background image

Ryszard Tomicki 

D R O G I W  Z A Ś W I A T Y .  M A T E R I A Ł Y  D O  E S C H A T O L O G I I  A Z T E K Ó W 

Mniej więcej w polowie  X V I  w i e k u , kiedy cywilizacja zatecka 

w przyśpieszonym tempie niknęła z powierzchni ziemi, w skoloni­
zowanym przez Hiszpanię  M e k s y k u doszło do prawdziwej erupcji 
zainteresowań dziejami i kulturą niedawno  p o d b i t y c h społe­
czeństw indiańskich. Zjawisko  t o , owocujące nadzwyczaj  b o g a t y m 
piśmiennictwem o charakterze etnohistoryeznym, miało dwa 
zasadnicze źródła. Pierwszym było dążenie przybywających zza 
oceanu misjonarzy i urzędników kolonialnych — głównie zaś  t y c h 
pierwszych, dość długo rekrutujących się wy łącznie z zakonu 
franciszkanów — do możliwie wszechstronnego poznania i „oswo­
j e n i a " Nowego Świata.  D r u g i m źródłem było narastające z czasem 
dążenie elit indiańskich do zachowania, utrwalenia, a w końcu 
także do zaprezentowania  n o w y m wladeom  k r a j u zarówno od­
ległej historii swoich narodów,  j a k też po  p r o s t u własnych praw­
do ziemi i władzy. 

J a k k o l w i e k powody i cele zainteresowania dziedzictwem  k u l ­

t u r o w y m  I n d i a n były u obu tycłi grup rozbieżne, fenomen no-
wohiszpańskiego

1

 pieśmiennictwa etnohistorycznego pojawić się 

mógł wyłącznie w  w y n i k u interferencji różnych dążeń i w  w a r u n ­

kach daleko posuniętej współpracy hiszpańsko-indiańskiej. Bez 
tego  t r u d n o wyobrazić sobie powstanie relacji i  k r o n i k spisywa­
n y c h przez  I n d i a n w  r o d z i m y m języku, ale przy użyciu alfabetu 
łacińskiego, czy też wielu dziel stworzonych przez Hiszpanów, 
lecz  o p a r t y c h niemal całkowicie na materiałach (przekazach ust­
n y c h , rękopiśmienniczyeh relacjach w języku  n a h u a t l ,  p i k t o -
graficznych księgach) uzyskanych  o d  I n d i a n . 

Jest rzeczą ogólnie wiadomą, że epoka wielkich odkryć geo­

graficznych i początków kolonialnej ekspansji  E u r o p y dostarczyła 
przesłanek do rozwoju etnologii. Wówczas to właśnie powstawać 
zaczęły dzieła, których autorzy uznawani są dzisiaj za prekurso­
rów tej dziedziny wiedzy. Jednakże nigdzie chyba poza Meksy­
k i e m — a szczególnie Meksykiem środkowym, gdzie znajdowały 
się centra cywilizacji azteckiej —  t u b y l c y nie  m i e l i równie wiel­
kiego udziału w tworzeniu tego, co obecnie nazw

T

ać można kor­

pusem źródeł etnohistorycznych. Nigdzie też korpus ów nie 
zaczął powstawać  t a k wcześnie

2

 i nie objął  t a k szerokiego zakresu 

rzeczywistości spoleczno-kulturowej. 

Było to niewątpliwą zasługą misjonarzy franciszkańskich. 

Owładnięci utopijną wizją idealnego państwa, nominalnie podpo­
rządkowanego  K o r o n i e hiszpańskiej, faktycznie zaś rządzonego 
przez następców Biedaczyny z Asyżu i oddanych  i m potomków 
dawnej szlachty azteckiej, nie  t y l k o wykształcili oni szybko sto­
sunkowo liczną grupę młodzieży indiańskiej, czyniąc z niej swych 
pomocników, informatorów i potencjalnych autorów" różnego ro­
dzaju dziel, lecz również — już od lat 30-tych  X V I  w i e k u — 
rozpoczęli systematyczne i gruntowne studia  n a d językiem,  k u l ­
turą i historią mieszkańców przyszłej Republica  I n d i a n a . 

Zarówno wieloletnie badania prowadzone przez  t a k i c h ludzi  j a k 

Andres de Olmos, Toribio de Benavente zwany  M o t o l i n i a , 
M a r t i n de la Coruna, Francisco de Las Navas, Alonso de Molina, 
czy Bernardino de Sahagun,  j a k i prace podjęte przez  I n d i a n , 

którzy franciszkanom zawdzięczali przynajmniej umiejętność 
pisania, przyniosły w rezultacie tysiące — jeśli nie dziesiątki  t y ­
sięcy — stronic tekstów będących w znacznej części mniej  l u b 
bardziej dosłownym zapisem indiańskiej  t r a d y c j i , wiedzy, 

wierzeń, poglądów, poezji  i t d . Wagę tej dokumentacji łatwo 

ocenić, porównując jej walory poznawcze  n a przykład z relacjami 
X V I I I i  X I X - w i e c z n y c h podróżników, kupców i misjonarzy, 
stanowiącymi główną podstawę źródłową etnologii we wczesnej 
fazie jej rozwoju, a nawet z materiałami dostarczanymi przez 
etnografów jeszcze w pierwszych dekadach  X X stulecia. 

Znaczenie zapisów zgromadzonych w  X V I  w i e k u w środ­

k o w y m  M e k s y k u jest wszakże daleko większe niż to  b y mogło 

wynikać z jakiegokolwiek porównania, albowiem wyłącznie 
dzięki  n i m istnieje dziś możliwość nieomal bezpośredniego do­
tarcia do wielu sfer  k u l t u r y nahuatlańskiej, których nie sposób 
byłoby zrekonstruować  a n i  n a podstawie zabytków archeologicz­
n y c h ,  a n i w oparciu o obserwacje Hiszpanów. 

Jedną z  t a k i c h dziedzin jest eschatologia. W przeciwieństwie 

do genezy ludów środkowego  M e k s y k u ,  i c h migracji, dziejów 
wojen, genealogii rodów, rozwoju  s t r u k t u r politycznych, prawo­
dawstwa, różnorodnych sztuk  i t p . , „pogańskie" wyobrażenia 
0 zaświatach i pośmiertnych losach dusz  l u d z k i c h nie były tema­
t e m specjalnie  a t r a k c y j n y m dla samodzielnie sięgających po pióro 
I n d i a n . Nie znaczy  t o , by umyślnie pomijano tę problematykę 
1 oczyszczano opisy wydarzeń historycznych  l u b życia codziennego 
z wszelkich odniesień do eschatologii. Przeciwnie, każda niemal 

z większych relacji czy  k r o n i k indiańskich zawiera jakieś infor­

macje dotyczące „tamtego świata" i pozaziemskich sposobów 

istnienia. Cywilizacja aztecka  z b y t silnie powiązała archaiczną 
ideę życia dzięki śmierci z  a k t e m indywidualnego umierania — 
zwłaszcza na  p o l u  w a l k i  l u b w charakterze ofiary składanej 
bogom — aby mogło być inaczej.  W o l n o wszelako sądzić, że te 
wszystkie drobne informacje rozproszone po różnych tekstach, 
często metaforyczne albo po  p r o s t u wieloznaczne z uwagi  n a 
kontekst w  j a k i m występują, nie byłyby w stanie zastąpić naj­
ogólniejszego choćby, lecz w miarę całościowego opisu azteckiej 
eschatologii, w ramach którego one same zyskiwałyby właściwy 
w y m i a r i sens. 

