background image

391 

José Ortega y Gasset 

Bunt mas 

Zjawisko aglomeracji 

Jeste

Ğmy  obecnie  Ğwiadkami  pewnego  zjawiska,  które,  czy  tego  chcemy  czy  nie, 

sta

áo siĊ najwaĪniejszym faktem wspóáczesnego Īycia publicznego w Europie. Zjawi-

skiem tym jest osi

ągniĊcie przez masy peáni wáadzy spoáecznej. Skoro masy juĪ na mo-

cy  samej  definicji  nie  mog

ą  ani  nie  powinny  kierowaü  wáasną  egzystencją,  a tym 

mniej  panowa

ü  nad  spoáeczeĔstwem,  zjawisko  to  oznacza,  Īe  Europa  przeĪywa

obecnie najci

ĊĪszy kryzys, jaki moĪe spotkaü spoáeczeĔstwo, naród i kulturĊ. Historia 

zna  ju

Ī  takie  wypadki.  Znane  są  takĪe  charakterystyczne  rysy  i konsekwencja  takich 

kryzysów. Maj

ą one teĪ w historii swoją nazwĊ. Zwą siĊ: buntem mas. 

Aby  zrozumie

ü  w caáej  rozciągáoĞci  owo  przeraĪające  zjawisko,  naleĪy  przede 

wszystkim unika

ü przypisywania takim sáowom jak „bunt”, „masa”, „wáadza spoáecz-

na” znaczenia wy

áącznie czy gáównie politycznego. ĩycie publiczne nie ogranicza siĊ

jedynie do sfery polityki, nale

Īy do niego równieĪ dziaáalnoĞü intelektualna, moralna, 

gospodarcza,  religijna;  obejmuje  ono  wszelkie  sfery 

Īycia  zbiorowego,  wáącznie  ze 

sposobem ubierania si

Ċ czy zabawy. 

Tak  wi

Ċc najlepszym sposobem przybliĪenia czytelnikowi tego historycznego zja-

wiska  jest  ukazanie  jego  wizualnego  aspektu,  a przy  tym  uwypuklenie  tych  rysów 
nowej epoki, których istnienie mo

Īemy naocznie stwierdziü.

Owym  faktem  nadzwyczaj  prostym  do  okre

Ğlenia, choü nie do analizowania, jest 

co

Ğ,  co  nazywam  zjawiskiem  aglomeracji,  zjawiskiem  „peánoĞci”.  Miasta  peáne  są

ludzi.  Domy  pe

áne  są  mieszkaĔców.  Hotele  peáne  są  goĞci.  Pociągi  peáne  są  podróĪ-

nych. Kawiarnie pe

áne są konsumentów. Promenady peáne są spacerowiczów. Gabinety 

przyj

Ċü  znanych  lekarzy  peáne  są  pacjentów.  Sale  widowiskowe,  o ile  przedstawienie 

nie jest zrobione „na poczekaniu”, nie jest improwizacj

ą, peáne są widzów. PlaĪe peáne

background image

José Ortega y Gasset BUNT MAS 

392 

s

ą zaĪywających kąpieli. To, co kiedyĞ nie stanowiáo Īadnego problemu, a mianowicie: 

znalezienie miejsca, obecnie zaczyna by

ü powodem nie koĔczących siĊ káopotów.

Ot,  i wszystko.  Czy  trzeba  szuka

ü  zjawiska  bardziej  zwykáego,  bardziej  znanego 

i bardziej  sta

áego  w naszym  wspóáczesnym  Īyciu?  Spróbujmy  przekáuü  powierzchniĊ

tej obserwacji, a staniemy zdumieni przed niespodziewanym 

Ĩródáem, w którym odbi-

jaj

ące siĊ Ğwiatáo dnia, naszego obecnego dnia, objawi caáy jego bogaty, wewnĊtrzny

koloryt.

Ī takiego zobaczymy i czegóĪ to widok tak nas zadziwi? Ujrzymy táum jako ta-

ki,  korzystaj

ący  ze  stworzonych  przez  cywilizacjĊ  pomieszczeĔ  i urządzeĔ.  Po krót-

kim namy

Ğle zadziwi nas wáasne zdumienie. Bo czyĪ nie jest to sytuacja idealna? Miej-

sca w teatrze s

ą przecieĪ stworzone po to, by je zajmowaü, a zatem chodzi o to, by sala 

by

áa peána. To samo moĪna powiedzieü o miejscach siedzących w pociągu i pokojach 

w hotelu.  Tak,  fakt  ten  nie  ulega  w

ątpliwoĞci. Rzecz jednak w tym, Īe  przedtem  po-

mieszczenia  te  nigdy  nie  bywa

áy  peáne,  natomiast  teraz  czĊsto  są  przepeánione,  a co 

wi

Ċcej, nie wszyscy, którzy chcieliby z nich korzystaü, mogą dostaü siĊ do Ğrodka. Tak 

wi

Ċc, chociaĪ jest to zjawisko naturalne i logicznie uzasadnione, to jednak trzeba sobie 

zda

ü  sprawĊ  z tego,  Īe  kiedyĞ  ono  nie  istniaáo,  a obecnie  jak  najbardziej  istnieje; 

a zatem  mamy  do  czynienia  ze  zmian

ą, z nowoĞcią, która usprawiedliwia, przynajm-

niej pocz

ątkowo, nasze zdziwienie. [...] 

Aglomeracja, przepe

ánienie — byáy to zjawiska, które niegdyĞ naleĪaáy do rzadko-

Ğci. Dlaczego obecnie staáy siĊ tak czĊste?

