background image

PODMIOTOWOŚĆ CZŁOWIEKA W ORGANIZACJI 

 

Redakcja:  

Marek Motyka, Justyna Pawlak 

 

Zespół autorów: 

Małgorzata Adamska-Chudzińska 

Lech Górniak 

Joanna Krzyżak 

Mariusz Makowski 

Justyna Pawlak 

Alicja Szczygieł 

Maria Węgrzecka 

Małgorzata Wypych 

background image

 

Mariusz Makowski 

 

OD MANIPULACJI I INSTRUMENTALNO-PRZEDMIOTOWEGO PODEJŚCIA W RELACJACH 

ZAWODOWYCH DO SAMOPRZYWÓDZTWA 

 

W  niniejszym  opracowaniu  podjęto  problematykę  wpływu  społecznego  w  kontekście  relacji  międzyludzkich  w 

sferze  zawodowej.  Jedno  z  istotniejszych,  stawianych  w  nim  pytań  brzmi:  kiedy  ów  wpływ  może  być  uznany  za 

manipulatywny? A jeżeli uznamy określone oddziaływanie za manipulatywne, co to dla stron - a szerzej dla organizacji - 

oznacza? 

Czy stosowanie manipulacji nierozłączne jest z instrumentalnym traktowaniem drugiego człowieka? Jakie relacje 

zachodzą między tym, co kryje się za takimi pojęciami jak: „podmiotowość”, „przedmiotowość”, „wpływ społeczny” czy 

„manipulacja”?  Celem  rozważań  podjętych  w  tym  opracowaniu  jest  propozycja  odejścia  w  nazewnictwie  od 

pejoratywnych etykiet, takich jak manipulacja i instrumentalizm na rzecz jakości wpływu społecznego występującego w 

kontekście pracy, zarządzania; relacji zawodowych.  

Aby  zdefiniować  czym  jest  manipulacja  (łac.  manipulatio)  w  relacjach  międzyludzkich  warto  odnieść  się  do 

źródła terminu - pochodzi on od łacińskich słów „manus” - ręka i „celere” – napełniać. Można więc ująć manipulację – w 

background image

sposób dosłowny - jako: „podejmowanie określonej czynności przez człowieka”. Warto zauważyć, że pojęcie to nabrało 

w  psychologii  zabarwienia  pejoratywnego  dopiero  w  połowie  XIX  w.  Wcześniej  miało  ono  zabarwienie  neutralne, 

wiązane  ze  zdolnością  poruszania  przedmiotami  przy  pomocy  kończyn

1

.  Inżynier  manipuluje  pokrętłem  aparatury, 

kierowca  drążkiem  dźwigni  biegów,  śpiewak  napięciem  mięśnia  przepony  i  strun  głosowych.  Osoba  rozporządza 

przedmiotem  wedle  własnych  interesów.  W  tym  aspekcie  manipulacja  ma  wydźwięk  neutralny,  z  tego  powodu,  iż 

odmawiamy  przedmiotom  własnej  woli  i  świadomości.  W  przypadku  oddziaływań  międzyludzkich  już  tak  nie  jest. 

Manipulowanie  innymi  uznawane  jest  za  formę  oszukiwania,  wprowadzania  w  błąd,  wykorzystywania,  a  nawet 

zakamuflowanej  przemocy.  Zanim  jednak  potępimy  obecność  manipulacji  wśród  form  międzyludzkich  oddziaływań, 

warto  zastanowić  się,  czy  osoby,  którymi  ktoś  manipuluje  mają  jasność,  co  do  czytelności  własnego  interesu  i  czy 

rzeczywiście jest on różny względem tego, co chce osiągnąć osoba manipulująca? Nieraz przecież bywa tak, że do końca 

nie  wiemy  czego  chcemy,  a  dowiadujemy  się  o  tym,  gdy  ktoś  nam  tego  dostarczy

2

.  Na  przykład  pracownik  może  nie 

zdawać  sobie  sprawy  z  pokładów  własnej  ambicji  do  czasu,  aż  przełożony  nie  wpłynie  nań,  umiejętnie  hierarchizując 

trudność  stawianych  przed  nim  zadań.  Dochodzimy  tu  do  ważkiego  zagadnienia  jakim  jest  świadomość  wpływu.  Czy 

można manipulować innymi nie wiedząc o tym? Jeśli „manipulator”  nie zdaje sobie sprawy, że manipuluje czy można 

uznać, że manipulacja nie występuje? Z kolei, jak sprawy się mają po stronie osoby poddanej manipulacji – jeżeli zdaje 

sobie ona sprawę, że jest manipulowana czy tutaj manipulacja ma miejsce? Świadomościowe kryterium manipulacji nie 

jest  jednak  najszczęśliwszą  cezurą,  jak  argumentuje  Tomasz  Witkowski  [2000]  w  swej  monograficznej  pracy 

                                                           

1

 

http://www.stopmanipulacji.info/manipulacja/definicja/

 , [dostęp: 7.11.2011.] 

2

 Nasuwa się tu skojarzenie z filozofią biznesową Steve`a Jobsa, współzałożyciela i ikony korporacji Apple; pytany o tajemnicę  sukcesu Apple 

stwierdził, iż w dużym stopniu był on skutkiem wychodzenia naprzeciw klientom w myśl zasady: „Ludzie nie wiedzą czego potrzebują, dopóki 
im tego nie pokażesz”. Bestsellery rynkowe – jakimi stały się - Macintosh, I-Pod i I-phone zdają się potwierdzać słuszność tego założenia. 

background image

poświęconej  manipulacji.  Systematyzuje  on  możliwości  będące  skutkiem  interakcji  stanu  świadomościowego 

wpływającego  i  osoby  będącej  obiektem  wpływu.  Pojawiają  się  tu  cztery  warianty:  wpływający  jest  świadom  swych 

działań  manipulatywnych  (1)  lub  nie  jest  (2).  Osoba  poddana  oddziaływaniu  wie,  że  jest  manipulowaną  (3),  oraz  gdy 

pozbawiona jest tej świadomości (4) [Witkowski, 2000, s. 27]. Połączenie warunków (1) i (3) jak też (2) i (3) skutkuje 

brakiem  manipulacji,  gdyż  „odbiorca”  wie,  że  jest  obiektem  wpływu

3

.  Warianty:  (1)  i  (4)  obrazują  pewny  przykład 

manipulacji. Z kolei połączenie warunków (2) i (4) gdy nieświadomy „nadawca” wpływa na nieświadomego manipulacji 

„odbiorcę” pozostaje mocno polemiczny, a za razem najciekawszy. Można powiedzieć, iż wpływ dokonuje się między 

osobami  jakby  za  opuszczoną  kutyną;  podprogowo,  w  sposób  zautomatyzowany  i  nieświadomie.  Słabość  kryterium 

świadomości  można  uznać  za  argument  przeciw  używaniu  terminu  „manipulacja”;  skoro  proces  ten  wymyka  się 

świadomej  kontroli  trudno  przyjąć,  że  możemy  nim  -  w  dowolny  sposób  -  sterować  Gdyby  jednak  uznać,  że  –  mimo 

wszystko – pojęcie manipulacji zachowuje rację bytu, znacznie lepszym kryterium jej diagnozy będzie odwołanie się do 

intencji/ motywu osoby chcącej wpływać na innych. Można powiedzieć, iż możliwość określenia interesu, korzyści jakie 

odniesie  ktoś  w  związku  ze  swym  świadomym  bądź  nieświadomym  postępowaniem  znacznie  pewniej  definiuje  to 

działanie  jako  manipulatywne,  przy  założeniu  że  „ofiara”  tego  oddziaływania  nie  zdaje  sobie  z  tego  interesu  sprawy. 

Witkowski [2000,  s.  28]  uzupełnia  ów  paradygmat  motywu  w  manipulacji  o  dodatkowe  warunki:  Powinien  zachodzić 

związek działań podejmowanych przez manipulatora z możliwością realizacji jego celu, który winien przedstawiać dlań 

                                                           

3

  Choć  przypadek,  kiedy  manipulator  jest  świadom  swego  wpływu,  a  odbiorca  uświadamia  sobie,  że  jest  manipulowany  wskazywałby,  że 

manipulacja  została  „rozbrojona”  lub  „wykryta”,  nie  zamyka  to  dalszych  potencjalnych  możliwości  manipulatywnego  wyzyskania  incydentu. 
Odbiorca może udać, że nie wykrył ukrytych intencji manipulującego, grać rolę „nieświadomej ofiary” co może zwrotnie oddziaływać - również 
w sposób manipulatywny - na pierwotnego nadawcę manipulatywnego przekazu. 

background image

subiektywną wartość. Dodatkowo powinien występować rozdźwięk między tym na ile osoba poddana oddziaływaniu jest 

skłonna do uległości bez zastosowania manipulacji, a stanem wyzwolonym przez manipulatywny wpływ. 

Klasyczne definicje manipulacji odwołują się do dysonansu pomiędzy interesem „sprawcy”, a interesem „ofiary”. 

Zdaje się to użyteczne, dopóty, dopóki nie poddamy analizie tego co w istocie oznacza interes osoby. Już podstawowe 

zróżnicowanie na „interes doraźny” i „interes długoterminowy” dostarcza wątpliwości, co do użyteczności tego kryterium 

definicyjnego. Jeżeli bowiem ktoś wpływa - choćby w sposób psychologicznie nietransparentny - na swego partnera, aby 

ten powstrzymał się od palenia papierosów, być może realizuje własny interes, aby rozmawiać w atmosferze wolnej od 

szkodliwego  dymu.  Uruchamia  swym  działaniem  jednak  dyskomfort,  frustrację  u  partnera,  pozbawionego  substancji 

psychoaktywnej,  która  reguluje  emocje  i  pomaga  zachować  mu  dobre  samopoczucie.  Jednocześnie  manipulujący  może 

mieć na sercu interes palacza, w perspektywie długoterminowej, w aspekcie jego zdrowia oraz dłuższego życia. Wreszcie 

może być i tak – i raczej będzie to regułą niż wyjątkiem – że, wpływający realizuje kilka celów jednocześnie, podobnie 

jak osoba „odzwyczajana” od palenia posiada wiele osobistych interesów związanych z nałogiem. Działania ludzi mają 

charakter polimotywacyjny [Tokarz, 1985]

4

, co z jednej strony ukazuje wyjątkowość naszej osobowościowej natury, a z 

drugiej  nastręcza  psychologom  szereg  kłopotów,  począwszy  na  metodologii  badań  (np.  kontrola  zmiennych 

eksperymentalnych), poprzez trudności definicyjne, a na problemach w trafnym przewidywaniu zachowań skończywszy.  

