background image

Earl Babbie 

Istota socjologii 
 
Krytyczne eseje  
O krytycznej nauce  
 
 
Przekład  
Mirosław Aleksander Miernik  
 
 
 
WYDAWNICTWO NAUKOWE PWN 
WARSZAWA 2007  

 
 

background image

 
Dane oryginału  
Earl Babbie, The Sociological Spirit, Critical Essays in a Critical Science, 2nd 
edition  
Copyright © 1994 by Wadsworth Inc.  
Ali rights reserved. No part of this book may be reproduced. stored in a retrieval 
system, 
or transcribed, in any from or by any means, without the prior written permission of 
the publisher.  
Wadsworth Publishing Company, Belmont. California 94002.  
 
Projekt okładki i stron tytułowych Anna Gogolewska  
Fotografia na okładce Piotr Wągrodzki  
Redaktor inicjujący Sylwia Breczko 
 
382980  
 
Podręcznik akademicki dotowany przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego  
Copyright ©for the Polish edition by Wydawnictwo Naukowe PWN SA Warszawa 
2007  
ISBN 978·83-01-15244-4  
Wydawnictwo Naukowe PWN SA 00-251 Warszawa, ul. Miodowa 10 tel. 022 69 
54 321;faks 022 69 54 031 
e-mail: pwn@pwn.com.pl www.pwn.pl  
Wydawnictwo Naukowe PWN SA  
Wydanie pierwsze Arkuszy wydawniczych 15.0 Arkuszy drukarskich 12,5 Nakład 
2000 egzemplarzy  
Druk ukończono w sierpniu 2007r, Skład i łamanie: Robert Szymanek, Warszawa 
Druk i oprawa: Trend  
Długa Szlachecka, ul. Leśna 23  
 

background image

 
Spis treści  
 
Przedmowa  
Rozdział .1. Idea, której czas nadszedł 

Domena socjologii. Nauka o społeczeństwie 
W poszukiwaniu faktów: badania 
Rola rozumowania: teoria 
Socjologiczne pytania i odpowiedzi  

Rozdział 2. Tożsamość 

Kim jesteś?  
Kim naprawdę jesteś? 
Jak definiują nas inni?  

Rozdział 3. Grupy 

Czym jest grupa? 
Grupy i ich trwałość  
Grupy pierwotne i wtórne  
Grupy odniesienia i tożsamość 
Grupy wewnętrzne i zewnętrzne 
Grupy i definiowanie rzeczywistości  

Rozdział 4,Orgauizacje  

Czym jest organizacja?  
Biurokracja 
Organizacje i jednostki.  

Rozdział 5, Instytucje.  

Instytucjonalne wymagania 
Elementy instytucji.  
Konserwatyzm instytucji 
Utrwalanie instytucji jaku kwestia osobista 
Instytucjonalne powiązania  
Zmiany instytucjonalne  

Rozdział 6. Kultura i społeczeństwo.  

Kultura 
Społeczeństwo.  

Rozdział 7. Nierówności  

Nierówność zinstytucjonalizowana 
Perspektywa socjologiczna 
Funkcje ubóstwa.  

Rozdział 8. Wolność a porządek 

Dewiacje  
Kontrola społeczna. 
Dewiacja, wolność i odpowiedzialność  

background image

Rozdział 9. Zmiana społeczna  

Rodzaje zmian społecznych 
Konflikty i zmiany  

Rozdział 10. Perspektywa globalna.  

Globalne produkty 
Globalne systemy 
Globalne gwiazdy 
Globalne problemy 
Socjologiczny paradoks  

Aneks: Niektóre spojrzenia na socjologię 

Podstawowa wiedza socjologiczna  
Komentarz do artykułu Podstawowa wiedza socjologiczna 
Przedkładając socjologiczną perspektywę nad pojęcia 
W odpowiedzi Babbiemu 
Pokazując społeczeństwo (i w coraz większym stopniu świat) 
Odpowiedz na komentarze  

Bibliografia 
Literatura zalecana 
Indeks nazwisk 
 
 

background image

 
Przedmowa  
 
Albert Einstein skomentował swego czasu nastanie epoki broni nuklearnej, 
mówiąc, że zmieniło się wszystko poza naszym sposobem myślenia. Obawiał się, 
że obstając przy dotychczasowych metodach rozumowania, ludzkość napotka wiele 
poważnych problemów.  
Ta krótka książka wyrosła z przekonania, że potrzeba nowych metod myślenia 
wykracza poza ową arenę nuklearną. Są one nam niezbędne, jeżeli mamy radzić 
sobie z problemami dręczącymi współczesny świat, takimi jak głód, ubóstw, 
przestępczość, uprzedzenia czy zanieczyszczenie środowiska. Według starożytnego 
chińskiego przysłowia-przestrogi, jeżeli będziemy podążali w tym samym 
kierunku, to skończymy tam, dokąd zmierzaliśmy. Stąd uważam, że jeśli będziemy 
myśleć o społeczeństwie i jego problemach w dotychczasowy sposób, to owe 
problemy wrócą do nas w spotęgowanej formie.  
Napisałem ten zbiór esejów, aby zbadać potencjał socjologii, jako sposobu 
postrzegania, rozumienia i wpływania na świat, w którym żyjemy. W rozdziale 1 
pokazuję, jak często błądzimy, zmierzając się z problemami społecznymi. Jako iż 
jestem przekonany o tym, że socjologia może wywołać niezbędne zmiany w 
naszym sposobie myślenia, naukę tę nazywam „ideą, której czas nadszedł”. 
Perspektywa socjologiczna oferuje nam spostrzeżenia, które nierzadko są trudne do 
uchwycenia w inny sposób, dlatego też moim celem jest przybliżenie czytelnikowi 
sensu tego, czym ona jest.  
Książka ta w pewnym stopniu skupia się na paradoksalnej relacji między 
jednostkami a instytucjami. Kluczowym elementem wiedzy socjologicznej jest 
definiowanie społeczeństwa, jako czegoś więcej niż zbioru jednostek. Władza 
instytucji społecznych wykracza - także czasowo - poza osoby z nią związane. 
Nieuznanie tego faktu może, z jednej strony, utrudniać radzenie sobie z ważnymi 
problemami i pojawiającymi się okazjami zarówno w świecie, jak i we własnym 
życiu. Z drugiej strony jednak uznanie tej instytucjonalnej władzy może być 
barierą, o czym świadczy wypowiedź:,, Jestem tylko zwykłym człowiekiem. Co ja 
mogę poradzić?” Moim głównym zamiarem jest, więc ukazanie możliwości 
postępowania z paradoksem jednostek i instytucji.  
Praca ta nie została pomyślana, jako ogólny wstęp do socjologii.  
Istnieje wiele innych doskonałych podręczników, które omawiają pojęcia i teorie 
socjologiczne, a także prezentują najnowsze wyniki badań. Niemniej może być ona 
pomocna w kursie wprowadzającym do socjologii - zwłaszcza w połączeniu z 
innymi lekturami ukaże ona wszechstronny obraz tej dyscypliny nauki, może być 
również przydatna, jako materiał powtórzeniowy na zakończenie kursu, który 
podsumowuje zdobytą wcześniej wiedzę. Jednocześnie mam nadzieję, że książka ta 
okaże się wartościowa dla tych osób, które chcą dowiedzieć się czegoś o 
perspektywie socjologicznej, ale nie uczestniczą w kursach zajmujących się tą 

background image

problematyką. Jeżeli jesteś właśnie taką osobą, to wydaje mi się, że uznasz tę 
książkę za bardziej przystępne wprowadzenie do tej dziedziny nauki aniżeli 
oferowane przez podręczniki akademickie.  
Na początku wspomniałem, że socjologia w pewien sposób ułatwia radzenie sobie z 
problemami współczesnego świata. Wydaje mi się również, że znajduje także 
bezpośrednie przełożenie na codzienne do świadczenia każdego z nas. Rozdział 2 
na przykład wprost koncentruje się na pytaniu: „Kim jestem?” Myślę, że kwestia ta 
stanie się dla czytelników bardziej interesująca niż kiedykolwiek. Jak się okaże, 
odpowiedź na to pytanie, o ile lakowa istnieje, nie jest w żaden spos6b oczywista, 
jednak samo jej poszukiwanie może być bardzo cenne. Pozostała część książki 
analizuje, w jaki sposób "to, kim jestem" jest funkcją społeczeństwa oraz jak 
uświadomienie sobie lego faktu może pokonywać ograniczenia społeczne.  
Wiele osób odegrało istotną rolę w powstawaniu tej książki. Chciałbym 
wykorzystać okazję, aby przynajmniej niektórym podziękować. W pierwszej 
kolejności dziękuję moim kolegom po fachu: Connie Elsberg z Northern Virginia 
Community College, Jamesowi Gallagherowi z Uniwersytetu w Maine, Jamesowi 
Longowi z Golden West College i Stephenowi Sleele'owi z Anne Arundel 
Community College. Byli oni na tyje uprzejmi, aby przeznaczyć swój cenny czas 
na czytanie pierwotnych wersji tego tekstu i dzielenie się ze mną swoimi uwagami. 
Chociaż nie można ich winić za jakiekolwiek braki tego tomu, to niewątpliwie 
przyczynili się do jego ulepszenia.  
Podobnie wielu pracowników wydawnictwa Wadsworth odegrało istotną rolę 
podczas pisania tej książki. Chociaż banałem byłoby nazwanie tego procesu pracą 
grupową, jednak dokładnie tym on był. Szczególnie dziękuję redaktor Serinie 
Beauparlanl za pracę wlożoną w poprawki uwzględnione w tym wydaniu. Mam 
nadzieję, że widzi w nim swój ogromny wkład.  
Dział graficzno-produkcyjny był odpowiedzialny za przemianę sterty maszynopisu 
w prawdziwą książkę. Podziękowania należą się redaktorce technicznej Julie Davis, 
grafikowi Andrew Ogusowi, koordyoalorce produkcji Karen Hunt, Alanowi 
Noyesowi i jego zespołowi z działu produkcji oraz korektorce Chery) Ferguson.  
Książkę tę dedykuję pamięci Thlcotta Parsonsa. Chociaż m6glbym długo mówić o 
jego wpływie na teorię socjologiczną, dedykacja ta ma wymiar bardziej osobisty. 
Nie wydaje mi się, abym kiedykolwiek usłyszał słowo "socjologia", zanim, jako 
student nie zjawiłem się na uczelni. Wiedzę o tej dyscyplinie zdobywałem na 
kolejnych zajęciach prowadzonych, przez Parsonsa, które nauczyły mnie nowego 
sposobu patrzenia i rozumienia wiata. Jego wykłady fascynowały mnie tak głęboko, 
że wracałem na nie raz po razie. Mimo iż nigdy nie mieliśmy okazji nawiązać 
bliższego kontaktu, pozostaję mu wdzięczny tak samo jak przed laty. Mam 
nadzieję, że dzięki lej książce teraz mi uda się podzielić z czytelnikami ową pasją 
socjologii, jaką Parsons podzielił się ze mną. 
 
 

background image

 
ROZDZIAŁ 1  
Idea, której czas nadszedł  
 
Potrzeba socjologicznej refleksji wydaje się dziś być bardziej nagląca niż 
kiedykolwiek dotąd. W 1822 roku francuski filozof Auguste Camte jako pierwszy 
stwierdził, że istnieje możliwość naukowego badania społeczeństwa. Minęło 
półtora wieku i socjologia jest ideą, której czas nadszedł - możno dodać, w samą 
porę!  
Powszechnie wiadomo, że obecne pokolenie stoi w obliczu wielu 
bezprecedensowych zagrożeń. Tuż po zakończeniu zimnej wojny uświadomiliśmy 
sobie, jakim niebezpieczeństwem jest możliwość przerodzenia się lokalnych starć 
etnicznych w konflikt na globalną skalę. Zagrożenie to staje się tym poważniejsze, 
jeśli weźmiemy pod uwagę, że nawet relatywnie niewielkie, ubogie państwa mają 
łatwy dostęp do broni jądrowej, umożliwiając terrorystom dokonywanie zniszczeń 
o niespotykanym dotychczas zasięgu. Im więcej dowiadujemy się o "nuklearnej 
zimie" - prawdopodobnym następstwie pierwszego iście nuklearnego konfliktu - 
tym bardziej oczywiste staje się to, że nikt nie przetrwa wojny atomowej na taką 
skalę.  
Jednocześnie, nawet, jeśli uda nam się oddalić widmo zagłady Jądrowej, to będzie 
istniało poważne ryzyko, że dojdzie do przeludnienia i zanieczyszczenia planety 
ponad granice jej wytrzymałości. Wskazuje na to fakt, że w skali światowej od 13 
do 18 mln ludzi umiera rocznie z głodu, a jedną trzecią tej liczby stanowią dzieci. 
Około jedna piąta populacji naszego świata kładzie się spać głodna.  
Jeżeli dodamy do tego takie uporczywe problemy, jak przestępczość, inflacja, 
bezrobocie, uprzedzenia, totalitaryzm czy zadłużenie narodów, to zaczynamy 
rozumieć sens chińskiego przekleństwa: "Obyś żył w ciekawych czasach".  
Niewątpliwie żyjemy w ciekawych czasach, ale obraz teraźniejszości nie maluje się 
wyłącznie w czarnych kolorach. Dokonaliśmy wielkich osiągnięć w dziedzinie 
podboju kosmosu - pierwszy człowiek stanął na Księżycu, zdalnie sterowany 
pojazd wylądował na Marsie, a inne fotografują coraz to odleglejsze planety. 
Dzięki współpracy ludzi z całego świata udało się doprowadzić do eradykacji ospy 
czarnej, która była plagą przez wieki. Rozpad byłego ZSRR i koniec jego dominacji 
w Europie wschodniej również jest powszechnie uznawany za krok w dobrym 
kierunku.  
Gdybyśmy sporządzili listy pozytywnych i negatywnych aspektów życia we 
współczesnych czasach, to mam wrażenie, że obie byłyby podobnej długości. W 
każdym razie, obie listy byłyby długie, co oznaczałoby, że ludzkość stoi przed 
trudnymi zadaniami, ale też, że istnieje wiele obiecujących możliwości.  
Jeżeli założymy ogólną zgodę, co do tego, ze wolimy pokój od wojny, dobrobyt od 
głodu i ubóstwa, itd., to powinniśmy zadać sobie pytanie, co determinuje taki 

background image

rozwój sytuacji w praktyce, a dokładniej, co by pozwoliło pokojowi zwyciężyć 
widmo wszelkich wojen? Wszyscy chcielibyśmy znać na nie odpowiedź.  
Sądzę, że istnieje zagadnienie, które powinniśmy rozpatrzyć w pierwszej 
kolejności, a mianowicie: gdzie należy szukać odpowiedzi na to, jak pokój może 
zatryumfować nad wojną? Zanim zaczniemy jej jednak szukać, powinniśmy spytać 
się o to, gdzie jej szukać. Odnoszę wrażenie, że dotychczas szukaliśmy rozwiązania 
kwestii wojen i pokoju w sferze technologii wojskowych - tworzyliśmy bronie, 
które w naszym zamierzeniu miały utrzymać pokój.  
Kiedy w 1884 roku Hiram Maxim wynalazł Pierwszy w pełni automatyczny 
karabin maszynowy, wydawało mu się, że położył kres wszelkim wojnom. Uważał, 
że "jedynie generał będący barbarzyńcą wysłałby swoich ludzi przeciw sile rażenia 
karabinu na pewną śmierć" (cyt. za: Hellman, 1985, s. 4). Zamiast Jednak położyć 
kres wojnom, jego karabin tylko zabijał wydajniej.  
Niektórzy uważali, że to samolot będzie końcem wszelkich wojen. Sam Orville 
Wnght powiedział: Kiedy z bratem Zbudowaliśmy i pilotowaliśmy pierwszą 
maszynę latającą zdolną unieść człowieka, myśleliśmy, że nasz wynalazek 
praktycznie uniemożliwi jakiekolwiek wojny" (tamże, s. 4). Jak się jednak 
przekonali mieszkańcy Drezna, Londynu, Pean Harbor, Hiroszimy, Nagasaki i 
Bagdadu, samolot uczynił wojnę tylko jeszcze bardziej krwawą.  
Do niedawna wielu sądziło, że przerażająca moc broni nuklearnej uczyni wojny 
niemożliwymi. Jednakże, mimo że wspólny arsenał nuklearny USA i ZSRR byl6 
tys. razy silniejszy od wszystkich materiałów wybuchowych użytych podczas II 
wojny Światowej, oba supermocarstwa nadal czyniły wszystko, aby go jeszcze 
powiększyć. Co więcej, na całym świecie od czasu wynalezienia broni jądrowej 
doszło do niezliczonych wojen. To omówienie kwestii wojny i pokoju miało 
pokazać, że wiedza niezbędna do ustanowienia pokoju na całym świecie nie 
nadejdzie raczej ze strony technologii wojskowych. Jeżeli w ogóle mamy taką 
wiedzę znaleźć, to musimy szukać jej w innym miejscu - w badaniu, dlaczego 
ludzie są do siebie nastawieni tak, jak są: czasami pokojowo, czasami wrogo. Jak 
się okaże, leży to w domenie socjologii.  
 
 
 

Domena socjologii 

Socjologia zajmuje się badaniem ludzi. Konkretniej, jest to nauka analizująca 
interakcje i relacje między ludźmi. O ile psychologia stawia w centrum 
zainteresowań jednostkę i jej przeżycia, o tyle socjologia pyta, co dzieje się między 
nimi. Nauka ta zajmuje się z jednej strony prostymi, bezpośrednimi relacjami 
międzyludzkimi, takimi jak rozmowa, zachowanie na randce czy sytuacja, w której 
studenci proszą wykładowcę o przeniesienie terminu złożenia prac zaliczeniowych. 
Z drugiej strony socjologia analizuje organizacje formalne, funkcjonowanie całych 
społeczeństw, a nawet związki między społeczeństwami.  

background image

Socjologowie skupiają się na tym, jak ludzie żyją razem - zarówno w lepszych, jak 
i gorszych chwilach. Nieważne, czy współpracujemy i dogadujemy się, czy 
rywalizujemy i walczymy między sobą. Obie te możliwości są podstawowymi 
ujęciami naszego wspólnego życia, a więc również socjologii.  
Być może pomocne będzie, jeśli zdefiniujemy socjologię, jako naukę badającą 
reguły wspólnego życia. Chciałbym przeznaczyć chwilę, aby się temu przyjrzeć.  
Na początek rozważmy niektóre elementy życia, które są przez ludzi pożądane albo 
niezbędne do przetrwania, jak pożywienie, schronienie, znalezienie partnera, 
bezpieczeństwo, satysfakcja - lista ta może się ciągnąć w nieskończoność. 
Przytaczając ją, chciałem pokazać, że przedmioty, które są nam niezbędne, bądź 
których pragniemy, tworzą niezliczone pola do zmagań czy konfliktów. Kiedy, na 
przykład, brakuje pożywienia, mogę zaspokoić swój głód tylko kosztem innych. 
Nawet w przypadku poszukiwania towarzystwa mogę z kimś innym rywalizować o 
względy tej samej osoby.  
Wynika z tego, że ludzie nie wydają się być stworzeni do współpracy (w 
odróżnieniu od pszczół czy mrówek, które są do współpracy wręcz skonstruowane). 
Dlatego też ludzie tworzą reguły, które mają zaprowadzić porządek w świecie 
chaosu. Czasami jednostki dobrowolnie podporządkowują się regułom, a czasami 
mniejsze grupy narzucają swoje zasady innym. Powstawanie takich reguł jest 
jednym z przedmiotów badań socjologicznych.  
Socjologia bada również, w jaki sposób reguły są organizowane i utrwalane. Warto 
się przez chwilę zastanowić nad tym, jak rozległe i skomplikowane są zasady 
rządzące naszym życiem. Regułą jest na przykład to, że Amerykanie muszą płacić 
podatki. Ale to nie koniec. Zasady płacenia podatków są dokładniej określone przez 
bardziej szczegółowy zbiór reguł, który określa ile, kiedy i komu należy je płacić. 
W ostatnich latach indeks do amerykańskiego prawa podatkowego liczył ponad 
tysiąc stron, co powinno oddawać jego stopień skomplikowania. Długo oczekiwane 
uproszczenie prawa podatkowego z 1986 roku maiło 1855 stron. 
Naszym życiem nie żądzą jednak tylko reguły prawne. Istnieją jeszcze reguły 
dotyczące podawania komuś ręki przy spotkaniu, ułożenia sztućców do obiadu, 
odpowiedniej długości włosów, a także tego, jak należy się ubierać na zajęcia na 
uczelni, jak do filharmonii, a jak na pokaz zapasów w błocie. Mamy też reguły 
gramatyczne, dobrego wychowania oraz wydajnego programowania komputerów. 
Wiele wymienionych reguł istniało na długo przed naszym narodzeniem i 
większość z nich pozostanie po naszej śmierci. Co więcej wątpię, aby ktokolwiek z 
nas brał udział w tworzeniu nowych zasad. Przykładowo, nikt nikogo nie 
poprosiłby o zagłosowanie w sprawie reguł rządzących gramatyką. Ale w pewien 
krytyczny sposób, ludzie autentycznie głosują za tymi regułami – przez ich 
stosowanie. 
Przyjrzyjmy się regule mówiącej nam, że w miejscach publicznych nie należy 
przebywać nago. Mimo iż nikt nikogo nie pytał o opinię na ten temat, 
postanowiono rozpisać referendum w tej sprawie i dzisiejszego poranka 

background image

opowiedziałeś się za noszeniem ubrań. Ja również. Jeśli przykład ten wydaje się 
komuś co najmniej śmieszny, to warto sobie uświadomić, że w innych 
społeczeństwach ludzie głosowaliby za zupełnie inną opcją. 
Ktoś może was również poprosić o zagłosowanie w sprawie pewnych zwyczajów 
związanych ze spożywaniem posiłków. Niektóre z oferowanych możliwości to 
jedzenie spaghetti nożem, polewanie deserów zupą i rzucanie jedzeniem o ścianę. 
Ciekawy jestem, co wybierzesz.  
Trwałość tych reguł wiąże się z tym, że są one przekazywane z pokolenia na 
pokolenie. Proces uczenia się tych reguł nazywamy socjalizacją. Oczywiste staje 
się to, że sami socjalizujemy siebie nawzajem za pomocą pozytywnych i 
negatywnych sankcji – systemu nagród i kar. 
Wszystkie omówione dotychczas reguły są z zasady arbitalne, czyli inne 
rozwiązania funkcjonowałyby na ich miejscu równie dobrze. Mimo iż Amerykanie 
uznają, że samochodem jeździ się po prawej stronie jezdni, inne społeczeństwa (jak 
Angliua czy Japonia) radzą sobie równie dobrze, jeżdżąc po lewej stronie. 
Kiedy jednak ustanowimy już regułę, to zazwyczaj przywiązujemy do niej coraz 
większą wagę. Zachowujemy się tak, jakby była ona lepsza od innych i 
reprezentowała jakąś odwieczną i uniwersalną prawdę. Socjologowie takie uznanie 
elementu abstrakcyjnego za rzeczywistość określają terminem reifikacja. Często 
reifikujemy reguły społeczne. 
Dla nas jeżdżenie po prawej stronie jezdni jest czymś naturalnym i uważamy, że 
Brytyjczycy i Japończycy są dziwni, gdyż sądzą inaczej. 
Ludzie najbardziej przywiązują się do reguł społecznych, kiedy zostają one 
zainteralizowane, czyli zaczynają być taktowane jako własne. Wyobraźcie sobie 
sytuację, która mogłaby was nawet kiedyś spotkać. Jest trzecia nad ranem i 
wyjeżdżacie ulicą wylotową z małego miasteczka. Nie ma żadnego ruchu na ulicy 
w jakimkolwiek kierunku, gdy zatrzymujecie się na czerwonym świetle na 
skrzyżowaniu. Widzicie, że nie ma innych samochodów w promieniu paru 
kilometrów. Co robicie? Istnieje spore prawdopodobieństwo, że poczekacie, aż 
światło się zmieni. Gdyby ktoś się was spytał, dlaczego nie zignorowaliście 
czerwonego światła, skoro w pobliżu nie było nikogo, to pewnie byście po prostu 
odpowiedzieli, ze „nie czuliście się z tym dobrze” 
Jeżeli jednak stwierdzicie, że znajdujecie się poza reifikacją i internalizacją, i 
przejechali na czerwonym świetle, to może powinniście przemyśleć tę kwestię 
ponownie. Mimo iż zignorowaliście tą jedną zasadę, to i tak dokonaliście w swoim 
życiu reifi i internalizacji wielu innych. Jak byście się na przykład czuli, jedząc 
żywe mrówki i karaluchy na obiad? Czy bylibyście gotowi spróbować takiej 
potrawy? A co z morderstwami, gwałtami i molestowaniem dzieci? Czy uważacie, 
że to coś zwyczajnego, czy raczej poważne przestępstwa? Jeżeli poświęcicie 
chwilę, aby o tym pomyśleć, okaże się, że macie całkiem silnie wyrobione opinie 
na temat większości naszych reguł. 

background image

Mimo to socjologia zajmuje się również badaniem, w jaki sposób łamiemy zasady. 
Niektórzy nie trzymają się reguł gramatyki, rozlewają zupę, nie wspominając o 
przekraczaniu dopuszczalnej prędkości, czy dopuszczeniu się kradzieży, – 
spekulacji, morderstw itd. Jakkolwiek wygląda to na zajmowanie się „złymi 
ludźmi”, warto zwrócić uwagę na parę rzeczy. 
Przede wszystkim, reguły zarządzające społeczeństwem są tak rozległe i 
skomplikowane, że prawdopodobnie nikt nie jest w wstanie przestrzegać ich 
wszystkich. Na przykład, załóżmy, że w okolicy jest jakaś ulica, gdzie 
dopuszczalna prędkość jest 40 kilometrów na godzinę. Z pewnością jest to jakaś 
reguła. Jeżeli jednak podczas godzin szczytu któż ważyłby się nie przekraczać tej 
granicy, to dźwięk klaksonów i uniesione pięści innych kierowców dałyby do 
zrozumienia, że łamie inną regułę. 
Obok niemożliwości przestrzegania wszystkich reguł naraz, wiele osób zgodzi się, 
że niektóre reguły powinno się wręcz łamać. Przykładem może być obowiązujący w 
Ameryce jeszcze kilka lat temu nakaz zajmowania przez osoby czarne miejsc tylko 
z tyłu autobusu. Osoby, które mu się przeciwstawiły, są dzisiaj uznawane za 
bohaterów. Podobnie można nie zgodzić się z regułami, które twierdzą, że kobiety 
nie mogą naprawiać gaźników samochodowych, mężczyźni nie ~winni płakać czy 
że wiedza profesorów zawsze przerasta wiedzę studentów.  
Badanie, w jaki sposób ludzie łamią zasady zwykle powiązane jest z tym, jak 
reguły zmieniają się z biegiem czasu. Mimo iż może się wydawać, że wiele z nich 
jest tworami wiecznymi, prawda jest laka, że zasady społeczne stale się zmieniają. 
Reguły dotyczące długości spódnic, włosów czy poglądów politycznych ciągle się 
wahają na zasadzie jo-jo. Inne zaś zdają się iść tylko w jednym kierunku.  
Socjologia jest, więc nauką, która bada reguły rządzące naszym wspólnym życiem. 
Analizuje, czym one są, w jaki sposób powstają i jak się zmieniają. Niemniej jest to 
tylko jedno z podejść do zasad życia społecznego. Jak się okaże, istnieją również 
inne.  
 