Jeżeli dła indiańskich neofitów — ze zrozumiałych powodów 

—- religia ich ojców i dziadów nie stanowiła przedmiotu godnego 
jakiejś szczególnej uwagi, to w  p r z y p a d k u misjonarzy musiało 
być  a k u r a t odwrotnie. Przyśpieszona chrystianizacja, którą 
franciszkanie zapoczątkowali w 1524  r o k u , kierowała się prostą 

zasadą: „aby móc zniszczyć wroga, trzeba go poznać". Głównego 
wroga,  D i a b l a , misjonarze znali doskonale i bezpośrednio przeciw 

n i e m u skierowane było niszczenie miejsc  k u l t u indiańskich bogów, 

wznoszenie krzyży, umieszczanie w dawnych świątyniach wize­
runków świętych oraz masowe chrzty.  D r u g i m wrogiem był 
jednak Błąd, który dzięki Diabłu zalągł się w sercach i opanował 
umysły  l u d z i . Początkowe nadzieje, że da się go wykorzenić naj­
prostszymi  m e t o d a m i — głosząc prawdę, a więc podstawowe 
zasady wiary  k a t o l i c k i e j , oraz dając osobisty przykład życia 
bogobojnego, ubogiego, wypełnionego żarliwą miłością do Boga 
i ufnością w Jego sprawiedliwość — dość szybko pogodzić  m u ­
siano się z wnioskiem, iż także Błąd należy poznać, aby móc 
z  n i m skutecznie walczyć. Cel ten realizowano konsekwentnie, 
gromadząc materiały niejednokrotnie unikalne, o  j a k i c h marzyć 
mogą jedynie  n a przykład badacze religii Słowian, Prusów czy 

Litwinów — ludów żyjących przecież w bezpośrednim kontakcie 
ze światem chrześcijańskim, a chrystianizowanych niewiele 

109 

background image

wcześniej (przynajmniej jeśli chodzi o Litwinów) niż meksy­
kańscy  I n d i a n i e . 

Z pewnością, obok wielu różnorodnych czynników, które wa­

runkowały —  b y  t a k rzec, obiektywnie — intensywność i rozleg­
łość zainteresowania misjonarzy dziedzictwem cywilizacji aztec­
kiej, wymienić również trzeba  c z y n n i k i  s u b i e k t y w n e : fascynację 
egzotyczną, wysoko rozwiniętą kulturą oraz iście benedyktyńską 
pracowitość niektórych franciszkanów. Obie te cechy charakte­
ryzowały  B e r n a r d i n a de Sahagńn (1499—1590), o którym nie bez 
pewnej racji pisze się w wydanej niedawno radzieckiej encyklo­
pedii — „hiszpański etnograf i językoznawca", a dopiero po  t y m 
informuje —  „ o d 1529 misjonarz w  M e k s y k u "

3

. Nio bez racji, bo 

chociaż  B e r n a r d i n o  b y l przede  w s z y s t k i m zakonnikiem i misjo­
narzem, czego świadectwo daje niejednokrotnie  n a  k a r t a c h swej 
monumentalnej Historia general de las cosas de Nueva Espafia, 
t o  j e d n a k przeszedł do  h i s t o r i i przede  w s z y s t k i m  j a k o człowiek, 
który w  X V I  w i e k u stworzył podstawy  m e k s y k a n i s t y k i . 

Historia general..., dzieło które w ostatecznej, hiszpańskiej 

wersji zredagowane zostało w latach 1569—1582, ale powstawać 
zaczęło w końcu  l a t 40-tych,  k i e d y Bernardino de Sahagńn roz­
począł gromadzenie materiałów źródłowych, wypełnia wiele 
t a k i c h  l u k , o  j a k i c h wspomniałem przed chwiłą mówiąc o na-
huatlańskiej eschatologii. Dostarcza całościowe, syntetyczne 
zarysy  w y b r a n y c h przez badaczy dziedzin  k u l t u r y nahuatlańskiej 
(na wzór współczesnych  n a m etnograficznych monografii  w s i czy 
regionów), podając  n i e m a l  i n extenso materiał uzyskany od  i n ­
formatorów, z rzadka  t y l k o  k o m e n t o w a n y i  t o zwykle we wstę­

pach  l u b uwagach końcowych, nie zaś w trakcie opisu. W dwunas­

t u składających się  n a dzieło księgach  t e m a t y k a „religioznawcza" 
zajmuje bodaj najwięcej miejsca, nie  t y l k o dlatego, że relacja 
człowiek (społeczeństwo) — bogowie stanowiła oś organizującą 

wszystkie bez wyjątku sfery życia ludności indiańskiej. Proporcje 
t e m a t y k i uwzględnionej przez fray Bernardino są również swego 
rodzaju signum temporis, gdyż w czasach,  k i e d y pracował  n a d 
Historia general... było już oczywiste, iż znacznie łatwiej walczyć 
z  s a m y m Diabłem, niż z jego  t w o r e m — Błędem, ciągle  z b y t mało 
z n a n y m . 

T o czego próżno  b y szukać w tekstach samodzielnie pisanych 

przez  I n d i a n , powinno się znaleźć i znalazło się w kręgu zainte­
resowań misjonarza-etnografa. Bernardino de Sahagńn umieścił 

w  s w y m kwestionariuszu  p u n k t dotyczący eschatologii azteckiej 
i uzyskał od  I n d i a n informacje, które umożliwiały ogólną orien­
tację w  s t r u k t u r z e zaświatów oraz prowadzących  t a m drogach. 
T e n podstawowy dziś tekst źródłowy znalazł się w  d o d a t k u do 
Księgi  I I I zatytułowanej O początku, jaki mieli bogowie, ujęty 
w  t r z y rozdziały odpowiadające trzem pozaziemskim  k r a i ­
n o m i trzem rodzajom pośmiertnych losów. Nie jest  t o tekst 
nazbyt obszerny, dlatego też  w a r t o przytoczyć go w całości,  t y m 

bardziej, iż nie był dotąd  p u b l i k o w a n y po  p o l s k u " : 

Rozdział I. O tych, którzy szli do piekła i o sposobie, w  j a k i się 

z  n i m i obchodzono 

„ O t o co  d a w n i mieszkańcy oraz władcy tej ziemi powie­

dzieli i co wiedzieli o umierających  l u d z i a c h : że duszo zmarłych 
udawały się do jednego z trzech miejsc. 

Pierwszym jest piekło, gdzie przebywał i żył diabeł imieniem 

M i c t l a n t e c u t l i , nazywany także Tzontemoc, oraz bogini o  i m i e n i u 
Mictecacihuatl, żona  M i c t l a n t e c u t l i . 

D o piekła szły dusze  t y c h zmarłych, którzy umierali z  p o w o d u 

choroby, czy  b y l i oni władcami  l u b  n o b i l a m i , czy też ludźmi 
p r o s t y m i . I w  d n i u , w którym ktoś umarł — mężczyzna, kobieta 
albo dziecko — mówiono do nieboszczyka leżącego w łożu, zanim 
jeszcze go pochowano: 

„ O ,  s y n u ! Przebyłeś już, przecierpiałeś już  t r u d y tego życia. 

