. Nie ma żadnych przeszkód,
żebym sam prowadził.
– Żadnych poza zdrowym rozsądkiem. Samochód z
kierowcą oszczędza ci mnóstwo czasu. Nie musisz na przykład
szukać miejsca, by zaparkować, on to zrobi za ciebie...
– No właśnie. – Dostrzegł w jej wzroku ironiczny błysk.
– Mam wrażenie, że jednak nie wierzysz mi, iż potrafię
prowadzić.
– Ależ wierzę, wierzę – powiedziała ze śmiechem.
Popatrzył jej w oczy.
Po chwili podniósł dłoń i dotknął palcem kącików jej
ust.
– Sos do sałatek – powiedział.
Ewa zmieszała się w pierwszej chwili, poczuła, jak
gwałtownie ogarnia ją fala ciepła, czułości i niezaspokojonego
pragnienia. Później, nie bardzo zastanawiając się nad tym, co
robi, chwyciła rękę Nicka i delikatnym ruchem języka zlizała
sos z jego kciuka.
Wakacyjna miłość
109
– Ewo, ja... – zaczął.
– Nic nie mów, proszę – powiedziała szybko i zakryła
mu usta dłonią. – Powiesz później, teraz musimy jechać. Do
Waszyngtonu zostały nam trzy godziny jazdy. Zgodnie z
planem, który dostałam, masz tam spotkanie z senatorem i
dwoma członkami Izby Reprezentantów.
Nick westchnął. Zupełnie o tym zapomniał. W
towarzystwie Ewy wszystkie te sprawy przestawały się liczyć.
– Masz rację. Musimy się spieszyć – przyznał
niechętnie. – Ale obiecaj mi, że zaraz jak tylko dotrzemy na
miejsce i odpoczniemy chwilę...
Ewa pokręciła głową.
– Nic z tego. Wieczorem odwiedzą cię inwestorzy,
którzy chcą, żebyś poparł ich projekt budowy oczyszczalni
ścieków. – Uśmiechnęła się. – Czeka ich pewnie
rozczarowanie, projekt nie spełnia wymogów ekologicznych,
które wprowadziłeś dwa lata temu.
– Skąd o tym wiesz?
– Pani Roberts przysłała mi wczoraj dokładny rozkład
twoich zajęć. Z czystej ciekawości przeczytałam zamieszczone
tam informacje o firmach. Mam nadzieję, że nie masz mi tego
za złe.
– Ależ skąd. Zastanawiam się tylko, dlaczego nie
wynająłem cię jako prawnika.
– No właśnie. Dlaczego tego nie zrobiłeś?
Nick nie bardzo wiedział, co w istocie nim kierowało,
gdy nie zdecydował się zaoferować jej pracy zaraz po tym, jak
zdała końcowe egzaminy? Może to, że Ewa wielokrotnie
podkreślała, że chce się specjalizować w prawie rodzinnym i
przenieść do Albany? Ale czy tylko to?
Nagle zrozumiał, że prawdziwa przyczyna leżała gdzie
indziej. Nie chciał zatrudniać Ewy, ponieważ bał się
zawodowego uzależnienia od kobiety, której wpływ na jego
Wakacyjna miłość
110
życie i tak był już zbyt duży. Uświadomił sobie również, że
postępując w ten sposób, nawet przez chwilę nie pomyślał, jak
w takiej sytuacji może poczuć się Ewa. Przecież była w gruncie
rzeczy najbliższą mu osobą, do tego zdolną, wykształconą,
zdyscyplinowaną i lojalną. Było mu teraz potwornie wstyd. A
jej przenikliwy, przeszywający go teraz na wskroś wzrok
jeszcze bardziej pogłębiał jego zażenowanie.
– Zanosi się na deszcz – powiedziała Ewa, chcąc
rozładować nieco napięcie, które tak wyraźnie malowało się na
jego twarzy.
– Tak. Chyba tak. Jeśli mam zdążyć na te spotkania,
powinniśmy ruszać.
Wstał od stołu i zaczął sprzątać brudne naczynia.
– Zostaw. Ja to zrobię – powiedziała.
– Nie musisz. Ja też mam ręce.
– W porządku, jak sobie życzysz – powiedziała i
oddaliła się w stronę samochodu.
Kiedy Nick wyrzucił resztki do kosza, podszedł do niej i
zapytał:
– Teraz nie mamy czasu, ale czy nie chciałabyś zjeść ze
mną kolacji wieczorem, w jakimś cichym, kameralnym
miejscu?
– Z wielką przyjemnością – odparła, uśmiechnęła się do
niego promiennie i pocałowała go przelotnie w usta.
Zdumiała go tym gestem. Jednak oprócz zdziwienia w
jego źrenicach dostrzegła coś jeszcze; coś, o co nigdy by go nie
podejrzewała – bezgraniczną radość.
Wakacyjna miłość
111
Rozdział trzeci
Nick jednym uchem słuchał rozmowy o polityce, którą
pochłonięci byli jego goście, całą zaś uwagę skupiał na
elegancko ubranej kobiecie siedzącej w odległej części sali
restauracyjnej.
Przed godziną pojawiła się w tym miejscu i, wspaniale
się poruszając, usiadła przy oddzielnym stoliku. Nick nie mógł
oderwać oczu od jej złocistych, luźno rozpuszczonych włosów,
zgrabnych nóg w cieniutkich pończochach, ponętnych piersi,
ledwie skrytych za zwiewną sukienką. Jej obecność oczarowała
wszystkich obecnych tam mężczyzn, którzy raz po raz
mimowolnie odwracali głowy w jej kierunku.
Kobieta usiadła przy stoliku, zamówiła kieliszek wina i
zaczęła rozglądać się wokół. Kiedy wreszcie jej wzrok spotkał
się ze wzrokiem Nicka, mężczyzna poczuł, że cały płonie.
Ewa James była niezwykłą kobietą!
Od ponad godziny Nick marzył tylko o tym, aby
przysiąść się do jej stolika i zapomnieć o zawodowych
obowiązkach. Spojrzał na swój niedokończony posiłek,
próbując sobie przypomnieć, jak smakuje jedno z najdroższych
zapewne dań w Waszyngtonie. Zirytowany skinął na kelnera,
aby zabrał talerz.
– Nie smakuje panu? – zapytała jego towarzyszka.
– Zbyt kaloryczne jak na moje potrzeby – odpowiedział,
siląc się na obojętny ton. – Wspominała pani, że w przyszłym
tygodniu odbędzie się głosowanie nad nową ustawą. Jakie są
szanse, że zarząd nie zmieni jej treści?
Kobieta zaczęła szczegółowo objaśniać zawiłe kulisy tej
sprawy, a Nick udawał, że uważnie jej słucha. Jednak w środku
wszystko się w nim gotowało.
Wakacyjna miłość
112
Kiedy przyjmował zaproszenie na koktajl, nie
przypuszczał, że będzie musiał również uczestniczyć w kolacji.
Na wszelki wypadek zarezerwował jednak również stolik dla
Ewy, mając nadzieję, że gdy tylko spotkanie dobiegnie końca,
natychmiast do niej dołączy. Jak na złość na kolacji pojawił się
senator z Nowego Jorku, któremu nie można było odmówić
towarzystwa. Zbyt wielu klientów Nicka miałoby mu to potem
za złe.
Kiedy towarzyszka Nicka skończyła swój wywód, jej
uwagę szczęśliwie zajęła jakaś osoba z drugiego końca stołu.
Nick z ulgą zsunął z nosa okulary, rozsiadł się wygodniej na
krześle i znowu spojrzał w kierunku Ewy. Miał wrażenie, że
była równie niezadowolona z zaistniałej sytuacji co on.
Nie mógł się na nią napatrzeć. Przy każdym ruchu głowy
diamentowe kolczyki Ewy migotały tęczą kolorów. Światło
świecy malowało na jej twarzy urocze półcienie.
Nawet zwykły gest sięgnięcia po filiżankę z kawą w jej
wykonaniu miał w sobie coś szczególnego. Nick ze
zdziwieniem odkrywał, że wszystko, co dotyczy Ewy James,
zachwyca go. Czuł się tak, jak gdyby nigdy wcześniej jej nie
widział. A może było w tym trochę prawdy? Może wcześniej
bał się dostrzec w niej kobietę, której nie potrafiłby się oprzeć?
Rozejrzał się wokół i zorientował się, że większość
mężczyzn również zerka co chwila na Ewę. Szkoda, że nie
mógł im powiedzieć, że ta kobieta należy do niego.
Ewa wzięła z talerzyka truskawkę polaną czekoladą i
wolnym ruchem podniosła ją na wysokość ust. Po chwili
błysnęła biel jej zębów, a potem koniuszek języka, którym
zlizała z dolnej wargi kropelki soku. Nick poczuł, że ciśnienie
krwi gwałtownie mu wzrosło. A kiedy Ewa spojrzała na niego,
obdarzając go cudownie zniewalającym uśmiechem, miał
wrażenie, że za chwilę krew rozsadzi go od środka.
Wielki Boże, pomyślał. Czy ona chce mnie uwieść? A
Wakacyjna miłość
113
może zawsze tak robi, kiedy jej na kimś zależy?
Odwzajemnił uśmiech. Oto cała Ewa James. Piękna,
zmysłowa, powabna, a jednocześnie oczekująca czegoś więcej
niż tylko zwykłego romansu.
– Ładna kobieta – powiedział mężczyzna siedzący po
prawej stronie Nicka. – Poprosić ją, żeby się do nas przysiadła?
– Nie zgodzi się.
– Dlaczego? Zdaje się, że skończyła już swój posiłek.
Kobieta, która ubiera się w ten sposób, na pewno nie chce być
sama. Myślę, że przyszła tutaj w poszukiwaniu nowych
znajomości.
– Może – mruknął Nick pod nosem, niezadowolony, że
Ewa wzbudza takie zainteresowanie.
– Krępujesz się, Nick? Jeśli ty nie chcesz, ja mogę ją
zaprosić.
– To naprawdę nie jest dobry pomysł.
– Dlaczego nie? – Mężczyzna wybuchnął śmiechem.
Nick spojrzał mu prosto w oczy.
– Ponieważ ona czeka na mnie.
– Ach, tak! Dlaczego od razu nie powiedziałeś? Ech,
niektórzy mężczyźni to prawdziwi szczęściarze.
To prawda, pomyślał Nick. Nie doceniał dotychczas,
jakim to szczęściem w osobie Ewy James obdarzył go los. A
skoro teraz daje mu szansę na jeszcze więcej, trzeba kuć żelazo
póki gorące.
Wstał od stołu i zaczął żegnać się z gośćmi
zaproszonymi na kolację.
Zabrało to kilka minut, a kiedy spojrzał w stronę stolika
Ewy, okazało się, że już jej tam nie ma. Podszedł do kelnera,
który sprzątał po niej talerze, i zapytał:
– Nie wie pan, gdzie poszła kobieta, która tu przed
chwilą siedziała?
– Przykro mi, nie wiem.
Wakacyjna miłość
114
Nick wybiegł na ulicę. Ewa odjeżdżała właśnie
taksówką. Niecierpliwym gestem ręki przywołał następną i
szybko wsiadł do środka. Wnętrze auta było rozgrzane do
granic wytrzymałości, z trudem dawało się znieść panujący tu
skwar.
– Nie ma pan klimatyzacji? – zapytał rozzłoszczony.
– Nie mam, stary. Się zepsuła – odpowiedział kierowca o
wyglądzie rastafarianina. – Taka noc jest, stary, jak dobra
kobieta. Rozgrzana i wilgotna.
– Tak, ma pan pewnie rację – przytaknął Nick i opadł
zniechęcony na siedzenie.
Ten wieczór wyobrażał sobie zupełnie inaczej. Zamiast
siedzieć koło Ewy w jakiejś przytulnej knajpce, zastanawiał się
teraz, jak ma ją przeprosić za wyrządzony afront. Tyle czasu
czekała na niego samotnie przy stoliku!
Poluzował krawat i odpiął górny guzik koszuli. Jazda
taksówką zdawała się nie mieć końca. Kiedy wreszcie dotarł na
miejsce i wszedł do hotelowej poczekalni, drzwi od windy
właśnie się zamykały. Przyspieszył kroku i kilkakrotnie
nacisnął guzik. Po chwili nadjechała druga winda i Nick szybko
wszedł do środka.
Na piętrze, gdzie znajdowały się ich pokoje, poczuł w
powietrzu zapach perfum, których tego wieczora użyła Ewa.
Podszedł do drzwi jej pokoju i zapukał. Poczekał chwilę, ale z
wnętrza nie dobiegł żaden odgłos. Uderzył więc w drzwi
pięścią, wprawiając w zdziwienie parę starszych ludzi, którzy
wychodzili właśnie z pokoju obok.
– Przepraszam – odezwał się do nich.
W tym samym momencie drzwi się otworzyły i stanęła
w nich Ewa.
– Słucham – powiedziała. Nick uśmiechnął się do niej.
– Chciałbym z tobą porozmawiać.
– Teraz? Czy coś się stało?
Wakacyjna miłość
115
– Nie, to znaczy tak. – Przeczesał ręką włosy. – Mogę na
chwilę wejść?
– Poczekaj chwilę. Właśnie się rozbierałam. Zamknęła
drzwi, odblokowała łańcuch i ponownie je otworzyła. Nick
wszedł do środka i podążył za nią do pokoju. Szła przed nim,
ubrana jedynie w krótką, jedwabną koszulę nocną, która
całkowicie odsłaniała długie, opalone nogi. Kiedy przechodziła
koło lustra, dostrzegł w nim odbicie kształtnych półkul piersi,
wyraźnie odznaczających się pod cienką tkaniną. Zdążył
usłyszeć jeszcze jej chichot, zanim zamknęła za sobą drzwi do
łazienki.
Po kilku minutach pojawiła się z powrotem. Miała na
sobie długi, czarny szlafrok w kwiaty.
– Siadaj, proszę – powiedziała, wskazując krzesło. Sama
zajęła miejsce na brzegu łóżka. Poły szlafroka odsłoniły jej
zgrabne łydki. – Słucham, czego sobie życzysz? – zapytała.
Ciebie, pomyślał Nick i prawie powiedział te słowa na
głos. Obrzucił ją przenikliwym spojrzeniem. Ewa miała
delikatne, malinowe usta. Dopiero teraz uświadomił sobie, że
nigdy wcześniej tego nie zauważył. Jak smakowałyby te usta,
gdyby ośmielił się je pocałować?
– Chciałem przeprosić cię za kolację, do której nie
doszło.
Ewa uśmiechnęła się do niego.
– Naprawdę nie ma za co. Rozpoznałam jednego z
twoich gości. Senator na pewno był zadowolony, że tuż przed
wyborami widziano go w twoim towarzystwie. Dzięki temu
zdobędzie nowych wyborców.
– Cieszę się, że to rozumiesz. Większość kobiet nie
podeszłoby do tego z taką wyrozumiałością jak ty.
– Ja jestem inna niż większość kobiet – powiedziała,
znowu się uśmiechając.
– Tak; wiem – powiedział zamyślony.
Wakacyjna miłość
116
Ewa poruszyła się na łóżku. Wzrok Nicka ponownie
spoczął na jej skrzyżowanych nogach.
– Masz mi coś jeszcze do powiedzenia? – zapytała. Nie
wiedział, o czym właściwie ma mówić. Siedziała przed nim
piękna, na wpół rozebrana kobieta. W pokoju byli sami, łóżko
było już posłane. Na co czekał?
Zauważył, że Ewa lekko ziewnęła i uświadomił sobie
nagle, że przecież cały dzień spędziła za kierownicą.
– Jesteś pewnie zmęczona? – powiedział.
– Nie. – Wstała z łóżka. – Czuję się zupełnie dobrze. –
Przeciągnęła się i splotła ręce za głową, co uwypukliło linię jej
piersi. – Ale po tak długiej podróży potrzebuję trochę ruchu.
Powinnam się chyba pogimnastykować.
– Jakoś nie zdawałem sobie dotychczas sprawy, jak
spędzasz wolny czas, kiedy oboje podróżujemy.
– Przeważnie idę na jakiś film. Ale dzisiaj mam ochotę
na spacer.
– Spacer o tej porze może być niebezpieczny.
– Chciałbyś pójść ze mną?
– Z wielką przyjemnością.
– Wspaniale. Pozwól tylko, że się przebiorę.
Po chwili Ewa miała na sobie jedwabną bluzkę, szorty i
sandały.
Spojrzała zatroskana na jego drogi garnitur.
– Ty też powinieneś się przebrać. Zapowiadali deszcz.
– Poradzę sobie.
Nick zdjął krawat, marynarkę i podwinął rękawy koszuli.
Ewa wzięła parasolkę, ale po chwili rzuciła ją na łóżko.
– Zaryzykujmy – powiedziała z szelmowskim
uśmiechem.
– Naprawdę masz ochotę na lody?
– Oczywiście. Upał jest taki, że asfalt topi się pod
nogami. W taką pogodę nie ma nic lepszego od lodów.
Wakacyjna miłość
117
Ewa wzięła go pod rękę i razem przeszli na drugą stronę
ulicy, gdzie znajdowała się lodziarnia. Wokół niej kręciło się
mnóstwo turystów, rodziców z małymi dziećmi i nastolatków.
– Na co masz ochotę? – zapytała Ewa, spoglądając na
olbrzymią listę lodów.
– Panie mają pierwszeństwo.
– W takim razie – zaczęła Ewa, zwracając się do
młodego sprzedawcy –
poproszę o wafel cynamonowy z tym, tym i tym. –
Wskazała na trzy rodzaje smaków. – Na to oczywiście polewa
czekoladowa i bita śmietana.
– Czy życzy sobie pani również wiśnie? – zapytał
sprzedawca.
– Ależ tak. – Ewa spojrzała prowokacyjnie na Nicka. –
Pan Bauer uwielbia wiśnie.
– Co takiego? – zapytał zdezorientowany Nick.
– Nie jest tak? Przecież ilekroć zamawiasz drinka,
prosisz zawsze o dwie wiśnie do środka.
Nick zaczerwienił się. Kiedy przeszli do kasy, zapytał ją
szeptem.
– A więc tak to robisz?
– Co robię? – zapytała Ewa niewinnym głosem.
– Najpierw obserwujesz mnie uważnie, a potem starasz
się przewidzieć moje pragnienia.
– Ja przewiduję twoje pragnienia?
– Oczywiście – mruknął, płacąc za lody. – Zachowujesz
się tak, jakbyś czytała w moich myślach. I nie dotyczy to tylko
wiśni, drinków i lodów, Ewo...
– Masz rację. Rzeczywiście to robię.
– Co? Czytasz w moich myślach?
– Tak.
Wyszli na zewnątrz w upalną, wilgotną noc. Ewa
zatrzymała się na chwilę i dała mu do spróbowania trochę
Wakacyjna miłość
118
lodów.
– Proszę.
– Nie, dziękuję. Od samego patrzenia wzrasta mi poziom
cholesterolu.
– Ale mi nie możesz odmówić – powiedziała, trzymając
porcję lodów przed jego twarzą. – Przecież i tak nie będziesz
żył wiecznie.
– Kto wie? Może będę.
Ewa spojrzała na niego smutno.
– Ale po co, Nick? Dla kogo chcesz żyć tak długo? To
pytanie zupełnie go zaskoczyło. Zupełnie nie wiedział, co ma
odpowiedzieć. Ewa tymczasem, zupełnie jakby była
nieświadoma, że poruszyła być może najistotniejszy problem
jego życia w ciągu ostatnich sześciu lat, powiedziała beztroskim
tonem:
– No, na co czekasz? Spróbuj. Czy masz aż tak wiele do
stracenia? – Nie czekając na odpowiedź, wsunęła mu loda do
ust.
– Rzeczywiście pyszne – mruknął.
– No widzisz. Nie można sobie odmawiać w życiu
wszystkich przyjemności.
– Ewo! Ty naprawdę jesteś niebezpieczna – powiedział,
kiedy podała mu kolejną porcję.
– Wiem o tym. Dziś wieczorem nie pozwolę ci
odmawiać sobie tego, czego naprawdę pragniesz.
– Tak? To powiedz mi, o czym teraz myślę? Ewa
spojrzała mu prosto w oczy.
– Masz nadzieję, że nie kupię sobie kolejnego, jeszcze
większego loda.
Nick roześmiał się.
– Nie zgadłaś.
– Cóż, potrzebuję trochę czasu. Trudno zgadywać myśli
kogoś, kto głęboko skrywa swoje pragnienia.
Wakacyjna miłość
119
Odwróciła się od niego i ruszyła w stronę nabrzeża. Nick
podążył za nią.
Spacerowali wzdłuż rzeki, podziwiając światła Kapitolu
na drugim brzegu. Nick opowiadał jej o swoich pierwszych
doświadczeniach w Waszyngtonie, a Ewa karmiła go lodami.
Po jakimś czasie zmęczeni usiedli na ławce. Nick odruchowo
wyciągnął rękę i objął dziewczynę z tyłu. Był to zupełnie
naturalny i niewinny gest, a mimo to Ewa nie potrafiła
zapanować nad przyspieszonym biciem serca.
Odwróciła się do niego.
– Nick, chciałabym, żebyś... – zaczęła mówić zaledwie
kilka centymetrów od jego twarzy.
Nagle na niebie pojawiła się błyskawica, a po kilku
sekundach dał się słyszeć grzmot. Zaraz potem spadły na nich
pierwsze krople deszczu.
Ewa podekscytowana podniosła się z ławki.
– Wspaniale, zaraz zmoczy nas deszcz. Nick również
zerwał się na równe nogi.
– Wynośmy się stąd czym prędzej – zakomenderował.
– Dlaczego? Uwielbiam letnie burze – odparła i zaczęła
poruszać się tanecznym krokiem z twarzą zwróconą ku
granatowi nieba. – No, chodź do mnie. Zobaczysz, jaka to
będzie frajda!
– Zwariowałaś? – Nick podszedł do niej i chwycił ją za
ramię. – Zaczyna się prawdziwa ulewa.
Ewa przytuliła się do niego.
– Czy jako dziecko nigdy nie bawiłeś się na deszczu?
– Jest burza, Ewo. To może być naprawdę
niebezpieczne.
– Wiem. Ale czasami przyjemnie jest trochę
zaryzykować.
Jego twarz rozjaśniło światło kolejnej błyskawicy. Nick
wydawał się zupełnie nie poruszony ściekającą po nim wodą,
Wakacyjna miłość
120
grzmotem burzy i podmuchami wiatru. Jednak Ewa wiedziała,
że to tylko pozory. Pod dłonią, która spoczęła bowiem na jego
torsie, wyczuwała gwałtowne bicie serca. Nie zastanawiając się
długo, odsunęła się trochę od niego.
– Nie bądź taki spięty, mój panie. Przecież nikogo tutaj
nie ma. Tylko my i deszcz! Deszcz! Burza! Ulewa! – Z
radosnymi okrzykami zaczęła biec przed siebie po mokrej
trawie.
Nick pobiegł za nią, choć nie podzielał jej entuzjazmu.
Koszula przylepiła mu się do pleców, a mokre brwi nie
stanowiły żadnej bariery dla wody, która wpadała do oczu.
Ewa biegła w stronę kiosku, koło którego zatrzymali się
jacyś przechodnie. Kiedy stanęła pod niewielkim daszkiem i
spojrzała w jego stronę, wybuchnęła niepohamowanym
śmiechem. Dobiegł wreszcie do niej, ale w tej samej chwili
Ewa wymknęła mu się i znowu zaczęła uciekać.
Zrezygnowany przystanął, żeby chwilę odpocząć. Ewa
również się zatrzymała i z rękoma uniesionymi w górę zaczęła
kręcić się w kółko.
Wyglądała teraz, jak gdyby składała ofiarę jakimś
pogańskim bóstwom. Nick z zachwytem patrzył, jak w świetle
błyskawicy jej smukła sylwetka odznacza się na tle ciemnej
nocy.
– To pana dziewczyna? – zapytał Nicka stojący obok
mężczyzna.
– Niezupełnie. Jest moim szoferem.
– Aha. To dzisiaj tak się to nazywa? Kiedyś mówiło się
„moja asystentka”...
Ewa zatrzymała się wreszcie, zmęczona, i zaczęła
wpatrywać się w Nicka. Pokręcił przecząco głową. Czy ona
naprawdę myśli, że będzie ganiał za nią w taki deszcz? No tak,
zwariowała zupełnie! Ruchem ręki przywołuje go do siebie!
Zły, że nie potrafi się oprzeć, ruszył w jej kierunku. W
Wakacyjna miłość
121
tym momencie znowu się odwróciła i zaczęła uciekać. Zaklął
pod nosem i rzucił się za nią w pościg, mając nadzieję, że tyra
razem wreszcie ją złapie. Rzeczywiście, po kilkunastu metrach
udało mu się chwycić ją za rękę. Ciężko oddychając, Ewa
odwróciła się do niego. W świetle błyskawicy dojrzał, jak ta
szalona dziewczyna wtula się w jego ramię.
– Co ty, do diabła, wyprawiasz? – powiedział,
przekrzykując grzmot burzy.
– Dobrze się bawię – powiedziała. – Wiesz chyba co to
zabawa, Nick, prawda?
– Chcesz, żebym ci pokazał, jak ja się bawię? Proszę
bardzo! – powiedział i przyciągnął ją gwałtownie do siebie, by
w następnej chwili poczuć na wargach smak jej słodkich,
wilgotnych od deszczu ust.
Wakacyjna miłość
122
Rozdział czwarty
Kiedy Nick dotknął ust Ewy, był zaskoczony, że są tak
zimne. Już po kilku sekundach jednak zdołał je rozgrzać. Ewa
przysunęła się bliżej do niego i cicho westchnęła. Jedną rękę
oparła na jego klatce piersiowej, a drugą trzymała go za ramię.
Przez ostatni rok Nick nieustannie marzył o tym, żeby poczuć
koło siebie jej bliskość i to się wreszcie spełniło.
Miała delikatne i miękkie usta, którymi mocno
przywierała do jego warg.
Jej pocałunek pozbawiony był pruderii i niepewności,
zupełnie jak gdyby Ewa doskonale wiedziała, czego chce ona i
jak lubi być całowany on. Kiedy po chwili ich języki zetknęły
się, ciało Nicka przeszyła fala wzrastającego podniecenia. Oparł
dłonie na jej pośladkach, przyciągnął ją bliżej siebie i z jeszcze
większym zapamiętaniem zaczął rozkoszować się jej bliskością.
Czuł, że gdzieś głęboko w nim zimna powłoka pancerza, który
przywdział po tym, jak stracił Janet, i którego nie pozbywał się
dotąd nawet na chwilę, zaczyna gwałtownie się topić.
Ewa cicho wzdychała, kiedy ręce Nicka delikatnie
gładziły ją po całym ciele. Jeszcze godzinę temu była
przekonana, że tego wieczoru nie zostanie z nim sam na sam. Z
rezygnacją obserwowała przedłużające się spotkanie w
restauracji i żałowała, że siedzi tak daleko. Tymczasem teraz
Nick całował ją, pieścił czule, przyprawiał o uczucia, o jakich
nie śmiała wcześniej nawet marzyć. Nie miała już żadnych
wątpliwości, że nie pomyliła się w jego ocenie.
Za chłodnym i opanowanym biznesmenem krył się
prawdziwy mężczyzna z krwi i kości.
Dotknął jej piersi, z błogim westchnieniem rozkoszy
wyczuwając przez cienką bluzkę ich jędrną twardość. Ewa
Wakacyjna miłość
123
jęknęła cicho i odchyliła mu koszulę, by poczuć pod palcami
wilgotną, gorącą skórę spragnionego jej ciała mężczyzny.
Kiedy niepewnym ruchem zsunęła rękę niżej, stężał cały
w jednej sekundzie.
– Poczekaj – z trudnością wydobył z siebie głos i
odsunął się nieco od niej. – Powinniśmy znaleźć bardziej
ustronne miejsce.
– Ciekawa byłam, kiedy to zaproponujesz.
– A co by się stało, gdybym tego nie zrobił? –
Uśmiechnął się do niej.
– Wtedy zaaresztowano by nas za nieobyczajność w
miejscu publicznym.
Nick rozejrzał się wokół. Deszcz coraz bardziej
przybierał na sile.
– Cała się trzęsiesz – powiedział, pocierając rękoma o jej
nagie ramiona.
– Nie przypuszczałam, że tak szybko się oziębi. –
Zaczęła przydeptywać w miejscu, aby choć trochę się rozgrzać.
– Mógłbyś złapać gdzieś taksówkę?
– Postaram się, choć w taką pogodę wszyscy normalni
ludzie chyba siedzą w domu. – Przyciągnął ją do siebie i
przytulił. – Zaraz wrócę.
Ruszył w stronę najbliższego skrzyżowania. Zupełnie jak
na zamówienie po drugiej stronie ulicy natychmiast pojawiła się
taksówka. Nick szybko wbiegł na środek jezdni i zaczął dawać
znaki taksówkarzowi. Kiedy ten zatrzymał się koło niego, Nick
odwrócił się i krzyknął w stronę Ewy, która natychmiast
podbiegła i wsiadła do środka.
– Widzę, że lubicie się kąpać – odezwał się taksówkarz,
kiedy oboje usadowili się z tyłu auta. – Czy jedziemy gdzieś
popływać?
– Raczej nie – powiedział Nick i podał taksówkarzowi
nazwę hotelu. – Mógłby pan wyłączyć klimatyzację? Zimno tu.
Wakacyjna miłość
124
Taksówkarz chciał chyba zaprotestować, ale kiedy
zobaczył trzęsącą się Ewę, od razu zmienił zdanie.
– Załóż to – powiedział tymczasem Nick i okrył Ewę
swoją koszulą. – Może będzie ci trochę cieplej.
Spojrzała na jego nagą klatkę piersiową.
– Jak wytłumaczysz swój strój, kiedy dojedziemy do
hotelu?
– Czy w ogóle muszę coś mówić? Nie dbam o to, co
myślą o mnie inni.
Najważniejsze, abyś wzięła teraz gorącą kąpiel i jak
najszybciej położyła się do łóżka.
Ewa zakasłała.
– Masz rację. Nie mogę pozwolić sobie na przeziębienie.
Jutro czeka mnie przecież praca.
Nick uzmysłowił sobie naraz, że ich wspólny czas
dobiega właśnie końca.
– To był wspaniały wieczór, Ewo – szepnął jej do ucha.
– Nie martw się, że nie wszystko ułożyło się tak, jak to sobie
zaplanowaliśmy. – Poprawił się w fotelu, a wtedy w butach
zachlupotała mu woda.
– Zniszczyłeś buty – zauważyła Ewa.
– Warto było – odpowiedział bez chwili wahania. – Nie
pamiętam, kiedy ostatnio tak wspaniale się czułem.
– Ja też – wyznała. Wzięła go za rękę i lekko uścisnęła
jego dłoń.
Nick przysunął ją do siebie i dotknął policzkiem
wilgotnych włosów Ewy.
Pomyślał, że to, co wydarzyło się właśnie między nimi –
to dopiero początek.
Czerwone cyfry budzika wskazywały siedem po trzeciej
w nocy. Ewa przewróciła się na brzuch i nakryła głowę
poduszką. Na niewiele się to jednak zdało. Najsłabszy nawet
dźwięk dochodzący z pokoju lub korytarza od razu ją budził.
Wakacyjna miłość
125
Zresztą kiedy było zupełnie cicho, wcale nie czuła się lepiej.
Pełna rezygnacji przekręciła się na plecy. Czuła się tak
samo pobudzona jak trzy godziny temu, kiedy Nick pożegnał ją
w holu. Ostatni pocałunek całkowicie ją przekonał, że ma do
czynienia z mężczyzną, który jeszcze w niejednym ją zadziwi.
Kiedy Nick spojrzał na nią, w jego ciemnych oczach wyczytała,
że pragnie, aby wpuściła go do swego pokoju. Wystarczyło,
żeby choć trochę go zachęciła i byliby teraz razem. Zamiast
przewracać się niespokojnie z boku na bok, czułaby na sobie
jego gorące usta, spragnione dotyku dłonie...
Ewa wyciągnęła rękę i zapaliła stojącą przy łóżku
lampkę. Może zimny prysznic ostudzi trochę jej rozpaloną
wyobraźnię? Nie, to i tak nic nie pomoże.
Nie mogła sobie darować, że wycofała się w ostatnim
momencie.
Dlaczego to zrobiła? Dlaczego zabrakło jej odwagi?
Usiadła na łóżku, splotła ręce wokół nóg i oparła głowę
na kolanach.
Przypomniała sobie, jak Nick zapowiedział, że pokaże
jej, jak się bawi. Było to tuż przed pierwszym pocałunkiem, a
zabrzmiało jak wyznanie przygodnego kochanka. Czy jednak
rzeczywiście mogła się po nim spodziewać tylko tyle –
przelotnej przygody bez dalszego ciągu?
Wyobraziła sobie Nicka, który po całym dniu ciężkiej
pracy razem z nią odpoczywa w domowym zaciszu. Oczyma
imaginacji zobaczyła ich wspólne dziecko. Nick uczyłby się,
jak zmieniać pieluchy, jak trzymać na ręku kruchą istotę,
będącą owocem ich miłości. Widziała również jego
rozpromienioną szczęściem twarz...
Nie potrafiła natomiast wyobrazić go sobie w roli
przygodnego kochanka.
Ani tego, że zakochałaby się w nim, a później o
wszystkim zapomniała. I to właśnie tłumaczyło jej zachowanie.
Wakacyjna miłość
126
Nie zaprosiła go do pokoju, ponieważ nie chciała sama siebie
oszukiwać, ani się ranić. Mogła mieć tylko wszystko, albo nic.
Westchnęła, zagłębiając się jeszcze głębiej w swoje
rozmyślania.
Spojrzała na zegarek. Była trzecia trzynaście w nocy.
Nick zmienił program w telewizji. Obok niego na stoliku
stały dwie malutkie, puste buteleczki po whisky oraz w połowie
opróżniona puszka orzeszków. Po porcji lodów, które wmusiła
w niego Ewa, nie miał wprawdzie ochoty na dodatkowe kalorie,
ale nie chciał pić alkoholu na pusty żołądek.
Spojrzał na zegarek. Była trzecia trzynaście w nocy. Nie
mógł spać, czytać ani pracować. Nie mógł nawet
skoncentrować się na oglądaniu telewizji.
Wreszcie podniósł się z fotela i zaczął chodzić po
pokoju. Brał już gorący, a później zimny prysznic, zrobił
imponującą ilość przysiadów, próbował również rozwiązywać
krzyżówkę. W pewnej chwili zaczął się nawet ubierać, żeby
pójść do kina na jakiś film. Próbował wszystkiego, byle tylko
zapomnieć o Ewie James.
To idiotyczne, myślał. Jej pocałunki wprawiły go w stan,
z którym zupełnie nie potrafił sobie poradzić. Zawsze mu się
wydawało, że potrafi lepiej przewidzieć swoje reakcje.
Spojrzał na drzwi swojego pokoju. Ewa znajdowała się
po drugiej stronie korytarza. Wyobraził sobie, jak wpół naga
leży na łóżku. W głowie dźwięczały mu jej słowa.
Po co ty właściwie żyjesz?
To było ważne pytanie. Dlaczego żył? Nie zastanawiał
się nad tym do tej pory. Chciał żyć, ponieważ tak jak każdy
człowiek posiadał instynkt życia.
Czasami jednak to życie kazało płacić sobie wysoką
cenę. Pierwszy rok po śmierci żony i syna przetrwał tylko
dzięki całkowitemu stłumieniu w sobie wszelkich uczuć. Były
takie chwile, kiedy czuł, jak jego dusza zamienia się w wielki
Wakacyjna miłość
127
sopel lodu.
Dlaczego nigdy nie powiedział o tym Ewie? I dlaczego
nie powiedział jej, że odczuwa strach przed zmianą tego stanu
rzeczy?
Ponieważ wtedy musiałby się przyznać, co naprawdę do
niej czuje. Przez sześć długich i samotnych lat nie odważył się
na trwały związek. Dopiero z chwilą pojawienia się Ewy zaczął
poważnie o tym myśleć. Była dla niego uosobieniem tych
wszystkich cech, które kojarzyły mu się z kobiecością.
A jednak ona również się wycofała. Nie pozwoliła na
więcej niż, wprawdzie szalone, ale jednak tylko – pocałunki.
Czyżby powstrzymywało ją coś, o czym nie wiedział?
