background image
background image

WSTĘP 

Sesja, którą 8 listopada 1999 roku zorganizował 

Zakład Historii Starożytnej i Średniowiecznej Wyższej 
Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze, zgromadziła 
historyków z kilku ośrodków mediewistycznych w Pol-
sce, zainteresowanych  udziałem rycerstwa  Europy 
środkowej i wschodniej w ruchu krucjatowym. Uwagę 
uczestników sympozjum zajęły jednak nie tyle same 
wyprawy do Ziemi Świętej, ale przede wszystkim ideo-
logia krzyżowa i jej konsekwencje dla tej części konty-
nentu. Nieprzypadkowo. 

W zakresie rudymentarnego wykształcenia każde-

go historyka mieści się wiedza o wyprawach krzyżo-
wych, do niedawna czerpana bądź ze zwięzłych opra-
cowań popularnych, bądź z kompetentnych podręczni-
ków historii powszechnej, z racji przeznaczenia operu-
jących syntetycznym skrótem. Wartościowe i obszerne 
opracowania tego wątku dziejów powszechnych, obec-
ne głównie w dorobku historiografii zachodnioeuropej-
skiej, nie były dostępne polskiemu czytelnikowi. Przy-
najmniej częściowo, ten dotkliwy brak rekompensuje 
wydanie w polskim przekładzie dzieła Stevena Runci-
mana, pracy poczytnej i cieszącej się uznaniem na Za-
chodzie. Książka ta skupia się jednak na opisie wyda-
rzeń, które rozgrywały się w Europie zachodniej 
i w Lewancie, co u czytelnika oczekującego bardziej 
rozległej syntezy wywołuje uczucie niedosytu. Runci-
man nie daje bowiem odpowiedzi na pytanie, jaki 
wpływ idea krucjatowa wywarła na losy Europy środ-

background image

kowej i wschodniej, a przecież nie tylko nieliczne, ale 
wyraźnie akcentowane epizody z przeszłości tych stron 
przypominają  o  żywotności  „ducha  krzyżowego” 
w świadomości ich mieszkańców. Ogólniejsze spojrze-
nie na dzieje Europy środkowej i wschodniej między 
wiekiem XII a XIV pozwala wysunąć tezę, że ukształ-
tował się tutaj „drugi front” krucjatowy. Wprawdzie re-
alia geograficzne, kulturowe i polityczne były tu tak 
odmienne od bliskowschodnich, że powyższa supozy-
cja może się wydać ryzykowna, ale trudno zaprzeczyć, 
iż pobudki ideowe i codzienne przeżywanie kształto-
wanych przez nie emocji sięgało u mieszkańców środ-
kowej i wschodniej Europy tych samych korzeni, które 
podniecały wyobraźnię i dewocję obrońców Grobu 
Świętego. Nie był to zresztą rezultat wyłącznie enigma-
tycznej „wędrówki idei”, ale konkretnych wezwań kurii 
rzymskiej do krucjat poza Lewantem. Wspierający teo-
retycznie ruch krucjatowy teologowie katoliccy i kuria-
liści, a wreszcie sami papieże, rozszerzyli pojęcie 
„wróg krzyża” na wszystkich, którzy nie przyjmowali 
nauki płynącej z Rzymu, głównie pogan, choć nie tyl-
ko. Implikacje tego poglądu były tak oczywiste, że po-
bożny rycerz z Polski, Niemiec czy Węgier rozumiał, iż 
jego ofiara niekoniecznie musi się dopełnić aż w Pale-
stynie, skoro miał za sąsiada poganina czy schizmaty-
ka. Chociaż ruch krucjatowy w Europie środkowej 
i wschodniej spełniał się w odmiennych warunkach po-
litycznych i był uwikłany w różne programy czy dąże-
nia miejscowych władców, ożywiały go jednak te same 

background image

skojarzenia ideowe i emocje, które pojawiły się na Za-
chodzie po soborze w Clermont. 

W polskiej literaturze historycznej wydarzenia 

związane z ruchem krucjatowym nie cieszyły się 
szczególną popularnością ‒ można wskazać jedynie po-
jedyncze artykuły poświęcone ideologii krzyżowej 
(A. Gieysztor, L. Koczy, A. F. Grabski) czy liczniejsze 
prace na temat polskich uczestników wypraw do Ziemi 
Świętej (R. Gródecki, M. Mendys, B. Włodarski, A. F. 
Grabski, B. Zientara, M. Gładysz). Niniejsza publikacja 
pomnaża ten niezbyt bogaty dorobek. 

Jak to często bywa w pracach zbiorowych, autorzy 

prezentują dość zróżnicowany wachlarz problemów, 
trudno więc oczekiwać z góry przyjętej specyfikacji 
zagadnień, które wyznaczałyby oś syntezy. Mimo że 
mamy do czynienia z mozaiką tematów i ujęć, za-
znaczają się na niej kontury obrazu: zainteresowania 
autorów zbioru objęły spełnianie się idei krucjatowej 
w Europie środkowej i wschodniej, a więc na obszarze, 
którym nie zajął się badawczo Runciman. Rejon to roz-
legły, gdyż autorzy zbioru rozważają wydarzenia roz-
grywające się od Morza Czarnego po Zatokę Fińską 
i od Bizancjum po Ruś północno-wschodnią. Takie uję-
cie pozwala wiele wyjaśnić. Dostrzega się w ten sposób 
styk dwóch aspektów ruchu krucjatowego (lewantyński 
i środkowoeuropejski), a zarazem odmienność praktyki 
odwołującej się do ideologii krzyżowej w różnych stro-
nach Europy i Bliskiego Wschodu. 

Artykuł J. Dudka wskazuje, jaki oddźwięk znajdo-

wała w Bizancjum, a więc na głównym szlaku wypraw 

background image

palestyńskich, ideologia i działalność krucjatowa. Na-
stępnie można zauważyć, jak w miarę oddalania się 
w kierunku zachodnim i północnym od szlaku pątni-
czego do Jerozolimy następowały przemiany w krze-
wieniu idei krucjat i jaki wyraz nadawała ona praktyce 
politycznej (I. Czamańska, Z. Pentek). Zwłaszcza 
w państwie węgierskim ‒ z racji położenia objętego ak-
cją zachodnioeuropejskich krzyżowców ‒ można do-
strzec łączenie się dwóch aspektów ruchu krucjatowe-
go, gdyż miejscowi władcy, którym bliska była idea 
wypraw do Ziemi Świętej, ostatecznie zdecydowali się 
realizować misję wśród niepodległych Kumanów. To 
już osobliwość pojmowania idei krucjat w warunkach 
środkowoeuropejskich. Równie uzasadniona mogła się 
wydawać działalność rycerstwa niemieckiego, czeskie-
go i polskiego w Prusach, na Litwie, w kraju Liwów 
i Estów, aż po daleką Ruś Nowogrodzką, której miesz-
kańcy ‒ uznawani za schizmatyków ‒ w wyniku swoi-
stej ewolucji pojęciowej stawali się nie mniejszymi 
wrogami Kościoła łacińskiego, niż wszyscy niewierni. 

Poza artykułami wskazującymi na militarne i poli-

tyczne aspekty krucjat (I. Czamańska, W. Iwańczak, 
K. Zielińska-Melkowska, Z. Pentek, W. Peltz) wyraź-
nie w niniejszym zbiorze zaznacza się wątek ideologii 
krzyżowej. W tej grupie rozważań, sięgających prze-
ważnie do polskiej tradycji dziejopisarskiej, pożyteczny 
dla czytelnika i systematyzujący wydaje się artykuł 
K. Olejnika, który zebrał i zinterpretował informacje 
o wyprawach do Ziemi Świętej w źródłach polskich. To 
przecież na kanwie tej wiedzy mogli wplatać do swoich 

background image

utworów wątki krucjatowe autorzy, którym są poświę-
cone rozważania K. Benyskiewicza, M. Cetwińskiego, 
M. Gładysza, U. Świderskiej, L. Turek-Kwiatkowskiej 
i J. Zdrenki. 

Autorzy niniejszego zbioru żywią nadzieję, że choć 

w skromnej mierze przyczyni się on do wzbogacenia 
wiedzy o ruchu krucjatowym w środkowej i wschodniej 
Europie. 

Wojciech Peltz 

 

background image

Karol Olejnik 
(Poznań) 

WYPRAWY KRZYŻOWE W ŚREDNIO-

WIECZNYCH ŹRÓDŁACH POLSKICH 

Punktem wyjścia przedstawionych tutaj dociekań 

nad tytułową kwestią są następujące materiały źródło-
we: roczniki („miechowski”, lubiński, kapitulny kra-
kowski, kapituły gnieźnieńskiej, Traski, Sędziwoja, 
świętokrzyski, małopolski), kroniki (Galla, Kadłubka, 
Dzierzwy [Mierzwy], wielkopolska), kodeksy dyplo-
matyczne (Śląska, Wielkopolski) oraz Roczniki  czyli 
Kroniki sławnego Królestwa Polskiego”
 Jana Długo-
sza. W kontekście przywołanego Długosza chciałbym 
zaznaczyć, że w niniejszych rozważaniach pominiemy 
wyprawę warneńską, która ‒ choć bez wątpienia była 
krucjatą przeciwko Turkom ‒ ze względu na znacznie 
szerszy kontekst polityczny, przede wszystkim w rela-
cji Węgry-Turcja, wymaga jednak, w moim przekona-
niu, odmiennego potraktowania. 

Wiadomości  zawarte  w  wymienionych  wyżej 

przekazach mają charakter albo bezpośrednich danych 
na temat wypraw krzyżowych, albo dotyczą ich w spo-
sób pośredni ‒ wówczas autor zapisów prowadzi wy-
wody wyraźnie zainspirowane krucjatami, zajmując się 
takimi kwestiami, jak choćby charakter wojny, jej oce-
na, uwagi na temat sposobów prowadzenia walki itp. 

Pierwsza grupa przekazów jest reprezentowana 

w polskich źródłach niezbyt licznie, a ponadto zaliczo-
ne do niej relacje są zazwyczaj rozbieżne w szczegó-

background image

łach (np. co do daty danego wydarzenia) i tym samym 
dopuszczają możliwość różnorodnej interpretacji. Kla-
sycznym tego przykładem może być rozważana od 
dawna kwestia udziału przedstawiciela polskiego rycer-
stwa w II krucjacie jerozolimskiej z lat 1147-1149. Ba-
dania M. Mendysa, A.F. Grabskiego i B. Zientary, 
a ostatnio również przedstawiciela najmłodszego poko-
lenia historyków ‒ M. Gładysza, przyniosły znaczny 
rozrzut hipotez. Według ustaleń każdego z wymienio-
nych badaczy, uczestnikiem wspomnianej krucjaty był 
albo Władysław II Wygnaniec, albo Henryk sando-
mierski, albo Władysław II Odonic; nie wyklucza się 
także udziału Henryka Pobożnego czy wreszcie Miesz-
ka raciborskiego. Podobnie wygląda dyskusja na temat 
udziału polskiego rycerstwa w V krucjacie lewantyń-
skiej (1217-1221), bowiem lista badaczy jest dość dłu-
ga, natomiast wnioski ‒ mocno zróżnicowane. 

Wypowiedzi dotyczące wypraw krzyżowych we 

wspomnianych na wstępie źródłach również da się po-
dzielić na dwa zespoły. Do pierwszego należą te 
wszystkie wzmianki, które notują kolejne krucjaty po-
dejmowane przez rycerstwo europejskie ‒ przede 
wszystkim z Europy zachodniej, przy mniejszym udzia-
le np. Czechów czy Węgrów i niewielkim Polaków. 
Można by rzec, że są to wzmianki poświęcone „wła-
ściwym krucjatom”, czyli podejmowanym z inicjatywy 
papieży wyprawom do Ziemi Świętej w celu odzyska-
nia dla Kościoła grobu Zbawiciela. W tym zakresie 
źródła odnotowują krucjaty z lat: 1099, 1088, 1147, 
1154, 1162, 1189, 1217, 1360, 1396 i 1410. 

background image

Wartość poznawcza tych relacji jest bardzo ograni-

czona, sprowadza się bowiem ‒ poza mniej lub bardziej 
lakonicznymi wzmiankami na temat chronologii dane-
go wydarzenia ‒ do podania informacji o głównych 
uczestnikach wyprawy lub najważniejszego osiągnięcia 
z nią związanego. Spośród polskich rycerzy biorących 
udział w krucjatach źródła wymieniają m.in.: Włady-
sława II, Jaxę z Miechowa, Henryka sandomierskiego, 
Bolesława Kędzierzawego, Dzierżka, Władysława IV 
pomorskiego, Władysława Białego gniewkowskiego, 
Henryka IV, natomiast z kręgów rycerstwa europej-
skiego wspominają np. cesarzy Konrada III i Fryderyka 
Barbarossę oraz króla Francji Ludwika. W relacjach są 
także odnotowane: kolejne nawoływania papieży do 
podejmowania wypraw przeciwko Saracenom, infor-
macje o upadku Jerozolimy, zabiegi papieża Innocente-
go III (w 1216 roku) o pomoc dla Ziemi Świętej, prze-
kaz o nałożeniu dziesięciny krucjatowej przez Kle-
mensa III, apel Urbana IV o wsparcie krzyżowców, 
którzy walczą z Saracenami plądrującymi Sycylię, 
wzmianki na temat utraty Antiochii, Trypolisu, Akkony 
i Tyru, decyzja soboru w Lyonie w sprawie powszech-
nej dziesięciny na odzyskanie Ziemi Świętej, ogło-
szenie (przez Urbana V w roku 1361) krucjaty prze-
ciwko Turkom, wzmianka o klęsce wojsk chrześcijań-
skich pod Nikopolis czy wiadomość o przegranej bi-
twie z Turkami pod Golubcem (w 1428 roku), w której 
poległ najsławniejszy chyba polski rycerz, Zawisza 
Czarny. 

background image

Powtórzmy ‒ większość wspomnianych wyżej re-

lacji jest zwięzła i nierzadko obarczona piętnem błędu 
(zwłaszcza w zakresie chronologii). Autorzy przekazów 
dają wprawdzie świadectwo doceniania wagi wzmian-
kowanych wydarzeń, ale nie starają się ich w sposób 
szczególny wyeksponować. Przyczynę takiego stanu 
rzeczy można pośrednio wiązać ze wspomnianą na 
wstępie drugą grupą przekazów ‒ problematyka zacho-
dzących daleko od Polski wydarzeń nie mogła przecież 
wywoływać w kraju takich reperkusji, jak wojny pro-
wadzone na obszarach bliskich ziemiom Piastów. Nic 
zatem dziwnego, że druga z wyróżnionych grup relacji 
jest znacznie bardziej rozbudowana ‒ dotyczy to liczby 
dokumentów, jak i ich rozwiniętej formy. Przekazy te 
obejmują wyprawy zbrojne o charakterze krucjatowym, 
organizowane przeciwko pogańskim ludom zamieszku-
jącym sąsiednie tereny ‒ najpierw Pomorzanom, a póź-
niej Prusom, Jadźwingom i Litwinom. Tutaj też należa-
łoby umieścić wzmianki, które ‒ w formie nawoływa-
nia do zwalczania heretyków rodzimych i obcych, np. 
husytów ‒ dotyczą wypraw orężnych przeciwko od-
szczepieńcom od wiary. 

Zaproponowane wyróżnienie drugiej grupy prze-

kazów dotyczących wypraw krzyżowych ‒ poza 
względami „geograficznymi” ‒ wynika z przyczyn, 
które wymagają szerszego komentarza. Wieść o krucja-
tach zachodniego rycerstwa podejmowanych przeciwko 
niewiernym okupującym święte miejsca chrześcijań-
stwa, dotarła do Polski niemal natychmiast po jej spre-
cyzowaniu przez Urbana II w apelu z 1095 roku. Spo-

background image

śród znanych kilku wersji papieskiej wypowiedzi (ory-
ginał się nie zachował), co wynika z różniących się nie-
co relacji kronikarzy, jedna zasługuje na szczególną 
uwagę, wskazuje bowiem, że papież, nawołując do 
zbrojnej wyprawy, kierował swój apel nie tylko do 
Germanów, Sasów, Węgrów, Czechów czy Włochów 
ale także do Polaków. Za przyjęciem takiego sposobu 
rozumowania przemawia fakt, że u schyłku XI stulecia 
Polska była silnie usadowiona w chrześcijańskiej ro-
dzinie krajów łacińskiej Europy, doceniano także jej ro-
lę polityczną. W Rzymie świeża musiała być choćby 
pamięć o zasługach Bolesława Śmiałego dla papieża 
w jego sporze z cesarstwem. 

Jednak droga od przyjęcia papieskiego apelu 

o udział w zbrojnej wyprawie ‒ nawet najbardziej entu-
zjastycznego ‒ do wyruszenia w pole była bardzo dłu-
ga. Aby tak się stało, należało bowiem spełnić kilka 
istotnych warunków. Przechodząc do próby ich spre-
cyzowania, trzeba dodać, że kolejność, w jakiej zostaną 
wymienione, nie świadczy o przypisywanemu im, 
większemu lub mniejszemu znaczeniu ‒ wszystkie 
w jednakowym  stopniu  warunkowały  uczestnictwo 
w wojnie przeciwko niewiernym. Aby rycerstwo dane-
go kraju mogło wziąć udział w tak skomplikowanym 
przedsięwzięciu, jak wyprawa do Palestyny, musiały 
być spełnione następujące warunki: 

1. Funkcjonowanie dostatecznie sprawnej struktury 

państwowej i kościelnej. Pierwsza mogła przybierać 
formę silnej, patrymonialnej władzy księcia, który był 
w stanie pociągnąć na wojnę podległe sobie rycerstwo, 

background image

a także stawiała wymagania w zakresie ustabilizowanej 
sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej państwa. Siła struk-
tury kościelnej oznaczała w tym wypadku zdolność do 
swoistego przetransponowania papieskiego apelu do 
świadomości wiernych ‒ kandydatów na krzyżowców; 

2. Odpowiednie warunki materialne rycerza wybie-

rającego się na krucjatę. Stanie się to w pełni zrozumia-
le, jeśli uwzględnimy fakt, że musiał on zadbać nie tyl-
ko o należyte wyposażenie wojskowe (własne i towa-
rzyszącej grupy „pomocników”), co wymagało przecież 
znacznych nakładów finansowych, ale także ‒ wyrusza-
jąc w nieznane (nieokreślone w czasie i z trudnym do 
przewidzenia skutkiem) ‒ zabezpieczyć interesy swoje-
go rodu; 

3. Przygotowanie  „osobowościowe”,  kulturowe 

i religijne, świadomość celów przyświecających ryzy-
kownej wojnie, a także rozbudowane motywacje o róż-
nym podłożu (chęć zdobycia łupów, dążenie do rycer-
skiej sławy, ciekawość świata, ucieczka od codzienno-
ści itp.), które przemawiały do przekonania każdego 
uczestnika przyszłej wyprawy. 

W wypadku polskiego rycerstwa, można chyba 

mówić  ‒ przynajmniej w odniesieniu do wczesnego 
okresu wypraw, gdy krucjaty krzyżowców zachodnich 
cechowała jeszcze wielość motywów działania, wsparta 
dodatkowo początkowymi sukcesami ‒ o niedostatkach 
związanych z każdym z wymienionych warunków. 
Wystarczy przypomnieć, że wkraczające w XII stulecie 
państwo Piastów borykało się zarówno z zagrożeniem 
zewnętrznym (wojna z cesarstwem w 1109 roku) czy 

background image

zabiegami o ponowne opanowanie utraconych niegdyś 
obszarów (wojny o Pomorze), jak i z odśrodkowymi 
dążeniami feudałów. Od połowy XII do połowy XIV 
wieku, kiedy udało się ostatecznie zniwelować skutki 
rozbicia dzielnicowego, również trudno się doszukać 
warunków, które sprzyjałyby zaangażowaniu polskiego 
rycerstwa w tak trudne przedsięwzięcia, jak wyprawy 
krzyżowe. 

Równocześnie jednak każdy ze wspomnianych 

w punkcie 3. czynników występował w dostatecznie 
silnym stopniu, aby ideologię krucjatową dostosować 
do sytuacji lokalnej, zresztą w ówczesnej Polsce nie 
tylko istniała tradycja walki z pogańskimi plemionami 
sąsiadów, ale towarzyszyła jej także świadomość zna-
czenia i potrzeby rozwoju terytorialnego państwa. 
Oczywiste były zatem zarówno cele, jak i korzyści pły-
nące z tej walki, natomiast możliwości udziału w wy-
prawach krzyżowych ‒ dostatecznie realne. Tym sa-
mym można mówić o istnieniu w szeregach polskiego 
rycerstwa swoistego „klimatu krucjatowego”, oczywi-
ście w specyficznym, lokalnym wydaniu. 

Z tych względów w średniowiecznych źródłach 

polskich dominują przekazy o noszących znamiona 
krucjat wyprawach wojennych podejmowanych prze-
ciwko niechrześcijańskiej ludności krain sąsiednich: 
Pomorzanom (przynajmniej do początków wieku XII), 
Prusom, Jadźwingom, Litwinom (do schyłku wieku 
XIV), a także rodzimym odszczepieńcom od wiary. 
W wypadku ostatniej ewentualności można przytoczyć 
nawoływanie papieża Aleksandra IV z 1257 roku do 

background image

krucjaty (jak to nazywają polskie źródła) przeciwko 
księciu legnickiemu Bolesławowi Srogiemu, który był 
w konflikcie z biskupem wrocławskim. W tej grupie re-
lacji można również umieścić całą kwestię husycką, 
choć w polskich źródłach przeważa jednak ubolewanie 
nad błędem Czechów, a nie żądanie ich zniewolenia. 

Jednak znacznie ciekawsza od samego wyliczania 

przez polskie źródła wypraw na Prusów, Jadźwingów 
czy Litwinów ‒ co zresztą już wielokrotnie było przed-
stawiane w literaturze ‒ jest kwestia np. formy wypo-
wiedzi na tematy związane z krucjatami. Wydaje się to 
interesujące, gdyż pozwoli przybliżyć klimat towarzy-
szący tym, którzy zdecydowali się podjąć ryzyko wy-
prawy zbrojnej. 

Najpierw przyjrzyjmy się jak kwestie te wyglądały 

w zachodniej Europie. Otóż w rozmaitych wypowie-
dziach, przede wszystkim czynników kościelnych, po-
jawiają się napomnienia, aby rycerze chrześcijańscy nie 
szukali zwady ze sobą (w domyśle: jak to zazwyczaj 
często czynią), lecz wyruszali na wyprawy krzyżowe. 
Liczne niedogodności związane z opuszczeniem domu 
‒ i to na tak długi czas ‒ skutecznie pomagał zniwelo-
wać (przede wszystkim na płaszczyźnie psychicznej) 
rozpowszechniony wśród rycerstwa zachodniego zwy-
czaj pielgrzymowania do miejsc świętych. W tej sytua-
cji najwyższą formę religijnej żarliwości ‒ w znaczeniu 
„opuszczenia wszystkiego, co doczesne, i podążenia za 
Panem” ‒ uznawano pielgrzymkę do Jerozolimy, gdzie 
miały się przecież rozstrzygać sprawy dla świata osta-
teczne. Masową wyobraźnię społeczeństw chrześcijań-

background image

skiego Zachodu rozpalały różne daty okolicznościowe, 
np. koniec pierwszego tysiąclecia czy rok 1033 (mile-
nium śmierci Chrystusa), co dodatkowo zachęcało do 
porzucenia swojej siedziby i oddania się chwalebnej 
służbie. 

W mobilizowaniu zachodniego rycerstwa do po-

parcia idei wypraw przeciwko Saracenom, istotną rolę 
odegrały także założenia, filozoficzne i kulturowe, któ-
re towarzyszyły procesowi samookreślenia się tej grupy 
społecznej. W doktrynie religii chrześcijańskiej była 
wszak silnie zakorzeniona zasada walki z wszelkim 
złem, co musiało prowadzić do budzenia wrogości 
i nieustępliwej  postawy  wobec  przeciwników  wiary 
Chrystusowej, postrzeganych tym samym jako naj-
większe zło. Dla szczytnej idei można było, a nawet na-
leżało, ponosić największe ofiary, łącznie z utratą  ży-
cia. Zgodnie z powszechnym wówczas mniemaniem 
Chrystus był przede wszystkim Bogiem męczenników, 
ponieważ jednak przeciwnika należało zwyciężyć, po-
konać zło, a w tym kontekście jawił się jako Bóg apo-
kalipsy ‒ Bóg tych, którzy w jego imieniu wymierzali 
sprawiedliwość. 

Powyższe założenia ideowe znajdowały pełne od-

zwierciedlenie w licznych ówczesnych dziełach literac-
kich, traktatach moralizatorskich, kazaniach ducho-
wieństwa i bullach papieskich. Wystarczy wspomnieć 
słynną Pieśń o Rolandzie z przełomu XI i XII wieku, na 
której kartach rycerz Roland „wali krzepko i Oliwer ta-
koż; arcybiskup wali więcej niż tysiąc razy”, natomiast 
grzesznicy jako pokutę otrzymują zalecenie, aby w bi-

background image

twie „rąbali tęgo”. Tym samym wojna z niewiernymi 
nabiera powoli zupełnie nowych zabarwień emocjonal-
nych: walka ta wyklucza miłosierdzie ‒ pogan należy 
wytępić, aby nie wciągali innych w swoje herezje. 
W tym kontekście krucjata staje się zatem służbą szcze-
gólnego rodzaju, oczyszcza rycerza z grzechu. Nie jest 
także walką o dobra doczesne (choć ich zdobycie na tej 
drodze jest w pełni akceptowane), ale o wyższe warto-
ści duchowe, z myślą o nagrodzie czekającej po chwa-
lebnej śmierci. Krucjata była więc ostatecznym po-
twierdzeniem  przynależności  do  grupy  rycerskiej 
w trójdzielnym podziale ówczesnego społeczeństwa na 
oratores, bellatores, laboratores.
 

Swoistym  ukoronowaniem  okołokrucjatowych 

rozważań były poglądy świętego Bernarda, głoszone 
przezeń często i w różnych kontekstach. Oprócz pięt-
nowania rycerstwa za „szaleństwo nie do przyjęcia, 
które kazało wam wojować [między sobą] w znoju 
i płacąc wysoką cenę, bez żadnej korzyści poza śmier-
cią i zbrodnią [gdy tylko] nierozumny poryw gniewu 
albo chęć zdobycia ulotnej chwały, albo pragnienie, by 
zaokrąglić swe ziemie” są powodem do walki, święty 
Bernard podejmuje również inne kwestie. Jego niepo-
kój, a nawet oburzenie, wywołują rozmaite zjawiska 
związane z nadmierną rozbudową zewnętrznych form 
przynależności do stanu rycerskiego, które uznaje za 
zbędne i wynikające jedynie z grzesznej próżności: 
„Okrywacie jedwabiem wasze rumaki, a na zbroje 
wdziewacie sam już nie wiem jakie obwisłe szmatki. 
Pacykujecie wasze kopie, tarcze, siodła okrywacie zło-

background image

tem, srebrem i kamykami uzdy i ostrogi. [...] dbacie 
o włosy ułożone pięknie jak u niewiasty, a przeszka-
dzające w patrzeniu, utrudniacie sobie ruchy nosząc 
długie i obszerne suknie; wasze delikatne i wypiesz-
czone dłonie są jakby pogrzebane w szerokich ręka-
wach, które opadają suto dokoła”. Pisząc te ostre słowa, 
pragnie odwrócić myśli rycerzy od zbędnych zewnętrz-
nych atrybutów ich stanu, a skierować je ku sprawom 
najważniejszym, wśród których pierwszoplanowe jest 
uczestnictwo w krucjatach. Wyprawy krzyżowe święty 
Bernard nazywa „wybornym wynalazkiem” samego 
Stwórcy: „Daję wam dzisiaj, ludowi równie wojowni-
czemu jak dzielnemu, wspaniałą okazję do walki [...] 
do prawdziwie chwalebnego zwycięstwa, do śmierci 
przynoszącej korzyść. [...] Obleczcie, bracia, znak 
krzyża, a będziecie mieli pewność, że zyskacie odpusz-
czenie wszystkich grzechów...”. Według wówczas do-
minującej opinii, krucjata oznaczała walkę zmierzająca 
do wyniszczenia, nie zaś nawrócenia wroga. 

Prowadzona pod takim hasłem i z ogromnym roz-

machem akcja propagandowa spowodowały znaczny 
wzrost napięcia w społecznościach krajów zachodnich 
(nie tylko wśród rycerstwa, ale także pospólstwa). Do-
tyczyło to przede wszystkim początkowego okresu or-
ganizowania wypraw krzyżowych, refleksja (i swoiste 
otrzeźwienie) nastąpiła znacznie później ‒ pod wpły-
wem dotkliwych klęsk  zadawanych  chrześcijanom 
przez Saracenów. 

Przedstawiony wyżej obraz obejmował zjawiska, 

które rozgrywały się na szeroką skalę w Europie za-

background image

chodniej zarówno w sferze ideowej oraz w odzwiercie-
dlających ją na płaszczyźnie kulturowej dziełach teore-
tycznych, jak i w toku ponawianych wypraw krzy-
żowych. Powstaje jednak pytanie, na ile zjawiska te 
znalazły odbicie w polskim piśmiennictwie średnio-
wiecznym? 

Bez wątpienia można tu odnaleźć stale utrzymują-

cą się atmosferę niechęci do potencjalnych wrogów, 
czyli pogan ‒ zwykle nazywanych barbarzyńcami. Tak 
czyni np. Jan Długosz ‒ że odwołajmy się do przykła-
dów najpóźniejszych ‒ w odniesieniu do Prusów, 
a później Litwinów. Nie zmienia podejścia nawet wów-
czas, gdy relacjonuje wyprawy znienawidzonych Krzy-
żaków, porzucając niechęć dopiero po przyjęciu chrztu 
przez Litwę. Wrogów ‒ pogan ‒ cechuje zawsze: dzi-
kość, zuchwałość, perfidia i krnąbrność; nie dotrzymują 
zobowiązań ani przysięgi, są zdradliwi, zacięci i pyszni 
(pychę uznawano wówczas za „koronę wszelkich grze-
chów”). Przywołaliśmy przykład Jana Długosza, który 
spogląda na wydarzenia już przebrzmiałe i ocenia je 
z oddalenia historycznego, ale podobne podejście do-
minuje u Galla Anonima czy Wincentego Kadłubka, 
a więc w dziełach, które informowały (i oddziaływały 
na czytelnika) o sprawach aktualnych. 

Drugim czytelnym motywem w omawianych tutaj 

przekazach źródłowych, który miał skłaniać rycerstwo 
do podejmowania krzyżowych wypraw na pogan, były 
względy materialne. Korzyści płynące z krucjat to 
przede wszystkim łupy ‒  łupią więc woje Bolesława 
Krzywoustego, zdobycze (przede wszystkim w postaci 

background image

jeńców i bydła) przywożą także książęta i rycerze 
z Prus. W tej grupie znajdują także względy natury mo-
ralnej ‒ przede wszystkim wykazanie się dzielnością 
oraz zdobycie sławy w kraju i poza granicami ‒ ale 
znajdują się one wyraźnie na dalszym planie, podobnie 
jak polityczne uzasadnienie wypraw (poddanie pogan 
„prawowitemu, przyrodzonemu panu”, zmuszenie po-
konanych do oddawania mu danin itp.). Zaskoczeniem 
jest i to, że w grupie argumentów przemawiających za 
wyprawą krzyżową na dalekim miejscu znajdują się 
także względy religijne, jak choćby wiekuista chwała 
za odniesione na wojnie rany czy śmierć w walce z nie-
wiernymi. Do nielicznych wyjątków można zaliczyć 
epitafium Zawiszy Czarnego w Rocznikach Jana Dłu-
gosza czy docenienie przez kronikarza ofiary Włady-
sława Warneńczyka. Ten ostatni obraz został jednak 
zmącony wątpliwościami autora kroniki, które wynika-
ły z faktu, że król nie dotrzymał przysięgi danej Tur-
kom, a jego śmierć mogła być karą za oddawanie się 
skłonnościom, jakie ślubował porzucić. 

W źródłach polskich, podobnie jak w dziełach po-

wstałych na zachodzie Europy, dominuje określony 
sposób przedstawiania krucjat, można nawet mówić 
o gotowym schemacie, wedle którego każda wyprawa 
krzyżowa składała się z kilku etapów. Pierwszym była 
MOBILIZACJA, obejmująca nie tylko przygotowania 
militarne, np. zgromadzenie wojsk w wyznaczonym 
punkcie, ale także podbudowę moralną, ideową. Dru-
gim etapem było ZNOSZENIE TRUDÓW W DO-
TARCIU DO WROGA. W polskich źródłach element 

background image

ten jest podkreślany w sposób szczególny. Pokonanie 
ogromnych puszcz, za którymi znajdują się siedziby 
Pomorzan, sforsowanie licznych przeszkód wodnych 
oddzielających krainy Prusów od ziem polskich, a także 
dokuczliwy klimat i dolegliwości związane z zimą czy 
jesiennymi słotami ‒ są wymieniane często, a ich po-
konanie nabiera znaczącej wymowy. Etap trzeci stano-
wiła BITWA, ale dochodziło do niej tylko wówczas, 
gdy „podstępni wrogowie” decydowali się postępować 
po rycersku ‒ w takiej sytuacji bitwa z reguły oznaczała 
RZEŹ. Opisy potyczek zbrojnych, po których okoliczne 
strumienie spływały krwią, są nader liczne i z reguły 
podobne do siebie. Wroga należało fizycznie unice-
stwić, wyrzynając jego wojowników. Po zwycięstwie 
następował ostatni etap wyprawy, który chyba najtraf-
niej oddaje słowo: EKSTAZA. Radość z sukcesu wyra-
żała się najpełniej w dziękczynnych modłach, śpiewie 
i ucztowaniu. 

Obok podobieństw w sposobie przedstawiania kru-

cjat istniały oczywiście i różnice. Przede wszystkim 
źródła zachodnie poruszają wiele kwestii, które w pol-
skim piśmiennictwie średniowiecznym występują spo-
radycznie, np. rozważania nad istotą wojny i cechami 
wojny sprawiedliwej, a także stawiają pytania, np.: Czy 
godzi się prowadzić z niewiernymi rokowania i zawie-
rać pokój (przecież jest to w gruncie rzeczy „pakt z sza-
tanem”)?, albo: Czy można siłą nakłaniać do przyjęcia 
wiary (co ma być przecież aktem dobrej woli)? 

W polskich źródłach liczba tego rodzaju dywagacji 

jest znikoma. Chlubny wyjątek stanowi uczone dzieło 

background image

mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem. Bez wąt-
pienia dziejopisarz znał powstały w połowie XII stule-
cia dekret Gracjana, w którym wiele miejsca poświęco-
no wojnie i związanym z nią dylematom. Na podstawie 
tego dokumentu, pozostającego zresztą w zgodzie ze 
stanowiskiem drugiego soboru laterańskiego, Wincenty 
Kadłubek wypowiada się w kwestii „wojny sprawie-
dliwej”, uznając za taką walkę, która ma słuszny po-
wód, a więc także krucjatę. Z tych samych pobudek 
kronikarz usprawiedliwia zaciekłość w boju i ‒ ogólnie 
‒ gotowość do podejmowania wypraw krzyżowych. Za 
chwalebny uznaje np. fakt, że Kazimierz Sprawiedliwy 
traktował „bezczynną gnuśność za wroga natury 
i zwracał ku krajom ościennym, wzgardziwszy zamy-
kanie się w ciasnych granicach”. Aby wywołać u czy-
telnika całą szkaradność postawy Prusów, mistrz Win-
centy powiada, że są oni (Goci ‒ jak ich określa) zagro-
żeniem nie tylko dla ciał, ale przede wszystkim dla 
dusz chrześcijańskich. Jeżeli chrześcijanin podejmuje 
z nimi wojnę, obojętne jest, czy będzie się bił otwarcie, 
czy też skrycie, i tak bowiem „nie dozna żadnej ujmy”. 
Kronikarz nie znajduje słów oburzenia na tych, którzy 
parają się wojną domową, dlatego relacjonując zatarg 
między Władysławem II, a braćmi, woła oburzony: 
„O nieszczęsna dolo wojny! Ten, którego czcili, jest im 
nieprzyjacielem”. Ciekawa jest także interpretacja klę-
ski ‒ jeżeli chrześcijanie ponieśli ją podczas walk 
z niewiernymi, źródła przeważnie traktują to jako karę 
za grzechy. Tak czyni np. Kronika wielkopolska, która 
przyczynę klęski Bolesława Kędzierzawego w 1166 ro-

background image

ku z rąk Prusów dostrzega w małej gorliwości religijnej 
księcia. 

Analiza omawianych polskich źródłowych w kon-

tekście wypowiedzi na temat krucjat wykazuje ich ewo-
lucję na tym polu. Także i ta cecha pozostaje w zgod-
ności z trendami, które można zauważyć w piśmiennic-
twie zachodnioeuropejskim. O ile bowiem w najwcze-
śniejszych zapisach (zwłaszcza Galla Anonima i Win-
centego Kadłubka) można mówić o pełnym poparciu 
idei zbrojnego nawracani pogańskich sąsiadów Polski, 
to w dziele Jana Długosza (np. gdy potępia husytów za 
grzech odstępstwa od prawowitej wiary, ale też wyraża 
z tego powodu ogromny żal i nadzieję, że złej drogi 
zejdą) łatwo odnaleźć ziarno wątpliwości. 

Na zakończenie warto zwrócić uwagę na fakt, że 

prawdziwym pokłosiem intelektualnym, pogłębioną re-
fleksją nad krucjatami stały się w Polsce dzieła takich 
twórców, jak choćby Stanisława ze Skarbimierza  (De 
bellis iustis
), który ‒ powołując się na autorytet Pisma 
Świętego
 i Ojców Kościoła ‒ wypowiadał się przeciw-
ko wojnom bez przyczyny, uznawał jedynie wojnę 
obronną lub dla „odzyskania własności” i słusznie 
sprzeciwiał się tezie, że cesarz ma władzę nad pań-
stwami pogan. Analizie należałoby poddać także twór-
czość Pawła Włodkowica, szczególnie jego główne 
dzieło Tractatus de potestate papae et imperatoris re-
spectu infidelium,
 w którym głosił ideę, że nawracania 
mieczem nie da się pogodzić z nauczaniem Chrystusa. 
Pozostając w kręgu twórców XV stulecia, warto rów-
nież przypomnieć wypowiedzi Jakuba z Paradyża, dok-

background image

tora nauk, tomisty, filozofa i zwolennika devotio mo-
derna
, w której nawracanie było przede wszystkim ak-
tem woli, a nie rezultatem zbrojnej wyprawy. 
 

 

background image

Krzysztof Benyskiewicz 
(Zielona Góra) 

RYCERSTWO POLSKIE WOBEC POGAN 

I POGAŃSTWA W XI-XIII WIEKU 

Kiedy w 966 roku Mieszko I podjął i wcielił w ży-

cie decyzję przyjęcia chrztu religia chrześcijańska była 
zjawiskiem bliżej znanym tylko niewielkiej części jego 
poddanych. Zapewne również i ten nieznaczny procent 
rodaków księcia, podobnie jak pozostali mieszkańcy 
ówczesnych ziem polskich ‒ używając retoryki epoki ‒ 
„nurzał się w błędach pogaństwa”. Decyzja Mieszka, 
przemyślana i skalkulowana, zyskała poparcie najbliż-
szego otoczenia i nie wywołała gwałtownych sprzeci-
wów. Sam dzień przyjęcia chrztu miał znaczenie sym-
boliczne, natomiast uroczystość, do której najprawdo-
podobniej doszło, wymowę bardziej polityczną niż re-
ligijną. Wydarzenie to zwiastowało nadejście nowych 
czasów. Wraz z Mieszkiem chrzest przyjęła grupa naj-
wierniejszych doradców; możliwe, że ochrzczono też 
wówczas całkowicie zależną od władcy drużynę ksią-
żęcą. Powodzenie akcji chrystianizacyjnej zależało jed-
nak od postawy wpływowych kręgów w państwie, dys-
ponujących mocą przeciwdziałania zamiarom księcia, 
do których trzeba zaliczyć „władców dusz”, a więc stan 
kapłański. Niestety ‒ o jego istnieniu, możliwościach 
oddziaływania oraz stosunku do zachodzących prze-
mian nie wiemy nic, dlatego trudno wyciągać w tej 
kwestii istotne wnioski. Siłą, która mogła skutecznie 
wesprzeć domniemanych kapłanów czy czarowników, 

background image

a tym samym powstrzymać władcę przed popieraniem 
ekspansji chrześcijaństwa, było rycerstwo, lecz jak ła-
two się domyśleć, w większości zaaprobowało ono de-
cyzję władcy, zapewniając mu konsekwentne wsparcie. 
Nie wiadomo, jak daleko posunął się książę w poszu-
kiwaniu pozytywnego klimatu dla nowej religii. Nie-
zbędny i oczywisty był tutaj akces przywódcy i moż-
nowładztwa, ważna mogła się okazać także „wola lu-
du”, choć o poświęconych temu wiecach nic nie wia-
domo. Ogólnikowe i schematyczne wzmianki źródłowe 
na temat postawy ludu nie pozwalają wyciągać jedno-
znacznych wniosków. Możemy podejrzewać, iż we 
wszystkich świadomych przemian środowiskach musie-
li istnieć malkontenci, ale ich możliwości przeciwdzia-
łania prezentowały się skromnie. 

Wojowie byli pierwszymi adresatami oferty księcia 

związanej z akceptacją nowego boga. Wydaje się też, 
że oferta została przyjęta, a w panteonie bóstw jedno 
z głównych miejsc zajął Bóg chrześcijański, który ofi-
cjalnie ‒ na dworze książęcym ‒ uzyskał pozycję 
pierwszoplanową. „Nieoficjalnie” wszystko było jed-
nak znacznie bardziej skomplikowane. O zwycięstwie 
„nowego” decydowała bowiem z reguły jego skutecz-
ność, mająca wymiar konkretny i praktyczny. Nie wie-
my, czy Chrystus wyparł poprzedników od razu, czy 
też początkowo funkcjonował na zasadzie współistnie-
nia z innymi bogami opiekującymi się warstwą rycer-
ską. Możliwe są, jak sądzę, obie ewentualności. Przyję-
cie chrztu było tylko pierwszym, choć na pewno przej-
mującym i ekscytującym, etapem chrystianizacji. Dal-

background image

sze wtajemniczenie wymagało już wyrzeczeń i auten-
tycznych deklaracji, a wówczas pojawiały się proble-
my, gdyż na drodze natychmiastowego przymusu cel 
był nieosiągalny. Pochopnych kroków w tak delikatnej 
materii zapewne starano się unikać, aby nie obrazić do-
tychczasowych bogów i nie narazić się na zemstę z ich 
strony. Prawdopodobnie decyzja o usytuowaniu pierw-
szego biskupstwa w Poznaniu, a nie w stolicy ‒ Gnieź-
nie, była podyktowana takimi właśnie obawami. 

Trudno sobie wyobrazić, aby nowy system religij-

ny został przyjęty i zaakceptowany z dnia na dzień. Za-
równo Mieszko, jak i jego rodacy byli wytworem okre-
ślonej kultury i kształtujących się przez wieki obycza-
jów; funkcjonowali w pewnym układzie społecznym, 
którego istotną częścią była religia. System wierzeń nie 
był zestawem nakazów i zakazów obowiązującym wy-
znawców, lecz prawdziwym kluczem do rozumienia 
i interpretowania  rzeczywistości.  Pojmując  religię 
w ten sposób, można wątpić w autentyczne i szybkie 
przyjęcie chrześcijaństwa na gruncie pogańskim ‒ jego 
faktyczna akceptacja w umysłach czy, jak kto woli, 
w duszach ludzi wymagała czasu; potrzebny był pe-
wien okres przejściowy. Chrzest Mieszka miał zapewne 
charakter demonstracji i nieco powierzchownej de-
klaracji, podobnie musiało też wyglądać przyjęcie 
chrześcijańskiego Boga  przez  najbliższe  otoczenie 
władcy, a następnie rycerstwo. W ich umysłach zago-
ścił on „na próbę” ‒ jako zjawisko niezbyt znane, ale 
równocześnie intrygujące. Decydującą rolę odgrywał 
książę, za którego przykładem szli możni, za nimi zaś 

background image

pozostała część rycerstwa. W ówczesnym społeczeń-
stwie rycerstwo, z racji wykonywanych funkcji i speł-
nianej roli, należało do grupy lepiej uświadomionej, 
mającej szersze horyzonty. Uczestnicząc w licznych 
wyprawach, wojnach i utarczkach Mieszka z sąsiadami, 
a przede wszystkim stykając się z mieszkańcami innych 
krajów, w tym również chrześcijanami, rycerze mieli 
okazję zdobyć informacje m.in. o rozwoju i wzrastają-
cej potędze religii chrześcijańskiej. Mogła być ona dla 
nich obca i mało interesująca, ale tylko do chwili przy-
jęcia chrztu przez księcia. Dalsze deklaracje w otocze-
niu panującego, może nawet naciski i presja środowi-
skowa, stawiały bowiem wielu przed poważnym dyle-
matem. Pozytywną decyzję, mimo obaw, ułatwiała 
świadomość znalezienia się wśród wybrańców, przyna-
leżności do grupy uprzywilejowanej. Z niebogatego 
materiału źródłowego możemy wywnioskować, że po-
czątkowo nie przejmowano się specjalnie uświadamia-
niem niższych warstw społecznych. Chrystianizacją 
chłopów nikt nie zaprzątał sobie głowy, zresztą 
ochrzczenie mas ludności przy ówczesnej liczbie du-
chowieństwa było niepodobieństwem. Najważniejsze 
wydawało się zakorzenienie wiary w kręgach opinio-
twórczych i decyzyjnych, praca w tym kierunku była 
podstawą sukcesu, natomiast kwestia ewangelizacji 
mas stanowiła zagadnienie drugoplanowe. Możliwe, że 
dłuższe pozostawanie chłopstwa „w błędzie” wynikało 
również z elitarności nowej wiary ‒ Bóg chrześcijański 
mógł w sposób naturalny zastępować jedno z bóstw 
wyższych warstw społecznych i z tej racji był dla chło-

background image

pów niedostępny. Większość informacji o kultywowa-
niu w X-XIII wieku obrzędów związanych z pogań-
stwem dotyczy przecież środowisk wiejskich, spotyka-
my się z tym nie tylko na ziemiach polskich, ale także 
na Rusi i w Czechach. O niechęci lub otwartej wrogości 
rycerstwa Mieszka wobec chrześcijaństwa nie wiemy 
nic, podobnie jak w wypadku Bolesława Chrobrego. 
Obaj władcy na swój sposób rozwiązywali zagadnienia 
związane z krzewieniem nowej wiary. Jeśli Mieszko, 
jako prekursor, działał ostrożnie i z rozmysłem, to Bo-
lesław, jako kontynuator rozpoczętego dzieła, mógł so-
bie pozwolić na większą surowość. Czasy Mieszka 
stworzyły dobrą atmosferę dla nowej religii, jednając 
jej zwolenników i nie powodując większych zadrażnień 
z tradycjonalistami. Ważkim i szybko docierającym do 
ogółu argumentem mogły się okazać zwycięstwa nad 
uciążliwymi i, co gorsza, skutecznymi pogańskimi są-
siadami. Klęska Wichmana i jego sojuszników nastąpi-
ła np. dzięki pomocy nowych przyjaciół  ‒ czeskich 
chrześcijan, a takie zjawiska mogły być dla wojow-
ników świadectwem mocy „nowego boga”. 

Obaj pragmatyczni władcy, Mieszko i Bolesław 

Chrobry, odwoływali się zatem i szczególnie liczyli na 
rycerstwo jako naturalny nośnik propagandy chrześci-
jańskiej. Istotną rolę w asymilacji chrześcijańskiego 
Boga w kraju Mieszka miał pokojowy, pozbawiony na-
chalnego przymusu charakter krzewienia nowej religii, 
sugerujący naturalny przebieg procesu chrystianizacji. 
Polscy chrześcijanie z czasów Mieszka I, podobnie jak 
mieszkańcy większości krajów przyjmujących nową 

background image

wiarę, nie uwolnili się natychmiast od obyczajów 
przodków. Początkowo chrzest był fasadą, za którą kry-
ła się całkowicie pogańska „dusza”, skłonna do pew-
nych, ale ograniczonych wyrzeczeń związanych z no-
wymi zwyczajami. Zjawisko przenikania się towarzy-
szyło kolejnym etapom rozwoju religii, nadając jej nie-
kiedy specyficzne oblicze; dotyczy to zapewne także 
czasów Bolesława Chrobrego i jego następców. Może-
my założyć, że pewne obyczaje, niezgodne z zasadami 
głoszonymi przez nową wiarę, były pielęgnowane 
przez całą społeczność objętą jej wpływem. Obyczajo-
wość chrześcijańska stopniowo zdobywała bowiem 
nowe obszary, usuwając, asymilując lub czasowo igno-
rując dawne zwyczaje. Dotyczyło to także, a może 
przede wszystkim, rycerstwa ‒ grupy, która jako pierw-
sza zetknęła się z ideologią chrześcijańską. Tempo 
i zakres zmian zależały od relacji książę ‒ rycerstwo ‒ 
duchowieństwo. Początkowo istotne było poznanie 
i zakorzenienie podstawowych przejawów i atrybutów 
wiary, m.in. regularnego udziału w liturgii czy prze-
strzegania postów. O obszarach, w których najdłużej 
utrzymywały się pogańskie naleciałości, mamy nie-
pewne i szczątkowe informacje. Najbogatszego mate-
riału dostarczają wykopaliska archeologiczne, które do-
wodzą np. stosowania całopalenia oraz zwyczaju zao-
patrywania zmarłych w broń, a także sugerują, że wo-
jowie nie od razu uwierzyli w moc, jaką nowy bóg za-
pewniał na polu walki. Przykład przytacza A. Gieysz-
tor, wspominając łęczyckie znalezisko bóstwa fallicz-
nego związanego ze środowiskiem wojskowym, dato-

background image

wane na wiek XII. Archeologów wspierają kronikarze, 
ale ich relacje nie zawsze są w pełni wiarygodne. Kwe-
stie obyczajów pogańskich wyższych sfer na Rusi 
i w Czechach  bardzo  lakonicznie  poruszają  latopisy 
i Kosmas. Polscy dziejopisarze, poza niejasnymi alu-
zjami Galla Anonima, zachowują milczenie. Kilka 
uwag w tej materii przekazał Thietmar oraz późniejsze, 
nieco bałamutne, źródła niemieckie. Doniesienia o po-
gańskich  rytuałach  wojennych  utrzymujących  się 
w Wielkopolsce w czasach Władysława Laskonogiego 
są mało przekonujące. Podczas wojny o Lubusz rzeko-
mo widziano po stronie polskiej czarownicę, która od-
dawała się pogańskim praktykom, mającym przynieść 
zwycięstwo Polakom. Co prawda Władysław Laskono-
gi pozostawał w nie najlepszych stosunkach z hierar-
chią kościelną, ale nie doprowadziło to do porzucenia 
religii chrześcijańskiej ani przez niego, ani przez jego 
żołnierzy. W polskiej armii takie obyczaje należały, jak 
sądzę, do przeszłości, a miejsce czarowników czy woł-
chwów od dawna już zajmowali księża, wspomagając 
ducha bojowego walczących i przejmując odpowie-
dzialność za wstawiennictwo sił nadprzyrodzonych. 

Śledząc historię rozwoju chrześcijaństwa na zie-

miach polskich, łatwo zauważyć przełomową rolę cza-
sów Bolesława Chrobrego, którego panowanie na tyle 
ugruntowało podstawowe zasady wiary, że kryzys wła-
dzy i katastrofa Mieszka II po jego śmierci nie mogło 
istotnie zmienić oblicza polskiego chrześcijaństwa. 
Choć w wielu wypadkach jeszcze powierzchowne, 
okazało się jednak na tyle silne, że powstrzymało, wątłe 

background image

już, próby powrotu odchodzącej w zapomnienie wiary. 
Głównym nośnikiem i ostoją chrześcijaństwa było ry-
cerstwo. Wbrew opiniom W. Dziewulskiego i innych 
badaczy, uznaję przełom X i XI wieku za szczególnie 
owocny w dziele chrystianizacji Polski wczesnofeudal-
nej, co nie jest równoznaczne z osiągnięciem pełnego 
sukcesu, bowiem poganie pozostali i długo jeszcze kul-
tywowali swoje wierzenia i obyczaje. Rację w ocenie 
sytuacji w kraju za czasów panowania Bolesława 
Chrobrego mogą mieć zarówno W. Abraham, jak 
i S. Zakrzewski, co nie odbiera jednak słuszności po-
glądom T. Grudzińskiego. Istniały zapewne prężne śro-
dowiska kultu pogańskiego, lecz działały poza głów-
nymi ośrodkami politycznymi. Opierając się m.in. na 
zapiskach kronikarskich Thietmara i Galla Anonima, 
należy podkreślić fakt podejmowania przez władcę 
efektywnych wysiłków na rzecz propagowania i ugrun-
towywania nowej wiary. Thietmar, jak wiadomo szcze-
gólnie niechętny Bolesławowi Chrobremu, nigdy nie 
wspomina o poganach w otoczeniu księcia. Co więcej, 
napomyka o karach nakładanych na poddanych nie-
przestrzegających postów, a obyczajowości państwa 
polskiego przeciwstawia upadek moralny trawiący kra-
iny niemieckie. Dość dobitnie stara się także zwrócić 
uwagę czytelnika na surowość rządów Bolesława 
Chrobrego, pisząc m.in.: „Populus enim suus more bo-
vis est pescendus et tardi ritu asini castigandus et sine 
poena gravi non potest cum salute principis trectavi”. 
W podobnym, lecz nieco łagodniejszym tonie ocenia 
władcę Gall Anonim, podkreślając opiekę, którą rozto-

background image

czył nad Kościołem i duchowieństwem. Popularności 
nowej religii, cieszącej się opieką i wsparciem księcia, 
przysporzyły także sukcesy na polu polityki zagranicz-
nej, uwieńczone spektakularną wizytą samego cesarza. 
To, co nastąpiło u progu nowego milenium, było nie 
tylko podkreśleniem prestiżu księcia oraz potęgi jego 
władzy i państwa, ale także znakomitą reklamą dla wia-
ry i Boga, który miał w opiece Bolesława Chrobrego. 
Książę, na co szczególnie utyskiwał zdegustowany 
Thietmar, stawał u boku Ottona jak równy z równym. 
W tym kontekście nie powinno się jednak lekceważyć 
anegdoty tego dziejopisa o pozycji Mieszka wobec 
margrabiów niemieckich w okresie przedchrześcijań-
skim. Ów pogardliwy i rażąco protekcjonalny stosunek 
chrześcijan wobec innowierców, tak wówczas charakte-
rystyczny, w pewnym okresie dotyczył zapewne rów-
nież stosunków polsko-niemieckich. Znakomitej ilu-
stracji grubiańskiego traktowania pogan dostarczają 
m.in. Helmold i Wincenty Kadłubek. Zwłaszcza w za-
piskach Helmolda znajdujemy szczególnie jaskrawe 
przykłady tego zjawiska. 

Wejście Mieszka, a potem Bolesława Chrobrego 

w dobrym stylu na arenę polityki europejskiej musiało 
imponować, tym bardziej że polscy możnowładcy oraz 
najpierwsi rycerze czuli się pewnie wyróżnieni, obcując 
z otoczeniem samego cesarza. Nawet malkontenci, wi-
dząc wspaniałość zjazdu gnieźnieńskiego i bliskie sto-
sunki łączące obu władców, musieli dostrzegać w tym 
znak poparcia sił nadprzyrodzonych. Odtrąceni i zdra-
dzeni starzy bogowie byli bezsilni wobec nowej potęgi 

background image

Boga chrześcijańskiego. Powodzenie Bolesława Chro-
brego, szacunek, a niekiedy i strach, jaki wzbudzał 
u sąsiadów, przyczyniał się do poszerzenia grona wy-
znawców Chrystusa, przede wszystkim w gronie rycer-
stwa. Książę dostarczał tej grupie społecznej ‒ wciąż 
jeszcze się kształtującej ‒ dwóch chwytliwych i prze-
konujących argumentów: korzyści z licznych wypraw 
i wyniesienia ponad innych, m.in. przez udział we 
wspólnocie wyznającej wiarę w Boga niedostępnego 
jeszcze dla ogółu, Boga najpotężniejszych sił ówcze-
snej Europy. 

