background image

Polityka psychiatrii: płeć i związana z nią stronniczość w DSM-IV

 

T

ERRY 

A. K

UPERS

 

Czwarte  wydanie  Diagnostic  and  Stathtical  Manuał  of  Mental  Disorders  (DSM-IV), 

opublikowane  przez  Amerykańskie  Towarzystwo  Psychiatryczne  (APA)  w  1994  roku,  stanowi 

oficjalną listę kategorii diagnostycznych. Zwolennicy tekstu twierdzą, moim zdaniem na wyrost, 

ż

e  czwarte  wydanie  stanowi  znaczny  postęp  w  stosunku  do  poprzednich  edycji,  ponieważ 

bardziej  precyzyjnie  opisuje  zaburzenia  umysłowe  oraz  bierze  pod  uwagę  płeć,  orientację  sek-

sualną  oraz  pochodzenie  etniczne.  Twierdzi  się,  że  wprowadzone  poprawki  przyczyniają się do 

większej  obiektywności  i  większej  precyzji,  a  także  zwracają  uwagę  na  kontekst  kulturowy. 

Jednak czy nowe wydanie DSM rzeczywiście stanowi postęp, czy też może jest rygorystycznym 

uzasadnieniem  dla  uznawania  za  patologiczne  zachowań  i  postaw  nie  mieszczących  się  w 

głównym  nurcie?  Na  ile  udało  się  autorom  przekroczyć  bariery  odmiennego  traktowania  płci 

obecne  w  poprzednich  edycjach?  Aby  rzetelnie  odpowiedzieć  na  to  pytanie,  należy  nie  tylko 

czytać między wierszami, ale też odwołać się do kontekstu społecznego i historycznego. 

 

D

ŁUŻSZA I BARDZIEJ SZCZEGÓŁOWA LISTA KATEGORII DIAGNOSTYCZNYCH

 

Mówiąc  o  DSM-IV  należy  przede  wszystkim  zauważyć  objętość  tekstu  -  osiemset 

osiemdziesiąt  sześć  stron.  DSM-I  (APA,  1952)  liczyła  sto  trzydzieści  stron,  DSM  -  II  (APA, 

1968)  sto  trzydzieści  cztery  strony,  DSM-III  (APA,  1980)  czterysta  osiemdziesiąt  jeden  stron. 

(Trzecie  wydanie  opublikowano  również  w  wersji  poprawionej  [DSM-III-R]  w  1987  roku, 

jednak dla uproszczenia wywodu pominę w niniejszym tekście to wydanie). W każdym wydaniu 

pojawiają  się  nowe  zaburzenia  i  nowe  sposoby  ich  klasyfikowania,  niektóre  zaburzenia  są 

eliminowane,  jak  również  proponuje  się  różne  poprawki  dotyczące  interpretacji  niektórych 

spośród nich, już wcześniej posiadających ustabilizowane znaczenie w literaturze przedmiotu. 

background image

Na  przykład,  w  trzecim  wydaniu  (1980)  dodano  zaburzenia  z  napadami  lęku  panicznego, 

pourazowe zaburzenie stresowe, fobie społeczne i agorafobię. W DSM-II ostatnie dwa przypadki 

traktowano  jako  fobie,  jednak  w  DSM--III  włączono  je do kategorii zaburzeń lękowych. Tekst 

DSM-III zmienia również nazewnictwo - na przykład zaburzenia maniakalno-depresyjne (DSM-

II) nazwano zaburzeniem dwubiegunowym - oraz rezygnuje z niektórych kategorii, a zwłaszcza z 

homoseksualizmu. 

Również  DSM-IV  zawiera  nowe  kategorie  (zaburzenia  lękowe  wywołane  substancjami, 

problemy  w  kontaktach  z  rodzeństwem,  fizyczne  i  seksualne  wykorzystywanie  dorosłych), 

zmiany  nazewnictwa  (wielorakie  zaburzenia  osobowości  stają  się  dysocjacyjnym  zaburzeniem 

tożsamości)  oraz  nowe  sposoby  grupowania  zaburzeń  (teraz  zaburzenia  tożsamości  płciowej 

obejmują dotychczasowe trzy grupy: zaburzenia tożsamości płciowej u dzieci, nastolatków i osób 

dorosłych).  W  tym  wydaniu  usunięto  również  niektóre  dotychczasowe kategorie zaburzeń  oso-

bowości  (zaburzenia  osobowości  bierno-agresywnej,  transseksualizm),  natomiast  dodano 

stosunkowo  niewiele,  skupiając  się  na  zwiększeniu  szczegółowości  opisów,  przez  co 

najprawdopodobniej  chciano  zwiększyć  rzetelność  ocen  podejmowanych  na  ich  podstawie. 

Należy  również  zauważyć,  że  kategorie  zawarte  w  tekście  czwartego  wydania  w  mniejszym 

stopniu wykluczają się wzajemnie, tak więc nie ma już potrzeby wykluczać jedną kategorię, po 

to,  aby  zdiagnozować  inną.  W  konsekwencji  mamy  do  czynienia  z  większym  prawdopodo-

bieństwem  diagnozowania  u  pacjenta  dwóch  lub  więcej  „współwystepujących”  jednostek 

chorobowych,  na  przykład  zaburzeń  obsesyjno-kompulsyjnych  i  depresji  lub  uzależnienia 

alkoholowego. 

D

WA WYTŁUMACZENIA DLA DŁUŻSZEGO I BARDZIEJ SZCZEGÓŁOWEGO TEKSTU DSM

 

 

Dlaczego  tekst  DSM  zwiększył  objętość  i  zawarta  w  nim  lista  chorób  wydłużyła  się?  Istnieją 

dwie  podstawowe  odpowiedzi  na  to  pytanie:  pierwsza  oparta  na  pozytywistycznym  pojęciu 

postępu  naukowego,  a  druga  na  stwierdzeniu,  że  pojęcia  zdrowia  psychicznego  i  chorób 

psychicznych konstruowane są społecznie i historycznie. 