Już zdecydował się  p a n nasz zabrać ciebie, albowiem nie żyjemy 
ciągle  n a  t y m świecie, lecz życie nasze krótkie jest  n i c z y m chwila, 
którą się poświęca  b y ogrzać się w słońcu. Dzięki łasce naszego 

p ana mogliśmy poznać się i rozmawiać z sobą podczas tego życia, 
a teraz oto już cię zabrał bóg, który zwie się  M i c t l a n t e c u t l i , 
a także Aeulnahuacatl i Tzontemoc, oraz  b o g i n i o  i m i e n i u Mic­

tecacihuatl. Już umieścił cię  o n w swej siedzibie, ponieważ  m y 
wszyscy  t a m pójdziemy, jest  t o miejsce dla wszystkich, bardzo 

obszerne, i zaginie pamięć o tobie. 

Odszedłeś już do najciemniejszego miejsca, gdzie nie  m a  a n i 

światła,  a n i okien.  N i g d y nie powrócisz, nie wyjdziesz stamtąd, 

nie będziesz więcej troszczył się i zabiegał o swój powrót. 

Ochodząc  n a zawsze pozostawiłeś swoje dzieci, biedne i osie­

rocone, swoje  w n u k i .  N a w e t nie wiesz  j a k skończą, ani jakie kło­
p o t y będą przeżywać w  s w y m obecnym życiu. Ale i  m y pójdziemy 
t a m , gdzie  t y będziesz już znacznie wcześniej". 

Następnie rozmawiano z  k r e w n y m zmarłego i przemawiano 

do niego  t a k i m i słowami: 

„ O ,  s y n u ! Nabierz otuchy, nie upadaj  n a duchu, nie odrzucaj 

jedzenia i picia, niechaj uspokoi się twoje serce. Cóż możemy rzec 
na  t o , co  c z y n i bóg? Czyżby śmierć  t a nastąpiła dlatego, że 
ktoś źle  n a m życzy albo  k p i sobie z nas ? Jest pewne, iż stało 
się  t a k , ponieważ nasz  p a n chciał, aby  t o był jego koniec.  K t o 
może sprawić, żeby nasze obecne życie,  n a  t y m świecie, przedłu­
żone zostało o godzinę czy o dzień? 

A skoro już  t a k jest, okaż cierpliwość w znoszeniu trudów 

tego życia oraz pustego odtąd i mrocznego  d o m u , w którym on 
żył w oczekiwaniu  n a wolę boga. I nie miej nadziei ujrzeć więcej 
twego zmarłego. 

Nie  w y p a d a byś dręczył się  z b y t n i o sieroctwem i biedą, jakie 

c i pozostały. Nabierz sił,  s y n u , niechaj nie zabija cię smutek. 
M y przyszliśmy  t u t a j , żeby cię odwiedzić i pocieszyć  t y m i  k i l k o ­
m a słowami,  j a k przystało czynić sędziwym ojcom, którymi jes­

teśmy, bowiem nasz  p a n zabrał już  i n n y c h , starszych i bardziej 

sędziwych, którzy  p o t r a f i l i lepiej wyrażać słowa pocieszenia 
l u d z i o m ogarniętym  s m u t k i e m . 

N a  t y m kończymy naszą mowę,  m y , którzy jesteśmy  t w y m i 

ojcami i  m a t k a m i . Bądź zdrów". 

A  p o t e m  w i e k o w i starcy, specjaliści w cięciu  p a p i e r u

5

, przy­

cinali, sposobili i wiązali papiery będące w  i c h gestii, a prze­
znaczone  d l a zmarłego. Po  w y k o n a n i u i  p r z y g o t o w a n i u papierów 
b r a l i zmarłego,  p o d k u r c z a l i  m u nogi,  o k r y w a l i papierami i wiązali. 
W t e d y  b r a l i trochę  w o d y i polewali nią głowę zmarłego mówiąc: 

„ O t o woda, z której korzystałeś żyjąc  n a  t y m świecie". 

B r a l i też dzbanuszek napełniony wodą i  d a w a l i  m u go 

mówiąc: „Widzisz  o t o , z  c z y m będziesz wędrował"; i stawiali go 
pośród przeznaczonych  d l a zmarłego rzeczy. I oblekali zmarłego 
w jego pośmiertne płaszcze oraz papiery, związując go mocno. 
D a w a l i też zmarłemu wszystkie papiery,  j a k i e były przygotowane, 
kładąc je przed  n i m po kolei i mówiąc: „Widzisz oto, z  c z y m bę­
dziesz przechodził między  d w o m a górami, które zderzają się ze 
sobą". 

D a w a l i też zmarłemu inne papiery, mówiąc do niego:  „ W i ­

dzisz  o t o , z  c z y m będziesz szedł drogą, gdzie jest wąż, który drogi 

strzeże". 

D a w a l i też inne papiery, mówiąc: „Widzisz oto, z czym bę­

dziesz szedł  t a m , gdzie znajduje się zielona jaszczurka, która 

zwie się xochitonal". 

Mówili do zmarłego: „Widzisz oto, z  c z y m będziesz przemie­

rzał osiem  p u s t y n n y c h stepów". 

D a w a l i też kolejne papiery, mówiąc: „Widzisz  o t o , z  c z y m 

będziesz przechodził przez osiem wzgórz". 

Mówili też dc zmarłego: „Widzisz  o t o , z  c z y m będziesz mijał 

w i a t r noży, który nazywa się ,,itzegecayan", ponieważ był to  w i a t r 
t a k silny, że niósł kamienie i kawałki krzemiennych noży. 

Z  p o w o d u  t y c h wiatrów oraz (panującego  t a m )  z i m n a palono 

wszystkie tobołki i broń, cały łup  z d o b y t y  n a jeńcach  p o j m a n y c h 
podczas  w o j n y oraz wszystkie  u b i o r y  j a k i c h (zmarli) używali. 
Powiadano, iż rzeczy te szły razem ze zmarłym i w  o w y m miejscu 
okrywały go, żeby nie ucierpiał  z b y t mocno.  T o samo robiono 
jeśli umierały  k o b i e t y ; palono wszystkie  p r z e d m i o t y służące 

110 

background image

do  t k a n i a i przędzenia, i całą odzież jakiej używały,  a b y chroniło 

je  t o w  o w y m przejściu  o d zimna i wielkiego  w i a t r u , który zwano 

itzehecuyan. A  k t o nie posiadał żadnego  d o b y t k u , bardzo cierpiał 
od  w i a t r u w  t y m przejściu. 

Ponadto dawano zmarłemu pieska o jasnoczerwonej sierści, 

aby go zabrał ze sobą, na szyi zaś psa wiązano luźną bawełnianą 
nić. Powiadano, że  z m a r l i — płynąc  n a piesku —  p r z e b y w a l i 
rzekę piekielną, która nazywa się Chiconahuapan. 

G d y  z m a r l i docierali do diabła imieniem  M i c t l a n t e c u t l i , da­

w a l i  m u i  o k a z y w a l i  p a p i e r y , które  m i e l i  n a sobie, a także pęki 
smolnych szczap, wypełnione wonnościami  r u r k i , luźną bawełnia­
ną nić i drugą nić — czerwoną, i płaszcz oraz maxtle

6

 albo spódni­

ce, koszule i cały  d o b y t e k zmarłej  k o b i e t y pozostawiony przez 
nią  n a świecie; wszystko to  o d  c h w i l i jej śmierci było zwinięte 
w tobołek. 