Jaskrawym przejawem poszukiwania przez rycer-

stwo pomocy już u nowego Boga było wykorzystywa-
nie wizerunku krzyża jako symbolu mającego odstra-
szyć wojska pogan. Thietmar, relacjonując oblężenie 
Niemczy w 1017 roku przez wojska niemiecko-
lucickie, pisze, że Polacy „Ex parte gentili crucem 
sanctam erigebant eiusdemque auxilio hos vinci spera-
bant”. Możnowładcy, idąc za przykładem księcia, oka-
zywali zainteresowanie, a co więcej ‒ wspierali poczy-
nania takich idealistów, jak choćby Brunon z Kwerfur-
tu. Z czasem też stawali się podstawowym „budulcem” 
rodzimej,  polskiej  hierarchii  kościelnej.  Bolesław 
Chrobry, dzięki szczęśliwej gwieździe, mógł więc 
z powodzeniem kontynuować dzieło ojca pod patrona-
tem św. Trójcy i przy wsparciu wszystkich znaczących 
sil politycznych w kraju. Nie widział także przeszkód 
w umiejscowieniu  siedziby  pierwszego  arcybiskupa 
u swego boku w Gnieźnie, już wolny od obaw o gwał-
towne reakcje czy ataki zwolenników bóstw pogań-

background image

skich. Zyskał sławę krzewiciela chrześcijaństwa. Bru-
non z Kwerfurtu porównywał Bolesława Chrobrego, 
może nieco na wyrost, do Konstantyna i Karola Wiel-
kiego, sławiąc księcia jako pogromcę pogan w imię 
Chrystusa. Obrazu tego nie psuje w żaden sposób in-
formacja Thietmara z 1017 roku, mówiąca o utrzymu-
jących się pogańskich obrzędach, obchodzonych na gó-
rze Ślęży, a także prawdopodobna wiadomość Kosmasa 
o antychrześcijańskich ruchach w Polsce pod koniec 
panowania Bolesława Chrobrego. Relacja Thietmara ‒ 
w świetle doniesień źródłowych na temat kultywowania 
na terenie Niemiec i w Czechach pogańskich obycza-
jów ‒ nie jest żadną rewelacją, a jedynie zwykłym 
stwierdzeniem faktu. Dłużej należałoby się zatrzymać 
nad  informacjami  poświęconymi  prześladowaniu 
chrześcijan w państwie Bolesława Chrobrego w ostat-
nich latach życia władcy oraz za panowania jego na-
stępcy, a nawet o upadku chrześcijaństwa po śmierci 
Mieszka II. Interesujący wydaje się zwłaszcza cha-
rakter i zasięg tzw. reakcji pogańskiej, choć na ten te-
mat nasza historiografia powiedziała już chyba wszyst-
ko. Perturbacje w sprawowaniu władzy przez Mieszka 
II nie mają raczej związku z kwestiami religijnymi, 
brak bowiem podstaw do łączenia opozycji wewnętrz-
nej i ruchów antychrześcijańskich. Różne przekazy na 
temat rozruchów i powstania nie pozwalają przejść nad 
zagadnieniem nawrotu pogaństwa lub jego zwycięstwa 
do porządku dziennego. Zapisy Rocznika hildesheim-
skiego,
 mówiącego o zniszczeniu chrześcijaństwa po 
1034 roku, są całkowicie odosobnione i poza wtórnym 

background image

Rocznikiem magdeburskim nie znajdują potwierdzenia, 
dlatego doniesień tych nie trzeba po prostu traktować 
zbyt dosłownie. W rzeczywistości rejestrują one bo-
wiem stan faktyczny instytucji Kościoła, nie zaś samej 
wiary, a nawiązują, jak sądzę, do spustoszeń dokona-
nych w czasie najazdu Brzetysława. Tak też należy 
oceniać sens przestróg, przekazywanych jakoby przez 
matkę młodemu Kazimierzowi, który pragnął powrócić 
do kraju i przejąć koronę ojca. Uzupełnienie tych wia-
domości stanowią, przywoływane już, wzmianki Ko-
smasa i zapisy Powieści minionych lat. Poza tym, że 
różnią się co do czasu zdarzeń, mniej więcej mówią 
o podobnych wypadkach. Bardziej wymowny jest tu 
Nestor, donoszący: „[...] powstawszy ludzie pozabijali 
biskupów i popów, i bojarów swoich, i był u nich 
bunt”. Gall Anonim wypadki te scharakteryzował na-
stępująco: „Et cum tantam iniuriam et calamitatem ab 
extraneis Polonia pateretur, absurdius tamen adhuc et 
abhominabilius a propriis habila‒ toribus vexabatur. 
Nam in nominos servi, contra nobiles liberati se ipsos 
in dominium extulerunt, aliis in servicio versa vice 
detentis, aliis peremptis, uxores eorum incestuose 
honoresque sceleratissime rapuerunt. Insuper etiam 
a fide katholica deviantes, quod sine voce lacrimabili 
dicere non valemus, adversus episcopos et sacerdotes 
Dei seditionem inceperunt, eorumque quosdam gladio 
quasi dignos peremerunt, quosdam vero quasi morte 
dignos viliori lapidibus obruerunt”. Zarówno autor Po-
wieści minionych lat,  
jak i twórca Kroniki polskiej 
w pierwszym rzędzie wymieniają wystąpienia o charak-

background image

terze społecznym ‒ bunt ludu (Nestor) i powstanie nie-
wolników przeciwko panom (Gall Anonim). Należy 
więc przyjąć, że tu właśnie spoczywało istotne źródło 
rozruchów wewnętrznych, które kilkakrotnie dotknęły 
ziemie polskie między schyłkiem panowania Bolesława 
Chrobrego a wstąpieniem na tron Kazimierza Odnowi-
ciela. Co istotne: przy założeniu utrzymywania się 
przez pierwsze lata rządów dynastii piastowskiej 
(Mieszko I ‒ Bolesław Chrobry ‒ Mieszko II) wyraźnej 
elitarności wiary chrześcijańskiej, obejmującej za-
sięgiem głównie wyższe warstwy społeczne, każdy 
konflikt wewnętrzny, u którego podstaw legły kwestie 
społeczne, musiał osiągać również wymiar religijny. 
Stawały bowiem przeciwko sobie grupy różniące się 
nie tylko interesami, ale i wiarą. Krwawe rozruchy nio-
sły też za sobą nieuniknione ofiary po obu stronach, 
stąd wzmianki o prześladowaniu chrześcijan, ginących 
z rąk zdesperowanego chłopstwa. Apogeum niezado-
wolenia społecznego nastąpiło po serii niezbyt trafnych 
posunięć władzy. Rywalizacja o tron, upadek autorytetu 
panujących i ogólne rozprzężenie na tyle osłabiły pań-
stwo, iż stało się ono łatwym łupem Brzetysława. Nie 
ulega wątpliwości, że do upadku hierarchii i instytucji 
kościelnych doprowadziło nie rodzime pogaństwo, ale 
sąsiedzi, chrześcijanie „zza miedzy”. W ocenie wypad-
ków, które poprzedziły powrót Kazimierza Odnowicie-
la do kraju, opowiedziałbym się za koncepcją S. Kę-
trzyńskiego o dwoistości ruchów wewnętrznych, z mo-
dyfikacją dostrzegającą jednorodne źródło zaburzeń. 
W tej wersji antychrześcijańskie wystąpienia rodzimej 

background image

ludności stanowią tło dla wydarzeń na podłożu socjal-
nym, natomiast pierwszorzędne znaczenie ma tu nie 
odmienna religia sprawców niezadowolenia, a ich zu-
pełnie przyziemna działalność. Koncepcja ta nie wy-
klucza skierowania ostrza rozruchów przeciw Kościo-
łowi, ale uznaje ten kierunek za drugorzędny i niejako 
zastępczy. Dlatego też można przyjąć, iż podstawowym 
celem uderzenia była władza we wszelkiej postaci i je-
śli została ona utożsamiona z religią to celem stawała 
się automatycznie również wiara. 

Konflikt wewnętrzny, którego areną stały się zie-

mie polskie, zwieńczyła łupieżcza wyprawa księcia 
czeskiego na pozbawione władcy księstwo. Na swojej 
drodze, jak zauważył Kosmas, Brzetysław nie napotkał 
większego oporu i odbył rajd, uwożąc niewolników 
i wielkie dobra. Złupił m.in. pozostające w najlepszym 
porządku arcybiskupstwo gnieźnieńskie, zabierając do-
czesne szczątki św. Wojciecha, św. Gaudentego i pięciu 
braci męczenników. Ponieważ wśród mnóstwa jeńców, 
obok „znakomitych mężów”, a więc przedstawicieli ry-
cerstwa, znaleźli się również duchowni, możemy wno-
sić, że do czasu wyprawy Brzetysława zarówno insty-
tucje, jak i hierarchia kościelna swobodnie funkcjo-
nowały w ówczesnej Polsce. Kościół przetrwał zatem tę 
próbę, ale nie oparł się spustoszeniom dokonanym 
przez Czechów, a niezbyt jeszcze rozbudowana sieć 
placówek kościelnych zanikła lub została rozproszona. 
Dzieło odbudowy podjął Kazimierz Odnowiciel, po-
wracając przy wsparciu cesarza do kraju. Najpierw 
podporządkował sobie Wielkopolskę i Małopolskę, na-

background image

tomiast o Mazowsze toczył boje z ambitnym i żądnym 
władzy Miecławem. Najbliższy tym czasom polski 
kronikarz, Gall Anonim, nie wspomina o konieczności 
odbudowy chrześcijaństwa w księstwie lub też o ja-
kichkolwiek trudnościach z tym związanych. Dziejopi-
sowi wiadomo jedynie o gorliwości wiary księcia i jego 
zaangażowaniu w dzieło pomnażania klasztorów. Rów-
nież Wincenty Kadłubek nie widział potrzeby przepro-
wadzenia ponownej chrystianizacji; najpewniej pro-
blem ten po prostu wtedy nie istniał. Kazimierz Odno-
wiciel borykał się z innymi kłopotami, które wiązały 
się z niedostatkiem poparcia politycznego, zwłaszcza 
ze strony rycerstwa mazowieckiego, opowiadającego 
się gremialnie po stronie uzurpatora. Z różnych przy-
czyn władca nie mógł liczyć na pełne wsparcie z ziem 
już opanowanych i musiał się zmagać z przeciwnikiem, 
dysponując niewielką garstką rycerstwa. Jakie było 
źródło rezerwy wobec Kazimierza Odnowiciela ‒ trud-
no dociec, nie ma jednak przesłanek do twierdzenia, że 
wynikała ona z przyczyn religijnych. Nie dysponujemy 
żadnymi relacjami o obliczu duchowym ówczesnego 
rycerstwa polskiego. Pozwala to skonstatować brak 
istotnych przeobrażeń na gruncie religijnym. Można za-
tem wnosić, iż rycerstwo, zapewne nieco przetrzebione 
przeszłymi wypadkami, pozostało przy chrześcijań-
stwie. Niewiele o postawach polskich rycerzy mówią 
źródła niemieckie. Skąpe informacje dotyczą lat wcze-
śniejszych ‒ czasów Mieszka II. Mam tu na myśli m.in. 
roczniki: magdeburski i hildesheimski oraz kronikarza 
Saxona, donoszące o „wyczynach” rycerstwa polskiego 

background image

w Saksonii ‒ opinie mocno krytyczne, zarzucające Po-
lakom niszczenie i grabieże kościołów oraz innych 
przybytków wiary. W oczach dziejopisów polscy ryce-
rze to „słudzy diabła” i poganie, a książę Mieszko ‒ 
„fałszywy chrześcijanin”. Zdaniem W. Dziewulskiego, 
ekscesy te są przejawem utrzymujących się tendencji 
antychrześcijańskich. Z poglądem takim niekoniecznie 
trzeba się zgodzić. Warto natomiast przytoczyć tu rela-
cję Helmolda o postępkach księcia saskiego Bernarda. 
Władca ten, syn „obrońcy kościołów” Bennona, zbun-
towawszy się, „Deinde surgens in Cristum, omnes 
ecclessias Saxonie terruit atque turbavit, illas principue 
que in memoria rebellione ipsius malicie noluerunt ap-
plicari”. Wystąpienie księcia miało, rzecz jasna, cha-
rakter polityczny, a nękając kościoły, Bernard dążył 
w ten specyficzny sposób do przeciągnięcia ducho-
wieństwa na swoją stronę, nie zaś do przywrócenia po-
gaństwa. Legitymujący się o wiele dłuższym „stażem” 
chrześcijańskim Czesi, bezcześcili, grabili i niszczyli 
sanktuaria polskie w 1039 roku. Wspominający o tym 
Kosmas, skądinąd duchowny, nie dystansował się jed-
nak od czynów rodaków, natomiast fakt poinformowa-
nia papieża o „sukcesach” swoich ziomków nazywał 
„niegodziwością”. Również chrześcijańskie rycerstwo 
niemieckie nie widziało nic zdrożnego w niszczeniu 
kościołów we Włoszech. Podobnie miała się rzecz z ry-
cerstwem polskim ‒ rozhukane niszczyło i grabiło 
wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość, nie 
zastanawiając się szczególnie nad duchową stroną ta-
kiego postępowania. Tego typu zachowanie stanowiło 

background image

pewien standard, wszak u podstaw „pokoju Bożego” 
spoczywały autentycznie barbarzyńskie poczynania ry-
cerzy europejskich. Europa widziała zresztą o wiele 
bardziej gorszące sceny, których głównymi bohaterami 
byli jak najbardziej chrześcijańscy władcy i rycerze. 
Przywołana relacja nie może być zatem przyczynkiem 
do interpretacji preferencji religijnych rycerstwa pol-
skiego. Każdemu starciu zbrojnemu towarzyszyły akty 
okrucieństwa, niezależnie od jego podłoża i przyczyny 
konfliktu. Spójrzmy na to, co o wojnach polskich pisał 
Gall Anonim ‒ właściwie wszystkie wyglądały podob-
nie, bez względu na to, czy były prowadzone z Pomo-
rzanami, Rusinami, Czechami, Mazowszanami, Mora-
wianami, czy też z Niemcami. Zawsze mamy do czy-
nienia z podobnym schematem: grabież, gwałt, palenie 
zabudowań i pozyskiwanie niewolników. Nagminnym 
zjawiskiem były rzezie, zwłaszcza ludności opornych 
grodów. Nie należy się więc dziwić, że akcja powodo-
wała reakcję. Do objuczonych łupami wojów, powraca-
jących z wyprawy na Ruś, Bolesław Chrobry przema-
wiał, zachęcając do boju: „[...] to jak teraz jesteście pa-
nami, tak będziecie sługami Rusinów, wy i synowie 
wasi, a ponadto sromotnie przyjdzie wam ponieść karę 
za wyrządzone krzywdy!” Zapewne polscy rycerze za-
służyli sobie na nienawiść przeciwników, wystarczy, 
jeśli zachowali się na Rusi jak pogromcy Morawian, 
którzy „spustoszywszy tę krainę, przywiedli obfity łup 
i jeńców”. Główny bohater opowieści Galla Anonima ‒ 
wzór rycerskości ‒ Bolesław Krzywousty, już jako 
„Marsowe chłopię”, zamiast oddawać się „próżnemu 

background image

zbytkowi [...] zapędzał się do kraju nieprzyjacielskiego 
i spaliwszy wsie przyprowadzał jeńców i łupy”. Okru-
cieństwa polscy rycerze nie rezerwowali wyłącznie dla 
pogan ‒ mordowali i niszczyli zawzięcie również 
chrześcijan: „Quo non reperto Boleslaide truculentius 
cruentantur, amarius inter desertos greges desuiunt, 
quam leones quam tigrides partu óbrate. Non enim ipsis 
gregum ducibus, non fetis indulgent nec fetui, adeo 
totius in gregis non tam cruore quam in strage 
gloriantur”. Obyczaje takie od wieków obowiązywały 
w  całej  Europie,  dlatego  „wybryki”  Polaków 
w Saksonii, choć bulwersujące, nie były w żadnym ra-
zie świadectwem pogańskiego stosunku do religii. 

Kolejne dziesięciolecia korzystnie wpłynęły na 

proces szerzenia i ugruntowania w kraju zasad wiary 
chrześcijańskiej, a nowi władcy ‒ bracia Bolesław 
i Władysław ‒ odegrali w tej materii pozytywną rolę; 
zdecydowanie okrzepła również organizacja kościelna 
i wzrosła polityczna rola kleru. Poza granicami Polski 
Bolesław Śmiały prowadził rycerstwo przeciw chrze-
ścijanom i poganom, natomiast w kraju borykał się 
z opozycją, na której czele stał biskup krakowski. Brat 
i następca Bolesława Śmiałego ‒ Władysław Herman ‒ 
ze zmiennym szczęściem wyprawiał się na wojny 
z Pomorzanami, a schyłek jego panowania wypełniły 
ostre konflikty wewnętrzne. W czasie, gdy Władysław 
Herman walczył ze zwolennikami pierworodnego syna 
Zbigniewa, Europę ogarnął ruch krucjatowy. Wyprawy 
krzyżowe w pełni ukształtowały, do tej pory rysujący 
się tylko, obraz nowego, idealnego rycerza chrześcijań-

background image

skiego ‒ sprawiedliwego obrońcy skrzywdzonych i sła-
bych oraz bojownika za wiarę, którego marzeniem jest 
znalezienie śmierci w świętej wojnie. Odradzającemu 
się Kościołowi udało się skierować przynajmniej część 
niekarnego rycerstwa, niszczącego własne i sąsiednie 
kraje, ku zbożnemu celowi ‒ wyzwoleniu Grobu Chry-
stusa. Według relacji Baldryka z Bourgueil, w 1095 ro-
ku papież Urban II miał się zwrócić do rycerstwa m.in. 
tymi słowy: „Kościół Święty uważa, że armia i żołnierz 
powinien przychodzić z pomocą swym wyznawcom, 
a wy sprowadziliście ją z własnej drogi swoim łotro-
stwem i złym postępowaniem. Aby głosić prawdę, któ-
rej szerzenie jest naszym obowiązkiem, trzeba podążać 
drogą, która prowadzi do życia wiecznego. Wy zaś je-
steście prześladowcami sierot, rabusiami majątków 
wdów, zabójcami, bluźniercami i tymi, którzy prawa 
innych naruszają. Macie nadzieję na nagrodę za rozle-
wanie chrześcijańskiej krwi i tak jak sępy wypatrują 
padliny i martwych ciał, tak wy wyglądacie i szukacie 
wojny. A jest to najgorsza z dróg, ponieważ jest to dro-
ga daleka od Boga Jeżeli trzeba wam rady dla dusz, to 
jak najszybciej wyzbądźcie się takiego pojmowania ry-
cerstwa i stańcie dzielnie jak rycerze Chrystusowi do 
obrony Wschodniego Kościoła [...]. Wy jesteście bo-
wiem armią chrześcijańską, armią niezwyciężoną i bar-
dziej waleczną niż każdy ze starożytnych szczepów Ja-
kubowych, która ma wyzwolić Jerozolimę [...]. Jest to 
z pewnością piękna myśl, aby umrzeć dla Chrystusa 
w mieście, w którym Chrystus oddał swe życie dla 
zbawienia ludzkości. Jeżeli zdarzy się tak, że tam wła-

background image

śnie przyjdzie wam umrzeć, bądźcie pewni, że na mar-
ne to nie pójdzie, pod warunkiem jednak, że Chrystus 
was w swej armii znajdzie”. 

Długą drogę przebyło chrześcijaństwo od potępie-

nia wojny, wszelkiego przymusu i okrucieństwa swoich 
lat dziewiczych do „świętej wojny” i „rycerstwa Chry-
stusowego” wykreowanych przez odzyskujące pozycję 
papiestwo. 

Do Polski, objętej zarzewiem walk wewnętrznych, 

idee krucjatowe, jak należy sądzić, nie dotarły od razu. 
Z tonu zapisków Galla Anonima możemy wywniosko-
wać, że jeszcze w czasach Bolesława Krzywoustego 
niewiele wiedziano w kraju o sukcesach krzyżowców. 
Kronikarz daje jednak wyraźne dowody znajomości 
wyznawanych w Europie wizji rycerstwa zwalczające-
go pogaństwo. Nowe wzorce etosu rycerskiego, uzu-
pełnione o jego swoiście pojmowane „chrześcijańskie 
oblicze”, dotarły również na ziemie polskie. Ze zna-
mionującą go prostotą i pewnością racji, Gall Anonim 
opowiadał: „Poloni pro iustitia et victoria sic acriter in-
sistebant, Pomorani pro naturali perfidia et pro salute 
defendenda resistebant. Poloni  gloriam appetebant, 
Pomorani libertatem defendebant [...] Sicque paulatim 
rebelles et contumaces  Pomorani  per Bolezlaüm 
destruuntur, sicut iure perfidi destrui debent”. Polscy 
zwycięzcy zdobywali zatem sławę rycerską, walcząc 
z niewiernymi Pomorzanami, których zabijali w słusz-
nej sprawie, propagując chrześcijaństwo. Wokół walk 
z poganami i poglądów ówczesnych Polaków na ten 
temat rodzima historiografia wyrażała różne, niekiedy 

background image

skrajne opinie. Niektórzy historycy podejrzewali nawet 
Galla Anonima o konfabulacje i nieprawdziwy opis 
udziału rycerstwa polskiego w krzewieniu chrześcijań-
stwa za pomocą miecza. Ciekawe stanowisko zajął 
S. Zakrzewski, uznając, że niechęć Polaków do zaanga-
żowania się w walkę z prawdziwymi Saracenami przy-
niosła „wynalezienie własnych Saracenów” w postaci 
„Lutyków i Pomorzan”. Z opinią tą nie zgadzał się 
R. Gródecki, stwierdzając: „Saracenów w naszych po-
bratymcach nie myśmy wyszukali, że ich nam wskaza-
no; hasło krucjat nie myśmy podchwycili, lecz nam je 
narzucono”. Paradoksalnie, obie te opinie zawierają 
elementy prawdy ‒ bo choć polskie rycerstwo faktycz-
nie walczyło głównie z sąsiadami-innowiercami, to 
jednak idea zwalczania pogan w „świętej wojnie” zo-
stała przejęta z zachodu. Problem jest chyba znacznie 
prostszy, niż mogłoby się to wydawać. Kwestia stosun-
ków polsko-pogańskich wyłoniła się po przyjęciu 
chrztu przez Mieszka I. Akt ten sprowadzał wszelkie 
konsekwencje związane z wprowadzeniem nowej wia-
ry, choć niektóre swoje oblicze ujawniły dopiero 
w przyszłości ‒ jedną z nich była właśnie walka z nie-
wiernymi. W 966 roku pozostające w fazie kryzysu 
chrześcijaństwo miało już ukształtowany swój stosunek 
do pogan i na przestrzeni wieków właściwie niewiele 
się w tej kwestii zmieniło. Polska stawała się częścią 
określonej kultury, dźwigającej ‒ jak powiedzielibyśmy 
dzisiaj ‒ bagaż negatywnych zjawisk, m.in. agresywny 
stosunek do wszelkiego rodzaju odmienności, w tym 
religijnych. Postawa ta dotarła do Polski i znalazła peł-

background image

ną akceptację. Oczywiście papieskie apele o zaktywi-
zowanie walk z innowiercami, nawet gdyby docierały 
bezpośrednio na dwór Bolesława Krzywoustego, nie 
miałyby w tym wypadku większego praktycznego zna-
czenia, gdyż waleczny książę ze swoim rycerstwem 
i bez zachęty Stolicy Piotrowej gromił pogańskich Po-
morzan. Polscy rycerze ‒ jeszcze bez błogosławieństwa 
i obietnicy wiecznego zbawienia ‒ wykonywali swój 
patriotyczny obowiązek, który teraz stawał się chrześci-
jańską powinnością. Wojna sama w sobie, mimo nada-
nia jej cech posłannictwa duchowego, nie była, rzecz 
jasna, żadnym przejawem religijności, choć w nowej 
interpretacji za taką uchodziła. 

Bardziej jednoznaczną formą zaangażowania stał 

się z czasem aktywny współudział w tworzeniu rodzi-
mego duchowieństwa, wywodzącego się właśnie ze 
stanu rycerskiego. Pierwsze wyraźne przekazy na ten 
temat pochodzą z początków XI wieku. W gronie pię-
ciu zamordowanych braci międzyrzeckich znajdowało 
się dwóch Polaków ‒ Izaak i Mateusz, co więcej, ich 
siostry zdążyły już wówczas zostać mniszkami. W lite-
raturze przedmiotu sugeruje się, że pochodzili oni 
z szeregów rycerstwa. W wiekach następnych przeja-
wem religijności były liczne fundacje i darowizny na 
rzecz klasztorów i duchowieństwa laickiego. Rycerstwo 
przyczyniło się do zorganizowania i wzniesienia wielu 
placówek sakralnych, przekazując z własnych mająt-
ków dobra sporej wartości i wielkości. Oczywiście 
również u podłoża tej działalności spoczywały nie do 
końca altruistyczne przesłanki ‒ chodziło przecież o za-

background image

skarbienie sobie łaski w życiu przyszłym i zmazanie 
grzechów popełnionych w życiu doczesnym, a wzrost 
zaangażowania religijnego nie szedł w parze z poprawą 
obyczajów wojennych. Podobnie jak za czasów Miesz-
ka II, w XII wieku nadal pokutowały o rycerstwie pol-
skim niezbyt pochlebne opinie. Helmold zauważał bez 
cienia niechęci czy stronniczości: „Est autem Polonis 
atque Boemis eadem armorum facies et bellandi consu-
etudo. Quotiens enim ad externa bella vocantur, fortes 
quidem sunt in congressu, sed in rapinis et mortibus 
crudelissimi: non monasteriis, non ecclesiis aut cimite-
riis parcunt. Sed nec alia ratione extraneis bellis impli-
cantur, nisi conditionibus admissis, ut substantie, quas 
sacrorum locarum tuitio vallaverit direptionibus publi-
centur”. Podobną „sławę” polskie rycerstwo zdobyło 
u południowych sąsiadów. Gdy w 1110 roku czeski 
książę Władysław starał się wykrzesać u podkomend-
nych ducha walki, wygłosił wzruszające przemówienie, 
w którym znalazły się mocno niepochlebne zwroty pod 
adresem Polaków. Miał on nazwać wojów Bolesława 
Krzywoustego poganami: „Quis lactentum singultus aut 
pregnantis gemitus sive uxoris rapte a paganis non 
amaro corde percipit? Quis temperet se a lacrimus, cum 
infantes suos ceu agnellos vagientes interfici aut matris 
ab ubere vident abici? Atqui minus dolendum esset, si 
non a minus dignis illatus dolor iste fuisset”. 

Bolesław Krzywousty wykazywał sporą aktywność 

militarną  ‒ walczył nie tylko z południowymi 
i zachodnimi sąsiadami, ale przede wszystkim potykał 
się z pogańskimi Pomorzanami. Do religijnego aspektu 

background image

tych zmagań przywiązywał mniejszą wagę, choć ele-
ment ten nie pozostawał zupełnie na marginesie dzia-
łalności księcia. Przy okazji walk o Czarnków, jak 
świadczy Gall Anonim „wielu skłonił do porzucenia 
pogaństwa i przyjęcia wiary”. Zwycięstwa tu miały 
zjednać księciu miłość wszystkich chrześcijan, jednak 
do miłośników Bolesława Krzywoustego, o czym starał 
się przekonać Kosmas, a co umknęło uwadze polskiego 
kronikarza, nie należeli chrześcijanie czescy. 

Dopiero czasy następców Bolesława Krzywouste-

go przyniosły na ziemie polskie idee wypraw krzyżo-
wych. Bolesław Wysoki, Henryk Sandomierski, Bole-
sław Kędzierzawy, Mieszko Stary i Kazimierz Spra-
wiedliwy wraz z rycerstwem stawali w szeregu wal-
czących z „barbarzyńcami”. Pewnym świadectwem po-
staw wobec chrześcijaństwa i stopnia „zaangażowania” 
religijnego rycerstwa, pośrednim i nie pozwalającym 
może na zbyt szerokie uogólnienia, był stosunek książąt 
polskich do idei krucjat. Władców ‒ z racji pełnionej 
funkcji i roli społecznej ‒ można nazwać pierwszymi 
rycerzami kraju, jednak trudno ich uznać za gorliwych 
chrześcijan, biorąc pod uwagę zaangażowanie w ruchu 
krucjatowym. Wyprawy krzyżowe do Ziemi Świętej, 
z różnych zresztą powodów, nie wywołały w Polsce ta-
kiego entuzjazmu, egzaltacji i fanatyzmu, z jakim mie-
liśmy do czynienia w Europie zachodniej. Niczym też 
szczególnym w tych wyprawach ani władcy, ani ryce-
rze polscy się nie wyróżnili. Nie jest to jednak powód 
do szczególnego wstydu czy żalu. Władcy dzielnicowi 
nie kwapili się do udziału w krucjatach m.in. z obawy 

background image

o utratę książęcego stolca. Rozbicie dzielnicowe było 
sytuacją specyficzną, okresem wypełnionym rywaliza-
cją i walkami bratobójczymi, dlatego po powrocie mo-
gło się okazać, że chwilowo opuszczone miejsce zosta-
ło zajęte przez najbliższego krewnego, jednego z pre-
tendentów lub kandydatów na „seniora”. 

Nasza historiografia o polskich akcentach krzyżo-

wych, zwłaszcza na temat wypraw jerozolimskich, po-
wiedziała chyba wszystko. Warto jedynie zwrócić 
uwagę na pewne konteksty wystąpień książąt piastow-
skich, prezentujące stosunek do idei krucjat jako takiej. 
W imieniu wygnanego z kraju Władysława II, piel-
grzymem drugiej wyprawy jerozolimskiej, u boku króla 
Konrada III został Bolesław Wysoki. Uczestniczył w 
niej  jako  towarzysz  władcy  i panów  niemieckich. 
Pierwszy polski akcent krucjatowy łączył się zatem 
z obcą inicjatywą. Książę Bolesław za sprawą niemiec-
kiego otoczenia dworskiego stał nie tylko pogromcą 
Saracenów, ale też jako jeden z pierwszych książąt pol-
skich zyskał sławę rycerską w Europie. Poza Bolesła-
wem w krucjacie wzięła udział najprawdopodobniej 
niewielka grupa rycerstwa śląskiego, podzielająca los 
tułaczy z księciem Władysławem. Oni to, obok Bole-
sława, byli pierwszymi polskimi uczestnikami „świętej 
wojny”. 

Stryj Bolesława Wysokiego i przeciwnik Włady-

sława II ‒ Mieszko III Stary ‒ brał z kolei udział w wy-
prawie, która, mimo doraźnych korzyści, niezbyt sprzy-
jała jego interesom i przyszłości całej dynastii piastow-
skiej. Mam tu na myśli krucjatę przeciw Słowianom 

background image

z 1147 roku. Groźnie brzmiące obietnice i imponujące 
przygotowania zapowiadały zupełny upadek, ledwie już 
dyszącego, pogaństwa  połabskiego i pomorskiego. 
Wyprawa okazała się jednak fiaskiem, przynajmniej 
z militarnego punktu widzenia. Miała ona jednak do-
datkowy wymiar, związany z politycznymi aspektami 
działalności zainteresowanych stron ‒ torowała bowiem 
zjednoczonymi silami chrześcijaństwa drogę niemiec-
kiej ekspansji na ziemie opornych Słowian. Tracili na 
tym coraz bardziej osamotnieni i zdezorientowani Sło-
wianie pomorscy oraz książęta polscy, osłabiając i tak 
już zanikające piastowskie wpływy w tym rejonie. 

Chwalebnym uosobieniem idei walki z pogań-

stwem może być postać Henryka Sandomierskiego, 
uczestnika krucjaty jerozolimskiej z 1154 roku, który 
zginął w roku 1166 śmiercią, o jakiej marzył każdy ów-
czesny „miles Christi” ‒ walcząc z niewiernymi. Hen-
ryk poległ w, o dziwo przegranej, „sprawiedliwej woj-
nie” prowadzonej przez swojego starszego brata Bole-
sława Kędzierzawego, który z kolei, o czym przekonuje 
lektura kroniki Mistrza Wincentego, był wnikliwym 
słuchaczem idei głoszonych jeszcze przez Bernarda 
z Clervaux. Za wiarołomstwo i świętokradztwo Prusów 
karą z woli Bolesława miało być ucięcie głowy. 

W jaskrawej sprzeczności do opisanej powyżej hi-

storii pozostają postawy religijnego „uniesienia” dwóch 
Leszków ‒ Białego i Czarnego. Pierwszy starał się, 
skutecznie zresztą, odsunąć widmo uciążliwej wyprawy 
na Wschód, usprawiedliwiając swoją powściągliwość 
uzależnieniem od konkretnego rodzaju napojów, niedo-

background image

stępnych w Ziemi Świętej. Poszukiwał również bar-
dziej cywilizowanych i, co ważniejsze, skuteczniej-
szych  sposobów  nawracania  niewiernych.  Drugi, 
otrzymawszy od papieża zgodę na krucjatę, zebrane si-
ły, zamiast przeciw poganom, użył w walce z jak naj-
bardziej chrześcijańskim księciem Konradem, pusto-
sząc ziemię mazowiecką. Różny był, jak widać, wymiar 
religijnego zaangażowania polskich władców. Obok 
postaw dewocyjnych, ostatecznego poświęcenia czy 
obowiązku,  mamy świadectwa pewnego dystansu, 
a nawet wykorzystywania idei  krucjat do gnębienia 
krewniaków, sąsiadów „zza miedzy”. 

Podobnie,  zachowując  odpowiednie  proporcje, 

rzecz wyglądała w środowisku rycerskim. Nawet dla 
zamożniejszego  rycerza  polskiego osobisty  udział 
w wyprawie krzyżowej był nie lada problemem, oczy-
wiście w wypadku pielgrzymki do Królestwa Jero-
zolimskiego. Rycerz był uzależniony od postawy swo-
jego pana, jako czynnika decyzyjnego. Absencja „nio-
sących krzyż” książąt powodowała absencję rycerstwa. 
Na temat rycerskich pielgrzymek do Jerozolimy dyspo-
nujemy szczątkowymi wiadomościami, kwestii tej nie 
podejmują bowiem pierwsi polscy kronikarze. Kilka 
skromnych przekazów znajdziemy w rocznikach mało-
polskich, jednak ograniczają się one do rejestracji faktu 
pobytu w Jerozolimie dwóch osób ‒ Henryka Sando-
mierskiego i Jaksy z Miechowa. 

O wiele mniejszym obciążeniem były napady na 

rodzimych „Saracenów”, czyli Pomorzan, Prusów, Ja-
ćwingów czy Litwinów. Decyzja władz kościelnych 

background image

o zrównaniu  zasług rycerstwa  walczącego  w  Ziemi 
Świętej i bojowników chrześcijaństwa na północno- 
wschodnich rubieżach Europy stanowiła dla rycerstwa 
polskiego, podobnie jak i niemieckiego, krok ze wszech 
miar satysfakcjonujący. W sensie religijnym umożli-
wiała przecież zdobycie zasług w życiu doczesnym, 
które dawały niebagatelne przywileje w egzystencji 
niebieskiej, a także likwidowała barierę materialną, 
wcześniej praktycznie uniemożliwiającą jakąkolwiek 
aktywność  krucjatową.  Długotrwała,  niebezpieczna 
i egzotyczna wyprawa do dalekiego Grobu Chrystusa 
była mirażem, ale wyprawa na Prusów czy Pomorzan, 
odwiecznych przecież wrogów ‒ niemal codziennością. 
Taka eskapada mogła trwać kilka dni lub tygodni, do-
starczając nagród i uniesień podobnych jerozolimskim. 
Sława uczestnika krucjaty mogła być więc odtąd udzia-
łem również polskich wojowników. 

Decyzja papieża stworzyła sytuację, w której zwy-

kła ekspansja polityczna znalazła wsparcie czynnika re-
ligijnego, legitymizującego przy tym wszelkie naduży-
cia i wynaturzenia. Z takich zwolnień i udogodnień ko-
rzystali wcześniej francuscy, włoscy i niemieccy krzy-
żowcy w Królestwie Jerozolimskim, teraz swobodę du-
cha uzyskiwali i polscy rycerze, zmagający się 
z krnąbrnymi Prusami czy Jaćwingami. Niestety, na 
temat przewag polskich rycerzy oraz ich bohaterskich 
i chrześcijańskich czynów wiemy niewiele, dysponu-
jemy bowiem tylko nieco schematycznymi relacjami 
Galla Anonima i Wincentego Kadłubka. Dopiero Jan 
Długosz oraz obcy dziejopisarze unaocznili bohaterski 

background image

i przygodowy aspekt walk z niewiernymi w polskim 
wydaniu. Relacje kronikarzy dotyczą jednak głównie 
już późniejszych, bo XIV- i XV‒wiecznych wydarzeń. 

Nie wdając się w analizę stopnia zaangażowania 

krucjatowego, pragnę się skoncentrować na innym za-
gadnieniu ‒ obrazie typowego przedstawiciela stanu ry-
cerskiego w dobie rozkwitającej w kraju idei walk 
z odmiennością religijną. Jaki wizerunek rycerza pol-
skiego stworzyły trzy wieki oddziaływania chrześcijań-
stwa? Czy czas ten pozwolił na zatarcie różnic dzielą-
cych Europę zachodnią od zapóźnionego nieco w dziele 
wdrażania nowej religii wschodu? Czy udało się porzu-
cić pozostałości dawnych obyczajów i obrzędów? Od-
powiedź na te pytania nie jest łatwa, brakuje bowiem 
szerszej podstawy źródłowej. Analizując to, co o rycer-
stwie polskim pisali nasi kronikarze oraz jakie opinie 
wyrażali obcy dziejopisarze, możemy powiedzieć, że 
typowy polski rycerz niezbyt się różnił od swojego cze-
skiego odpowiednika, ten zaś niewiele ustępował 
przedstawicielowi rycerstwa zachodniego (mam na my-
śli stan schyłkowy, będący efektem kilkupokoleniowej 
ewolucji kulturowej). Rycerstwo polskie, podobnie jak 
zagraniczne, było gotowe do walki z wrogami chrześci-
jaństwa. Gotowość tę potęgowały wizje łupów i zy-
sków oraz obietnica wiecznego zbawienia. Jak wskazu-
ją  źródła, już w początkach XI wieku przedstawiciele 
tej grupy społecznej poszukiwali wsparcia krzyża w 
walce z poganami. W XII wieku, o czym donosił Gall 
Anonim, rycerstwu sprzyjał Św. Wojciech, ukazując się 
walczącym w postaci wojownika na białym koniu. 

background image

„Zmilitaryzowanie” świętego wskazywałoby na jego 
zbliżenie do środowiska rycerskiego; niestety, z innych 
przekazów źródłowych nic nie wiadomo o takim 
związku. Przy okazji wypraw wojennych zaczęto z cza-
sem organizować spektakularne obrzędy religijne, które 
miały na celu uzyskać wstawiennictwa boże oraz od-
puszczenie przyszłych grzechów popełnionych przez 
uczestników wojen. Możliwe, że obrzędy te były także 
antidotum na wystąpienia czarowników po przeciwnej 
stronie ‒ zabobonni rycerze obawiali się bowiem mocy 
czarów pogańskich wołchwów. O ich zaangażowaniu 
wiedziano i dostrzegano nawet efekty działalności cza-
rowników. Równie aktywni byli zresztą kapłani chrze-
ścijańscy. Za czasów Bolesława Krzywoustego biskupi 
zagrzewali polskich wojów do walki: „Surgunt castra 
contra Maritimam et diuinam agi causam non humanam 
primipilarius antecurrens predocuit”. Niekiedy bisku-
pów, książęta i rycerstwo spotykał jednak srogi zawód 
w postaci porażki; wówczas niepowodzenia tłumaczo-
no gniewem Boga, spowodowanym naruszeniem zasad 
wiary oraz wzmożoną aktywnością przedstawicieli „sił 
nieczystych”. Przy takim nagromadzeniu niesprzyjają-
cych okoliczności wszelkie wysiłki rycerstwa rzeczy-
wiście pozostawały daremne ‒ taki obraz często przed-
stawiał Gall Anonim. 

Działający później Wincenty Kadłubek, w pewnym 

sensie reprezentant polskiej kultury chrześcijańskiej, 
w zapisach  również  odzwierciedlał  zaangażowanie 
i głęboką religijność zarówno władców, jak i przedsta-
wicieli rycerstwa. Relacjonując wydarzenia, dostarczał 

background image

wiedzy o ówczesnych mieszkańcach Polski, choć 
z drugiej strony sam był świadectwem tamtych czasów. 
Podobnie jak Thietmar był pewnym odbiciem mental-
ności niemieckiej przełomu wieków, a Kosmas odda-
wał obyczajowość wyższych warstw społeczeństwa 
Czech, tak Mistrz Wincenty swoją osobowością od-
zwierciedlał rzeczywistość polską wieku XII. Wywo-
dząc się ze stanu rycerskiego ‒ i to lepiej uposażonego 
‒ z racji wykształcenia, horyzontów, talentów i wiedzy 
nie do końca jest „okazem” typowym, ale pozwalają-
cym na próby uogólnień i wniosków. Poglądy na tema-
ty związane z ogólnym pojmowaniem świata kształto-
wało pośrednio lub bezpośrednio chrześcijaństwo. Nie 
ulega też wątpliwości, że stosunek do obcych, inno-
wierców, pogan itp. ‒ zarówno w Europie, jak i w Pol-
sce ‒ dyktowało duchowieństwo. Opinie m.in. Wincen-
tego Kadłubka, jako duchownego, emanowały zatem na 
pozostałą część społeczeństwa. Warto zauważyć, iż 
w wielu kwestiach dotyczących stosunku do wyznaw-
ców innych religii, kronikarz w niczym nie odbiegał od 
poglądów Galla Anonima, a także dziejopisów nie-
mieckich czy czeskich. Jest on zatem przykładem szer-
szej wizji, wypracowanej, ujmując rzecz współcześnie, 
w centrum. Nie będzie błędem, jeśli sporą część zapa-
trywań Mistrza Wincentego przeniesiemy również na 
rycerstwo, które ‒ choć zdecydowanie bardziej prymi-
tywne ‒ jednoznacznie odbierało to, co u Wincentego 
Kadłubka może się niekiedy wydawać subtelne. Dla 
większości rycerzy poganie byli dziećmi „gorszych” 
i skazanych  na  porażkę  bogów,  rzekomo  wrogich 

background image

chrześcijaństwu. Polscy i obcy kronikarze, co nie jest 
paradoksem,  dają  wielokrotnie  świadectwo  wiary 
w istnienie bóstw pogańskich. Bóstwa te są jednak wy-
tworem szatańskich sił i ujawniają się rzadko, najczę-
ściej w sytuacjach niepowodzeń wojennych lub przy 
okazji jednostkowych czynów, ocenianych jako nie-
godne. Funkcjonujący w tej samej rzeczywistości Bóg 
chrześcijański dzięki swojej potędze potrafi pokonać 
słabsze widma spod znaku Beliala, przytłacza je. Bożki 
i strzygi egzystują, lecz pojawienie się nowej siły ze-
pchnęło je na margines życia. Wiarą w demony kroni-
karze przypominają jeszcze niedawnych, pogańskich 
przodków, którzy w swej prostocie uznawali za rze-
czywistych wszystkich bogów, o jakich istnieniu głosi-
ły religie; ich świat był równie „realny i prawdziwy” 
jak świat chrześcijan. Jak to ujął H. Łowmiański, „Bóg 
wyznawany w wielu państwach nie mógł być niepraw-
dziwy”. Gall Anonim i Wincenty Kadłubek dawno 
utracili liberalizm pogan, jego miejsce zajęła zaś świa-
domość wyższości i wtajemniczenia, ale aby wiedzieć 
o pogańskiej przeszłości przodków, nie starczało, rzecz 
jasna, pamięci. Brakowało też świadomości źródeł wie-
lu zabobonów i przesądów. Obowiązywała za to po-
wszechna pogarda do wszystkiego co pogańskie. Ty-
powy przedstawiciel duchowieństwa czy bliskiego mu 
mentalnie rycerstwa zupełnie nie rozumiał uporu Pru-
sów albo Pomorzan, kurczowo trzymających się wiary 
przodków. Kronikarzy raziła wiarołomność i perma-
nentny powrót do „ciemności” pogan. Wymowny Win-
centy Kadłubek potrafił ująć to szczególnie obrazowo: 

background image

„Non iniuste igitur Boleslai seueritas in sacrilegos ido-
latras incanduit, non iniuste ultionem adiecitultioni [...] 
Non timent inpudici apostate salutem fugere nec adhor-
rent canes persordidi ad uomitum reuerti”. Kronikarz 
podkreślał, iż poganie nie stanowili wymiernego zagro-
żenia militarnego, ale byli źródłem niebezpieczeństwa 
dla dusz. Błądzili na podobieństwo zwierząt, tak jak 
one nie znając nauki Chrystusa. Stąd zapewne liczne 
porównania i odniesienia animalistyczne, typowe zresz-
tą dla wszystkich kronikarzy epoki. Najpełniej ujął to 
Gall Anonim: „Nunc autem Pruzos cum brutis animali-
bus relinquamus et quandam relationem rationis capa-
cibus ymmo Dei miraculum referamus”. Kosmas, rów-
nież syn swoich czasów i podobnie jak Gall Anonim 
czy Wincenty Kadłubek, mało wyrozumiały oraz nie-
znający tolerancji, nie wahał się nazywać rodzimych 
zatwardziałych wiarołomców „skurwysynami” (chodzi-
ło o Żydów). Przedstawiciel księcia tak zwracał się do 
Żydów uciekających z Czech przed prześladowaniami: 

O gens progenita manzeribus Ismahelita, 
Ut sibi dicatis, dux mandat, cur fugiatis 
Et partas gratis cur gazas attenuatis? 

Nie dziwmy się zatem, że nieumiejący najczęściej 

ani czytać ani pisać rycerze polscy czy czescy żywili 
podobną pogardę do pogan i wszelkiego rodzaju po-
gaństwa. Ich ograniczona wiedza i horyzonty kształto-
wały się w konkretnej rzeczywistości, w najbliższym 
środowisku sąsiadów, a autorytetem był bardziej ma-
jętny i wpływowy towarzysz, rzadko spotykany du-

background image

chowny lub widziany „od święta” książę. Trudno, aby 
w tych czasach pojawił się głosiciel równouprawnienia 
lub zwolennik poszanowania godności „najszpetniej-
szego i najlichszego rodzaju ludzkiego”. Nie dysponu-
jąc odpowiednią bazą źródłową, trudno odtworzyć rze-
czywisty stosunek przedstawicieli rycerstwa do pogan. 
Nie ulega jednak wątpliwości, że z czasem ulegał on 
przeobrażeniom. Inaczej pewnie ocenili pogańskich 
przeciwników rycerze Mieszka I i Bolesława Chrobre-
go, a inaczej uczestnicy wypraw Bolesława Kędzierza-
wego i Kazimierza Sprawiedliwego. Odmienny stosu-
nek do Pomorzan czy Prusów prezentowali półpoganie 
Mieszkowi, inny, jak przypuszczam, neofici Bolesława 
Chrobrego, a zupełnie niepodobny ‒ chrześcijańscy ry-
cerze władców dzielnicowych. Podejście do pogaństwa 
i pogan ewoluowało wraz z ugruntowującym się chrze-
ścijaństwem i przemianami w kraju. Składały się nań 
przede wszystkim dwa elementy ‒ pierwszy, we-
wnętrzny, wynikający z rosnących różnic społecznych, 
drugi, zewnętrzny, narzucany niejako przez nową wia-
rę. W pierwszym wypadku tworzył się dystans między 
chrześcijanami z wyższych, uprzywilejowanych warstw 
a pogańskim z reguły chłopstwem, z drugiej ‒ między 
rycerstwem polskim a np. pomorskim czy pruskim. 
Czymś niższym, niegodnym szacunku i honorowego 
traktowania wydawali się i rodzimi wieśniacy, i odda-
jący cześć innym bogom przeciwnicy z sąsiednich ple-
mion. Oczywiście nie należy przeceniać refleksji natury 
religijnej w środowisku rycerskim. Nie było tu miejsca 
na dywagacje i roztrząsanie problemów moralnych 

background image

i duchowych, gdyż sprawy te porządkował upływ czasu 
i oddziaływanie Kościoła. Rzemiosło wojenne stawiało 
przed poświęcającym mu się człowiekiem określone 
wymagania, którym należało sprostać, aby przeżyć. 
Bez względu na wyznawaną religię, rycerza obowią-
zywały w walce przede wszystkim zasady regulowane 
przez obyczaj oraz instynkt samozachowawczy, będący 
częścią atawistycznej walki o byt. W bitwie ujawniały 
się trudne do pohamowania i okiełznania żądze. Nie 
potrafimy dziś określić, czy chrześcijaństwo spowodo-
wało np. wzrost okrucieństwa i zawziętości wobec do-
tychczasowych pogańskich przeciwników. Nie można 
wyciągnąć podobnych wniosków ani na podstawie lek-
tury kronik polskich, ani obcych, powstałych na obsza-
rze Europy środkowo-wschodniej. Domniemanie takie 
jednak istnieje, zwłaszcza w kontekście oficjalnych 
wystąpień  autorytetów  kościelnych,  pozbawiających 
pogan wszelkich praw ludzkich. Okrucieństwo i brak 
poszanowania człowieka były nieodłącznym atrybutem 
wojen i trudno byłoby spotęgować te zjawiska. Można 
było natomiast rozszerzyć zasób przyczyn i powodów, 
które mogłyby podobnym zjawiskom sprzyjać ‒ to wła-
śnie Kościół czynił. Przeciwstawił się jednak eskalacji 
okrucieństwa w ramach wspólnoty chrześcijańskiej. 
Wystąpienie to miało, rzecz jasna, charakter ograni-
czony, prowadziło jednak do stworzenia pewnych ram, 
kanonów postępowania „cywilizujących” okrutne ry-
cerstwo. Niestety, zasady te nie obowiązywały zawsze 
i wszędzie, a cenę za powściągliwość i „człowieczeń-
stwo” rycerstwa mieli zapłacić poganie. 

background image

Obyczaje wojenne stanowiły tylko część chrześci-

jańskiego etosu rycerskiego, ale ‒ ze zrozumiałych 
względów ‒ polskie nasze źródła koncentrują się prze-
de wszystkim na nich. Niestety, niewiele informacji 
uzyskujemy na temat innych elementów życia tej grupy 
społecznej, szczególnie przeobrażeń dokonujących się 
pod wpływem chrześcijaństwa. Że ideał „rycerza Chry-
stusowego” dotarł na ziemie polskie ‒ nie ulega wąt-
pliwości, a zapowiedzią tego jest już wizerunek Bole-
sława Krzywoustego zaprezentowany przez Galla Ano-
nima. Jednak pełny obraz idealnego rycerza wyłania się 
wraz z osobą Kazimierza Sprawiedliwego na kartach 
kroniki Wincentego Kadłubka. Do charakterystyki tego 
władcy kronikarz podszedł z wielkim zapałem i odda-
niem, nie licząc się zupełnie z faktami i rzeczywisto-
ścią. Czerpiąc pełnymi garściami z ideologii rycerskiej, 
wykreował postać, będącą zbiorem wszelkich cnót. 
Przywołamy tu tylko cechy najistotniejsze, poczynając 
od nieskazitelności ducha, roztropności i zdumiewają-
cej odwagi, przez inteligencję i trzeźwość umysłu, aż 
po sprawiedliwość, dbałość o poddanych (szczególnie 
ubogich i duchowieństwo) oraz zupełne oddanie i za-
angażowanie walce z niewiernymi. Akcent krucjatowy 
jest jakby ukoronowaniem charakterystyki Kazimierza, 
w zapale „niesienia krzyża” władca nie był jednak 
osamotniony, bo towarzyszyli mu wojowie i przedsta-
wiciele Kościoła: „Decebat enim contra Saldanistas, 
contra sacre professionis hostes, contra spurcissimos 
idolatras pugnaturos, plus in armis fidei confidere, 
quam in martialis armaturę fiducia”. Rycerze Kazimie-

background image

rza Sprawiedliwego pozostają anonimowi, ale, podob-
nie jak ich władca, z zawziętością „w otchłań rzezi 
i ognia wpychali” wyznawców „niedorzecznej” wiary. 
Mimo idealizacji księcia i jego otoczenia możemy wie-
rzyć we fragmenty dotyczące zaangażowania wojenne-
go, którym chrześcijańscy wojowie wykazywali się 
w Europie nie tylko, jak chciał Kościół, przeciw poga-
nom, ale i współwyznawcom. 

Tak jak z czasem ulegała przeobrażeniu wizja 

świata postrzeganego przez pryzmat prostego i swo-
bodnego życia w ramach kultur pogańskich w surowy, 
pełen nabożnego skupienia świat chrześcijaństwa, tak 
przez lata pozostał niezmieniony stosunek do rzemiosła 
wojskowego. Wykonując podstawowe zadanie wojow-
nika, rycerstwo jeszcze długo, walcząc na obczyźnie, 
nie będzie rozróżniało pogan od chrześcijan i chrześci-
jan od heretyków, grabiąc i zabijając wszystkich jedna-
ko. „Miles Christi” ‒ bezkompromisowy i okrutny wo-
bec niewiernych ‒ swoich umiejętności będzie również 
używał w walce z wyznawcami Chrystusa, nie stroniąc 
od gwałtów, rzezi i podpaleń. 

Podsumowując, należy stwierdzić, że chrześcijań-

stwo w Polsce nie napotkało silnego oporu ze strony sił 
zachowawczych. Nową wiarę wprowadzano rozważnie, 
nie powodując zatargów wewnętrznych. Decydującym 
okresem dla pozytywnej asymilacji chrześcijaństwa by-
ły czasy Bolesława Chrobrego, gdy odejście od pogań-
stwa, początkowo powierzchowne, okazało się defini-
tywne. W dziejach państwa nie nastąpił już żaden akt, 
który mógł poważnie zagrozić rozprzestrzeniającej się 

background image

stopniowo religii. Rycerstwo polskie odegrało niebaga-
telną rolę w procesie krzewienia chrześcijaństwa, wy-
pełniło też treścią zmagania z pogańskimi plemionami 
ludów północy, zaznaczając swoje miejsce w gronie 
„niosących krzyż”. Na tej drodze pojawiły się także 
jednostki, które nawiązywały do wzorców propagowa-
nych przez ówczesne elity intelektualne i polityczne ‒ 
Bolesław Wysoki czy Henryk Sandomierski. Literatura 
z tego okresu również starała się wykreować bohaterów 
walk z „barbarzyńcami”, rysując portrety dwóch Bole-
sławów ‒ Chrobrego i Krzywoustego. Jednak na prze-
strzeni wieków tak rycerstwu, jak i książętom daleko 
było do ideału „rycerza Chrystusowego” w postaci Lu-
dwika Świętego. Kwintesencją tego pojęcia na gruncie 
polskim będą dopiero: Wojciech z Pakości, Zawisza 
Czarny, Jan z Tuliszkowa i inni wybitni przedstawiciele 
późnośredniowiecznego rycerstwa polskiego. 

background image

Marek Cetwiński 
(Częstochowa) 

ANDRZEJ Z MORAWICY W PRUSKIM LA-

BIRYNCIE. NA MARGINESIE „CUDÓW ŚW. 