Nauka o społeczeństwie 

Socjologia nie powinna być mylona z filozofią społeczną. Nie prezentuje ona 
poglądów, jak rzeczy powinny wyglądać, lecz Zajmuje się stanem zastanym. Co 
więcej, jest czymś wykraczającym poza opinię na temat tego stanu.  
Socjologia jest nauką o życiu społecznym i podobnie jak inne dziedziny wiedzy ma 
swoje logiczno-empiryczne podstawy. Znaczy to, że przyjmowane przez nią 
twierdzenia muszą być (1) zrozumiale i (2) zgodne ze stanem faktycznym. W tym 
znaczeniu socjologię może charakteryzować popularne ostatnio hasło: myślenie 
krytyczne. 
Prawda jest taka, że większość z nas najczęściej nie myśli krytycznie. 
Zazwyczaj wierzymy we wszystko, co usłyszymy czy przeczytamy. A jeżeli się z 
czymś nie zgadzamy, to opieramy swoje twierdzenia albo na ideologicznych 
punktach widzenia, albo nieprzemyślanych uprzedzeniach.  

background image

Załóżmy, że rozmawiamy ze znajomą osobą na temat wartości wyższego 
wykształcenia. Rozmówca się z nami nie zgadza, uważając, że „studia są stratą 
czasu. Lepiej wcześniej zacząć pracę - większość dzisiejszych milionerów nigdy 
nie uczęszczało na studia, a sporo osób po studiach pracuje na etatach bez szans 
rozwoju albo jest na bezrobotnym”. Czasami ludziom zdarza się mówić takie 
rzeczy, co więcej, potrafią one być często całkiem przekonujące. Ale czy temu 
twierdzeniu uda się przejść przez próbę logiczną i empiryczną?  
Logicznie rzecz biorąc, wydaje się, że twierdzenie to nie jest rozsądne, gdyż 
ukończenie studiów wyższych otwiera możliwości pracy w wielu dobrze płatnych 
zawodach, które są niedostępne dla osób słabiej wykształconych.  
A jak w przypadku próby empirycznej? Tabela 1.1 przedstawia średnie dochody 
przypadające na rodziny reprezentowane przez osoby o różnym stopniu 
wykształcenia.  
 
Tabela 1.1. Średni dochód a poziom wykształcenia  
Poziom wykształcenia  

Średni dochód (w $) 

Ukończona szkoła podstawowa  

11 811 

1-3 lata liceum  

13 705 

Ukończone liceum 

20 800 

1-3lilta studiów  

24 606 

Ukończone studia (licencjat)  

34 709 

źródło: U.S. Bureau of the Census, 1985, s. 443.  
 
Brakuje, więc jakichkolwiek naukowych dowodów na to, że zdobycie wyższego 
wykształcenia jest pod względem finansowym przedsięwzięciem 
bezwartościowym, mimo pewnych pojedynczych odstępstw od lej reguły.  
Trzeba zauważyć, że ludzie zazwyczaj mają własne opinie na wiele tematów. 
Chociaż przyjrzymy się temu bliżej w rozdziale 2, tutaj jednak chciałbym was 
ostrzec, że osoby, z którymi mamy na co dzień do czynienia, często wygłaszają 
swoje sądy bez skrępowania - nawet, jeżeli to, co mówią niekoniecznie pokrywa się 
z prawdą. Dlatego też trzeba się bronić przed nieprawdziwymi informacjami. O to 
właśnie chodzi w krytycznym myśleniu, a socjologia dostarcza do tego wielu 
pożytecznych narzędzi.  
Mam nadzieję, że te kilka przykładów wskaże, że socjologia nie jest dziedziną, 
którą można się zajmować na studiach, a później zapomnieć. Nauka la jest 
bezpośrednio powiązana z kwestiami, od których zależy, jakość naszego życia. 
Zrozumienie socjologii umożliwia skuteczniejsze uczestniczenie w społeczeństwie 
bez względu na to, czy robimy to świadomie, czy nie. Małżeństwo, zatrudnienie, 
uprzedzenia, przestępczość czy polityka są tylko niektórym i z obszarów, na które 
można mieć wpływ przez wykorzystanie socjologicznego myślenia.  

background image

Spójrzmy, więc dokładniej na bliźniacze podstawy myślenia krytycznego i nauki, a 
zwłaszcza na to, w jaki sposób odnoszą się one do socjologii. Zacznijmy od 
ustalenia faktów.  
 

W poszukiwaniu faktów: badania 

Na konferencji prasowej 5 kwietnia 1985 roku ówczesny prezydent Stanów 
Zjednoczonych Ronald Reagan wspomniał o czterdziestej rocznicy zrzucenia 
bomby atomowej na Hiroszimę w kontekście niesłabnącego wyścigu zbrojeń i 
coraz to częstszych zadań zaprzestania jej produkcji i rozmieszczenia. Broniąc 
polityki militarnej swojej administracji, Prezydent zasugerował, że zasoby broni 
atomowej w połączeniu z demonstracją ich siły w Hiroszimie „są środkiem 
zapobiegającym wojnie, który umożliwił nam utrzymanie pokoju przez czterdzieści 
lat - najdłuższy okres pokoju, jaki kiedykolwiek był nam znany”.  
Niezależnie od tego, jakie kto ma poglądy na temat wyścigu zbrojeń-czy Ameryka 
powinna brać w nim udział i kto w nim prowadzi - to argument, że dzięki naszemu 
arsenałowi nuklearnemu udało się zachować pokój, zdawał się być przekonujący. 
Badając sprawozdania prasowe i reportaże z tej konferencji, okazało się jednak, że 
wiele osób nie zgadzało się z tą opinią. Niemniej, ku mojemu zaskoczeniu, nikt nie 
podważył empirycznej ścisłości tego twierdzenia. Pobieżne spojrzenie na lata 1945-
1985 wystarczyłoby, aby przypomnieć sobie o wojnie koreańskiej trwającej od 
1950 do 1953 roku oraz o długotrwałej i kosztownej wojnie w Wietnamie, w której 
w latach 1959-1973 zginęło 47 318 Amerykanów. To czterdziestolecie było 
najbardziej krwawe w historii tego narodu.  
Większość trafiających do nas informacji nie ma dużo wspólnego z faktami 
empirycznymi, jednak na wiele z tych nieścisłości nie zwracamy uwagi, 
przeoczając je w ferworze debaty. Na przykład, kiedy „USA Today” skupiło się na 
deficycie budżetowym, reporterzy tej gazety spytali się siedmiu mężczyzn i kobiet 
"z ulicy" o ich opinie. Jedną z osób wygłaszających swoje zdanie był Glen Cemer, 
emerytowany fotograf z Battle Creek w stanie Michigan, który stwierdził, że: 
„Jednym ze sposobów obniżenia deficytu byłoby zmniejszenie sumy pieniędzy, 
jaką przeznaczamy na pomoc innym krajom. I tak nic z tego nie mamy. 
Moglibyśmy użyć tych pieniędzy, aby obniżyć deficyt” („USA Today”, 25 
wrzesień 1985).  
Jest to dosyć często spotykany komentarz w trakcie dyskusji na temat sposobu 
zmniejszenia dziury budżetowej. Z jednej strony niektórzy, jak pan Cemer, 
wskazują na to, że fundusze przeznaczone na pomoc innym krajom często są 
marnotrawione, a także na przypadki, kiedy kraje otrzymujące pomoc stają się 
naszymi wrogami. Z drugiej strony, zwolennicy pomagania innym krajom będą 
przypominali o jej pozytywnych osiągnięciach na tle moralnej potrzeby pomagania 
słabszym.  
Niezależnie od opinii na temat pomocy zagranicznej, można w sposób empiryczny 
ocenić, w jakim stopniu jej redukcja pomogłaby zmniejszyć deficyt w budżecie 

background image

federalnym. W 1990 roku Stany Zjednoczone wydały 10,8 mld dolarów na 
pozami1itafllą pomoc ekonomiczną dla innych krajów. Deficyt budżetowy wynosił 
w tamtym roku 238 mld dolarów. Tak, więc zlikwidowanie w 1990 roku programu 
pomocy zagranicznej w całości zredukowałoby dziurę budżetową jedynie o 4,5%. 
W skali na jednego obywatela oznacza to, że zmniejszylibyśmy deficyt z 956,98 
dolarów do poziomu 913,55 dolarów - co nie jest żadną znaczącą różnicą (U.S. 
Bureau of the Census, 1992, s. 8, 279, 794).  
Mam nadzieję, że jedną z korzyści, jakie uzyskasz po przeczytaniu lego wstępu do 
myśli krytycznej, będzie zdolność zestawiania informacji, jakie codziennie do nas 
docierają, z dowodami empirycznymi. Jest to jedna z podstaw socjologii.  
Przez ostatnie 150 lat socjologowie rozwinęli wiele metod badawczych, które mają 
im pomagać przy ustalaniu faktów życia społecznego. Badania sondażowe na 
przykład wykorzystują kwestionariusze do zbierania informacji. Czasami badani 
wypełniają je samodzielnie, w innych przypadkach osoba przeprowadzająca 
wywiad odczytuje pytania i sama zapisuje odpowiedzi respondenta. W ostatnich 
latach szczególnie popularne i skuteczne stało się prowadzanie sondaży 
telefonicznych. Także komputery wydatnie wspomagają proces prowadzenia badań 
sondażowych: losują numery telefoniczne, pokazują osobom prowadzącym 
badania, jakie pytania należy zadawać, a także nagrywają odpowiedzi do 
natychmiastowej analizy.  
Badania sondażowe przeprowadza się zazwyczaj na próbie wybieranej w taki 
sposób, aby grupa paruset albo paru tysięcy respondentów mogła dostarczyć trafnej 
oceny opinii ogółu populacji. Przykładem może być sondaż dotyczący poglądów 
politycznych. Na podstawie odpowiednio dobranej próby 1600 osób możemy z 
dokładnością do 2,5 punktu procentowego ocenić, jak zagłosowałoby 100 mln 
amerykańskich wyborców. Może ciężko w to uwierzyć, ale socjologowie 
skutecznie wykorzystują logikę i metody sondażowe każdego dnia.  
Czasami skuteczniejszą metodą badawczą okazują się eksperymenty laboratoryjne, 
zwykle używane do badania dynamiki małych grup społecznych. Niektórzy 
socjologowie wykorzystują tę technikę w praktyce do badania dynamiki obrad ław 
przysięgłych. Zatrudniając osoby, które mają symulować negocjacje ławy 
przysięgłych, socjologowie mają okazję zaobserwować, w jaki sposób dyskusje te 
prowadzą w rezultacie do konkretnego werdyktu.  
Niezliczone ilości zastanych danych zbieranych regularnie przez agencje rządowe 
oraz różnego rodzaju grupy z sektora prywatnego są również do dyspozycji 
socjologów. Jak mieliśmy okazję zaobserwować wcześniej, gdy porównywaliśmy 
średnie dochody z poziomem wykształcenia, często można dojść do trafnych 
wniosków bez potrzeby przeprowadzania własnych badań sondażowych, 
eksperymentów czy innego rodzaju projektów badawczych. Jednakże nawet w 
takiej sytuacji należy wykorzystać krytyczne myślenie, ponieważ fakty tak 
naprawdę nigdy nie „mówią same za siebie”. Oto przykład.  

background image

Opublikowana w roku 1965 książka Ralpha Nadera Unsafe at Any Speed 
zapoczątkowała ruch obrony praw konsumenta, który wywarł wpływ na większość 
aspektów amerykańskiego stylu życia. W ciągu dwudziestu lat wprowadzono wiele 
zmian, mających na celu zwiększenie bezpieczeństwa ruchu drogowego, takich jak 
bezpieczniejsze wykonanie samochodów, nakaz jazdy w pasach czy obniżenie 
maksymalnej dopuszczalnej prędkości na autostradach itd.  
Mimo jednak ogólnej zgody co do zasad bezpieczeństwa na autostradach, zmiany, 
jakie przed chwilą wymieniłem, budziły wiele kontrowersji. Jedni uważają, że 
wprowadzenie tych regulacji uczyniło jazdę samochodem bezpieczniejszą, inni zaś 
zupełnie się z tym nic zgadzają. Jest to, więc dobra okazja do zastosowania analizy 
empirycznej.  
Zobaczmy, jak kształtowała się ilość osób zabitych na autostradach podczas tego 
okresu. Zanim jednak zbadamy, jaka liczba osób ginęła rocznie w wypadkach 
samochodowych, powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że populacja naszego 
kraju, włączając w to liczbę kierowców, rokrocznie wzrasta. Innymi słowy, coraz 
więcej kierowców przejeżdża coraz większe odległości coraz większą liczbą 
samochodów. Tak, więc musimy wziąć te dane również pod uwagę, jeżeli nasza 
analiza ma być wiarygodna.  
 

 

Rysunek 1.1. Wypadki śmiertelne na autostradach na 100 mln przejechanych mil 
IV latach 1965-1984  
Źródło: U.S. Bureau of the Census. 1981, s. 622; 1982/1983, s. 615; 1984, s. 615; 
1985, s. 599; 1975, s. 719-720.  
 
Rysunek 1.1 przedstawia liczbę ofiar śmiertelnych w wypadkach samochodowych 
na 100 mln przejechanych mil w latach 1965-1984 IV skali rocznej. W tym 
zestawieniu wzięliśmy pod uwagę wzrost liczby kierowców, samochodów, jak i ich 
większy przebieg, co daje nam podstawy do zaobserwowania ogólnej tendencji 
wypadków śmiertelnych na autostradach w danym okresie.  
Zasadniczą regułą jest to, że nic powinno się dokonywać oceny jakichkolwiek 
danych bez wzięcia pod uwagę kontekstu czasowego. Mimo iż może się wydawać, 
że ilość ofiar śmiertelnych wypadków na autostradach maleje od 1965 roku, należy 
zadać pytanie, jak len trend wyglądał wcześniej? Rysunek 1.2 odpowiada nam na to 
pytanie.  
Czego dowiadujemy się z nowego wykresu? Najważniejsza informacja jest taka, że 
ilość ofiar śmiertelnych wypadków samochodowych na autostradach stale spadała 
od 1925 roku, czyli od kiedy po raz pierwszy przeprowadzono tego typu badania. 

background image

Można wręcz powiedzieć, że spadek liczby ofiar w latach 1965-1985 wydaje się 
być niewielki w porównaniu z latami wcześniejszymi.  
 

 

Rysunek 1.2. Wypadki śmiertelne na autostradach na 100 mln przejechanych mil w 
latach 1925-1984  
Źródło: U.S. Bureau of the Census, 1981, s. 622; 198211983, s. 615; 1984, $. 615; 
1985, s. 599; 1975, S. 719-720.  
 
Brak, więc przesłanek, aby zaobserwowany spadek ofiar wypadków drogowych 
między 1965 a 1984 rokiem uważać za skutek ruchu konsumenckiego. Jednakże nie 
wynika z tego również, żeby ruch konsumencki nie miał żadnego wpływu na 
poprawę bezpieczeństwa. Nie możemy przecież założyć, że tendencja spadkowa by 
się utrzymała, gdy~ by nic wprowadzono ograniczeń prędkości, nakazu jeżdżenia w 
zapiętych pasach itd.  
Istnieją wręcz całkiem poważne powody wskazujące na to, że trend spadkowy by 
się nie utrzymał. Po pierwsze, w miarę jak ilość ofiar śmiertelnych zbliża się do 
zera, wykres zaczyna wykazywać pewne oznaki efektu progowego: taki czynnik 
nigdy nie może osiągnąć wartości ujemnej, co więcej, prawdopodobnie nawet nie 
zdoła spaść do zera. Innymi słowy, pewna liczba osób będzie ginęła na 
autostradach dopóty, dopóki ludzie będą z nich korzystali. Tak, więc istnieje spora 
szansa, że w latach sześćdziesiątych XX wieku liczba wypadków śmiertelnych na 
autostradach miała się ustalić właśnie na poziomie około pięciu, sześciu ofiar na 
100 mln przejechanych mil.  
Po drugie, dokładniejsza analiza rysunku 1.2, przedstawiającego szeroki kontekst 
czasowy, ukazuje nam niewielki, acz zauważalny wzrost śmierci poniesionej w 
wyniku wypadków w latach 1961-1964. Chociaż to za krótki okres, aby wyciągnąć 
jakiekolwiek daleko idące wnioski, to fragment ten jednak sugeruje, że istniało 
prawdopodobieństwo, że tendencja ta mogła ulec zmianie.  
Jeżeli którakolwiek z wymienionych możliwości jest prawdziwa, to istnieje 
prawdopodobieństwo, że ruch konsumencki, który pojawił się około 1965 roku, 
miał autentyczny wpływ na rozwój sytuacji. Niemniej nie możemy tego stwierdzić 
z pewnością: dane są niepełne. Postanowiłem użyć tego przykładu z dwóch 
powodów. Po pierwsze, chciałem pokazać, że analizowanie faktów wymaga pewnej 
rozwagi. Innymi słowy, często trzeba głębszego wglądu w daną kwestię, aby 
ogarnąć jej całość.  
Po drugie, chciałem zaznaczyć, że same fakty zazwyczaj są niewystarczające. 
Socjologię określa się jako naukę logiczno-empiryczną, gdyż fakty i rozumowanie 
są ze sobą bardzo blisko związane - a socjolog potrzebuje ich obu. Zwróćmy, więc 
teraz uwagę na rolę rozumowania.  
 

background image

Rola rozumowania: teoria 

W momencie, gdy coraz więcej Amerykanów zaczęło uświadamiać sobie wagę 
problemu głodu w swoim kraju, ówczesny prezydent Ronald Reagan powołał 
trzynastoosobową Grupę Roboczą do spraw Żywieniowych (Task Force on Food 
.A.ssislance). Jej rola miała polegać na ocenie natury i rozmiaru tego problemu oraz 
zaproponowaniu rządowego programu działania. Jeden z członków panelu, dr 
George Graham, spowodował spore zamieszanie, wygłaszając opinię, że problem 
niedożywienia dzieci, zwłaszcza czarnych, jest wyolbrzymiony. Według gazet miał 
powiedzieć:  
 
Dane z całego kraju pokazują, że afroamerykańskie dzieci są wyższe od białych – 
najwyraźniej muszą więcej jeść, Jeśli ktoś uważa, że czarni jako grupa społeczna są 
niedożywieni, to spójrzcie na czarnych sportowców w telewizji -większość z nich 
zdaje się być całkiem tęga (cyt. za: Big Changes Made In Hunger Report, „San 
Francisco Chronicie”, 30 grudzień 1983, s. 10).  
 
Jak widać, dr Graham przedstawił dwa rodzaje argumentów - jeden statystyczny i 
jeden będący subiektywnym wrażeniem - aby wesprzeć swoje założenie, że czarni 
Amerykanie nie są bardziej narażeni na problem niedożywienia od amerykańskich 
obywateli innych kolorów skóry. Ale spróbujmy logicznie przemyśleć tę opinię.  
Po pierwsze, Graham stwierdził, że czarne dzieci są zazwyczaj wyższe od dzieci 
białych. Nawet jeśli to prawda, la czy od razu oznaczało, że dzieci te „najwyraźniej 
muszą więcej jeść”? Jakie inne czynniki mają wpływ na wzrost? Jeżeli ktokolwiek 
myśli, że na przykład czynniki genetyczne, to ma rację. Ludzkie fasy i grupy 
etniczne różnią się od siebie między innymi średnią wzrostu. Weźmy pod uwagę 
przykład afrykańskiego plemienia Tutsi. Ci ubodzy hodowcy bydła z Rwandy i 
Burundi wyróżniają się swoim wysokim wzrostem, często przekraczającym dwa 
metry. Absurdem byłoby jednak wysuwanie twierdzenia, że jedzą oni więcej od 
obywateli Ameryki tylko dlatego, że są wyżsi.  
Po drugie, co z czarnymi sportowcami, których widzimy w telewizji? Czy ich 
tężyzna fizyczna oznacza, że wszyscy Afroamerykanie są dobrze odżywieni? 
Należałoby w takim przypadku spytać o to, czy ci atleci są reprezentatywnymi 
przedstawicielami typowych czarnych obywateli USA. Odpowiedź jest oczywista - 
nie. Nie są oni lepszymi reprezentantami swojej rasy niż biali sportowcy byliby dla 
ogółu białych. Gdyby było inaczej, to poprzez obserwację japońskich zawodników 
sumo musielibyśmy dojść do wniosku, że Japończycy z zasady muszą być więksi i 
lepiej odżywieni od mieszkańców Ameryki.  
Innym przykładem na to, jaką funkcję pełni logiczne rozumowanie w dyskursie 
codziennym, może być powszechna panika wywołana przez zespól nabytego 
niedoboru odporności (AIDS). Ta niezwykle śmiertelna choroba dotknęła w sposób 
niewsp6lmierny środowisko amerykańskich homoseksualistów, zwłaszcza w latach 
bezpośrednio po jej odkryciu. Spowodowało to, że reakcja obywateli i polityków na 

background image

tę epidemię często była w jakiś sposób stronnicza. Amerykańscy homoseksualiści i 
ludzie sympatyzujący ze społecznością gejowską często wyrażali zdanie, że 
badania nad tą chorobą postępują powoli ze względu na uprzedzenia wobec 
homoseksualizmu.  
Niezależnie od lego, czy oskarżenie o uprzedzenia jest zgodne z prawdą, czy nie, 
nie ma wątpliwości, że są ludzie, którzy uznają AIDS za odpowiednią karę dla 
gejów. Są nawet tacy, którzy twierdzą, że AIDS jest karą boską, wyrażającą 
niezadowolenie Boga spowodowane homoseksualizmem. Odkrycie, że AIDS może 
się również rozprzestrzeniać przez zakażone igły narkomanów oraz że prostytutki 
są grupą podniesionego ryzyka, zdawało się potwierdzać koncepcję kary bożej.  
Oto, co ewangelista Don Boys miał do powiedzenia w gościnnym artykule w „USA 
Today”:  
 
Epidemia AIDS wskazuje na to, że moralność naszego narodu przestała krążyć nad 
naszym społeczeństwem i postanowiła się zakotwiczyć na stałe, szerząc choroby, 
rozmaite zwyrodnienia i śmierć. [...] Plan boży jest taki, że każdy mężczyzna 
winien mieć jedną kobietę, swoją żonę, przez całe swoje życie i być jej wierny. 
Plan boży wciąż obowiązuje (Boys.1985, s.6A).  
 