Rzeczy te palono  p o osiemdziesięciu dniach i to samo czynio­

no przy końcu  r o k u , po dwóch  l a t a c h , po trzech latach i po czte­

rech  l a t a c h . Wówczas, zgodnie z  i c h zwyczajem, kończyły się 
i dopełniały obchody pogrzebowe, albowiem mówili, że wszystkie 
ofiary  j a k i e za zmarłych składano  n a  t y m świecie szły przed 
oblicze diabła, który nosił imię  M i c t l a n t e c u t l i . 

Po upływie zaś czterech  l a t zmarły wychodzi i udaje się do 

dziewięciu piekieł, gdzie płynie bardzo szeroka rzeka.  N a brzegu 
tej  r z e k i przez którą  z m a r l i przepływają  n a pieskach, żyją i bieg­
ają psy. 

Powiadają, że zmarłego, który przychodzi  n a brzeg rzeki, 

n a t y c h m i a s t spostrzega pies i jeżeli rozpozna swojego pana, skacze 

do wody, płynie  t a m , gdzie znajduje się jego  p a n i przeprawia go 

na  s w y m grzbiecie. 

Dlatego  k r a j o w c y  z w y k l i w  t y m właśnie celu trzymać i ho­

dować pieski. 

P o w i a d a l i jeszcze, że psy o sierści białej i czarnej nie mogły 

pływać  a n i przebyć tej rzeki, bo —  j a k  u t r z y m y w a n o — pies 
0 sierści białej mówił: ,,ja się umyłem", a pies o sierści czarnej: 

,,ja poplamiłem się  n a ciemno i dlatego nie mogę cię przewieźć". 

T y l k o pies o sierści jasnoczerwonej był w stanie przeprawić 
zmarłego  n a grzbiecie. 

I  t a k  t o , w  t y m miejscu piekła, które zwie się Chiconaumic-

t l a n ,  z m a r l i znajdowali swój kres i ginęli. 

Powiadają ponadto, że zaraz po obleczeniu zmarłego w całe 

jego pośmiertne wyposażenie z papierów i  i n n y c h rzeczy, zabijano 

psa zmarłego i obu niesiono  n a miejsce, gdzie zmarły miał być 
wraz z psem spalony. 

D w a j spośród starców specjalnie  d b a l i o spalenie zmarłego 

1 zajmowali się  t y m ,  i n n i zaś starcy śpiewali. A  k i e d y zmarły 

płonął, ci dwaj starcy poszturchiwali ciało  k i j a m i . Po jego spale­
n i u zbierali popiół, węgiel i kości zmarłego,  b r a l i wodę mówiąc: 

„Niechaj zmarły się  u m y j e " , i polewali wodą węgiel i kości zmar­
łego. Następnie  k o p a l i okrągły dołek i grzebali je. 

Czynili  t a k zarówno przy pochówkach szlachty,  j a k i  p r o s t y c h 

ludzi. Kości wkładali do dzbana  l u b garnka wraz z zielonym  k a ­
mieniem, który nazywa się chalchihuitl,  z a k o p y w a l i w  j e d n y m 
z pomieszczeń jego  d o m u i codziennie składali ofiary, umieszcza­
jąc je  t a m , gdzie pogrzebane były kości zmarłego. 

Powiadają też, że jeśli  u m i e r a l i władcy i nobile do ust kła­

dziono  i m zielony kamień, który zwie się chalchihuitl. A  p r o s t y m 
ludziom wkładano do ust kamień, który nie był  t a k cenny i miał 
małą wartość, zwany texoxoctli czyli kamień do  w y r o b u noży. 
Kamień —  j a k mówią — kładziono zamiast serca zmarłego. 

D l a zmarłych władców  w y k o n y w a n o toż liczne i różnorodno 

przybrania z  p a p i e m , które tworzyły długi  n a cztery brazas

proporzec, zrobiony z papieru a  p r z e t y k a n y pękami różnych piór. 

Zabijano ponadto dwudziestu niewolników i dwadzieścia 

niewolnic, mówili bowiem, że  t a k  j a k służyli  o n i swemu  p a n u na 

t y m świecie, podobnie służyć będą w piekle. I tego dnia,  k i e d y 
spalano władcę, zabijano również niewolników i niewolnice prze­
szywając  i n gardło strzałami.  N i e palono ich razem z władcą, 
lecz grzebano w osobnym miejscu. 

Rozdział  I I . 0 tych, którzy szli do raju ziemskiego 

I n n y m miejscem, do którego —  j a k powiadano — odchodziły 

dusze zmarłych, jest raj ziemski o nazwie Tlalocan. Panuje w  n i m 
wielka radość i wesele, bez żadnych trosk.  N i g d y nie  b r a k  t a m 
zielonycłi  k o l b  k u k u r y d z y ,  d y n i i gałązek komosy, zielonego aji

i pomidorów, zielonej fasoli w strąkach i kwiatów. 

Żyją  t a m bogowie, którzy zwą się Tlaloque; są  o n i podobni 

do bałwochwalczych kapłanów noszących długie włosy. 

Udają się  t a m  c i , którzy giną  o d  p i o r u n a albo topią się 

w wodzie, a także trędowaci,  s y f i l i t y c y , ludzie  p o k r y c i świerzbem, 
chorzy  n a podagrę i puchlinę wodną. Umierających  n a choroby 
zakaźne i nieuleczalne nic palono, lecz grzebano ciała  t y c h cho­
r y c h i kładziono  i m nasiona komosy  n a szczęki,  n a  t w a r z . Kła­
dziono  i m też  n a czole niebieski  b a r w n i k i pocięte papiery, także 
na  p o t y l i c y kładziono  i m papiery i odziewano  i c h w papiery, 
a w dłoń (wkładano) laskę. 

I  t a k właśnie powiadano — że w raju ziemskim, który zwał 

się Tlalocan, zawsze było zielono i stale trwało lato. 

Rozdział  Ш . 0 tych, którzy szli do nieba 

K o l e j n y m miejscem, do którogo odchodziły dusze zmarłych, 

jest niebo, gdzie mieszka słońce. 

D o nieba idą  c i , którzy zabici zostali  n a wojnie oraz jeńcy, 

którzy  z m a r l i będąc we władzy swych wrogów —  j e d n i umierali 
przebici nożem,  i n n i żywcem spaleni, jeszcze  i n n i poranieni 
o s t r y m i  t r z c i n a m i , zatłuczeni sosnowymi  k i j a m i ałbo zabici w po­
j e d y n k u z  w r o g a m i ; niektórym do całego ciała przywiązywano 
smolne szczapy, podpalano je i w  t e n sposób się spalali. 

Powiada się, że wszyscy  o n i przebywają  n a równinie i do­

kładnie o wschodzie słońca podnoszą  o n i  k r z y k i wrzask, uderzając 

(jednocześnie) w tarcze. I  k t o  m a tarczę podziurawioną strzałami, 
ten  p a t r z y przez  d z i u r y w tarczy  n a słońce, a  k t o nie  m a tarczy 
podziurawionej strzałami, nie może patrzoć  n a słońce. 

W niebie jest zagajnik i moc  r o z m a i t y c h drzew. 
O f i a r y jakie żywi składają  i m  n a  t y m świecie, docierają do 

n i c h i  t a m je  o n i otrzymują. 