STANISŁAWA” 

Wydane przez Z. Perzanowskiego Miracula Sancti 

Stanislai zawierają w artykule 52 opowieść De ąuodam 
nobili de flammis liberato.
 Mówi ona o Andrzeju z Mo-
rawicy, który podczas pruskiej krucjaty, podkładając 
ogień pod dom pewnego bogatego Prusa, sam omal ży-
cia w płomieniach nie stracił i tylko gorąca modlitwa 
i wstawiennictwo św. Stanisława ocaliły go od śmierci. 

Z pewnym zdumieniem dowiaduje się czytelnik ze 

wstępu wspomnianego wydania Miraculów,  że relację 
tę wprowadził do tekstu źródłowego sam wydawca. Pi-
sze bowiem Z. Perzanowski: „Do czterech relacji o cu-
dach zamieszczonych w Żywocie [...] oraz piątej [...] 
można dołączyć relację 52, która wraz z poprzednimi 
była zapewne w brakującym fragmencie zwoju”. To 
pierwszy domysł krakowskiego historyka. Drugi doty-
czy chronologii samego wydarzenia: „W tej ostatniej 
bowiem relacji o ocaleniu z płomieni nic nie wskazuje 
na to, by ów cud miał się dokonać już po kanonizacji. 
Raczej okoliczności pobytu Andrzeja, jako krzyżowca, 
w ufortyfikowanym domu Prusa, pozwalają przypusz-
czać, że zdarzenie to miało miejsce w drugiej ćwierci 
XIII wieku, jeszcze przed r. 1250”. 

W przypisie Z. Perzanowski podaje, przyjmując 

sąd W. Kętrzyńskiego, że wspomniany w tym epizo-

background image

dzie rycerz to „dziedzic Morawicy pod Krakowem, 
a nie mieszkaniec Moraw [który] brał udział w jakiejś 
wyprawie na Prusów A więc nie w otoczeniu króla cze-
skiego Przemyśla Ottokara II w r. 1255, lecz jeszcze 
przed r. 1250, nim Krzyżacy stłumili powstania Pru-
sów. Być może brał udział w walkach Konrada Mazo-
wieckiego, Kazimierza Kujawskiego i Bolesława Po-
bożnego (w latach 1242-1248) z powstańcami pruski-
mi, popieranymi przez księcia Świętopełka, władcę 
Pomorza Gdańskiego”. 

Zainteresowanych losami Andrzeja z Morawicy 

Z. Perzanowski odsyła do książki K. Górskiego, jednak 
na wskazanej przez wydawcę Miraculów stronicy jest 
mowa tylko o walkach z Prusami, lecz nie znajdziemy 
ani słowa o Andrzeju z Morawicy. Po cóż więc powo-
ływać się na autora monografii państwa zakonnego? 
Czyżby w celu uratowania dla historii hagiograficznej 
legendy? Pytania można mnożyć, choć zasadniczy sens 
zdaje się wyjaśniać M. Plezia, który tekst polskiego 
tłumaczenia opatrzy! następują uwagą: „Treść tego ar-
tykułu [Miraculów] zaczerpnięto z  Żywota większego 
III 52. Andrzeja z Morawicy, brata komesa Żegoty, 
znamy z dokumentu z r. 1238. Morawica, wieś w woje-
wództwie krakowskim, wspomniana była także w arty-
kułach IX i X. Można byłoby stąd wnosić, że kult Św. 
Stanisława był tam szczególnie żywy w połowie XIII 
w. i sięgał jeszcze poprzedniego pokolenia (por. niżej 
słowa »od swych przodków dowiedział się o świętości 
św. Stanisława«)”. Sprawa staje się wreszcie czytelna ‒ 
chodzi o wykazanie starej metryki kultu św. Stanisła-

background image

wa, dlatego epizod z Żywota większego przenosi się do 
nieco starszych, a urzędowo wiarygodniejszych spisów 
cudów sporządzonych dla procesu kanonizacyjnego. 

J. Kurtyka w drobiazgowej monografii Tęczyń-

skich także wspomina o pruskiej przygodzie Andrzeja 
z Morawicy. Jako rzetelny historyk, odwołuje się jed-
nak nie do Cudów, a raczej ich zrekonstruowanej partii, 
lecz wprost do  Żywotu większego. Nie wątpi również 
w wiarygodność epizodu, natomiast jako miejsce przy-
gody wymienia „pruski gródek”, czas zaś określa „naj-
pewniej” na 1222 lub 1223 rok. Domyśla się też, że 
Andrzej z Morawicy około 1253 roku już nie żył, gdyż 
‒ stwierdza ‒ Żywot milczy, aby sam bohater za praw-
dziwość tej opowieści miał ręczyć. J. Kurtyka wspomi-
na również w przypisie, iż Kacper Niesiecki datował 
przygodę Andrzeja z Ossolina, nie z Morawicy, na rok 
1410. 

Podsumujmy dotychczasowe ustalenia: w 1236 ro-

ku jakiś Andrzej „de Moravich” świadczy na pewnym 
dokumencie, natomiast w Żywocie większym występuje 
osoba o takim samym imieniu i określeniu rodzinnego 
gniazda. Być może, ale tylko „być może”, to jedna i ta 
sama osoba, której rzeczywiście przydarzyła się groźna 
przygoda na wojennej wyprawie do Prus. Możliwe jed-
nak, że rozegrała się ona wyłącznie w jego wyobraźni. 
Niewykluczone też, że to nie Andrzej z Morawicy roz-
powszechniał opowieść o wybawieniu go z płomieni 
przez św. Stanisława, lecz ktoś inny użył imienia ryce-
rza z Morawicy, aby uświetnić żywot świętego biskupa. 
Powoli, lecz zdecydowanie zapuszczamy się w labirynt 

background image

domysłów. J. Kurtyka twierdzi jednak stanowczo, iż 
przykład Andrzeja dowodzi kultu, jakim w Morawicy 
otaczano św. Stanisława już na początku XIII wieku. 
Dopiero taka metryka tłumaczy, dlaczego Andrzej 
w 1223 roku postanowił w chwili niebezpieczeństwa 
wezwać  świętego na pomoc. Epizod, bez wątpienia 
barwny, zmienia się w fakt historycznie pewny, w do-
wód uzasadniający kolejną hipotezę. 

Opis przygody „szlachetnego męża” z Morawicy 

dostarcza H. Łowmiańskiemu podstaw do rekonstrukcji 
siedziby pruskich możnowładców: „Dwór składał się 
z kilku budynków: osobnej izby mieszkalnej oraz stajni 
czy obór dla zwierząt domowych [...]. Budynki te 
przedstawiały kompleks zwarty, utrzymywany w stanie 
obronnym; Wincenty z Kielc wspomina w żywocie św. 
Stanisława (1260-1261) o dworze pewnego Prusa, pięk-
nym i dobrze ufortyfikowanym, zaopatrzonym w jedne 
ciasne wrota”. 

Epizod z bohaterem Andrzejem z Morawicy jawi 

się więc jako źródło dość istotne zarówno dla duchowej 
natury Polaków, jak i dla materialnej kultury Prusów. 
Warto zatem poddać go głębszej analizie. 

„Vir nobilis de Moravicz pro remedio suorum pec-

caminum aliquando cruce signatus ivit in Pruziam” ‒ 
tak oto zaczyna się opowiadanie przekazane przez 
Wincentego z Kielc. Wyraźne jest tu przekonanie auto-
ra, że wyprawa do Prus to krucjata, a Andrzej z Mora-
wicy jest zbrojnym pielgrzymem, krzyżowcem, nato-
miast od uczestnika wypraw do Ziemi Świętej różni go 
jedynie to, że ‒ zgodnie z przesłaniem Listu do Hebraj-

background image

czyków  „rezygnuje z szukania Boga w świętych miej-
scach, by znajdować Go w spełnianiu Jego woli”. Piel-
grzymka Andrzeja to także pokuta za pełnione grzechy, 
którą ma nadzieję zyskać ich odpuszczenie uczestni-
cząc w zbrojnym najeździe na Prusy. Inaczej rzecz uj-
mując: „vir nobilis”, porzucając swoją Morawicę, 
w pogańskich Prusach ma zamiar odnaleźć Boga, któ-
rego opuścił w chrześcijańskiej ojczyźnie. Odnaleźć 
wiarę w obcym i niechrześcijańskim świecie to myśl, 
przyznajmy, nieco zaskakująca. Wyjaśnia ją List do 
Hebrajczyków,
 w którym czytamy o Mojżeszu: „Uwa-
żał bowiem za większe bogactwo znoszenie zniewag 
dla Chrystusa niż wszystkie skarby Egiptu, gdyż pa-
trzył na zapłatę. Przez wiarę opuścił Egipt”. Gdzie zaś 
łatwiej o „znoszenie zniewag dla Chrystusa”, niż w po-
gańskim kraju? Z teologicznego punktu widzenia, Win-
centy z Kielc snuje opowieść o Andrzeju z Morawicy 
nader logicznie. 

Bohater opowiadania opuszcza swój świat, „orbis 

inferior”, udając się do obcego świata, „orbis exterior”, 
w poszukiwaniu Boga, czyli wyrusza, aby osiągnąć 
wtajemniczenie. Jest to więc opowieść o inicjacji, a te 
przybierają zwykle postać opowiadania o wędrówce po 
drogach labiryntu. Wśród rozmaitych form labiryntu 
jest i „gmach, z które go nie można wyjść bez prze-
wodnika”. Do takiego właśnie gmachu trafia Andrzej 
z Morawicy. Przewodnikiem jest, co w tym wypadku 
zrozumiałe, św. Stanisław. Wincenty z Kielc uprzedza 
o tym czytelnika już w drugim zdaniu swojego opowia-
dania: „Hic [Andrzej] a suis progenitoribus de beati 

background image

Stanislai sanctitate ac eius multa miraculorum opera-
cione percipiens semper eum dilexit et in magna 
reverencia habuit”. Przy wejściu do labiryntu heros 
spotyka zwykle duchy Jednoczące nas z duszami 
przodków; raz nieczułe, kiedy indziej znów litościwe, 
zawsze niezgłębione ‒ są one tymi, które znają wszel-
kie tajemnice”. Nie dziwi więc wzmianka, że o święto-
ści Św. Stanisława Andrzej dowiedział się od „swoich 
przodków”. Święty męczennik jest tutaj, jeśli można się 
tak wyrazić, Ariadną naszego bohatera, rodzimego Te-
zeusza. 

Kolejne dwa zdania opowieści Wincentego z Kielc 

kreślą szersze tło krucjaty, a brzmią nad wyraz reali-
stycznie: „Ponieważ zaś bardzo wielu krzyżowców tam 
się udało, aby walczyć z wrogami krzyża Chrystusowe-
go i poddać ich pod jarzmo Chrystusa, więc tak zwy-
ciężali i dokonali wielkiego spustoszenia wśród wro-
gów. Chrześcijanie palili ich domy i zasiewy, a dobytek 
rabowali”. Ich treść można oddać banalną, lecz oczywi-
stą w tej sytuacji metaforą ‒ piekło na ziemi. Otaczają-
ce rycerza płomienie ognia, obecne już w tytule opo-
wiadania, pojawiają się w narracji, aby za chwilę cał-
kowicie ją zdominować. „Accidit autem eo tempore ‒ 
kontynuuje Wincenty z Kielc ‒ ut idem vir nobilis ad 
curiam quandam pulchram et bene munitam cuiusdam 
potentis Prutheni cum suis comitibus devenirent et 
monebatur, ut eam igne supposito concremaret”. 
W ogarniającym Prusy morzu ognia pojawia się, być 
może pozorna, oaza pokoju, ładu i piękna ‒ owa „curia 
pulchra et bene munita”. Dwór jest zatem piękny 

background image

i wspaniały, doskonały i sławny, szlachetny, a nawet 
szczęśliwy, na tyle bowiem sposobów można tłuma-
czyć przymiotnik „pulcher”. Wincenty z Kielc wyraź-
nie chce przekonać czytelnika o wspaniałości opisywa-
nego gmachu. Dwór jest też „bene munita”, a więc do-
brze, należycie, dokładnie obwarowany, chroniony lub 
zabezpieczony.  W  dotychczasowych  interpretacjach 
przyjmowano, że chodzi tu o fortyfikacje, które tę sie-
dzibę otaczały. Należałoby więc oczekiwać, iż Win-
centy z Kielc coś o nich wspomni. Nic z tego! Narrator 
nie tylko milczy o wałach czy choćby skromnej palisa-
dzie, lecz wyraźnie stwierdza, że „dobre zabezpiecze-
nie” tego „pięknego dworu” polega na ukryciu wejścia 
prowadzącego do wnętrza. Upomniany bowiem przez 
kogoś lub przez coś, Andrzej z Morawicy „domum in-
trandi nullus aditus pateret, tandem quandam porticum 
satis strictam et parvam invenit, per quam curiam 
subintrans”. W głąb gmachu wiedzie więc wejście 
(„porticus”) „dość wąskie i małe” ‒ te dwie cechy zdają 
się wyłącznie interesować Wincentego. 

Błądzenie poszukującego ukrytego wejścia An-

drzeja Wincenty opisuje jakby w poetyce marzenia 
sennego o „utrudnionej wędrówce”. „Śniący ‒ pisze P 
Santarcangeli ‒ dochodzi czasem do wąskiego przej-
ścia. Musi on wcisnąć się w dziurę lub szczelinę, pełzać 
na brzuchu. Odczuwa głęboki niepokój, ale to niebez-
pieczne przejście można porównać do przejścia po uro-
dzeniu. Narodziny, z wartościami egzystencjalnymi, po 
okresie niebezpieczeństw, są osiągnięciami bardzo po-
zytywnymi”. Nie tylko psychoanaliza odwołuje się do 

background image

symboliki „wąskiego przejścia”. W Ewangelii św. Łu-
kasza
 czytamy: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; bo, 
mówię wam, że wielu będzie się starało wejść, a nie 
będą mogli” (Łk, 13,24). Andrzej z Morawicy wyru-
szył, pamiętamy, w poszukiwaniu Boga, razem z nim 
udało się na wyprawę  ‒ jak pisze Wincenty z Kielc ‒ 
wielu krzyżowców. A jednak tylko Andrzej samotnie 
odnajduje ukryte, ciasne i małe wejście do tajemnicze-
go, pięknego gmachu, jego towarzysze zaś pozostają na 
zewnątrz. To kolejny znak, że wędrówka pana z Mora-
wicy to jego „iter mysticum”, wejście do labiryntu, 
z którego powinien wyjść odrodzony. 

Wewnątrz labiryntu, w jego centrum, przebywa 

zwykle jakiś potwór, którego heros musi pokonać. Nasz 
bohater jednak „nullum omnino in domo reperit” ‒ ani 
śladu „cu‒ iusdam potentis Prutheni” pana tego wspa-
niałego dworu. „Mający władzę, wpływowy, silny, 
mocny, biegły, czegoś  świadomy lub do czegoś zdol-
ny” Prus ‒ uosobienie nieprzyjaciela. Wręcz Szatana, 
jeśli przypomnimy, że wędrówka w głąb labiryntu to 
podróż w zaświaty, zstąpienie do piekieł. Nieprzyjaciel 
znika, jakby go nigdy nie było, natomiast największym 
wrogiem Andrzeja z Morawicy okazuje się on sam. 
Wzniecony przez niego pożar zamyka mu bowiem 
wszystkie drogi ucieczki, czy raczej tę jedyną drogę 
odwrotu. Towarzysze Andrzeja ‒ pisze Wincenty 
z Kielc ‒ „stali na zewnątrz i zupełnie nie wiedzieli 
o tym, co mu się przydarzyło, sądząc, że jest on w ich 
gromadzie”. Samotność bohatera oraz niewiedza jego 
towarzyszy, którzy są przekonani, iż jest on wciąż 

background image

wśród nich, to sposoby, jakimi Wincenty z Kielc suge-
ruje, że cała przygoda rozgrywa się raczej w duszy ry-
cerza z Morawicy, niż w świecie zewnętrznym, wi-
docznym dla postronnych obserwatorów. 

Tymczasem Andrzej z Morawicy „stans in medio 

flamme ex intimo cordis ad Deum ingemuit et beati 
Stanislai  oportunum auxilium  importunis  precibus 
flagitare cepit”. Pogrążony w śmiertelnym niebezpie-
czeństwie rycerz zwraca się w istocie o pomoc do wła-
snego serca ‒ wszak to ono wzywa Boga i św. Stani-
sława. W średniowieczu występowały labirynty, w któ-
rych centrum heros, zamiast potwora znajdował tylko 
zwierciadło. Celem labiryntu ‒ drogi odrodzenia inicja-
cyjnego ‒ jest przecież osiągnięcie duchowego co-
niunctio oppositorum.
 Jeśli podróże kształcą ‒ piszą au-
torzy «Tezeusza w labiryncie» ‒ to wyprawa w głąb 
samego siebie jest bodaj najbardziej kształcąca. Czło-
wiek powraca przekształcony, zdolny do zrozumienia 
drugiego człowieka i związku istoty ludzkiej z kosmo-
sem. Człowiek powraca z takiej podróży tolerancyjny 
i życzliwy, albowiem zetknął się w swoim wnętrzu 
z treściami skłaniającymi go do zajęcia takiej postawy”. 
Być może strach, jakiego doznaje Andrzej, jest takim 
przeżyciem, które pozwoli mu zrozumieć strach innych. 
Taką szansę stwarza swojemu bohaterowi Wincenty 
z Kielc. Przygoda kończy się bowiem szczęśliwie: „Et 
cum hinc inde anxius prospiceret, quod prius nequaqu-
am viderat, flammam divisam in modum unius camere 
contra illam porticum vidit et effugiendi periculum 
viam sibi preparatam per merita martiris intellexit et per 

background image

quam primi‒ tus trahens equum post se vix armatus int-
ravit, modo sedens in equo cursu veloci quasi per por-
tam latissimam, ut sibi videbatur, penitus illesus 
exivit”. Św. Stanisław wyprosił więc cud dla swojego 
wyznawcy ‒ płomienie rozdzieliły się, ukazując An-
drzejowi drogę ucieczki. Wcześniej tak wąska, że konia 
musiał za sobą ciągnąć, teraz stała się na tyle szeroka, 
iż przedostał się przez nią wierzchem i w zbroi, pędząc 
galopem i najmniejszego nie doznając szwanku. Piękna 
metafora przemiany duchowej bohatera. 

Z niezrozumiałych powodów wydawca Miraculów 

urywa w tym miejscu tekst, choć Wincenty z Kielc do-
daje istotny morał: „Sic beatus Stanislaus pontifex et 
martir gloriosus in celo et in terra et in igne et in aqua 
omnibus se invocantibus in veritate est adiutor in op-
portunitatibus, in tribulacione”. Wymowne jest to ze-
stawienie par przeciwieństw, św. Stanisław jest wspo-
możycielem tak na niebie, jak i na ziemi, w ogniu 
i w wodzie, w szczęściu i w nieszczęściu; to „adiutor” ‒ 
dobry druh w doli i niedoli. Choć pozbawiony oręża, 
biskup jawi się jako wcielenie rycerskiego ideału. Jest 
też, o czym świadczy przygoda Andrzeja z Morawicy, 
wybornym przewodnikiem po labiryncie dróg ludzkie-
go żywota. 

Opowieść Wincentego z Kielc o przygodzie An-

drzeja z Morawicy to historia duchowej przemiany bo-
hatera, którego wędrówka jest pokonywaniem bezdroży 
labiryntu. Zawiera więc idee i motywy typowe dla ‒ 
zanotowanych znacznie później ‒ legend herbowych 
polskiej szlachty. Stojący w ogarniętych pożarem woj-

background image

ny Prusach tajemniczy dwór wywiera wrażenie równie 
niezwykłe jak położony w środku gęstej puszczy młyn 
mitycznego przodka Toporów. A gniazdem Toporów 
była właśnie Morawica. Tajemniczy młynarz udziela 
przybyłemu do młyna, zbłąkanemu w lesie królowi na-
uk, a w końcu wyprowadza go z leśnego labiryntu. 
W legendzie heraldycznej rola przewodnika, w do-
słownym i metaforycznym znaczeniu, przypada młyna-
rzowi,  dość  niezwykłemu,  przyznajmy,  natomiast 
w wersji Wincentego z Kielc psychopompus to sam św. 
Stanisław. Zbiegiem okoliczności to zarejestrowany 
wcześniej tekst, który opisuje „iter mysticum” rycerza 
herbu Topór, zawiera wątki chrześcijańskie, późniejszy 
sprawia zaś wrażenie nader archaiczne, niemal pogań-
skie. Z labiryntem wiąże się symbol topora ‒ później-
szego herbu panów z Morawicy, bowiem ród Sta-
rychkoni wywodzi się rzekomo od Toporów ‒ Starżów. 
Ich godłem jest koń, wierny towarzysz doli założyciela 
rodu, którego wyniósł z niejednej opresji. Zupełnie jak 
rumak Andrzeja z Morawicy. Zakuty w zbroję jeździec, 
pędzący po drogach podziemnego tym razem labiryntu, 
to bohater legendy Czartoryskich. Związek z ogniem 
jest widoczny w imieniu Żegoty, przodka Starychkoni. 
Czyżby Wincenty z Kielc budował przypowieść z tego 
samego materiału, co twórcy legend herbowych? Moż-
liwe. 

Niewątpliwie zaś piękny i tajemniczy dwór moc-

nego Prusa pełni w opowiadaniu o Andrzeju z Morawi-
cy tę samą rolę, co „fatalne zamki”, po których błądzą 
bohaterowie  arturiańskich  romansów.  Krzyżowiec 

background image

z Morawicy niszczy za pomocą ognia dwór potężnego 
przeciwnika. Motyw zniszczenia domu, dość rozpo-
wszechniony w północnej Europie, jest wyrazem ko-
smologicznej koncepcji ‒ znakiem końca panującej ery. 
Taką rolę pełni też w opowiadaniu Wincentego z Kielc 
tajemniczy dwór, a jego zagłada jest warunkiem du-
chowego odrodzenia Andrzeja. Siedziba potężnego 
Prusa to wszak symbol pruskiego pogaństwa. W obu 
wypadkach oznacza koniec jednej epoki, a początek 
nowej. Nie jest więc może przypadkiem, iż sceneria 
malowana przez Wincentego z Kielc dosłownie odpo-
wiada słowom olbrzymek, które obracają kamienie cu-
downego młyna króla Frodiego: „Ognie coraz nowe 
rozbłyskują, te, co ogłaszają wojnę; /Wojsko przyjdzie 
tu wkrótce, /Spali siedzibę budlunga”. Analogii z poet-
yckimi mitami Skandynawów jest więcej. Dość wspo-
mnieć „wirujący zamek” (aluzja do Kosmicznego Mły-
na) Menglandy, o który bohater Pieśni o Fjölswinnie 
pyta: Jak się nazywa sala, co jest otoczo-
na/Zaczarowanym płomieniem?”. Jest bowiem pruski 
dwór formą „Świątyni Świata”, a jej spalenie oznacza 
zagładę „starych bogów”. „Czasem ten, który oczysz-
cza i odnawia świat ‒ pisze P. Sadowski ‒ musi sam 
złożyć się w ofierze dla dobra »nowego ładu«”. Taki 
jest też los Andrzeja z Morawicy, który dzięki wsta-
wiennictwu Św. Stanisława, ratuje jednak życie po wy-
pełnieniu zadania. Fakt, iż w pruskim labiryncie An-
drzej zamiast Prusa odnajduje sam siebie, okazuje się 
własnym  przeciwnikiem,  oznacza,  iż  Wincentemu 
z Kielc zależy na przekonaniu czytelnika, że warun-

background image

kiem stworzenia nowego ładu jest zwalczenie, wypale-
nie ‒ to słowo na miejscu ‒ starego, pogańskiego czło-
wieka wewnątrz  chrześcijańskiego bohatera.  Istotą 
przemiany świata zewnętrznego okazuje się, sugeruje 
autor  Żywotu św. Stanisława, wewnętrzna, duchowa 
przemiana. Opowiada więc o niej, odwołując się do 
powszechnych archetypów i biblijnych aluzji. Czy od-
legły jest bowiem, otoczony żywiołem ognia i cudow-
nie zeń ocalony, Andrzej z Morawicy od trzech mło-
dzieńców w piecu ognistym, o których czytamy 
w Księdze Daniela? 

Średniowieczne autorytety głosiły, że wszelkie tek-

sty należy czytać dosłownie, alegorycznie, odczytywać 
ich sens moralny i mistyczny. Taka poczwórna analiza 
opowieści o przygodzie Andrzeja z Morawicy wskazuje 
dobitnie, iż Wincenty z Kielc wybornie uzasadniał idee 
krucjat polskim czytelnikom i słuchaczom. 
 

 

background image

Urszula Świderska‒Włodarczyk 

(Zielona Góra) 

WPŁYW IDEI KRUCJAT NA WZORZEC 

OSOBOWY POLSKIEGO RYCERZA-

SZLACHCICA NA PRZEŁOMIE ŚREDNIO-

WIECZA I CZASÓW NOWOŻYTNYCH 

Wzorzec osobowy, określony przez M. Ossowską 

jako „postać będącą przedmiotem ludzkich aspiracji”, 
w wypadku średniowiecznego rycerstwa i jego spadko-
biercy ‒ nowożytnej szlachty ‒ wykształcił się ze splotu 
pierwiastków świeckich i religijnych. Pierwsze wyraża-
ły się w cnotach typowo militarnych, przede wszystkim 
agresji i odwadze, drugie stanowiły pochodną oddzia-
ływania duchowieństwa, które zmierzało do na-
wrócenia rycerstwa i skierowania jego wojowniczych 
instynktów na drogę służby Chrystusowi. Stąd wzięła 
początek koncepcja miles Christi. Wprawdzie samo po-
jęcie zrodziło się już w czasach antycznych, ale jego 
pełną wykładnię zawdzięczamy dopiero średniowieczu, 
a szczególnie papiestwu. Z powodu nieskutecznych 
prób zahamowania plagi grabieży i rozbojów oraz wy-
czerpania się takich środków, jak ekskomunika, ustala-
nie enklaw pokoju w miejscach świętych i wobec du-
chownych, a także roztaczanie widma kary za grzechy, 
wytyczono aktywności rycerskiej nowy cel ‒ walkę 
z nieprzyjaciółmi wiary, toczoną poza granicami chrze-
ścijaństwa, aż do oswobodzenia Grobu Chrystusa. 
Sprawiedliwą, świętą wojnę, za którą nagrodą jest od-
pust i wieczne zbawienie, postulował Bernard z Clai-

background image

rvaux. Równocześnie, wraz z rozpoczęciem organizo-
wania wypraw krzyżowych, pojawiają się pierwsze 
symptomy sakralizacji stanu rycerskiego, a w pogań-
skim obrzędzie inicjacji zaczynają uczestniczyć du-
chowni. Pasowanie przybiera znamiona sakramentu, 
tak jak małżeństwo i chrzest. Za sprawą tych zabiegów 
do moralności wojskowej dołączają  ‒ wyznaczające 
nowe ramy wzorca rycerskiego ‒ cnoty chrześcijańskie: 
pobożność, roztropność, sprawiedliwość, prawość, nie-
sienie pomocy duchowieństwu, ludziom biednym oraz 
wdowom i sierotom. 

Przyjęcie przez Polskę chrztu pociągało za sobą 

konieczność adaptacji zrodzonej na zachodzie religijnej 
koncepcji rycerstwa, w której określone miejsce zaj-
mował wymóg walki z niewiernymi. W kronice Galla 
Anonima, przenikniętej „duchem krzyżowym”, charak-
ter krucjaty przybierają zmagania z Prusami i Pomo-
rzanami. Religijna motywacja nie pozostawała obca 
także Wincentemu Kadłubkowi, kreślącemu z pozycji 
krzyżowca opowiadanie o Prusach, którzy „są groźni 
nie tyle dla ciał, ile dla dusz” i którym miano ścinać 
głowy za hołdowanie pogańskim praktykom. Krucjatą 
jest wyprawa Kazimierza Sprawiedliwego przeciwko 
Jaćwingom, a także rola, jaką rycerstwo polskie ode-
grało w bitwie pod Legnicą, stawiając opór najeźdźcom 
tatarskim. Według jednego z późniejszych przekazów, 
papież Urban II miał wezwać także Polaków, Czechów 
i Węgrów do udziału w oswobodzeniu Jerozolimy. Py-
tał: „Czyż nie zapominacie o kanałach i rzekach, któ-
rymi mogą i do was dotrzeć owi Saracenowie?”, wska-

background image

zując na zagrożenie oddziaływaniem niewiernych na-
wet tak odległych krajów. I nie zapominano. Polacy za-
znaczali swoją obecność w większości wypraw krzy-
żowych, począwszy od roku 1147, kiedy to „kilku pa-
nów i rycerzy polskich, żeby zasłużyć na obiecaną na-
grodę, dobrowolnie wzięło krzyż, przeprawiło się ra-
zem z cesarzem i do jego powrotu walczyło w jego 
wojsku”. Krucjata z roku 1154, w której uczestniczył 
Henryk Sandomierski, przyniosła Polakom sławę w ca-
łej chrześcijańskiej Europie, bowiem przyprowadzona 
przez księcia do Ziemi Świętej drużyna przez rok sta-
wiała skuteczny opór muzułmanom. Rycerstwo polskie 
stanowiło więc istotną, choć nieliczną grupę obrońców 
Jerozolimy, co podkreślają zapiski o Gerlandzie, ka-
walerze zakonu szpitalników na dworze Fryderyka II. 

Atmosfera krucjat jest obecna w rodzimym pi-

śmiennictwie przez całe średniowiecze. Wraz z upły-
wem czasu ulega wyraźnemu natężeniu, choć w XIV 
i XV wieku żyje bardziej w legendzie, micie i świado-
mości społecznej, niż przekłada się na rzeczywiste do-
konania. Królestwo Jerozolimskie przestało istnieć, 
a jego terytorium stało się dostępne dla pielgrzymują-
cych chrześcijan. Jednak w tym samym okresie narasta-
ło uczucie zagrożenia i militarnej niemocy wobec na-
pierającej na Europę potęgi tureckiej. W rezultacie ha-
sło oswobodzenia Grobu Chrystusowego musiało ustą-
pić nowemu programowi obrony świata chrześcijań-
skiego, w którym muzułmańska fobia przybierała na si-
le. Żywym przykładem obowiązujących wówczas na-
strojów jest kronika Jana Długosza, w której Polska ja-

background image

wi się jako bastion i oblężona twierdza, natomiast 
„duch krzyżowy” Galla Anonima ulega zwielokrotnie-
niu. Koniec epoki krucjatowej nie oznaczał więc końca 
walk z niewiernymi. Co więcej, zaistniała sytuacja 
sprawiła, że stawały się one bardziej aktualne niż kie-
dykolwiek. Wymuszały też różne działania polityczne 
i dyplomatyczne, jak choćby zabiegi Zbigniewa Ole-
śnickiego, zmierzające do odegrania przez Polskę zna-
czącej roli w akcji antytureckiej przez wprowadzenie 
na tron węgierski Władysława Warneńczyka. Dopiero 
klęska króla i upadek Konstantynopola osłabiły zainte-
resowania tymi planami. Wciąż jednak narastała świa-
domość zagrożenia tureckiego. Nawet konflikty Kazi-
mierza Jagiellończyka z Maciejem Korwinem nie 
zmniejszały ‒ zwłaszcza w Małopolsce ‒ sympatii do 
Węgrów, którym, podobnie jak Polakom, chrześcijań-
ska Europa przyznawała rolę przedmurza, stanowiące-
go rodzaj zapory przed rozprzestrzenianiem się wpły-
wów islamskich. 

Koncepcja antemurale od XV stulecia jest obecna 

‒ poza Janem Długoszem ‒ w świadomości wielu Po-
laków. Jan Ostroróg w słynnej mowie wygłoszonej 
w obecności papieża Pawła II nie omieszkał wspo-
mnieć o roli, jaką nasz kraj odegrał w walce z nie-
wiernymi. Pod tym pojęciem kryli się zresztą nie tylko 
Turcy, ale także Tatarzy, Wołosi i Moskwa. Taka kon-
cepcja obowiązywała również w wiekach następnych. 
Jak zauważył znawca problemu, J. Tazbir: „Uznanie 
zwolenników kościoła wschodniego za wyznawców tej 
samej religii stawiałoby zresztą pod znakiem zapytania 

background image

sensowność koncepcji polskiego przedmurza jako gra-
nicy dzielącej chrześcijan od niechrześcijan”. 

Wiek XVI ‒ z dzisiejszej perspektywy‒ jawi się 

jako nietypowy okres w dziejach Rzeczypospolitej. 
Przynosi bowiem nie tylko dobrą koniunkturę ekono-
miczną, ale także usprawiedliwione poczucie pokoju 
wewnętrznego i braku zagrożenia z zewnątrz. Przestał 
wówczas istnieć konflikt krzyżacki, zmagania z pań-
stwem moskiewskim toczyły się na peryferiach Polski, 
natomiast pozostający w stanie permanentnej wojny 
Tatarzy nie dysponowali siłą, która mogła zagrozić jej 
suwerenności. Potencjalne niebezpieczeństwo stanowi-
ła jedynie Turcja, szczególnie po uzależnieniu Węgier, 
gdy oparła swoje granice o Karpaty. Jednak zawierane 
kolejno rozejmy, zwycięstwa orientacji antyhabsbur-
skiej w wolnych elekcjach, a także brak akcesu do ligi 
antytureckiej świadczą o ostatecznym zwycięstwie po-
lityki pokojowej. Pacyfistyczne nastroje dominowały 
także wśród szlachty i szlacheckich literatów. Ideę 
wojny sprawiedliwej i pokoju jako najwyższego dobra 
lansowali  spadkobiercy  myśli  Pawła  Włodkowica 
i Stanisława ze Skarbimierza ‒ Jakub Przyłuski, Jan 
Tarnowski, Maciej Strubicz i Andrzej Frycz Modrzew-
ski. Nie zabrakło przy tym akcentów prowojennych, np. 
do wyprawy przeciwko Moskwie i sułtanowi zachęcał 
w pieśniach najwybitniejszy przedstawiciel literatury 
pięknej ‒ Jan Kochanowski: 

A ty, coć Bóg dal siłę i serce po temu, Uderz się z 

poganinem, jako słusze cnemu. 

background image

W podobnym duchu wypowiadali się Marcin Biel-

ski, Bartłomiej Paprocki, Krzysztof Warszewicki, Józef 
Wereszczyński, Piotr Grabowski oraz Stanisław Orze-
chowski, którego słynne turcyki cieszyły się ogromną 
popularnością w kraju i za granicą. Wbrew pozorom 
nie miały one jednak na celu aneksji terytorialnej czy 
podboju dla samego zdobywania, dotyczyły raczej 
obrony stanu posiadania i zachowania państwa oraz re-
ligii. Dla każdego autora epoki renesansu najwyższym 
dobrem pozostawał bowiem pokój. 

Jak z tego wynika zarówno w średniowiecznej, jak 

i renesansowej Polsce nie da się zaprzeczyć obecności 
idei krucjatowej, choć jej wcześniejsza recepcja ‒ 
w porównaniu do zachodu ‒ przybierała skromniejsze 
rozmiary. Świadczy o tym niewielki liczebnie udział 
rodzimego rycerstwa w wyprawach do Ziemi Świętej, 
a także symptomatyczny brak koncepcji utworzenia za-
konu złożonego z elementu polskiego. Wprawdzie po-
jawiali się w kraju, sprowadzeni przez Henryka San-
domierskiego, joannici, a później, hojnie uposażeni 
przez Henryka Brodatego i Władysława Odonica, tem-
plariusze, jednak długoletnie konflikty z Krzyżakami 
musiały hamować oddziaływanie wzorców zakonnych. 
Dodatkowym wyróżnikiem rodzimej koncepcji krucja-
towej jest pewien aspekt jakościowy ‒ od samego po-
czątku wydaje się ona pozbawiona, znanej z zachod-
nich wzorców, dozy brutalności i bezwzględności 
w zmaganiach z nieprzyjaciółmi wiary. Jeśli nawet nie 
w praktyce, to przynajmniej w teorii ‒ lansowanej 
przez kręgi autorów kościelnych, a przez to nieobcej 

background image

rycerstwu ‒ przewija się jakiś humanitarny rys czy 
etyczna wątpliwość w odniesieniu do nawracania 
ogniem i mieczem. Już św. Wojciech, organizując po-
kojową misję w Prusach, odłożył zbrojny oręż i dał 
piękny przykład oddziaływania słowem i modlitwą, co 
współczesnym i potomnym unaoczniały słynne drzwi 
gnieźnieńskie. Podobnie należy interpretować  ‒ choć 
o rzeczywistą motywację można się spierać ‒ program 
Leszka Białego, dążącego do założenia na pograniczu 
polsko-pruskim emporiów handlowych, w których mia-
ła być prowadzona działalność misyjna. Na język lite-
racki trafnie przełożył tę ideę Wincenty Kadłubek: 
„Gdy ktoś nawet pod przymusem przyjmie wiarę 
chrześcijańską, powinien ją zachować, chociaż nikogo 
nie należy zmuszać do tego, do czego zmusza się go 
bezowocnie, chociaż Bóg gardzi służbą z musu, cho-
ciaż nie jest dobrodziejstwem to, co się komuś narzuca 
wbrew jego woli, i nie jest ofiarą to, co się na kimś 
wymusza”. Pełne rozwinięcie tej koncepcji przynosi 
schyłek średniowiecza w osobach, wspomnianych już, 
Pawła Włodkowica i Stanisława ze Skarbimierza. 
Pierwszy w pamiętnej mowie na soborze w Konstancji 
stwierdził: „Nie wolno niewiernym, choćby nawet nie 
uznawali cesarstwa rzymskiego, zabierać państw ich, 
posiadłości lub przywilejów, ponieważ bez grzechu za 
sprawą Boga je posiadają, który to wszystko bez różni-
cy stworzył dla człowieka, którego ukształtował na 
swój obraz”. Drugi ‒ w adresowanym do polskiego od-
biorcy kazaniu De bellis iustis ‒ wzywał do umiłowania 

background image

pokoju, wyrzeczenia się wojny i rozlewu krwi, ponie-
waż zawsze prowadzą one do przestępstw i nieszczęść. 

Na skutek splotu tych uwarunkowań, wymóg walki 

z niewiernymi stanowił istotny, ale nie jedyny składnik 
wzorca osobowego rycerza, a później szlachcica. Śre-
dniowieczni ludzie pióra, kreśląc wizerunki idealnych 
władców i wojowników, częściej zdawali się odwoły-
wać do tych cech, które wykrystalizowały się w następ-
stwie wypraw krzyżowych, oczekując od nich udziału 
w życiu i praktykach religijnych. Już w przekazie Galla 
Anonima świadome opieki i ingerencji Bożej rycerstwo 
uczestniczyło w nabożeństwach, słuchało kazań gło-
szonych przez kapłanów i przystępowało do sakramen-
tów. Ci, którzy towarzyszyli Bolesławowi Krzywous-
temu, przed dobyciem miecza „przystąpili do Komunii 
św. [i] posiliwszy się zarazem cielesnym pokarmem, 
przybyli pod Kołobrzeg, kierując się wedle gwiazd. 
Poprzedniej nocy zarządził Bolesław odprawienie go-
dzinek do NPMarii, co następnie z pobożności przyjął 
za stały zwyczaj”. I rzeczywiście, można w tym wy-
padku mówić o zwyczaju, skoro przetrwał on przez ca-
łe średniowiecze, zaznaczając swoją obecność także 
podczas bitwy grunwaldzkiej, kiedy to „całe wojsko 
zaczęło śpiewać pieśń ojczystą Bogu Rodzica”. Nato-
miast przyczyn klęski pod Chojnicami Jan Długosz 
upatruje w fakcie, że rycerze „przed bitwą nie wes-
tchnęli o pomoc do Boga, mniemając, że sami swą od-
wagą zwyciężą”. 

Wzorcowy rycerz to taki, który dawał wyraz przy-

wiązania do religii nie tylko w czasie wojny, ale także 

background image

w okresie pokoju, wykazywał zrozumienie dla kultu 
świętych rycerzy, potrafił sprostać wymogom hojności 
na rzecz instytucji kościelnych, pielgrzymował do zna-
nych sanktuariów, oddawał się ascezie i wyrzeczeniu, 
postom i modlitwom. Jeśli wierzyć ówczesnym auto-
rom, cechy te reprezentowali najczęściej ludzie władzy: 
królowie, książęta i możni. To oni byli największymi 
jałmużnikami swoich czasów, nie szczędząc wysiłków 
i środków na uposażenia klasztorów oraz budowę ka-
plic i kościołów. Wśród całej plejady darczyńców pry-
mat wiódł Piotr Włostowic, który, według legendy, 
miał ufundować 77 kościołów, choć współczesne bada-
nia ograniczyły tę liczbę do kilkunastu obiektów. Pły-
nące z góry wzorce sprawiały, że z czasem szczodro-
bliwość na rzecz Kościoła stawała się zjawiskiem po-
wszechnym. Coraz liczniej dawały o sobie znać funda-
cje rycerskie, a poszczególne rody wznosiły w swoich 
dobrach nowe budowle sakralne, sprowadzały zgroma-
dzenia zakonne, zaopatrywały je w szaty i naczynia li-
turgiczne, nie zapominając ozdobić ich znakami her-
bowymi i wyobrażeniami własnych postaci. Takie za-
biegi poświadczały związek rycerza z Bogiem, kom-
pensowały popełnione rabunki i wykroczenia, a przede 
wszystkim stanowiły czytelny dowód możliwości fi-
nansowych danego rodu. 

Do ważnych elementów składowych wzorca rycer-

skiego ‒ poza wymienionymi wyżej ‒ należała obrona 
słabszych oraz opieka nad wdowami i sierotami. Źródeł 
tej koncepcji trzeba upatrywać w ideologii zachodniej, 
na gruncie polskim jej propagatorami byli autorzy ko-

background image

ścielni. Jan Długosz w charakterystyce Kazimierza Od-
nowiciela z uznaniem podkreślił, iż książę „uchodził za 
gorliwego czciciela Boga, obrońcę wdów i sierot”. Jego 
negatywnym przeciwieństwem był Władysław Łokie-
tek, który „nie dość uważnie wysłuchiwał spraw doty-
czących wdów i sierot uciskanych i że ich nie bronił”. 
Oczywiście życie przynosiło więcej przykładów za-
przeczających ideałom. Te jednak zawsze spotykały się 
z dezaprobatą. 

Ludzie Kościoła, kierując rycerstwo na drogę służ-

by bożej, nie ograniczali się tylko do formułowania 
wymogów, ale korzystali ze skuteczniejszych środków 
oddziaływania pedagogicznego, lansując wzorce świę-
tych wojowników. Już walka Michała Archanioła miała 
być „pierwszą próbą dzielności rycerskiej, jakiej kiedy-
kolwiek dokonano”. Święci Jerzy, Maurycy czy Deme-
triusz zachęcali do takich samych czynów. Jak zauwa-
żył A. Malraux: „Nie dajmy się wprowadzić w błąd po-
ematom epickim i rycerskim romansom [bo] najdosko-
nalszym rycerzem nie jest Roland, lecz święty Jerzy”. 
Nawet rzeźby z czasów wypraw krzyżowych przedsta-
wiały specjalistów od władania mieczem w osobach je-
go kanonizowanych potomków ‒ w rycerza z Bamber-
gu wcielił się Św. Stefan, rycerz z Chartres to Św. Teo-
dor, reszta w znakomitej większości stanowi wizerunek 
św. Jerzego. 

W Polsce ‒ podobnie jak na zachodzie ‒ rycerski 

wzorzec osobowy ostateczny kształt zawdzięczał ha-
giografii, w której są obecni święci wspólni całemu 
chrześcijaństwu. Na szczególną uwagę zasługuje tu po-

background image

czet wojowników, a więc: Michała Archanioła, Maury-
cego, Marcina z Tours, Jerzego, a dalej Sebastiana, 
Wawrzyńca i Wacława. Przemawiali oni z poświęco-
nych im kaplic czy z kościelnych malowideł ściennych, 
takich np., jak to w Niepołomicach, na którym postaci 
świętych Jerzego i Michała umieszczono w punkcie 
centralnym budowli ‒ w prezbiterium. Nawet w sztuce 
o tematyce świeckiej, dworskiej, obecność wojowni-
ków wyniesionych na ołtarze jest obowiązkowa. Naj-
lepszy przykład stanowi polichromia stanicy rycerskiej 
w Siedlęcinie, datowana na drugie ćwierćwiecze XTV 
stulecia, w której nad cyklem obrazów budzących sko-
jarzenia z poezją dworską dominuje postać św. Krzysz-
tofa. Obcy patroni często się polonizowali, a włączani 
do rodzimej tradycji, stawali się coraz bliżsi sercom Po-
laków. Św. Jerzego ‒ bohatera zwycięskiej walki ze 
smokiem ‒ połączono z polską legendą o smoku wa-
welskim i związanymi z nią podaniami ludowymi o ba-
jecznych dziejach Krakowa. Pamiętano o nim także 
w pieśniach, które nie zachowały się do naszych cza-
sów. Dzięki temu upowszechniała się religijna koncep-
cja rycerstwa, docierając do świadomości nie tylko elity 
feudalnej, ale także rzeszy drobnych wojowników. 
Stawała się w ten sposób wspólną własnością rycerstwa 
europejskiego. 

To ostatnie, równolegle do hagiografii, czerpało 

także wzory postępowania z życiorysów królów i ksią-
żąt chrześcijańskich, których autorzy, najczęściej du-
chowni, przedstawiali w wyidealizowany sposób. Na 
zachodzie wzorzec religijnej rycerskości uosabiał Lu-

background image

dwik IX, człowiek hołdujący wymogom dworności, 
a jednocześnie głęboko religijny organizator i uczestnik 
krucjat. Brak polskich władców w panteonie świętych 
nie stanowił w tej mierze żadnej przeszkody. Gall Ano-
nim, który pisał dla rycerskiego audytorium, w jednym 
rzędzie obok zalet świeckich, a więc męstwa i odwagi, 
nie omieszkał wspomnieć o gorliwości okazywanej 
w służbie Bogu i Kościołowi. Na szczególną pochwałę 
kronikarza zasłużył sobie Bolesław Chrobry, który za-
słynął „sprawiedliwością i bezstronnością, bogobojno-
ścią i miłością”, a także „pobożnością  ‒ ponieważ 
Chrystusa i Jego oblubienicę czcił wszelkimi sposoba-
mi”. W XIII wieku ewangeliczne cnoty władców wy-
stępują ze zdwojoną siłą. Szczególny nacisk na ich 
osobistą religijność położył Wincenty Kadłubek, akcen-
tując jednocześnie takie cnoty, jak pokora, skromność, 
cierpliwość i wyrozumiałość. W niektórych biografiach 
zupełnie odrzucano elementy etyki świeckiej, koncen-
trując się przede wszystkim na przymiotach chrześci-
jańskich. Przykładem jest tutaj charakterystyka Prze-
myśla I zawarta w Kronice wielkopolskiej, w której po-
stać księcia budzi skojarzenia bardziej z mnichem, niż 
z rycerzem, bowiem „był człowiekiem najwstydliw-
szym wśród duchownych”. Spędzał czas na odprawia-
niu godzinek, nocą zaś oddawał się lekturze psałterza. 
Cechowała go niezwykła czystość obyczaju i języka. 
W podobnym duchu pisze autor XIV‒wiecznej Kroniki 
książąt polskich.
 Chwali pobożność jako cnotę panują-
cych. Domaga się z ich strony opieki nad Kościołem 
i duchowieństwem, a głosząc hasła miłości bliźniego, 

background image

piętnuje równocześnie pychę i zarozumialstwo. Przy-
kłady można by mnożyć. Wszystkie utwory mają na 
uwadze jeden cel ‒ dydaktyczno-moralizatorski, bo-
wiem w praktyce ideały ascezy i żarliwej pobożności 
były trudne do zrealizowania. Wprawdzie pojawiali się 
wówczas różni Brodaci, Pobożni i Wstydliwi, którzy 
ten wzorzec uosabiali, świecąc niekłamanym przykła-
dem, ale zakres ich oddziaływania wydaje się stosun-
kowo niewielki. W rzeczywistości bowiem rycerz po-
zostaje religijny, ale nie ascetyczny. Służy Bogu i nie 
rezygnuje z uciech życia. Grzeszy i pokutuje. Walczy 
w obronie wiary, co nie przeszkadza mu dopuszczać się 
grabieży i rozboju. Poza tym Kościół propagował waż-
ny, ale nie jedyny system wartości. Musiał się liczyć 
z konkurencją  systemu  lansowanego  przez  państwo, 
choć oba miały także cechy wspólne. Do takich z pew-
nością należała idea krucjatowa, na gruncie polskim 
często utożsamiana z rodzimą racją stanu. To ona we 
wrogich sąsiadach nakazywała upatrywać pogan i od-
wrotnie. W rezultacie, mimo niewielkiego zaintereso-
wania Polaków zdobywaniem Jerozolimy, idea walki 
z niewiernymi weszła na stałe do wzorca osobowego 
rycerza. Sukcesy orężne odniesione w wojnie religijnej 
decydowały o ciężarze gatunkowym rycerskiej sławy. 
I jeśli można mówić o jej stopniowaniu lub o rodzajach 
dróg wiodących do jej uzyskania, to największą war-
tość miała niewątpliwie ta, która rozbłysła w następ-
stwie śmierci poniesionej z rąk niewiernych na polu bi-
twy. Taka ofiara gwarantowała nie tylko wieczną pa-
mięć ziemską, ale również nagrodę w niebie. To nie 

background image

przypadek, że wzór rycerskości, Roland, ginie w czasie 
zmagań z Saracenami; że Jan Długosz wyraża się 
z najwyższym uznaniem o Spytku z Melsztyna, pole-
głym podczas walki z Tatarami, że o tragedii Włady-
sława Warneńczyka śpiewano pieśni, a Adam Świnka 
pisze epitafium dla Zawiszy Czarnego, którego „sława 
po całym rozległa się świecie”. 

Pokolenie epoki odrodzenia to bezpośredni spad-

kobierca tradycji i idei średniowiecznej. Co więcej, 
w twórczości  literackiej  często  idealizowano  prze-
szłość, stawiając przodków jako godny naśladowania 
wzór. Taka nuta dominuje w dziełach wielu autorów re-
nesansowych. Kazała im ona przypominać najbardziej 
świetlane momenty z dziejów Rzeczypospolitej, utrwa-
lać militarne dokonania szlacheckich antenatów, któ-
rzy: 

Jednak za swoim męstwem wielkie państwa brali 
I bogatym książętom prawa ustawiali. 

Obecnie zaś  ‒ ubolewał m.in. Jan Kochanowski ‒ 

szlachta, uwikłana w niekończące się animozje i spory, 
odeszła od dawnego obyczaju, porzuciła zbroje, konie 
i ćwiczenia wojskowe, poświęcając się bez reszty pom-
nażaniu bogactw. Zwłaszcza w poemacie Satyr albo 
dziki mąż
 przerosty ekonomiczne stały się przedmiotem 
szczególnej krytyki. Autor tęsknił za dawnym porząd-
kiem społecznym, kiedy to „kmieca rzecz naonczas pa-
trzać rolej była”, a specjaliści od władania mieczem 
spędzali życie na wojennych zmaganiach. Nie zapomi-
nał przy tym odwołać się do wizerunków dawnych 

background image

władców i wojowników. Będąc doskonałym znawcą 
i miłośnikiem historii przybliżał chwalebne przykłady 
dzielności rycerskiej w wykonaniu przedstawicieli dy-
nastii Piastów i Jagiellonów. Z atencją mówił o „męż-
nych Bolesławach” i Kazimierzach „dobrych tak w bo-
ju, jako i w przymierzu”. Utrwalał w świadomości spo-
łecznej wiedzę o bitewnych losach dwóch Władysła-
wów ‒ Łokietka i Jagiełły, a także opiewał zwycięstwa 
odniesione nad Krzyżakami, Wołochami i Tatarami. 
Apoteozie bohaterów czasów minionych towarzyszyła 
często apoteoza bohaterów współczesnych, którzy do 
średniowiecznego wzorca potrafili się dostroić i spro-
stać wymogom stawianym XVI-wiecznym rycerzom. 
Do takich ‒ według poety ‒ należał hetman wielki ko-
ronny Jan Tarnowski, który zdobył siewierski Staro-
dub, pokonał Wołochów pod Obertynem i odniósł pod 
Tarnopolem zwycięstwo nad Tatarami, a także Mikołaj 
Radziwiłł, zwany Czarnym, wojewoda trocki i litewski, 
przygotowujący się do wyprawy przeciw Moskwie, za-
kończonej sukcesem nad rzeką Ułą. Nie mniejsze po-
chwały budzili Wojciech Łaski, wojewoda sieradzki, 
który pokonał Tatarów pod Oczakowem, czy Mikołaj 
Firlej, poległy w bitwie pod Sokalem. Kroku w przy-
pominaniu bohaterskich sylwetek dawnych wojowni-
ków dotrzymywali Janowi z Czarnolasu także inni 
twórcy tego okresu. Klemens Janicki ‒ wprawdzie 
z urodzenia chłopski syn, ale przecież dworak w doro-
słym życiu ‒ opiewał czyny Władysława Jagiełły, bo 
„Tatarów ścinał jego miecz”. Z tych samych powodów 
nie szczędził Janicjusz słów uznania dla Jana Olbrachta 

background image

oraz Aleksandra i Zygmunta Starego. Maciej Stryjkow-
ski wracał pamięcią do wielkiego przegranego spod 
Warny, a Mikołaj Sęp Szarzyński opłakiwał Fridrusza, 
czyli Fryderyka Herburta herbu Pawęża, „który pod 
Sokalem zabit od Tatarów Roku Pańskiego 1519”, 
i Stanisława Strusa herbu Korczak, poległo w podob-
nych okolicznościach. Całą plejadę bohaterów walki 
z niewiernymi wymienia Szymon Starowolski w słyn-
nych Wojownikach sarmackich. Należą do nich m.in. 
Ścibor ze Ściborzyc, uczestnik bitwy pod Nikipolis, Ję-
drzej Tęczyński, rycerz spod Wiednia, i wojewoda po-
dolski Marcin Kamieniecki, który „wiedział, że nie ma 
nic słuszniejszego niż wojna podjęta w obronie wiary 
chrześcijańskiej i Ojczyzny”. Udział w krucjacie był 
wartością na tyle istotną, że chętnie powoływano się na 
ten fakt w legendach herbowych. Szczególnie mocno 
zaakcentowano to w przekazie o powstaniu herbów Ja-
strzębiec, Syrokomla i Dąbrowa; protoplasta tego 
ostatniego: 

Wskoczył w wojsko pogańskie, czynił chwilę 
z nimi, 
Wiele ich mężne wojsko pobił rękoma swoimi. 

Walka z niewiernymi zawsze stanowiła powód do 

dumy. Moment ten utrwalano nawet w lakonicznych 
napisach nagrobnych, jak choćby w tym, który znajduje 
się w krużgankach kościoła. Dominikanów w Krako-
wie: „Tu leży Stanisław Maleszowski, w szlachetnym 
miejscu urodzony, którego nie mógł zwyciężyć Turek, 
Tatar, Wołoch i Prusak, a zmiotła go morowa zaraza 

background image

w Krakowie r. 1555 dnia 16 października, roku życia 
46”. Rycerski charakter postaci zarówno w tym, jak 
i w wielu innych wypadkach podkreśla przedstawienie 
zmarłego w pełnym uzbrojeniu. 

