background image

Piotr Kalinowski

Co pisał

DZIENNIK 

GÓRNO SZLĄZKI 

o okolicy Woźnik

w latach 1848 – 1849

Woźniki 2011

background image

Biblioteczka  Wiedzy  o Mieście  i Gminie  Woźniki

Wydano  staraniem

Alojzego  Cichow skiego

Burmistrza  Woźnik

ISBN 978-83-62995-22-6

2

background image

Słowem wstępu.

Dziennik   Górnośląski   (Górno   Szlązki)   był   jedną   z   pierwszych 

polskojęzycznych   gazet   na   Górnym  Śląsku.   Czasopismo   to   zostało   założone 
przez   Wielkopolan   i   początkowo   zawierało   jedynie   przedruki   artykułów 
zamieszczanych   w   gazetach   wielkopolskich.   Po   pojawieniu   się   tego   pisma 
w   okresie   Wiosny   Ludów   pojawiły   się   pod   jego   adresem   zarzuty 
o wprowadzanie języka polskiego do gazet, ale redakcja wyjaśniła, że nigdzie 
nie znalazła żadnych ksiąg drukowanych w języku śląskim, zatem pozostanie 
przy   języku   najbardziej   podobnym   brzmieniowo,   czyli   polskim.   Charakter 
pisma   zmienił   się   dość   znacznie   po   rozpoczęciu   współpracy   z   Dziennikiem 
przez   Józefa   Lompę,   nauczyciela   z   Lubszy.   Zaczęły   się   w   nim   ukazywać 
informację z życia Regencji Opolskiej, artykuły historyczne oraz zbiory legend. 
Czasopismo to przestało się ukazywać w roku 1849. 

Materiały do niniejszej publikacji zostały zebrane w 2001 roku w ramach 

większej   akcji   przeglądu   górnoślaskich   gazet   w   celu   wyłapania   ciekawostek 
i   korespondencji   z   terenu   obecnej   gminy   Woźniki.   Przez   dłuższy   czas 
znajdowały   się   w   maszynopisie   oraz   w   postaci   pliku   w   moim   komputerze, 
a dostęp do nich miała jedynie wąska grupa ludzi. Obecnie, dzięki życzliwości 
władz Gminy Woźniki, a szczególnie Pana Burmistrza Alojzego Cichowskiego, 
efekty poszukiwań zostają udostępnione szerszemu gronu czytelników.

W niniejszej pracy oprócz wiadomości z okolicy Woźnik postanowiłem 

również   zamieścić   wybrane   artykuły   Józefa   Lompy,   związanego   swoją 
działalnością i życiem z terenami naszej gminy.

Woźniki, sierpień 2011

Piotr Kalinowski

3

background image

Rok 1848

Pierwszy   artykuł   pióra   Józefa   Lompy   zamieszczono   w   Dzienniku 

Górnośląskim w Nr 16, 17, 18 i 19.

Krótka historia górnictwa w okolicy Bytomia.

Podług Bandkiego (Dzieje Królestwa Polskiego Tom I str 354) "Kwitnęło 

już w wieku trzynastym i górnictwo w Polsce, co widać z nadania krzyżaków dla 
miasta   Chełmna   r   1233,   gdzie   ten   warunek,   aby   złote   gory

1

  jak   Szląsku, 

a   srebrne,   jak   w   Freyburgu   (w   Saxonii)   były   urządzane,   jeżeliby   się   jakie 
otworzyły. A tak więc, chociaż szladu nie mamy, żeby w tedy w Olkuszu lub na 
Tatrach   (górach   pomiędzy   Śląskiem   i   Węgrami)   jak   w   XVI   wieku   kruszce  
kopano,   jednak   zroby   i   hałda   pod   Tarnowskiemi   Górami   znajdujące   się  
w Śląsku pobliskim dowodzą, że i tam było zdawna znane górnictwo. Pod Złotą 
górą   (Goldbergiem

2

)   zaś   wieś   Kopacz   zachowuje   dotąd   pamiątkę   górników 

polskich.  Soli dostarczała  Wieliczka  od niepamiętnych czasów  (Naruszewicz, 
Historya Narodu Polskiego IV 262 i 282) a w górnym Śląsku są o kopalniach  
ślady   historyczne   z   wieku   XIII,   w   dolnym   Śląsku   zaś   jeszcze   wyższéj  
i   niepamiętnéj   zasięgają   epoki.   Są   niektórzy,   co   ich   do   przedsłowiańskich 
odnoszą czasów, co także być mogło.

Podług   podań   historycznych   powstało   miasto   Goldberg   w   dwunastym 

wieku   przez   osadników   górniczych,   szczególnie   złoto   wydobywających;   roku 
1201 było to miejsce w przywileju jego Złotem nazwane. Roku 1212 miało się  
tam   co   tydzień   150   funtów   złota   wydobywać.   W  roku   1241   wynosiła   liczba  
górników tamtéjszych mających uczestnictwo w nieszczęśliwéj bitwie przeciw 
Tatarom, inaczéj Mongutami

3

  zwanych, na dobrem polu Wahlstt

4

  pod Lignicą 

600, którzy tam polegli a resztą do Azyi zaprowadzeni byli, tak że i w Syberyi 
potómków ich górnictwem się trudniących znaleziono.

Pierwsza epoka górnictwa w Bytomiu.

Górnictwo miasta i okolicy Bytomia zaczęło się na końcu dwunastego  

wieku   i   było   nader   żwawo   w   śrebrze   i   kruszczu   ołowianym   utrzymywane: 
albowiem   w   r   1230   przyzałożeniu   probostwa   było   miasto   murem   opasane  
i nadano mu prawo niemieckie, czyli Magdeburskie.

Roku 1356 dostał się Bytom pod rząd Czeski. Przez tę zmianę stali się 

obywatele majętnémi, budowali więc nowe domy i poprawiali stare. Wtedy to  
żądali   księża   i   od   śrebra   dziesięciny.   Ponieważ   już   przeszło   jeden   rok 
nabożeństwa nieodprawiali, że nawet i kościół zamkniony stał, opuściło wielu 
górników   Bytom,   udających   się   na   inne   kwatery   albo   pola.   Zajątrzyło   to  
mieszczaństwo   przeciwko   duchowieństwu,   zaszło   więc   zapytanie:   czyli 

1

 Kopalnie.

2

 Złotoryja, miasto na Dolnym Śląsku.

3

 Mongołowie

4

 Wahlstatt

4

background image

nabożeństwo   jak   dawniéj   trzymane   będzie?   Gdy   zaś   odpowiedź   dawna  
nastąpiła: że jeżeli z ołowiu i śrebra, równie jak z urodzajów polnych, dziesiątek  
dawany będzie, kościół natychmiast ma bydź otworzony. Oburzyło to Magistrat, 
który górnikom nakazał, ażeby kościół otwarli i księży po dobroci lub gwałtem  
do ich obowiązków skłonili. Gdy zaś to ani owo skutkować niechciało, uniósł się 
gmin gniewem tak dalece, że dwóch księży w stawie świętéj Małgorzaty utopił. 
To zdarzenie wzbudziło wielkie zgorszenie w cełéj gminie i niedługo też trwało,  
że   Papież   Nuncyusza   swego   z   Rzymu   wysłał,   który   na   panującego   krajem

(niezawodnie   książęcia   pod   zwierzchnictwem   Czeskim)   i   na   wszystkie 
stowarzyszenia górnicze klątwę rzucił i kościoły cełéj okolicy pozamykał, co do 
70 lat trwało. Od tego czasu podupadło górnictwo znacznie, ponieważ większa  
część górników w inne się okolice przeniósła, do tego przyłączyły się ogniowe 
pożary w mieście; kunszta konne były zaniedbane i częścią całkiem ustały.

Z przyczyny, że górnicy dla nabożeństwa daleko chodzić musieli, opuścili  

miasto i górnictwo zgoła całe ustało, a co się jeszcze w tem względzie działo to 
nieznacznym było, że ani żadnej wzmianki nie zasługuje, bo już wtedy niewiele 
zysku   przynosiło   i   w   roku   1769   zupełnie   ustało,   zwłaszcza,   że   się   górnicy  
w   okolice   Tarnowic   udali   i   tam   górnictwo   do   wyższego   stopnia   podnieśli. 
Kwatera (rewier) górnictwa Bytomskiego nieograniczała się tylko na samych 
gruntach miejskich, lecz też do niéj jeszcze i inne kwatery należały: mianowicie: 
Miechowice, Bobrek,  Śrebrna  góra i Szarlej, które już od roku 1288 wielce 
słynęły, jako się to z przedstawienia na dniu 10 Października r 1548 wydaje,  
opiewającego że w dawniejszych czasach góry owe w ołów i śrebro znacznie  
obfitowały.

Co do górnictwa na Górach Tarnowskich, wspomnieć tu należy, że kmieć  

Rybka (bez wątpienia ze wsi Starych Tarnowic) r 1512 bryłę kruszczu wyorał 
i odtąd się na Górach Tarnowskich górnicy osiedlali, budy, czyli domki małe 
tam sobie obok świeżych szybów stawiając, poczém ta osada, z nikczemnych  
i   nieregularnie   ustawionych   chałupek,   na   miasto   wyrosłszy,   już   r   1526   na 
miasto wolne górnicze wyniesioną została.

Druga epoka górnictwa w wolnéj włości Bytomskiéj od roku 1521.

Upadek   górnictwa   Bytomskiego   stał   się   powodem   do   ogłoszenia 

ustanowionej wolności górniczéj przez książęcia Jana na Opolu i Margrabię 
Brandenburskiego, w poniedziałek po czwartéj niedzieli wielkanocnéj r 1526, 
ażeby   ochotników   do   wydobywania   kruszczów   zachęcić   i   stan   wyżywnienia 
około   Bytomia   na   wyższy   szczebel   podźwignąć,   niemniéj   téż   i   górników   na 
Suchej górze i Szarlej pracujących, w okolicę Gór Tarnowskich przynęcić, gdzie  
się   kruszec   nie   głęboko   znajdował.   Ponieważ   już   Jędrzéj   Bestag   z   kilką 
towarzystwami   z   Bytomia   na   Góry   przeprowadził,   przyjęto   ich   tam   mile, 
wszakże Bytom został wyludniony.

Bez wątpienia istniało już dawniéj górnictwo w okolicy Tarnowic, gdyż 

tam   300   starych   hałdów   (czyli   kup   ziemi,   z   głębi   przy   wydobywaniu,   albo 

5

 Konrad, książę oleśnicki.

5

background image

poszukiwaniu   kruszczów   wybranéj)   znaleziono,   odkąd   jednak   swój   początek 
wzięło i kiedy ustało, o tem schodzi na piśmiennych i ustnych podaniach, sięga 
więc   do   niepamiętnych   czasów.   Dlatego   wywodzi   się   początek   właściwego 
górnictwa   tutejszego   od   r   1528,   w   którym   Jan,   Książę   Opolski,   z   Piotrem 
Wrochem, dziedzicem owoczesnym wsi Tarnowic, na którego gruntach kruszcze  
znaleziono, r 1528 pierwszą ustawę górniczą ułożył, mocą któréj sobie ze zysku 
dziesiąte niecki ołowiu zabespieczył.

Po   zgonie   księcia   Opolskiego   otrzymał   włość   Bytomską   w   zastawie 

Margrabia Jerzy na Brandenburgu. Nim jeszcze Margrabia posiadłość objął, 
podejmował   się   już   z   największą   starannością   górnictwa,   co   list   jego   do  
Leonarda de Gondorfa zaręcza, zalecający temuż, ażeby od r 1531 aż do 1532 
więcéj górników zaciągnął i kunszla koło Gór (Tarnowskich) z kopalniami do 
lepszego stanowiska przyprowadził. Wystawiono więc większe i lepsze machiny, 
a to stósownie z wolą Pana, świętéj pamięci godnego, r 1532, płuczki i huty, 
sprzedano także do Czech kilka tysięcy niecek ołowiu, śrebro w sobie mającego.

Gdy   się   obok   górnictwa   na   Górach   byt   dobry   podnosił,   wystawił  

Magistrat miejscowy r 1531 pierwszy kościół tamtejszy, z drzewa, którego tam 
na   ów   czas   jeszcze   dostatkiem   było,   albowiem   według   podania   ludu,   na 
przyciesi   kościoła   w   Niemieckich   Piekarach

6

  (roku   1816   w   ścianach   i   pod 

sklepieniem   za   staraniem   Przewielebnego   Xiędza   Jego   Mości   Pana   Fiecka, 
książęco - Biskupiego komissarza i Dziekana a oraz proboszcza miejscowego 
z dobro wolnych ofiar nowo - wystawionéj wspaniałéj Świątyni, rozebranego 
i wyniesionego) dęby tam miały być brane, gdzie po dziś dzień nowy rynek jest, 
niegdyś wołowym targowiskiem zwany.

Tęgie prądy wód podziemnych hamowały czasem najlepsze usiłowania. 

Roku 1537 powstało osobne kunsztowe towarzystwo, mające na celu za mierną 
opłatą roboty podziemne od wód ochraniać, co jednak długiego bytu nie miało, 
ponieważ się dla wód potężniejszych wydatki codzienne powiększały, tak że się 
wiele towarzystw odłączyło.

 Niemieckie Piekary wieś o pół mili od Bytomia, półtory od Gór Tarnowskich, na tysiąc kroków od rzéki Brynice, 
oddzielającej Polskę - będącéj pod Panowaniem Rossyi - od Górnego Śląska, niegdyś do Polski należącego.  
Miejsce to, a zwłaszcza nazwa jego pochodzi od niemieckich, z Saksonii przybyłych piekarzy, którzy się tu 
osadzili i dla górników całéj okolicy chleb wypiekali. Podług pewnego piśmiennego podania wystawiono tu na  
cześć Ś. Bartłomieja r 1303 kościół z drzewa świerkowego, a w nim ołtarz poboczny na cześć najświętszéj Panny  
Maryi. Obraz w tem ołtarzu, przedstawiający Bogarodzicielkę z dzieciątkiem Jezus, był na tablicy   z drzewa 
lipowego,   na   dwa   łokcie   szerokiéj   i   blisko   tak   długiéj,   malowany   i   był   dla   powabnego   wdzięku   jego   od  
pobożnych czcicieli pobłogosławionéj Królowéj nieba i ziemi często odwiedzany. Gdy zaś wielu z tychże, za  
cudowną pomocą Boga, którzy przed tem obrazem do niego modły swoje wznosili i o przyczynienie się za nimi  
do nipokalanéj Bogarodzicielki  wzdychali, pomocy  doznawali, był obraz do wielkiego ołtarza przeniesiony. 
Ponieważ się w owych poruszonych czasach, tak nazwanej reformacyi - to jest poprawy - pobożni pielgrzymi  
(pątnicy) do cudownego obrazu mnożyli, zaniósł owoczesny fararz miejscowy Jakób Boczkowski, do władzy  
duchownéj prośbę ażeby publiczne nabożeństwo przed temże obrazem i uczczenie jego dozwolone i stwierdzone  
było. Atoli władza duchowna uznała za rzecz do okoliczności czasowych stosowniejszą, żeby obraz raczej przed  
oczyma ludu wiernego ukrytym i w zakrystyi zachowanym został. Stało się tak, ale lud wzdychał głośno i pragnął  
oglądać święty obraz, który zaś na miejsce jego do wielkiego ołtarza wystawiono. 
(Przypisek Józefa Lompy)

6

 Dziś Piekary Śląskie.