Obecne  t

áumy  nie  wyáoniáy  siĊ  z nicoĞci.  W okresie  ostatnich  okoáo  piĊtnastu  lat 

liczba ludno

Ğci nie ulegáa jakimĞ wiĊkszym zmianom. Wydaje siĊ rzeczą naturalną, Īe

po zako

Ĕczeniu wojny

1

, liczba ta nawet nieco zmala

áa. I tak dochodzimy tu do pierw-

szego wa

Īnego stwierdzenia. Osoby skáadające siĊ obecnie na owe táumy istniaáy rów-

nie

Ī wczeĞniej, ale nie jako táum. Rozproszone po Ğwiecie, samotne bądĨ w maáych

grupkach, wiod

áy Īywot oddzielny, niezaleĪny, jak gdyby w pewnej odlegáoĞci od in-

nych.  Ka

Īda taka osoba czy grupka zajmowaáa wáasne miejsce bądĨ to na wsi, bądĨ

w miasteczku, b

ądĨ w dzielnicy duĪego miasta. 

Teraz  nagle  przybra

áy ksztaát aglomeracji i gdziekolwiek spojrzymy, mamy przed 

oczami  t

áumy. Gdziekolwiek? AleĪ nie: dokáadniej rzecz biorąc, w miejscach najlep-

szych, b

Ċdących stosunkowo wyrafinowanym tworem kultury ludzkiej, które uprzed-

nio zarezerwowane by

áy dla mniejszej liczby ludzi, dla mniejszoĞci.

T

áum  staá  siĊ  nagle  widoczny,  zająá  w spoáeczeĔstwie  miejsce  uprzywilejowane. 

Przedtem, je

Īeli nawet istniaá, to pozostawaá nie zauwaĪony, byá gdzieĞ w tle spoáecznej

sceny;  teraz  wysun

ąá siĊ na sam Ğrodek, staá siĊ gáówną postacią sztuki. Nie ma juĪ

bohaterów, jest tylko chór. 

Poj

Ċcie  táumu  ma  charakter  iloĞciowy  i wizualny.  Przetáumaczmy  je,  niczego 

w nim nie zmieniaj

ąc, na jĊzyk socjologii. OkaĪe siĊ, Īe mamy do czynienia z ideą

mas spo

áecznych. SpoáeczeĔstwo jest zawsze dynamicznym poáączeniem dwu czynni-

ków: mniejszo

Ğci i mas. Na mniejszoĞü skáadają siĊ osoby lub grupy osób charaktery-

zuj

ące siĊ pewnymi szczególnymi cechami. Natomiast masa to zbiór osób nie wyróĪ-

niaj

ących siĊ niczym szczególnym. Tak wiĊc pod sáowem „masy” nie naleĪy rozumieü

wy

áącznie  czy  przede  wszystkim  „mas  robotniczych”.  Masy  to  „ludzie  przeciĊtni”. 

W ten sposób to, co by

áo jedynie iloĞcią, táum, nabiera znaczenia jakoĞciowego; staje 

                                                          

1

 Mowa tu o I wojnie 

Ğwiatowej (przyp. red. tomu). 

background image

José Ortega y Gasset BUNT MAS 

393 

si

Ċ wspólną jakoĞcią, spoáeczną nijakoĞcią. Masy to zbiór ludzi nie wyróĪniających siĊ

niczym od innych, b

Ċdących jedynie powtórzeniem typu biologicznego. Co udaáo nam 

si

Ċ  uzyskaü  dziĊki  owemu  przejĞciu  od  iloĞci  do  jakoĞci?  To  bardzo  proste:  dziĊki

przej

Ğciu  do  drugiego  zrozumieliĞmy  pochodzenie  pierwszego.  Jest  rzeczą  oczywistą,

wr

Ċcz banalną, Īe jeĞli táum tworzy siĊ w normalny sposób, to u ludzi stanowiących 

go pojawiaj

ą siĊ zbieĪne dąĪenia, idee czy podobny styl Īycia. Mówi siĊ czĊsto, Īe to 

samo dzieje si

Ċ nieuchronnie z kaĪdą grupą spoáeczną, niezaleĪnie od tego, jak elitarną

chcia

áaby byü. I rzeczywiĞcie; ale jest jedna zasadnicza róĪnica.

W grupach, które nie s

ą táumem, czy masą, rzeczywiste podobieĔstwo ich czáonków

wynika z jakich

Ğ wspólnych dąĪeĔ, wyznawania jakiejĞ wspólnej idei czy poszukiwa-

nia  podobnego  idea

áu,  które  to  cele  same  w sobie  przyciągają  duĪą  liczbĊ  ludzi.  Dla 

powstania jakiejkolwiek mniejszo

Ğci konieczne jest, by uprzednio kaĪdy z jej czáonków 

wyst

ąpiá z táumu kierując siĊ jakąĞ specjalną, stosunkowo indywidualną, racją. A zatem 

jego podobie

Ĕstwo do innych czáonków mniejszoĞci jest wtórne, jest faktem zaistniaáym 

ju

Ī po wyodrĊbnieniu siĊ jednostek z táumu, przez to samo zaĞ jest w duĪej mierze po-

dobie

Ĕstwem w niepodobieĔstwie. Bywa, Īe cechą wyróĪniającą czáonków danej grupy 

jest  ich  konflikt  ze  spo

áeczeĔstwem; istnieją w Anglii grupy ludzi, którzy sami siebie 

nazywaj

ą „nonkonformistami”, co znaczy, Īe áączy ich jedynie to, Īe nie zgadzają siĊ

z t

áumem. Owo dąĪenie do áączenia siĊ w mniejszoĞü po to wáaĞnie, by przeciwstawiaü

si

Ċ  wiĊkszoĞci,  jest  charakterystyczne  dla  procesu  powstawania  kaĪdej  mniejszoĞci. 

Mallarme, mówi

ąc o niewielkiej grupce ludzi, którzy przyszli posáuchaü koncertu wy-

bitnego, ale trudnego muzyka, powiada, 

Īe obecnoĞü tej maáej liczebnie publicznoĞci

podkre

Ğla nieobecnoĞü nieskoĔczenie liczniejszego motáochu.

