Juliusz Słowacki, Beniowski, BN I 13, oprac. Alina Kowalczykowa, Wrocław 1996:
Wstęp:
I. Okoliczności:
- ,,Beniowski” ukazał się w Paryżu w połowie maja 1841r. Nie wiemy dokładnie, kiedy Słowacki rozpoczął pisanie poszczególnych części poematu. Te daty można w przybliżeniu ustalić na podstawie notatek z kalendarzyka przyjaciela poety, Leonarda Niedźwieckiego. 9 lutego 1840 zapisał on, że słowacki czytał ,,nową pracę w rodzaju Don Juana”; z dalszej relacji wynika, że była to I pieśń ,,Beniowskiego”. Mniema się zatem, że rozpoczął Beniowskiego w końcu 1839r. Wersja ostateczna była gotowa przed 28 kwietnia 1841 - tego bowiem dnia Niedźwiecki zanotował: ,,Słowacki zdał na mnie dopilnowanie nowego poematu Beniowski”. Zawarte w utworze aluzje do wydarzeń współczesnych pozwalają nadto ustalić przypuszczalny termin powstania kolejnych pieśni, od II do V były pisane między lutym a listopadem 1840. Po uczcie u Eustachego Januszkiewicza, która odbyła się 25 grudnia 1840, upamiętnionej słynnymi improwizacjami Słowackiego i Mickiewicza, oraz po stronniczej relacji, jaką o tym wydarzeniu ogłosił Januszkiewicz, zostały wprowadzone zmiany co najmniej do pieśni IV i V; wtedy też powstało zakończenie poematu
- tytuł sugeruje, że poemat będzie stanowił kolejną wersję fabularnego przetworzenia żywota Maurycego Augusta Beniowskiego (ok. 1746-1786), opisanego w jego ,,Pamiętnikach”, wydanych po raz pierwszy w języku angielskim (oryginał był po francusku) w 1790r. w Londynie; w najbliższych latach ukazało się około dwudziestu edycji tego dzieła w wielu językach. Niezwykłe awantury Maurycego Beniowskiego stały się od razu kanwą dla opowieści fabularyzowanych, pisali je m.in. pisarze niemieccy i francuscy
- Słowacki już w pierwszych strofach poematu dał do zrozumienia, ze nie tworzy eposu hagiograficznego i że związek między historycznym prototypem a bohaterem utworu literackiego będzie nader swobodnie traktowany; zmienił Maurycemu Beniowskiemu dalsze imiona (zamiast Maurycy August nazwał go Maurycy Kazimierz Zbigniew) i stylizował go na początku nie wedle romantycznego wzoru biografii przyszłego wielkiego człowieka, lecz jako zwykłego polskiego szlachcica
- u genezy ,,Beniowskiego” leżał ponoć zamiar polemiczny: chęć rozprawienia się z krytyką emigracyjną, która z perfidną złośliwością witała kolejne, wydane po powrocie Słowackiego z podróży na Wschód, tomu poetyckie. Juliusz Kleiner tak oto wyjaśnił przyczyny niechęci: ,,Nienawidzili go przede wszystkim ci, którzy zaliczali się do ,,szkoły religijnej”, zaatakowanej w przedmowie trzeciego tomu poezji; nienawidzili go przyjaciele Mickiewicza; Eustachy Januszkiewicz, Ropelewski i Witwicki byli trójcą przeciwników; uczucia ich podzielał też w części Zaleski; inni - dopomagali w szerzeniu odpowiedniej opinii”
- najbardziej napastliwym antagonistą, który nadał ton atakom na Słowackiego był Stanisław Ropelewski. Zarzucał Słowackiemu brak nuty narodowej, ,,dziwny rozbrat poezji ze współczesnością” sprawiający, że choć ,,ładnie pisze”, jego utwory przechodzą ,,prawie bez echa w narodzie”. ,,Ojciec zadżumionych” jest zapożyczony, ,,W Szwajcarii” zajmuje więcej ,,samego pisarza niż czytelników”, ,,Wacław” potrzebuje ,,usprawiedliwienia”, że się ukazał, a ,,Poema Piasta Dantyszka” to cudactwo, przysparzające autorowi ,,tytuł śmiesznego poety”
- gdy praca nad pierwszymi pięcioma pieśniami dobiegła końca, miało miejsce wydarzenie, które skłoniło poetę do zmian w obrębie IV i V pieśni, sprowokowało wielki finał. 25 grudnia 1840 Eustachy Januszkiewicz wydał ucztę na cześć Adama Mickiewicza, który powrócił z Lozanny do Paryża. Przy kolacji Słowacki wystąpił z improwizacją, oddał hołd Mickiewiczowi, ale i o sobie mówił w tonie, jaki potem obecni uznali za wyraz niewłaściwej dumy. Wielkim wydarzeniem wieczoru była jednak odpowiedź Mickiewicza, który od przybycia do Paryża po raz pierwszy improwizował. Mówił o powołaniu poety i o tym, że Słowackiemu brak miłości i wiary; ważne było to jednak, że Słowacki odpowiedział, że uznał go za godnego takiej odpowiedzi
- w komentarzach prywatnych, a także publikowanych w gazetach, znalazła odbicie cała niechęć emigranckiego środowiska do Słowackiego. Przeinaczano ton obu improwizacji, coraz mocniej uwypuklając niestosowność pychy autora ,,Anhelliego” i wzniosłość racji Mickiewicza. Słowacki czekał na sprostowanie ze strony Mickiewicza - i nie doczekał się go, wieszcz nie zaprotestował przeciw rażącej niesprawiedliwości