6

background image

Nie   odstraszyło   ani   niewstrzymało   to   Margrabie   w   jego   stałych 

zamiarach i niezmordowanych usiłowaniach, owszem dał on dla podniesienia  
górnictwa r 1542 z Frankonii 100 koni sprowadzić, które kosztem jego kieraty  
w ruchu utrzymywać musiały.

Ażeby utwór ten tem dzielniéj wspierać, ogłoszono r 1544 szczegółowy 

porządek  sztolni, a dwa lata poźniéj przybył  sam Margrabia Jerzy  na Góry 
tarnowskie, dla uczynienia niektórych potrzebnych rozporządzeń. W roku 1556 
zaczęto glejtę przedawać. Z drugiéj zaś strony zadał ciężki mór wielką klęskę 
górnictwu, w którym to czasie wiele się górników rozbiégło.

Od początku górnictwa na Górach był rok 1559 najbardziej kwitnącym  

dla   niego,   albowiem   w   biegu   jego   po   wszystkich   kwaterach   2528   nowych 
szybów   świdrowano,   którego   poszukiwania   skutkiem   najpomyślniejszym 
uwieńczone zostały.

Roku 1561 przybył Margrabia powtórnie na Góry, gdzie miastu przywilej 

względem miejskiéj pieczęci udzielił.

W Roku 1563 wyrobiono Sztolnię Ś. Jakóba isztolnię Krakowską, aby się 

obejść całe bez kieratów (to jest machin wyciągających wodę z kopalni) coraz  
bardziéj słabniejących. Ponieważ w górnictwie niespodziane wypadki często się 
zdarzają, więc też i Góry Tarnowskie takowych odmian po kilka razy doznały. 
Dnia   2   Lutego   r   1565   uczynił   rząd   tarnowski   doniesienie,   że   sprzedawanie  
śrebra w państwie Cesarsko - niemieckiem (Austrayackiem) zakazano, dla czego  
handel ustał. Wszedł więc książę w ugodę i szło zaś wszystko dawnym szykiem.

Zadawały jednak jeszcze w tem czasie wody podziemne wiele trudności, 

a 17 Czerwca 1573 zapadnął kierot przy sztolni Ś. Jakóba z ludźmi i koniami, 
dzień   zaś   następujący   po   tak   smutnym   zdarzeniu   był   nader   pocieszającym, 
albowiem po dziesięcioletniéj pracy w sztolni na pokład kruszczowy trafiono. 
Odtąd   pracowano   wciąż   zwiększą   wytrwałością,   do   czego   sztolnia 
w dobytkowaniu kruszczów nadzwyczajnie dopomagała. Niepotrzebna już wtedy 
było tyle koni, których do 700 utrzymywano.

Aż do schyłku 16 wieku udawały się roboty tutejsze dość pomyślnie, lecz 

roku 1593 musiała być sztolnia Ś. Jakóba na 40 sążni odkrytą, z przyczyny, że 
w   górach   pływających   dalsze   postępy   niepodobnemi   się   stały,   a   mimo   tego  
potrzeba jeszcze na kilku miejscach utrzymywania kilku set koni wymagała, dla 
czego téż towarzystwa związkowe: Wrocławskie i Krakowskie odstąpiły.

W roku 1608 był Margrabia ostatni raz w Górach Tarnowskich. W roku 

1784 było jeszcze kilka dosyć żyznych szybów, należących hrabiom Tormonent 
i hrabi Henkel z Donnersmark na Świeklinie (czyli Naidek) również i hrabiemu 
Sóbkowi na Koszęcinie, z których ostatni dwór świetny a nawet i teatr tamże 
utrzymywał.

Trzecia epoka górnictwa w wolnéj włości Bytomskiéj od r 1755 aż do 1779

Od   siedmiu   lat   było   już   górnictwo   całe   zaniedbane   aże   r   1762 

mieszczanin Górski, nazwiskiem Jakób Kremski, dając studnię kopać, w niéj 
kruszcze   znalazł.   To   zdarzenie   skłoniło   owoczesnego   poborcę   powiatowego 

7

background image

Szolca,   do   ustanowienia   związku,   czyli   towarzystwa   w   celu   wskrzeszenia 
górnictwa. Uczynił on sprawozdanie do kamory królewskiéj na dnia 26 Czerwca  
r   1762   prosząc   o   paszporty   dla   górników   z   Saxonii   i   o   zniżenie   dziesięciu 
kruszczowych.

Paszporty były udzielone, a zamiast zwolnienia dziesięcin, była wszelka  

pomoc   przyrzeczona.   Nieomieszkał   rząd   królewski   wtem   względzie   usilnych 
swych  starań dokładać, i onych zasiłkami pieniężnemi wspierać.  W Sierpniu 
r   1764   przywieziono   podwodami   (forszpanem)   siedmiu   obcych   górników 
z   Naumburgu   nad   Bobrem   na   Góry   Tarnowskie   i   rozpoczęto   pod   zarządem  
mistrza górniczego, w służbie hrabi Henkla stojącego, nazwiskiem Leszera.

Podług raportu z dnia 14 Listopada tegóż roku, zdołały dwie pompy wody 

dostatecznie hamować i prace podziemne ułatwić. Zawiązało się wtedy 33 osób 
do Gewerku (społeczeństwa - czyli stowarzyszenia) po 18 talarów, czyli razem 
594 talarow na opędzenie wydatków ofiarujących. Mistrz górniczy chciał kunszt 
konny wystawić, wzłaszcza że się wody silnie wzbierały, na co jednak członki 
towarzystwa nie zezwoliły.

Przyszło   więc   do   tego,   ze   podług   raportu   Magistratu   na   Górach 

Tarnowskich z dnia 4 Czerwca 1765, górnictwo tamtejsze zupełnie ustało bo 
wód podziemnych zatrzymać nie można było. Towarzystwo górnicze utraciło na  
ten   sposób   w   krótkim   czasie   blisko   tysiąc   talarów.   Ostatnią   próbę   uczynił 
Nadsztygar   (Nadwstępnik)   Beniamin   Szolla,   który   towarzystwo   na   sztolnię 
głęboką w bliskości wsi Tarnowic ustanowił, atoli ledwie co się robota zaczęła, 
pokłóciwszy   się   z   pewnym   człowiekiem,   którego   zabił,   musiał   uciekać   i   tak 
sztolnia opuszczona została.

Czwarta epoka górnictwa w państwie Bytomskiem.

Zaczyna się od r 1783 pod rządem Pruskim. Za szczególnym staraniem 

Ministra de Geinitz, i przez 50 górników otwarty został szyb iminiem Rudolfiny 
dnia 16 Lipca 1784, gdzie znowu po pierwszy raz ołów znaleziono. Zdarzenie to 
było   tak   radosnem   nie   tylko   dla   górników   lecz   i   dla   obywateli   miasta,   że 
corocznie w pierwszą niedzielę po temże dniu w kościele farnym na Górach, 
uroczyście obchodzone bywa. Na oznaczenie tego szybu wysypano tam hałdę, 
czyli pomnik z ziemi, z chodnikiem ślimakowatym, 36 stóp wysokim.

Obecnie   należą   pod   administracyą   królewską:   1.   Góra   Fryderyka, 

obejmująca kwatery Suchej Góry i Bobrownik  w ołów żyzna,  a w tłuczkach  
i   płuczkach   jéj   do   dwudziestu   siedm   cetnarów   kruszczu   wszelkiego   gatunku 
dostarczająca. 2. Śrebrnica, o trzy ćwierci mili od Gór Tarnowskich oddalona, 
gdzie średnią wagą biorąc rocznie do 1000 - a czasem do 1400 grzywien śrebra  
dobrego   i   7   aż   do   8   tysięcy   cetnarów   ołowiu   i   6   aż   do   8   cetnarów   glejty 
wyrabiają.

W bliskości Gór Tarnowskich znajduje się przeszło 36 cynkowni. W roku 

1810 ciągniono z 78 szybów górno - śląskich  węgle kamienne. Wartośćrudy 
żelaznéj   na   sprzedaż   idącéj   wynosi   rocznie   w   okolicy   Gór   Tarnowskich   do 
czterdziestu tysięcy talarów. Chociaż bowiem i na innych miejscach górno - 

8

background image

śląskich   ruda   się   znajduje,   zwykle   kamienką   zwana,   atoli   nie   jest   już   tak 
wyśmienitą jako ruda Górska. Z pierwszéj byłoby żelazo bardzo kruche. Takowa 
kamionka musi być koniecznie z rudą Górską mieszana. Kopalnie kamieonki są 
w   Nagodowicach   i   przy   Maciejowie   pomiędzy   Kluzborkiem   i   Byczyną;   na  
gruntach włości Sternalic i Bodzanowic w powiecie Oleskim, w Kochanowicach  
i w Boronowie, w powiecie Lublinieckim i w innych miejscach.

W   wszystkich   miejscach   obwodu   urzędu   górniczego   Górnośląskiego 

oprócz   kopalni   na   rudę   i   hut   cynkowych   było   roku   1840   5985   górników  
i hutników, tak że się z ich familiami 16187 ludzi bezpośrednio z górnictwa, 
zwłaszcza  zyskiem  z góry fryderyka  wynikającego żywiło, nie licząc do nich 
jeszcze   sztukmistrzów,   rzemieślników   i   furmanów.   Z   kassy   głównéj 
stowarzyszenia   górniczego,   po   niemiecku   knappschafts   -   kasse,   pobierało 
emeryturę,   albo   dożywotnią   pensyą   190   górników   i   hutników,   534   wdów 
górniczych i hutniczych. 741 dzieci obojéj płci, aż do 14 stego roku, ogółem 
1474 osób. Pieczołowitość taka o potrzebujących pomocy, jest nader chwalebną 
i   zasadą   wiary   chrześciańskiej   odpowiadającą,   przeto   też   każdy   robotnik 
powinien   chętnie   mały   datek   ze   zarobku   swojego   odkładać,   który   się   jemu 
w starości i dla członków familii jego najlepszym plonem opłaca.

W Polsce było już r 1671 uchalenie przez górników składki po groszu od 

złotego   z   zarobku   ich   nieszczęśliwe   wypadki   i   wsparcie   wdów   i   sierot,  
potwierdzone. To i ustanowienie kappschft kasse Śląskiéj dowodzi dostatecznie 
o   przezorności   dawnych   i   teraźniejszych   górników   i   jest   zaiste   pięknym  
zabytkiem dobromyślnych urządzeń owych wieków i przodków naszych.

Oprócz   nadmienionéj   pensyi   miała   młodzież   górników   i   hutników,   do 

nauki   szkolnéj   należąca,   w   liczbie   2115   bezpłatną   naukę   w   szkołach  
początkowych   a   przytem   i   materyały   ku   temu   potrzebne.   Chociaż   więc 
w   Bytomiu   i   jego   okolicy,   w   czasach   teraźniejszych   śrebrnych   kolebek   ani 
podnóżków nie leją, ani ich w używaniu nie mają, nie schodzi przecież nikomu 
na   sposobności   do   zarobku   i   użytkowania   z   plonu,   jaki   w   tych   okolicach  
górnictwo wydaje, a zwłaszcza dla owych, którzy sił swoich do pracy chętnie 
przykładać zwykli, albowiem im pracowitość, mierność i pobożność, za złote 
góry obstoją.

J. Lompa

W   Nr   18   zamieszczono   korespondencję   Józefa   Lompy   w   sprawie 

działalności Dziennika Górnośląskiego.

Redekcya   Dziennika   Górnośląskiego   odebrała   list,   od   jednego   ze 

szanownych nauczycieli téj prowincyi. Będąc upoważnioną do ogłoszenia go 
drukiem, udziela takowy szanownéj publiczności. Brzmi on jak następuje.

Szanowny Redaktorze!

Najprzód zasyłam dzięki za nadesłanie mi Dziennika Górno - śląskiego. 

Ciesząc się niewymownie że choć to jedyne pismo polskie w Śląsku wychodzi, 

9

background image

życzę mu jak najpomyślniejszego powodzenia. Jest ono bardziéj niż potrzebne 
w prowincyi naszéj, dla tego użyteczności jego dowodzić byłoby zbyteczném.  
Więcéj zatem zwracam moje uwagi co do samego pisma, a zanim będę miał 
sposobność   osobistego   poznania   się   z   Szanownym   Redaktorem,   co   wkrótce 
nastąpi, udzielam kilka moich uwag, które chciéj przyjąć Szanowny Redaktorze 
jak od ziomka szczerze pragnącego oświaty naszego ludu.

Najprzód uważam potrzebę większej ilości objaśnień podobnych jak na str 

16 "Lazaroni" ażeby pismo to ile możności uczynić wyrozumiałem włościanom 
naszym. Lud nasz musimy obznajomić z rzeczami dotychczas mu nieznajomymi, 
on dotąd tylko o kartoflach, rudzie itp. gwarzyć potrafił, nawet tego z trudnością 
się   dorozumie   co   znaczy   "zawieszenie   broni".   Chcąc   pismo   to   uczynić 
rzeczywiście użytecznem ludowi naszemu, musimy mu pokarm drobić, aby go 
łatwiéj strawić zdołał.

Język   w   dzienniku   uznaje   za   czysto   polski   terażniéjszy,   wypada   nam 

jednak do niejakiego czasu mieć wzgląd na wyrazy górno - śląskie, chociaż  
prowincyonalizmów unikać powinniśmy. W nawiasach więc należałoby wyrazy 
z obcego języka wzięte, a nawet i swojskie, ilekroć obawa wskaże, że mowy 
dzisiejéj   Ślązak   nie   zrozumi.   Nadewszystko   używać   należy   wyrazów   polski 
żródłosłów mających, bo takie wyrazy chociaż nowe, zastanowiwszy się łatwo 
zrozumieć będzie można.

Przypominaj   panie   ziomkom   Twoim   i   moim   że   będąc   Prusakami,   są 

zarazem Polakami i Słowianami, że powinni się obznajomić z literaturą narodu,  
którego cząstkę stanowią, że powinni kształcić i gładzić swój język macierzysty.  
Dla tego trzeba w dzienniku podawać wiadomości historyczne Śląska, o jego 
przeszłości   i   teraźniejszości,   wszakże   ludzie   nasi   (niemieckich   dzieł   w   tym 
rodzaju pisanych nie biorę tu na uwagę) nie mają wiadomości o życiu swych 
przodków. Trzeba im więc wystawić takie dzieje, bo dotąd nie mogą powiedzieć 
ze   wspaniałym   naszym   poetą   Arcybiskupem   i   Prymasem   Polski   Woroniczem 
"Nieogarniony światem ojców naszych Boże!". 