Trzema dużymi krokami przemierzył odległość dzielącą
go od drzwi.
Zdjął łańcuch i otworzył zasuwkę. Korytarz był słabo
oświetlony i pod drzwiami Ewy dawało się zauważyć małą
smugę światła. Na twarzy Nicka pojawił się uśmiech. A więc
ona również nie może zasnąć.
Wyszedł na korytarz, ale po chwili przypomniał sobie,
że ma na sobie tylko piżamę. Pospiesznie wrócił do pokoju i
założył szlafrok. Zaczął się zastanawiać, czy powinien zapukać
do drzwi Ewy, jednak wreszcie chwycił za słuchawkę telefonu i
szybko wykręcił numer jej pokoju.
– Halo? – Odebrała już po pierwszym sygnale.
– Ewa?
– Tak. To ty, Nick? – zapytała zdziwiona.
– Zauważyłem światło pod drzwiami twojego pokoju.
Pomyślałem, że może źle się czujesz.
– Nie, nic mi nie jest. Nie mogę tylko zasnąć. Nick
uśmiechnął się do siebie.
– Ja też nie. Ciekawe dlaczego?
– Może to przez lody czekoladowe. Podobno zawierają
trochę kofeiny.
Wakacyjna miłość
128
– Może. Posłuchaj, Ewo. Zapytałaś mnie wczoraj, po co
właściwie żyję.
To bardzo trudne pytanie.
– Wiem – odpowiedziała lekko rozbawiona. – To pytanie
filozoficzne.
– No właśnie. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego
właściwie interesuje cię odpowiedź na nie.
– Bądź co bądź, jesteśmy przyjaciółmi.
– No dobrze, ale to jeszcze nie jest powód. Mam wielu
przyjaciół, ale nigdy mi nawet do głowy nie przyszło, żeby
pytać ich o takie rzeczy.
– Może dlatego cię o to zapytałam, bo uważam, że
właśnie ty powinieneś się nad tym zastanowić.
– Dlaczego?
– Jesteś zupełnie sam. Gdybyś był zadowolony z tej
samotności, pewnie nigdy nie zadałabym ci tego pytania.
– Uważasz zatem, że jestem nieszczęśliwy.
– A nie jest tak?
Nick nie odpowiedział.
– Dlaczego jednak w ogóle się nad tym zastanawiasz?
Czy moja osoba jest tak ciekawa? – zapytał w końcu.
– Masz rację. Może to rzeczywiście nie moja sprawa.
– Ależ nie o to mi chodziło. – Nick zawiesił na chwilę
głos. – Widzisz, między nami coś jest, nie od dzisiaj... Oboje o
tym wiemy. Dochodzi wpół do czwartej rano, a my
rozmawiamy przez telefon. Wystarczyłoby tylko przejść na
drugą stronę korytarza i żadne z nas nie czułoby się samotne.
– Naprawdę tak myślisz? A może chodzi tylko o to, że
obecność w moim łóżku pozwoliłaby ci zapomnieć o nudzie.
– Nie mam teraz serca do filozoficznych dyskusji, Ewo.
Może najlepiej będzie, jeśli sami się o tym przekonamy.
– To brzmi zachęcająco, Nick, ale...
– Boisz się, że rano nie będziesz wiedziała, jak się
Wakacyjna miłość
129
wobec mnie zachować?
– Och, jakoś bym sobie poradziła – odparła pewnym
siebie głosem. – Boję się tylko, że po czymś takim nie
potrafiłabym cierpliwie czekać na następną okazję. A przecież
ty nie wierzysz w trwały związek.
Ewa wstrzymała oddech, czekając na reakcję Nicka.
Jednak cisza po drugiej stronie słuchawki zaczynała się
niebezpiecznie przedłużać. Czyżbym powiedziała za dużo? –
pomyślała.
– Przepraszam, jeśli cię uraziłam – odezwała się
pojednawczym tonem. – Myślałam jednak, że to ma być szczera
rozmowa. Boże, już prawie czwarta.
Wracam do łóżka. Do zobaczenia rano, Nick.
Już miała odłożyć słuchawkę, kiedy usłyszała w niej
swoje imię, wypowiedziane dramatycznym głosem.
– Ewo, nie zostawiaj mnie. Być może nie jestem tego
wart, ale nie zostawiaj mnie. Rozumiesz?
– Rozumiem.
– Bardzo mi na tobie zależy. Przepraszam, jeśli działam
trochę za szybko i jestem zbyt natrętny.
– Nic się nie stało, naprawdę. Zresztą, jak widzisz, ja też
mam kłopoty ze snem.
– Gdybyś choć mogła wyobrazić sobie, co czuję, kiedy
jesteś blisko mnie.
– Wierzę, że coś wspaniałego – powiedziała lekkim
tonem. – Ale ja naprawdę muszę już spać. Nie chcesz chyba,
żebym zasnęła za kierownicą.
– W twoich rękach zawsze czuję się bezpiecznie.
– Dobranoc, Nick.
Odłożyła słuchawkę z uśmiechem triumfu na ustach.
Poczuła się nagle bardzo senna. Za kilka godzin będzie poranek
i znowu spotka się z Nickiem.
Trzecia filiżanka kawy była równie mocna i gorzka co
Wakacyjna miłość
130
pierwsza. Ewa dodała trochę mleczka i w tym momencie
zobaczyła Nicka, który wychodził właśnie z windy. Ubrany w
lniane spodnie i jasną koszulę, w ciemnych okularach na nosie,
mógłby być uosobieniem wypoczętego turysty. Ewa jednak od
razu zauważyła, że Nick nie zmrużył oka przez całą noc.
Ilekroć był zmęczony, powłóczył nieco lewą nogą.
Kocham go, pomyślała nagle. Teraz wydawało jej się to
zupełnie oczywiste.
Zeszłej nocy zdołała zajrzeć w głąb jego duszy i
dostrzegła tam wrażliwego i szczerego człowieka. Na jej twarzy
pojawił się uśmiech. Jeden pocałunek Nicka miał w sobie
więcej namiętności niż wszystkie pocałunki mężczyzn, których
do tej pory znała. Nie to było wszakże najważniejsze. Nie tylko
namiętność przecież mogła ich połączyć, teraz Ewa była już o
tym święcie przekonana.
Podniosła do ust filiżankę. Nick rozglądał się wokół, nie
mogąc jej dostrzec. Zazwyczaj zostawiała mu w recepcji
informację, gdzie może ją znaleźć, tym razem jednak nie
zrobiła tego.
Zauważyła, że Nick rozmawia z portierem. Mężczyzna
wskazał ręką na hotelową kawiarnię, a kiedy Nick spojrzał w
tamtym kierunku i zobaczył Ewę, jego twarz rozpromieniła się
radosnym uśmiechem.
Podszedł do niej bliżej ale, widząc, że Ewa ma na sobie
uniform szofera, powoli przestawał się śmiać.
– Co to jest, Ewo?
Uśmiechnęła się lekko, ale zamiast odpowiedzieć na
jego pytanie, powiedziała:
– Może kawy, panie Bauer? Nick pokręcił przecząco
głową.
– Dziękuję, piłem już w pokoju. Dzwoniłem do ciebie o
wpół do siódmej.
Miałem nadzieję, że razem zjemy śniadanie. – Popatrzył
Wakacyjna miłość
131
na nią uważnie. – Nie podniosłaś słuchawki.
– O tej porze biegałam wzdłuż rzeki. Chciałam się jakoś
rozbudzić. No a potem musiałam zająć się samochodem.
– Mogłaś mi przynajmniej zostawić jakąś wiadomość –
odezwał się z dezaprobatą. – Obsługa hotelu szukała cię ponad
godzinę.
– Przepraszam – powiedziała Ewa, spuszczając wzrok.
Nie spodziewała się tak oficjalnego tonu. Myślała, że po
wczorajszym wieczorze Nick będzie traktował ją inaczej niż
poprzednio. Złożyła znajdujące się na stole papiery i wręczyła
je mu.
– Odebrałam pańskie faksy. Pani Roberts pisze, że
ostateczną ocenę projektu Jansena otrzyma pan przed
południem.
– Dziękuję – odparł krótko Nick.
– Płaci mi pan przecież za to – odezwała się lekko
ironicznym głosem.
– Tak, w istocie – powiedział nieco poirytowany. –
Dobrze spałaś?
– Znośnie. Ale dziękuję, że pan pyta.
Nick był wyraźnie rozdrażniony jej oficjalnym tonem.
– Ja w ogóle nie spałem, Ewo.
Ewa zapragnęła nagle wziąć go za rękę i czym prędzej
ruszyć z nim do pokoju. Nie miała wątpliwości, że Nick
chciałby się teraz z nią kochać. Jednak zdrowy rozsądek
ostrzegał ją przed takim krokiem. Miała większe ambicje niż
tylko znaleźć się w jego łóżku. Chciała stać się częścią jego
życia. Na zawsze.
Nick ujął jej dłoń.
– Jeśli chodzi o dzisiejszą noc...
– Nie tutaj, Nick. – Powoli uwolniła rękę.
– Jak sobie życzysz – odparł chłodno i nasunął okulary
na nos.
Wakacyjna miłość
132
Kilka minut później oboje mrużyli oczy w świetle
wschodzącego nad Potomakiem słońca. Zapowiadał się kolejny
upalny dzień.
– Boże, co za pogoda! – stęknął Nick.
– To typowe dla Wschodniego Wybrzeża. Wczoraj
ulewa, a dziś tropikalny skwar.
Ewa otworzyła tylne drzwi limuzyny, ale Nick skierował
się w drugą stronę.
– Dziś usiądę z przodu.
– Przecież to wbrew ustalonym w firmie zwyczajom.
– Ja ustalałem te zwyczaje, więc i ja mogę je zmieniać.
Ewa zasalutowała mu jak żołnierz.
– Tak jest, panie Bauer.
Wakacyjna miłość
133
Rozdział piąty
– Nie mogłem ich uratować. – Nick wypowiedział te
słowa z ogromnym wysiłkiem. – Nic nie mogłem dla nich
zrobić. – Wziął głęboki oddech. – Mężczyzna powinien chronić
swoją żonę i dziecko. Zapewnić bezpieczeństwo.
Ja ich zawiodłem.
Ewa patrzyła nieruchomo na autostradę. Nie spodziewała
się takich zwierzeń ze strony Nicka. Najpierw wspomniał o
koniach, które były pasją jego żony, potem zaczął mówić o
swoim małżeństwie, a w końcu zdobył się na najbardziej
bolesne zwierzenia. Nigdy wcześniej nie wspominał o wypadku
swojej żony. Ewa od razu domyśliła się, że tamta tragedia tkwi
w nim do dzisiaj jak zadra. Czuła, że powinna powiedzieć coś
pocieszającego.
Spojrzała na Nicka. Siedział sztywno, wpatrując się
uważnie przed siebie, zupełnie jakby to on prowadził
samochód. Miał nienaturalnie ostry profil, każdy mięsień jego
twarzy był napięty. Tak właśnie wyglądała owa maska, którą od
lat szczelnie odgradzał się od świata. Ewa nie zdawała sobie
wcześniej sprawy, że w Nicku tkwi aż tak głębokie poczucie
winy.
– Mówisz, że ich zawiodłeś. Ale czy to przez ciebie
doszło do katastrofy?
Przecież to nie ty sprawiłeś, że do silników samolotu
dostały się przelatujące ptaki.
Nick spojrzał na nią zdziwiony.
– Skąd wiesz?
– Interesowałam się tym wypadkiem. Spędziłam w
bibliotece wiele czasu i przeczytałam chyba wszystkie dostępne
na ten temat artykuły. Wytłumacz mi więc, gdzie w tym
Wakacyjna miłość
134
wszystkim twoja wina? Czy to przez ciebie doszło do
katastrofy? Czy to ty zdecydowałeś, kto ma żyć, a kto umrzeć?
Czy zabrakło ci odwagi? Nie rozumiem, skąd to poczucie winy.
– To wszystko nie jest takie proste – powiedział Nick
ponuro.
– Czytałam przecież – mówiła dalej Ewa – że mimo
zranionej nogi uratowałeś troje innych pasażerów. Byłeś
dzielny, przypłaciłeś to własnym zdrowiem. Pani Roberts
zdradziła, że przez pierwsze trzy dni pobytu w szpitalu w ogóle
nie wiedziałeś, gdzie jesteś.
– Bo nie chciałem wiedzieć – powiedział Nick niskim,
zachrypniętym głosem i odwrócił twarz do okna.
Ewa westchnęła. Choć bardzo współczuła Nickowi,
wiedziała, że nie powinna tego okazywać.
– Nie uda ci się wszystkiego racjonalnie uzasadnić i
zrozumieć, Nick. To, co się stało, nie było ani logiczne, ani
słuszne. Był to po prostu jeden z potwornych wypadków, do
których co jakiś czas dochodzi na całym świecie.
Wiem, że kochałeś swoją rodzinę i że cierpiałeś, kiedy
odeszli od ciebie, ale, Nick... – Zaczekała, aż mężczyzna zwróci
głowę w jej kierunku. – Ich już nie ma, a ty ciągle jesteś wśród
żywych. Czy gdyby twoja żona przeżyła ten wypadek,
chciałbyś, żeby przez sześć lat żyła tak jak ty – nie kochana
przez nikogo i odmawiająca sobie wszelkich uczuć?
– Oczywiście, że nie. Janet kochała życie. Na pewno
chciałaby, żebym był szczęśliwy, choćby i bez niej.
– W takim razie nie odwracaj się od świata –
powiedziała Ewa łagodnym tonem.
Na twarzy Nicka pojawił się nieśmiały uśmiech.
– Nie wiem, Ewo, czemu zawdzięczam, że pojawiłaś się
w moim życiu.
– Z tego, co pamiętam, nie byłeś zachwycony, kiedy
ubiegałam się o posadę u ciebie. Musiałam mocno się postarać,
Wakacyjna miłość
135
żebyś w ogóle zechciał zamienić ze mną parę słów.
– Ale w końcu ci się udało. – Dotknął dłonią jej
policzka. – Potrzebuję cię, Ewo.
– Zastanów się dobrze, co mówisz. Mogę to poważnie
potraktować.
– Właśnie o to mi chodzi.
Oparł wygodniej głowę o siedzenie i zamknął oczy.
– Naprawdę nie żartuję – dodał jeszcze raz.
Po kilku minutach zasnął. Ewa czuła, że wydarzyło się
między nimi coś niezwykle ważnego. Coś, co mogło zaważyć
na dalszym życiu każdego z nich.
– On nigdy tak naprawdę mnie nie kochał. Byłam tylko
częścią jego planu. Zresztą, najbardziej kosztowną, jak się
później okazało.
– Niczego wcześniej nie zauważyłaś?
Nick patrzył, jak Ewa połyka kolejny kęs sałatki.
Znajdowali się w centrum handlowym niedaleko rezerwatu
Cherokee w Północnej Karolinie.
Niewielka kawiarenka miała indiański wystrój, a w
sklepach można było kupić regionalne pamiątki. Zatrzymali się
tutaj, ponieważ Ewa była już zmęczona całodzienną podróżą i
głodna.
– Miałam wtedy dwadzieścia lat. Wychowałam się w
niewielkim miasteczku w dość skromnej rodzinie. Bill
Rawlston natomiast był chyba marzeniem każdej młodej
dziewczyny. Przystojny, inteligentny, ze znakomitą posadą w
firmie elektronicznej w Harford. Spotkaliśmy się na przyjęciu
zorganizowanym przez wspólnych znajomych. Był kilka lat
starszy ode mnie, a ja zbyt młoda, żeby dostrzec jego wady.
Wydawał mi się uosobieniem męskiej dojrzałości. Zawsze
uważnie mnie słuchał i sprawiał wrażenie, że mnie doskonale
rozumie. No i zakochałam się w nim. Na moje nieszczęście.
Nick spojrzał jej głęboko w oczy.
Wakacyjna miłość
136
– Opowiedz mi o tym.
Ewa odwzajemniła spojrzenie, wytrzymała uważny
wzrok Nicka. Nagle uzmysłowiła sobie, że obaj, Bill i jej były
szef, są do siebie nieco podobni – przystojni, inteligentni i
bogaci. To jednak, co ich różniło, dotyczyło sfery uczuć. Bill
nigdy ich nie okazywał, nie zastanawiał się nad nimi i nie był
chyba zdolny do współczucia. Tymczasem Nick, który też
przecież potrafił być twardy, stanowczy i zdecydowany, gdy
zachodziła potrzeba, miał oczy, w których Ewa widziała
smutek, delikatność, wrażliwość i czułość.
Nawet teraz wpatrywał się w nią z takim przejęciem, jak
gdyby chodziło o podpisanie ważnej transakcji, a nie
wysłuchanie opowieści o nieudanym małżeństwie.
Sięgnęła pamięcią wstecz do czasów, kiedy była młodą,
nieszczęśliwą żoną. Teraz, po latach, wydawało się to tak
odległe i nierzeczywiste.
– Poprosił mnie o rękę już po dwóch miesiącach
znajomości – zaczęła opowiadać. – Czułam się jak księżniczka
z bajki, która spotkała wreszcie swojego księcia. Nie
zastanawiając się długo, rzuciłam college i wyszłam za Billa.
Po ślubie dość szybko zorientowałam się, że dla mojego męża
słowo „partnerstwo” jest tylko pustym, nic nie znaczącym
terminem. Zależało mu tylko na jednym – uległej, posłusznej i
pracowitej żonie.
– Jakoś nie bardzo mogę sobie wyobrazić ciebie w tej
roli – wtrącił Nick, lekko się uśmiechając.
– Bill był egoistą i to pod każdym względem, również
jeśli chodzi o seks.
Ponieważ byłam zupełnie niedoświadczona, myślałam,
że to moja wina, ale miałam też nadzieję, że z czasem wszystko
się jakoś ułoży. Jednak pół roku po naszym ślubie Bill
zakomunikował mi, iż podjęłam chyba niewłaściwą decyzję,
wychodząc za niego za mąż. Powiedział, że gdybym kierowała
Wakacyjna miłość
137
się uczuciami, zrozumiałabym, że nie kocham go tak, jak on na
to zasługuje.
– Co za drań! – mruknął Nick. Ewa kiwnęła tylko głową.
– Tydzień później dowiedziałam się, że odnowił romans
z kobietą, którą porzucił krótko przed naszym ślubem. Była od
niego osiem lat starsza i zajmowała znaczącą pozycję w firmie,
a to mogło ułatwić mu awans. Wtedy postanowiłam odejść. –
Przerwała na chwilę swą opowieść. Po chwili, dłubiąc
widelcem resztki sałatki, dokończyła: – Na szczęście Bill
przyjął tę decyzję ze zrozumieniem i bardzo szybko udało mi
się uzyskać rozwód.
– Nie wystąpiłaś o odszkodowanie?
– Nie, choć prawnik zapewniał mnie, że miałam na nie
duże szanse. Bill jednak przynajmniej w jednym miał rację:
popełniłam błąd i pieniądze niczego by już nie zmieniły.
– Mężczyzna z klasą inaczej rozstaje się z żoną. Ewa
popatrzyła mu prosto w oczy. Rozczulało ją, że Nick z takim
przejęciem komentuje fakty z jej życia.
– Może. Pomyśl jednak, ile bym straciła, gdybym nie
musiała iść do pracy. Teraz przynajmniej znam swoją wartość i
nie pozwolę nikomu decydować o moim losie.
– Rzeczywiście, sprawiasz wrażenie kobiety niezależnej.
Czy to dlatego w twoim życiu nie pojawił się później żaden
mężczyzna?
– Może.
Nick spodziewał się takiej odpowiedzi.
– A teraz?
Nie odpowiedziała na to pytanie. Uśmiechnęła się tylko
tajemniczo.
Za oknem panował nieznośny upał. Jakieś dzieciaki
otoczyły limuzynę i próbowały zaglądać do środka. Ewa
zazwyczaj odganiała je od auta, lecz teraz nie miała ochoty
wychodzić na zewnątrz.
Wakacyjna miłość
138
– Miałam nadzieję, że bliżej gór będzie chłodniej –
odezwała się do kelnerki, która pojawiła się przy ich stoliku.
– Niestety, jest ponad trzydzieści stopni w cieniu –
odparła młoda kobieta.
– W taką pogodę najlepiej cały dzień siedzieć w wodzie.
– Macie tu gdzieś w pobliżu basen?
– Nie, ale niedaleko stąd jest przełęcz z naturalnymi
źródłami. Wszyscy miejscowi tam jeżdżą.
– Jak tam dojechać?
– Jakieś pięć mil dość wąską i krętą drogą. Taką
limuzyną nie będzie łatwo.
– Radziłam już sobie w gorszych warunkach –
powiedziała optymistycznie Ewa.
– W takim razie narysuję pani drogę.
Kelnerka wyjęła długopis i naszkicowała plan na
serwetce.
– Dziękuję – powiedziała Ewa.
– Miejscowi często tam chodzą, choć to zabronione.
Jednak tutejszy szeryf przymyka na to oko. – Wzięła ze stołu
rachunek z pieniędzmi.
– Proszę zatrzymać resztę – odezwał się Nick.
– Dziękuję – powiedziała zachwycona kobieta. –
Będziecie tu zawsze mile widziani. W radiu zapowiadali na
dzisiaj deszcz. Bądźcie ostrożni w górach. Burze są tam
niebezpieczne.
– Zdaje się, że ona uważa nas za jakichś szaleńców,
skoro pchamy się takim samochodem w góry – zauważył Nick,
gdy kelnerka odeszła.
Ewa wstała z krzesła i sięgnęła po kurtkę.
– Może ma rację – powiedziała.
– Naprawdę chcesz tam jechać? Nie wziąłem
kąpielówek.
– Nie przejmuj się. Ja również nie mam kostiumu
Wakacyjna miłość
139
kąpielowego – powiedziała, uśmiechając się znacząco.
Gdy zjechali z głównej szosy na drogę tak wąską, że
mieścił się na niej tylko jeden samochód, krajobraz wokół
zmienił się nie do poznania. Powietrze było tu znacznie
chłodniejsze, zieleń głębsza i bardziej soczysta, wszędzie
panowała absolutna cisza.
Ewa i Nick prawie jednocześnie opuścili szyby. Uderzył
ich zapach dzikiej, nieskażonej cywilizacją przyrody. Po jakimś
czasie droga stała się bardziej kręta, prawie zygzakowata. Z
jednej strony znajdowała się olbrzymia ściana góry, po drugiej
stroma przepaść. Tylko kilka minut zabrało im wjechanie
powyżej poziomu drzew. Powietrze w dolinie stało się mgliste,
choć tu w górze niebo było błękitne i czyste.
Kiedy wreszcie dotarli na szczyt, Ewa odwróciła się do
Nicka z triumfalnym uśmiechem.
– Mówiłam, że sobie poradzę.
– Nie mów hop. – Spojrzał na nią sceptycznie. – Musimy
stąd jeszcze zjechać, a to może okazać się trudniejsze.
Ewa obrzuciła go pewnym siebie spojrzeniem. Głowa
Nicka wydawała się jaśniejsza niż zwykle. To zapewne za
sprawą przyprószonych siwizną włosów, które odbijały światło
z jakąś niezwykłą siłą.
– Podobno w tych górach jeszcze do niedawna
nielegalnie pędzono bimber. Jednak kilka lat temu został
wyparty przez marihuanę.
– Skąd wiesz? – zapytał Nick, choć odpowiedź na to
pytanie wcale go nie interesowała. Zauważył, że Ewa jest
zdenerwowana i kurczowo zaciska dłonie na kierownicy.
– Gdzieś o tym czytałam.
Wziął w palce jej włosy i zaczął się nimi bawić. Policzki
Ewy oblały się rumieńcem.
– Co jeszcze wiesz na temat tej okolicy? – zapytał, chcąc
rozładować nieco atmosferę.
Wakacyjna miłość
140
– Wiem, że tutejszy Park Narodowy jest największym
publicznym parkiem na wschód od Mississipi. Rocznie
odwiedza go ponad trzysta tysięcy turystów. Latem można tu
łowić okonie, a zimą jeździć na nartach. Starsi ludzie
zamieszkujący te okolice mówią dialektem, który wywodzi się
od języka angielskiego używanego w czasach królowej
Elżbiety.
– Niebywałe. Jestem pod wrażeniem twojej erudycji –
skomentował Nick.
– Zawsze mam czas, żeby dowiedzieć się czegoś
nowego.
– Zauważyłem – odparł Nick, obserwując, jak Ewa
ostrożnie zjeżdża po opadającej stromo w dół drodze.
Przypomniał sobie, że często zbierała informacje o jego
klientach – różnych firmach i przedsiębiorstwach. Nie robiła
tego z czystej ciekawości, ale z potrzeby uczenia się. Chciała
wiedzieć więcej o rzeczach, które dotyczą Nicka.
Stała się przez to częścią jego życia. Tak, to był fakt. Nie
może pozwolić sobie na to, żeby ją teraz stracić.
Wsunął rękę pod jej włosy i zaczął gładzić ją po karku.
– Ewo, dlaczego jesteś taka spięta? Zmęczenie? A może
to przeze mnie?
Spojrzała w jego ciemne oczy.
– Wiesz przecież, że nigdy bym cię nie okłamała.
– To twoja typowa odpowiedź – wymijająca i
tajemnicza. Nadal nie wiem, co mam o tym myśleć.
W chwilę później minęli zakręt i wjechali na słoneczną
polanę. Znajdował
się tam jeszcze jeden samochód – półciężarówka pełna
nastolatków. Kiedy Ewa zatrzymała się koło nich, młodzi
ludzie zaczęli gwizdać i machać w jej kierunku.
– Co to za gwiazda? – zapytał Nicka któryś z nich.
– Nikt z branży muzycznej – odpowiedziała za niego–
Wakacyjna miłość
141
Co was tu sprowadza? – zainteresował się drugi z nastolatków.
– Szukamy świeżego powietrza.
– Dobrze trafiliście. Tylko nie zostańcie tu zbyt długo.
Pogoda zaraz się zmieni.
Ewa spojrzała w górę, na niebie nie było jednak ani
jednej chmurki.
Kiedy w chwilę później samochód z rozkrzyczaną grupą
ruszył w drogę powrotną, usłyszała daleki pomruk grzmotu. Nie
wiedziała jednak, czy to odgłos burzy, czy też dźwięk
wydobywający się z tłumika półciężarówki.
– Co ty na to? – zapytał Nick, lekko zaniepokojony.
– Myślę, że czas się wykąpać.
Ewa zdjęła kurtkę, wrzuciła ją do samochodu i
skierowała się w stronę rozlewiska. Było to naturalne jeziorko
utworzone z wody wpadającego z góry strumienia. Brzeg
porośnięty był paprociami, a ziemię wokół pokrywał mech.
– Wspaniale – powiedziała Ewa, dochodząc do brzegu. –
Czujesz? Od razu zrobiło się chłodniej.
– No właśnie – powiedział Nick, podążając za nią. Z
podziwem przyglądał się jej ciału. – Może po prostu
usiądziemy sobie na brzegu i będziemy podziwiać krajobraz?
Po co się od razu kąpać?
Ewa odwróciła się do niego.
– Bo to będzie jeszcze przyjemniejsze.
Kiedy ich spojrzenia zetknęły się, Nick przypomniał
sobie wydarzenia ostatniej nocy. Czuł, jak jego mięśnie stają się
coraz bardziej naprężone.
Zapragnął znowu ją pocałować, poczuć smak jej ust,
dotknąć języka.
– Nie wiem, czy możemy sobie na to pozwolić, Ewo.
Mamy mało czasu.
– Jest dopiero czwarta, a konferencja zaczyna się o
szóstej.
Wakacyjna miłość
142
– A jeśli ktoś nas zobaczy? Spojrzała na niego
zdziwiona.
– Od kiedy to przejmujesz się tym, co pomyślą o tobie
inni?
Nick bał się raczej o to, co pomyślą o Ewie.
– A co będzie, jeśli przyjedzie szeryf?
– Użyjesz swego wrodzonego wdzięku i wyjaśnisz mu,
że nie wiedziałeś, iż kąpiel w tym miejscu jest zabroniona.
Jesteśmy przecież z innego stanu, nie musimy znać lokalnych
przepisów. Zresztą, kto może ucierpieć na tym, że raz się
wykąpiemy w niedozwolonym miejscu? – zapytała, rozpinając
pierwszy guzik swojej koszuli. Wcześniej zdjęła buty i stała
teraz boso na zielonym mchu.
– Kto? Moja reputacja – odpowiedział, spuszczając
nieco wzrok. – Pomyśl, co by się stało, gdyby prasa
opublikowała zdjęcie, na którym kąpię się nago z moim
szoferem. Z kobietą!
– Opinia publiczna na pewno zmieniłaby zdanie o tobie.
Wyobrażam już sobie nagłówki: „Człowiek o kamiennym sercu
– Nick Bauer – w towarzystwie nagiej partnerki!” Albo: „Nagi
tors Bauera. Najświeższe doniesienia”. – Wybuchnęła
śmiechem, ale Nick zupełnie nie podzielał jej rozbawienia. Był
skrępowany, spięty, raz po raz zerkał na jej bose stopy i na
samą myśl o tym, co będzie dalej, cierpła mu skóra. – No,
czego pan się właściwie boi, panie Bauer? – zapytała Ewa,
podpierając się z boku rękami.
Mojej reakcji na twoje nagie ciało, pomyślał Nick. Ewa
zaczęła rozpinać swoją koszulę. Jeszcze nigdy w życiu nie
kąpała się nago pod gołym niebem. Za chwilę miała rozebrać
się przed mężczyzną, którego kochała, lecz z którym nigdy nie
posunęła się dalej niż do pocałunków. Wszystko to ekscytowało
ją i napełniało obawą jednocześnie. Było jednak za późno, by
myśleć. Nadszedł czas działania. Przez jedenaście miesięcy i
Wakacyjna miłość
143
czternaście dni każde spojrzenie, uśmiech i słowo, jakie
wymienili, zbliżało ich do tej chwili. Teraz nie mogła się
wycofać. Nie darowałaby sobie tego do końca życia.
Odpięła ostatni guzik i szybko zdjęła koszulę,
odsłaniając różowy, atłasowy stanik. Odwrócona tyłem do
Nicka rozsunęła zamek spodni i zsunęła je w dół. Przez chwilę
zdawało się jej, że słyszy za sobą jakiś dźwięk. Wolała się
jednak nie odwracać. Gdyby Nick wrócił teraz do samochodu,
czułaby się upokorzona.
Tymczasem mężczyzna zbliżył się do niej bezszelestnie i
stanął tuż za jej plecami. Delikatnie rozpiął z tyłu stanik Ewy i
patrzył z zachwytem, jak atłasowe ramiączka zsuwają się
wzdłuż jej opalonych ramion. Po chwili Ewa wyciągnęła je do
przodu i stanik opadł na trawę. Teraz z łatwością mógł dotknąć
jej nagich pełnych piersi. Nakryć je dłońmi, napawać się ich
delikatną gładkością... Nie chciał jednak zachowywać się jak
niedoświadczony sztubak.
Ewa czuła na sobie jego przyspieszony oddech, ale nie
miała odwagi się odwrócić. W pewnym momencie rzuciła się
do przodu i, biegnąc w stronę wody, krzyknęła:
– Ścigajmy się!
Nick natychmiast zapomniał o szeryfie i swoich
wcześniejszych rozterkach. Jedyne, o czym mógł teraz myśleć,
to pościg za wpół nagą Ewą James. Błyskawicznie zrzucił z
siebie ubranie i puścił się za nią biegiem.
Dotarła do stromego brzegu, zawahała się chwilę, po
czym odbiła się od ziemi i skoczyła do wody głową w dół. Nick
krzyknął jeszcze, przerażony, by ją powstrzymać, lecz było już
za późno.
Po chwili z wody wynurzyła się jej głowa.
– Ale tu chłodno. Mówię ci. Coś wspaniałego! Nick nie
podzielał jej entuzjazmu.
– Do diabła! Mogłaś się zabić. Nie wiesz, że nie wolno
Wakacyjna miłość
144
skakać na główkę, jeśli nie zna się dna?
Zdawał sobie sprawę, że to, co mówi, brzmi zapewne jak
wymówki dobrego wujka, ale był ledwie żywy ze strachu. Taki
skok naprawdę mógł się skończyć tragicznie.
– Wiem – krzyknęła do niego i podpłynęła bliżej brzegu.
Woda sięgała jej do piersi. – Przepraszam, że cię wystraszyłam.
Ale tu jest tak pięknie. Nie mogłam się oprzeć.
Nick stał na brzegu ubrany tylko w slipy i patrzył, jak
Ewa, płynąc żabką, raz po raz zanurza i wynurza głowę z
kryształowo-czystej wody. Widział półkule jej piersi
zakończone twardymi, różowymi sutkami. Zachowywała się tak
swobodnie, była szalona, nieprzewidywalna, a jednak czuł, że
jej obecność stanowi dla niego jakieś naturalne dopełnienie.
Chciał dzielić z nią wszystko – rzeczy mądre i głupie, poważne
i nierozsądne. Kiedy ożenił się, był za młody i za bardzo
skoncentrowany na robieniu kariery, aby w pełni zrozumieć,
czym jest miłość. Później zaś tragiczny wypadek uniemożliwił
mu zdobycie tej wiedzy.
– No i co, panie Bauer? – zawołała do niego Ewa, z
wyraźną rozkoszą pluszcząc się w wodzie. – Wchodzi pan czy
nie?
Spojrzał przez ramię w stronę, gdzie zostawili część
swych ubrań.
– Zdaje się, że zapomniałaś, w jakim stroju wchodzi się
tu do wody.
– Masz rację. – Ewa ściągnęła w wodzie resztę
garderoby i rzuciła ją na brzeg. – Proszę bardzo! – krzyknęła
zadowolona. – Tyle kosztuje wejściówka. Stać cię na to?
– Przy tobie na wszystko mnie stać – powiedział Nick i
zsunął w dół slipy.
Ewa zdążyła jeszcze spojrzeć na jego nagą sylwetkę, a
chwilę później Nick skoczył do wody i zniknął w jej głębinach.
Wakacyjna miłość
145
Rozdział szósty
Kiedy Nick wynurzył się na powierzchnię, jego twarz
zdradzała całkowite zaskoczenie.
– Jezu! – jęknął. – Tu jest lodowato. – Potrząsnął głową
na boki, rozpryskując wokół kropelki wody. Po chwili
przyczesał rękami włosy i uśmiechnął się do Ewy. – Jesteś
kompletnie szalona, wiesz?
– Być może, ale zrobiłeś dokładnie to samo, co ja. To
dosyć zabawne, nie sądzisz?
Nick szeroko się uśmiechnął. Ewa jeszcze nigdy nie
widziała go tak odprężonego. Przez sekundę zatrzymała wzrok
na jego klatce piersiowej, prawie całkowicie pokrytej ciemnymi
włosami. Zaczęli płynąć obok siebie, powoli odgarniając wodę
na boki.
– Za chwilę przestaniesz czuć zimno. Najgorzej jest na
początku – powiedziała Ewa i przekręciła się na plecy.
Nick nie mógł oderwać oczu od jej piersi, które
poruszały się w rytm ruchu jej rąk. Dolna część jej ciała była
zanurzona i tylko czasami unosiła się ponad powierzchnię
wody. Ewa wyglądała jak nimfa wodna – gibka, uwodzicielska
i wzbudzająca pożądanie. Poczuł nagle, że pomimo zimnej
wody zaczyna robić mu się gorąco.
Wyciągnął rękę i przyciągnął Ewę do siebie. Dotyk jej
ciała jeszcze bardziej go rozpalił.
– Chodź do mnie – powiedział.
Kiedy Ewa zorientowała się, że Nick chce ją pocałować,
natychmiast objęła go za szyję. Nie chciała udawać, że pragnie
czego innego. Kochała tego mężczyznę i długo czekała na
chwilę taką jak ta.
Usta Nicka były gorące. Ewa czuła, jak całe jej ciało
Wakacyjna miłość
146
przenika nieznana wcześniej fala błogiego, obezwładniającego
ciepła. Musiała mocniej chwycić się silnych ramion mężczyzny,
ponieważ nogi odmawiały jej posłuszeństwa. Nick jedną ręką
przytrzymywał ją za głowę, a drugą położył na jej plecach.
Całował wolno, rozkoszując się smakiem malinowych ust
dziewczyny. Nie zdawała sobie wcześniej sprawy, że zwykły
pocałunek może dostarczyć tylu wrażeń, tylu wzruszeń. W
pewnym momencie zachciało jej się nawet płakać.