Według modelu pozytywistycznego - który stanowi  filar stanowiska ortodoksyjnej psychiatrii i 

uzasadnia jej zwrot ku biologizmowi (krytyka w: Cohen, 1993) - postęp technologiczny i nowe 

background image

wyniki  badań  pozwalają  nam  diagnozować  zaburzenia  psychiczne,  które  istniały  od  zawsze, 

jednak  są  odkrywane  dopiero  teraz,  ponieważ  poprzednio  nasze  rozumienie  funkcjonowania 

mózgu i umysłu nie było dotąd tak dobre, jak dziś. Tramie ujmuje to Joel Kovel (1980): „Wyob-

rażenie  psychiatrii  o  sobie,  to  obraz  medycznej  profesji,  której  rozwój  jest  kwestią  coraz 

większego  opanowywania  zjawiska  choroby  umysłowej,  które  było  obecne  zawsze,  jako  część 

natury  biernie  oczekująca  na  nadzorującą  rękę  nauki"  (s.  72).  Założenie  to  odzwierciedla 

widoczny  w  tekście  DSM-IV  szeroki  przegląd  literatury  klinicznej  i  badawczej  oraz 

prezentowane w nim próby zrewidowania kategorii diagnostycznych. Celem tych ostatnich jest 

sprawdzenie, jaki poziom zgodności diagnoz specjalistów można osiągnąć. 

W konsekwencji w pośpiechu opracowuje się „Wytyczne leczenia" dopasowane do kategorii 

zawartych w DSM-IV. Na przykład, APA niedawno opublikowało swoje „Wytyczne do leczenia 

pacjentów  z  zaburzeniem  dwubiegunowym"  (APA,  1994b).  Wytyczne  takie  dają  placówkom 

medycznym  oraz  instytucjom  ubezpieczeniowym  podstawę  do  wypłacania  określonych 

ś

wiadczeń  i  wycofywania  się  z  innych.  Tak  więc  prawda  naukowa  jest  zdefiniowana  w 

kategoriach  konsensusu  pewnej  grupy  klinicystów,  głównie  psychiatrów  mających  dużą  siłę 

przebicia w APA, na temat właściwego diagnozowania i leczenia każdego z zaburzeń. 

Pewni, że ich opinie na temat istnienia zaburzeń  psychicznych  stanowią  naukę,  która  rozwija 

się  równie  szybko,  co  nieomylnie,  psychiatrzy  i  ich  współpracownicy  nieprędko  odkryją 

uprzedzenia i interesy społeczne, które wyznaczają ścieżkę ich naukowych dokonań - jak choćby 

fakt, że znaczna część ich badań finansowana jest przez przedsiębiorstwa farmaceutyczne, które 

bardzo chciały, aby identyfikowali oni takie zaburzenia psychiczne, dla których jedyną metodą 

jest leczenie farmakologiczne. 

Według  modelu  społeczno-historycznego,  „zaburzenie  i  lekarstwo  stanowią  część  tego 

samego  procesu  społecznego  i  jako  jedność  podlegają  całej  historii  społeczeństwa,  w  którym 

mają miejsce" (Kovel, 1980: 72). Nasze pojęcie zdrowia psychicznego oraz kategorie zaburzeń 

psychicznych  konstruowane  są  społecznie  i  ludzie  posiadający  władzę  ustalają,  co  stanowi 

zaburzenie  psychiczne  u  tych,  nad  którymi  rozciąga  się  ich  władza  (Conrad,  1980;  Foucault, 

1965).  Jean  Baker  Miller  (1976),  opierając  się  na  heglowskiej  dialektyce  pan-niewolnik, 

wskazuje,  że  w  imię  podtrzymania  dominacji,  grupa  dominująca  stanowi  model  „normalnych 

relacji  międzyludzkich",  podczas  gdy  grupa  podporządkowana  postrzegana  jest  jako  w  ten  czy 

inny  sposób  gorsza  (czarnoskórzy  są  słabsi  intelektualnie,  kobietami  „rządzą  emocje").  Przed 

background image

amerykańską wojną domową, niewolników, którzy uciekali z plantacji Południa, diagnozowano 

jako cierpiących na „drapetomanię", czyli dosłownie „manię uciekania z domu" (Thomas i Sillen, 

1974: 2). 

W 1860 roku mąż Elizabeth Packard oświadczył, że jest ona szalona, ponieważ nie zgadza się z 

jego  poglądami  religijnymi.  A  ponieważ  prawo  stanu  Illinois  oraz  psychiatrzy  z  domu  dla 

umysłowo  chorych  byli  po  jego  stronie,  udało  mu  się  zamknąć  żonę  w  takim  właśnie  szpitalu 

(Chesler, 1972). Już w końcu XIX wieku występowało odmienne traktowanie kobiet i mężczyzn 

w zeznaniach ludzi, których krewni zamykani byli w szpitalach dla umysłowo chorych (Hughes, 

1990). Czy więc we współczesnych nam czasach, kiedy kobiety z klasy średniej masowo poja-

wiają  się  w  miejscu  pracy,  uznawanie  zespołu  napięcia  przedmiesiączkowego  za  zaburzenie 

psychiczne jest dziełem przypadku? 

Teoria  społeczna  dostarcza  dwóch,  powiązanych  ze  sobą  odpowiedzi  na  pytanie,  dlaczego 

każde kolejne wydanie DSM jest coraz obszerniejsze i coraz bardziej szczegółowe. Po pierwsze, 

w  ostatnich  latach  znacznie  wzrosła  liczba  psychiatrów,  psychologów  i  psychoterapeutów.  Jest 

coraz więcej leków psychotropowych, a klinicyści leczą coraz większą liczbę pacjentów. Całe to 

przedsięwzięcie  potrzebuje  jakiegoś  uzasadnienia.  Wrócę  do  tej  kwestii  w  części  tekstu 

poświęconej zaburzeniom wieku dziecięcego. 