Niech   więc   Ślązak   narodowość   swą   lubiący   pozna   ojców   swoich,   ich 

czyny, ich obyczaje. Niech mu je dziennik nasz opowiada, niech się on stawi 
jako nieprzytomny

7

 przez czas długi w swoim kraju. Powróciwszy do rodzinnéj 

ziemi (na mocy wolności druku) niech pielgrzymuje po całym śląsku i opowiada 
ludowi jego co tylko wie o nim, nieopuszczając wiadomości o niegdyś wielkiéj 
i sławnéj, a dziś tak nieszczęśliwéj Polsce, która jest matką Śląska. Wszystko co  
tylko wie niech po prostu i rozumnie wypowie o téj polsce, cząstce wielkiego 
Sławian   plemieniai   o   Śląsku   cząstce   téj   cząstki,   np.   jak   i   kiedy   religia 
chrześciańska   dostała   się   do   Śląska,   jaki   był   rząd,   miasta   które   i   dlaczego 
zniemczały,   klasztory,   wsie,   dwory,   gospodarstwo,   przemysł,   zwyczaje   ludu, 
piosnki   itp.   Niech   nie   zaniedba   wykazania   niegodziwości   szrodków   jakich 
używano aby język polski zatracić a lud z jego narodowości wyzuć itd. Niech  
ślązak wie że ojczyzna jego jest nie tylko ziemią na któréj się urodził, niech wie 

7

 Z czeskiego nepřitoměn - nieobecny.

10

background image

że do tego należy cała wielka jéj przeszłość, że duchem jest złączony z kośćmi 
i prochami pradziadów swoich, których wielkości i sława w spuściźnie mu się 
dostały.   Niech   pozna   tę   spuściznę   ten   skarb   nieoceniony,   to   piętno   Bóstwa  
w nim wyryte, a w tedy dumny z niéj pokocha swą ojczyznę tak gorącą miłością, 
jak kocha syn prawy dobrą lecz nieszczęśliwą Matkę. Za pomocą Bożą ocucimy 
się    z długiego letargu naszego i do oświaty dążyć będziemy.

Niech   Wszechmogący   zleje   na   Pana   wszelkie   swe   łaski,   i   pomaga   Ci 

w   chwalebnym   zamiarze,   ażebyś   wytrwał   w   cierpliwości,   i   pracował   jak 
najdłużéj   dla   dobra   ludu   naszego.   Tego   Ci   z   serca   życzy   i   całemi   siłami  
dopomagać będzie Twój przyjaciel. 

J. Lompa

W   Nr   29   Dziennika   zamieszczono   apel   Józefa   Lompy   w   sprawie 

utworzenia Towarzystwa Pracujących dla Ludu Górnośląskiego.

Bytom   dnia   10   Września   48   r.   Otrzymaliśmy   właśnie   wezwanie   od 

Nauczyciela  Wnego  Lompy,  do  przyjaciół  piśmiennictwa   polskiego  dla ludu. 
Spodziewamy   się,   że   tak   Krakowianie   jak  i   Poznańczycy   za   miły   obowiązek  
poczytywać   sobie   będą   przysłużyć   się   tak   świętéj   sprawie   wskrzeszenia 
odradzającéj   się   narodowości   polkiéj   w   Szląsku   naszym.   I   z   pomocą   swoją  
niezawodnie stowarzyszeniu Nauczycieli naszych pośpieszą, upraszamy przytem 
Redakcyj pism polskich aby o niniejszem wezwaniu wzmiankę uczyniły.

Wezwanie do przyjaciół literatury dla ludu.

Kiedy już na mocy najwyższego prawa z dnia 17 Marca rb mocne pęta 

cenzury  skruszone są - kiedy prassy drukarskie wolniejszego  ruchu nabyły - 
kiedy   już   redaktorowie   pism   czasowych,   do   ich   wydawania   dozwoleń 
zwierzchności nie potrzebują, których poniekąd dopiąć trudno było, zwłaszcza 
gdzie o to chodziło, aby lud po polsku mówiący pismami stosownymi w języku 
ich ojczystym wynauczać i oświecać, albowiem tylko podług jednostajnéj zasady 
postępowano, że wszystko na raz musi być zniemczone - toby już obecnie wielki 
czas był, starać się o pokarm duchowy dla polskich współziomków naszych.

Nie wypada tu dopiero wywodzić potrzeby téjże staranności, albowiem się 

każdy prawdziwy przyjaciel ludu przekona, że jest obowiązkiem każdego dbać 
o to ażeby lud nasz w tem względzie zaniedbały, wydźwignionym był. Już to  
przed czterma laty pewien katolicki pasterz duchowny, który się z miłości ku 
ziomkom swoim, mowy polskiéj nauczył, wynurzył swe życzenia w rozprawie 
wybornéj w téj mierze, w szląskim tygodniku kościelnym.

Według jego zupełnie zdrowego zdania jest: Dostarczenie i rozmnożenie 

pożytecznych, religijnych książek najsilniejszym i najskuteczniejszym środkiem 
do   podniesienia   i   polepszenia   naszych   biednych,   tak   długo   nie   poznanych  
a jednak dla oświaty zdolnych polskich ślązaków, do czego jednak pospólnéj 
działalności potrzeba.

11

background image

Szlachetny   autor   téjże   rozprawy   wołał   oraz   do   swoich   kolegów:   "Kto 

z nich owieczki swoje prawdziwie kocha i od Boga średnio uposażony jest, niech 
się zgłosi, czyli zgromadzenie ku temu końcu utworzyć dopomagać chce".

Wydawała się, że ich się wiele połączy, ażeby tak piękne i pożyteczne 

towarzystwo,  atoli! głos tak dobrze  zamierzający, był głosem wołającego na 
puszczy. Czyliż rzeczywiście w naszéj prowincyi na przyjaciołach ludu schodzi?  
Żadną   miarą,   owszem   mamy   wielu   czcigodnych   mężów,   dobrze   wiedzących, 
czego   ludowi   potrzeba:   dążących,   aby   go   w   ukształcaniu   ducha   wesprzeć, 
onemu chęci i smaku do czytania pism dobrych podać, osobliwie w godzinach 
wolnych   świętalnych;   muszą   oni   jednak,   skoro   sami   pojedynczo   zostają,   tak 
mało pomocy doznawając, w usiłowaniach swoich osłabnąć.

Jakże się tak ważny projekt do życia wzbudzi?
Podług   mojego   widzimisię   nie   inaczéj,   jak   tylko   przez   należycie 

ustanowione towarzystwo Autorów pism polskich dla ludu w państwie Pruskiém.

Grono to musiało by się składać:
1. z rzeczywistych pracujących członków,
2. z członków honorowych.
Zysk z każdego dla ludu z grona wychodzących pisma byłby majątkiem 

pospólnym grona i trwałym zapasem na jego literackie przedsiebiercze wydatki.

Pozwalam sobie zarazem i tą propozycyą:
Ktokolwiek   do   kassy   tego   towarzystwa   roczny   datek   dla   poparcia   tak 

dobréj   sprawy   złoży,   będzie   członkiem   honorowym   i   odbierze   w  miarę   swéj  
ofiary bezpłatne egzemplarze pism przez towarzystwo wydanych.

Do   grona   mogą   też   należeć   dobroczyńcy   którzy   na   zapomożnie   kassy 

w   tém   celu   ofiary   uczynią   ażeby   pisma   dobre   ludziom   ubogim   bezpłatnie 
rozdawać.

Reszta   mianowicie   kto   ma   być   prezesem,   kassyerem   itd.   towarzystwo  

musiałoby się w Bytomiu lub na górach Tarnowskich ściśléj umówić i przez 
statuta ustanowić.

Ci co siły swoje chcą ku temu końcu poświęcać, nie upatrując na korzyść 

znaczną dla siebie, niechaj zdania swoje do szanownéj Redakcyi czasopisma 
Dziennika górno - lśąskiego, na ręce pana Mierowskiego, lub do nauczyciela  
P.   Smółki   w   Bytomiu,   i   do   niżéj   podpisanego   w   liście   opłaconym   nadesłać 
zechcą.

J. Lompa. nauczyciel elementarny w Lubszy, powiecie Lublinieckim.

Pierwszą odpowiedź na apel Lompy zamieszczono już w Nr 31.

(Nadesłano)

Z zadowoleniem czytaliśmy  w Nrze  29tym Dzinnika Górno - śląskiego 

wezwanie   szanownego   p.   nauczyciela   Lompy   do   utworzenia   towarzystwa 
Autorów pism polskich dla ludu w państwie Pruskiém. Pan Lompa który tak 
wiele   już   przysłużył   się   polskim   Górnoślązakom,   który   w   czasie   ogólnego  

12

background image

zamilczenia   jedyny   sam   przemawiał   w   ojczystym   języku   do   swoich   rodaków 
i troszczył  się o wypracowanie  polskich dziełek  różnego rodzaju  dla swoich  
krajowców, podniósł i właśnie najważniejsze pierwsze słowo do publiczności. 
Poznawszy w przeciągu wielu lat tysiączne trudności na drodze dążeń swoich, 
P. Lompa słusznie ma że ztowarzyszenie równoczujących mężów jest jedynym  
możebnym   sposebom   dogodniejszego   dziłania.   Nie   zgadzamy   się   przecież 
całkowicie   z   propozycyami   P.   Lompy   co   do   ustanowienia   mniemanego 
ztowarzyszenia.   Imię   "towarzystwo   autorów"   nie   dosyć   jest   dogodne 
i odpowiadające potrzebie, żądamy my, ażeby postanowić sobie cel większego  
okręgu,   i   mimo   piśmiennictwa   dla   ludu   wszelkie   środki   wpierać   do 
podzwignienia oświaty ziomków naszych szczególniéj Polaków górnośląskich. 
Proponujemy   więc   ustanowienie   Towarzystwa   ojczystego   dla   oświaty   ludu. 
W tym razie nie będzie także potrzebna, rozdzielać członków na pracujących 
i   chonorowych;   co   pozbawi   nas   i   partykularnéj   i   wszelkiego   położenia 
przykrego, żeby w naszym Górnośląku mało znalazło się członków pracujących, 
każden   pracować   będzie   podług   zdolności,   tén   piśmiennie   ów   słowem,   ten 
piórem, ów przykładem, a że żaden nie będzie opieszałym, za to nam stoi miłość  
do dobra ogólnego ludzkości, którą związek nasz utrzymywać będzie.

Wreszcie   wspólnego   jesteśmy   z   Panem   Lompą   zdania,   ażeby 

zgromadzenie w tym celu uczynione zewnętrznie  uformowało się i uchwaliło 
swoje zasady.

O   dalsze   umowy   w   tym   zamiarze   upraszamy.   I   szanownych   Księży 

Dobrodzei do Towarzystwa zapraszamy.

J.

Wydawcy   Dziennika   spodziewają   się   że   niemasz   powodu   dowodzenia 

potrzeby zawiązania się podobnego towarzystwa. I czyli ono pismem lub też 
słowem   lub  inną   sprawą   ludowi  oświatę   przynosić   będzie,   zawsze   z   szczerą  
radością powitamy go, jako pierwsze na ziemi naszéj. Utrzymanie narodowości 
naszéj   -   pielęgnowanie   ojczystéj   mowy   -   oświecanie   ludu   -   to   pierwsze  
a   największe   obowiązki   nasz,   a   osobliwie   każdego   Księdza   i   Nauczyciela. 
Dopiero kilku zgłosiło się z chęcią należenia do Towarzystwa, spodziewamy się  
więc że niezadługo zgłosi się i więcéj, i Towarzystwo urządzić się będzie mogło. 
Każdego   do   Towarzystwa   przybywającego   tak   imię   jako   i   wielość   złożonéj 
składki w Dzienniku do wiadomości podamy - gdyż dobrzeby było aby Dziennik  
zostawał pod kierunkiem Towarzystwa i był jego organem i własnością.

W Nr 38 zamieszczono już pierwszą odezwę Towarzystwa.

Uwiadomienie od Towarzystwa pracujących dla ludu górno - śląskiego.

Gdy   do   zaprojektowanego   w   Nrze   29   naszego   pisma   Towarzystwa,  

zgłosiło się kilka miejscowych i zagranicznych przyjaciół ludu - przeto Redekcya  
Dziennika   w   imieniu   tegóż   Towarzystwa   oświadcza:   iż   zgłaszający   się   do  
Towarzystwa   winien   się   piśmiennie   zadeklarować:   jak   często   będzie   składał 
wypracowane przez siebie pismo dla ludu, i jaką ilość pieniężną tytułem składki 

13

background image

równie   ratami   nadesłać   będzie   (najmniéj   1   Talar   na   rok).   Wtedy   więc   gdy 
wypracowania  i pierwsza  rata składek złożoną będzie Członkowie  miejscowi 
zbiorą się w mieście Bytomiu i ustanowiwszy sobie statuta, orzeką które pisma 
do   druku   za   zebraną   składkę,   przeznaczone   być   mają.  Upraszamy   więc   aby 
deklaracye te najdaléj do dnia 1go Listopada 6 na ręce nasze przysłane być 
mogły,   a   wtedy   dzień   zbioru   jakoteż   imiona   członków,   treść   złożonych 
rękopismów i ilość składek ogłosimy. Spodziewamy się że przyjaciela Ludu tak 
Ślązacy   jak   równie   poznańscy,   Starych   Prus   i   Krakowscy   wpierać   nas   nie 
omieszkają i do Towarzystwa przystąpią.

Bytom d. 13 Października 1848 r.
Redakcya Dz. Gór. Szl.

W Nr 39 i 40 zamieszczono legendę o Górze Grojec pod Lubszą.

Powieści gminne szląskie.

W Regencyi Opolskiéj, w powiecie Lublinieckim w bliskości wsi Lubszy 

(Lubschau), wśród dolin powalnie wznosi się góra kręglowatéj postaci zwana 
Grojec - wysokość jéj dochodzi 1187 stóp paryskich - a gdy rynek w pobliskiem  
miasteczku  Woznikach  (Woischnik) wznosi  się 1043 ztóp nad posiom - góry  
Tarnowskiemi   zwane   1005  a   więc   góra   Grojec   niższą   jest   tylko   od  Chełmu  
(Ś.   Anny)   którego   wysokość   1200   stóp   przenosi.   Nazwa   téj   góry   Grojec, 
pochodzi   od   sławiańskiego   miana:   gród,   grodec,   hrad,   co   znaczy   miejsce 
warowne, (burg). Widok z téj góry jest nader dalekim, a piękniéjszego w całéj 
okolicy nie znajdzie. Tém milszym jest on dla mieszkańca dolin szląskich, gdy  
rzadko może się cieszyć podobnie obszernym widokiem, jakiego z wierzchołka  
téj góry używać może. Podkładem góry jest kamień wapienny - powierzchnia  
miéjscami naga a miejscami zarosła drzewem. Nawierzchołku nie da się znaleść  
żadnych śladów ni szczątków budowli lub warownego któréj podanie wspomina 
- można tylko dostrzedz małe wydrążenie, które jest zapewne szczątkiem studni  
które jeszcze przed czterdziestu laty

8

  istnieć tu miała. Stań na wierzchołku téj 

góry, a dziwne uczucie wielkości Boga, o władnie twą duszą. Kilkanaście mil 
wokół, gdyby na dłoni ukaże ci się przed oczy. Najpierw uderzą cię wspaniałe  
wierze Jasnogórskiego klasztoru, sławnego w dziejach Polski przybytku Maryi - 
daléj   stérczą   ruiny   zamku   Olsztyńskiego   sławne   bohaterstwem   i   męstwem 
Karlińskiego, który tych murów z dziwną odwagą bronił przed nieprzyjacielem - 
to znów wyżyny pięknych okolic pagórku Łyściec i Żarek szerokó aż po Pilicą 
oczy   twe   powiodą.   To   znów   uderzą   się   dymy   hutów   i   cynkowni   -   wieżyce 
kościołów Wożnika, Żyglina, Gór Tarnowskich, Lubia, Piekar i Lublińca.