Mimo iż socjologia nie działa w bezpośrednim połączeniu z wolą bożą, to jednak 
myślenie krytyczne zdaje się rzucać inne światło na tę opinię. Otóż AIDS 
rozprzestrzeniło się w sposób nieproporcjonalny, również wśród Haitańczyków 
mieszkających w Ameryce. A zatem opinia uznająca tę chorobę za formę kary 
bożej musiałaby uwzględnić także to, że również Haitańczycy rozgniewali Boga. 
Podatność osób chorujących na hemofilię oraz ludzi potrzebujących transfuzji krwi 
jeszcze bardziej komplikuje tę sprawę, nie wspominając o tym, że w Afryce AIDS 
rozprzestrzenia się głównie przez heteroseksualne kontakty.  
Ale sprawdźmy, jak założenie, że AJDS jest karą bożą, radzi sobie w dalszych 
próbach. Skoro AIDS jest znakiem, przez który Bóg oznajmia nam swoje 
preferencje wobec stylów życia, to oznacza, że faworyzuje lesbijki, ponieważ 
choroba ta występuje wśród nich najrzadziej. Innymi słowy, założenie to poddane 
dokładnej logicznej obserwacji okazuje się być nieprawdziwe.  
Logiczne rozumowanie jest zatem kolejnym kluczowym elementem krytycznego 
myślenia. Socjologia jako nauka świadomie i celowo korzysta z logicznego 
rozumowania i jak pokazują przytoczone przykłady, związek ten ma realne, 
praktyczne implikacje. Po części wiąże się on z formułowaniem teorii. Aby 
zrozumieć, jaką funkcję pełni teoria, trzeba najpierw wziąć pod uwagę jej części 
składowe.  
Pojęcia to umysłowe reprezentacje używane, aby uporządkować ugrom zbieranych 
przez nas doświadczeń. Najprościej rzecz ujmując, tworzymy pojęcia, aby oznaczać 
nimi grupy rzeczy mających pewne cechy wspólne. Na przykład pojęcie „istoty 
ludzkiej” zawiera prawie 6 mld istot w pojedynczej kategorii, równocześnie 

background image

odróżniając je od miliardów innych stworzeń. „Mężczyźni” i „kobiety” dzielą owe 
6 mld istot ludzkich na dwie kolejne kategorie.  
Innymi pojęciami, które rozróżniają istoty ludzkie według ich cech, byłyby na 
przykład „noworodki”, „Etiopczycy”, „listonosze”, „studenci”, Wszyscy 
wykorzystujemy pojęcia w życiu codziennym. Często też używamy pojęć, które 
niekoniecznie odnoszą się do ludzi. Możemy na przykład mówić o "lęku" czy 
"alienacji". "Przestępczość" czy "bezrobocie" również są pojęciami.  
Socjologowie często używają tych samych pojęć, co ludzie w życiu codziennym, 
jednak jako naukowcy czynią to z większym rozmysłem, przykładając dużą wagę 
do ich precyzyjnego definiowania. W jaki sposób mamy na przykład podjąć 
decyzję, czy uznać daną osobę za bezrobotną? Raczej nie powiedzielibyśmy tak w 
odniesieniu do noworodka, ale co z bogatym playboyem, który w życiu nigdy nie 
przepracował ani jednego dnia i nie przewiduje podjęcia pracy? Jedną z 
podstawowych cech socjologii jest dokładne określanie tego, co socjolog będzie 
rozumiał przez jakieś pojęcie.  
Równie ważne jest uporządkowanie pojęć. Pojęcia „kobiety” i „mężczyźni” są 
często nazywane atrybutami jednostek Zmienna „płeć” jest pojęciem łączącym te 
dwa atrybuty. Zmienna „religia” kategoryzuje takie atrybuty, jak „protestant”, 
„katolik”, „żyd” czy „hindus”.  
Można powiedzieć, że socjologia jest nauką zajmującą się odkrywaniem związków 
między zmiennymi, jakie wyróżniają różne typy ludzi. Pokazał to wcześniej 
przytoczony przykład wykształcenia i dochodów. Zasób relacji, jakie socjologia 
może badać, jest praktycznie nieskończony. Czy osoby w związkach małżeńskich 
są szczęśliwsze od osób samotnych? Czy konserwatyści mają więcej uprzedzeń od 
liberałów? Czy rozbite rodziny są powodem przestępczości wśród nieletnich?  
Teorie socjologiczne wykraczają jednak poza relacje par zmiennych. Naszym 
ostatecznym celem jest stworzenie mniej lub bardziej wszechstronnego obrazu 
współzależności między niezliczoną ilością zmiennych, aby zrozumieć całokształt 
funkcjonowania życia społecznego.  
Taką podstawą szerszego zrozumienia życia społecznego są tworzone przez 
socjologów paradygmaty. „Fizyczny” przykład posłuży nam jako wprowadzenie 
do idei paradygmatów.  
Widząc napięty biceps przedstawiony na rysunku 1.3, stwierdzamy, że jest to coś, 
co widzieliśmy nieraz w życiu.  
Fizjolog, patrząc na ten sam obraz, zobaczyłby coś całkiem innego, a mianowicie 
sieć ścięgien (rys. 1.4). Biolog komórkowy, jak widać na rysunku 1.5, zamiast 
ścięgien widziałby tkankę mięśniową z systemem komórek mięśniowych. Biolog 
molekularny, przyglądając się jeszcze dokładniej, dostrzegłby system powiązanych 
ze sobą molekuł (rys. 1.6). Fizyk atomowy zaś przyjrzałby się bliżej każdej 
molekule i zaczął badać strukturę każdego atomu, zbudowanego z elektronów, 
protonów i innych cząstek elementarnych, jak widać na rysunku 1.7.  
 

background image

 

Rysunek 1.3. Biceps  
 

 

Rysunek 1.4. Paradygmat fizjologa  
 

 

Rysunek 1.5. Paradygmat biologa komórkowego  
 

 

Rysunek 1.6. Paradygmat biologa molekularnego  
 

 

Rysunek 1.7. Paradygmat fizyka atomowego  
 

 

Rysunek 1.8. Paradygmat macha  
 
Każdy z przedstawionych diagramów ilustruje inny paradygmat, jaki może zostać 
zastosowany przy patrzeniu na napięty biceps. Żaden z paradygmatów nie jest 
lepszy od pozostałych - każdy po prostu oferuje inną perspektywę, która może być 
mniej lub bardziej użyteczna w zależności od celu. Taka jest natura paradygmatów.  
Mimo iż ilustracje te szły w pewnym konkretnym kierunku - od najmniej do 
najbardziej szczegółowego - to jednak tylko jeden z możliwych sposobów 
rozróżniania paradygmatów w takiej sytuacji. W innym paradygmacie można by 
uznać napięty biceps za oznakę męskości, groźbę przemocy albo część zawodów 

background image

kulturystycznych. Można jeszcze wymyślić wiele innych paradygmatów, które 
przedstawiłyby napięty biceps na rozmaite sposoby (rys. 1.8).  
We współczesnej socjologii możemy wyróżnić trzy główne paradygmaty. 
Niektórzy socjologowie uważają, że życie społeczne najlepiej rozpatrywać jako 
mnogość interakcji między ludźmi. Weźmy pod uwagę chociażby rozmowę. 
Załóżmy, że znajdujemy się w poczekalni gabinetu dentystycznego, ale nigdy 
wcześniej się nie widzieliśmy. Nie ma w owej poczekalni żadnych czasopism do 
przeglądania, nawet archiwalnych. Mamy tylko siebie.  
Po wpatrywaniu się przez chwilę w sufit postanawiam przełamać pierwsze lody, 
pytając: „Czy czeka Pan do dentysty?” Potwierdzasz mój wielce głęboki wniosek, 
po czym pytasz, czy byłem tu kiedykolwiek wcześniej. Odpowiadam, więc, że 
przychodzę tutaj na badanie co pół roku, codziennie nitkuję zęby i mam trzy korony 
wykonane ze zlata. Rozmowa trwa, a my zaczynamy się lepiej poznawać. Wkrótce 
okazuje się, że oboje wychowaliśmy się w Vermont, że głosujemy na różne partie 
polityczne i że obaj jesteśmy właścicielami malamutów. Kiedy mówię, że 
wykładam socjologię na uczelni, wspominasz, że kiedyś uczęszczałeś na kurs 
związany z tą dziedziną. W takiej sytuacji mogę postarać się sprowadzić tor 
dyskusji do relacji między profesorem a studentem, a ty możesz usiłować wrócić 
się do tematu malamut6w.  
W socjologii paradygmat interakcjonistyczny skupia się na życiu społecznym 
jako na procesie wymiany, w trakcie której jednostki tworzą wspólną definicję 
sytuacji, w jakiej się znalazły. Paradygmat ten jest przydatny zwłaszcza w badaniu 
tego, jak tworzymy reguły życia społecznego.  
Innym paradygmatem jest paradygmat systemów społecznych, zwany także 
paradygmatem funkcjonalnym, który koncentruje się na strukturze żyda 
społecznego. Grupa jednostek tworząca społeczeństwo może skutecznie być uznana 
za zintegrowany system, w którym każda jednostka ma swoją rolę do odegrania.  
Wyobraźmy sobie na przykład orkiestrę symfoniczną. Skrzypce pełnią w niej 
pewną funkcję, instrumenty dęte inną, a funkcja dyrygenta różni się od wszystkich 
innych. Razem wszyscy muzycy orkiestry stanowią system, który jest czymś więcej 
niż sumą jego części składowych.  
Drużyna futbolu amerykańskiego może nam w jeszcze inny sposób pokazać, jak 
można wykorzystać paradygmat systemów społecznych. Rozgrywający ma jeden 
zbiór funkcji, a biegacze, linia ataku i skrzydłowi inne.  
Przechodząc do społeczeństwa, możemy się przyjrzeć funkcjom pełnionym przez 
takie grupy i organizacje, jak robotnicy, policja, nauczyciele, dzieci, duchowni itd. 
Paradygmat ten pomaga zrozumieć organizację reguł życia, które stworzyliśmy.  
Paradygmat konfliktu skupia się na rywalizacji między jednostkami i grupami w 
ramach społeczeństwa. W sianie konfliktu mogą się znajdować przestępcy i policja, 
właściciele i pracownicy. Uczniowie i nauczyciele, protestanci i katolicy, czarni i 
biali itd. Zmagania te zazwyczaj są wynikiem nierównej dystrybucji takich dóbr, 
jak pieniądze. własność. Prestiż i władza. Paradygmat ten jest szczególnie 

background image

użyteczny, kiedy usiłujemy zrozumieć, jak i dlaczego ludzie łamią reguły oraz w 
jaki sposób reguły te same ulegają zmianie.  
Oczywiście żaden z tych paradygmatów nie wystarcza do całościowego nie 
wyjaśnienia zasad funkcjonowania życia społecznego. Każdy z nich jest raczej 
innym spojrzeniem, które obnaża jedne aspekty życia, zakrywając jednocześnie 
inne. Oznacza to, że jeżeli mamy dojść do zintegrowanego, dobrze wyważonego 
obrazu sytuacji, to powinniśmy używać więcej niż tylko jednego paradygmatu. W 
dalszej części książki będziemy mieli okazję, aby docenić paradygmaty jako 
przydatne okna Ha świat, dlatego zachęcam, aby dowiedzieć się o nich więcej.  
 

Socjologiczne pytania i odpowiedzi 

Naukowcy usiłujący znaleźć odpowiedzi na rozmaite pytania to obraz, który 
nieodłącznie kojarzy się z nauką. Zakończę ten rozdział nieco innym spojrzeniem 
na naukę, a zwłaszcza na socjologię. W nauce często lepiej jest stawiać pytania niż 
udzielać na nie odpowiedzi. Warto więc uznać naukę za sztukę zadawania pytań, 
gdyż stwarzają one możliwość, dla powstawania kolejnych, odpowiedzi zaś 
możliwości te zamykają.  
Szczególnie ważną zasługą nauki jest kwestionowanie rzeczy, które „są oczywiste”. 
Do niedawna jeszcze „oczywistym” było to, że czarni są gorsi od białych, a kobiety 
są gorsze od mężczyzn. Jak zobaczymy, socjologia często podaje w wątpliwość 
rzeczy, które wszyscy uznali już za wyjaśnione. Nawet jeśli dojdziemy do jakichś 
nowych odkryć, które zdają się być lepsze od dotychczasowych, to nie należy ich 
uznawać za ostateczne.  
Szczególną rekurencyjną cechą, życia ludzkiego jest to, że wszystko co wiemy 
może ulec zmianie. Kiedy uczymy się czegoś o sobie, to ta nowo zdobyta wiedza 
może nie tylko wpłynąć na nasze życie, ale również zdezaktualizować dawne 
przekonania.  
Załóżmy, że przeprowadziliśmy ogólnokrajowe badanie szans zatrudnienia i 
opublikowaliśmy listę dziesięciu miast, w których najłatwiej znaleźć pracę. Wielu 
bezrobotnych przeprowadzi się do tych miast, jak tylko upowszechnimy wyniki tej 
analizy, w wyniku czego liczba wolnych etatów w tych miastach spadnie. Podobną 
sytuację napotkamy, gdy w jednej z gazet lokalna restauracja zostanie określona 
jako smaczna, niedroga i gdzie nie trzeba długo czekać na posiłki. Fragment 
dotyczący czasu oczekiwania prawdopodobnie przestanie być aktualny leszcze tego 
samego dnia, a pozostałe dwie cechy tego lokalu również mogą się szybko 
zdezaktualizować. W socjologii wszystko, o czym się uczymy, ulega zmianie, stąd 
nie można oczekiwać, że istnieje taka wiedza, która pozostanie niezmiennie 
prawdziwa. A zatem trzeba ciągle zadawać pytania.  
Socjologia zajmuje się też pewną liczbą pytań, na które nigdy nie zdołamy 
odnaleźć w pełni zadowalających odpowiedzi. Kim jestem? Czym jest istota 
ludzka? Czy określają nas bardziej geny, czy kształtuje środowisko? Czy możliwy 
jest porządek bez ograniczania wolności? To tylko część pytań, którym postaramy 

background image

się przyjrzeć w tej książce, a na które prawdopodobnie nigdy nie znajdziemy 
odpowiedzi. Jak się jednak okaże, samo ich zadawanie może być bardzo przydatne.  
Mam nadzieję, że wskazówki te będą pomocne w kontekście indywidualnych 
badań socjologicznych. Mimo iż istnieją pewne fakty dotyczące socjologii, które 
warto poznać, dużo ważniejsze jest to, aby nauczyć się wykorzystywać tę naukę do 
własnego krytycznego myślenia. Jeżeli studiowałbyś/studiowałabyś neurochirurgię 
czy historię średniowiecza, to prawdopodobnie nie miałbyś/miałabyś okazji do 
wykorzystania swojej wiedzy w życiu codziennym. Z socjologią jest zupełnie 
inaczej. Socjolog budzi się codziennie rano w swoim laboratorium w trakcie 
trwającego eksperymentu. Wszyscy jesteśmy w nim badanymi, a teraz macie 
okazję, aby dołączyć do grona badaczy.  
W pozostałej części książki przedstawię wieloaspektowy świat socjologii. Rozdział 
2 rozpoczniemy od chyba jednego z najbardziej osobistych aspektów socjologii, 
czyli kwestii tożsamości.  
Będziemy przyglądali się odwiecznemu pytaniu, na które wciąż nic ma 
odpowiedzi: kim jestem? Jak się okaże, najbardziej podstawowe rozumienie tego, 
kim jesteśmy w sensie jednostkowym jest nierozerwalnie związane ze 
społeczeństwem, w którym żyjemy. Problem ten, a także związane z nim interakcje 
w małych grupach, często nazywa się mikrosocjologią
Zaczynając od tożsamości osobistej w rozdziale 2, nasze pole zainteresowania 
będzie się poszerzać z każdym kolejnym rozdziałem. W rozdziale 3 zajmiemy się 
grupami, w 4 - organizacjami, w 5 - instytucjami, w 6 - społeczeństwem i 
kulturą. Tym samym znajdziemy się w domenie makrosocjologii.  
Wreszcie, po przyjrzeniu się szerszym kwestiom społecznym w rozdziałach 7-9, 
zakończę tę książkę spojrzeniem na pewne problemy globalne. Chcę przez to 
pokazać, w jakim stopniu osobiste życie jednostki jest nierozłączl1e od życia na 
planecie. To tylko część tego, co istota socjologii ma w zanadrzu. Mam wrażenie, 
że - podobnie jak ja - uznacie to za coś fascynującego.  
 

background image

 
ROZDZIAŁ 2  
Tożsamość  
 
Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku grupa psychologów z Uniwersytetu w 
Stanford przeprowadziła eksperyment, który dostarczył więcej informacji o naturze 
ludzkiej niż wiele osób jest skłonnych przyznać (zob. Zimbardo, 1972, s. 4-8). 
Eksperyment więzienny pod kierunkiem dr Philipa Zimbardo miał na celu zbadanie 
psychologicznych aspektów uwięzienia. Aby to osiągnąć. Zimbardo zatrudnił 
studentów do odgrywania roli więźniów i strażników w fizycznej symulacji 
więzienia w piwnicy jednego z budynków kampusu.  
Zimbardo ostrożnie wybrał studentów spośród grupy ochotników, upewniając się, 
że żaden z nich nie cierpiał na zaburzenia psychiczne, które zagroziłyby 
eksperymentowi i jego uczestnikom. Zimbardo określił ich wszystkich jako 
„normalnych”, a później jako „najlepszych przedstawicieli tego pokolenia”. 
Dwudziestu czterech studentów zostało przypisanych do roli więźniów bądź 
strażników za pomocą rzutu monetą. Każdy z nich otrzymywał piętnaście dolarów 
dziennie za udział w eksperymencie, który początkowo miał trwać dwa tygodnie.  
Badanie zaczęło się spokojnie. „Więźniowie” zostali zakuci w kajdanki i 
„aresztowani” niespodziewanie w swoich domach, a później przewiezieni i 
przypisani do swoich „cel”. „Strażnicy" mieli obowiązek ustalenia swoich 
własnych reguł, by utrzymać ład i porządek. Więźniowie byli eskortowani do 
toalety, a posiłki przynoszono im do cel. Mogłoby się wydawać, że to będzie dosyć 
nudny eksperyment, ale tak nie było.  
We wczesnym stadium eksperymentu Zimbardo zauważył, że strażnicy wczuli się 
w swoje role bardziej niż oczekiwał. Stawali się oni w stosunku do więźniów 
despotyczni. posuwając się wręcz do sadyzmu. Zimbardo zauważył, że chociaż nie 
wszyscy strażnicy obchodzili się z więźniami brutalnie, to żaden z „dobrych” 
strażników nie interweniował, gdy „źli” znęcali się nad uwięzionymi.  
Sami więźniowie również zaczęli zachowywać się realistycznie. Dwóch zaczęło 
stwarzać problemy, Obrzucając obelgami strażników oraz grożąc, że zniszczą 
umeblowanie swoich i tak spartańsko urządzonych cel. Inni reagowali zupełnie 
inaczej, potulnie wykonując rozkazy strażników.  
Mimo że początkowo więźniowie odznaczali się pewną solidarnością grupową, 
strażnikom udało się ją złamać, wywołując poczucie bezwartościowości wśród 
poszczególnych więźniów. W pewnym momencie strażnicy podjęli decyzję o 
zamknięciu jednego więźniów w odosobnieniu, gdyż odmawiał on przyjmowania 
posiłków. Następnie złożyli propozycję innym więźniom: jeżeli zrzekną się na noc 
swoich koców, to pozwolą więźniowi sprawiającemu kłopoty wrócić do swojej celi. 
Więźniowie woleli jednak zatrzymali koce. Ich towarzysz musiał spędzić noc w 
niewielkim schowku nazwanym „izolatką”. Trzech więźniów trzeba było zwolnić 
w ciągu pierwszych czterech dni, ponieważ eksperyment stawaj się dla nich zbyt 

background image

traumatyczny. Inni błagali wręcz o to, aby wykluczyć ich z badania. Większość 
była gotowa nawet zrzec się pieniędzy, które dotychczas zarobili. Zmiany, jakie 
przechodzili ochotnicy, zadziwiły Zimbarda, ale jeszcze bardziej zaskoczyła go 
jego własna reakcja na ten eksperyment. Przyjął on rolę kierownika więzienia i 
wpadli w panikę, kiedy dotarty do niego plotki, że członkowie uniwersyteckiego 
bractwa planują w nocy dokonać nalotu na więzienie i uwolnić uwięzionych. 
Najpierw zadzwonił na policję, prosząc o to, aby zabezpieczyli jego „więźniów”, 
zamykając ich w areszcie. Kiedy policja nie wyraziła zgody, postanowił on 
przenieść swoich więźniów w tajemnicy do innego pomieszczenia na kampusie, 
gdzie spędzili noc przykuci jeden do drugiego.  
Widząc, jak bardzo on i jego studenci wczuli się w swoje role, Zimbardo zdał sobie 
sprawę. Jak bardzo jego eksperyment wymyka się spod kontroli. Podjął więc 
decyzję o jego zakończeniu po sześciu dniach. Ponadto uznał za stosowne 
przeprowadzenie wśród uczestników badania terapii, która miała zapobiec 
psychologicznym konsekwencjom tych doświadczeń.  
Eksperyment więzienny ukazuje nam przede wszystkim to, jaki wpływ na nasze 
zachowanie mają sytuacje, w których się znajdujemy oraz role, jakie odgrywamy. 
Studenci ze Stanford, którzy brali udział w tym doświadczeniu, nie otrzymali 
żadnych wskazówek dotyczących tego, w jaki sposób mają odgrywać więźniów 
bądź strażników. Chociaż można założyć, że każdy z nich miał jakąś wiedzę 
wyniesioną z filmów czy telewizji, wkrótce okazało się, że ich zachowanie stało się 
o wiele bardziej realistyczne niż pierwotnie zakładano. Uwięzienie, nawet w 
symulowanym więzieniu, spowodowało takie same zmiany w zachowaniu, jakie da 
się zaobserwować w prawdziwym więzieniu. Podstawowym przedmiotem badań w 
stanfordzkim eksperymencie więziennym by1a tożsamość. Jest to również kwestia, 
którą będziemy się zajmować w dalszej części tego rozdziału. Kim jesteś? Kim ja 
jestem? Czym jest istota ludzka? 
 
 
 

Kim jesteś? 

Zajmijmy się teraz pytaniem: „Kim jestem?” Każdy na pewno wie, że jest w takim 
znaczeniu, że istnieje, ale jako kto bądź co? Wydaje mi się, że odpowiedzi na to 
pytanie okażą się interesujące nie tylko w kontekście akademickim.  
W 1954 roku Manford Kuhn i Thomas McPartland (1954, s. 68-76) otworzyli 
kwestionariusz badający tę kwestię. W prostej ankiecie proszono respondentów 
(głównie studentów), aby podali dwadzieścia odpowiedzi na pytanie: „Kim 
jestem?” Od tamtego czasu rzesze studentów udzieliły odpowiedzi na Test 
Dwudziestu Stwierdzeń (Twenty-Statement Test, TST). Badając wyniki owego 
testu, wykryto pewne zależności.  
Pomyślcie teraz przez chwilę o tym, jak rozwiązalibyście ten test. Może nawet 
chcielibyście zapisać swoje odpowiedzi.  

background image

Jeżeli jesteście w jakikolwiek sposób zwyczajni, to pierwsze odpowiedzi na TST 
opisywałyby wasz status. Ktoś mógł na przykład napisać, że jest studentem. Albo 
mężczyzną lub kobietą. Niektórzy podają swoją przynależność rasową albo 
religijną, a jeszcze inni swój wiek. Warto zwrócić uwagę na to, że są to głównie 
cechy osobiste, które dowolna osoba prawdopodobnie przypisałaby danemu 
respondentowi.  
Wśród innych odpowiedzi na to pytanie znajdowałyby się również informacje, 
które byłyby raczej opiniami, na przykład „jestem osobą szczęśliwą”, „mam 
nadwagę”, „jestem konserwatystą”. Mimo iż być może inne osoby nie zgodziłyby 
się z takimi określeniami, to jednak te odpowiedzi również mogą być traktowane 
jako przykłady statusu.  
 

Statusy i role 

Status jest podstawowym pojęciem w socjologii, które odnosi się do pozycji i lub 
miejsca zajmowanego w społeczeństwie bądź mniejszej grupie społecznej. 
Przykładami statusu mogą być: matka, hydraulik, student drugiego roku, kasiarz 
itd. Jak pamiętasz z rozdziału 1, w odniesieniu do paradygmatu systemów 
społecznych mówiłem, że każdy członek społeczeństwa ma w nim do spełnienia 
daną funkcję. Właściwie powinniśmy powiedzieć, że to statusy pełnią określone 
funkcje, które z kolei nazywa się rojami - zespołem oczekiwań przypisanym 
poszczególnym statusom, Tak więc od matki oczekuje się pewnych zachowań, 
które różnią się od zbioru zachowań, jakiego oczekujemy od, dajmy na to, 
hydraulika.  
Reasumując, status jest pozycją, jaką jednostka zajmuje w społeczeństwie, a rola 
oczekiwanym zachowaniem, jakie wiąże się z danym statusem. Status posiadamy, a 
role pełnimy. 
 
[x] 
Rysunek 2.1. Statusy jako maski  
 
Statusy zazwyczaj występują w parach, a odgrywane przez nas role najczęściej są 
bezpośrednio związane z konkretnymi statusami. Każdy status jest w pewnym 
sensie maską, jaką zakładamy w trakcie interakcji z innymi (zob. rys. 2.1). Tak 
więc w przypadku, gdybyśmy się spotkali, ja mógłbym założyć maskę-status 
profesora, a ty - studenta.  
Nie ma ściśle ustalonych reguł dotyczących tego, jakie powinno być zachowanie 
podczas relacji bezpośrednich między studentami a profesorami. Mimo to każdy, 
kto kiedykolwiek był w takiej sytuacji wie, czego można by się spodziewać. W 
najgorszym przypadku wiadomo chociażby tyle, że różniłaby się ona od relacji 
między matką a synem, więźniem a strażnikiem, sprzedawcą a klientem. Kiedy 
spotykamy kogoś po raz pierwszy w życiu, to usiłujemy się dowiedzieć, jaki status 

background image

posiada ta osoba. Jest on nam potrzebny do tego, aby wiedzieć, jak się do siebie 
wzajemnie odnosić.  
W życiu codziennym każdy z nas ma pewną liczbę statusów i odgrywa różne role - 
w zależności od sytuacji. Tak więc czasami dana osoba będzie pełniła rolę syna 
bądź córki. W pewnych okolicznościach lepszym wyborem byłoby odegranie roli 
studenta bądź studentki. W zależności od kontekstu można być kierowcą, klientem 
sklepu, obywatelem albo przyjacielem. Rysunek 2.2 przedstawia zbiór różnych 
statusów, jakie jednostka może mieć.  
Zwróćcie uwagę na znak zapytania w środku diagramu. Reprezentuje on 
jakąkolwiek osobę, która przybiera w odpowiedniej sytuacji dane maski. W 
pewnym sensie reprezentuje również ciebie, jako czytelnika tej książki.  
 

 

Rysunek 2.2. Wszyscy mamy kilka statusów  
 
Każdy z wcześniejszych diagramów jest bardzo uproszczony, ponieważ każdy 
posiadany status jest powiązany za pomocą ról z innymi statusami. Tak, więc 
student prawdopodobnie ma różne wyobrażenia na temat swoich relacji z 
profesorami, innymi studentami, z dziekanem, trenerem, egzaminatorami itd. 
Rysunek 2.3 ukazuje ten aspekt ról i statusów.  
Zatem każda jednostka posiada wiele statusów, z których każdy pełni jakąś rolę w 
odniesieniu do innych. Jeżeli zastanowisz się przez chwilę nad statusami, jakie 
zajmujesz w relacji do innych w swoim własnym życiu, to możesz się zadziwić 
swoim poziomem wiedzy o roli pełnionej przez jednostki w zorganizowanym 
społeczeństwie. Rysunek 2.4 oddaje wielce uproszczony obraz pola odgrywanych 
przez ludzi ról.  
Podczas dorastania i socjalizacji uczymy się, jakie posiadamy statusy, jakie role są 
z nimi powiązane oraz jakie są ich relacje z innymi statusami. Proces ten jest 
nieustający - jak tylko opanujemy reguły bycia dzieckiem, to okazuje się, że 
jesteśmy już nastolatkami. Ledwo zdążymy uporać się z zasadami bycia 
nastolatkiem, a wszyscy już od nas oczekują, że będziemy odpowiedzialnymi 
dorosłymi osobami. Ostatecznie może się zdarzyć, że ktoś do nas powie: 
„Zachowuj się jak przystało na twój wiek, stary dziadzie!” Niezależnie od tego, jak 
staro czy młodo się czujemy, nasze statusy - w tym wiek - określają, jakiego 
zachowania oczekują od nas inni. 
 

background image

 

Rysunek 2.3. Każdy status odnosi się do wielu innych statusów  
 

 

Rysunek 2.4. Pole odgrywanych przez ludzi ról  
 
Niekończący się proces socjalizacji nie ogranicza się wyłącznie do zmian 
związanych z wiekiem. Na przykład, niezależnie od zapewnień jednego z 
partnerów, role w związku mogą się zmienić radykalnie po ślubie. Po narodzinach 
pierwszego dziecka owe role zmienią się ponownie - może nawet jeszcze bardziej 
radykalnie. Możemy sobie również wyobrazić sytuację, w której wielokrotnie 
awansujemy: ze studenta medycyny na stażystę, ze stażysty na chirurga, z chirurga 
na ordynatora oddziału chirurgicznego, z ordynatora na naczelnego lekarza kraju. 
Każda z tych zmian będzie się wiązała ze zmianą oczekiwań innych względem 
naszego zachowania. Niezależnie od obranej przez nas drogi kariery, posiadane 
przez nas statusy i role będą się zmieniały z upływem czasu, nawet w sytuacji, 
gdyby ktoś postanowił zostać pomywaczem. W takim wypadku o naszym statusie 
decydowałby poziom zdobytego doświadczenia.  
 