Przytoczone przykłady prowadzą do oczywistego 

wniosku, że w czasach nowożytnych, podobnie jak 
w średniowieczu o wartości szlachcica w znacznej mie-
rze przesądzało uczestnictwo w walkach z nieprzyja-
ciółmi wiary, które w dalszym ciągu stanowiło istotny 
element postulowanego wzorca osobowego. Należy 
jednak zastrzec, że postrzeganie tego ostatniego wy-
łącznie przez pryzmat spuścizny wieków średnich sta-
nowiłoby zbyt duże uproszczenie. Do lansowania ta-
kich postaw zmuszała sytuacja polityczna Rzeczypo-
spolitej, w której zmagania z wyznawcami Mahometa 
stały się bardziej aktualne, niż kiedykolwiek wcześniej. 
Wprawdzie znakomita większość szlachty opowiadała 
się za utrzymaniem pokoju z Wysoką Portą, jednak po-
czucie zagrożenia z tej strony było wszechobecne. 
W wypadku konfrontacji zbrojnej ryzyko było dużo 
większe niż w analogicznej sytuacji wieków minio-
nych, bowiem niepowodzenie groziło utratą wolności 
religijnej i państwowej. Stąd idea nowożytnych krucjat 
została nierozerwalnie związana z ideą patriotyczną, 
a wartości religijne splotły się z obywatelskimi. Takie 
zadania wymagały odpowiedniego przygotowania. Jan 
z Czarnolasu ‒ wzorem tradycji średniowiecznej ‒ prio-
rytet w wychowaniu przyszłych żołnierzy oddawał 
sprawom militarnym: „Napierwsze miejsce ‒ rycerskie 
i prawne, po nich nauki wyzwolone mają”. Dlatego 

background image

każdy młody człowiek powinien zaczynać edukację od 
zdobycia sprawności fizycznej, posiąść umiejętność 
jazdy konnej i posługiwania się bronią, a następnie 
zgłębić arkana taktyki i strategii walki. W duchu rycer-
skiej surowości postulował wychowanie młodzieży 
także Andrzej Frycz Modrzewski. Nie było w tym 
wszystkim miejsca na zagraniczną edukację, bowiem 
proces wychowawczy i dydaktyczny miał inny cel ‒ 
praktyczne i teoretyczne przygotowanie synów szla-
checkich do wojennego rzemiosła, a w dalszej kolejno-
ści do służby politycznej i kariery urzędniczej. 

Dorosłym przedstawicielom swojego stanu posta-

wił Jan Kochanowski zadania znacznie wykraczające 
poza obowiązek gotowości zbrojnej. W sposób bardzo 
nowoczesny wskazywał na powiązania między jakością 
obrony a wysokością napływających do kasy państwo-
wej podatków. Odwoływał się więc do szlacheckiej 
kieszeni i hojności, przestrzegał przed tragicznymi na-
stępstwami skąpstwa i grzechu zaniechania, a także nie 
rezygnował z pełnych patosu apeli: 

Skujmy talerze na talery, skujmy, 
A żołnierzowi pieniądze gotujmy. 

Tę samą kwestię porusza ziemianin z poematu 

Wróżki, mówiąc: .jeno iż nam i podatku pilno”. Bez 
wsparcia finansowego nie będzie pewnego wojska na 
granicy, zamki nie otrzymają należytego wyposażenia, 
a ojczyzna może paść  łatwym łupem sąsiadów. A za-
tem w interesie samej szlachty leży właściwa organiza-
cja systemu obronnego. 

background image

Zagadnienie  bezpieczeństwa  Rzeczypospolitej 

i nienaruszalności  wiary  chrześcijańskiej  stanowiło 
wówczas przedmiot troski wielu szlacheckich literatów, 
która przejawiała się w krytyce teraźniejszości, prze-
strogach i osobistych deklaracjach. Była też przekła-
dana na konkretne działania. Częste hasła pobudki wo-
jennej ‒ w ramach ówczesnej koncepcji przedmurza ‒ 
wzywały do podjęcia działań zaczepnych po to, aby 
ubiec oczywiste zamiary przeciwnika oraz przenieść te-
atr wojny i związanych z nią zniszczeń na jego teryto-
rium, co stanowiło rodzaj obrony przez atak. Nie braku-
je w literaturze renesansu rozmaitych „turcyków”, które 
przybierały dowolną formę  ‒ od krótkich utworów 
wierszowanych poczynając (Jan Kochanowski) po ob-
szerne elaboraty (Stanisław Orzechowski, Piotr Gra-
bowski czy Józef Wereszczyński). Wtórowały im licz-
ne lamenty na temat doznanych z rąk niewiernych 
krzywd, grozy i upokorzenia. Wszystkie te utwory wy-
datnie przyczyniły się do wykreowania wzorca nowo-
czesnego bojownika za Rzeczpospolitą i wiarę, a tym 
samym do zachowania i wzbogacenia koncepcji miles 
Christi.
 Nie rezygnowano przy tym z, typowego dla 
średniowiecza, pojmowania wojny nie tylko jako zma-
gań z przeciwnikami w wierze, ale także walki prowa-
dzonej na płaszczyźnie moralnej ‒ z grzechem, złem 
i szatanem. Właśnie w XVI stuleciu ukazał się polski 
przekład dzieła Innocentego III O wzgardzie świata al-
bo nędzy stanu człowieczego,
 wskazujący nieustanną 
konieczność zwalczania sił nieczystych, które czyhają 
na ludzką słabość i niedoskonałość. Postawę zaanga-

background image

żowania na tym polu dobitnie wyraził Mikołaj Sęp Sza-
rzyński w sonecie O wojnie naszej, którą wiedziemy 
z szatanem, światem i ciałem.
 

Pokój szczęśliwość, ale bojowanie 
Byt nasz podniebny... 

Nawiązał tu poeta do wizji Ignacego Loyoli, po-

strzegającego rzeczywistość doczesną jako nieustanne 
zmagania między sprzecznościami, w której rycerza 
Chrystusowego zastąpił „Athleta Christi”. Na gruncie 
polskim był jej propagatorem, jednak w praktyce „ten 
model bohatera miał stosunkowo niewielkie szanse, by 
stać się wzorcem, zwłaszcza wzorcem obowiązującym 
powszechnie”. Bliższa szlacheckiemu sercu pozostawa-
ła tradycyjna pobożność  ‒ typowa cecha wszystkich 
bohaterów renesansowych ‒ i równie tradycyjna walka 
za ojczyznę i wiarę, nabierająca, wraz ze wzrostem za-
grożenia tureckiego u schyłku XVI i w początkach 
XVII stulecia, coraz większego znaczenia. Takie posta-
wy lansowali Wacław Kunicki w Obrazie szlachcica 
polskiego,
 Piotr Skarga w  Żołnierskim nabożeństwie 
i Szymon Starowolski, który w Prawym rycerzu okre-
ślił główne powinności żołnierza doskonałego. Pisał, że 
„szlachcic rodząc się otrzymywał już w spadku prudan-
tiam, temperantiam, furtitudinem et justitiem (roztrop-
ność, umiarkowanie, męstwo i sprawiedliwość). Całe 
życie gorzał chęcią służenia ojczyźnie, pragnął wiary 
swej bronić i nabywać dobrej sławy na wojnie”. 

Zadania stawiane nowożytnym szlachcicom były 

zasadniczo tożsame z powinnościami średniowiecznych 

background image

rycerzy. Od modelowych wojowników oczekiwano 
przywiązania do religii chrześcijańskiej, władzy i pań-
stwa, a w razie potrzeby złożenia za te wartości ofiary 
życia, wypełniania praktyk religijnych, realizowania 
wymogów związanych z przykazaniami i Ewangelią. 
Nie oznacza to jednak, że wzorzec ten przez cały czas 
zachowywał charakter statyczny. Ewolucyjne zmiany 
dyktowała ekonomia i polityka. W pierwszym okresie 
walka z niewiernymi nosiła znamiona walki zaczepnej 
i była prowadzona w imię aneksji terytorialnej i religij-
nej. W drugim ograniczała się przede wszystkim do 
obrony stanu posiadania, do zachowania wiary i nie-
podległego bytu państwowego. Ukształtowany na tej 
podstawie wzorzec osobowy rycerza i szlachcica 
w pierwszym okresie funkcjonował na zasadzie mono-
polu. Z biegiem czasu wyrosły obok niego wzorce kon-
kurencyjne, odnoszące się do doskonałego dyplomaty, 
senatora, dworzanina i ziemianina. Żaden z nich jednak 
nie wykluczał służby militarnej i gotowości do poświę-
cenia, jeśli taka potrzeba stałaby się aktualna. 

background image

Mikołaj Gładysz 
(Gdańsk) 

WYPRAWA JAĆWIŃSKA KAZIMIERZA 

SPRAWIEDLIWEGO W RELACJI MISTRZA 

WINCENTEGO. PRZYCZYNEK DO RECEP-

CJI HASEŁ KRUCJATOWYCH W XII-

WIECZNEJ POLSCE 

W rozdziale 19. księgi IV Kroniki polskiej Mistrza 

Wincentego zwanego Kadłubkiem znajdujemy opis 
wyprawy księcia Kazimierza Sprawiedliwego przeciw-
ko Jaćwingom. Przekaz ten, wobec milczenia polskich 
roczników oraz ruskich latopisów, pozostaje dziś jedy-
ną zachowaną relacją o wspomnianej kampanii. Na je-
go podstawie przyjmuje się, iż do wyprawy doszło zi-
mą 1192 lub 1193 roku, nosiła ona charakter ekspedycji 
karnej, która miała na celu pacyfikację plemion jaćwiń-
skich nękających łupieżczymi najazdami północno-
wschodnie tereny Polski, i zakończyła się sukcesem 
polskiego rycerstwa. Jak relacjonuje Mistrz Wincenty, 
w drodze ku Jaćwieży Kazimierz Sprawiedliwy zmusił 
do złożenia hołdu nieznanego z imienia księcia ruskie-
go, rezydującego w Drohiczynie. Następnie, po trzy-
dniowym marszu przez puszczę, wojska polskie wkro-
czyły na terytorium jaćwińskie, gdzie nie mogąc spro-
wokować obrońców do otwartej bitwy, zastosowały 
taktykę spalonej ziemi. W odpowiedzi Jaćwingowie, 
pozorując kapitulację, podjęli próbę wciągnięcia rycer-
stwa polskiego w zasadzkę, jednak ‒ w odróżnieniu od 
niesławnej wyprawy pruskiej z 1166 roku ‒ tym razem 

background image

Polacy odparli atak i odnieśli zwycięstwo. Kampanię 
zakończył układ, w którym Kazimierz podyktował po-
konanym swoje warunki odbierając od władcy jaćwiń-
skiego hołd i obietnicę płacenia trybutu. 

Przebieg  wyprawy  jaćwinskiej  przedstawiony 

przez Mistrza Wincentego stał się przedmiotem zainte-
resowania przede wszystkim badaczy polityki wschod-
niej Kazimierza Sprawiedliwego oraz historyków woj-
skowości. Warto zauważyć, iż relacja krakowskiego 
kronikarza zawiera również elementy, które muszą za-
interesować badacza ruchu krucjatowego. Znajdujemy 
je w dwóch zdaniach, zamieszczonych przez Mistrza 
Wincentego po wzmiance o udanym oblężeniu Drohi-
czyna. Fragment ten, w przekładzie B. Kürbis, brzmi 
następująco: „Potem ledwo przemierzywszy ową nie-
przebytą puszczę w ciągu trzech naturalnych dni 
w szybkim pochodzie, czwartego dnia przed świtem 
każe katolicki książę, aby całe wojsko przede wszyst-
kim posiliło się zbawienną Hostią, a świętą ofiarę od-
prawił przewielebny biskup płocki. Godziło się bo-
wiem, aby ci, co mieli walczyć przeciw Saladynistom, 
przeciw wrogom wiary świętej, przeciw najhaniebniej-
szym bałwochwalcom, raczej mieli ufność w tarczy 
wiary niż zadufanie w uzbrojeniu materialnym”. 

Powyższy ustęp jednoznacznie charakteryzuje wy-

prawę jaćwińską Kazimierza  Sprawiedliwego  jako 
świętą wojnę z pogaństwem. Religijny kontekst przed-
sięwzięcia podkreśla już ‒ bezprecedensowe na kartach 
kroniki ‒ określenie władcy polskiego mianem „księcia 
katolickiego”. Użycie przez kronikarza tej niecodzien-

background image

nej tytulatury sprawia wrażenie, jakby Mistrz Wincenty 
uznał za konieczne zaakcentowanie religijnej tożsamo-
ści Kazimierza Sprawiedliwego nie tylko wobec pogań-
skich Jaćwingów, ale także w stosunku do zhołdowa-
nego w Drohiczynie prawosławnego księcia ruskiego. 

W dalszej części cytowanego fragmentu autor kro-

niki poświadcza fakt połączenia przez Polaków działań 
zbrojnych z obrzędami religijnymi. Komentarz, jakim 
opatruje informację o mszy odprawionej na polecenie 
księcia przez biskupa płockiego Wita dla wojska pol-
skiego nie pozostawia jednak wątpliwości, iż chodziło 
w tym wypadku o coś więcej niż tylko zwyczajowy ry-
tuał chrześcijańskiego rycerstwa gotującego się do bi-
twy. Według słów kronikarza, uczestnictwo w liturgii 
i przyjęcie Eucharystii wiązało się  ściśle ze specyfiką 
toczonej wojny ‒ wzmacniało bowiem zdolność bojową 
Polaków w konfrontacji z wrogiem, przeciw któremu 
„tarcza wiary” broniła skuteczniej niż „uzbrojenie ma-
terialne”. 

Wroga nazywa Mistrz Wincenty trzema określe-

niami, które budzą jednoznacznie krucjatowe konota-
cje: „Saladyniści, wrogowie wiary świętej, najhanieb-
niejsi bałwochwalcy”. Na szczególną uwagę zasługuje 
pierwszy z wymienionych epitetów, znów nie mający 
precedensu na kartach całej kroniki. Jak wiadomo, 
Mistrz Wincenty stosował najchętniej nazewnictwo 
geograficzne i etniczne, swobodnie nawiązujące do 
terminów antycznych. Przykładowo Prusom (obok raz 
użytej właściwej nazwy) przydał miano „Getów”, Po-
łowców zaś konsekwentnie nazywał „Partami”. Z kolei 

background image

w odniesieniu do Jaćwingów Mistrz Wincenty zasto-
sował  trzykrotnie  termin  „Pollexiani”,  rozumiany 
w dawniejszej literaturze jako „Podlasianie”, w now-
szej zaś poprawiony na „Połekszanie” ‒ oryginalną na-
zwę plemienia jaćwińskiego zamieszkującego w dorze-
czu Ełku oraz na północ od Biebrzy. Określenie prze-
ciwników rycerstwa polskiego mianem „Saladynistów” 
nosi zatem niewątpliwie charakter szczególny, związa-
ny z okolicznościami opisywanych przez Mistrza Win-
centego wydarzeń. Ponieważ zaledwie kilka stron 
wcześniej Saladyn pojawił się na kartach kroniki jako 
„najzaciętszy wróg Grobu Pańskiego”, epitet „Salady-
niści” mógłby być rozumiany po prostu jako figura lite-
racka, która służyła zobrazowaniu czytelnikowi stopnia 
pogańskiego zacietrzewienia Jaćwingów. Możliwa jest 
jednak także szersza interpretacja tego terminu. Narzu-
ca się bowiem analogia z określeniem „Saraceni”, które 
w odniesieniu do pogan północnych pojawiło się na fali 
ekspansji ruchu krucjatowego w okresie drugiej wy-
prawy krzyżowej. W tym wypadku przeniesienie ter-
minologii lewantyńskiej na europejskie fronty ruchu 
krucjatowego stanowiło wyraz faktycznej uniwersaliza-
cji haseł krzyżowych. Niewykluczone zatem, iż we 
wzmiance Mistrza Wincentego o jaćwińskich „Salady-
nistach” powinniśmy widzieć znamię tych samych pro-
cesów 

Aby jednak uprawdopodobnić tę hipotezę wypada 

najpierw poświęcić kilka słów generalnemu stosunkowi 
Mistrza Wincentego do programu ruchu krucjatowego. 
Podejmujący to zagadnienie R. Gródecki, doszedł do 

background image

wniosku, iż „mistrz Wincenty jest zwolennikiem meto-
dy przymusu celem zyskania Prusów dla chrześcijań-
stwa”. Podobny pogląd wyraziła B. Kürbis, pisząc, że 
„wobec pogan mistrz Wincenty przybrał pozę krzy-
żowca”. Bliższe prawdy jest chyba jednak inne spo-
strzeżenie tej badaczki, która we wcześniejszej pracy 
uznała, że „Wincenty miał humanitarny stosunek do 
pogan, ale nie był konsekwentny”. Niejednoznaczne 
stanowisko kronikarza wobec założeń ideologii krzy-
żowej ujawnia się w jednym z monologów arcybiskupa 
Jana, w którym odwołując się do dekretu Gracjana, ko-
dyfikacji justyniańskiej oraz pism Seneki, Wincenty 
snuje następujące rozważania o zasadności nawracania 
pod przymusem: Jest też taki wypadek, w którym na-
wet pod pozorem słusznej obawy nie można uwolnić 
się od zobowiązania, mianowicie: gdyby ktoś wiarę 
chrześcijańską nawet i pod przymusem przyjął, powi-
nien ją zachować, chociaż nikogo nie należy zmuszać 
do tego, do czego zmusza się go bezowocnie, chociaż 
Bóg gardzi służbą z musu, chociaż nie jest dobrodziej-
stwem to, co się komuś narzuca wbrew jego woli, i nie 
jest ofiarą to, co się na kimś wymusza. Często jednak 
wyświadcza się dobrodziejstwa nawet tym, którzy ich 
nie chcą”. O ile jednak te intelektualne dywagacje nie 
dają rozstrzygającej odpowiedzi na pytanie o poglądy 
samego kronikarza, o tyle lektura Kroniki polskiej 
przynosi znacznie więcej argumentów przeciwko tezie 
o krucjatowym zaangażowaniu jej autora. W odróżnie-
niu od Galla Anonima, u którego walka chrześcijaństwa 
z pogaństwem stanowi jeden z głównych rysów histo-

background image

riozoficznych, Mistrz Wincenty widzi w poganach 
przede wszystkim godnych pogardy „barbarzyńców” ‒ 
przedstawicieli niższej cywilizacji. Znaczące jest też, że 
wśród zalet wzorowego władcy, przypisanych przez 
kronikarza kolejnym piastowskim bohaterom kroniki, 
nie znajdujemy ani troski o szerzenie chrześcijaństwa, 
ani walki z pogaństwem. Nawet opisując za Gallem 
Anonimem  podboje  Bolesława Chrobrego,  Mistrz 
Wincenty pomija milczeniem ich misyjny charakter, 
wyraźnie przecież podkreślony przez poprzednika. Za-
interesowania w oczach autora Kroniki polskiej nie zna-
lazła również krucjatowa działalność księcia Henryka 
Sandomierskiego oraz Jaksy z Miechowa, o której z in-
nych źródeł wiemy, że odbiła się szerokim echem 
wśród współczesnych. Wszystko to pozwala zatem wy-
ciągnąć wniosek, iż w poglądach Mistrza Wincentego 
nie odnajdujemy wpływów ideologii krucjatowej, nie 
ma też podstaw, aby się domyślać, że kronikarz był 
osobiście zaangażowany w propagowanie haseł krzy-
żowych. 

Tym bardziej musi zastanawiać wspomniana nie-

konsekwencja autora Kroniki polskiej, który trzykrotnie 
na kartach dzieła, jak to określiła B. Kürbis, „przybiera 
pozę krzyżowca”. Oprócz omówionego ustępu, po-
święconego wyprawie jaćwińskiej, po raz pierwszy 
czyni to przy opisie jednego z epizodów wojen pomor-
skich Bolesława Krzywoustego, przedstawiając, dato-
wany na rok 1109, wymarsz rycerstwa polskiego pod 
Nakło w konwencji niemalże krucjatowej. Celem tej 
wyprawy była bowiem, według kronikarza, „zemsta na 

background image

świętokradczych bałwochwalcach, bezwstydnych od-
stępcach, którzy nie bali się unikać zbawienia i jak 
obrzydłe psy nie wzdragali się wracać do tego co wy-
rzygali”, stosownie więc do religijnego charakteru 
przedsięwzięcia na czele wojsk polskich kroczył bi-
skup, głoszący, iż „dzieje się sprawa Boża a nie ludz-
ka”, całemu zaś wydarzeniu towarzyszyły cudowne 
znaki. Po raz drugi w podobne tony wpada Mistrz Win-
centy, wzmiankując wojny pruskie Bolesława Kędzie-
rzawego. Z relacji kronikarza można wnosić, że podbój 
Prus przez tego księcia rozpoczął się pod krucjatowym 
hasłem: „chrzest lub śmierć”, jednak po początkowych 
sukcesach chrześcijan Prusowie Jak śliskie żaby wsko-
czyli w odmęt odszczepieństwa i jeszcze wstrętniej za-
nurzyli się w błocie głęboko zakorzenionego bałwo-
chwalstwa”. Z dalszego opowiadania Mistrza Wincen-
tego wynika, że Bolesław Kędzierzawy przez dłuższy 
czas nie dość energicznie reagował na „zbrodnię od-
stępstwa”, co rozzuchwaliło Prusów i sprowokowało 
ich do najazdów na ziemie polskie. Dopiero wówczas 
książę podjął wyprawę odwetową, ta jednak zakończyła 
się klęską Polaków, w czym autor Kroniki polskiej wy-
raźnie dopatrywał się kary za wcześniejszą „ospałą 
gnuśność” władcy w zabiegach o „sprawę Bożą”. 

Jak widać, we wskazanych wyżej trzech momen-

tach autor Kroniki polskiej przechodzi zaskakującą me-
tamorfozę, zmieniając się z intelektualisty‒moralisty w 
żarliwego kaznodzieję-krzyżowca. Powstające wraże-
nie niekonsekwencji okazuje się jednak pozorne, jeśli 
zauważymy, że cytowane fragmenty kroniki odnoszą 

background image

się do wydarzeń, których quasi-krucjatowy charakter 
sugerują także inne źródła. Religijny aspekt wojen po-
morskich Bolesława Krzywoustego poświadcza kronika 
Galla Anonima oraz żywoty św. Ottona. Wydaje się 
też, że właśnie do świadectwa Galla nawiązuje Mistrz 
Wincenty opisując wyprawę pod Nakło jako świętą 
wojnę ze „świętokradczymi bałwochwalcami”, być 
może uzupełniając ten epizod o szczegóły zaczerpnięte 
z funkcjonującej wciąż na dworze krakowskim tradycji. 
Jeśli chodzi o podboje pruskie Bolesława Kędzierza-
wego, to wzmianka kronikarza o postawionym począt-
kowo Prusom przez księcia ultimatum: „chrzest lub 
śmierć” budzi skojarzenia z wezwaniami św. Bernarda 
z Clairvaux z 1147 roku, na który datuje się także 
pierwszą odnotowaną  źródłowo wyprawę Bolesława 
Kędzierzawego na Prusy. Relacja Mistrza Wincentego 
uprawdopodobnia zatem domysł, iż polityka pruska te-
go władcy mogła być w początkowej fazie inspirowana 
w jakimś stopniu ideologią krzyżową. Tak więc w obu 
omawianych przypadkach quasi-krucjatowa konwencja 
relacji może być interpretowana nie tyle jako przejaw 
osobistych poglądów autora Kroniki polskiej, co  ślad 
rzeczywistego charakteru opisywanych wydarzeń, do 
których Mistrz Wincenty dobrał jedynie odpowiednią 
retoryczną ornamentykę. 

Spostrzeżenia te możemy również odnieść do opisu 

wyprawy jaćwińskiej, z zastrzeżeniem, że wchodziły 
tutaj w grę wypadki, które kronikarz sam znakomicie 
pamiętał. Nieprzypadkowo zatem w tym fragmencie 
kroniki, wyraźniej nawet, niż w dwóch omówionych 

background image

wcześniej  momentach,  elementy  quasi-krucjatowe 
przynależą bardziej do faktografii, a nie do komentarza. 
Od samego Mistrza Wincentego pochodzą niewątpliwie 
pochwały rycerskiej ambicji i zdolności Kazimierza 
Sprawiedliwego, a także pogardliwie uwagi o barba-
rzyństwie Jaćwingów, wpisujące się w ogólny stosunek 
kronikarza do pogan. Nie mieści się w nim natomiast 
wzmianka o „katolickim księciu”, nakazującym od-
prawić mszę przed konfrontacją z „Saladynistami”, co 
wskazuje, że faktycznie mamy tu do czynienia z nawią-
zaniem do zapamiętanych przez Wincentego Kadłubka 
wydarzeń. 

Tym samym na podstawie przekazu Kroniki pol-

skiej możemy przyjąć, iż podczas wyprawy jaćwińskiej 
Kazimierza Sprawiedliwego znalazły zastosowanie ha-
sła krucjatowe, rozprzestrzeniające się w Europie 
szczególnie silnie po upadku Jerozolimy w 1187 roku. 
Jak wiadomo, fala ruchu krzyżowego objęła wówczas 
także środkową część kontynentu: Niemcy, Skandyna-
wię, Czechy i Węgry. W Polsce jedynym śladem rze-
komej kampanii krucjatowej są znacznie późniejsze 
i niepewne wzmianki o działalności legata papieskiego 
kardynała Jana Malabranka, który miał rzekomo zbie-
rać nad Wisłą środki na pomoc Ziemi Świętej. Nie ule-
ga natomiast wątpliwości, iż wiadomość o utracie Jero-
zolimy dotarła stosunkowo szybko także do Polski, po-
dobnie jak krucjatowa encyklika papieża Grzegorza 
NIW Audita tremendi
. Możemy się również domyślać, 
że na wypadki w Lewancie zareagowały wzmożoną ak-
tywnością zakony krzyżowe, szczególnie bożogrobcy. 

background image

Istnieją także pewne przesłanki, aby podejrzewać, iż 
wezwania do nowej krucjaty nie pozostały wśród rycer-
stwa polskiego całkowicie bez odzewu. Faktem zaś po-
zostaje, że datowana na lata 90. XII wieku ekspansja 
ruchu krucjatowego zainspirowała również, podobnie 
jak 50 lat wcześniej, inicjatywy krzyżowe skierowane 
przeciw poganom europejskim, m.in. w Finlandii i Li-
wonii. Niewykluczone, iż do tej listy powinniśmy dopi-
sać także wyprawę jaćwińską Kazimierza Sprawiedli-
wego. Książę ten, podobnie jak wielu innych europej-
skich władców, mógł się znaleźć pod presją papieskich 
wezwań i krucjatowej propagandy, uwikłany jednak 
w kwestie polityki wschodniej oraz stale zagrożony 
pretensjami Mieszka Starego zdecydował się wypełnić 
obowiązek chrześcijańskiego rycerza w wygodniejszy, 
sprawdzony już sposób ‒ urządzić wyprawę na jedno 
z sąsiednich plemion pogańskich. Na wzór krzyżow-
ców z 1147 roku szukających „Saracenów” za pobliską 
Łabą, rycerstwo Kazimierza Sprawiedliwego mogło 
w roku 1192 poszukać „Saladynistów” za pograniczną 
Narwią. Fakt, że Mistrz Wincenty nie wspomina w re-
lacji nic o atrybutach krucjatowych, nie przypisuje też 
ekspedycji przeciwko Jaćwingom żadnych ambicji mi-
syjnych, nie ma w tym wypadku kluczowego znacze-
nia. Liczył się sam moment podjęcia walki z „wrogami 
wiary świętej”, równoznaczny z wystąpieniem we 
wspólnym froncie z krzyżowcami lewantyńskimi. Sło-
wa kronikarza nie pozostawiają zaś wątpliwości, iż 
w jego opinii rycerze Kazimierza Sprawiedliwego to-

background image

czyli na północy tę samą wojnę, którą równolegle pro-
wadzili w Palestynie krzyżowcy Ryszarda Lwie Serce. 

Tak odczytany przekaz Kroniki polskiej stanowiłby 

zatem jeszcze jeden ciekawy przyczynek do badań nad 
recepcją programu ruchu krucjatowego wśród rycer-
stwa środkowoeuropejskiego. Program ten, skoncen-
trowany od początku przede wszystkim na walce 
o utrzymanie Ziemi Świętej w rękach chrześcijan, zo-
stał stosunkowo szybko zaadoptowany na potrzeby 
walki ze wszystkimi poganami, a kolejne kampanie le-
wantyńskie niejako rykoszetem kierowały wyprawy 
krzyżowe na Półwysep Iberyjski, za Łabę, do Prus oraz 
na północno-wschodnie wybrzeża Bałtyku. Dla pol-
skiego rycerstwa naturalne pole do praktycznej realiza-
cji haseł krucjatowych stwarzały wojny z pogańskimi 
sąsiadami: Pomorzanami, Prusami czy Jaćwingami. 
Ćwierć wieku po opisanej przez Mistrza Wincentego 
wyprawie przeciwko „Saladynistom” wojny te zyskały 
oficjalną papieską sankcję wypraw krzyżowych.  
 

 

background image

Krystyna Zielińska-Melkowska  
 (Toruń) 

POLSKIE  WYPRAWY  KRZYŻOWE  DO 

PRUS W DRUGIEJ POŁOWIE XII I W PIERW-
SZEJ POŁOWIE XIII WIEKU NA TLE IDEI 
KRUCJATOWEJ 

Przedmiotem niniejszego artykułu są polskie wy-

prawy krzyżowe do Prus, a więc tylko te spośród akcji 
zbrojnych przeciwko  Prusom,  które organizowano 
w epoce panowania idei krucjatowych ‒ w drugiej po-
łowie XII i w pierwszej połowie XIII wieku. Wcze-
śniejsze walki polsko-pruskie nie miały charakteru kru-
cjat, dlatego jedynie o nich wspomnę. Według Galla 
Anonima, cesarz Otton III podczas zjazdu gnieźnień-
skiego w 1000 roku przekazał Bolesławowi Chrobremu 
tzw. prawa cesarskie do ziem pogańskich; chodziło za-
pewne o Prusy. Można przyjąć, że popierana tak usilnie 
przez Bolesława Chrobrego misja Wojciecha Adalberta 
Słownikowica była swego rodzaju rekonesansem poli-
tyczno-religijnym, poprzedzającym plany podboju czy 
też uzależnienia Prus od Polski. Podobny cel miała za-
pewne, o dziesięć lat późniejsza, misja Brunona‒
Bonifacego z Kwerfurtu. Obie zakończyły się jednak 
niepowodzeniem. Wiemy na pewno o wyprawie Bole-
sława Chrobrego do Prus w roku 1015, która ‒ mimo 
odniesionego zwycięstwa ‒ nie zakończyła się ani 
chrystianizacją, ani włączeniem tych ziem do państwa 
polskiego, lecz tylko ostatecznym ustaleniem granicy 
z Prusami na rzece Osie. 

background image

Prusowie byli też najprawdopodobniej sojusznika-

mi komesa Miecława w jego buncie przeciw dynastii 
piastowskiej. Kazimierz Odnowiciel, tłumiąc powstanie 
Miecława, rozgromił także jego pruskich sprzymie-
rzeńców. Prusowie wmieszali się również w polski kry-
zys dynastyczny, popierając Zbigniewa w jego walce 
z Bolesławem Krzywoustym. Spowodowało to zapew-
ne  wyprawę  Bolesława  Krzywoustego  do  Prus 
w 1107/1108 roku, a także późniejsze, z lat 1111 
i 1112, wszystkie zwycięskie, ale bez osiągnięcia pożą-
danych rezultatów ‒ chrystianizacji i podporządkowa-
nia Prus zwierzchnictwu Polski. 

Władysław II, podejmując misję pruską, nie zna-

lazł chętnych w gronie polskiego episkopatu i powie-
rzył ją Henrykowi Zdikowi, biskupowi z Ołomuńca, 
który w 1141 roku przybył do Polski, ale, jak pisze ka-
nonik wyszechradzki: „Lepiej jednak jest milczeć o je-
go podróży, ponieważ na próżno się trudził, i cieszyć 
się z jego powrotu”. Mnich sazawski odnotował zaś: 
„W tym czasie złotousty Zdzik, biskup morawski, 
z Henrykiem dziekanem kościoła praskiego wyruszył 
do Prusów, aby im głosić Słowo Boże i w tym samym 
roku powrócił”. Prusowie nie tylko nie ulegli polskiej 
dominacji, ale nadal bywali sojusznikami polskich 
książąt w ich wewnętrznych rozgrywkach, np. wspo-
mniany Władysław II posłużył się w walce z juniorami 
posiłkami pruskimi, lecz za ten kontakt z poganami zo-
stał obłożony klątwą przez arcybiskupa gnieźnieńskie-
go Jakuba ze Żnina. Po wygnaniu Władysława II senio-

background image

rat objął władca graniczącej z Prusami dzielnicy mazo-
wieckiej ‒ Bolesław Kędzierzawy. 

Tak dostaliśmy do połowy XII wieku, czyli do 

granicy czasowej, która ma stanowić początek moich 
właściwych rozważań. Podsumujmy jednak okres od 
połowy X do połowy XII wieku w kontaktach polsko-
pruskich. Na pewno bilans polskich prób chrystiani-
zacji Prus i włączenia miejscowych plemion w obręb 
oddziaływania państwa polskiego jest ujemny, gdyż sy-
tuacja w 1150 roku właściwie nie różniła się od tej 
z roku 966. Nadal trwały najazdy Prusów na Polskę, 
a Polaków na ziemie pruskie, natomiast Prusowie po-
zostawali jedną z ostatnich enklaw pogaństwa w Euro-
pie. Jednak cały czas był to wyłącznie polski (czy ra-
czej polsko-pruski) problem, gdyż nie wzbudzał więk-
szego zainteresowania innych krajów europejskich. 

Zmiana nastąpiła około połowy XII wieku, kiedy 

do Polski dotarła idea krucjat. Pierwszym polskim ryce-
rzem krzyżowcem był właśnie książę Władysław Wy-
gnaniec, który brał udział w II krucjacie (1147-1149) 
proklamowanej przez Bernarda z Clairvaux, a dowo-
dzonej przez króla niemieckiego i rzymskiego Konrada 
III oraz króla francuskiego Ludwika VII. W wyprawie 
tej wzięli udział Niemcy, Francuzi, Lotaryńczycy na 
czele z biskupem Metzu Stefanem, Czesi pod dowódz-
twem księcia Władysława II Władysławowica oraz 
grupa Polaków, którym przewodził książę-emigrant 
Władysław II. Była to wyprawa nieudana ‒ podobnie 
jak i wszystkie krucjaty, z wyjątkiem I, która doprowa-
dziła do zdobycia 15 sierpnia 1099 roku Jerozolimy 

background image

i utworzenia Królestwa Jerozolimskiego z Gotfrydem 
de Bouillon jako advocatus Sancti Sepulchri (obrońcą 
Grobu Świętego). 

Ponieważ wyprawy polskie do Prus miały od po-

łowy XII wieku wyraźnie krucjatowy charakter, za-
trzymajmy się na chwilę przy szczególnym zjawisku 
kultury średniowiecznej, jakim była idea krucjat i same 
krucjaty. 

Wyprawy krzyżowe stanowiły połączenie dwóch, 

już wcześniej znanych w chrześcijaństwie zjawisk ‒ 
pielgrzymki i świętej wojny. Pomysł krucjat zrodził się 
zarówno w Rzymie, głównym ośrodku zachodniego 
chrześcijaństwa (papież Urban II

21

), jak i wśród panów 

feudalnych północno-zachodniej Francji, skąd pocho-
dzili m.in. dowódcy I krucjaty i założyciele łacińskiego 
królestwa w Palestynie ‒ Godfryd i Baldwin de Bouil-
lon. 

Wyprawy krzyżowe poprzedzała, sięgająca lat 

pięćdziesiątych X wieku, intensyfikacja ruchu piel-
grzymkowego do Ziemi Świętej, którego zahamowanie 
przez muzułmańskich władców Palestyny w drugiej po-
łowie XI wieku było jedną z przyczyn powstania idei 
krucjat oraz zorganizowania wypraw krzyżowych. Mia-
ły one również przyczyny społeczno-ekonomiczne, 
bowiem rosnąca liczba rycerstwa zachodnioeuropej-
skiego szukała nowych miejsc osiedlania, a europejscy 
kupcy ‒ nowych kontaktów handlowych ze Wschodem. 
Nie możemy jednak zlekceważyć głównego dla chrze-
ścijanina, ideowego motywu krucjat ‒ wewnętrznego 
nakazu moralnego, aby uwolnić grób Chrystusa i inne 

background image

miejsca święte z rąk niewiernych. Krucjaty były ogła-
szane przez papieży w imieniu Chrystusa i prowadzone 
pod Jego wezwaniem po to, aby odzyskać chrześcijań-
skie dziedzictwo. Ruch krzyżowy był kontynuacją wo-
jen prowadzonych wcześniej przez chrześcijan z mu-
zułmanami w Hiszpanii i na Sycylii, nie mówiąc już 
o zmaganiach  cesarstwa  bizantyjskiego  z  najazdami 
Arabów, a później Turków Seldżuków, które trwały od 
VII wieku. Zresztą papież Urban II, który ogłosił I kru-
cjatę na synodzie w Clermont (Owernia, środkowa 
Francja) 27 listopada w 1095 roku, uczynił to na prośbę 
cesarza bizantyjskiego Aleksego I Komnenosa. 

Teologicznym i filozoficznym patronem krucjat 

byl św. Augustyn z Hippony (354-430) jeden z głów-
nych Ojców Kościoła. W dziele O Państwie Bożym (De 
Civitatae Dei
) uznał, że ludzkość dzieli się na dwie ka-
tegorie ‒ jedna część stworzeń działa w imię Boga, 
druga mu się przeciwstawia (oczywiście chodzi tu 
o Boga  chrześcijańskiego  i  zasady wiary  głoszone 
przez łaciński Kościół). Pierwsza tworzy państwo Boże 
 civitas Dei, druga, a więc także niewierni muzułma-
nie, buduje państwo ziemskie ‒ civitas terrena. Dzieje 
ludzkości, według św. Augustyna, skończą się wraz z 
drugim przyjściem Chrystusa, a dla ludzkości pozosta-
nie już tylko alternatywa: należący do państwa Bożego 
wejdą w wieczną szczęśliwość, natomiast obywatele 
civitas terrena
 zostaną skazani na wieczne zatracenie. 
Walka chrześcijan z innowiercami ‒ służąca ich nawra-
caniu ‒ jest, według św. Augustyna, w pełni usprawie-
dliwiona. Wojny krzyżowe znalazły więc uzasadnienie 

background image

w przesłaniu wywodzącym się z myśli augustiańskiej, 
czyli z krańcowego przeciwstawienia chrześcijańskiego 
świata Bożego i ziemskiego świata pogańskiego (mu-
zułmańskiego), który ‒ jeśli się nie schrystianizuje ‒ 
będzie skazany na wieczne potępienie. Wszelkie środki 
służące chrystianizacji niewiernych są więc uprawnio-
ne, gdyż niewierni stanowią obrazę Pana Boga. Warto 
przypomnieć, że właśnie św. Bernard z Clairvaux był 
propagatorem doktryny augustiańskiej, którą zmodyfi-
kował na użytek wypraw krzyżowych. Nakreślił także 
idealny portret nowego rycerza Chrystusowego ‒ krzy-
żowca, który prowadzi podwójną walkę: „Z własnym 
ciałem i krwią oraz z mocami piekielnymi [reprezento-
wanymi przez niewiernych]. Idźcie śmiało naprzód, 
czujnie spoglądając na prawo i na lewo. Swoją pierś 
przyoblekł w kolczugę, a duszę okrył pancerzem wiary. 
Z tą podwójną zbroją nie obawia się już ani człowieka, 
ani szatana. Idźcie zatem, rycerze, śmiało naprzód, idź-
cie z sercem nieustraszonym przepędzić wszystkich 
wrogów Krzyża Chrystusowego! A tę pewność miejcie, 
że ani śmierć, ani życie nie odłączą was od Chrystuso-
wej miłości [...]. Jakże chwalebny jest powrót rycerza 
po zwycięskim boju! A jak błogosławiona jego mę-
czeńska śmierć w walce”. Na skutek wojen krzyżowych 
znacznie wzrósł zatem autorytet moralny i kulturowy 
rycerza i rycerstwa, natomiast Kościół zajął się etyką 
rycerstwa, które stawało się jego zbrojnym ramieniem, 
odpowiadając za obronę słabych i samej wspólnoty 
wierzących. Tendencje te spotęgowały się jeszcze po 
powstaniu zakonów rycerskich, co było zresztą wyni-

background image

kiem prowadzonych krucjat. Motywy prowadzenia od 
połowy XII wieku przez polskich władców krucjat do 
Prus także były złożone, podobnie do tych, które spo-
wodowały wielkie wyprawy do Ziemi Świętej, lecz 
specyficzne, właściwe dla lokalnej sytuacji. Na pierw-
szy plan wysuwa się również motyw religijny (którego 
nie wolno lekceważyć) ‒ dążność do likwidacji enkla-
wy pogaństwa w Europie, oczywiste są jednak i inne 
pobudki, przede wszystkim rozszerzenie wpływów po-
litycznych i kulturowych państwa polskiego, zhołdo-
wanie plemion pruskich, włączenie ich w obręb poli-
tycznego oddziaływania Polski, a także ‒ co było bar-
dzo ważne ‒ likwidację niszczących wypraw Prusów na 
ziemie polskie. Odmienne były motywy wypraw po-
dejmowanych przez Krzyżaków, którzy na początku 
XIII wieku zostali włączeni do sprawy, chodziło im 
bowiem o stworzenie na podbitym terenie własnego 
zakonnego władztwa, co się zresztą udało. Motywy 
polskich krucjat do momentu przybycia niemieckich 
szpitalników były więc zarówno religijno-misyjnej, jak 
i politycznej natury. 

Nie bez znaczenia dla sprawy wypraw krzyżowych 

była także ówczesna sytuacja polskiego Kościoła, który 
potrzebował potwierdzenia swojej roli. Był w prawdzie 
jedyną siłą jednoczącą rozbite na księstwa państwo, ale 
nie brakowało mu także kłopotów wewnętrznych, 
choćby z wprowadzeniem celibatu duchownych, oraz 
konfliktów z niektórymi książętami. Organizowanie 
wypraw krzyżowych do Prus podnosiło autorytet Ko-
ścioła, zresztą i tak już dość wysoki. 

background image

Postacią, która niejako łączy ideę i realizację ogól-

noeuropejskich wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej 
z polskimi krucjatami pruskimi, był kolejny krzyżowiec 
z dynastii Piastów, syn Bolesława Krzywoustego i Sa-
lomei ‒ książę Henryk Sandomierski. Trwają spory, 
czy dzielnicę sandomierską objął w zgodzie z zapisami 
testamentu, czy też wydzielono mu ją później, ponie-
waż w chwili śmierci ojca nie był w wieku pozwalają-
cym sprawować rządy; władzę w swojej dzielnicy objął 
po roku 1146. Nas interesuje, że w roku 1154 wyruszył 
jako pielgrzym-krzyżowiec z pocztem rycerzy do Jero-
zolimy. Przebywał na dworze króla jerozolimskiego 
Baldwina III, walcząc z niewiernymi, o czym pisał Jan 
Długosz: „Spędziwszy tam [w Ziemi Świętej] cały rok, 
kiedy padła część jego żołnierzy, częściowo w tych 
walkach, częściowo wskutek niedogodnego klimatu, 
wrócił zdrowy do kraju. Zarówno jego bracia Bolesław 
[Kędzierzawy] i Mieczysław [Mieszko III Stary], jak 
i wszyscy panowie polscy przyjęli go z ogromną czcią 
i szczególną radością”. Była to w pewnym sensie pry-
watna krucjata księcia Henryka, bowiem odbyła się 
między II wielką krucjatą pod wodzą króla rzymskiego 
Konrada III oraz króla Francji Ludwika VII (1147-
1149) i zakończoną klęską pod Damaszkiem a trzecią 
(1189-1192), dowodzoną przez króla angielskiego Ry-
szarda Lwie Serce, króla Francji Filipa II Augusta i ce-
sarza Fryderyka I Barbarossę, który w czasie jej trwa-
nia utonął w 1190 roku w trakcie przeprawy przez rze-
kę Salef w Cylicji. 

background image

Informacja Jana Długosza o wielkiej estymie, którą 

cieszył się książę-krzyżowiec po powrocie do kraju, 
jest na pewno prawdziwa, zważywszy, że wyprawa 
Henryka Sandomierskiego była wyjątkiem w kontak-
tach Polaków z wielkimi krucjatami do Ziemi Świętej. 
Oprócz wspomnianego wcześniej Władysława Wy-
gnańca jeszcze można bowiem wymienić możnowładcę 
Jaksę z Miechowa (krucjata w 1163 roku), Kazimierza 
I Opolskiego i Władysława Odonica ‒ uczestników V 
wyprawy krzyżowej w latach 1217‒ 1221 pod dowódz-
twem króla węgierskiego, Andrzeja II oraz Sieciecha 
Konradowica (krucjata w 1224 roku). Wyprawa księcia 
Henryka nie pozostała bez wpływu na stan kultury 
i umysłowości polskiej drugiej połowy XII wieku, za-
dzierzgnął on przecież kontakty z dwoma wielkimi za-
konami rycerskimi, które walczyły z niewiernymi ‒ 
templariuszami i joannitami. P. Strużyk podejrzewa 
nawet, że Henryka Sandomierski był członkiem świec-
kim zakonu templariuszy. Na pewno zaś sprowadził do 
Polski joannitów i osadził ich w Zagości, przekazując 
bogate uposażenie i budując kościół romański, który, 
mimo wielu przebudów, należy do znakomitych zabyt-
ków architektury romańskiej w Polsce. Z osobą i oto-
czeniem księcia Henryka wiąże się także fundacja 
w Wiślicy kościoła romańskiego z XII wieku z kryptą 
(wielkie odkrycie lat 60. naszej archeologii), w której 
zachowała się posadzka gipsowa z pięknymi, rytowa-
nymi figurami (tzw. płyta z orantami, przedstawiająca 
m.in. Henryka Sandomierskiego w postawie stojącej 
i jego młodszego brata Kazimierza Sprawiedliwego), 

background image

a także fundacja ‒ wraz z Jaksą ‒ słynnej kolegiaty ro-
mańskiej w Opatowie oraz klasztoru benedyktyńskiego 
w Sieciechowie. Książę Henryk uposażył też klasztory 
w Trzemesznie i Czerwińsku. 

To jeszcze nie wszystko, bowiem Jan Długosz, 

kończąc opowieść o pielgrzymce księcia Henryka San-
domierskiego, pisał: „Dzięki jego opowiadaniom zaczę-
ły się szerzyć i rozpowszechniać wiadomości o stanie, 
położeniu i organizacji Ziemi Świętej oraz zawziętych 
i krwawych walkach prowadzonych z barbarzyńcami 
w jej obronie”. Można więc uznać władcę i jego oto-
czenie za źródło przekazu wielkiej kultury i literatury 
rycerskiej, która w krajach zachodnich, szczególnie 
śródziemnomorskich, powstała w wyniku inspiracji 
krucjatowej. Przypuszcza się także, że z kręgu Henryka 
Sandomierskiego pochodzi, zapisana w Kronice wiel-
kopolskiej,
 opowieść o Walterze z Tyńca i Wisławie 
z Wiślicy. B. Kürbis stwierdza, że „jest to w Polsce bo-
daj pierwszy przykład utworu pisanego, którego funk-
cją nie była informacja i propaganda dziejopisarska, 
czy hagiograficzna, ale literackie opowiadanie, gwoli 
rozrywki”. Z kolei J. Krzyżanowski pisze, że jest to 
piękny i jedyny u nas pogłos średniowiecznej epiki ry-
cerskiej. Wszystko to pozwala więc uznać, że od Hen-
ryka Sandomierskiego i jego krucjatowych towarzyszy 
wyszła inspiracja dla pierwszego ściśle literackiego 
utworu napisanego w Polsce. Warto też przypomnieć, 
że opowieść o Walterze z Tyńca, zwanym Walgierzem 
Udałym (tj. mocnym), powtarzali m.in. Marcin Bielski 
i Marcin Kromer. Henryk Sienkiewicz wprowadził ją 

background image

do Krzyżaków (1900), a Stefan Żeromski przetworzył 
w stylizowany  poemat  prozą  Powieść  o  Walgierzu 
Wdalym
 (1906). Inspiracja z kręgu księcia Henryka ma 
więc długi żywot w naszej kulturze. Dodajmy jeszcze, 
że książę sandomierski jest głównym bohaterem powie-
ści historiozoficznej Jarosława Iwaszkiewicza Czerwo-
ne Tarcze
 (1934). Autor wykorzystał co prawda źródła 
historyczne, ale postać księcia i fabuła powieści są w 
znacznej mierze fikcją literacką. 

Książę Henryk Sandomierski był więc znakomitym 

ogniwem łączącym ogólnoeuropejskie krucjaty i pol-
skie wyprawy do Prus, bowiem jesienią 1166 roku ‒ 
lub raczej (zgodnie z nowymi ustaleniami) w roku 1165 
‒ wziął udział w zorganizowanej wspólnie z Bolesła-
wem Kędzierzawym wyprawie do Prus. Akcja ta miała 
charakter krucjaty, nastąpiła bowiem w momencie, gdy 
Prusowie odmówili przyjęcia chrześcijaństwa, czy ra-
czej ‒ najpierw pozornie je przyjęli, a następnie odstą-
pili od nowej wiary, nie zważając ani na zachęty, ani na 
groźby ówczesnego księcia zwierzchniego Bolesława 
Kędzierzawego. Tak przedstawia tę sprawę Wincenty 
Kadłubek: „Religia [Prusów] była jak zwiewny dym, 
i to tym bardziej krótkotrwała im bardziej wymuszona. 
Wkrótce bowiem ci obłudnicy jak śliskie żaby wsko-
czyli w odmęt odszczepieństwa i jeszcze wstrętniej za-
nurzyli się w błocie głęboko zakorzenionego bałwo-
chwalstwa”. Ostre słowa dobitnie podkreślają, że kro-
nikarz traktuje wyprawę z 1166 lub 1165 roku jak 
prawdziwą wyprawę krzyżową. Trwa spór o kierunek 
tej krucjaty. Niektórzy historycy sądzą, że była ona 

background image

prowadzona przeciwko Jaćwięgom (u Mistrza Kadłub-
ka „Polekszan”), większość przyjmuje jednak, że była 
skierowana na Sasinię i Galindię, czego dowodem wy-
ludnienie tych ziem i późniejsze milczenie źródeł o obu 
najpotężniejszych plemionach pruskich. Było to zresztą 
najbliższe sąsiedztwo Mazowsza. O przebiegu wypra-
wy pisze obszernie Wincenty Kadłubek, a także Kroni-
ka wielkopolska
 oraz Jan Długosz potwierdzają te wy-
darzenia liczne polskie roczniki. Wyprawą dowodził 
oczywiście książę zwierzchni i pan Mazowsza ‒ Bole-
sław Kędzierzawy. 

Gdy Polacy byli już w głębi Prus, nastąpił podział 

wojsk. Oddziałami czołowymi dowodził książę Henryk 
Sandomierski. Wojska prowadzili zbiegowie pruscy ‒ 
będący pozornie na służbie polskiej, a w rzeczywistości 
działających na rzecz współplemieńców ‒ którzy świa-
domie wprowadzili Polaków w zasadzkę. Henryk San-
domierski stawiał dzielnie opór, ale uległ przeważającej 
sile Prusów i zginął. Natomiast Bolesław Kędzierzawy 
uszedł z życiem z niedobitkami swoich wojsk. Mistrz 
Wincenty rozpaczał nad stratą wspaniałego rycerstwa: 
„Tak przez zdradziecki podstęp przepadło bitne woj-
sko. Tak zmarniała w niedorzecznej wojnie dzielność 
wspaniałych rycerzy! Wymowa  najwymowniejszych 
nie starczyłaby, żeby chociaż powierzchownie napo-
mknąć, cóż dopiero szerzej opowiedzieć o ich imio-
nach, osobach, szlachetnym pochodzeniu, rodowodzie, 
o godnościach, dzielności, skrzętności, dostatkach. Aż 
po dziś dzień różni ludzie na różne sposoby ich opłaku-
ją”. Jednak nie wymienił imienia księcia Henryka. Na-

background image

tomiast inne źródła jednoznaczne stwierdzają: „Dux 
Henricus interfectus est cum exercitu suo in bello in 
Prussia”. Znana jest również data dzienna tego wyda-
rzenia ‒ 18 października 1166 roku, a według najnow-
szych ustaleń T. Wojciechowskiego ‒ 18 października 
1165 roku. Klęska wyprawy Bolesława Kędzierzawego 
oznaczała załamanie polityki polskiej wobec Prus, za-
hamowała wysiłki Piastów zmierzających do podpo-
rządkowania tego terytorium i jego mieszkańców Pol-
sce, a także odsunęła na kilkadziesiąt lat kolejne przed-
sięwzięcia krucjatowe. 

Dalsze wyprawy krzyżowe były prowadzone ‒ nie 

licząc ekspedycji Kazimierza Sprawiedliwego na Ja-
ćwięgów z lat 1192-1193 ‒ dopiero w pierwszej poło-
wie XIII wieku. Odbywały się już one w zmienionej sy-
tuacji politycznej i ideowej ‒ zarówno ogólnoeuro-
pejskiej, jak i polskiej. Dwie nowe krucjaty do Ziemi 
Świętej zakończyły się niepowodzeniem, a w 1187 ro-
ku sułtan Saladyn zdobył Jerozolimę, mimo starań 
władców zachodnich, którzy wzięli udział w III krucja-
cie. W tym też czasie zainteresowanie papiestwa oraz 
władców i rycerzy zaczęło się skupiać na wyprawach 
krzyżowych służących likwidacji enklaw muzułmań-
skich i pogańskich w Europie. Jednak na początku XIII 
wieku uważano jeszcze, że sprawa chrystianizacji Prus 
to problem polskich książąt i polskiego Kościoła. Oko-
ło roku 1204 wyruszyła więc do Prus, śladami św. 
Wojciecha, a z inspiracji arcybiskupa gnieźnieńskiego 
bł. Bogumiła, pokojowa misja zorganizowana przez cy-
stersów z wielkopolskiego Łekna. W 1206 roku papież 

background image

Innocenty III wydał bullę, w której zwracał się do pol-
skiego duchowieństwa i polskich książąt o poparcie tej 
misji. Od 1209 roku prowadzili ją dwaj mnisi cysterscy 
‒ Chrystian i Filip. Po męczeńskiej śmierci Filipa (oko-
ło 1213) na jej czele stanął misjonarz Chrystian, który 
podczas pobytu w Rzymie na IV soborze laterańskim 
otrzymał jednocześnie nominację i konsekrację na ge-
neralnego biskupa Prus, ale bez określonych granic. 
Dokładna data sakry nie jest znana, mogła ona nastąpić 
w końcu 1215 lub na początku 1216 roku. W bulli pa-
pieskiej z 18 II 1216 roku, zatwierdzającej darowiznę 
wielmożów Warpody i Surwabuny, którzy przybyli 
z Chrystianem  do  Rzymu  i  zostali  przez  papieża 
ochrzczeni, Chrystian jest już nazwany biskupem. Pa-
pież Honoriusz III, po swym wyborze w 1216 roku, 
jeszcze raz zobowiązał wszystkich chrześcijan do 
udziału w wyprawach krzyżowych, podkreślając jedno-
cześnie ‒ co było nowością ‒ że kto nie ma możliwości 
udania się do Palestyny, jest zobowiązany do wypraw 
krzyżowych przeciw pogańskim Bałtom. Warto pamię-
tać, że działo się to po kompromitującej IV krucjacie 
(1202-1204), która zamiast walczyć z Turkami, spusto-
szyła i zrabowała stolicę cesarstwa bizantyjskiego ‒ 
Konstantynopol, i po tragicznej krucjacie dziecięcej 
z 1212 roku. 