U spodu góry Grojca, w cieniu lip rozłożystych stoi murowana kapliczka  

Ś. Krzyża

9

, podanie o przeszłości i dziejach tych miejsc, tkwi w ustach ludu, jako 

8

 Około roku 1805.

9

  Kaplica   ta   została   rozebrana   w   latach   trzydziestych   XX   wieku.   Obecnie   na   miejscu   tym   stoi   znacznie 

skromniejsza kapliczka.

14

background image

wspomnienie minionéj świetności ojczyzny naszéj. Kiedy około 1241 r Tatarzy, 
gdyby   brzemienna   nieszczęściem   spadli   na   ziemię   naszą,   pożogą   i   mordem  
naznaczyli   miejsca   swego   przechodu,   wtedy   stał   na   Grojcu   okazały   gród 
warowny,   a   gdzie   dziś   wieś   Psary,   znaczne   wznosiło   się   miasteczko.   Gdyby 
palcem kary bożéj dotknięte, upadły przed przybyciem Tatar upadły mury tych 
grodów   -   a   gdyby   w   drugiéj   Jerozolimie   kamień   na   kamieniu   nie   został. 
Mieszkańcy, którym życie uratować się udało, podziemnym chodnikiem, czyli 
gankiem   uszli   do   miejsca   gdzie   dziś   przed   miasteczkiem   Woźnikiém   stoi 
świątyńka   Ś.   Walentego.   Już   w   tém   miejscu   obronne   miasteczko   budować 
poczęli, ale im się położenie bagnistem wydało, więc się daléj przewieźli i z tąd 
się   miasteczko   Woźnikiem   zwie.   Więcéj   też   z   grojskiego   zamku   było   takich 
podziemnych przechodów z tych jeden prowadził do wsi Psar drugi do zamku  
w   Lupszy   który   dopiero   przed   40   laty   rozburzono.   Do   dziś   jeszcze   można 
oglądać zawalone szczątki tych ganków podziemnych.

Lud mówi tak o rodzinie rycerza, co posiadł grojecki zamek. Rycerz ten 

miał córkę nadzwyczajnéj piękności. Była ona pieścidełkiem swych rodziców 
którzy ją nader kochali - to tylko rodzicom nie było do smaku, i gniew ich na nią 
ściągało iż nigdy namówić jéj niemogli, aby z nimi do kościoła udać się chciała.  
Pewnego razu gdy ją tak matka do kościoła iść namawiała i prosiła; a ona jéj  
woli   powolną   być   niechciała,   rozgniwana   matka   wyrzekła   straszne   słowa 
przekleństwa i oddaliła się sama do kościoła. Córka uczuła boleść i skruchę, ale 
powodem   tego   jéj   nieposłuszeństwa,   była   gorąca   miłość   do   ubogiego   ale 
walecznego   i   cnotliwego   młodziana,   z   którym   korzystając   z   nieobecności  
rodziców zwykła się schadzać w kapliczce pod Psarami, gdzie się wzajemnie 
pocieszając   miłe   chwile   pędzili.   I   tą   więc   razą   po   odejściu   rodziców   na   tę  
tajemną   schadzkę   wybierać   się   poczęła.   Aliści   o   okropności!   Gdy   wrócili 
rodzice, zamiast zamku znaleźli gruzy zapadłe w głębinę góry. Niechcieli więc  
stroskani rodzice budować się na nowo, na grobie swéj córki, ale na drugiéj  
górze zbudowali zamek, który na pamiątkę nieszczęsnych lubowników Lubszą 
się zwać począł. Podanie jeszcze dodaje że w miejscu zapadłego zamku duch 
dziewicy unosi się o pół nocy - a ktoby górę Grojec od 11 do 1 godziny w nocy  
obszedł na kolanach, ten owa dusze z czyśca wybawi. Inni prawią: że ów rycerz  
miał trzy bardzo pracowite córy, które dla pracy opuszczały służbę bożą i do 
kościoła   niechodziły,   a   więc   z   bożego   dopuszczenia   zapadł   się   ów   zamek. 
Jakkolwiek   więc   prawda   tkwi   w   owych   podaniach,   jednak   to   jako   ojczyste  
wspomnienia miłe nam być winny i na zachowanie ich piśmienne zasługują; 
przeto za udzielenie nam tych szczegółów P.J. Lompie powinne dzięki składamy.

15

background image

W Nr 42 zamieszczono pierwszą informację z Woźnik.

Woźnik (w górn. Szlązku) Mieszkańcy okolic tego miasta wysłali w tych 

dniach   petycyą   na   ręce   X   Szafranka

10

,   z   żądaniem   narodowéj   obok 

podziękowanie temu kapłanowi za jego dotychczasowe postępowanie.

Nr 49 zamieścił wykaz książek podarowanych przez Józefa Lompę dla 

nowoutworzonej czytelni polskiej w Bytomiu.

Dary Ob. Józefa Lompy Nauczyciela w Lubszy.

Pielgrzym w Lubopolu przez Józefa Lompę.
Pielgrzym w Dobromilu,
Zbiór wierszy, J. Lompy, zeszytów 4
Nabożeństwo do Ś. Jana Nepomucena,
Krótki rys historyi naturalnéj przez J. Lompę,
Nauka wysadzania drzew krajowych po drógach.

Od   Nr   50   rozpoczęto   zamieszczanie   w   Dzienniku   Górnośląskim 

zebranych przez Józefa Lompę legend. Legendy te były zamieszczane do czasu 
zakończenia wydawania Dziennika.

Powieści Szlązkie.

W   wsi   Wielki   kamień,   powiecie   wielko   Strzeleckim,   krąży   jeszcze 

pomiędzy ludem z ust do ust następująca powiastka o sroce i Ś. Jacku, którą tam  
niemal  każde  dziecko  opowiada.  Jedengo   dnia  przechodził   się  święty  Jacek, 
trzymając   otwarty   brewiarz   w   ręku   i   modląc   się.   A   oto   upuściła   nad   nim 
przelatująca sroka gnój swój na jedną kartę brewiarza. Gorliwością nabożną, 
uniesiony   pojrzał   mąż   święty   za   bezwstydną   sroką   i   zaklął   ją   z   całym   jéj 
rodzajem z okręgu Wilekiégo kamienia. Od tych czas nie mają sroki  gniazd 
swoich   w   bliskości   Wielkiégo   kamienia,   ani   tam   długo   nie   bawią,   lecz  
wrzaskliwie przecz uciekają.

*

Cokolwiek   podobnego   powiadają   też   w   Wieluniu,   (które   to   miasto 

z   przyległościami   dawniéj   książętom   Opolskiém   należało)   o   Ś.   Wojciechu. 
Nadepnął on jednemu wężowi tamże na głowę, a natychmiast na jedną milę 
w   obwodzie   miasta  głowy   odpadły  i  dotychczas  weskałach  okolicy   Wielunia 
w kłęby skążone i skamieniałe je znajdują. Powiada téż lud nasz o Ś. Wojciechu, 
gdy mu żaby swem skrzeczeniem w modlitwie przeszkadzały, on im pyski tak 
zamknął, że przed dniem Ś. Wojciecha rzekotać nie mogą. Jeśli się zaś przed 
Ś. Wojciechem odezwią, to natomiast tyle dni po Ś. Wojciechu milczeć muszą, 

10

 Ksiądz Józef Szafranek (1804 - 1874), "czerwony farorz", proboszcz Bytomia od 1839,  poseł na Sejm Pruski 

od 1848.

*

  Jacek ś. Był rodem z Wielkiego Kamienia z familii Odrowążów, powinowaty Iwona Biskupa Krakowskiego.  

Oddał on ducha Bogu r 1257 a ciało jego spoczywa w kościele Dominikanów w Krakowie, ciało zaś brata jego  
ś. Czesława, w kościele ś. Wojciecha w Wrocławiu. 
(Przypis J. Lompy).

16

background image

o wiele się za wcześnie słyszeć dały. Ś. Wojciech wystawił sam kaplicę w Opolu  
na tem pagórku gdzie naukę świętą opowiadał r. 984. Podróżując z tamtąd daléj  
pieszo, przybył do Dobrodzienia i miał tam na tem miejscu kazanie, gdzie na 
słupie   posąg   jego   na   przeciw   studzienki   stoi,   która   od   niego   początek   swoj  
wziąść miała.

Idąc   daléj   do   Polski   miał   być   w   Lubszy   i   Radzionkowie.   W   okolicy 

Dobrodzienia lud o nim to wspomnienie utrzymuje, że gdy tam przyszedł, na ten 
czas właśnie kościołek na cześć Ś. Walentego stanowiono.

Dobrodzień zaś z tąd ma mieć swoje nazwisko. Pewna księżna daleką 

podróż odbywając nigdzie miódku dostać nie mogła, tu jednak przybywszy, lubo 
tu tylko wieś była, zaspokoiła swe pragnienie a nieumiejąc dobrze po polsku, 
rzekła oświadczając zadowolenie swoje: dorbo dzień! I nadała miejscu prawo 
miéjskie. W stronie północnéj za miastem jest pastwisko starem miastem zwane, 
bo tam się dawne miasto zapadnąć miało.

O Ś. Jacku mówi tradycya, że on (lubo się to z wiekiem jego   życia nie  

zgadza, a przetóżby to inny kapłan tego imienia być musiał) że gdy Bytomianie 
księży swych utopili, ogromne stado srok w wichrze przeleciało, które wielki  
wrzask czyniły, z probostwa Ś Małgorzaty (na ów czas wodą zewsząd oblanego 
i wysokim murem opasanego) widziano ogromną sowę, którą sroki góniły. Jacek  
chciał właśnie mowę  swoją rozpocząć,  kiedy wrzaskliwe  ptastwo nadleciało. 
Rzekł   on   więc   uroczyście   do   niego:   "Uciekajcie   na   zawsze   z   téj   okolicy!" 
A w okoamgnieniu uleciały sroki z tamtąd i od téjże godziny około Bytomia srok 
już nie widać. Odchodząc Jacek do Krakowa rozwiązał mu się sznurek jego 
koronki różańcowéj nad zdrojem a paciorki rozleciały się po czerwonym piasku  
i znim się pomieszały że ich z trudem było pozbierać. "Rośniéjcież" rzekł mąż 
Ś   dopoki   zdrój   ten   sączeć   będzie!   A   od   tego   czasu   znajdują   tam   kamienne 
paciorki, wielkości ziarna grochowego i mające postać młyńskiego kamienia, 
w pośrodku z dzióreczkami.

Wieś Wieszowa, w powiecie Bytomskim, ztąd nazwę wziąść miała, że się 

tam w bliskości szubienica znajdowała. To samo mówią o Ścinawie, miasteczku 
w   powiecie   Prudnickiem,   ponieważ   tam   ludzi   na   śmierć   skazanych   ścinali. 
W Wieszowéj miał chłop mówić: "Pań drze chłopa jako szkopa, a pop pana jak 
barana" i za to miał być powieszóny.

O Siewierzu, dawniéj do Szląska należącym, utrzymało się przysłowie: 

"Kradnij   i   zabijaj,   Siewierz,   Koziegłowy   mijaj"   bo   tam   złodzieja   i  za   jedną 
główkę kapusty wieszano.

Niedaleko   Wieszowéj,   obok   drógi   z   Gliwic   na   Góry   Tarnowskie  

prowadzącéj   jest   dolina   kociełkowata.   Miała   tam   być   wieś   Jędrzechowem 
zwana, która się zapadła. Na miéjscu gdzie chrzcielnica w kościele stała, jest 
źródło   smacznéj   wody.   Pod   ziemią   słyszą   tam   jeszcze   czasem   brzmienie 
dzwonów.

Niedaleko Ujazda stoj w polu drewniana kaplica, w której się za ółtarzem 

studzienka znajduje. Lud powiada, że źrodło ma związek z studnią w kaplicy 

17

background image

przy kościele Ś Barbary pod jasną górą i puściwszy tam kaczkę, ona do téj 
studzienki   dopłynie.   O   źródle   w   Oleśnie   niedaleko   drógi   do   wsi   Szywałd 
podobnie   lud   gwarzy.   W   wsi   Pawonków   przy   dródze   z   Lublinca   do 
Dobrodzienia   miała   bydź   część   dawnego   kościoła   świątnica   od   czasow 
pogaństwa.

W Kielcy,  po. Toszeckiem  jest pagórek otoczony  odwiecznemi  dębami, 

w którym się miał znajdować kościół ofiarny z czasów pogańskich.

Niedaleko wsi Sternalice, w powiecie Oleskim nad Prosną jest pagórek  

zamczyskiem zwany. Roku 1822 znalazłem tam kilka urn (dzbanków w których 
popioły spalonych  umarłych ludzi w czasach pogańskich chowano) które do 
zbioru starożytności Szląskich do Wrocławia odesłałem.

W   wsi   Gosławice,   w   bliskości   Dobrodzienia   jest   także   pagórek 

zamczyskiem zwany.

Przy   Sidłowicach   w   powiecie   Brzegskim   stał   dąb   w   lesie   Pastowym 

dębem zwany, do którego książęta Brzegskie, dorocznie w lecie raz na łodzi 
jeździli i tam ucztę sprawiali. Lud powiada, że ile razy książę miał umrzeć,  
jedna gałęź na tem dębie usychała.

O   Lubszy   (pow.   Lubliniecki)   powiadają:   Kiedy   Kraków   budowano, 

jeżdżono do Lubsze po piwo. Za wsią jest pagórek, na przeciw góry Grojec,  
kopcem zwany. Tam miał być kościół Lubszecki wystawiony, ale się drzewo tam  
nawiezione, każdéj nocy (na półćwierci mili) do Lubsze stacowało, gdzie teraźni  
kościół stoi.

W   czasie   świąt   podamy   tu   obchody   w   dawnych   czasach   o   téj   porze 

odprawianę.

Nie   wiele  się   już  w   tem  względzie   zachowało,   co  jednak  w  zabytkach 

mamy, podobnieby jak powieści nasze gminne zbierać wypadało, ażeby to czem 
się   przodkowie   nasi   bawili,   na   potomne   czasy   w   niepamięć   nieposzło. 
Nasamprzód   udzilam   gry,   które   już   na   schyłku   przeszłego   lub   na   początku 
niniéjszego

11

 wieku ustały.

W Oleśnie i wielu innych miejscach wystawiano w gody aże do gromnic 

na Ołtarzach szopki Betleem zwane, jakie jeszcze dotąd w Wrocławiu w domach  
prywatnych wystawiają, oneż za mierną opłatą dzieciom pokazując.

W nr 52 zamieszczono list Józefa Lompy skarżącego się na mieszkańców 

Lubszy, że nie chcą wypełniać swoich powinności względem niego.