Rzeczywi

Ğcie, masy moĪna zdefiniowaü jako zjawisko psychologiczne; nie musi to 

by

ü  koniecznie  táum  záoĪony  z indywidualnych  jednostek.  MoĪemy  áatwo  stwierdziü,

czy dana osoba nale

Īy do masy czy nie. MasĊ stanowią ci wszyscy, którzy nie przypi-

suj

ą  sobie  jakichĞ  szczególnych  wartoĞci  —  w dobrym  tego  sáowa  znaczeniu  czy 

w z

áym — lecz czują siĊ „tacy sami jak wszyscy” i wcale nad tym nie boleją, prze-

ciwnie, znajduj

ą zadowolenie w tym, Īe są tacy sami jak inni. WyobraĨmy sobie teraz 

cz

áowieka skromnego, który próbując dokonaü oceny wáasnej wartoĞci, zadaje sobie 

pytanie, czy posiada jakie

Ğ szczególne zdolnoĞci, czy wybija siĊ w jakiejkolwiek dzie-

dzinie 

Īycia, po czym ostatecznie dochodzi do wniosku, Īe niestety, Īadnych szczegól-

nych zdolno

Ğci czy zalet nie posiada. Czáowiek ten czuje siĊ szary, bezbarwny i skrzyw-

dzony przez los, ale nie czuje si

Ċ „masą”.

Kiedy si

Ċ mówi o „wybranych mniejszoĞciach”, czĊsto znieksztaáca siĊ znaczenie 

tego  okre

Ğlenia, nie dostrzegając tego, Īe czáowiek wybrany to nie ktoĞ butny i bez-

czelny, uwa

Īający siĊ za lepszego od innych, lecz ten, który wymaga od siebie wiĊcej

ni

Ī inni, nawet jeĞli nie udaje mu siĊ samemu tych wymagaĔ zaspokoiü. Nie ulega wąt-

pliwo

Ğci, Īe to wáaĞnie jest najbardziej podstawowym kryterium podziaáu ludzkoĞci na 

dwa  typy  osobników:  tych,  którzy  stawiaj

ą  sobie  duĪe  wymagania,  przyjmując  na 

siebie obowi

ązki i naraĪając siĊ na niebezpieczeĔstwa, i tych, którzy nie stawiają sobie 

samym 

Īadnych specjalnych wymagaĔ, dla których Īyü to pozostawaü takim, jakim siĊ

jest,  bez  podejmowania  jakiegokolwiek  wysi

áku w celu samodoskonalenia, to páynąü

przez

Īycie jak boja poddająca siĊ biernie zmiennym prądom morskim. 

Przypomnia

áo  mi  to,  Īe  na  ortodoksyjny  buddyzm  skáadają  siĊ  dwie  zasadniczo 

Īne religie: jedna bardziej wymagająca i trudna oraz druga bardziej swobodna i áatwa:

background image

José Ortega y Gasset BUNT MAS 

394 

Mahayana — „wielki pojazd” czy „wielki wóz” — i Hinayana — „ma

áy wóz”, „mniej-

sza

ĞcieĪka”. Istotne jest to, z którym „wozem” zwiąĪemy wáasne Īycie, maksymal-

nych czy te

Ī minimalnych wymagaĔ.

Podzia

á spoáeczeĔstwa na masĊ i wybrane mniejszoĞci nie jest zatem podziaáem na 

klasy spo

áeczne, lecz na klasy ludzi i nie moĪna go áączyü z podziaáem na klasy wyĪ-

sze  i ni

Īsze.  OczywiĞcie,  istnieje  prawdopodobieĔstwo, Īe  w klasach  wyĪszych 

w okresie,  kiedy  status  ten  osi

ągają  i kiedy  rzeczywiĞcie  naĔ  zasáugują,  napotykamy 

wi

Ċcej osób, które związaáy swoje Īycie z „wielkim wozem”, podczas gdy klasy niĪ-

sze sk

áadają siĊ zazwyczaj z osobników pozbawionych jakichĞ szczególnych wartoĞci.

Jednak

Īe, dokáadnie rzecz biorąc, w áonie kaĪdej klasy spoáecznej istnieje masa i au-

tentyczna mniejszo

Ğü.

Jak to wkrótce zobaczymy, cech

ą charakterystyczną naszych czasów jest panowa-

nie  masy,  t

áumu, nawet w grupach o elitarnych dotychczas tradycjach. Tak wiĊc takĪe

w dziedzinie 

Īycia intelektualnego, które z samej swej istoty wymaga okreĞlonych kwa-

lifikacji,  daje  si

Ċ  zauwaĪyü  staáy  wzrost  znaczenia  pseudointelektualistów,  niedouczo-

nych, nie b

Ċdących w stanie osiągnąü naleĪytych kwalifikacji i którzy z natury rzeczy 

powinni by

ü w tej dziedzinie zdyskwalifikowani. To samo moĪna powiedzieü o wie-

lu  potomkach  „arystokracji”,  zarówno  w linii  m

Ċskiej, jak i ĪeĔskiej. Z drugiej strony 

nie jest obecnie wcale rzadko

Ğcią natrafienie wĞród robotników, którzy niegdyĞ sáuĪyli

jako typowy przyk

áad tego, co nazywamy „masą”, na jednostki o umysáach w najwyĪ-

szym stopniu uporz

ądkowanych i zdyscyplinowanych. 

Otó

Ī  istnieje  w spoáeczeĔstwie  olbrzymia  róĪnorodnoĞü  czynnoĞci,  zajĊü

i funkcji, które z natury rzeczy maj

ą szczególny charakter i, co za tym idzie, nie  mogą

by

ü naleĪycie wykonywane przez ludzi pozbawionych pewnych specjalnych uzdolnieĔ.