Po upływie czterech  l a t dusze  t y c h zmarłych zamieniały się 

w różnego rodzaju  p t a k i o wspaniałym upierzeniu i fruwały  w y ­
sysając  n e k t a r z wszelkich kwiatów —  t a k w niebie,  j a k i na 
t y m świecie — podobnie  j a k  t o czynią zinzones."

Nie oceniajmy jakości materiału zdobytego przez Bernardina 

de Sahagun z  p u n k t u widzenia współczesnych kryteriów. Spójrz­
m y  n a  t e n zapis inaczej. Załóżmy mianowicie, iż mógłby  o n być 
j e d y n y m istniejącym zapisem dotyczącym azteckiej eschatologii, 
co zdarza się nioraz w  w y p a d k u etnograficznych relacji spisywa­
n y c h w  m i n i o n y c h stuleciach.  J a k  w t e d y zostałby oceniony ? 

Ogólny obraz azteckiej koncepcji byłby w zasadzie jasny. 

Mielibyśmy do czynienia z dwoma rodzajami śmierci: śmiercią 
naturalną, która predystynuje dusze do pełnej trudów i przeszkód 
wędrówki do  k r a i n y zwanej  M i c t i o n (do „piekła",  j a k mówi misjo­
narz), gdzie czeka je unicestwienie; oraz śmiercią w jakimś 
sensie nienaturalną, która w zależności od swoj konkretnej  f o r m y 
predystynuje dusze do  b y t o w a n i a w jednej z dwóch  k r a i n szczęśli­
wości — w Tlalocanie,  r a j u boga deszczów i wegetacji Tlaloca 
albo w  T o n a t i u h i l h u i c a c , niebie Słońca  c z y l i boga  T o n a t i u h a . 
Ze względu  n a formę pochówku podział wyglądałby nieco inaczej, 
ciałopalenie obowiązywało  b o w i e m zarówno w  p r z y p a d k u śmierci 
naturalnej,  j a k też jednej z  f o r m śmierci „nienaturalnej" (za-
bicio  n a wojnie  l u b w niewoli), grzebano natomiast ciała  t y c h 
ludzi, których  f o r m a śmierci kwalifikowała do przebywania 

w Tlalocanie. 

Pozostawałoby wprawdzie bez odpowiedzi  p y t a n i e , w jakiej 

mierze obraz  t e n jest wyczerpujący i zgodny z rzeczywistym 
stanem rzeczy, ale wolno sądzić, że  g d y b y relacja fray Bernardina 
była faktycznie  j e d y n y m dostępnym źródłem naszej wiedzy, nie 

budziłaby ona większych zastrzeżeń. Po pierwsze dlatego, że 
koncepcja  j a k a się z niej wyłania wydaje się być dostatecznie 

111 

background image

spójna i wystarczająco skomplikowana. A po drugie, z uwagi  n a 
sposób uzyskania materiału (wieloletnie, systematyczne badania, 
łącznie z weryfikacją dany cli u różnych informatorów),  j a k rów­

nież kompetencja badacza i autora zapisu (doskonała znajomość 

języka i  k u l t u r y  n a h u a t l ) . 

Od razu powiedzmy, że stanowisko takie byłoby całkowicie 

słuszne, gdyż opis fray Bernardina jest bez wątpienia wiarygodny 
i zawiera zasadnicze elementy azteckiej koncepcji zaświatów 
oraz sposobów przekraczania granicy życia ziemskiego. Jednakże 
dzięki wyjątkowo „źródłorodnej" sytuacji powstałej w  M e k s y k u 
po konkwiście, dzięki rzadko spotykanej intensywności zaintere­

sowań zdobywców kulturą  p o d b i t y c h ludów oraz „aktywności 

i n f o r m a c y j n e j " samych  I n d i a n , wiemy dziś również  j a k dalece 
uproszczony i ubogi jest obraz wyłaniający się z relacji francisz­

kanina. 

Wspomniałem już wcześniej, że oprócz materiału zebranego 

przez Bernardina de Sahagńn — wyjątkowego, bo gromadzonego 
celowo — istnieje stosunkowo dużo informacji dotyczących aztec­
kiej eschatologii w różnego rodzaju zapisach zazwyczaj tema­
tycznie nie mających nic. wspólnego z tą dziedziną  k u l t u r y . Otóż 
one właśnie, aczkolwiek niekiedy same nabierają sensu dopiero 
w zestawieniu z opisem fray Bernardina, pozwalają też dostrzec 
jego ograniczenia. 

Zalety, ale i wady, tego  t y p u  i n f o r m a c j i wynikają z para­

doksalnej sytuacji,  j a k a decydowała o  i c h pojawieniu się w zapi­
sach sporządzanych przez  I n d i a n i Hiszpanów. Dostawały się one 
bowiem do różnorakich tekstów w zasadzie przypadkowo, a. zara­
zem — można  b y powiedzieć — siłą rzeczy. Przypadkowo, po­

nieważ pojawiały się na marginesie zupełnie odmiennej proble­

m a t y k i (np. w

7

 relacjach historyczny-ch), nie mając z nią najczęś­

ciej żadnych istotniejszych związków i będąc bez znaczenia 
z  p u n k t u widzenia celów przyświecających  a u t o r o w i danego 
zapisu. Stąd też bierze się lakoniczność, fragmentaryczność i nie­
jasność wielu z  t y c h  i n f o r m a c j i . A jednocześnie pojawiały się one 

silą rzeczy, gdyż częstokroć decydował o  t y m nie tyle świadomy 
zamysł indiańskiego autora  l u b  i n f o r m a t o r a przekazującego swą 
wiedzę Hiszpanowi, ile logika treści  k u l t u r o w y c h będących przed­
m i o t e m zapisu. To kontekst wymuszał niejako dodanie  t y c h  p a r u 

informacji — nieistotnych ze względu na cel i przedmiot zapisu, 
lecz kojarzących się nieodparcie z którymś z elementów relacji 
na skutek istnienia między  n i m i  u k r y t y c h więzi znaczeniowych. 
N i e  m a potrzeby nikogo przekonywać, jaką wagę mają te sko­
jarzenia, niespodziewane odwołania,  o k r u c h y  i n f o r m a c j i dla 
rekonstrukcji nahuatlańskiej wizji świata, a w jej ramach także 
eschatologii.  O d dawna wiadomo, że  j e d n y m z warunków powo­
dzenia badań  n a d  e t n i c z n y m i  w i z j a m i świata jest przestrzeganie 
zasady, która  b r z m i : pozwolić  i n f o r m a t o r o w i mówić (w jego 
r o d z i m y m języku), jeśli już dał się do tego  n a kłonić. W Meksyku 
w  X V I  w i e k u nie brakowało ani nakłaniających, ani chętnych 
do mówienia i pisania. 

Nie jest  m o i m celem przeprowadzanie analizy eschatologii 

azteckiej, nio miejsce  t u również  n a jej całościową prezentację. 
W a r t o wszakże  n a  p a r u choćby przykładach pokazać,  j a k dalece 

uzupełniają i komplikują znaną  n a m już w ogólnych zarysach 
koncepcję owe dodatkowe informacje rozsiano po całym nowo-
hiszpańskim piśmiennictwie etnohistorycznym. Pierwszym przy­
kładem niech będzie fragment  t e k s t u pochodzącego także z opus 
magnum
 Bernardina de Sahagńn. 