Nasuwa się tu przykład wpływu określanego jako wychowawczy, realizowany przez rodziców na dzieciach. Czy 

jest  to  manipulacja?  Odwołując  się  do  kryterium  „interes  wpływającego  ponad  interesem  obiektu  wpływu”,  konia  z 

rzędem  temu,  kto  potrafi  wiarygodnie  udowodnić  dalekosiężne  korzyści  dla  dziecka  stosowanych  przez  rodziców 

                                                           

4

 A. Tokarz, Rola motywacji poznawczej w aktywności twórczej. Wydawnictwo Ossolineum: Wrocław, 1985. 

background image

„technik” wychowawczych. Czy to, co robi ojciec np. odmawiając zabawy z dzieckiem, ma realizować interes rodzica 

(zyskuje  on  w  ten  sposób  czas  dla  siebie;  „święty  spokój”)  czy  odroczoną  w  czasie  korzyść  dziecka  (rozwijanie 

umiejętności radzenia sobie z frustracją)? 

Nawet  dostrzegając  pewną  dozę  racjonalizacji  w  ocenie  własnych  działań  przez  ojca,  można  zgodzić  się,  że 

realizuje on różne interesy: własny i dziecka. Przykład relacji skośnej „rodzic – dziecko” został tu przytoczony nie bez 

powodu, ukazuje on znaczenie równości partnerów wpływu społecznego. W ujęciu Podgóreckiego [1976] „ manipulacja 

to  wszystkie  sposoby  oddziaływania  na  jednostkę  lub  grupę,  które  prowadzą  do  mylnego  przekonania  u  osoby 

manipulowanej,  że  jest  ona  sprawcą  (decydentem)  jakiegoś  zachowania,  podczas  gdy  jest  ona  narzędziem  w  rękach 

rzeczywistego  sprawcy”.  Decydująca  -  w  myśl  tej  koncepcji  -  byłaby  „sprawczość”  ludzkich  zachowań.  Czy  jako 

suwerenna  jednostka  w  rzeczywistości  jestem  podmiotem  swych  postaw  i  działań,  czy  tylko  tak  mi  się  wydaje?  W 

przypadku  dzieci  i  nastolatków  można  mieć  wątpliwości  czy  zdolne  są  one  funkcjonować  podmiotowo.  Wynika  to  z 

szeregu przyczyn natury rozwojowej, takich na przykład jak: pozostawanie w relacji zależności psychicznej, heteronomia 

moralna,  ograniczona  samoświadomość  i  zdolność  myślenia  krytycznego.  Z  tych  powodów  najmłodsi  łatwo  ulegają 

manipulacji ze strony starszych.  

Jeśli  odnieść  się  do  dojrzałych  psychicznie  i  społecznie  osób  dorosłych  ich  poczucie  podmiotowości  zawiera 

istotne  w  aspekcie  samooceny  przekonanie  o  tym,  że  własne  działania  pozostają  skutkiem  własnych,  świadomych 

ustosunkowań, postaw i potrzeb. Podmiotowość oznacza poczucie sprawstwa, rodzaj wiary, iż własne postępowanie jest 

skutkiem  świadomych  intencji  i  pozostaje  relatywnie  wolne  od  cudzych  niechcianych  oddziaływań.  Przeciwieństwem 

tego  stanu  byłoby  poczucie  przedmiotowości  lub  uprzedmiotowienia.  W  tym  miejscu  należy  zwrócić  uwagę  na 

background image

konsekwencje  jakie  niesie  „tradycyjne”  postrzeganie  procesu  wpływu  społecznego  definiowanego  jako  manipulacja, 

występującego  między  „sprawcą”  a  „ofiarą”.  Podmiot  i  przedmiot  manipulacji  to  czytelne  pojęcia,  zdające  się 

„obiektywnie” różnicować nadawcę i odbiorcę wpływu. Jak często w nauce tak i w tym przypadku redukcja zjawisk do 

uproszczonej  siatki  pojęć  i  koncepcji  pomaga  badać  złożone  i  ukryte  procesy,  jednak  dzieje  się  to  kosztem  zubożenia 

opisywanej  rzeczywistości,  skutkującego  częstokroć  „zgubieniem”  istotnych  jego  aspektów.  Narzucany  podział 

dychotomiczny: „nadawca” wpływu kontra „przedmiot” oddziaływania sugeruje, iż ktoś jest wyżej, „ktoś kogoś traktuje 

instrumentalnie”.  Co  jednak  sprawia,  że  jedna  ze  stron  zostaje  pozbawiona  podmiotowości,  staje  się  instrumentem  w 

rękach drugiej strony? Czy nie jest tak, że współuczestniczy ona w uprzedmiotowianiu siebie? W kontakcie i wymianie 

dwojga dorosłych osób, z definicji podmiotów wobec siebie, obie strony po równo współodpowiadają za to, co między 

nim  zachodzi.  Polemizując  z  podejściem  inkryminującym  postępowanie  manipulatora,  można  argumentować,  że  wiele 

osób  rezygnuje  ze  swej  podmiotowości,  na  rzecz  pozostawania  instrumentem  w  cudzych  rękach,  z  różnych  ukrytych 

powodów. Takich jak naiwność, wygoda, lenistwo, niechęć brania odpowiedzialności za własne decyzje i działania czy 

też  mówiąc  ogólnie  ignorancja  psychologiczna.  Tak  więc  „zagrożenie  podmiotowości”  jednostki  tak  ochoczo 

przywoływane w kontekście stosowanej manipulacji, nie zawsze jest problemem  realnym,  gdyż  czasami ludzie sami z 

owego poczucia podmiotowości świadomie lub nie rezygnują. Ujmując to w inny sposób: jeżeli nawet zgodzimy się, że 

proces nazywany manipulacja zachodzi, odpowiedzialność za jego wystąpienie, być może w nierównym stopniu, często 

ponoszą  jednak  obie  strony.  Manipulacja  nie  jest  „czymś  robionym  przez  osobę  A  osobie  B,  lecz  raczej  czymś 

zachodzącym w diadzie AB”. 

Uwzględniając  przedstawione  uprzednio  wątpliwości  terminologiczne  dotyczące  manipulacji  autor  proponuje 

zastąpienie jej pojęciem wpływu społecznego, a ściślej rzecz ujmując jakości wpływu społecznego. Zaletą tego terminu 

background image

jest jego neutralność i  nawiązanie do szeregu zjawisk  opisywanych przez psychologów społecznych. Podobnie pojęcie 

podmiotowości  osoby  należy  ująć  nieco  szerzej,  nie  zawężając  go  do  aspektu  związanego  z  tym,  czy  ktoś  „staje  się 

narzędziem cudzych interesów” i jako aktor życia społecznego odgrywa własną kwestię, czy też napisaną mu przez kogoś 

innego.  Podmiotowość  to  elementarne  poczucie  godności,  indywidualizmu,  niepowtarzalności,  to  również 

samoświadomość i branie odpowiedzialności za własne przekonania, wybory i działania. 

Wpływ  społeczny  pozostaje  podstawowym  obszarem  zainteresowań  psychologii  społecznej,  manipulacja  –  jeśli 

pozostać  przy  tym  terminie  -  jest  ledwie  jedną  z  jego  form,  ani  prominentną  ani  najpowszechniejszą.  Robert  Cialdini 

[1996]  zaproponował,  aby  określać  procesy  wiązane  z  psycho-manipulacją,  choć  niekoniecznie  z  nią  tożsame  jako 

zróżnicowane  formy  wpływu  społecznego.  Tok  jego  rozumowania  zdaje  się  podążać  za  ideą,  że  szeregu  technik 

oddziaływania na ludzi można używać w sposób prymitywny i egoistyczny, jak też wyrafinowany i w dobrej wierze. Są 

to tylko narzędzia, które same w sobie nie są dobre ani złe, natomiast ciężar moralnej odpowiedzialności spoczywa na 

tym, kto i jak je stosuje. 

Dla zobrazowania tego poglądu Cialdini stworzył typologię trzech rodzajów „użytkowników” narzędzi wpływu: 

szmuglera, partacza, oraz detektywa wpływu [Skała, 2007]. Pierwszych z nich to przypadek osoby, która wykorzystuje 

narzędzia  wpływu  w  sposób  nieetyczny,  godzący  w  dobro  innych  ludzi;  kierując  się  wyłącznie  własnym  interesem. 

Mianem  „partacza  wpływu”  określa  się  człowieka,  który  z  racji  swej  profesji  i  realizowanych  w  związku  z  nią  zadań 

powinien mieć orientację w technikach psychologicznego oddziaływania oraz umieć je stosować w praktyce, jednak jest 

on  w  tej  materii  ignorantem.  Nie  rozumie  jak  działają  narzędzia  wpływu,  stosuje  je  bez  wyczucia,  wadliwie  i 

nieskutecznie.  Z  kolei  „detektyw  wpływu”  jest  osobą,  która  rozumie  znaczenie  technik  oddziaływania  społecznego, 

background image

potrafi  je  stosować  skutecznie  i  w  sposób  etyczny,  dla  pomnażania  wspólnego  dobra.  Detektyw  wpływu  potrafi  też 

diagnozować  sytuacje  w  których  ktoś  inny  podejmuję  próbę  psychologicznego  oddziaływania.  Jest  samoświadomy  w 

aspekcie społecznych, wzajemnych wymian i oddziaływań. W perspektywie tej typologii, wysoką jakość wpływu można 

zdiagnozować  u  „detektywa”,  niską  zaś  u  „partacza”  i  „szmuglera”.  U  tego  ostatniego  z  tych  powodów,  że  chociaż  w 

perspektywie  krótkookresowej  może  on  być  skuteczny,  po  pewnym  czasie  w  otoczeniu  gdzie  operuje  zyskuje  opinię 

osoby  nie  godnej  zaufania,  fałszywej,  naginającej  zasady  współżycia  społecznego  tylko  do  własnych  celów,  a  więc  w 

istocie pasożytującej na innych. 