Polscy książęta i biskupi czuli się zobowiązani 

pomagać biskupowi Chrystianowi i jego zakonnikom 
w misyjnej działalności w Prusach. Pomoc ta była nie-
odzowna, bo choć na początku polska ewangelizacyjna 
misja cysterska odnosiła znaczne sukcesy na terenie 

background image

Pomezanii i Pogezani oraz w ziemi lubawskiej, to spo-
tkała nieprzezwyciężony opór w głębi Prus, gdzie 
w ogóle nie chciano słyszeć o porzucaniu starych wie-
rzeń i obyczajów, napadano na misjonarzy i nawróco-
nych ziomków, a także na ziemię chełmińską, Mazow-
sze czy Pomorze Gdańskie (Oliwa). Jednak pełnomoc-
nictwa, które otrzymał od papieża biskup Chrystian, 
były wyjątkowo hojne ‒ mógł więc wspomóc swoją 
pokojową misję, organizując wyprawę krzyżową, miał 
też prawo erygowania w Prusach katedr biskupich, two-
rzenia diecezji i wyświęcania dla nich biskupów, a tak-
że werbowania ochotników na wyprawę krzyżową do 
Prus w zachodnich prowincjach Kościoła, którym wrę-
czał krzyż uczestnictwa w wyprawach. Warto podkre-
ślić, że krzyżowcom w Prusach zagwarantowano te sa-
me przywileje co uczestnikom wypraw do Palestyny. 
Biskup generalny Chrystian miał też wyłączne prawo 
do zezwolenia na wejście sił zbrojnych do Prus i dele-
gowania władzy duchownej do udzielania odpustów 
uczestnikom krucjaty pruskiej oraz jałmużnikom, któ-
rzy zbierali ofiary na potrzeby misji. Mógł także zaka-
zać chrześcijanom z krajów ościennych handlu z poga-
nami solą, żelazem i bronią, nakładać kary kościelne na 
nieposłusznych, udzielać zezwoleń na działalność mi-
syjną w Prusach i karać tych, którzy wtargnęli tam bez 
zezwolenia. 

Już w 1217 roku Honoriusz III, zapewne z inicja-

tywy ówczesnego legata na Prusy, arcybiskupa gnieź-
nieńskiego Henryka Kietlicza, oraz biskupa Chrystiana, 
zezwolił rycerstwu Mazowsza i Małopolski zorganizo-

background image

wać wyprawę do Prus, zamiast brać udział w krucjacie 
palestyńskiej. Pierwsza polska krucjata do Prus w XIII 
wieku nastąpiła jednak dopiero w roku 1218 i objęła 
pogranicze chełmińsko-pomezańskie, a była odpowie-
dzią na najazdy Prusów z przełomu 1216 i 1217 roku. 
Łatwość, z jaką Prusowie napadali na dzielnicę Konra-
da Mazowieckiego, była również wynikiem jego wła-
snych błędów ‒ zgładziła bowiem swojego najlepszego 
współpracownika, wojewodę mazowieckiego Krystyna 
herbu Gozdawa, który znakomicie organizował stróżę, 
czyli graniczną straż między ziemią chełmińską i Ma-
zowszem a Prusami. Wyprawa krzyżowa latem 1218 
roku miała na celu odbudowę owej stróży i poparcie dla 
biskupa Chrystiana; brało w niej udział również rycer-
stwo śląskie ‒ posiłkami śląskimi dowodził biskup 
wrocławski Wawrzyniec oraz książę czeski z bocznej 
linii Przemyślidów Teobald III, najstarszy siostrzeniec 
Henryka Brodatego. Licząc na pozytywny wynik misji 
pruskiej biskupa Chrystiana, książę Konrad I Mazo-
wiecki już w 1218 roku nadał mu znaczne uposażenie ‒ 
gród Chełmno z innymi posiadłościami. Dodajmy od 
razu, że w 1222 roku powiększył je do rozmiarów tzw. 
kasztelani majątkowej, w zamian za gród chełmiński i 
za zgodę na wkroczenie krzyżowców polskich do Prus. 
Jakaś niewielka wyprawa miała nastąpić jeszcze w roku 
1220, gdyż wspomina o niej bulla Honoriusza III z 17 I 
1221 roku, ale nic nie wiemy o jej przebiegu i rezulta-
tach. 

Na początku roku 1222 doszło do groźnego najaz-

du Prusów na Mazowsze, który spustoszył nawet Płock. 

background image

Odpowiedzią strony polskiej była krucjata z lata tego 
roku, w której wzięli udział: Leszek Biały, Konrad Ma-
zowiecki i Henryk Brodaty. Podczas wyprawy książę 
mazowiecki powierzył Henrykowi Brodatemu gród 
chełmiński i organizację ogólnopolskiej stróży rycer-
skiej. Trzeba tu także wspomnieć o idei księcia kra-
kowskiego Leszka Białego, który już w 1221 roku 
zwrócił się do papieża Honoriusza III z prośbą o ogło-
szenie krucjaty do Prus, zastępującej udział w krucjacie 
palestyńskiej, proponując zamiast akcji zbrojnej, na-
wracanie Prusów przez założenie targu, a nawet loko-
wanego miasta w centrum Prus i prowadzenie działal-
ności misyjnej przy tym ośrodku handlowym. Jak się 
wydaje, była to myśl komplementarna do idei, którą 
kierowała się misja ewangelizacyjna biskupa Chrystia-
na. 

Za tym, iż kolejna wyprawa krzyżowa do Prus od-

była się właśnie latem 1222 roku, pośrednio świadczy 
fakt, że uczestniczyli w niej także krzyżowcy niemiec-
cy z terenów między Łabą a Soławą, a wśród nich dwaj 
opaci klasztorów z Halle, którzy wyruszyli do Prus 16 
V 1222 roku. W tym roku (nie wiadomo czy przed, czy 
też po wyprawie) przebywał na dworze księcia Henry-
ka Brodatego prepozyt magdeburski Otto Teobaldowic. 
Jego wizyta miała prawdopodobnie ścisły związek ze 
sprawą pruską i służyła pomocą w nawiązaniu pierw-
szych kontaktów z Krzyżakami. 

Tymczasem nastąpił kolejny najazd Prusów na 

Mazowsze i następna, tym razem wielka, ogólnopolska 
krucjata latem 1223 roku do Prus. Krzyżowcami ślą-

background image

skimi dowodził osobiście Henryk Brodaty, a w jego 
najbliższym otoczeniu znajdowali się m.in. obaj biskupi 
z jego księstwa ‒ Wawrzyniec wrocławski i Wawrzy-
niec lubuski ‒ oraz prawdopodobnie biskup Chrystian, 
który w drodze z Rzymu ponownie odwiedził  Śląsk. 
W pierwszych dniach lipca 1223 roku krzyżowcy ślą-
scy przybyli na pogranicze kujawsko-chełmińskie. Po 
kilku dniach, już na terenie ziemi chełmińskiej, doszło 
do połączenia wszystkich polskich wojsk krzyżowych ‒ 
Leszka Białego i Konrada Mazowieckiego oraz książąt 
Pomorza Gdańskiego ‒ Świętopełka i Warcisława. Byli 
także biskupi Iwo Odrowąż krakowski, Paweł poznań-
ski i Michał włocławski. Wyprawa została zakończona 
30 lipca, a krzyżowcy zatrzymali się na kilkudniowy 
postój w Brzeźnie. Działania wojenne trwały dość krót-
ko, a ograniczyły się prawdopodobnie tylko do ziemi 
cheł‒ mińskiej, z której wyparto Prusów. Sukces sta-
nowiło jednak utworzenie wspólnego ogólnopolskiego 
systemu obrony odzyskanych terytoriów. W Wierdze-
lewie 6 sierpnia odbył się wiec, ale już bez udziału 
książąt i rycerstwa Pomorza Nadwiślańskiego. Henryk 
Brodaty dopiero we wrześniu tego roku powrócił na 
Śląsk, pozostawiwszy w Chełmnie swojego kasztelana 
Stefana. 

Tymczasem jednak książę Henryk Śląski zadzierz-

gnął już bliższe kontakty z niemieckim zakonem rycer-
skim Szpitalników Najświętszej Marii Panny z Jerozo-
limy. Według Jana Długosza, to właśnie Henryk Broda-
ty pierwszy wysunął projekt osadzenia Krzyżaków w 
ziemi chełmińskiej i myśl tę podsunął Konradowi Ma-

background image

zowieckiemu, a zapewne i biskupowi Chrystianowi. 
Pośrednikiem w rozmowach z zakonem był bliski 
krewny księcia, wspomniany już Otto Teobaldowic, 
prepozyt magdeburski. 

Sytuacja  zaczynała być dramatyczna, bowiem 

w końcu 1224 roku lub na początku 1225 roku przeto-
czył się przez ziemię chełmińską kolejny najazd pruski, 
który m.in. całkowicie zniszczył organizację stróży pol-
skiego rycerstwa na pograniczu. Leszek Biały odpo-
wiedzialnością za tę klęskę obciążył Gryfitów i pozba-
wił ich urzędów w Małopolsce. Ci zaś schronili się na 
dworze Henryka Brodatego, który wykorzystał okazję 
i najechał ze swoim wojskiem Małopolskę. Leszkowi 
Białemu udzielił pomocy Konrad Mazowiecki. Praw-
dopodobnie podczas spotkania nad rzeczką Dłubnią 
udało się ‒ dzięki pośrednictwu biskupa krakowskiego 
Iwo Odrowąża ‒ doprowadzić do pogodzenia książąt. 
Wówczas Henryk Brodaty, jako organizator stróży 
w ziemi chełmińskiej, zaproponował obu Kazimierzo-
wicom zastąpienie stróży opartej na rycerstwie z róż-
nych dzielnic Polski strażą pełnioną przez zakony ry-
cerski ‒ miał na uwadze Krzyżaków. Zanosiło się więc 
na umiędzynarodowienie krucjat pruskich, dotąd bo-
wiem sprawa ta wciąż znajdowała się w polskiej gestii. 
Jednak książęta piastowscy i pomorscy, coraz częściej 
zajęci sporami i konfliktami wewnętrznymi ‒ zwłasz-
cza po śmierci Leszka Białego pod Gąsawą, nie sta-
nowili dostatecznie operatywnej siły, aby wspomóc 
Chrystiana i zaczęli myśleć o stałym udziale w misjach 

background image

zakonów rycerskich, które miały przecież służyć na-
wracaniu pogan w walce z niewiernymi. 

Nie od razu zdecydowano się na Krzyżaków. Naj-

pierw rozpatrywano kandydaturę kalatrawensów reguły 
cysterskiej, najstarszego spośród zakonów rycerskich, 
którego przełożonym był każdorazowo opat mori-
mundzki. Kalatrawensi składali śluby na 16 lat, po któ-
rym to okresie wolno im było wrócić do życia świec-
kiego. W konwencie mnisi pracowali i spali z mieczami 
u boku. Na prośbę Chrystiana książę  Świętopełk osa-
dził ich w Tymawie pod Gniewem, na wysokiej skarpie 
nad samą Wisłą, skąd mogli obserwować, wspomagać 
i strzec dzieło misyjne biskupa Chrystiana. Kolejnym 
przedsięwzięciem  księcia  Konrada  Mazowieckiego 
i biskupa Chrystiana było sprowadzenie milites Christi 
‒ przybyłych z Meklemburgii rycerzy chrystusowych, 
którzy zostali osadzeni w Dobrzyniu nad Wisłą i dlate-
go bywają nazywani dobrzyńcami. Pod koniec lat dwu-
dziestych XIII wieku sytuacja stała się poważna. Pru-
sowie po raz kolejny zajęli większość ziemi chełmiń-
skiej, a posiłki krzyżowców z zachodu i Polski były 
niewystarczające. Rycerze dobrzyńscy ponieśli sromot-
ną klęskę pod Brodnicą, a hiszpańscy kalatrawensi wy-
cofali się, prawdopodobnie po ekskomunice nałożonej 
na ten zakon przez papieża. Do walki z Prusami po-
trzebny był więc silny zakon rycerski. Wybór zastał już 
wcześniej dokonany przez Henryka Brodatego, jednak 
realizacja planu krzyżackiego opóźniła się z powodu 
udziału wielkiego mistrza Hermana von Salza w przy-

background image

gotowaniach do palestyńskiej krucjaty Fryderyka II, 
a następnie w samej krucjacie z lat 1228-1229. 

Sprowadzono zatem na polsko-pruskie pogranicze 

niemiecki Zakon Szpitalników Najświętszej Marii Pan-
ny z Jerozolimy, założony w 1190 roku pod Akką, 
a przekształcony w roku 1198 w zakon rycerski. Krzy-
żacy przybyli w 1230 roku do ziemi chełmińskiej z go-
towym  planem  utworzenia  swojego  suwerennego 
władztwa i rozpoczęli przemyślaną realizację tego za-
dania. Zyskali sojuszników nie tylko wśród władców 
niemieckich, ale także ‒ a może przede wszystkim ‒ 
książąt polskich. Kolejna krucjata do Prus była już wy-
prawą polsko-krzyżacką i nastąpiła w styczniu lub lu-
tym 1234 roku. Zorganizowano ją bez zgody biskupa 
pruskiego  Chrystiana,  który  przebywał  wówczas 
w niewoli u Sambów. Oprócz rycerzy zakonnych brali 
w niej udział ze swoim rycerstwem krzyżowym: Kon-
rad Mazowiecki z synem Kazimierzem Kujawskim, 
Henryk Brodaty, Władysław Odonic oraz dwaj książęta 
pomorscy ‒  Świętopełk i Sambor. Zarządca krzyżacki 
w Prusach, Herman Balk, skierował wyprawę na pół-
noc, wzdłuż Wisły. Prusowie unikali otwartej bitwy, 
a krzyżowcy niszczyli tylko ich siedziby. Dopiero gdy 
wracali, natknęli się na Pomezańczyków nad Dzierzgo-
nią (Zirguns). Doszło do bitwy, która została wygrana 
przez krzyżowców, dzięki księciu gdańskiemu Święto-
pełkowi, dobrze znającemu taktykę wojenną Prusów. 
Klęska Prusów była dotkliwa. Według P. Dusburga, 
poległo ich 5 tysięcy, ale i rycerstwa chrześcijańskiego 
podobno ponad 4 tysiące. Wersja ta jest jednak mocno 

background image

przesadzona, gdyż w bulli papieskiej, wyekspediowanej 
7 X1234 roku, napisano, że rycerze chrześcijańscy od-
nieśli w Prusach sukces, gdyż poganie uciekli, „podda-
jąc tyły”. Po raz czwarty Henryk Brodaty wraz ze swo-
im rycerstwem zjawił się w ziemi chełmińskiej w 1235 
roku. Była to ostatnia polska wyprawa krzyżowa do 
Prus, a jednocześnie druga polsko-krzyżacka, lecz tym 
razem bez udziału innych książąt polskich. O krucjacie 
tej nie mamy żadnych wiadomości oprócz tej, że 
w drodze do Prus książę  śląski i krakowski zatrzymał 
się w grodzie Kwidzyniu (Marienwerder), zapewne już 
przeniesionym z ostrowu wiślanego na wysoki brzeg 
pradoliny, tam, gdzie do dziś stoi dawna katedra i jest 
ulokowane miasto. Inspiratorską rolę w tej ostatniej 
polskiej wyprawie krzyżowej do Prus odgrywali już 
Krzyżacy. „Zamiast kierować się w głąb Prus przez 
dolną Pomezanię i Pogezanię ku trwalszym ostojom 
pogaństwa ‒ pisał K. Górski ‒ zmierzają one [podboje 
krzyżackie] śladami dawnej misji, zdecydowanie ku 
morzu, wzdłuż Wisły i Nogatu, nad Zalewem Wiśla-
nym”. Łatwo więc zauważyć, że Krzyżacy zmierzali 
tam, dokąd już dawno biskup Chrystian dotarł z Dobrą 
Nowiną o Chrystusie. Chodziło im bardziej o podboje 
terytorialne, mniej o nawracanie niewiernych. Po tej 
wyprawie krzyżowej sprawa pruska stała się wyłącznie 
domeną Krzyżaków. Książęta polscy nie zorganizowali 
już żadnej krucjaty do Prus, a jedynie nieliczni polscy 
rycerze, zwłaszcza z ziemi chełmińskiej, Kujaw i Ma-
zowsza, choć niekiedy i z dalekiej Małopolski, uczest-
niczyli, wraz z gromadnie przybywającymi rycerzami 

background image

z zachodu, w walkach Krzyżaków z Prusami, a później 
w rejzach zakonu na Litwę i Żmudź. 

Oba programy krucjatowe  ‒ ogólnoeuropejski 

i polski ‒ mają równie wiele podobieństw, co różnic bo 
trudno porównywać skalę wypraw do Ziemi Świętej, 
z lokalną przecież ‒ chociaż istotną ‒ sprawą chrystia-
nizacji Prusów. Gdy jednak mówimy o analogiach, to ‒ 
niestety ‒ najbardziej przejmujące jest negatywne za-
kończenie obu tych akcji, pozostające w doskonałej 
sprzeczności ze szlachetnymi ideałami, które legły 
u ich podstaw. Krucjaty do Ziemi Świętej zakończyły 
się ostatecznie całkowitym niepowodzeniem, bo nie 
odebrano przecież miejsc dla chrześcijaństwa świętych 
z rąk niewiernych, a wiele nieprawości i krzywd wy-
rządzono niejako po drodze. To, czego nie osiągnęli 
krzyżowi rycerze, udało się później ‒ po części ‒ osią-
gnąć pokornym „braciom mniejszym”, choć Bez oręża, 
by przywołać powieść Zofii Kossak (1937). 

Równie smutne zakończenie miały polskie krucjaty 

do Prus, bowiem zarówno same wyprawy zbrojne, jak 
i pokojowa  praca misyjna,  prowadzona  z  inspiracji 
książąt i biskupów polskich, najpierw przez benedykty-
nów, a później cystersów polskich, niewiele zdziałały, 
chociaż praca tych ostatnich miała w dłuższym okresie 
szanse powodzenia. Natomiast Krzyżacy mieli na uwa-
dze przede wszystkim cele polityczne ‒ utworzenie 
własnego państwa zakonnego w Prusach, dlatego 
wszelkimi możliwymi środkami utrudniali chrystiani-
zację Prus, nie przyjmowali do wiadomości jej dotych-
czasowych postępów i doprowadzili do pogańskiej 

background image

okupacji wcześniej schrystianizowanych terenów. Usu-
nęli nawet z premedytacją biskupa Chrystiana, któremu 
zawdzięczali zgodę na wejście do Prus. Metody stoso-
wane przez szpitalników wywoływały sprzeciw papie-
ża, bowiem echa ich działalności docierały do Rzymu. 

Tak więc ‒ niestety ‒ skuteczniejsze okazały się 

krwawe boje Zakonu Szpitalników Najświętszej Marii 
Panny Domu Niemieckiego z Jerozolimy oraz ich nie-
zawodnych pomocników-kolonizatorów z zachodniej 
Europy. Tyle że nie chodziło tu o chrystianizację bał-
tyckich plemion, bo Prusowie, jako zespół plemion, po 
prostu zniknęli z mapy Europy. Zostali zabici, wymarli 
lub uciekli na Pomorze Nadwiślańskie i do Polski, 
gdzie z czasem otrzymali rycerskie prawo szlacheckie, 
weszli w skład stanu mieszczańskiego, licznie zapełnili 
wsie i osady albo emigrowali na Litwę i Ruś. Nato-
miast ci, którzy pozostali w Prusach, wynarodowili się 
i ulegli germanizacji.  

 

 

 

background image

Joachim Zdrenka 
(Zielona Góra) 

PIELGRZYMKI KSIĄŻĄT POMORSKICH DO 

ZIEMI ŚWIĘTEJ I RZYMU W LATACH 

1392/1393 I 1406/1407 

Niewiele tematów średniowiecznej historii Pomo-

rza jest tak słabo oświetlonych w źródłach i bałamutnie 
przedstawionych w literaturze przedmiotu, jak piel-
grzymki książąt pomorskich. Wynika to przede wszyst-
kim z bardzo skąpej bazy źródłowej, która nie pozwala 
dokładnie ustalić, którzy książęta pomorscy pielgrzy-
mowali do Ziemi Świętej i kiedy. Zbadanie tego pro-
blemu utrudniona także brak ówczesnych kronik po-
morskich. Ponadto do zaciemnienia całego obrazu 
przyczynili się sami kronikarze pomorscy z XVI wieku, 
którzy wszystkie znane sobie fakty pomieszali i niewła-
ściwie datowali. Dlatego przedmiotem niniejszych 
rozważań jest próba uporządkowania wydarzeń i udzie-
lenia odpowiedzi na związane z nimi pytania. 

Do Ziemi Świętej książęta pomorscy wybierali się 

już w XIII wieku, jednak na temat tych wypraw nie 
wiemy prawie nic, dlatego niniejsze rozważania będą 
dotyczyć  pielgrzymek  książęcych z  końca  XIV 
i początku XV wieku. 

Jak już wspomniałem, do powstania fałszywych 

poglądów na temat pielgrzymek książąt pomorskich 
przyczynili się miejscowi kronikarze, m.in. Jan Bugen-
hagen (1485-1558), a przede wszystkim Tomasz Kant-
zow (1505-1542) oraz Mikołaj von Klempzen (1504-

background image

1552). Jan Bugenhagen w ogóle nie wspomina 
w kronice Pomerania o wyprawie książąt pomorskich 
z lat 1392/1393, a wymienia tylko podróż księcia War-
cisława VII (= VIII) do Rzymu ‒ władca został przyjęty 
przez papieża Grzegorza XII (1406-1415) i otrzymał od 
niego złotą różę, którą przywiózł na Pomorze i poda-
rował klasztorowi premonstranckiemu w Podgłowie 
(niem. Pudagla) na wyspie Uznam. Podobne informacje 
przekazuje Tomasz Kantzow w najstarszej wersji kro-
niki w dialekcie dolnoniemieckim, choć w górnonie-
mieckiej wersji dzieła (pierwsze opracowanie) jest już 
trochę dokładniejszy. Znacznie obszerniej informuje on 
w ostatnim opracowaniu kroniki, kroniki w dialekcie 
górnoniemieckim, w której wspomina o pielgrzymkach 
z lat 1392/1393 i 1406/1407. 

Najwięcej informacji przekazał nam Tomasz Kant-

zow  w Pomerania, uzupełnionej przez von Mikołaja 
Klempzena. Według tej wersji kroniki, Zofia, córka 
Warcisława VI wołogojskiego, poślubiła w Stralsun-
dzie w roku 1392 (= 1388) księcia Henryka z Brunsz-
wiku na Lüneburgu. Wkrótce potem Warcisław VIII na 
Rugii i Bardo (niem. Barth) oraz Warcisław VII na 
Słupsku postanowili pielgrzymować wraz z innymi 
książętami do Ziemi Świętej. W czasie podróży odwie-
dzili króla czeskiego Wacława i króla węgierskiego 
Zygmunta oraz wdowę po cesarzu Karolu IV, Elżbietę 
(zm. 15 lutego 1393), przyrodnią siostrę Warcisława 
VII. Zostali przez nich uroczyście przyjęci i hojnie ob-
darowani. Następnie pielgrzymi udali się przez Węgry 
w kierunku Konstantynopola. Jeszcze na terenie Wę-

background image

gier książę Warcisław VII zachorował, a Warcisław 
VIII zaopiekował się nim przez dłuższy okres, jednak 
w obawie przed przeciągnięciem się rekonwalescencji 
oraz związanym z tym wzrostem kosztów podróży, po-
stanowił pozostawić chorego w „dobrych rękach” i sa-
motnie kontynuować pielgrzymkę. Niedługo potem 
Warcisław VII zmarł w miejscowości Zeuderin, gdzie 
też z polecenia cesarzowej Elżbiety został pochowany. 
Kiedy w drodze powrotnej Warcisław VIII dowiedział 
się o tym, postanowił uczcić jego śmierć, pielgrzymu-
jąc do Rzymu i odwiedzając siedem tamtejszych ko-
ściołów z relikwiami świętych. Z tej okazji został przy-
jęty przez papieża Urbana VI (1378-1389) [!], który 
podarował mu złotą różę. Wróciwszy na Pomorze, 
książę przekazał ją klasztorowi w Podgłowie, gdzie 
wkrótce stała się przedmiotem wielkiego kultu, prze-
rwanego przez opata Henryka, który zniszczył różę. 
Dalej opowiada kronikarz, że Warcisław VIII z powodu 
długiego pobytu na Węgrzech, związanego z chorobą 
Warcisława VII, popadł w kłopoty finansowe i musiał 
pożyczyć 600 guldenów w złocie od szlachcica i ryce-
rza z Liège ‒ Ruprechta von Zoirn, z którym pielgrzy-
mował do Świętego Grobu. Gwarantem transakcji był 
rycerz Warcisława VIII, Rolof von Neuenkirchen, który 
musiał tam pozostać i dopiero po załatwieniu formalno-
ści dołączył do księcia. Później ‒ przez nadanie wsi 
Vorwerk oraz inne łaski ‒ książę i jego dzieci wyna-
grodzili rycerzami jego wierną służbę. W innym miej-
scu Tomasz Kantzow informuje o śmierci księcia Bar-
nima VI na Wołogoszczy (niem. Wolgast) podczas za-

background image

razy w roku 1405. Kiedy brat Barnima, Warcisław 
VIII, również zapadł na tę chorobę, ślubował pielgrzy-
mować do Rzymu, jeżeli tylko wyzdrowieje. Gdy tak 
się stało, zgodnie z przysięgą, wyprawił się w roku 
1406 do Rzymu, gdzie został przyjęty przez papieża 
Grzegorza XII, który podarował mu złotą różę. Po po-
wrocie na Pomorze książę podarował ją klasztorowi 
w Podgłowie. 

Jak widać, wspomniani XVI‒wieczni kronikarze 

pomorscy mieli wielkie trudności z identyfikacją osób, 
które pielgrzymowały do Ziemi Świętej oraz do Rzy-
mu, nie potrafili również dokładnie ustalić kolejności 
wydarzeń. Błędy, które popełnili, zostały przejęte przez 
późniejszą historiografię i egzystują do dziś, powtarza-
ne przede wszystkim przez pomorskich genealogów: 
Wolfganga Jobsta (ok. 1515-1575), Johanna Engel-
brechta (ok. 1540-1600) i Andreasa Hiltebranda (1581-
1637). Nieprawdziwymi informacjami operują także 
Valentin Eickstet (1527-1579), Daniel Cramer (1568-
1637), Johannes Micraelius (1597-1658) i Albert Georg 
Schwartz. Również literatura historyczna XIX i XX 
wieku ‒ zarówno niemiecka, jak i polska ‒ powtarza te 
błędy. 

Którzy więc książęta rzeczywiście pielgrzymowali 

do Jerozolimy i Rzymu? W końcu XIV wieku żyło na 
Pomorzu Zachodnim czterech książąt o imieniu Warci-
sław: 1. Warcisław V (ur. 1326, zm. 1390), książę po-
morsko-wołogojski na Szczecinku; 2. Warcisław VI 
(ur. ok. 1345, zm. 13 czerwca 1394), książę pomorsko-
wołogojski na Wołogoszczy, Bardo i Rugii; 3. Warci-

background image

sław VII (ur. ok. 1363/1365, zm. między 29 listopada 
1394 a 23 lutego 1395), książę pomorsko-wołogojski 
na Słupsku; 4. Warcisław VIII (ur. 1373, zm. 20/23 
sierpnia 1415), książę pomorsko-wołogojski na Woło-
goszczy. Ze względu na wiek (66 lat) należy wykluczyć 
Warcisława V, najprawdopodobniej zmarłego w 1390 
roku, a także Warcisława VI, który nie opuszczał na 
dłużej Pomorza w 1392 roku ‒ 31 marca był 
w Greifswaldzie, krótko przed 22 lipca w Vordingborg, 
9 sierpnia koło Damgarten,18 października ponownie w 
Greifswaldzie, a dzień później w Loitz. Pozostają za-
tem tylko dwaj książęta o imieniu Warcisław ‒ VII 
i VIII, jednak żaden nie zmarł poza granicami księstwa 
pomorskiego! Informacja o śmierci księcia po-
morskiego na terenie Węgier podczas pielgrzymki do 
Ziemi Świętej nie odpowiada więc stanowi faktyczne-
mu. Jeśli jednak obaj władcy opuścili teren Pomorza 
i udali się wspólnie na pielgrzymkę  ‒ jak informują 
kroniki ‒ to interesujące jest określenie daty tego wyda-
rzenia. Stwierdzenie tego faktu ostatecznie rozstrzy-
gnie, czy rzeczywiście chodzi tutaj o Warcisława VIII, 
czy też o jego ojca Warcisława VI. Jakkolwiek źródła 
nie podają  żadnych informacji na temat działalności 
i miejsc pobytu Warcisława VIII w latach 1392‒ 1393, 
to na podstawie itinerarium Warcisława VI można 
stwierdzić, że w rachubę wchodzi tutaj tylko jego syn. 
Należy przy tym pamiętać, że Warcisław VIII miał po-
ważny powód do pielgrzymowania ‒ w roku 1392 po-
stanowił się ożenić, a że uzyskał wcześniej niższe 
święcenia kapłańskie i  pełnił urząd archidiakona 

background image

w Tribsees, musiał z nich zrezygnować. Biorąc udział 
w pielgrzymce do Ziemi Świętej, mógł się spodziewać, 
że papież chętniej wyrazi na to zgodę, co zresztą nastą-
piło 29 maja 1393 roku. Kolejne potwierdzenie udziału 
Warcisława VIII w wyprawie znajdujemy w itinera-
rium
 jego krewniaka, Warcisława VII, co jednoznacz-
nie wyklucza Warcisława VI jako potencjalnego piel-
grzyma. Warto też pamiętać, że Warcisław VII i Warci-
sław VIII ‒ w przeciwieństwie do Warcisława VI ‒ byli 
prawie w jednakowym wieku. 

Plan pielgrzymki do Jerozolimy mógł się wykry-

stalizować krótko przed 22 lipca 1392 roku w Vording-
borgu, tam bowiem spotkali się z królową duńską Mał-
gorzatą Warcisław VI, Warcisław VII, książę Gerhard 
ze Szlezwiku oraz hrabia Mikołaj z Holsztynu, być mo-
że omawiano także sprawę ożenku Warcisława VIII. 
Ponieważ do dzisiaj nie wiadomo dokładnie, skąd po-
chodziła jego żona Agnieszka, Nie jest wykluczone, że 
spotkanie to stanowi klucz do rozwikłania tej kwestii, 
a wybranki księcia należy szukać poza domem sasko-
lauenburskim. Po spotkaniu w Vordingborgu Warci-
sław VII powrócił do księstwa słupskiego przygotować 
się do podróży, a już 1 sierpnia 1392 roku był z bratem 
Bogusławem VIII w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie 
zawarł porozumienie z kapitułą kamieńską, biskupem 
lubuskim Janem i margrabią brandenburskim Janem 
Zgorzeleckim. Jeszcze 13 sierpnia tego roku Jan Zgo-
rzelecki był w Gorzowie, ale towarzyszył mu tylko 
Warcisław VII, który w tym dniu potwierdził, na proś-
bę wuja, księcia słupskiego Warcisława [= VII], doku-

background image

ment donacyjny klasztoru w Himmelstadt. W tym cza-
sie dotarł do Gorzowa najprawdopodobniej również 
książę wołogojski Warcisław VIII, stąd obaj książęta 
pomorscy wspólnie z margrabią brandenburskim udali 
się na południe. Jan Zgorzelecki 24 sierpnia 1392 roku 
wystawił dokument w Gubinie, a 7 września w Zgo-
rzelcu; stąd udał się do Pragi i najpóźniej w połowie 
października przybył do swojego brata Zygmunta na 
Węgry ‒ tu jego pobyt jest poświadczony 13 listopada. 
Czy książęta pomorscy udali się razem z margrabią Ja-
nem do Pragi, a następnie na Węgry, trudno stwierdzić. 
Nie wiemy także dokładnie, gdzie i kiedy się rozstali ‒ 
jeśli tak się stało, to najprawdopodobniej w Pradze. 
W dalszą podróż książęta pomorscy udali się już sami 
(być może dopiero z Budy). 

Informację o chorobie Warcisława VII podczas 

przejazdu przez Węgry znajdujemy w dokumencie Bo-
gusława VIII z 13 listopada 1392 roku, w którym po-
twierdził miastu Słupsk wszystkie jego prawa i przywi-
leje za wierną służbę, a szczególnie za udzieloną ostat-
nio pożyczkę w wysokości 2000 grzywien, przesłaną 
bratu Warcisławowi [= VII], który zachorował na Wę-
grzech. Nazwa miejscowości, gdzie Warcisław VII za-
chorował, umarł i został pochowany, jest podawana 
w różnych wersjach: Zeuderin, Zenderin, Zuderin, Za-
nderini, Senendria, Senderin. Chodzi tutaj o naddunaj-
skie miasto Semendrin (Smederevo) w Serbii, na połu-
dniowy wschód od Belgradu, do roku 1396 należące do 
Węgier. Warcisław VII musiał więc zachować w końcu 
września, a najpóźniej na początku października 1392 

background image

roku i wtedy wysłał do Bogusława VIII prośbę o prze-
słanie pieniędzy. Wysyłka nastąpiła w końcu paździer-
nika lub na początku listopada, jednak nie wiadomo 
kiedy (i dokąd) pieniądze dotarły do Warcisław VII. 
W każdym razie książę musiał być w tym czasie już 
zdrowy i znajdować się w drodze powrotnej, bowiem 5 
grudnia wystawił z Bogusławem VIII w Człuchowie 
dokument, który został opieczętowany przez obu braci; 
25 stycznia 1393 roku obaj książęta wystawili także 
dokument w klasztorze bukowskim pod Darłowem. 
Warcisław VII był w Krakowie 3 marca 1393 roku, 
gdzie otrzymał od króla polskiego Władysława Jagiełły 
dokument lenny, a 16 marca wrócił na Pomorze. Mimo 
braku innych dokumentów Warcisława VII z roku 1393 
możemy z całą pewnością przyjąć, że książę z powodu 
choroby przerwał pielgrzymkę i powrócił na Pomorze. 
Istnieje bowiem list króla węgierskiego Zygmunta Luk-
semburskiego, datowany na 26 kwietnia 1393 roku, 
który dotyczy jednego z książąt pomorskich. W liście 
tym władca polecał doży weneckiemu Venczeslawa [!] 
Młodszego, księcia szczecińskiego, kaszubskiego i po-
morskiego („Venceslaum iuniorem Stetinech, Casube et 
Pomerane ducem, avonculum suum”), prosząc o ofia-
rowanie mu galery, aby mógł kontynuować pielgrzym-
kę. Bez wątpienia chodzi tutaj o księcia wołogojskiego 
Warcisława VIII, który ‒ po chorobie i powrocie War-
cisława VII na Pomorze ‒ sam udał się w podróż; po-
mógł mu w tym król węgierski Zygmunt. 

Można przyjąć, że Warcisław VIII podjął wyprawę 

do Ziemi Świętej dopiero wiosną 1393 roku. W tym 

background image

samym czasie pielgrzymował również hrabia Henryk 
von Lancaster (późniejszy król angielski Henryk IV), 
który w lipcu 1392 odwiedził Prusy, a następnie ‒ przez 
Nową Marchię, Śląsk, Czechy i Austrię  ‒ dotarł do 
Wenecji, gdzie jego pobyt jest potwierdzony od listo-
pada 1392 do kwietnia 1393 roku. Hrabiego Henryka 
popierał książę austriacki, który wstawił się za nim 
u doży weneckiego i prosił o przekazanie galery na 
pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Czy obaj pielgrzymują-
cy książęta spotkali się w Wenecji? Teoretycznie jest to 
możliwe, jednak źródła o tym nie informują. Czy pod-
jęli wspólnie pielgrzymkę? Również na ten temat źró-
dła milczą. Nie znamy też dalszego przebiegu wyprawy 
oraz drogi powrotnej. Przypuszcza się, że Warcisław 
VIII wrócił na Pomorze dopiero jesienią 1393 roku, 
jednak potwierdzenie jego pobytu na macierzystej zie-
mi pochodzi dopiero z 29 września 1394 roku. Z do-
kumentu datowanego na 30 września 1394 roku wyni-
ka, że nieco wcześniej powrócił do kraju. 13 czerwca 
1394 roku bowiem zmarł jego ojciec, Warcisław VI, 
a rządy w księstwie przejęli synowie Barnim VI i War-
cisław VIII. 

Jedno jest pewne: Warcisława VIII nie było w kra-

ju co najmniej rok, a może nawet dłużej. Na tak długą 
podróż zagraniczną książę potrzebował dużo środków 
finansowych, dlatego wiarygodna wydaje się informa-
cja o pożyczce zaciągniętej u szlachcica z Liège i o roli 
Rolofa z Neuenkirchen, jako gwaranta tej transakcji. 
Czy pożyczka ta ma bezpośredni związek z chorobą 
Warcisława VII, trudno jednoznacznie stwierdzić, nie 

background image

można jednak tej możliwości zupełnie wykluczyć. Jeśli 
Warcisław VIII rzeczywiście musiał ponieść koszty le-
czenia krewniaka i towarzysza podróży, można przyjąć, 
że zabrakło mu pieniędzy na kontynuowanie piel-
grzymki. Przyjmując, że pożyczka wiąże się z piel-
grzymką Warcisława VIII, dziwić musi fakt, dlaczego 
dopiero po ponad 30 latach (6 grudnia 1426 roku) na-
stąpiło nadanie Rolofowi z Neunenkirchen wsi Vor-
werk. Z dokumentu nadania wynika, że Rolof otrzymu-
je wieś od wnuków Warcisława VIII, a synów Barnima 
VI, Warcisława IX i Barnima VII jako wynagrodzenie 
za swoją ciężką służbę i szkody, których doznał wcze-
śniej za panowania ich przodków. Niestety, dokument 
ten nie precyzuje, o jakie szkody chodzi i kiedy mogły 
one wystąpić. Ponieważ kroniki wiążą tę informację 
z pielgrzymką do Ziemi Świętej i chorobą Warcisława 
VII, wydaje się, że można zaufać temu przekazowi. 
W roku  1428  Warcisław IX  zastawił  swój  zamek 
w Starych Turzygłowach (niem. Alt-Torgelow) bratan-
kom Rolofa z Neuenkirchen ‒ Kurtowi, Briinninkowi 
i Reimerowi z Neuenkirchen na Mellentin. Szlachcica 
z Liège o nazwisku Hubert (Huprecht, Ruprecht) z Zoi-
ren (Zoirn, Zoyen) nie udało się dotychczas zidentyfi-
kować. Natomiast rycerz Rolof von Neuenkirchen wy-
stępuje wielokrotnie w latach 1398-1429 na dokumen-
tach książąt wołogojskich. Dopóki nie pojawią się ne-
gatywne przesłanki na powyższy temat, musimy przy-
jąć, że historia z pożyczką pieniędzy, o której informują 
kroniki, odpowiada prawdzie. 

background image

Wymienieni kronikarze i większość historyków 

wiąże drugą pielgrzymkę Warcisława VIII (tym razem 
ponoć do Rzymu!) ze śmiercią jego brata Barnima VI, 
który zmarł 22 września 1405 roku. Z kronik wynika, 
że książę Barnim VI padł ofiarą zarazy, a chcąc przy-
spieszyć wyzdrowienie, postanowił udać się z piel-
grzymką do Matki Boskiej w Kenz na Pomorzu Przed-
odrzańskim; zmarł w czasie podróży w Pütnitz koło 
Damgarten i został pochowany w kościele w Kenz. Je-
go syn Warcisław IX, polecił wybudować piękny gro-
bowiec, ukazujący postać księcia. Brat zmarłego, War-
cisław VIII, który również zachorował podczas zarazy, 
ślubował, że jeśli wyzdrowieje, będzie pielgrzymować 
do Rzymu. Kiedy się to stało, książę wyprawił się 
w 1406 roku do Rzymu i w okresie półpostu (niem. 
Mittelfasten = niedziela Laetare) otrzymał z rąk papieża 
Grzegorza XII złotą różę, którą po powrocie na Pomo-
rze podarował klasztorowi w Podgłowie. Dalsze losy 
róży przedstawił obszernie H. Hoogeweg. W roku 1421 
opat Henryk Wittenburg przekazał książęcy dar kaplicy 
św. Marii, która miała być wybudowana na Górze Ma-
rii w miejsce dawnego klasztoru. Biskup kamieński 
Magnus pozwolił opatowi wystawiać różę corocznie 
w niedzielę Laetare (między 1 marca a 4 kwietnia), 
a także udzielił odpustu wszystkim, którzy odwiedzą tę 
kaplicę w tygodniu po Laetare. Kolejny biskup, Zyg-
munt, potwierdził w roku 1426 dokument poprzednika 
i dołożył jeszcze 40 dni odpustu. Późniejszy opat o tym 
samym imieniu, Henryk (1479-1493), chcąc zapobiec 
zbytniemu ubóstwianiu róży, zniszczył ją. 

background image

Wszyscy są zgodni, że w Rzymie książę Warcisław 

VIII otrzymał złotą różę od papieża Grzegorza XII 
(wybrany 30 listopada 1406 roku zrezygnował 4 lipca 
roku 1415). Potwierdzenie tego faktu znajdujemy w ar-
chiwum w Wenecji, gdzie jest przechowywany list, in-
formujący o zamiarze odwiedzenia papieża przez War-
cisława VIII (21 lutego 1407 roku). W liście tym senat 
miasta Wenecji oznajmił m.in.: „quod in recommenda-
tione magnifici domini Vartclay, ducis Stettinensis, 
Pomeranie etc., quem illustris dominus Ernestus, dux 
Austrie, nobis intime commendavit, ut secure possit ad 
Sepulcrum Dominicum se transferre, cum primo in-
tendat summum pontificem visitare, possint scribilittere 
domino pape et aliis in ilia forma generali, que dominis 
apparebit”. Ust jest datowany według stylu marcowego 
na 21 lutego 1406 roku, co odpowiada dniu 21 lutego 
1407 roku. Kiedy zatem Warcisław VIII opuścił Pomo-
rze? Od czasu śmierci Barnima VI (22 września 1405 
roku) nie mamy żadnych dowodów, potwierdzających 
sprawowanie rządów w księstwie przez Warcisława. 
Być może oznacza to, że książę był chory i nie wysta-
wił  żadnego dokumentu. Najwcześniej jesienią/zimą 
1405, względnie wiosną 1406 roku Warcisław mógł 
ślubować pielgrzymkę do Grobu Pańskiego (ad Se-
pulcrum Dominicum
) w Jerozolimie, następnie publicz-
nie ogłosił tę decyzję i poinformował o niej księcia au-
striackiego Ernsta Żelaznego, który od 1392 roku był 
mężem Małgorzaty, siostry Warcisława VII na Słupsku. 
Fakt ten sugeruje, że obaj książęta poznali się najpraw-
dopodobniej już w czasie pierwszej pielgrzymki Warci-

background image

sław VIII, w roku 1392/1393 i nawiązali bliższe sto-
sunki. Wszystko wskazuje bowiem na to, że Warcisław 
prosił Ernsta Żelaznego nie tylko o poparcie swoich 
planów, ale również o pośrednictwo u doży weneckie-
go. Jeszcze w 1406 lub na początku 1407 roku książę 
Ernest zwrócił się do doży i polecił mu Warcisława 
VIII, prosząc o pomoc w organizacji pielgrzymki. 
O wszystkim miał być też poinformowany papież, któ-
rego Warcisław zamierzał odwiedzić w Rzymie. 

Kiedy zatem mógł Warcisław VIII opuścić Pomo-

rze? W Bardzie 2 stycznia 1406 roku wystawił doku-
ment, w którym wymienił Barnima VI jako zmarłego. 
Chociaż nie znamy warunków klimatycznych panują-
cych w 1406 roku, wydaje się mało prawdopodobne, 
aby w środku zimy książę wybierał się w tak daleką 
podróż. Książęta meklemburscy Jan i Ulryk 21 marca 
1406 roku zawarli układ z miastem Stralsund, skiero-
wany przeciwko Warcisławowi VIII. Oznacza to, że 
książę znajdował się w tym okresie w trudnej sytuacji 
i właściwie nie mógł sobie pozwolić na dłuższą nieo-
becność w księstwie. Wielki mistrz zakonu krzyżackie-
go Konrad von Jungingen 28 marca 1406 roku zawarł 
za pośrednictwem książęcego posła, proboszcza stral-
sundzkiego Konrada Bonowa, wieczny pokój z Warci-
sławem VIII. Nieobecność księcia przy podpisaniu tak 
ważnego aktu może oznaczać, że Warcisław nie mógł 
przybyć na to spotkanie z powodu choroby lub nieobec-
ności w kraju. Miasto Stralsund 28 kwietnia 1406 roku 
wyraziło zgodę aby jego spór z księciem Warcisławem 
rozstrzygnął sąd stanowy, co na pewien czas uspokoiło 

background image

sytuację w księstwie wołogojskim. Gdzie przez całe la-
to 1406 roku przebywał książę i co robił  ‒ nie wiado-
mo. Dopiero 14 października 1406 roku książę wysta-
wił kolejny dokument, w którym pozwolił klasztorowi 
w Podgłowie wykupić wszystkie, zastawione przez 
niego dobra opackie.0 tym, że w miastach nadal trwały 
niepokoje, świadczy dokument księcia szczecińskiego 
Świętobora I z 21 grudnia 1406 roku, w którym wziął 
pod swoją opiekę miasta Stralsund, Greifswald i An-
klam. W tym czasie doszło też do krwawego konfliktu 
między miastem Stralsund i Konradem Bonowem, 
miejscowym proboszczem i doradcą księcia Warcisła-
wa VIII. W początkach roku 1407 Bonow opuścił 
Stralsund, aby wkrótce powrócić z 300 zbrojnymi 
jeźdźcami, z których pomocą dokonał rzezi na przed-
mieściach i spustoszył okoliczne wsie. Z tego powodu 
oburzenie i gniew mieszkańcy Stralsundu skierowali 
przeciwko duchownym, paląc na rynku oficjała i dwóch 
kapłanów Bonowa. Ponieważ nie słyszymy w tym cza-
sie, tj. od października 1406 do grudnia 1407 roku, 
o jakichkolwiek działaniach księcia Warcisława VIII na 
Pomorzu, daje to podstawę do przypuszczenia, że nie 
było go w księstwie. W innym wypadku na pewno za-
ingerowałby w konflikt miasta z Konradem Bonowem. 
Dopiero 28 grudnia 1407 roku książę wystawił w Wol-
gast ponownie dokument, w następnym roku wystawił 
już więcej dokumentów. 

Gdyby Warcisław opuścił Pomorze rzeczywiście 

jeszcze w 1406 roku ‒ jak chcą kroniki ‒ to swoją piel-
grzymkę mógłby rozpocząć dopiero po 14 październi-

background image

ka; drugim możliwym terminem jest wiosna 1407 roku. 
Najprawdopodobniej w okresie półpostu (= 6 marca 
1407 roku), przed wyruszeniem do Jerozolimy, Warci-
sław VIII odwiedził w Rzymie papieża, który przekazał 
mu złotą różę. Tak wyposażony, książę próbował udać 
się na Bliski Wschód. Niestety, w porównaniu do roku 
1393 warunki podróży do Jerozolimy po bitwie pod 
Nikopolis (1396) były bardzo niesprzyjające, co po-
zwala przypuszczać, że książę zrezygnował z podróży 
do Grobu Chrystusa. Jeżeli rzeczywiście rozpoczął tę 
wyprawę, to wkrótce ją przerwał i wrócił do Włoch, 
gdzie przebywał przez pewien czas, zanim ‒ najpóźniej 
jesienią 1407 roku ‒ przybył z powrotem na Pomorze. 
Niestety, nie znamy szczegółów tej podróży. Możemy 
jedynie przypuszczać, że do Wenecji udał się przez 
Pragę i Wiedeń, skąd ‒ dzięki poparciu księcia au-
striackiego i doży weneckiego ‒ dotarł do Rzymu. Po-
dróż powrotna księcia mogła przebiegać tą samą trasą. 
Ponieważ Rolof z Neuenkirchen 7 maja 1407 roku wy-
stąpił jako świadek na dokumencie księcia Bogusława 
VIII, oznacza to, że tym razem nie towarzyszył Warci-
sławowi VIII, a historia o pożyczce nie odnosi się do 
tej pielgrzymki. Fakt ten wzmacnia tezę, że wydarzenie 
to nastąpiło podczas pielgrzymki z lat 1392/1393. Mało 
prawdopodobna wydaje się też hipoteza, że pożyczka 
pieniężna mogłaby się wiązać z podróżą Warcisława IX 
(nie Warcisława VIII!) do Konstancji w roku 1417. 

Podsumowując: pielgrzymkę do Ziemi Świętej 

podjęli w sierpniu 1392 roku książę słupski Warcisław 
VII i książę wołogojski Warcisław VIII. Kiedy w cza-

background image

sie podróży Warcisław VII zachorował na Węgrzech 
(w miejscowości Semendrin nad Dunajem, na połu-
dniowy wschód od Belgradu), Warcisław VIII konty-
nuował ją sam. W końcu kwietnia lub na początku maja 
1393 roku wyruszył z Wenecji i wrócił na Pomorze 
w końcu tego roku lub nieco później. O tym, czy dotarł 
do Jerozolimy, dostępne źródła nie informują. W dro-
dze powrotnej mógł odwiedzić Rzym i jego siedem ko-
ściołów z relikwiami świętych. O tym, czy został wów-
czas przyjęty przez papieża, także nie wiadomo. Pewne 
jest jednak, że z tej podróży Warcisław VIII nie przy-
wiózł na Pomorze papieskiej złotej róży. Nastąpiło to 
podczas drugiej pielgrzymki Warcisława VIII, którą 
rozpoczął po 14 października 1406 lub na wiosnę 1407 
roku. Najprawdopodobniej nie dotarł wówczas do Jero-
zolimy, a podróż zakończył we Włoszech. Około 7 
marca 1407 roku Warcisław VIII odwiedził w Rzymie 
papieża Grzegorza XII, który podarował mu złotą różę. 
Dopiero jesienią 1407 roku książę wrócił na Pomorze 
i podarował papieski prezent klasztorowi Premonstra-
tensów w Podgłowie. Różę tę zniszczył później miej-
scowy opat Henryk. W czasie tej podróży księciu nie 
towarzyszył Rolof z Neuenkirchen, dlatego niemal 
z całą pewnością możemy wykluczyć, że książę w cza-
sie drugiej pielgrzymki był zmuszony pożyczyć pienią-
dze. Wszystko przemawia więc za tym, że Warcisław 
VIII zaciągnął pożyczkę pieniężną od szlachcica 
z Liège w czasie wyprawy z lat 1392/1393. Być może 
opisane w kronikach szczegóły tej transakcji, a także 
rola, jaką odegrał w niej towarzysz podróży księcia, 

background image

Rolof z Neuenkirchen, są prawdziwe. Niestety, poza 
kronikarzami nie informują o tym żadne inne źródła. 
Również  związek  tej  pielgrzymki  i  wydarzeń, 
w których brał udział Rolof z nadaniem mu wsi Vor-
werk pozostaje nieudowodniony. Pozostałe szczegóły 
podróży Warcisława VIII z roku 1393, np. czy spotkał 
się on z księciem Henrykiem z Lancaster i wspólnie 
z nim udał się w dalszą podróż, należy jeszcze zbadać, 
uwzględniając źródła południowoeuropejskie, których 
wykorzystanie było dotychczas niemożliwe. 
 

 

background image

Lucyna TurekKwiatkowska 
(Szczecin) 

IDEE WYPRAW KRZYŻOWYCH W HISTO-

RIOGRAFII POMORSKIEJ 

Idee wypraw krzyżowych zaczynają się kształto-

wać około IX wieku, gdy wychodzące z Rzymu chrze-
ścijaństwo umacnia się, zabierając na potrzeby wzrasta-
jącej liczby ludności coraz większe połacie ziemi 
i przeznaczając je na uprawę zboża. 

Równolegle do ekspansji wewnętrznej świat chrze-

ścijański rozszerza się także na zewnątrz. Orężny spo-
sób zdobywania nowych ziem wydawał się bowiem ła-
twiejszy od pokojowego. Tak rozwinęła się dwukierun-
kowa ekspansja, której wynikiem było przesuwanie się 
granic świata chrześcijańskiego w Europie i dalekie 
wyprawy do krajów mahometańskich ‒ krucjaty. Roz-
szerzanie tych granic w Europie, podjęte w VIII i trwa-
jące aż do IX i X wieku stało się niemal w całości apa-
nażem Niemców, którzy zajmowali chrześcijańskie 
marchie, stykające się na północy i na wschodzie z te-
renami pogan. Powstał z tego splot motywów religij-
nych, demograficznych, gospodarczych i narodowo-
ściowych, który od IX wieku nadał ruchowi krzyżo-
wemu szczególne znamiona. Dominującym aspektem 
stało się w końcu starcie Niemców ze Słowianami, któ-
rych motywy religijne przesuwały się na plan dalszy, 
skoro Niemcy nie wahali się uderzać na sąsiadów także 
i wtedy, kiedy przyjęli już oni chrześcijaństwo. 

background image

Około roku 1000 nowa grupa państw rozszerza 

granice świata chrześcijańskiego na północy i na 
wschodzie. Polska Mieszka (966), Węgry Stefana 
(1001), Dania Haralda Sinozębego (950-986), Norwe-
gia Olafa Trygwasona (969-1000) i Szwecja Olafa 
Skötkunga. Równie imponująca jest ekspansja skandy-
nawska w X wieku. Islandia i Grenlandia zdobyta przez 
Normanów, którzy podbijają także Anglię ‒ król Swen, 
a po jego śmierci syn, król Kanut Wielki, panują w An-
glii, Danii, Norwegii i Szwecji. Jednak po jego zgonie 
Anglosas Edward Wyznawca odbiera Anglię Duńczy-
kom. Zostaje ona ponownie podbita z innej skandy-
nawskiej bazy, Normandii, w roku 1066, gdy Wilhelm 
Bastard Zdobywca, książę Normandii, zdobywa Anglię 
w bitwie pod Hastings. 

Francja północna ‒ krucjata do Francji południo-

wej, krucjata przeciw albigensom (1229); wreszcie kru-
cjata do Hiszpanii, bowiem jednym z wielkich osią-
gnięć chrześcijańskiej ekspansji w X wieku były wy-
prawy do Hiszpanii przeciw mahometanom, w których 
królom hiszpańskim pomagali przybysze z Pirenejów. 
Wśród pomocników rekonkwisty ‒ mnisi francuscy 
(kluniaccy), którzy podtrzymali popularność piel-
grzymki do św. Jakuba w Compostelli i odegrali pierw-
szoplanową rolę. Od połowy XI wieku hiszpańska re-
konkwista zabarwia się nastrojem wojny religijnej 
przeciwko islamowi ‒ religii wysoko zorganizowanej 
na Wschodzie, do tej pory raczej nieznanej, co przygo-
towuje drogę wojskowym i duchowym realiom krucja-
ty. 

 

background image

Wprawdzie pod nazwę krucjaty podciągano póź-

niej wszystkie polityczne lub zbrojne wyprawy prze-
ciwko „niewiernym”, niechrześcijanom, jednak par ex-
cellence
 była nią wyprawa do Ziemi Świętej. Kiedy 
Urban II z Clermont rozniecił w 1095 roku płomień 
krucjaty, sądził, że zapal religijny pozwoli na prze-
kształcenie wojen w Europie w sprawiedliwą walkę 
z niewiernymi; chciał  świat chrześcijański oczyścić od 
zgorszenia walk między współwyznawcami tej samej 
wiary, dać chwalebne ujście wojowniczym zapałom 
feudalnego świata. Także Kościół i papiestwo liczyły, 
że dzięki krucjatom, których duchowe przywództwo 
objęły, zapewnią sobie panowanie również na Zacho-
dzie, nad Respublica Christiana. 