Po drugie, w ciągu ostatniego stulecia nasza świadomość i codzienne życie stają się coraz bardziej 

reglamentowane i administrowane, w wyniku czego u przeciętnego człowieka dopuszcza się wy-

stępowania  coraz  mniejszej  liczby  zachowań  ekscentrycznych,  które  nie  zostałyby  uznane  za 

dewiację.  Rewolucja  przemysłowa  wymagała  zdyscyplinowanej,  godzącej  się  na  opóźnione 

gratyfikacje  siły  roboczej,  która  znosiłaby  długie  godziny  ciężkiej  pracy  za  wynagrodzenie, 

któremu  daleko  było  do  uczciwej  płacy.  Ci,  którzy  nie  mogli  ciężko  pracować,  musieli  być 

spychani  na  margines  jako  żebracy,  kryminaliści  lub  szaleńcy.  W  tym  właśnie  okresie 

poczyniono  wielkie  postępy  w  opisie  takich  uwarunkowań  psychotycznych,  jak  dementia 

praecox,  którą  później  przemianowano  na  schizofrenię.  W  końcu  lat  dwudziestych  ubiegłego 

stulecia, a więc wraz z eksplozją konsumeryzmu, pojawiła się potrzeba łagodniejszych diagnoz 

dla tych, którzy są zdolni do pracy, wierzą zawartym w kampaniach reklamowych obietnicom, że 

kupowanie  jednego  towaru  za  drugim  doprowadzi  ich  wprost  do  szczęścia,  a  mimo  to  nie 

potrafią  osiągnąć  szczęśliwości  portretowanej  w  reklamach  i  filmach.  Ludzie  ci,  którzy  są 

background image

nieszczęśliwi,  choć  odnoszą  sukcesy  muszą  być  neurotykami.  Być  może  potrzebują 

psychoanalizy, psychoterapii, trankwilizatorów albo leków przeciwdepresyjnych. 

Model pozytywistyczny zwraca uwagę na gromadzenie wciąż nowych danych empirycznych i 

ewolucję  coraz  bardziej  skomplikowanych  analiz statystycznych. Model społeczno-historyczny 

pozwala  zrozumieć,  w  jaki  sposób  interesy  społeczne  kształtują  nasze  poglądy  na 

psychopatologię oraz przekonanie o istocie postępu naukowego. 

O  HOMOSEKSUALIZMIE 

Elementem toczonej w końcu lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych XX wieku 

debaty na temat homoseksualizmu były masowe demonstracje towarzyszące corocznym zgroma-

dzeniom  APA.  Heteroseksualni  mężczyźni,  którzy  dzierżą  władzę  w  Towarzystwie  musieli 

ustąpić.  W  1973  roku,  wskutek  głosowania,  usunięto  kategorię  homoseksualizmu  z  oficjalnej 

listy zaburzeń psychicznych. Zmiana ta znalazła odzwierciedlenie w DSM-III w 1980 roku. 

Jednak  piętnowanie  homoseksualizmu  nie  skończyło  się  wraz  z  usunięciem  go  z  kart  DSM. 

Oficjalny  spis  zaburzeń  psychicznych  stanowi  zaledwie  wierzchołek  góry  lodowej  procesów 

patologizacji.  Psychologowie  i  psychoanalitycy  nieustannie  dopatrują  się  różnych  patologii, 

choćby wówczas gdy podejmują decyzję, kiedy interweniować w historię pacjenta i dokonywać 

własnej interpretacji. 

Zapadają  więc  ciągle  decyzje,  by  coś  interpretować  i  nie  interpretować  czegoś  innego,  a  o 

wyborach  klinicystów  decydują  ich  poglądy  na  temat  normalności  i  patologii.  W  latach 

dwudziestych  XX  wieku,  analitycy  masowo  diagnozowali  występowanie  u  kobiet  przejawów 

zazdrości o męski członek (streszczenie poglądów psychoanalityków na płeć w: Connell, 1994). 

Dlaczego  nie  zdecydowali  się,  by  zamiast  tego  rozwiązania  doszukiwać  się  patologii  w 

obronnych potrzebach mężczyzn popychających ich do usuwania kobiet z ośrodków władzy? W 

latach sześćdziesiątych, z kolei, analitycy interpretowali radykalne działania młodych ludzi jako 

oznakę  patologii  psychicznej.  Dlaczego  ich  wybór  nie  padł  na  interpretowanie  bezczynności 

pozostałej  części  społeczeństwa  (w  tym  również  ich  samych)  wobec  poważnych  niepokojów 

społecznych? (Kupers, 1993b). 

Nie  twierdzę,  że  uznawanie  pewnych  cech  ludzkich  za  patologię  musi  być  niewłaściwe. 

Sedgwick  (1982)  przekonująco  dowodzi,  że  podjęta  przez  libertarian  (wyznawców  doktryny  o 

background image

istnieniu  wolnej  woli)  i  radykalnych  terapeutów  próba  całkowitego  wyeliminowania  pojęcia 

choroby  umysłowej  była,  delikatnie  mówiąc,  chybiona.  Jednak  pozostaje  pytanie,  które  cechy 

ludzi uznawać za patologiczne? Dlaczego w całej historii opieki nad zdrowiem psychicznym za 

patologię  zawsze  uznawano  homoseksualizm,  a  homofobia  nigdy  nie  pojawiła  się  na  listach 

zaburzeń  psychicznych?  Nienazwane  wprost,  a  widoczne  w  tych  wyborach  uprzedzenia  nie 

znikną tylko dlatego, że jakąś kategorię zaburzeń wykreślono z oficjalnych spisów. 