Przyk

áadem mogą tu byü pewnego typu przyjemnoĞci artystyczne o elitarnym cha-

rakterze albo te

Ī sprawowanie funkcji w rządzie i wygáaszanie publicznych ocen na 

temat  spraw 

Īycia  publicznego.  NiegdyĞ  te  szczególnego  rodzaju  czynnoĞci  wyko-

nywane by

áy przez mniejszoĞci o odpowiednich kwalifikacjach lub przynajmniej przez 

mniejszo

Ğci, które przypisywaáy sobie posiadanie tych kwalifikacji. Masy nie staraáy

si

Ċ ingerowaü w te zagadnienia; byáy bowiem Ğwiadome tego, Īe chcąc wziąü w nich 

udzia

á  musiaáyby,  zgodnie  z naturą  rzeczy,  zdobyü  owe  szczególne  zdolnoĞci,  a tym 

samym przesta

áyby byü masą. Znaáy swą role i miejsce w zdrowej dynamice spoáecz-

nej.

Wracaj

ąc  teraz  do  zjawisk  i faktów,  o których  mowa  byáa  na  początku,  moĪemy 

stwierdzi

ü, iĪ są one niewątpliwie zwiastunami zmian zachodzących w postawach mas. 

Wskazuj

ą  na  to,  Īe  masy  zdecydowaáy  siĊ  wysunąü  w spoáeczeĔstwie  na  pierwszy 

plan,  zakupuj

ąc  lokale,  korzystając  z urządzeĔ  i zaznając  przyjemnoĞci,  które  dotąd

zarezerwowane  by

áy  dla  bardzo  nielicznych.  Jest  rzeczą  oczywistą, Īe  na  przykáad

wspomniane  wy

Īej  pomieszczenia,  ze  wzglĊdu  na  ograniczoną  przestrzeĔ,  nie  byáy

planowane z my

Ğlą o táumie, który obecnie siĊ przez nie przelewa, unaoczniając nam 

dobitnie i namacalnie powstanie nowego zjawiska: masa, która nie przestaj

ąc byü ma-

s

ą zajmuje miejsce mniejszoĞci.

Nikt chyba nie b

Ċdzie ubolewaá nad tym, Īe wiĊksza liczba ludzi czerpie obecnie 

wi

Ċcej przyjemnoĞci z Īycia niĪ kiedyĞ, tym bardziej, jeĞli mają po temu chĊci i Ğrodki.

Z

áo tkwi w tym, Īe owa podjĊta przez masy decyzja o przyswojeniu sobie wáaĞciwego 

mniejszo

Ğciom sposobu Īycia nie ogranicza siĊ i nie moĪe siĊ ograniczyü jedynie do 

background image

José Ortega y Gasset BUNT MAS 

395 

dziedziny  przyjemno

Ğci,  lecz  staje  siĊ  ogólną  cechą  naszych  czasów.  Dlatego  teĪ  — 

uprzedzaj

ąc to, o czym bĊdzie mowa dalej — uwaĪam, iĪ zmiany polityczne ostatnich 

lat zwiastuj

ą nie co innego, jak polityczną dyktaturĊ mas. Stara demokracja utrzymywa-

áa siĊ przy Īyciu dziĊki liberalizmowi i entuzjastycznej wierze w moc prawa. Jednostka, 
pos

áuszna tym zasadom, musiaáa narzuciü samej sobie, a nastĊpnie utrzymaü, pewną

dyscyplin

Ċ.  MniejszoĞci  mogáy Īyü  i dziaáaü  pod  osáoną  zasad  liberalizmu  i przy 

przestrzeganiu  zasad  praworz

ądnoĞci.  Demokracja  i prawo  —  wspóáĪycie  zgodne 

z normami  praworz

ądnoĞci, to byáy synonimy. Obecnie jesteĞmy Ğwiadkami triumfu 

hiperdemokracji, w ramach której masy dzia

áają bezpoĞrednio, nie zwaĪając na normy 

praw nie, za pomoc

ą nacisku fizycznego i materialnego, narzucając wszystkim swoje 

aspiracje i upodobania. Fa

ászem jest interpretowanie nowej sytuacji jako takiej, w któ-

rej  masy,  zm

Ċczone  polityką,  skáadają  jej  prowadzenie  w rĊce  ludzi  o szczególnych 

w tym  kierunku  uzdolnieniach.  Wr

Ċcz  odwrotnie.  Tak  byáo  przedtem,  byáa  to 

demokracja  liberalna.  Masy  zak

áadaáy  mniej  lub  bardziej  chĊtnie, Īe  mniejszoĞü

dzier

Īąca  wáadzĊ polityczną, mimo wszystkich swych wad i sáaboĞci, zna siĊ jednak 

nieco lepiej na sprawach publicznych. Dzisiaj natomiast masy s

ą przekonane o tym, Īe

maj

ą prawo nadawaü moc prawną i narzucaü innym swoje, zrodzone w kawiarniach, 

racje.  W

ątpiĊ,  czy  udaáoby  siĊ  znaleĨü  w dziejach  jakiĞ  inny  okres,  w którym 

t

áum  sprawowaáby  wáadzĊ  w sposób  tak  bezpoĞredni  jak  w naszych  czasach. 

Dlatego te

Ī wystĊpujące obecnie zjawisko nazywamy hiperdemokracją.