Walka z niewiernymi objęła w XI wieku nie tylko 

wyznawców religii mahometańskiej, ale także innych 
niewiernych, czyli pogan. Wśród państw pogańskich 
szczególne miejsce zajmowało w tym okresie Pomorze, 
które nie stanowiło w XII wieku wyizolowanej krainy 
pozbawionej jakichkolwiek kontaktów z sąsiednimi 
krainami czy wpływów w dziedzinie religijnej. Pomo-
rzanie uprzytamniali sobie inność religii, bowiem pod-
boje prowadzone przez Sasów, Duńczyków i w końcu 
Polaków były nie tylko walkami politycznymi, ale 
wojnami o charakterze krucjat. Pomorze ‒ wyspa po-
gaństwa na morzu chrześcijaństwa ‒ nieuchronnie zdą-
żało do zmian. Wobec przewagi chrześcijaństwa reli-
gią, która musiała ulec zniszczeniu, mogło być tylko 
pogaństwo. Tak też pojmował swoją misję w nawraca-
niu Pomorza Bolesław Krzywousty. 

background image

Utrzymanie zwierzchnictwa Polski na Pomorzu 

Zachodnim wymagało ściślejszego włączenia tej dziel-
nicy w organizację wczesnofeudalnego państwa Pia-
stów przez narzucenie chrześcijaństwa. Dopóki Pomo-
rze pozostawało pogańskie, istniało stałe zagrożenie 
roszczeniami podnoszonymi przez pogranicznych bi-
skupów i margrabiów niemieckich. W dogodnej chwili 
mogły one doprowadzić do podporządkowania tego 
kraju niemieckiej organizacji kościelnej i politycznej, 
a w następstwie ‒ do wyparcia polskich wpływów poli-
tycznych. W obliczu tego niebezpieczeństwa Bolesław 
Krzywousty, tuż po zakończeniu działań wojennych lat 
1121-1122, rozpoczął starania o zorganizowanie wy-
prawy misyjnej. W zamierzeniach tych mógł liczyć na 
pomoc Warcisława I, będącego już chrześcijaninem 
i ożenionym z chrześcijanką, choć niechęć do wprowa-
dzenia ustroju feudalnego występowała zarówno ze 
strony miast, jak i możnych. 

Opór Pomorzan wobec wiary chrześcijańskiej był 

daleko większy, aniżeli nacji sąsiednich. Plemiona po-
łabskie, Obotryci i Meklemburgia przyjęły chrześcijań-
stwo wcześniej, natomiast Pomorzanie czynili to 
z wielką niechęcią. Przyczyna tego tkwiła, jak pisze 
kronikarz, w większym przywiązaniu do wiary ojców, 
to wtedy było tak bardzo dobrze. Osaczeni przez chrze-
ścijańskich sąsiadów Pomorzanie, nie chcąc się zgodzić 
na podporządkowanie polityczne, chwycili za broń 
przeciwko chrześcijaństwu, jednak mniej przeciwko 
nowej wierze, a bardziej przeciw zależności politycz-
nej. Jak wynika z wypowiedzi historyków pomorskich, 

background image

wybrali przyjęcie religii od takiego sąsiada, który gwa-
rantował im największą autonomię. 

Słaba zależność od Polski, o czym piszą historycy 

pomorscy, a także dość często powtarzana formuła 
„pobratymcy” (,,Stammverwandte Nation”, „Stamver-
wandtes Volk”, „Bruderkrieg mit Polen”) spowodowa-
ły, że przyjęcie wiary chrześcijańskiej od Polski było 
dla Pomorzan najbardziej pożądane, gdyż stanowiłoby 
to niejako objęcie nową wiarą plemienia tej samej na-
cji. Przykładem mogła być sama Polska, która, docenia-
jąc korzyści płynące z chrześcijaństwa, przyjęła nową 
wiarę, nic nie tracąc ze swej słowiańskości, wręcz prze-
ciwnie ‒ zyskując na znaczeniu. 

Pojawiły się jednak trudności natury politycznej. 

Akcja misyjna z Polski wymagała uprzedniego uzgod-
nienia z cesarzem Henrykiem V, a także z papieżem. 
Przypuszczalnie z tego względu Bolesław Krzywousty 
nie mógł powierzyć przeprowadzenia misji episko-
patowi polskiemu, jak to stało się na Pomorzu Słowiań-
sko-Słupskim. Kandydatura Ottona była próbą kom-
promisu między polskimi i niemieckimi interesami. Bi-
skup bamberski był znany w kołach polskich, gdyż 
dłuższy czas przebywał na dworze Władysława Her-
mana. Z drugiej strony był Niemcem, a także odznaczał 
się umiejętnościami dyplomatycznymi, liczono więc, że 
uzyska poparcie cesarza i papieża. 

Pertraktacje w sprawie misji przeciągnęły się 

i trwały kilkanaście miesięcy.  Bolesław Krzywousty 
uzyskał  przyzwolenie  kurii  papieskiej,  natomiast 
uzgodnienie interesów polskich i niemieckich było 

background image

trudne. Polska musiała zrezygnować z chrystianizacji 
ziem Wieleckich, chociaż nominalnie podlegały one 
księstwu zachodniopomorskiemu. Na sejmie w Bam-
bergu (1124) Otto musiał uzgodnić swoje postępowanie 
w czasie misji z wytycznymi wschodniej polityki Rze-
szy, dopiero wtedy uzyskał zgodę papieża i panów 
niemieckich. 

Niemieccy badacze widzieli w Ottonie nie tylko 

apostoła, ale również działacza politycznego oraz pio-
niera germanizacji. Omawiając konsekwencje działal-
ności misyjnej biskupa, podkreślali, że torowała ona 
drogę chrześcijańskim wpływom niemieckim. Nie sta-
rali się natomiast wyświetlać motywów i celów tych 
posunięć Ottona, które wkraczały w dziedzinę polityki. 
Natomiast historycy pomorscy uważali, że mądrość 
krzewienia wiary przez Ottona przejawiała się w tym, 
że podał do wierzenia najbardziej elementarne zasady 
wiary, co niektórzy biografowie poczytali mu nawet za 
złe, stwierdzając, że spłycił piękną wiarę Chrystusową 
i nie zapuściła ona korzeni w sercach oraz umysłach 
Pomorzan. Przyczyniło się to m.in. do nawrotu pogań-
stwa. 

Oprócz głoszenia samego słowa Bożego Otto starał 

się załatwić wiele spraw politycznych, występując jako 
wysłannik króla polskiego, a zarazem znawca nowych 
porządków na zachodzie Europy. Kronikarze stwier-
dzali, że chrystianizacja Pomorza na terenach objętych 
akcją religijną z Polski nie była przeprowadzona za 
pomocą miecza. Mimo groźnych sytuacji, nigdzie nie 
doszło do rozlewu krwi, wiarę zaś szerzono na drodze 

background image

kazań, namów, perswazji, wykazywania wyższości bó-
stwa chrześcijańskiego. 

Podkreśla się, że Otto miał na celu wyłącznie na-

wrócenie Pomorza, włączenie go do wspólnoty sło-
wiańskiej, nie zaś uzależnienie polityczne. Musiał być 
jednak świadom, że wyprawa misyjna na Pomorze leży 
w interesie niemieckiej ekspansji politycznej, kamu-
flowanej zamiarem nawracania na nową wiarę. W na-
stępnych latach wpływy polskie na ziemiach nadod-
rzańskich zostały poważnie zagrożone. W 1125 roku 
księcia saskiego Lotara z Suplinburga, groźnego rywala 
Piastów na terenach przybałtyckich, obrano po śmierci 
Henryka  V  królem  niemieckim,  równocześnie 
w Szczecinie i Wolinie silne jeszcze elementy pogań-
skie spowodowały przywrócenie kultu dawnych bo-
gów. Groźba odwetowej wyprawy polskiej, a także 
obawa przed narastaniem reakcji pogaństwa spowo-
dowały, że Warcisław zwrócił się do biskupa bamber-
skiego o podjęcie ponownej wyprawy misyjnej, której 
celem miało być umocnienie chrześcijaństwa. Działal-
ność misyjna w 1128 roku objęła przede wszystkim 
pogańskie jeszcze tereny lucickie, niedawno wcielone 
do Pomorza. 

Wynik drugiej misji pomorskiej, korzystny dla pol-

skich interesów, wywołał duże niezadowolenie w ko-
łach rządzących Niemiec. Król Lotar III zagroził nawet 
Ottonowi z Bambergu konfiskatą dóbr biskupich, jeśli 
natychmiast nie zerwie rozmów z Bolesławem Krzy-
woustym i nie powróci do kraju. Wywarł też nacisk na 
Warcisława, aby ten zerwał układy z Polską. 

background image

Nadanie misji Ottona w pewnym sensie charakteru 

krucjaty niemieckiej przeciw Słowianom wyraziło się 
w niechęci do powierzenia stanowiska biskupa Wojcie-
chowi i zależności metropolitarnej od Gniezna, ale jed-
nocześnie uświadamiało nierealność pretensji Magde-
burga do zwierzchnictwa kościelnego nad Pomorzem, 
gdyż magdeburską metodę szerzenia chrześcijaństwa 
uważano za przestarzałą i nieskuteczną, gdyż opierała 
się na przemocy i budziła nienawiść wśród Słowian. 
Najlepsze rozwiązanie widział Lotar III w wyłączeniu 
diecezji  pomorskiej  ze  związku  metropolitarnego 
i poddaniu jej bezpośrednio stolicy apostolskiej. Dla 
dalekowzrocznego polityka niemieckiego było jasne, że 
egzempcja diecezji pomorskiej ułatwi wciągnięcie Po-
morza w orbitę niemieckich wpływów politycznych, 
bowiem likwidując zwierzchnictwo kościelne Gniezna 
nad tym krajem osłabi pozycję Polski nad Bałtykiem. 

Szerzenie nowej wiary w sposób pokojowy przez 

Ottona przeciwstawiano akcję religijną prowadzoną 
w Rugii na Pomorzu Zaodrzańskim przez Duńczyków 
oraz wyprawy chrystianizacyjne Sasów. Miały one cha-
rakter absolutnie ekspansjonistyczny, a religia chrześci-
jańska była tylko jednym z narzędzi w państwie zdo-
bywcy. Elementy czysto religijne były tu sporne, choć 
na zewnątrz ‒ wobec władzy papieskiej ‒ najazdy te 
mogły znaleźć usprawiedliwienie. 

Wyprawie na Rugię przewodził biskup Absalon 

z Roskilde, ale jego obecność i postawa nie miały nic 
wspólnego z postawą i intelektem oraz zaangażowa-
niem religijnym Ottona z Bambergu, wręcz przeciwnie 

background image

‒ doceniano go jako doskonałego przywódcę woj-
skowego, taktyka, nawet dyplomatę, ale nie wysłannika 
Kościoła, przynoszącego światło religii chrześcijańskiej 
poganom. 

Mimo że chrystianizacja Rugii odbyła się później, 

od początku było wiadomo, iż chodzi o aneksję poli-
tyczną, dlatego opór mieszkańców przyjął ogromne 
rozmiary. Walka przeciw Duńczykom była zacięta, 
bowiem oznaczała równocześnie walkę o niezależność 
polityczną wyspy. Lokalni historiografowie zastana-
wiając się, dlaczego pokonani mieszkańcy Rugii stali 
się wiernymi chrześcijanami i nie wracali więcej do 
pogaństwa, uznali, że pokonani nie mieli szans na 
uwolnienie się od Duńczyków, zatem i walka o powrót 
do pogaństwa była bezcelowa. 

Pomorze od czasów misji Ottona i wyprawy Absa-

lona na Rugię uważano oficjalnie za kraj już nawróco-
ny, a traktowanie go w dalszym ciągu jako teren misyj-
ny byłoby równoznaczne z zakwestionowaniem dzia-
łalności chrystianizacyjnej Ottona Bamberskiego i duń-
skiej. Jednak plany feudałów niemieckich i duńskich, 
dotyczące zagarnięcia ziem nadbałtyckich pomijały 
przynależność terenów słowiańskich, w tym także Po-
morza, do chrześcijaństwa, dlatego skrzętnie wykorzy-
stali organizowanie nowej krucjaty przez Bernarda 
z Clair vaux. Zajęcie Edessy i Jerozolimy w 1145 roku 
przez Muredina obudziło, jak pisze historyk pomorski, 
zapał w chłodniejszych umysłach niemieckich do rato-
wania Ziemi Świętej. Niemcy nie chcieli zostać w tyle 
za rycerzami romańskimi czy francuskimi. Król Konrad 

background image

z wieloma książętami, duchownymi i innymi przyjmo-
wał w Boże Narodzenie w Spirze krzyż, także sam wy-
ruszył na krucjatę, natomiast zebrani w Reichstagu we 
Frankfurcie książęta sascy postanowili „mehr weltklug” 
niż „uneigennützig” ‒ szukać niewiernych nie gdzieś 
daleko za morzem, jak pełna zapału drużyna króla, ale 
podjąć łatwiejszą i bezpieczniejszą wyprawę przeciwko 
Słowianom, którzy swoją pogańską dzikością i półpo-
gańskim sprzeciwem wymagali powtórnego przywró-
cenia do wiary. Chcieli wykorzystać wyprawy przeciw 
pogańskim, według ich mniemania, Słowianom jako 
prawdziwą krucjatę, nazywając je „Wendenzüge”, pod-
czas gdy wyprawę do Ziemi Świętej określano „Kreu-
zerzüge”. 

Wiosną 1147 roku, kiedy książęta południowonie-

mieccy pod wodzą Konrada ‒ przez Węgry, Grecję 
oraz Syrię  ‒ zdążali do Jerozolimy, pozostali Niemcy 
„um die Feinde des christlichen Glaubens überall zu-
gleich zu befehden”. Szykowano dwa wielkie przedsię-
wzięcia. Rycerze z Niderlandów, Dolnego Renu i Ko-
lonii oraz ujścia Wezery postanowili, w zamian za peł-
ną trudu wyprawę do Ziemi Świętej, wraz z Anglikami 
pojechać na portugalskie wybrzeże przeciw hiszpań-
skim Maurom; udało im się zdobyć Lizbonę. Bez roz-
głosu i powoli przygotowywali się Sasi, zaopatrzeni 
w znaki wyprawy krzyżowej przeciwko Słowianom ‒ 
Obodrytom, pomorskim Lutykom i Rugianom. 

Jako powód wyprawy wysuwano trwanie w pogań-

stwie szerokich mas słowiańskich. Podawano przykła-
dy, że Czesi wrócili do wiary przodków, zwłaszcza po-

background image

ligamii, a w Polsce po śmierci Mieszka II gwałtowne-
mu powstaniu ludowemu towarzyszył nawrót pogań-
stwa. Podobnie w Szwecji król Swen dopuszcza na 
krótko do krwawych ofiar. Także Litwa po śmierci 
Mendoga, ochrzczonego w 1251 roku, powróciła do 
kultu bałwanów. Tak było również na Pomorzu. Uwa-
żano, że przeprowadzona przez Ottona Bamberskiego 
akcja chrztów masowych objęła tylko część ludności, 
nawet w latach późniejszych wysoce powierzchowna 
chrystianizacja nie zdołała doprowadzić do likwidacji 
pogaństwa. Biskupi niemieccy uzasadniali najazd sła-
bością miejscowego chrześcijaństwa i potrzebą jego 
wzmocnienia. Biskup pomorski nie mógł całkowicie 
zaprzeczyć istnieniu w jego diecezji licznych pogan, 
wiedział bowiem, że np. książę Racibór przymykał oko 
na pogańskie praktyki swoich poddanych, aby zapobiec 
ich całkowitej ucieczce od chrześcijaństwa. Ogólnie 
jednak twierdzono, że „wiarę chrześcijańską trzeba 
utwierdzać nie orężem, a słowem Bożym, gdyż taką 
doktrynę głosił apostoł Pomorza, Otto z Bambergu”. 
Ponadto historycy pisali, że wszystkie kraje nadbałtyc-
kie i połabskie były mniej lub więcej schrystianizowa-
ne, a Pomorze od dwudziestu lat należało do krajów 
par excellence 
chrześcijańskich, a zatem, stwierdzał hi-
storyk, jesteśmy przekonani, że nieprzyjacielski napad 
nie pochodzi z potrzeby nawracania, ale z chęci podbo-
jów książąt saskich, którzy uważają, że Słowianie nie 
dorośli do posiadania państwa chrześcijańskiego; dlate-
go zaatakowali „mit Kreutzerfahrerwuth”. Pojawienie 
się Sasów pod murami Szczecina określono jako „unter 

background image

der Kreutzfahne, gegen Kreutz zu kämpfen”. Skiero-
wanie przeciwko chrześcijańskim Słowianom wypra-
wy, która nie mała nic wspólnego z ideą walk religij-
nych, wywołało oburzenie w Europie, a papież musiał 
zarządzić dochodzenie w tej sprawie. Późniejsze wy-
prawy niemieckie przeciwko Słowianom, w tym Pomo-
rzanom, nie były już kamuflowane pozorami walki 
z niewiernymi. 

W XIII wieku osłabło w Europie zainteresowanie 

świętą wojną, zwłaszcza że krucjaty nie złagodziły 
obyczajów, szał walki z niewiernymi doprowadził 
krzyżowców do najgorszych nadużyć, od zbrodniczych 
pogromów w drodze do Jerozolimy ‒ podczas pierw-
szej  wyprawy grupa  ubogich,  pałających  żywiej 
ogniem świętym rycerzy wyrżnęła po drodze Żydów ‒ 
do rzezi i grabieży np. Jerozolimy w 1099 i Konstanty-
nopola w 1204 roku. Kolejne niepowodzenia, szybkie 
zdegenerowanie idei krucjaty i jej przejście w politykę, 
a wkrótce zgorszenie i finansowanie krucjat, które sta-
nowiło alibi lub pretekst dla skarbu papieskiego do na-
kładania coraz większych ciężarów i nierozważnego 
handlowania odpustami, doprowadziły do tego, że za-
kony rycerskie ‒ grupa społeczna najbardziej aktywna 
w realizowaniu świętej wojny ‒ niezdolne już do obro-
ny i utrzymania Ziemi Świętej wycofały się na Zachód, 
aby tutaj dopuszczać się różnego rodzaju nadużyć fi-
nansowych i wojskowych, w dalszym ciągu jednak pod 
pozorem walki o wiarę chrześcijańską, choć twierdzono 
już wówczas, że dzieło ogólnoeuropejskiej krucjaty 
może być zrealizowane tylko dzięki armii o niezwy-

background image

kłych etyczno-militarnych walorach. W każdym na-
wróconym kraju europejskim dopatrywano się wielu 
pogańskich przeżytków, np. w Norwegii było nim 
święto ognia, a w Kastylii ‒ ogromna popularność wró-
żenia z gwiazd, z lotu ptaków, czyli religia chrześcijań-
ska skażona obecnością Maurów i Żydów, wręcz pod-
danych władzy szatana. Większym polem do popisu 
i hołdowaniu zasadom krucjat było istnienie pogan na 
Północy, w chrześcijańskiej Europie ‒ Prusów. Grupą, 
która przyniosła do Prus idee wojen o Jerozolimę, był 
zakon krzyżacki. Swoje dążenie ekspansjonistyczne 
Krzyżacy  umiejętnie  pozorowali  kontynuowaniem 
dawnych idei. Pierwsi rycerze zakonni zawdzięczali 
swoje sukcesy przy nawracaniu Prus (ennemis de la 
foy
) pomocy rycerzy chrześcijańskich, od pierwszej po-
łowy XIV wieku coraz częściej w szeregach krzyżac-
kich zaczęli pojawiać się rycerze francuscy, angielscy 
i burgundzcy. Krzyżacy potrafili przedstawiać udział 
w wyprawach w Prusach czy przeciwko Litwie równie 
atrakcyjnie, jak wyprawy przeciwko muzułmanom, 
dbali też o odpowiedni przebieg zbrojnej wyprawy, aby 
czas spędzony nie tylko podczas rejzy, ale i w okresie 
spokoju był interesujący. Ważnym elementem było 
uroczyste pasowanie na rycerza w trakcie rejzy, nawią-
zujące do tradycji krucjatowych. W ówczesnej poezji 
radzono rycerzowi, który chciał zasłużyć na podziw 
damy swego serca, aby udał się do Prus lub Inflant na 
letnią rejzę. 

Tak ukształtowana idea krucjaty pruskiej oddzia-

ływała na książąt pomorskich, którzy uwikłani w liczne 

background image

walki wewnętrzne, usiłowali w jakimś stopniu podpisać 
się pod uczestnictwem w nawracaniu niewiernych, a że 
nie uczestniczyli w wyprawach do Jerozolimy (chyba 
tylko jako pielgrzymi, ale nie rycerze), łaskawym 
okiem spoglądali na poczynania Krzyżaków w Prusach, 
a później na Litwie i usiłowali im pomagać w przeko-
naniu, iż w pewien sposób przyczyniają się do krucjaty 
przeciwko niewiernym. I tak, powstrzymując raubrit-
terstwo na drogach wiodących przez Pomorze do Mal-
borka, zabezpieczali dopływ rycerzy z zachodu, którzy 
wspomagali Krzyżaków w rejzach na Litwę. Aby uzy-
skać warowny punkt strzegący drogi pomorskiej Krzy-
żacy kupili w 1384 roku od rodu Wedlów nowomar-
chijskie miasto Świdwin. W 1386 roku wielki mistrz 
Konrad Zollner zawarł w Lęborku z Warcisławem i je-
go bratem Bogusławem układ, którym za 10 tysięcy 
grzywien, a później, w innym układzie, za 6 tysięcy 
guldenów, mieli dostarczać zakonowi na wezwanie 100 
rycerzy, 100 łuczników i 400 koni. W polityce książąt 
w grę wchodziły pieniądze, ale trzeba zaznaczyć, że 
uważali dzieła Krzyżaków za słuszne. Przyjęcie chrztu 
przez Litwę za czasów Władysława Jagiełły podważyło 
zaufanie książąt pomorskich do Krzyżaków i ich misji, 
dlatego przyrzekali służyć Polsce, a przede wszystkim 
nie przepuszczać dla Krzyżaków posiłków z zachodu. 

Chrystianizacja Litwy podważała sens istnienia za-

konu, dlatego Krzyżacy w swoich poselstwach na euro-
pejskie dwory nie przedstawiali całej prawdy o religij-
nej akcji Jagiełły, poddając w wątpliwość cele litew-
skiego władcy wykorzystując, istniejący nadal, ste-

background image

reotyp Polaków ‒ sprzymierzeńców pogan‒Litwinów. 
Pojawiły się jednak pytania o szczerość działalności 
misyjnej zakonu. Przyjeżdżający rycerze, zamiast wal-
czyć z Saracenami, musieli wszak zdobywać chrześci-
jańskie, mazowieckie miasta. 

Niemniej utrzymywanie przez Krzyżaków postawy 

rycerzy jerozolimskich” o długiej tradycji oraz swoich 
racji w walkach, tym razem już z chrześcijańskimi Po-
lakami, oddziaływało na Pomorzan i sprowokowało 
książąt szczecińskich do opowiedzenia się w bitwie pod 
Grunwaldem po stronie Krzyżaków. Nie na długo jed-
nak, gdyż tuż po bitwie książę Bogusław X usiadł ze 
zwycięzcami przy jednym stole. 

O ile władcy pomorscy ulegali w pewnym sensie 

mitowi krucjaty, czego wynikiem była współpraca 
z Krzyżakami, o tyle miasta pomorskie nie dostrzegały 
w Krzyżakach żadnych orędowników wiary, a głównie 
zachłannych najeźdźców i rabusiów. W źródłach nader 
często powtarza się zwrot „die verhassten Kreuzer, bo-
se Ordensritter”. Czuły się zagrożone, ponieważ wie-
działy, iż miasta pod rządami Krzyżaków nie miały 
samodzielności, pełniąc funkcję zaplecza gospodarczo-
finansowego państwa krzyżackiego. W obronie miast 
pomorskich przed Krzyżakami postawiono w roku 
1321 wieżę w Świdwinie o nazwie „Kick in Pommern”, 
co miało przypominać o bohaterskiej walce Pomorzan 
z  zakonem. 

Idea wypraw krzyżowych wpłynęła w pewnym 

stopniu na kształtowanie się modelu rycerza, co widać 
na przykładzie pomorskich możnych. Dawni panowie 

background image

słowiańscy nie zaadaptowali nowego modelu rycer-
stwa, czuli się bowiem w tym ustroju feudalnymi „ho-
mini novi”, nieznający etosu zachodniego rycerza. Na-
pływowa szlachta również nie przyniosła na Pomorze 
ducha rycerskiego i nie była tematem chansons de ge-
stes,
 stanowiła grupę dekadentów, którzy szukali źródeł 
utrzymania. To właśnie na Pomorzu wykształciła się 
szlachta o niskich instynktach, tu powstało raubritter-
stwo, nie odbywały się turnieje. E Bartold ze smutkiem 
konstatuje, że Pomorze nie miało nigdy sławnych ryce-
rzy. 

Warto zauważyć, że ten niedostatek rycerskości 

pomorscy możni, a także ich władcy nadrabiali piel-
grzymkami do Jerozolimy. Wędrowali do Jerozolimy 
i Warcisław VII, i Świętobór I, i Eryk I, król Norwegii, 
Szwecji i Danii (książę słupski), tam zdobywali ogładę 
rycerską. Potwierdzeniem, że wędrowali dla sławy ry-
cerskiej, nie chcąc być gorszymi od rycerzy zachod-
nich, jest wyprawa księcia Bogusława X. Posłużyła za 
kanwę opowieści w stylu chansons de gestes, była te-
matem XVI-wiecznej tragikomedii, opisującej rozmaite 
perypetie, z których Bogusław zawsze wychodził zwy-
cięsko. W przytaczaniu faktów przebija duma, że Bo-
gusław podjął wyprawę do Jerozolimy, która była prze-
cież udziałem najwybitniejszych rycerzy, nawiązał kon-
takt z cesarzem Maksymilianem i z papieżem Aleksan-
drem VI, był przyjmowany z honorami, jako udzielny 
i potężny władca, przez republiki włoskie. Miało więc 
Pomorze swojego rycerza, takiego jak Ryszard Lwie 
Serce czy Cyrano; Bogusława porównywano także 

background image

z królem francuskim Henrykiem IV. Skoro ziemia po-
morska wydała takiego bohatera, nie może być i nigdy 
nie była gorsza od innych. 

Idea krucjat do Jerozolimy umarła z końcem XV 

wieku. Wiele się jeszcze mówiło o organizowaniu wy-
praw, ale nikt się już wówczas nie ruszył. Nowe prądy 
religijne skłaniały ludzi do poszukiwania innej drogi do 
Boga, tworzenie bractw czy stowarzyszeń cha-
rakteryzujących się głęboką mistyką; powstawały nowe 
elementy kultu religijnego. Odniesieniem do dawnych 
krucjat były specjalne kaplice jerozolimskie, które da-
wały namiastkę pielgrzymki do Ziemi Świętej tym, któ-
rzy nie mogli się tam udać osobiście. Na Pomorzu po-
wstało wówczas wiele miejsc słynących z cudów. 
Urządzane w kościołach, a potem na wolnym powietrzu 
widowiska misteryjne przedstawiały wiernym dzieje 
męki Chrystusa, wzbogacając w ten sposób wiedzę re-
ligijną, a zarazem dostarczające przeżyć intelektual-
nych. 
 

 

background image

Wojciech Iwańczak 
(Kielce) 

KRUCJATY JANA LUKSEMBURSKIEGO 

Idea krucjatowa w średniowiecznej Europie prze-

chodziła ciekawą ewolucję. Po upadku posiadłości 
chrześcijańskich na Bliskim Wschodzie aktualna stała 
się kwestia ich odzyskania. W miarę upływu czasu 
w przewidywalnej perspektywie moment ten się odda-
lał, mimo to XIV wiek obfituje w różne pomysły i ini-
cjatywy, które były ożywione duchem wypraw krzy-
żowych. Nierozłącznie związane z rycerstwem i jego 
ideologią, są w dalszym ciągu istotnym elementem 
dyskusji i roztrząsali, pozostają także wdzięcznym te-
matem utworów literackich. Idea rycerska, aczkolwiek 
coraz mniej związana z konkretnymi osiągnięciami 
konnych wojowników na polu bitwy, jest wciąż obecna 
w życiu i kulturze społeczeństw. Niektórzy autorzy 
określają nawet wiek XIV jako stulecie „nostalgii ry-
cerskiej” lub „pierwszego renesansu rycerskiego”. 

W tak zarysowanej sytuacji postać Jana Luksem-

burskiego odgrywa niezmiernie interesującą rolę. Mo-
narcha, uchodzący za uosobienie idei rycerskiej, budo-
wał swój wizerunek w sposób wielowątkowy, którego 
jednym z najbardziej istotnych składników było uczest-
nictwo w krucjatach. Pierwsza połowa XIV wieku, 
okres, w którym przyszło mu działać, obfituje w przed-
sięwzięcia tego typu, ale ich geografia zmieniła się już 
w sposób zasadniczy. Jak wiadomo, w Europie tere-
nem, gdzie można było jeszcze spotkać pogan, a więc 

background image

ludzi stanowiących raison d'être krzyżowców, były ob-
szary północno-wschodnie. Rejon Prus i Litwy ‒ bo 
o nim mowa ‒ był dość mocno zróżnicowany. Litwa 
uchodziła jeszcze za kraj pogański, ale nie zamykała się 
całkiem przed chrześcijaństwem ‒ w Wilnie istniał 
przecież klasztor franciszkański i dominikański, a także 
cerkiew św. Mikołaja. Wyrażano też nadzieję, że wielki 
książę litewski Giedymin przyjmie chrzest. Oczywiście 
występował tutaj skomplikowany splot interesów, na-
tomiast główny zainteresowany i najbliższy sąsiad, za-
kon krzyżacki, nie angażował się w szybką chrystiani-
zację Litwy, gdyż jego misja w tej części Europy stała-
by się wówczas mniej czytelna. W takich okolicz-
nościach powstało zjawisko, które było już wielokrot-
nie przedmiotem badań historyków, z rozprawą W. Pa-
raviciniego na czele ‒ krucjaty pruskie. Kierowane 
przez zakon krzyżacki wyprawy rycerstwa zachodnio-
europejskiego stały się w wieku XIV jednym z naj-
bardziej charakterystycznych zjawisk w tej części Eu-
ropy. W Prusach można było walczyć za wiarę, wyu-
czyć się w dobrej szkole rzemiosła rycerskiego, zaznać 
smaku przygody i zyskać sławę. 

W interesującym nas okresie wielokrotnie obser-

wujemy udział rycerstwa czeskiego w tych ekspedy-
cjach, które odbywano zazwyczaj zimą, gdy można się 
było sprawnie poruszać po zamarzniętym gruncie. By-
wało, że wyprawy takie podejmowano niemal corocz-
nie. W 1322 roku wśród głównych aktorów spotykamy 
młodego hrabiego Jülichu z Nadrenii, jednego z książąt 
śląskich, a z Czech ‒ obok nieznanego z imienia pana 

background image

z Iichtenburga ‒ także Plichtę z Żirotina z bratem. 
Plichta to postać znana w owym czasie, bowiem autor 
tzw.  Kroniki Dalimila, pierwszej (powstałej w drugiej 
dekadzie XIV wieku) kroniki czeskiej w języku naro-
dowym, zalicza go do grona najwybitniejszych wojow-
ników swojej epoki. Wyprawa z 1322 roku skierowana 
głównie na Żmudź, dopisała także kolejny wawrzyn do 
chwały tego rycerza. Miał on tam wyzwać na pojedy-
nek wybitnego wojownika litewskiego i pokonać go 
w rycerskiej walce. Był to już jednak jeden z ostatnich 
sukcesów Plichty, gdyż jeszcze w tym samym roku 
przyjdzie mu zginąć w bitwie Fryderyka Habsburga 
z Ludwikiem Bawarskim pod Mühldorfem. Rok 1323 
przyniósł kolejną wyprawę, w której ze strony moraw-
skiej odnotowano udział panów z Cimburgu i Egerber-
gu, ale zima była wówczas tak bardzo ostra, że dalszy 
marsz okazał się niemożliwy. Podobny los spotkał eks-
pedycję z roku 1324 ‒ Piotr z Rożembergu wraz z licz-
ną ekipą rycerzy i pomocników musiał zrezygnować 
z wyprawy, tym razem z powodu odwilży. Zauważmy, 
jak wiele zależało od kaprysów przyrody, a pogoda ‒ 
jak się za chwilę okaże ‒ wpływała również w sposób 
istotny na krucjaty, w których uczestniczył Jan Luk-
semburski. 

Nieznający odpoczynku król czeski wziął udział 

w trzech takich przedsięwzięciach. Pierwsze zorgani-
zowano na przełomie lat 1328/1329 i była to bez wąt-
pienia największa rejza tej dekady, a pojawienie się le-
gendarnego króla czeskiego w tym zakątku Europy sta-
ło się podstawą licznych dociekań historyków. Do 

background image

sprawy przypuszczalnej  motywacji władcy jeszcze 
wrócimy, teraz ograniczmy się do zdania sprawy 
z przebiegu wypadków. 

Kwestia udziału Jana Luksemburskiego w krucja-

cie pojawia się kilka lat wcześniej, gdy składa on ślub, 
iż podejmie z królem francuskim „passagium ultrama-
rinum”. W odpowiedzi na tę ofertę papież zezwolił mu 
pobierać przez 3 lata dziesięcinę z dochodów ducho-
wieństwa w ziemiach czeskich i Luksemburgu. Pienią-
dze ‒ jak to się zazwyczaj działo w przypadku tego 
władcy ‒ szybko się rozeszły, nadszedł też moment do-
pełnienia obietnicy. Wyprawa do Ziemi Świętej w ów-
czesnych warunkach politycznych ‒ nawet dla tak od-
ważnego monarchy jak Jan Luksemburski ‒ nie wcho-
dziła raczej w grę. Król czeski postanowił zatem wyru-
szyć do Grenady, aby walczyć z Maurami, ale niespo-
dziewanie ‒ co w odniesieniu do tego monarchy było 
raczej normą  ‒ zmienił plany i udał się w całkowicie 
odwrotnym kierunku. 

Zakon krzyżacki i jego goście korzystali wówczas 

w drodze na Litwę z dwóch tras ‒ jedna prowadziła 
z Warmii na Grodno, druga zaś, wiodąca bardziej na 
północ, zmierzała wzdłuż Niemna na Kowno. Wę-
drówkę ułatwiało wiele twierdz, z ważną Ragnetą na 
końcu. W roku 1328/1329 krzyżowcy wybrali drugi 
wariant i planowali dotrzeć do serca Żmudzi. Wyprawa 
zapowiadała się obiecująco: stawili się rycerze z Nie-
miec, Anglii, Francji, Czech, Holandii, a wśród uczest-
ników czeskich spotykamy takich, którzy wybrali się na 
rejzę nie po raz pierwszy. Znalazł się tam nawet hrabia 

background image

Hainault, który porzucił krucjatę w Grenadzie, aby do-
łączyć do króla czeskiego. Jan Luksemburski opuścił 
Pragę 6 grudnia 1328 roku, w dzień Nowego Roku 
1329 był w Toruniu, a 20 stycznia 1329 roku w Kró-
lewcu. Na czele wyprawy stali ‒ jak zazwyczaj ‒ repre-
zentanci zakonu krzyżackiego z wielkim mistrzem 
Wernerem von Orseln. Po przeprawieniu się przez 
Niemen koło Ragnety wkroczyli na Żmudź. Spalili 4 
grody, a na opór napotkali dopiero pod Miedwia‒ gołą. 
Ta silna twierdza w roku 1316 potrafiła obronić się 
przed krzyżowcami, ale tym razem, 2 lutego, załoga 
została zmuszona do kapitulacji. W twierdzy miało się 
znajdować kilka tysięcy osób, w tym duża część nieu-
zbrojonej ludności miejscowej. Krzyżacy zamierzali 
podobno wymordować jeńców, co nie należało do prak-
tyk rzadkich, ale darowano im ostatecznie życie za cenę 
chrztu i przysięgi, że wytrwają w nowej wierze. Rzecz 
ciekawa ‒ tym, który podobno wstawił się za pojma-
nymi, był Jan Luksemburski. Oczywiście po odejściu 
rycerzy nawróceni wrócili do swoich dotychczasowych 
wierzeń. Przyczyny niezwykłej łagodności króla cze-
skiego mogły być różne. Tą, która nasuwa się w pierw-
szej kolejności, był naturalnie honor rycerski, tak Ja-
nowi ‒ co udowodnił całym swoim życiem ‒ drogi. Po-
za tym w bezpośrednim otoczeniu króla przebywał 
wówczas franciszkanin z Pragi Fryderyk z Pernštejna, 
który występował jako przedstawiciel papieża i być 
może wstawił się za jeńcami. Wyprawie towarzyszyły 
różne znaki, które pokazały się na niebie, m.in. ognisty 
krzyż, a w trakcie walk zabito ponoć mierzącego 12 

background image

stóp litewskiego olbrzyma. Warto dodać, że interesują-
cy opis wyprawy przekazał francuski poeta Wilhelm de 
Machaut, który znalazł się wśród uczestników. Ma-
chaut, który jako sekretarz królewski przez długie lata 
pozostawał na służbie Jana Luksemburskiego i był jego 
wielkim admiratorem, wspomina m.in., że krzyżowcy 
zdobyli twierdze i spustoszyli kraj na obszarze więk-
szym, niż przestrzeń między Paryżem a Brugią. Poeta 
przeżył swojego chlebodawcę o ponad 30 lat, ale do 
końca życia pozostawał pod jego urokiem. Zawdzięczał 
mu zresztą  ‒ oprócz wielu interesujących przygód ‒ 
liczne beneficja kościelne. Krucjata, jak zwykle, trwała 
krótko, gdyż już 12 marca widzimy króla czeskiego 
w Toruniu, a w jej trakcie ziemia dobrzyńska została 
podzielona pomiędzy zakon i Jana Luksemburskiego; 
w 1330 roku król sprzedał Krzyżakom swoją część. Po-
za tym darował im Pomorze, które i tak od dawna nale-
żało do zakonu, nie był to więc dla władcy gest zbyt 
bolesny. Wyprawę zakończył zatem Jan bez strat, 
a nawet z zyskami, gdyż u wielkiego mistrza krzyżac-
kiego oraz bogatego mieszczanina z Torunia, Hermana 
z Essen, zaciągnął pożyczkę w wysokości 1300 kóp 
groszy praskich. Następnie powrócił do kraju przez 
Śląsk i 8 maja 1329 roku powitano go w Pradze jak bo-
hatera. W Kronice zbrasławskiej, najciekawszym bodaj 
źródle dziejopisarskimXIV-wiecznych Czech, znalazła 
się wzmianka, że Jan Luksemburski chciał przeniknąć 
tak głęboko do krajów pogańskich, jak żaden inny 
władca przed nim. Na tej podstawie niektórzy historycy 
próbowali wyciągać wnioski, że czeski władca plano-

background image

wał wciągnąć Litwę w orbitę swoich wpływów poli-
tycznych i nie zamierzał bynajmniej ograniczyć się do 
spełnienia obowiązku dewocyjnego rycerza chrześci-
jańskiego. Taka interpretacja w świetle całokształtu 
działalności Jana Luksemburskiego nie wydaje się 
słuszna, chociaż nie sposób jej wykluczyć. Trzeba pa-
miętać, że władca ten ‒ jak pokazują jego liczne posu-
nięcia ‒ potrafił rozgraniczać różne sfery swojej dzia-
łalności. Był znakomitym dyplomatą, uzyskującym 
bardzo konkretne efekty, ale wielką wagę przykładał 
także do walorów propagandowych. Kronika zbrasław-
ska
 powiada, iż zabierał na wyprawy poetów „ut com-
munis omnium hominum preconizat fama”. Można na-
wet powiedzieć, że ‒ używając dzisiejszej terminologii 
‒ doskonale reżyserował swoje dokonania, aż do boha-
terskiej, choć zarazem do pewnego stopnia teatralnej, 
śmierci pod Crécy włącznie. Rozliczne talenty nie wy-
kluczają oczywiście szczerości jego intencji i auten-
tycznego przejęcia się ideą rycerską. W przypadku wy-
praw litewskich domysły, iż pragnął w ten sposób rea-
lizować cele polityczne i rozszerzyć sferę własnych 
wpływów zapoznają istotny element, to mianowicie, że 
głównym organizatorem tych akcji był zakon krzyżac-
ki, a wszyscy zaproszeni goście ‒ w tym król czeski ‒ 
występowali u boku rycerzy zakonnych. Trudno sobie 
wyobrazić, aby Jan Luksemburski, walcząc w Grena-
dzie czy Kordobie z Maurami, myślał o rozciągnięciu 
tam swojej hegemonii politycznej, na podobnych zasa-
dach traktował więc chyba misję krucjatową w Prusach. 
Poza tym własne plany polityczne w tym rejonie musia-

background image

łyby nieuchronnie doprowadzić do konfliktu z trady-
cyjnym sprzymierzeńcem Jana Luksemburskiego ‒ za-
konem krzyżackim. 

Druga krucjata króla czeskiego była fragmentem 

większej ekspedycji, do której szykowano się już od 
dawna. Na początku 1336 roku Krzyżacy podjęli wy-
prawę i zdobyli silnie umocniony gród na Żmudzi, któ-
rego mieszkańcy woleli popełnić samobójstwo, niż się 
poddać. Zakon rozpoczął tam budowę silnej twierdzy, 
ale prace przerwano w oczekiwaniu na następną wy-
prawę, której uczestników werbowano w Rzeszy. Na-
stąpiła ona na przełomie 1336 i 1337 roku. Wśród 
uczestników znalazło się wielu rycerzy z dolnej Nadre-
nii, a więc rejonów, skąd pochodził Jan Luksemburski. 
Król czeski przeżywał wówczas dość trudne chwile, 
ponieważ toczył walkę o Karyntię i Tyrol, a jednocze-
śnie zaczęła się tworzyć przeciw niemu dość groźna 
koalicja międzynarodowa. Podjęcie obowiązku krucja-
towego dawało mu jednak szansę wyrwania się z izola-
cji. Z jednej strony mógł podtrzymać rozbieżności mię-
dzy zakonem krzyżackim i Polską, ugruntowując jed-
nocześnie swoje niedawne zdobycze na Śląsku, z dru-
giej zaś uzyskiwał zabezpieczenie przed ewentualnym 
atakiem cesarza Ludwika Bawarskiego. Trzeba bowiem 
pamiętać, że udział w krucjacie zapewniał swoisty im-
munitet, a święty obowiązek skutecznie chronił przed 
każdym zagrożeniem. 

W końcu grudnia 1336 roku Jan Luksemburski 

z synem Karolem oraz liczną grupą panów czeskich, 
reprezentantów  najwybitniejszych  rodów,  wyruszył 

background image

z Pragi. Z Ronowców byli tam: najwyższy kanclerz 
i proboszcz wyszehradzki Pertold z Lipy, Hynek Berka 
i Hynek Náchodski z Dubé, Henryk z Lichtenburga 
i Smil z Bítova, z Markwarticów: Jan z Michałowic, 
Hynek z Valdštejnu i Vanĕk z Wartembergu i Veseli, 
z Witkowców  zaś  wymienia  się  tylko  Wilhelma 
z Landštejnu. Znany z krucjaty 1324 roku Piotr z Ro-
żembergu został w Czechach i być może z polecenia 
Jana Luksemburskiego dbał o spokój w królestwie. 
W składzie wyprawy znalazł się również biskup oło-
muniecki Jan Wołek. Na początku roku 1337 krzyżow-
cy byli już we Wrocławiu, gdzie ‒ według wydanych 
tam dokumentów ‒ zabawili od 4 do 15 stycznia. 
W stolicy Śląska przebywali stosunkowo długo, czekali 
bowiem na przyłączenie się krzyżowców z Rzeszy, 
a równocześnie Jan Luksemburski występował tam po 
raz pierwszy jako władca poddanego mu niedawno 
Wrocławia. Korzystając z  okazji,  nie omieszkał 
wzmocnić się finansowo, sprzedając Prudnik z przyle-
głościami księciu Bolkowi Opolskiemu oraz pobierając 
od mieszczan wrocławskich pokaźną kwotę na cele 
krucjaty. Ostatecznie ekipa została uzupełniona o ryce-
rzy z Burgundii, Francji, Hiszpanii i Holandii, a także 
zięcia króla czeskiego, księcia Henryka z Dolnej Bawa-
rii oraz książąt śląskich ‒ Władysława bytomskiego 
i Wacława legnickiego. W realizacji ambitnych planów 
przeszkodziła pogoda, gdyż katastrofalna odwilż unie-
możliwiła posuwanie się w głąb Litwy. Przepłynięto 
przez, zazwyczaj o tej porze roku zamarzniętą, Zatokę 
Kurońską, a chcąc zostawić jakiś trwały ślad obecności, 

background image

wystawiono kilka twierdz jako punkty oparcia dla dal-
szej penetracji całego regionu. Jedna z nich została 
wzniesiona na lewym brzegu Niemna i na cześć Henry-
ka z Dolnej Bawarii nazwana Bayerburg. Zostawiono 
w niej silną załogę i zaopatrzenie na dwa lata. Posunię-
cia te wskazują, że próbowano zmienić metody postę-
powania, stale centra miały bowiem zapewnić możli-
wość dominacji politycznej, której nie gwarantowały 
kilkutygodniowe rejzy. 

Dla Jana Luksemburskiego druga krucjata skoń-

czyła się dość nieszczęśliwie, gdyż w drodze powrotnej 
zachorował we Wrocławiu na oczy, co było zresztą 
przypadłością często występującą w jego rodzinie. Wy-
daje się, że przyczyny choroby były uwarunkowane ge-
netycznie i dzisiaj już rzadziej powraca się do starej te-
zy, że władcy zaszkodził wilgotny klimat litewski. 
Szukając w czasie pobytu we Wrocławiu pomocy, od-
dał się w ręce jakiegoś francuskiego lekarza, ponieważ 
jednak terapia nie przyniosła konkretnych rezultatów, 
krewki władca kazał nieszczęsnego medyka zaszyć w 
worku i utopić w Odrze. Po powrocie do Pragi zasięgał 
konsultacji specjalisty arabskiego, ale efekty były rów-
nie mizerne. Arab uniknął jednak losu poprzednika, 
uzyskał bowiem przed rozpoczęciem kuracji królew-
skie przyrzeczenie, gwarantujące mu bezpieczeństwo. 
Król stracił najpierw prawe oko, potem próbował się 
jeszcze ratować, szukając porady u sławnych lekarzy w 
Montpellier, ale po roku 1340 stracił całkowicie wzrok. 

Między drugą i trzecią krucjatą, którą zorganizo-

wano zimą 1344 na 1345 rok, istnieje pewne podobień-

background image

stwo konfiguracji politycznej. W obu przypadkach Jan 
Luksemburski zdecydował się bowiem na udział w wy-
prawie w dość trudnej dla siebie sytuacji. W roku 1344 
pojawiły się pierwsze zarysy kolejnej, trzeciej już, koa-
licji antyluksemburskiej, której architektem był cesarz 
Ludwik Bawarski, zaniepokojony wzrostem znaczenia 
Luksemburgów w Rzeszy. W składzie koalicji znalazł 
się Kazimierz Wielki (jego obawy wzbudziła świeżo 
uzyskana przez Pragę godność arcybiskupstwa), król 
Węgier, margrabia Miśni, landgraf Turyngii, książęta 
austriaccy oraz książę Bolko świdnicki. Jan Luksem-
burski postanowił wyruszyć na Litwę m.in. dlatego, że 
dawało mu to szansę na uniknięcie izolacji politycznej, 
głównie przez zacieśnienie związków z zakonem krzy-
żackim. Ten ostatni miał z kolei do pewnego stopnia 
rozwiązane ręce po pokoju w Kaliszu w 1343 roku, 
kiedy Kazimierz Wielki zobowiązał się, że nie będzie 
popierał  pogan  występujących  przeciw  zakonowi. 
Trzecia krucjata miała niezwykle doborowy skład. 
Wśród ponad 200 książąt i panów znalazł się hrabia 
Wilhelm z Hennegau, który wsławił się już awanturni-
czą pielgrzymką do Ziemi Świętej, Jan Luksemburski 
z synem Karolem, francuski szwagier Jana ‒ książę 
Bourbon, książę Albrecht Hohenzollern, król Ludwik 
Węgierski, hrabia Günther ze Schwarzburga i inni. 

Punktem zbornym był ‒ już nie po raz pierwszy ‒ 

Wrocław, a styczniowy pobyt tam w 1345 roku obfito-
wał w interesujące sytuacje. Rycerstwo skracało sobie 
czas oczekiwania na wymarsz, m.in. grając w kości. 
Doszło wówczas do zabawnej sprzeczki hrabiego Wil-

background image

helma z Hennegau z młodym królem Ludwikiem Wę-
gierskim. 17-letni monarcha po przegraniu 600 złotych 
nie potrafił opanować rozdrażnienia i został za to suro-
wo ukarany, wręcz ośmieszony, gdyż hrabia rozrzucił 
wygraną między licznych kibiców obserwujących to 
widowisko. Historyjka ta przypomina o jednym z klu-
czowych elementów etosu rycerskiego, jakim była bez-
interesowna hojność, a wspomniane zdarzenie jest 
świadectwem swoistego folkloru rycerskiego i nie wy-
daje się, aby należało się w nim doszukiwać przejawów 
rywalizacji politycznej między uczestnikami krucjaty, 
chociaż z pewnością i to się zdarzało. Dodajmy, że pre-
cyzyjne oddzielenie tych motywów nie zawsze jest 
możliwe. 

Tak wspaniale zapowiadająca się krucjata zakoń-

czyła się szybciej, niż można było tego oczekiwać. Po 
przekroczeniu Niemna dowodzona przez wielkiego mi-
strza krzyżackiego armia przystąpiła do oblężenia 
dwóch grodów na Żmudzi. Wkrótce jednak nadeszła 
wiadomość, że Litwini szykują się do ataku na Króle-
wiec. Pogłoska okazała się fałszywa, gdyż Litwini 
przeprowadzili w tym czasie kilka udanych akcji w Inf-
lantach. Zanim rzecz się wyjaśniła, wielki mistrz zarzą-
dził odwrót. Powtórny atak nie nastąpił, bowiem plany 
pokrzyżowała odwilż. Za głównego winowajcę niepo-
wodzenia uznano Ludolfa Königa z Weizau, wielkiego 
mistrza krzyżackiego, który za przypisywane mu błędy 
zapłacił utratą stanowiska. 

Wyprawy pruskie Jana Luksemburskiego znalazły 

odzew w utworach literackich.  Wspomniano już 

background image

o Wilhelmie de Machaut, pisał o królu czeskim także 
poeta austriacki Peter Suchenwirt, ale zatrzymajmy się 
na moment przy opowieści kronikarza z Liège Jeana 
d'Outremeuse (zm. 1400) Myreur des histors. Utwór ‒ 
utrzymany w konwencji na poły historycznej, na poły 
legendarnej ‒ opisuje przygotowania do pojedynku Ja-
na z przywódcą „Saracenów” Margalisem u stóp oble-
ganej twierdzy litewskiej. Do pojedynku nie dochodzi, 
gdyż królowi pogan przybywają z pomocą jego oddzia-
ły. Szanując kodeks rycerski, poganin oddaje się we 
władzę chrześcijańskiemu monarsze, a ten z kolei pró-
buje go nawrócić. Ponieważ argumentacja teologiczna 
nie skutkuje, Jan wysyła Margalisowi piękną dziew-
czynę. Uczucia, jakie wzbudziła we władcy pogan, mo-
gą być spełnione tylko za cenę chrztu. Ostatecznie 
Margalis nie zdradza swojej wiary, zrozpaczeni ko-
chankowie rozstają się, a król umiera z miłości. 

Historia ta przedstawiona w konwencji miłości 

dwornej, jest dobrym odbiciem dość złożonego zjawi-
ska, jakim były wyprawy pruskie. Mamy oto przedziw-
ną mieszaninę różnych elementów, które tworzą całość 
wysoce interesującą i nie najłatwiejszą do interpretacji. 
Obowiązek rycerski, służba Bogu, obrona wiary, wy-
raźnie czytelne interesy polityczne, misja chrystianiza-
cyjna i rozrywkowa eskapada, szczodrość i honor ry-
cerski ‒ wszystkie te składniki są usytuowane w dość 
nierzeczywistym krajobrazie puszcz i bagien litew-
skich, trzaskającego mrozu i niespodziewanych odwil-
ży. Jaka była jednak prawdziwa hierarchia wartości, 

background image

wyznawana przez uczestników tych ekspedycji ‒ na to 
pytanie nie ma prostej odpowiedzi. 

 

 

 

background image

Wojciech Peltz 
 (Zielona Góra) 

KRZYŻOWCY W EUROPIE PÓŁNOCNO-

WSCHODNIEJ 

Motywy, które kierowały uwagę społeczności ła-

cińskiego zachodu w stronę Ziemi Świętej, były obce 
i niezrozumiałe mieszkańcom Rusi. Odzyskanie przez 
Europejczyków Palestyny mogło wręcz szkodzić inte-
resom handlowym Kijowa. Ustalenie się bowiem nowej 
drogi handlowej z Lewantem musiało osłabiać znacze-
nie tradycyjnego szlaku z Azji przez Kijów, Kraków, 
Pragę do Ratyzbony, drogi, z której Ruś czerpała po-
ważne korzyści. Nie mogła również podniecać wyob-
raźni i ambicji ruskich feudałów nadzieja zdobyczy na 
Wschodzie. Ruś w XI-XII wieku ‒ w przeciwieństwie 
do zachodu ‒ nie przeżywała nagłego wzrostu demo-
graficznego, który mógł być rozładowany w wyniku 
masowej emigracji na wschód. Nie odczuwano tu 
zresztą braku środków zaspokajających potrzeby mate-
rialne systemu lennego, który wielu przedstawicieli 
arystokracji zachodniej skłaniał do poszukiwania za-
bezpieczenia egzystencji w obcych stronach. Wpraw-
dzie i na Rusi nie brakowało książąt-izgojów, a więc 
dynastów pozbawionych władztw, ale zjawisko to nie 
przybrało masowego charakteru. W porównaniu z za-
chodem Ruś dysponowała nieograniczonymi możliwo-
ściami kolonizacji, które mogły rozładować wśród Ru-
rykowiczów napięcia terytorialne. Ruś Zaleska, już 
w końcu X wieku opanowana przez ośrodek kijowski, 

background image

stanowiła azyl dla malkontentów, niedostrzegających ‒ 
czasowo lub na stałe ‒ możliwości osiągnięcia kariery 
w starej dziedzinie naddnieprzańskiej. Stało się wręcz 
zwyczajem, że bardziej ambitni członkowie domu pa-
nującego mieli w swoim życiorysie epizod zaleski. 

Rojenia o odzyskaniu Ziemi Świętej także nie były 

bliskie mentalności Rusinów, chociaż zainteresowanie 
kolebką chrześcijaństwa było na Rusi tak powszechne, 
że w połowie XII wieku hierarchia próbowała zniechę-
cać do masowych peregrynacji do miejsc świętych. 
Wyprawy te jednak tylko w nikłym stopniu zostały 
utrwalone w piśmiennictwie. Pierwszy opis Lewantu 
znajdujemy w Pielgrzymce ihumena Daniela z lat 1106-
1108, który dotarł w tym czasie przez Konstantynopol 
do Jerozolimy, gdzie zetknął się z krzyżowcami. Kolej-
ny pątnik z Rusi znalazł się w Palestynie dopiero po 
trzystu latach. Był nim archimandryta monasteru św. 
Bogarodzicy w Smoleńsku o imieniu Agrafienij, odby-
wający pielgrzymkę w roku 1370. Opisy obu wypraw, 
oddając dość wiernie topografię Palestyny, są pełne 
fantastycznych legend i apokryfów, które mogły zaj-
mować uwagę pobożnego, ale i zabobonnego ruskiego 
czytelnika. Nie wynika jednak z tekstu zabytków, jako-
by świętości chrześcijańskie ucierpiały od niewiernych. 
Jest ich wiele i zachowały się w dobrym stanie. Trudno 
więc zwłaszcza w Pielgrzymce Daniela, dopatrzyć się 
jakiejś szczególnej awersji do niewiernych na Bliskim 
Wschodzie. Z drugiej jednak strony w zabytku tym nie 
brak złośliwych uwag pod adresem krzyżowców, któ-
rych świece nie chcą płonąć przy Grobie Pańskim, gdyż 

background image

ominęła ich łaska Boża. Nie oznacza to, że ruskiej de-
wocji obca była nienawiść do „wrogów krzyża” ‒ w pi-
śmiennictwie epoki jest ona aż nadto widoczna, ale do-
tyczy wyłącznie pogan, którzy stanowili realne zagro-
żenie dla Rusi ‒ Połowców. Ruś była zbyt zajęta walką 
z poganami, których czuła pod bokiem, ażeby poszu-
kiwać ich jeszcze w odległej Palestynie. 

