34 Flaubert analizuje Flauberta. Lektura „Szkoły uęzą&?}.
Każde zachowanie każdej z postaci będzie w ten sposób dooki& siać system różnic, które przeciwstawiają tę postać wszystkim innym członkom grupy eksperymentalnej, nie dorzucając jednak naprawdę niczego do formuły początkowej. W istocie, każda z postaci jest cała w każdym ze swych przejawów, pars totalis predysponowanej do tego, by funkcjonować jako bezpośrednio zrozumiał* znak wszystkich innych, przeszłych i przyszłych. „Ogromna broda*; Mart mona zapowiada wszystkie jego późniejsze zachowania, poczynając od bladości, westchnień, żalów, którymi zdradza przy okazji zamieszek obawę przed kompromitacją, czy też rozsądny; sprzeciw wobec towarzyszy atakujących Ludwika Filipa - tę postawę sam Flaubert przypisuje uległości, która w czasach szkolnyeM pozwoliła Martinonowi uniknąć pisania za karę zadań, a potem przypodobać się profesorom prawa - aż po powagę, z jaką się afiszuje, zarówno w sposobie bycia, jak i ostentacyjnie zachowaw-j czych uwagach podczas wieczorów u państwa Dambreuse.
■ Jeśli Szkołą uczuć, tę konieczną historię grupy, której członko*;
wie, połączeni niemal systematyczną kombinatoryką, są poddani wywieranemu na nich przez pole władzy działaniu sił przyciągania i odpychania, można czytać jako historię, to dzieje się tak dlatego, że struktura organizująca fikcję i stanowiąca podstawę dla iluzji rzeczywistości, którą produkuje, ukryta jest, tak jak w rzeczywisto-? ści, pod stmkturowanymi przez siebie relacjami między postaciami Skoro zaś najbardziej intensywnymi spośród tych interakcji są relacje uczuciowe, na które sam autor chciał z góry zwrócić uwagę, to jest rzeczą zrozumiałą, że zakryły one całkowicie podstawę swej własnej intełligibilności przed wzrokiem komentatorów - ich „zmys| literacki* nie podpowiadał im bowiem, by szukali klucza do uczuć w strukturach społecznych.
Paradoksalnie, ciasnota przestrzeni społecznej, w której umiesz*! czooe są postaci, nie pozwala im przerodzić się w abstrakcyjni kombinacje parametrów. W tym świecie zamkniętym i skończonym, wbrew pozorom bardzo podobnym do świata powieści loryraH nalnych, gdzie wszystkie postaci są zamknięte na wyspie lub w jakimś położonym na uboczu domu, dwudziestu protagonistów ma wszelkie szanse na to, by się spotkać na dobre łub na złe. Mają
więc szansę także i na to, by rozwinąć w niezbędnych przygodach to wszystko, co wynika z ich „formuł”, zawierających in nucę perypetie, które mogą wyniknąć z ich interakcji, na przykład rywalizację
0 kobietę (pomiędzy Fryderykiem a Cisym o Rozanetę, pomiędzy Martinonem a Cisym o Cecylię) lub rywalizację o pozycję (współzawodnictwo Fryderyka i Martmona o protekcję pani Dambreuse).
Pod koniec pierwszego porównawczego bilansu trajekorii dowiadujemy się, że „Cisy nie zamierzał kończyć prawa” (SU 77). A czemu miałby to robić? Otarł się w czasach swej paryskiej młodości o łudzi, obyczaje i idee heretyckie, co zresztą przewidywała tradycja, szybko jednak odnajdzie całkowicie prostą drogę, która doprowadzi go do przyszłości zawartej w jego przeszłości, czyli do „zamku jego przodków”, gdzie, jak sam mówi, skończy „jako pogrążony w dewocji ojciec ośmiorga dzieci” (SU 364). Cisy jest idealnym przykładem prostej reprodukcji i przeciwstawia się przez to zarówno Fryderykowi, spadkobiercy, który odrzuca dziedzictwo, jak i Martinonowi, robiącemu wszystko, by dziedzictwo powiększyć, i w tym celu oddającemu na służbę odziedziczonego kapitału (kapitału dóbr i koneksji, urody i inteligencji) wolę sukcesu, której odpowiednik można znaleźć tylko wśród drobnomieszczaństwa
1 która zapewni mu najwyższą z osiągalnych trajektorii. Determinacja Martinona, dokładna odwrotność braku zdeterminowania Fryderyka, zawdzięcza wiele ze swej skuteczności efektom symbolicznym, towarzyszącym wszelkiemu działaniu opatrzonemu tym znakiem. Szczególna modalność praktyk, którymi objawia się dyspozycja względem gry, „powaga”, „przekonanie”, „entuzjazm” (lub ich przeciwieństwa, „lekkomyślność”, „pycha”, „dezynwoltura”), jest najpewniejszym świadectwem uznania dla pożądanych pozycji, więc także poddania się porządkowi, do integracji z którym się dąży, czyli tego samego, czego wymaga każdy organizm od tych, którzy będą musieli go reprodukować.
Stosunki Fryderyka i Deslauriersa budują opozycję pomiędzy tymi, którzy dziedziczą a tymi, którzy za całe dziedzictwo mają jedynie aspiracje do posiadania go, czyli opozycję mieszczaństwa i drobnomieszczaństwa Jest ona dobrze widoczna w epizodzie przygody u Turczynla: Fryderyk ma pieniądze, lecz nie starcza mu