- Juliusz Kleiner w monografii Słowackiego zapisał: ,,Słowacki podjął w Beniowskim walkę bezwzględną, namiętną, przeciw wielkiemu antagoniście i jego wielbicielom. Zapewne nie sama tylko żądza odwetu i walki spowodowała przetworzenie utworu; snuły się nowe pomysły akcji, nowe, świetniejsze obrazy. Ale i w kreśleniu scen i postaci wytyczną stała się teraz - chęć zwalczania Mickiewicza. […] Dla człowieka, który do walki staje bez lęku i wahania, walka jest próba siły, popisem przed sobą i innymi. Takie tez jest założenie psychiczne Beniowskiego - postawa szermierza, pragnącego władztwo nad wszelkimi środkami szermierki okazać efektownie i zwycięsko”
- można by ujrzeć w ,,Beniowskim” przede wszystkim niezwykły i znakomity autoportret artysty, triumfalną wobec świata autokreację siebie - poety; arcywygodnym ku temu pretekstem stał się atak jedynego liczącego się wtedy kręgu opiniotwórczego, paryskiej emigracji
- Słowacki w trzecim tomie ,,Poezyj” (1833) poprzedzając przedmową, w której z zamysłem obraził Mickiewicza i otaczających go emigrantów. Uraza do Mickiewicza narosła parę miesięcy wcześniej po potępieniu doktora Becu w III części ,,Dziadów”, a różne fakty biograficzne wskazują, jak narastał ,,antagonizm wieszczów” i mnożyły się zadrażnienia między Słowackim a emigracyjnymi literatami. Rezultatem było milczenie, otaczające jego twórczość. Również trzeci tom ,,Poezyj), z utworami tak świetnymi jak autobiograficzna: ,,Godzina myśli” i ,,Kordian”, z prowokacyjną przedmową, został zlekceważony, przemilczany. Poza głosem właśnie Mickiewicza: w ,,Pielgrzymie Polskim” zamieścił notatkę, w której nie wspomniał o dziełach poetyckich Słowackiego, a tylko pogardliwie i z uraza skomentował parę fragmentów skierowanego przeciw niemu wstępu
- powrót Słowackiego do Paryża (grudzień 1838) został starannie przygotowany. W 1838 ukazał się ,,Anhelli”, a później: ,,Trzy poematy”, ,,Poema Piasta Dantyszka”, ,,Balladyna”, ,,Lilla Weneda”. Seria znakomitych dzieł. Toteż wręcz nieprawdopodobna wydaje się krzycząca niesprawiedliwość, z jaką zostały przyjęte. Złośliwym recenzjom towarzyszyły nie mniej złośliwe plotki o Słowackim, krążące w salonach. Zatem kolejność literackich wydarzeń tak się badaczom układała: poeta przez kilka lat zabiega o uznanie, potem dochodzą go krzywdzące sądy krytyków, Słowacki podejmuje desperacko niemal obronę - i wreszcie odnosi triumfalne zwycięstwo w ,,Beniowskim”. Tak właśnie, zgodnie z sugestiami poety, interpretuje się ów ważny dla genezy ,,Beniowskiego” moment biografii autora
- czy więc rzeczywiście zależało Słowackiemu na pozyskaniu przychylnego zainteresowania czytelników, czy raczej dążył do rozgłosu, który by przerwał otaczające jego twórczość milczenie? Świadomie przecież prowokował ataki - chyba nie tylko po to, by następnie rozprawić się z krytykami. Ważniejsza była pewność, iż tym razem to, co poeta opublikuje, zostanie uważnie przeczytane. Szło oczywiście o pognębienie przeciwników. Wskazywało na to demonstracyjne deklarowanie w ,,Beniowskim”, że wzorcem gatunkowym poematu był ,,Don Juan” Byrona. Utwór nowatorski, niezwykłej formie gatunkowej - poemat dygresyjny - rozsławiony dodatkowo dzięki perypetiom biograficznym autora i legendzie, otaczającej jego śmierć w walczącej Grecji. Twe okoliczności także były istotne, gdyż ,,Beniowski” stał się triumfalną kreacją konterfektu siebie-artysty. Od lat Słowacki marzył o poetyckiej autoprezentacji przed szeroką publicznością. Teraz wielka i głośna polemika literacka, wsparta salonową plotką, otwierała przed Słowackim nową, wielką szansę
- we wcześniejszych tekstach Słowacki eksponował w autoportrecie najpierw romantycznie niezwykłą, wrodzoną wrażliwość artysty, dramatyzm wyobcowania, obracania się w kręgu nieszczęśliwej miłości i myśli o śmierci; później mocniejszy akcent padał na moc ducha, związek wyobraźni z historią, na odrzucenie przez rodaków i przedwczesną zgorzkniałość samotności. Takie były to romantyczne, we wzniosłym stylu utrzymane konterfekty
- ,,Beniowski” kształtuje autoportret diametralnie inny. Przysłonięty jest w prawdzie opowieścią o panu Beniowskim i literackimi polemikami, lecz spoza nich wyłania się brawurowo, w każdej niemal strofie eksponowany ,,ja-poeta”: osobowość pełna kontrastów, zmienna; natchniony marzyciel, arcysztukmistrz i świetny szyderca, ogromna indywidualność
II. Poetyka dygresyjnego poematu:
- w ,,Beniowskim” uderza wirtuozerstwo formy. Od pierwszych taktów utworu Słowacki jakby od niechcenia je demonstruje: przez wybór poematu dygresyjnego jako gatunku, wybór oktawy jako strofy, a przede wszystkim wtrącając często pochwały własnego autorstwa. Cóż, że miewają ton autoironiczny - są w ,,Beniowskim”, są wplatane do dyskursu z czytelnikiem
- poemat dygresyjny to - jak ,,Don Juan” Byrona - utwór o charakterze fabularnym, o luźnej, fragmentarycznej kompozycji, najczęściej wiązanej prowadzącym cały tekst motywem podróży bohatera. Nad warstwą fabularną dominuje jednak w tym gatunku swobodny, pełen dygresji tok wypowiedzi narratora, kształtowany na wzór bez dbałości o rygory kompozycyjne. Odbiega się wielokroć od toku opowieści, znajdując w niej coraz to nowe preteksty dla wtrącenia osobistych wyznań, polemik, dla snucia rozmaitych refleksji, autotematycznych deklaracji. A wszystko to w nieustannym dialogu z czytelnikiem, do którego uczuć i sądów autor stale się odwołuje, jakby do partnera i świadka swoich utarczek ze światem
- Słowacki od pierwszych publikowanych utworów akcentował ich ,,literackość”, zamiar swobodnego czerpania ze świetnych wzorców, traktując sztukę jako osobliwą jedność, wspólny dorobek poprzedników, podejmowany i kształtowany dalej przez następców. Rozwijanie wyżej, dalej, przemienianie cudzych i własnych wcześniejszych kompozycji, jakby tchnienie nowego ducha w dawniejsze kształty - to był także sposób pisania, tak między innymi rozumiał postęp poezji. Już w posłowiu do ,,Mindowego”, uprzedzając zarzut o naśladowaniu ,,Grażyny” Mickiewicza, Słowacki wyznawał: ,,bez upokorzenia dług myśli względem największego z naszych poetów zaciągam”. Nie słabość skłania zatem do zapożyczeń, lecz są one znakiem świetności, artyzmu kontynuacji
- Słowacki powoływał się w ,,Beniowskim” na kilka wzorców: obok Byrona pojawiła się ,,Jerozolima wyzwolona” Tassa, ,,Roland szalony” Ariosta, Szekspir, Dante. Polemicznym tłem dla utworu jest ,,Pan Tadeusz”. Przypomnienie Mickiewiczowskiego dzieła wciąż narzuca się pamięci czytelnika, śledzącego początek fabularnych perypetii Kazimierza Zbigniewa; w konkurencyjnej opozycji Słowacki pisał ,,Beniowskiego”
- sposób prowadzenia wątku fabularnego, sposób prowadzenia dygresji w ,,Beniowskim” sprawia, że jedno i drugie zdaje się kunsztowną zabawą autora, odbijającą jego zmienne nastroje - od niefrasobliwego igrania losami bohatera po patos subiektywnych deklaracji. Rozdział na część fabularną i dygresje, a i wynikający stąd fragmentaryzm, są istotą konstrukcji romantycznego poematu dygresyjnego. Toteż w rozważaniach historyków literatury o ,,Beniowskim” długo te właśnie kwestie stanowiły punkt szczególnie ważny. Zgodnie z demonstrowanymi sugestiami narratora, który wielekroć podkreśla swobodę, z jaką odchodzi od fabuły na rzecz wspomnień
- nie ma w sposobie istnienia dygresji w ,,Beniowskim” żadnych przypadkowości, zawsze są świetnie przemyślane
- dygresje nonszalancko przerywają opowieść, odbiegają - na pozór chaotycznie - od tematu, są - na pozór - jakoś uporządkowane wobec fabuły. Czy rzeczywiście? To one przecież kończą, koronują każdą z pierwszych pięciu pieśni, wielka dygresja zamyka całość opublikowaną w 1841 roku
- w ,,Beniowskim”, który był apogeum romantycznego indywidualizmu, rozpościera się ogromny dystans między zbiorowością i czytelnikami a poetą. Przekonanie o przywódczym miejscu wieszcza zostało najmocniej zaakcentowane w credo, kończącym pieśń V, sięga szczytu w dumnym stwierdzeniu, że ,,Lud pójdzie za mną”
- w tym konterfekcie nie ma już oczywiście takich subtelności, jakie pozwalały swobodnie wzmagać lub skracać dystans między poetą anonimowym czytelnikiem. Kształtuje go ironiczna ostrość polemiczna, jak u Byrona; drwina, szyderstwo, czasem ustęp kilkuwersowy, czasem wtrącona tylko drobna wzmianka zwracają uwagę na głupotę i złośliwość wszelkich krytyków dzieła i osoby poety: pismaków, religiantów. Nazwiska adwersarzy Słowacki wymieniał wprost lub skrywał pod przejrzystymi aluzjami. Polemiczne chwyty, jakie by nie były, kształtują w ,,Beniowskim” przeświadczenie, że tępota przeciwnika jest wyrazem i skutkiem anachroniczności myślenia - czy to nie pasujących do czasów Słowackiego przesądów obyczajowych, czy uprzedzeń osobistych, czy wspartych na przestarzałej poetyce Delille'a koncepcji literackich. Postać adwersarza w polemicznym konterfekcie z reguły ulega uproszczeniu. Ale współtworzy on - podobnie jak przyjaźnie traktowany słuchacz - tak bardzo istotne w poemacie dygresyjnym historycznoliterackie tło polemik