Na usilne żądanie interesowanego nauczyciela JL

12

 z wsi L…

13

 z powiatu 

Lublinieckiego, podajemy tu jako uwiadomienie, nieniéjsze podanie. - Podług 
najwyszego regulaminu dla szkół elementarnych katolickich pruskiego Szlązka 
z   dnia   18   Maja   1801r   nauczyciel   wiejski   ma   dostawać   następującą   roczną 

11

 XIX wiek.

12

 Józef Lompa.

13

 Lubsza

18

background image

płacę:   dobre   pomięszkanie,   ogród,   kawałek   roli,   1   do   9   sążni   drzewa,  
2 ordynaryi, 15 ćwiertni żyta, a na kuchenną strawę jęczmień, groch i proso, po 
jednéj ćwiertni słomę, siano, dwie sztuki bydła a w reszcie 50 talarów rocznie  
w   gotowiźnie.   We   wyliczeniu   téj   płacy   dodano   że   przynajmniéj,   tyle   co   się 
podało, ma być nauczycielowi dawano, tę jednak płacę wzięto za największą.  
W powiecie Lublinieckim, gdzie już 30 rok mego nauczycielstwa zacząłem, gdy 
w téj małej płacy nader niewiele wypada na każdego gospodarza, zdawałoby się 
więc że biedny nauczyciel dobrą miarą i dobre ziarno dostaje, nie tak się jednak 
dzieje,   nauczyciel   dostaje   najlichsze,   napoły   zgnite   zborze,   a   z   mierzwą 
zmieszane snopy słomy, zamiast grochu i prosa jęczmień. Paragraf 27 wyżéj 
rzeczonego regulaminu przewiduje także, iż gdzie liczba dzieci w jednej wsi, 
zdolnych do nauki przenosi 100 tam ma być nauczycielowi dodanym pomocnik. 
Ja mam w mojéj szkole przeszło 150 dzieci, a pracuję sam, mimo długo - letniej 
mozolnéj   pracy   w   tym   zawodzie   i   podeszłego   spracowanego   wieku.   Gdy 
teraźniéjszy na cześć zasługujący dzierżawca wsi L. akuratnie i uczciwie swą  
część mi wypłaca, przykro mi więc i bolesno iż na włościan uskarżać się muszę,  
że mi lichy poślad, gdyby żebrakowi, za mą gorliwą pracę oddają. Nie chcę ja 
im za to złorzeczyć lub się do zwierzchności udawać, ale im przypominam słowa  
Boże "Jaką wy miarą mierzycie, taką wam odmierzoną będzie" Wiedzcie, że 
biedny nauczyciel  po odtrąceniu z jego pensyi 4 talarów

14

  i 5 czeskich

15

  na 

wdowy po nauczycielach i na inwalidów, dostaje tylko rocznie 45 talarów, na 
czeladź, książki, przyodziwek, dla żony i dzieci, to więc wynosi o wiele mniéj  
a niżeli płaca żołnierza pruskiego. Dawajcie więc przynajmniéj to co mu się dziś 
należy, i coście za naukę waszych dzieci dawać powinni. Postępujcie tak jak 
zacni gospodarze: W Sitek, Golasz A., Opiełka, Meizner, którzy mi oddają co 
należy, bo inaczéj dla Was na wstyd, jako tym na chwałę, ogłoszę w tém piśmie 
imiona wasze.

L… nauczyciel

O odwadze pewnego kowala z Lubszy doniesiono w Nr 54.

W powiecie Lublinieckim w wsi L.

16

  Kowal nie chciał w sądzie inaczéj 

mówić tylko po polsku.

"Panie sędzio, ja nieumiem po niemiecku czytać a proszę więc aby mi 

posłali polskie pisma".

Sędzia   pytał   się   aktuaryusza   "was   sagt   er?"   Aktuaryusz   wytłumaczył 

słowa kowala. Sędzia odpowiedział przez tłumacza "to być nie może".

"A   to   czemu?"   pytał   kowal   smiele.   "Bo   ja   po   polsku   nie   umię"  

odpowiedział przez aktuaryusza sędzia.

"Ale pan aktuaryusz umieją, to niech po polsku piszą" rzekł kowal, sędzia 

zaś odrzekł "das geht nicht po polski".

14

 Talar = 30 groszy = 360 fenigów

15

  Tradycyjna  nazwa grosza na Śląsku, wartości  12 fenigów. Po wprowadzeniu systemu markowego nazwa 

monety 10 fenigowej. W systemie złotowym nazwa monety 10 groszowej.

16

 Lubsza

19

background image

jedna   jaskółka   nie   zrobi   lata,   lecz   gdyby   się   więcéj   znalazło   co   by 

naśladowali kowala, toby do nas po polsku pisać musieli.

J.L.

17

L…, dnia 29 Listp. 1848

Zachowanie   jednego   z   nauczycieli   powiatu   lublinieckiego   opisano 

w Nr 59.

Z   powiatu   Lublinieckiego.  W   pewnej   wsi   w   górnym   Szlązku   żyje  

nauczyciel, już od swych rodziców zamożny. Żona jego otrzymała piękny posag. 
Posiada   on   w   tem   gminie   znaczne   gospodarstwo.   Mieszkańcy   téjże   wsi 
otrzymują już drugi kwartał dziennika Górno - Szlązkiego. Ponieważ go wespół  
płacą i kwotę jednego talara do wydatków pospólnych przyrachowali, gniewa 
się o to wielce Pan nauczyciel i żąda: "aby mu jeden Czeski wrócono"!

17

 Józef Lompa

20

background image

Rok 1849

Pierwsza informacja zamieszczona w Nr 62 dotyczy wyborów do Sejmu 

Pruskiego.

Jeśli   Pan   Lompa   nauczyciel   z   Lubszy,   nie   będzie   z   naszego   powiatu 

wybranym   za   deputowanego

18

;   to   powiat   Lubliniecki   powinien   mu   dać   to 

zaufanie,   gdyż   ten   mąż   w   ciągu   trzydziestoletniego   swego   urzędowania 
nauczycielskiego, okazał że idzie za dobrem ludu i jego narodowością, i z téj 
drogi ani namową, ani przekupstwem nikt śprowadzić go niezdoła, - przeto Go 
wam   polecamy   -   jak   równie   przyjaciela   narodowości,   Pana   Kosickiego 
z Wielkich Wielkowic.

Ciąg dalszy "powieści śląskich" spisanych przez Józefa Lompę zaczęto 

drukować od Nr 66.

Powieści gminne Szląskie.

Skoro Ksiądz na jutrzni gloria odśpiewał piskali chłopcy na rozmaitych 

piszczałkach, co radość ptastwa z narodzenia Zbawiciela znaczyło. W Lubszy 
(pow.   Lublinieckim)   był   ten   obyczaj.   Po   skończonéj   jutrzni   wychodził   jeden 
ministrant w Komży przed wielki Ołtarz, mówiący: "A ja mu dam plaster miodu, 
niech to dziecię nieumrze z głodu". Uczynił potem żak kilka wesołych skoków, 
wracał do zakrystyi. Wychodził zaś drugi i mówił: "A ja mu dam faskę masła. 
Coby mu się gęba spasła". Wyszedł trzeci jako pastuszek w kożuchu z wełną do 
góry, mówiący: "Kto ma kołacze, to niech je dusi. Bo kto ich nie ma, to głód  
mrzeć musi". Czwarty w te zaś słowa przemawiał: " A bo jaci zaczek, wielki  
zaczek.   Ale   w   tym   moim   kożuszysku.   Łazą   mi   wszy   po   brzuszysku!"   Teraz 
zaśpiewał kościelny za Ołtarzem: "Gloria! Gloria! Pastuszkowie, śpiewają nam 
Aniołowie.   Gloria,   gloria   na   wysokości   a   ludziom   pokój   na   niskości".   Na  
tabrnaklu stała mała drewniana kolebka, w któréj dzieciątko z drzewa wyrznięto 
i krepą nakryte leżało. Kościelny pociągał za Ołtarzem ukryty powrózek i tak 
w pierwsze święto gód podczas trzech Mszy kołysano, co ludowi wielką radość 
sprawiało.   Na   górach   Tarnowskich   ustawiano   obok   obok   kolebki   i   figurę  
Ś Józefa, który dziecię kołysał, za czem kościelny za niego mówił: "Hu! Hu! Hu! 
Hu!" W Niemodliniu także stary Józef przez naprawy kołysać musiał, przy czem 
i głos słyszano: "Jakże ja mam dziecię kołysać, Kiej nie mogę palcami ruszać". 
W innych kościołach stał Józef przy kolebce z dużą brodą a lud śpiewał: "Stary  
Józef kołysze dzięciąteczko, Nynejże nynej, pacholąteczko". W Boronowie (pow.  
Lublinieckim)   wystawiono   na   jutrznią   wpośród   kościoła   młodą   jedlicę 
i   zawieszono   na   niéj   orzechy,   jabłka,   pierniki   etc.   Odśpiewawszy   Gloria 
zatrząsnął ksiądz gałęzią i dzieci zbierały spadające cacka i pierniki. Ponieważ 

18

 Mieszkańcy powiatu lublinieckiego wybrali jako posła na Sejm Pruski innego mieszkańca Lubszy, Naczelnika 

Urzędu Okręgowego w Lubszy, Sędziego Sądu Rozjemczego, Heinricha Schwarza.

21

background image

podług   mniemania   ludu   w   nocy   przed   Świętem   Bożego   narodzenia,   bydło 
spółem ma rozmawiać, chciał się o tem pewien gospodarz przekonać. Udał się 
więc do obory a położywszy się pod żłobem nadstawiał słucha swego, co będzie 
bydło mówić. Wtem odezwał się jeden wół do drugiego: "Bracie! Ja mam takie 
przeczucie,   że   my   obydwaj   w   trzech   dniach   gospodarza   naszego   do   grobu 
zawieziemy!"   Zlękł   się   ciekawy   podsłuchiwacz   tak   bardzo,   że   przyszedłszy 
zaledwie do izby i dygocąc po wszystkich  członkach, na święcie zachorował 
i woły na cmentarz po trzech dniach go zaprowadziły.

Niedaleko   od   wsi   Pawłónków,   w   powiecie   Lublinieckim,   przy   trakcie 

Dobrodzieńskim   leży   jeszcze   znaczna   część   nigdyś   bardzo   ogrómnego,   lecz 
przed trzydziestą

19

 laty prochem przetarganego kamienia, o którym lud mówi, że  

go tam diabeł upuścił. Diabeł lecący z tem kamieniem miał zostawić w Oleśnie 
pychę, w Dobrodzieniu pieniądze a w Lublińcu rządy, z kąd téż miało wziąść 
przysłowie   początek:   "Lubliniec,   chleba   koniec".   Diabeł   chciał   kamieniem 
zamek   Olsztyński   obok   Częstochowy   potrzaskać,   usłyszawszy   jednak   piać 
koguta, zmuszony był kamień porzucić i na swe legowisko uciekać.

Na górze Haszkar przy Fraiwalde (w Śląsku Austryjackim) jest kamień, 

od ludu furmańskim kamieniem zwany. Lud tak o nim prawi. Zepsuło się na tem 
miejscu coś furmanowi u jego woza. Aby wóz zastanowić, zdjął on z niego jeden  
chléb i podłożył pod poślednie koło. Natychamiast furman, konie, chléb i wóz, 
słowem wszystko w kamień się obróciło, co jeszcze do dziś dnia widzieć można. 
Lud Śląski wielce sobie chléb poważa. Jeżeli komu odrobina (okruszyna) chleba 
upadnie, należy jéj tak długo szukać, aż z oka krwawa łza padnie. Znajdujący 
okraszynę chleba całuje ją i pożywa, albo ją, gdyby już nieczystą była, na ogień 
kładzie.

W   Radawiu   (w   pow.   Oleskim)   znajduje   się   w   stawie   część   sklęsłego 

pagórka, w podobieństwie mogiły, o którym się między ludem takie podanie  
utrzymało. Pewna Pani poleciła swym domownikom, żeby ciało jéj po śmierci  
na wóz położono, a zaprzągłszy przeder parę wołów, wolny im pochód dano, 
tam zaś ciało do spoczynku złożono, gdzie woły staną. Woły poszły aż napośród 
stawu, tam więc trumnę spuszczono i nad nią na pamiątkę mogiłę usypano.

O pół mili od Radawia leży wieś Zakrzów, w powiecie Oleskim, gdzie 

mieszkańcy   wielki   niedostatek   wody   cierpią.   Przyczyną   tego   miało   być 
następujące zdarzenie. Jedna sąsiadka chodziła zawsze do podwórza drugiéj po 
wodę czego taze cierpieć nie chciała. Pierwsza rzekła jednego razu w złości: 
"Bodajżeby   się   wszystkie   źródła   w   całéj   wsi   straciły   i   na   cmentarz 
przeprowadziły,   ażeby   ty   zazdrośna   sąsiadko   po   śmierci   w   wodzie   gnić 
musiała!" Stało się tak natychmiast. Cmentarz jest na wzgórzu piaszczystym za 
wsią. We wsi niemasz wody, tam zaś groby aż do wierzchu wodą zalane bywają. 

W części  starszego ratusza w Opolu, a zwłaszcza w stęchłym sklepie

20 

gdzie od pożaru ogniowego, nie zaś od zbutwienia zachowane są, znajduje się 

19

 Około 1820 roku.

20

 Z czeskiego sklep = piwnica.

22

background image

wiele   przywilejów   i   pism,   które   przesąd   nieużytecznemi   uczynił.   Jako   wieść  
niesie   były   te   pisma   w   czasie   ostatniego   moru   w   r   1680   do   tego   sklepu  
sprowadzone,   także   już   zapowietrzone.   Przesąd   ten   utrzymał   się   dotychczas, 
zwłaszcza   że   w   przeszłym   wieku   pewien   miłośnik   starożytności   chcący   kilka 
dokumentów poszukać, chorobą zdjęty został, którą zaraz za chorobę morową 
uznawano, odkąd też nikt się już do sklepu tego odważyć nie chce.

Kiedy r 1708 w Oleśnie 800 osób ofiarą morowego powietrza padło, że 

już   w   całem   mieście   żywéj   duszy   niebyło  i   trupy   niepogrzebane   po  domach  
i   ulicach   leżały   -   za   czem   się   jeszcze   100   mieskzńców   po   polach   tułało   - 
widziano   wtedy   mór   jako   gęta   mgła   z   miasta   wychodzić   -  po   czem   dzwony 
kościelne same dzwoniły i zbiegłych przed zarazą do miasta wołały.

Kościół   Ś  Trójcy   przy   Kosęcinie   (w   pow.   Lublinieckim).   Powodem   do 

wystawienia  kościoła  tego  było,  zatem  że  cząsto  troje  dziatek   cudnéj urody, 
jednakiego wzróstu w białem odzieniu chodzących widziano. Ślady stóp tych 
dziatek nie dały się w piasku zagrzebać.  Kościół drewniany  stoi na miejscu 
bagnistem,   lubo   miał   być   na   pobliskiem   pagórku   budowany.   Było   tam   juz 
drzewo na wiezione, ale je rak niezwyczajnéj wielkości na dół pościągał. 

