młodzieniec opuszczając rodzinny dom i modlącą się do Ukko na jego intencję matkę.
Popędził wesoły Lemmmkcjncn (Ukochany) ku północy. Po drodze posłyszał dźwięki pieśni z wielkiego domu. Zajrzał przez szparę i dostrzegł wielu laporckich mężczyzn zgromadzonych w przestronnej izbic: śpiewacy pod ścianami, wróżbici przy wejściu, znachorzy na lawach. złośliwi czarownicy na przypiecku. Wślizgnął się Ahti do izby i sam zaczął czary; z szat buchnął mu ogień, płomienie zabłysły w oczach. Przepędził mężów nad odludne rzeki, nieużytki, bezrybne morza. Niech tkwią jako kamienie wodospadów, niech płoną jako błędne ogniki. Zaczarował Ahti wszystkich, pogardził tylko bczokim pastuchem. Urażony nędzarz zaprzysiągł mu zemstę i zaczaił się nań nad Rzeką Zmarłych.
Ahti dojechał bez przeszkód do siedziby Louhi i poprosił ją o rękę córki. Chytra starucha nie omieszkała wypomnieć mu posiadanej już żony i poddała go swoim zwyczajem coraz to trudniejszym próbom. Szczęśliwie udało się młodzieńcowi pochwycić po długiej gonitwie łosia, złego boga Hiisi. Z pomocą wielkiego Ukko (widoczny wpływ modlitwy matki) padł jego łupem ziejący ogniem rumak tegoż boga Hiisi. obezwładniony żelaznym gradem z nieba. Trzecie zadanie było najtrudniejsze. Oto wesoły Ahti ma zastrzelić jedną strzałą łabędzia na czarnej, pełnej wirów Rzece Zmarłych, ptaka boga Tuoni, władcy Tuoneli. Lekkomyślny młodzieniec ruszył bez chwili wahania w mroczne krainy, a tam czyhał już na niego wzgardzony pastuch w mokrym nakryciu głowy. Wysłał on morskiego węża, który poraził jadem zuchwalca. Z imieniem matki na wargach osunął się Lcmminkejncn do Wodospadu Zmarłych. Okrutny pachołek boga Tuoni z szyderczym śmiechem dopełnił dzieła ćwiartując mieczem bezwładne ciało.
Tymczasem w dalekiej Kałewali matka z niepokojem wyczekiwała wieści od syna. Pewnego ranka młoda Kyllikki oznajmiła z płaczem, iż oto ze szczotki spływa krew. Bez zwłoki wyruszyła matka na ratunek synowi. Długo nie chciała przyznać się podstępna Louhi, dokąd wysłała Lemminkejnena na pewną zgubę. Trzeba było wypytywać się drzew, dróżek, księżyca i słońca. To ostatnie, podobnie jak nad Nilem czy w Helladzie, wie wszystko. Było naocznym świadkiem zguby ukochanego syna. Z ogromnymi żelaznymi grabiami na ramieniu udała się matka nad ponurą rzekę i grabiła dno wydobywając coraz to nowe szczątki Ahtiego. Brakowało jeszcze ręki. połowy głowy, innych części dała. a przede wszystkim żyda. Złośliwy kruk odradzał trud, ale matka grabiła dalej, aż wydostała wszystkie cząstki syna.
itt
Cierpliwa matka zebrała wreszcie wszjrHtlcic członki B powi^yjiła s%ąy, tak *e bohater wyglądał Jak za życia. ta*c wciąż jemzeze spoczy-JiU heWładnie. Poprosiło pszczółki. Wy przyniosły )ef miodu z kwi.«-tów, nic nic pomógł i pyłek _ ac miododajnej wy*py. Trzeba było pod-jać wyprawę a* t*° niebieskiej siedziby Ukko. Dzień cni v trwał kos itiic/ny lot pszczóły Óo księżyca. dwa dna do łopatki Wielkiej Nicdr-^tedzio - dopiero trzeciego dnia osiągnęła szczyt d/icwi^tcgo niebu, siedziby boga bogów \_Jkko. Zaczerpnęła pszczół a miodu ze złotego kotła z balsama mi - Namaścił « matka syna tym boskim miodem 8 oto obudzi! sic A.hti ze śmiertelnego snu . przekonany żar odbył ku>(ki». tezuoska drzemkę. Zerwał się, Wy znów zapolować na łabędzia i sza -rać się o pół nocną dziewicę , ale matka zdołała wyperswadować mło-dzic ńcowri lekkomyślność. Powrócili zgodnie w rodzinne strony.
Stary, szczery Wejnemejnen wciąż pamiętał o wdziękach córy Ln-uhi. przyszykował materiał na Wudowę łodzi. Składał ją za pomocą i/arodziejskich zaklęć. Trzęch słów brakowało już tylko do zakończenia dzieła. Niestety pamięd starca zawiodła. Słowa zaklęć były rzeczami materialnymi i mógły się ukryć w ciele wszelkich stworzeń. Mogły zawieruszyć się w mózgu jaskółki, w głowie łabędzia lub w skrzydłach gęsi. Czarodziej rozpoczął krwawe poszukiwania - Padły stosy jaskółek. gromady gesi . nieprzeliczona mnogość łabędzi. ale nie było w nich ani jednego słowa, ani połowy. Poszukiwania na języku rena. w pyszczku białej wiewiórki nie dały spodziewanych wyników. W ciele zabitych stad renów i masie wiewiórek odnalazł o się wiele słów. 21 lc nie Ce. które były potrzebne.
/V nic dokończona łódź wciąż czekała na brzegu. . .
Uparty starzec udał się na poszukiwania aż do Tuoneli, Państwa Zmarłych. Władczyni podzic mi Tuonetar odmówiło wyjawienia trzech brak u j ących sł ów , chociaż j e dobrze znała. Mul o tego. postanowiła zatrzymać na zawsze bohatera w swym ponurym królestwie.
/Gdy znużony Wejno pokrzepiał się drzemką, starucha tkaczka a staruch o trze chi pal ca cli utkali tysiącsążniową sieć z żelaznych nici. Syn Tuoni rozpostarł ją swymi palcami z żelaznych haków na całą szerokość Rzeki Zmarłych.
Daremne były wysił lei złośliwych, okrutnych duchów podziemi. Na nic zdały się zamachy wobec przezorności Wejncmcjncna. Stary pieśniarz zmienił postaić i jako czarny sum podpłynął pod przeszkodę. jako robole podpełzł pod żelazem, jako wąż prześlizgnął się przez rozciągniętą sieć. Cały i zdrów powrócił z ponurego królestwa, slow jednak nic odnalazł .
■r—
pfc—
o imn