To samo ma miejsce w innych dziedzinach 

Īycia, a szczególnie w sferze inte-

lektualnej.  By

ü moĪe mylĊ siĊ, ale wydaje mi siĊ, Īe obecnie pisarz, kiedy bie-

rze  do  r

Ċki pióro, by napisaü coĞ na znany mu gruntownie temat, powinien pa-

mi

Ċtaü o tym, Īe przeciĊtny czytelnik, dotąd tym problemem nie zainteresowany, 

nie  b

Ċdzie  czytaá  dla  poszerzenia  wáasnej  wiedzy,  lecz  odwrotnie  —  po  to,  by 

wyda

ü  na  autora  wyrok  skazujący,  jeĞli  treĞü  tego  dzieáa  nie  bĊdzie  zbieĪna

z banaln

ą  przeciĊtnoĞcią  umysáu  owego  czytelnika.  JeĞli  skáadające  siĊ  na  masĊ

jednostki uwa

Īają siĊ za szczególnie uzdolnione, to mamy wówczas do czynienia 

tylko  z b

áĊdem  jednostkowym,  nie  z socjologicznym  przewrotem.  D l a  

c h w i l i  

o b e c n e j  

c h a r a k t e r y s t y c z n e  

j e s t  

t o ,  

Ī e

u m y s

á y   p r z e c i Ċ t n e   i   b a n a l n e ,   w i e d z ą c   o   s w e j  

p r z e c i

Ċ t n o Ğ c i   i   b a n a l n o Ğ c i ,   m a j ą   c z e l n o Ğ ü   d o m a -

g a

ü   s i Ċ   p r a w a   d o   b y c i a   p r z e c i Ċ t n y m i   i   b a n a l n y m i  

i   d o   n a r z u c a n i a   t y c h   c e c h   w s z y s t k i m   i n n y m .  W Ame-
ryce Pó

ánocnej powiada siĊ: byü innym to byü nieprzyzwoitym. Masa miaĪdĪy

na  swojej  drodze  wszystko  to,  co  jest  inne,  indywidualne,  szczególne  i wybrane. 
Kto nie jest taki sam jak wszyscy, kto nie my

Ğli tak samo jak wszyscy, naraĪa siĊ

na  ryzyko  eliminacji.  Oczywi

Ğcie,  „wszyscy”,  to  wcale  nie  wszyscy.  Normalnie 

rzecz bior

ąc „wszyscy” to caáoĞü, na którą skáadają siĊ masy i wyróĪniające siĊ

pewnymi  szczególnymi  cechami  mniejszo

Ğci. Obecnie „wszyscy” to tylko ma-

sa. 

Taka w

áaĞnie jest straszliwa prawda o naszych czasach, przedstawiona brutal-

nie i bez os

áonek. [...] 

background image

José Ortega y Gasset BUNT MAS 

396 

Wst

Ċp do anatomii czáowieka masowego 

Jaki jest zatem ów cz

áowiek masowy, który zdominowaá dziĞ Īycie publiczne — za-

równo polityczne, jak i pozapolityczne? Dlaczego jest taki, jaki jest, czyli jak do tego 
dosz

áo, Īe siĊ takim staá?

Odpowiedzie

ü trzeba od razu na oba pytania, bo odpowiedzi te wzajemnie siĊ uzu-

pe

ániają. Ludzie, którzy dąĪą obecnie do wysuniĊcia siĊ na czoáo europejskiego Īycia,

bardzo si

Ċ róĪnią od tych, którzy w XIX wieku temu Īyciu nadawali ton, choü jednak 

przyj

Ğcie  ich  przygotowane  byáo  i uksztaátowane  przez  wiek  XIX.  KaĪdy  czáowiek

o przenikliwym  umy

Ğle, Īyjący w latach 1820, 1850 czy 1880, mógá dziĊki prostemu 

rozumowaniu  przewidzie

ü a priori powagĊ obecnej sytuacji historycznej. I rzeczywi-

Ğcie,  nie  dzieje  siĊ  dzisiaj  nic  nowego,  czego  by  z góry nie przewidziano  juĪ sto lat 
temu. „Masy nacieraj

ą”, powiadaá apokaliptycznie Hegel. „JeĞli nie znajdzie siĊ nowa 

si

áa duchowa, to nasza epoka, która jest epoką rewolucyjną, skoĔczy siĊ katastrofą”,

zapowiada

á August Comte. „WidzĊ nadciągającą falĊ nihilizmu!” — woáaá ze skaá En-

gandyny  w

ąsacz  Nietzsche.  Nieprawdą  jest  twierdzenie,  Īe  toku  dziejów  nie  moĪna 

przewidzie

ü; przepowiadano go juĪ niezliczoną iloĞü razy. JeĞli przyszáoĞü nie byáaby

do przewidzenia, to pozosta

áaby niezrozumiaáa nawet wtedy, kiedy siĊ speánia i staje siĊ

sama  czasem  przesz

áym.  MyĞl, Īe  historyk  jest  odwrotnoĞcią  proroka,  zawiera  stresz-

czenie ca

áej filozofii dziejów. OczywiĞcie, przewidzieü moĪna jedynie ogólną strukturĊ

przysz

áoĞci; ale przecieĪ po prawdzie to samo odnosi siĊ do pojmowania teraĨniejszo-

Ğci oraz przeszáoĞci. Dlatego teĪ, jeĞli chce siĊ dobrze widzieü swoją epokĊ, to trzeba 
na  ni

ą patrzeü z daleka. Z jak daleka? To bardzo proste: dokáadnie z takiej odle-

g

áoĞci, z jakiej nos Kleopatry przestaje byü widoczny. 