Odnosząc  problematykę  jakości  wpływu  do  sfery  relacji  zawodowych  ze  szczególnym  uwzględnieniem  relacji 

przełożony-podwładny nie sposób nie poruszyć zagadnień stylów kierowania ludźmi. W rzeczywistości odnoszą się one 

do  elementarnego,  wspólnego  dla  wszystkich  przedsiębiorstw  celu:  jak  wpływać  na  ludzi,  aby  realizowali  cele 

organizacyjne. Dotychczas w tym opracowaniu podjęto próby definiowania pojęć manipulacji i podmiotowości. Niewiele 

natomiast powiedziano o podejściu instrumentalnym. Czy jest ono tożsame z przedmiotowym traktowaniem człowieka? 

W  wielu  sferach  życia  społecznego  będą  to  zapewne  synonimy,  jednak  w  kontekście  psychologii  zarządzania  i 

psychologii pracy podejście instrumentalne nabiera swoistego zabarwienia.  

Organizację  rozumianą  jako  zbiorowość,  cechuje  określona  struktura  i  hierarchia,  a  więc  układ  wzajemnych 

zależności.  Pewne  grupy  (a  w  nich  jednostki)  funkcjonują  jako  instrument,  dzięki  któremu  inne  zbiorowości  mogą 

realizować swoje cele. W tym sensie każdy posiadający swoją funkcję w organizacji jest instrumentem, dzięki któremu 

organizm  może  sprawnie  i  skutecznie  funkcjonować.  Poszczególne  instrumenty,  a  ściślej  grający  na  nich  muzycy 

współtworzą  orkiestrę.  Kiedy  lider  –  dyrygent  orkiestry  w  trakcie  próby  woła  niezadowolony:  „puzony  fałszują!”  to 

background image

wyraża  niepokój  o  wybrany  sektor  swego  instrumentarium.  Oczywiście  na  owych  puzonach  grają  osadzone  w  swej 

podmiotowości  osoby,  świadome,  że  ich  funkcja  w  orkiestrze  sprowadza  się  do  „harmonijnej  sekcji  instrumentów”  w 

orkiestrze- organizacji. Tak więc instrumentalizm traktowania w relacjach zawodowych jest nieodłącznym, koniecznym 

składnikiem  zarządzania.  Jest  to  jednak  instrumentalizm  –  jeśli  tak  można  rzec  –  operacyjny,  służący  pragmatyzmowi 

zarządzania  często  bardzo  złożonymi  i  rozbudowanymi  strukturami  organizacji.  Należy  go  różnicować  z 

instrumentalnością  rozumianą  jako  pogardliwy  stosunek  do  „zasobów  ludzkich”,  gdzie  pracowników  traktuje  się  jako 

anonimową siłę roboczą i próbuje kierować nimi tak, jak steruje się maszynami. Taki instrumentalizm budzi zrozumiałą 

frustrację  i  dyssatysfakcję  pracowników.  Rodzi  się  tu  pewien  organizacyjny  paradoks  -  podmiotowe  traktowanie  przez 

przełożonego pracowników łączy się z instrumentalnością ich roli. Jest to logiczną konsekwencją przyjęcia nadrzędności 

celów organizacji nad celami osobistymi pracowników.  

Jeżeli  jako  podstawowe  wyzwanie  zarządcze  stawia  się  takie  prowadzenie  działalności  organizacji,  które 

„umożliwia  integrację  potrzeb  ludzi  z  wymaganiami  organizacji”  [Kożusznik,  2007]  trzeba  pamiętać,  że  w  przypadku 

bankructwa organizacji potrzeby pracowników nie zostaną zaspokojone. Pracownicy pozostają więc w pozycji służebno-

zależnej  nie  tyle  wobec  swego  przełożonego,  co  całej  organizacji.  Rodzi  się  tu  szereg  istotnych  pytań  o  dozwolone-

poprawne-pragmatyczne-podmiotowe,  a  zarazem  skuteczne  formy  oddziaływania  przez  przełożonego  na  pracowników, 

które mają służyć integracji potrzeb zbiorowości i zatrudnionej w niej jednostki. Jedna z definicji kierowania mówi, iż „ 

jest  ono  działaniem  zmierzającym  do  spowodowania  działania  innych  ludzi  zgodnego  z  celem  tego,  kto  nimi  kieruje” 

[Mroziewski, 2005]. Brzmi to niepokojąco znajomo, jeśli przywołamy niewiele wcześniej podaną definicję manipulacji. 

Jeśli  zalegalizujemy  takie  przyjmowanie  kierowania  należy  zwrócić  szczególną  uwagę  na  obszar  określony  jako  „cel 

kierującego”.  Przełożony  deklaratywnie  może  dowodzić,  iż  jako  przedstawiciel  organizacji  jest  wyrazicielem,  oraz 

background image

egzekutorem realizacji celów przedsiębiorstwa, podczas gdy w znaczącym stopniu to, czego od ludzi wymaga lokuje się 

w  sferze  jego  osobistych  potrzeb

5

.  Jest  to  swego  rodzaju  „szara  strefa”  psychologicznej  problematyki  kierowania. 

Niestety,  wciąż  zbyt  często  od  podwładnych  oczekuje  się  działań  mających  za  cel  stabilizację  samooceny  szefa,  co 

wyraziście ukazują ujawniane przypadki mobbingu. 

Czasem  można  odnieść  wrażenie,  że  ludzie  w  swoim  miejscu  pracy  mają  poczucie  uprzedmiotowienia  i 

instrumentalnego traktowania. Warto przyjrzeć się ich ukrytym przekonaniom, które uaktywniają tego rodzaju uczucia. 

Może bowiem być tak, że zgłaszane przez pracownika poczucie uprzedmiotowienia w organizacji, bierze się z dysonansu 

pomiędzy  potrzebami  osobistymi  a  potrzebami  (celami)  organizacji.  Innymi  słowy  poczucie  podmiotowości  osoby 

zasadza  się  na  nie  zawsze  uświadamianym  przekonaniu,  że  praca  jest  przede  wszystkim  miejscem  realizacji  własnych 

aspiracji i  zainteresowań. Tutaj  poczucie instrumentalnego traktowania bierze się z odrzucania idei,  że organizacja ma 

prawo traktować pracownika instrumentalnie w kontekście nadrzędnych celów wspólnych. 

Zanim zostanie tu przedstawiony wątek wybranych stylów zarządzania, wcześniej warto odwołać się obszaru, jak 

już  wcześniej  zasygnalizowano  –  częstokroć  ukrytych  -  przekonań  pracowniczych,  które  będą  znacząco  modulować 

poczucie podmiotowości. Mowa tu o pewnej symbolicznej umowie zawieranej między jednostką a organizacją, zwanej w 

                                                           

5

  Pozostaje  kwestią  dyskusyjną,  na  ile  –  z  racji  pozycji  władzy  –  przełożony  ma  prawo,  by  skłaniać  podwładnych  do  zaspokajania  osobistych 

potrzeb w większym zakresie, niż dzieje się to w drugą stronę. Zapewne rażące przypadki zachwiania tych proporcji można zaklasyfikować jako 
mobbing. Wciąż jednak pozostaje spory obszar do nadużyć, gdy uciążliwość szefa nie wynika z ciężaru obowiązków które nakłada, lecz jego cech 
osobowych.  H.  Kootz  i  C.  O`Donnell  proponują  tu  osobliwą  typologię  takiego  rodzaju  „trudnych”  kierowników,  w  sposób  karykaturalny 
przypisując im różne rodzaje ptaków: np. dziobak gwąłtownik, cietrzew, pełzacz, dzwoniec, dudek nieufny, płochacz, pterodaktyl szufladkowy, 
raróg i sęp grabarz. Typologię tą można znaleźć w pozycji: A . Koźmiński, W. Piotrowski, (red.) Zarządzanie: teoria i praktyka. Wydawnictwo 
PWE, Warszawa, 1996. s. 623, za: M. Mroziewski, 2005, s. 71.  

background image

nomenklaturze  zarządczej  kontraktem  psychologicznym

6

.  W  ujęciu  Edgara  Scheina  [1980,  za:  Makin,  Cooper  i  Cox, 

2000]  stanowi  go  „(…)  niepisany  zbiór  oczekiwań  działających  cały  czas  pomiędzy  każdym  członkiem  organizacji  a 

różnymi  kierownikami  i  innymi  osobami  w  tej  organizacji”.  Kontrakt  psychologiczny  w  odróżnieniu  od  kontraktów 

natury ekonomicznej, cywilnej ( prawnej), ma charakter subiektywny, niepisany i cechuje go większa elastyczność. Jest 

zbiorem  oczekiwań,  wzajemnych  zobowiązań  i  obietnic  między  jednostką,  a  organizacją.  Przyjmuje  się,  że  oparta  na 

przestrzeganiu  tego  kontraktu  relacja  między  przełożonym  a  podwładnym  w  istotny  sposób  determinuje  przyszłość 

pracownika w miejscu pracy, w istotny sposób wpływając na poziom jego zaangażowania w pracę [Kożusznik, 2007, s. 

41]. Ze strony instytucji najczęściej formułowane są oczekiwania dotyczące lojalności pracownika, jego uczciwości, tego, 

że będzie dochowywał tajemnic firmowych oraz promował pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa na zewnątrz. Często 

występują też założenia, że zatrudnieni będą chcieli się rozwijać, wnosić do firmy wartość dodaną będącą owocem tego 

rozwoju oraz, że w razie potrzeby będą gotowi do poświęceń. 

Tym,  co  określa  większą  część  kontraktu  psychologicznego  ze  strony  pracownika  może  być  określona  jako 

szacunek. [Makin, Cooper i Cox, 2000, s. 12]. Podobnie ujmuje to Barbara Kożusznik [2007, s. 40-41], jako: „poczucie 

godności  i  wartości”. Kryje się za tym  oczekiwanie pracownika, że będzie „traktowany jako istota ludzka”, a więc, że 

stworzy  się  mu  odpowiednie  warunki,  narzędzia  pracy,  umożliwi  rozwój  zawodowy  oraz  dostarczy  wiarygodnej 

informacji  zwrotnej  o  wykonywanej  pracy.  Warto  zauważyć,  że  szereg  tych  postulatów  pokrywa  się  z 

wyszczególnionymi  przez  Richarda  Hackmana  i  Grega  Oldhama  [1979]  -  na  podstawie  analizy  wielu  profesji  -  tzw. 

