pokonuje rozbrat między ideami i rzeczywistością. Konfrontuje rzeczywistość w określonym historycznym kształcie z wymogami pojęciowych zasad, które się na jej gruncie wyłoniły, by poddać krytyce relację między nimi i dzięki temu ją przekroczyć. Pozytywny charakter filozofii polega właśnie na wzajemnym oddziaływaniu obu tych negatywnych procedur.
Decydującą rolę odgrywa w filozofii negacja; ma ona obosieczny charakter: jest negacją absolutnych roszczeń panującej ideologii i imperatywnych roszczeń rzeczywistości. Filozofii, która zawiera w sobie element negacji, nie należy stawiać na równi ze sceptycyzmem. Sceptycyzm posługuje się negacją w sposób formalistyczny i abstrakcyjny. Filozofia traktuje poważnie akceptowane wartości, obstaje jednak przy tym, że stają się one częściami teoretycznej całości, która ujawnia ich relatywność. Skoro podmiot i przedmiot, słowo i rzecz w obecnych warunkach nie mogą zostać zjednoczone^ zasada negacji skłania nas do ocalenia z gruzów fałszywych absolutów prawd względnych. Sceptyczne i pozytywistyczne szkoły filozoficzne odmawiają ogólnym pojęciom sensu, który wart byłby ocalenia. Zapominając o własnej stronniczości, popadają w nierozwiązywalne sprzeczności. Z drugiej strony obiektywny idealizm i racjonalizm stoją na stanowisku wieczności ogólnych pojęć i norm, nie bacząc na ich historyczne źródła. Każda szkoła jest pewna własnej tezy i niechętna metodzie negacji, nieodłącznej od wszelkiej teorii filozoficznej, która nie rezygnuje arbitralnie z myślenia na żadnym etapie swego rozwoju.
W obliczu możliwych nieporozumień wskazana jest ostrożność. Mówienie, że istota czy też pozytywna strona myślenia filozoficznego polega na zrozumieniu negatywności i relatywności istniejącej kultury, nie oznacza, że samo posiadanie takiej wiedzy spowoduje przezwyciężenie tej sytuacji historycznej. Takie przypuszczenie oznaczałoby mylenie prawdziwej filozofii z idealistyczną interpretacją historii i zapoznanie tego, co stanowi rdzeń teorii dialektycznej, mianowicie zasadniczej różnicy między tym, co idealne i realne, między teorią i praktyką. Idealistyczne utożsamianie wiedzy - niezależnie od tego, jak głębokiej - ze spełnieniem, rozumianym jako poj ednanie ducha i natury, wynosi „j a” tylko po to, by - przez izolacj ę od świata zewnętrznego - pozbawić je treści. Filozofie nastawione wyłącznie na wewnętrzny proces, po którym spodziewają się ostatecznego wyzwolenia, kończą jako puste ideologie. Jak wyżej wspomniano, hellenistyczna koncentracja na samym życiu wewnętrznym przyczyniła się do przeobrażenia społeczeństwa w dżunglę interesów władzy, która zniszczyła materialne warunki niezbędne dla wewnętrznej samoistności.
Czy aktywizm, w szczególności polityczny aktywizm, jest jedynym środkiem spełnienia w sensie, jaki właśnie przedstawiliśmy? Wahałbym się odpowiedzieć twierdząco. Nasza epoka nie potrzebuje dodatkowych bodźców do działania. Filozofia nie może stać się propagandą, nawet najlepszego z możliwych celów. Świat ma propagandy pod dostatkiem: język nie powinien oznaczać ani mieć na względzie niczego, co poza nią wykracza. Niektórzy czytelnicy tej rozprawy pomyślą, że uprawia ona propagandę przeciwko innej propagandzie i będą traktować każde słowo jako wskazówkę, hasło lub receptę. Filozofia nie jest zainteresowana dawaniem przykazań. W życiu duchowym zapanował taki zamęt, iż nawet ta wypowiedź może zostać zinterpretowana w ten sposób, że rzekomo udziela ona nierozsądnej rady, by nie słuchać żadnych przykazań, nawet gdyby od tego miało zależeć nasze życie; w rzeczy samej można potraktować ją jako przykazanie skierowane przeciwko przykazaniom. Jeśli filozofia ma coś zdziałać, pierwszym jej zadaniem powinno być wzniesienie się ponad tę sytuację. Skoncentrowanej energii, której wymaga refleksja, nie należy przedwcześnie kanalizować za pośrednictwem czy to aktywistycznych, czy nieaktywistycznych programów.
Nawet wybitni uczeni sieją dziś zamęt w myślach i projektach. Zaszokowani społeczną niesprawiedliwością i hipokryzją w tradycyjnej religijnej szacie, proponują zjednoczyć ideologię z rzeczywistością albo, jak to chętniej nazywają, przybliżyć rzeczywistość naszym sercom, stosując w religii mądrość inżyniera. Pragną stworzyć nowy katechizm społeczny w duchu Augusta Comte'a.
„Jeśli kultura amerykańska - pisze Robert Lynd - w osobowościach tych, którzy przesądzają o jej istnieniu, ma być twórcza, musi odkryć - i osadzić w newralgicznym punkcie swej struktury - istotę w pełni zrozumiałych wspólnych celów; celów, które są znaczące z punktu widzenia głębokich potrzeb duchowych szerokich rzesz narodu. Rozumie się samo przez się, że w takim operatywnym