O ćwierć mili ku północy od Oleśna stoi kościół Ś Anny. Obok Ołtarza 

widzieć tu głowę snycerskiéj roboty - jelenia - na którego rogach mały kijek 
i para kajdan żelaznych wisi. Były tu przed 400 laty wielkie lasy, zgoła pod 
samo miasto się ciągnące. Jeleń gonił tu dziewczynę. Ona widząc śmierć za 
sobą objęłą w strachu grubą sosnę. Jeleń chciał ją już wziąść na swe rogi. 
Dziewczyna przestraszona zawołała: Święta Anno! Ratuj mię uciekającą pod 
twoją obronę. Jeleń obrócił się natychmiast jakoby śmiertelnie raniony, wielkim  
pędem   nazad.   Uklękła   panienka   pod   sosną,   chcąc   Bogu   i   Ś   Annie   za   tak  
cudowną   obronę   najgorętsze   swe   dzięki   złożyć.   Wzdycha   ona   serdecznie  
i pogląda do góry, a oto widzi na drzewie najśliczniejszem światłem oblaną  
figurę Ś Anny z dzieciątkami Maryi i Jezusa - którego wizerunku tam przedtem 
nikt   jeszcze   niewidział.   Obraz   ten   zdobi   ołtarz,   albowiem   na   temże   miejscu 
najprzód   kaplicę   z   drzewa   wystawiono.   Otóż   na   pamiątkę   tego   zdarzenia   - 
głowa jelenia. W Wojciechowie, wsi na ćwierć mili odległéj orzący chłopek na 
polu, miał synka swego za poganiacza. Niekontent z jego niezgrabnéj posługi, 
uderzył go rozgniewany Ojciec kijem w głowę. Chłpczyna natychmiast nieżywy 
został.   Ojciec   przestraszony   jednak   w   pomocy   Ś   Anny   na   sośnie   zjawionéj  
zawierzający, włożył martwego synaczka na wóz i pojechał z nim przed kaplicę,  
modląc się gorąco do Boga i wzywając o przyczynienie się za nim do Ś Anny.  
Ożył chłopiec, a oto na pamiątkę ta laska. Dwaj olescy wędrujący młodzianie 
dostali się w niewole Turecką. Leżący w więzieniu mówili  sobie: "Jutro będzie 
u naszéj Ś Anny odpust. O gdybyśmy też to tam być mogli!" Zasnęli. Skoro sią 
dniło, ocuciwszy się, byli pod kościołkiem Ś Anny. Mniemali z początku, że im  
się marzy, widząc zaś obok siebie z nich opadłe kajdany, uznali cudowne swoje  
uratowanie. Otóż kajdany na pamiątkę. Na jednym obrazie w jednéj kaplicy 
tegoż   za   czasem   rozprzestrzenionego   kościoła   klęczy   mąż   w   ubiorze 

23

background image

starożytnym, obok niego stoi koń, z jednéj strony kościół Ś Anny, naprzeciw 
widok   Oleśna,   jak   wtedy   wyglądało.   Mąż   ten   wystawia   osobę   Oleskiego 
mieszczanina, nazwiskiem Fojt. Tenże dostawszy się konno w obszerne bagno 
i niemający już nadziei ratunku, modlił się i polecał pod opiekę Ś Anny i został  
uratowany. Kiedy jeden z księży klasztornych w Oleśnie dał pięć kaplic, obok 
sześciokątnéj   przestrzeni   przy   tym   kościele   przystawić,   wyznaczył   dla   cieśli 
oprócz   umówionéj   miernéj   pieniężny   zapłaty,   dla   lepszéj   ochoty   do   pracy 
i beczkę piwa, zwłaszcza że ze ćwierć mili od miejsca tego wody do picia szukać  
trzeba.

21

 Robota niemal całe lato trwała a piwo zatem niekwaśniało i cieślom do 

końca dostawało. Dziewczyna Oleska powracająca z Polskiego miasta Praszka,  
przyszedłszy   do   pobliskiego   gaju   była   od   spotykającego   się   z   nią   konnego 
żołnierza napastowana, chcącego ją z cnoty panieńskiéj pozbawić. Westchnęła 
ona w wielkim strachu  swoim  do Ś Anny, a goniący ją żołnierz  był ślepotą 
uderzony     i panna zabespieczona. Sosna na któréj się wyobrażenie Ś Anny  
zjawiło   stoi   tam   za   ołtarzem,   obita   tarcicami.   Pobożni   patrzą   jednak   jakby  
drzycy od bolenia zębów pomocnych nabyć.

O pół mili od Lublińca, na południe ku Wielkim Strzelcom, w lesie jest  

pagórek, Dziewcza góra zwany, o którym wieść niesie, ze tam mieszkał Pan, 
któremu poddani jego ciągle niby za haracz (trybut) 12 dziewic utrzymywać  
musięli. 

Tu   i   owdzie   wskazuje   jeszcze   lud   na   zamki,   gdzie   Panowie   niegdyś  

przebywali, utrzymujący ten obyczaj, albo raczéj prawo, dostarczania trunków 
na wesela za to. Pierwszą noc po ślubie spała młoda Panna w zamku dziedzica.

Szymyszów niedaleko wielkich Strzelec. Należące do wsi młyny są nad 

rzeczką pod Rozniątowem się poczynającą położone. Rzeczka traci się o pół mili 
za   młynem   dobrym   w   piasku,   płynie   półćwierci   mili   daléj   pod   gościncem  
i wychodzi w trzech źródłach przy wsi Sucha. Z téj przyczyny aże nad zdrojém 
zawsze zieleniejące się rośliny rosną, zdaje sięże w czasach pogaństwa zdrój tén 
był za święty uważany, pobliski zaś las dąbowy, był może gajem świętym czyli  
ofiarnym. Znaleziono tamże ślady murów, a przy Szymyszowie i Rozniątowie 
żelazne   końce   włóczni,   nożyce,   półmiski   z   dziurami   do   przyczepienia,   igły 
z   nieznajomego   metalu   (wszystkie   w   zbiorze   starożytności   w   Wrocławiu 
zachowane) jako też i szętki urnów r 1818 znalezione, które się co do masy  
i rysunków całkowite i w ułamkach szczególnie odznaczają. Niektóre są z szkła 
mleczno   białego,   inne   z   gliny   glejtowane,   inne   z   masy   siwo   -   glinianéj 
z głębokiemi krzyżującemi się rysami. Niektóre mają farbowaną powłokę, inne 
są   wapienne   białe,   niby   fajans   bez   glejty,   inne   zaś   mają   na   tle 
zielonawofarbowanym białe rysunki. Srebrne monety tam znalezione posiadał 
kupiec Skotta w Opolu.

Podobne   nigdy   zamarznieniu   niepodpadające   żródło,   Kocim   stokiem 

zwane,   znajduje   się   w   parafii   Lubszeckiéj   w   pow.   Lublinieckim,   w   bliskości  

21

 Podobne praktyki stosowano również w Woźnikach. Na trunek przess cały rok przy praczach koscielnych - 

1 złoty 15 grajcarów.

24

background image

osady Pakały

22

 nad granicą Polską, nader smaczną wodę wydawające. Powiada 

lud: gdy chory téj wody zażąda, już nieozdrowieje.

Na   przeciwko   wioski   Przełajka   w   Bytomskim   pow.   położonéj,   stoi   na 

królewskiéj   stronie   na   górze   kościółek   Ś   Doroty.   Móli   lud   że   diabli   tenże 
kościółek   zburzyć   i   pod   urwiskami   skał   przenieść   chcieli.   Nosili   oni   tam 
kamienie,   wszakże   im   tego   Aniół   Boży   bronił,   a   walcząc   z   niemi,   kamienie 
ogromne im powytracał. Kamienie te leżą w kierunku ku Siemianowicom i na 
7 mil daléj rozrzucane i widać na nich jeszcze szpony szatańskie.

O   karpatach   tak   lud   Śląski   powiada.   Czarci   mieli   zamiar   takowymi  

położonemi groblami, jako te góry są, cały Śląsk opasać, a potem z jeziora na 
tych górach, morskim okiem zwanego, cały Śląsk zatopić. Źli duchowie znosili 
skały i w worach ziemię jednéj nocy, lecz gdy kur zapiał, a oni jeszcze roboty 
swéj niedokonali, musieli zamiaru swego zaniechać i na przepaści uciekać.

W   małym   drewnianym   kościółku   w   wsi   Łomnice   pow.   Oleskim   jest 

w ołtarzu prześliczny obraz Panny Maryi, pocieszającą zwanéj, o którym wieść  
tak opiewa: Pan dziedziczny  Łomnice, a raczej jego sługa, znalazł w czasie 
wojennym w pewnym kościele w Pradze, gdzie konie wojska stały, od kopyt 
końskich zdeptany obraz. A on przyjąwszy go z należytą uczciwością, wystawił  
kościółek,   niby   doczasowy,   albowiem   miał   zamiar,   za   czasem   wspaniałą  
murowaną Świątynią wystawić, a opatrzywszy obraz kosztowną ramą, sprawił  
i   piękne   dzwony.   Po   skończonéj   wojnie   szukano   straconego   obrazu   przez 
posłańców umyślnie w różne strony wyprawionych i wywiadowano się daleko  
i szeroko gdzieby był. Przyszło też w tem celu i do Łomnice dwóch mężów na 
wywiady,   zostających   tamże   na   noclegu.   W   karczmie   na   pościeli   mówili   po 
czesku do siebie, niedomniewając się, żeby ich kto rozumiał. Pierwszy odezwał  
się: "Trzebaby nam się i tu o tym obrazie popytywać". Odrzekł na to drugi: "Po 
ca i na co? A dać żeśmy się już wszędzie pytali. Jakżeby się tu ten obraz do tak 
nikczemnéj   wsi   dostał.   Niezadawajmy   sobie   niepotrzebnego   mozołu". 
Odchodząc   pytali   się   przecież   odebrali,   jednak   niezadowolniącą   odpowiedź, 
i tak tam obraz pozostał.

O nadzwyczajnéj sile cielesnéj jednego z przodków hrabi Gaszynów na 

Żyrowej   pod   górą   Chełm   w   powiecie   Wielko   -   strzeleckim,   w   przeszłym 
stuleciu

23

 zmarłego, wspomina w odległych okolicach lud bardzo wiele, np. był 

on   wstanie   szynę   żelaza   człowiekowi   o   szyję,   niby   powróz   owinąć,   powóz  
z   czterema   końmi   w   najspieszniejszym   pojeździe   za   koło   go   chwytając 
zatrzymać,   na   każdej   wyciągniąnej   ręce   trębacza   trąbiącego   utrzymać,   furę 
z drzewem przez niską chałupkę przerzucić. W Wojciechowicach, o ćwierć mili 
od Oleszna, dźwigano w folwarku jemu należącym stodołę, chcąc na rogach pod 
przyciesie duże kamienie podłożyć. Nie chciało się to majstrowi ciesielskiemu  
na żaden sposób udać. Hrabia Gaszyna udźwignął każdego rogu rękami i tak 
długo trzymał, dopóki kamieni niepodłożono.

22

 Pakuły.

23

 XVIII wiek.

25

background image

O   głębokim   dole,   obok   rzeczki   Przyrwy,   wpadającéj   do   Małéjpanwie, 

państwie  Woźnickim,  Rosochoc zwanym,  mówi lud, że  jest bez dna, i że się 
w nim różne potwory widzieć dają. Rosochoc utrzymywany bywa za Siedlisko 
stałe topielca (utopka), który jednak ma i inne stawy nad Małąpanwią, aż do 
Bruska odwiedzać. Powiada lud, że tam przez wieś Zielona przechodzi, gdzie go  
nie którzy  już jako chłopczyka  w czerwonym  ubiorze  po rzecze  przechodzić, 
a nawet nad jéj brzegiem spać widzieli.

Lud   Śląski,   lubo   históryą   o   Meluzynie   pomiędzy   nim   ni   jest 

upowszechnioną, mówi kiedy wiatr świszczy: Meluzyna jęczy. Mówi też nasz lud 
o   Subeli  (Sybili)   siedzącéj   w   wieży   Babilońskiéj   która   aże   do   sądnego   dnia 
koszulę szyć musi. A więcéj o niéj niewie powiedzieć.

O Rosochocu utrzymuje się pomiędzy ludem i zabobon (przywiarek), że  

polewając tam z niego po trzykroć w wielki Piątek konie, one się narowistemi  
stają.

Skoro   przy   zaludnieniu   jednego   Słowiańskiego   miejsca   nowéj   osady 

potrzeba było, zaprzągano do pługa jednego czarnego, a drugiego białego wołu 
i wybrozdowano granice, co zagonem nazywano. Z tąd miało też powstać imię 
miasta   Zagań.   Każda   wieś   miała   swój   gród   (horodyszcze)   miejsce   warowne 
w przypadku napaści niespodzianéj, także miejsce pogrzebowe, zgliszcze, gdzie 
ciała umarłych palono. O zamku Najdek (dawniéj Świerlkin

24

 zwanym) w pow. 

Bytomskim   powiada   lud:   że   tam   był   zamek   rozbójników,   dla   gęstych   lasów 
i  wielkich  bagien niemal  cale  niedostępny.  Kiedy  rozbójnicy   z  Łasowic,  wsi  
o milę ztamtąd odległéj, w karczmie przy muzyce dziewkę porwali i do zamku 
swego uwiedli, odważyła się ona jednego razu w ich niebytności do ucieczki, 
a rzucając groch za sobą, tak sobie ślad oznaczyła, poczem wojsko w tę stronę 
uderzyło, a że dotąd nikomu nieznajomy zamek znalazło, więc go też Znajdkiem  
nazwano.

W lasach Śląskich bywały niegdyś zwierze tury, do wołów podobne, ztąd  

też nazwy wsi, np. Turzyce w pow. Bolesławskim, w Czechach, Turów (Thouer) 
w pow. Wrocławskim, Turza w pow. Oleskim, Turawa w pow. Opolskim, Turza 
w pow. Raciborskim, wielka i mała Turza w pow. Rybnickim, Turza, pustkowie 
do   Kochanowic   w   pow.   Lublinieckim   należące.   W   stawie   Jemielnickim 
znaleziono Bożyszcze z Kruszczu Tyrem zwane. W czasie nadchodzącéj wiosny 
obchodzili przodkowie nasi pogańscy święto Turzyce.  Tur oznaczał plenność 
żiemi, którą wtenczas słońce pobudza. Lano się wtedy wodą, a odtąd miał się  
dyngus (śmingust) utrzymać.

Przy wiosce Wytoka niedaleko wsi Zarzyska, gdzie niegdyś był klasztor 

Augustynianów,   późniéj   do   Oleszna   przeniesiony,   pokazuje   lud   kamień,   na 
którym Ś Jadwiga, idąca do Polski, aby wyzwolić pojmanego małżonka swego,  
odpoczywać  miała, i dokąd pieszo  1230 r przechodziła.  Późniéj  wystawiono 
o pół mili od tego miejsca kościół na cześć Ś Jadwigi, który był parafialny, 
następnie zaś do Kościelisk przyłączony.

24

 Świerklaniec.