                                                           

6

 Pojęcie kontraktu psychologicznego ma swoje źródła w praktyce psychoterapeutycznej, ustala się go między terapeutą a klientem dla określenia 

ram terapii, jej celów, granic, sposobów interakcji oraz aby przeciwdziałać realizacji – przez którąkolwiek ze stron – celów ukrytych, np. podjęcia 
romansu. 

background image

krytycznymi  obszarami  wartości  i  zadowolenia  z  pracy.  Oprócz  powyżej  przedstawionych,  wymieniają  oni  poczucie 

osobistej  odpowiedzialności  za  wynik  swej  pracy  oraz  uwartościowienie  wykonywanej  pracy,  aby  była  ona  istotna, 

znacząca, związana z ważnymi celami osobistymi. 

W  tym  świetle,  oczekiwanie  osoby,  że  będzie  traktowana  z  poszanowaniem  jej  godności,  co  jest  uznawane  za 

podstawowy  składnik  kontraktu  psychologicznego,  może  być  łączone  z  poczuciem  podmiotowości.  W  myśl  zasady  – 

„jestem  traktowany  z  należnym  szacunkiem,  więc  czuję  się  osobą”.  Można  powiedzieć,  że  jest to  warunek  niezbędny, 

lecz niewystarczający.  Bo  - jak wzmiankowano na początku  tego opracowania  - podmiotowość nie jest li tylko  czymś 

otrzymanym  (jak  szacunek  np.  przełożonego)  lecz  stale  współtworzonym  przez  obie  strony  relacji  zawodowej.  W 

odniesieniu do kontraktu psychologicznego - syntetycznie ujmując - satysfakcjonujący kontrakt oraz przestrzeganie jego 

ustaleń przez obie strony stanowi podstawowy filar poczucia podmiotowości pracownika.  

Co  się  jednak  dzieje,  kiedy  ustalenia  kontraktu  nie  są  dotrzymywane,  ulegają  zmianie  w  kierunku,  który  budzi 

opór?  Bezpośrednim  tego  skutkiem  jest  obniżenie  się  zaufania  do  przedsiębiorstwa  oraz  spadek  satysfakcji  z  pracy. 

[Robinson  i  Rousseau,  1994].  Rozczarowani  pracownicy  bardziej  skłonni  są  zmienić  pracę,  a  jeśli  to  nie  jest  z  jakiś 

powodów  wygodne  lub  możliwe,  „samorządnie”  dokonują  jego  modyfikacji,  jeśli  chodzi  o  to,  co  winni  oferować 

organizacji.  Takie  postępowanie  łatwo  wytłumaczyć  odwołując  się  np.  do  teorii  dysonansu  poznawczego  Leona 

Festingera [1957] lub teorii wymiany społecznej George`a Homansa [1967]. W tej ostatniej ludzie żywiący przekonanie, 

iż  zaczęli  być  traktowani  w  sposób  urągający  sprawiedliwości  podejmują  działania  poznawcze  mające  na  celu 

przywrócenie  równowagi  „między  dawaniem  i  braniem”.  Skoro  pracodawca  im  czegoś  nie  dostarcza  -  co  było  do 

niedawna  dostępne  –  próbują  we  własnym  zakresie  odreagować  ów  dysonans,  na  przykład  poprzez markowanie  pracy 

background image

albo  przywłaszczanie  sobie  dóbr  będących  własnością  przedsiębiorstwa.  Dodatkowo,  dla  ochrony  własnej  samooceny 

ludzie stosują szereg racjonalizacji. Bywa, że niezadowolenie związane ze złamaniem bądź naruszeniem kontraktu jest 

tak duże, iż podwładni posuwają się nawet do czynów o charakterze sabotażowym lub biernej agresji. Teoria Homansa 

dowodzi,  że  ludzie  poddani  frustracji,  znajdują  specyficzny  rodzaj  gratyfikacji  w  działaniach  agresywnych.  Dla 

organizacji skutki tego mogą być kosztowne, a nawet niebezpieczne. 

Biorąc  pod  uwagę  wymienione  zagrożenia  Peter  Makin  z  współpracownikami  [2000,  s.13]  postulują,  aby 

podejmować  wszelkie  wysiłki,  by  kontrakty  psychologiczne  w  organizacjach  czynić  bardziej  otwartymi,  jawnymi  i 

specyficznymi.  Niemniej  ważne  jest  dążenie,  aby  były  one  czytelne.  Z  doświadczeń  cytowanych  autorów,  praktyków 

zarządzania, jasność kontraktów w firmach zdarza się  – niestety  - bardzo rzadko. Zdaniem autora niniejszego artykułu 

właśnie  w  sferze  doprecyzowywania  i  jasnego  artykułowania  zasad  kontraktu  leży  czuły  punkt  rodzenia  się 

podmiotowości pracowników. Znajomość zasad, ich przewidywalność niesie bowiem kapitalne znaczenie dla osadzania 

się  ludzi  w  poczuciu  podmiotowości,  jak  też  chroni  przed  patologicznym  wpływem,  wiązanym  z  instrumentalnym 

podejściem. W jaki sposób mogłoby się to ujawnianie odbywać? Po pierwsze dotykamy tu pewnego paradoksu, gdyż z 

definicji,  kontrakt  psychologiczny  pozostaje  „zbiorem  niepisanych  zasad,  oczekiwań  i  przekonań”.  Nie  oznacza  to 

jednak, że nie istnieją formuły i techniki za pomocą których kontrakt mógłby być ujawniany. Pewna platformę stanowią 

spotkania  w  przedsiębiorstwie,  na  których,  w  formie  wystąpień  publicznych,  przemówień,  wizyt  zaproszonych  gości, 

odznaczeń  zasłużonych  pracowników,  jak  też  spektakli  kulturalnych,  niejako  implicite  wygłaszane  są  znaczące  zasady 

obowiązujące  w  danej  kulturze  organizacyjnej.  Jednak  to  zbyt  skromna  propozycja,  znacznie  bardziej  skuteczną 

proponują Jerzy Gut i Wojciech Haman [2009, s. 22-23] określaną jako zwyczaj okresowych expose przełożonego. Są to 

wystąpienia  kierownika  na  forum  zespołu,  w  których  określa  on  granice  zarówno  tolerowanych  jak  i  oczekiwanych 

background image

zachowań  podwładnych,  ujawnia  jakim  wartościom  hołduje,  jakie  postawy  pracowników  są  dla  niego  cenne  a  jakie 

zachowania naganne. Autorzy ujmują to następująco: „Szefowskie expose to nie dekalog. Może ulegać zmianom, które 

związane są z nowymi wyzwaniami i wymaganiami firmy lub z doświadczeniami zdobytymi przez szefa” [Gut i Haman, 

s.  24].  Tego  rodzaju  wystąpienia  mogą  pełnić  nie  tylko  funkcję  „zapoznawczą”  z  oczekiwaniami  organizacji 

reprezentowanej  przez  przełożonego,  ale  również  określają  obszar  pożądanych  (lub  nieakceptowanych)  zachowań 

podwładnych. Innymi słowy odwołują się nie tylko do ludzkich postaw i wartości, ale sfery obserwowalnych zachowań. 

W  tym  sensie  praktyka  kierowniczego  expose  stanowi  zarówno  formę  ujawniania  „firmowej  części”  kontraktu 

psychologicznego,  ale  ponad  te  deklaracje  wykracza,  stanowiąc  „twarde”,  pragmatyczne  narzędzie  w  zarządzaniu.  Co 

więcej, praktyka ta tworzy stabilna platformę do budowania podmiotowości pracowników, poprzez ustalenie czytelnymi 

reguł  kierowania,  nagradzania,  karania  i  kontroli.  Podmiotowość  budowana  przez  rodzaj  partnerstwa,  polega  tu  na 

kierowniczym otwarciu, ujawnieniu, nie tylko faktu, że dana osoba będzie pełnić funkcje kierownika, ale również tego, w 

jaki sposób będzie to kierowanie przebiegało. Tam, gdzie reguły pracy nie są jasno określone, istnieje tendencja ludzka, 

aby je poddawać racjonalizacji, naginać; postrzegać w sposób subiektywno – życzeniowy. 

W  szeregu  koncepcji  zarządczych,  gdzie  bazuje  się  na  klasycznym,  likertowskim  podziale:  „kierownicze 

nastawienie na zadanie” vs. „kierownicze nastawienie na ludzi” jako dwie różne, odrębne formy zarządzania, w sposób 

ukryty  podtrzymuje  się  inną  dwuwartościowość:  autokratyzm-demokratyzm.  Menedżer  zadaniowy  staje  się  tym,  który 

manipuluje, instrumentalnie, bezwzględnie traktuje ludzi, gdyż kieruje się jednym, nadrzędnym celem – wynikiem pracy, 

skutecznością  zespołu.  Kierownik  skupiony  na  relacjach  postrzegany  jest  jako  osoba  podchodząca  do  pracowników 

partnersko, demokratycznie, inspirując do wydajnej pracy poprzez stwarzanie komfortowych interpersonalnie warunków 

do jej przebiegu. Warto przyjrzeć się systemowi przekonań szefów, który zasila takie dychotomiczne myślenie. Dlaczego 

background image

trudno  zauważyć  im  ścieżki  pośrednie?  Być  może  aktywne  jest  tu  myślenie  i  działanie  hołdujące  zasadzie  spójności  i 

konsekwencji; jeśli być surowym szefem – to zawsze i w każdej sytuacji. Jeśli zaś dobre relacje stanowią dla kierownika 

cel nadrzędny, wtedy własną wątpliwość i brak asertywności może odnieść on do wspólnego mianownika „humanizmu 

we wzajemnych stosunkach” i „bycia ludzkim, nade wszystko”. W naukach o kierowaniu rychło dostrzeżono sztuczność 

tego podziału, sztywność tej koncepcji wobec realnych warunków w miejscach pracy.  

Twórcy koncepcji elastycznego stylu kierowania Paul Hersey i Ken Blanchard [1977] przyjęli, że zaproponowane 

wcześniej wymiary charakterystyk kierowniczych „relacyjność” i „zadaniowość” mogą współwystępować. Co więcej to 

raczej ich współobecność jest dobrą regułą w zarządzaniu, a nie wymienność. Innym istotnym wymiarem, który moduluje 

wcześniej  wymienione  jest  dymensja  „dojrzałości”  pracownika.  W  pewnym  sensie  owa  dojrzałość  jest  synonimem 

poczucia podmiotowości pracownika, jego gotowości do autonomii, stanowienia o sobie, automotywowania, autokontroli 

oraz  brania  coraz  większej  odpowiedzialności  za  strefę  wpływów  swej  pracy,  przyrastającej  wraz  ze  stażem  i 

doświadczeniem zawodowym. Implikacją funkcjonowania według tego modelu jest uważna postawa kierującego, który 

winien  śledzić,  monitorować  i  wspierać  rozwój  osób  pozostających  pod  jego  kuratelą.  Jest  to  proces  długotrwały, 

wymagający wiele od szefa tak poznawczo jak i emocjonalnie, naznaczony szeregiem wyzwań psychologicznych.  