Jednak negatywny stosunek Rusinów do ruchu 

krucjatowego w najwyższym stopniu był kształtowany 
przez uprzedzenia, wręcz irracjonalną awersję do ko-
ścioła zachodniego. Już w połowie XI wieku pojawia 
się Posłanie do łacinników, przypisywane metropolicie 
Leontijowi. Z tego okresu pochodzi również traktat 
Teodozego Pieczerskiego Słowo o wierze chrześcijań-
skiej i łacińskiej.
 Ale najwyraźniej eksplikował kon-
trowersje między ortodoksją i katolicyzmem anonimo-
wy utwór powstały w Bizancjum za panowania Alek-
sego Komnena. Zabytek pojawił się prawdopodobnie 
pod wpływem doświadczeń z łacinnikami w czasie 
pierwszych krucjat i formułował 28 „błędów łacinni-
ków” wykluczających zbliżenie obu konfesji, później 
ich liczba została rozszerzona do 32; spotkał się z do-
brym przyjęciem na Rusi, gdzie odnaleziono kilka jego 
przekładów. W podobnym duchu jest utrzymane Po-
słanie
 metropolity kijowskiego Nicefora z początku XII 
wieku. Wątki antyłacińskie można również spotkać w 
Powieści dorocznej
 i wielu innych utworach aż do XIV 
wieku. Stawiane w nich zarzuty przeciwko Kościołowi 
zachodniemu wykluczały w oczach pisarzy cerkiew-
nych jakiekolwiek próby dialogu ekumenicznego, co 

background image

więcej, były uznawane za grzeszne, dlatego zabraniano 
Rusinom wszelkich kontaktów z katolikami, biesiado-
wania z nimi i przejmowania ich obyczajów, uznając to 
za śmiertelny występek przeciwko wierze. 

Na to nieprzejednane stanowisko Kościoła ruskie-

go nie mogła mieć wpływu mediacja bizantyjska. 
Wprawdzie od czasu do czasu podejmowano w Kon-
stantynopolu nieudane próby pojednania z Rzymem, 
ale inicjatywy te, niechętnie widziane w samym Bizan-
cjum przez kler i lud prawosławny, na Rusi spotykały 
się ze szczególną dezaprobatą. Najgłębsze kontrowersje 
między metropolią ruską i patriarchatem pojawiały się 
na tle unijnych pomysłów w Bizancjum. Zresztą i nad 
Bosforem wystąpienia rządu były krytykowane przez 
kler, zwłaszcza wyznawców tradycyjnej teologii apofa-
tycznej, co znajdowało zrozumienie na Rusi, gdzie na 
podatny grunt trafiały antyintelektualne prądy dewocji 
greckiej. Z czasem Kościół ruski uznał się za strażnika 
prawosławia, który przeciwstawiał zagrożonemu przez 
łacińską herezję Bizancjum „świętą Ruś”. Stanowisko 
to, widoczne od XI do XV wieku, czyniło z Kościoła 
ruskiego  największego  wroga  ruchu  krucjatowego 
w świecie prawosławnym. 

Manifestowanie takiej postawy nie uszło uwadze 

zachodu. Kiedy w połowie XII wieku w ideologii krzy-
żowej pojawiają się nowe wątki, suponujące objęcie 
misją Kościoła rzymskiego nie tylko Lewantu, ale i po-
gan w Europie środkowej i wschodniej, z wolna kształ-
tuje się opinia, że w kręgu oddziaływań krzyżowców 
powinni się znaleźć również schizmatycy, równie 

background image

oporni na wpływy konfesji łacińskiej co poganie, 
a więc w tym samym stopniu pozostający wrogami Ko-
ścioła. 

W ten sposób dystansująca się od akcji krzyżow-

ców w Palestynie Ruś stała się obiektem ich wrogich 
zamiarów. Najważniejszy, w odniesieniu do Rusi, wy-
daje się aspekt ideologiczny ruchu krucjatowego, 
w którym miano odnajdować wsparcie dla akcji misyj-
nych, politycznych i militarnych w Europie wschodniej. 
Uzasadnienie tezy, że schizmatycy szkodzą Kościołowi 
tak jak poganie, wymagało wielu argumentów dogma-
tycznych, historycznych i politycznych. Najważniejsze 
wydawało się zakwestionowanie ich chrystianizmu, za-
tarcie linii, jaka oddziela schizmatyków od pogan. Ar-
gument ten wzmacniano, imputując prawosławnym bli-
skie związki i współdziałanie z niewiernymi, co stawia-
ło ich we wspólnym froncie przeciwko katolicyzmowi. 
W zbitce pojęciowej „wróg Kościoła” znalazł się za-
równo poganin, jak i prawosławny. 

Po raz pierwszy sugestie takie pojawiły się w wy-

stąpieniach Bernarda z Clairvaux, który głosił, że ze 
znakiem krzyża należy występować nie tylko przeciw-
ko Saracenom, ale także pogańskim i schizmatyckim 
Słowianom. W polemice z Abelardem Bernard rozwi-
nął koncepcję słuszności walki z niekatolikami. O ile 
Abelard również pogan zaliczał do „gens humana”, 
z czego wynikał postulat odpowiedniego ich traktowa-
nia, o tyle Bernard widział w nich tylko potępieńców, 
których trzeba nawracać wszelkimi sposobami. Jak-
kolwiek spór wydawał się nie do końca rozstrzygnięty, 

background image

gdyż żywo dyskutowano na ten temat jeszcze na sobo-
rze w Konstancji, to rozterki te nie miały większego 
znaczenia w praktyce politycznej XII wieku. Bernard 
utrzymywał, że wyprawy przeciwko niewiernym euro-
pejskim należy traktować jako ekwiwalent krucjat do 
Ziemi Świętej. Wyrazem tej postawy była, zorganizo-
wana z jego inspiracji, słynna krucjata przeciwko Sło-
wianom z roku 1147. Stanowisko to podzielała kuria 
rzymska, gotowa przyznać krzyżowcom w Europie te 
same  prerogatywy,  jakie  przysługiwały  rycerzom 
w Ziemi Świętej. Dlatego papiestwo zaczęło zwalniać 
ze ślubów pielgrzymich do Jerozolimy tych, którzy 
zdeklarowali się wziąć udział w wyprawach na ziemie 
pogańskie w Europie. Honoriusz III w roku 1217 abso-
lucji takiej udzielał krzyżowcom, zdecydowanym wy-
stąpić przeciwko Prusom najeżdżającym archidiecezję 
gnieźnieńską. Bullą z 1221 roku papież zwalniał Lesz-
ka Białego ze ślubów pielgrzymki do Grobu Świętego, 
gdyż książę obiecał zorganizować krucjatę na ziemię 
pruską. 

Te same miary przyjęto w Rzymie w odniesieniu 

do sąsiadujących z północno-wschodnią Rusią Liwów 
i Estów. Po upadku III krucjaty Celestyn III wezwał do 
wyprawy przeciwko Bałtom, którą miał kierować Mei-
nard, biskup ikskolski, sufragan biskupa bremeńskiego, 
pierwszy misjonarz katolicki w tych stronach. Papież 
zachęcał do tej wyprawy, zapewniając jej uczestnikom 
odpust zupełny. Podobnie Innocenty III bullą z 5 paź-
dziernika 1199 roku dawał pełną absolucję krzyżow-
com, zdecydowanym wziąć udział w wyprawie plano-

background image

wanej przez kolejnego biskupa Liwonii, Alberta. Pięć 
lat później, w czasie IV wyprawy, Inocenty przyrów-
nywał krzyżowców w Liwonii do rycerzy udających się 
do Ziemi Świętej i obiecywał uznać ich śluby piel-
grzymki do Grobu Chrystusa, jeżeli zdecydują się na 
wyprawę przeciwko Bałtom. 

Jako zwolenników pogańskich Bałtów zaczęto 

równocześnie traktować schizmatyckich Rusinów, tak-
że groźnych wrogów Kościoła katolickiego. W bulli 
z 1227 roku papież przed planowaną krucjatą przeciw-
stawiał nowo nawróconych Estów poganom i Rusinom. 
W roku 1232 Grzegorz IX proponował Kawalerom 
Mieczowym, aby przenieśli swoją działalność do Fin-
landii i skierowali ją przeciwko „niewiernym Rusi-
nom”. Zabraniał też bez zezwolenia kurii zawierać ro-
zejmy z Rusinami i poganami. W bulli z 1233 roku Ru-
sini już bez ogródek są nazwani „wrogami” Kościoła, 
w różnych enuncjacjach bywają stawiani na równi z Sa-
racenami. Uchodzą za „prześladowców wiary Chrystu-
sowej”, sojuszników Tatarów, a więc na równi z Litwi-
nami i Jaćwięgami powinni być nawracani. 

Jednak do lat pięćdziesiątych XIII wieku Ruś nie 

stała się głównym obiektem polityki inspirowanej przez 
Kościół w Europie wschodniej. Traktowano ją raczej 
jako rywala w objętym akcją misyjną kraju Liwów 
i Estów. Na ziemi tej ścierały się interesy Niemców lu-
beckich, Danii, Szwecji, a później również Krzyżaków, 
natomiast moderatorem działań w gronie państw kato-
lickich stała się kuria rzymska, która nie tylko medio-
wała między zwaśnionymi stronami, ale dążyła także 

background image

do utworzenia tu enklawy podległej bezpośrednio 
Rzymowi. 

Akcję misyjną w tych stronach, prowadzoną po-

czątkowo przez cystersów, a później przez dominika-
nów, zapoczątkowało w roku 1186 mianowanie przez 
arcybiskupa bremeńskiego Hartwiga II sufraganem iks-
kolskim mnicha cysterskiego Meinarda. Ale za praw-
dziwego inicjatora ruchu krucjatowego w Liwonii nale-
ży uznać Alberta z Appeldorn, od roku 1198 przez ko-
lejne 30 lat biskupa ryskiego, który, nawiązawszy 
współpracę z duńskim władcą Kanutem VI i hercogiem 
szlezwickim Waldemarem z jednej strony, a z drugiej 
pozyskawszy dla swoich planów przywódców ple-
miennych Liwów, zdołał opanować ujście Dźwiny i za-
łożyć tu w 1201 twierdzę, nazwaną Rygą, która stała 
się siedzibą nowych biskupów. W 1202 roku powołał 
Zakon Kawalerów Mieczowych, formalnie do końca 
podległy biskupom ryskim, któremu obiecał oddać 1/3 
podbitych terytoriów. Wkrótce stosunki między bisku-
pem ryskim i zakonem zaczęły się psuć, o czym zade-
cydowały nadmierne ambicje Alberta, dążącego do 
utworzenia w tych stronach państwa kościelnego włą-
czonego w system lenny cesarstwa. Oznaczało to zdy-
stansowanie się od papiestwa, które ‒ wobec takiego 
rozwoju sytuacji nad Bałtykiem ‒ zamierzało rozcią-
gnąć swoje wpływy za pośrednictwem Zakonu Kawale-
rów Mieczowych. Innocenty III starał się poddać bez-
pośrednio Rzymowi biskupstwo ryskie, od początku 
uchodzące za sufraganię arcybiskupstwa bremeńskiego. 
Zadanie to zostało zlecone Wilhelmowi z Modeny, ma-

background image

jącemu w interesach kurii wygrywać rywalizację mię-
dzy biskupem ryskim, zakonem i królem duńskim. 
Udało mu się również rozwinąć akcję w Finlandii, 
gdzie interesy Rzymu reprezentował biskup Tomasz. 
Generalnie, legatowi papieskiemu chodziło o takie 
utwierdzenie wpływów kurii w Liwonii, aby doprowa-
dzić do wytworzenia się w miarę skonsolidowanego 
organizmu politycznego, podległego bezpośrednio Sto-
licy Apostolskiej. Rezultaty tych wysiłków okazały się 
wątpliwe. Nadal bowiem trwała rywalizacja między bi-
skupem ryskim, zakonem i duńskim królem Waldema-
rem II. Dopiero w połowie lat trzydziestych XIII wieku, 
gdy biskupami zostali dominikanie Mikołaj i Henryk, 
sytuacja się wyjaśniła. Nowi hierarchowie nie wyka-
zywali już takich ambicji, jak ich poprzednik, cysters 
Albert z Appeldorn, i byli skłonni do kompromisów na 
rzecz jedności obozu katolickiego. Niemałe znaczenie 
miało też wyeliminowanie Zakonu Kawalerów Mie-
czowych, który po klęsce w roku 1236 pod Szawlami, 
został w następnym roku wchłonięty przez Krzyżaków. 
Wsparte dodatkowymi inicjatywami (usatysfakcjono-
wanie Rewlem duńskiego króla Waldemara) działania 
kurii doprowadziły do zjednoczenia sił obozu katolic-
kiego, gotowego rozszerzyć tą aktywność poza obręb 
krajów nadbałtyckich. 

Penetracja tego regionu już u schyłku XII wieku 

zetknęła krzyżowców z Rusią, od dawna pozostającą w 
kontaktach z Bałtami. Ruś północno-wschodnia czę-
ściowo powiększała swój stan posiadania kosztem nad-
bałtyckich sąsiadów, a całe ich ziemie uznawała za 

background image

własną sferę wpływów, prowadząc, co prawda niezbyt 
intensywną, akcję chrystianizacyjną. Wobec pojawienia 
się łacinników i ich dążeń do rozszerzenia swojego pa-
nowania nad wschodnim Bałtykiem, musiała zaostrzyć 
się rywalizacja między księstwami Rusi północno-
wschodniej a krzyżowcami. Tym bardziej że obiektem 
agresji łacinników były nie tylko ziemie Bałtów, ale 
i sąsiadujące z nimi tereny Rusi. 

Choć wszystko wskazywało, iż rozwiązanie tej sy-

tuacji nastąpi w drodze zbrojnej konfrontacji, przez ca-
ły czas trwania konfliktu nie rezygnowano z rozwiązań 
politycznych. Biskup Albert w 1210 roku zawarł 
„wieczny pokój” z Połockiem, zobowiązując się płacić 
dań z podbitych terytoriów, a równocześnie porozumiał 
się z księciem pskowskim Włodzimierzem Mścisławo-
wiczem. Z ofertą kurateli papieskiej nad Rusią wystąpił 
w 1227 roku Honoriusz III, który w bulli Gadeamus in 
Domino
 zachęcał książąt ruskich do porzucenia schi-
zmatyckiej konfesji i przejścia na łono Kościoła kato-
lickiego. W 1228 roku udało się krzyżowcom nawiązać 
sojusz z bojarstwem Pskowa i pozyskać nowogrodz-
kiego posadnika Twierdiła Iwanowicza. W 1232 roku 
grupa bojarów nowogrodzkich z tysięcznikiem Bory-
sem Niegoczewiczem, dążąc do przewrotu w mieście, 
szukała  poparcia  Niemców  Charakterystyczne,  że 
wszystkie te próby kończyły się niepowodzeniem, bo-
wiem silniejsze z obu stron było dążenie do konfronta-
cji. 

Po pojawieniu się krzyżowców w Liwonii miej-

scowa ludność uzyskiwała wsparcie ze strony Rusi, 

background image

zwłaszcza książąt Połocka, Pskowa, Smoleńska i No-
wogrodu. W 1212 roku książę nowogrodzki Mścisław 
zorganizował wraz z Estami wielką wyprawę przeciw-
ko Niemcom. Henryk Łotysz opisuje w tym samym ro-
ku wzięcie przez Rusinów po długim oblężeniu twier-
dzy Otiepje. Niejednokrotnie były to akcje odwetowe 
przeciwko krzyżowcom, najeżdżającym ziemie ruskie. 
Wiadomo np. o najeździe łacinników w 1219 roku na 
Psków, a w roku 1221 na dziedziny nowogrodzkie. 
Konsekwencją tego była odwetowa wyprawa księcia 
nowogrodzkiego Wsiewoloda Mścisławowicza w soju-
szu z Litwinami na Wenden, w której wzięło udział 12 
000 ludzi. Wyprawa dotarła aż do Rygi. Rusini poparli 
również częściowo powstanie Estów w 1225 roku. 

Generalne natarcie rozpoczęło się jednak w poło-

wie lat trzydziestych XIII wieku, gdy Wilhelm z Mo-
deny zdołał zorganizować wspólne wystąpienie sił obo-
zu katolickiego przeciwko Rusi. Działając w latach 
1237-1238 na rzecz zorganizowania koalicji antyru-
skiej, legat papieski doprowadził do zawarcia 2 czerw-
ca 1238 roku w Stenbi, siedzibie Waldemara II, sojuszu 
króla duńskiego z mistrzem inflanckim Hermanem 
Balkiem przeciwko Rusi. W koalicji miały wziąć udział 
siły skupione przez biskupa Tomasza w Finlandii, 
oczekujące na wsparcie ze Szwecji. Za główny cel 
kampanii uznano zajęcie Nowogrodu. Inicjatywa ta 
znalazła poparcie kurii rzymskiej. Moment kampanii 
nie został wybrany przypadkowo, gdyż w tym czasie 
Ruś doświadczyła najazdu mongolskiego, który z nie-
znanych przyczyn ominął jednak Nowogród. Planowa-

background image

ny na rok 1240 najazd zakładał atak z północy, skąd 
miały uderzyć siły szwedzkie dowodzone przez jarlów 
Olafa Falki i Birgera, oraz z zachodu, skąd mieli ruszyć 
Krzyżacy inflanccy. 

Przeciwstawić miał się im niedawno „przywołany 

na kniażenie” książę Aleksander Jarosławowcz, który 
zwyciężył Szwedów 15 lipca 1240 roku. Na przełomie 
sierpnia i września ruszyli Krzyżacy, zajmując Izborsk 
i oblegając Psków. Następnie skierowali się ku Zatoce 
Fińskiej, zakładając twierdzę Koporie, mającą stanowić 
oparcie dla dalszych działań. Twierdza została jednak 
zdobyta w 1241 roku przez nowogrodzian. Zagrożenie 
było tak duże, że papież bullą z 6 czerwca 1241 roku 
wezwał do poparcia wyprawy króla norweskiego. 

W początkach roku 1242 inicjatywę przejął Alek-

sander Jarosławowicz, odbijając Izborsk i Psków. Po-
dążał dalej na zachód i wiosną 1242 roku znalazł się 
w rejonie jeziora Pejpus, łączącego się przesmykiem 
o nazwie Uzmień z jeziorem Pskowskim. Nad tym 
przesmykiem, pokrytym jeszcze lodem, doszło do bi-
twy, zakończonej pełnym zwycięstwem księcia nowo-
grodzkiego. 

Oba zwycięstwa ruskie oznaczały zahamowanie 

akcji krzyżowców na wschód, której celem było zajęcie 
Nowogrodu i być może chrystianizacja całej Rusi we-
dle rytu łacińskiego. Nie ustały co prawda wysiłki kurii, 
zmierzające do ustanowienia kurateli łacińskiej nad Ru-
sią, ale nie przybrały one już formy pochodów krzyżo-
wych. 

 

background image

Ilona Czamańska 
(Poznań) 

ASPEKTY RUCHU KRUCJATOWEGO NA 

WĘGRZECH W XI-XV WIEKU 

Węgry należały do grupy krajów od początku 

związanych z ruchem krucjatowym. 

Już podczas organizacji I krucjaty król węgierski 

Władysław I Święty był przewidywany na jej wodza. 
Niewątpliwie było to związane z faktem, że władca 
miał wyjątkowo dobre stosunki ze Stolicą Apostolską 
i cieszył się jej zaufaniem. Ponadto Węgry znajdujące 
się w bezpośrednim sąsiedztwie Bizancjum, utrzymy-
wały wówczas z cesarstwem w miarę dobre kontakty, 
co było nie bez znaczenia, bowiem wojska krzyżowe 
miały z założenia współpracować z Aleksym Komne-
nem. Śmierć Władysława w trakcie przygotowań do 
wyprawy, a następnie wojna domowa spowodowały, że 
nie mamy śladów gremialnego udziału rycerstwa wę-
gierskiego w zdobyciu Jerozolimy, mimo że wojska 
Godfryda de Bouillon przechodziły przez Węgry, 
a nowy król, Koloman I, spotkał się w nim w Sopron 
i odprowadził do południowej granicy. 

Odnowienie idei krucjat w połowie wieku XII nie 

od razu znalazło na Węgrzech podatny grunt. Usta-
wiczne walki wewnętrzne oraz wojny z sąsiadami po-
chłaniały, jak się zdaje, bez reszty zarówno królów wę-
gierskich, jak i rycerstwo. Jednak, prowadząc aktywną 
politykę bizantyńską, Węgry nie mogły pozostać zu-
pełnie obojętne na sprawy II krucjaty, tym bardziej że 

background image

droga wojsk krzyżowych wiodła przez ich terytorium. 
W czerwcu 1147 roku przybył na Węgry, z siedemdzie-
sięciotysięczną podobno armią, cesarz Konrad III 
i przebywał tam do 20 lipca, kiedy przekroczył w Bra-
niczewie granicę z Bizancjum. Młodziutki, 17-letni król 
węgierski, Géza II, przyjął wprawdzie dość  życzliwie 
swojego niedawnego przeciwnika, nie dał się jednak 
namówić do udziału w wyprawie, motywując to, zgod-
nie zresztą z prawdą, niebezpieczeństwem grożącym 
mu ze strony kuzyna swego ojca, Borysa. Podobnie 
oparł się namowom króla Francji Ludwika VII prze-
mierzającego terytoria węgierskie w sierpniu tego roku, 
choć ten ostatni został przyjęty na jego dworze znacz-
nie cieplej, a nawet poproszony o zostanie ojcem 
chrzestnym urodzonego właśnie, najstarszego syna 
Gézy ‒ Stefana (późniejszego króla Stefana III). 

W czasie III wyprawy krzyżowej, w czerwcu 1189 

roku, armia cesarza Fryderyka I Barbarossy znowu ma-
szerowała przez Węgry. Béla III, wychowany na dwo-
rze cesarza bizantyńskiego Manuela Komnena i oże-
niony (po raz pierwszy) z Agnieszką, córką Konstancji 
antiocheńskiej i Renalda de Châtillon, regenta księstwa 
Antiochii, dobrze się orientował w sytuacji na Bliskim 
Wschodzie. Swego czasu udzielał też pomocy Manue-
lowi Komnenowi przeciw sułanowi Ikonium Kilidż 
Arlslanowi. Podobnie jak niegdyś jego ojciec, Bela 
udzielił krzyżowcom pomocy w czasie przemarszu 
przez Węgry, osobiście się jednak do nich nie przyłą-
czył, choć do pochodu cesarza dołączyła niewielka 
grupa rycerzy węgierskich. W obozie cesarskim znaj-

background image

dował się natomiast młodszy brat i konkurent Béli, 
Géza, który przez kilkanaście lat przebywał na emigra-
cji w Austrii. Ale i on nie dotarł do Ziemi Świętej ‒ po-
został na stałe w Bizancjum, gdzie ożenił się z Gre-
czynką. 

IV wyprawa krzyżowa, do której przygotowywał 

się brat panującego wówczas króla Emeryka, Andrzej 
(późniejszy król Andrzej II), w pierwszej fazie obróciła 
się przeciw Węgrom, albowiem wojska krzyżowe zo-
stały wykorzystane przez Wenecjan w celu zdobycia, 
należącego wówczas do Węgier, Zadaru. Uderzało to 
bezpośrednio w Andrzeja, albowiem Chorwacja i Sła-
wonia stanowiły jego zaopatrzenie, niewątpliwie więc 
musiało to ostudzić nieco jego zapały. 

Inna sytuacja zdarzyła się w dobie V wyprawy 

krzyżowej. Andrzej II, żonaty po raz drugi z Jolantą de 
Courteney, był politycznie związany z Cesarstwem Ła-
cińskim, a tym samym z ruchem krucjatowym na Bli-
skim Wschodzie. Jako król węgierski dysponował też 
większymi funduszami, niezbędnymi do organizacji 
wyprawy, którą podjął latem 1217 roku. Niestety, 
w ówczesnej  sytuacji  politycznej  niemożliwe  było 
przejście drogą lądową, tymczasem Węgry nie posiada-
ły własnej floty. Pertraktacje z armatorami ze Splitu 
przyniosły połowiczny rezultat. Królowi udało się wy-
nająć zaledwie dwa statki, co umożliwiło przewiezienie 
tylko niewielkiej części przygotowanej przez niego ar-
mii. Nie bez racji węgierski badacz Gyula Kristó okre-
ślił tę wyprawę mianem „turystycznej”

5

. Rezultaty pro-

wadzonych przez króla węgierskiego działań wojen-

background image

nych były nikłe, a większość rycerzy z jego drużyny 
zginęła w końcu grudnia 1217 roku w czasie wyprawy 
do doliny Al-Bika, zaskoczona przez burzę  śnieżną. 
Głęboko religijny Andrzej II, znacznie bardziej niż 
działaniami militarnymi, był zresztą zainteresowany 
poszukiwaniem relikwii, których bardzo wiele przy-
wiózł, powracając wiosną 1218 roku na Węgry. 

Na tym zakończył się związek Węgier z krucjatami 

do Palestyny. Rola Węgrów w tym ruchu była mniej-
sza, niż rycerzy z Europy zachodniej, choć największa 
wśród państw Europy środkowej. Królowie węgierscy, 
mimo często wielkiej osobistej religijności, wykazywali 
się w stosunku do sprawy krucjaty daleko posuniętym 
pragmatyzmem. Ryzyko utraty tronu na rzecz konku-
renta było zbyt duże, aby decydować się na długotrwa-
ły wyjazd z kraju oraz ogołocenie go z wojska i pienię-
dzy, a powiązania Węgier z Outremer  zbyt słabe. Je-
dynie miasta adriatyckie mogły mieć tam interesy han-
dlowe, były one jednak silnie wyemancypowane i nie 
dysponowały taką flotą, aby móc konkurować z Wene-
cją, Genuą czy Pizą. Przemiany kulturowe związane 
z ruchem krucjatowym docierały na Węgry via Europa 
zachodnia, nie można jednak zapominać, że państwo 
węgierskie miało również bliskie i bezpośrednie kon-
takty z Bizancjum. Aspekt ideologiczny, niezmiernie 
istotny w krucjatach zachodnioeuropejskich, na Wę-
grzech objawił się w nieco innej formie, a zaprocento-
wał znacznie później. 

Szybko bowiem przyjęło się na Węgrzech rozsze-

rzenie idei świętej wojny nie tylko przeciw Saracenom 

background image

w Ziemi Świętej, lecz także przeciw wszystkim nie-
wiernym i heretykom. Węgrzy nie musieli jeździć do 
Palestyny, aby spotkać niewiernych. Cała wschodnia 
granica państwa węgierskiego w XII i XIII wieku była 
zarazem granicą chrześcijaństwa. Pogańscy Kumano-
wie, zajmujący szeroki pas stepów nadczarnomorskich, 
byli dość kłopotliwymi sąsiadami, ze względu na liczne 
napady, podobnie jak zajmujący później ich terytoria 
Tatarzy. Blokowali też dostęp do Morza Czarnego. 
Podporządkowanie ich stało się jedną z ważniejszych 
spraw ówczesnej polityki węgierskiej, a droga do tego 
celu wiodła przez chrystianizację. Temu m.in. miało 
służyć osadzenie w 1211 roku w pogranicznej Bersji 
(okolice Braszowa) zakonu rycerskiego im. Najświęt-
szej Marii Panny Domu Niemieckiego. Sprowadzenie 
tego akurat zakonu nie było przypadkiem, bowiem w 
tym czasie ‒ za sprawą pierwszej małżonki Andrzeja II, 
Gertrudy z Meranu, i jej otoczenia ‒ nastąpił na Wę-
grzech ogromny wzrost wpływów niemieckich. Rezul-
tatem działalności militarnej zakonu krzyżackiego było 
zdobycie części terytorium kumańskiego między dol-
nym Oltem a Dunajem, które otrzymał on w lenno 
edyktem królewskim z wiosny 1222 roku. Poddanie 
w 1224 roku nadanych i zdobytych terytoriów bezpo-
średnio pod jurysdykcję papieża doprowadziło do kon-
fliktu z królem węgierskim, zbrojnego odebrania mu 
wszystkich ziem i usunięcia z Węgier jesienią 1225 ro-
ku. Na zajętych terenach utworzono Banat Seweryński, 
nad którym objął zarząd królewicz Béla. W akcji chry-
stianizacyjnej sukcesy Krzyżaków były znikome, lep-

background image

szy rezultat przyniosły misje pokojowe, które dopro-
wadziły do utworzenia w 1228 roku biskupstwa ku-
mańskiego w Miłkowie. Po jego likwidacji w 1241 ro-
ku, po opanowaniu wszystkich terytoriów kumańskich 
przez Mongołów, było odnawiane jeszcze kilkakrotnie 
w drugiej połowie XIII i w XIV stuleciu. 

Utworzenie biskupstwa nie oznaczało jednak chry-

stianizacji wszystkich Kumanów, którzy zajmowali ol-
brzymie terytoria od Kaukazu po Dunaj. W praktyce te-
rytoria, na których utworzono biskupstwo, były wów-
czas intensywnie kolonizowane również przez chrześci-
jańską ludność wołoską, natomiast Kumanowie po bi-
twie nad Kałką (1223) ulegali, podobnie jak Rusini, po-
tędze mongolskiej. Jedynym oparciem w walce z nią 
mogło być potężne państwo węgierskie. Toteż w 1239 
roku jeden z wodzów kumańskich, Kötöny, zwrócił się 
do króla węgierskiego Béli IV z prośbą o przyjęcie pod 
opiekę,  składając  jednocześnie  obietnicę  przyjęcia 
chrześcijaństwa. Najazd tatarski w 1241 roku i zajęcie 
niemal całego terytorium Węgier przez oddziały Batu 
chana spowodowały opuszczenie ziem węgierskich 
przez Kumanów. Powrócili jednak już około 1246 ro-
ku. Król przeznaczył im do osiedlenia terytoria między 
Dunajem a Cisą, które do dziś nazywają się Kuma‒ nią 
(Nagy Kunság i Kis Kunság). Węgry podjęły pokojową 
działalność, zmierzającą do chrystianizacji Kumanów 
oraz związania ich ze swym państwem i dynastią. 
Środkiem do tego celu miało być m.in. małżeństwo 
najstarszego syna Béli, Stefana, z Kumanką. Działania 
króla węgierskiego nie znalazły, przynajmniej począt-

background image

kowo, uznania w oczach papieża Innocentego IV, który 
ponadto bezskutecznie wzywał Belę do udziału w VI 
wyprawie krzyżowej do Ziemi Świętej. Odpowiedź 
króla węgierskiego z 11 listopada 1250 roku stanowiła 
swoistą wykładnię jego polityki w tym czasie, dlatego 
warto przytoczyć jej fragment in extenso: 

Kumanów też przyjęliśmy do naszego państwa, 

mimo dawnych naszych krzywd, dziś poganie bronią 
naszego państwa i poganie gromią niewiernych. Wraz 
z naszym pierworodnym synem lepiej bronimy wiary 
chrześcijańskiej zawierając związek małżeński z kobietą 
kumańską, gdyż przez to unikamy rozlewu krwi, znajdu-
jemy jakiś sposób, aby udało się ich skłonić do przyję-
cia chrześcijaństwa, bowiem w większości już to uczy-
nili. Przez jedno i drugie pragniemy to udowodnić ja-
sno przed Waszą  Świątobliwością, ponieważ gdy znaj-
dowaliśmy się w sytuacji ucisku [tatarskiego], żaden 
z władców chrześcijańskiej Europy ani żaden naród nie 
udzielił nam pomocy, tylko jerozolimscy szpitalnicy, 
którzy dotąd na naszą prośbę przypasują oręż przeciw 
poganom i heretykom, broniąc naszego państwa 
i chrześcijaństwa. Umieściliśmy ich na najbardziej nie-
bezpiecznej naszej granicy, mianowicie na granicy 
z Kumanami i Bułgarami, w części zadunajskiej, teraz, 
pozostając w naszym państwie już od jakiegoś czasu, 
wspólnie z nami wdzierają się w szeregi Tatarów. Jest 
naszym zamiarem i nadzieją, razem z tymi ziemiami, 
wspomnianymi braćmi i pomocą Bożą oraz mając 
udział w dostojnej łasce Stolicy Apostolskiej, z powo-

background image

dzeniem przejść cały Dunaj aż do morza konstantyno-
politańskiego zaszczepiając gałązkę wiary katolickiej 
i w ten sposób można także Ziemię  Świętą podporząd-
kować imperium Rzymu. 

Nadzieje Béli związane z joannitami i Kumanami 

nie sprawdziły się jednak. Joannici, osadzeni w grudniu 
1247 roku w Bersji i w Banacie Seweryńskim, opuścili 
te terytoria przed rokiem 1260 bez większych sukcesów 
militarnych. 

Chrystianizacja Kumanów przebiegała z dużymi 

oporami, a ich odrębna organizacja wojskowa spowo-
dowała, że zaczęli tworzyć państwo w państwie. Kolej-
ni królowie węgierscy ‒ Stefan V, a przede wszystkim 
Władysław IV Kumańczyk ‒ próbowali wykorzystać 
siłę militarną Kumanów do wzmocnienia swojej pozy-
cji w kraju, toteż tolerowali zachowanie przez nich 
dawnych zwyczajów. Jednak pod naciskiem legata pa-
pieskiego, Filipa Fermo, i baronów węgierskich Wła-
dysław IV Kumańczyk został zmuszony w 1279 roku 
do przeprowadzenia ich przymusowej chrystianizacji, 
odebrania dotychczasowych przywilejów, a następnie 
do podjęcia przeciw Kumanom krucjaty. Bitwa nad je-
ziorem Hód w 1280 lub, według wiedeńskiej Kroniki 
Ilustrowanej,
 w 1282 roku, zakończyła się klęską Ku-
manów, których znaczna część uciekła poza granice 
Węgier i poddała się Mongołom. W 1285 roku wspól-
nie z Tatarami dokonali oni niszczącego najazdu na 
Węgry, a w 1290 roku przygotowali udany zamach na 
życie króla Władysława, mimo że ten ciągle próbował 

background image

za plecami baronów wejść z nimi i Tatarami Nogaja w 
sojusz. 

Obok Kumanów i Tatarów Węgry w czasach Ar-

padów miały jeszcze jednego sąsiada, który mógł pod-
legać akcji krucjatowej ‒ Bośnię. Na przełomie XII 
i XIII wieku stała się ona głównym ogniskiem mani-
chejczyków, których tu nazywano patarenami. Ponie-
waż banat Bośni w ostatnim dwudziestoleciu XII wieku 
znalazł się pod zwierzchnictwem węgierskim, papież 
Innocenty III w 1200 roku zwrócił się do króla Emery-
ka, aby doprowadził do likwidacji herezji. Emeryk sta-
rał się wywrzeć nacisk na ówczesnego bana Bośni, Ku-
lina, aby ten podjął działania zbrojne przeciw patare-
nom, jednak bez pożądanego skutku. Nie przyniosła też 
rezultatu próba porozumienia między wyznaniami, pod-
jęta w kwietniu 1203 roku na Bilinom Polu. W latach 
następnych zarówno kolejni papieże, jak i episkopat 
węgierski dążyli od organizacji krucjaty przeciw here-
tykom, jednak najczęściej kończyło się na naciskach na 
panujących tam banów. Byli oni w większości katoli-
kami, toteż walka z herezją była w praktyce wewnętrz-
ną sprawą Bośni, choć sterowaną z zewnątrz. Jedynie 
dwukrotnie wojska węgierskie interweniowały w Bo-
śni, głosząc hasła krucjatowe. W 1237 roku wyprawę 
do Bośni, w obronie katolickiego bana Mateja Ninosla-
va podjął królewicz Koloman. Po pomyślnie pod 
względem militarnym zakończonej kampanii Koloman 
chwalił się wprawdzie papieżowi, że zlikwidował here-
zję w Bośni, nie była to jednak prawda. Kilka lat póź-
niej bośniaccy patareni pod wodzą Prijezdy wypędzili 

background image

Mateja Ninoslava z kraju. W rezultacie doszło do ko-
lejnej interwencji węgierskiej, podjętej przez bana 
Mačvy, Rościsława Michajłowicza, zięcia króla Béli 
IV. Rościsław zajął część terytorium bośniackiego ‒ 
Usorę i Soli ‒ na pozostałym obszarze Bośni pozostał 
jednak przy władzy jako wasal węgierski sprzyjający 
patarenom Prijezda. W istocie wyprawy bośniackie 
niewiele miały wspólnego z rzeczywistą krucjatą, choć 
często takim mianem są określane, nie zlikwidowały 
też cerkwi patareńskiej, przeciwnie, przyczyniły się do 
jej konsolidacji i faktycznego poparcia przez dążących 
do niezależności banów bośniackich. 

W momencie, gdy rządy na Węgrzech przejęli sil-

nie związani z ruchem krucjatowym Andegaweni nea-
politańscy, idea krucjaty w Europie zachodniej straciła 
już na aktualności. Również w walkach z niewiernymi, 
np. z Tatarami, za czasów Karola Roberta i Ludwika 
(w pierwszych  latach  jego panowania) dość  rzadko 
uciekano się do idei krucjatowej. Prowadzono nato-
miast bardzo intensywną działalność chrystianizacyjną 
i katolicyzacyjną za pośrednictwem misji franciszkań-
skich i dominikańskich. Tradycja krucjatowa nabrała 
charakteru fasadowego, co przejawiło się np. w utwo-
rzeniu w 1326 roku przez Karola Roberta zakonu rycer-
skiego Św. Jerzego, którego podstawowym zadaniem 
była jednak obrona króla. 

Idea krucjaty ożyła jednak na nowo w latach 

sześćdziesiątych XIV wieku. Niewątpliwie przyczyniła 
się do tego europejska podróż króla cypryjskiego i tytu-
larnego króla jerozolimskiego Piotra, podjęta w latach 

background image

1363-1364. Jak twierdzi Wilhelm z Machaut, w czasie 
sławnego zjazdu monarchów w Krakowie, we wrześniu 
1364 roku, Ludwik Andegaweński przyrzekł swój 
udział w organizowanej przez Piotra krucjacie. Zamiast 
muzułmanów w Ziemi Świętej, zaatakował on jednak w 
maju 1365 roku prawosławną Bułgarię Widyńską, którą 
przyłączył, na krótko zresztą, do Węgier. 

W 1366 roku na dworze króla Ludwika gościł ce-

sarz bizantyński Jan V, nawołując do zorganizowania 
krucjaty przeciw Turkom Osmańskim szybko rozprze-
strzeniającym się na Bałkanach i zagrażającym jego 
państwu. Król węgierski swoją ewentualną pomoc uza-
leżnił jednak od unii kościelnej i ogłoszenia krucjaty 
przez papieża. Niewątpliwie ten wysoko ceniony przez 
Węgrów władca nie docenił zrazu niebezpieczeństwa 
tureckiego. Nie dotykało ono zresztą jeszcze wówczas 
bezpośrednio Węgier ani krajów domeny węgierskiej. 
Nawoływania papieża Grzegorza XI do podjęcia kru-
cjaty przeciw Turkom w roku 1375 wykorzystał Lu-
dwik do wszczęcia wojny przeciw emancypującej się 
spod  zwierzchnictwa  węgierskiego  Wołoszczyźnie, 
znajdującej się w konflikcie z Bułgarią, atakowaną jed-
nocześnie od południa przez Turków. 

Pojawienie się niebezpieczeństwa tureckiego, które 

poważnie zagroziło Węgrom po śmierci Ludwika, spo-
wodowało, że idea wypraw krzyżowych nabrała tam 
nowego wymiaru. Kwestia krucjaty antytureckiej na 
Węgrzech to bardzo obszerny temat, dlatego chciała-
bym tu zwrócić uwagę jedynie na niektóre główne wąt-
ki. 

background image

Niezależnie od wcześniejszych prób, to przede 

wszystkim zagrożenie Węgier przyczyniło się do od-
nowienia w Europie ruchu krucjatowego w nowej, an-
tyosmańskiej postaci. Niemałą w tym rolę odegrał 
Zygmunt Luksemburczyk, nawołując rycerstwo euro-
pejskie po zajęciu przez Turków Bułgarii Tymowskiej 
do obrony chrześcijaństwa i pozyskując dla tego pro-
jektu obu urzędujących wówczas papieży Bonifacego 
IX i Benedykta XIII. Klęska krucjaty pod Nikopolis (28 
września 1396 roku) przyczyniła się do znacznego 
przeobrażenia ruchu krucjatowego i położenia więk-
szego nacisku na regionalne układy sojusznicze. Dążąc 
do zdobycia sojuszników, Luksemburczyk wywierał na 
nich nacisk, posługując się ideologią krucjatową. Zna-
miennym tego przykładem był układ zawarty z Włady-
sławem Jagiełłą i wielkim księciem Witoldem w Igló 
w roku 1397, w którym obaj władcy zobowiązywali się 
do udzielenia mu pomocy w wypadku zagrożenia tu-
reckiego, a zwłaszcza układ zawarty w 1412 roku 
w Lubowli, w którym hospodar mołdawski, lennik pol-
ski, został zmuszony do udzielenia pomocy królowi 
węgierskiemu w razie wojny z niewiernymi pod groźbą 
utraty państwa. Literę tego porozumienia Zygmunt 
znakomicie wykorzystywał nie tylko przeciw Turcji, 
ale i w walce z czeskimi husytami. Toteż choć więk-
szość prowadzonych przez niego wojen z państwem 
osmańskim nie miała charakteru typowej krucjaty (za 
taką uważamy świętą wojnę ogłoszoną przez papieża 
lub prowadzoną z jego inspiracji i z natury swej ofen-
sywną), zdołał, posługując się jej ideą, zapewnić sobie 

background image

udział w nich także posiłków z państw ościennych. 
Jeszcze jako król węgierski odegrał też niemałą rolę 
w odbudowaniu znaczenia zakonów rycerskich, a po-
parcie udzielane zakonowi krzyżackiemu, tak negatyw-
nie oceniane przez historiografię polską, było niewąt-
pliwie częścią tej polityki. Mieściły się w niej również 
projekty osadzenia zakonu nad Dunajem i tworzenie 
domów zakonnych w południowym Siedmiogrodzie. 
Niezależnie od planów krucjatowych działania te miały 
swój aspekt strategiczno-gospodarczy. Z jednej strony 
było nim dążenie do zajęcia leżącej u ujścia Dunaju Ki-
lii, należącej wówczas do hospodarstwa mołdawskiego, 
z drugiej zaś realizacja przedsięwzięć gospodarczych, 
np. budowa dróg i innych obiektów w Bersji, prowa-
dzona przy pomocy braci zakonnych. Swoiste nawiąza-
nie do tradycji zakonów rycerskich stanowiło utworze-
nie w 1408 roku elitarnego Zakonu Smoczego, którego 
już sama nazwa wskazuje na związek z wcześniejszym 
Zakonem św. Jerzego. Jego cel był zresztą dość podob-
ny, choć organizacja lepsza i znaczenie większe. Miał 
on charakter świecki i skupiał początkowo 22 najwy-
bitniejszych magnatów węgierskich, a później także 
licznych władców europejskich. Przynależność do za-
konu wiązała się nie tylko z obowiązkiem krucjato-
wym, ale również ze specjalnym przyrzeczeniem wier-
ności wobec Zygmunta Luksemburczyka, zastępując 
w niektórych wypadkach stosunki wasalne. Odnowie-
nie idei krucjatowej dotyczyło nie tylko Turków, lecz 
także innych narodowości i wyznań, np. czeskich husy-
tów, choć właściwie była to sprawa Zygmunta jako 

background image

króla Czech, a więc raczej wewnętrzna kwestia państwa 
czeskiego. Nie miały natomiast, jak sądzę, charakteru 
krucjatowego wyprawy Luksemburczyka do Bośni, 
choć tamtejsi patareni popierali jego przeciwników. 

Ciekawa sytuacja nastąpiła po śmierci Luksembur-

czyka, bowiem od synodu florenckiego do końca XV 
wieku wszyscy papieże ogłaszali krucjatę antyturecką 
i łożyli na nią  środki. Można więc powiedzieć, że na 
Węgrzech mamy wówczas do czynienia ze zjawiskiem 
permanentnej krucjaty. Mimo to wojny z Turcją były 
prowadzone głównie siłami samych Węgier i sprzymie-
rzonych z nimi sąsiadów. Jedynie dwukrotnie, w latach 
1444-1445 i w roku 1456, Węgry otrzymały pomoc mi-
litarną rycerzy z Europy zachodniej. Hasła krucjatowe 
stanowiły czynnik ułatwiający szeroką mobilizację nie 
tylko rycerstwa, ale i innych grup społecznych do woj-
ny z Turcją, choć nie był to ani czynnik jedyny, ani 
chyba najważniejszy. Swoistą reperkusję miało to 
w roku 1514, kiedy masowy zryw krucjatowy dopro-
wadził do wielkiego powstania chłopskiego Jerzego 
Dózsy. Nie bez znaczenia był stały napływ funduszy ze 
Stolicy Apostolskiej, który jednak, zwłaszcza w drugiej 
połowie XV wieku, za czasów Macieja Korwina, 
w znacznej mierze nie został wykorzystany zgodnie ze 
swym przeznaczeniem, ułatwił natomiast królowi wę-
gierskiemu mocarstwową politykę wobec innych sąsia-
dów, szczególnie Cesarstwa. Tkwiło w tym jedno ze 
źródeł upadku pozbawionych pomocy Węgier w walce 
z Turkami. Korzystanie z funduszy papieskich miało 
też efekt uboczny w postaci żądań podjęcia wypraw 

background image

krucjatowych przeciw innym wrogom papieża, np. kró-
lowi czeskiemu Jerzemu z Podiebradu, co w istocie nie 
było zgodne z interesem Węgier. Nacisk wywierany na 
królów Bośni, aby zlikwidowali herezję patareńską 
i uzależnienia od tego pomocy przeciw Turcji, dopro-
wadził do ostatecznego rozdźwięku władców bośniac-
kich z własnym narodem i ułatwił Osmanom podbój 
Bośni. 

Krucjaty miały wpływ na wszystkie niemal dzie-

dziny życia na Węgrzech, jednak szansa, jaką dawał 
ruch krucjatowy organizowany w interesie Węgier, nie 
została przez nie do końca wykorzystana. Ta heroiczna 
epoka odegrała jednak ogromną rolę po rozpadzie pań-
stwa węgierskiego. Takie postaci, jak Jan Hunyadi czy 
św. Jan Kapistran, stały się symbolem walki o utrzy-
manie niezależności i kultury chrześcijańskiej nie tylko 
na Węgrzech, ale i całych Bałkanach. 

 

 

 

background image

Jarosław Dudek 
(Zielona Góra) 

POSTAWA ARYSTOKRACJI BIZANTYŃ-

SKIEJ WOBEC IDEI KRUCJAT W DRUGIEJ 

POŁOWIE XI WIEKU 

Próbując  scharakteryzować  postawę  wyższych 

warstw społeczeństwa bizantyńskiego wobec fenomenu 
początków ruchu krucjatowego, można na użytek czy-
telnika od razu przywołać obraz, zaistniały za sprawą 
talentu literackiego Anny Komneny, w postaci „pocho-
du niezliczonych wojsk Franków” czy „wielkiej wę-
drówki”, plastyczny opis wyobrażający „tłumy [...] 
liczniejsze od ziaren piasku morskiego i gwiazd na nie-
bie”, które niczym szarańcza zalewają stolicę bizantyń-
ską i jej państwo, podobnie jak czynią to Sara‒ ceni i 
Pieczyngowie. 

W taki oto sposób ruch krucjatowy końca XI wieku 

zdaje się już od początku jawić postronnym obserwato-
rom jako zjawisko polityczne lub ideologiczne z gruntu 
obce ówczesnym mieszkańcom Cesarstwa Bizantyń-
skiego. W świetle przemawiającej do wyobraźni czy-
telników relacji Anny Komneny, państwo, a przede 
wszystkim społeczeństwo bizantyńskie zdają się nie 
mieć  żadnych stycznych punktów z zainicjowaniem 
pierwszej krucjaty oraz jej przebiegiem. Niebezpieczny 
potencjał tej masy krzyżowców, której rozmiary i za-
chłanność, wedle określeń uczonej porfirogenetki, mia-
ły zagrozić egzystencji Bizancjum, był jednak stopnio-
wo rozbrajany i neutralizowany za sprawą dyploma-

background image

tycznych i militarnych przedsięwzięć jej ojca ‒ hero-
icznego i zarazem przemyślnego niczym homeryccy 
bohaterowie. W przedstawionym przez Annę Komne-
nę, barwnym i bardzo sugestywnym obrazie krucjaty 
oraz towarzyszącym jej zjawiskom brakuje więc, jakby 
się mogło w pierwszym momencie zdawać, aprobaty 
dla idei krucjatowej, przyjętej przecież z entuzjazmem 
przez wszystkie najpoważniejsze stany i grupy społecz-
ne europejskiego zachodu. 

Tak otwarcie wyrażony dystans wobec tego zjawi-

ska, reprezentowany na pierwszy rzut oka przez Annę 
Komnenę, musi się wydać zaskakujący. Szczególnie 
jednak budzi zdziwienie, jeśli wziąć pod uwagę skrupu-
latność i wiarygodność tej autorki, w miarę dokładnie 
relacjonującej wiele aspektów odnoszących się do waż-
kich wydarzeń historycznych z czasów panowania 
Aleksego I Komnena (1081-1118). Autorka Aleksjady, 
przystępując krótko po 1136 roku do opisywania dzie-
jów panowania swojego ojca, posiadała otwarty dostęp 
do dokumentów znajdujących się w cesarskich kancela-
riach i archiwach. Często zasięgała informacji bezpo-
średnio u żyjących dawnych towarzyszy broni ojca, 
w tym prawdopodobnie również od tych, którzy sami 
uczestniczyli w przemarszu krzyżowców od Nicei do 
Antiochii lub w walkach staczanych na pograniczu Ma-
łej Armenii i Syri. Ponadto sama porfirogenetka Anna, 
mając 13-14 lat (ur. 1 XII 1083 roku) w czasie przy-
bycia wojsk krzyżowców do Konstantynopola, była 
biernym świadkiem negocjacji prowadzonych z przy-
wódcami pierwszej krucjaty. 

background image

Biorąc pod uwagę stanowisko przyjęte przez Annę, 

należy oczywiście uwzględnić fakt, że Aleksjada sta-
nowi przede wszystkim pochwałę na cześć jej ojca ‒ 
cesarza Aleksego I oraz rodu Komnenów. W ten spo-
sób sukcesy osiągnięte przez Bizancjum w walkach 
z Saracenami musiały być zasługą przede wszystkim 
heroizmu cesarza, jego kwalifikacji jako władcy oraz 
wsparcia udzielanego przez rodzinny klan Komnenów. 

Trzeba wziąć także pod uwagę ogólne położenie 

państwa bizantyńskiego w czasie, kiedy powstawało 
monumentalne dzieło Anny. W latach 1136-1150 tra-
dycja  dawnej  współpracy  wschodniego  cesarstwa 
z niektórymi przywódcami I krucjaty była w coraz 
większym stopniu zdominowana narastającymi konflik-
tami w relacjach z księstwem Antiochii, zaistniałym z 
inicjatywy krzyżowców w północnej Syrii i Cylicji. 
Pod rządami Boemunda (1099-1105), Tankreda (1105-
1112) i Boemunda II (1126-1130) przewodziło ono an-
tybizantyńskiemu  stronnictwu  wśród  lewantyńskich 
„Franków”, natomiast założone przez spokrewnionego 
z Boemundem Rogera I (1072-1101) normańskie pań-
stwo Sycylii uznawano w Konstantynopolu za jednego 
z najgroźniejszych wrogów Bizancjum. 

Do opisanego przez Annę Komnenę wizerunku 

wydają się również zbliżone prawdopodobne słowa 
bezpośredniego świadka i współtwórcy tych wydarzeń, 
cesarza Aleksego I Komnena, zamieszczone w przypi-
sywanym mu utworze literackim, dedykowanym syno-
wi i następcy tronu ‒ Janowi II (1118-1143). Sam 
Aleksy, charakteryzując trudne pierwsze lata swojego 

background image

panowania, wspomina o krzyżowcach jako ogarniętych 
„żądzą zysku licznych narodach”, które „przybywając 
z zachodu, opasały pierścieniem cesarskie miasto [tj. 
Konstantynopol]”. 

Autor kolejnego istotnego źródła dotyczącego tam-

tych czasów, popularny kronikarz bizantyński Jan Zo-
naras, reprezentujący zresztą pokolenie współczesne 
Aleksemu I Komnenowi, pełnił ważne urzędy w jego 
dworskim otoczeniu (w tym m.in. funkcję cesarskiego 
sekretarza). Po 1118 roku wycofał się z życia publicz-
nego i przyjął święcenia zakonne, osiedlając się w jed-
nym z klasztorów na Wyspach Książęcych. Dość ściśle 
związany z mniej uprzywilejowanymi pod panowaniem 
Aleksego kręgami tradycyjnej biurokracji stołecznej, 
napisał kronikę w duchu raczej opozycyjnym wzglę-
dem osoby i systemu rządów Aleksego I Komnena. Po-
dobnie jak Anna Komnena, dysponował dostępem do 
wielu ważnych informacji o charakterze dyplomatycz-
nym, które wykorzystał, redagując ostatnią, osiemnastą 
księgę swojej Epitomy poświęconą współczesnym mu 
wydarzeniom. O przebiegu I krucjaty Jan Zonaras wy-
powiada się bardzo zwięźle, poświęcając jej raptem 
piętnaście wersów. We fragmencie tym ogranicza się 
zresztą do suchego opisu wydarzeń, pomijając całkowi-
tym milczeniem jakiekolwiek zaangażowanie cesarza 
Aleksego Komnena i ludzi z jego otoczenia w ideę kru-
cjat. 

Takie stanowisko, przyjęte przez wymienionych 

autorów wobec wydarzeń związanych z genezą i prze-
biegiem I wyprawy krzyżowej, może się wydać co 

background image

najmniej zaskakujące, zwłaszcza w świetle potwierdzo-
nych przez źródła zachodnie znanych inicjatyw dy-
plomatycznych Aleksego I Komnena, skierowanych 
w latach 1088-1095 m.in. do papieża Urbana II. Cesarz 
zachęcał w nich głowę Kościoła i wielu panów feudal-
nych zachodu do podjęcia wspólnej wyprawy przeciw-
ko wyznawcom islamu. Sam bilans wypraw krzyżo-
wych zorganizowanych w latach 1096-1101 był  ‒ 
w sensie politycznym i militarnym ‒ raczej pozytywny 
dla Bizancjum. Cesarstwo odzyskało władzę nad por-
tami i miastami zachodniej części Azji Mniejszej oraz 
nad dolinami rzek Sangarios i Meander, pojawiły się 
również  możliwości  podjęcia  dalszych  ekspedycji 
w kierunku centralnych połaci płaskowyżu anatolij-
skiego, co nastąpi zresztą pod koniec panowania Alek-
sego, w latach 1113-1116. 