26

background image

We wsi Psary w pow. Lublinieckim jest łąka do dziś dnia Solarnią zwana.  

Jako wieść niesie, było tam słone źródło, z którego sól warzono. O pół mili daléj 
na zachód jest zaś łąka tegoż imienia o któréj to samo mówią. Przy Woźnikach 
znajduje się także osada imieniem Solarnia. W przywileju Czeskim

25

, który jeden 

tameczny   gospodarz   posiada

26

,   pisanym   w   dzień   Ś   Jerzego   1599,   na   mocy 

którego   właścicielka   państwa   Woźnik,   Pani   Kochcicka,   statek

27

  ten   kupcowi 

Janowi Engel z Wrocławia sprzedała, do którego też i karczma na Solarni, czyli 
tak   zwanem   starym   mieście

28

  należała,   stoi   dosłownie:   "Będzie   mu   tudzież 

wolno, w téjże karczmie corocznie 30 beczek Szepcu (co to mógł być za trunek?) 
wyszynkować. Gdyby zaś następnie na Woźnickim gruncie nie miała być sól 
warzona,   wtedy   on   i   potomkowie   jego   od   tego   szynku   wolnemi   będą". 
W bliskości Lublińca jest także Solarnia, dawniej Warmusie zwana. Solarnia 
nazywa się część wsi Biestrzenik w pow Opolskim. Solarnia w pow. Kozielskim.  
Solarnia część Szczyrbic w pow Rybnickim, Solne folwark do wsi Kopciowic  
należący   w   pow   Pszczyńskim,   Solęcin   w   pow.   Oławskim,   Solec   zwało   się 
dawniéj   stare   miasto,   wieś   do   Białej   (Zülz)   przyległa   w   pow   Prudnickim, 
Sołownia   kolonia   należąca   do   Dzieszowic   w   Wielko   -   Strzeleckim   pow., 
Soloszowice tak się zwać miały laskowice r 1338 w pow Oławskim.

Wioski teraz w królestwie Polskim, jako to Starcza, Właśna, Mały i Wielki 

Rudnik, należały niegdyś do Szląska, do parafii Lubszeckiéj. Jeden z Biskupów 
Krakowskich   kupił   je  i   wcielił  do   swego   xięstwa   Siewierskiego.   Powracając 
przed kilką laty z Częstochowy i przechdząc Starczę widziałem okrągłą dziurę  
jako otwór małéj Kadzi obszerną przed tamtejszą szynkownią. Rzekłem tedy do 
ludzi tam stojących: a czemuż to téj dziury nie zasypiecie, wszakże się dzieci  
wasze potopić mogą? Na to odrzekła gospodyni: a któżby tę dziurę zasuł, kiedy 
ona dna nie ma. Żył tu, jak dawno tego już żaden niebaczy, pewien mąż żonaty,  
ale on do nierządnic chodził. Wiedziała o tem bardzo dobrze jego żona ale mu  
nic   niemówiła.   Gdy   ten   mąż   umarł   wieziono   trupa   na   cmentarz.   Żona   zaś 
ponieważ   małe   dzieci   miała,   nieszła   za   trumną,   lecz   została   przy   dzieciach  
w domu. Trzeba była na cmentarz  dwie godziny jechać. Za godzinę spojrzy 
wdowa   w   okno,   a   tu   jéj   nieboszczyk   w   tem   ubiorze   stoi,   jak   go   do   trumny 
włożono. Kiwał i wołał on na nię, aby do niego wyszła. Uczyniła to żona, a mąż 
rzekł jéj: wiedziałaś ty jakie grzeszne życie prowadziłem, a tyś na to milczała. 
Za to więc teraz obydwaj do piekła iść musiemy. Wtem pochwycił ją i obaj się 
w oczach ich dzieci na tamtem miejscu zapadli. 

25

  W dniu dzisiejszym dostępne jest jedynie tłumaczenie niemieckie tego dokumentu dokonane przez Józefa 

Lompę  i opublikowane w  Szchlesische  Provinzionalblatter  z 1862 r oraz  w broszurze B. Szczecha  "Maria 
Kochcicka   na   Woźnikach   Kamieńcowa   sprzedaje   Janowi   Englowi   z   Wrocławia   karczmę   z   gruntem 
w Woźnikach 23 kwietnia 1599 roku (w przekładzie Józefa Lompy)".

26

 W czasach współczesnych Józefowi Lompie dokument ten był w posiadaniu rodziny Wyleżołek, właścicieli 

karczmy w Solarni.

27

 Statek = gospodarstwo.

28

 Solarnia nie znajdowała się w granicach miasta Woźniki. Granicę pomiędzy miastem a dobrami rycerskimi 

(Państwem Woźnickim) stanowiła do 1927 roku rzeka Łana.

27

background image

O   milę   daléj   ku   północy,   niedaleko   wsi   Brzeziny   ma   być   studnia 

zawalona, o któréj lud powiada, że tam dwie dusze pokutują. Bił jednego razu  
ekonom

29

  ze zuchwalstwa chłopa zboże kosącego. Chłop rzekł: za cóż mię ty 

bijesz, niemając żadnéj przyczyny? I wtem mu jednem zamachem kosą głowę  
uciął. Chłopa powiesił za to szlachcic w polu. Od tego czasu musza obydwaj  
w téj studni pokutować, która się, skoro się tam ich duchy spuściły, natychmiast 
zapadła. Ile razy xiężyc na nowiu jest, wtedy te nieszczęsne duchy występują i ku 
sobie walczą, ekonom z kańczugiem, chłop z kosą w ręku i dopiero na sądnym  
dniu mają być wybawieni.

Pietrusza   Niemka,   pierwsza   Xieni   Trzebnicka,   zapytana   od   Ś   Jadwigi 

i Henryka brodatego, jéj małżonka, założycieli  tegoż klasztoru,  czy na czem 
klasztorowi   nie   zbywa   jeszcze   (jeżeli   im   jeszcze   nie   potrzeba   czego) 
odpowiedziała   z   niemiecka:   trzeba   nie!   Co   xięstwo   za   dowcip   wziąwszy, 
klasztorowi od siebie założonemu nazwisko Trzebnicy nadali.

Wspominają jeszcze u nas starzy ludzie, że aż do początku teraźniejszego 

wieku dzwoniono na chmury. Jest wielę takich ludzi, co myślą, jakoby takież 
dzwonienie   za   cel   rozpędzenia   chmur,   nawałnością   i   piorunami   grożących 
służyć miało. Inaczéj jest temu. Był to bowiem święty obyczaj przodków naszych,  
iż gdy się na powietrzu postrach grzmotu wszczynał, dzwonami Plebani ludzi do 
modlitwy   wzywali,   a   tak   każdy   w   domu   Gospodarz   zawoławszy   wszystkich  
domowników swoich do modlitwy, zapalając świecę, gromnicą zwaną, kadząc  
ziółami święconymi, w opiekę Boską się polecali. W Gorzowie dzwoniło dwóch 
mężów   w   wierzy   drewnianéj.   W   tem   spostrzegli,   że   się   wieża   chwiała   i   do 
upaścia   chyliła.   Jeden   z   nich   wyskoczył   od   stolca   dzwonów   oknem,   drugi  
uciekał po schodach. Obydwaj uratowali swoje życie a wtem wieża upadła.

Na Łąkach ku wschodowi od wsi Lubszy położonych, Olszyną zwanych  

pokazują   starzy   ludzie   miejsce,   gdzie   przed   niepamiętnymi   czasami   świnia 
dzwonek   wyryła.   Dzwonek  ten  znajdował   się  przez  długie  lata  w  dzwonnicy 
kościoła   Lubszeckiego   i   był   za   konający   używany,   późniéj   zaś   na   słup   do 
pobliskiéj wsi Psary oddany

30

. Po dziś dzień chce lud w brzmieniu jego te słowa  

słyszeć: "Świnia mnie wyryła, Zuzanna mię wzięła!" ponieważ dziewka świnie 
pasząca, postrzegłszy, że świnia dwonek wyryła, on wzięła i do wsi przyniósła, 
a imię téj dziewczyny Zuzanna było. Cokolwiek daléjw prawą od tego miejsca 
jechał konno pewien polski szlachcic i był od pioruna zabity, a natychmiast się 
tam 5 otworów zrobiło, z których mętna woda wytryska.

Był klasztór w Lubiążu (Leubus) ma być na miejscu dawnej pogańskiéj  

gontyny (świątyni) wystawiony.

Dzień   6tego   Września   r   1606   jest   mieszkańcom   Franksztynu   wielce 

pamiętnym. W tem dniu bowiém wyśledzono niesłychane zbrodnie, że grobarze 
(kopidoli)   byli   powodem   moru   i   takówy   utrzymywali,   chcąc   się   mnogim 
zarobkiem   z   bogacić.   Pewien   stary   niemiecki   dziejopis   tak   to   opisał:   "Roku 

29

 Nadzorca w gospodarstwie.

30

 Dzwonek ten do dziś dnia znajduje się w Psarach na sygnaturce.

28

background image

1606 piekielny myśliwiec przez swoje psy gończe, przez gróbarzy (kopidołów) 
truciznę   mieszał,   tak   że   do   2000   ludzi   wymarło.   Ale   Bóg   wszystkowiedzący 
wyjawił   skryte   sidła   i   sieci   i   19   osób,   małżonków   i   dzieci   sprawiedliwości 
oddano".

W powiecie Lublinieckim gdzie niegdyś lasy gęściejsze były, bywało wiele 

wilków,   które   wielkie   szkody   czyniły.   Ponieważ   w   owych   czasach   państwa 
dziedziczne były po jednym talarze od wilka wystrzałowego płaciły, ze strony 
rządu zaś za wytępienie tak drapieżnego zwierza nic nie było dano, więc tu tén 
chwalebny   zwyczaj   panował,   że   kiedy   kto,   bądź   myśliwiec   bądź   inny,   wilka 
zabił, wtedy mu mieszkańcy wsi i okolicy jego dobrowolną nagrodę a to na ten 
sposób   składali.   Skora   świeżo   z   wilka   zdjęta,   była   sianem   wytykana,   nogi 
wewnątrz   prętami   umocnione   i   tak   postać   wilka   na   sanki   postrawiono. 
Zwyciężyciel wilka ciągnął sanki za sobą a liczne gromady starych i dzieci go  
w koło okrążały. Źgano i targano wtedy wilka, jeden zaś niby drużba, wstępował 
do domów i mówił: "Panie gospodarzu! Prosiemy nie mieć za złe tego, żeśmy  
przyśli do dómu waszego, z takim zwierzem drapieżem, wszak z wilczą sierścią,  
a nie z pierzem, dajcie więc co na tego chrząszcza, co wygadacie jałowiczki 
z   gąszcza,   bo   my   cośmy   takie   zwierze   zgałdzili,   radzibyśmy   co   do   kieszeni 
zarobili".   Dawano   odchodzącym   zboże,   słoninę,   jaja,   masło   i   pieniądze. 
Uważając   ten   obchód,   wznosić   się   daje,   że   dawniéj   jeszcze,   kiedy   u   nas 
niedźwiedzie   po   lasach   gościły,   skory   zabitych   także   oprowadzano,   a   że   na  
pamiątkę   może   dotąd   jeszcze   po   wielu   miejscach   w   ostatki   niedźwiedzia   - 
człowieka w grochówkę otulonego - wodzą i także dla niego kwestują.

O rozwlinach zamku w Ciochowicach niedaleko Toszka mówi lud, że tam 

w piwnicy zamkniętej żelaznémi drzwiami, mają się ogromne skarby znajdować.  
Kusiło się już wielu o ich zdobycie. Zabierali oni i księży z sobą, zaopatrzonych  
różnemi świętościami, lecz nadaremnie, albowiem się drzwi na żaden sposób 
otworzyć   nie   dało,   i   ci   co   je   otworzyć   chcieli,   dreszczem   przejęci   uciekali, 
słysząc głos z tamtéj strony: "Niemasz tu sprawy!" Powiadają, że dopiero tén 
gospodarz   skarbów   tych   dobędzie,   któremu   się   wraz   urodzą   bliźnięta   i  dwa  
cielęta.   Lud   tameczny   powiada   téż,   że   kiedy   hrabia   w   Toszku   niegdyś   tak 
wspaniały zamek budował, żeby w nim i królowie mieszkać byli mogli, tak już 
był biedny, że mu ani na bóty nie stawało. Oświadczył on to swoim poddanym 
a ci złożyli mu się na obuwié. Odtąd płaty w tym państwie nastały. Co bowiem 
piérwszą razą dobrowolna składką było, tego późniéj za trubut żądano. Kiedy 
więc   potym   czas   oddawania   płatów   przychodził,   mówili   zwykle   gospodarze: 
trzeba zanieść grafowi na bóty.

W Bytkowicach za Bytomiem jest także spustoszały zamek, októrym także 

lud opowiada, że się tam wielkié skarby znajdują. Podług mniemania ludu lubi 
diabeł   w   pustym   domu   w   piecu   przebywać,   zkąd   téż   przysłowié   powstało:  
i w starym piecu diabeł pali.

Przed dawęmi czasy grał Pan Chudobski w Oleśnie w karty. Przegrawszy  

już pieniądze, konie i karetę, rzekł: teraz o mój kościół grać będziemy, kto go  

29

background image

jednak wygra, musi go w jednéj nocy z gruntu mojégo sprzątnąć.  Posłużyło 
szczęście Panu Kozłowskiemu że wygrał kościół a dając znać o tem poddanym 
swojej wioski, garnęli się wszyscy jakby na wyścigi z zaprzęgiem i ręcznemi 
narzędziami i przeprowadzili kościół do swojéj wsi, blisko o trzy mile odległéj, 
w   Chudobie   zaś   zostało   miejsce   w   pamięci,   na   którym   niegdyś   ów   kościół 
drewniany był wystawiony.

O zamku Olsztyńskim w Polsce, którego ruiny od Lubsze dobrze widzieć  

można, krążą pomiędzy ludem różne wieści. Np. obok ruin Olsztyńskich paśli 
pewnego razu pastuchy z pobliskiégo miasteczka bydło. Pomiędzy niemi był téż 
chłopak, uboga sierota. Drudzy swawolni chłopacy szarpali go i wrzucili mu do 
otworu   podziemnego   sklepienia   jego   czapkę.   Nieborak   rzewnie   płakał, 
obawiając   się   kary,   gdy   do   domu   bez   czapki   powrócił.   Nabył   więc   ducha 
i spuścił się do ciemnego lochu. A oto tam wielki czarny pies, strzegący skarbów 
tak się do drżącego chłopaka odezwał: podnieś sobie twoję czapkę i napełni ją 
złotem. Chłopak jak niedał sobie tego dwa razy powiadać i wyszedł szczęśliwie 
do   góry.   Inny   pastucha   zazdroszcząc   mu   tego   szczęścia,   rzekł   do   swych 
współbraci: wrzućcie tam też i mój kapelusz. Stało się tak, ale się zuchwalec  
jeszcze do dziś dnia ma powrócić.