W kontekście rozważań o jakości wpływu w relacjach zawodowych, lub mówiąc tradycyjnym językiem udziale 

oddziaływań manipulatywnych i uprzedmiotawiających w kierowaniu innymi, nie sposób pominąć problemu fasadowości 

stylów zarządzania. Można ten obszar nazwać „szarą strefą” w praktyce kierowania. Wątek ten ulega rozszerzeniu, jeśli 

przyjrzeć  się  formom  autoprezentacji  publicznej  szeregu  firm  (np.  jako  innowacyjnych,  odpowiedzialnych  społecznie, 

background image

propaństwowych) oraz temu, co się wewnątrz tych przedsiębiorstw – w aspekcie relacji zawodowych – dzieje. Dysonans 

staje się aż nadto widoczny dla ludzi tam zatrudnionych.  

Wyrazistą  egzemplifikacją  fasadowości  w  sposobie  kierowania  jest  styl  nazywany  przez  Rensisa  Likerta 

autorytarno- życzliwym lub patronacko – protekcjonalnym (tzw. system 2) [Likert, 1961, za: Kożusznik 2007, s. 117]. W 

rzeczywistości  jest  on  zakamuflowaną  formą  sprawowania  władzy  autorytarno-despotycznej  (system  1),  którą 

charakteryzuje  stała  skośność  relacji  przełożony-podwładny,  ograniczony  przepływ  informacji  między  ludźmi  (silna 

autocenzura), bazowanie na systemie kar, nagród i ścisłej kontroli oraz w jawny feudalizm. Styl autorytarno życzliwy jest 

formą  zarządzania  ludźmi,  w  którym  pozory  konsultatywności  i  partnerstwa  są  zachowane,  natomiast  autorytaryzm  – 

mówiąc  językiem  klinicznym  –  funkcjonuje  na  zapleczu.  Dzieje  się  tak  za  sprawą  wzrastającej  emancypacji 

pracowników, wzrostu ich świadomości psychologicznej i autonomii. W tym kontekście anachroniczny styl zarządzania 

ulega  przepoczwarzeniu  w  formę  bardziej  „poprawną  politycznie”  oraz  lepiej  postrzeganą  przez  zewnętrzne  instytucje 

kontrolne.  W  istocie,  w  przypadku  zarządzania  patronacko-protekcjonalnego,  mamy  do  czynienia  z  autorytaryzmem 

czystej wody. Przełożony stara się odgrywać rolę kogoś w rodzaju figury ojcowskiej (lub matczynej), który jest „surowy i 

wymagający, ale kocha na swój sposób”

7

. Wysiłki takiej osoby zogniskowane są na dbałości o wykreowanie wrażenia u 

podwładnych,  że  interesuje  się  ona  ich  problemami,  pomysłami  i  odczuciami.  Chce  być  postrzegana  jako  powiernik, 

sędzia  a  kiedy  trzeba  i  jako  dobry  kolega  i  partner.  Wszystko  to  po  to,  aby  unikać  otwartych  konfliktów,  dać 

pracownikom niezbędną dawkę złudzeń, że coś od nich zależy, że ktoś liczy się z ich zdaniem, co ma zaowocować ich 

                                                           

7

  W  niektórych  ujęciach  dominacja  cech  „ojcowskich”,  wymaganie  całkowitego  posłuszeństwa  i  oddania  interesom  przedsiębiorstwa  tworzy 

odrębny styl kierowania nazywany paternalistycznym. zob. Z. Dowgiałło, Praca menedżera. Wydawnictwo Znicz, Szczecin, 1999. Cytowana tu 
Barbara Kożusznik w prezentacji typologii R. Likerta traktuje styl paternalistyczny jako synonim kierowania autorytarno-życzliwego. 

background image

większą produktywnością. Nasuwa się tu specyficznie polskie porównanie do stylu sprawowania władzy politycznej w 

latach  `70  XX  wieku,  kiedy  pierwszym  sekretarzem  PZPR  był  Edward  Gierek.  Jego  „socjalizm  z  ludzką  twarzą”,  to 

przykład  zarządzania  autorytarno-życzliwego  par  excellence.  W  działalności  propagandowo-medialnej  dominowała 

wielość haseł o równości, współpracy, w kontaktach władza-lud występowała kontrolowana bezpośredniość realizowana 

przez  „gospodarskie  wizyty  w  zakładach  przemysłowych”,  zaś  w  okresach  napięć  społecznych  (oraz  przed  wyborami) 

poprawa  zaopatrzenia  sklepów  (słynna  kiełbasa  wyborcza).  Jednak  władza  ta  (jako  przewodnia  siła  narodu)  nie 

dopuszczała  konkurencyjności,  maskując  się  pozorami  demokratyzmu  poprzez  dopuszczenie  do  współistnienia, 

marionetkowego  Stronnictwa  Demokratycznego.  Jednak  spod  opisanych  kilku  warstw  lukru,  wyzierał  zakalec 

autorytaryzmu  w  postaci  restrykcyjnego  i  antydemokratycznego  prawa,  ograniczeń  obywatelskich,  monopolizacji 

mediów oraz stałego odwołania do rozwiązań siłowych; słynnej gierkowskiej przestrogi o „odrąbaniu ręki, która zostanie 

przeciw władzy ludowej wzniesiona”. 

Współcześnie oczywiste zdają się powody, dla których kierownik nie afiszuje się ze swym despotyzmem; kultura 

organizacji  traktuje  autorytaryzm  jako  znaczącą  patologię.  Otwarte  wyrażanie  autorytarnej  postawy  i  działań  –  prędzej 

czy  później  –  prowadzi  do  konfliktu.  Może  się  on  materializować  w  formie  otwartej,  takiej  jak  zbiorowy  sprzeciw 

pracowniczy, częściej jednak wyraża się on w sposób zawoalowany i ukryty. Pracownicy w poczuciu instrumentalnego 

traktowania markują pracę, okradają firmę, a czasami posuwają się do sabotażu. Wszystko to czynią w celu rozładowania 

dysonansu  poznawczego  i  odzyskania  poczucia  podmiotowości,  a  ściślej  mówiąc  poczucia  kontroli  nad  bezpośrednim 

otoczeniem. Inną formą „zemsty” na organizacji za rządy despotyczne jest zwiększona fluktuacja pracowników. Straty 

ponosi  przedsiębiorstwo,  gdyż  zmuszone  będzie  ponowić  wydatki  na  szkolenie  nowo  przyjętych  ludzi,  a  co  więcej 

background image

ponieść  może  wymierne  straty  poprzez  odpływ  „know  how”  i  tajemnic  firmy  wyniesionych  przez  sfrustrowanych 

pracowników do konkurencji.  

Fasadowy  autorytaryzm  stanowi  formę  patologicznego  wpływu  organizacyjnego,  szereg  wysiłku,  energii  ulega 

zmarnotrawieniu na działania nie służące dążeniu do celów organizacji, ale na podtrzymywaniu dysfunkcyjnej struktury 

relacji. Ujmując językiem Edgara Scheina, gros potencjału ludzkiego zostaje zaangażowana w tworzenie organizacyjnych 

artefaktów  behawioralnych

8

.  Zarówno  kierownik  przeznacza  spore  zasoby  w  celu  podtrzymania  fasady  „dobrego, 

życzliwego  ojca”  (będącego  w  istocie  wilkiem,  albo  raczej  lisem  w  owczym  przebraniu)  jak  też  i  pracownicy  tracą 

mnóstwo  energii  na  podtrzymywanie  masek  „podwładnych  wdzięcznych  ojcu  za  troskę”  podczas,  gdy  „gotują  się 

wewnętrznie” w poczuciu przedmiotowego traktowania i konieczności bezustannego przyjmowania „dobrej miny do złej 

gry”. 

Opisano  tu  pewną  formę  manipulacji  poprzez  styl  kierowania,  jednak  znacznie  trafniej  oddaje  ten  proces 

typologia wpływu. W kontekście celów organizacji ujmowanych długoterminowo jako „budowa zespołu, który w oparciu 

o dobre relacji będzie efektywnie realizował zadania kluczowe dla sukcesu przedsiębiorstwa” styl paternalistyczny jawi 

się jako przykład wpływu sprzecznego z tym interesem. Wedle typologii Roberta Cialdiniego, szef autorytarno-życzliwy 

może być postrzegany  nie tyle jako manipulant,  co „partacz wpływu” lub „szmugler”. Problem,  na który zwrócono tu 

uwagę jest niebagatelny zważywszy, że według danych z początku lat`90-ych w polskich przedsiębiorstwach dominował 

styl  autorytarny  [Mączyński  i  inni,  1993, za:  Kożusznik,  2007,  s.  149.] Wedle  Jacka  Santorskiego  [2009]  na  początku 

XXI  wieku  w  Polsce  w  75%  przedsiębiorstw  dominował  styl  autorytarno-życzliwy.  Ciekawe  spostrzeżenie  wnoszą  tu 

                                                           

8

  W  koncepcji  kultury  organizacyjnej  Edgara  Scheina  artefakty  behawioralne  (obok  fizycznych  i  językowych)  stanowią  obserwowalny  jej 

składnik, podczas gdy pozostałe – normy i wartości oraz założenia kulturowe są bardziej ukryte. 

background image

badania  Andrzeja  Szmajke  i  Magdaleny  Czarneckiej  [2003]  poświęcone  wzorcom  autoprezentacji  polskich  i 

amerykańskich  menedżerów.  Wedle  tych  autorów  na  początku  lat  2000-ych,  polscy  menedżerowie  dążyli  w  swej 

autoprezentacji do sprawiania wrażenia „osoby  groźnej  i  niebezpiecznej”, w odróżnieniu od zarządców amerykańskich, 

którzy pragnęli sprawiać wrażenie „miłych i sympatycznych”. Polscy menedżerowi mało byli tym zainteresowani. 