Jak przedstawia si

Ċ Īycie tego czáowieka táumnego, którego taką obfitoĞü zrodziá

i ci

ągle jeszcze rodzi wiek XIX? Przede wszystkim cechują je powszechne uáatwienia

w sprawach  materialnych.  Nigdy  dot

ąd  przeciĊtny  czáowiek  nie  miaá  takiej  áatwoĞci

w rozwi

ązywaniu  swoich  problemów  ekonomicznych.  Podczas  gdy,  proporcjonalnie 

rzecz  bior

ąc, topniaáy wielkie fortuny, a Īycie robotników przemysáowych byáo coraz 

ci

ĊĪsze, horyzont ekonomiczny przeciĊtnego czáowieka z jakiejkolwiek klasy spoáecznej

stawa

á siĊ z dnia na dzieĔ coraz szerszy i jaĞniejszy. KaĪdego dnia jego poziom Īycia 

wzbogaca

á  siĊ  o jakiĞ  nowy  zbytek.  Z kaĪdym  dniem  jego  pozycja  zyskiwaáa  na 

pewno

Ğci i coraz wiĊkszej niezaleĪnoĞci od cudzej woli i decyzji. To, co kiedyĞ uwa-

Īano za dobrodziejstwo losu, budzące w czáowieku pokorne poczucie wdziĊcznoĞci,
teraz przekszta

áciáo siĊ w prawo, za które nie jest siĊ wdziĊcznym, lecz którego siĊ

wymaga. 

Od  roku  1900  równie

Ī robotnik zaczyna nabieraü poczucia pewnoĞci, a Īycie jego 

staje  si

Ċ  coraz  peániejsze.  Musi  jednak  o to  walczyü.  Znajduje  siĊ  bowiem  w innej 

sytuacji ni

Ī czáonek klasy Ğredniej, któremu spoáeczeĔstwo oraz paĔstwo zapewnia do-

brobyt; oba stanowi

ą cud sprawnej organizacji. 

Do

áatwoĞci  i pewnoĞci  ekonomicznej  naleĪy  jeszcze  dodaü  fizyczną:  komfort 

i porz

ądek publiczny. ĩycie toczy siĊ po wygodnej drodze, i wydaje siĊ maáo prawdo-

podobne, by mia

áy je zakáóciü jakieĞ gwaátowne i niebezpieczne wstrząsy.

Si

áą rzeczy, taka otwarta i swobodna sytuacja sprawia, iĪ w najgáĊbszych pokáadach

dusz  zwyczajnych  ludzi  ugruntowuje  si

Ċ Īyciowe  przekonanie,  Īe  „wielka  i szeroka 

jest Kastylia”, jak to zgrabnie i celnie ujmuje stare powiedzenie ludowe. To znaczy, 

Īe

background image

José Ortega y Gasset BUNT MAS 

397 

wspó

áczesnemu  czáowiekowi Īycie  we  wszystkich  jego  podstawowych  i najbardziej 

istotnych  dziedzinach  jawi  si

Ċ  jako  p o z b a w i o n e   t r u d n o Ğ c i   i   p r o -

b l e m ó w .  W pe

áni doceniü wagĊ tego faktu moĪna dopiero wtedy, kiedy siĊ so-

bie uzmys

áowi, Īe w przeszáoĞci taka lekkoĞü i áatwoĞü Īycia byáa dla ludzi prostych 

czym

Ğ zupeánie nieosiągalnym. WrĊcz przeciwnie. ĩycie rysowaáo im siĊ jako ciĊĪkie

i pe

áne  znoju  przeznaczenie  —  zarówno  w sensie  ekonomicznym,  jak  i fizycznym. 

Odbierali  je  a nativitate  jako  nagromadzenie  trudno

Ğci i klĊsk, które trzeba cierpliwie 

znosi

ü,  skoro  jedynym  wyjĞciem  jest  pogodzenie  siĊ  z losem  i pokorne  zajĊcie

nale

Īnego sobie miejsca. 

Jeszcze jaskrawiej wida

ü róĪnoĞü tych sytuacji, gdy od sfery materialnej przejdzie 

si

Ċ do sfery prawno-obywatelskiej i moralnej. Od drugiej poáowy XIX wieku nie stoją

ju

Ī  przed  zwykáym  czáowiekiem  Īadne  bariery  spoáeczne.  To  znaczy,  Īe  równieĪ

w formach 

Īycia publicznego nie napotyka Īadnych ograniczeĔ czy przeszkód. Nic go 

nie  zmusza  do  utrzymywania  swego 

Īycia  w ryzach.  W tej  dziedzinie  takĪe  „wielka 

i szeroka jest Kastylia”. Nie istniej

ą „stany” czy „kasty”. Nie ma ludzi prawnie uprzy-

wilejowanych. Ka

Īdy czáowiek uczy siĊ od maáego, Īe wszyscy są równi wobec pra-

wa.

Nigdy  w ci

ągu  dziejów  nie  znajdowaá  siĊ  czáowiek  w okolicznoĞciach Īyciowych

podobnych  cho

ü z grubsza do tych, jakie powyĪej opisano. Mamy wiĊc do czynienia 

z zapocz

ątkowaną w XIX wieku radykalną zmianą kondycji ludzkiej. ĩyciu ludzkiemu 

nadano nowe ramy, nowe zarówno pod wzgl

Ċdem fizycznym, jak i spoáecznym. Trzy 

czynniki sprawi

áy, iĪ stworzenie nowego Ğwiata staáo siĊ moĪliwe: liberalna demokra-

cja, badania naukowe i industrializacja. Dwa ostatnie mo

Īna streĞciü w jednym sáowie

— technika. 

ĩaden z tych czynników nie byá wynalazkiem XIX wieku, wszystkie trzy 

zrodzone by

áy w dwu poprzednich stuleciach. Zasáugą XIX wieku nie byáo ich wynale-

zienie,  lecz  wdro

Īenie w Īycie. Wszyscy to przyznają. Nie wystarczy jednak abstrak-

cyjne uznanie, trzeba sobie jeszcze zda

ü sprawĊ z nieuniknionych nastĊpstw tego fak-

tu.

Wiek  XIX  by

á w istocie wiekiem rewolucyjnym. Tej rewolucji nie naleĪy jednak 

szuka

ü  na  barykadach,  które  zresztą  jej  nie  czynią.  Oto  zwyczajni  ludzie,  olbrzymie 

masy spo

áeczne — znaleĨli siĊ nagle w warunkach Īyciowych diametralnie róĪnych od 

tych, w których dotychczas 

Īyli. ĩycie publiczne zostaáo wywrócone do góry nogami. 