Księga  V I jego dzieła nosi tytuł 0 retoryce, filozofii moralnej 

i teologii narodu meksykańskiego, gdzie znajdują się rzeczy nader 
ciekawe tyczące doskonałości jego języka oraz kwestie wielce subtelne 
dotyczące cnót moralnych.
  T y m razem  m a m y przed sobą nie tyl e 
misjonarza tropiącego ślady Błędu i badającego jego postacie, 
ile wrażliwego humanistę, miłośnika kunsztu oratorskiego i apo­

logetę  I n d i a n , usiłującego przy pomocy zbioru moralizatorskich 
oracji — jeszcze,  n a szczęście, pamiętanych — ukazać własnym 
r o d a k o m ,  j a k cenne wartości poszły w ruinę wraz z  i m p e r i u m 
azteckim. 

Wśród kilkudziesięciu wspaniałych huehuetlatolli, istnego 

zwierciadła wszystkich niemal sfer życia nahuatlańskiego spo­
łeczeństwa (łącznie z życiem erotycznym), znajduje się mowa, 
jaką zwykł  b j d wygłaszać ojciec do syna, aby  m u wpoić zamiło­

wanie do życia godnego i  c n o t l i w e g o

1 0

Odwołując się do  t r a d y c j i i mądrości przodków ojciec roz­

tacza przed synem panoramę postaw i sposobów życia specjalnie 
godnych pochwały. W  p e w n y m momeńeie.,'"po wygłoszeniu peanu 
na cześć dzieci dorastających w świątyniach  p o d okiem kapłanów 

i spędzający-ch czas  n a modłach, ćwiczeniach i posługach, ojciec 

mówi: 

„Jest także  i n n y rodzaj ludzi, którzy są  m i l i bogu oraz bliź­

n i m . Są  t o dobrzy kapłani żyjący w czystości, mający serca zacne 

i nieskalane, dobre i czyste, białe  j a k śnieg.  I c h sposób bycia 
jest nienaganny, żadnego  b r u d u , ani śladu grzechu nie  m a w  i c h 
obyczajach. A ponieważ są tacy, są też dobrze przez boga  w i ­
dziani i ofiarowują  m u kadzidło oraz  m o d l i t w y i zanoszą doń 
prośby w imieniu  l u d u . 

Władca mawiał: „ci są sługami  m o i c h bogów", albowiem 

prowadzili stateczne i przykładne życie: starcy zaś, ludzie sędziwi 

i mądrze-, znający się  n a księgach zawierających naszą naukę, 

przekazali  n a m , że ci co mają zacne serce i żyją z dala od wszelkich 
rozkoszy cielesnych i  b r u d n y c h , wielce są  g o d n i miłości. A ponie­
waż  c i , co w  t e n sposób żyją, są ludźmi szlachetnymi, bogowie 
ich pożądają, i pragną ich zdobyć, i wzywają do siebie  t y c h , 
którzy są bez najmniejszej skazy. I  o n i umierają  n a wojnie. 

P o w i a d a l i starcy, że  w z y w a ich do siebie Słońce  a b y żyli 

razem z  n i m  t a m , w niebie, i żeby go cieszyli, śpiewali przed  n i m 
i sprawiali  m u przyjemność. Dzięki Słońcu są  o n i stale zadowoleni, 
żyją w niekończącej się radości, delektują się zapachem i nekta­
rem wszelakich kwiatów ponętnych i  w o n n y c h ,  n i g d y nie 
zaznając  s m u t k u , bólu czy zmartwienia, gdyż żyją w  d o m u Słońca 
pełnym upajających rozkoszy. 

Ludzie tego  p o k r o j u , ginący  n a wojnach, cieszą się  w i e l k i m 

szacunkiem  t u t a j ,  n a ziemi, a  t e n rodzaj śmierci jest przez  w i e l u 

pożądany. I wielu zazdrości  t y m , którzy  t a k umierają, a wszyscy 
pragną tej śmierci dlatego, że ci co  t a k umierają są wielce chwa­

leni. 

Jest  i n n y jeszcze rodzaj  l u d z i , którzy również są przez boga 

miłowani i pożądani. Są  t o  c i , co utonęli w wodzie z  p o w o d u na­

paści jakiegoś wodnego stworzenia,  j a k ahuizotl

11

 albo ateponaztli'

2

l u b czegoś innego, a także  c i , którzy zostali zabici przez  p i o r u n . 
O  n i c h wszystkich  p o w i a d a l i starcy, że bogowie  i c h miłują i dla­
tego zabierają  i c h do siebie, do ziemskiego raju, aby żyli razem 
z bogiem zw

T

anym Tlalocatecutli, którego czci się przy pomocy 

ulli

13

 oraz yauhtli'* i który jest bogiem roślin  w a r z y w n y c h . 

Ludzie  z m a r l i w  t a k i sposób są bardzo szczęśliwi  p r z y bogu 

Tlalocatecutli, gdzie zawsze mają warzywa, zielone poła  k u k u ­
rydziane, najrozmaitsze rośliny,  k w i a t y i owoce.  N i g d y nie 
więdną w  o w y m miejscu rośliny i  k w i a t y ,  t r w a  t a m stale lato. 
Rośliny są ciągle zielone, a  k w i a t y świeże i pachnące. 

Także o chłopcach i dziewczynkach, którzy umierają zanim 

zetkną się z  j a k i m k o l w i e k grzechem, umierają w niewinności, 

prostoduszni i dziewiczy, powiadają starcy, że dostępują oni 
wielkich łask naszego pana, boga, są bowiem niczym szlachetne 
kamienie i udają się przed oblicze boga czy-ści i nieskalani. 

Posłuchaj też o  k o l e j n y m rodzaju ludzi, którzy są szczęśliwi, 

są miłowani, i których bogowie zabierają do siebie. Są  t o dzieci 
umierające w bardzo wczesnym  w i e k u , będące  n i c z y m szlachetne 
kamienie. One nie odchodzą do przerażających miejsc piekiel­
n y c h , lecz idą do  d o m u boga, który zwie się Tonaeatecutli, do 
ogrodów o nazwde Tonacaquauhtitlan, gdzie rosną wszelkie 
o d m i a n y drzew, kwiatów i owoców. I  t a m żyją  j a k tzintzones, 
maleńkie wielobarwne  p t a s z k i , które fruwając wysysają  k w i a t y 
drzew. 

I  k i e d y umierają  c i maleńcy chłopcy i maleńkie dziewczynki, 

nie bez racji grzebie się ich obok spichrzy, w których przecho­
w y w a n a jest  k u k u r y d z a i inna żywność.  A l b o w i e m oznacza  t o , że 
ich dusze znajdują się w miejscu pełnym rozkoszy i pożywienia, 

112 

background image

ponieważ  u m a r l i czyści i nieskazitelni  j a k drogooonne kamienie, 
szlachetne szafiry. (...) 