Nie wahając się długo, Nick położył dłoń na jej piersi i
zaczął ją delikatnie masować. Ewa cicho westchnęła i mocniej
przylgnęła do twardego ciała partnera. Wyczuwając jego
podniecenie, opuściła rękę i dotknęła go poniżej podbrzusza.
Jęknął z rozkoszy, chwycił ją za pośladki i uniósł lekko w górę.
Był gotowy zrobić to już, natychmiast, choćby i na środku
górskiego jeziora; wiedział, że i ona nie zniesie dłużej czekania.
Zmrużyła oczy, rozszerzyła nieco nogi i ze słodkim
westchnieniem pozwoliła, aby jego męskość wniknęła między
jej uda.
Ewa nie mogła złapać tchu. Czuła, że cała rozpływa się
w środku, a każdy ruch Nicka jeszcze bardziej ją rozpalał.
Jednak miejsce, które płonęło w niej najbardziej, było ciągle
niezaspokojone.
– Nick... – jęknęła – proszę, zrób to.
– Zaraz, kochanie. Obejmij mnie mocniej.
Dno jednak było śliskie i raz po raz tracili równowagę.
W pobliżu nie było żadnej skały, o którą mógłby ją oprzeć.
Nick gorączkowo szukał w myśli jakiegoś rozwiązania, aż w
końcu doszedł do wniosku, że w tych warunkach nie może
kochać się z Ewą. Zniechęcony, puścił ją i zaczął płynąć w
kierunku brzegu.
– Co się stało, Nick? – zawołała za nim zaskoczona i
podpłynęła bliżej niego. – Nie chcesz mnie?
Fala gorąca rozeszła się po jego ciele.
Wakacyjna miłość
147
– Oczywiście, że chcę – odpowiedział z przekonaniem i
przygarnął ją do siebie. – Nasz pierwszy raz wyobrażałem sobie
jednak inaczej. Zdaje się – zachichotał – że nie mam wyboru.
Kiedy wyszli na brzeg i trochę się ogrzali, Nick przytulił
Ewę mocno i szepnął jej do ucha:
– Tutaj? Chcesz tego?
Jej twarz nie zdradzała najmniejszych wątpliwości.
– Jeśli czujesz to samo co ja, nie powinieneś pytać.
Wziął ją z radością w ramiona i delikatnie ułożył na
zielonej trawie. Sycił dłonie dotykiem jej ciała, ustami pieścił
brwi, oczy, aż wreszcie wspaniałe, bujne piersi Ewy. Posuwając
się coraz niżej, dotarł do miejsca, które zadrgało z rozkoszy,
gdy tylko je dotknął przelotnym muśnięciem.
– Tak, Ewo... Tak. Jesteś wspaniała – szepnął jej do ucha
i nim zdążyła ochłonąć, uklęknął między rozchylonymi udami
dziewczyny.
Spojrzała w jego twarz. Coś jeszcze do niej mówił, ale
nie rozumiała teraz ani słowa. Poczuła tylko, jak wnika w nią
swoim gorącym, niecierpliwym podnieceniem, a potem zaczyna
poruszać się w niej, zrazu powoli, ostrożnie, potem coraz
gwałtowniej i bardziej zdecydowanie. Krzyknął z rozkoszy,
sam chyba zaskoczony tak silnym doznaniem. Ewa wygięła się
w łuk, pragnąc być jak najbliżej niego i wtedy poczuła wreszcie
uderzenie gorących, spazmatycznych fal, wypełniających całą
przestrzeń jej kobiecości.
– Tak, tak... – jęknął Nick, wciskając głowę między jej
ramię i szyję. Nie poruszał się teraz, choć jego ciało ciągle
jeszcze było naprężone. – Myślałem... straciłem poczucie czasu
– wydyszał jej do ucha.
Ewa zaczęła głaskać go po plecach. Była nasycona i
szczęśliwa, chciało jej się śmiać z radości. Stało się tak, jak
myślała – miłość z Nickiem przyćmiła wszystkie wcześniejsze
doświadczenia. Teraz liczył się tylko on.
Wakacyjna miłość
148
Nagle na niebie pojawiła się błyskawica, a potem dał się
słyszeć potężny grzmot. Ewa odruchowo przytuliła się do
Nicka. Na zachodzie zbierały się ciemne chmury, zakrywając
wierzchołki gór. Po chwili znowu błysnęło, a od strony doliny
powiał silny wiatr, niosąc ze sobą pierwsze krople deszczu.
Nick szybko się podniósł i podał rękę Ewie.
– Musimy się zbierać. Szybko.
Biegiem ruszyli w stronę samochodu w strugach coraz
bardziej ulewnego deszczu. Kiedy dotarli na miejsce, Nick
szybko otworzył tylne drzwi i puścił przodem Ewę.
Wskoczyli do środka i przemarznięci usiedli koło siebie.
Gdy tylko spojrzeli na swoje ociekające wodą twarze, oboje
wybuchnęli gromkim śmiechem. Szum deszczu na zewnątrz
znów przerwał hałaśliwy grzmot.
Instynktownie przytulili się do siebie.
– Boże, ależ ty jesteś piękna – powiedział Nick. –
Piękna. Cudowna. I trochę... szalona. – Po każdym słowie
przerywał i całował ją w usta.
Ewa była wzruszona tą delikatną, prawie chłopięcą
pieszczotą. Miłość do Nicka, skrywana tak długo w sercu,
wybuchnęła teraz z olbrzymią intensywnością. Dziewczyna
zaszlochała, z jej oczu popłynęły łzy.
– Ty płaczesz? – Nick mocniej ją objął. – Chyba nie
zrobiłem ci nic złego.
– Ależ nie. Od dawna tego pragnęłam. – Spojrzała na
niego wzrokiem przepełnionym miłością.
– To dlaczego nie zrobiliśmy tego wcześniej?
– Ponieważ... i tak wiedziałam, że to się kiedyś musi
stać. – Położyła głowę na jego ramieniu. – Obejmij mnie.
– Dlaczego nigdy nie pomyślałem, żeby zrobić to w
samochodzie? – powiedział, tuląc ją do siebie.
– Zawsze miałeś na głowie zupełnie inne sprawy. –
Poklepała go lekko po brzuchu. – Nie mamy się w co ubrać.
Wakacyjna miłość
149
Nasze ubrania zostały na deszczu.
– Tak, wiem – powiedział, wzdychając. – Już po raz
drugi tracę w twoim towarzystwie garnitur. Powinienem chyba
kupić coś nieprzemakalnego.
– Myślę, że nie masz czego żałować – powiedziała,
opuszczając rękę coraz niżej.
– Ewo, nie igraj z ogniem.
Puściła mimo uszu to ostrzeżenie. Objęła go i zaczęła
całować gorąco.
Kiedy wreszcie przestała, żeby zaczerpnąć trochę tchu,
powiedziała:
– Kocham cię, Nick.
– Boże, nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mnie to
cieszy. Wiesz przecież, co ja czuję do ciebie.
– Ależ skąd! – Spojrzała na niego niewinnie. – Nigdy nie
mówiłeś mi o swoich uczuciach.
– Czy chciałabyś jeszcze raz zobaczyć, co się ze mną
dzieje, kiedy jesteś obok?
– Nie w tym rzecz, Nick. Podejrzewam, jak się w tej
chwili czujesz.
Pytanie dotyczy czego innego.
– Przy tobie czuję się wspaniale, cudownie, młodo. Przez
ostatnie sześć lat z nikim nie Było mi tak dobrze. – Spojrzał na
nią tak, jak gdyby chciał pożreć ją wzrokiem. – Czy to na razie
zaspokaja twoją ciekawość odnośnie moich uczuć?
Zamiast odpowiedzieć, przyciągnęła do siebie jego
głowę i przytuliła ją do piersi. Tak wiele jeszcze miała mu do
powiedzenia. Chciała, aby usłyszał od niej słowa: „Kocham cię,
chcę za ciebie wyjść, mieć z tobą dzieci, razem z tobą stworzyć
rodzinę...” Na razie jednak musiała zaakceptować to, co
ofiarował jej Nick – cudowny nastrój obecnej chwili.
Usiadła mu na kolanach i przywarła do jego ust, całując
go długo i namiętnie. Przycisnął ją do siebie mocniej, a ona
Wakacyjna miłość
150
rozchyliła nogi, pozwalając, aby Nick ponownie w nią
wtargnął. Z jej ust wydobył się jęk rozkoszy, która z każdą
chwilą przybierała na intensywności. Zamknęła oczy,
całkowicie poddając się ekstazie. Wreszcie przyszło ukojenie i,
gdy doszli do siebie po radości spełnienia, wszystko wokół
znowu nabrało realnych kształtów.
Wtuleni w siebie przysłuchiwali się, jak porywisty wiatr
uderza w samochód kroplami deszczu. Ewa czuła, jak bije serce
Nicka. Wiedziała, że tego popołudnia zrzucił przed nią swoją
maskę. Teraz nie miał już odwrotu. Musiał albo zaakceptować
jej miłość, albo ją odrzucić.
A jak się czuł on? Miał w głowie zupełny mętlik.
Niczego bardziej nie pragnął niż spędzić ten weekend z Ewą.
Kiedy trzymał ją w ramionach, czuł się jak człowiek, któremu
po raz drugi ofiaruje się życie. A jednak wciąż nie był gotowy,
by odpowiedzieć na jej wyznanie tak, jakby tego chciała. Bał
się, że nie sprosta pokładanym w nim nadziejom, że zawiedzie
Ewę, że złamie jej serce.
– Zostań ze mną przez cały weekend – odezwał się
wreszcie.
Podniosła głowę z jego ramienia i spojrzała na niego.
– Masz na myśli również konferencję? Jak
wytłumaczysz innym moją obecność?
– A po co mam im cokolwiek wyjaśniać?
Ewa wyobraziła sobie te uśmieszki i spojrzenia.
Wszyscy wzięliby ją za kochankę Nicka Bauera. Pal sześć,
mogłaby się nawet i z tym pogodzić, gdyby tylko Nick miał
odwagę powiedzieć jej wcześniej prawdę o swoich uczuciach.
Może popełniłam kolejny błąd? – zadźwięczało jej w
głowie.
– Posłuchaj, Nick. Nie chodzi mi tylko o przelotny
romans.
Zaczerwienił się.
Wakacyjna miłość
151
– A kto mówi o romansie? Przecież dopiero teraz coś się
między nami naprawdę zaczęło. Nie mogę pozwolić, żebyś w
takiej chwili odeszła.
– Gdybym teraz została, Nick, byłby to romans, nie
oszukujmy się. A mi zupełnie nie o to chodzi.
– No dobrze. Zróbmy, jak chcesz. Wracaj do Albany,
tylko obiecaj mi, że następny weekend spędzimy razem.
Poczekaj... – Spojrzał na siedzenie, na którym znajdował się
jego kalendarz. Już miał wyciągnąć po niego rękę, ale w
ostatniej chwili zmienił zdanie. – Zresztą to nie ma znaczenia.
Nawet jeśli mam jakieś spotkania, po prostu je odwołam.
Zarezerwuję ci lot na piątek, żebyś nie traciła czasu na podróż.
– Uśmiechnął się dumnie. – Jak widzisz, jestem przygotowany
na daleko posunięty kompromis. Co ty na to?
– Co ja na to? Widzę, że seks ze mną sprawia ci tyle
przyjemności, że jesteś gotów poświęcić dla niego dobre
stosunki z klientami – powiedziała z goryczą Ewa.
Nick zrobił się biały jak ściana.
– Wiesz, że nie tylko o to mi chodzi. To
niesprawiedliwe!
– Masz rację. Przepraszam. – Pogłaskała go po policzku.
– Pamiętasz, kiedyś mówiłam ci, że połowa kobiet w Nowym
Jorku jest w tobie zakochana, a połowa chce iść z tobą do
łóżka... – Nick skinął głową. – Otóż ja należę do tych, które
chcą wyjść za ciebie za mąż.
Po tych słowach zaległa grobowa cisza. Ewa czuła, jak
pod wpływem kamiennego wzroku Nicka robi się jej coraz
zimniej. Patrzył na nią teraz zupełnie inny mężczyzna niż ten, z
którym przed chwilą się kochała. Uwolniła się z jego objęć.
– Zdaje się, że za dużo powiedziałam.
– Ależ nie. – Nick ujął ją za brodę i odwrócił w swoją
stronę. Na jej twarzy malował się ból. – Podziwiam twoją
szczerość, Ewo. Tylko, że... to wszystko dzieje się tak szybko.
Wakacyjna miłość
152
Ewa nie mogła powstrzymać wybuchu śmiechu.
– Zabrzmiało to jak cytat z dziewiętnastowiecznego
romansu!
– Na litość boską, Ewo, nie komplikuj jeszcze bardziej
naszej sytuacji. – Nick zaczerwienił się. Wziął głęboki oddech,
starając się dojść do siebie. – Dla ciebie wszystko jest łatwe i
oczywiste. Dla mnie niestety nie. Chcę być z tobą – wziął ją za
rękę – ponieważ jeszcze nigdy w życiu nie byłem z nikim tak
szczęśliwy. Ale nie wiem, czy to, co do ciebie czuję, mogę
nazwać miłością. – Jego twarz posmutniała nagle. – Nie chcę
cię oszukiwać i obiecywać rzeczy, których być może nie będę
w stanie ci dać.
Ewa wsunęła rękę w jego włosy i spojrzała mu głęboko
w oczy.
– Posłuchaj, Nick – powiedziała spokojnie. – W tej
chwili twoje uczucia powinny być absolutnie przejrzyste. Nie
możesz analizować tego, co czujesz.
Albo czujesz, albo nie. Posłuchaj serca.
– Łatwo ci mówić – powiedział z goryczą Nick. – Ale
niech mnie diabli, jeśli teraz pozwolę ci odejść.
W jego oczach widziała rozpaczliwą determinacje i
równie intensywny lęk przed odtrąceniem. Czy mogła go
zostawić w takiej chwili?
– No dobrze, Nick. Niech będzie, jak ty chcesz. Nie
musimy się spieszyć.
Ale na konferencji z tobą nie zostanę. Muszę jechać do
Albany. Porozmawiamy, kiedy wrócisz do Nowego Jorku.
– Obiecujesz?
– Obiecuję. – Ewa spojrzała na zegarek. – A teraz, jeśli
się nie pospieszymy, spóźnisz się na spotkanie.
Otworzyła drzwi i wyszła na zewnątrz. Deszcz ciągle
padał, choć nie tak intensywnie jak wcześniej. Ewa wyciągnęła
z bagażnika dwa nesesery, w których znajdowały się zapasowe
Wakacyjna miłość
153
ubrania. Nick również wysiadł z samochodu i stanął obok niej.
Przez chwilę oboje patrzyli na swoje nagie ciała, po których
gdzieniegdzie spływały kropelki deszczu. Gdyby któreś z nich
uczyniło teraz drobny gest, po chwili znowu znaleźliby się w
samochodzie, zapominając o całym świecie.
– Przebiorę się na przednim siedzeniu – powiedziała
Ewa.
Nick chwycił ją za łokieć.
– Wiem, że jesteś zła.
– Nie jestem zła, Nick. – Pocałowała go lekko w usta. –
Nie żałuję tego popołudnia. Od dawna o tym marzyłam. Ale
nawet marzenia kiedyś się kończą
– powiedziała i odwróciła się, by nie widział łez w
kącikach jej oczu.
– Dlaczego tak wiele oczekujemy od życia? – szepnął
Nick. – Dlaczego nie możemy zadowolić się tym, co mamy?
Wakacyjna miłość
154
Rozdział siódmy
Podróż z powrotem okazała się bardzo powolna. Pokryta
kamieniami droga była mokra, co znacznie utrudniało
manewrowanie samochodem. Co gorsza Ewa dopiero teraz
zauważyła znaki informujące o niebezpieczeństwie ze strony
spadających odłamków skalnych. Z jednej strony miała
przepaść, a z drugiej prawie pionową skałę, z której w każdej
chwili mogły na nią posypać się kamienie. Nie chciała nawet
myśleć, co by się stało, gdyby w którymś miejscu droga
okazało się nieprzejezdna.
Było dopiero popołudnie, ale słońce przysłaniały niskie,
ciemne chmury, panował więc chłód i półmrok. Ewa ubrana
była tylko w dżinsy i koszulkę z krótkim rękawem, jej skórę
pokrywała gęsia skórka. Nie martwiła się tym, że deszcz
zupełnie przemoczył jej mundur. I tak nigdy go już nie będzie
potrzebować.
Spojrzała w lusterku na Nicka. Ubrany równie niedbale
co ona, patrzył gdzieś przed siebie. Trudno było odgadnąć, o
czym myśli. Ciemne okulary czyniły z niego jakąś
enigmatyczną postać. Teraz wydawał się jej całkowicie obcą
osobą.
Ewa zwróciła wzrok na drogę, ale po jakimś czasie
znowu spojrzała na Nicka. To, co zobaczyła, absolutnie ją
zaskoczyło. Na jego prawym policzku dojrzała łzę!
Nie była przygotowana na taki widok. Nie
przypuszczała, że ten twardy mężczyzna zdolny jest do takich
wzruszeń. Jeśli tak silnie przeżywał rozstanie, w jego sercu na
pewno było miejsce na radość, nadzieję i miłość.
Droga robiła się coraz szersza. Widok rozciągającej się
poniżej doliny zapierał dech w piersi. Ewa po raz ostatni
Wakacyjna miłość
155
spojrzała w tamtą stronę, a potem przerzuciła bieg i dodała
gazu. Kiedy zbliżała się do zakrętu, nie przeczuwała żadnego
niebezpieczeństwa. Na drodze nie spotkali dotychczas ani
jednego samochodu i to uśpiło jej czujność.
Nadjeżdżający z przeciwka wóz terenowy jechał zbyt
szybko i musiał ściąć zakręt. Ewa spostrzegła go w ostatniej
chwili, zdążyła jeszcze krzyknąć i z całej siły nacisnąć na
hamulce. Uniknęła czołowego zderzenia, lecz samochód wpadł
w poślizg, przekręcił się na dach i, sunąc po mokrej
nawierzchni, wypadł z drogi. Po chwili dał się słyszeć zgrzyt
gniecionego metalu. Ewa usłyszała jeszcze wybuch poduszki
powietrznej, która z hukiem rozwinęła się przed jej twarzą, i
straciła przytomność.
Nick czuł w ustach smak krwi. Wokół roznosił się
zapach palonej gumy i benzyny.
Boże, to niemożliwe! To tylko zły sen, pomyślał.
Otworzył oczy i tuż nad głową zobaczył dach
samochodu. Leżał w jakiejś nienaturalnej pozycji, czując na
klatce piersiowej silny ucisk pasa bezpieczeństwa.
– Ewa! – krzyknął. – Ewa! Odezwij się! Przy oknie
pojawił się cień mężczyzny.
– Nic się panu nie stało? – zapytał ktoś przerażonym
głosem. – Jezu, Bóg mi świadkiem, że was nie zauważyłem!
– Z przodu jest jeszcze kobieta – odezwał się Nick. –
Widzi ją pan?
– Tak, widzę. Leży bez ruchu.
Nick wiedział, że teraz nie wolno mu wpaść w panikę.
Uwolnił się z pasów i usiadł wygodniej.
– Musi pan natychmiast sprowadzić pomoc –
zakomenderował.
– Jasne. – Kierowca samochodu terenowego miał nie
więcej niż dwadzieścia pięć lat. – Mam radio CB. Zadzwonię
do szeryfa.
Wakacyjna miłość
156
Nick wystawił głowę na zewnątrz.
– Tylko stąd nie odjeżdżaj! I tak widziałem twoją twarz.
Jeśli zostawisz nas tu, odnajdę cię choćby na końcu świata!
Chłopak najwyraźniej przestraszył się groźby Nicka.
– Proszę się nie obawiać. Zadzwonię tylko do szeryfa i
zaraz wracam. To naprawdę nie była moja wina. Nie mogłem
zjechać na bok, nie było już miejsca...
Z przodu samochodu dobiegł cichy jęk. Nick zaczął
przesuwać się w tamtym kierunku.
– Jestem tu, Ewo! – zawołał w jej stronę z nadzieją w
głosie.
– Nick, to ty? – zapytała ledwo słyszalnie.
– Żyjesz, dzięki Bogu, żyjesz... – Nick chciał na nią
spojrzeć, ale zbita szyba oddzielająca przednie siedzenia od
tylnych pokruszyła się w drobne kawałeczki, które, trzymając
się razem, tworzyły białą, nieprzeniknioną zasłonę.
– Musimy się stąd jakoś wydostać.
– Nie mogę – powiedziała Ewa. – Mam zablokowaną
nogę.
Nick zaczynał bać się coraz bardziej.
– Leci ci krew? Ewo, możesz mi odpowiedzieć? –
zapytał podniesionym głosem.
– Nie, chyba nie. Uderzyłam się tylko w głowę. –
Dotknęła ręką twarzy.
Całe szczęście nie wyczuła nigdzie krwi. Pomimo
pulsującego bólu w czaszce rozglądała się wokół, starając się
ocenić swoje położenie. – Obsunął się układ kierowniczy.
Mogę poruszać rękoma, ale... nie, nie mogę uwolnić nóg. Boli...
Serce Nicka waliło jak oszalałe.
– Nie przejmuj się tym. Spróbuję ci jakoś pomóc,
dobrze?
– Nick?
– Tak, Ewo?
Wakacyjna miłość
157
– Nie zostawiaj mnie.
– Co ty mówisz! Oczywiście, że cię nie zostawię.
– Nie o to mi chodzi. Stąd i tak musisz wyjść. Możemy
w każdej chwili stoczyć się w przepaść.
– O nic się nie martw. Wpadliśmy na drzewo. Samochód
nie ruszy się nawet o centymetr.
Nick miał nadzieję, że zabrzmiało to przekonująco.
W rzeczywistości sytuacja nie wyglądała tak dobrze.
Przy każdym silniejszym podmuchu wiatru rozbity wóz
zaczynał się lekko kołysać.
– Masz szczęście, że jesteś ubezpieczony – próbowała
zażartować Ewa.
– Aha. Dobrze, że dostrzegasz pozytywne strony. –
Wyjrzał przez okno, szukając wzrokiem kierowcy, który miał
sprowadzić pomoc. Jednak ten gdzieś przepadł. – Sprawdzę,
czy mój telefon działa.
Odnalazł aparat na podłodze i czym prędzej wystukał
numer.
– Halo! Chciałbym zgłosić wypadek samochodowy.
Proszę połączyć mnie z policją stanu Północna Karolina.
– Po chwili nastąpiło połączenie. – Dzwonię z miejsca
wypadku. Mój samochód znajduje się... – zawiesił głos.
– Ewo, gdzie my właściwie jesteśmy?
– Nie pamiętam nazwy tej miejscowości. Powiedz, że
jesteśmy na Gorge Road, która odchodzi od Blue Ridge
Parkway.
Nick powtórzył te informacje swojemu rozmówcy. Po
chwili zaczął krzyczeć do słuchawki:
– Co mnie obchodzi burza! Jest tutaj kobieta, która
zaklinowała się w samochodzie. Przyślijcie kogoś natychmiast.
I niech weźmie narzędzia do cięcia metalu. Nie możemy tu
zostać po zmroku, bo wtedy nikt nas nie znajdzie!
Wiatr uderzył mocniej w samochód. Auto zakołysało się
Wakacyjna miłość
158
lekko i obsunęło nieznacznie w dół.
– Ewo – odezwał się Nick. Mówił spokojnie, choć czuł,
jak ze strachu cierpnie mu skóra. – Musisz jeszcze raz
spróbować sama się wyswobodzić.
– Już próbowałam. Bez pomocy nie dam rady. Potrzebne
są narzędzia.
Ale ty powinieneś wyjść, Nick. Nie musimy razem tu
siedzieć.
– Dobrze. Poczekaj, może z zewnątrz uda mi się
otworzyć twoje drzwi.
Ewa czuła, jak pot spływa jej po plecach. To nerwy,
tylko nerwy, pocieszała się. Usłyszała, że Nick wyszedł na
zewnątrz i zaczął oglądać rozbity wóz. Po chwili dobiegł ją głos
innego mężczyzny i serce żywiej jej zabiło. Może nadeszła już
pomoc!
– Nick! Nick! – krzyknęła podniecona.
W tym samym momencie drzwi obok niej odskoczyły z
trzaskiem, a w ich miejscu ukazała się głowa Nicka.
– W porządku, kochanie, to ja. Właśnie rozmawiałem z
kierowcą, z którym się zderzyliśmy. On również zadzwonił po
pomoc. Musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać. Posiedzę
przy tobie.
– Nie, nie – zaprotestowała, ale Nick wcisnął się już do
samochodu i usiadł w fotelu obok niej. – Nie powinieneś tego
robić. Po co tak ryzykować?
– Nie pamiętasz już, o czym rozmawialiśmy ostatniej
nocy? Zapytałaś mnie, po co ja właściwie żyję. Wtedy nie
znałem odpowiedzi na to pytanie.
Teraz już znam. Chcę żyć, żeby być z tobą.
– Nick, przestań, proszę.
– Dlaczego mam przestać? – Nick dotknął jej ramienia. –
Wiem, myślisz pewnie, że mówię to tylko po to, żeby zająć cię
rozmową. Ale nie, nie jestem aż tak głupi, a ty naiwna, Ewo.
Wakacyjna miłość
159
Mówię szczerze. Widzisz, jakiś czas temu doszedłem do
przekonania, że jeśli nie chcę cierpieć po raz drugi, nie mogę
się od nikogo uzależnić. Teraz widzę, że to był błąd. Człowiek
planuje swoje życie, stara się unikać niebezpieczeństw, rozważa
za i przeciw, a często nie widzi tego, co najważniejsze: W
swoich kalkulacjach nie uwzględniłem ciebie, Ewo. Mój plan
nie zakładał, że pojawisz się w mym życiu.
– Wiem o tym. – Spojrzała na niego. – Przepraszam.
– Zburzyłaś mój cały, misternie układany plan, cały mój
pomysł na życie – powiedział i pokręcił głową z
niedowierzaniem. – Nie wiem, czy zdołam się po tym
wszystkim pozbierać.
Samochód ponownie lekko się osunął, a spod kół
potoczyły się w przepaść drobne kamyki. Ewa krzyknęła ze
strachu, pobladła gwałtownie, jakby znów miała stracić
przytomność. Na jej czole pojawiły się krople potu.
Wysiłkiem woli próbowała zachować świadomość,
dotrzymać towarzystwa Nickowi, który widząc, że jej stan
nagle się pogorszył, wziął ją za rękę i zaczął głaskać.
– Nie bój się – mówił do niej łagodnie. – Wkrótce
nadejdzie pomoc. Słyszysz mnie? Ewo, potrzebuję cię. Nie
możesz mnie teraz opuścić.
Wolno odwróciła wzrok w jego stronę.
– Nie zostawię cię, Nick. – Na jej twarzy pojawił się
słaby uśmiech. – Zostanę z tobą, nie dam się... Chcę wyjść za
ciebie za mąż, urodzić ci dzieci, sprawić, żebyś był
szczęśliwy...
– Przy tobie zawsze jestem szczęśliwy – odparł, z
trudnością panując nad głosem.
– A potem zostaniesz dziadkiem, ale nigdy się nie
zestarzejesz. Zawsze będziesz czarującym mężczyzną, za
którym oglądają się kobiety.
– Chcę być tylko twój, Ewo. Jeśli nadal mnie kochasz...
Wakacyjna miłość
160
– Oczywiście, że kocham. – Ewa zacisnęła rękę na jego
dłoni. – Trzymaj mnie, Nick. Nie puszczaj...
Uniósł jej dłoń i przytulił do policzka.
– Jesteś taka zimna. Szkoda, że nie mogę cię ogrzać.
Kiedy to wszystko się skończy, obejmiemy się mocno i
będziemy się kochać do upadłego.
– Cii, Nick... Nie wiesz, że ranna osoba nie powinna się
niczym ekscytować?
Nick uśmiechnął się do niej.
– Bardzo cię boli, kochanie?
– Nie, już nie. To nawet trochę dziwne, teraz w ogóle nie
czuję bólu. Swędzi mnie tylko prawa noga, ale nie mogę
dosięgnąć, żeby się podrapać.
– Jeśli cię swędzi, to znaczy, że nie straciłaś czucia. Ewa
znów ścisnęła jego rękę.
– Cieszę się, że jesteś przy mnie, Nick.
– Zawsze będę tam, gdzie ty. – Pogładził ją po policzku.
– Kocham cię.
– Wiem. I wiem, że boisz się tej miłości. Ale nie
rozczarujesz się. Obiecuję.
– Zamierzam na stałe zatrudnić cię w mojej firmie i
dzielić z tobą moje łóżko.
– Nasze łóżko.
Nick wybuchnął śmiechem.
– Jak zwykle przekorna.
– Taka już moja natura.
Kolejne dwadzieścia minut spędzili, rozmawiając o
zupełnie błahych sprawach. Jak gdyby za obopólną zgodą
dyskusje o wzajemnych uczuciach odłożyli na lepsze chwile.
Kiedy wreszcie w oddali usłyszeli dźwięk policyjnych
syren, Nick zakrzyknął ucieszony:
– Nareszcie!
Okazało się, że na długim odcinku droga jest
Wakacyjna miłość
161
nieprzejezdna i ratownicy musieli pokonać ją pieszo. Na wyżej
położonym płaskim terenie wylądował helikopter, z którego
wybiegli ludzie w białych kitlach.
Ewa zupełnie straciła poczucie czasu. Cierpliwie
czekała, aż ratownicy uwolnią ja z samochodu. Później
spokojnie odpowiadała na pytania lekarzy, nie patrząc na igłę,
którą wbijali jej w ramię. Po kolei przypominała sobie
wszystkie chwile spędzone z Nickiem, smak jego gorących ust,
dotyk rozpalonego ciała, szepty, westchnienia...
Lekarze usztywnili jej szyję, kręgosłup i nogi. Tak
zabezpieczoną ułożyli na noszach.
– W jakim ona jest stanie? – zapytał Nick.
– Chyba nie odniosła poważnych obrażeń. Oczywiście w
szpitalu zrobimy jeszcze dokładne badania.
– Nic mi nie będzie – odezwała się Ewa. – Ale jak
dojedziemy do szpitala?
– Oczywiście pierwszą klasą – odpowiedział lekarz,
uśmiechając się do niej. – Mam nadzieję, że lubi pani latać.
Przylecieliśmy helikopterem.
– Polecę razem z nią – powiedział Nick bez chwili
wahania.
Ewa spojrzała na niego zdziwiona. Wiedziała, że od
czasu wypadku nie wsiadł do samolotu ani razu.
– Wiesz, że nie musisz tego robić...
– Owszem, muszę – odparł z determinacją, a ona nawet
nie próbowała odwieść go od tego zamiaru.
Ruszyli wolno w stronę helikoptera. Nick podtrzymywał
nosze i przez cały czas trzymał Ewę za rękę. Kiedy wreszcie
znaleźli się wewnątrz maszyny, powiedział:
– Niedługo będzie po wszystkim, kochanie, zobaczysz.
– Tak, wiem. Chcę tylko jeszcze jednej rzeczy. – Nick
pochylił się niżej.
– Pocałuj mnie. Na szczęście.
Wakacyjna miłość
162
Odgarnął włosy z jej czoła i przywarł ustami do jej ust.
Kiedy skończył
delikatny pocałunek, Ewa dojrzała w jego
ciemnych oczach ogień namiętności.
– Jesteś niebezpieczną kobietą – powiedział.
– Tylko przy tobie – odparła ze śmiechem.
– Musisz szybko wyzdrowieć, Ewo. Jeszcze tyle przed
nami!
Uśmiechnęła się, szczęśliwa, że to słyszy. Lekarz dał
znak pilotowi i powiedział.
– Startujemy.
Dźwięk obracających się śmigieł był dla Ewy niczym
najpiękniejsza pieśń miłości. Obok niej siedział mężczyzna,
który mimo strachu, obaw i ponurych wspomnień zdecydował
się na wspólne szczęście. W imię miłości pokonał sam siebie.
Od tej chwili cały świat należał już do nich.
Wakacyjna miłość
163
MARY LYNN BAXTER
Pewnego lata w
Lufkin
Boot Scootin
Tłumaczył: Michał Wroczyński
Wakacyjna miłość
164
Rozdział pierwszy
Kelly Warren popatrzyła na leżącą przed nią kartkę
papieru i zmarszczyła brwi. Po chwili zgniotła ją w kulkę i
cisnęła w stronę kosza na śmieci.
– Dwa punkty – mruknęła z gorzkim uśmiechem, gdy
kulka wpadła prościutko do kosza.
Podniosła się z krzesła i rozciągnęła nieco zdrętwiałe
mięśnie. Uśmiech z jej twarzy zniknął. Dzień nie zaczął się
najlepiej. Była dopiero dziewiąta rano, a ona zdążyła już
pokreślić i podrzeć kilka projektów. Może w ogóle nie trzeba
było zaczynać dziś pracy, zwłaszcza że obchodziła właśnie
dwudzieste siódme urodziny? Może po prostu powinna
zamknąć sklep na cztery spusty, wrócić do babci i spędzić dzień
na robieniu czegoś cudownie nieodpowiedzialnego?
Kelly zmarszczyła czoło i przez chwilę rozważała ten
pomysł. Nie, przecież właśnie teraz zajmowała się czymś
cudownie nieodpowiedzialnym; robiła dokładnie to, co zawsze
chciała robić, a nie to, czego chciał jej ojciec. Jej marzenia
spełniły się i od niedawna prowadziła własny interes: niewielki
sklepik z artykułami papierniczymi i upominkami, który
nazwała „Pierwsza klasa”. Od pewnego też czasu projektowała
artystyczne pocztówki. Gdyby udało się zainteresować nimi
którąś z dużych firm zajmujących się dystrybucją kart
pocztowych – to właśnie projektowanie miało stać się w
przyszłości głównym zajęciem Kelly.
Zanim przeprowadziła się do domu babci w Lufkin,
sennym miasteczku we wschodnim Teksasie, Kelly mieszkała
w Houston z apodyktycznym ojcem.
Przez pięć lat, jakie minęły od chwili ukończenia przez
nią uniwersytetu, była posłuszna mu we wszystkim, a
Wakacyjna miłość
165
zajmowała się głównie prowadzeniem domu. W końcu miała
już serdecznie dość Simona Warrena, jednego z magnatów w
branży spożywczej, i jego kaprysów właściwych ludziom,
którzy mają nadmiar bogactwa. Zrezygnowała z blasku
dostatniego życia w wielkim mieście i wybrała skromne, senne
Lufkin.
Często dumała nad tym, jak ułożyłby się jej los, gdyby
matka nie zmarła wkrótce po porodzie. Zapewne wszystko
potoczyłoby się inaczej. Ojciec miałby więcej wsparcia ze
strony żony i nie wyręczałby się nieustannie córką.
Prowadzenie domu i wystawnego życia męczyło ją. Te
nie kończące się przyjęcia, partie brydża, tabuny „przyjaciół”
nudnych jak flaki z olejem...
Jedyną czynnością, która dawała jej pewną satysfakcję
była dobroczynność, lecz i ona nie była w stanie wzbudzić w
sercu Kelly zapału i entuzjazmu.
Po śmierci bliskiej przyjaciółki i po zawale serca, jaki
przeszła jej ukochana babcia, Kelly uświadomiła sobie, jak
kruche i drogocenne jest życie.
A ona tak beztrosko je marnowała! Kiedy więc Simon
wspomniał, że zamierza umieścić babcię w domu opieki,
odparła mu, że wyjedzie z Houston, osiądzie w Lufkin i sama
zajmie się Claire.
Pół roku po przeprowadzce Kelly, która po matce
odziedziczyła zdolności artystyczne, postanowiła otworzyć
sklep. W podjęciu tej niełatwej decyzji niezwykle pomogła jej
babcia.
– Czyś ty rozum straciła? – zapytał Simon, gdy córka
wyjawiła mu swe plany.
– Nie, tato – odparła spokojnie. – Przeciwnie.
Zamierzam po prostu zająć się tym, co mnie interesuje, a nie
tym, co ty uważasz dla mnie za dobre.
Niebieskie oczy Simona, takie same jak jego córki,
Wakacyjna miłość
166
rozbłysły.
– No cóż, powiem ci otwarcie. Nic z tego nie wyjdzie.