- ironiczny styl ,,Beniowskiego” wyrasta z tradycji sokratycznej. Kpina, parodia, szyderstwo, demaskacja, paradoksy. Ustawiczna gra z czytelnikiem, w efekcie której zacierają się granice między tym, co serio, a co nie serio. Dyskurs, w którym racje przeciwnika okazują się banalne i anachroniczne, a racje własne są wciąż, w kolejnych zdaniach podważane, podawane w wątpliwość. Obnażanie fałszu, konwencjonalności języka i postaw. Negacja, rozbijanie nawyków myślenia w celu dotarcia do prawdy.. ale brak w ,,Beniowskim” charakterystycznej dla sokratycznej tradycji konwencji, jasnej perspektywy całości, narzucającej dyskursowi ciągłość. Nie mogło być jej w utworze o strukturze fragmentarycznej, w którym całość składa się, czy raczej czytelnik sam musi ją złożyć, z okruchów
- w ,,Beniowskim” stylistyka ironiczna została podporządkowana światopoglądowi romantyka. Celem sokratycznej ironii była demaskacja pozorów i dążenie do prawdy; postawa ironisty w poemacie Słowackiego została podporządkowana zamierzeniom intelektualnym romantyka, człowieka XIX wieku
- ,,Beniowski” to najznakomitszy popis romantycznej ironii - nie ograniczonej jednak do negacji, lecz ukoronowanej apoteozą wielkości: prawdy uczuć, Boga, wieszcza, człowieka
- w ,,Beniowskim” przejawia się znakomicie zarówno ,,etos ironisty”, jak wirtuozerstwo operowania właściwymi dla stylu ironicznego technikami artystycznymi. Igraszki świadomością gatunkową i przyjętymi w poezji konwencjami gatunkowymi. Pod pozorem literackiej zabawy Słowacki kształtował nowy język poezji - rozbijając zarówno maniery górnolotności i patetyczne draperie, jak podległość wobec chwilowych gustów czytelników. Parodiując, ośmieszał wszelką sztuczność. Ośmieszał język, który wkładał w usta bohaterów; parodystyczny styl wykorzystywał dla opisu konwencjonalnie kształtowanych sytuacji fabularnych. Choćby w scenie pożegnania Beniowskiego z Anielą, w której świetnie został oddany dysonans między szczerą żałością a pustką górnolotnej stylizacji
- łatwo odnaleźć w ,,Beniowskim” dziesiątki przykładów parodii. Trudniej byłoby określić konstytutywne cechy języka nowej poezji. Z pewnością - ma on zmierzać do autentyzmu. Jakim sposobem? - odpowiedzi nie ma i być nie może, nie da jej romantyk-ironista. Toteż w ,,Beniowskim” w miejsce konwencji rozbitej nie proponuje się nowego kanonu, lecz ironiczną migotliwość, zaskakujące przerzucanie się od kpiny do patosu i liryzmu, nagłe kontry, rozbijające osiągnięty ton emocji i języka
- oktawa to forma, którą Słowacki wybrał dla ,,Beniowskiego”, to ośmiowersowa strofa o układzie rymów abababcc. Znana była w Polsce dzięki przekładom z Tassa i z Ariosta. Dla romantyków był to oczywiście także wzór ,,Don Juana”. Potem wysuwano wobec tej niezwykle rygorystycznej formy zarzuty, że wymogi stroficzne nadmiernie rzutują na układ treści
- oktawa jest formą wielce wymagającą i zdradliwą, szczególnie łatwo obniża niedostatki talentu autora; tym świetniej nadaje się do zademonstrowania poetyckiego kunsztu. Słowacki nie respektował typowego w obrębie oktawy podziału wersów na 6+2, jako zamknięcie traktując czasem tylko ostatni wers lub nawet jego część
- ileż gromów ściągnęła na głowę autora ,,Beniowskiego” nieumiarkowana pycha, jaką narrator demonstruje w autentycznych wtrąceniach! ,, Pisania łatwość” raziła ogromnie, a w autoparodii odnajdywano jedynie pyszałkowatość
- Słowacki wprowadza w obręb ,,poematu narodowego” wstawki autotematyczne (wtrącenia dotyczące techniki pisania, refleksje dotyczące uprawiania poezji) raziły nadto szczególnie, sąsiadując z krytyką innych poetów; i nie zmieniał tego fakt, że autotematyczne dywagacje znano z ,,Don Juana” Byrona
- takie dygresje wprowadzają u Słowackiego dystans wobec dzieła jako całości. Kpiarski autotematyzm stanowi oto w ,,Beniowskim” konstytutywną cechę postawy romantycznego ironisty
III. Fabuła i historia:
- ciąg przygód bohatera, zawarty w poemacie Słowackiego, daleko odbiega od wydarzeń, opisanych w ,,Pamiętnikach” Maurycego Beniowskiego. Już ,,Pamiętniki” miały fantazyjny charakter, wspaniale ubarwiały wydarzenia z życia ich autora. Słowacki potraktował zaś zarówno pierwowzór (oczywiście były nim wspomniane ,,Pamiętniki”, nie ,,realna” biografia, bo skądże miałby ją znać), jak realia historyczne z demonstracyjną lekkością i swobodą