Trzy paradygmaty 

Skoro doszliśmy do wniosku, że pojęcia statusu i roli są ważnymi elementami 
socjologii, chciałbym zwrócić również uwagę na to, jakie pozycje zajmują one w 
trzech paradygmatach omówionych już w rozdziale 1: interakcjonjstycznym, 
systemów społecznych j konfliktu.  
Mieliśmy już okazję zaobserwować, jak zajmowane przez nas statusy pośredniczą 
w naszych interakcjach. Wyobraźmy sobie, jak wyglądałaby próba interakcji z 
kimś, gdybyśmy postanowili odizolować posiadane przez nas statusy. Nie 
moglibyśmy na ową osobę spojrzeć, gdyż zdradzałoby to wiek, płeć i rasę. 
Rozmowa telefoniczna również nie wchodziłaby w rachubę, gdyż głos naszego 
rozmówcy mógłby wskazywać inne statusy. Może możliwa byłaby rozmowa za 
pomocą dwóch komputerów, jednak wtedy i tak prawdopodobnie staralibyśmy się 

background image

dowiedzieć czegoś o naszym rozmówcy. Nie jest zaskoczeniem, że tak często 
wykorzystujemy pytania typu „Co robisz?” Czy prosimy kogoś, aby „powiedział 
nam coś o sobie”, kiedy spotykamy nowe osoby. Najbardziej banalnym przykładem 
znanym z uczelni jest chyba pytanie: „Na jakim kierunku studiujesz?” Innymi 
słowy, żadne relacje społeczne nie są możliwe bez statusów.  
Statusy pełnią równic fundamentalną rolę w paradygmacie systemów społecznych
Wszelkie organizacje i społeczeństwa są skonstruowane i działają, bazując na 
strukturze statusów społecznych. Orkiestra symfoniczna na przykład jest 
zorganizowana według statusów, a nie osób. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że jeden 
z jej członków może być powszechnie uznawany za wirtuoza, orkiestra nie 
rozwiąże się po tym, jak odejdzie on na emeryturę czy umrze - raczej znajdzie 
innego muzyka, który go zastąpi. Muzyka komponowana jest po to, aby mogła być 
wykonywana przez statusy: skrzypków, oboistów czy wiolonczelistów. Nawet 
jeżeli jakiś utwór powstał z myślą o konkretnym wirtuozie, to i tak inni muzycy 
grający na tym samym instrumencie będą w stanie go wykonać.  
Struktury organizacyjne korporacji czy fabryk również ukazują miejsce, jakie 
zajmują statusy w paradygmacie systemów społecznych. Linia produkcyjna 
funkcjonuje na przykład dzięki rolom pełnionym przez spawaczy, monterów, 
nadzorców, kierowników itd. Także organizacja korporacji jest uzależniona od 
statusów, a nie od ludzi. Tak więc można powiedzieć, że systemy społeczne nic 
mogą istnieć bez statusów.  
Teoria konfliktu również znajduje swoje podstawy w statusach społecznych. 
„Konflikt” w tym paradygmacie istnieje między posiadaczami poszczególnych 
Statusów i kategoriami statusów: pracownicy przeciwko fabrykantom, chłopi 
przeciwko właścicielom ziemskim, studenci przeciwko nauczycielom, gang 
przeciwko gangowi, kraj przeciwko krajowi. W teorii Marksa status był podstawą 
konfliktu klasowego, świadomości klasowej itd. Konflikty między jednostkami nie 
leżą w polu zainteresowania badacza teorii konfliktu, chyba że reprezentują one 
zmagania między różnymi statusami.  
Rysunek 2.5 ilustruje nam pozycje statusu w trzech socjologicznych 
paradygmatach.  
 

Opinie jako tożsamość 

Nasze opinie są również podstawą pewnego rodzaju statusu, a więc i naszej 
tożsamości. Wiele osób może nie uświadamiać sobie lego, jak ważne jest 
posiadanie opinii. Wiele lal temu Beatlesi śpiewali o nowhere man - człowieku, 
który nie miał opinii. W ich obserwacji kryje się dużo prawdy.  
Przez chwilkę zastanówcie się nad następującymi tematami: aborcja, kara śmierci, 
wojna przeciwko narkotykom, Południowa Afryka, Somalia, Jerry Falwell, Bill 
Clinton, przeludnienie, prawo do posiadania broni, pomoc społeczna. Założę się, że 
każdy z was ma wyrobione zdanie na każdy z tych tematów. W tym wypadku 
zależy mi na posiadaniu opinii, a nie na ich treści.  

background image

 

 

Paradygmat teorii konfliktu  
Rysunek 2.5. Pozycja „statusu” w poszczególnych paradygmatach  
 
Teraz wyobraźcie sobie, że jesteście wśród osób, które szanujecie i na których 
opinii wam zależy. Załóżmy, że poruszono dowolny z wymienionych właśnie 
tematów, na przykład kary śmierci. Reszta grupy ,wraca się do was z prośbą o 
wyrażenie własnej opinii. Jak byście się poczuli, nie posiadając jej? A co 
pomyśleliby o was inni? Nie pasowalibyście do reszty towarzystwa, a nie zajmując 
stanowiska w tej sprawie, staralibyście się zupełnie nieistotni.  
Parę lat temu miałem nieopisaną potrzebę posiadania opinii dotyczącej każdej 
kontrowersyjnej kwestii. Międzynarodowy rozgłos zyskała sobie wówczas sprawa 
dwojga australijskich dzieci z próbówki. Pewna bogata para nie mogła mieć dzieci, 
tak więc zdecydowali się na zastosowanie metody in vitro. Od kobiety pobrano 
komórki jajowe i dokonano pozaustrojowego zapłodnienia, używając nasienia jej 
męża. Zarodki były gotowe do umieszczenia w macicy kobiety. 
Wtedy wydarzyła się tragedia - para zginęła w wypadku, a zapłodnione komórki 
jajowe zostały osierocone przed własnymi narodzinami. Kontrowersja dotyczyła 
tego, czy owe komórki należy zniszczyć, czy może wszczepić je innej kobiecie? 
Sprawa była problematyczna, gdyż w grę wchodził pokaźny spadek.  
Jak sądzicie, co należało zrobić? Zniszczyć zarodki czy też pozwolić im się 
urodzić? Im dłużej myślałem nad tą kwestią, tym bardziej się irytowałem. Nie 
byłem w stanie stwierdzić, co władze australijskie powinny były zrobić. Jeżeli w 
jakimkolwiek stopniu jesteście do mnie podobni, to zapewne również odczuwacie 
potrzebę posiadania opinii na ten temat.  
Ostatecznie jednak doszedłem do wniosku, że w gruncie rzeczy mój dylemat jest 
bezsensowny. Nie miałem żadnego doświadczenia w takich sprawach, tak więc 
moja opinia byłaby bezwartościowa. Poza tym, kogo właściwie obchodziłoby moje 
zdanie? Nie ma wątpliwości co do tego, że niezależnie do jakiego wniosku bym 
doszedł, nie miałby on żadnego wpływu na rozwój sytuacji. Jednakże nawet po 
uświadomieniu sobie tego, nadal czułem się niespełniony przez to, że nie 
posiadałem na ten temat opinii.  
Doświadczenie to zwróciło moją uwagę na to, w jakim stopniu nasze opinie kreują 
naszą tożsamość. Zastanówcie się, czy w waszym przypadku nie jest podobnie. 
Przypomnijcie sobie, kiedy ostatnio spotkaliście jakąś nową osobę i wzięliście 

background image

udział w procesie „poznawania siebie”. Jeżeli jesteście w stanie przypomnieć sobie 
takie zdarzenie, to zapewne odkryjecie, że była to właściwie wymiana opinii i 
stwierdzenia, kt6re z nich są wspólne. Poszukiwanie nici porozumienia mogło się 
rozciągać na politykę, sport i wiele innych lematów.  
Przez utożsamianie się z rozmaitymi opiniami, wchodzimy w posiadanie jeszcze 
większej ilości statusów. Mówiąc, że chcecie zniesienia jakichkolwiek ograniczeń 
w dostępie do aborcji, określacie się jako osoba zajmująca stanowisko pro-choice. 
Opowiadając się za zniesieniem jakichkolwiek form pomocy społecznej i 
obniżeniem podatków dla korporacji, zyskacie sobie status konserwatystów. 
Ostatecznie, każda wygłoszona opinia przynosi nam status „osoby, która uważa, że 
...”  
Statusy, jakie zajmujemy przez posiadanie i wyrażanie opinii, silnie wpływają na 
nasze doświadczenia życiowe. Decydują one o tym, jak inni będą się z nami 
obchodzić: kto będzie z nami rozmawiał, kto się z nami zaprzyjaźni i kto nas spyta 
o radę. Nasze opinie wywierają silny wpływ na to, kogo wybieramy na swojego 
partnera, a kto wybiera nas na swojego.  
 

Kim naprawdę jesteś? 

Wcześniej pokazałem, w jaki sposób nasze tożsamości są funkcjami posiadanych 
statusów. Ale kim wy jesteście w odniesieniu do owych statusów? Na pewno macie 
jakieś poczucie Ja, które się z nimi nie wiąże. Załóżmy na przykład, że jednym z 
posiadanych przez was statusów jest status osoby studiującej. To zapewne oznacza, 
że ludzie często się do was odnoszą jak do studentów, ale że wy również 
zachowujecie się zgodnie z tym statusem. Jeżeli nieznajomy spytałby kogoś z was: 
„Czym się zajmujesz?”, To odpowiedź zapewne brzmiałaby: „Studiuję”.  
Jeżeli jednak przestaniecie być studentami - niezależnie od tego, czy ukończycie 
studia, zostaniecie wykreśleni z listy studentów, czy też po prostu sami z nich 
zrezygnujecie - to ciągle pozostaniecie sobą. Tak więc możemy stwierdzić, że to, 
kim jesteście, nie pokrywa się z waszym statusem studenta.  
Załóżmy, że z republikanów stajecie się demokratami albo że postanowiliście 
zostać buddystami, mimo iż wychowani byliście jako katolicy. Albo że 
wyjechaliście ze Stanów Zjednoczonych i zostaliście obywatelami Etiopii. 
Wszystkie te zmiany statusu, niezależnie od tego, jak radykalne, nie zmieniłyby 
was samych. Nawet zmiana imienia by was nie mieniła. To, kim jesteście, jest 
kwestią o wiele bardziej podstawową niż wasze poglądy polityczne, wyznanie, 
obywatelstwo czy imię.  
Każdy z nas ma poczucie trwania ciągłości, które przekracza zmiany wszelkich 
czynników, jakie miałyby wpływ na odpowiedź na pytanie: „Kim jesteś?” Wiecie 
na pewno, że jesteście tymi samymi osobami urodzonymi przed laty, choć nie 
wyglądacie jak noworodki. Wszystkie komórki waszego ciała są wymieniane co 
siedem lat. Wasze cechy charakteru również nie przypominają cech charakteru 
nowo narodzonego dziecka, zresztą, podlegają one stałym przemianom. Wasze 

background image

opinie, poziom wiedzy czy wspomnienia również się zmieniają, a wy cały czas 
macie jednak poczucie, że jesteście sobą.  
Socjologia nie zajmuje się tym, kim naprawdę jesteśmy za maskami statusów i ról. 
Jak mieliśmy okazję zobaczyć, trzy paradygmaty są ściśle związane z pojęciem 
statusów.  
Równocześnie jednak, socjologia może ujawnić sposób działania statusów w 
naszym życiu i ogólnie w społeczeństwie. Wiedza ta może się wam osobiście 
przydać - nie tylko w kontekście akademickim. Posiadane statusy są podstawą 
doświadczania życia do tego stopnia, że mogą mieć wpływ na poczucie tego, kim 
jesteśmy. 
Czasami do tego stopnia identyfikujemy się z naszymi statusami, że jakiekolwiek 
ich zagrożenie czy zakłócenie bierzemy do siebie. Zapominamy, że dany status jest 
tylko statusem i zaczynamy go traktować tak, jakby reprezentował całokształt nas 
samych. Pomyślcie o studentach, którzy popełniają samobójstwo z powodu 
wykreślenia ich z listy studentów albo niezaliczenia ważnego egzaminu. Inni 
targają się na swoje życie po poniesieniu porażki zawodowej. Nie dochodziłoby do 
takich sytuacji, gdyby ludzie pamiętali o tym, że nasze statusy są jedynie maskami, 
które zakładamy, aby móc uczestniczyć w społeczeństwie. Gdyby coś się nam nie 
udało z jedną maską, to po prostu odłożylibyśmy ją i założyli drugą. Jednakże 
najczęściej utożsamiamy je z sobą.  
Czy rozgniewało was to, jak ostatnio ktoś się źle wyraził o waszej grupie etnicznej, 
religijnej lub podobnej kategorii statusu? Czy powiedzieliście wówczas coś 
niemiłego pod adresem osoby, która wyraziła taką opinię? Czy uskarżaliście się 
później komuś na to? Innymi słowy, czy daliście się wciągnąć w tę dyskusję? Jeżeli 
ostatnio coś takiego was nie spotkało, to postarajcie się przypomnieć sobie 
sytuację, w której daliście się wciągnąć w tego typu dywagacje.  
Z racjonalnego punktu widzenia, wszelkie negatywne uwagi na temat „wszystkich 
czarnych”, „wszystkich kobiet”, „wszystkich protestantów”, „wszystkich 
wegetarian”, „wszystkich republikanów” itd. są raczej niemądre. Trudno, bowiem 
powiedzieć cokolwiek znaczącego o wszystkich członkach tak dużej kategorii 
społecznej, a poza tym, nikt nie jest w stanie ustalić prawdziwości takich 
stwierdzeń. W skrócie, jedynie ignoranci wyrażają pejoratywne sądy na temat 
całych kategorii społecznych i mogą być z powodzeniem ignorowani, jako osoby 
niegodne naszego zainteresowania.  
Jednakże często traktujemy je poważnie i nierozsądne docinki dotyczące naszych 
statusów odbieramy, jako ataki osobiste. Zobaczycie, co mam na myśli, gdy 
pójdziecie do profesora psychologii i powiecie mu, że uważacie psychologię za 
zupełnie bezużyteczną dziedzinę nauki. Albo gdy powiecie absolwentowi 
Harvardu, że absolwenci Yale są mądrzejsi. Lub, po prostu, zamiast myśleć o 
innych, zwrócicie uwagę na to, o ile swoich własnych statusów skłonni byście byli 
walczyć.  

background image

Większość uprzedzeń, nienawiści i wojen na tym świecie bierze się stąd, że 
niektórzy uznają statusy, z którymi się identyfikują, za lepsze od statusów 
posiadanych przez innych. Rozpoznanie tej pułapki w odniesieniu do własnego 
życia da wam pewien stopień świadomości i ochrony przed zbędnym cierpieniem. 
Może dzięki tej wiedzy zdołacie nawet podjąć walkę z tą kwestią w takiej postaci, 
w jakiej objawia się ona w waszym środowisku.  
Miejscem statusu w społeczeństwie i waszym życiu będziemy się zajmować także 
w innych częściach tej książki. Na zakończenie tego rozdziału chciałbym jednak 
spojrzeć na jeszcze jeden aspekt tego problemu.  
 

Jak definiują nas inni? 

Dotychczas nie zajęliśmy się tym, w jaki sposób wchodzimy w posiadanie 
statusów, chociaż w niektórych wypadkach jest to oczywiste. Socjologowie 
nazywają statusy, które posiadamy od chwili naszych narodzin, jak rasa czy płeć, 
statusami przypisanymi - w odróżnieniu od statusów osiągniętych, czyli takich, 
które nabyliśmy później.  
Przez moment zastanówcie się, czy posiadacie status „osoby pięknej”, „osoby 
przeciętnie wyglądającej” czy „osoby nieatrakcyjnej”? Który status jest wam 
bliższy: „optymisty” czy „pesymisty”? Jesteście osobami „odnoszącymi sukcesy” 
czy „ponoszącymi porażki”?  
Jeżeli udzieliliście odpowiedzi na te pytania, to zapomnijcie o nich. Moim 
właściwym pytaniem jest „Skąd się owe statusy biorą”? Przykładowo, skąd wiecie, 
czy odnosicie sukcesy czy ponosicie porażki?  
George Herbert Mead (1975), wybitny amerykański socjolog pracujący na 
Uniwersytecie w Chicago w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, był 
szczególnie zainteresowany tym pytaniem. Jako jeden z twórców paradygmatu 
interakcjonistycznego Mead skupił się na znaczeniu interakcji społecznych w 
naszym życiu. Uważał, że nasza koncepcja Ja wynika z naszych relacji z innymi. 
Zwracał uwagę na właściwą ludziom zdolność „wchodzenia w rolę innych”.  
Socjologowie dokonują rozróżnienia między odgrywaniem a przyjmowaniem roli. 
Odgrywanie roli odnosi się do zachowań oczekiwanych od nas ze względu na 
posiadany przez nas status, na przykład uczymy się, bo jesteśmy studentami. Z 
przyjmowaniem roli mamy do czynienia wtedy, kiedy odgrywamy role niezwiązane 
z naszymi statusami, na przykład dzieci bawiące się w policjantów i złodziei. Warto 
dodać, że obok rozrywki przyjmowanie ról może nam również oferować nowe 
perspektywy.  
Mead twierdził, że obserwowanie świata z punktu widzenia innych jest nieocenioną 
możliwością, jaką posiada społeczeństwo. Przez odkrywanie, jakie spojrzenia na 
różne kwestie mają inni, zyskujemy możliwość osiągania kompromisów, które 
umożliwiają nam wspólne życie i wspólną definicję sytuacji. Jednakże najbardziej 
sugestywne jest spojrzenie na siebie oczami innej osoby. Posuwając się dalej, Mead 

background image

mówił o roli uogólnionego innego, zyskując pełny obraz tego, jak „wszyscy” zdają 
się widzieć świat, w tym i nas.  
Wyobraźcie sobie, że wszyscy dookoła uznawaliby was za osoby mało inteligentne, 
potwierdzając to sposobem zachowania i słowami. Załóżmy, że dzieci z waszej 
klasy w szkole podstawowej śmiały się z was za każdym razem, kiedy chcieliście 
wziąć czynny udział w zajęciach. Załóżmy również, że nauczyciele nigdy nie 
wywoływali was do tablicy, jedyne oceny, jakie mieliście na świadectwie, były 
ocenami niedostatecznymi, i miernymi, a wasi rodzice mówili wam, że powinniście 
brać przykład z waszego rodzeństwa. W takiej sytuacji prawie pewne jest to, że w 
rezultacie sami przyjęlibyście status „osoby mało inteligentnej” i zaczęlibyście 
wcześniej czy później odgrywać odpowiadającą temu statusowi rolę.  
Współpracownik Meada, Charles Horton Cooley (1909), nazwał określanie tego, 
„kim jesteśmy” poprzez to, jak widzą nas inni, jaźnią odzwierciedloną
Interesujące jest to, że robimy tak niezależnie od tego, czy to, co „widzą” inni, jest 
zgodne z prawdą. Niejedno dziecko niedowidzące czy niedosłyszące przyjęło status 
„osoby upośledzonej” przez to, że ktoś się tak o nim wyraził. Dawniej epileptycy 
często byli uznawani za „czarowników”, czego następstwem było to, że niektórzy 
przyjmowali związane z tym statusem zachowania.  
Obecnie teorię socjologiczną, według której ludzie przyjmują statusy narzucone im 
przez opinie innych, nazywa się teorią etykietowania. Tak więc młody człowiek 
może zacząć kraść, gdyż wcześniej został przez wiele osób niesprawiedliwie 
uznany za złodzieja. Podobnie młoda kobieta, obarczona nieprawdziwą opinią 
rozwiązłej, może w rezultacie przyjąć takie zachowania.  
William J. Thomas, który razem z Meadem i Cooleyem był członkiem 
socjologicznej „szkoły chicagowskiej” stwierdził, że „jeżeli ktoś określi jakąś 
sytuację jako prawdziwą, jej konsekwencje również będą prawdziwe” (Thomas, 
Thomas, 1928, s. 572). Wskazuje to na silny wpływ, jaki inni wywierają na statusy 
kształtujące to, jak odbieramy samych siebie. Ostatecznie jednak wydaje się, że 
posiadane statusy raczej ukrywają to, kim jesteśmy, niż to ukazują.  
Dalsze rozmyślania nad tym, „kim jestem?”, mogą się okazać bardzo przydatne, nie 
przejmujcie się jednak, jeśli nie uda wam się znaleźć na nie odpowiedzi. Nikt nie 
był w stanie wymyślić zadowalającej definicji istoty ludzkiej. Niemniej jest bardzo 
prawdopodobne, że samo zadawanie tego pytania jest korzystniejsze od znalezienia 
nań odpowiedzi.  
Zarówno w tej książce, jak i we własnym życiu, będziecie się spotykali z 
nieustającym konfliktem między tym, kim naprawdę jesteście a tym, w jaki sposób 
dopasowujecie się do społeczeństwa. Konflikt ten dostrzegł Mead, który dokonał 
rozróżnienia między Ja przedmiotowym, czyli tym aspektem naszej osobowości, 
który odpowiada opiniom innych o nas, a Ja podmiotowym, czyli naszym 
indywidualnym obrazem siebie.  
Ostatecznie, każdy musi dojść do porozumienia zarówno z jednym, jak i drugim 
aspektem Ja. Nigdy nie należy zapominać o tym, że jesteśmy członkami 

background image

społeczeństwa, kimkolwiek byśmy nie byli. Uczestniczymy z innymi w 
społeczeństwie za pomocą zajmowanych statusów oraz przypisanych im zachowań 
i ról. Właściwie może to być nawet przyjemne, o ile pamiętamy, że posiadamy owe 
statusy, a nie jesteśmy nimi. Pamiętajmy o tym, prowadząc dalsze badania 
dotyczące tożsamości społecznej. 
 
 

background image

 
ROZDZIAŁ 3  
Grupy  
 
Kiedy drużyna futbolu amerykańskiego, jak Los Angeles Raiders, wybiega na murawę, 
ludzie często mówią o indywidualnych gwiazdach, na przykład o biegaczu Marcusie 
Allenie lub liniowym Howiem Longu. Albo o kombinacjach graczy, takich jak na przykład 
o rozgrywającym Jayu Schroederze podającym piłkę skrzydłowemu Timowi Brownowi. 
Fani tej gry często zachwalają swoich ulubionych graczy typu George Blanda albo swoje 
ulubione tandemy jak Kenny Stabler i Fred Biletnikoff.  
Jednakże mimo to wszystkie drużyny są czymś więcej niż tylko zbiorami lub tandemami 
jednostek. Drużyna istnieje jako pewna jedność. Kiedy zaczyna się gra, każdy jej członek 
ma rolę do odegrania względem wszystkich innych, czego zamierzonym skutkiem jest 
zwycięstwo. Mimo że jej poszczególni gracze mogą odchodzić z drużyny i być 
zastępowani przez innych, sama drużyna trwa nadal  
Grupy społeczne tworzą pewną całość, która jest czymś więcej niż sumą jednostek, które 
się na nią składają. 
Tak samo twoja rodzina jest czymś więcej niż ty1ko zbiorem, do 
którego należysz ty, twoi rodzice i rodzeństwo - to jednostka społeczna. Nawet jeżeli jeden 
z członków twojej rodziny umrze, to rodzina jako całość przetrwa. Może twoja klasa z 
czasów licealnych, parafia czy grupa przyjaciół odznacza się podobną właściwością.  
 