– Dlaczego? – zapytała ostro Kelly.
– Dlatego, że nie masz za grosz samodyscypliny. Od
czasu ukończenia szkoły nie możesz jakoś zabrać się za nic
poważnego.
– A czyja to wina? – spytała gniewnie.
– Dobrze już, dobrze – uspokoił ją. – Skoro chcesz,
zacznij to swoje wariactwo. Zobaczysz, że szybko ci
wywietrzeje z głowy. Ale kiedy ci się nie powiedzie i galopem
wrócisz do domu, nie mów, że cię nie ostrzegałem.
Słowa te tylko rozjuszyły Kelly i podrażniły jej ambicję.
Jeśli w przyszłości ktoś będzie musiał przyznać komuś
słuszność, to ojciec jej, nigdy odwrotnie. Żeby udowodnić mu,
że to nie on miał rację, była gotowa błagać na kolanach
wszystkich bliższych i dalszych znajomych, żeby przyjeżdżali
do Lufkin i robili zakupy w jej sklepie. Musiała jednak z
satysfakcją przyznać, że nie było potrzeby chwytania się aż tak
drastycznych środków. Jej sklep funkcjonował zaledwie od
dwóch tygodni i już cieszył się sporym zainteresowaniem
klientów.
Nie znaczyło to wcale, że zarabiała masę pieniędzy. Na
razie w jej sklepie wiele osób pojawiało się tylko po to, żeby się
rozejrzeć. Prawie wszystkie obiecywały jednak, że jeszcze
wrócą. Kelly modliła się o to w duchu. Nie tyle przy tym
chodziło jej o pieniądze, co o sprawdzenie się, potwierdzenie,
że podjęła słuszną decyzję i że uda jej się zrealizować własne
marzenia. Kwestia finansowa mogła zejść na dalszy plan.
Wkrótce po jej urodzeniu bowiem, babcia Claire utworzyła w
banku fundusz dla Kelly i gdy wnuczka ukończyła dwadzieścia
pięć lat, wszystkie pieniądze przeszły na jej własność.
Zresztą, dla Kelly zawsze bardziej niż pieniądze liczyła
się niezależność i satysfakcja z wykonywanej pracy.
Wakacyjna miłość
167
Przerwała te rozmyślania i zerknęła na zegarek. Za pół
godziny, równo o dziewiątej trzydzieści, otworzy sklep. Zeszła
z poddasza, gdzie od siódmej rano próbowała wymyślić
pocztówkę, jakiej jeszcze nie było, do mieszczącej się na
parterze kuchni i nastawiła wodę na kawę. Po kilku minutach,
trzymając już w dłoniach parujący kubek, przeszła do głównego
pomieszczenia, w którym znajdował się sklep.
Przystanęła w progu, by spojrzeć na swe dzieło.
Próbowała patrzeć na wszystko oczyma klientów. Jednego była
pewna – jej sklep całkowicie różnił się od innych.
Mieścił się w starym ceglanym budynku, który Kelly
chwilowo wynajmowała, lecz w przyszłości zamierzała
wykupić. Budynek stał w centrum miasteczka, co zapewniało
doskonałą lokalizację, oraz miał w sobie wiele uroku, na czym
Kelly zależało najbardziej. Poza kuchnią dla klientów
przeznaczony był cały parter. Mogli w nim kupić artykuły
piśmiennicze, kartki pocztowe, zaprojektowane, namalowane i
wydrukowane przez Kelly, oraz całą masę innych „śliczności”:
koszyczki, saszetki w kształcie serduszek, najprzeróżniejszej
wielkości i kształtu ramki do zdjęć i obrazków, stroiki,
bukieciki, dzbanuszki, świece i różnych rodzajów potpourri.
Poddasze Kelly przerobiła na pracownię. W dachu
zainstalowała olbrzymie okno, które zapewniało odpowiednią
ilość światła do pracy. To tu właśnie powstawały jej oryginalne
pocztówki.
Teraz więc, przed kolejnym dniem pracy, Kelly
spoglądała z dumą na swe dzieło. Nie wyrobiła sobie jeszcze w
mieście marki, ale wszystko było przed nią. Minęły dopiero
dwa tygodnie. Zresztą raczej by umarła, niż miała zrezygnować.
Po ojcu i babci odziedziczyła nieprawdopodobny wręcz upór.
Odstawiła kubek, usiadła za kasą i otworzyła szufladkę z
pieniędzmi.
Chwilę później usłyszała dźwięk dzwonka zawieszonego
Wakacyjna miłość
168
nad drzwiami wejściowymi. Uniosła głowę i spojrzała w
uśmiechniętą twarz klienta.
Wiele godzin później Kelly masowała zdrętwiały kark.
Ależ była zmęczona! Po całym dniu obsługiwania klientów to
jednak miłe zmęczenie, pomyślała, spoglądając na zegar,
którego wskazówki wskazywały siedemnastą.
Za pół godziny zamknie sklep, pojedzie do domu i resztę
dnia swoich urodzin spędzi z babcią.
Nieoczekiwanie znów zabrzmiał zawieszony nad
wejściem dzwonek.
Kiedy odwróciła się w stronę drzwi, ze zdumienia
szeroko otworzyła usta.
Widząc zaskoczenie na jej twarzy, klient, wysoki
mężczyzna, uśmiechnął się i powiedział:
– Zamknij buzię, bo złapiesz zarazki.
– Charles! Co tutaj robisz? – zapytała Kelly, nie
przestając gapić się na Charlesa Liptona, znajomego prawnika,
z którym spotykała się dość często, zanim nie wyprowadziła się
z Houston.
– To chyba oczywiste.
Rozpiął marynarkę drogiego garnituru i usiadł przy
końcu lady na krześle przeznaczonym dla klientów, którzy
zamierzali zabawić w sklepie trochę dłużej.
– Co jest takie oczywiste?
– Ej, Kelly – Charles uniósł brew – przecież dzisiaj są
twoje urodziny! Pomyślałem, że zechcesz je uczcić. Może
wybierzemy się gdzieś do miasta?
Kelly przesłała mu uprzejmy uśmiech. Żywiła wobec
Charlesa mieszane uczucia. Mówiąc zaś ściślej – niezbyt
przyjazne. Robiła jednak wszystko, by nie dać po sobie tego
poznać. Charles Lipton podobał się jej ojcu. Był człowiekiem,
jakiego Simon życzyłby sobie na zięcia: trzeźwo myślący,
solidny, z głową do interesów, potomek jednej z najbogatszych
Wakacyjna miłość
169
rodzin w Houston, spadkobierca sieci hoteli. Wszystkie te
cechy nudziły Kelly śmiertelnie. Jedynie w samym wyglądzie
Charlesa nie było nic nudnego.
Mimo że liczył tylko metr siedemdziesiąt wzrostu, był
przystojny niczym gwiazdor filmowy. Miał gęste jasno-
kasztanowe włosy i zielone oczy, główną zaś atrakcję stanowił
jego uśmiech. Wydawało się, że Charles Lipton doskonale wie,
kiedy rozjaśnić nim twarz, prezentując przy tym imponujący
garnitur olśniewająco białych zębów.
Plusy te nie potrafiły wszakże zmienić opinii Kelly, że
Charles Lipton jest typem człowieka, który ma przekonanie, iż
na wszystkim zna się najlepiej, i właśnie przez to jest niezwykle
irytujący.
– No, to jak będzie? – zapytał z naciskiem.
– Cóż, skoro jechałeś dwie i pół godziny tylko po to,
żeby mnie zobaczyć, jak mogłabym odmówić?
Charles wstał jak na komendę, a jego twarz znów
rozpromienił ów słynny olśniewający uśmiech.
– Nie mogłabyś – przyznał.
Dopiero po kilkunastu minutach, gdy znaleźli się już na
podjeździe prowadzącym do domu babci i mieli wysiadać z
samochodu, Kelly uświadomiła sobie, że Charles ani słowem
nie skomentował jej sklepu – nie pochwalił, nie zganił, nie
wygłosił na jego temat jakiejkolwiek uwagi.
Zmartwiło ją to, ale tylko na chwilę. Jakie znaczenie ma
opinia takiego sztywniaka?
– Czeka was uroczy wieczór.
Kelly uśmiechnęła się do Claire, nachyliła i pocałowała
w policzek; babcia miała skórę cienką jak pergamin.
– Tak – odparła. – Martwię się tylko, że zostawiamy cię
tu samą. – Zrobiła smutną minę, a Charles poważnie pokiwał
głową.
– Zupełnie niepotrzebnie – odrzekła Claire. – Przecież
Wakacyjna miłość
170
dzisiaj są twoje urodziny. No, idźcie już. Zresztą za chwilę w
telewizji zaczyna się mój ulubiony program.
Kilka minut później Kelly i Charles znaleźli się znów
przed domem. Był lipiec i, mimo że dochodziła dwudziesta,
słońce przygrzewało jeszcze mocno.
Charles otworzył drzwi swego lincolna i wpuścił do
środka Kelly.
Kiedy zajął miejsce za kierownicą i uruchomił silnik,
odwrócił się w jej stronę i zapytał:
– Dokąd?
– Do „Boot Scootin”.
– Słucham? – Charles zamrugał oczyma.
– „Boot Scootin”.
– Jeśli to miejsce, o jakim myślę, wybij to sobie z głowy.
Chciałem cię zabrać na kolację do jakiegoś wytwornego lokalu.
– A to, z kolei, ty możesz wybić sobie z głowy. Nie
zapominaj, że to moje urodziny.
Charles zacisnął dłonie na kierownicy i cicho zaklął.
– W porządku. Co to za lokal?
– Klub taneczny z muzyką country-and-western.
– I wypożyczalnią rewolwerów przy wejściu – dodał
złośliwie. – O ile naturalnie nie posiadasz własnego.
– Bardzo śmieszne.
– Uwierz mi, naprawdę chcę cię zabrać do dobrej
restauracji.
– A ty posłuchaj, jeśli nie chcesz jechać ze mną,
powiedz. Pojadę sama.
– Jasne, jestem bardziej niż pewien, że dokładnie tak byś
zrobiła.
– Na twoim miejscu nie byłabym tak uparta – ostrzegła
Kelly. Korciło ją, by oświadczyć Charlesowi, że na ten wieczór
miała już inne plany.
– No dobrze. Niech ci będzie. Najpierw wpadniemy
Wakacyjna miłość
171
gdzieś, żeby coś przekąsić, a potem – do „Boot Scootin”.
– Poza tym że uwielbiam tańczyć, istnieje inna jeszcze
przyczyna, dla której chcę pojechać właśnie tam.
Popatrzył na nią z rozpaczą.
– Mówisz poważnie?
– Pracuję właśnie nad westernowymi pocztówkami,
wiesz, takie z motywami z Dzikiego Zachodu... Wiem, że jest
na nie ogromny popyt, a nikt jeszcze się tym nie zajął.
Charles wyprowadził samochód na ulicę.
– Skoro tak mówisz...
Niebawem siedzieli już przy stoliku w klubie „Boot
Scootin”, a salę wypełniały dźwięki najnowszego przeboju
country. Czekając na zamówione drinki, Kelly rozglądała się
wokół z rosnącym zainteresowaniem. Przytupywała nogą w
rytm muzyki i ogarniała ją coraz większa ochota do tańca.
Napominała się jednak w duchu, że przede wszystkim musi
dokładnie rozejrzeć się po lokalu, ostatnio najmodniejszym w
miasteczku. Jej uwagę zwracał rozległy owalny parkiet
taneczny pośrodku, a przede wszystkim rustykalne dekoracje:
stare sprzęty, koła, elementy strojów i uprzęży. Starała się
zapamiętać wszystko jak najdokładniej.
– No i co o tym myślisz? – zapytał Charles, kiedy
kelnerka przyniosła im napoje.
– Jest lepiej, niż się spodziewałam.
Charles pociągnął ze szklanki tęgi łyk whisky z samym
tylko lodem.
– Cieszę się, że ci się tu podoba.
Ledwo skrywany sarkazm w jego głosie nie uszedł
uwagi Kelly. Miała ochotę udusić tego faceta! Zachowując
jednak pozorny spokój, upiła tylko łyk wody mineralnej i
wróciła do obserwowania sali.
– Przy barze stoi jakiś typek, który bez przerwy na ciebie
patrzy.
Wakacyjna miłość
172
Kelly nie spojrzała nawet w tamtym kierunku.
– I co z tego? W takich miejscach to rzecz całkiem
normalna.
– I dlatego właśnie nie chciałem tu przychodzić –
odburknął Charles.
Kelly uniosła brwi.
– Proszę, proszę, co ja widzę. Humorek coraz gorszy. –
Poklepała Liptona po dłoni. – Daj spokój, dobrze? Chcę
tańczyć.
– A jeśli ja nie chcę? – zapytał, wyraźnie rozdrażniony.
– To możesz wrócić – odparła słodziutkim głosem. – Nie
będziesz się nudził.
Charles uśmiechnął się krzywo i gwałtownie wstał.
– Zgoda, wygrałaś – powiedział, biorąc Kelly za rękę.
– Chodźmy na parkiet.
W chwilę później znaleźli się na środku sali, a Kelly
zaczęła prowokacyjnie kołysać w tańcu biodrami.
Wakacyjna miłość
173
Rozdział drugi
Tucker Garrett stał oparty o najbliższy kręgu tanecznego
róg baru.
Sprawiał wrażenie, jakby otaczający świat w ogóle go
nie interesował. Każdy jednak, kto znał choć trochę Tuckera,
wiedział, że jest zupełnie odwrotnie. Pod maską niemrawego,
staromodnego poczciwca krył się pełen energii, przekory i
fantazji mężczyzna.
Teraz było podobnie. Tucker zachowywał wprawdzie
kamienną twarz, lecz gdy obserwował tańczącą na parkiecie
blondynkę, czuł, że rozpiera go energia, że rośnie w nim
napięcie, jakiego nie doświadczył od dawna. O ile w ogóle
kiedykolwiek w swoim życiu odczuwał podobne napięcie!
Do licha, była śliczna! Delikatne rysy, modnie obcięte,
krótkie jasne włosy. Nie widział jej oczu, lecz mógłby się
założyć o wszystko, że są równie piękne jak buzia... Ale to jej
ciało o szczupłych biodrach i nie kończących się nogach,
poruszające się idealnie w rytm dynamicznej muzyki sprawiało,
że Tuckerowi gwałtownie rosło ciśnienie krwi. Żeby uspokoić
rozbudzone zmysły, zaklął pod nosem i głęboko odetchnął.
Niewiele to pomogło. W miarę jak tempo muzyki rosło,
dziewczyna coraz szybciej poruszała biodrami, a jemu ciśnienie
rosło jeszcze bardziej.
Tucker Garrett miał trzydzieści pięć lat, ale nie widział
jeszcze w życiu kobiecych bioder, które by w tak doskonały
sposób wypełniały nienagannie skrojone dżinsy. No i naturalnie
nie mógł przeoczyć jej piersi. Były krągłe i sterczały
przepysznie pod pomarańczową jedwabną bluzką.
Nad górną wargą mężczyzny pojawiły się kropelki potu.
Ponownie zaklął.
Wakacyjna miłość
174
Do licha, zachowywał się jak jeleń podczas rui. A
wszystko to na sam tylko widok kobiety. Co by się z nim stało,
gdyby jej dotknął!
Odwrócił wzrok, widząc, że powolnym, niezdarnym
krokiem zbliża się do niego James Arnold, nazywany ze
względu na gburowatą i burkliwą naturę Ponurakiem. W
pierwszej chwili Tucker był zły na niego, że przerwał mu
szalone myśli i chciał go zdrowo ochrzanić. Spojrzał jednak na
drewnianą nogę Ponuraka i tylko się uśmiechnął.
– Co cię tak bawi? – zapytał James-Ponurak.
– Nic.
– Przyszło sporo ludzi, prawda?
– Najlepsze jeszcze przed nami – wymamrotał Tucker,
ponownie wlepiając wzrok w poruszającą się kusząco na
parkiecie kobietę.
Ponurak powędrował za jego spojrzeniem.
– Hmm, teraz rozumiem.
Tucker odwrócił głowę i popatrzył na niego zwężonymi
oczyma.
– Co rozumiesz, stary rozpustniku?
– Jak to co? Znamy się jak łyse konie – odciął się
Ponurak.
– Idź do diabła! – machnął ręką Tucker, a Ponurak
roześmiał się, pokazując zęby, niegdyś białe, teraz brązowe od
palonych przez lata papierosów i żutego tytoniu. – W porządku,
też jestem starym rozpustnikiem – przyznał po chwili Tucker.
– I nic w tym złego, synu.
Tucker nie odpowiedział. Myślał o tym, że miał w życiu
wiele szczęścia, iż trafił na Ponuraka, swego przyjaciela i
pracownika. Bez niego nie poradziłby sobie z prowadzeniem
klubu. Ponurak pracował tu jako barman, pomocnik i człowiek
od wszystkiego. Tucker poznał go przez swego wuja, który nie
wiadomo skąd go wytrzasnął. Do tej chwili był za to wujowi
Wakacyjna miłość
175
niewymownie wdzięczny...
– Możesz się na nią gapić tak długo, dopóki nie
zaczniesz czegoś kombinować – stwierdził Ponurak.
– O co ci chodzi? – Tucker przesłał mu groźne
spojrzenie.
– Dobrze słyszałeś. Ale jak nie dotarło, mogę powtórzyć.
Tucker parsknął.
– Czy nikt ci jeszcze nie powiedział, że twój zwyczaj
wtykania nosa w cudze sprawy nie wyjdzie ci kiedyś na dobre?
– Chwilę milczał. – Wiesz, powinienem cię wywalić z roboty.
– Jasne, że powinieneś, ale nie wywalisz. Kto ci
dopilnuje tej budy i nada jej wspaniały kształt?
Tucker ponownie parsknął, ale nic nie odpowiedział.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że stary dziwak jest
niezastąpiony.
– Mówiąc o wspaniałych kształtach... Czy widziałeś już
ją tu kiedyś? – zapytał.
Ponurak nie próbował nawet udawać, że nie rozumie, o
co chodzi.
– Nie, nie sądzę.
– A czy widziałeś, bracie, jakąś, która poruszałaby się
tak jak ona? – Tucker pokręcił głową i westchnął ciężko.
– Nie, nie widziałem. Jest inna niż te, co tu zazwyczaj
przychodzą.
Dlatego powiedziałem, co powiedziałem.
– Twoim zdaniem wybija się ponad przeciętność i
dlatego jest poza zasięgiem moich możliwości?
– Sam bym tego lepiej nie ujął synu. Choć z drugiej
strony nie sądzę, żeby była lepsza od ciebie. Chodzi o to, że
taka kobieta oznacza kłopoty. Ona złamie ci serce. Do cholery,
sam powinieneś wiedzieć o tym najlepiej.
– I wiem. Masz rację. Ale to wcale nie znaczy, że pragnę
jej mniej... –
Wakacyjna miłość
176
Tucker urwał. – Och, niech to szlag trafi. I tak zapewne
ma męża. Tego gościa, z którym tu przyszła...
– Raczej nie. Szkoda by jej było. A poza tym on nie
wygląda na chłopa, który dałby jej radę.
Tucker znów przesłał Ponurakowi groźne spojrzenie.
– Tak czy siak, to nie nasz interes. Mamy na głowie
ważniejsze sprawy.
Ponurak rozejrzał się po sali.
– Rany, masz rację. Robi się tłoczno. Muszę sprawdzić,
czy wszyscy się dobrze bawią.
– Też ruszam do roboty – mruknął Tucker w stronę
pleców oddalającego się przyjaciela.
Nie ruszył się jednak z miejsca i obserwował tylko
napływających tłumnie gości. Na twarzy pojawił mu się
uśmiech pełen ulgi i zadowolenia. Nie ma to jak powodzenie
firmy, pomyślał i uśmiech jego stał się jeszcze szerszy.
Gdy jednak uświadomił sobie, że znów spogląda w
kierunku obracającej się na parkiecie pary, spochmurniał.
Teraz, w świetle kolorowych świateł, blondynka o wspaniałych
kształtach jeszcze bardziej przykuwała jego uwagę.
Naszła go nagła chęć, by wkroczyć na parkiet,
odepchnąć tego frajera i zająć jego miejsce przy kobiecie. Ale
ku swemu większemu jeszcze zdumieniu, Tucker nie uległ
pokusie; wahał się, rozważając wszelkie konsekwencje takiego
rozwiązania sprawy.
Ostatecznie nie pracował już na polach naftowych jako
prosty robol, gdzie brak dobrych manier nie robił żadnej
różnicy i nikogo nie raził. Teraz był człowiekiem interesu, a tu
dobre maniery zawsze były w cenie. Niemniej trudno mu było
zapanować nad sobą. Zawsze był człowiekiem porywczym i
zdecydowanym. Wychowany przez nieżyjącego już wuja, przez
większą część życia musiał się sam o siebie troszczyć i niczego
nikomu nie zawdzięczał – z wyjątkiem Ponuraka. Kiedy czegoś
Wakacyjna miłość
177
zapragnął, jak czołg parł do celu i przeważnie go osiągał. Inna
rzecz, że częstokroć posuwał się za daleko i później gorzko tego
żałował.
Najlepszym przykładem było jego małżeństwo. Za
Sheryl Hemple pognał na złamanie karku, lecz wkrótce po
ślubie zaczął tego żałować. Nie minęło zbyt wiele czasu, a miał
już jej serdecznie dosyć, podobnie zresztą jak pracy na polach
naftowych. Kiedy więc nadarzyła się okazja kupna tancbudy w
Lufkin, bez namysłu z niej skorzystał.
Początkowo sądził, że popełnił wielki błąd. Budynek był
zniszczony, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Jednak chęć
posiadania własnego klubu w stylu country-and-western
okazała się silniejsza od obaw i Tucker własnymi rękami zaczął
przerabiać paskudną budę w coś, co mogło służyć ludziom jako
miejsce spotkań i zabawy.
Udało się nie najgorzej. Teraz, kiedy spłacił już
zaciągniętą w banku pożyczkę, zamierzał zrealizować drugie
marzenie swego życia: na kawałku ziemi, którą zostawił mu
wuj, założyć hodowlę bydła.
W tej chwili jednak wszystkie marzenia zeszły na plan
dalszy. Liczyła się tylko ta blondynka na parkiecie.
– Napijesz się czegoś, szefie? – zapytał Alf, który
pracował tu jako barman.
– Trochę później. Ale dzięki za pamięć.
– Na tym parkiecie musi się dziać coś niezwykłego.
Nigdy nie widziałem, szefie, żebyś tak długo sterczał w jednym
miejscu i gapił się na tańczących.
– Pilnuj swego nosa, Alf. Zaczynasz gadać jak Ponurak.
– Jest wystrzałowa, no nie? – wyszczerzył zęby barman.
– Jak cholera! – mruknął Tucker.
Próbował odwrócić twarz w inną stronę, nie patrzeć tam,
gdzie z uporem wracał jego wzrok. Na próżno. Wreszcie zaklął
cicho pod nosem i ruszył w kierunku tańczących.
Wakacyjna miłość
178
Kiedy rozległy się pierwsze takty Pretty Woman Roya
Orbisona, Tucker poklepał partnera blondynki po ramieniu.
– Czy mogę? – zapytał.
Para zamarła w bezruchu. Tucker pomyślał, że jeśli facet
każe mu teraz wynosić się do wszystkich diabłów, będzie miał
do tego święte prawo, a on będzie musiał odejść i tylko naje się
wstydu. Lecz mężczyzna o przystojnej twarzy zmierzył go tylko
wzrokiem od stóp do głów i powiedział:
– Proszę bardzo.
– Charles! – Kobieta sprawiała wrażenie strwożonej
biegiem wypadków.
– Wracaj!
Charles zatrzymał się na chwilę.
– Do licha, mówiłem ci, że jestem zmęczony. Muszę się
czegoś napić.
– Charles – szepnęła jeszcze raz za nim, ale pozostała na
parkiecie, patrząc tylko, jak jej partner przepycha się między
tańczącymi parami, zmierzając do stolika.
Tucker popatrzył na jej twarz. Malowało się na niej
zmieszanie, a także oburzenie, zawód i strach.
– Przykro mi – powiedział i zmusił się do uśmiechu.
– Wcale nie jest panu przykro – warknęła, obrzucając go
gniewnym spojrzeniem.
O, jest nie tylko ładna, ale i śmiała, pomyślał z
satysfakcją. Z bliska była jeszcze piękniejsza, niż myślał. Oczy
miała niebieskie jak morze i tak wielkie, że wydawało się, iż
utonie w nich, jeśli ośmieli się patrzeć w nie dłużej niż kilka
sekund.
– Ma pani rację – odparł Tucker, a twarz rozjaśnił mu
pogodny uśmiech.
– Rzeczywiście nie jest mi wcale przykro. – Nie
odpowiadała, więc dodał: – Proszę pani, ja naprawdę jestem
nieszkodliwy.
Wakacyjna miłość
179
Nie zareagowała na ten żart. Wpatrywała się w niego
jedynie, jakby chciała powiedzieć, żeby wynosił się do diabła;
albo coś jeszcze gorszego.
– A tak swoją drogą, to kim pan właściwie jest? –
zapytała w końcu.
– Tucker Garrett – przedstawił się.
– I to właśnie daje panu prawo, by zachowywać się jak
kowboj?
– Biorąc pod uwagę, że ten klub należy do mnie, to tak.
Ku jego radości kobieta prawie się uśmiechnęła. Może
nie będzie taka nieprzystępna?
– Jeden taniec, zgoda? – zaproponował.
– Czemu nie? Jest pan wprawdzie bezczelny, ale szkoda
byłoby, żeby zmarnowała się taka ładna piosenka.
– Tak, rzeczywiście byłoby szkoda – odrzekł Tucker i
zgodnie zaczęli kołysać się w rytm muzyki.
Dupek! – pomyślała Kelly ze złością, spoglądając
ukradkiem w stronę Liptona. Ale czy Tucker Garrett nie był
większym dupkiem niż Charles? Sama nie wiedziała, którego z
nich miała większą ochotę udusić. Charlesa za to, że zostawił ją
na pastwę tego prostaka, który pożera ją teraz oczami, jakby
była deserem, który może w każdej chwili schrupać, czy
samego Tuckera za to, że tak właśnie na nią spogląda.
Musiała jednak przyznać, że dobrze czuła się z nim na
parkiecie. Prostak czy nie, jego ciało cudownie poruszało się w
tańcu. Był pewny, zdecydowany, silny, doskonale prowadził.
Szkoda tylko, że twarz nie przystaje do reszty, pomyślała. Miał
zbyt ostre rysy, żeby nazwać go przystojnym.
Chociaż... Czy to właśnie nie dodawało mu uroku? Do
tego wyraziste, prawie zupełnie czarne oczy i gęste, lekko
wzburzone, ciemnokasztanowe włosy opadające na kołnierzyk
sportowej koszuli. Wszystko to sprawiało, że w mężczyźnie
tym było coś intrygującego, a może nawet – co przyznała z
Wakacyjna miłość
180
pewnym zakłopotaniem – seksownego.
Zresztą nieważne, i tak jej to nie interesuje. Miała już do
czynienia z ludźmi typu Tuckera Garretta. Określała ich zawsze
dwoma słowami: czarujący i niebezpieczni; piorunująca
mieszanka, której lepiej unikać jak ognia.
Dlaczego więc od razu nie kazała mu się wynieść do
wszystkich diabłów i dać jej święty spokój?
– Wspaniale pani tańczy – odezwał się po chwili.
– Pan również – odparła, unikając jego spojrzenia. Znów
zapanowało niezręczne milczenie, a gdy piosenka się
skończyła, odsunęli się od siebie.
– Dziękuję – powiedziała Kelly i odwróciła się w stronę
stolika.
– Proszę zaczekać.
Sama nie wiedziała, dlaczego się waha. Może sprawił to
władczy ton jego głosu, a może tak naprawdę wcale nie chciała
odchodzić? Tak czy inaczej zatrzymała się i spojrzała w stronę
mężczyzny.
Wyciągnął do niej rękę.
– Powiedział pan, że tylko jeden taniec.
– Skłamałem.
Nieoczekiwanie z głośników rozległy się tony lirycznej
ballady. Kelly otworzyła usta, żeby odmówić, ale za – nim
zdążyła cokolwiek powiedzieć, on już założył ręce na jej szyję i
przyciągnął ją blisko do siebie. Przytulił.
– Nie – szepnęła, czując przez ubranie, że jej partner jest
straszliwie podniecony.
On też wiedział, że ona to wie. Oboje jednocześnie
zesztywnieli, jakby poraził ich prąd.
Wakacyjna miłość
181
Rozdział trzeci
Umysł Kelly nie rejestrował niczego – ani głębokiego
westchnienia Tuckera, ani migających świateł, ani olbrzymiego
ekranu telewizyjnego, ani innych par. Niczego. Była świadoma
jedynie mężczyzny trzymającego ją w ramionach, tak jakby już
nigdy nie zamierzał jej wypuścić.
Przez ułamek sekundy żadne z nich nie było w stanie
wykonać ruchu, a otaczające ich powietrze było niczym
naładowane elektrycznością.
Uciekaj, uciekaj, Kelly, gdzie pieprz rośnie! –
powtarzała sobie w duchu.
Nadaremno. Nie była w stanie tego uczynić. Czuła się
tak, jakby stopy wrosły jej w ziemię.
Nagle oczy Tuckera zapłonęły dziwnym blaskiem.
Mężczyzna rozluźnił nieco uścisk i zaczął poruszać się łagodnie
w takt muzyki. Kelly, jak w transie, podążyła za jego ruchami.
– Niech się pani rozluźni – szepnął jej do ucha. –
Przecież pani nie ugryzę.
– Nie jestem tego taka pewna – odparła, czując
jednocześnie niewymowną ulgę, że ich ciała nie stykają już się
ze sobą.
Trwało to jednak zaledwie kilka sekund. Jeden bliski
kontakt wystarczył, by znowu poczuła, że ma do czynienia z
mężczyzną. Rumieniec natychmiast okrasił jej policzki. Nie,
Kelly z całą pewnością nie była pruderyjna, ale, na Boga, nie
miała przecież zwyczaju ocierać się o twardości podnieconych
podrywaczy!
– Czy już ktoś pani mówił, że porusza się pani jak anioł?
Te banalne słowa, wypowiedziane zduszonym głosem,
sprawiły, że Kelly przeszył dreszcz. Nieznajomy zapewne to
Wakacyjna miłość
182
wyczuł, ponieważ roześmiał się cicho i mocniej przygarnął ją
do siebie. Natychmiast zesztywniała. Co się z nią dzieje?
Gdzie się podział jej opór, silna wola, nadzwyczajna
zdolność do zbijania z tropu przy pomocy kąśliwych uwag?
– Nie... nie takimi słowami – wydukała, pragnąc z całej
duszy, żeby obcy wypuścił ją wreszcie ze swych objęć.
Tucker znów się roześmiał, jego gorący oddech pieścił
ucho Kelly. Robiła wszystko, żeby zachowywać się normalnie,
nie dać poznać po sobie, że ogarnęło ją przerażające i
oszałamiające poczucie zniewolenia. Czy ta przeklęta piosenka
nigdy się nie skończy?
Jej pragnienie spełniło się kilkanaście sekund później.
Kelly natychmiast wysunęła się z objęć mężczyzny i cofnęła na
bezpieczny dystans. Przez następną chwilę wpatrywali się sobie
w oczy. Później przesłała Tuckerowi wymuszony uśmiech –
Więc... dzięki za taniec.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odparł.
Powiedział to tak, jakby był Don Juanem, który kpi sobie ze
zmieszania naiwnego dziewczątka. Kelly zmroziła go
wzrokiem, odwróciła się na pięcie i skierowała w stronę stolika.
Nie oglądała się za siebie, ale była pewna, że Tucker stoi bez
ruchu w miejscu i patrzy za nią; czuła na plecach jego wzrok.
Niech go piekło pochłonie! Co za tupet!
– Proszę, proszę, miałaś już dosyć tego... tego... kowboja
za trzy grosze? – przywitał ją Charles przy stoliku. Mówił
niewyraźnie, patrzył na nią mętnym wzrokiem, a na jego czole
błyszczały krople potu.
– Upiłeś się – stwierdziła Kelly, nie próbując nawet
ukrywać niesmaku.
Już wcześniej widziała, że Charles nie odmawia sobie
dzisiaj alkoholu i powinna była przewidzieć taki rozwój
wypadków. Co za wspaniały urodzinowy wieczór! – pomyślała
z goryczą. Najpierw porwał ją do tańca jakiś miejscowy
Wakacyjna miłość
183
uwodziciel, potem ona zachowywała się wobec niego jak
nastolatka na pierwszej randce, a teraz facet, z którym tu
przyszła, jest pijany i bełkocze bez sensu.
– Dobra, nie ma sprawy... – Charles wybuchnął
niezdrowym śmiechem i pociągnął kolejny łyk szkockiej. – Po
prostu wolisz brodzić w krowim gnoju, niż spędzać czas ze
mną. Rozumiem...
– A kto do tego dopuścił? – odpaliła Kelly, gwałtownie
odsunęła krzesło i usiadła naprzeciwko Charlesa.
– Chyba nie ja, do licha.
– Mam ci przypomnieć, że to właśnie ty pozwoliłeś mu,
by ze mną tańczył?
– No a co! – zaperzył się Charles. – Nie miałem wyboru!
– Trele-morele!
Charles spuścił z tonu. Znów się zasępił.
– Okay, powiedzmy, że miałem już dosyć tańca.
– W to akurat uwierzę. Nigdy nie lubiłeś tańczyć. Upiłeś
się, żeby się na mnie zemścić.
Charles pochylił się w jej stronę. Kelly poczuła ostry
odór whisky i z odrazą cofnęła głowę. Skrzywił się, widząc ten
gest i powiedział:
– Nieprawda. Nie cierpię tylko, gdy w mojej obecności
jakiś pastuch obmacuje cię w tańcu.
– Och, proszę! – Kelly wzniosła oczy do nieba.
– Chciałem tylko – bełkotał niezrażony Charles – aby ten
wieczór był szczególny. Żeby to był nasz wieczór...
Kelly westchnęła.
– Nic nie stoi temu na przeszkodzie. Jeśli tylko
przestaniesz pić i zamówisz kawę, wszystko będzie w
porządku. – W odpowiedzi Charles pociągnął ze szklanki
kolejny potężny haust. – Więc jak będzie? – zapytała Kelly. –
Ja czy szkocka?
Charles obrzucił ją tajemniczym spojrzeniem.
Wakacyjna miłość
184
– Chciałbym mieć taki wybór – powiedział płaczliwie.
– Co takiego? – spytała Kelly, coraz bardziej zirytowana
jego zachowaniem. Był taki infantylny, taki mało męski, upijał
się na złość, byle tylko zwrócić na siebie uwagę. Wolałaby,
żeby był bardziej stanowczy, silny, miał zawsze własne zdanie.
No, może nie do tego stopnia jak tamten tancerz, który
próbował ją uwieść, ale...
– Gdybym miał ciebie, w jednej chwili zrezygnowałbym
z whisky – usłyszała słowa Charlesa i spojrzała na niego
zdumiona.
– Posłuchaj, Charles... Ja...
– Naprawdę tak myślę, Kelly.
– W tej chwili.
– Zawsze.
– Jak mogę ci wierzyć, skoro jesteś pijany?
– Do licha, wcale nie jestem!
Wzruszyła ramionami. Doszła do wniosku, że traci tylko
czas i energię, sprzeczając się z Charlesem.
– W porządku, nie jesteś – powiedziała.
Upiła łyk napoju gazowanego i zacisnęła usta. Popełniła
błąd, upierając się przy tym właśnie lokalu. Ale nawet jeśli tak
się stało, nie miała zamiaru dopuścić do tego, by wieczór
zakończył się kompletnym fiaskiem. Będzie nadal bacznie
obserwować salę, może uda jej się porozmawiać z
właścicielem... Nie, to w ogóle nie wchodziło w grę! Przecież
właściciel to ten...
Kelly poczuła, że znów oblewa się rumieńcem.
– Czy wyjdziesz za mnie?
– Słucham? – zapytała z roztargnieniem.
– Cholera jasna, pytam, czy za mnie wyjdziesz.
Spojrzała na Charlesa szeroko otwartymi ze zdumienia oczami.
Kiedy wreszcie odzyskała mowę, powiedziała:
– To jakiś żart, prawda?