- w pierwszych pięciu pieśniach poematu Słowackiego zostały ukazane tylko migawki życia Beniowskiego, jakby okres wstępny biografii, której znakomite momenty, tu tylko zapowiadane, będą wprowadzone w dalszych częściach utworu. W każdym razie młodość pan Beniowski, który, według powtarzanych w poemacie zapowiedzi, potem, podobnie jak jego pierwowzór, miał znaleźć się na Kamczatce i dokonywać niesłychanych czynów, miał inną zupełnie
- tematem pieśni I jest wyjazd Beniowskiego z rodzinnego domu i pożegnanie z Anielą; w pieśni II bohater nadal się z nią żegna, potem odjeżdża - i mija się z konfederatami, którzy opanowują zamek jej ojca, Starosty; pieśń III rozpoczyna się w momencie, gdy Beniowski stojąc nad miastem widzi z góry walki o Bar - lecz nie bierze w nich udziału, oddala się, wabiony przez ,,ptaszki Wenery”, by ocalić Swentynę przed Moskalami, potem rozgrywa się scena we wnętrzu spróchniałego dębu, przebywają ksiądz Marek i Sawa; w pieśni IV ksiądz Marek pisze listy, Beniowski pojedynkuje się z Sawą, następnie wyrusza na Krym, wyekspediowany przez Księdza z misją dostarczenia pism do chana; w pieśni V biegną dwa wątki: Sawa odwozi Swentynę i leci w step, Beniowski pospiesza na Krym; wreszcie, w wersie 109 pieśni V, widząc jakieś obozowisko - i tu nieoczekiwanie żegnamy się z bohaterem, fabuła się urywa
- Słowacki w opublikowanym tekście poematu nie wkroczył zatem w zakresie fabuły poza popularne motywy romansu awanturniczego - miłosne sentymenty, utarczki zbrojne w obronie dziewicy, pojedynek - by zakończyć wprowadzeniem tematu o charakterze patriotycznym: misją kurierską pana Beniowskiego. Zaraz po publikacji tomu Słowacki zaczął pisać ciąg dalszy. Wydaje się, że przy omawianiu tematu historycznego warto sięgnąć do całości szerszej, także do tej kontynuacji, pisanej przed duchową przemianą, jaką poeta przeżył po spotkaniu z Towiańskim
- z pieśni VI-X zachowały się fragmenty, numery XI-XIV noszą urywki, których układ i kolejność nie są pewne. W zachowanym fragmencie pieśni VI Beniowski nie pojawia się w ogóle, jej bohaterem jest Wernyhora; pieśń VII została umiejscowiona w Korsuniu, występują w niej Joachim Potocki, Sawa i Wernyhora - i dopiero od wersu 200 tej pieśni autor wprowadza znów Beniowskiego
- pieśń VIII rozpoczyna się już w karczmie tureckiej, dalej Beniowski wplątuje się w awanturę w obronie kolejnej dziewicy: panny Gruszczyńskiej, i zostaje pojmany przez Turków. Pieść IX rozgrywa się na dworze chana, kończy ucieczką bohatera; w pieśni X na czele oddziału tatarskiego wraca do Polski. W pieśni XI autor porzucając Beniowskiego powraca do Ladawy, do panny Anieli. Pieśń XII ukazuje spotkanie Beniowskiego z Wernyhorą; pieść XIII przedstawia zwycięską walkę z Moskalami; w pieśni XIV pan Kazimierz prowadzi odsiecz do Baru - i na tym urywa się temat jego przygód, miłosnych i wojennych
- Beniowski Słowackiego nie ma wiele wspólnego ze swoim pierwowzorem. Poeta napomina, że w dalszych partiach utworu przywoła sławne wyczyny pana Beniowskiego na Kamczatce i w pięciu częściach świata. W obrębie poematu pan Beniowski wydaje się zwykłym szlachcicem, żądnym przygód, ale w ich wir rzuca go los - przypadkowe spotkanie z księdzem Markiem, który obarczył go kurierską misją chana. Beniowski miał się ,,kontrastowo mienić błazeństwem i grozą, był rycerzem sprawy niezwyciężonej, a jednak skazanej na klęskę”
- fragmenty, które pozostały z późniejszych pieśni ,,Beniowskiego”, wskazują, że Słowacki nie miał jasno ustalonej koncepcji dalszej części utworu. Wkraczają niemal równolegle różne pomysły, partie dygresyjne stają się mniej ostro polemiczne, pojawiają się obficiej przepiękne fragmenty liryczne, kompozycja, traciła zawartość. I ostatecznie, Słowacki nie doprowadził do druku dalszych pieśni, zaś główne historyczne motywy, wspomniane w ,,Beniowskim”, znalazły rozwinięcie już nie w tym poemacie, lecz potem w pozostałych dramatach (,,Ksiądz Marek”, ,,Sen srebrny Salomei”, ,,Król-Duch”)
- tło historii jest w ,,Beniowskim” nasycone dramatyzmem. Akcja toczy się w czasie , w którym rozgrywała się konfederacja barska i koliszczyzna
- obraz czynów bohaterów konfederacji barskiej i koliszczyzny właściwie nie jest ukazany
- prawie nie ma wielkich wydarzeń, sławne nazwiska pojawiają się tylko migawkowo
- Słowacki znał oczywiście współczesne mu publikowane teksty o konfederacji barskiej; były to wspomnienia i opracowania literackie. Widać w ,,Beniowskim” ślady: ,,Pamiętników” Jędrzeja Kitowicza, ,,Pamiątek Soplicy” Henryka Rzewuskiego, ,,Wernyhory” Michała Czajkowskiego
