wowaoru, ciekawszej między innymi właśnie ze względu na odrzucenie publicystyki, natrętnie podsuwającej zbyt proste odpowiedzi. Ucięcie sfery doraźnie aktualizującej problematykę, paradoksalnie wydobywa aktualność, tyle ie na innej, głębszej płaszczyźnie.
Książka Zofii Posmysz stoi więc niejako na pograniczu dwu typów literatury obozowej — o ile przedstawiona rzeczywistość, cały materiał analityczny różni zdecydowanie „Pasażerkę” od grupy utworów martyro-logicznych, o tyle ostrożność wniosków daleka jest z kolei od linii wyznaczonej nazwiskiem Borowskiego.
Podobne, pośrednie w pewnym sensie miejsce zajmuje powieść Hołuja „Koniec naszego świata”. I tutaj interweniują silnie argumenty polityczne, prowadząc zresztą do znacznych ułatwień myślowych.
Całkowitą zmianę modelu zaobserwować można dopiero w utworach, które się pojawiły na początku lat sześćdziesiątych, pisanych przez ludzi młodych, w oparciu nie tyle o własne wspomnienia, ile fakty już ustalone, z akcentem raczej na pytania, jakie obecnie należy zadać tamtej rzeczywistości, niż na opis samej historii. I tu również dominuje „zwyczajny faszysta”, instytucjonalny morderca w postaci przeciętnego mieszczucha, ale i wnioski — zazwyczaj zresztą nie formułowane wprost — ciążą w podobnym kierunku Bogdan Wojdowski w świetnym debiucie „Wakacje Hioba” wyprowadza genezę typu obozowego zbrodniarza bezpośrednio z drobnomieszczańskiej mentalności, ukazuje zamianę ról między nimi, która polega tylko na odmienności historycznego pola działania, bo nawet różnice ilościowe nie są akcentowane. Ich duchowe pokrewieństwo jest szczególnie widoczne od strony negatywnej: ta sama negacja wartości nieutylitamych, krańcowa ekonomizacja prowadząca do nihilizmu w sferze moralności. Widoczny jest tu oczywiście wpływ Borowskiego, ale jest to Borowski do pewnego momentu do-
forze zrozumiany; doświadczenia Jat wojny wzbogaca autor o cenną aktualizację — portret współczesnego kontynuatora tamtych tradycji („Krawaty, koszule, konfekcja męska Henryk Jamroz”). Zagrożenie nie jest już więc tylko (w skali społecznej) zagrożeniem z zewnątrz, lecz — jak u autora „Pożegnanie z Marią” — chorobą o głębokich i szeroko rozgałęzionych korzeniach. Z tą tylko różnicą, że przedmiot ataku — ów mieszczanin w różnorakich wcieleniach — jest wyraźnie i dość jednoznacznie u Wojdowskiego określony, wypreparowany ze społeczeństwa, choć stanowiący jego poważną część. Istnieje on na zewnątrz podmiotu, oglądany przezeń z dystansu, co pociąga za sobą znaczne 8|1 w stosunku do Borowskiego — zwężenie pola refleksji. „Wakacje Hioba” są pamfletem, nie zaś tragicznym autorozrachunkiem. Ale pierwsza granica została przekroczona, źródło zła jest blisko, wewnątrz społeczeństwa, przy wszelkich pozorach codziennie akceptowanej normalności, geograficzny i czasowy przedział nie istnieje, a pytania o zakres choroby, może nawet o prawomocność autorskiego przywileju — nasuwają się same.
O ile „Wakacje Hioba” mają wyraźną tendencję aktualizującą, o tyle „Wózek” Janusza Krasińskiego zostaje w pewnym sensie przy przeszłości, tylko z niej wyprowadza wnioski. Jest to historia transportu więźniów ewakuowanych w głąb Rzeszy, podana w formie skrajnie wewnętrznej narracji. I właśnie w typie narracji, całej zresztą konstrukcji świata przedstawionego, Krasiński jest najbliższy Borowskiemu, który wyraźnie tej powieści patronuje. Nie jest to oczywiście tylko podobieństwo formalne: rysunek środowiska, relacji wzajemnych między więźniami, a przede wszystkim obraz świadomości, na której ciąży kilkuletni pobyt w obozie (narrator), świadomości „wychowanej” przez system hitlerowski, zbliża powieść Krasińskiego, mimo
229