Wakacyjna miłość
185
Mężczyzna zbladł, wykrzywił z goryczą usta.
– Żaden żart, ale sądząc po twojej reakcji, na jedno
wychodzi. – Kelly milczała, była kompletnie zaskoczona
propozycją Liptona. Tymczasem on zaczął wykładać
argumenty. – Myślę, że tworzymy dobrą parę. Pochodzimy z
podobnych środowisk, mamy wspólnych znajomych, lubimy...
– Zaczekaj, zaczekaj chwilę – przerwała szybko Kelly. –
Twoja propozycja padła tak nieoczekiwanie... Czy naprawdę
mówisz poważnie?
– Jeszcze nigdy w życiu nie byłem bardziej poważny.
Sięgnął do kieszeni marynarki, wyciągnął atłasowe pudełeczko
i podał je Kelly na wyciągniętej dłoni. Kiedy zawahała się,
powiedział:
– Bierz. Jest twój... jeśli zechcesz, oczywiście. – Kelly
wpatrywała się chwilę w pudełko. – No, bierz – nalegał
Charles.
Wzięła prezent w dłonie i ostrożnie uniosła wieczko. Na
widok ogromnego, cudownie oprawionego brylantu wstrzymała
oddech. Po chwili gwałtownie zatrzasnęła pudełeczko.
– Nie podoba ci się – stwierdził cicho Charles. Kelly
poruszył zarówno ból jak i gniew, brzmiące w jego głosie. Czy
jednak mogła go pocieszyć?
– Wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba. Jest
cudowny, ale...
– Ale go nie chcesz – dokończył za nią Charles.
– Zgadza się, nie chcę – odrzekła Kelly, bo cóż innego
miała odpowiedzieć.
Wyciągnął rękę i gwałtownie odebrał jej pudełko.
– Któregoś dnia dostaniesz to, o co się dopraszasz. I
mam tylko nadzieję, że będę w pobliżu, żeby to zobaczyć.
– Posłuchaj, Charles. Jesteś dobrym przyjacielem i
przyzwoitym człowiekiem – skłamała. – Ale tak się składa, że
ciebie nie kocham, i nie sądzę, żebyś ty mnie kochał.
Wakacyjna miłość
186
– Nawet nie wiesz, co czuję – odwarknął.
– Może nie. Ale czy zastanowiłeś się choć przez chwilę,
że teraz mieszkam w Lufkin i prowadzę własną firmę?
– I co z tego? Możesz przenieść sklep do Houston.
Przede wszystkim nigdy nie powinnaś stamtąd wyjeżdżać.
– A co z babcią?
– To problem twego ojca, nie twój. Kelly spojrzała na
niego z pogardą.
– Mylisz się, mój drogi – odrzekła głosem zimnym jak
lód. – Opieka nad babcią to moja powinność. I nie robię tego z
przymusu, sama chcę. Tak będzie zawsze.
Charles wzruszył ramionami.
– A zatem twoja odpowiedź brzmi: „dziękuję, nie
skorzystam”?
– Właśnie tak – odparła, siląc się na uprzejmość.
– No i co teraz zrobimy? – zapytał, spoglądając Kelly w
oczy.
– Nie wiem. Zostaniemy przyjaciółmi?
– Przyjaciółmi?
– Może.
Charles dopił whisky, z trzaskiem odstawił szklankę na
stolik i skinął na kelnerkę.
– A jeśli ja nie chcę być twoim przyjacielem? – zapytał
podniesionym głosem. Kelly nie zdążyła odpowiedzieć,
ponieważ przy stoliku pojawiła się kelnerka. – Jeszcze jedną
whisky! Podwójną! – powiedział, nawet na nią nie patrząc.
– Charles, daj spokój. Chodźmy już – poprosiła Kelly,
kiedy zostali sami.
– Nigdzie nie pójdziemy! – wykrzyknął. – Sama chciałaś
tu przyjść. Masz mi potem mówić, że popsułem ci zabawę? O,
nie!
– Charles, proszę...
Urwała w połowie zdania. Ktoś dotknął jej ramienia.
Wakacyjna miłość
187
– Pozwoli pani?
Odwróciła się gwałtownie i ujrzała nieznajomego
młodzieńca. Przez chwilę myślała, że to... Nie, to nie Tucker.
Odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się do mężczyzny, który prosił
ją do tańca.
– Jasne, bardzo chętnie – powiedziała szybko, widząc, że
Charles znów zanurzył nos w szklance, i ruszyła na parkiet.
– Co z tobą? – zapytał Ponurak. – Pierwszy raz widzę,
żebyś tak stracił głowę dla baby. I to takiej, której wcale nie
znasz.
Tucker spojrzał niechętnie na przyjaciela.
– Któregoś dnia zatkam ci gębę twymi własnymi butami.
Ponurak wzruszył ramionami i wyszczerzył swoje żółte
zęby.
– Więc powiedz mi w sekrecie, czy ta blondyna ma coś
takiego, czego brakuje innym? – Pomasował sobie protezę. –
Bo chyba nie piersi. Niezłe, ale to nie Dolly Parton.
– Zamknij się, dobrze?
– O co chodzi? Chłopie, przecież gadamy poważnie –
odrzekł Ponurak i wybuchnął śmiechem.
Tuckera opadło znużenie, poczuł się głupio. Miał takie
same szanse znaleźć się z tą kobietą w łóżku, jak zostać w
następnej kadencji prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Roześmiał się cicho pod nosem. Do licha, to drugie byłoby
chyba łatwiejsze!
– Powiedz, co cię tak śmieszy, a pośmiejemy się razem –
zagadnął znowu Ponurak.
– Nic mnie nie śmieszy.
– Naprawdę?
– Słuchaj, odczep ty się ode mnie. Patrzę na tę blondynę
i jej partnera tylko dlatego, że przewiduję kłopoty.
Ponurak podrapał się po brodzie.
– Naprawdę?
Wakacyjna miłość
188
– Ten chłoptaś od samego początku ciągnie czystą
whisky.
– Może tak lubi. „Garniturki” mają mocne głowy.
– Ten „garniturek” to szczególny przypadek. Jeśli już się
nie urżnął, to jest na najlepszej drodze. Ta blondyna cisnęła mu
właśnie w twarz pierścionkiem zaręczynowym.
Zaskoczony Ponurak chwilę milczał.
– Sądzisz, że... – zaczął wreszcie.
– Jasne – przerwał Tucker. – Wszystko widziałem. Dała
mu kosza. I miała rację...
– Chłopie, ta panna rzeczywiście zmąciła ci rozum.
– Głupstwa opowiadasz. Powiedziałem: czuję w
powietrzu awanturę, a ja nie chcę tu żadnych awantur.
– Mam szepnąć słówko Maxowi i trzymać go w
pogotowiu?
Max był policjantem, który w wolnych chwilach
pracował jako ochroniarz w klubie.
– Jeszcze nie teraz.
– Chcesz to załatwić sam? – Ponurak trącił go łokciem i
przesłał porozumiewawczy uśmiech.
– Tak, staruchu. Masz coś przeciw?
– Czy ja coś mówiłem? Ale zapamiętaj moją przestrogę:
ta znajomość nie wyjdzie ci na zdrowie. Ta kobitka od czubka
głowy do pięt jest jedwabista. Jeśli jesteś na tyle szalony, żeby
na nią lecieć, to leć, ale pamiętaj: zje cię kawałek po kawałku.
Pilnuj się.
– Do diabła, zaufaj choć trochę memu rozsądkowi –
odparł Tucker, nie spuszczając oka z Kelly, którą jakiś młody
człowiek odprowadzał właśnie do stolika.
– W porządku, rób jak chcesz – mruknął Ponurak i
pokuśtykał w stronę baru.
W tej samej chwili wszczął się tumult. Najpierw Tucker
usłyszał dźwięk gwałtownie odsuwanego krzesła, a następnie
Wakacyjna miłość
189
dostrzegł, że towarzysz blondynki zrywa się na równe nogi.
Palcem wskazywał na zaskoczonego młodzieńca, który
odprowadził Kelly do stolika.
– Ty gnoju! Nie będziesz z nią więcej tańczył! Jazda
stąd! Już!
– Charles, zamknij się i siadaj! Nie rób awantur! –
próbowała go uspokajać.
Tucker pospiesznie zlustrował wzrokiem otoczenie.
Zauważył, że tańczące w pobliżu pary zatrzymały się i
obserwują z zainteresowaniem awanturę. Jeszcze chwila, a
zacznie się niezła burda, pomyślał. Oderwał się od baru i ruszył
w stronę stolika, który skupiał już teraz uwagę niemal
wszystkich gości.
– Spokojnie. Nie miałem złych zamiarów – wyjaśniał
młody człowiek, wyciągając przed siebie ręce.
– Charles! – syknęła Kelly, ale Lipton zupełnie jej nie
słuchał.
Wyszedł zza stolika i runął na młodzieńca. Zadał jeden
dziki cios. I następny.
– Nie! – Rozpaczliwy okrzyk kobiety dotarł do Tuckera,
w chwili gdy wskakiwał między walczących.
– Co jest! Co jest! Uspokój się pan! – warknął i w
ostatniej chwili cofnął głowę, żeby uniknąć ciosu wymierzo-
nego prosto w nos.
– A ty co? Złaź z drogi! – ryknął Charles, skupiając teraz
cały swój gniew na Tuckerze.
Nie było wyjścia. Jedynym sposobem na powstrzymanie
tego pijanego idioty było po prostu tęgo mu przyłożyć.
Tucker wziął zamach i jego pięść pofrunęła w stronę
podbródka awanturnika. W tej samej chwili między mężczyzn
wdarła się Kelly.
– Nie! – krzyknęła, ale było już za późno. Tucker nie
zdążył wyhamować potężnego ciosu i jego pięść wylądowała na
Wakacyjna miłość
190
twarzy kobiety. Przeraził się, jakiś czas nie docierało do niego,
co naprawdę zaszło. Pojął to dopiero, gdy nieprzytomna upadła
u jego stóp. Charles gapił się na Tuckera wybałuszonymi
oczyma.
– Boże wielki, zabiłeś ją!
Tucker bez zastanowienia wyrżnął go w twarz i
obserwował, jak Charles powoli osuwa się na podłogę.
– Cholera jasna – mruknął i przyklęknął obok
nieprzytomnej Kelly.
Wakacyjna miłość
191
Rozdział czwarty
W klubie „Boot Scootin” zapadła cisza jak w kostnicy.
Nikt się nie ruszał.
Było tak cicho, że słychać byłoby nawet spadającą ze
stolika na podłogę szpilkę.
Tucker pierwszy przerwał milczenie. Głośno chrząknął,
wziął Kelly na ręce i szybko zaniósł ją do swego mieszkania na
zapleczu klubu. Tam delikatnie ułożył ją na łóżku.
Towarzyszył mu Ponurak, który najwyraźniej nie
wiedział, co ma powiedzieć i jak się zachować. Gdyby sytuacja
nie była tak poważna, Tucker by się roześmiał. Nigdy dotąd się
nie zdarzyło, by jego przyjaciel zapomniał języka w gębie.
W końcu jednak Ponurak potrząsnął głową i spytał:
– No? I co o tym myślisz?
– Bardzo chcesz wiedzieć? – odparł z posępną miną
Tucker.
– Niezła chryja... – Ponurak znów na chwilę pogrążył się
w milczeniu. – Miałeś rację, chłopie, wystrzałowa dziewucha.
– Jasne – burknął Tucker, nie myśląc jednak ani o
wyglądzie Kelly, ani o tym, jaka jest śliczna, lecz o zamieszaniu
jakiego narobił.
– Czy wiesz, kim ona jest?
– Nie.
– Jeszcze lepiej.
Tucker odwrócił wzrok od dziewczyny i spojrzał na
Ponuraka.
– Nie masz co robić? Sam się nią zajmę. Idź lepiej do
klubu, zaprowadź porządek i dopilnuj, żeby nie było więcej
awantur. Chyba wiesz, że jedna afera ciągnie za sobą następne.
– Zamilkł i jeszcze bardziej spochmurniał. – No i otrzeźwij tego
Wakacyjna miłość
192
gnojka, który z nią przyszedł. A kiedy już to zrobisz, wykop go
za drzwi.
– Będzie się o nią dopytywał.
– To wyślij go do diabła.
Ponurak otworzył usta, żeby coś jeszcze powiedzieć, ale
poskromił język.
– Okay. Ty jesteś szefem – mruknął i opuścił pokój.
Kiedy zamknęły się za nim drzwi, Tucker popatrzył z troską na
spoczywającą w bezruchu kobietę.
Przetarł stropione czoło dłonią, po czym ruszył do
łazienki, przyniósł stamtąd zmoczony w zimnej wodzie ręcznik
i przyłożył go do karku Kelly.
Jęknęła, zamrugała powiekami, lecz nie otworzyła oczu.
Tucker, nie spuszczając z niej wzroku, przyciągnął krzesło i
usiadł obok łóżka.
– Będziesz miał, bracie, szczęście, jeśli z tej awantury
wyjdziesz cało – mruknął do siebie kwaśno, przewidując
niewesołe konsekwencje wydarzenia w klubie.
Kobieta znów jęknęła cicho. Nachylił się nad nią. Jezu
słodki, ależ była piękna! Chciał ją delikatnie ocucić, ale w porę
zrezygnował. Sama się obudzi, pomyślał. Nie ma co się
spieszyć.
– Szefie, na miejscu wszystko w porządku – zza pleców
rozległ się nieoczekiwanie głos Ponuraka.
Zaskoczony Tucker drgnął i odwrócił się w stronę
pomocnika.
Ponurak skrzywił się.
– Przepraszam, że cię przestraszyłem, szefie.
– Przestraszyłeś. Powinieneś był zapukać.
– Tak jak kazałeś, wykopaliśmy już gnoja na zewnątrz.
– Były jakieś trudności?
– Nic takiego, z czym byśmy sobie nie dali rady.
– To dobrze.
Wakacyjna miłość
193
Ponurak wyciągnął szyję i zerknął przez ramię Tuckera.
– I co z nią?
– Ciągle nieprzytomna, ale kilka razy jęknęła. To dobry
znak.
Starszy mężczyzna przesłał szefowi znaczące spojrzenie.
– Już ci mówiłem, chłopie, żebyś uważał. Takie kobiety
to trucizna.
– Zsiądź już z tego konia, dobrze? To nie ta baba
sprawia, że coś ściska mnie w brzuchu. Skręca mnie na myśl o
tym, co mnie czeka za ten nokaut.
Wymiar sprawiedliwości, kapujesz?
– Wymiar sprawiedliwości nic o tym nie wie.
– Dobrze by było. Ale jeśli ktoś wezwał policję,
jesteśmy ugotowani.
– Fakt.
– Cholera jasna, za ciężko pracowałem, by stworzyć
wreszcie jakiś czysty i przyzwoity klub, żeby teraz... – Pokręcił
głową z niezadowoleniem.
– Włożyłeś w to kawałek serca, chłopie – dodał Ponurak.
– A żebyś wiedział – burknął Tucker. – Zdajesz sobie
sprawę, że taka burda może podkopać reputację klubu łatwiej
niż cokolwiek innego.
Ponurak przeniósł ciężar ciała ze swej drewnianej nogi
na zdrową.
– Bez dwóch zdań, szefie, ale jak dotąd nic takiego się
jeszcze nie wydarzyło. Więc po co ta złość? Będziemy się
martwić później. Na razie musisz doprowadzić do porządku tę
panią.
– Racja – przyznał Tucker, poklepał przyjaciela po
plecach i odprowadził do wyjścia.
Kiedy drzwi zamknęły się za Ponurakiem, Tucker usiadł
przy łóżku i pochylił się znowu nad nieprzytomną pięknością.
Czując, że na czoło występuje mu pot, wstał z krzesła i
Wakacyjna miłość
194
podszedł do okna. Kilka razy zaczerpnął głęboko powietrza, by
odzyskać nad sobą kontrolę; kontrolę, której od tak dawna już
nie stracił.
– Gdzie jestem? – usłyszał cichy głos. Zesztywniał,
odwrócił się i spostrzegł, że kobieta próbuje usiąść na łóżku.
– Ej, spokojnie – ostrzegł i szybko ruszył w jej stronę.
Wyciągnął właśnie ręce, żeby jej pomóc, ale blondynka
skuliła się tylko ze strachu.
– Niech pan się trzyma ode mnie z daleka! – pisnęła.
Natychmiast wsunął dłonie do kieszeni dżinsów i wzruszył
ramionami.
– Jak pani sobie życzy.
– Gdzie jestem? – zapytała ponownie.
– W klubie „Boot Scootin”, w moim mieszkaniu –
wyjaśnił. Kobieta pomasowała głowę i skrzywiła się z bólu. –
Czy pamięta pani, co się wydarzyło?
Podniosła głowę.
– Tak. Uderzył mnie pan.
– Ale przez czysty przypadek. Wskoczyła pani w
ostatniej chwili między mnie, a tego... – Urwał, chrząknął i po
chwili ciągnął dalej: – Tego mężczyznę, który przyszedł z
panią, i który sprowokował całą awanturę.
– Wcale nie zamierzam go bronić. Pana też nie
oskarżam, skoro to przypadek... Ale zdaje mi się, że mógł pan
go uspokoić bez użycia siły.
– Cóż, ma pani całkowitą rację.
Sarkazm w jego głosie nie uszedł jej uwagi. Zarumieniła
się i odwróciła głowę.
– Która godzina?
– Dwunasta.
– A gdzie Charles?
– Otrzeźwiliśmy go ździebko i wyprosili z lokalu –
wyjaśnił. Nie oburzyła się, jak przewidywał. Przygryzła dolną
Wakacyjna miłość
195
wargę i odwróciła twarz. – Kim pani jest? – zapytał Tucker,
masując sobie kark. – Ma pani nade mną tę przewagę, że pani
wie, kim jestem, a ja o pani wiem nic.
– Kelly Warren – odparła, zadzierając lekko głowę.
– Czy powinienem znać to nazwisko?
Oczy jej się rozszerzyły, mimo że jedna strona pięknej
twarzy zdążyła już mocno podpuchnąć.
– Warren Foods, produkty spożywcze Warrena. Mój
ojciec jest właścicielem tego przedsiębiorstwa.
Zanim Tucker zdążył cokolwiek odpowiedzieć, ona już
podeszła do lustra. Z ust wyrwał się jej okrzyk rozpaczy.
– Przykro mi, ale zanim się pani polepszy, najpierw
będzie gorzej.
Kelly przysunęła twarz jeszcze bliżej lustra i dokładnie
obserwowała swe odbicie.
– No, nie!
– Zważywszy okoliczności, nie jest tak źle. Popatrzyła
na niego gniewnie.
– Nie jest źle? Jak pan śmie mi to mówić. Wyglądam
tragicznie!
– Na kilka dni ucierpi pani uroda, może też trochę duma.
To wszystko.
Nie umrze pani od tego.
– Ale nie wiadomo, co będzie z panem – sapnęła ze
złością. – Niech tylko dowie się o tym mój ojciec...
– Proszę pani, nie obchodzi mnie, kim jest pani ojciec.
Sama pani wlazła między walczących, więc proszę mnie o nic
nie winić. Dla mnie liczy się tylko spokój i bezpieczeństwo
moich gości.
Obrzuciła go płonącym wzrokiem.
– Chcę wracać do domu. Tucker zacisnął ze złości
pięści.
– Myślałem, że już nigdy nie wpadnie pani ten pomysł
Wakacyjna miłość
196
do głowy.
Kelly ściskała słuchawkę, tak jakby miała zamiar
wycisnąć z niej wszystkie soki. Była wściekła.
– Sam się prosiłeś o kłopoty, Charles.
– Akurat!
Odsunęła słuchawkę od ucha, by przygotować jakąś
gniewną ripostę, gdy w tej właśnie chwili ujrzała babcię i jej
wzniesione do nieba oczy. Natychmiast poczuła, że napięcie ją
opuszcza.
– Gdybyś się nie upił, nie byłoby całej hecy –
powiedziała cicho, odwracając się do Claire plecami.
– Czyżbyś chciała puścić mu płazem to, że popodbijał
nam oczy?
– Przepraszam, a co zamierzasz zrobić?
– Zaskarżyć bydlaka do sądu!
– Proszę uprzejmie, ale mnie w to nie mieszaj. Charles
chrząknął.
– Przykro mi, Kelly. Zaczynam podejrzewać, że ten
wieśniak wpadł ci w oko.
– Posłuchaj, myśl sobie, co chcesz – odparła. – I rób, co
ci się podoba. Mnie to nic a nic nie obchodzi. A na razie odczep
się i daj mi spokój.
Powiedziawszy to, odłożyła słuchawkę.
– Proszę, proszę, potraktowałaś go raczej obcesowo.
– Wiem, babciu, ale prawdę mówiąc w pełni sobie na to
zasłużył.
Claire popatrzyła troskliwie na wnuczkę. Ta westchnęła,
opadła na krzesło i wypiła łyk kawy. Obie obudziły się
równocześnie i równocześnie pojawiły się w kuchni.
– Boże drogi, co się stało z twoją twarzą? – szepnęła
Claire, łapiąc się za serce.
– Spokojnie, babciu – odpowiedziała pośpiesznie Kelly.
Wakacyjna miłość
197
– Wszystko w porządku. Naprawdę. Mam tylko podbite oko,
nic więcej.
– Ale jak... Chodzi mi... – Claire zająknęła się i usiadła
na krześle. – Z pewnością nie jest to sprawka Charlesa.
– Oczywiście, że nie.
– No dobrze, więc czyja?
Kelly nie słyszała w głosie babci takiego gniewu od
czasu jej ostatniego zawału.
– To długa i niezbyt ciekawa historia.
– Czasu mam aż nadto. – Claire popatrzyła na ścienny
zegar. – Ty też, młoda damo. Jest dopiero siódma, a sklep
otwierasz o wpół do dziesiątej.
Kelly uśmiechnęła się, lecz natychmiast skrzywiła z
bólu. Twarz paliła ją jak wszyscy diabli.
– No cóż, skoro pragniesz poznać ją z detalami, proszę
bardzo.
Relacja zajęła jej przeszło godzinę. Gdy Kelly skończyła
opowiadać, zapadła cisza. Jakiś czas siedziały obie przy stole i
w milczeniu popijały kawę.
Ciszę przerwała Claire.
– Sama nie wiem, którego z nich chciałabym udusić w
pierwszym rzędzie. Charlesa czy tego... tego kowboja... Jak on
się nazywa? – Claire potrząsnęła głową. – Zresztą nieważne.
Jego nazwisko jest nieistotne. On sam też niewart jest uwagi.
Za mężczyznę, który podnosi rękę na kobietę, nie dałabym
złamanego grosza.
– Ale on wcale nie chciał mnie uderzyć. Przecież... –
Ugryzła się w język.
Nie mieściło się jej w głowie, że po wydarzeniach
poprzedniego wieczoru staje w obronie Tuckera Garretta.
Musiała jednak być sprawiedliwa. Gdyby miała choć odrobinę
oleju w głowie, nie właziłaby między dwóch bijących się
mężczyzn.
Wakacyjna miłość
198
Claire obrzuciła wnuczkę osobliwym spojrzeniem.
– Chyba nie chcesz powiedzieć, że on... – Urwała,
szukając odpowiednich słów, żeby wyrazić to, co chciała
powiedzieć.
– Oczywiście, on mnie nic nie obchodzi – szybko
wtrąciła Kelly i ujęła babcię za dłoń. – A teraz się rozchmurz.
Nawet nie jest w moim typie. I nigdy więcej go nie zobaczę.
Tego możesz być pewna.
– No cóż, nie powiem, że mi z tego powodu przykro.
– A mnie tak.
– Co masz na myśli? – spytała Claire.
– Chciałabym jeszcze raz rzucić okiem na jego klub.
Wiesz, że mam zamiar namalować serię widokówek z
motywami z Dzikiego Zachodu.
– Odwiedź jakieś inne miejsce.
– Chyba będę zmuszona to zrobić. Ale właśnie w „Boot
Scootin” panuje atmosfera, jaka najbardziej mi odpowiada.
– No cóż, jesteś bystra i zdolna. Poradzisz sobie i bez
klubu tego... jak mu tam... kowboja.
Kelly zmarszczyła brwi.
– Mam nadzieję. No, muszę zmykać do sklepu.
– Po co ten pośpiech? Nie zamęczaj się tak. Nie musisz
niczego udowadniać. Ani sobie, ani mnie, ani nikomu innemu.
Kelly pocałowała Claire w policzek.
– Właśnie że muszę. Sobie i tacie, który jest najgłębiej
przekonany, że poniosę porażkę.
– Ale my obie wiemy lepiej, prawda?
– Oczywiście – odparła z uśmiechem Kelly.
Kiedy w sklepie zadzwonił dzwonek przy drzwiach,
Kelly zerwała się z miejsca. Podejrzewała, że przyszła właśnie
klientka, która zostawiła poprzedniego dnia zakupiony
podarunek do zapakowania.
– Już idę, pani Nelson! – zawołała i wstała zza biurka,
Wakacyjna miłość
199
przy którym szkicowała projekt kolejnej pocztówki.
Zbiegła po schodach, ale na dole stanęła jak wryta.
Uśmiech w jednej chwili zniknął z jej twarzy.
– Przepraszam, że panią rozczarowałem – rozległ się
lekko schrypnięty męski głos.
W sklepie stał Tucker Garrett. Na jego twarzy gościł
pogodny uśmiech, a w ręku trzymał bukiet kwiatów.
Kelly nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy płakać.
Wakacyjna miłość
200
Rozdział piąty
W pierwszej chwili Kelly chciała zażądać, żeby wynosił
się z jej sklepu.
Nie wzruszał jej fakt, że Tucker pojawił się tu z
wiązanką kwiatów. Zamiast tego jednak zapytała tylko:
– Co pan tu robi?
Mężczyzna uśmiechnął się z wyraźnym zakłopotaniem.
Kelly na ten widok mocniej zabiło serce, lecz szybko stłumiła
w sobie odruch sympatii.
– Czy wszystkich klientów wita pani w ten sposób?
– Pan nie jest klientem – odwarknęła.
– A skąd pani wie?
Zmieszała się. Była zła na siebie, że tak łatwo daje się
zbić z tropu. I to od samego początku, od chwili kiedy pojawił
się w jej życiu. Myślała, że tylko na moment, lecz oto, proszę,
znów jest, stoi przed nią, uśmiecha się, a ona zamiast go
wykpić, wpatruje się nie bez zainteresowania w jego ostre rysy,
potężną sylwetkę, zaczesane do tyłu, lśniące włosy. Czyżby
przyszedł prosto z kąpieli, spod prysznica, który rozgrzał jego
umięśnione ciało? Stop! Do licha, coś z tym trzeba zrobić...
– Zapowiada się upalny dzień – przerwał niezręczną
ciszę gość i otarł dłonią czoło.
Kelly przełknęła ślinę przez zaschnięte gardło i zmusiła
się, by jej głos zabrzmiał chłodno i oficjalnie.
– Jeszcze raz pytam, po co pan tu przyszedł? –
powiedziała. – Chyba nie po to, żeby pogawędzić o pogodzie.
– Lepiej niech pani wstawi te kwiaty do wody, zanim
zwiędną – odparł niezrażony i wręczył jej bukiet.
Zmierzyła go oburzonym wzrokiem, fuknęła pod nosem
i poszła z kwiatami do kuchni. Ruszył za nią. Kelly znalazła
Wakacyjna miłość
201
wazon, wstawiła w niego wiązankę, po czym oparła się o
szafkę, skrzyżowała ręce na piersiach i popatrzyła na
mężczyznę tak, aby nie miał wątpliwości, że jest tu tylko
intruzem.
– Czy uwierzy mi pani, jeśli powiem, że żałuję bardzo
tego, co się stało? – zapytał Tucker.
– Nie – odparła szorstko. Nie miała ochoty na żadne
przeprosiny.
– A czy uwierzy pani, że przyszedłem tylko po to, by
zobaczyć, jak się miewa pani oko? – Obrzucił Kelly bacznym
spojrzeniem. – Obawiałem się, że tak będzie. Spuchnie jeszcze
bardziej.
– Panie Garrett, niech pan posłucha...
– Naprawdę jest mi bardzo głupio – przerwał jej swym
niskim głosem. – Nie mam zwyczaju psuć urody pięknym
kobietom.
Kelly poczuła na twarzy rumieńce. Chciała się odwrócić,
ale stała w miejscu jak sparaliżowana.
– Zdaję sobie sprawę z tego, że spotkaliśmy się w
niezbyt sprzyjających okolicznościach – mówił tymczasem
Tucker, nie spuszczając z niej wzroku. – No, może to nie
najlepsze określenie, ale chyba rozumie pani, o co mi chodzi...
– Znów urwał, a po chwili dodał: – Może mówmy sobie po
imieniu. Na imię mam Tucker.
– W porządku, Tucker, rozumiem, że ci głupio. Ale
skoro mnie już przeprosiłeś...
– Ale czy ty te przeprosiny przyjęłaś?
– Chyba tak.
– W takim razie... – Przysunął się do niej bliżej i również
oparł się o szafkę. Podobnie jak ona skrzyżował ręce na
piersiach. Ich łokcie dotknęły się lekko.
– Tucker... Na twoim miejscu nie przeciągałabym struny.
– No dobrze, czym więc handlujesz w tym sklepie?
Wakacyjna miłość
202
Kelly sama nie wiedziała, dlaczego wdaje się w tę
rozmowę. Powinna kazać mu się wynosić ze sklepu i nigdy
więcej w nim nie pokazywać. Zamiast tego stała obok niego,
niezdolna do żadnych zdecydowanych działań.
Uśmiechnęła się blado i wzruszyła lekko ramionami.
– A, takie tam... Artykuły papiernicze, upominki. Przede
wszystkim artykuły papiernicze.
– Mhm – pokiwał głową ze zrozumieniem.
– Projektuję też pocztówki. Mam nadzieję, że zdołam
nimi zainteresować jakąś większą firmę.
– Masz jakieś konkretne plany?
– Rozglądałam się tu i tam.
Zapadła chwila pełnego napięcia milczenia. Kelly była
świadoma wzroku Tuckera, który wpatrywał się w jej usta, a
następnie powiódł spojrzeniem w dół.
Gdy oczy mu pociemniały, poczuła na twarzy gorące
wypieki.
– Powiedz mi – przerwał wreszcie niebezpieczną ciszę
mężczyzna – dlaczego to dla ciebie takie ważne? Skoro twój
ojciec ma taką masę pieniędzy, to po co ty...
Zakłopotanie, które do tej pory nie pozwalało jej
zachowywać się wobec Garretta tak, jakby chciała, w jednej
chwili zniknęło bez śladu. To był drażliwy temat, zawsze budził
gorące emocje. A Tucker na dodatek miał nieszczęście posłużyć
się argumentem, który za każdym razem doprowadzał Kelly do
szewskiej pasji.
– Pytasz, dlaczego córeczka bogatego tatusia próbuje
bawić się w dorosłe życie? Czy o to właśnie ci chodzi?
Tucker poruszył się niespokojnie, lecz ostry ton Kelly
nie zrobił na nim większego wrażenia.
– No, mniej więcej. Choć nie chciałem, żebyś poczuła
się...
– Chciałeś – przerwała lodowatym tonem. – Ale i tak nie
Wakacyjna miłość
203
obchodzi mnie, co o mnie myślisz. A teraz, wybacz, tępa
blondyna musi się brać do roboty.
– Kelly!
– Żegnam pana, panie Garrett.
Zdawała sobie sprawę z tego, że sama nie pozbyłaby się
go tak łatwo. Na szczęście w tej samej chwili, w której
powiedziała swoje „żegnam”, pojawiła się w sklepie klientka.
Tucker przez sekundę jeszcze przyglądał się Kelly, po czym
kpiąco zasalutował i opuścił sklep.
Kelly poczuła lekki zawrót głowy i oparła się o szafkę.
Czuła, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa.
– Czy dobrze się czujesz, kochanie? – zainteresowała się
kobieta.
– Tak, dziękuję. – Kelly wyprostowała się. – Nic mi nie
jest.
Klientka puściła do niej perskie oko.
– Ach, ci mężczyźni – westchnęła. – Nie można z nimi
wytrzymać, ale bez nich jeszcze gorzej.
– Ma pani świętą rację – odparła Kelly uprzejmie i
wbrew samej sobie uśmiechnęła się.
Gdy znów została w sklepie sama, odetchnęła z ulgą.
Tucker Garrett wprowadził w jej myśli straszliwy zamęt, dobrze
więc było pomyśleć przez chwilę w spokoju i samotności.
Postanowiła zadzwonić do Claire i poprosić, żeby przyjechała
do niej do sklepu na lunch. Babcia miała niezwykły talent do
nadawania wszystkiemu właściwych proporcji i patrzenia na
wszystko z odpowiedniej perspektywy. A Kelly tego właśnie
rozpaczliwie potrzebowała.
Kiedy po półgodzinie rozległ się dźwięk zawieszonego
nad drzwiami dzwonka, Kelly, przekonana, że pojawiła się
właśnie zaproszona na lunch babcia, spojrzała z szerokim
uśmiechem w stronę wejścia. Po chwili jednak jej twarz
spochmurniała.
Wakacyjna miłość
204
– To znowu ty!
Stojący w progu Tucker niewinnym ruchem wzniósł
ramiona.
– Jestem jak zły szeląg. Wygonisz mnie, a ja wracam.
– Nic tu po tobie.
– Nieprawda – odparł cicho, taksując ciekawym
wzrokiem jej postać.
– Posłuchaj... – zaczęła.
– Zajrzysz wieczorem do klubu? – nie dał jej skończyć.
– Chyba żartujesz!
– Dlaczego? – Jego twarz spoważniała. – No, co ty na
to?
– Że jesteś nienormalny, wariat.
– Czy mam to potraktować jako „tak”? – Kelly
wywróciła tylko oczyma.
– Świetnie. Przyjadę po ciebie o dziewiątej.
– Tucker, naprawdę nie sądzę... – zawahała się. On
jednak już jej nie słuchał. Dłuższą chwilę mierzył ją bacznym
wzrokiem, po czym rzucił krótko:
– Nie pożałujesz.
– To się jeszcze zobaczy!
Roześmiał się i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
– Szefie, ktoś chce się z tobą widzieć – poinformował
Ponurak, stając w progu mieszkania.
Garrett, który siedział właśnie przy biurku i zajmował się
księgowością, podniósł głowę.
– Czy się przedstawił?
– Nie.
– No cóż, wprawdzie zjawił się nie w porę, ale go
wpuść.
W chwilę później w drzwiach pojawił się kościsty
wysoki mężczyzna, na którego widok Tucker wyraźnie
Wakacyjna miłość
205
spochmurniał.
– Do licha, Wilder, jesteś ostatnią osobą, którą
chciałbym widzieć.
Anson Wilder przysunął do siebie najbliższe krzesło i
zajął na nim miejsce.
– Czy tak się wita byłego szefa? – zapytał, uśmiechając
się krzywo.
Anson nic się nie zmienił. Jego donośny głos był szorstki
jak kiedyś, jakby Wilder całe życie nie robił nic innego tylko
popijał whisky. Tucker jednak nigdy nie widział, żeby jego
dawny szef wziął do ust choćby kroplę alkoholu.
– Jakie wiatry przywiały cię w te strony? Anson potarł
brodę.
– Chcę, żebyś wrócił.
– Nigdy w życiu.
– Nawet za grubą forsę? Drążymy nowy otwór. To
poważna inwestycja.
– Już raz ci powiedziałem, że mam dosyć życia na
walizkach. Nic się nie zmieniło.
Anson rozejrzał się po pokoju.
– Ile jesteś dłużny za ten budynek?
– Nie twój zakichany interes! – odparł Tucker,
czerwieniejąc gwałtownie na twarzy.
Chudzielec parsknął i podniósł się z krzesła.
– No cóż, przemyśl sprawę. Za to, co u mnie zarobisz,
błyskawicznie spłacisz dług. – Zamilkł na chwilę. – Jesteś
najlepszy i kogoś takiego właśnie potrzebuję. Pomyśl o tym.
Będę z tobą w kontakcie.
Tucker nie wysilił się nawet, żeby cokolwiek
odpowiedzieć. A kiedy gość opuścił pokój, Garrett zamyślił się,
zgodnie z jego radą. Byłby głupcem, gdyby nie przyjął oferty
Ansona. A jednak zdecydowany był ją odrzucić.