- Słowacki od początku poematu zapowiadał drwiąco, że będzie to ,,powieść narodowa”, że czytelnik znajdzie w niej wszystko, co lubił w ,,Panu Tadeuszu” i w szlacheckich gawędach, że będzie to tradycyjna, polska ,,gadka”. Autor obiecywał jakby historyczny romans obyczajowy, z dawnym dworem
- wizję historii Słowacki kreował z okruchów historycznych wydarzeń, tych, które najmocniej zajęły imaginację, swobodnie rekonstruował epizody dziejów we własnej wyobraźni
Z walk - wzięcie Baru (20 VI 1768). Wydarzenie podwójnie ważne. Raz jako utrata miasta-symbolu tu zawiązanej konfederacji; dwa - jako moment pierwszego przesilenia: w kilka dni po upadku Baru nastąpił koniec znacznej części polskich wojsk na ziemie tureckie, początek niewiary w możliwość odniesienia zwycięstwa własnymi siłami, początek zgubnych sporów przywódców konfederacji
- Słowacki wymienia postacie: Michał Krasiński, Józef Pułaski, Joachim Potocki. Pułaski tylko na moment ukazuje się w poemacie, ale spośród przywódców konfederacji tylko jego otacza aura prawości; przeciwstawiana szyderczym konterfektom Potockiego i Krasińskiego ukazuje, że rzecz barska mimo waśni wodzów godna była legendy, otoczonej aurą świętości
- w roli podejrzanego charakteru występuje Joachim Potocki - możnowładca, którego rola w konfederacji do dziś wzbudza kontrowersyjne oceny
- czas akcji poematu nie przekracza paru tygodni
- wszystko, co działo się w okresie konfederacji, może znaleźć odbicie w utworze, choć obejmuje on tylko wycinek z jej dziejów
- można by mniemać, że Słowacki, boleśnie dotknięty sposobem ukazania doktora Becu w III części ,,Dziadów” , sam będzie ostrożniej osądzał bohaterów niedawnych dziejów. Otóż nie - w ,,Beniowskim” polemiczny temperament autora i przekonanie o bezwzględnej słuszności racji politycznych obozu anty królewskiego starczają dla ferowania moralnych wyroków
- początek cudownej legendzie konfederackiej, rozwijanej w dalszych utworach Słowackiego, dały jednak w ,,Beniowskim” inne postacie, mocniej osadzone w fabule. Sawa, a bardziej jeszcze ksiądz Marek i Wernyhora. Gdy Słowacki ukazywał ich w późniejszych, przepełnionych mistycznym duchem dziełach, byli natchnieni i widzący, pełni niezwykłej mocy. W pieśniach ,,Beniowskiego”, pisanych przed mistycznym olśnieniem Słowackiego, ci Sarmaci całkiem nie przypominają przeanielonych istot
- ukraińskie eposy nie mogły się obyć bez Kozaka. A był to Sawa Caliński. Słowacki uczynił z Sawy pogromcę współbraci, hajdamackich ,,Rzekuniów”, w ,,Beniowskim” jest zwykłym kozakiem
- ksiądz Marek - historyczny jego pierwowzór - karmelita Marek Jandołowicz, związany z obozem Józefa Pułaskiego, cieszył się już u współczesnych opinią cudotwórcy i proroka. W pamięci potomnych utrwalił się jako męczennik
- Wernyhora podlegał w ,,Beniowskim” podobnej ewolucji. Został wprowadzony dopiero w pieśni VI, w której jest opowiadana jego historia, potem występuje w pieśni VII, w obozie Potockiego, szykującego się do walki z hajdamakami. Początkowo jako ukraiński lirnik, dziad z okolic Korsuniu, potem jego status osoby podwójnej, człowieka i upiora, staje się wyrazistszy. Niesamowita postać uosabiająca jakby ducha Ukrainy, rycerz na białym koniu, pojawia się i znika gdzieś w stepach, kiedyś znowu się ukaże… W ,,Beniowskim” Wernyhora jest rzecznikiem pokoju, zaniechania przelewu krwi, stoi po stronie Polaków. I dlatego ksiądz Marek ma go za ucieleśnienie zła (odwodzi lud od walki w obronie Baru)
- konfederacja barska była dla romantyków najbardziej usakralizowanym momentem narodowych dziejów. Nadał jej ten wymiar Mickiewicz, a przed nim jeszcze otaczająca ją domowa legenda, kształtowana wedle wiedzy o późniejszych losach męczenników umierających po pojmaniu przez Moskali, więzionych, zsyłanych na Syberię
- w ogólnym zarysie przedstawiony w ,,Beniowskim” obraz historii - konfederacji barskiej - jest zgodny z obiegowymi mitami, krążącymi na emigracji, jest to zarazem wizja mocno wobec tych wzorców polemiczna. Jest, owszem, ukazana zgubna rola prywaty magnatów, sarmacka dzielność szlachty, i całość okryta idealizującym nimbem dawności (Słowacki uwydatnił tylko patriotyczną stronę konfederackiego ruchu, niemal nie widać w poemacie motywacji religijnych, nawet ksiądz występuje jako obrońca przede wszystkim ojczyzny). Uderza koloryt obyczajowy, aż przesadnie eksponujący duchowe przywary rodaków. Barscy konfederaci są w ,,Beniowskim” dalecy od świętości - a przecież tworzą świetną tradycję Polaków. Zostali bowiem wprowadzeni do sfery mitu, w której u Słowackiego mieszczą się niesprzecznie rubaszność i wartości symboliczne - jak harda wielkość ducha, patriotyzm, duma szlachecka, duch poświęcenia się za ojczyznę. Narodowy mit - przeszłość i konfederacja jako jej bohaterski epizod - jest piękny, bo przypomina dawną suwerenną ojczyznę