Jest jeszcze- jeden rodzaj ludzi miłowanych i pożądanych 

przez bogów. Są  n i m i mężczyźni i  k o b i e t y o  d o b r y m charakterze, 
żyjący cnotliwie, którym wszyscy ufają i których wszyscy szanu­
ją, i nie mający w sobie nic nagannego, żyjący w spokoju i w zgo-
dzio ze  w s z y s t k i m i i przez wszystkich  l u b i a n i . " 

Pozostawmy bez koai'enfflrza  t e n  m i n i - t r a k t a t o  w y b o r a c h 

d o k o n y w a n y c h przez  l u d z i i przez bogów, zauważając jedynie, iż 
pojawia się w  n i m  n o w a pozaziemska  k r a i n a — Tonacaquauli-
t i t l a n , rajski ogród boga Tonacatecutli, w którym egzystują 
dusze zmarłych niemowląt.  T o już  c z w a r t y region zaświatów, 

całkowicie pominięty w materiałach o azteckiej eschatologii ze­
b r a n y c h przez fray  B e r n a r d i n a . Czy  o s t a t n i ? Otóż nie, bowiem 
w indiańskich relacjach historycznych  k i l k a k r o t n i e wspomina 
się jeszcze jedną, zagadkową krainę o nazwie Cincalco, z którą 
łączy się najbardziej chyba niezwykły sposób odchodzenia z tego 
sw'iata, a mianowicie znikanie. Łączy się z nią również najbardziej 
tajemniczy epizod z życia Motecuhzomy Xocoyotzina, władcy 
T e n o c h t i t l a n u w  l a t a c h 1502—1520, który —  j a k twierdzą kro­
nikarze — chciał uniknąć grozy hiszpańskiego podboju, odchodząc 
do Cincalco.  P r z y t o c z m y  n a koniec fragmenty opisu tego wyda­
rzenia, zaczerpnięte z dzieła  d o m i n i k a n i n a fray Diego  D u r a n a , ale 
pochodzące z niezachowanej relacji w języku  n a h u a t l

1 5

. Pozwalają 

one dostrzec, poza  w s z y s t k i m  i n n y m , sposób w  j a k i informacje 
dotycząco eschatologii uwikłane są w relacje  t y p u historycznego. 

„Motecuhzoma był mocno zaniepokojony i miał  t a k poru­

szone serce, że ilekroć widział kometę albo słyszał lament,  j a k i jej 
pojawienie się wywoływało wśród  I n d i a n , nie mógł uciszyć serca 
i uspokoić duszy,  m i m o że był mężny i wielce odważny. Aż pewne­
go dnia,  k i e d y był pogrążony w myślach i zatroskany, wezwał 
swych garbusów i karły, którzy usługiwali  m u w pałacu. Ostrzegł 
ich i uprzedziwszy  n a j p i e r w , żeby zachowali w całkowitej 
tajemnicy — pod groźbą śmierci —  t o , co chciał  i m powiedzieć, 
rzekł do  n i c h : 

„Powinniście wiedzieć, że jestem bardzo  s m u t n y i wielce 

niespokojny. Boję się tego, co —  j a k  m i powiedziano — spaść  m a 
n a mnie i co się  m a zdarzyć za mego życia. Postanowiłem zatem 
ukryć się w jakiejś  j a s k i n i w lasach, gdzie więcej mnie  n i k t nie 
u j r z y . Dlatego, jeżeli zechcecie pójść ze mną, będą  w a m wdzięczny 

mając was za  t o w a r z y s z y " . 

Garbusi i karły odpowiedzieli  m u , iż jest  o n panem, niech 

więc rozkaże co zechce, a  o n i będą  m u posłuszni i pójdą gdzie 
t y l k o zapragnie  i c h zabrać. (...) 

Po  p e w n y m czasie Motecuhzoma „zawołał swych garbusów 

i kazał wezwać  k i l k u czarowników i wróżbitów, którzy zwani są 
przez  n i c h  ( I n d i a n —  R T ) tequitque. I polecił  i m ,  a b y  n a t y c h m i a s t 
obdarli ze skóry dziesięciu mężczyzn i przynieśli  m u skóry, których 
potrzebował. 

K i o d y  m u przyniesiono ludzkie skóry, kazał je zanieść do 

swej ubieralni. I wziąwszy dwóch garbusów spośród  t y c h , którzy 
m u usługiwali, rzekł  i m , iż znalazł już miejsce, gdzie się  u k r y j e . 
Nazywało się ono Cincalco (...). Było  t o miejsce bardzo przyjemne, 
zapewniające wytchnienie, gdzie ludzie żyli bez końca, nie umie­
rając; a zgodnie z  t y m , co  m u przekazano, były  t a m również 
krystalicznie czyste wody, wszelkiego rodzaju pożywienie rodziło 
się w ogromnej obfitości,  k w i a t y zaś i rośliny  b y t y stale świeże. 
I żc  t a m postanowił odejść. 

Ale chciał, żeby najpierw  o n i poszli pozdrowić pana tego 

miejsca, który nazywał się Uemac, i żeby w jego (Motecuhzomy — 
K T )  i m i e n i u  d a l i  m u owe skóry ludzkie i oświadczyli, iż król 
Motecuhzoma prosi o przyjęcie do jego otoczenia i  n a służbę, 
gdyż pragnie tego bardzo,  a b y wyzwolić się  o d tego, co Tzom-
p a n t o c u t l i , władca Cuitlahuac, i król Tezcuco zapowiedzieli  m u 
przed swą śmiercią, a co uważał za nieuchronne  p o ujrzeniu  t y l u 
znaków  n a niebie oraz po  t y l u przepowiedniach i wróżbach  n a 
ziemi. I że prosi go o łaskawe przyjęcie  n a służbę do siebie. 

I nakazując surowo, żeby nie  w y j a w i a l i tego  n i k o m u , dał  i m 

n a drogę wszystko, czego potrzebowali. 

Pvuszyli garbaci wraz z tequitque  n a poszukiwanie miejsca, 

w którym znajdowała się  j a s k i n i a Cincalco, kierując się wskazów­
k a m i  j a k i e  d a l  i m sam Motecuhzoma, gdzie mają szukać. A było 
to —  j a k mówili niektórzy — między Meksykiem i Cuyuacan, 

w miejscu  z w a n y m  A t l i x u a c a n (...). 

H i s t o r i a powiada, że do tego miejsca wysłał Motecuhzoma 

swoich posłańców. A  o n i , wszedłszy do  j a s k i n i , która  t a m była, 
natknęli się  n a bardzo czarnego człowieka z laską w dłoni, który 
nazywał się Totec.  G d y  i c h zapytał czego chcą,  o d p a r l i , że przy­
chodzą mówić z  p a n e m  j a s k i n i . I poprowadził  i c h , trzymając za 
rękę, w głąb  j a s k i n i aż  d o t a r l i do Uemaca, który miał straszny 
wygląd. Korząc się przed  n i m , złożyli dziesięć przyniesionych 
skór  l u d z k i c h . " 

Pierwsza grupa posłańców przyniosła Motecuhzomie nega­

tywną odpowiedź Uemaca, za co zapłacić musieli życiem. Podobny 
los spotkał kolejną grupę. Dopiero za trzecim razem posłańcy 
wrócili ze zgodą władcy Cincalco, ale uzależnioną  o d spełnienia 
k i l k u warunków. Motecuhzoma musiał odprawić osiemdziesięcio-
dniową pokutę, wyrzec się wytwornego jadła, napitków oraz 
l i c z n y c h żon i  k o n k u b i n .  N i e mógł zasiadać  n a tronie,  a n i wystę­
pować publicznie w  r o l i władcy. Zamiast bogatych strojów, 
insygniów władzy i klejnotów, miał włożyć ubiór  p o k u t n i k a .  G d y 
w a r u n k i Uemaca zostały spełnione, Motecuhzoma otrzymał po­
lecenie — za pośrednictwem kolejnej  g r u p y posłów — stawienia 

się w wyznaczonym miejscu, skąd miał być zabrany do Cincalco. 