Do diabła, wszystko przez tę zuchwałą blondynkę, której
Wakacyjna miłość
206
nigdy nie zdobędzie, choć tak bardzo jej pragnie.
Ze złością wyrżnął pięścią w biurko.
– I co o tym powiesz?
– O czym?
– O klubie.
Minęła już jedenasta. Kelly od dwóch godzin siedziała
przy stoliku w rogu, sączyła gazowany napój, obserwowała
tańczących i rysowała. Cieszyła się każdą minutą pracy,
jakkolwiek myśl, że jednak przyjechała do „Boot Scootin”, że
przyjęła zaproszenie od tego natręta, była trudna do strawienia.
Zanim się w końcu na to zdecydowała, kilkakrotnie
próbowała odrzucić jego ofertę, zadzwonić i powiedzieć, żeby
dał jej spokój. Za każdym razem jednak, kiedy podnosiła
słuchawkę, żeby wykręcić numer, po chwili odkładała ją z
powrotem. Ostatecznie, tłumaczyła sobie, to nawet dobrze, że
będę mogła popatrzeć jeszcze raz na stylowe wnętrza „Boot
Scootin”.
– No więc? Co o nim powiesz? – ponownie zapytał
Tucker.
– Niezły.
– Tylko tyle? Kelly zawahała się.
– Byłby jeszcze lepszy, gdybyś w którymś z kątów
zainstalował ze dwa automaty do gry, nie wiem, jakiś
mechaniczny bilard czy coś takiego...
– Co?
– Chyba słyszałeś.
Tucker otworzył usta, zamknął je i w końcu wybuchnął
śmiechem. Kiedy jednak Kelly nie zareagowała, spoważniał.
– Mówisz serio?
– W przeciwnym razie w ogóle nie otwierałabym ust.
– Mhm... Bilard, tak? Taki jak na filmach? – zapytał
kpiącym tonem.
Wakacyjna miłość
207
– I jak w innych klubach.
– Dlaczego sądzisz, że miałbym wszystkich małpować?
– Wcale tak nie sądzę. I właśnie dlatego, że tego nie
robisz, pozbawiasz się dobrego zarobku.
Tucker nie przestawał pocierać podbródka.
– Hmm – zastanawiał się głośno – może to i niezły
pomysł. Poważnie się nad nim zastanowię.
– Serio?
– Serio.
Ich oczy się spotkały i nagle poczuli się tak, jakby w
klubie byli tylko oni.
Po chwili Tucker chrząknął. Kelly zdążyła się już
zorientować, że to dość typowa cecha jego zachowania. Zawsze
chrząka, kiedy jest zakłopotany, lub gdy czuje się niepewnie.
– Może rzeczywiście powinienem pomyśleć o jakichś
dodatkowych atrakcjach...
– Czy chcesz przez to powiedzieć, że finanse klubu
kuleją? – zapytała Kelly, zadowolona, że rozmowa toczy się
wokół tematów zawodowych, a więc najbardziej bezpiecznych.
– I tak – podrapał się po czole – i nie. Tłumaczy ci coś
taka odpowiedź?
– Wiem, o co chodzi. Sama prowadzę interes.
– No więc, nie jest najlepiej – uśmiechnął się krzywo. –
Muszę chyba zmienić wystrój. Trochę tu za ponuro, no nie? –
Zamilkł i po chwili zmienił temat, jakby żałując, że pozwolił
sobie na szczerość. – No, daj obejrzeć, coś tam namalowała.
Kelly pokazała mu szkice. Na kilku z nich widniał
ujeżdżający byki kowboj.
– Ej! Są świetne, Kelly! I ty jesteś świetna...
Ich oczy znów się spotkały; i znów zapadło pełne
napięcia milczenie.
– Wiesz, chyba muszę wracać do domu – odezwała się w
końcu. – Jutro bardzo wcześnie wstaję.
Wakacyjna miłość
208
Tucker natychmiast zerwał się z krzesła.
– Jasne. Odwiozę cię.
Kwadrans później wprowadził samochód na podjazd
przed domem Kelly.
Zaparkował, zgasił światła, wyłączył silnik i, patrząc
przed siebie, zapytał:
– Kiedy się znów zobaczymy?
– No, nie sądzę, żebyśmy... – zaczęła, lecz nie zdążyła
dokończyć, ponieważ Tucker gwałtownie odwrócił się w jej
stronę, przyciągnął ją do siebie i przyłożył usta do jej warg.
W pierwszej chwili Kelly była tak zaskoczona, że nie
wykonała najmniejszego ruchu. A kiedy jego język wsunął się
między jej zęby, było już za późno na protesty. Cicho
westchnęła i z pasją odpowiedziała na pieszczotę jego
gorących, namiętnych ust. I nagle, równie nieoczekiwanie,
oderwali się od siebie. Tucker cofnął się gwałtownie, przez
chwilę oboje ciężko dyszeli.
– Posłuchaj, nie chciałem, żeby to... – Urwał i popatrzył
na Kelly, w jego ciemnych oczach malował się ból. – Do licha,
sam nie wiem, czego chciałem.
Po prostu...
– W porządku. Nie... nieważne.
Otworzyła drzwi, wyskoczyła z samochodu i popędziła
do domu, nie oglądając się za siebie ani razu, choć Tucker
wołał za nią wielokrotnie:
– Kelly! Kelly!
Wakacyjna miłość
209
Rozdział szósty
– Pani Warren?
– Przy telefonie – odparła Kelly, słysząc w słuchawce
głos nieznajomej kobiety.
– Mówi Martha Havard, dyrektor handlowy Visions
Card Company. Mam nadzieję, że nie ma mi pani za złe, iż
dzwonię o tak wczesnej porze?
Pod Kelly z wrażenia ugięły się nogi. Dzwonią do niej z
Visions Card! Z wielkiej, potężnej firmy do sklepiku w
maleńkim Lufkin! Łaska boska, że stojące za ladą krzesło było
tuż obok. Kelly opadła na nie i zwilżyła czubkiem języka suche
nagle wargi.
– Oczywiście, że nie mam za złe. Bardzo się cieszę, że
panią słyszę.
– A ja cieszę się, że przysłała nam pani swoje projekty
kart pocztowych.
– Naprawdę się pani podobają? – spytała Kelly
opanowanym głosem, choć miała ochotę krzyczeć z radości na
całe gardło.
– Zaskoczyło to panią? – kobieta roześmiała się lekko.
– Chyba tak.
– Z chęcią obejrzelibyśmy więcej pani prac, zwłaszcza
tych z motywami z Dzikiego Zachodu.
– Czy mam rozumieć, że poważnie interesujecie się
państwo tym, co robię?
– Tak, jesteśmy bardzo pani ciekawi. Ale muszę
uprzedzić, że zanim ostatecznie zdecydujemy się nawiązać
współpracę z danym twórcą, mija niekiedy sporo czasu.
– A zatem nie powinnam robić sobie zbyt wielkich
nadziei? Czy tak?
Wakacyjna miłość
210
– Widzi pani, i tak, i nie. Jak już wspomniałam, jesteśmy
zainteresowani pani pracami, istnieją też jednak inni graficy,
których bierzemy pod uwagę.
– Rozumiem. Doceniam pani szczerość i z największą
chęcią przyślę wam więcej projektów. Właśnie nad nimi
pracuję.
– Doskonale. Gdy tylko skończy pani ten cykl, proszę
nam go od razu przysłać.
– Przyślę na pewno. Dziękuję jeszcze raz za odpowiedź
na moją ofertę.
– Cała przyjemność po naszej stronie. Będziemy w
kontakcie.
Kelly odłożyła słuchawkę i dłuższą chwilę siedziała jak
odrętwiała. W końcu, gdy w pełni już do niej dotarło, z kim
rozmawiała, wydała głośny okrzyk triumfu.
W chwilę później pomyślała o babci. Postanowiła
zadzwonić do niej z dobrą wieścią, kiedy ponownie odezwał się
telefon.
– Tu „Pierwsza klasa”, sklep Kelly Warren, słucham?
– Cześć – usłyszała tylko w odpowiedzi.
Po raz drugi tego ranka ugięły się pod nią nogi; i znów
całym ciężarem opadła na krzesło.
– Cześć – wykrztusiła z trudem.
Tucker roześmiał się, czym sprawił, że serce Kelly
zaczęło bić jeszcze mocniej.
– Tym razem przynajmniej nie odkładasz słuchawki.
Czy mogę to traktować jako zachętę?
– Jesteś niepoprawny.
Znów się roześmiał, po czym dodał poważnym głosem:
– Nie dzwonię, żeby przepraszać.
Nie próbowała udawać, że nie rozumie, jakie są jego
intencje i co zamierza jej zaproponować. – Nie sądzę, żebyś
musiał.
Wakacyjna miłość
211
– To dobrze. Skorośmy to już ustalili, to przejdźmy do
rzeczy.
– To znaczy?
– Kiedy cię znów zobaczę?
Kelly poczuła, jak oblewa ją gorąca fala. Przestraszyła
się tego pytania, a jeszcze bardziej własnej na nie reakcji.
Zapragnęła rzucić słuchawkę, jakby ta paliła jej dłonie, lecz nie
zrobiła tego. Najpierw mu powie, żeby się od niej raz na zawsze
odczepił, a dopiero potem...
Tego też jednak nie była w stanie uczynić. Prawda
bowiem była taka, że wcale nie chciała, żeby Tucker zostawił ją
w spokoju. Było to przerażające, lecz prawdziwe. Żarliwy
pocałunek, jaki wymienili wtedy, w samochodzie, pozostawił ją
w stanie kompletnego szoku i zmieszania. Jego śmiałość i
zdecydowanie wywarły na I niej ogromne wrażenie, sama nie
wiedziała dobre czy złe. Wtedy mu uległa i czuła, że następnym
razem również trudno będzie jej się mu przeciwstawić.
I dlatego właśnie powinna zdecydowanie przerwać tę
znajomość, zanim sprawy nie zajdą za daleko.
– Kelly?
– Tak, słucham cię.
– Odpowiedz, proszę.
– Zrozum, muszę pracować, zwłaszcza teraz.
– Dlaczego stało się to nagle aż tak pilne? Powiedziała
mu o telefonie z Visions Card.
– Wspaniale! – szczerze ucieszył się Tucker. – To
dodatkowy powód, żebyśmy spotkali się i wspólnie uczcili to
wydarzenie.
– Naprawdę sądzisz, że to rozsądny pomysł?
– Nie.
Jego szczerość wstrząsnęła nią.
– Więc dlaczego...?
– Ponieważ chcę się z tobą zobaczyć. Po prostu.
Wakacyjna miłość
212
– I co, zawsze stawiasz na swoim?
– No, przeważnie – odparł po chwili wahania.
– Myślałeś już o czymś konkretnym?
– Jasne. Najpierw wspólna kolacja, później wieczór w
klubie.
Kelly najchętniej odrzuciłaby pierwszą cześć propozycji.
Wspólna kolacja
– to prawie jak randka. Przeciwko wizycie w klubie nie
miała jednak żadnych zastrzeżeń. Zwłaszcza po telefonie z
Visions. Musiała koniecznie zrobić szkice tańczących; motyw,
którego dotąd zupełnie nie wykorzystywała.
– Zgoda – odparła w końcu, zagłuszając w sobie głos
rozsądku, który wołał, przestrzegał, napominał, by nie dała się
zwieść. Kelly słyszała go, a mimo to wypowiedziała to jedno
słowo, na które czekał Tucker.
Roześmiał się tak, jak mógł się śmiać wilk, kiedy udało
mu się namówić Czerwonego Kapturka, by wskazał mu drogę
do domu babci.
– Przyjadę po ciebie o szóstej – zapowiedział i zakończył
rozmowę.
Kelly chwilę jeszcze spoglądała w głuchy mikrofon, po
czym z trzaskiem odłożyła słuchawkę.
– Cholera jasna – zaklęła pod nosem.
Na kolację pojechali do „Tejas Cafe”, jednego z
ulubionych lokali Kelly, gdzie wspólnie zamówili olbrzymią
porcję kurczaka fajita. Początkowo Kelly nie spodziewała się
po tym spotkaniu niczego przyjemnego, ale okazało się, że
towarzystwo Tuckera może być nawet miłe. Zabawiał ją
historyjkami z życia na polach naftowych; jedne były zabawne,
inne dramatyczne.
Gdy jednak przyszło do zwierzeń na tematy osobiste,
Garrett nabrał wody w usta. Kelly zresztą nie zamierzała wcale
nań naciskać. Zdecydowała, że im mniej będzie o nim wiedzieć,
Wakacyjna miłość
213
tym lepiej także dla niej. Ostatecznie, gdy zakończy już prace
nad szkicami, nie będzie miała przecież powodu, by pojawiać
się w „Boot Scootin”.
Po kolacji pojechali do pustego jeszcze o tej porze klubu.
Kelly zdawała sobie sprawę, że niebawem, jak w każdy
piątkowy wieczór, zrobi się tu tłoczno, lecz tymczasem byli
sami. Zaraz po wejściu Tucker zaciągnął ją na parkiet.
– Czy możesz mi powiedzieć jedną rzecz? – zapytał,
biorąc ją w ramiona i poruszając się w rytm muzyki, którą
przed chwilą nastawił. – Czy kochasz tego chłoptasia, jak mu
tam... Charlesa?
Kelly nie spodziewała się tego pytania.
– Nie twoja sprawa – odparła niezbyt zachęcająco.
– Dobra, dobra... Kochasz czy nie? – zapytał znowu, nie
zrażony jej wyniosłym tonem.
Przestała tańczyć i wysunęła się z jego objęć.
– Dlaczego tak cię to interesuje?
– Z prostej ciekawości. Chyba nie jest w twoim typie.
– Chcesz powiedzieć, że ty jesteś?
– Może – odparł, przewiercając ją na wskroś płonącym
wzrokiem.
Serce w niej zamarło. Nie, nie mogła dalej prowadzić tej
gry, była zbyt niebezpieczna. Kelly odwróciła się do
mężczyzny plecami i ruszyła żwawo w stronę wyjścia.
– Poczekaj – zatrzymał ją jego głos. – Od tej pory będę
zachowywał się przyzwoicie, obiecuję.
– Jakoś nie bardzo ci wierzę...
Przystanęła, a on roześmiał się tylko, podszedł do niej i
znów poprowadził w rytm muzyki.
Po chwili Kelly uniosła twarz i spojrzała mu w oczy.
– Powinieneś dawać w klubie lekcje tańca – stwierdziła.
Odsunął od niej twarz i przyjrzał się jej zdumiony.
– O co chodzi? Czy powiedziałam coś nie tak?
Wakacyjna miłość
214
– Wprost przeciwnie. Tylko że w tej samej chwili
pomyśleliśmy o tym samym.
– A, rozumiem – odparła ze śmiechem. Tucker uniósł
brew.
– Mówię poważnie. To jeden z powodów, dla których z
tobą się dziś umówiłem.
– Naprawdę?
– Tak, chcę przedyskutować ten właśnie pomysł.
– Cóż, myślę, że takie lekcje cieszyłyby się dużym
powodzeniem.
– No właśnie. A więc, jak będzie?
– A co ma być?
– Z tą nauką... – Spojrzał na nią wymownie.
– Ja? Ja miałabym uczyć...
Na jego twarzy pojawił się niewinny uśmiech.
– No a kto?
– Nie, nie sądzę... – zaczęła się wzbraniać.
– Wspaniale! – przerwał jej. – Wiedziałem, że się
zgodzisz.
Kelly popatrzyła nań z niedowierzaniem. I wtedy, kiedy
ujrzał jej szeroko otwarte, cudowne oczy i lśniące usta
okalające równe białe zęby, wsunął dłoń w jej włosy i
pocałował ją niespodziewanie. Był to długi, namiętny, pełen
żaru pocałunek. W końcu uniósł głowę i szepnął:
– Czy wiesz, że zaczyna to już wchodzić nam w nawyk?
Kelly oddychała pospiesznie.
– Wiem – odparła, patrząc na niego niezbyt przytomnie.
– Ale nie chcę z nim zrywać. A ty?
– Ja...?
Nie dał jej czasu na odpowiedź. Znów wpił się w jej usta
– tym razem dłużej, goręcej, z większą pasją.
Kelly westchnęła tylko i objęła Tuckera mocno za szyję.
Nie miała siły się bronić. To było silniejsze od niej, potężne,
Wakacyjna miłość
215
zniewalające i właśnie dlatego tak rozkoszne. Czuła, jak Tucker
pieści jej język, usta, jak odsuwa ją nieco od siebie, by móc
wsunąć dłoń między rozgrzane namiętnością ciała, położyć ją i
zacisnąć lekko na nabrzmiałej, twardej już i spragnionej
pieszczot piersi.
– Kochana, słodka... – szeptał jak w gorączce.
Kelly jęknęła cicho, nieświadoma tego, że muzyka nagle
się urwała. Do rzeczywistości wróciła dopiero, gdy ktoś
poklepał ją po ramieniu. Jak rażona prądem wyprostowała się i
wyrwała z ramion mężczyzny.
– Ponurak! Czego znów, do licha, chcesz? – usłyszała
jak przez mgłę głos Tuckera.
Wzrok starszego mężczyzny spoczął na Kelly.
– Przepraszam panią, ale dzwonią do pani ze szpitala.
Wakacyjna miłość
216
Rozdział siódmy
Choć nigdy ciężko nie chorowała i w szpitalu była tylko
raz, w wieku dwunastu lat, kiedy dostała zapalenia wyrostka,
Kelly nie cierpiała szpitalnej atmosfery. Może odstręczało ją
surowe wyposażenie wnętrz i kliniczny zapach przenikający
powietrze? A może powodował nią lęk, że tym razem jej
ukochana babcia umrze?
Musiała bezwiednie jęknąć na tę straszną myśl,
ponieważ odwracając się od okna, ujrzała w oczach Tuckera
troskę i wyraźny niepokój.
– Jestem przekonany, że nic się jej nie stanie –
powiedział uspokajająco.
– Ja... też.
Ale wcale nie była tego tak pewna i musiała walczyć z
napływającymi do oczu łzami.
– Do licha, Kelly, nie mogę patrzeć, jak płaczesz –
westchnął ciężko.
– Ja też nie znoszę płaczu
– Więc nie płacz, proszę.
Kelly zamknęła oczy i zacisnęła usta.
– Dlaczego nie ma tu lekarza, który by nam powiedział,
jaki jest naprawdę stan babci? – zapytała żałośnie.
– Wkrótce się pojawi – zapewnił Tucker i zerknął na
zegarek. – Operacja trwa dopiero dwie godziny.
– Ale mnie się wydaje, że upłynęły całe wieki.
– Rozumiem.
Kiedy przybyli do szpitala, okazało się, że stan babci jest
bardzo zły i że niezbędna jest interwencja chirurgiczna. Kelly
podpisała zgodę na operację, po czym od razu zatelefonowała
do ojca. Nie zdążyła nawet podziękować Tuckerowi, który tak
Wakacyjna miłość
217
szybko i sprawnie dowiózł ją do szpitala i nie opuszczał jej ani
na chwilę.
– Biedna Kelly – szepnął teraz. – Chciałbym cię
przytulić...
Spojrzał na nią. Jego oczy mówiły dobitniej niż słowa.
– Ja również, tylko że... – urwała i odwróciła się, nie
mogąc dłużej znieść jego palącego wzroku. Nawet zresztą
gdyby dała się ponieść tej potrzebie ciepła, bliskości i wsparcia,
nie mogłaby tego zrobić. W szpitalnej poczekalni prócz nich
było kilka rodzin.
Wciąż nie mogła się nadziwić, że tak szybko pozwoliła
mu na zażyłość, ba, na intymność nawet. Musiała jednak być ze
sobą szczera – Tucker pociągał ją jak nikt inny. Właśnie dlatego
jednak nie mogła dopuścić, by ich związek się rozwinął. To
tylko zauroczenie, powtarzała sobie, czysto fizyczna fascynacja.
Aż dziwne, że dała się nią tak bardzo owładnąć.
Musiała myśleć trzeźwo. Nie zamierzała w najbliższym
czasie wiązać się ani z Tuckerem, ani z żadnym innym
mężczyzną. Określiła przecież jasno swoje życiowe cele –
chciała pracować, osiągnąć sukces, udowodnić światu, że jest
niezależna i samowystarczalna.
Dlaczego więc po prostu nie powie Tuckerowi, żeby dał
jej święty spokój i pomaszerował własną drogą? Nie potrafiła
odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Może owa potrzeba wsparcia, opieki i obecności drugiej
osoby była u niej silniejsza, niż Kelly myślała? A może
zniewalała ją siła doznań, jakich zaznała w trakcie pocałunków
i... pieszczot. Tucker ich nie szczędził. Jeszcze teraz czuła
niemal na sobie gorący oddech, namiętny dotyk jego warg...
– Może masz ochotę na kawę? – zapytał Tucker z troską,
przerywając jej rozmyślania.
Odwróciła się w jego stronę. Stał tuż obok niej. Blisko,
stanowczo za blisko. Popatrzyła mu w twarz.
Wakacyjna miłość
218
Mężczyzna, widząc łzy w jej oczach, westchnął ciężko i
objął ją ramieniem.
– Wszystko będzie dobrze – szepnął, przytulając Kelly
do piersi. – Nie pytaj, skąd wiem. Po prostu wiem.
Zamknęła oczy. Jak dobrze było czuć obok siebie to
silne ciało, słyszeć równe bicie serca, być świadomą
współczucia i troski ze strony drugiej osoby.
Nawet jeśli tą osobą był ktoś, wobec kogo powinna
zachowywać rezerwę i dystans. Trudno jej było jednak przyjąć
taką postawę. Opiekuńczy gest Tuckera, jego stała obecność,
rozbroiły Kelly zupełnie i teraz czuła jedynie serdeczną
wdzięczność, a może nawet coś więcej...
– Kelly? – usłyszała nagle głos zza pleców.
Rozpoznała go natychmiast. Momentalnie zesztywniała,
wyrwała się z objęć Tuckera i odwróciła, by stanąć twarzą w
twarz z ojcem. Simon jak zwykle był opanowany, jego twarz
nie zdradzała żadnych uczuć. Fryzurę miał starannie
wymodelowaną, krawat idealnie zawiązany, eleganckiego
garnituru nie kalała najdrobniejsza zmarszczka.
– Cześć, tato – przywitała go.
Simon Warren bez słowa pochylił się i pocałował córkę
w policzek.
Zanim to zrobił, zdążył jeszcze obrzucić niechętnym,
niemal pogardliwym spojrzeniem stojącego obok Tuckera.
– Czy już coś wiadomo? – zwrócił się do córki,
ignorując zupełnie towarzyszącego jej mężczyznę.
– Jeszcze nic. Jak ci się udało dotrzeć tu tak szybko?
– Walter przywiózł mnie samolotem.
– Ach tak – odparła i przeniosła spojrzenie na Tuckera. –
A, przepraszam. Pozwól, tato... To Tucker Garrett, a to mój
ojciec, Simon Warren – przedstawiła ich sobie.
– Dzień dobry panu – Tucker odezwał się pierwszy i
wyciągnął rękę.
Wakacyjna miłość
219
Mimo uprzejmego gestu w jego głosie i spojrzeniu
wyczuć można było dobrze skrywane lekceważenie. Kelly
dostrzegła to od razu. Simon również to zauważył. Twarz mu
poczerwieniała, wzrok stwardniał.
– A pan kim właściwie jest? – zapytał otwarcie.
– Znajomym pańskiej córki.
– Rozumiem – odparł sucho Simon i potarł podbródek.
Nie, niczego nie rozumiesz, tato, pomyślała Kelly. To
bardziej skomplikowane, niż ci się zdaje. Ale teraz to nieważne.
Teraz liczy się tylko babcia. Boże, czy ta operacja wreszcie się
skończy? Kiedy się dowiedzą, czy się udała?
Po chwili, jakby czytając w jej w myślach, młody
stażysta poinformował ich, że doktor właśnie skończył
operować i czeka na nich na szóstym piętrze.
– Chodźmy, Kelly – oświadczył Simon, ponownie
ignorując Tuckera.
Zawahała się. Nie bardzo wiedziała, czy ma iść za
ojcem, nie oglądając się na nikogo, czy też wykazać więcej
zainteresowania tym, który ją tu przywiózł i był z nią w
najtrudniejszych chwilach.
Tucker odgadł chyba jej rozterki. Uśmiechnął się, choć
jego oczy pozostały poważne.
– W porządku, idź – powiedział. – Zadzwonię do ciebie
później.
Położył dłoń na jej ramieniu, uścisnął je, po czym
odwrócił się i odszedł, nie spojrzawszy ani razu za siebie.
– Co to za jeden, do diabła? – zapytał Simon, biorąc
córkę za łokieć i kierując w stronę schodów. – Zachowuje się
jak jakiś nieokrzesany gbur. Słoma wyłazi mu z butów...
– Później ci wszystko wyjaśnię – odparła krótko Kelly.
– Powiesz, powiesz, moja panno. I wyjaśnisz też, skąd
pod twoimi oczyma te sińce.
– Tato, daj spokój, dobrze? Teraz najważniejsza jest
Wakacyjna miłość
220
babcia.
Simon nie odpowiedział. Zacisnął tylko usta i spojrzał
ponuro na córkę.
Westchnęła w duchu. Czy problemy zawsze muszą
chodzić parami?
Po trzech dniach od zabiegu stan babci się poprawił
Operacja serca przebiegła pomyślnie, choć lekarz oświadczył,
że sytuacja wciąż jest poważna i że upłynie jeszcze wiele czasu,
nim niebezpieczeństwo minie zupełnie.
Codziennie punktualnie o siedemnastej trzydzieści Kelly
zamykała sklep i jechała do szpitala, by odwiedzić Claire, która
wciąż leżała na oddziale intensywnej terapii. Niebawem miała
zostać przeniesiona do osobnego pokoju, na co Kelly czekała z
niecierpliwością. Równie niecierpliwie, choć z niepokojem i
mieszanymi uczuciami, czekała na obiecany telefon od
Tuckera.
Jak na razie nie dzwonił.
Może odezwie się dzisiaj? – pomyślała, wyprostowała
się na krześle i pomasowała kark. Przed nią na stole stało nie
dokończone śniadanie, a za oknem, na gładko przystrzyżonym
trawniku skakały dwa drozdy. To, że Tucker milczy,
zastanawiało ją nieco. Niedotrzymywanie obietnic jakoś do
niego nie pasowało. Po dłuższym namyśle Kelly uznała, że to
ojciec mógł być przyczyną, dla której Tucker ani nie zadzwonił,
ani nie pojawił się w jej sklepie. Simon Warren nie ukrywał
wszak oburzenia i pogardy na myśl, że jego córka mogłaby
związać się z kimś takim.
Dzięki Bogu, los oszczędził Kelly przepytywania i
ojcowskiego gniewu i otwarta rozmowa między nimi z
konieczności musiała zaczekać. Stało się tak, gdyż zaraz po
przyjeździe do Lufkin Simon otrzymał wiadomość, iż były
pracownik Warren Foods wdarł się z karabinem do jednego z
jego sklepów i zagroził, że zastrzeli klientów, jeśli nie zostanie
Wakacyjna miłość
221
ponownie przyjęty do pracy.
Ojciec wyjechał natychmiast, ale obiecał rychły powrót.
Nie było go już dwa dni, lecz Kelly wiedziała, że spodziewać
się go może w każdej chwili.
Upiła kolejny łyk kawy z wanilią. Wkrótce potem na
zewnątrz usłyszała czyjeś kroki, a następnie w wejściowych
drzwiach zazgrzytał klucz.
Uśmiechnęła się do siebie – ojciec pojawił się w tej
samej chwili, w której o nim pomyślała.
– Dzień dobry – powiedział, stając na progu. Podszedł
do córki i pocałował ją w policzek.
– Cześć, tato.
– Jak się czuje babcia?
– Dużo lepiej. Rozmawiałam z lekarzami. Dziś zapewne
przeniosą ją do separatki.
– Dzięki Bogu – westchnął z ulgą i usiadł naprzeciwko
Kelly.
– Napijesz się kawy?
– Nie, wypiłem już dziś chyba siedem.
– Jak długo zostaniesz?
– Ponieważ jest niedziela, cały dzień.
Kelly odstawiła filiżankę i wstała z krzesła.
– Poczekaj chwilę. Ubiorę się i pojedziemy razem do
szpitala.
– Skoro z Claire wszystko w porządku, nie ma
pośpiechu. Sądzę, że powinniśmy najpierw porozmawiać.
– O czym? – zapytała, udając, że nie wie, o co chodzi.
– Najpierw o babci.
Kelly zdziwiła się nieco. Sądziła, że ojciec od razu
przystąpi do omawiania tematu, który dużo bardziej go
bulwersował. Miał to wypisane na twarzy, kiedy tylko pojawił
się w jej sklepie.
– Słucham – powiedziała, siadając znów przy stole.
Wakacyjna miłość
222
– Zamierzam jednak oddać ją do domu opieki.
– Tato, proszę, nie.
– To już postanowione. Claire wymaga opieki bardziej
starannej niż ta, którą jej możesz zapewnić.
– Ale żeby oddać ją do domu starców...! – wykrzyknęła
Kelly.
– To nie żaden dom starców tylko pensjonat dla
emerytów przy kościele metodystów. Właśnie ukończono jego
budowę. Dopełniłem już wszystkich formalności. Panuje
zupełnie inna atmosfera, niż sobie wyobrażasz.
Kelly słyszała o tej placówce. Wiedziała, że stworzono
tam pensjonariuszom rzeczywiście wspaniałe warunki. Może
więc nie był to taki zły pomysł, zwłaszcza teraz, w okresie
rehabilitacji po przebytym zabiegu.
– No dobrze, tato. Spróbujmy. Zobaczymy, jak jej tam
będzie. Ale jeśli tylko okaże się, że...
– Przekonasz się, że miałem rację – przerwał jej,
zadowolony, że córka zgodziła się tak szybko. Po chwili
uśmiech zniknął z jego twarzy. Kelly była pewna, że poważne,
surowe oblicze ojca zwiastuje pytania o Tuckera. Nie myliła
się. – Charles wyjaśnił mi, skąd to podbite oko. – Wskazał ręką
na jej twarz. – Powiedział mi również, że jest mu niewymownie
przykro z powodu tego, co między wami zaszło.
– Tylko mi nie mów, że przysłał cię tu w swaty! Simon
pobladł gwałtownie.
– Widzę – powiedział zmieszany – że jesteś bardzo
domyślna.
– Posłuchaj, nie kłóćmy się, dobrze? Charles mnie nie
interesuje. I nic tego faktu nie zmieni.
– Ciekaw jestem, czy to z powodu tego pastucha, do
którego w szpitalu robiłaś maślane oczy.
– Tato, uczciwie ci powiem, że twoje określenie jest nie
tyle staromodne, co śmieszne. To nie jest żaden pastuch.
Wakacyjna miłość
223
Simon pobladł jeszcze bardziej. Zmarszczył czoło.
– Nazywaj go sobie jak chcesz, ale nie pozwolę, żeby
moja córka związała się z człowiekiem tak małego formatu.
– Tato, nie rozkazuj mi, proszę, co mam robić. Sama
wiem, z kim mam ochotę się spotykać, a z kim nie.
Simon spojrzał na nią z pełnym złych przeczuć
niedowierzaniem.
– Chyba nie chcesz powiedzieć, że
poważnie się nim interesujesz?
– A co jest w Tuckerze złego? – Nie odpowiedziała
wprost na pytanie ojca. Dlaczego właściwie się z nim spiera?
Przecież sama wmawiała sobie, że od Tuckera Garretta winna
trzymać się z daleka. Skąd więc to zaangażowanie w jego
obronę?
– A co dobrego? Zastanowiłaś się nad tym?
– Posłuchaj, tato. To, że nie chodzi w garniturze i nie
siedzi za biurkiem, nie oznacza wcale, że jest człowiekiem
pośledniejszego gatunku.
– Wcale tego nie twierdzę. Mówię tylko, że ten fagas do
ciebie nie pasuje.
Kelly roześmiała się pozbawionym wesołości śmiechem.
– Może... Przyznaj jednak, że ostatecznie to będzie mój
wybór, nie twój.
– A zatem rzeczywiście się z nim związałaś?
– Daj spokój, tato, nie histeryzuj. Wiesz, że uwielbiam
country-and-western. On jest właścicielem klubu z taką
muzyką, spotkałam się z nim kilka razy. To wszystko.
Simon pochylił się w jej stronę.
– Nie. To wcale nie wszystko. Widziałem, jak na siebie
spoglądacie. Niestety – westchnął – obawiam się, że zakochałaś
się w tym prostaku.
– Mylisz się.
– A jemu chodzi wyłącznie o twoje pieniądze. Powinnaś
o tym wiedzieć. – Kelly ze złości odebrało głos, lecz ojciec nie
Wakacyjna miłość
224
miał takich problemów. – Sprawdziłem dokładnie tego łobuza –
powiedział. – Dla twojego dobra, Kelly.
– Co takiego zrobiłeś? – spytała z oburzeniem.
– Słyszałaś. Opanuj się więc i posłuchaj.
– Nie. To niewybaczalne. Nie zamierzam dłużej z tobą
rozmawiać. Przykro mi, tato.
– Otóż posłuchasz mnie, moja droga – odparł
niewzruszony Simon. – Wiedz, kochanie, że ten fagas nie ma
nawet własnego nocnika, do którego mógłby się wysikać, ani
okna, przez które by wylał swoje...
– Od kiedy jesteś taki ordynarny? – przerwała mu.
– Od czasu gdy moje jedyne dziecko robi z siebie durnia,
a na dodatek popełnia błąd, który zrujnuje jej życie. On jest
przegrany, córeczko. To łowca posagów.
Kelly popatrzyła na ojca gniewnym wzrokiem.
– Nie obchodzi mnie, kim jest. A to, co do niego czuję i
jak postąpię, to moja osobista sprawa!
Powiedziawszy to, zerwała się z krzesła, odwróciła na
pięcie i ruszyła do drzwi. Już chwytała za klamkę, gdy Simon
wypowiedział zdanie, które miało być ostatnim argumentem w
rozmowie z córką:
– Założę się, że nie pochwalił ci się jeszcze, iż miał żonę
i dziecko.
Wakacyjna miłość
225
Rozdział ósmy
– Nie ma co, ta dziewczyna zawróciła ci całkiem w
głowie – mruknął do siebie Tucker Garrett, wychodząc spod
prysznica.
Owinął biodra ręcznikiem i ruszył do sypialni.
– Z kim rozmawiasz, szefie? – Od strony wejścia dobiegł
go znajomy głos.
Z grymasem niechęci spojrzał na nieproszonego gościa.
– Do licha, Ponurak, czy ty nigdy nie nauczysz się
pukać?
– Pukałem, ale nie zwróciłeś na to uwagi. Zbyt zajęty
byłeś gadaniem do siebie. Zgłupiałeś, czy jak? – zapytał i
zarechotał, widząc skrzywioną minę przyjaciela. – Co, do
diabła, się z tobą dzieje, bracie? To ta Warren, mam rację?
Co, nie pozwoliła ci włożyć palców w majtki?
– Na twoim miejscu liczyłbym się ze słowami – odparł
Tucker i chwycił Ponuraka za wygnieciony kołnierz flanelowej
bluzy. – Jeśli nie będziesz pilnował swej niewyparzonej gęby,
twoje dupsko znajdzie się w poważnym niebezpieczeństwie,
przyjacielu.
Ponurak zrozumiał, że tym razem posunął się za daleko.
– Przepraszam, szefie. Chyba faktycznie trochę
przesadziłem. Ale, do licha, od paru dni chodzisz kwaśny jak
cytryna...
Tucker otarł z czoła krople wody i uśmiechnął się
ponuro.
– Masz rację. To dlatego, że zbyt wiele spraw zaprząta
mi głowę. I nie mylisz się, jedną z nich jest właśnie Kelly
Warren.
– Czy ona też coś do ciebie czuje?
Wakacyjna miłość
226
– Skąd mogę wiedzieć? Cholera jasna, sam nie wiem,
czy i ja do niej czuję coś więcej niż... No, wiesz, co mam na
myśli...
– Hm – mruknął domyślnie Ponurak i pokiwał głową w
zamyśleniu.
– No dobra – Tucker poklepał jego ramię – możesz sobie
pomrukiwać, ile chcesz, stary tumanie, ale nie w mojej
obecności. Gadaj więc, w jakiej sprawie przyszedłeś, albo się
wynoś. Zamierzam się ubrać.