 
Czym jest grupa? 
Z pewnymi wyjątkami większość naszego życia spędzamy w towarzystwie innych 
ludzi. Mieszkamy z innymi osobami, spożywamy z nimi posiłki, pracujemy. 
Bawimy się w towarzystwie innych, uczymy się razem, kochamy i wspólnie się 
śmiejemy. Mało kto z nas też umrze w samotności  
Jednakże socjologowie nie uznają wszystkich tych przypadków za uczestnictwo w 
grupie. Na przykład, socjologowie odróżnili grupy od agregatów, czyli prostych 
skupisk ludzi, takich jak ludność czy tłum. Tak więc kiedy mieszkańcy Nowego 
Jorku zbieraliby aby obserwować jak pewien śmiałek wdrapuje się na wieżowiec, 
tworzą oni w socjologicznym znaczeniu grupy.  
W podobny sposób socjologowie odróżniają od grup kategorie publiczne 
Przykładowo, nie nazwiemy osób leworęcznych czy matek, Striptizerki również nie 
są grupą, lecz kategorią. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie posiadający podobne statusy 
niekoniecznie tworzą grupy w sensie socjologicznym.  
Mimo iż nie ma ustalonych reguł co do tego, jaka formacja jest grupą, a jaka nie 
jest, to większość socjologów zgodziłaby się, że różne cechy mogą być przydatne w 
rozróżnieniu tego:  
 

background image

Wspólne zainteresowania: członkowie danej grupy mają wspólne cele i 
zainteresowania. Na przykład członkowie programu "Bezpieczne Sąsiedztwo" mają 
wspólny cel, jakim jest zapobieganie przestępczości w swojej okolicy.  
Interakcja: członkowie grupy współpracują i porozumiewają się z sobą. Zazwyczaj 
interakcje przebiegają twarzą-w-twarz, aczkolwiek możliwe są również kontakty na 
odległość.  
,\/mklura: grupy zazwyczaj posiadają jakąś strukturę, nawet bardzo normalną, 
czyli zbiór ustalonych statusów i relacji między nimi. W najbardziej 
minimalistycznej opcji grupa będzie miała przynajmniej jakąś luźną strukturę 
przywództwa.  
Przynależność: jest ona istotnym aspektem grupy - jej członkowie muszą czuć 
poczucie przynależności do czegoś większego od nich samych związków między 
nimi. Grupa jest w pewnym sensie związkiem jednostek a na przykład zjazd 
absolwentów jest jej ponownym potwierdzeniem 
 
Jak wspomniałem wcześniej, nie jest to lista żelaznych reguł. Nie można ich 
również traktować jako kryteriów, które powiedzą nam, czy ta struktura jest grupą 
czy też nie. Należy również dodać, że sam termin grupa jest używany o wiele 
bardziej swobodnie, niż by wynikało  
\\Wl.:J listy, nawet przez socjologów.  
49  

background image

 
 
50  
Rozdział 3. Grupy  
Przykładowo rzecz ujmując, na podstawie wyróżnionych właśnie kryteriów 
Afroamerykanie nie stanowiliby grupy, gdyż nie ma sposobu umożliwiającego im 
wszystkim wspólne porozumiewanie się. Nie mają też struktury. Mimo to często 
mówi się o nich jako o grupie etnicznej albo grupie mniejszościowej.  
Jakkolwiek lepiej byłoby w takim wypadku mówić o kategorii etnicznej czy 
mniejszościowej, określenie Afroamerykanów mianem grupy nie jest 
nieuzasadnione, biorąc pod uwagę fakt, że etykieta "czarnego Amerykanina" 
reprezentuje ich wspólną tożsamość i cele oraz że dla ich osiągnięcia stworzyli 
odpowiednie struktury.  
Sytuacja homoseksualistów jest podobna. Kilkadziesiąt lat temu nikt nie określiłby 
ich mianem grupy społecznej. Homoseksualizm był wówczas raczej cechą 
przypisywaną określonym jednostkom, podstawą statusu i kategoryzacji społecznej. 
Mimo iż klienci lokali gejowskich mogliby być określeni mianem grupy, to jednak 
nie dałoby się użyć tego terminu w stosunku do wszystkich osób homoseksualnych-
co obecnie, wraz z rozwojem ruchu gejowsko-lesbijskiego i coraz częstszą samo 
identyfikacją z gejowskim stylem życia, określenie osób homoseksualnych jako 
grupy wydaje się o wiele przydatniejsze.  
Grupy i ich trwałość  
Wcześniej wspomniałem, że grupy tworzą pewną całość, która wykracza poza 
sumę składających się na nie jednostek. Jednakże to samo można powiedzieć o 
publiczności czy tłumie. Jestem pewien, że· nieraz byliście wśród grupy widzów, 
która zdawała się łączyć w pojedynczy twór. Czasami mówimy, że przez wspólne 
skandowanie czy wybuchy śmiechu publiczność się ożywiła. Wykonawcy czy 
mówcy zdają sobie doskonale sprawę z tej właściwości. Być może mieliście okazję 
znaleźć się wśród rozgniewanego tłumu. Może nawet daliście się wciągnąć w jego 
działania. Na pewno przynajmniej widzieliście przykłady takiego zachowania w 
telewizji. Tłum czy publiczność tworzą swoją własną rzeczywistość, tak samo jak 
nasze związki z innymi. Na przykład twój związek z ojcem czy najlepszym 
przyjacielem jest czymś więcej niż tylko spotkaniem dwóch jednostek  
Jedną ze szczególnych cech grupy jest jej trwałość, nawet jeśli jednostki z nią 
związane przychodzą i odchodzą. W rozdziale 2 wspomniałem, że wszyscy mamy 
poczucie trwałości względem tego, kim jesteśmy,  
Grupy i ich trwałość  
Wszystkie komórki w naszym ciele, nasza wiedza, doświadczenie wspomnienia i 
wszystko to, co nas opisuje, ulega zmianom. Coś bardzo podobnego dotyczy też 
grup społecznych. Weźmy przykład ekskluzywnego klubu fitness z Trzeciej Alei w 
Nowym Jorku, pokazane· na rysunku 3.1.  
 

background image

[x] 
Rysunek 3.1. Trwałość klubu fitness z Trzeciej Alei  
 
Zauważ, że klub, którego obserwacje rozpoczęto w lutym, wciąż istniał w czerwcu, 
mimo że wszyscy jego oryginalni członkowie z niego wyszli (a do tego został on w 
międzyczasie przejęty przez nudystów). Rząd Stanów Zjednoczonych również jest 
przykładem tego zjawiska (ludności, nie nudyzmu). Izba Wyższa Kongresu istnieje 
od około dwustu lat, chociaż senatorzy w niej zasiadający są zupełnie innymi 
osobami od tych, które były jego członkami kiedy powstawał (z paroma  
51  

background image

 
 
52  
Rozdział 3. Grupy  
prawdopodobnymi wyjątkami). To samo możemy powiedzieć o Sądzie 
Najwyższym.  
Nie znaczy to, że wszystkie grupy istnieją wiecznie, bo tak nie jest.  
Posiadają one jednak pewną możliwość trwałości, cechę, którą - jak się wkrótce 
okaże - odznaczają się również organizacje, instytucje i społeczeństwa.  
Grupy pierwotne i wtórne  
Charles Horton Cooley, który wraz z Georgem Herbertem Meadem jest uznawany 
za twórcę paradygmatu interakcjonistyczncgo w socjologii, znany jest głównie ze 
swojego rozróżnienia na dwa podstawowe rodzaje grup w zależności od dwóch 
typów relacji. Interesowały go zwłaszcza tzw. relacje pierwotne, które określił jako 
"te odznaczające się ścisłym zespoleniem jednostek poprzez stosunki osobiste i 
współpracę· Są one pierwotne w wielu znaczeniach, ale przede wszystkim w tym, 
że mają zasadniczy wpływ na kształtowanie się społecznej natury oraz ideałów 
jednostki" (Coole)', 1909, s. 23).  
tak więc relacje pierwotne to te, które łączą nas z naszymi rodzicami, rodzeństwem, 
partnerem czy najbliższymi przyjaciółmi. Cooley dodał, że grupy pierwotne, czyli 
złożone z osób połączonych relacjami pierwotnymi, cechuje specyficzne "poczucie 
wspólnoty". Znajomość członków grupy pierwotnej nie ogranicza się jedynie do 
znajomości statusów, jakie posiadają - jest nam znacznie bliższa.  
W odróżnieniu od relacji pierwotnych, relacje wtórne ograniczają się do 
posiadanych przez dane osoby statusów i oczekiwań związanych z odgrywanymi 
przez nich rolami. Relacja taka łączy na przykład policjanta z osobą, której 
wypisuje mandat w odpowiedzi na jej kreatywne prowadzenie samochodu. 
Wszystko, co się liczy w takiej sytuacji, to statusy: policjanta i kierowcy. Osoba, 
która dokonała wykroczenia, nic nie wie o rodzinie policjanta, jego dokonaniach 
czy ambicjach. Podobnie policjant pozostanie niewzruszony, jeżeli owa osoba 
będzie się tłumaczyć, mówiąc, że jechała na randkę i nie mogła się po raz kolejny 
spóźnić.  
Cooley nigdy nie omawiał grup wtórnych, mimo iż w sposób oczywisty stoją one w 
opozycji do grup pierwotnych. Większość naszego życia spędzamy właśnie w 
grupach wtórnych. Jeżeli jesteś studentem, to inne osoby uczęszczające z tobą na 
zajęcia można zakwalifikować jako taką właśnie grupę. Jeżeli pracujesz w biurze 
czy innej grupie pracowników,  
Grupy pierwotne i wtórne  
Młodzież można ją uznać za grupę wtórną. Kluczową cechą takich grup jest że ich 
członków łączą relacje oparte na statusach oraz wspólne cele. Jeśli pracujesz na 
przykład jako recepcjonista w biurze, to statusy powiązane z tym miejscem pracy 
będą ważniejsze od tych, które mogą się wydawać ważniejsze dla ciebie jako 

background image

osoby. Liczy się to, jak dany status pasuje do struktury i działania danej grupy jako 
całości.  
Granica między grupami pierwotnymi a wtórnymi nie jest stała.  
Tylko w przypadku innych pojęć, które będziemy jeszcze analizować, I 
ważniejsze od tworzenia sztywnych podziałów będzie używanie konceptualizacji 
jako sposobu dostrzegania właściwości życia w społeczeństwie. Możecie 
uczestniczyć w zajęciach albo pracować w biurze, którego mini sfera odznacza się 
zażyłością, bliskością i poczuciem wspólnoty. Jakkolwiek możecie odbierać tę grupę 
jako grupę pierwotną, zdanie tych członków może być zupełnie inne.  
Socjologów szczególnie uderzyła wyraźna potrzeba, jaką ludzie przejawiają 
względem uczestnictwa w grupach pierwotnych. Zwrócili uwagę na tendencję 
tworzenia się grup pierwotnych w ramach grup wtórnych. Załóżmy, że jesteś jedną 
ze stu osób zatrudnionych w dziale księgowym wielkiej korporacji: dział ten jest 
niewątpliwie grupą wtórna. Jednak możesz się blisko zaprzyjaźnić z paroma innymi 
jego pracownikami. Codziennie możecie jeść razem lunch, pomagać sobie w 
swoich kłopotach i spotykać się towarzysko po pracy. Wasza bliska znajomość 
tworzyłaby grupę pierwotną w ramach grupy wtórnej.  
Przedmiotem interesującego pola badań jest to, w jaki sposób takie grupy pierwotne 
wpływają na bardziej formalne funkcjonowanie większej całości. Czasami potrzeby 
jednostek mogą być z sobą sprzeczne, jak na przykład w sytuacji, w której ktoś nie 
traci swojego stanowiska dzięki znajomościom, chociaż z punktu widzenia 
korporacji jest on niewydajnym pracownikiem. Często również zdarza się, że ktoś 
dostaje awans dzięki kontaktom osobistym, a nie zdolnościom. Jednocześnie grupy 
wtórne stwarzają alternatywne metody komunikacji i nowatorskie sposoby 
wykonywania zadań w miejscu pracy. Jeżeli dział księgowości potrzebuje nowego 
komputera, aby wykonać ważne zlecenie, to taka znajomość jednej z zatrudnionych 
w nim osób z kimś z działu zakupu może się okazać bardzo pomocna.  
Zauważ, w jaki sposób paradygmat interakcjonistyczny dostosował się do badania 
grup pierwotnych: interakcji twarzą-w-twarz związanych ze sobą blisko jednostek 
wymuszających wspólną tożsamość - owe poczucie wspólnoty. Zwracając się ku 
bardziej formalnym strukturom  
53  

background image

 
 
54  
Rozdział 3. Grupy  
grup wtórnych, widzimy coraz to większą potrzebę stosowania paradygmatu 
systemów społecznych, który skupia się na strukturze i funkcji relacji między 
anonimowymi statusami. Nie oznacza to, że nie można użyć paradygmatu 
interakcjonistycznego w odniesieniu do środowiska grup wtórnych ani że teoria 
systemów społecznych nie ma zastosowania w kontekście małych grup 
pierwotnych. Jednakże istnieje pewne powiązanie między teorią 
interakcjonistyczną a analizą mikrosocjologiczną z jednej strony oraz między 
podejściem systemów społecznych a analizą makrosocjologiczną z drugiej.  
Zależności między grupami pierwotnymi i wtórnymi oraz relacjami 
międzyludzkimi stanowią ciągły temat zainteresowań socjologów. Spójrzmy teraz 
na inne aspekty życia w grupach, którymi zajmują się socjologowie.  
Grupy odniesienia i tożsamość  
Jak wspomniałem wcześniej, przynależność grupowa jest ważnym źródłem 
tożsamości społecznej. Zaobserwowaliśmy już że to, kim jesteśmy w opiniach 
innych osób (a być może w naszych własnych również), jest po części funkcją 
posiadanych przez nas statusów czy zajmowanych kategorii społecznych. Jest to 
także jedna z funkcji grup, do których należymy. A zatem jeżeli byliście w liceum 
członkami drużyny piłkarskiej albo cheerleaderkami, to członkostwo w tych 
grupach było ważnym elementem waszej licealnej tożsamości.  
Zwróćcie uwagę na określoną cyrklację toczącą wszelkie rodzaje tożsamości 
społecznej. Po pierwsze, mamy dość sprecyzowane wyobrażenia lub oczekiwania 
względem różnych grup społecznych. Gdy wspomniałem o cheerłeaderce, na 
pewno wywołałem w was pewne odczucia - niezależnie, czy były one pozytywne, 
negatywne, czy mieszane. Po drugie, takie przedpojęcia o danych statusach czy 
grupach bywają samospełniające się na dwa sposoby: (1) mamy tendencję do 
postrzegania ludzi jako potwierdzających nasze opinie bez względu na to, jak 
rzeczywiście się zachowują, (2) osoby, które przybierają dany status czy dołączają 
do pewnej grupy często robią to, sugerując się właśnie takimi przedpojęciami. Co 
więcej, często zmieniają one swoje zachowanie tak, by pasowało do ich wyobrażeń 
o tym, jak powinno ono wyglądać w danej grupie.  
Cheerleaderki na przykład są generalnie uznawane za osoby wesołe. Można się do 
tego odnieść pozytywnie (widzą świat przez różowe okulary) albo negatywnie 
(mają pustkę w głowie). Niezależnie od tego, osoby niebędące cheerleaderkami 
najprawdopodobniej będą uznawały dane cheerleaderki za osoby skore do zabawy. 
Istnieją również duże szanse, że osoby, które zostaną cheerleaderkami, będą wesołe 
od samego początku i że nadal będą one dopasowywały swoje zachowanie do 
nowego wizerunku: zarówno po to, aby nie odstawać od innych członków obecnej 

background image

grupy, jak i po to, aby "bronić honoru wszystkich cheerleaderek". to, jedna z 
najbardziej stałych cech życia społecznego.  
Socjologowie nazywają grupy, które służą nam jako punkty odniesienia przy ocenie 
różnych sytuacji, mianem grup odniesienia. Tak więc jeśli byłbym cheerleaderką, 
to określałbym to, czy jestem "dostatecznie wesoły", przez porównywanie się z 
innymi cheerleaderkami, a nie ogółem ludzkości. Skoro jestem pisarzem, to z 
pewnością napisałem więcej książek od przeciętnego hydraulika, jednak ważniejsze 
dla mnie będzie to, czy napisałem więcej książek od przeciętnego pisarza lub 
M\L:jologa (moje dwie grupy odniesienia).  
Zwróćcie uwagę na to, że termin grupa odniesienia łamie pewną zasadę, jaką 
wcześniej powiązaliśmy z grupami w ogóle. Chodzi o to, że \Vide grup 
odniesienia prawidłowo powinno być nazwanych kategoriami iloczynami opartymi 
na statusach. Tak więc mimo że jestem pisarzem, nie spędzam większości swojego 
czasu z innymi pisarzami, nie należę też do żadnych klubów literackich, a 
większość moich znajomych nie wsi pisarzami scnsu stricto (chociaż wielu z nich 
potrafi pisać). Niewięcej "pisarze" zdecydowanie pełnią dla mnie rolę grupy 
odniesienia. Jeżeli ktoś zacznie rzucać oszczerstwa w kierunku literatów, to mogę 
stanąć w "naszej" obronie. A kiedy usłyszę kogoś chwalącego zdolności pisarzy do 
malowania obrazów i poruszania myśli słowem, to poczuję siłę , chociaż mówca 
może mieć na myśli Ernesta Hemingwaya.  
W ten sposób grupy odniesienia stają się wyznacznikami i celami zachowań. Gdy 
tylko utożsamimy się z konkretną grupą, mamy tendencje do zachowywania się 
zgodnie z dotyczącymi jej oczekiwaniami.  
To, czy jesteśmy zadowoleni z naszego życia, czy nie, również jest uwarunkowane 
przez grupy odniesienia. Załóżmy, że jesteś młodą wykształconą kobietą 
zarabiającą 42 tys. dolarów rocznie. Jak byś się z tym czuła? Zanim odpowiesz, 
pomyśl, z kim byś się porównała. Powiedzmy ze porównujesz się z innymi 
młodymi kobietami pracującymi w podobnych zawodach i okazuje się, że zarabiasz 
znacznie więcej niż one. Prawdopodobnie byłabyś z tego zadowolona, poczułabyś 
się osobą odnoszącą sukcesy i wspinającą się po szczeblach kariery

background image

A teraz powiedzmy, że porównujesz się z młodym mężczyznami pracującymi na 
podobnych stanowiskach i okazałoby się, że większość z nich zarabia więcej niż ty. 
Jak byś się wtedy czuła? Socjologowie jakiś czas temu odkryli, że względny sukces 
czy też odczuwana względna deprywacja często są bardziej znaczące od okoliczności 
obiektywnych.  
W klasycznym już badaniu przeprowadzonym w amerykańskiej armii podczas II 
wojny światowej, Samuel Stouffer i jego współpracownicy (1949-1950) odkryli 
dosyć osobliwą właściwość morale żołnierzy. Biorąc pod uwagę pospolite 
stereotypy dotyczące elitaryzmu związanego z wyższym wykształceniem, 
spodziewali się oni, że im bardziej dany poborowy był wykształcony, tym bardziej 
oburzałby go fakt wcielenia do armii. Czy absolwent uniwersytetu nie mógłby 
uważać, że służba wojskowa jest nie dla niego? Odwrotnie, czy niewykształceni 
poborowi nie mogliby dojść do wniosku, że taka jest ich rola w życiu? Wyniki tego 
badania były jednak zaskakujące.  
Odpowiadając na sondażowe pytanie, czy ich zdaniem wcielenie ich do armii było 
sprawiedliwe czy nie, większość osób z wyższym wykształceniem zaznaczała 
"tak". Osoby słabiej wyedukowane za to często uważały, że ich pobór powinien być 
odroczony - zupełnie inaczej niż spodziewali się autorzy badania. Jak uważacie, co 
było tego powodem? Stouffer był zdania, że odpowiedź kryje się za pojęciami grup 
odniesienia i względnej deprywacji. Oto sposób rozumowania Stouffera:  
Podczas II wojny światowej pobór młodych mężczyzn pracujących na roli i przy 
liniach produkcyjnych często był odraczany, ponieważ stanowiska te były 
uznawane jako nadzwyczaj "istotne dla działań wojennych".  
Ludzie zatrudnieni na roli i przy liniach produkcyjnych nie byli zazwyczaj dobrze 
wykształceni. Przykładowo, było wśród nich mało absolwentów wyższych uczelni.  
Biorąc pod uwagę wymienione punkty, możemy stwierdzić, że osobom słabiej 
wykształconym częściej odraczano służbę wojskową.  
Istnieje generalna zasada, która mówi, że wybieramy znajomych wśród osób o 
podobnym poziomie wykształcenia. Tak więc znajomi absolwentów, którzy byli 
respondentami owej ankiety, również byli absolwentami wyższych uczelni. 
Znajomi tych respondentów, którzy ukończyli tylko szkołę podstawową, 
prawdopodobnie również nie kontynuowali edukacji.  
 
Przeczytawszy na punkty 3 i 4, żołnierze niewykształceni znali więcej osób, którym 
odroczono służbę wojskową niż żołnierze dobrze wyedukowani.  
Nawiązując do teorii grup odniesienia i względnej deprywacji, StoufreJ" doszedł do 
następującego wniosku: decydując o tym, czy pobór był sprawiedliwy czy nie, 
ankietowani żołnierze porównywali się do swoich znajomych z czasów pokoju. 
Stąd widząc, jak wielu ich znajomych uzyskało odroczenia, niewykształceni 
poborowi czuli się pokrzywdzeni. Odwrotnie -wykształceni poborowi, widząc jak 
wielu ich znajomych również zostało wcielonych do wojska, nie czuli się 
potraktowani gorzej od innych.  

background image

Grupy odniesienia dostarczają nam modeli do tego, kim chcielibyśmy zostać (zob. 
rys. 3.2). Jeżeli postanowiłeś zostać muzykiem rockowym, to zapewne zaczniesz 
wzorować swoje zachowanie na rokmenach, których znasz, obserwujesz albo o 
których czytasz. Możesz w tym kierunku zmienić swój styl ubierania się czy 
fryzurę. Pomyśl przez chwilę, jakbyś się zmienił, gdyby twoją grupą odniesienia 
byli muzycy rockowi. Następnie porównaj to z tym, jakbyś wyglądał, gdyby twoim 
wzorem był żołnierz wojsk powietrznodesantowych, pielęgniarka lub profesor 
socjologii.  

 

Rysunek 3.2. Grupy odniesienia jako modele do naśladowania  
57  

background image

 
 
Grupy pomagają nam określić nie tylko to, kim jesteśmy, ale również to, kim nie 
jesteśmy. 
Jeżeli się nad tym zastanowimy, to odkryjemy, że żadna z cech, których 
używamy do opisania siebie, nie istnieje bez swojego przeciwieństwa. Nie można 
być wysokim, jak nie ma ludzi niskich. Nie ma kobiet bez mężczyzn itd.  
To samo dotyczy wszelkich innych przeciwieństw: nie ma "góry" bez "dołu", nie 
można być "tutaj", jeżeli nie ma "tam", Podobnie jest z grupami.  
Rudyard Kipling opisał ten fenomen w wierszu My oni:  
 
Z Rodzicami zawsze mówimy,  
Siostra i ciotka to potwierdzą,  
Że wszyscy tacy jak my to My  
A wszyscy inni to są Oni.  
 
Spytajcie się dobrych ludzi 
Zgodzą się oni i powiedzą,  
Że ludzie mili tak jak My to My  
A wszyscy inni to są Oni.  
 
Socjologowie mianem grupy wewnętrznej (własnej) określają osoby, które należą 
do danej grupy czy kategorii i się z nią identyfikują, grupą zewnętrzną nazywają 
zaś te osoby, które do niej nie należą. Jeżeli jesteście absolwentami Harvardu, to 
inni absolwenci tej uczelni mogą tworzyć z wami grupę wewnętrzną, a każdy, kto 
jej nie ukończył - grupę zewnętrzną. Dla niektórych rasa jest podstawą do 
tworzenia grup wewnętrznych i zewnętrznych, dla innych przynależność klasowa.  
W miasteczkach uniwersyteckich, osoby związane z uczelnią i okoliczni 
mieszkańcy są dla siebie bardzo często grupami wewnętrznymi i zewnętrznymi. 
Ten sam fenomen można spotkać w miejscowościach położonych w okolicach baz 
wojskowych.  
Grupy wewnętrzne i zewnętrzne oferują nam coś więcej niż identyfikację· Ustalają 
one również, kto z kim utrzymuje stosunki. Są także podstawą wrogości - 
uprzedzeń i nienawiści między grupami. Tak jak "góra" potrzebuje "dołu" aby 
istnieć, tak samo niektórzy potrzebują grup względem których będą się czuli lepsi. 
Jak to ujął w swoim wierszu Kipling, "dobrzy ludzie" i "ludzie mili" to my, 
wszyscy inni są od nas gorsi. Właśnie tutaj znajdują się źródła wszelkich zamieszek 
na tle rasowym i bójek między młodocianymi gangami, wojen między 
narodowościami, krwawych krucjat itd.  
Podczas II wojny światowej Naziści usiłowali wykluczyć Żydów z listy ludzkiej, a 
Japończycy przyjęli podobną postawę wobec Chińczyków. I chociaż biali 
Amerykanie nie byli aż tak brutalni względem Amerykanów pochodzenia 
japońskiego zamieszkałych na zachodnim wybrzeżu USA, to jednak tworzenie dla 

background image

nich obozów przesiedleńczych było wystarczającym przykładem tego, jak 
tożsamość grupy wewnętrznej może doprowadzić do wrogości wobec grupy 
zewnętrznej. Mimo iż można było usprawiedliwić rządy Niemiec, Japonii i Stanów 
Zjednoczonych za więzienie (a nawet zabijanie) zdrajców wojennych, to jednak 
woleli oni szukać kozłów ofiarnych na podstawie ich innej przynależności 
rasowej/etnicznej.  
Rozpad bloku wschodniego w latach dziewięćdziesiątych XX wieku tym bardziej 
wydłużył listę międzygrupowych okrucieństw. Serbowie bośniaccy ze swoimi 
sąsiadami w byłej Jugosławii dodali kolejny termin do leksykonu nienawiści: 
"czystki etniczne".  
 
widzieliśmy grupy, do których należymy, są głównymi czynnikami za których 
określają nas inni. Odgrywają one również centralną ideę w naszym własnym 
poczuciu tożsamości. Jestem przekonany, że właśnie zdaliście sobie sprawę z tego 
już wcześniej, chociaż może nie byliście świadkami skali tego zjawiska. Teraz 
przyjrzymy się kolejnemu podstawowemu wpływowi, jaki grupy wywierają na 
nasze życie - potrafią kontrolować nasz odbiór tego, co prawdziwe, a co nie.  
Ponad pięćdziesiąt lat temu Muzafer Sherif (1936) opublikował wyniki serii 
eksperymentów, które mogą spowodować, że zwątpicie we wszystko, czego 
doświadczacie i w co wierzycie. Jego badania dotyczyły rozwoju grupowych norm 
w odniesieniu do "zjawisk autokinetycznych".  
Sherif umieścił grupę ludzi w zupełnie ciemnym pomieszczeniu.  
Na jednej ścianie znajdował się mały, stacjonarny punkt świetlny. Zakładam, że 
punkt ten był stacjonarny, gdyż gdyby kazano wam siedzieć w pomieszczeniu, 
gdzie panuje zupełna ciemność i nie widać żadnych czynników odniesienia, takich 
jak ściany, podłoga czy sufit, to po pewnym momencie zaczęłoby się wam zdawać, 
że ów punkt się porusza. Dokładnie tego doświadczyli uczestnicy eksperymentu 
Sherifa.