Jednak usunięcie homoseksualizmu z listy zaburzeń umysłowych stanowi pozytywne posunięcie 

w  walce  z  homofobią.  W  DSM-III  homoseksualizm  zastąpiono  nową  kategorią  -  homosek-

sualizmem  odrzucanym  przez  ego  -  przeznaczoną  dla  gejów  i  lesbijek,  którzy  woleliby 

tożsamość heteroseksualną, jednak mają problemy ze zmianą popędu. Ponieważ kategoria ta stała 

się  w  praktyce  zamiennikiem  homoseksualizmu  jej  usunięcie  z  tekstu  DSM-IV  było  kolejnym 

pozytywnym posunięciem, prawdopodobnie wynikającym z większej liczby kobiet i gejów w ze-

spole  i  grupach  roboczych,  które  opracowały  DSM-IV.  APA  apeluje  nawet  do  organizacji 

zawodowych  i  jednostek  „o  podjęcie  wszelkich  możliwych  kroków  dla  zmniejszenia  piętna 

związanego z homoseksualizmem" (APA, 1993: 686). 

Tymczasem  homoseksualizm  nadal  uznawany  jest  za  patologię.  Weźmy  za  przykład 

następujące  słowa,  wypowiedziane  przez  znanego  psychoanalityka  Otto  Kernberga  (1975) dwa 

lata po decyzji APA o usunięciu homoseksualizmu z listy zaburzeń: 

„Homoseksualizm  mężczyzn  można  klasyfikować  na  skali  ciągłej,  różnicującej  stopień 

patologii  internalizacji  relacji  z  obiektem.  Po  pierwsze,  istnieją  przypadki  homoseksualizmu  o 

dominujących  czynnikach  genitalnych,  edypowych,  w  którym  homoseksualna  relacja 

odzwierciedla seksualną podległość wobec rodzica tej samej płci jako obronę przed rywalizacją o 

charakterze  edypowym.  [...]  W  drugim,  poważniejszym  typie,  homoseksualista  przejawia 

konfliktową  identyfikację  z  wyobrażeniem  własnej  matki  i  traktuje  męskich  partnerów  jako 

przedstawienie  swojego  własnego  ja  z  okresu  dzieciństwa.  [...]  W  trzecim  typie  relacji 

homoseksualnej,  homoseksualny  partner  jest  „kochany”  jako  rozszerzenie  patologicznie  wyol-

brzymionego ja samego pacjenta. [...] Ten najpoważniejszy typ zaangażowania homoseksualnego 

charakterystyczny  jest  dla  kontekstu  narcystycznej  struktury  osobowości  i  stanowi  typ 

homoseksualizmu o najpoważniejszych prognozach (Kernberg, 1975: 328-329).” 

Nie  jest  mi  znana  jakakolwiek  wypowiedź,  w  której  Kernberg,  figurujący  jako  doradca 

autorów DSM-IV, odżegnałby się od tych sformułowań. Tak więc, mimo że homoseksualizm nie 

background image

jest już oficjalnie uznawany za zaburzenie, klinicysta idący śladami Kernberga i innych znanych 

ekspertów może - zgodnie z DSM-IV - postawić gejowi diagnozę zaburzeń tożsamości płciowej i 

pociągu płciowego do mężczyzn (APA, 1994a: 534), narcystycznej osobowości albo fetyszyzmu 

transwestytycznego  (s.  530)  z  zaburzeniami  osobowości  narcystycznej  i  diagnoza  taka  może 

spotkać  się  z  akceptacją  innych  klinicystów.  Nadal  toczy  się  też  debata,  czy  leczenie 

homoseksualizmu  powinno  stawiać  sobie  za  cel  osiągnięcie  u  pacjenta  heteroseksualizmu 

(Socarides,  Kaufman,  Gottlieb  i  Isay,  1994).  Innymi  słowy,  długo  po  tym,  jak  kategoria 

homoseksualizmu  została  usunięta  z  oficjalnej  listy  zaburzeń  i  APA  wystosowało  apel  o 

zaprzestanie  piętnowania  tej  orientacji  seksualnej,  znani  klinicyści  nadal  traktują 

homoseksualizm jako patologię, nie przejawiając najmniejszego zamiaru wprowadzenia kategorii 

uwzględniającej homofobię. 

Z

ABURZENIA KOBIECE

 

 

Kobiety zyskały znaczący głos wśród psychiatrycznego establishmentu. Lista autorów DSM-II 

(1968) zawierała nazwiska trzydziestu siedmiu mężczyzn i trzech kobiet, podczas gdy na liście 

autorów  DSM-IV  figurują  nazwiska  dwudziestu  sześciu  mężczyzn  i  jedenastu  kobiet.  (Nie  jest 

łatwo  ustalić,  ilu  gejów  i  lesbijek  uczestniczyło  w  pracach  nad  tekstem).  W  rezultacie,  przed 

opublikowaniem tekstu DSM-IV toczyły się zażarte dyskusje, czy uznać za patologiczne niektóre 

doświadczenia  i  cechy  kobiet.  Chodziło  głównie  o  dwie  proponowane  kategorie:  osobowość 

autodestrukcyjną (dla kobiet, które regularnie padają ofiarą brutalnych mężczyzn) i dysforyczne 

zaburzenie późnej fazy lutealnej (faza lutealna cyklu miesiączkowego zaczyna się w momencie 

owulacji,  a  kończy  miesiączką,  a  diagnoza  ta  jest  tożsama  z  zespołem  napięcia  przed-

miesiączkowego). Psychiatrzy i psychologowie prezentujący podejście feministyczne dowodzili, 

ż

e  w  tym  pierwszym  wypadku  diagnoza  piętnuje  i  wini  ofiary  przemocy  w  rodzinie  (Caplan, 

1987). Ich opinia przeważyła: kategoria osobowości autodestrukcyjnej nie pojawiła się w DSM-

IV. Na liście zaburzeń umieszczono za to seksualne wykorzystywanie dorosłych (APA, 1994a: 

682) i przemoc fizyczną wobec dorosłych (s. 682), co pozwoliło klinicystom na diagnozowanie 

patologii u sprawcy. 

