KIERUNKI POSTPOZYTYWISTYCZNE 429
kompetentnego do zabierania tu głosu. Nawet uczeni robią z „metody” straszaka. Sądzą, że powinni bronić swych upodobań i formy swej myśli przeciw jej upokarzającemu tyraństwu.
Te niepokoje są chimeryczne. My nie zagrażamy rozkoszy czytelnika, który żąda od literatury tylko subtelnej rozrywki, zaostrzającej i odżywiającej umysł. My sami musimy najpierw być jak ten czytelnik, musimy się nim stawać w każdej chwili. Praca metodyczna przyłącza się do tej pracy, lecz jej nie zastępuje.
Nie usuwamy również żadnej formy krytyki literackiej.
Krytyka impresjonistyczna jest nienaruszalna i uprawniona, gdy się trzyma granic swojej definicji. Zło jest w tym, że się ich nigdy nie trzyma. Człowiek, opisujący wrażenia z przeczytanej książki, jeśli nic nie stwierdza prócz swoich odczuć wewnętrznych, dostarcza historii literatury cennych świadectw, jakich nigdy nie będziemy mieli za wiele. Lecz rzadko powstrzymuje się krytyk od tego, aby pomiędzy swoje wrażenia nie wsunąć sądów historycznych, aby nie podać subiektywnego wrażenia za istotną cechę przedmiotu.
Jak rzadkim jest impresjonizm czysty, tak znów rzadko się zdarza, aby go nie było: on się podaje za historię i logikę nieosobistą; on inspiruje systemy, które wyprzedzają lub przekształcają poznanie.
Jednym z głównych zastosowań metody jest usunąć ten zabłąkany czy nie uświadomiony impresjonizm i oczyścić z niego nasze prace. Przyjmujemy jednak szczery impresjonizm, tę miarę reakcji ducha na daną książkę: oddaje on nam usługi.
Nie mamy również nic przeciw krytyce dogmatycznej. Jest ona dla nas także dokumentem. Każdy dogmatyzm — estetyczny, moralny, polityczny, socjalny, religijny — jest wyrazem bądź to wrażliwości osobistej, bądź to świadomości zbiorowej. Każdy sąd dogmatyczny o dziele literackim objawia nam sposób, w jaki dany osobnik lub dana grupa ludzi przyjęli to dzieło, i — z należnymi zastrzeżeniami — staje się dokumentem jego historii. Wymagamy tylko, aby krytyka dogmatyczna, zawsze stronnicza i roznamięt-niona, i uważająca chętnie swój sąd jako sprawdzian nie tylko dla prawdziwości idei, lecz i dla rzeczywistości faktów, nie podawała się za historię i nie była przyjmowana przez ogół jako historia. Pragnęlibyśmy, aby zanim się osądzi Bossueta i Voltaire’a w imię jakiejś doktryny albo religii, dołożono starań do ich poznania w tym celu jedynie, aby zebrać możliwie jak najwięcej wiadomości auten-