- nie tylko ujęcie tematu historycznego, konfederacji barskiej, ma w ,,Beniowskim” charakter synkretyczny; podobnie z egzotyzmem
- Słowacki nie był na Krymie, zaś pierwsze tło, na jakim pojawia się tam pan Beniowski, to żartobliwe odwołanie się do ,,Sonetów krymskich” Mickiewicza
IV. Autoportret poety, wieszcz i romantyczny model egzystencji:
- polemiczne wtręty w ,,Beniowskim” najpierw sprawiają wrażenie celowo nieskoordynowanych, swobodnych utarczek z krytykami i z emigracją, którym ton nadaje szydercza wena i chęć odegrania się za złośliwe napaści. Autor znakomicie narzucił pozór spontaniczności, braku porządku, chaotycznego rozrzutu własnych szyderczych replik, kpin z krytyków (Stanisław Ropelewski, Józefat Ostrowski, Michał Grabowski, Ignacy Hołowiński)
- ku czemu zmierzają polemiki? Oczywiście ku objawieniu wielkości: poety, człowieka, ludzkiej egzystencji. W ,,Beniowskim” symbolizują tę wielkość: Chrystus, Mickiewicz, Słowacki
- kulminacja gwałtownej polemiki z emigracją, krytyką, szyderstw i drwin, a także gorzkiej autoironii przypada na pieśń III
- w pieśni V zamyka się otwarta w pierwszej pieśni walka o prawdę i poezję. Od wiary wyniesionej znad grobu Chrystusa po wspaniałą wizję Boga w błękitnych polach Ukrainy; od obrazu omotanego przez ,,jezuityzm” Mickiewicza po zwycięską rywalizację z wielkim wieszczem Polaków
- w ,,Beniowskim” jako uosobienie zła i przeciwstawienie Bogu jest ukazany Kościół (więzy narzucone przez instytucję, która uzurpując sobie prawo do reprezentacji Boga tamuje drogę do wiary). Działalność Kościoła rysuje się jako zaprzeczenie tego, co romantycy uważali za najwyższe wartości duchowe: autentyzmu wiary, otwartej postawy poznawczej, wolności ducha i narodu, poszanowania wielkich indywidualności. A zatem brak tolerancji, inkwizytorski stosunek do indywidualności nie uległych presji ,,jezuityzmu”, uzurpowanie sobie przez księży prawa do wyznaczania pola i granic życia duchowego człowieka
- w Kościół uderza już pierwsza wielka, polemiczna dygresja (pieśń I). wypowiadana patetycznie w obronie Polski, do Polski miejscami zwracana zarysowuje racje stron: z jednej Słowacki, maską śmiechu pokrywający cierpienie - z drugiej krytycy, jezuityzm i omotany przez nich Mickiewicz (Słowacki od dawna szydził z grupującej się wokół Mickiewicza ,,katolickiej” szkoły)
- protest przeciwko podległości wobec jakiegokolwiek obcego tronu, cesarstwa czy papiestwa, na drodze, którą wytacza się przed ojczyzną
- antyklerykalna ataki są rozsiane po całym poemacie. Kościół ukazuje się jako instytucja we własnym interesie manipulująca sumieniami, wyniszczająca duchowość
- ironiczny styl sprawia, że w ,,Beniowski” granice między serio a nie-serio są zatarte
- w utworze pojawiają się wzmianki i aluzje, w których kpiarsko Słowacki mówi o Mickiewiczu
- Mickiewicz w prelekcjach paryskich głośnego ,,Beniowskiego” zupełnie pominął
- desakralizacja Mickiewicza musiała się dokonać, jeśli Słowacki zarzucał mu sprowadzanie rodaków na drogę jezuickiej pokory i małości ducha, uniżanie ojczyzny przed papiestwem, zgubne wiązanie patriotyzmu z katolicyzmem
- Słowacki żartem lub drwiną rozbijał patos powagi, odskorupiającej stosunek współczesnych do Mickiewicza. Pierwsze o nim słowa w ,,Beniowskim” (wspominające pietę! Wieszcza I 221) ukazują zgubną dla wielkiego poety otoczkę, fałsz i ,,jezuityzm” pochlebców, wyniszczającą apoteozę. Jakby mimochodem Słowacki przywoływał ,,Wielką Improwizację”, ,,Widzenie księdza Piotra”, ,,Odę do młodości”, ,,Świteziankę”, IV część ,,Dziadów”, a najczęściej ,,Pana Tadeusza” (kpina z kuchni litewskiej). Zatem: szydził? przecież Słowacki przywitał ,,Pana Tadeusza” z najwyższym zachwytem, a ,,Beniowski” miał być wielkim po ,,Panu Tadeuszu” podjęciem formy narodowego poematu
- może to wszystko było próbą potraktowania Mickiewicza bardziej prawdziwie - jako poety, z którym można polemizować, stawać w szranki, którego powadze nie zagrożą żadne niepoważne igraszki