Rewolucja  to  nie  powstanie  przeciwko  istniej

ącemu  porządkowi,  lecz  wprowadzenie 

nowego porz

ądku bĊdącego odwróceniem starego. Dlatego teĪ nie ma Īadnej przesady 

w powiedzeniu, 

Īe  z punktu  widzenia  Īycia  publicznego  czáowiek  zrodzony  przez 

wiek XIX jest kim

Ğ zupeánie nowym w stosunku do ludzi wszystkich poprzednich stu-

leci. Cz

áowiek XVIII wieku róĪniá siĊ, oczywiĞcie, od tego z XVII, a ten ostatni od te-

go z wieku XVI, ale wszyscy oni wydaj

ą siĊ w istocie rzeczy bardzo do siebie podob-

ni,  nieledwie  identyczni,  je

Ğli  ich  porównaü  z nowym  czáowiekiem  XIX  wieku.  Dla 

„pospólstwa” wszystkich epok „

Īycie” — to byáo przede wszystkim ograniczenie, zo-

bowi

ązanie, zaleĪnoĞü, sáowem — przygniatający ciĊĪar. JeĞli ktoĞ woli, moĪna to na-

zwa

ü uciskiem, jednak pod warunkiem, Īe sáowo to bĊdziemy rozumieü nie tylko 

w sensie prawnym i spo

áecznym, ale takĪe kosmicznym. Ten ostatni rodzaj ucisku towa-

rzyszy

á niezmiennie ludzkoĞci od zarania dziejów do pierwszych lat XIX wieku, kiedy 

to rozpocz

ąá siĊ, praktycznie nieograniczony, rozwój nauki i techniki. Przedtem nawet 

background image

José Ortega y Gasset BUNT MAS 

398 

dla  cz

áowieka  moĪnego  i bogatego  Ğwiat  byá  peáen  biedy,  trudnoĞci  i niebezpie-

cze

Ĕstw

2

.

ĝwiat,  który  od  urodzenia  otacza  nowego  czáowieka,  nie  skáania  go  do  jakichkol-

wiek  ogranicze

Ĕ, nie zakáada Īadnego veta, ani nie stawia przed nim Īadnych barier, 

a nawet,  wr

Ċcz  przeciwnie,  rozbudza  w nim  nowe  potrzeby,  które,  teoretycznie  rzecz 

bior

ąc, rosnąü mogą w nieskoĔczonoĞü. Dlatego teĪ mamy tu do czynienia z nastĊpu-

j

ącym  zjawiskiem  —  i to  jest  bardzo  waĪne  —  otóĪ Ğwiat  XIX wieku i początków

XX nie tylko zapewnia ludziom dobra i mo

ĪliwoĞci, do jakich juĪ rzeczywiĞcie doszedá,

ale,  co  wi

Ċcej,  utwierdza  ich  w gáĊbokim  przekonaniu,  Īe  jutro  bĊdą  jeszcze  bogatsi, 

jeszcze  doskonalsi  i 

Īyü  bĊdą  jeszcze  peániej,  jak  gdyby  byáa  to  sprawa  jakiegoĞ

Īywioáowego, niczym nie skrĊpowanego wzrostu. Jeszcze dzisiaj, choü pojawiają siĊ
ju

Ī pierwsze oznaki niewiary, bardzo nieliczni Īywią jakiekolwiek wątpliwoĞci co do 

tego,

Īe za piĊü lat samochody bĊdą taĔsze i wygodniejsze niĪ teraz. Przekonanie to 

jest  równie  mocne  jak  pewno

Ğü, Īe jutro znów wzejdzie sáoĔce. PodobieĔstwo to ma 

charakter formalny, bo w istocie cz

áowiek prosty, stykający siĊ z otaczającym go Ğwia-

tem,  który  mu  si

Ċ  jawi  technicznie  i spoáecznie  tak  doskonaáy,  uwaĪa  go  za  dzieáo

Natury  i nawet  do  g

áowy  mu  nie  przyjdzie  pomyĞleü  o heroicznych  wysiákach 

genialnych  jednostek,  które  umo

Īliwiáy  doprowadzenie  Ğwiata  do  jego  obecnej 

postaci.  Jeszcze  mniej  by

áby skáonny uznaü, Īe wszystkie te uáatwienia i wygody 

wymagaj

ą  w dalszym  ciągu  pewnych  rzadkich  ludzkich  zalet,  których  brak  moĪe

w ci

ągu kilku chwil spowodowaü zawalenie siĊ caáej tej wspaniaáej budowli. 