W  stosunku  do  dyskusji  nad  dysforycznym  zaburzeniem  późnej  fazy  lutealnej  pojawia  się 

pytanie o zasadność uznawania za patologię naturalnego cyklu kobiety. A przecież równie dobrze 

background image

moglibyśmy  dopatrywać  się  patologicznych  cech  w  męskiej  potrzebie  unikania  jakichkolwiek 

oznak  emocji  i  zależności  obsesyjnie  podtrzymującej  wizerunek  mężczyzn  jako  osób  silnych 

(Spitzer  i  in.,  1989).  Dla  nazwania  tego  zaburzenia  u  mężczyzn  zaproponowałem  termin 

„patologiczna 

atymiczność" 

(Kupers, 

1993a). 

Debata 

nad 

zespołem 

napięcia 

przedmiesiączkowego  (PMS)  nie  była  tak  zacięta,  jak  nad  osobowością  autodestrukcyjną. 

Niektóre  kobiety  pracujące  jako  psychiatrzy  i  psychologowie  kliniczni  i  twierdziły,  że  uznanie 

PMS za zaburzenie może przyczynić się do uwrażliwienia kolegów po fachu na doświadczenia 

kobiet.  Spór  zakończył  się  kompromisem:  kategorię  przedmiesiączkowego  zaburzenia  nastroju 

umieszczono w aneksie do DSM-IV, z adnotacją „wymaga dalszych badań". 

Jednak nie zapominajmy, że oficjalny spis zaburzeń to zaledwie wierzchołek góry lodowej, gdy 

mowa  o  patologizowaniu  zaburzeń.  Zazdrość  o  penisa  nigdy  nie  była  oficjalną  kategorią 

diagnostyczną,  a  przecież  często  stawiano  taką  właśnie  diagnozę.  Phyllis  Chesler  (1972) 

wyjaśnia,  w  jaki  sposób  kryteria  diagnostyczne  histerii  u  kobiet  służyły  podtrzymywaniu  ich 

podporządkowanego  statusu:  „Zarówno  psychoterapia,  jak  i  małżeństwo  pozwala  kobietom 

wyrazić  i  rozładować  złość  poprzez  doświadczanie  jej  jako  choroby  emocjonalnej,  poprzez 

przekładanie jej na histeryczne symptomy: oziębłość, chroniczną depresję, fobie i tym podobne" 

(s.  122).  Histeria  jest  dzisiaj  stwierdzana  rzadko,  i  o  wiele  bardziej  prawdopodobne  jest  w 

przypadku  kobiet  stawianie  diagnozy  o  zaburzeniach  o  charakterze  zaburzeń  osobowości 

granicznej,  osobowości  wielorakiej  (toczy  się  obecnie  poważna  dyskusja  nad  istnieniem  tego 

zaburzenia, połączona z debatą na temat „odkrytych wspomnień" o molestowaniu seksualnym w 

dzieciństwie),  albo  zaburzeniach zsomatyzowanych [zaburzeniach psychicznych objawiających 

się somatycznie - przyp. red.]. Judith Herman (1992) zwraca uwagę na fakt, że wśród kobiet, u 

których  stwierdzono  te  współczesne  diagnostyczne  substytuty  histerii,  znajduje  się  znaczna 

liczba tych, które były molestowane seksualnie jako dziewczynki, jednak stawiane rozpoznania 

odwracają  uwagę  od  wczesnych  urazów  i  koncentrują  działania  klinicystów  na  wadach 

osobowości  kobiet.  Herman  twierdzi,  że  zamiast  diagnozować  u  tak  wielu  kobiet  zaburzenia 

osobowości  granicznej  i  zaburzenia  zsomatyzowane,  powinno  się  rozważyć  możliwość  stwo-

rzenia  kategorii  „złożonych  pourazowych  zaburzeń  stresowych"  -  pozostałość  po  częstym 

molestowaniu seksualnym i fizycznym w okresie dzieciństwa. Jak dotąd nie znalazły miejsca w 

DSM złożone pourazowe zaburzenia stresowe. 

background image

Krytykę  wybiórczego  uznawania  za  patologię  niektórych  cech  kobiet  wygłaszali  również 

pracownicy  Stone  Center  w  Wellesley  College  (Jordan,  Kapłan,  Miller,  Stiver  i  Surrey,  1991). 

Twierdzą oni, że charakterystyczne dla naszej kultury przecenianie autonomii i niezależności nie 

jest  do  końca  właściwe  z  punktu  widzenia  społeczności  i zdolności  do  wytwarzania  intymnych 

więzi, a u podstaw tradycyjnych opisów psychopatologii leży czysto męskie pojęcie niezależności 

i  autonomii.  U  kobiet  stwierdza  się  patologie,  ponieważ  kładą one nacisk na relacje i wzajemne 

zależności między ludźmi. Personel Stone Center nawołuje  do ponownego wyznaczenia granicy 

między  patologią  a  zdrowiem  psychicznym,  po  to,  aby  kobiece  potrzeby  więzi  i  wspólnoty 

można było traktować jako cechę godną podziwu, a nie symptom chorobowy. 