- Mickiewicz jest w ,,Beniowskim” jedynym autentycznym przeciwnikiem. Dwa inni wielcy współcześni są wspomniani odmiennie, lirycznie. Antoni Malczewski - jako ,,wieszcz wielki”, jako świetny poprzednik. A Maurycy Mochnacki, ,,kostera” i gwałtownik, z równym niemal sentymentem
- przeciwstawienie ,,poetycznej drogi” - ,,poematowi z życia” zdaje się pomniejszać rangę autotematycznych deklaracji o własnym sztukmistrzostwie. A przecież pełnią bardzo ważną rolę - zarysowują nowy wobec romantycznych stereotypów portret poety: artysty dysponującego swobodną władzą nad słowem, nad światem
- wielka myśl, wielkie dzieło winny powstawać w cierpieniu i męce, w zmaganiu z oporną materią języka
- kim jest poeta, przemawiający z kart ,,Beniowskiego”? to kunstmistrz, świetny i drwiący szyderca, ironista, jednostka niepokorna, o niezwykłej mocy ducha i woli działania, świadoma swego posłannictwa
- indywidualizm najwyższej miary jest w ,,Beniowskim”. Ironiczny dystans wobec świata, spojony ze świadomością własnego statusu jednostki wybranej - do wielkiego cierpienia, do wielkich społecznych obowiązków, życia według wielkiej miary. Jest to indywidualizm osobliwy, gdyż łączy się z bardzo mocno wyrażoną potrzebą związania ze zbiorowością. Nie darmo Traugutt swą książkę o ,,Beniowskim” opatrzył tytułem: ,,Kryzys indywidualizmu romantycznego” i ukazał próby Słowackiego ,,przełamania izolacji samotnego indywidualizmu”
- potępiając politykę emigracyjną, nie przeciwstawiał jej Słowacki programu własnego” pisał Juliusz Kleiner. Jakże Słowacki mógł sformować i przedstawić realny program polityczny dla Polski w ówczesnej sytuacji Polski? Mógł - wpisał w ,,Beniowskiego” świetny, porywający model egzystencji człowieka. Ukształtowany wedle miary nie polskiego mesjanizmu, lecz tej oszałamiającej wizji wszechświata, nieskończenie otwierającego się przed ambicjami poznawczymi i osobistymi człowieka, jaka od początku towarzyszyła nurtowi romantycznemu
- Słowacki ukazuje własną wizję Boga i drogi ku Bogu; rozjaśnia i zamyka prowadzony od pierwszej pieśni spór z Kościołem o wiarę, o postawę duchową. Inaczej niż w ,,Wielkiej Improwizacji”, nie ma u Słowackiego walki z Bogiem, nie ma tragizmu cierpienia, wynikłego ze sprzeczności między mocą i pragnieniami człowieka a wolą Boga
- jest natomiast w ,,Beniowskim” otwarcie przed człowiekiem możliwość wyboru modelu życia w obrębie nowego sensu nadawanego egzystencji. Przed nikim nie zamyka się tu drogi zbawienia - lecz ukazany w ,,Beniowskim” Bóg, odarty z zaciemniających jego oblicze ,,jezuickich” komentarzy uderza niezwykła wielkością. Bóg widziany jest wedle ,,Starego Testamentu”, a nie za ,,Ewangeliami”, z których mesjanizm czerpał natchnienie
- tekstem, wobec którego Słowacki ustanowił swoje idee, mogła być tylko III część ,,Dziadów”, ,,Wielka Improwizacja”, później Mickiewicz nie napisał już niczego, poprzez co można by z nim prowadzić wielki pojedynek o duszę narodu. Zatem zostaje podjęta idea przywództwa oraz kwestia relacji między wieszczem a narodem. Przeciw dyktatorskim zapędom i przeciw postawie pokory Słowacki kreuje wizję poety na czele zbiorowości
- dawny to poeta, o pękniętym sercu, pośród kości umarłych, z trwogą i fałszem w ostatnim pacierzu… Takiego obrazu nie zatrze finalna metafora o wieszczach, co się żegnają jak ,,dwa na słońcach swych przeciwnych - Bogi” (V 572)
V. Dzieje sławy:
- ,,Beniowski” przyniósł Słowackiemu upragniony rozgłos
- zanim ukazały się pierwsze recenzje, rzecz szeroko była poruszana w korespondencji emigrantów. Zrozumiała uraza poetów ,,katolickiej szkoły” szła w parze z docenieniem wielkiej miary talentu Słowackiego
- bezradność krytyki wobec dzieła, które wystrzeliło wysoko ponad przyjęte konwencje i miary
- recenzenci: Władysław Jabłonowski i Leonard Rettel nie kryli potężnego wrażenia, jakie wywarł na nich ,,Beniowski”
- intelektualna świetność poematu nie została zauważona. Nie do zrozumienia wówczas były stylizacja przedstawionego świata i poety ani język poematu. Nie brano pod uwagę konwencji zabawy, autoironii
- fala zainteresowania ,,Beniowskim” w Paryżu szybko opadła
- utwory Słowackiego były dla następnych pokoleń najobfitszym źródłem poetyckiej inspiracji
- wśród tekstów, które cieszyły się największą popularnością u naśladowców, był ,,Beniowski”
- młodopolskie zachłyśnięcie się Słowackim zaczęło gwałtownie wygasać pod koniec I wojny
- Józef Piłsudski otaczał Słowackiego wręcz kultem, to on przyczynił się do tego, że pochowano Słowackiego na Wawelu
- podobno Piłsudski umiał całego ,,Beniowskiego” na pamięć