Warto zwrócić uwagę, że zafałszowanie postaw, przekonań i zachowań przełożonego niekoniecznie dokonuje się 

w  sposób  intencjonalny  tj.  taki,  który  pozwalałby  zdefiniować  go  jako  manipulację.  Dosyć  szczegółowo  analizują  ten 

proces - w swojej teorii działania (theory of action) - Chris Argyris i Donald Schon [1996]. Rozróżniają oni podstawowe 

motywatory ludzkich działań (theory in use) oraz motywatory eksponowane (espoused theory). Postępowanie osoby - w 

przeważającej ilości przypadków – wynika z aktywizacji motywatorów podstawowych, którymi są często ukryte głębiej 

w jej podświadomości przekonania na swój temat oraz dotyczące innych ludzi, uznawane wartości, zasady, rzeczywiste 

uczucia  żywione  wobec  otoczenia.  Z  kolei  motywatory  eksponowane,  brane  są  za  przyczyny  własnych  decyzji  i 

zachowań.  Są  one  w  pełni  uświadamiane  i  dopasowane  do  światopoglądu  osoby,  głoszonych  przez  nią  przekonań. 

Argyris i Schon podkreślają, że w organizacjach z reguły występuje dysonans pomiędzy „ukrytymi” teoriami w użyciu, a 

teoriami  uznawanymi  (eksponowanymi).  Jest  on  nie  tyle  skutkiem  świadomych  starań,  celowego  ukrywania  czy 

hipokryzji,  lecz  bezpośrednią  konsekwencją  uwarunkowań  psychologicznych  jednostki  funkcjonującej  na  społecznej 

scenie. Mowa tu o ograniczonej i tendencyjnej samowiedzy człowieka, której jedną z istotniejszych funkcji jest regulacja 

psychiczna. Psychologiczne cele - związane z ważkimi osobistymi potrzebami - takie jak potrzeba zachowania kontroli, 

dobre mniemanie na swój temat, czy chęć aprobaty społecznej czasami zdominowywują realistyczny, obiektywny osąd 

siebie i  rzeczywistości.  Innymi słowy, ludzie znacznie częściej mylą się  niż prawidłowo wskazują rzeczywiste powody 

background image

własnego  postępowania.  Jest  to  –  jeśli  można  tak  ująć  –  subiektywizm  samopoznania  w  służbie  ego

9

.  Licznych 

badawczych  dowodów  na  opisana  tendencję  dostarczają  Richard  Nisbett  i  Timothy  Wilson  [1977]  w  swym 

przeglądowym artykule poświęconym wielu eksperymentom z obszaru psychologii społecznej.  

Według  Argyrisa  [1996]  „teorie  stosowane”  (motywatory  podstawowe)  mogą  przyjmować  różny  kształt, 

wyszczególnia on tzw. Model I i Model II. Pierwszy budują takie przesłanki jak: zasada racjonalności (minimalizowanie 

udziału  uczuć),  nastawienie  na  wygraną,  egocentryzm  celów  oraz  dążenie  do  redukcji  zadrażnień  międzyludzkich; 

„zasada  Polyanny”.  Model  II  cechują  takie  założenia  jak:  otwartość  w  komunikacji  (przyzwolenie  na  autentyczność 

poglądów i emocji), partycypacyjność w decyzjach i kontroli, działanie zakotwiczone w wyznawanych wartościach. Jak 

widać,  między  modelami  istnieje  poważny  rozziew  i  trudno  sobie  wyobrazić  łatwe  przebudowanie  przez  kierownika 

własnego  systemu  przekonań.  Z  tego  powodu  przełożony,  który  chciałby  skorygować  własny  styl  zarządzania,  np. 

ograniczyć  własny  autorytaryzm  na  rzecz  podejścia  konsultatywnego  lub  demokratycznego  napotyka  nieznany  mu  (bo 

nieświadomy) wewnętrzny opór. Jest on związany z zagrożeniem wyznawanych wartości i ukrytych postaw. Być może 

niebagatelną rolę odgrywa tu także lęk szefa przed utratą akceptowanego status quo w zespole, zachwianie jego władzy 

formalnej, jak też konfrontacja z wyzwaniami, którym stawić czoła nie czuje się on kompetentny. O ile w organizacjach 

takich jak przedsiębiorstwa, wdraża się szkolenia mające na celu rozwój szeregu umiejętności społecznych, zwykle ich 

zakres działania ogranicza się do sfery teorii głoszonych (motywatorów eksponowanych). Modyfikacje na gruncie teorii 

w  użyciu,  mające  na  celu  przejście  od  Modelu  I  do  Modelu  II,  wymagają  bardziej  angażującego  treningu  o  wysokim 

                                                           

9

 Na podstawie szeregu badań przeprowadzonych zarówno przez klinicystów jak i psychologów społecznych wiadomo, iż jedną z ważniejszych 

potrzeb człowieka  jest chęć zachowania  pozytywnych przekonań na  temat  własnej osoby (samooceny)  Aby to osiągnąć, człowiek dokonuje  w 
sposób nieświadomy szeregu zniekształceń w sposobie postrzegania i rozumowania. Te interwencje służą ego jednostki; podtrzymaniu zdrowia 
psychicznego. 

background image

stopniu penetracji psychologicznej. Aby odniosły one choćby częściowy sukces, niezbędna jest szczera chęć poddania się 

zmianom, skonfrontowania z własnymi ograniczeniami oraz akceptacja przejściowych trudności w zarządzaniu zespołem. 

Należy powiedzieć, że szkolenie tego rodzaju stanowi już formę terapii. Brak przyzwolenia i gotowości danej osoby na 

poddanie  się  tego  rodzaju  treningowi  rozwoju  osobistego,  czyni  tę  formę  oddziaływania  na  kulturę  organizacji 

zdecydowanie nieskuteczną. 

Dotychczas  padło  tu  szereg  diagnoz  i  prób  wyjaśnień  zachowań  przełożonych  w  kontekście  jakości  wpływu 

wywieranego na ludzi w sytuacji pracy. Jak rzecz wygląda z drugiej strony, z perspektywy podwładnego? Czy pracownik 

może  instrumentalizować  sam  siebie  -  innymi  słowy  -  zrezygnować  z  własnej  podmiotowości?  Można  wskazać  wiele 

przykładów procesów, które prowadzą do takiego stanu. Nie tylko przełożony, poprzez nieumiejętne stosowanie wpływu 

uprzedmiotowia swój personel, ale ludzie robią to sami – sobie.  

Charakterystycznym  zjawiskiem  między  ludźmi  jest  relacja  zależnościowa,  występująca  powszechnie  i 

rozwojowo  między  rodzicami  a  dziećmi.  Ma  ona  miejsce  również  w  sytuacji  pracy,  typowo  pomiędzy  początkującym 

pracownikiem  a  przełożonym.  Jest  to  zrozumiałe  i  akceptowane;  adept  dopiero  uczy  się  i  poznaje  specyfikę  profesji, 

korzystając  z  wiedzy,  wsparcia  i  prowadzenia  przez  szefa,  który  staje  się  mentorem.  W  elastycznym  stylu  kierowania 

Blancharda  [2007,  s.  77]  faza  ta  określana  jest  „instruowaniem-rozkazywaniem”,  gdzie  dopuszcza  się  dyrektywność 

kierownika  wobec  „  entuzjastycznego  adepta”.  Jednak  wraz  ze  stażem  pracy  i  nabywaniem  stosownych  umiejętności, 

adept  winien  stać  się  praktykiem,  a  w  dalszej  konsekwencji  ekspertem.  Proces  te  modulowany  jest  poprzez  poziom 

dojrzałości  pracowniczej  i  gotowość  podejmowania  przezeń  coraz  szerszego  obszaru  odpowiedzialności.  Chodzi  tu  o 

odpowiedzialność za wyniki swej pracy, za własny rozwój, za innych ludzi oraz za automotywację. 

background image

Dla niektórych osób wyzwania te stanowią zbyt ambitne cele, wolą oni pozostawać w zależnościowo-bezpiecznej 

pozycji  osoby  bezwolnej,  koniunkturalnej,  konformistycznej  i  biernej  w  zarządzaniu  własną  karierą.  Konsekwencją 

pozostawania przez dłuższy czas w postawie zależnościowej jest stan określany jako wyuczona bezradność.  

Rozwój osoby polega na podejmowaniu zadań o znaczącej trudności, jednym z takich przedsięwzięć w kontekście 

relacji  pracowniczych  jest  wyjście  poza  stosunek  zależnościowy  od  szefa.  Musi  tu  dokonać  się  odrzucenie  wcześnie 

opisanej  postawy.  Osoba  podejmuje  ryzyko,  a  w  kontekście  rozwoju  zespołu  konieczne  działanie,  polegające  na 

krytycznym  spojrzeniu  na  dotychczasowy  obraz  szefa  i  wiążące  ją  z  nim  zależności.  Jest  to  moment  trudny  i  dla  –

wzrastającego  w  aspiracjach  –  pracownika,  i  dla  przełożonego.  Kierownik  przyzwyczajony  do  dominującej  roli  w 

przedstawionym  układzie  może  reagować  lękowo,  agresywnie  lub  może  uciekać  w  protekcjonalizm.  Jest  to  przykład 

konfliktu  w  służbie  rozwoju  organizacji.  Jednak  rozwój  ten  hamować  może  brak  sił  pracownika,  aby  wybić  się  na 

niezależność,  jak  też  opór  kierownika  zaniepokojonego  zmianą  dotychczas  obowiązującego  wzoru  władzy.  Proces  ten 

Peter  Makin  z  współpracownikami  [2000,  s.  183-184]  przyrównuje  do  drogi  jaką  w  swym  rozwoju  psychicznym 

pokonuje  dziecko  –  nastolatek  –  młody  człowiek.  Poprzez  uświadomienie  sobie  własnej  zależności  od  rodziców, 

zdobycie  się  na  niezależność,  podjęcie  nowych  relacji  interpersonalnych  opartych  na  wzajemnej  zależności  lub  –  w 

formie dojrzalszej – na współzależności. W tym świetle wielu dorosłych ludzi w swym miejscu pracy funkcjonuje w roli 

dziecięcej – zależnościowej. Po części jest ona skutkiem wygodnictwa i lenistwa pracownika, jednak pewien wkład w jej 

umacnianie wnosi też przełożony, który  w sztuczny sposób  „zamraża” swych podwładnych w tej  regresyjnej  roli. Tak 

cenny dla wielu ludzi w miejscu pracy „święty spokój” ma swoją niemałą cenę; jest nią rezygnacja z szeroko rozumianej 

podmiotowości i zgoda na funkcjonowanie w charakterze „popychadła” sterowanego przez dyrektywnego i autorytarnego 

background image

przełożonego. W ten sposób pracownik sam siebie traktuje instrumentalnie, funkcjonując jak maszyna sterowana ukrytym 

programem pt. „zachować status quo”. 