Apel  grupy  Stone  Center  przeszedł  bez  echa  w  APA.  Kategoria  zaburzeń  osobowości  zależnej 

została utrzymana w DSM-IV i przypisywana jest kobietom znacznie częściej niż mężczyznom, a 

jednocześnie  nie  stworzono  żadnej  kategorii,  która  obejmowałaby  obawy  mężczyzn  przed 

wytwarzaniem  intymnych  więzi  i  zależnością.  Tymczasem  opis  osobowości  zależnej  zawiera 

właśnie to uprzedzenie, które niepokoi klinicystów ze Stone Center. Zastanówmy się na przykład 

nad  następującym  zdaniem:  „Jednostki  z  tym  zaburzeniem  mają  trudności  z  inicjowaniem 

przedsięwzięć i podejmowaniem niezależnych działań" (APA, 1994a: 666). Często się zdarza, że 

problemy  w  miejscu  pracy  stawiają  przed  nami  wybór:  jednostka  może  wystąpić  z  całkowicie 

niezależnym  rozwiązaniem  i  otrzymać  za  to  nagrodę  przy  najbliższej  możliwości  awansu,  albo 

też  znaleźć  rozwiązanie  we  współpracy  z  innymi  i  dzielić  się  z  nimi  nagrodą  za  rozwiązanie 

problemu. Wygląda więc na to, że psychiatria oficjalnie uznała działania indywidualistyczne za 

właściwe,  a  poszukiwanie  rozwiązania  problemu  we  współpracy  z  innymi  (do  którego  we 

współczesnych  nam  przedsiębiorstwach  częściej  odwołują  się  kobiety)  za  patologiczne.  Tak 

więc,  chociaż  tekst  DSM-IV  wprowadził  wiele  ulepszeń,  łagodzących  odmienne  traktowanie 

kobiet i mężczyzn, wiele problemów związanych z uprzedzeniami wobec kobiet pozostało. 

Co  Z MĘŻCZYZNAMI? 

Wspomniano  już  o  kilku  jednostkach  chorobowych,  które  mogłyby  znaleźć  się  w  DSM, 

jednak ich tam nie umieszczono: homofobia, „patologiczna atymiczność" i lęk przed zależnością. 

Są  też  inne  zachowania  mężczyzn,  które  moglibyśmy  uznać  za  patologiczne:  zależność  od 

pornografii,  pracoholizm,  brak  potrzeby  nawiązywania  przyjaźni,  potrzeba  podbojów 

background image

seksualnych,  tendencja  do  reagowania  na  starzenie  się  porzucaniem  partnerki  w  tym  samym 

wieku i wiązaniem się z kobietą w wieku własnych dzieci itd. 

DSM-IV zawiera krótkie, lecz wiele mówiące stwierdzenie na temat proporcji kobiet i mężczyzn 

w każdym z opisanych zaburzeń psychicznych. Zaburzenia  diagnozowane częściej u pacjentów 

płci  męskiej  obejmują  zaburzenia  zachowania  chłopców  i  młodych  mężczyzn,  zaburzenia 

osobowości  obsesyjno-kompulsyjnej  (w  odróżnieniu  od  zaburzenia  obsesyjno-kompulsyjnego, 

którego rozkład jest taki sam w przypadku obydwu płci), zaburzenia osobowości narcystycznej, 

parafilie,  zaburzenia  osobowości  antyspołecznej,  sporadyczne  zaburzenia  o  charakterze 

wybuchowym  oraz  uzależnienie  od  hazardu.  Na  liście  zaburzeń  częściej  diagnozowanych  u 

kobiet  znajdują  się  histrionicznie  zaburzenia  osobowości,  niektóre  formy  depresji,  jadłowstręt, 

dysocjacyjne  zaburzenia  tożsamości,  kleptomania,  zaburzenia  z  napadami  lęku  panicznego, 

zaburzenia zsomatyzowane, agorafobia oraz zaburzenia osobowości typu borderline. Czy można 

wskazać  na  bardziej  oczywiste  odzwierciedlenie  stereotypów  płci?  Jednak  dlaczego  te  same 

cechy składające się na stereotypy - nieczuły, zorientowany na działanie, seksualnie agresywny i 

niewłaściwie zachowujący się mężczyzna oraz emocjonalna, zależna, dbająca o wagę własnego 

ciała, wystraszona i słabowita kobieta - w tak dużym stopniu stają się wyznacznikiem patologii u 

każdej z płci? Być może kategorie diagnostyczne wyznaczają górną granicę dla tych cech, które 

znajdują społeczną aprobatę u kobiet i mężczyzn. Chłopcy mają być aktywni, twardzi, agresywni, 

stabilni,  racjonalni  i  nastawieni  na  przygody  seksualne.  Jednak  kiedy  chłopcy  stają  się  zbyt 

agresywni,  stwierdza  się  u  nich  zaburzenia  zachowania  albo  sporadyczne  zaburzenia  o 

charakterze  wybuchowym,  a  zbyt  stabilnym  mężczyznom  stawia  się  diagnozę  osobowości  o 

zaburzeniach  obsesyjno-kompulsyjnych.  Kiedy  mężczyźni  zbyt  drastycznie  łamią  reguły 

obowiązujące w sferze seksualnej, rozpoznaje się u nich parafilię. I tak dalej. Trochę przypomina 

to  sytuację  w  uczelnianych  drużynach  futbolowych,  w  których  u  zawodników  promuje  się 

agresję,  a  później  trzeba  uspokajać  niektórych  z  nich,  kiedy  wywołują  powszechne  oburzenie 

gwałcąc  kobietę  po  meczu.  Zaburzenia  psychiczne  diagnozowane  przeważnie  u  mężczyzn, 

podobnie jak kary wymierzane zbyt agresywnym futbolistom, mają trzymać w karbach te same 

zachowania, które są u mężczyzn promowane. Podobnie rzecz się ma z kobietami. Od wczesnego 

dzieciństwa  zachęca się je do działań emocjonalnych i wytwarzania więzi z innymi, jednak gdy 

stają  się  zbyt  emocjonalne,  stawia  się  im  diagnozę  histrionicznego  zaburzenia  osobowości,  a 

kiedy  zbytnio  wiążą  się  z  innymi,  stwierdza  się  zaburzenia  osobowości  zależnej.  Jak  widać 

background image

niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek, przemawia za możliwością stworzenia nowych, lepszych niż 

poprzednie wizji męskości i kobiecości w tekście DSM-IV. 