W diagram  psychologiczny  wspó

áczesnego  czáowieka  masowego  moĪemy  wiĊc

wpisa

ü  dwie  podstawowe  cechy:  swobodną  ekspansjĊ Īyciowych  ĪądaĔ  i potrzeb, 

szczególnie  w odniesieniu  do  w

áasnej  osoby,  oraz  silnie  zakorzeniony  brak  poczucia 

wdzi

ĊcznoĞci dla tych, którzy owo wygodne Īycie umoĪliwili. Obie te cechy są charak-

terystyczne  dla  psychiki  rozpuszczonego  dziecka.  I rzeczywi

Ğcie  nie  bĊdzie  pomyáką,

je

Ğli na duszĊ wspóáczesnych mas spojrzymy przez pryzmat tej psychiki. Nowy plebs, 

dziedzicz

ąc dorobek dáugiej i znakomitej przeszáoĞci — znakomitej ze wzglĊdu na na-

tchnienie i trud — jest przez wspó

áczesny Ğwiat po prostu rozpuszczony. Rozpuszczaü

to  znaczy  nie  ogranicza

ü ĪądaĔ i potrzeb, to znaczy wpajaü danemu osobnikowi prze-

konanie,

Īe wszystko mu wolno i Īe do niczego nie jest zobowiązany. Dziecko tak wy-

chowywane nie ma okazji do

Ğwiadczyü granicy wáasnych moĪliwoĞci. Chronione przed 

jakimikolwiek  ograniczeniami  zewn

Ċtrznymi, przed kaĪdym zderzeniem z innym, do-

chodzi do przekonania, 

Īe Īyje samo na Ğwiecie, przyzwyczajając siĊ zarazem do nie-

liczenia si

Ċ z innymi, a zwáaszcza do nieuwzglĊdniania tego, Īe moĪe byü ktoĞ od niego 

wa

Īniejszy czy wzglĊdem niego nadrzĊdny. Poczucia cudzej nadrzĊdnoĞci moĪna do-

Ğwiadczyü jedynie na wáasnej skórze, kiedy ktoĞ silniejszy od nas zmusza do wyrze-
czenia  si

Ċ  jakiejĞ  potrzeby,  do  powstrzymania  siĊ  od  czegoĞ,  do  ograniczenia  wáa-

snych 

ĪądaĔ. W ten sposób uczymy siĊ podstawowej zasady dyscypliny: „Tu koĔczĊ siĊ

ja, a zaczyna si

Ċ ktoĞ drugi, komu wolno wiĊcej niĪ mnie. Na tym Ğwiecie istnieje naj-

widoczniej alternatywa: ja i kto

Ğ wzglĊdem mnie nadrzĊdny”. W innych epokach Īycie

codzienne uczy

áo ludzi tej prostej mądroĞci, bo ówczesny Ğwiat byá tak nieporadnie zor-

                                                          

2

 Nie na wiele zda si

Ċ bogactwo wiĊksze niĪ innych, jeĞli otaczający Ğwiat jest ubogi i wobec tego nader 

ograniczony  jest  zakres  u

áatwieĔ i wygód, z których moĪe korzystaü czáowiek dziĊki swemu bogactwu. ĩycie

przeci

Ċtnego czáowieka dzisiaj jest áatwiejsze, wygodniejsze i bezpieczniejsze niĪ Īycie moĪnego pana niegdyĞ.

Co  z tego, 

Īe  nie  jest  bogatszy  od  innych,  kiedy  Ğwiat  w ogóle  jest  bogatszy  i zapewnia  mu  wygodne  drogi, 

kolej 

Īelazna,, telegraf, hotele, bezpieczeĔstwo osobiste i aspirynĊ?

background image

José Ortega y Gasset BUNT MAS 

399 

ganizowany, 

Īe czĊste byáy wszelkiego rodzaju katastrofy i nie byáo w nim nic pew-

nego, bezpiecznego czy trwa

áego. Natomiast wspóáczesne masy ludzkie otacza Ğwiat 

pe

áen moĪliwoĞci, a na dodatek pewny i bezpieczny, zastają wszystko gotowe, bĊdące

do  ich  dyspozycji,  ogólnie  dost

Ċpne jak sáoĔce i powietrze, nie wymagające jakiego-

kolwiek uprzedniego wysi

áku. ĩaden czáowiek nie jest wdziĊczny drugiemu za powie-

trze, którym oddycha, poniewa

Ī powietrza nikt nie wyprodukowaá i naleĪy ono do ca-

áoĞci tego, co „jest”, o czym mówimy, Īe jest „naturalne”, bo nie odczuwamy jego bra-
ku. Owe rozpuszczone masy s

ą wystarczająco maáo inteligentne, by wierzyü, Īe caáa ta 

materialna i spo

áeczna organizacja, bĊdąca jak powietrze do ich dyspozycji, jest tego 

samego pochodzenia, co i ono, i chocia

Ī takĪe czasem zawodzi, to jednak wydaje siĊ

prawie tak doskona

áa, jak gdyby byáa dzieáem natury. 

Moja teza jest zatem nast

Ċpująca: wáaĞnie doskonaáoĞü, z jaką w XIX wieku zorgani-

zowano  pewne  dziedziny 

Īycia,  spowodowaáa  to,  Īe  korzystające  z owych  dobro-

dziejstw  masy  nie  uwa

Īają  ich  juĪ  za  organizacje,  lecz  za  element  przyrody.  Tak  teĪ

mo

Īna wyjaĞniü demonstrowany przez masy, absurdalny stan ducha: nie interesuje ich 

nic poza w

áasnym dobrobytem, a jednoczeĞnie nie mają poczucia wiĊzi z przyczynami 

tego dobrobytu. Zdobyczy cywilizacji nie odbieraj

ą jako cudownych, genialnych kon-

strukcji, których istnienie nale

Īy pieczoáowicie podtrzymywaü: wierzĊ wiĊc tylko, Īe

ich  rola  sprowadza  si

Ċ  do  wymagania  istnienia  tych  ostatnich,  jak  gdyby  chodziáo

o przyrodzone prawa. W zamieszkach wywo

áywanych brakiem ĪywnoĞci masy ludowe 

domagaj

ą  siĊ  zazwyczaj  chleba  i czĊsto  zdobywają  go  niszcząc  piekarnie.  MoĪe  to 

pos

áuĪyü  jako  symbol  stosunku,  oczywiĞcie  przy  zachowaniu  naleĪytych  proporcji, 

wspó

áczesnych mas do cywilizacji, która je Īywi.

Fragment ksi

ąĪki Jose Ortegi y Gasseta La Rebelión de las masas, opublikowanej w 1930 roku. 

Przedruk  wed

áug wydania polskiego: Jose Ortega y Gasset, Bunt mas, [w:] Bunt mas i inne pisma socjolo-

giczne, prze

á. Piotr Niklewicz, wstĊp Jerzy Szacki, wyboru dokonaá i tekst przejrzaá Stanisáaw Cichowicz, PWN, 

Warszawa 1982, s. 3-13, 57-65.