W podsumowaniu, wskazawszy główne obszary dysfunkcji w kierowaniu, pora na kilka sugestii odnoszących się 

do budowania podmiotowej - z obu stron - relacji szef-podwładny. Interesującą propozycję w tym kontekście wnosi Ken 

Blanchard [2007, Blanchard, Fowler i Hawkins, 2004] wraz ze swoimi koncepcjami przywództwa oraz empowermentu. 

Blanchard dowodzi, iż w repertuarze oddziaływań kierownika, jego wpływów, oprócz władzy formalnej (pochodzącej z 

nadania)  dysponuje  on  szeregiem  innych  rodzajów  władzy.  Wymienia  władzę  ekspercką,  charyzmatyczną,  odniesienia 

oraz zadaniową

10

. Pierwsza z nich odnosi się do zasobów wiedzy i umiejętności. Władza charyzmatyczna związana jest 

ze szczególnymi przymiotami osoby, takimi jak urok osobisty, jakość głosu, język ciała, zdolność inspirowania innych. 

Władzę odniesienia tworzą nieformalne powiązania między ludźmi związane ze świadczeniem sobie przysług, zaś władza 

zadaniowa  wypływa  z  uprawnienia  do  wykonywania  specjalistycznych  zadań  oraz  kompetencji  w  ich  realizacji.  Z 

perspektywy przełożonego sięganie do tych źródeł władzy, pozwala mu stać się przywódcą. Stają się mu dostępne takie 

zasoby wpływania, których stosowanie wspiera partnerstwo w relacji, dzięki czemu wypierane są oddziaływania siłowe. 

Jak pisze: „Założenie, że tylko formalna władza jest jedynym źródłem władzy jest błędne – to domniemana przeszkoda” 

[Blanchard, 2007, s.  95.] Domniemana przeszkoda jest  rozumiana przez autora jako przekonanie lub zestaw przekonań 

wynikających z uprzednich doświadczeń, które limitują bieżące i przyszłe zamierzenia osoby [Blanchard, 2007, s. 92]. 

Wydaje  się,  że  zaakcentowanie  znaczenia  wykrywania  domniemanych  przeszkód  jest  kluczem  do  wdrażania  zdrowej 

                                                           

10

  W  literaturze  władzę  charyzmatyczną  określa  się  również  terminem  „władza  jednostki”.  Jan  Terelak  wyszczególnia  „autorytet  władzy”: 

administracyjny  (formalny),  profesjonalny  (ekspercki)  oraz  charyzmatyczny.  J.  F.,  Terelak,  [2005]  Psychologia  organizacji  i  zarządzania. 
Wydawnictwo Difin, Warszawa, s. 130. 

background image

kultury  organizacji,  w  której  przełożony  nie  kapituluje  przed  ryzykiem  zmiany  swych  dotychczasowych  poglądów, 

postaw, nawyków i sposobów wpływania na ludzi. 

Znaczenie źródeł władzy jest tym większe, że służyć one mogą nie tylko przełożonemu  ale w równym  stopniu 

podwładnym.  Dzięki  ich  rozwijaniu  pracownik  stopniowo  uzyskuje  poczucie  niezależności  od  tradycyjnej  relacji 

„zarządca-zarządzany”,  odkrywa,  że  wpływ  może  być  dwukierunkowy,  dotyczyć  on  może  wpływu  na  szefa  jak  i  na 

współpracowników. W ten sposób dokonuje się dywersyfikacja źródeł z których zatrudniony czerpie siłę do rozwoju oraz 

do zasilania własnej motywacji. Proces ten, opisany przez Blancharda nazywany jest „empowermentem”. Autor definiuje 

go  jako  „  proces  wyzwalania  władzy  drzemiącej  w  pracownikach  –  ich  wiedzy,  doświadczenia  i  motywacji  –  oraz 

ukierunkowanie  tej  siły  na  osiąganie  wyników”.[Blanchard,  2007,  s.  38].  Empowerment  można  rozumieć  jako  stały 

proces  przydawania  władzy,  rozumianej  jako  możliwości  wpływu  wzajemnego  i  proaktywnego  działania.  Kluczowym 

ogniwem  w  tym  procesie  jest  zdolność  przełożonego  do  deinfluentyzacji,  czyli  stopniowego,  kontrolowanego  i 

elastycznego  ograniczania  swej  władzy  formalnej,  czemu  towarzyszy  wdrażanie  podwładnych  do  partycypacji  w 

decyzjach  i  współodpowiedzialności.  Odwołując  się  do  koncepcji  postaw  Douglasa  McGregora,  empowerment  jest 

ścieżką  zmiany  postaw  i  ukrytych  przekonań  od  koncepcji  „X”  do  koncepcji  „Y”.  W  rozumieniu  teorii  Argyrisa, 

empowerment  służyłby  zmniejszaniu  dysonansu  pomiędzy  teoriami  głoszonymi,  a  teoriami  w  użyciu.  Idee  wiązane  z 

empowermentem  posiadają  wiele  punktów  stycznych  i  analogii  z  koncepcją  teorii  działania  Argyrisa  i  Schona; 

empowerment  odpowiada  procesowi  przechodzenia  od  Modelu  I  do  Modelu  II,  czyli  uczeniu  się  nowych  form 

background image

uczestnictwa w organizacji. Znaczący udział mają tu nabywanie zdolności myślenia systemowego

11

 (tzw. uczenie się w 

podwójnej  pętli)  oraz  uczenie  się  partycypacji  w  decyzjach,  otwartej  komunikacji  i  autokontroli.  Szereg  wskazówek 

praktycznych podsuwają w pracy „Uczenie się w organizacji” Chris Argyris i Donald Schon [1996]. 

Empowerment jest łączony przez autorów z ideą samoprzywództwa (self – leadership). Oznacza ono zdolność do 

wewnątrzsterownego funkcjonowania człowieka w organizacji, zmianę postawy oczekiwań na polecenia kierownika na 

wydawanie poleceń samemu sobie oraz autokontrolę. Podkreśla się tu symetrię partnerstwa: partnerstwo ze strony szefa 

obliguje pracownika do stawania się partnerem dla szefa. Choć sformułowanie „symetria partnerstwa” może wydawać się 

niepoprawne  językowo  (wszak  partnerstwo  implikuje  równowagę  i  wzajemność),  jednak  na  gruncie  psychologii 

zachowań  w  organizacjach  wyraźnie  widać,  że  częstokroć  postawa  partnerska  z  jednej  strony  nie  zawsze  napotyka 

nastawienie  analogiczne  z  drugiej  strony.  Wiąże  się  to  –  między  innymi  –  z  brakiem  synchronii  w  procesach  zmian 

psychologicznych  u  różnych  ludzi.  Proces  zmiany  nastawienia  do  pracy  i  własnego  w  niej  miejsca  cechuje  więc 

specyficzna dynamika. Na drodze do większej partycypacji i samodzielności zdarzają się większe i mniejsze kryzysy (np. 

okresy  nasilonej  zależności  od  otoczenia  lub  apatii),  wtedy  partnerskie  nastawienie  szefa  dla  pracownika  może  być 

postrzegane jako rodzaj obciążenia a nawet jako niepożądany, ambarasujący dar. Jest tak dlatego, iż ludzie w okresach 

kryzysów  rozwojowych,  częstokroć  wchodzą  w  dawne,  bezpieczne,  regresyjne  role,  w  których  od  otoczenia  oczekują 

opieki, wsparcia oraz dyrektywnego podejmowania za nich decyzji, gdyż nie chcą partycypować w odpowiedzialności za 

wynik wspólnej pracy. 

                                                           

11

 Myślenie systemowe – w najogólniejszych ramach – stanowi ustosunkowanie poznawcze, w którym odchodzi się od prostego wnioskowania 

przyczynowo  – skutkowego, na rzecz  wykrywania związków złożonych, cyrkularnych i spiralnych, będących skutkiem  wielokrotnych sprzężeń 
zwrotnych. 

background image

W  jaki  sposób  może  dokonywać  się  rozwój,  w  myśl  zasad  kultury  empowermentu?  Autor  koncepcji 

samoprzywództwa z współpracownikami proponują pracę w trzech  głównych obszarach samorozwoju i  organizacyjnej 

komunikacji: wzmiankowanym już rozwijaniu i pielęgnowaniu źródeł osobistej władzy, diagnozowaniu i pokonywaniu 

domniemanych  przeszkód  oraz  współpracy  na  rzecz  sukcesu.  [Blanchard,  Fowler  i  Hawkins,  2004].  Termin 

„domniemane  przeszkody”  mieści  w  sobie  szereg  jawnych  i  ukrytych  przekonań  zgromadzonych  pod  wpływem 

uprzednich  doświadczeń.  Mogą  to  być  trudne  doświadczenia  z  poprzedniej  pracy,  relacji  osobistych,  a  nawet  okresu 

edukacji  i  dzieciństwa.  Mieszczą  się  tu  stereotypy  i  obiegowe  prawdy,  jak  też  negatywny  dialog  wewnętrzny,  a  także 

skłonność  do  obwiniania  otoczenia  za  własne  błędy  i  ograniczenia.  Poważną  przeszkodę  stanowi  skłonność  do 

racjonalizowania  i  do  sztywnego  bazowania  w  funkcjonowaniu  na  mechanizmach  obronnych,  a  w  szczególności  tych, 

które określane są jako mniej dojrzałe, prymitywne, takich jak projekcja, regresja, zaprzeczanie i wyparcie

12

. Praca nad 

domniemanymi przeszkodami jest drogą osoby do większej niezależności, dojrzałości, a co za tym idzie wzrostu poczucia 

podmiotowości  prowadzącego do samoprzywództwa. Jak zapewnia Ken  Blanchard: „każdy, kto  osiągnął  sukces, może 

podać  przykład  domniemanej  przeszkody,  którą  pokonał”[Blanchard,  2007,  s.  93].  Współpraca  na  rzecz  sukcesu,  jako 

trzeci składnik empowermentu polega na zdolności dokonywania samoocen przez pracownika oraz otwartej komunikacji 

z formalnym liderem. Chodzi tu to, aby jednostka sama podjęła wysiłek monitoringu własnego rozwoju pracowniczego, 

poziomu  wiedzy,  doświadczenia  i  gotowości  do  podjęcia  większej  odpowiedzialności.  Proponuje  się  tu  odwrócenie 

modelu kierowania sytuacyjnego Blancharda w traki sposób, że to nie zwierzchnik elastycznie zmienia charakter swego 