Z

ABURZENIA OKRESU DZIECIĘCEGO A KSZTAŁTOWANIE PŁCI KULTUROWEJ

 

Mówiąc  o  części  DSM-IV  poświęconej  zaburzeniom  okresu  dzieciństwa  i  młodości,  należy 

przede wszystkim zauważyć, że ich lista staje się coraz dłuższa. W DSM-II (1968) wyróżniono 

dwie  grupy  łączące  łącznie  siedem  zaburzeń,  podczas  gdy  DSM-IV  (1994a)  zawiera  dziesięć 

grup  i  trzydzieści  dwa  zaburzenia.  Listę  zaburzeń  okresu  dzieciństwa  i  młodości  powiększono 

głównie  między  drugim  a  trzecim  wydaniem  DSM,  a  autorzy  czwartego  wydania  kładli  nacisk 

raczej na szczegółowe opisanie ustalonych zaburzeń niż na uzupełnianie oficjalnej listy o nowe 

przypadki.  Mimo  to  jednak  liczba  dzieci  odwiedzających  specjalistów  z  dziedziny  zdrowia 

psychicznego,  poddawanych  psychoterapii  i  przyjmujących  leki  psychotropowe  wzrasta,  przy 

czym do specjalistów trafiają coraz młodsze dzieci. 

Rozważmy następujące zaburzenia wieku dziecięcego zamieszczone w DSM-IV: zespół zaburzeń 

uwagi,  zaburzenia  opozycyjno-buntownicze  i  zaburzenia  tożsamości  płciowej.  Co  by  się  stało, 

gdyby  jedno  lub  więcej  z  tych  zaburzeń  rozpoznano  u  sześcio-  lub  ośmioletniego  Oscara 

Wilde'a? Gdyby dla obniżenia poziomu energii przepisano mu wtedy ritalinę albo postanowiono 

kontrolować  prezentowane  przez  niego,  dalekie  od  konformizmu  pojęcia  płci  i  seksualności  za 

pomocą  prozacu?  A  gdyby  w  tamtych  czasach  istniał  sposób  pozwalający  przewidzieć,  które 

dzieci okażą się później gejami albo jednostkami aspołecznymi (badania tego typu prowadzi się 

obecnie na dużą skalę), który pozwoliłby na terapię prewencyjną? Czy wizja Wilde'a pozostałaby 

taka  sama?  Czy  stworzyłby  wielką  literaturę?  Rozważania  te  nie  mają  sugerować,  że  Wilde 

cierpiał  na  zaburzenia  psychiczne,  ani  też  że  zaburzenia  psychiczne  są  warunkiem  koniecznym 

dla wytworów geniuszu. Odwołuję się do przykładu Oscara Wilde'a po to, by zilustrować tezę, że 

wczesne  diagnozowanie  i  leczenie  zaburzeń  umysłowych  u  dzieci  niesie  ryzyko  piętnowania 

ludzi niezwykłych, ponieważ zmniejsza tolerancję dla eksperymentów w obszarze ról płciowych 

i tym samym ogranicza historyczne możliwości zmiany relacji między kobietami i mężczyznami 

poprzez  zmianę  znaczeń  zawartych  w  ramach  płci  kulturowej.  Oczywiście  w  wypadku 

niektórych  dzieci,  na  przykład  tych,  które  nałogowo  wyrywają  sobie  włosy  z  głowy  albo  nie 

potrafią usiedzieć spokojnie na tyle długo, by odrobić zadaną przez nauczyciela pracę domową, 

background image

interwencja  specjalisty  może  przynieść  dobre  skutki.  Nie  zamierzam  tu  dowodzić,  że  którekol-

wiek  konkretne  dziecko  nie  powinno  być  poddawane  terapii.  Jednak  w  sytuacji,  w  której 

niespotykana  dotychczas  liczba  dzieci  wędruje  do  specjalistów,  musimy  zastanowić  się  nad 

uwarunkowaniami  i  skutkami  społecznymi.  Jednym  z  nich  jest  sytuacja,  w  której  analiza 

problemów  społecznych  zaczyna  się  sprowadzać  do  poszukiwania  psychopatologii  u 

poszczególnych dzieci. Rozważmy przykład szkół publicznych. Nauczyciele mają coraz większe 

problemy z utrzymaniem porządku w zbyt licznych klasach, w których uczniów przybywa wraz 

ze  zmniejszaniem  nakładów  na  szkolnictwo.  Nauczyciel  lub  nauczycielka  nie  może zmniejszyć 

liczby  uczniów  w  klasie,  ale  może  powiedzieć  rodzicom  dzieci  stwarzających  najpoważniejsze 

problemy, że ich potomstwo cierpi na zespół zaburzeń uwagi i nadpobudliwość psychoruchową 

(ADHD)  i  powinno  być  leczone  ritaliną.  Ogólnie  rzecz  ujmując,  właśnie  kiedy  wątpimy  w 

skuteczność procesów przemiany społecznej - na przykład domagając się wyższego priorytetu dla 

szkolnictwa  -  najczęściej  redukujemy  problemy  społeczne  do  patologii  jednostek.  Breggin  i 

Breggin (1994) omawiają niebezpieczeństwa wynikające z tej tendencji, chociaż w swojej pracy 

polaryzują  dyskusję,  minimalizując  pozytywny  wpływ  psychiatrii  dziecięcej  i  psychoterapii 

dzieci. 