W   Szląsku   mamy   trzy   wsie   pod   niemiecką   nazwą:   Święte   jeziora,  

w powiatach Bolesławskim, Zgorzeleckim i Żegańskim położone. Bez wątpienia 
miały   te   nazwy   jako   i   następujące   mieć   swoje   właściwe   do   głębokiéj 
starożytności sięgające znaczenia. Np. Świętnik już r 1148 wieś o jedną milę od 
Wrocławia   w   pismach   znana,   niegdyś   do   klasztoru   Wincentynków   tamże 
należąca. Świętnik w powiecie Niemczeńskim, Świętroszeń w pow. Mieliczkim, 
Święć   w   hrabstwie   Glackiém

31

,   Świątnik   Wielki   w   powiecie   Trzebnickim,  

niegdyś włość panien klasztornych tamże, Mały Świętnik tamże, Świątnik miał 
też być jeszcze w 14tym wieku w powiecie Wrocławskim, graniczący ze wsią 
Tauner, Turów. Świętów niemiecki i polski (Dajcz und Poln. Wette) w powiecie  
Nisskim,   Świętszolowice   zwały   się   r   1532   Świętochlew,   Świętochłowice   przy 
Pyskowicach. Jako Niemcy za czasów pogańskich dąb w wielkim uszanowaniu  
mieli,   tak   samo   Słowianie   drzewo   lipowe   poważali.   Od   Lipy   miało   powstać  
nazwisko księstwa niemieckiego Lippe, niegdyś przez Słowian zamieszkałego. 
W   Szląsku   mamy   także   wsi,   które   imiona   swe   od   lipy   otrzymały.   Np.   Lipie  
(Leipe)   o   milę   od   Wrocławia,   Lipie   w   powiecie   Wielko   Głogowskim,   Lipie 
(w języku wenedów Lipojo) w powiecie Wojerezkim (Hojerwerda), Lipa w pow.  
Ziembickim   (Minsterberg),   Lipa   w   pow.   Trzebnickim,   Lipa   średnia,   dólna 
i   górna   w   pow.   Jaworskim,   Lipowa   w   pow.   Niemodlińskim,   Lipiny   w   pow.  
Rotenburgskim,   Lipów   (Leipis)   w   pow.   Niemczeńskim,   Lipnice   w   pow.  
Woławskim, Lipa w pow. Rotenburg, Lipowe w pow. Grotkowskim, Lipowiec, 
folwark   w   pow.   Rybnickim,   Lipie,   folwark   blisko   Lublińca,   Lipki   w   pow.  
Zielonogórskim, Lipowe, folwark w pow. Oleskim, Lipy w pow. Kożuchowskim  
(Freistadt),  Lipiny w pow Worezkim. Słowianie wierzyli że czart w lipie nie 

31

 Kłodzko.

30

background image

mógł   mieć   pobytu,   zaczem   stara   wierzba   najmilszym   siedliskiem   jego   była. 
Mniemali też oni, że go tylko łykami lipowemi wiązać było można. Dlatego też 
najbardziej lipowe stoły lubili. 

Mieszkańcy wsi Ligota, do Woźnickiégo państwa, a do kościoła w Lubszy  

należącej, powiadają, że gdy tam przed 200 laty mór panował, tak że tylko dwie  
niewiasty z pokolenia Sekułowego przy życiu zostały, nie chciał chorych ksiądz 
Woźnicki   odwiedzać.   Jeździł   więc   do   nich   fararz   Lubszecki,   i   odprawiał   im 
Mszą Ś na granicy pól na lipowym stole, a odtąd przyłączyli się Ligocanie do 
Lubsze.

W Borónowie, wsi na milę od Lubszy w pow Lublinieckim odległéj, któréj 

kościół   przed   stu   i   kilka   laty   był   filialnym   Lubszeckiego,   ma   się   w   stawie 
otaczającym   z   dwóch   stron   tamtéjszy   kościół   dzwon   kościelny   znajdować, 
którego jednak nie można dobyć, lubo się dźwięk jego pod wodą czasym słyszeć  
daje.   W   kościele   tamtéjszym   widzieć   można   na   ołtarzu   w   kaplicy   po   lewéj 
stronie pod obrazem NP Maryi klęczącego ojca i matkę, a obok nich czterech 
synów i cztery córki w ubiorze starożytnym. Lud mówi, że jest to wizerunek  
dawno tu byłego dziedzica, hrabi Kotulińskiego, małżónki i dzieci jego, a obraz 
ten jako wotum na pamiątkę smutnego przypadku. Przez staw mianowany szły 
bowiem od zamku aż do kościoła ławy, po których państwo pobożne do kościoła  
uczęszczało. Idąc jednego razu temże chodnikiem wpadło jedno z dzieciuchów 
do stawu i utonęło. W owych czasach było daleko więcéj państw dziedzicznych  
aniżeli teraz. Niesłychać już teraz o Kotulińskich, a dobra Boronowskie należą 
do państwa Koszęckiego. Część Boronowa Hajduki zwana poświadcza, że tam 
posługacze hrabiów mieszkali, których hajdukami nazywano.

W Koniowie niedaleko Kluczborka miał dwón większy kościelny z stawu 

być  wydobyty. Gdy  tam bowiem kobiety  bieliznę prały,  dzwon  się u płachty  
przyczepił i tak wyciągniąny został.

W   Nr   69   zamieszczono   pierwszą   informację   o   istnieniu   w   Woźnikach 

biblioteki (czytelni) publicznej utworzonej staraniem Józefa Lompy, nauczyciela 
z Lubszy i Juliusa Radlika, nauczyciela i późniejszego burmistrza Woźnik. Była 
to   jedna     z   pierwszych   bibliotek   na   Górnym   Śląsku.   Dziś   nie   można   już 
prześledzić losów księgozbioru zgromadzonego w tej bibliotece po roku 1848. 

Dnia 27 tm

32

  pod moim adressem dla czytelni nadesłała dyrekcja Ligi 

51 ksiąg, 10 kompl i 10 niekopl Egzemlarzy powieści dla dzieci Nekwaskiéj -  
nadto   pismo   dla   nauczycieli   ludu   -   Słownik   obcych   wyrazów   -   katedra   na 
Wawelu   -   i   pismo   poznańskie   żywie   -   Księgi   te   rozdzieliłem   w   rownych 
częściach   i   przesłałem   czytelniom:   Bytomskiej,   Woźnickiej   i   Rybnickiej, 
składając Lidze publiczną za te dary podziękę.

33

32

 27 stycznia 1849 roku.

33

 Józef Łepkowski (1826 - 1894) redaktor Dziennika Górnośląskiego.

31

background image

O   nabożeństwie   dziękczynnym   za   wybranie   mieszkańca   Lubszy, 

Schwarza, na posła na Sejm Pruski doniesiono w Nr 75.

Lubsza  (powiat   Lubliniecki)   dnia   17   Lutego   odbyło   się   tu   uroczyste 

nabożeństwo,   aby   Bóg   pobłogosławił   chęciom   i   czynom   Pana   Szwarca, 
deputowanego na Sejm Berliński do 2éj komory. Lud nader licznie z okolic się 
tu   zgromadził,   a   znękany   cierpieniami   i   oczekiwaniem   lepszych   dla   niego 
czasów      z nabożeństwa szczerego i ze serca odśpiewał pieśń: Kto się w opiekę  
odda Panu swemu, poczem Xiądz Fararz Szyia miał wyborną mowę. Po Mszy Ś 
śpiewał lud: "Bądź pochwalon Boże wielki" Z gminu tutejszego i sąsiednich wsi 
nadesłano   potem   Panu   Szwarcowi   powinszowanie   godności   i   życzenia 
szczęśliwéj podróży.

P.   Szwarc   jest   umysłu   ściśle   konstytucyjnego,   przytem   już   od   dawna 

prwadziwem przyjacielem ludu. Przyodziewa on corocznie na gody, zupełnie 
kilkoro   ubogich   szkolnych   dzieci,   daje   hojne   jałmużny   ubogim   bez   różnice  
wiary, udziela desek na trumny, gdzie tego potrzeba wymaga. Jest on wyznania  
ewangelickiego, odwiedza jednak często nabożeństwo katolickie i już kościołowi 
naszemu dosyć znaczne podarunki uczynił. Jest on ludzki, a tak to już 14 lat 
z nami przeżywszy, zaiste się od jego starań pomyślnych skutków spodziewać  
możemy. Nauczył się on dość dobrze po polsku pisać i mówić, a przywyjeździe 
swym dzisiajszym ogłosił okólnikiem (kurędą) gminom państwa Lubszeckiego, 
że im o ile można wszelkie wiadomości o czynności deputowanych po polsku  
nadsełać będzie.

Jest on rodowitym Niemcem, uznaje jednak że lud po polsku mówiący,  

tylko w swéj macierzytéj mowie pouczony być może.

Gdy ten godny mąż wybierał się w drogę do Berlina, lud czekał przed 

jego   domem   blisko   4   godziny   i   odprowadzał   go   z   błogosławieństwem  
i   radośnemi   okrzykami   w   pole.   Śmiało   spodziewać   się   należy,   że   ten 
deputowany, choć Niemiec, wspólnie z Szafrankiem (który też już do Berlina 
odjechał) ujmuje się za narodowością ludu Śląskiego.

Także   w   tym   samym   numerze   zamieszczono   informację   z   Piasku 

o polskim kazaniu w kościele ewangelickim.

Piasek  (Ludwigsthal w Lublinieckim) W przeszłą niedzielę nowo do téj 

wsi przybyły pastor ewangelicki miał pierwszy raz po 20 latach polskie do ludu 
kazanie.   Radość   ludu,   że   słowo   Boże   swego   wyznania   słyszy   narodowym 
językiem, była niewymowna.

32

background image

Również w tym samym numerze zamieszczono reklamę Józefa Lompy 

jako tłumacza.

Do tłumaczenia starych praw w języku czeskim pisanych, zaleca się jak 

przysięgły tłumacz J. Lompa, nauczyciel w Lubszy w Lublinieckim powiecie.

W Nr 77 zamieszczono pierwszą informację z Zielonej.

Woźniki.  Sąd   Państwa   Woźnickiego   ma  swoją   kancelaryą   w   Zielnéj

34

sędzią jest katolik, a przecież w święto Oczyszczenia NP Maryi (w Gromnice) od 
rana aż do wieczora trzymano z ludźmi terminy!

O powiększeniu zbiorów biblioteki woźnickiej poinformowano w Nr 82.

Korespondencya Red. Naucz. L

35

 oznajmiamy, iż xiążki mu nadesłane, są  

przeznaczone na powiększenie czytelni Woźnickiéj lub założenie Lublinieckiéj.

W   Nr   99,   jednym   z   ostatnich   wydanych   numerów   Dziennika 

Górnośląskiego,   zamieszczono   artykuł   podsumowujący   dotychczasową 
działalność redakcji i ludzi związanych z Dziennikiem.

Do szanownych Czytelników.

Już   to   przeszło   rok   upłynął,   sznowny   Czytelniku,   jak   Dziennik   nasz 

pierwszy raz ukazał się, będzie więc na czasie, żebyśmy wspólnie obéjrzeli się 
na przeszłość wspólnego obcowania naszego i porozumowali sobie też nieco, 
jako sobie na przyszłość postępować będziemy.

Z rozpoczęciem wychodzenia pisemka naszego oświadczyliśmy się dotąd, 

że bronić będziemy sprawy ludu, że staniemy na tronie ludzi wolnomyślnych, 
którzy   wieczną   wyrzekli   wojnę   zastarzałéj   biurokracyi,   że   ostatecznie   bez 
przestanku   będziemy   brónić   sprawy   naszéj   narodowéj   i   upominać   się 
współuprawnienie   z   Niemcami.   O   ileśmy   przedsięwzięciu   swojemu   wiernym 
zostali, sam osądzić możesz. Jeżeli zaś usiłowania nasze aż dotąd pozostały bez 
skutku, nie jest to naszą winą. Przewidywaliśmy także, że tylko lud moralny  
i oświecony wolności prawdziwéj dopnie i takowéj brónić potrafi, staraliśmy się 
więc   o   założenie   czytelń,   z   których   książki   wypożyczywać   i   takim   sposobem  
oświatę   rozszerzać   by   można.   W   Bytomiu   mamy   już   książek   przeszło   400, 
w   Woźnikach   przeszło   50,   małą   liczbę   także   w   Lubecku   przy   Lublińcu 
i w Rybniku. Wszystkie te książki są dary chrześciańskiéj miłości. Ubolewać 
atoli musiemy, że między Ślązakami tylko kilku się znalazło którzy ze szczupłych 
swoich   dochodów   złożyli   ofiary   na   ołtarzu   ludzkości.   Za   staraniem   naszem 
zawiązało się także towarzystwo pracujących dla oświaty ludu górnośląskiego, 

34

 Zielona.

35

 Józef Lompa.

33

background image

mysleliśmy bowiem, że jeżeli wszyscy połączymy się i wspólnie i ze zgodą do  
jednego celu dążyć będziemy, więcéj uzyskamy. Towarzystwo nie było aż dotąd 
bezczynnem, lecz szczupłość dochodów i mała liczba członków jego sprawiły, że 
tak mało o nim słyszano. Zajmowało się ono aż dotąd zarządem czytelń naszych 
i   sprawami   miejscowemi.   Zwróciło   także   pismo   nasze   uwagi   braci   naszych 
Polaków   poznańskich   i   zagranicznych   na   nasz   biedny   Śląsk,   co   jest   rzeczą 
bardzo ważną, a chociaż aż dotąd nie potrafiliśmy całkowicie odpowiedzieć ich 
oczekiwaniom, sądzimy przecież przekonani że związek ten nowo zawarty już 
więcéj   zerwanym   nie   zostanie   i   wielkie   przyniesie   nam   korzyści. 
Przedsięwzięciem   jest   naszem   i   będzie   nim   na   zawsze   pozostać   na   dródze  
rozpoczętéj, będziemy się starać o dobro ludu naszego i usiłować rzecz dotąd 
doprowadzić,   żeby   wszyscy   Polacy   pod   panowaniem   króla   pruskiego 
zamieszkiwali   w   jak   najściśléjszym   połączyli   się   związku,   żeby   wszyscy   jak 
najprędzéj przyszli do tego przekonania, że mają jeden i ten sam interes, że 
połączéni prędzéj dostąpią wszystkich korzyści. Lecz do prowadzenia każdego 
dobrego dzieła potrzeba wiele sił i dobréj wóli, upraszamy więc czytelników 
naszych żeby łaskawie przyczynili się do jak największego rozpowszechnienia 
Dziennika naszego. Dziennik bróni sprawy ludu, niech więc téż każdy z ludu 
i   każdy   przyjaciel   jego   postara   się   o   jego   rozszerzenie   się.   Zaiste   mieszka,  
szanowny   Czytelniku,   może   brat,   może   też   przyjaciel   albo   znajomy   twój 
w sąsiedniéj wiosce, opowiedz mu o co tu chodzi, że w tem pisemku starają się 
o dobro jego, a on zapewne przekona się żeby to grzechem było, oszczędzać kilu  
groszy na rzecz tak bardzo potrzebną.

Upraszamy także szanownych ziomków naszych o nadesłanie artykułów 

do pisma naszego stosujących się, albowiem tylko za pomocą wielu będziemy  
w stanie wszelkim w nas pokładanym oczekiwaniom zupełnie odpowiedzieć.

34