background image

Poza sygnalizowaniem osobie przeprowadzającej eksperyment, kiedy światło się 
porusza to, badani mieli również informować o odległości, na jaką się ono 
przemieści.  Mimo że światło pozostawało nieruchome przez cały czas trwania 
eksperymentu, relacje te znacznie się różniły. Bardziej zaskakujące było jednak to, 
że kiedykolwiek grupa stwierdziła, że światło się ruszyło, szybko osiągali oni 
porozumienie co do przebytej przez nie odległości, chociaż z początku ich opinie 
potrafiły być diametralnie odmienne. Po zakończeniu każdej sesji obserwacyjnej 
wszyscy członkowie grupy zaznaczali takie same odległości (nota bene, różne 
grupy dochodziły do bardzo różnych wspólnych odległości).  
W jaki sposób ten eksperyment różni się od normalnego życia społecznego? Myślę, 
że główną różnicą jest wiedza o tym, że grupowe porozumienie co do ruchu światła 
zostało wymyślone w rzeczywistości światło się nie poruszało. W codziennym 
życiu osiągamy tego samego typu porozumienia, trudno jest jednak ocenić, czy są 
one prawdziwe, czy nie.  
Najłatwiej zaobserwować ten proces wśród dzieci, gdyż nie są one jeszcze zdolne 
tak dobrze ukrywać prawdę jak dorośli. Może widzieliście kiedyś taką sytuację albo 
nawet przypominacie sobie podobną z własnego dzieciństwa: dziecko wraca do 
domu ze szkoły albo spotkania ze znajomymi i ogłasza, że pewna zabawka czy 
postać z kreskówki jest najlepsza na świecie. Zazwyczaj bez wydawania pieniędzy 
nie da się pogodzić dziecka z tym faktem.  
Kiedy słyszymy, jak dziecko ogłasza autorytarnie, że konkretna zabawka jest 
"fajna" a inna jest "głupia", możemy uśmiechnąć się z wyższością. My wiemy, że 
opinia dziecka jest wyłącznie pochodną tego, co zadecydowała grupa. Niezależnie 
od tego, jak prawdziwa wydaje się ona dziecku, jesteśmy w stanie stwierdzić, że 
jego zdanie jest rezultatem grupowego porozumienia.  
Tracimy jednak ten dystans w chwili, gdy z zabawek przerzucamy się na to, który 
komputer, samochód, proszek do prania, uniwersytet, dezodorant, ruch religijny czy 
system rządów jest lepszy od innych. Do niektórych opinii można się odnieść jako 
do "kwestii gustu", jednak inni mogą podejść do tej sprawy mniej pobłażliwie. 
Przypadkowo wybór religii może się niektórym wydawać wynikiem czegoś 
bardziej "rzeczywistego" niż opinii grupy - mimo iż zwykle jesteśmy tego samego 
wyznania co nasi rodzice. (A jeżeli ktoś wybiera ateizm, to będzie mu się 
wydawało, że jest to jego prawdziwy wybór i część "bycia realistą".)   
Jak mówiliśmy w rozdziale 1, ludzie mają zwyczaj reifikowania swoich poglądów, 
czyli uznają, że reprezentują one jakąś uniwersalny pogląd. W rozdziale 2 
zobaczyliśmy, jak ważną rolę spełniają opinie w określaniu tego, kim jesteśmy  
zarówno w tym, jak przedstawiamy siebie innym, jak i w tym, jak sami siebie 
postrzegamy. Kluczowym punktem tego rozdziału było to, że poglądy, które 
reifikujemy i których używamy do określania siebie, często są nam narzucane przez 
grupy.  
Chociaż często uważamy, że to, jak postrzegamy i doświadczamy chwili jest 
kwestią indywidualnej osobowości, to tak naprawdę "społeczne instruktowanie" 

background image

nas i naszych relacji z innymi sprawia, że są one mniej osobiste niżby nam się 
wydawało. Jakkolwiek teoria interakcjonistyczna w sposób szczególny pasuje do 
badań nad interakcją twarzą-w-twarz i dynamiką małych grup, tworzenie 
większych i bardziej złożonych form społecznych wymaga dużego kroku naprzód. I 
dlatego też, kiedy zaczniemy się zajmować badaniem organizacji butyIIH li. 
Będziemy częściej używali paradygmatu systemów społecznych i konfliktu.  
61  

background image

 
 
ROZDZIAŁ 4  
Organizacje  
 
W roku 1972 w San Francisco pracownicy niewielkiej firmy zapoczątkowali akcję 
polegającą na spędzaniu pierwszego dnia świąt Bożego Narodzenia razem ze 
swoimi rodzinami i przyjaciółmi, wręczając prezenty pacjentom okolicznych 
szpitali. Po ukończeniu tego zadania zjedli wspólnie uroczystą kolację. Ich pomysł 
sprawił im tak niebywałą satysfakcje, że postanowili powtarzać tę akcję co roku. W 
następne święta w akcji uczestniczyło czterystu ochotników, którzy pierwszego 
dnia świąt odwiedzili 2 tys. dzieci i osób dorosłych.  
W roku 1974 akcja ta przeniosła się do innych miast: Los Angeles, Nowego Jorku i 
Honolulu. Uczestniczyło w niej też coraz więcej osób. Następnego roku akcję 
rozszerzono tak, aby odwiedzać chorych także w trakcie Chanuka, a sam projekt 
przemianowano na Holiday Hospital Project. Tak jak we wcześniejszych latach, 
ochotnicy kupowali drobne upominki, takie jak skarpety, perfumy czy zabawki. 
Akcja dalej się rozrastała.  
W roku 1980 przedsięwzięcie to zostało sformalizowane jako Projekt Świąteczny 
(Holiday Project), charytatywna organizacja non-profit z siedzibą w Kalifornii oraz 
komitetami lokalnymi w siedemdziesięciu siedmiu wspólnotach w całych Stanach 
Zjednoczonych. Poza tym z projektem współpracowały liczne komitety z innych 
krajów. Tamtego roku 30 tys. ochotników odwiedziło 242 tys. osób w szpitalach, 
więzieniach, domach opieki i podobnych ośrodkach. Darowizny pieniężne 
osiągnięty wysokość 130 tys. dolarów, a kolejne 100 tys. dolarów rozdano w 
formie dóbr i usług. Akcją w skali narodowej koordynował pełnoetatowy dyrektor, 
którego poczynania śledziła rada zarządzająca.  
W 1981 roku 4 gubernatorów i 29 burmistrzów proklamowało „Dzień Projektu 
Świątecznego" odpowiednio w swoich stanach i miastach. 38 tys. ochotników z 114 
wspólnot odwiedziło 207 tys. osób w 1781 ośrodkach, a różnego rodzaju datki 
wyniosły ponad pól miliona dolarów.  
Dziewięć lat po podjęciu tej inicjatywy, jej idee w skali lokalnej wciąż pozostawały 
niezmienne, jednak sama struktura organizacji była już zupełnie inna. W biurze 
centralnym dyrektora wspomagali ochotnicy. Dwóch koordynatorów było 
zatrudnionych na pół etatu w Nowym Jorku, których zadaniem było między innymi 
uczestniczenie w cotygodniowych telekonferencjach z dziewięcioma 
koordynatorami lokalnymi, którzy wciąż pozostawali w stałym kontakcie z 
członkami komitetów wspólnotowych. W skład każdego takiego komitetu wchodził 
zwykle prawnik, księgowy, specjalista do spraw mediów oraz inne osoby 
odpowiedzialne za takie czynności, jak nabór nowych członków, zbieranie 
funduszy, kontakt z instytucjami czy pakowanie darów. Poziom całej organizacji 
tego przedsięwzięcia wynikał z paru powodów.  

background image

Po pierwsze, ludzie biorący udział w Projekcie chcieli coraz bardziej rozwijać 
swoją działalność. Pragnęli oni odwiedzać większą ilość osób, które nie mogły 
spędzić świąt w domu, jak również dzielić się satysfakcją jaką im to przynosiło. 
Aby tego dokonać, potrzebowali biura centralnego, które inicjowałoby nowe 
kontakty w innych miastach i pomagało im w organizowaniu nowych komitetów 
lokalnych. Dodatkowo, biuro centralne miało większe szanse na przyciągnięcie 
uwagi mediów i otrzymanie pomocy rządowej niż którykolwiek z 10 tys. 
ochotników oddzielnie.  
Po drugie, istnienie takiej struktury na szczeblu krajowym zapewniało, że 
jakiekolwiek przedsięwzięcie korzystające z nazwy Projekt Świąteczny musiało 
działać zgodnie z jego oryginalnym zamierzeniem, czyli dzieleniem się atmosferą 
świąt z tymi, którzy nie mogli spędzić ich w domu. Dzięki temu, że organizacja 
była prawnym właścicielem nazwy i że lokalne komitety musiały być 
licencjonowane, udało jej się uchronić przed "',/Ustami oraz uniknąć 
skomercjalizowania jak w przypadku świętego Mikołaja  
Po trzecie, konieczne było dostosowanie się do przepisów rządowych, jako prawnie 
założona organizacja charytatywna, Projekt Świąteczny zobowiązany był do 
składania raportów ze swojej działalności finansowej. Ile pieniędzy wydano, a ile 
zebrano? Celem takich raportów jest ochrona społeczeństwa przed nieuczciwymi 
organizacjami. Jako że powinno prowadzić dokładną dokumentację finansową, gdy 
dla organizacji pieniądze przekraczają dziesiątki tysięcy ochotników, biuro 
centralne wypracowało zestandaryzowany system prowadzenia raportów z 
działalności finansowej, które wszystkie komitety musiały składać. Dzięki 
jednolitej formie łatwiej było połączyć wszystkie sprawozdania.  
 W przypadku każdej dużej organizacji społecznej, tego typu struktura centralna 
zaczynała się przeczyć intencjom, które dały jej początek. Pierwsi ochotnicy nie 
potrzebowali niczyjego pozwolenia: po prostu robili to, co uważali za słuszne. 
Teraz, aby partycypować w projekcie, trzeba działać według określonej listy 
wytycznych i zyskać aprobatę rady zarządzającej. Początkowo ochotnicy składali 
się na prezenty, teraz każdy datek musiał być udokumentowany, a każda faktura z 
zakupu darów zachowana. Każde duże przedsięwzięcie charytatywne prędzej czy 
później staje w obliczu konfliktu między biurem centralnym a jego lokalnymi 
strukturami, Zwykle podział ten najwyraźniej widać w kwestiach finansów. W 
organizacjach, które utrzymują się z corocznych składek, niebywale delikatną 
rzeczą jest to, jaki ich odsetek będzie przeznaczony na wsparcie struktur 
centralnych, a jaki zostanie wykorzystany na potrzeby lokalnego.  
W układ wydatków lokalnych komitetów wchodzą opłaty telefoniczne i pocztowe, 
zamawianie materiałów biurowych, często także opłata za wynajem lokalu. W skali 
krajowej wydatki są typowe dla jakiegokolwiek formalnego przedsięwzięcia, a 
zatem obejmują też pensje dla stałych pracowników. W przypadku organizacji 
charytatywnych, takich jak Projekt Świąteczny, występują rozmaite ukryte opłaty 
związane ze sprawami prawnymi, o których wspomniałem. Na przykład składanie 

background image

dokumentów prawnych bardzo często wymaga uiszczenia opłaty skarbowej albo 
korzystania z odpłatnych

background image

usług prawników. Potrzeba dokładnego prowadzenia ksiąg wymaga corocznych 
audytów wykonywanych przez firmy księgowe. Konieczne jest również 
ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej na wypadek jakichkolwiek szkód, 
jakie mogą powstać podczas wizytacji. Koordynacja tych i podobnych czynności 
administracyjnych pociąga za sobą koszty telefonów, wysyłania listów, a nawet 
podróży.  
Rozmaite wydatki związane z prowadzeniem ogólnokrajowej organizacji mogą się 
wydawać oderwane od oryginalnych celów przedsięwzięcia, czyli - jak w 
przypadku Projektu Świątecznego - od odwiedzania osób w szpitalach i innych tego 
typu ośrodkach podczas świąt. Jednakże zbieranie środków na wymienione wydatki 
należy do zadań lokalnych komitetów.  
Pozostawiając za nami kwestię tego, kto powinien dostać ile pieniędzy, istnieją 
jeszcze inne źródła konfliktów między szczeblami lokalnymi a krajowym. Wymóg 
prowadzenia dokładnej dokumentacji z działalności finansowej oznacza, że 
komitety lokalne muszą przygotowywać i składać liczne raporty. Podczas gdy w 
1972 roku każdy uczestnik akcji dawał tyle pieniędzy, ile uważał za stosowne, po 
czym wydawane one były według wspólnego uznania, teraz komitety zostały 
zmuszone do rozliczania się z każdego datku i wydatku w comiesięcznych 
raportach. Co więcej, biuro centralne musi zwracać uwagę na cele, na które 
przeznaczane są pieniądze oraz na to, jakie sposoby zbierania funduszy 
wykorzystują komitety.  
Projektowi Świątecznemu udało się uniknąć zatrudnienia dużej ilości osób dzięki 
korzystaniu z pracy wolontariuszy. W latach 1991-1992 dokładnie 15 442 osoby z 
trzydziestu stanów odwiedziło 135 tys. ludzi w 1423 różnych instytucjach (The 
Holiday Project, 1992, s. 1).  
istnieją jeszcze inne wymiary podziału między szczeblami lokalnymi a krajowym. 
W przypadku Projektu Świątecznego „praca" organizacji, czyli odwiedzanie osób 
w różnych ośrodkach, ostatecznie musi być wykonana na szczeblu lokalnym. Nie 
jest to tak oczywiste w przypadku innych organizacji. Weźmy taką organizację jak 
Zerowy Przyrost Naturalny (ZPN, Zero PopuJation Growth), która walczy z 
przeludnieniem. Większość działań ZPN na poziomie lokalnym sprowadza się do 
współpracy z instytucjami edukacji publicznej. Jednakże większość kwestii 
poruszanych przez tę organizację, takich jak imigracja, aborcja czy ulgi podatkowe 
dla osób uzależnionych, lepiej poruszać na szczeblu krajowym. W takich 
sytuacjach konflikty mogą dotyczyć tego, na co należy skierować największą 
uwagę (i środki finansowe). Lokalne filie, utrzymujące się z składek swoich 
członków, często czują się oszukane, kiedy część zebranych w ten sposób funduszy 
muszą przesłać strukturom centralnym  
Odpowiedniki opisanych tutaj cech organizacji charytatywnych można odnaleźć w 
wielkich korporacjach. Także tam występują konflikty między siedzibą główną a 
lokalnymi filiami, jak również między konkretnymi działami, na przykład 

background image

personalnym, marketingu czy produkcji. Innymi słowy, tego typu problemy są 
nieuniknione w jakiejkolwiek formie organizacji.  
Jedną ze zmian wiążących się z przejściem od paru współpracujących ze sobą osób 
do działania w ramach formalnej organizacji jest sposób komunikacji między jej 
członkami. Mimo iż na początku pracownicy mogli być "na ty", w strukturze 
formalnej zapewne częściej będą się odwoływali do zajmowanych przez siebie 
statusów. W przypadku Projektu Świątecznego, członkowie komitetów lokalnych 
prawdopodobnie będą mówili o "wysyłaniu pieniędzy do biura centralnego" albo o 
terminach narzuconych im przez "biuro zarządu". Za to osoby zasiadające w biurze 
zarządu mogą między sobą mówić o "lokalnych" albo o "Bostonie". W miarę jak 
organizacja staje się bardziej formalizowana, relacje między jej członkami stają się 
coraz bardziej bezosobowe. Jaj się okaże dalej, organizacje będące potężnymi 
narzędziami, dzięki którym ludzie mogą dokonywać zmian. Zobaczymy też, jak 
tworzą one swoją własną rzeczywistość, często pozostawiając w cieniu ludzi 
biorących w nich udział, a nawet wypierając ich pierwotne cele. Mam nadzieję, że 
socjologiczne spojrzenie na organizacje pomoże Wam stać się bardziej 
krytycznymi obserwatorami oraz zrozumieć, dlaczego organizacje działają czasem 
tak osobliwie.  
 
 
Czym jest organizacja?  
Jakkolwiek z łatwością przychodzi nam wypowiadanie się na ich temat i wielu z 
nas w nich uczestniczy, to trudno jest nam dokładnie zdefiniować, czym 
organizacje tak naprawdę są. Tak więc może łatwiej będzie, jeśli zaczniemy od 
określenia tego, czym one nie są.  
Przyjrzyjmy się koncernowi IBM (International Business Machiius) - wielkiej 
międzynarodowej korporacji, która na różnych stanowiskach zatrudnia setki tysięcy 
osób. IBM z pewnością jest organizacją, jak pytanie brzmi, co tworzy 
"organizację"? Na pewno organizacja, jaką jest IBM, to coś więcej niż nazwa, która 
początkowo brzmiała Thbul:iling Machine Company.  
To, że IBM jest organizacją, nie jest też z pewnością powiązane z zajmowanymi 
przez nią budynkami ani z tym, co produkuje. Z prawnego punktu widzenia 
można by powiedzieć, że IBM określono jako organizację w akcie założycielskim 
tej firmy, jednak tak naprawdę jest ona czymś więcej.  
Kuszącym zdaje się być stwierdzenie, że IBM to wszyscy zatrudnieni pracownicy, 
ale to spostrzeżenie również nie jest trafne. Bliższe prawdy z socjologicznego 
punktu widzenia byłoby określenie TBM miałaby schematu organizacyjnego, 
struktury złożonej ze statusów i relacji. Innymi słowy IBM jako organizacja jest 
zbiorem zasad (reguł), które tworzą kontekst dla współdziałania jednostek 
posiadających konkretny cel. To społeczna mapa określająca, jak zbiór ludzi ma ze 
sobą współpracować.  

background image

Inny powód, dla którego ludzie łączą swoje siły, jest wam zapewne dobrze znany. 
Istnieje spora szansa, że zdarzyło się wam ze znajomymi spontanicznie 
zorganizować imprezę. Jedno z was prawdopodobnie

background image

  
poszło zrobić zakupy, inna osoba wzięła się za sprzątanie, a jeszcze inna zapraszała 
gości. A może każdy po trochu uczestniczył w każdej części przygotowań. 
Niezależnie od przypadku, każdy robił coś dla dobra grupy i nie było potrzeby, aby 
ktoś jej przewodził. Może spotkaliście się z takim współdziałaniem w innej sytuacji 
- często zdarzają się one w sporcie oraz podczas katastrof. tego rodzaju 
spontaniczne, wspólne działanie bez żadnego przywództwa nazywa się sojuszem: 
to grupa jednostek, które łączy wspólny cel i gdzie każda odgrywa swoją rolę, aby 
go osiągnąć.  
Sojusz przestaje jednak być skuteczny, gdy liczba osób w grupie znacznie się 
zwiększa albo kiedy czynności, jakie trzeba wykonać, stają się zbyt 
skomplikowane. Trudno wyobrazić sobie wszystkich pracowników IBM 
"zrzucających się" na produkcję komputerów. Zamiast tego każda poszczególna 
funkcja niezbędna do osiągnięcia celu jest dokładnie określona, nazwana i 
obsadzona przez przeszkolonego w tym celu pracownika. Do tego dochodzą 
stanowiska kierownicze, nadzorcze i organizacyjne, które również muszą być 
określone i wykonywane.  
Organizacje, podobnie jak związki i grupy, dostarczają kolejnych aspektów 
tożsamości społecznej jednostek. Organizacje, w których działamy, są sposobem 
ukazywania tego, kim jesteśmy. Jednocześnie kreujemy tożsamość na poziomie 
zbiorowym, tworząc całości będące aktorami w ramach społeczeństwa. Te 
zbiorowe byty pomagają nam w naszych dążeniach, ale mają też względem nas 
swoje wymagania. Inaczej rzecz ujmując, organizacje mają swoją cenę - zarówno 
dosłownie, jak i w przenośni.  
Biurokracja  
Biurokracja to typowe skojarzenie, jakie wiąże się z formalnymi organizacjami. 
Większości obywateli Ameryki rozróżnia kilka rodzajów biurokracji: "głupią", 
"drobną", "niezaradną", "przeklętą" albo i gorzej. Biurokracja zazwyczaj kojarzy 
się z długimi kolejkami, robotą papierkową, bezosobowością, formularzami i 
frustracją, chociaż nie wszystkie te cechy znajdziemy w każdej biurokracji.  
Max Weber (1846-1920) jako pierwszy dokonał ogólnej analizy tego typu 
organizacji, a jego uwagi wciąż pozostają aktualne (zob. Gerth, Mil1s, 1946). 
Weber doszedł do wniosku, że każda organizacja demokratyczna będzie się 
charakteryzowała następującymi kluczowymi poglądami.  
Obszary jurysdykcji są oficjalnie określone i rządzone według zdefiniowanych 
reguł. Czynności, jakie powinny być regularnie wykonywane, stają się oficjalnymi 
obowiązkami. Struktura organizacji jest dokładnie zarysowana, podobnie jak zakres 
obowiązków każdego pracownika.  
Organizacja ma strukturę hierarchiczną, a każdy jej poziom charakteryzuje się 
określonymi kompetencjami, nieco przypominając piramidę ; im wyżej w 
strukturze, tym mniej osób zatrudnionych, z osobą pełniącą funkcje kierownicze na 
szczycie.  

background image

 Organizacją zarządza się głównie za pomocą przygotowywania, zadawania i 
stosowania pisemnych dokumentów.  
Osoby zatrudnione w biurokracji są specjalistami wyszkolonymi z myślą o danym 
stanowisku.  
 W pełni ukształtowana biurokracja wymaga pełnej wydajności wszystkich 
zatrudnionych w niej osób. Praca administracyjna jest zadaniem pełnoetatowym. 
Weber zaznacza, że stoi to w opozycji do wcześniejszych przedsięwzięć, w których 
funkcje kierownicze były traktowane jako zadania drugorzędne.  Wszystkie 
oficjalne zadania w organizacji są określane przez formalne procedury, których 
znajomość jest dodatkową umiejętnością.  
W skrócie, biurokracje zajmują się "administracją" poprzez oficjalnie określone 
zasady relacji statusów i ról, które nie mają nic wspólnego z zajmującymi dane 
stanowiska osobami. Alfred Krupp, główny dostawca amunicji dla Hitlera podczas 
II wojny światowej, ujął to bardziej bezpośrednio:  
Chcę doprowadzić do tego, aby nic, co dla nas ważne, nie zostało uzależnione od 
życia czy istnienia jakiejkolwiek jednostki; aby nic w jakikolwiek sposób ważnego 
nic nastąpiło [ ... ] bez uprzedniej wiedzy i zgody zarządu; aby przeszło w 
najbliższa przyszłość dało się wyczytać dokumentów kierownictwa, bez pytania 
się śmiertelników (za: Gouldner,1954,s.179-180).  
Mimo iż w takim chłodnym, bezosobowym tonie łatwo znaleźć coś, z czym się nie 
zgodzimy, warto jednak spojrzeć na znaczną ilość zajęcia biurokracji. Weber 
uważał, że biurokracja odznacza się techniczną przewagą nad innymi formami 
organizacji, podobnie jak praca maszyn 

background image

ma techniczną przewagę nad pracą ludzkich rąk. Tego typu organizacje są szybsze, 
bardziej precyzyjne, bardziej przejrzyste, pewniejsze i skuteczniejsze niż ich 
niebiurokratyczne odpowiedniki.  
Weber postrzegał ciągłość dokumentów w biurokracji jako jej kolejny plus. 
Pracownicy mogą przychodzić i odchodzić, ale struktura statusów i zachowane 
archiwa pozwalają samej organizacji nieprzerwanie istnieć. Świadczy o tym ciągła 
działalność służby cywilnej USA mimo częstych zmian pracowników z nominacji 
politycznych.  
Weber wymienił również kompetencję personelu biurokracji jako kolejną jej zaletę. 
Jest to jedyny system organizacji, który pozwala na skuteczną koordynację 
pracowników wyszkolonych w bardzo wąskich, specjalistycznych dziedzinach.  
Biurokracja w amoku  
Jakkolwiek ważną rzeczą jest zdanie sobie sprawy z wielu zalet biurokracji, nie 
powinniśmy ignorować jej wad. Oto kilka z najczęściej wymienianych.  
W roku 1957 C. Northcote Parkinson zwrócił uwagę na coś, co skromnie nazwał 
Prawem Parkinsona (1963). Prawo to brzmi: "Praca, którą należy wykonać, nabiera 
znaczenia i staje się bardziej skomplikowana w stosunku wprost proporcjonalnym 
do czasu, jaki można jej poświęcić". Innymi słowy, niezależnie od tego, jak 
niewielka może być ilość pracy do wykonania czy też jak dużo przeznaczono na nią 
czasu, praca zostanie rozciągnięta w taki sposób, aby trwała dokładnie tyle, na ile 
została zaplanowana.  
Biurokrację charakteryzują regularne godziny pracy i regularne czynności, które 
należy w tym czasie wykonać. Jeżeli ilość pracy przerasta możliwości 
pracowników, to albo jej ilość zostanie zredukowana, albo zatrudnionych zostanie 
więcej osób. Jeżeli jednak pracy nie starcza, aby skutecznie zająć czas, jaki 
powinien być na nią przeznaczony, to i tak wszyscy będą "zajęci" podczas godzin 
roboczych.  
Prawo Parkinsona zdaje się również dotyczyć sytuacji, w której nie ma żadnej 
pracy do wykonania. Czasami zmiany w strukturze organizacji pozostawiają 
pewnych pracowników bez jakiejkolwiek użytecznej funkcji. Zazwyczaj owo "nic" 
udaje się wielu osobom rozciągnąć na cały dzień. Co więcej, istnieją przypadki, 
gdy cała organizacja nie ma żadnej funkcji do spełnienia. Mimo to biurokracje 
rzadko znikają. Każdego roku rząd tworzy nowe agencje, zazwyczaj po to, aby 
zaradzić konkretnym problemom. Zwykle nie są one jednak rozwiązywane po 
zapoznaniu się z daną kwestią.  
Zasadzie Petera Laurence Peter wygłosił następującą tezy: ., W hierarchii każdy 
pracownik stara się wznieść na swój szczebel niekompetencji" (Peter, Rull, 1975). 
Jeżeli w biurokracji awanse są udzielne w zależności od zasług, to osoba, która 
okazuje się nader kompetentna na swoim stanowisku, będzie awansowana dopóty, 
dopóki nie trafi na posadę, w której nie będzie się wybijała ponad innych 
pracowników. Często oczywiście taki pracownik nabywa nowe zdolności i po raz 
kolejny zaczyna wykonywać swoje czynności lepiej od innych, a zatem czeka go 

background image

kolejna promocja. Peter sugerował, że dana osoba będzie promowana dotąd, aż 
osiągnie takie stanowisko, z którym nie będzie w stanie sobie poradzić. Naturalnie 
dalszych awansów nie będzie, bo nie będzie żadnych szczególnych zasług. Jako że 
w tym systemie organizacji niezmiernie rzadko degraduje się pracowników, wielu 
biurokratów będzie pracowało na posadach, których wymagania przekraczają ich 
kompetencje.  
Krytyka biurokracji jest bardzo często wyrażana jako wina "systemu". Radykałowie 
amerykańscy zazwyczaj narzekają na "system kapitalistyczny", a do niedawna 
Rosjanie stojący w długich kolejkach po buty lub papier toaletowy klęli pod nosem 
na "system socjalistyczny (Teraz pewnie wielu z nich obarcza winą za swoje 
problemy kapitalizm.)  
W swojej książce z 1986 roku zatytułowanej Syslemantics John sugeruje, że 
problem leży w samych systemach. Mimo wielu korzyści płynących z 
systematycznej organizacji niektórych procesów, takich jak produkcja samochodów 
czy komputerów, Gall zaznacza, że systemy mają tendencję do obracania się 
przeciwko nam. Oto przykład:  
Największa budowla świata, budynek montażu pojazdów kosmicznych w Cape 
Canaveral, wytwarza swoją własną pogodę, łącznie z chmurami czy deszczem. 
Skonstruowany po to, by chronić rakiety kosmiczne przed żywiołami, tworzy on 
swoje własne (GllII, 1986,s. 24).  
Systemy tworzone przez ludzi są równie przewrotne jak systemy kosmiczne. 
Większość kłopotów organizacji można powiązać z ich wolnością trwania. Oto trzy 
twierdzenia, które Gall przywołuje w swojej książce: 