Oczywiście  na  dążeniu  do  wczesnego  wykrywania  zaburzeń  psychicznych  u  dzieci  można 

nieźle zarobić. W jeszcze większym stopniu alarmujący jest jednak fakt, że społeczeństwo zabrało 

się do wczesnego korygowania wszystkich odchyleń od „właściwej" drogi rozwoju. W miarę, jak 

nasze  życie  jako  pracowników  i  konsumentów  staje  się  coraz  bardziej  naznaczone  rutyną  -  i 

coraz  bardziej  powiększa  się  przepaść  między  biednymi  i  bogatymi  -  przerażeni  rodzice  coraz 

częściej zaczynają się zastanawiać, czy ich dzieci znajdą się w grupie zwycięzców czy też wśród 

pokonanych.  To,  z  kolei,  daje  im  motywację,  by  uważać  na  pierwsze  symptomy  zaburzeń 

psychicznych  i  zabierać  dziecko  do  psychiatry  lub  psychologa  natychmiast,  gdy  zauważą 

pierwsze  oznaki  nadaktywności,  niepowodzeń  szkolnych,  impulsywnego  zachowania  lub 

nieprawidłowości związanych z nieodpowiednimi dla swojej płci zachowaniami. 

Występują  oczywiście  różnice  miedzy  poszczególnymi  rasami  i  klasami  społecznymi. 

Postawienie diagnozy typu zaburzeń zachowania czy zaburzenia opozycyjno-buntownicznego nie 

zawsze prowadzi do odpowiedniego leczenia w wypadku dzieci z biednych dzielnic (publiczny 

system  psychiatrycznej  opieki  zdrowotnej  gwałtownie  się  kurczy).  Jednak  diagnoza  taka  z 

pewnością  przyczynia  się  do  usprawiedliwiania  faktu,  że  w  porównaniu  z  rówieśnikami 

background image

wywodzącymi  się  z  klasy  średniej,  dzieci  z  rodzin  o  niskich  dochodach,  zamieszkujące 

najbiedniejsze dzielnice miast mają mniejszą szansę na znalezienie satysfakcjonującej ich pracy, 

za to z o wiele większym prawdopodobieństwem trafią za kratki. Ludzie zaczynają już wierzyć, 

ż

e  to  patologie  psychiczne,  a  nie  nierówności  społeczne,  są  przyczyną  bezrobocia  i  wzrostu 

przestępczości.  Uznając  za  patologie  wciąż  nowe  przejawy  zachowań  „nietypowych",  mimo-

wolnie  usztywniamy  granice  tego,  co  uznaje  się  za  „normalne"  zachowanie  dziewczynek  i 

chłopców. DSM-IV milczy na temat tej społecznej nierówności i milczenie to niepokoi. 

W

NIOSKI

 

 

DSM-IV  z  pewnością  stanowi  postęp  w  stosunku  do  poprzednich  wydań.  W  grupach 

roboczych  przygotowujących  tekst  czwartego  wydania  uczestniczyło  więcej  kobiet.  Z  listy 

zaburzeń  usunięto  homoseksualizm  oraz  figurujący  w  DSM-III  homoseksualizm  ego-dystoni-

czny.  Propozycja  rozszerzenia  listy  zaburzeń  o  kategorię  osobowości  autodestrukcyjnej  została 

odrzucona, natomiast pojawiły się fragmenty dotyczące różnic rasowych i etnicznych (które nie 

idą dość daleko, by wyeliminować uprzedzenia rasowe z procesu diagnostycznego - jednak ten 

temat zostawię do późniejszej dyskusji). Tekst DSM zwiększa objętość, opisy zaburzeń psychicz-

nych  stają  się  coraz  bardziej  skodyfikowane,  a  psychiatria  ma  niewiele  -  lub  wręcz  nic  -  do 

powiedzenia  na  temat  społecznych  uwarunkowań  identyfikowanych  przez  siebie  patologii. 

Tradycyjna  psychiatria  spogląda  wstecz,  diagnozując  choroby  psychiczne  u  tych,  którzy  nie 

pasują do przypisanych im wcześniej ról społecznych. Emocjonalność i asertywność kobiet, bunt 

członków grup mniejszościowych i homoseksualizm zawsze uznawane były za patologię. Wraz z 

procesem, dzięki któremu uprzednio piętnowane grupy zyskują władzę wśród profesji zajmują-

cych  się  zdrowiem  psychicznym,  zmieniają  się  diagnozy.  Treść  DSM-IV  odzwierciedla  godny 

pochwały postęp w sprawie uwzględnienia zróżnicowanych grup oraz pokazuje zgodne wysiłki 

autorów,  zmierzające  do  minimalizowania  odmiennego  traktowania  płci  i  homofobii  wszędzie 

tam, gdzie można się tych zjawisk dopatrywać. Mimo to jednak DSM-IV dopatruje się patologii 

w odchodzeniu od ustalonych w przeszłości ról płciowych. 

Potrzeba nam nie dłuższej i bardziej szczegółowej listy zaburzeń psychicznych, lecz systemu 

klasyfikowania  psychopatologii,  któremu  przyświeca  wizja  lepszego  społeczeństwa.  Możemy 

background image

zacząć od stworzenia wizji takiego społeczeństwa, w którym zapanuje równość płci i w którym 

nie  będzie  homofobii  ani  innych  form  dominacji.  Następnie,  posługując  się  tą  wizją,  możemy 

uznać za patologiczne  te  cechy,  które  prowadziłyby  do  dysfunkcji  jednostki  w ramach  bardziej 

egalitarnego  i  bardziej  sprawiedliwego  porządku  społecznego.  Rasizm,  mizoginizm  i  homofobia 

znalazłyby się na pierwszym miejscu listy psychopatologii. Taki sposób określania patologii mógłby 

się  nawet  przyczynić  do  tworzenia  wizji  lepszego  społeczeństwa.  Niestety,  zmiany  wprowadzone  do 

tekstu  DSM-IV  nie  tylko  nie  rozwiązują  problemu  nierównego  traktowania  płci  i  homofobii,  ale  też 

służą  przede  wszystkim  uspokajaniu  tych,  którzy  protestują  przeciwko  tworzeniu  coraz  bardziej 

konformistycznej klasyfikacji psychopatologii.