Jednakże zamiar nie został ostatecznie zrealizowany: 

,,(...) texiptla ze świątyni, będący podobizną  b o g a

1 6

, usłyszał 

podczas snu głos, który mówił: „Obudź się,  t e x i p t l a , patrz że 

twój król Motecuhzoma ucieka, odchodzi do jaskini  U e m a c a ! " . 

T e x i p t l a zbudził się i otworzywszy oczy ujrzał jasność,  j a k b y był 
dzień, i ponownie usłyszał, że Motecuhzoma ucieka, że oczekuje 
na Uemaca w miejscu  z w a n y m Tlachtonco, i żeby zawrócić go 
do  m i a s t a , przemówić  m u do  r o z u m u i zganić go za  t a k wielką 

lekkomyślność. 

T e x i p t l a ruszył sam ze świątyni i znalazłszy łódź  n a brzegu 

w o d y skoczył do niej i wiosłem, które w niej było, zaczął wiosłować 
z całą siłą. Wkrótce dotarł do miejsca Tlachtonco i  t a m znalazł 
Motecuhzomę oraz jego garbusów, będących  p r z y  n i m : wszyscy 

(...)  b y l i wspaniale odziani i ozdobieni  k l e j n o t a m i . Zbliżywszy 

się do Motecuhzomy, powiedział: 

„Cóż  t o znaczy, potężny panie ? Co  t o za ogromna lekkomyśl­

ność u osoby o  t a k i m znaczeniu i wadze,  j a k twoja? Gdzie idziesz ? 

Co powiedzą ludzie z Tlaxcala, z  H u e x o t z i n c o , z Cholula i z  T l i -
liuhquitepec, i  c i z Michoacan i z  M e t z t i t l a n ?  Z a co uważać będą 
Meksyk, (miasto) które jest sercem całej ziemi ?  T o pewne,  w i e l k i 

będzie  w s t y d dla twego miasta i dla nas wszystkich, którzy w  n i m 
pozostaniemy,  g d y odezwio się głos i rozniesie się wieść o twej 
ucieczce. Gdybyś umarł,  g d y b y ujrzeli cię martwego i pogrzeba­
nego,  t o rzecz  n a t u r a l n a , ale żebyś uciekał? Cóż powiemy? Co 

odpowiemy  t y m , którzy nas spytają o naszego króla? Będziomy 
musieli odrzec  i m ze  w s t y d e m , że uciekł... Wróć, panie,  n a twój 
urząd i miejsce, porzuć podobną lekkomyślność; zważ  n a hańbę, 

jaką przynosisz  n a m  w s z y s t k i m ! " . 

Motecuhzoma uległ i wrócił do  M e k s y k u do  T e n o c h t i t l a n .  M y 

zaś,  b y uczynić przytoczony tekst bardziej zrozumiałym,  m u s i m y 
dodać, że władca, który zginął ostatecznie z ręki własnych pod­
d a n y c h podczas antyhiszpańskiego powstania w  T e n o c h t i t l a n 
w 1520  r o k u , usiłował postąpić  t a k ,  j a k niegdyś postępowali 
znani  m u z legend i mitów ludzie-bogowie, znikający po  p r o s t u 
pewnego  d n i a spośród żywych i przenoszący się w zaświaty.  T e n 
archaiczny wzorzec, trwający w  t r a d y c j i azteckiej do  X V I  w i e k u , 
nie był jednak najwyraźniej akceptowany, o czym świadczy prze­
m o w a texiptli uosabiającego główne bóstwo  T e n o c h t i t l a n .  W e 
wcześniej przytoczonych tekstach jest też wyraźnie powiedziane, 
j a k i ideał śmierci obowiązywał w  i m p e r i u m azteckim tuż przed 
p r z y b y c i e m Hiszpanów. A zatem, nawet jeżeli cała  h i s t o r i a 
z Motecuhzoma jest  t y l k o literacką fikcją,  u j a w n i a ona nieba­
gatelny, ściśle związany z eschatologią  p r o b l e m , który musiał 
nurtować jakąś część  e l i t y azteckiej skoro kluczowy dlań  d y l e m a t : 

113 

background image

jak powinien odchodzić w zaświaty władca?, po konkwiście 
zdecydowano
 sią połączyć z dramatem Motecuhzomy. 

Powstać może pytanie, w jakim stopniu podkreślana  t u wie­

lokrotnie obfitość materiałów źródłowych umożliwia rekonstrukcję 
azteckiej eschatologii. Myślę, że odpowiedzi na nio udzielić nie 

sposób, można natomiast powiedzieć, iż tylko dzięki owej obfi­
tości zarówno eschatologia, jak i wiele innych dziedzin kultury 

ludów Nahua stanowią ciągle żywe problemy badawcze i przed­

miot rozlicznych interpretacji. Brak źródeł nie rodzi problemów, 
brak problemów nio przyciąga uwagi badaczy. Rozwój meksyka-
nistyki, zwłaszcza w okresie powojennym, świadczy, że liczba 
problemów jakie pozwala formułować zebrany w  X V I wieku ma¬

teriał jest większa niż kiedyś sądzono.  J a k odległy jost wszakże 
ton coraz bardziej zawiły konstrukt

1 7

 od niodosięgłej rzeczywistoś¬

ci, nigdy nie będzie wiadomo. 

P E Z Y P I S Y 

I

 „Nowa Hiszpania" to nazwa kolonii powstałej  n a gruzach 

imperium azteckiego. 

г

 Pierwsza znana relacja spisana w języku nahuatl pochodzi 

już z 1528 roku, a więc powstała siodem lat po podboju. 

3

 Latinskaja Amerika. Enciktopedieeskij spravotnik, Moskwa 

1080, t. 2, s. 407 

4

 Tłumaczenie autora  n a podstawie:  B . de Sahagun, Historia 

general de las cosas de Nueva Espana, Mexico: Editorial Роггйв, 

1979, е. 205—208 

» Malowany papier stanowił częstą ofiarę Bkładaną bogom. 

6

 Przepaska biodrowa. 

7

 Miara długości: 1 braza = 1,6718 m. 

8

 Rodzaj ostrej papryki. 

9

 Kolibry. 

1 0

 Tłumaczenie autora  n a podstawie:  B . de Sahagun, op. 

cit., s. 356—357 

I I

 Fantastyczne zwierzę wodne. 

" P t a k wodny identyfikowany jako Botauros lentiginosue 

(Montagu). 

1 3

 Żywica używana jako kadzidło, 

1 4

 Wonna roślina używana jako kadzidło. 

" W i d a ć to nawet w przytoczonym niżej tekście, gdzie 

w pewnym momencie autor pisze „historia powiada...". Tekst 
pochodzi z D. Duran, Historia de las Indias de Nueva Espaha 
e Islas de la Tierra Firmę,
 Mexico: Editorial Роггйа, 1967, 
t. 2, s. 491—496 

1 6

 Chodzi  t u o człowieka, którego przez pewien czas trakto­

wano jako wcielenio boga, a następnie składano w ofiorze. 

1 7

 Por. ostatnio A. López Austin, Cuerpo humano e ideologią. 

Las concepciones de los antiguos nakuas, t. 1—2, Mexico 1984 

(wyd. 2)j  D . B . Carannyk, An Exploration of the Nahua Nether­

world, „Estudios de Cultura Nahuatl", vol. 15: 1982, s.  2 1 9 — 

236