background image

Systemy, jak tylko powstaną, tworzą swoje własne cele.  
Najważniejsze są cele wewnątrz systemowe.  
Systemy zachowują się tak, jakby chciały żyć (tamże, s. 74).  
Zapewne pamiętacie z rozdziału 3, że istnienie grupy jest często niezależne od 
życia osób, które w nich uczestniczą (przypomnijcie sobie wymieniony tam klub 
fitness). Właściwość ta dotyczy organizacji jeszcze bardziej niż grup. Mimo że Gall 
mówi o "woli przetrwania" organizacji półżartem, to jednak jego spostrzeżenie jest 
w gruncie rzeczy prawdą. Chociaż wola jest cechą psychologiczną, organizacje 
mogą mieć taką strukturę, że będą się zachowywały jakby naprawdę pragnęły 
przetrwać. I faktycznie organizacje, które nie byty skonstruowane w ten sposób, 
zazwyczaj już nie istnieją.  
Można więc powiedzieć, że najważniejszym celem każdej organizacji jest 
przetrwanie. Jest to zresztą całkiem rozsądne.  
Załóżmy, że postanowiliśmy rozdawać jedzenie bezdomnym w okolicy. Jako że nie 
mamy ani czasu, ani odpowiednich środków finansowych, aby przedsięwzięcie to 
prowadzić na własną rękę, zakładamy organizację "Nakarmić Bezdomnych". 
Prosimy więc różne osoby o datki na jedzenie oraz o pomoc w jego dystrybucji.  
Wydaje się jasne, że organizacja tego typu ma większe szanse na powodzenie niż 
jedynie praca dwóch osób. Nie trzeba chyba wspominać też o tym, że gdyby 
organizacja ta przestała istnieć, nie moglibyśmy zrealizować swoich zamiarów.  
W pewnym momencie dochodzą do tego kwestie prawne. Zostajemy 
poinformowani, że jeżeli zbieramy datki, to powinniśmy się rozliczać z tego, skąd 
je mamy oraz na co są one wydawane. Jest to całkiem rozsądne żądanie, gdyż 
ochrania nas przed oszustami.  
Tak więc, jeżeli chcemy, aby organizacja istniała nadal, musimy przeznaczyć 
pewne środki na prawidłowe prowadzenie dokumentacji fiskalnej. Aby mieć 
pewność, że jest to robione zgodnie z wymaganiami, zatrudniamy na pół etatu 
księgowego. Oznacza to, że pewna ilość pieniędzy będzie musiała być 
przeznaczona na jego honorarium.  
Teraz załóżmy, że otrzymaliśmy pewną ilość popsutej żywności, która 
spowodowała zatrucia u części bezdomnych. Na szczęście nikt nie umiera w 
wyniku tego niedopatrzenia, a osoby, które na tym ucierpiały, udaje się namówić, 
aby nie pozywały organizacji. Staje się wówczas jasne, że problemy tego typu 
mogą zniszczyć całe nasze przedsięwzięcie, a zatem decydujemy się na 
ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej. Znowu podejmujemy kolejne kroki, 
aby utrzymać działalność organizacji.  
Wszystko to jest zupełnie logiczne i ilustruje, w jaki sposób cele organizacji stają 
się ważniejsze od pierwotnych zamiarów jej założycieli. Co więcej, ten sam proces 
tworzy napięcia między organizacją a działającymi w jej ramach jednostkami.  
Organizacje i jednostki  
Często można spotkać argument, że współczesne organizacje szkodzą osobom, 
które biorą w nich udział. Prawie czterdzieści lat temu socjolog William H. Whyte 

background image

napisał książkę Tlte Organization Mail (1956), II' której badał powody, dla których 
współcześni pracownicy korporacji często zmuszeni do wyrzeczenia się swoich 
wartości, rodzin czy też własnej indywidualności, aby odnieść sukces w świecie 
korporacji. Musieli oni ubierać się podobnie, pić podobnie, mówić podobnie, a 
nawet myśleć podobnie jak reszta ich zespołów.  
W latach osiemdziesiątych Gareth Morgan stwierdził, że niektóre organizacje 
można nazwać "psychicznymi więzieniami" (Morgan, 1997, Illzdz. 7). Działają one 
na przykład jak represywne, paternalistyczne rodziny. Mogą zaspokajać potrzeby 
psychiczne jednych, a tymczasem stwarzać problemy dla innych.  
Wiele uwagi poświęca się pojęciu "wypalenia zawodowego" także zwykle wiąże 
się z konfliktem między wymaganiami organizacji a życiem osobistym. Zdarza się 
ono zarówno w korporacjach, dla których pracujemy, jak i w organizacjach 
ochotniczych, w których uczestniczymy ze względu na nasze altruistyczne 
potrzeby. Zbyt często może nam się zdawać, że wymaga się od nas więcej, niż 
jesteśmy w stanie na dłuższą metę dawać. Ciągłe żądanie czasu i emocjonalnego 
zaangażowania pozostawia nas w stanie, w którym nie potrafimy 
cieszyć się życiem.  
Po części nie da się tego konfliktu uniknąć. Nasz udział w organizacjach wymaga 
czasu, chociaż może wolelibyśmy go spędzić inaczej. Poza tym może się nam nie 
podobać rola, jaką mamy w danej organizacji do spełnienia, chociaż jej przetrwanie 
może zależeć od tego, czy się z niej wywiążemy. Ktoś przecież musi wyrzucać 
śmieci, składać świadectwa podatkowe czy zwalniać problematycznych 
pracowników. Jakkolwiek specjalizacja jest wydajną metodą organizacji,  

background image

 
oznacza ona, że niektóre osoby będą musiały wykonywać zadania, których nikt nie 
chce.  
Problem staje się jeszcze bardziej kłopotliwy, gdy delegowane obowiązki nie mają 
zgoła nic wspólnego z głównymi celami organizacji. Margaret Sanger, 
odpowiedzialna za początki propagowania antykoncepcji w Stanach 
Zjednoczonych, stwierdziła kiedyś, że nie miała nigdy kłopotów ze znalezieniem 
ochotników do rozdawania broszur informacyjnych albo do przemawiania 
publicznego, za to zawsze miała kłopoty ze znalezieniem kogoś, kto by pozamiatał 
biuro.  
Jakby tego nie było dosyć, istnieją jeszcze subtelniejsze aspekty konfliktu na linii 
organizacje - jednostki. Podczas gdy mamy czasem tendencję do personifikowania 
organizacji jako czegoś złego, to można argumentować, że to my nie jesteśmy dla 
nich dostatecznie "dobrzy". Podstawą organizacji jest bowiem założenie, że jej 
uczestnicy będą gotowi poświęcić się dla jej dobra i że wszyscy zyskają na tym, co 
ona osiągnie.  
Widać to na przykładzie spółdzielni konsumenckich na całym świecie. Pierwotna 
idea była taka, że grupa konsumentów kupowała towary dla siebie hurtowo, aby 
płacić niższe ceny. Dla przykładu załóżmy, że czworo z was chciało kupić 
kukurydzę. Kupując buszel w hurtowni, płacilibyście mniej za kolbę niż w 
supermarkecie. Jako że nikt z was nie chciał całego buszla, to postanowiliście 
złożyć się na jednego i nim się podzielić.  
Prosta elegancja tego rozwiązania jest nieco skomplikowana przez to, że ktoś musi 
zebrać pieniądze, ktoś musi pojechać do hurtowni i dokonać zakupu, a ktoś 
rozdzielić kukurydzę między czterech kupujących. Niemniej przy takiej 
pojedynczej transakcji moglibyście się nieformalnie podzielić zadaniami - w 
małych grupach jest to częsta praktyka.  
Jednakże aby dokonać takiej transakcji na większą skalę, z większą ilością 
uczestników i z poważniejszymi zakupami, konieczne jest zwiększenie pracy 
administracyjnej. Poza tym w sytuacji, gdzie paru znajomych się na coś składa, 
możemy mieć względną pewność, że każdy zachowa się uczciwie i wywiąże ze 
swoich obowiązków. W dużej grupie przestaje to być tak oczywiste. Wkrótce może 
dojść do sytuacji, w której parę osób ciężko pracuje, a inni nie robią nic. 
Ostatecznie nastałaby potrzeba uzgodnienia warunków, na podstawie których 
każdy wykonywałby swoją część zadania. Aby to się udało, kilka osób musiałoby 
pełnić funkcje nadzorcze. Wszystko to dlatego, że nie ufamy innym  
i może całkiem słusznie.  
W końcu znajdujemy się w sytuacji, w której organizacja uznaje, konflikt nie 
będzie uczciwy, jeżeli się go do tego nie zmusi. A jako że większość osób nie lubi 
takich opresyjnych organizacji, szuka sposobów "walki z systemem". Ponieważ 
niektórzy pracownicy zaczęli korzystać ze zwolnień lekarskich, kiedy tak naprawdę 
nic im nie dolegało, postanawiamy zmienić reguły organizacji tak, aby każdemu 

background image

przysługiwały niezależnie tylko dwa tygodnie płatnego chorobowego. Wkrótce 
wszyscy ci pracownicy chorują dokładnie dwa tygodnie w roku, gdyż wiedzą, że 
nadużywanie zwolnień już im nic ujdzie na sucho.  
Warto zauważyć, że mrówki czy pszczoły nie mają takich kłopotów. Codziennie są 
w pracy, nawet w święta, niezależnie od pogody czy tego co robiły poprzedniego 
wieczoru. Każda jednostka wykonuje swoje zadania, działając dla dobra całości. 
Jeżeli mają zginąć z tego powodu, robią to bez słowa sprzeciwu.  
Pszczele i mrówcze korporacje są skuteczne przez to, że zwierzęta te działają 
instynktownie w sojuszu. Jest to cecha, jakiej ludzie wydali się nie posiadać, co 
oczywiście nie jest wadą. Chociaż instynktowne sojusze mrówek i pszczół 
zapewniają stabilność i regularność, czynią to jednak kosztem kreatywności i 
innowacji. Będziemy wracali do tej specyficznej wymiany w późniejszych 
rozdziałach, przy okazji omawiania \\'UlllOści, porządku, dewiacji i zmian 
społecznych.  
Ludzie nie zawierają instynktownie sojuszów, i jakkolwiek potrafią wchodzić w 
tymczasowe sojusze z grupami, większe organizacje wymagają od nas wdrożenia 
formalnych zasad.  
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat dużo uwagi poświęcano rozmaitym 
możliwym metodom kierowania i zarządzania organizacjami, aby uniknąć 
omawianych tutaj problemów. W roku 1960 Douglas NkGregor wprowadził 
pojęcie Teorii , która wskazywała na konieczność większego szacunku dla 
pracowników jako istot ludzkich. Pojęcie to rozszerzył w 1981 roku William Ouchi, 
publikując Teorię Z, gdzie zasugerował, że amerykańskie przedsiębiorstwa mogą 
skutecznie naśladować techniki zarządzania stosowane z powodzeniem w Japonii.  
W roku 1985 wyszła książka Johna Naisbitta i Patricii Abllfdenc /{I'-illventing the 
Corporation, 
w której propagowali oni stworzenie przedliderów wspólnej wizji 
korporacji dla ich pracowników.  

background image

 
 
74  
Rozdział 4. Organizacje  
Stworzenie wizji jest pierwszym zadaniem lidera. Następnie musi on lub ona przyciągnąć 
ludzi, którzy zechcą przyjąć je jako swojej własne - pomogą w jej realizacji i 
podzielą się odpowiedzialnością za jej osiągnięcie. Proces ten nazywa się 
sojuszem W swojej najdoskonalszej formie sojusz tworzy niesamowita 
doświadczenie, niezależnie od tego, czy odbywa się na polu gry, w sali koncertowej, czy 
też w miejscu pracy.  Kiedy identyfikujesz się z celem swojej firmy i doświadczasz 
wspólnej wizji, odkrywasz, że spełniasz się, a nie tylko wypełniasz swoje 
obowiązki (Naisbitt, Aburdenc, 1985,s. 24,26).  
Niedawno wydana książka Petera M. Senge'a Piąta dyscyplina (2006) omawia coś, 
co nazywa on "organizacjami uczącymi się". Wychodząc od greckiego pojęcia 
mClanoia, Senge poszukuje sposobu, w jaki organizacje mogłyby "zmieniać sposób 
myślenia", podobny do doznań transcendencji i transformacji, jakich doświadczają 
niektóre osoby. Zalety takiej zmiany dotyczyłyby zarówno samej organizacji, jak i 
jednostek w niej uczestniczących.  
Prace tych i innych autorów sugerują, że możliwe jest tworzenie organizacji, które 
kształciłyby jednostki zamiast im szkodzić. Równocześnie, tak jak widzieliśmy, 
takie zmiany nie są automatyczne. Odnalezienie sposobów na stworzenie 
kształcących i skutecznych organizacji jest stałym zadaniem socjologii. Zadanie to 
jest utrudnione, jak się wkrótce okaże, przez władzę, jaką nad organizacjami 
posiadają instytucje.  
 

background image

 
ROZDZIAŁ 5  
Instytucje  
 
W roku 1965 miody prawnik z Waszyngtonu opublikował książkę na temat 
bezpieczeństwa samochodowego, która miała znacznie bardziej dalekosiężny wpływ, niż 
ktokolwiek by się spodziewaj, Unsafe at Any Speed Ralpha Nadera została napisana po to, 
aby zwrócić uwagę na pewne wady produkcyjne chevroleta Corvair i innych samochodów. 
Nader uważał, że producenci pojazdów zmotoryzowanych mają obowiązek zwracać 
większą uwagę na bezpieczeństwo i zalecać działania rządowe, aby ów obowiązek 
przestrzegać. To, co stało się potem, jest powszechnie znane: producenci samochodów 
odpowiedzieli na żądania zdecydowanym oporem, posuwając się nawet 110 personalnych 
ataków względem ich autora. Następstwami wrzawy wokół tej publikacji były rozmaite 
prawa dotyczące bezpieczeństwa samochodowego, wiele samochodów zostało 
przeprojektowanych, a za ataki osobiste sąd przyznał Naderowi niebagatelne 
zadośćuczynienie.  
Mimo iż nie da się przecenić wpływu tej książki na bezpieczeństwo samochodowe, miała 
ona jeszcze jedną bardzo ważną konsekwencję - zmieniła klimat, w jakim działały wielkie 
przedsiębiorstwa. Nader pokazał, że konsumenci mają coś do powiedzenia w sprawie 
produktów, które nabywają, analogicznie do tego, co związki zawodowe wyliczyły w 
sprawie pracowników trzydzieści lat wcześniej.  
Wpływ publikacji Nadera był różnorodny. Za przykład może posłużyć wydarzenie z 1982 
roku w Rochester w stanie Nowy Jork. leslie Hughes wybrała się ze swoimi dziećmi na 
obiad do restauracji sieci McDonald's. Nowością były wówczas zestawy dla dzieci „Happy 
Meal", w skład których - poza posiłkiem - wchodziły różne zabawki: szeryf ze strzelbą. 
Indianin z włócznią itd. Właśnie takie zestawy leslie zamówiła dla swoich dzieci.  
Po obiedzie Hughes przyjrzała się zabawkom i z przerażeniem stwierdziła, że części, takie 
jak strzelby czy włócznie, były tak małe, że jej dzieci mogłyby je sobie włożyć do nosa, 
oka czy ucha, albo potknąć je i się nimi zakrztusić. Zabrała ona swoim dzieciom zabawki z 
zestawu i skontaktowała się ze Stowarzyszeniem Konsumentów Stanu Nowy Jork (Empire 
State Consumer Association), 
gdzie omówiła tę sprawę z jego prezesem Judy Braiman-
Lipson.  

background image

Po obejrzeniu zabawek osobiście Braiman-Lipson skontaktowała się z korporacją 
McDonald's, która zgodziła się na zorganizowanie konferencji, w trakcie której miała się 
ona spotkać z przedstawicielami firmy, która robiła badania bezpieczeństwa dodawanych 
do zestawów zabawek. Braiman-Lipson poinformowała o tym problemie także Komisję 
Bezpieczeństwa Produktów Konsumenckich Rządu Federalnego (Consumer Product 
Safety Comission). 
Rząd rozpoczął swoje własne testy zabawek z zestawów dla dzieci.  
Dokładnie tydzień po tym, jak Leslie Hughes dokonała zakupu zestawów z zabawkami dla 
swoich dzieci, szefowie firmy McDonald's spotkali się, aby omówić tę kwestię. Przez całą 
noc i następny dzień przeglądali wyniki analiz wykonanych przez rozmaite rządowe i 
pozarządowe agencje zainteresowane tym problemem. Wczesnym wieczorem zapadła 
decyzja o skontaktowaniu się ze wszystkimi restauracjami tej sieci w całych Stanach i 
wycofaniu zabawek. Zadanie to udało się wykonać jeszcze przed północą.  
Wątpię, czy gospodyni domowa byłaby w stanie wywrzeć tak silny wpływ na wielką firmę, 
gdyby nie książka Nadera i kilka innych, które pomogły stworzyć pojęcie "praw 
konsumenta". Historie takie jak ta w dzisiejszych czasach wcale nie są rzadkością. Poza 
światem biznesu, książka Nadera spowodowała też zmianę w postrzeganiu praw 
obywatelskich. Jednostki zaczęły sprzeciwiać się działaniom rządu w kwestiach zdrowia, 
środowiska i innych aspektach życia. W konsekwencji takich działań wiele nowych praw 
zostało wprowadzonych, a amerykański rząd zobowiązał się do nadzorowania, czy te już 
wdrożone są przestrzegane.  
Chociaż intencją Nadera prawdopodobnie było skłonienie jednej branży przemysłu do 
wprowadzenia zmian, wywarł on znacznie szerszy wpływ na społeczeństwo. Dzięki jego 
działaniom zupełnie zmieniło się podejście do obowiązków producentów względem 
konsumentów i ogólnie działalność wielkich przedsiębiorstw. Zamiast zmienić zachowanie 
jednego urzędnika czy nawet jednego poziomu rządu, zmienił on relacje, jakie łączyły 
obywateli z rządem.  
Jak się okaże w tym rozdziale, największy wpływ Nader wywarł nie tyle na organizacje, 
zarówno biznesowe, jak i rządowe, ile na instytucje. Instytucje tworzą kontekst dla 
działania organizacji, co oznacza, że jakakolwiek zmiana instytucjonalna powoduje zmiany 
w niezliczonych organizacjach. Analogią do tego może być zmiana zasad co do uzyskania 
dyplomu uczelni wyższej w odróżnieniu od jednorazowego wyjątku względem danego 
studenta. Wskazuje to na silny wpływ, jaki zmiany instytucjonalne mają na zmiany 
społeczne.  
Instytucjonalne wymagania  
Aby zrozumieć, czym są instytucje, należy najpierw przyjrzeć się temu, dlaczego 
one właściwie istnieją. Zacznijmy od tego, że jednostki mają wiele potrzeb, które 
muszą być zaspokojone w ramach społeczeństwa, na przykład te związane z 
przetrwaniem: potrzeba jedzenia, picia, schronienia. Patrząc nieco dalej, można 
stwierdzić że większość ludzi chce przeżyć swoje życie w pewnym komforcie, 
ciesząc się poczuciem bezpieczeństwa i pewnością, że taki stan rzeczy się trzyma. 
Poza tym pragną znaczących relacji z innymi osobami, satysfakcji i wielu innych 
trudnych do zdefiniowania, acz motywujących do działania wartości. Jakkolwiek 

background image

społeczeństwo byłoby zorganizowane, musi ono brać pod uwagę potrzeby i 
pragnienia swoich indywidualnych członków.  
Jednakże społeczeństwa, jako systemy, mają również własne wymagania. Chociaż 
nie chcę personifikować społeczeństwa, mówiąc, że ma ono swoje potrzeby, 
pragnienia, nadzieje i obawy, to jednak trzeba wiedzieć, że społeczeństwo nie ma 
szans na przetrwanie, jeśli pewne warunki nie zostaną spełnione. Zwracając się ku 
potrzebom społeczeństwa, znaleźliśmy się w dziedzinie makrosocjologii, tak jak 
obiecałem wcześniej,  
Przykładowo, żadne społeczeństwo nie przetrwa, jeżeli nie poradzi sobie z kwestią 
następstwa. Aby zastąpić tych członków społeczeństwa, którzy zmarli, nowi muszą 
się narodzić i być wychowani. Zorganizowane społeczeństwo musi też zapewniać 
jakąś formę przywództwa i rządu. Lista ta mogłaby się ciągnąć w nieskończoność.  
Wiele potrzeb jednostek i społeczeństwa jest ze sobą blisko powiązanych. Jeżeli 
spojrzymy na przykład na potrzebę następstwa, to zauważymy, że jest ona 
bezpośrednio związana z potrzebą seksualnej ekspresji i znaczących relacji między 
jednostkami. Zauważcie, że chociaż jednostka może przetrwać bez uprawiania 
seksu (naprawdę jest to możliwe), to społeczeństwo by tego nie zniosło. To 
pokazuje, że chociaż może ono być uznane za byt posiadający swoje 
zapotrzebowania, to jednak różnią się one od zapotrzebowań ludzi. Tak więc to, co 
możecie wiedzieć o istotach ludzkich, nie będzie wam wystarczało do zrozumienia 
społeczeństwa.  
W najlepszym z możliwych światów struktury wspólnego życia byłyby stworzone 
w sposób zaspokajający zarówno potrzeby jednostek, jak i społeczeństwa. Jednym 
z najbardziej oczywistych tego przykładów może być to, jak potrzeby seksualnej 
ekspresji i znaczących związków mogą być zaspokojone w taki sposób, aby 
spełniały również społeczny wymóg wymiany pokoleń.  
Jak się okazuje, najlepszy możliwy świat niekoniecznie jest marzeniem ściętej 
głowy. Właściwie to istnieją liczne struktury, które łączą potrzeby jednostek z 
potrzebami społeczeństwa. W przypadku seksualności, 

background image

 
 
 związków i następstw istnieją rozmaite formy rodziny, które zostały stworzone, aby 
sprostać tym celom (zob. tys. 5.1). Formą rodziny nam najbliższą jest 
monogamiczna rodzina nuklearna, w skład której wchodzi matka, ojciec i ich 
dzieci. W innych społeczeństwach, na przykład w ceniących tradycje Chinach i 
Japonii, będziemy mieli do czynienia z rodziną poszerzoną składającą się z 
dziadków, rodziców i dzieci działających jako jedna całość.  
W społeczeństwach poligamicznych jeden mężczyzna posiada kilka żon, a w 
społeczeństwach poliandrycznych jedna kobieta ma kilku mężów. W niektórych 
społeczeństwach praktykowało się małżeństwa grupowe: kilku mężczyzn i kilka 
kobiet mieszkających razem i będących dla siebie partnerami. Wszystkie te formy 
były w stanie sprostać zarówno wymaganiom jednostek, jak i społeczeństwa. To 
samo można powiedzieć o różnego rodzaju formach rządu: monarchii, arystokracji, 
demokracji czy też dyktaturze.  
Mimo że istnieje wiele form radzenia sobie z potrzebami jednostek i społeczeństw, 
zazwyczaj konkretna forma funkcjonuje tylko wtedy, kiedy wszyscy w obrębie 
danego społeczeństwa przestrzegają jej zasad. Trudno jest sobie na przykład 
wyobrazić istnienie stabilnego społeczeństwa, jeżeli część jego obywateli żyłaby 
według reguł monarchii absolutnej, a część według zasad demokratycznych. Albo 
gdyby podać przykład z dziedziny ekonomii: zdaje się, że zarówno socjalizm, jak i 
kapitalizm potrafią sprawnie funkcjonować, ale tylko wtedy, gdy zdecydujemy się 
na jeden system - nawet jeżeli ma to być hybryda obu wcześniej wymienionych.  
Potrzeba wyboru jednej formy instytucji ma zastosowanie w większości 
przypadków. Jakkolwiek może się zdawać, że monogamia, poligamia i poliandria 
mogłyby bezproblemowo współistnieć, ludzie zwykle muszą być przekonani o tym, 
że wybrana przez nich forma jest lepsza od innych - zwłaszcza że łączą swoje 
osobiste tożsamości z wzorami społecznymi. Niezgoda co do tego, jakie formy są 
lepsze, często prowadzą do walki o dominację. Poza tym, jak zaraz zobaczymy, 
rozmaite instytucje społeczne (jak np. rodzina i religia) zazwyczaj wzajemnie się 
wspierają, co wzmaga tylko potrzebę zgody.  
W skrócie, mimo że istnieje wiele sposobów zaspokajania potrzeb zarówno 
społeczeństwa, jak i jednostek, istnieje silna tendencja do Instytucjonalizowania 
jednej spośród wielu możliwych form. Oznacza to, że tylko jeden sposób działania 
zostaje przyjęty, uprawomocniony, upowszechniony, oczekiwany, a nawet 
wymagany.  
 

 

Rodzina nuklearna  
 

background image

 

Rodzina poszerzona  
 
[x] 
Monogamia 
 
[x] 
Poliandria 
 

 

Rysunek 5.1. Różne formy małżeństwa i rodzin  
 
Socjologowie tradycyjnie wymieniają pięć instytucji rządzących różnymi 
aspektami naszego społecznego życia: rodzinę, religię, rząd, gospodarkę szkolnictwo. 
Niemniej opłaca się czasami używanie terminu  

background image

instytucja konkretniej, na przykład w stosunku do demokracji, kapitalizmu, wojska, 
pracy, szkolnictwa wyższego czy chrześcijaństwa. Możemy go stosować, kiedy 
mówimy o zbiorze zasad organizacyjnych, a nie o konkretnej organizacji.  