– Właściwie to przyszedłem w konkretnej sprawie. Ale
nie sądzę, żeby ta wiadomość poprawiła ci humor.
– O co chodzi?
– Po mieście krążą pewne plotki... – zaczął Ponurak i
urwał, jakby niepewny, czy ma mówić dalej.
– No, wykrztuś to wreszcie z siebie – ponaglił go szef.
– Mówią, że w mieście ma powstać nowy klub.
Tucker zaklął cicho.
– Może to tylko plotki? – zapytał z nadzieją w głosie.
Nie spodziewał się, że ta wiadomość aż tak go zaniepokoi. –
Jak sądzisz?
– Może tak, a może nie...
Tucker pobłażliwie poklepał przyjaciela po plecach.
– No, bracie! Długo nad tym myślałeś? Rzeczywiście,
precyzyjna odpowiedź...
Ponuraka zirytował ten protekcjonalny ton.
– Do licha, Tuck, taka odpowiedź, jakie pytanie! Plotki
to plotki, sam najlepiej wiesz. Ale jeśli otworzą taki klub, to co?
– Załatwią nas i tyle. – Tucker wzruszył ramionami.
– E, tam. Głupstwa gadasz. Masz stałych, wiernych
klientów, prowadzisz naprawdę porządny i przyzwoity klub.
Doświadczenie i tradycja – to się liczy.
– To racja, ale, jak mówią, trawa po drugiej stronie ulicy
jest zawsze bardziej zielona.
Wakacyjna miłość
227
– Być może na początku. Później wrócą, sam się
przekonasz.
– Oby. Bo jeśli plotki są prawdziwe, a nasi klienci okażą
się mniej czuli na tradycję, to... – Urwał i pokręcił tylko głową.
Nie chciał nawet myśleć o takim scenariuszu.
Tak, nie ma co martwić się na zapas. Lepiej pomyśleć o
przyjemniejszych rzeczach. O Kelly na przykład. Nie widział
jej od trzech dni, co psuło mu humor, odbierało zdrowy
rozsądek i trzeźwy osąd sytuacji. Może już czas, by to zmienić?
Odrobina Kelly stanowiłaby skuteczny lek na wszelkie kłopoty
i dolegliwości. Uśmiechnął się do siebie.
Ponurak obrzucił go dziwnym spojrzeniem i zapytał:
– Co jest? Czy masz jakiś pomysł, szefie?
– Nie. Na razie miej po prostu uszy otwarte i daj mi
znać, jak tylko dowiesz się czegoś konkretnego. A teraz zostaw
mnie, z łaski swojej, samego.
Muszę ubrać się i wyjść. Mam do załatwienia pewną
sprawę.
– Jasne, ta sprawa ma jasne włosy i niebieskie oczy.
Tucker ściągnął z bioder ręcznik i cisnął nim w Ponuraka.
– Wynoś się stąd, stary świntuchu.
– Ciekaw jestem, kto tu jest świntuch – burknął Ponurak
i zamknął za sobą drzwi.
Tucker roześmiał się i pogwizdując pod nosem, zaczął
wkładać spodnie.
– Czy czegoś ci potrzeba, babciu?
Claire Warren uśmiechnęła się do siedzącej przy jej
łóżku wnuczki.
– Nie, moja droga – odparła słabym głosem. –
Wystarczy, że ty jesteś przy mnie. Od razu lepiej się czuję.
– W takim razie nawet końmi mnie stąd nie wyciągną.
Zgodnie z oczekiwaniami Kelly babcię przeniesiono do
osobnego pokoju wkrótce po powrocie Simona do Houston.
Wakacyjna miłość
228
Ponieważ wypadło to akurat w poniedziałek, kiedy sklep Kelly
był nieczynny, wnuczka nie odstępowała babci na krok.
Właściwie każdą chwilę powinna poświęcać teraz projektom
pocztówek, którymi zainteresowała się Visions Card, ale nie
chciała zostawiać staruszki samej i cały wolny czas postanowiła
spędzić w szpitalu. Nie żałowała tej decyzji. Pogodny wzrok
babci, wracające na jej twarz zdrowe rumieńce i dawna energia
były najlepszą nagrodą.
Po długiej drzemce Claire stała się rozmowna. Z ciepłym
uśmiechem ujęła dłoń Kelly i powiedziała:
– Opowiedz mi więcej o tej firmie?
– O Visions? Och, babciu, zupełnie, jakby ziściły się
moje sny! – odparła z podnieceniem Kelly. Oczy jej pojaśniały.
– Kiedy powiedzieli, skąd dzwonią, myślałam, że padnę z
wrażenia.
– Czy wysłałaś już im następne szkice?
– Jeszcze nie, ale zrobię to niebawem. Mam nadzieję, że
będą jeszcze lepsze od poprzednich.
– Jestem z ciebie taka dumna, kochanie. Cieszę się
twoim szczęściem, ale... – Claire urwała i popatrzyła uważnie
na wnuczkę.
– Ale co, babciu? – zapytała Kelly, ściskając mocniej
wiotką, pomarszczoną dłoń leżącą na szpitalnym prześcieradle.
– Ale widzę, że nie jesteś do końca szczęśliwa. Masz
jakieś zmartwienia, prawda?
– Dlaczego tak sądzisz?
– Nie próbuj mnie zwodzić. Znam cię lepiej niż ty siebie.
Pewnie ogromnie się cieszysz, że sprzedajesz swoje prace, ale
jednocześnie coś cię okropnie gnębi. Czy to ma jakiś związek z
Charlesem?
Kelly wybuchnęła śmiechem.
– Z Charlesem? Ależ skądże!
– To dobrze, bo wbrew temu, co uważa mój syn, Charles
Wakacyjna miłość
229
do ciebie zupełnie nie pasuje.
– Myślisz, że tata o tym wie?
– Nie osądzaj go zbyt surowo, moja droga. Stanowisz
jego największy skarb. Pragnie jedynie twego szczęścia. I
najwyraźniej uważa, że szczęście to zapewnić ci może właśnie
Charles.
– Niestety – westchnęła Kelly. – Tatę tak trudno do
czegokolwiek przekonać. Z tego właśnie powodu nie mogłam
już dłużej mieszkać z nim pod jednym dachem. On po prostu
nie rozumie, że nie może decydować, co mam lubić, a czego
nie.
Babcia pokiwała głową, lecz nie podjęła tego wątku.
Spojrzała za to uważnie w oczy wnuczki i zapytała wprost:
– A więc, skoro nie Charles, to o kogo chodzi? Kelly
zatrzepotała rzęsami.
– Słucham? Dlaczego sądzisz, że...
– Moja miła – odparła z uśmiechem Claire – znam życie
i potrafię rozpoznać, kiedy dziewczyna cierpi z powodu
nadopiekuńczości ojca, a kiedy z powodu innych spraw.
– Jesteś bardzo spostrzegawcza, babciu – odparła ze
śmiechem Kelly.
– Wiele widziałam. No więc? Kelly w jednej chwili
spoważniała.
– Poznałam go w klubie „Boot Scootin”. Jest zresztą
jego właścicielem...
– A, ten kowboj.
– Mówisz zupełnie jak tata – obruszyła się Kelly.
– Skądże znowu! Czy myślisz, że mam coś przeciwko
kowbojom? Niestety, twój ojciec nie zawsze mierzy ludzi
właściwą miarą.
Kelly zacisnęła usta.
– No właśnie. Powinnaś była widzieć, jakim wzrokiem
patrzył na Tuckera, gdy spotkał go po raz pierwszy. W szpitalu,
Wakacyjna miłość
230
kiedy miałaś operację.
– Och, więc ma na imię Tucker.
– Tak – uśmiechnęła się Kelly. – Tucker Garrett. To on
przywiózł mnie do szpitala, kiedy miałaś atak. Bardzo się
przejął i niepokoił. O mnie i o ciebie.
– No cóż, może go nie doceniam. Opowiedz mi więcej o
tym człowieku.
– Spróbuję, choć w sumie niewiele mam do opowiadania
– odparła Kelly i w tej samej chwili rozległo się pukanie do
drzwi separatki. Kelly popatrzyła na babcię pytającym
wzrokiem, po czym podniosła się z krzesła i powiedziała: –
Proszę wejść.
Gdy do sali wkroczył Tucker z bukietem kwiatów, z
wrażenia musiała usiąść z powrotem.
– Witam panie – powiedział mężczyzna i posłał im
przyjazne spojrzenia; babci – serdeczne, wnuczce – bardziej
tajemnicze i dwuznaczne, wyzywające i pełne tęsknoty
jednocześnie.
Kelly w jednej chwili przypomniała sobie, z jakiego
powodu czuła słabość do tego mężczyzny. Było w nim coś, co
działało na nią jak magnes, co sprawiało, że w jego obecności
zaczynała naprawdę czuć się kobietą, podziwianą, adorowaną,
świadomą atutów swej urody. Tucker dawał jej to odczuć jak
nikt inny. Pociągało ją to, że był energiczny, zdecydowany, że
biła z niego radość życia. Dzisiaj wyglądał lepiej niż
kiedykolwiek. Ubrany był w dżinsy i jasną koszulę, która
podkreślała jego piękną opaleniznę i ciemne oczy.
– Witamy. Niech pan nie stoi jak kołek, młody
człowieku – odezwała się Claire. – Proszę się zbliżyć, abym
mogła lepiej pana obejrzeć.
– Babciu! – obruszyła się Kelly.
Tucker natomiast nie dał się zbić z tropu. Uśmiechnął się
uprzejmie i podszedł do łóżka starszej pani.
Wakacyjna miłość
231
– A więc Tucker Garrett to pan? – zapytała.
– We własnej osobie, proszę pani – odparł i puścił oko
do Kelly, która natychmiast oblała się pąsem. – Mam nadzieję,
że wolno mi było przynieść pani kwiaty – dodał, ujmując
kruchą, wyciągniętą w jego stronę dłoń starszej pani.
– Są prześliczne. Dziękuję – powiedziała. – Wstaw je do
wody, kochanie – zwróciła się do Kelly, która unikając wzroku
mężczyzny, odebrała bukiet i zaczęła rozglądać się za
wazonem. Kiedy odwróciła się, Tucker i Claire zgodnie
wybuchnęli śmiechem.
– Może i mnie powiecie, co was tak rozbawiło,
pośmiejemy się razem – mruknęła naburmuszona.
– A, to taki nasz mały sekret – wyjaśniła Claire. Tucker
podniósł się z krzesła.
– Nie chcę pani dłużej męczyć – powiedział. – Proszę
jak najwięcej odpoczywać. Już pójdę, ale obiecuję, że jeszcze
panią odwiedzę, jeśli wolno.
– Liczę na to – odparła Claire. – I jeszcze raz dziękuję za
kwiaty.
– Zawsze do usług – odparł z szarmanckim uśmiechem.
Kelly odprowadziła go na korytarz. Zamknęła za sobą
drzwi separatki, po czym oparła się o nie plecami i spojrzała w
oczy mężczyzny.
– Tęskniłem za tobą – powiedział cicho. Kelly z trudem
przełknęła ślinę.
– Ja również. Szkoda tylko... – zawahała się – szkoda, że
nie powiedziałeś mi wszystkiego o sobie.
– Co ci miałem powiedzieć?
– Że byłeś żonaty. I że masz dziecko.
Tucker cofnął się, spoważniał natychmiast. A więc
ojciec miał rację, pomyślała. Najwyraźniej poruszyła bardzo
delikatny temat. Może nie powinna?
Nie, musiała przecież to wyjaśnić.
Wakacyjna miłość
232
Musiała? Niby dlaczego? Czyżby w imię wspólnej
przyszłości?
– Nie pytałaś – odparł Tucker, nie spuszczając z niej
wzroku.
– A powinnam?
– Posłuchaj – westchnął ciężko – to nie jest miejsce na tę
rozmowę. Skoro jednak pytasz, to... tak, ty i twój ojciec macie
rację. Byłem żonaty. Dziecko natomiast nie jest moje. Gdy się
żeniłem, przyjąłem je z całym dobrodziejstwem inwentarza. A
że się o nie troszczyłem? Nie umiałbym inaczej. Gdy żona ode
mnie odeszła i zabrała ze sobą Nancy, bardzo z tego powodu
cierpiałem. Cholera, wciąż uważam, że nie powinienem był na
to pozwolić. Zresztą, stare dzieje... – Machnął ręką i zamilkł na
chwilę. – Czy to ci wystarczy?
Kelly skinęła głową. Mówił szczerze, jego oczy nie
kłamały. Boże, zamierzała go zdemaskować, a tylko wzruszył
ją i rozczulił swoim wyznaniem.
Czy Tucker Garrett byłby równie wspaniałym ojcem jak
kochankiem?
Patrzyła na jego szeroki tors, silne ramiona, opaloną
twarz. Pragnęła wtulić się w niego, poczuć na sobie gorące usta.
– Muszę się z tobą spotkać – powiedział Tucker, jakby
czytając w jej myślach. – Dziś wieczorem.
Bała się, lecz jednocześnie nie była w stanie odmówić.
Przesunęła językiem po suchych wargach, a Tucker jęknął z
udręką w głosie.
– Co się stało? – spytała.
– Nie drażnij mnie w ten sposób. Chyba że... – Urwał i
spojrzał na nią tak, że aż zakręciło jej się w głowie, a od kolan
w górę zaczęła ogarniać ją słodka, zniewalająca fala
przeczuwanej rozkoszy.
– Chyba że co? – zapytała niemal bezgłośnie.
– Chyba że tym razem to ty przejmiesz inicjatywę.
Wakacyjna miłość
233
Rozdział dziewiąty
Wiejski prostak. Tylko tak była w stanie o nim myśleć
po owych bezczelnych słowach, które usłyszała na szpitalnym
korytarzu. Było upalne popołudnie, od incydentu, który tak ją
poruszył, minęły całe dwa dni, a Kelly wciąż czuła gniew i
oburzenie na każde jego wspomnienie.
„Ty przejmiesz inicjatywę...” Żaden jeszcze mężczyzna
nigdy tak się do niej nie odezwał. Za kogo ją ma? Za pierwszą
lepszą...?
Stała jak zahipnotyzowana, wpatrzona w niego i
spragniona jego ciepła.
Gorąca krew pulsowała w jej w żyłach, gotowa była na
wszystko, co jej zaproponuje, ale, na Boga, nie na to! A on
powiedział swoje, uśmiechnął się do niej zmysłowo (teraz
myślała, że tylko lubieżnie) i zanim odzyskała mowę, odszedł
powolnym, mierzonym krokiem, zupełnie jakby cały świat
należał do niego.
Do licha! Od razu powinna była zdrowo utrzeć mu nosa
za taką bezczelność, za takie chamstwo! Ale jak?
Oświadczając, że prędzej gruszki wyrosną na wierzbie, niż ona
zgodzi się na coś więcej niż rozmowę? Albo że w ogóle nie
chce go znać? Kelly parsknęła w duchu szyderczym śmiechem.
Dobrze przecież wiedziała, że nie uda jej się oszukać
samej siebie. I że nie uda oszukać się Tuckera.
Pragnęła go. Przyciągał ją do siebie niczym magnes, a o
jego dotyku i pocałunkach, których zaznała przecież tak
niewiele, nie była w stanie zapomnieć.
Następnego wieczora miała zacząć uczyć tańca w klubie.
Tucker, za jej namową, dał do gazety anons, na który
odpowiedziała nadspodziewanie duża liczba chętnych. Był jej
Wakacyjna miłość
234
wdzięczny, lecz ona nie potrzebowała jego wdzięczności;
chciała, by dał jej miłość.
Czy tylko miłość fizyczną? Jeszcze niedawno skłonna
była tak myśleć i dziwiła się sobie, że po raz pierwszy pociąga
ją ktoś, kto może jej dać jedynie udany seks. Teraz wszakże
coraz częściej dochodziła do wniosku, że w jej relacji do
Garretta jest jeszcze inny wymiar, którego wcześniej dostrzegać
nie chciała. Przeczuwała, że za fasadą twardości, nieokrzesania
czy chamstwa, kryje się inny Tucker – czuły, wrażliwy, ofiarny,
spragniony przyjaźni i prawdziwej miłości. Gdyby zechciała,
mogłaby mu dać to wszystko, a przynajmniej wysłuchać po
przyjacielsku, gdyby on pragnął się zwierzyć ze swoich trosk,
ze swego nieudanego małżeństwa.
Mimo złości i mimo urazów, jakie nosiła w sercu wobec
niego, Kelly zastanawiała się coraz śmielej nad perspektywą
trwalszego związku z Tuckerem. Dlaczego niby miałoby to być
czymś tak niewyobrażalnym? Czyżby różne środowiska, z
jakich pochodzili, rzeczywiście stanowiły barierę nie do
przebycia? Dla niej pieniądze nie liczyły się w życiu
najbardziej, on ich w ogóle nie miał. Więc?
Westchnęła ciężko i otworzyła kasę, by przeliczyć
dzienny utarg.
Przeglądała właśnie czeki, gdy zadzwonił telefon.
– „Pierwsza klasa”, sklep Kelly Warren, słucham.
– Jak się masz, dziecino? – w słuchawce odezwał się
Simon.
– O, cześć, tato.
– Nie wyczuwam w twoim głosie nadmiaru entuzjazmu.
– Przepraszam, jestem trochę zmęczona – odparła,
czując wyrzuty sumienia za to, że nawet w tej chwili wolałaby
usłyszeć niski, lekko schrypnięty głos Tuckera.
– Zmęczona? Więc po prostu daj sobie z tym sklepem
spokój.
Wakacyjna miłość
235
– Tato, nie zaczynajmy wszystkiego od początku. Poza
tym lubię być zmęczona, zwłaszcza kiedy mam coś w zamian.
– Dobrze, nie będę się spierał.
– Jeśli chodzi o babcię, to rekonwalescencja przebiega
pomyślnie. Tak w każdym razie mówi lekarz.
– Wiem, rozmawiałem z nim. – Ojciec umilkł na chwilę.
– Posłuchaj, Kelly, chciałbym cię prosić o pewną przysługę.
Wcale nie była tym zaskoczona. Jej ojciec był ostatnim
człowiekiem, który zadzwoniłby bezinteresownie, tylko po to,
żeby powiedzieć „cześć” i zapytać, jak się jej powodzi.
– Tak, słucham?
– Zanim przejdę do rzeczy, chcę, żebyś wiedziała, że
zamierzam otworzyć nową sieć sklepów. – Kelly nie
odpowiedziała, ciągnął więc dalej: – Dlatego właśnie
potrzebuję cię tutaj, w Houston. Chciałbym, żebyś przyjechała
do domu na tydzień, zaplanowała i zorganizowała wielkie
przyjęcie, które zamierzam wydać z okazji otwarcia pierwszego
sklepu oraz pełniła honory pani domu.
– Tato, przecież wiesz, że nie mogę tego zrobić.
– A to dlaczego?
– Wiesz, dlaczego – odparła poirytowana Kelly. –
Prowadzę sklep tutaj, w Lufkin, poza tym nie możemy przecież
zostawić babci samej.
– Ma wyśmienitą opiekę, więc to akurat najmniejsze
zmartwienie. A sklep... do diabła, wywieś na drzwiach kartkę,
że przez tydzień będzie nieczynny.
– A jeśli ja poproszę ciebie, żebyś na swoich sklepach
powywieszał takie kartki i przyjechał pomóc mi w Lufkin,
zrobisz to dla mnie?
Simon parsknął ze złością.
– Nie bądź śmieszna.
– Nawet nie próbuję.
– Jak zwykle jesteś krnąbrna i uparta.
Wakacyjna miłość
236
– Stawiam sprawę uczciwie.
Ojciec westchnął i odezwał się oficjalnym tonem:
– Rozumiem zatem, że odmawiasz.
– Niestety. A to, czy moją pracę traktujesz poważnie czy
nie, oceń sam. Ja do swego sklepu mam stosunek poważny.
Właśnie czekam na telefon z Visions Card Company. Bardzo
interesują się moimi pracami – pochwaliła się Kelly.
– Chodzi o tego pastucha, prawda? – zapytał, zupełnie
ignorując tę informację.
Kelly zamknęła oczy, modląc się, aby starczyło jej
cierpliwości do końca rozmowy.
– Ten „pastuch”, jak go określasz, nie ma tu nic do
rzeczy. Chyba wcale mnie nie słuchałeś.
– Słuchałem, oczywiście, że słuchałem. Ale w dalszym
ciągu uważam, że stosujesz wykręty, A jeśli idzie o tego tam,
twojego... to lepiej posłuchaj mojej rady. Pochodzicie z dwóch
różnych światów, prędzej czy później dojdzie między wami do
nieporozumień. Zapamiętaj sobie moje słowa.
– Dobrze, tato – Kelly z najwyższym trudem zdobyła się
na uprzejmość. – Dzięki za telefon. Życzę udanego przyjęcia.
Ojciec pożegnał się z nią oschle i odłożył słuchawkę, a
Kelly długo jeszcze trzymała ją przy uchu. W żołądku ściskało
ją z żalu, oczy piekły od łez.
Tucker sprawiłby, że poczułabym się lepiej, pomyślała z
uśmiechem. A już na pewno jego pocałunki. Westchnęła
głęboko, spojrzała na zegarek i stwierdziwszy, że dawno minęła
piąta trzydzieści, podeszła do drzwi, by wywiesić tabliczkę z
napisem „Zamknięte”. W tym samym momencie odezwał się
telefon.
– Halo? – Podniosła szybko słuchawkę, przekonana, że i
tym razem Tucker Garrett odczytał jej myśli i dzwoni, by ją
pocieszyć. Po drugiej stronie odezwał się jednak ktoś inny.
– Pani Warren? Tu Martha Havard z Visions Card.
Wakacyjna miłość
237
Gdzie, do licha, podziewa się ta dziewczyna?
Tucker już chyba po raz dziesiąty zerknął na zegarek.
Kelly nie miała zwyczaju się spóźniać. Początkowo specjalnie
się nie martwił, sądząc, że po pracy poszła pewnie do szpitala i
jej wizyta przedłużyła się jak zwykle. Kiedy jednak tam
zadzwonił, Claire oświadczyła, że nie widziała wnuczki od
rana.
Zatelefonował zatem do domu Kelly i do sklepu.
Wszędzie nikt nie podnosił słuchawki.
Wściekał się, że Kelly jest spóźniona o ponad godzinę.
Bardziej jednak niż to, że nie było jej, choć miała rozpocząć
dzisiaj naukę tańca w „Boot Scootin”, irytowało go, że nie wie,
co się z nią stało. Miał nadzieję, że nic poważnego i dostawał
furii, nie mogąc tego sprawdzić. Próbował wprawdzie wmawiać
sobie, że nic go to nie obchodzi, ale doskonale wiedział, że jest
wręcz odwrotnie.
Do licha, chyba już kompletnie stracił głowę na jej
punkcie.
– Ponurak! – przywołał przyjaciela. Mężczyzna
natychmiast pojawił się przy barze.
– Coś nie tak, szefie?
– Przypilnuj interesu, dobrze?
– Jasne. Czy coś się stało?
– Może. Nie wiem.
– Czy mogę ci jakoś pomóc?
– Nie, stary przyjacielu, ale dzięki za dobre chęci.
– Nie ma sprawy, szefie. Jakby coś, to tylko mi powiedz
– odparł i popatrzył Tuckerowi w oczy. Stary poczciwiec
martwił się o swego przyjaciela.
Nie mógł jednak zrobić nic, by ulżyć jego cierpieniom.
Lekiem na nie był ktoś inny.
Kelly ciężko opadła na kanapę i wyciągnęła z kieszeni
Wakacyjna miłość
238
chusteczkę. Jej policzki były mokre od łez.
Visions Card odrzuciło jej projekty.
Wciąż nie mogła w to uwierzyć. Gdy usłyszała w
słuchawce głos Marthy Havard, była taka podekscytowana,
pełna radości i nadziei. Kilka minut później zaś wpadła w
skrajną rozpacz.
– Pani szkice są odrobinę zbyt nowatorskie i odchodzą
od przyjętych schematów – poinformowała Martha Havard. –
Zdaniem naszych handlowców nie powinniśmy podejmować aż
tak dużego ryzyka. – Zamilkła na chwilę. – Myślę jednak –
mówiła dalej – że to nie powinno pani zniechęcać. Jest wiele
firm, które z pewnością zainteresują się pani pracami. Nam
może być tylko przykro, że to nie my. Rozumie pani, rynek ma
swoje prawa. W każdym razie, życzę pani jak najlepiej.
Kelly podziękowała za słowa otuchy i ze ściśniętym
gardłem odłożyła słuchawkę. Zaraz potem zalała się łzami i nie
przestawała płakać przez następne kilka minut.
Kiedy pierwszy spazm rozpaczy już minął, otarła oczy,
wstała z kanapy i wyszła przed dom, by odetchnąć głęboko
świeżym wieczornym powietrzem.
Nie wiedziała, co w pewnym momencie ją zaniepokoiło,
poczuła naraz, że nie jest sama, że ktoś na nią patrzy.
Odwróciła głowę. Rzeczywiście, w jej stronę zbliżał się Tucker.
– Co się dzieje, do licha? Nie ma cię w klubie, nie
odbierasz telefonów... – zapytał bez zbędnych wstępów.
– Ja... przepraszam. Po prostu...
– Co się stało? – przerwał, widząc jej zapłakane oczy.
Kelly spojrzała na niego ze smutkiem. Wyglądała na
kompletnie rozbitą i załamaną.
– Visions... Odrzucili moje prace.
– Ta firma od pocztówek? Skinęła głową.
– E, do diabła z nimi. To przecież nie jedyna firma,
prawda?
Wakacyjna miłość
239
– Nie, ale...
– Nie ma żadnych „ale”. Nie przejmuj się i tyle. Jeszcze
będą żałować, zobaczysz. – Wziął ją za rękę i przyciągnął do
siebie. – No, chodźmy do środka, napijemy się wina, to poprawi
nam humory. – Gdy byli już w kuchni, pocałował Kelly w
czubek nosa. – Poza tym, nie mogę patrzeć, jak płaczesz. Serce
mi się kraje.
Na widok jego zatroskanych oczu, dziewczynę ogarnęła
jeszcze większa żałość. Wybuchnęła gwałtownym szlochem,
łzy oślepiły ją kompletnie, a ciałem zaczęły wstrząsać spazmy
rozpaczy.
Tucker położył dłonie na jej ramionach.
– Kelly, proszę... przestań.
Uniosła twarz i ze zdumieniem pomieszanym z radością
dostrzegła w jego oczach troskę, czułość, tkliwość i miłość; tak,
miłość oraz coś jeszcze – coś, co widziała w nich wtedy, gdy
szeptał jej nieprzyzwoite słowa na szpitalnym korytarzu –
pożądanie.
– Co mogę zrobić, żeby cię pocieszyć? – zapytał przez
ściśnięte gardło.
– Możesz... – Urwała. Wstydziła się mówić otwarcie o
swych tęsknotach.
– Powiedz, czego pragniesz.
Wyciągnął dłoń, przesunął palcem po jej szyi i zatrzymał
go w rozcięciu bluzki.
– Możesz... możesz mnie przytulić.
Jej głos łamał się, nie umiała nad nim panować.
Wszystko w niej wibrowało, pulsowało w oczekiwaniu na
dotyk jego silnego, gorącego ciała.
Nigdy jeszcze nie doświadczyła takich wrażeń.
Pomyślała, że za chwilę stanie się to, o czym myślała od dawna
i naraz przestraszyła się. Chciała uciec, ale było już za późno.
Stała więc jak sparaliżowana, a jej ciałem nie rządził już rozum
Wakacyjna miłość
240
lecz czysta namiętność.
Objął ją. Zadrżała, westchnęła, po jej ciele rozlało się
błogie ciepło.
– Nie mogę cię tylko tulić – szepnął prosto w jej ucho. –
Pragnę więcej. Ale wtedy... wiesz, co się stanie.
Kelly nie potrafiła wykrztusić słowa. Mogła tylko
spojrzeć mu w oczy. Z obawą, z rozkoszą, z przyzwoleniem.
– Och, Kelly, Kelly... – jęknął Tucker, widząc jej
zamglony wzrok, i poszukał ustami jej ust.
Oddała mu się z cichym jękiem, pozwoliła rozpiąć
bluzkę, pod którą pyszniły się nabrzmiałe, twarde z
niezaspokojenia piersi. Tucker wziął je w dłonie, czuł ich
delikatną, gładką jak aksamit skórę, widział nieskazitelną biel i
jasny róż brodawek, sterczące dumnie, spragnione pieszczot
sutki. Chwilę się wahał. Wreszcie spuścił głowę i zrobił to, o
czym marzył od pierwszej chwili, w której ją zobaczył –
dotknął ustami jej biustu.
– Tak... Tak, Tucker... – westchnęła błogo. Podniósł
głowę i objął ją jeszcze mocniej. Opuścił dłoń na pośladki
dziewczyny i przycisnął ją do siebie.
Gdy Kelly poczuła napierającą na nią twardość,
namiętność i żądza natychmiastowego zaspokojenia ogarnęła ją
bez reszty.
– Czujesz, jak na mnie działasz? – szepnął i zajrzał jej
głęboko w oczy. – Czujesz, jak bardzo cię pragnę?
– Ja... też... Też ciebie pragnę – Kelly wydusiła z siebie
łamiącym się głosem.
Szybko zrzucili z siebie ubrania, spragnieni dotyku
swych nagich, rozpalonych pożądaniem ciał.
Później, kiedy było już po wszystkim, Kelly
uświadomiła sobie, że nigdy nawet nie przyszła jej do głowy
myśl, że będzie się kochać na środku kuchni.
Gdy jednak Tucker, wodząc językiem po jej brzuchu,
Wakacyjna miłość
241
przyklęknął na jedno kolano i ona osunęła się na podłogę.
– Tucker, Tucker, Tucker... – powtarzała nieprzytomnie
jego imię.
– O, tak, tak, kochanie – szeptał jak oszalały. – Tak, tak
jest dobrze – zapewniał ją, pieszcząc najbardziej intymne
zakątki jej ciała.
Wplotła palce w jego włosy, czuła, jak zalewa ją
rozkosz, fala za falą.
Stłumione jęki Tuckera pieściły jej uszy, gdy kładł się na
niej, gdy rozchylał jej uda, gdy wchodził w nią płynnie i
delikatnie. Kiedy całkowicie już ją wypełnił, oczy Kelly
rozszerzyły się.
– Czy sprawiam ci ból? – zapytał i znieruchomiał.
– Tak... nie.
– Czy mam przestać?
– Nie!
Gorączkowo zacisnęła palce na jego pośladkach,
pragnąc, by wszedł w nią jeszcze głębiej. Przed sekundą
myślała, że nie może być większej rozkoszy, teraz, gdy ich ciała
i serca zaczęły poruszać się równym rytmem, wiedziała już, że
nie ma ona granic.
Wakacyjna miłość
242
Rozdział dziesiąty
Kelly otworzyła oczy i rozejrzała się wokół.
Niewątpliwie leżała w łóżku.
A przecież nie pamiętała, kiedy się w nim znalazła.
Wiedziała tylko, dlaczego.
Gdy przeniosła wzrok na sąsiednią poduszkę i ujrzała
wlepione w siebie ciemnobrązowe oczy Tuckera, uśmiechnęła
się z zadowoleniem.
– Cześć – powiedziała cichutko i ziewnęła. – Która
godzina?
Popatrzył ponad jej ramieniem.
– Według twojego zegarka północ.
– Nic dziwnego, że już usnęłam. Normalnie chodzę spać
o jedenastej.
Przysunęła się bliżej jego ciepłego ciała i westchnęła
cichutko.
– Czy nic ci nie jest? Chodzi mi o to... czy nie sprawiłem
ci bólu? – zapytał szeptem, po czym dodał odrobinę głośniej: –
Bałem się o ciebie...
Położyła mu palec na ustach.
– Czuję się świetnie, uwierz mi. Nawet mimo tej
podłogi.
Zachichotał.
– Zauważyłaś, że to jednak nie ty przejęłaś inicjatywę?
– Tak. Dzięki. – Zaczerwieniła się. Tucker roześmiał się
trochę głośniej.
– Masz za co. Do licha, choć mam twarde kolana, nigdy
już nie będą takie same jak dawniej.
Kelly również się roześmiała. Poczuła, że mężczyzna
wodzi opuszkami palców po jej plecach. Przebiegł ją rozkoszny
Wakacyjna miłość
243
dreszcz. Zapragnęła nagle, by Tucker ponownie ją posiadł i
znowu się zaczerwieniła. Przecież po epizodzie na podłodze w
kuchni nastąpiło kilka kolejnych; dlaczego więc wciąż jest taka
nienasycona?
– Nie miałaś zbyt wielu mężczyzn, prawda?
– Skąd wiesz?
– Widzę, czuję. Tak mówi mi intuicja.
– To prawda – odparła cicho.
– Czy kiedykolwiek się w kimś zakochałaś?
– Raz, kiedyś.
– W Charlesie?
– Panie Boże broń! To było jeszcze przed Charlesem.
Ale nie trwało długo. Kłóciliśmy się o byle głupstwo. Oboje
byliśmy tacy niedojrzali, zwłaszcza ja. Szybko zerwaliśmy ze
sobą.
– Rozumiem.
Przesunęła dłonią po jego torsie, zsunęła ją na brzuch i
zaczęła wodzić paznokciem wokół pępka. Tucker westchnął.
– Jeśli nie przestaniesz, nie będę w stanie odpowiadać na
twoje pytania.
Kelly uśmiechnęła się, jej dłoń znieruchomiała.
– Masz rację, od chwili rozkoszy ważniejsze są twoje
odpowiedzi.
– E, gadanie... Czy jest coś, co może być ciekawsze?
– Pewnie, że jest. Powiedz mi, jak to było z twoim
małżeństwem? Muszę przyznać, że fakt, iż składałeś przysięgę
przed ołtarzem...
– Nic z tych rzeczy – przerwał jej. – Mam tylko ślub
cywilny.
– Ach, tak.
– My również o wszystko się kłóciliśmy. O pieniądze, o
moją pracę. Nie znosiła, że ciągle nie ma mnie w domu.
– I jak to się skończyło?
Wakacyjna miłość
244
– W któryś z piątków wróciłem wcześniej z pól
naftowych. Wiesz, co zastałem – bardziej stwierdził, niż
zapytał.
– Swoją żonę z kimś innym?
– Otóż to.
– Cóż... przykro mi z tego powodu. – Powiedziała
prawdę. Było jej rzeczywiście przykro z powodu zdrady, jakiej
dopuściła się jego żona, a jeszcze bardziej dlatego, że w głosie
Tuckera wciąż słychać było gorycz, gdy o tym opowiadał.
– Dlaczego ma być ci przykro? – żachnął się. – Tamten
gość po prostu bardziej jej pasował. W sumie dobrze się stało.
Poczułem wtedy ogromną ulgę. Oczywiście, pomijam sprawę
Nancy. Tego, że ją straciłem, zawsze będę żałować. Ale cóż,
życie toczy się dalej. Muszę przyznać, że było to dla mnie
bardzo ważne doświadczenie. Dostałem lekcję, której nigdy nie
zapomnę.
– Jaka jest jej treść? – zapytała Kelly z niejasnym
przeczuciem, że za chwilę usłyszy coś, co sprawi jej ból.
– Że ognisko domowe wcale nie jest takim cudownym
wynalazkiem, jak sądzą niektórzy. – Kelly nic nie
odpowiedziała. Słowa Tuckera zasmuciły ją głęboko i
zaniepokoiły. On jednak nie rozwijał tego wątku. – Przykro mi,
że odrzucili twoje szkice – powiedział, zmieniając temat.
– Mnie również.
– Cóż, będą żałować, mówiłem ci już. Zobaczysz, że
ktoś inny się nimi zainteresuje.
– Jasne. Wcale nie zamierzam się poddawać. Pocałował
ją w czubek głowy.
– Innymi słowy, niech Visions Card się udławi.
– Wyjąłeś mi to z ust – odparła z uśmiechem Kelly.
Uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. – Słyszałam
ostatnio, że po drugiej stronie miasta otwierają nowy klub.
Wiesz coś o tym?
Wakacyjna miłość
245
– I co z tego?
– Stracisz sporo klientów.
– A niby dlaczego? Twoje lekcje tańca ściągną sporo
osób. Jeszcze większą frekwencję zapewnią automaty, które
właśnie instaluję.