                                                           

12

 Mechanizmy obronne są nieświadomymi formami regulacji napięcia psychicznego, przyjmuje się, że pełnią funkcję ochronną ego, pozwalają 

rozładować  napięcia  wewnątrz-psychiczne,  zazwyczaj  kosztem  pewnego  usztywnienia  zachowania  i  zafałszowania  obrazu  świata  i  siebie. 
Mechanizmy obronne można zróżnicować na prymitywne i bardziej dojrzałe. Do pierwszych zaliczyć można wyparcie, zaprzeczanie, regresję i 
projekcję, do drugich – sublimację, kompensację, altruizm i autoironię. 

background image

wpływu (w aspekcie proporcji nastawienia zadaniowego i relacyjnego) ale podwładny wychodzi z inicjatywą do szefa, 

jakiego  charakteru  wpływu  aktualnie  potrzebuje.  Tego  rodzaju  zaangażowanie  osoby  z  jednej  strony  odciąża 

przełożonego,  a  z  drugiej  –  co  istotniejsze  –  autentycznie  angażuje  pracownika.  Propozycja  zgłoszona  kierownikowi 

sugeruje,  że  proponujący  potrafi  diagnozować  sam  siebie,  posiada  rozwiniętą  autorefleksję  i  zgłasza  gotowość  – 

dojrzałość do zmiany.  

Blanchardowskie  idee  samoprzywództwa,  empowermentu,  „nowego  zarządzania”  oprócz  swej  inspirującej 

wartości,  jak  też  technicznych  propozycji  działań,  posiadają  jeszcze  inny  walor:  pozwalają  w  myśleniu  o  zarządzaniu 

wyjść  poza  dychotomię  władzy  i  wolności.  Poprzez  odkrywanie  i  doskonalenie  źródeł  władzy  obszar  pracowniczej 

”wolności - do” ulega poszerzeniu

13

.  

Na  początku  tego  artykułu  poddano  w  wątpliwość  tradycyjne  ujęcia  manipulacji  oraz  instrumentalizmu  w 

relacjach  międzyludzkich.  Takiego  rodzaju  mapa  mentalna  utrudnia  zrozumienie  znaczenia  procesów  zachodzących 

między ludźmi w organizacji. Z punktu widzenia pomyślności  działania  przedsiębiorstw i  ludzi  w nich zatrudnionych, 

znacznie  istotniejsze  są  procesy  o  charakterze  cyrkularnym,  systemowym  i  rozwojowym,  niż  pojedyncze  epizodyczne 

zdarzenia,  które  stosunkowo  łatwo,  wedle  logiki  przyczynowo-skutkowej  łatwo  etykietować  jako  formy  manipulacji. 

Dlatego też zaproponowano tu inną leksykę, odwołującą się do rodzajów, charakteru; jakości wpływu społecznego oraz 

oddziaływań jednostki wobec siebie samej. U Blancharda pojęcie „władzy” oznacza w istocie paletę wpływów, którymi 

                                                           

13

 Rozróżnienie na „wolność od” i „wolność do” polega na odwołaniu do różnych wartości i perspektyw postrzegania siebie i swego miejsca w 

rzeczywistości. Pierwszy rodzaj wolności oznacza możliwość uwalniania się od ograniczeń, ciężarów, restrykcji, postrzeganych  jako narzucone 
zewnętrznie. Drugi rodzaj dotyczy obszaru  możliwości pojawiających się w konsekwencji aktu wyboru jednostki. Innymi słowy „wolność do” 
jest  autonomicznym  i  intencjonalnym  aktem  samoograniczenia  się  na  rzecz  zyskania  nowych  obszarów  wolności.  Więcej  na  ten  temat  można 
znaleźć w pozycji Ericha Fromma „Ucieczka od wolności” [1993], Czytelnik: Warszawa. 

background image

dysponują zarówno przełożony jak i podwładny. Można powiedzieć - nie tylko w kontekście pracy, ale ogólnie w życiu - 

skazani jesteśmy na ciągłe podejmowanie decyzji dotyczących zakresu i obszaru własnej podmiotowości.  

Z  filozoficznego  punktu  widzenia  pełna  wolność  nie  istnieje,  jest  raczej  wartością,  ku  której  można  dążyć, 

świadomym  kosztów  i  kompromisów

14

.  Pozostaje  nam  decyzja  na  ile  godzimy  się  podporządkować  jakiejś  władzy 

zewnętrznej, a na ile władzy nad sobą samym. Wolność od którejkolwiek z nich jest utopią i prowadzi do degeneracji 

człowieka. Zwykle obawiamy się nacisków władzy zewnętrznej, tymczasem władza nad samym sobą wzbudza - zwykle 

w  sposób  ukryty  -  nie  mniejsze  obawy  i  niepokoje.  Jak  pisze  Marek  Rembierz  [2008,  s.141-142],  „boimy  się  władzy, 

którą powinno się sprawować nad samym sobą. Bo ta władza wymaga, także ponoszenia odpowiedzialności za samego 

siebie.  I  nie  można  już  ‘zrzucać’  wszelkiej  winy  za  swe  niepowodzenia  na  innych.  Sprawowanie  władzy  nad  samym 

sobą,  nie  zawsze  jest  czymś  przyjemnym,  bo  wymaga  niezakłamanej  i  rzetelnej  oceny  własnego  postępowania  i  jego 

efektów; a taka prawda – jeśli jej uczciwie ‘spojrzeć w oczy’ – bywa prawdą bolesną, pozbawiająca kojących złudzeń.”. 

Tak  więc  pytanie  o  zakres  własnej  podmiotowości,  samostanowienia  i  wyboru  sił,  które  mają  poruszać  nami  w 

przestrzeni życia – również zawodowego – ma charakter egzystencjalny. 

 

 

Bibliografia: 

Argyris Ch., Schon D., [1996] Organizational Learning II: theory, method and practice. Reading, MA: Addison-Wesley. 

                                                           

14

 W filozoficznej problematyce  wolności przytacza się jej paradoks:  wolność od czegoś, lub do czegoś implikuje istnienie tego czegoś, a  więc 

wolność przestaje być pełną. Wolność nieograniczona sama sobie zaprzecza. 

background image

Blake R. R., Mouton J. S., [1964] Managerial Grid, Gulf Publishing, Houston. 

Blanchard  K.,  Fowler  S.,  Hawkins  L.,  [2004]  Self  Leadership  and  The  One  Minute  Manager,  William  Morrow,  New 

York. 

Blanchard K., (z zespołem) [2007] Przywództwo wyższego stopnia. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa. 

Cialdini R. B. [1996] Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne: Gdańsk. 

Dowgiałło Z., [1999] Praca menedżera. Wydawnictwo Znicz, Szczecin. 

Festinger L., [1957] A Theory of Cognitive Dissonance, Stanford Press, Stanford, CA. 

Fromm E., [1993] Ucieczka od wolności. Czytelnik, Warszawa. 

Gut J., Haman W., [2009] Psychologia szefa. Szef to zawód. Wydawnictwo Helion: Gliwice. 

Hackman J. R., Oldham G. R., [1979] Work Redesign, Addison-Wesley, Reading, Mass. 

Hersey P., Blanchard K. H., [1977] Management of Organizational Behavior, Prentice Hall, New York. 

Homans G., [1967] The Nature of Social Science, New York. 

Kożusznik B. [2007] Zachowania człowieka w organizacji, Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 

Koźmiński A., Piotrowski W. (red.) [1996] Zarządzanie: teoria i praktyka. Wydawnictwo PWE, Warszawa. 

Likert R., [1961] New Patterns of Management, McGraw-Hill, New York. 

background image

Makin P., Cooper C., Cox., [2000] Organizacje a kontrakt psychologiczny. Zarządzanie ludźmi w pracy. Wydawnictwo 

Naukowe PWN, Warszawa. 

Mączyński  J,  A.,  Jago  G.,.  Reber  G.,  i  Bohnisch  W.,  [1993]  Styl  kierowania  ludźmi  polskich,  austriackich  i 

amerykańskich menedżerów, „Przegląd Psychologiczny”, nr.1. 

Mroziewski M. [2005] Style kierowania i zarządzania. Wybrane koncepcje. Wydawnictwo Difin, Warszawa. 

Nisbett  R.,  Wilson  T.,  [1977]  Telling  More  than  we  can  Know:  Verbal  reports  on  mental  processes.  Psychological 

Review 84 (3): 231-259. 

Podgórecki A. [1976] Zasady socjotechniki, Warszawa. 

Robinson S. L., Rousseau D. M., [1994] Violating the Psychological Contract; Not the Exception but the Norm. “Journal 

of Organizational Behavior”, nr 15, s. 245-259. 

Santorski J., [2009] Informacja ustna. 

Schein E. H., [1980] Organizational Psychology, Prentice-Hall, Englewood Cliffs. 

Skała M. [2007] Psychologia zmiany. Rzecz dla wściekniętych. Wydawnictwo Helion, Gliwice. 

Terelak J. F., [2005] Psychologia organizacji i zarządzania. Wydawnictwo Difin: Warszawa. 

Tokarz A. [1985], Rola motywacji poznawczej w aktywności twórczej. Wydawnictwo Ossolineum: Wrocław. 

background image

Witkowski  S.  A.  [2003]  Psychologiczne  wyznaczniki  sukcesu  w  zarządzaniu,  w:  Szmajke  A.,  Czarnecka  M.  (red.): 

Sympatyczny  Smith  i  groźny  Kowalski:  Wzorce  autoprezentacji  polskich  i  amerykańskich  menedżerów.  Prace 

Psychologiczne, Tom VI, ss. 59-69. Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław. 

Witkowski T. [2000], Psychomanipulacje Oficyna Wydawnicza UNUS, Warszawa. 

Zuziak  W.,  Mysona-Byrska  J.,  [2008]  Wolność  i  władza  w  życiu  publicznym,  w:  Rembierz  M.  (red.),  Gra  władzy  i 

wolności. O ludzkich dążeniach do samostanowienia i podmiotowości w epoce ideologii konkurujących o zawłaszczenie 

człowieka .Wydawnictwo Naukowe PAT: Kraków 2008.