 

Rysunek 5.2. Instytucje jako kontekst dla organizacji  
Elementem instytucji  
Jak widać na rysunku 5.2, można spojrzeć na kościół rzymskokatolicki jako na 
instytucję: zbiór przekonań, wartości i praktyk. Wówczas tworzy on kontekst dla 
wielu indywidualnych kościołów (organizacji), które się na niego składają.  
A zatem na przykład Harvard jest organizacją, a nie instytucją.  
Można jednak uznać go za instytucję, jeśli mówimy o "tradycji Harvardlu" czy "o 
wykształceniu, którego symbolem jest Harvnrd", a nie mając na myśli osoby w nim 
studiującej czy jego schemat organizacyjny, który dodaje mu kształt jako 
uniwersytetowi, na który można uczęszczać, na teren którego da się wejść czy 
przeciwko któremu można protestować. Zazwyczaj jednak lepiej jest odróżniać 
instytucje od organizacji. Różnice między nimi są o wiele bardziej jednoznaczne 
niż jakiekolwiek wcześniej przez nas omawiane.  
Elementy instytucji  
Jednak na razie opisywaliśmy instytucje jako kontekst dla organizacji, zbiór zasad 
organizacyjnych i wzorów zachowań. Teraz przyjrzymy się im dokładniej, 
wskazując na cztery ważne elementy instytucji.  
Zacznijmy od norm, czyli oczekiwanych wzorów zachowań. Przypominacie sobie z 
rozdziału 2, że termin rola dotyczył zachowań oczekiwanych po osobie zajmującej 
konkretny status. Normy są prawie tym samym co role, lecz znajdują one szersze 
zastosowanie. Przykładowo, normą w Stanach Zjednoczonych jest głosowanie. 
Czasami, jak w przypadku wyboru pewnych urzędników publicznych, głosowanie 
jest oficjalnie nadzorowane, a jego procedury są dokładnie określone, Możemy 
nawet powiedzieć, że głosowanie jest rolą powiązaną ze statusem "obywatela". 
Jednak w ogólnym ujęciu głosowanie jest szeroko przyjętą metodą podejmowania 
decyzji grupowych w Ameryce. Tak więc jeżeli mamy drużynę kręglarską i 
musimy się zdecydować, czy naszym logo będzie Bambi czy tuptuś, to 
prawdopodobnie dokonamy tego wyboru na drodze głosowania. Nie byłoby to tak 
oczywiste w innych społeczeństwach.  

background image

Skoro więc normy są naszymi oczekiwanymi co do zachowań innych, skąd mamy 
mieć pewność, że zachowają się oni według tych oczekiwań? Zadanie to spełniają 
pozytywne i negatywne sankcje: nagrody i kary. Podobnie jak normy, niektóre 
sankcje są oficjalne i formalne, inne zaś nie, Niektóre są srogie, inne subtelne. 
Jeżeli będziecie usiłowali sfałszować wybory logo drużyny kręglarskiej, to może 
będziecie musieli 

background image

postawić wszystkim kolejkę piwa. Jeżeli jednak będziecie usiłowali sfałszować 
wybory federalne, to piwa nie zobaczycie przez długi czas .  
Lista przykładów norm i sankcji jest praktycznie nieskończona - to morze, w 
którym pływamy każdego dnia naszego życia społecznego. Na początek warto 
wspomnieć, że wszystkie prawa kwalifikują się jako normy: ograniczenia 
prędkości, ograniczenia wiekowe przy zakupie alkoholu, podatki, zakazy zabijania, 
kradzieży, zawłaszczania, gwałcenia, zdrady, nagości w miejscach publicznych, 
handlu narkotykami itd. Istnieją prawa federalne, stanowe, hrabstw czy w końcu 
prawa lokalne. Niektóre z tych praw ustala się w drodze wyborów bezpośrednich, 
inne są wybierane przez osoby nas reprezentujące we władzach, a jeszcze inne 
ustanawiają takie agencje rządowe, jak urząd skarbowy.  
Jak wiele by ich było, liczba praw blednie w obliczu nieformalnych norm, które 
nami rządzą: jakim językiem mówić, jakiego rodzaju ubrania nosić, jakie produkty 
spożywać, jaką mieć fryzurę, jakiej muzyki słuchać, jak głośno rozmawiać przez 
telefon, ile zostawiać napiwku w restauracjach, jakie napoje ze sobą mieszać, a 
jakie nie, jakie zwierzęta mogą być zwierzętami domowymi, jak długo czekać na 
spóźniającą się osobę, z którą umówiliśmy się na randkę itd. Jeżeli uważacie, że 
wymienione wybory tak naprawdę nie są normami, to spróbujcie wrócić do domu, 
bo osoba, z którą się umówiliście, spóźniła się dziesięć sekund, pochwalić się 
wszystkim swoim ukochanym ślimakiem czy poczęstować swoich znajomych 
mieszanką kawy i soku pomidorowego. Tylko nie zwalajcie później winy na mnie.  
Jak sądzicie, skąd się biorą normy? Niektóre wydają się powstawać zupełnie 
przypadkowo. Istnieje historia o tym, że kiedy po raz pierwszy wykonywano przed 
królem Anglii Mesjasza Georga Friedricha Handla, ten wstał, kiedy zaczął się 
fragment zwany Alleluja. Istniał wtedy w Anglii zwyczaj, że wszyscy, którzy byli w 
obecności króla, musieli wstać, kiedy on wstawał. Tak więc cała publiczność stała 
na baczność aż ten fragment się skończył. Po dziś dzień publiczność wciąż wstaje 
podczas tej części oratorium, niezależnie od tego, czy znają tę historię. Co ciekawe, 
do dziś nie wiadomo, czemu król wstał podczas koncertu. Może wydawało mu się, 
że to już koniec. A może po prostu chciał się wyślizgnąć do toalety. Niezależnie od 
powodów, jakie nim kierowały, powstała norma.  
Większość norm zazwyczaj jest jednak bardziej uzasadniona czy uprawomocniona 
przez powiązanie z wartościami. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych norma 
głosowania uzasadniona jest tym, że za element instytucji  
wartość uznawane jest branie udziału w publicznym podejmowaniu decyzji. 
Wartości są kwestią preferencji, reprezentują nasze poglądy względem tego, co 
uważamy za lepsze, a w Ameryce uważamy, że lepiej dla nas będzie, jeżeli 
będziemy brali udział w podejmowaniu decyzji niż żeby jedna osoba, albo mała 
grupa osób, miała to robić za nas.  
 

 

Uzasadniają ↓↑ Określają  

background image

 

Uzasadniają ↓↑ Określają  

 

Rysunek 5.3. Elementy instytucji  
 
Ograniczenia prędkości, jako normy, mają swoje podstawy w tym, że cenimy sobie 
bezpieczeństwo publiczne. Normy wymagające paru lat  
83  

background image

 
 
edukacji szkolnej uzasadniamy tym, że cenimy sobie wykształconych obywateli. 
(Aczkolwiek dyktator mógłby preferować niewykształconych podwładnych.)  
Ostatecznie wszystkie wartości mają swoje źródło w przekonaniach, czyli 
poglądach na temat tego, co jest prawdziwe. Doceniamy masowe uczestnictwo w 
życiu publicznym ze względu na przekonanie, że wszyscy ,jesteśmy stworzeni 
równymi" i że "Stwórca obdarzył nas pewnymi nienaruszalnymi prawami". Jak 
sobie zapewne przypominacie, ówczesne przekonanie było takie, że wszyscy 
mężczyźni stworzeni są jako równi, a konkretniej: biali mężczyźni.  
To ważne, aby uświadomić sobie relacje między przekonaniami, wartościami i 
normami. Jak wskazuje rysunek 5.3, związki te można zdefiniować jako 
uzasadnienia określenia. Jak już zaznaczyłem, wartości uzasadniają normy, a 
przekonania uzasadniają wartości. Poruszając się w drugą stronę, zauważymy, że 
wartości określają to, co powinno być dla nas ważne, jeżeli dane przekonanie jest 
prawdziwe, a bazując na tej wartości, norma określa odpowiednie działanie. A 
zatem jeżeli jesteśmy przekonani co do tego, że wszyscy zostaliśmy stworzeni jako 
równi, to każdy z nas powinien mieć coś do powiedzenia w kwestii rządu. A skoro 
wartością jest publiczne wygłaszanie naszych opinii, to głosowanie jest 
przeniesieniem teorii w praktykę.  
Instytucja jest więc zbiorem przekonań, wartości i norm, które rządzą pewnymi 
obszarami naszego życia społecznego. Niektóre z tych elementów łączą się 
wzajemnie, tak jak przed chwilą opisałem, inne zaś mogą sprawiać wrażenie 
całkiem od siebie odległych.  
 
Konserwatyzm instytucji  
Widzieliśmy już, że instytucje powstają po to, aby zaspokoić potrzeby zarówno 
jednostek, jak i społeczeństwa jako systemu. Nie jest to jednak główne zadanie 
instytucji. Niezależnie od tego, jaką potrzebę dana instytucja ma zaspokajać, jej 
pierwotnym i podstawowym celem jest utrwalanie samej siebie. Tak więc pierwszym 
zadaniem demokracji dzie utrwalanie demokracji. Monogamiczne rodziny 
nuklearne będą miały na celu utrwalanie monogamicznych rodzin nuklearnych. 
Chrześcijaństwo istnieje przede wszystkim po to, aby utrwalać chrześcijaństwo. 
Hinduizm stworzony jest w sposób umożliwiający mu utrwalenie hinduizmu.  
Utrwalanie instytucji jako kwestia osobista 
Komentarze te nie są zamierzone jako cyniczne czy negatywne jest to po prostu 
sposób w jaki instytucje są skonstruowane, tak samo jak samochody są tak 
zaprojektowane, aby jechać prosto, kiedy puścimy kierownicę. Instytucje są 
stworzone w sposób zapewniający im przetrwanie. Zwróćcie uwagę na to, jak 
połączenie ze sobą przekonań, wartości, norm i sankcji pomaga im w tym zadaniu.  
Oczywistą funkcją sankcji jest podtrzymywanie norm, z którymi są  

background image

związane. Skazywanie ludzi na karę więzienia za fałszerstwa wyborcze utrwala 
normę mówiącą o tym, że każdy ma prawo do jednego głosu w głosowaniu i że 
wszystkie głosy są równe. Wartość, jaką jest masowe uczestnictwo w 
podejmowaniu decyzji, utrwala odpowiadającą jej norma i na odwrót - norma 
utrwala wartość. Podobnie będzie, kiedy dodamy do tego równania przekonania. A 
zatem instytucje są układem zamkniętym, a jej elementy wspierają się nawzajem w 
sposób umożliwiający utrwalenie całego systemu w trakcie tego procesu.  
Jako że instytucje są układem zamkniętym, niemożliwe jest opowiadanie się za 
zmianami w obrębie ich systemowych ograniczeń. Tak więc, na przykład, jeżeli 
ludzie uważają, że król nimi rządzący jest wybrany przez Boga, to raczej nie będą 
usiłowali wprowadzić w ramach tegoż systemu praktyk demokratycznych, zresztą 
nie mogliby pogodzić swoich argumentów za demokracją z przekonaniem, że król 
jest wybrańcem bożym. Biolog Garrett Hardin powiedział niegdyś, że pierwszą 
regułą ekologii jest to, że "nie da się zmienić tylko jednej rzeczy" - to samo dotyczy 
instytucji.  
Utrwalanie instytucji jako kwestia osobista  
Sama logiczna ciągłość nie starcza, aby utrwalić instytucje, co widzieliśmy, 
przyglądając się instytucjom w praktyce. Paradygmat funkcjonalny pomoże nam 
zrozumieć, jak instytucje działają.  
W procesie socjalizacji uczymy się różnych elementów instytucji, w ramach których 
działamy, a także tego, że inni również podzielają te same przekonania, wartości i 
normy. Powiązane z normami sankcje są jedną z metod zapewnienia posłuszeństwa 
wyuczonym zasadom.  
Socjalizacja działa na bardzo subtelnym poziomie. Kiedy lata temu urodził się mój 
syn, bytem zaskoczony tym, że wiedziałem, jak być ojcem - mimo że nigdy nie 
uczestniczyłem w zajęciach przygotowujących do tego zadania. Oprócz innych 
obowiązków wiedziałem, że muszę  

background image

mu pokazać, co to znaczy być mężczyzną. A dokładniej - drogą przykładu - 
uczyłem go, jak sam ma być w przyszłości ojcem, wiedząc, że będzie musiał 
nauczyć swojego syna tego samego.  
Większość tego, co uważamy za oczywiste w społeczeństwie, jest utrwalane przez 
socjalizację w formie wzorców składających się na nasze instytucje społeczne.  
Internalizacja tych wzorców, czyli traktowanie ich jako części nas samych, może 
być czynnikiem jeszcze silniejszym. A zatem jeżeli zinternalizujemy pogląd, że 
życie seksualne małżonków powinno się ograniczyć jedynie do nich dwóch, to jest 
raczej mało prawdopodobne, że ową regułę złamiemy. A jeżeli zdarzy się ją komuś 
złamać, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że poczucie winy nie pozwoli danej 
osobie na powtórzenie tego czynu.  
Internalizacja nie ogranicza się do spraw "ważnych", ale obejmuje także rzeczy 
codzienne i zwyczajne. Wydaje mi się, że czulibyście się dziwnie, przejeżdżając na 
czerwonym świetle, nawet jeśli w okolicy nie byłoby żadnych innych samochodów 
(ani policji). Więcej, gdybyście byli w sytuacji rodem z powieści science fiction, w 
której wszyscy na ziemi giną i tylko wy przetrwaliście, prawdopodobnie 
jeździlibyście po prawej stronie jezdni i zatrzymywali się na czerwonych światłach, 
a sumienie nie dawałoby wam spokoju, gdybyście zatankowali bez płacenia.  
Mimo że jest to dosyć oczywiste, warto zauważyć, że w miarę jak ustanawiane są 
instytucje, jednostki zaczynają dbać w ich ramach o własne interesy. Jeżeli na 
przykład w miejscu pracy wprowadzimy zasadę polegającą na tym, że osoby z 
dłuższym stażem pracy są ważniejsze od tych, którzy zostali zatrudnieni względnie 
niedawno, to "starszyzna" prawdopodobnie będzie robiła wszystko, aby tą zasadę 
utrwalić. Co więcej, będą oni prawdopodobnie mieli więcej do powiedzenia w tej 
kwestii, bo przecież to oni tutaj dłużej pracują!  
Zastanówcie się przez chwilę, kto byłby za utrwaleniem następujących wzorów:  
Posady wykładowców akademickich są dożywotnie.  
Mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety.  
Studenci starszych lat dostają lepsze miejsca podczas rozgrywek uniwersyteckich 
niż studenci pierwszego roku.  
Lekarze leczą innych lekarzy i ich rodziny za darmo.  
Kobiety i dzieci opuszczają tonący statek jako pierwsi.  
Instytucjonalne powiązania  
Prawdopodobnie każdy zinstytucjonalizowany wzór, jaki jesteśmy w stanie 
wymyślić, jest źródłem nierówności, którą utrwalają osoby mające w tym swój 
osobisty interes.  
Nic nie zapewnia instytucjom takiej stabilności, jak jednostki, które po części się z 
nimi identyfikują. Widzieliśmy już, że sposób, w jaki inni nas odbierają, jest funkcją 
posiadanych przez nas statusów. Mieliśmy również okazję zobaczyć, jak silny 
wpływ mają one na nasze doświadczenie tego, kim naprawdę jesteśmy. Zajmowane 
przez nas statusy są nieodłącznie powiązane z instytucjami.  

background image

Załóżmy, że jesteś matką i że ten fakt jest najważniejszą częścią tego, kim jesteś. 
Twoje dzieci są dla ciebie najważniejszym dowodem twoich osiągnięć życiowych. 
Wyobraź sobie teraz, że pada propozycja, aby zamienić tradycyjny model rodziny 
na wzór izraelskiego kibucu, gdzie dzieci byłyby wychowywane raczej we 
wspólnych przedszkolach niż przez rodziców. Zapewne zdajecie sobie sprawę, jak 
bardzo poczulibyście się zagrożeni w takiej sytuacji. Stanęlibyście w obliczu 
groźby utraty nie tylko pewnego stylu życia, ale także podstawy tego, kim jesteście. 
Moglibyście się zresztą poczuć urażeni już samą wiedzą o tym, że w innych 
społeczeństwach dzieci są wychowywane przez wspólnoty. Przekonania odmienne 
od naszych własnych nieraz już były przyczynami krwawych krucjat.  
Tak więc kiedy lekarze opierają się zmianom w systemie opieki zdrowotnej, rządzi 
nimi coś więcej niż tylko chęć ochrony korzystnej dla nich sytuacji ekonomicznej. 
Takie zmiany zagrażają również ich poczuciu Ja. To samo dotyczy nauczycieli i 
szkolnictwa, polityków i rządu, pracowników i gospodarki. W takim stopniu, w 
jakim instytucjonalne zmiany mogłyby zburzyć czyjąś tożsamość, są one chronione 
przed zmianami. Zwróćcie uwagę, że społeczeństwo jest skonstruowane w sposób 
naturalnie łączący instytucje i tożsamość osobistą jednostek.  
Instytucjonalne powiązania  
Sankcje, internalizacja, własne interesy i tożsamość jednostek utrwalają instytucje, 
ale ich wzajemne powiązania również. Prawdopodobnie macie wrażenie, że do 
pewnego stopnia jest to prawda, ale być może nie doceniacie zakresu między 
instytucjonalnych zależności.  
Na początek przyjrzyjmy się szkolnictwu. Amerykańskie szkoły w znacznej mierze 
finansowanej z pieniędzy pochodzących z podatników.  

background image

Rodzice posyłają do nich swoje dzieci w wierze, że w przyszłości zostaną 
przykładnymi obywatelami, wydajnymi pracownikami, a póki co - że będą bardziej 
posłuszne. W szkole dzieci składają przysięgę na wierność sztandarowi, a jeszcze 
nie tak dawno temu odmawiały modlitwy. Ważniejsze święta o podłożu religijnym 
są dniami wolnymi od szkoły. Szkoły parafialne są jeszcze bardziej związane z 
religią.  
Organizacje religijne nie muszą płacić podatków, a darowizny na rzecz kościołów 
można odpisać od podatku. Co więcej, religia silnie opowiada się za tradycyjnym 
modelem rodziny, a znaczna część amerykańskich kościołów jest zaciekle 
antykomunistyczna i bardzo mocno wspiera kapitalistyczną gospodarkę.  
Rząd i gospodarka są prawdopodobnie bliżej z sobą powiązane niż jakiekolwiek 
inne instytucje. Naukowcy zresztą często mówią o "ekonomii politycznej". 
Rozporządzenia rządowe określają prawa i obowiązki gospodarki, która według 
swojej definicji jest "źródłem wszelkiego bogactwa" - w tym również dochodów 
rządu. Ujmując to w mniej abstrakcyjny sposób, firmy łożą pieniądze na sztaby 
wyborcze partii politycznych, a politycy, podejmując decyzje, kierują się czasami 
interesami pewnych firm albo gałęzi przemysłu.  
Mam nadzieję, że przykłady te zachęcą was do dalszego badania tego tematu. Jeżeli 
tak zrobicie, to będziecie zaskoczeni, do jakiego stopnia główne instytucje w 
naszym społeczeństwie są z sobą powiązane. Obserwując tę sytuację, nie 
powinniście być cyniczni, gdyż ich bliska współpraca niekoniecznie jest rzeczą złą. 
Można by nawet stwierdzić, że wiąże się z nią wiele zalet, jako że tego typu 
międzyinstytucjonalne powiązania zapewniają społeczeństwu stabilność. Na 
poziomie osobistym znaczy to, że możecie doświadczać swojego życia w 
społeczeństwie jako spójnego, znaczącego i bezpiecznego.  
Jednakże stabilność nie jest zawsze rzeczą dobrą. Między instytucjonalne 
zależności utrwalają nie tylko jego zalety, lecz również wady. Przykładowo, w 
historii Stanów Zjednoczonych oparta na niewolnictwie gospodarka stanów 
południowych była usankcjonowana i chroniona przez rząd - do tego stopnia, że 
nielegalne były jakiekolwiek próby uwalniania niewolników. Religia często 
usprawiedliwiała taki stan rzeczy, a szkoły socjalizowały kolejne pokolenia w 
sposób, który nakazywał im go akceptować,  
Tak więc stabilność sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła, Najważniejsza rzecz, 
jakiej mogliśmy się w tym rozdziale dowiedzieć, jest taka, że instytucje są 
skonstruowane tak, aby siebie utrwalać,  
Zmiany instytucjonalne  
Biorąc to pod uwagę, moglibyście się spytać, jak w takim razie możliwe są 
jakiekolwiek zmiany? To bardzo dobre pytanie, którym się teraz zajmiemy.  
Zmiany instytucjonalne  
Mimo to, co wcześniej stwierdziliśmy, instytucje ulegają zmianom. Zmiany w ich 
ramach są równie fundamentalne jak inne, które wychodzą im naprzeciw, dlatego 
też rozważmy niektóre ich przyczyny.  

background image

Skoro omówiliśmy już wzajemne wspieranie się różnych instytucji społecznych, 
pora zwrócić uwagę na to, że tak naprawdę nie jest ono nigdy doskonałe. Instytucje 
często znajdują się w stanie konfliktu. Przekonania i wartości jednych mogą 
zaprzeczać normom innych instytucji. Przykładów jest wieje. Oto kilka.  
Jakkolwiek byłoby w interesie rządu ściąganie jak największych podatków, 
spotkałoby się to z oporem przedsiębiorców i pracowników. Działalność instytucji 
naukowych często jest sprzeczna z nauczaniem kościoła. Przykładem może być 
Galileusz, który został zmuszony do odrzucenia swoich kopernikańskich przekonań 
co do tego, że układ słoneczny jest heliocentryczny. Podobnie kariera zawodowa 
może ingerować w zobowiązania względem rodziny, a rodzina może 
powstrzymywać lub hamować czyjś rozwój zawodowy.  
Ponieważ instytucje są tak blisko ze sobą powiązane, konflikty między nimi mogą 
powodować ich gruntowne zmiany. Na przykład rządowe działania przeciwko 
dyskryminacji ze względu na płeć (podejmowane na podstawie politycznej zasady 
równości) spowodowały zmiany w strukturze zatrudnienia kobiet, a w rezultacie 
także zmianę ról, jakie kobiety i mężczyźni pełnią w rodzinie, Wiele dzieci dorasta 
w rodzinach, gdzie matka robi karierę, w wyniku czego coraz więcej dziewczynek 
kładzie większy nacisk na wykształcenie. Tak więc zmiany w jednej instytucji 
rozszerzają się na inne.  
Niektóre zmiany w instytucjach spowodowane są wewnętrznymi konfliktami. 
Chociaż podkreśliłem wcześniej fakt, że przekonania, wartości i normy danej 
instytucji są z sobą zintegrowane, to jednak nie jest to integracja doskonała. 
Segregacja rasowa w kościołach w Stanach Zjednoczonych zawsze była w jakimś 
stopniu sprzeczna z chrześcijańskimi wartościami godności i miłości bliźniego. 
Konstytucyjna zasad mówiąca o rozdzielności państwa i kościoła jest sprzeczna z 
ulgami podatkowymi

background image

 
 
udzielonymi tej instytucji. Tego typu wewnętrzne spory stwarzają potrzebę zmian w 
instytucjach, chociaż nie oznacza to bynajmniej, że są one wprowadzane.  
Wcześniej mówiłem o osobistych interesach jako o sile utrwalającej instytucje, ale 
mogą one również wprowadzać zmiany. Jakkolwiek król może się opowiadać za 
monarchią ze zrozumiałych względów, poglądy jego poddanych mogą prowadzić 
ku demokratycznej rewolucji, tak samo jak biedni członkowie społeczeństwa 
kapitalistycznego mogą preferować inne systemy gospodarcze, chociaż ten 
odpowiada przedsiębiorcom.  
Zmiany środowiskowe, takie jak przyrost naturalny, głód, trzęsienia ziemi, 
powodzie czy zarazy także mogą powodować zmiany instytucjonalne. Podobnie 
wojny, kryzysy czy recesje. Kolejnym źródłem zmian mogą być wynalazki i 
odkrycia naukowe. Pomyślcie o wpływie telewizji na rodzinę, edukację, religię, 
rząd, gospodarkę i wszelkie inne instytucje społeczne.  
Wynalazkiem, który najsilniej odcisnął swoje piętno na dzisiejszym świecie, jest 
prawdopodobnie komputer. Zwróćcie uwagę na nagłówki gazet z początku lat 
dziewięćdziesiątych:  
Oprogramowanie komputerowe odmienia mate przedsiębiorstwa.  
Komputery zadomowiły się na uczelniach.  
Komputery w biurze zmieniają stosunki pracy.  
Elektroniczne dane powodują obawy.  
Czy komputery rozpuszczają pisarzy?  
Arkusz kalkulacyjny zadomowił się w biurze.  
Komputer zaakceptowany jako urządzenie literackie.  
Eksperci obawiają się, że użycie komputerów może zagrozić historii  
rządu.  
Wysyp czasopism komputerowych.  
Badania pokazują, że komputer może być urządzeniem rodzinnym.  
Praca na roli z komputerem.  
Policja używa komputerów do walki z prostytucją.  
Swoboda wypowiedzi komplikuje korzystanie z forów komputerowych.  
Komputery tajną bronią Reagana w kosmosie.  
Komputer wspiera rabinów w streszczaniu Talmudu.  
Komputer projektuje trasy narciarskie.  
Zemsta hakerów.  
Zmiany instytucjonalne  
Sowieci utrudniają dostęp do komputerów, aby zachować tajemnicę państwową  
Głosowanie za pomocą komputerów może ułatwić fałszerstwa wyborcze.  
Komputery zwalczają pożary lasów.  
Komputery pomagają w badaniu starożytnych artefaktów.  
Komputery otwierają nowe możliwości dla osób niepełnosprawnych.  

background image

Komputery pomocne w daktyloskopii.  
Drukarka laserowa może zamienić dom w drukarnię.  
Komputerowo wspomagane projektowanie wypiera przestarzałe metody.  
Zobaczyliśmy w ten sposób, na czym polega paradoksalna natura instytucji. Z 
jednej strony są one stworzone, aby przetrwać. Sankcje, internalizacja, własne 
interesy, tożsamość osobista i między instytucjonalna zależności działają na rzecz 
ich pełnego utrwalenia w takim stanie, w jakim są. Jeżeli zostalibyście zesłani na 
odległą planetę, aby utrwalić tamtejszy system społeczny, to najlepszym sposobem 
wykonania zadania byłoby właśnie wprowadzenie instytucji.  
Z drugiej strony zmiany społeczne są nie do uniknięcia - to ciągły, codzienny 
proces. Reguły społeczne są wiecznie poprawiane.  
Oto coś, co może was jeszcze bardziej zaskoczyć: to wy jesteście głównym 
czynnikiem zarówno utrwalania instytucji, jak i ich zmian. Codziennie ciężko 
pracujecie, aby podtrzymać normy społeczne: ubieracie się, zatrzymujecie się, aby 
przepuścić pieszych na skrzyżowaniu, nie sprzedajecie tajemnic terrorystom ani nie 
uprawiacie seksu z jeżami. Jednocześnie jesteście czynnikami zmian za każdym 
razem, kiedy przechadzacie się nago po ulicy czy przejeżdżacie przechodnia, nie 
mówiąc już o każdym przekroczeniu prędkości, rozmowie w kinie, polewaniu hot 
doga majonezem albo o przypadkach, kiedy miło się wyrażacie o profesorze 
socjologii. Z punktu widzenia instytucji jesteście zarazem najwierniejszymi 
patriotami i zdrajcami.  
Nie da się przecenić wpływu instytucji na nasze życie, niezależnie ud tego, czy 
żyjecie w zgodzie z ich ustaleniami, czy przeciw nim. Więcej na ten temat 
znajdziecie w następnym rozdziale, gdzie zbierzemy części składowe 
społeczeństwa w całość.