– A widzisz! – ucieszyła się Kelly i pocałowała go w
usta. – Posłuchałeś mnie jednak. Nie pożałujesz tego wydatku.
Ten drugi klub też może się udławić.
– Na to liczę, chociaż żadnej pewności nie mam.
Niestety, nie wiesz jeszcze, jakie prawa rządzą życiem małego
miasteczka.
– Poczekaj. Sam się przekonasz, czy nie miałam racji.
– Mam nadzieję, że ten zakład przegram.
Kelly przysunęła się do niego bliżej. Przez dłuższą
chwilę oboje milczeli, starając się uporządkować myśli,
zastanawiając się, co takiego wydarzyło się między nimi, co
naprawdę zaszło.
– Nie żałujesz? – odezwał się pierwszy Tucker. Kelly nie
próbowała nawet udawać, że nie wie, o co pyta jej kochanek.
– Nie, a ty? Tucker westchnął.
– I tak, i nie.
– Nie jestem przekonana, czy taką odpowiedź chciałam
usłyszeć.
– Ale to prawda. Nasz związek spowoduje wiele
komplikacji.
Kelly miała nadzieję, że usłyszy, o jakie to komplikacje
chodzi, ale Tucker milczał. Nie trzeba było jednak geniusza,
żeby zrozumieć, co ma na myśli.
Przypomniała sobie słowa ojca. Może faktycznie łączy
ich tylko to, że oboje lubią tańczyć i że są zafascynowani sobą,
ale to stanowczo za mało, żeby powstał trwały związek. Były
też inne przeszkody: gniew i niezgoda Simona, cierpka uwaga
Tuckera na temat pozornych zalet ogniska domowego...
Wakacyjna miłość
246
Gdy więc Kelly odwoływała się do zdrowego rozsądku,
ten sączył w nią jad wątpliwości. Serce jednak podpowiadało
inaczej.
– Przyznaję, że sytuacja nie jest prosta, ale chcę się z
tobą spotykać – powiedziała otwarcie.
– Ja też.
– A jaki w takim razie jest nasz plan na przyszłość? –
zapytała niepewnie, obawiając się, że odpowiedź, którą usłyszy,
nie będzie dla niej radosna.
– Nie ma żadnego planu. Na razie cieszmy się sobą i nie
myślmy o tym, co będzie potem.
– Cieszmy się sobą... – powtórzyła z niewinnym
uśmiechem Kelly. – Czy rozumiesz to dosłownie? – zapytała
cichutko.
Oczy zalśniły mu nagłym pożądaniem, pochylił się i
dotknął ustami jej piersi.
– A jak myślisz?
Westchnęła, a po chwili krzyknęła cicho, gdy Tucker
uniósł ją sprawnie i posadził na sobie.
– Och, Tucker... – jęknęła tylko, czując go w sobie, i
zaczęła się rytmicznie poruszać.
Ta noc była początkiem wielu następnych. Kelly i
Tucker nie mogli się sobą nasycić. Ona była szczęśliwa jak
nigdy dotąd, jakkolwiek nieustannie spadały na nią kłopoty.
Teraz jednak miała przy sobie Tuckera. Towarzyszył jej, gdy
umieszczała babcię w domu opieki, pomagał, jak umiał, kiedy
dach w jej sklepie zaczął przeciekać i zniszczeniu uległa
znaczna część towaru, był przy niej, gdy kolejna firma
zajmująca się produkcją pocztówek odrzuciła jej prace.
A jednak ani razu nie powiedział jej, że ją kocha, ani
razu nie zająknął się nawet na temat wspólnej przyszłości.
Któregoś dnia, gdy przy jej łóżku zadzwonił telefon,
Kelly z radością podniosła słuchawkę już po drugim dzwonku,
Wakacyjna miłość
247
sądząc, że to Tucker.
– Dzień dobry – odezwała się wesoło.
– Widzę, że nabrałaś lepszych manier, moja droga.
– O, cześć, tato – zdziwiła się nieco.
– Odnoszę wrażenie, że mój telefon cię rozczarował.
– Nie, to nieprawda – zaprzeczyła, ale zbyt pospiesznie,
żeby mogła zmylić tym ojca.
– No dobrze, nieważne. Co powiesz na to, żebyśmy
spędzili razem dzisiejszy dzień? Jest niedziela, więc nie masz
wymówki.
– Och, tato. Bardzo bym chciała, ale naprawdę mam
masę pracy. Poza tym powinieneś spędzić trochę czasu z
babcią. Bardzo za tobą tęskni.
Simon westchnął.
– Masz rację. Może zabiorę ją gdzieś na przejażdżkę.
– Bardzo by była szczęśliwa.
Nie odpowiedział i milczał przez dłuższą chwilę.
– Tato? – zaniepokoiła się Kelly.
– Jestem, jestem. Powiedz, czy wciąż spotykasz się z
tym kowbojem?
Kelly westchnęła głęboko.
– Tak.
– Do licha, Kelly, sama wiesz...
– Tato, rozmawialiśmy już na ten temat i wiem, co masz
mi do powiedzenia. Pamiętam twoje przestrogi – przerwała mu
zdecydowanie. Ojciec ponarzekał jeszcze trochę, po czym
pożegnał się z córką i zakończył rozmowę.
Zaledwie Kelly odłożyła słuchawkę, zadźwięczał
dzwonek u drzwi.
– Kogo znów diabli niosą? – burknęła, odrzuciła kołdrę i
sięgnęła po szlafrok.
– Kto tam? – zapytała, wchodząc do korytarza.
– Zgadnij.
Wakacyjna miłość
248
Uchyliła drzwi na centymetr.
– Witaj – odezwał się Tucker, obrzucając wzrokiem jej
sylwetkę, szczególnie zaś to, co odsłoniło się spomiędzy
rozchylonych klap luźnego szlafroka.
– Podobam ci się?
– Przecież wiesz. Ale teraz się ubieraj. Popatrzyła nań
rozszerzonymi oczyma.
– Naprawdę ci się podobam?
– Tak, ale chcę ci coś pokazać.
– Co?
– To tajemnica.
Wakacyjna miłość
249
Rozdział jedenasty
Gdy opuszczali dom, Kelly nie miała zielonego pojęcia,
co zamierza pokazać jej Tucker. Podczas jazdy nie odezwał się
ani słowem. Nie przejmowała się jednak tym zbytnio. Cieszyła
ją sama obecność Tuckera, to, że jest obok niej. Z
zainteresowaniem śledziła przesuwające się za oknem auta
krajobrazy. Kiedy w końcu Tucker zatrzymał swój samochód
pod jednym z wielkich dębów u stóp rozległego wzgórza,
powiedział:
– Muszę się przyznać, że bardzo mnie zaskoczyłaś.
Większość kobiet z wielkich metropolii nie znosi prowincji. A
ty nawet się nie skrzywiłaś, gdy wyjechaliśmy z miasta...
Kelly żartobliwie klepnęła go w ramię.
– Zacznijmy od tego, że jestem inna niż większość
znanych ci kobiet.
Tucker roześmiał się głośno, objął ją za szyję i czule
pocałował.
– To fakt – przyznał, a potem dodał: – No, chodźmy.
Pokażę wyjątkowej kobiecie wyjątkowe miejsce.
Wysiadła z samochodu i zaczęła wspinać się za nim pod
górę. Gdy dotarli na szczyt wzgórza, Tucker przystanął i
popatrzył na Kelly z szerokim uśmiechem.
– Od samego widoku można doznać zawrotu głowy –
wydyszała z niekłamanym zachwytem, zmęczona wspinaczką.
W dole, poniżej porośniętego majestatycznymi
drzewami stoku, rozciągały się łąki pokryte bujną trawą i
polnymi kwiatami. Kelly nie znała ich nazw, były jednak tak
piękne, że miała ochotę usiąść, wyciągnąć kredki i szkicownik i
malować je godzinami. Pośrodku rozległych pól błyszczał w
słońcu staw, lekkie podmuchy wiatru marszczyły jego gładką
Wakacyjna miłość
250
toń.
– Zawrót głowy. To dobre określenie – odezwał się po
dłuższej chwili Tucker. W jego głosie Kelly dosłyszała
wzruszenie, jednak jego przyczyny nie umiała odgadnąć.
– Co to za miejsce? – zapytała więc, domyślając się, że
Tucker nieprzypadkowo przywiózł ją właśnie tutaj.
– Moje.
– Twoje? – spytała ze zdumieniem.
– Aha. Zostawił mi je mój wuj. Należy do mnie.
– Udało ci się.
– Pewnie. Zwłaszcza że to jedyna naprawdę wartościowa
rzecz, jaką od niego dostałem. – Tym razem w jego głosie
zabrzmiała gorycz.
Kelly ponownie uświadomiła sobie, z jak różnych
pochodzą środowisk i jak odmienne są ich życiowe
doświadczenia. Ona miała życie usłane różami, dla niego
zostały tylko kolce.
– Kochasz to miejsce, prawda?
– Aż tak to po mnie widać?
– Tak – odparła cicho. – W twoim głosie było jakieś
szczególne wzruszenie, ton, który słyszałam tylko wtedy, gdy...
gdy... – Zaczerwieniła się jak piwonia.
Oczy Tuckera rozbłysły.
– Kiedy? Gdy się kochaliśmy?
– Właśnie – odparła zawstydzona.
– Masz rację. Zawsze gdy tu przyjeżdżam, czuję taki
sam zawrót głowy, jakiego doznaję, gdy jestem... w tobie.
Kelly zadrżała, jej ciało ogarnęło zniewalające ciepło,
jak zawsze, gdy myślami wracała do rozkosznych chwil, które
dzielili ze sobą tak często.
– Mam poważne plany odnośnie tego miejsca – mówił
dalej Tucker. –
Zbuduję tu wielki dom, oczywiście, o ile... – zawahał się
Wakacyjna miłość
251
– no, o ile...
– O ile, co?
– O ile zgodzisz się ze mną go dzielić – wydusił z siebie
wreszcie.
Na te słowa serce Kelly zabiło radośnie. Spojrzała na
niego wzrokiem pełnym zdumienia, niedowierzania i
jednocześnie nadziei.
– Czy chcesz przez to powiedzieć, że chcesz ze mną być
zawsze, że... że mnie kochasz?
– Tak, chyba tak. Kocham cię, Kelly – odparł poważnie.
– A ja kocham ciebie!
– Naprawdę? – Jego twarz pojaśniała ze szczęścia.
– Oczywiście, ty głuptasie! – zawołała ze śmiechem i
rzuciła mu się w ramiona.
Gdy rozległo się pukanie do drzwi, Tucker odłożył
długopis i oparł się na krześle. To pewnie Kelly, pomyślał. O
tej porze często zamykała sklep i wpadała do niego z lunchem.
Odetchnął z ulgą – przyszła w samą porę.
Wypełniał właśnie księgę podatkową, a czynność ta
zawsze straszliwie go nudziła. Mógł się jednak tylko cieszyć, że
jest co księgować. Zainstalowane automaty do gry oraz lekcje
tańca przynosiły coraz większe dochody.
– Otwarte – powiedział znużonym głosem.
W progu jednak nie ujrzał Kelly, lecz jej ojca. Stał oto
przed nim Simon Warren. Na jego widok Tuckerowi zwęziły
się źrenice, wyprostował się natychmiast i zacisnął dłonie na
krawędzi biurka.
– Nie przeszkadzam? – spytał Simon, nie trudząc się
nawet, by podać gospodarzowi dłoń na powitanie.
– Nie sądzę, żeby robiło to panu jakąkolwiek różnicę –
odparł Tucker. – Ale skoro pan już przyszedł, proszę usiąść.
Simon zbliżył się do biurka z zaciętym wyrazem twarzy.
Wakacyjna miłość
252
– Możesz pan sobie oszczędzić tych grzeczności,
zabierają mi tylko czas.
Tucker wstał od biurka, by mieć oblicze rozmówcy na
wysokości własnej twarzy.
– Przykro mi to słyszeć – powiedział.
– Posłuchaj pan – zirytował się ojciec Kelly – nie
przyszedłem tu po to, byśmy wymieniali słodkie słówka.
– Rozumiem. Widzę, że stawia pan sprawę po męsku –
odrzekł spokojnie Tucker, nie zrażony arogancją Simona, choć,
prawdę mówiąc, miał wielką ochotę wyrżnąć go po prostu w tę
pewną siebie twarz.
– Uważasz się pan za lepszego cwaniaka, prawda? Otóż
mylisz się pan.
Tym razem się nie uda. Nie zamierzam stać z boku i
przyglądać się, jak bałamuci pan moją córkę. Nie dopuszczę do
waszego ślubu!
Tucker uniósł brwi.
– Przykro mi, ale pańskie zdanie mniej się liczy niż...
– Nieprawda! – przerwał mu agresywnym tonem Simon.
– Kocham swoją córkę i chcę dla niej jak najlepiej.
– Obaj tego chcemy.
– Jeśli tak, to trzymaj się od niej jak najdalej.
– Cóż. Obawiam się, że tego akurat nie jestem w stanie
uczynić. Widzi pan, jesteśmy w sobie zakochani. I jeśli Kelly
sama nie wyrazi sprzeciwu, pobierzemy się.
Twarz Simona poczerwieniała, następnie stała się szara,
a na końcu przybrała barwę papieru.
– Po moim trupie! – wykrzyknął. – Nie dopuszczę, żeby
Kelly Warren poślubiła takiego gołodupca jak...
– No, no! – Tym razem Tuckera poniosły nerwy. –
Niech pan uważa na słowa, bo inaczej zakończymy tę
rozmowę! – Rzadko podnosił głos, ale w tej chwili nie mógł się
opanować. Najwyraźniej groźba podziałała, bo Simon zamilkł
Wakacyjna miłość
253
natychmiast. – Wie pan co, panie Warren – odezwał się znowu
Tucker spokojniejszym już głosem.
– Najlepiej będzie, jeśli wyjdzie pan stąd, zanim nie
dojdzie do czegoś, czego obaj będziemy potem żałować.
Simon bez słowa sięgnął do wewnętrznej kieszeni
marynarki i wyjął książeczkę czekową. Położył ją na blacie
biurka.
– W porządku. Rozumiem. Ile pan sobie życzy za to,
żeby na zawsze zniknąć z życia Kelly? Sto patyków? Mało? To
co, dwieście?
Tucker pobladł z oburzenia. Sięgnął przez biurko,
chwycił Warrena za krawat i przyciągnął jego twarz do swojej.
– Zabierz tą swoją zakichaną forsę – wycedził. – Nie
wezmę ani centa, rozumiesz? I pamiętaj, tylko dzięki Kelly
wynosisz stąd wszystkie zęby. – Puścił krawat mężczyzny,
wygładził mu go, poklepał po ramieniu i zakończył: – A teraz,
skoro powiedziałeś już wszystko, co chciałeś, spadaj. Wynoś
się, póki mam cierpliwość, i nigdy nie wracaj.
Wpadające przez okno słoneczne światło ozłacało ich
nagie ciała. Od czasu gdy wyznali sobie miłość, upłynęły już
dwa tygodnie, a Kelly wciąż żyła zachwytem zakochania i
pierwszej prawdziwej miłości.
– Boże, nie przeżyłbym, gdybym miał cię utracić –
powiedział cicho Tucker.
Kelly popatrzyła nań ze zdziwieniem.
– Skąd ci przychodzą do głowy takie myśli? Milczał
przez chwilę, po czym westchnął ciężko i wyznał:
– Odwiedził mnie twój ojciec.
Kelly usiadła na łóżku, zaskoczona tą nowiną.
– Po co?
– Zgadnij.
– Pewnie chce...
Wakacyjna miłość
254
– Tak – nie pozwolił jej skończyć. – Dobrze wiem,
czego chce. Pragnie jedynie twego dobra. Cholera, chyba nie
okazałem szacunku dla tej jego troski.
– Czy coś się stało? – zaniepokoiła się Kelly.
– Prawie – przyznał z zakłopotaniem.
– Chciałabym być muchą na ścianie i to widzieć –
zażartowała.
Twarz mężczyzny wciąż jednak pozostawała poważna.
– Pragnie jedynie twego dobra – powtórzył.
– Akurat! Pragnie własnego dobra, a przede wszystkim
chce sprawować nade mną pełną kontrolę, tak jak robił to
zawsze.
– Uspokój się. Jeśli chodzi o mnie, to pewnie ma rację.
– Co chcesz przez to powiedzieć? Tucker wzruszył
ramionami.
– Nigdy nie dam ci tego, do czego przywykłaś.
– Czego znowu? – zdenerwowała się. – Domu z
dwunastoma sypialniami? Salonu pełnego antyków?
Sportowych samochodów i jachtu? Przecież wiesz, że nie dbam
o rzeczy! – wykrzyknęła. – Obchodzisz mnie tylko ty!
– Wysłuchaj mnie, dobrze? – Obrzuciła go gniewnym
spojrzeniem, ale pozwoliła mówić. – Widzisz – zaczął – ten
nowy klub skomplikował wiele spraw. Spłacenie długu za
„Boot Scootin” i budowa domu potrwają znacznie dłużej, niż
zakładałem. Tak więc...
Kelly, nie czekając, aż Tucker dokończy, wyszła z łóżka.
– Dokąd się wybierasz? – zapytał zdziwiony.
– To tajemnica – rzuciła przez ramię Kelly.
– Akurat długo ją utrzymasz – parsknął Tucker. Kelly
odwróciła się w jego stronę i ujęła pod boki.
– Wytłumacz dokładniej, co masz na myśli. Roześmiał
się tylko.
– Nie spotkałem jeszcze w życiu kobiety, która
Wakacyjna miłość
255
zdołałaby zachować jakiś sekret.
Gdy Kelly pokazała mu język, ponownie wybuchnął
śmiechem.
– Tak, tak. Zobaczymy, kto miał rację.
– Właśnie. Zobaczymy, kto się będzie śmiał ostatni. Po
prostu chwilę poczekaj. – Popatrzyła na niego tajemniczo i
sięgnęła po torebkę. Po chwili wyciągnęła z niej zaklejoną
kopertę i wróciła z nią do łóżka. – No, proszę – powiedziała,
wręczając mu kopertę. – Masz. To dla ciebie.
– Co to jest? Czy zamierzasz...
– Cicho. Otwórz, a wszystkiego się dowiesz. Tucker
pochylił głowę, rozdarł kopertę i zaczął czytać. Kelly poczuła,
jak ogarnia ją podniecenie; czuła wręcz zawrót głowy. Kiedy
sądziła już, że nie zdoła dłużej wytrzymać rozpierającego ją
napięcia, Tucker podniósł twarz.
Wstrzymała oddech. Na jego twarzy malował się gniew.
– Co to ma, do ciężkiej cholery, znaczyć? – zapytał.
Wakacyjna miłość
256
Rozdział dwunasty
Kelly spodziewała się po nim innej reakcji. Na widok
jego surowego oblicza serce podeszło jej do gardła. Po chwili
jednak zapanowała nad sobą na tyle, że wyjaśniła:
– To... to twój weksel bankowy. Wykupiłam go. Nie
masz już długu.
– Ale po jaką cholerę?! – wykrzyknął z wściekłością.
Cofnęła się, zdumiona i wstrząśnięta jego gwałtowną i tak
niespodziewaną reakcją.
Otworzyła usta, żeby powiedzieć coś na swoją obronę,
ale gardło miała tak ściśnięte, że nie potrafiła wykrztusić słowa.
Tucker nie miał takich kłopotów.
– Kim, do cholery, myślisz, że jesteś? Moim zbawcą?
– A jeśli nawet, to co? Czy to zbrodnia? – zdobyła się na
odpowiedź.
– Tak, właśnie tak. Wielka zbrodnia – sapnął i zaczął
pospiesznie wkładać dżinsy.
– Ale o co ci chodzi? Nie rozumiem, dlaczego aż tak cię
to dotknęło?
Obserwując, jak Tucker się ubiera, Kelly przypomniała
sobie, że sama jest naga i szybko włożyła koszulę.
– Klub to mój problem i mój interes, rozumiesz?
– Rozumiem, ale przecież...
Tucker wybuchnął pełnym goryczy śmiechem.
– Och, nic nie rozumiesz. W przeciwnym razie nie
wtrącałabyś nosa w nie swoje sprawy.
Kelly uniosła brodę.
– Nie wydaje mi się – powiedziała oficjalnym tonem –
żebym wtykała nos w nie swoje sprawy. Klub jest twój, a ja
ciebie kocham. Traktuję to jako gest miłości.
Wakacyjna miłość
257
Tucker jakby się nieco zmieszał, po chwili jednak
oświadczył:
– Dobrze, powiedzmy to inaczej: nie potrzebuję
pieniędzy twego ojca, ani teraz, ani nigdy.
– Ależ Simon nie ma z tym nic wspólnego! Wykupiłam
ten weksel za pieniądze z mojego konta.
– Twoich pieniędzy też nie chcę. Czyż tego nie
rozumiesz? Wcześniej czy później sam spłaciłbym dług.
Obecnie klub przeżywa pewne kłopoty, ale daleko mu jeszcze
do bankructwa.
– Wiem o tym. Wiem doskonale. Ale jak już
wspomniałam, był to z mojej strony wyłącznie gest miłości.
Dlatego ofiarowałam ci te pieniądze.
Tucker obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem.
– Nie kupisz mnie za pieniądze, Kelly. Nie jestem na
sprzedaż.
– Ty, ty... – Coś ścisnęło ją za gardło, nie była w stanie
powiedzieć więcej niż: – Ty uparty, niewdzięczny...
– Zgoda, ja jestem niewdzięczny, a ty pójdziesz do
banku i zabierzesz swoje pieniądze. I to jutro.
Kelly roześmiała się pozbawionym wesołości śmiechem.
– To twoja duma, Tucker, nie pozwala ci niczego
przyjąć, prawda? Liczy się dla ciebie bardziej niż nasza miłość.
– Duma nie ma tu nic do rzeczy.
– A właśnie że ma. Jesteś wpatrzonym w siebie egoistą i
pyszałkiem, który widzi tylko czubek własnego nosa.
– Rozumiem, że każesz mi się wynosić?
– Bardzo dobrze rozumiesz.
– Świetnie, więc idę.
Przeszedł przez pokój, mocnym szarpnięciem otworzył
drzwi i zatrzasnął je za sobą z wściekłością.
– Czy rozmawiam z panią Kelly Warren?
Wakacyjna miłość
258
– Tak – odparła niepewnie Kelly, nie rozpoznając przez
telefon głosu rozmówcy.
– Mówi Velma Pritchard z Simply Cards. Dzwonię w
sprawie szkiców, które pani niedawno do nas przysłała.
– Słucham – powiedziała Kelly z nadzieją w sercu.
– Chcielibyśmy je od pani kupić. Te i wszystkie inne,
które zdecyduje się pani sprzedać.
Kelly nie mogła uwierzyć własnemu szczęściu. Wolną
ręką złapała się za głowę.
– Naprawdę? – spytała z niedowierzaniem w głosie.
Pani Pritchard roześmiała się do słuchawki.
– Oczywiście. Chciałabym zaprosić panią do nas na
spotkanie, w trakcie którego mogłybyśmy omówić szczegóły
dotyczące kontraktu.
– Wspaniale. Jestem w każdej chwili do państwa
dyspozycji – odparła i nie skończywszy jeszcze rozmowy,
zaczęła obmyślać projekty nowych kart, które mogłaby
zaproponować przedstawicielom Simply Cards, jednego z
najpotężniejszych przedsiębiorstw tej branży.
Spotkanie miało miejsce dwa dni później. Kelly
sprzedała niemal wszystkie swoje dotychczasowe prace i
podpisała umowę na wykonanie następnych. Kontrakt okazał
się bardzo korzystny – dawał jej twórczą swobodę, a
jednocześnie gwarancję regularnych i stosunkowo wysokich
zysków.
W takiej sytuacji trudno było nie czuć satysfakcji i
zadowolenia z siebie.
Oto po wielu miesiącach starań osiągnęła swój cel,
powinna więc być w siódmym niebie. A jednak jeszcze nigdy w
życiu Kelly nie była tak nieszczęśliwa. Straciła Tuckera.
Straciła go w chwili, gdy tak bardzo potrzebowała jego
wsparcia, jego obecności, jego miłości.
Pogrążona w najczarniejszych myślach, bez reszty
Wakacyjna miłość
259
oddała się pracy.
Pracowała całymi godzinami, tak długo, aż jej wzrok nie
zaszedł mgłą, aż dosłownie padała ze zmęczenia.
I bardzo dużo płakała.
Nie potrafiła zrozumieć powodów, dla których Tucker
tak gwałtownie zareagował na ofiarę, którą złożyła z
najgłębszej potrzeby serca. Gdyby go zrozumiała, może by jej
przyniosło to ulgę.
W poszukiwaniu wytchnienia i ciszy często odwiedzała
babcię w jej ustronnym pensjonacie. Tutaj mogła leczyć swą
samotność i poczucie opuszczenia, stąd zawsze wracała
umocniona i pokrzepiona, choć jak dotąd nie wtajemniczała
Claire w rozterki swego serca. Babcia jednak była zbyt mądra i
zbyt spostrzegawcza, by nie widzieć udręki w oczach Kelly.
– Czyżbyś źle się czuła, kochanie? – zapytała któregoś
razu, bacznie wpatrzona w pobladłą twarz wnuczki.
Kelly pochyliła się, pocałowała babcię w policzek, po
czym usiadła naprzeciwko niej na krześle. Przez chwilę
panowało milczenie. Kelly i jej babcia wyglądały przez wielkie
okno, obserwując z uwagą buszującą w gałęziach drzewa
wiewiórkę.
– Jest mi tu bardzo dobrze – przerwała ciszę Claire.
– Cieszę się, że polubiłaś to miejsce.
– Tak. A dom zostawiam tobie. Możesz robić w nim, co
zechcesz.
– Jak to? Chcesz pozostać tu na stałe? Claire
uśmiechnęła się.
– Chyba tak. Mam wszelkie wygody i doskonałą opiekę
w każdej chwili.
– Nie wspominając już o tym, że przebywa tu również
wielu twych dobrych znajomych.
– Ano właśnie. Sama więc widzisz, że jest mi tu jak u
Pana Boga za piecem. To wspaniale czuć się szczęśliwą na stare
Wakacyjna miłość
260
lata... – Urwała, bacznie spojrzała na wnuczkę i poprawiła się: –
Ale byłabym jeszcze szczęśliwsza, gdybym nie martwiła się tak
o ciebie. I o twego ojca. Kelly delikatnie uścisnęła dłoń babci.
– Nie musisz się martwić. U mnie wszystko dobrze.
– Kelly – babcia pogroziła jej palcem – mnie nie
oszukasz. Tylko ślepy nie spostrzegłby, że coś jest z tobą nie
tak. Podejrzewam, że ma to związek z Tuckerem. Czy mam
rację?
Kelly odwróciła tylko twarz i skinęła głową.
– Tak też myślałam. Simon powiedział mi, że już się nie
spotykacie. Co się stało? Jakaś kłótnia?
– Zgadza się – odparła dziewczyna grobowym głosem.
– Czy to ojciec doprowadził do waszego zerwania?
– Nie. Choć próbował. Spotkał się z Tuckerem bez mojej
wiedzy i kazał mu o mnie zapomnieć. Naiwny. Tucker nigdy by
się na to nie zgodził...
– A zatem problem leży gdzie indziej – domyśliła się
Claire.
W oczach Kelly zalśniły łzy. Jeszcze chwila i zaczęły
płynąć po jej policzkach. Nie mogła już dłużej wytrzymać, jej
zbolałe serce jakby pękło z żalu i rozpaczy, a ona wybuchnęła
szlochem. Wtuliła twarz w ramię babci i drżącym głosem
wyznała całą prawdę. Gdy skończyła mówić, Claire podała jej
chusteczkę, odczekała aż wnuczka wytrze sobie twarz i
powiedziała:
– Powinnaś, moja droga, pamiętać, że nie szczęście jest
celem, lecz dążenie do szczęścia. Nie tyle liczy się cel, co
dążenie do celu.
Kelly zamrugała oczyma.
– Słucham?
– Dobrze usłyszałaś. Teraz tylko przemysł sobie to, co ci
powiedziałam, a następnie odnieś to do Tuckera.
Chwilę tylko trwało, nim do Kelly dotarł w pełni sens
Wakacyjna miłość
261
usłyszanych słów.
– Mówisz, że dokładnie za to samo, co zrobiłam
Tuckerowi, gotowa byłam zamordować własnego ojca?
– Właśnie tak.
– Gdyby na przykład tata udał się do Visions i za
pomocą łapówki skłonił ich do przyjęcia moich szkiców,
czułabym się oszukana – mówiła dalej Kelly – ponieważ
pozbawiłby mnie możliwości osiągnięcia sukcesu własnymi
siłami, korzystając z własnego talentu... – Kelly zamilkła i jej
oczy znów wypełniły się łzami. – No tak, a przecież to właśnie
zrobiłam Tuckerowi. Odebrałam mu możliwość samodzielnego
osiągnięcia celu, szczęścia...
– Sama nie ujęłabym tego lepiej.
– Babciu, tak mi przykro i wstyd, że okazałam się aż tak
głupia.
– Wcale nie. Twoja decyzja płynęła z serca, z miłości.
– Ale czy on mi wybaczy? Claire uśmiechnęła się.
– Tego nie możesz wiedzieć. Musisz sama go o to
zapytać.
– Tak, to chyba najlepsze rozwiązanie.
Przez okna wpadały do sali złociste promienie słońca,
rzucając na stoliki połyskliwe cienie. Przez chwilę Tucker
spoglądał na ustawione w kącie automaty do gry, następnie
przeniósł wzrok na parkiet, na którym kiedyś on i Kelly...
– Nie! – mruknął pod nosem.
Kelly była ostatnią osobą, o której chciał rozmyślać. I
zarazem jedyną osobą, o której rozmyślał ostatnio nieustannie.
Tęsknił za nią, tęsknił duszą i ciałem. Poza nią nie dbał o
nic ani o nikogo; a zwłaszcza o siebie, jak to rankiem tego dnia
trafnie zauważył Ponurak.
– Cokolwiek cię gniecie, synu, musisz zrobić z tym
porządek – oświadczył. – Tak dalej być nie może. Wyglądasz
Wakacyjna miłość
262
jak nieboszczyk.
– Oszczędź sobie tych miłych słów – odciął się Tucker.
– Nie musisz mnie słuchać, jeśli nie chcesz, ale myślę, że
przydałaby ci się poważna rozmowa.
– Czyżby?
– Jasne. Klub ponownie stanął na nogi, ale twojej w tym
zasługi nie ma żadnej. Zresztą przez ostatni tydzień byłeś pijany
na okrągło, więc skąd możesz o tym wiedzieć...
– Przeglądałem księgi. Ponurak zarechotał.
– E, tam. Księgi. Dlaczego się od razu nie przyznasz, że
nie możesz bez niej żyć? A jeśli nie możesz, dlaczego pierwszy
nie wyciągniesz do niej ręki?
– To nie takie proste. Zachowałem się wobec niej jak
kretyn, jak dupa wołowa, ot co.
– To w twoim stylu – zaśmiał się Ponurak. Tucker łypnął
na niego złym okiem, lecz nie odciął się, jak miał w zwyczaju.
Starszy mężczyzna spoważniał. Jego szef rzeczywiście był nie
w sosie. – Dobra, bracie – powiedział i poklepał Tuckera po
ramieniu – nie wiem, co tam nabroiłeś, ale skoro już sam
zdajesz sobie sprawę, że się zbłaźniłeś, dlaczego tego nie
naprawisz?
Tucker zmarszczył brwi.
– Nie wiem, czy to możliwe. Mówiłem ci już, spaprałem
sprawę dokumentnie.
– No, ale przecież nikt za ciebie jej nie załatwi – odparł
Ponurak. – Więc na co jeszcze czekasz? Do zobaczenia jutro.
Pogrążony w ponurych myślach Tucker ruszył przez
parkiet. Kelly nie wycofała swych pieniędzy, jak ją o to prosił,
mimo że posprzeczali się na amen.
Klub był teraz całkowicie jego własnością i wolny od
wszelkich zadłużeń. A przecież nikt mu nigdy w życiu nie
pomógł, dopiero ona, Kelly Warren. I to bezinteresownie. Bo
to, że chciała go kupić, to bzdura nad bzdury. Niby co, nie
Wakacyjna miłość
263
miała go pod dostatkiem, gdy byli jeszcze razem?
A co zrobił on? Odrzucił jej ofiarę, jej miłość i
szczodrość. Wzgardził tym wszystkim. I to dlaczego? Dla
głupiej dumy, jak powiedziała, dla dumy, która tak naprawdę
liczyła się tu najmniej.
No tak, zachował się jak skończony dureń. Ale może
jeszcze nie jest za późno? Podszedł do tylnych drzwi, otworzył
je i... stanął jak wmurowany.
Kelly!
Zamrugał oczyma, sądząc w pierwszej chwili, że to
złudzenie.
– Przykro mi... – zaczął niepewnym głosem.
– Mnie też – szepnęła. Na jej policzku zabłysła łza.
Tucker otworzył ramiona i dziewczyna z płaczem wpadła w
jego objęcia. Tuliła się do niego, a on całował jej policzki, nos,
usta, szyję.
– Przepraszam, przepraszam – szeptał jak w gorączce.
– Ja też przepraszam. Kocham cię, kocham... Tak mi
przykro, że cię zraniłam, wprowadziłam w zakłopotanie.
– Daj spokój – odrzekł. – To ja... To moja wina.
Wybacz, Kelly. Też ciebie kocham.
– Więc co będzie?
– A wyjdziesz za mnie?
– Tak. Ale najpierw musisz obiecać, że nigdy już mnie
nie zostawisz.
Scałowywał łzy z jej twarzy.
– Uwierz mi, nie jestem aż takim osłem, żeby po raz
drugi porzucać raj.
Po uroczystości ślubnej w niewielkim kościółku i
skromnym przyjęciu para młoda, jedynie w towarzystwie
Simona, Claire i Ponuraka, pojechała do domu babci. Kelly i
Tucker mieli w nim zamieszkać do czasu, aż nie uwiją sobie
Wakacyjna miłość
264
własnego, wymarzonego gniazdka w miejscu, które niegdyś tak
zachwyciło Kelly.
Nawet Simon, przekonany ostatecznie przez matkę,
musiał pogodzić się z faktem, że Kelly sama podjęła tę
najważniejszą decyzję w swoim życiu. Na chwilę przed ślubem
córka położyła mu dłonie na ramionach i szepnęła:
– Nigdy jeszcze nie byłam w życiu tak szczęśliwa, tato.
Ciesz się razem ze mną.
Simon nieznacznie tylko potrząsnął głową, uśmiechnął
się i przygarnął córkę do siebie.
– Wiem, kiedy należy się poddać – powiedział, po czym
odwrócił się do Tuckera i wyciągnął rękę. – Przepraszam za
wszystko.
– I ja przepraszam – odrzekł Tucker z uśmiechem i
potrząsnął dłonią Simona. – A jeżeli okaże się, że pańska córka
nie będzie przy moim boku najszczęśliwszą kobietą pod
słońcem, ma pan pełne prawo dać mi tęgiego kopniaka tam,
gdzie kończą się plecy.
– Masz to u mnie jak w banku, synu.
Teraz, kiedy emocje związane z ceremonią już opadły,
gdy zostali sami, opuszczeni dyskretnie przez najbliższych,
Tucker odetchnął głęboko i przytulił żonę do siebie.
– Powinnam być jednak na ciebie wściekła – odezwała
się cicho Kelly.
– A to dlaczego?
– Ponieważ kazałeś mi ostatecznie zwrócić te pieniądze
do banku.
– I co, już nie jesteś wściekła?
– Nie, nie jestem. Ale gdybyś kiedykolwiek ich
potrzebował, wiesz gdzie są.
– Wiem – odparł Tucker i wtulił twarz w jej dekolt,
przysłonięty tiulem sukni ślubnej.
Oczy Kelly zaszły mgłą. Uśmiechnęła się, przycisnęła
Wakacyjna miłość
265
jego głowę do piersi i szepnęła mu do ucha:
– Przez całą ceremonię ślubną wierciłeś się niespokojnie
– powiedziała. – Czyżbyś już wtedy myślał o nocy poślubnej?
– Ty też nie mogłaś się doczekać, prawda?
– Nie!
– Kocham cię.
– I ja ciebie.
– Więc jak będzie? – zapytał, zaglądając jej głęboko w
oczy. – Do kogo tym razem będzie należeć inicjatywa?
_______________________________