Przyglądając się dalej bizantyńskim źródłom, od-

mienne spojrzenie na sytuację zaistniałą w rezultacie I 
krucjaty znajdujemy w jednej z późniejszych kronik. 
Konstantinos Sathas mieścił ją w 1893 roku w wielkiej 
antologii greckiej literatury średniowiecznej, jako tzw. 
anonimowy Przegląd historii, napisany w drugiej po-
łowie XIII wieku. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat 
ustalono, że jej prawdopodobnym autorem był Teodor 
Skutariota,  mianowany  metropolitą  kyzikeńskim 
w 1274 roku. Większość części tej niewielkiej kroniki 
to kompilacje materiałów zaczerpniętych z innych prac 
kronikarskich i historycznych. Z tego powodu przez 
długi czas kronika ta pozostawała na uboczu zaintere-
sowań badaczy, którzy w odniesieniu do XI-XII wieku 

background image

preferowali inne dzieła, na których zresztą w znacznej 
mierze Przegląd historii się opierał: Kronikę Konstan-
tyna Manassesa, Zarys historii Jana Scylitzesa czy Hi-
storię
 Nicetasa Choniatesa. Generalnie rzecz biorąc, 
przedstawione i opisane w Przeglądzie historii fakty 
nie budziły jednak poważniejszych zastrzeżeń, co 
oznacza, że informacje pochodzące z tej kroniki mogą 
mieć istotną wartość w odniesieniu do faktów pominię-
tych milczeniem przez inne źródła, obecnie zaginione 
i niemożliwe do wykorzystania. 

Dopiero bowiem autor Przeglądu historii opisuje 

szerzej wkład oraz inicjatywę samego cesarza Aleksego 
w zainicjowanie ruchu krucjatowego we wschodniej 
części basenu Morza Śródziemnego. Według relacji 
Przeglądu
, Aleksy I Komnen, dostrzegając nie-
bezpieczeństwa zagrażające zewsząd jego państwu: 
„zwrócił się do Italczyków jako sojuszników [...]. Szu-
kając pretekstu do realizacji tego zadania, wykorzystał 
panowanie Persów nad Jerozolimą i życiodajnym Gro-
bem Naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa i ponieważ 
potrafił w tym wykorzystać każdą sposobność, zaradził 
temu, wysyłając posłów do biskupa Starego Rzymu 
oraz do królów i władców tamtych stron, używając sto-
sownych argumentów, nakłonił do opuszczenia wła-
snych krajów i postępowania podług jego wskazówek. 
Tak można wyjaśnić przyczynę tego, że wielu z nich, 
obliczanych na tysiące i dziesiątki tysięcy, przeprawiło 
się przez Morze Jońskie, szybko podążając do Konstan-
tynopola. Otrzymawszy z ich strony zapewnienia 
i przysięgi, skierował ich w kierunku Wschodu. Z po-

background image

mocą Bożą oraz tego przymierza i swoich wysiłków 
szybko wypędził Persów z terytorium rzymskiego, wy-
zwalając miasta i restaurując swoje panowanie na 
Wschodzie w chwalebny sposób. Taki z niego był 
wielki cesarz zarówno w planach, jak i czynach”. 

W jaki sposób można więc wytłumaczyć negatyw-

ną w odniesieniu do idei krucjaty opinię Anny Komne-
ny, odzwierciedlającą prawdopodobnie poglądy domi-
nujące wśród bizantyńskiej arystokracji oraz w cesar-
skim otoczeniu? 

Sam fakt obecności takiej opinii wśród elit społe-

czeństwa bizantyńskiego jest rzeczą niepodważalną, 
podobnie  jak  dominacja  antyłacińskich  nastrojów 
wśród pozostałych jego warstw. Narastające od XI‒XII 
wieku kontrowersje religijne czynią w oczach Bizan-
tyńczyków skrajnie niepopularnymi wszelkie projekty 
sojuszu Cesarstwa z potęgami łacińskiego zachodu, 
czego najbardziej radykalnym wyrazem staną się sło-
wa: „Lepszy turban sułtana niż kapelusz kardynała”, 
które głośnym echem rozejdą się po Konstantynopolu 
w przeddzień osmańskiego podboju w roku 1453. 
Z drugiej strony ‒ tak pod koniec XI stulecia wyrażana 
postawa niekoniecznie musiała być deklaracją braku 
poczucia przynależności do chrześcijańskiej wspólnoty, 
manifestowaną razem z łacińskimi przybyszami przez 
arystokratów bizantyńskich. 

W pierwszej kolejności należy uwzględnić fakt, że 

wykładnia terminu „arystokracja” w warunkach śre-
dniowiecza bizantyńskiego wydaje się trudniejsza do 
jednoznacznego wyjaśnienia, w przeciwieństwie do de-

background image

finicji odnoszących się do zachodnioeuropejskiej kasty 
feudalnej XI‒XII wieku. Źródła bizantyńskie z XI wie-
ku w niektórych wypadkach kładą nacisk na kwestie 
pochodzenia, w innych ‒ istotnym kryterium pozostaje 
sprawowany urząd państwowy (aξίαί  δίά  λόγου), tytuł 
w ciągle żywotnej hierarchii rang (άξίαι  δίά  βρβείου) 
czy posiadany majątek rodowy. Czasami były brane 
pod uwagę również określone przymioty moralne, np. 
te, które utożsamiano z możliwością korzystania 
z przywileju „parrezji”, tzn. „otwartego dostępu, szcze-
rości” w obecności cesarskiej osoby. 

Ponadto spoistość tożsamości społeczeństwa bizan-

tyńskiego już od wczesnych wieków średnich nie opie-
rała się wyłącznie na takich filarach, jak grecki język 
czy przywiązanie do idei rzymskiej państwowości, ale 
właśnie na solidarności religijnej. Mimo nasilającej się 
już w widoczny sposób wzajemnej niechęci między 
mieszkańcami Europy zachodniej a Bizancjum, różnice 
w poglądach religijnych nie odgrywały jeszcze decydu-
jącej roli u schyłku XI wieku. Przeciętny Bizantyńczyk 
żyjący w IX-XI wieku zasadniczo poczuwał się do 
członkostwa w kręgu chrześcijaństwa ortodoksyjnego, 
którego spoistość pozwoliła jego państwu przetrwać 
kolejne fale inwazji islamskich i pogańskich, a także 
zdławić zagrożenie ze strony rodzimych heretyków. 
Tak rozumiane poczucie przynależności do rodziny 
chrześcijańskiej nie mogło oczywiście przybierać u Bi-
zantyńczyków takiej formy entuzjazmu dla idei „Chry-
stianum populus” czy „Christianus populus” lub też 
swoiście pojmowanej „idei europejskiej”, które z wolna 

background image

formowały się w Europie po‒ karolińskiej w stuleciach 
poprzedzających wybuch krucjatowego entuzjazmu. 

Fakt potraktowania przez grupy krzyżowców Jero-

zolimy jako ostatecznego celu ich wędrówki nieko-
niecznie musiał być czymś zaskakującym dla ówcze-
snych Bizantyńczyków. Wszak już na początku XI 
wieku byli świadkami przemarszu przez Konstantyno-
pol, wprawdzie nie tak liczebnych jak krzyżowcy, lecz 
zauważalnych grup pielgrzymów z krajów zachodu. 
Pątnicy z Nadrenii, Lotaryngii, zachodniej Francji oraz 
Skandynawii, wybierając najczęściej lądowy szlak ko-
munikacyjny, prowadzący przez Europę południowo- 
wschodnią wzdłuż doliny Dunaju, poczynając od 1025 
roku w coraz większych grupach przemierzali teryto-
rium państwa bizantyńskiego, spotykając się z raczej 
życzliwym przyjęciem przez jego mieszkańców. 

Pewne różnice w postawach i zachowaniu człon-

ków obu społeczności w kwestii wypraw krzyżowych 
zostały dostrzeżone niejako już u zarania ruchu krucja-
towego w XI-XII wieku. Uczestnicy krucjat wyrażali w 
związku z tym powszechnie opinię o rzekomym przy-
rodzonym braku wojowniczości, mającym charaktery-
zować „naród grecki”, czyli mieszkańców Bizancjum, 
skazanych na wsparcie ze strony obrońców rekrutują-
cych się spośród cudzoziemskich najemników. 

Niektórzy badacze dziejów Bizancjum przydają 

istotne znacznie, wyrażanemu czasami w kręgach du-
chowieństwa bizantyńskiego poglądowi, iż  śmierć po-
niesiona na polu walki, nawet z rąk Saracenów lub po-
gan, nie nabierała wcale tak szlachetnego wymiaru, jak 

background image

w wypadku stosunku „łacińskich” duchownych do 
chrześcijan poległych w walce w analogicznych oko-
licznościach. Wśród stołecznych duchownych bizan-
tyńskich był zauważalny pogląd, zaczerpnięty z tradycji 
jednego z wschodnich Ojców Kościoła, Bazylego 
Wielkiego, iż nawet żołnierz zabijający na polu walki 
wrogów chrześcijańskiego cesarstwa, starając się o ab-
solucję, musi ją poprzedzić trzyletnią pokutą. Tak wy-
rażonego przekonania nie sposób jednak generalnie od-
nieść do elit Bizancjum, biorąc pod uwagę częste w 
burzliwych dziejach tego państwa wypadki religijnej 
konsolidacji społeczeństwa właśnie w celu mobilizacji 
do „świętej wojny” z perskimi wyznawcami zaratusz-
tranizmu, muzułmańskimi Arabami, pogańskimi Bułga-
rami lub Pieczyngami albo heretykami (paulicjanie). 
W IX-XI wieku w hierarchii wartości bizantyńskiego 
społeczeństwa w zauważalny sposób zyskują wartości 
moralne utożsamiane z tradycyjnymi cnotami żołnier-
skimi. Proces ten staje się widoczny w społecznościach 
prowincjonalnych, zwłaszcza w odniesieniu do silnie 
zmilitaryzowanego pogranicza anatolijskiego z ternami: 
Anatolikon, Armeniakon, Kapadocja, Charsianon, Ly-
kandos i bałkańskiego, gdzie były usytuowane takie 
temy, jak: Tracja, Strymon i Macedonia. Życie poli-
tyczne w tamtejszych ośrodkach administracyjnych 
i miejskich (np. Adrianopol, Berroja, Tesalonika, Tzu-
rul, Filipopolis, Cezarea kapadocka, Trapezunt) zostało 
zdominowane przez dysponujące zastępami klientów 
arystokratyczne klany Dukasów, Fokasów, Maleino-
sów, Gabrasów, Bryenniosów i Watatzesów. W tamtej-

background image

szych prowincjonalnych społecznościach w żywotny 
sposób odzwierciedlał się ideał 

żołnierza-

chrześcijanina,  czego  charakterystycznym  dowodem 
był gorący i żywy w tych środowiskach kult żołnierzy‒
męczenników: Teodora Stratelatesa, Teodora Tirona, 
Jerzego, Mamasa oraz Demetriusza z Tesaloniki. Zro-
dzonym na pograniczu państwa odzwierciedleniem eto-
su arystokratycznego wojownika stanie się, rodząca się 
stopniowo od przełomu IX i X wieku, bogata tradycja 
cyklu pieśni akryckich, których naczelnym bohaterem 
był, zaliczający się właśnie do bohaterów bizantyńsko- 
arabskiego pogranicza, Digenis Akritas. 

Władze starały się spożytkować dla dobra państwa 

takie nastroje, pojawiające się wśród żołnierzy prowin-
cjonalnych armii jeszcze w X wieku, co szczególnie 
widać na przykładzie ustawodawstwa cesarza Leona VI 
Filozofa (886-912). Władca ten uznał za pożyteczne 
w jednej z rozpraw dotyczących teorii wojskowości, 
sięgnąć do wzorów ideologicznych, biorących za wzór 
islamską „dżihad”: „Oto co czynią Saraceni, lud barba-
rzyński i pozbawiony wiary [...] Trzeba, aby Rzymianie 
zaczęli praktykować takie same zasady i [...] zjedno-
czyli się, by wspólnie stawić czoło bluźniącym prze-
ciwko Chrystusowi, Królowi wszechrzeczy, naszemu 
Bogu, który przy każdej okazji umacnia walczących 
w Jego imieniu przeciwko ludom. [...] Jeżeli wspoma-
gani przez walczącego wraz z nami Boga dobrze uzbro-
jeni i w dobrym szyku taktycznym, odważnie i szczerze 
stawiamy im czoło dla zbawienia naszej duszy, przeko-
nani, że walczymy dla samego Boga, za ludzi z naszej 

background image

rasy i za wszystkich naszych braci chrześcijan, jeżeli 
więc bez wahania oddamy się Bogu, to nie potkniemy 
się, lecz odniesiemy sukces i z pewnością ich zwycię-
żymy”. 

Wyższym warstwom bizantyńskiego społeczeń-

stwa, przede wszystkim wywodzącym się z prowincji 
elitom arystokratycznym, które w ciągu XI stulecia 
stopniowo przejmują kontrolę nad stolicą i państwem 
bizantyńskim, mimo ich głębokiego zróżnicowania 
wewnętrznego, ideał walecznego żołnierza, przeniknię-
tego duchem walki z wrogami chrześcijaństwa, nie 
mógł być z gruntu obcy. Dwór cesarski epoki Duka-
sów, Botaniatów i Komnenów oraz członkowie najbar-
dziej zbliżonych do nich arystokratycznych klanów 
w swoisty sposób nawiązywali do heroicznych wzor-
ców, które ukształtowały się na peryferiach państwa bi-
zantyńskiego. Chociaż w Aleksjadzie Anny Komneny 
jej ojciec‒cesarz urasta do rangi bohatera zmagającego 
się z wrogami państwa i chrześcijaństwa, to należy 
przypomnieć, że istniał już uprzednio w historiografii 
bizantyńskiej taki prototyp arystokratycznego herosa, 
chociażby poprzedni cesarz Nicefor Botaniata (1078-
1081), zrodzony za sprawą opisu XI-wiecznego dziejo-
pisa Michała Attalioty. Sama Anna Komnena tworzy na 
kartach Aleksjady portrety takich sylwetek nie tylko 
w odniesieniu do członków rodziny Komnenów czy 
spowinowaconych z nią arystokratów, ale i w stosunku 
do niektórych przywódców krucjaty, przede wszystkim 
Boemunda z Tarentu, lub tych rycerzy frankijskich, 
którzy dostali się do niewoli fatymidzkiej po przegranej 

background image

bitwie pod Ramią 12 maja 1102 roku. Można się w tym 
dopatrzyć zjawiska stopniowo narastającej od drugiej 
połowy XI wieku fali wpływów zachodnich, wyrażają-
cych się aprobatą dla pewnych elementów stylu życia 
„łacińskich rycerzy” ‒ zarówno w sferach życia co-
dziennego, jak i swoiście pojmowanego etosu rycer-
skiego czy nawet przejściowych wzorców literackich. 
Ta fala swój kulminacyjny punkt osiągnie w połowie 
XII stulecia, w okresie panowania wnuka Aleksego ‒ 
cesarza Manuela I Komnena (1143-1180). 

Za realne odzwierciedlenie tej kulturowej okcyden-

talizacji bizantyńskiej elity arystokratycznej można 
uznać obecność na dworze i w armii bizantyńskiej du-
żych grup przybyszów z takich obszarów Europy łaciń-
skiej, jak północna Francja, południowa Italia, Anglia 
lub w coraz mniejszym stopniu, Skandynawia. Obec-
ność tych cudzoziemców, dotychczas zgodna zresztą 
z tradycjami bizantyńskimi, w drugiej połowie XI wie-
ku powoli zaczęła przybierać odmienną formę jako-
ściową. Powyższy proces zaczął bowiem powodować 
istotne zmiany w postawach społeczeństwa bizantyń-
skiego wobec niektórych aspektów związanych ze 
służbą cudzoziemców. Uwzględnia to już np. Kekau-
menos w tej części Rad, która była przypuszczalnie 
skierowana do cesarza Michała VII Dukasa i kręgu jego 
ministrów. Kekaumenos nie pozostawał jednak do koń-
ca konsekwentny w zapatrywaniach na służbę cudzo-
ziemców w szeregach armii bizantyńskiej, wyczuwal-
nie tonując swoje poglądy w zależności od kraju po-
chodzenia cudzoziemskich najemników. Już wobec ob-

background image

cokrajowców pochodzących z krajów skandynawskich, 
Anglii lub Zakaukazia ostrze jego ksenofobii ulega 
istotnemu złagodzeniu. Powołując się na konkretne 
przykłady Kekaumenos podkreśla szlachetne pocho-
dzenie niektórych cudzoziemców, wywodzących się 
z królewskich rodów, co powinno ułatwiać im karierę 
w bizantyńskiej armii, zarazem uwypuklając wyższość 
Bizancjum nad pozostałymi królestwami chrześci-
jańskiej ekumeny. Akcentuje ich lojalność wobec pań-
stwa bizantyńskiego, wzmiankując o zadzierzgniętych 
więzach przyjaźni, które często potrafiły przetrwać roz-
stanie ze służbą w szeregach armii bizantyńskiej. 

Dla  Kekaumenosa  (oraz  prawdopodobnie  dla 

większości współczesnych mu wojskowych notabli bi-
zantyńskich) istniała jednak pewna ważna przeszkoda 
w stosunku do karier nawet najbardziej faworyzowa-
nych cudzoziemskich przybyszów ‒ kwestia awansu 
w bizantyńskiej hierarchii tytułów i stanowisk, które 
żadną miarą nie powinny być udostępniane na większą 
skalę obcokrajowcom. 

Prawdopodobnie tak wyrażane przez wpływowych 

przedstawicieli kół arystokratycznych obawy w pewnej 
mierze pozwalają nam tłumaczyć fiasko prób, podej-
mowanych już w latach 1071-1078, nawiązania współ-
pracy Bizancjum z niektórymi krajami zachodu w celu 
ustanowienia wspólnego sojuszu w walce z dwoma lu-
dami pochodzenia tureckiego, które w największym 
stopniu zagroziły wręcz bytowi państwa bizantyńskiego 
na początku lat siedemdziesiątych XI wieku ‒ Seldżu-
kami i Pieczyngami. 

background image

Klęskę  poniesioną  przez  stronę  bizantyńską 

w 1071 roku pod Matzikiert, twierdzy położonej na ar-
meńskim pograniczu, można potraktować jako symbol 
upadku panowania bizantyńskiego nad rozległymi wy-
żynami Azji Mniejszej. Rozgromienie przez Wielkiego 
Seldżuka sułtana Alp Arslana (1063-1072) dużej, zmo-
bilizowanej przy zaangażowaniu ogromnych środków 
i energii armii bizantyńskiej oraz wzięcie do niewoli 
samego cesarza Romana IV Diogenesa (1068-1071) by-
ło dotkliwym ciosem dla potencjału i prestiżu państwa 
bizantyńskiego. Choć sama klęska nie wyznaczała po-
czątku penetracji tureckiej w Azji Mniejszej, trwała ona 
już bowiem, niestety, od dobrych kilkunastu lat, w wy-
datnym jednak stopniu przyczyniła się do przyspiesze-
nia procesu erozji bizantyńskiej władzy nad tym regio-
nem. Ten stan rzeczy szczególnie uwidocznił się po 
wybuchu w Azji Mniejszej wojny domowej, zainicjo-
wanej przez powracającego z tureckiej niewoli, zdetro-
nizowanego cesarza Romana Diogenesa i kolejnych 
pretendentów do tronu cesarskiego w latach 1071-1081. 

Podbój anatolijskich obszarów nie znalazł się od 

razu w planach sułtana Alp Arslana, który na początku 
lat siedemdziesiątych XI wieku, mimo zwycięstwa pod 
Matzikert, dążył przede wszystkim do zajęcia syryj-
skich posiadłości kalifatu fatymidzkiego. Jego na-
stępca, Malikszah (1072-1092), pochłonięty problema-
mi wewnętrznymi oraz wojną z syryjskimi i palestyń-
skimi poplecznikami kalifatu Fatymidów, również nie 
wykazywał większego zainteresowania „krajami Ru-
mu” (tzn. Azją Mniejszą). Uznał jednak, że słabości bi-

background image

zantyńskiego systemu obronnego oraz wyniszczające to 
państwo wojny domowe otwierają pewne perspektywy 
dla jego emirów w tym regionie. Zadanie reprezento-
wania swoich interesów na obszarach Anatolii powie-
rzył krewnemu, Sulajmanowi Ibn Kutulmiszowi (1075-
1086), który wraz z podległymi dowódcami pojawił się 
w tym regionie po 1073 roku, zakładając podwaliny 
pod sułtanat „Rumu”, wchodzącego w skład konglome-
ratu „Rzeszy” seldżuckich państw, rozciągających się 
pod koniec XI wieku od Afganistanu po Anatolię. 
W ciągu najbliższych kilku lat Seldżukom udało się 
zawładnąć  większością  najważniejszych  prowincji 
i miast bizantyńskich w Azji Mniejszej, zachodnie ru-
bieże ich posiadłości na zachodzie dosięgły Jonii, łącz-
nie z takimi ośrodkami miejskimi, jak Efez i Smyrna, 
oraz Frygii i Bitynii po Kyzikos, Nikomedię i Chalce-
don, na północy zaś wybrzeży Morza Czarnego, gdzie 
zdołali przejąć kontrolę nad Trapezuntem i Synopą, 
a na południu kontrolowali Pamfylię wraz z ważną stra-
tegicznie Attalią. Znamiennym symbolem sukcesów 
militarnych seldżuckich najeźdźców było umiejscowie-
nie przez Sulajmana swojej kwatery w jednej z naj-
większych metropolii zachodniej części Azji Mniejszej 
‒ w Nicei, położonej w niewielkiej odległości na 
wschód od cesarskiego Konstantynopola. 

Dodatkowo w drugiej połowie XI wieku bizantyń-

skie posiadłości położone we wschodniej części Półwy-
spu Bałkańskiego zostały zagrożone napływem innego 
ludu pochodzenia tureckiego ‒ Pieczyngów. Lud ów od 
końca IX wieku tworzył na stepach nadczarnomorskich 

background image

luźną federację plemienną, pozostającą w orbicie zain-
teresowań polityki bizantyńskiej co najmniej od lat 
894-896. Pieczyngowie, jako okresowi partnerzy Ce-
sarstwa Bizantyńskiego, walczyli w X wieku z Rusią 
Kijowską, Bułgarią oraz niektórymi plemionami ma-
dziarskimi. W latach 1046-1047, pod wpływem nacisku 
Uzów i Połowców, duże grupy Pieczyngów przeprawi-
ły się przez Dunaj na terytorium państwa bizantyńskie-
go w poszukiwaniu wolnych od zagrożenia ziem nada-
jących się do osiedlenia. Początkowo władze cesarskie 
starały się wykorzystać Pieczyngów jako osadników 
wojskowych, wzmacniających potencjał armii bizan-
tyńskich, m.in w celu wykorzystania ich do walki z co-
raz groźniejszymi Seldżukami. Jednak w stosunku do 
Pieczyngów polityka ta nie przyniosła zakładanych re-
zultatów. W 1048 roku doszło do rewolty przesiedleń-
ców, na której czele stanęli tradycyjni przywódcy ple-
mienni, np. najwyższy chan Tyrach. Rewolta szybko 
przekształciła się w regularną wojnę, ciągnącą się, mi-
mo zawieranych porozumień (1053, 1057), praktycznie 
do końca XI wieku. Armia cesarska poniosła w jej trak-
cie niejedną kompromitującą klęskę. W rezultacie Pie-
czyngowie na początku lat siedemdziesiątych praktycz-
nie zawładnęli pasem stepowych wyżyn, rozciągają-
cych się między dolnym biegiem Dunaju a górskim 
łańcuchem Stara Pianina. Chociaż podzieleni na kilka 
rywalizujących ze sobą plemion, nigdy nie zdołali, śla-
dami Bułgarów chana Asparucha z końca VII wieku, 
stworzyć na tym obszarze własnego państwa, stanowili 
jednak ustawiczne zagrożenie dla panowania bizantyń-

background image

skiego w Tracji i górnej części doliny Wardaru. Wyni-
kało to nie tylko z powodu charakteru ich łupieskich 
wypadów, ale wsparcia jakiego bardzo chętnie udzielali 
zbuntowanym lokalnym archontom pochodzenia woło-
sko-bułgarskiego (Nestor z Paristrionu w 1074 roku) 
lub pretendentom do tronu cesarskiego (Nicefor Bryen-
nios z Adrianopola i Nicefor Bazylakes z Dyrrachion 
w latach 1077-1078) oraz wrogo nastawionym wobec 
państwa bizantyńskiego, wojowniczym, neomanichej-
skim paulicjanom (Leka w roku 1078, Traulos w latach 
1083-1086). Szczególne zagrożenie dla państwa bizan-
tyńskiego ze strony Pieczyngów zaistnieje w latach 
1087-1091, gdy przenosząc się pod naciskiem Połow-
ców do Tracji, zagrożą bezpośrednio samemu Konstan-
tynopołowi. 

Prawdopodobnie z powodu powyższych zagrożeń 

nowy cesarz, Michał VII Dukas (1071-1078), i jego 
współpracownicy rozwinęli na dużą skalę działalność 
dyplomatyczną, której celem była poprawa relacji mię-
dzy Bizancjum a państwami chrześcijańskimi ‒ zarów-
no na szeroko pojmowanym „frankijskim” zachodzie 
(papiestwo, italscy Normanowie, Węgry), jak i księ-
stwami Rusi Kijowskiej i państwami chrześcijan z ob-
szaru Kaukazu. 

Niektóre z tych porozumień, jak np. przymierze 

zawarte z królem Węgier ‒ Gézą (1074-1077), utwier-
dzone małżeństwem tego władcy z jedną z bizantyń-
skich arystokratek (córką Teodula Synadenosa), miały 
na celu przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa 
naddunajskim granicom państwa bizantyńskiego czy 

background image

wsparcie gruzińskie dla zagrożonych przez Seldżuków 
bizantyńskich twierdz na wschodnim wybrzeżu pontyj-
skim. Pozostałym działaniom dyplomatycznym, w tym 
głównie rozmowom prowadzonym z papieżem Grzego-
rzem VII oraz porozumieniu nawiązanemu z przywód-
cą Normanów italskich Robertem Guiscardem w 1074 
roku, przyświecał jednak zasadniczy cel, który dotyczył 
możliwości udzielenia przez Normanów militarnego 
wsparcia Bizancjum w rozstrzygającej walce z seldżuc-
kim zagrożeniem. Powyższy plan, do którego przywią-
zywano istotne znaczenie w Konstantynopolu, miał zo-
stać utwierdzony związkiem małżeńskim młodocianego 
Konstantyna Dukasa z Olimpiadą, córką Roberta Gu-
iscarda. Dodatkowo przywódca Normanów italskich 
otrzymał wiele hojnych finansowych koncesji, w posta-
ci prawa do dysponowania licznymi bizantyńskimi 
godnościami i przynależnymi im finansowymi apana-
żami. 

Spośród współpracowników i ministrów cesarza 

Michała VII Dukasa w negocjacjach prowadzonych 
z Robertem Guiscard z pewnością znaczącą rolę ode-
grał Michał Psellos, którego dziełem była ostateczna 
redakcja cesarskiej chryzobulli z 1074 roku ustalającej 
zasady zawartego porozumienia. Psellos był nie tylko 
członkiem reformatorskiej ekipy intelektualistów z cza-
sów panowania Konstantyna IX Monomacha, do której 
zaliczały się takie osobistości, jak Konstantyn Lichu-
des, Jan Ksifilinos czy Jan Mauropus, lecz także współ-
twórcą jej programu naprawy państwa. W pierwszym 
okresie panowania Michała VII w dalszym ciągu wy-

background image

wierał wielki wpływ na władcę i jego bezpośrednie 
otoczenie. Doskonale zdawał sobie sprawę z zagroże-
nia, jakie wynikało dla państwa w rezultacie seldżuc-
kiej inwazji przełomu lat sześćdziesiątych i siedem-
dziesiątych XI wieku. Dostrzegał też szansę wyjścia 
z zaistniałego kryzysu w postaci sojuszu z papiestwem 
oraz Robertem Guiscardem, a wydatną pomocą w po-
dejmowaniu działań dyplomatycznych na łacińskim za-
chodzie służył mu jeden z uczniów, pochodzący z Italii 
Jan Italos. 

Następna znacząca osobistość z kręgu współpra-

cowników cesarza Michała, która mogła być zaintere-
sowana uzyskaniem poparcia ze strony zachodu, to 
zajmujący stanowisko logotety eunuch Nicefor, znany 
również jako Niceforitzes. Nicefor, jako jeden z naj-
bardziej wpływowych dygnitarzy okresu panowania 
Michała VII, drogą intryg stopniowo wyeliminował 
z otoczenia cesarza członków jego rodziny (stryja Jana 
Dukasa, matkę i braci) oraz innych faworytów, m.in. 
arcybiskupa Jana z Side i samego Michała Psellosa. 
Należy jednak zauważyć, iż Nicefor, będąc doskonale 
zorientowany w krytycznym położeniu państwa i dys-
ponując doświadczeniem politycznym ‒ pełnił wcze-
śniej obowiązki duksa Antiochii (1063-1067) oraz pre-
tora Peloponezu i Hellady (ok. 1069) ‒ energicznie dą-
żył do reform wewnętrznych, mających uzdrowić bi-
zantyńskie finanse i armię. Mimo rywalizacji, obaj 
wpływowi współpracownicy Michała VII, jeden z racji 
swoich częstych kontaktów z papiestwem, drugi mając 
praktykę wyniesioną z czasów zarządzania nad-

background image

granicznymi prowincjami, byli dobrze zorientowani 
w potencjale wojskowym klientów  papiestwa, wśród 
których w czasach pontyfikatu Grzegorza VII najwięk-
szą rolą odgrywali Normanowie. 

Poczynione wówczas ustalenia dworu cesarskiego 

z Normanami, mimo atrakcyjnych dla państwa bizan-
tyńskiego obietnic udzielenia istotnego wsparcia woj-
skowego w walce z Seldżukami, nie zostały jednak 
pomyślnie  zrealizowane.  Wyjaśnienie  zasadniczych 
przyczyn niepowodzenia tych koncepcji nie wydaje się 
wytłumaczalne w sposób jednoznaczny Prawdopodob-
nie zaważyło tutaj kilka różnych czynników. 

Za jeden z nich można uznać istotny fakt krótkiego 

i niefortunnego okresu panowania Michała VII Dukasa 
(24 X 1071-7 I 1078), postrzeganego zresztą jako rządy 
mało stabilne i obfitujące w rozliczne zaburzenia we-
wnętrzne, które mogły się przyczynić do zahamowania 
wielu ambitnych i odważnych planów politycznych, 
podejmowanych w otoczeniu tego władcy. Jednak 
w wypadku omawianego zagadnienia powyższą inter-
pretację, mimo wszystko, trudno uznać za zadowalają-
cą. 

Zasadniczy problem tkwi zapewne w reakcji po-

szczególnych grup bizantyńskiej elity społecznej na te-
go typu plan polityczny, zakładający antyturecki sojusz 
z Normanami i papiestwem, wsparty na unii religijnej 
i porozumieniu matrymonialnym. Projekt sojuszu poli-
tycznego z Normanami italskimi i papiestwem, zaini-
cjowany przez wpływowe kręgi stołecznych urzędni-
ków, spotkał się jednak z niechęcią licznych grup pro-

background image

wincjonalnej arystokracji. Szczególna opozycja zaist-
niała zwłaszcza rodzin arystokratycznych związanych 
z Azją Mniejszą. Wobec narastającego zagrożenia sel-
dżuckiego taka postawa przejawiana w środowiskach 
wpływowych klanów anatolijskich, może się wydać 

pierwszej  chwili  zaskakującym  paradoksem. 

W gruncie rzeczy była ona prawdopodobnie głęboko 
umotywowana zagrożeniem ich kluczowych, partyku-
larnych interesów. Największe zagrożenie, jak wynika 
ze stanu świadomości tej grupy feudałów, nie pocho-
dziło bynajmniej ze strony Seldżuków, przynajmniej 
jeszcze na początku lat siedemdziesiątych XI wieku, 
niepostrzeganych jeszcze przez arystokrację anatolijską 
jako potencjalnych zdobywców Azji Mniejszej. 

W tym czasie lojalni wobec cesarza dowódcy woj-

skowi oraz miejscowi magnaci byli pochłonięci zwal-
czaniem rebelii, która odegrała istotną rolę w procesie 
upadku władzy bizantyńskiej w Anatolii. Na czele tego 
buntu stał rycerz normandzki Roussel de Bailleul, który 
prawdopodobnie jeszcze w 1070 roku przybył z połu-
dniowej Italii z oddziałem współziomków, ofiarowując 
swoje usługi cesarzowi Romanowi IV Diogenesowi. 
W 1072 roku Roussel został wysłany wraz z oddziałem, 
liczącym prawdopodobnie ok. 500 żołnierzy, do pół-
nocno-wschodniej części Azji Mniejszej w celu zapro-
wadzenia na tym obszarze porządku, mocno nadszarp-
niętego po Matzikiert i wojnie domowej rozpoczętej 
jeszcze przez Diogenesa. Roussel rozpoczął jednak 
szybko realizację własnych ambitnych planów poli-
tycznych, zwłaszcza gdy po sukcesach w walce z gru-

background image

pami turkmeńskich koczowników mógł liczyć na po-
parcie lokalnych społeczności w dorzeczu rzeki Sanga-
rios, dostrzegających w nim skutecznego obrońcę. 
W1073 roku Roussel wypowiedział posłuszeństwo ce-
sarzowi Michałowi VII, wkraczając na drogę otwartego 
buntu. Zagrożenie z jego strony wzrosło szczególnie 
gdy uwięził cesarskiego stryja Jana Dukasa. Roussel 
wykorzystał osobę znamienitego jeńca do realizacji 
swoich planów, proklamując go cesarzem. Kolejno 
zwyciężał wysłane przeciwko niemu armie bizantyń-
skie, obecne zaś w ich składzie oddziały najemników 
zachodnich bez walki przechodziły na jego stronę. 
W okresie swoich największych sukcesów kontrolował 
znaczną część Azji Mniejszej ‒ od Bitynii aż po 
przedmieścia Trapezuntu. Tym samym bunt Roussela 
stanowił w istocie rzeczy największe zagrożenie dla 
rządu aż do 1075 roku, kiedy (późniejszy cesarz) do-
mestikos Aleksy Komnen, zapewniwszy sobie osta-
tecznie pomoc Turków i Gruzinów, wziął do niewoli 
Roussela w okolicach Amazji. Na tle tych wszystkich 
wydarzeń czyny Roussela de Bailleul jawią się jako za-
powiedź ambitnych planów Boemunda z Tarentu czy 
Baldwi‒ na z Boulogne, budujących własne państwa 
w północnej Syrii i Mezopotamii w trakcie I krucjaty, 
głównie kosztem sfery interesów bizantyńskich. 

Rebelia Roussela de Ballieul stała się w ten sposób 

groźnym ostrzeżeniem dla rządu centralnego. Jedną 
z charakterystycznych cech działalności tego buntow-
nika była łatwość z jaką pozyskiwał dla swojej sprawy 
potężnych i wpływowych arystokratów ze wschodniego 

background image

pogranicza, najczęściej pochodzenia armeńskiego lub 
gruzińskiego. Potencjał polityczny i militarny tych nie-
greckich  społeczności  nabrał  istotnego  znaczenia 
w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, m.in. w rezultacie 
prób reform obrony pogranicza zainicjowanych za pa-
nowania cesarza Konstantyna IX Monomacha. Zgodnie 
z przyjętym wówczas założeniem, planowano oprzeć 
ciężar obrony pogranicza państwa bizantyńskiego na 
lokalnych arystokratach, dysponujących własnym za-
pleczem militarnym. Dodatkowo, za zgodą stołecznych 
władz, ich siła uległa wzmocnieniu po przejęciu stano-
wisk lokalnych strategów, katepanów i duksów. 
Uprawnienia tych dygnitarzy, obejmujące obowiązki 
dotyczące nie tylko spraw wojskowych, lecz również 
pewnych zadań o charakterze administracyjnym (np. 
nadzór nad ściąganiem podatków i działalnością są-
downictwa) , przekazywano notablom pochodzenia 
Pieczyńskiego, longobardzkiego czy armeńskiego. 

Po klęsce Romana Diogenesa niektórzy z nich, 

sprawując funkcję komendantów twierdz i namiestni-
ków okręgów położonych w dorzeczu północnego Eu-
fratu oraz w górach Cylicji i południowej Kapadocji, 
przekształcili się w latach 1071-1074 w praktycznie 
niezależnych władców. Przykładem może być kariera 
armeńskich archontów ‒ Filareta Brachamioty w duka-
cie antiocheńskim czy Oszina z Lambronu, Rubena 
z Sis i Vasila z Edessy, którzy dysponując poparciem 
rodaków oraz pomocą wojska najemników frankijskich 
i tureckich, faktycznie przystąpili do budowy własnych 
państw w kontrolowanych przez siebie okręgach. Sytu-

background image

ację zaistniałą na wschodnim pograniczu komplikował 
fakt lojalności większości Armeńczyków Kościołowi 
monofizyckiemu, skonfliktowanemu od prawie sze-
ściuset lat z ortodoksyjnym patriarchatem Konstanty-
nopola. 

Powyższy proces z całą pewnością budził zaniepo-

kojenie nie tylko władz w Konstantynopolu, ale rów-
nież bizantyńskich środowisk wojskowych, zwłaszcza 
wywodzących się z temów Anatolikonu i Trakezjonu. 
Tamtejsza arystokracja wojskowa już od detronizacji 
Romana Diogenesa była niechętnie ustosunkowana 
wobec Michała VII i jego ministrów. Niechęć ta z pew-
nością uległa pogłębieniu wobec polityki faworyzowa-
nia dowódców frankijskich oddziałów najemnych, któ-
re odegrały decydującą rolę w zwycięstwie nad stron-
nikami Diogenesa. Właśnie z tych środowisk arysto-
kracji anatolijskiej, które dostrzegały niepowodzenia 
rządu w stabilizowaniu sytuacji w Azji Mniejszej, wy-
szła inicjatywa obalenia Dukasa, zrealizowana przez 
frygijskiego arystokratę, cesarza Nicefora III Botaniatę. 
Można przypuszczać, iż w związku z powyższymi wy-
darzeniami kwestia zagrożenia tureckiego w latach sie-
demdziesiątych XI wieku nie była mimo wszystko sta-
wiana na pierwszym miejscu. Wśród bizantyńskiej ary-
stokracji wojskowej dominowało przekonanie, że inwa-
zja turecka jest zagrożeniem przejściowym. Magnaci 
skupieni w prowincjonalnych frakcjach z dużą niechę-
cią obserwowali „prołacińskie” zabiegi cesarza Michała 
i jego kolejnych ministrów. W informacjach przedsta-
wionych przez Michała Attaliotę i Kontynuatora Scylit-

background image

zesa pojawiają się wręcz oskarżenia pod adresem cesa-
rza, który ‒ poza „złymi” porozumieniami polityczny-
mi ‒ potrafi się tylko ze swoimi doradcami-filozofami 
zaangażować w zawiłości retoryki i filozofii. 

We wspomnianej już części Rad Kekaumenosa po-

jawiają się wskazówki, że droga do skonsolidowania sił 
wewnętrznych państwa prowadzi przez redukcję do 
właściwych  rozmiarów  wpływów  awanturniczych 
i nadmiernie  ambitnych  przybyszów  normandzkich 
z Italii i Francji. Kilkanaście lat później w przekonaniu 
większości arystokratów bizantyńskich, zwłaszcza tych 
pochodzących z zachodniej części Anatolii, najprostsza 
droga prowadząca do realizacji tego celu, to zdobycie 
władzy w Konstantynopolu. Zwycięski przewrót miał 
odsunąć od władzy znienawidzonych ministrów (ewen-
tualnie samego cesarza) odwołujących się m.in. do nie-
popularnych sojuszników z zachodu. Ponadto miał się 
stać impulsem, który uruchomiłby proces eliminacji tu-
reckich emirów, stopniowo w latach 1072-1077 zajmu-
jących większą część Azji Mniejszej. 

Wydarzenia rozgrywające się w niektórych zakąt-

kach Azji Mniejszej zdawały się pozornie przyznawać 
rację tego rodzaju poglądom. Ważna, ze strategicznego 
punktu widzenia, do przeprowadzenia takiej ofensywy 
Antiochia nad Orontesem pozostawała (z przerwami) 
w rękach państwa bizantyńskiego aż do 1086 roku. 
Wobec zdecydowanego braku zainteresowania spra-
wami morskimi przez większość seldżuckich emirów, 
potrzebny do realizacji tego celu Cypr pozostawał bez-
pieczny i kontrolowany przez cesarskich gubernatorów 

background image

przez cały wiek XI. W Trapezuncie Teodor Gabras, 
dysponując drużyną złożoną z krewniaków i klientów 
jego rodu, zdołał (prawdopodobnie w 1075 roku) wy-
przeć z miasta i okręgu seldżuckich najeźdźców, sku-
tecznie w następnych latach broniąc się przed napadami 
sąsiednich emirów. Konsekwentnie, choć zdani wy-
łącznie na własne siły wojskowe, stawiali Seldżukom 
skuteczny opór bizantyńscy komendanci w Kapadocji 
i Paflagonii. Nawet uniezależnieni już ormiańscy ar-
chontowie musieliby w takich okolicznościach przystać 
na współpracę wojskową wyłącznie z państwem bizan-
tyńskim. W tej sytuacji pojawienie się w Azji Mniej-
szej, w rezultacie przymierza zawartego z papieżem 
Grzegorzem VII i księciem Robertem Guiscardem, ar-
mii „frankijskiej” mogło, w przekonaniu tamtejszych 
środowisk arystokracji bizantyńskiej, mieć szkodliwe 
skutki dla bizantyńskiej racji stanu. 

Nawiązanie do tak sformułowanej idei politycznej 

można również dostrzec w pierwszych latach panowa-
nia nowego cesarza Aleksego I Komnena. Poprzednika, 
Nicefora Botaniatę, pozbawił tronu cesarskiego głów-
nie z racji jego nieudolności w rozwiązywaniu proble-
mów wynikających z zagrożenia zewnętrznego państwa 
bizantyńskiego. Jednak jego pierwsze starania, mające 
doprowadzić do poprawy położenia Bizancjum na are-
nie międzynarodowej, stanowią wyraźną kontynuację 
antyłacińskiej linii poprzednika. Za dowód takiego po-
stępowania można uznać warunki porozumienia poko-
jowego zawartego z sułtanem Sulejmanem 17 czerwca 
1081 roku, w którym cesarz praktycznie rezygnował 

background image

z kontroli nad resztkami ziem znajdujących się jeszcze 
pod władzą bizantyńską na obszarze Azji Mniejszej. 

Zawarcie porozumienia z Turkami na tak nieko-

rzystnych dla Cesarstwa Bizantyńskiego warunkach 
można potraktować jako dowód na to iż, strona bizan-
tyńska w 1081 roku bardziej obawiała się zagrożenia ze 
strony zachodu. Wszak jeszcze pod koniec swojego pa-
nowania Nicefor III Botaniata musiał rozpocząć przy-
gotowania do odparcia najazdu normańskiego, zagraża-
jącego posiadłościom bizantyńskim na zachodnich Bał-
kanach. W przekonaniu arystokracji bizantyńskiej in-
wazja została przygotowana przez Roberta Guiscarda, 
który z poparciem papieża Grzegorza VII wykorzystał 
do realizacji własnych celów podstawionego przez sie-
bie, samozwańczego Michała Dukasa. Papież, popiera-
jąc sprawę wysuniętego przez Roberta Guiscarda Pseu-
do Michała Dukasa, akceptował w ten sposób projekt 
wyprawy wojskowej na wschód, podejmowanej jednak 
w tych okolicznościach dla realizacji partykularnych 
celów normandzkich feudałów z południowej Italii. 

W tych okolicznościach Aleksy I Komnen został 

zmuszony do prowadzenia ciężkiej wojny z Normana-
mi, którzy w okresie swoich największych sukcesów, 
przypadających na lata 1082-1084, zajęli praktycznie 
najważniejsze ośrodki bizantyńskie na zachód od Tesa-
loniki. Aby powstrzymać ofensywę przeciwnika, mu-
siał dokonać maksymalnej mobilizacji sił społeczeń-
stwa i państwa bizantyńskiego. Podjął zakrojoną na 
szeroką skalę akcję propagandową przeciwko Rober-
towi i jego papieskiemu sojusznikowi, która miała za 

background image

zadanie skupić wokół nowej dynastii w największym 
stopniu kręgi arystokracji wojskowej oraz urzędników, 
duchowieństwo i szerokie rzesze mieszkańców Cesar-
stwa. W tych warunkach odwoływanie się do planów 
współpracy z łacińskimi krajami zachodu w imię chrze-
ścijańskiej solidarności było oczywiście wykluczone. 
Kiedy po śmierci Roberta Guiscarda w 1085 roku zo-
stało przezwyciężone zagrożenie ze strony normań-
skiej, plan decydującej wojny z Seldżukami, która do-
prowadziłaby do odzyskania Azji Mniejszej w oparciu 
o bizantyńskie siły militarne, okazał się niemożliwy do 
realizacji.  Nawet pozornie sprzyjająca okoliczność 
w postaci faktycznego rozpadu sułtanatu Rum na od-
dzielne emiraty po śmierci sułtana Sulejmana I (1086), 
nie okazała się wystarczająca do podjęcia decydującej 
ofensywy w Azji Mniejszej. Z pewnością jedną z istot-
nych przyczyn tej sytuacji było zagrożenie, jakie zaist-
niało dla panowania bizantyńskiego na Bałkanach za 
sprawą najazdów Pieczyngów i Połowców oraz buntów 
paulicjan w latach 1085-1094. Z kolei jednak, jak do-
wodzi przykład emira Smyrny Tzachasa, samo państwo 
bizantyńskie było zbyt słabe militarnie, aby przeprowa-
dzić operację „rekonkwisty” w Azji Mniejszej. 

Cesarz Aleksy I Komnen musiał zdać sobie sprawę 

z tego stanu rzeczy prawdopodobnie jeszcze pod koniec 
wyczerpującej wojny z Normanami. Z uwagi jednak na 
nastroje społeczeństwa bizantyńskiego, m.in. w rezulta-
cie podjętej przezeń akcji propagandowej, był skazany 
na ostrożne działania dyplomatyczne. Do pewnego 
zwrotu dochodzi dopiero w latach 1088-1090 w związ-

background image

ku z wizytą w Konstantynopolu hrabiego Flandrii Ro-
berta I Fryzyjczyka (1071-1093), podążającego w piel-
grzymce do Ziemi Świętej, który jednocześnie udzielił 
znaczącego wsparcia militarnego cesarzowi Aleksemu I 
w wojnie z Pieczyngami. 

Odzwierciedleniem tej przemiany była aktywność 

dyplomatyczna cesarza, przejawiająca się w wysłaniu 
kolejnych poselstw na synody do Piacenzy w 1095 ro-
ku i do Clermont w 1096 roku, na których zainicjowa-
no ideę wielkiej krucjaty, zrealizowaną w latach 1096-
1099. Istotny może się wydać fakt, że działania dyplo-
matyczne cesarza zostały skierowane do tych środo-
wisk feudalnych na zachodzie (Prowansja, Flandria), 
które dotychczas w nikłym stopniu były zaangażowane 
we wschodnią politykę Stolicy Apostolskiej. 

Tymi czynnikami należy więc tłumaczyć co naj-

mniej wstrzemięźliwą reakcję arystokratycznych śro-
dowisk Bizancjum na plany dużych grup krzyżowców, 
kolejno napływających na tereny Cesarstwa w latach 
1096-1101. Aleksy I Komnen i jego najbliżsi współ-
pracownicy w swoich działaniach kierowali się przede 
wszystkim dążeniem do umocnienia autorytetu nowej 
dynastii. 

Podkreślanie swoistego dystansu wobec idei kru-

cjatowej mogło być rezultatem niechętnego czy wręcz 
wrogiego nastawienia do niej wielu grup arystokratycz-
nych. Czy scharakteryzowana w tym wypadku metoda 
postępowania, przyjęta przez cesarza, okazała się sku-
teczna? Można przypuszczać, że raczej tak. Należy za-
uważyć, iż działania opozycji ‒ ujawniające się w 

background image

pierwszych latach panowania Aleksego w postaci spi-
sków, sprzysiężeń, angażujących niektórych członków 
dynastii,  aparatu  biurokratycznego,  przedstawicieli 
frondujących rodów, ludzi Kościoła ‒ nie były inspiro-
wane oskarżeniem o nadmierne faworyzowanie przy-
byszów z zachodu, w przeciwieństwie np. do oskarżeń 
wysuwanych wobec stylu panowania jego wnuka, cesa-
rza Manuela Komnena. 

Rządy Aleksego I Komnena walnie przyczyniły się 

do odrodzenia mocarstwowego statusu  Bizancjum. 
Uwypuklanie udziału w tym procesie obecności ob-
cych, zwłaszcza łacińskich elementów było nie tylko 
niedogodne z propagandowego punktu widzenia, ale 
również sprzeczne z zasadniczą postawą arystokracji 
bizantyńskiej z drugiej połowy XI wieku, szczególnie 
obawiającej się lewantyńskich aspiracji ambitnych feu-
dałów normańskich. 

Równocześnie należy uwzględnić fakt, iż sukcesy 

Komnenów, osiągnięte w walkach z Seldżukami oraz 
innymi postronnymi wrogami na przełomie XI i XII 
wieku, w dużej mierze były rezultatem ożywiających 
się w tym czasie kontaktów politycznych i gospo-
darczych z krajami zachodu. W pewnym stopniu jest to 
swoisty paradoks, którego wyjaśnienie może być nam 
pomocne w próbach ustalenia przyczyn raptownego za-
łamania się „imperialnej” fazy świetności państwa bi-
zantyńskiego po 1185 roku. 

 
 
 

background image

Zdzisław Pentek 
(Poznań) 

UMOCNIENIE SIĘ PAŃSTWA BUŁGAR-

SKIEGO W CZASACH III WYPRAWY KRZY-

ŻOWEJ. FRYDERYK BARBAROSSA I RY-

CERSTWO ŚRODKOWOEUROPEJSKIE NA 

BAŁKANACH 

Powolny upadek Cesarstwa Bizantyjskiego, które-

go kryzys rozpoczął się co najmniej w schyłkowym 
okresie panowania Manuela I Komnena (1143-1180), 
stał się zapewne jednym z bezpośrednich bodźców 
wzmacniających dążenia Bułgarów do odzyskania nie-
podległości, utraconej na rzecz Bizancjum na początku 
XI wieku. Najazdy ‒ węgierski na ziemie cesarstwa 
w roku 1183 oraz normański w 1185 roku, którego 
konsekwencją były straty terytorialne Bizancjum ‒ za-
chwiały  autorytetem  Konstantynopola.  Opanowanie 
Tessaloniki, a zwłaszcza przejęcie cerkwi św. Dymitra 
przez Normanów, odbiło się niepokojącym echem na 
ziemiach bułgarskich. Sytuacja wewnętrzna Bizancjum 
za rządów Aleksego II (1180-1183), Andronika I 
(1183-1185), a wreszcie Izaaka II Angelosa (1185-1195 
i 1203-1204), była dalece niezadowalająca. Państwo 
zostało praktycznie rozdarte między udzielnymi duk-
sami, a prestiż cesarza znacznie podupadł. 

Wobec takiego rozwoju wydarzeń na ziemiach 

bułgarskich dojrzewało pragnienie, aby wyzyskać tę 
sprzyjają sytuację. Inicjatorami ruchu odrodzenia Buł-
garii była rodzina Asenowiczów, tytułująca się wład-

background image

cami Włachów. Jakkolwiek chronologia wydarzeń nie 
jest zbyt jasna, to pierwsze działania rozpoczęły się 
najpewniej w listopadzie 1185 roku, a wybuch powsta-
nia starannie zaplanowano. Uwieńczeniem pierwszej 
fazy działań był zjazd duchownych z okazji konsekracji 
cerkwi św. Dymitra w Tyrnowie (wiosna 1186 roku), 
kiedy doszło do restauracji godności carskiej. Pierw-
szym samozwańczym carem został Teodor Asenowicz, 
który przyjął imię Piotr. Wraz ze swoim bratem Ase-
nem już w 1185 roku pragnął otrzymać fragmenty 
dawnego terytorium bułgarskiego na zasadzie pronoi, 
ale reakcja bizantyjska na taką ofertę była stanowcza 
i żądania te nie zostały spełnione. Po wybuchu buntu 
Izaak II został postawiony przed faktem dokonanym 
i nie pozostawało mu nic innego, jak tylko spróbować 
militarnie rozbić buntowników. Próba zdławienia po-
wstania, podjęta przez Izaaka II już latem 1186 roku, 
w pierwszej fazie zakończyła się sukcesem. Wojska bi-
zantyjskie spacyfikowały tereny objęte rewoltą, a jej 
przywódców zmusiły do ucieczki aż za Dunaj. Car 
Piotr wespół z braćmi Asenem i Kałojanem, uzy-
skawszy posiłki od Kumanów, pojawił się w Bułgarii 
jesienią 1186 roku. Bracia zyskali również sojusznika 
w osobie macedońskiego bojara Dobromira Chryza. 
Izaak II podjął nowe działania wojenne z nastaniem 
wiosny 1187 roku najpierw zniszczył wojska Aseno- 
wiczów pod Lardeą, aż wreszcie, jesienią tego roku, 
wszedłszy ze swoją armią na tereny bułgarskie, rozpo-
czął oblężenie Łowecza, aby dalej kontynuować marsz 
do Tyrnowa. Jednakże Łowecz oparł się próbom zdo-

background image

bycia, co spowodowało nie tylko zaniechanie całej 
kampanii przeciwko Asenowiczom, ale także uznanie 
przez Izaaka II Piotra za władcę Bułgarii. Choć jako 
gwaranta dopełnienia układu z polowy roku 1188 Izaa-
ka II zabrał ze sobą najmłodszego z Asenowiczów ‒ 
Kałojana, to nie zmieniało sytuacji, gdyż Bułgaria do-
łączyła do grona niepodległych państw. Car Piotr pod 
wpływem bojarstwa musiał jednak zrzec się tronu na 
rzecz Asena (1188-1196), którego koronowano jesienią 
1188 roku wTyrnowie na bułgarskiego cara. 

Tymczasem w Ziemi Świętej doszło w roku 1187 

do istotnych zmian. Ciężka klęska zadana 4 lipca 1187 
roku pod Hittinem przez Saladyna armii Królestwa Je-
rozolimskiego pod wodzą króla Gwidona z Lusignan, 
spowodowała nie tylko liczebne uszczuplenie rycerstwa 
chrześcijańskiego, ale także doprowadziła do tego, że 
egipski sułtan przystąpił do odzyskiwania utraconych 
przez muzułmanów miast i terytoriów. Najboleśniejszą 
stratą dla Królestwa była utrata Jerozolimy, co nastąpi-
ło 2 października 1187 roku. Te dwa wydarzenia stały 
się bodźcem do zorganizowania III krucjaty na ratunek 
chrześcijanom w Outremer. 

Wspólnym  mianownikiem,  łączącym  ówczesną 

Bułgarię i losy dogasającego Bizancjum, był wątek 
wyprawy krzyżowej  zorganizowanej przez  cesarza 
Fryderyka Barbarossę, pragnącego iść z odsieczą do 
Palestyny. Owa krucjata Barbarossy przypieczętowała 
status quo między Bułgarią a Bizancjum. 

Fryderyk przyjął krzyż już 27 III 1188 roku w Mo-

guncji, jednak zanim wyruszył, minął jeszcze rok. Ce-

background image

sarz udał się na wyprawę z liczną armią, złożoną przede 
wszystkim z rycerstwa niemieckiego. Nie zabrakło ry-
cerzy z Turyngii, Bremy, Lubeki, Münster, Saksonii 
czy ze Szwabii. Kronikarze oszacowali ‒ zdaje się, że 
z „lekką” przesadą ‒ liczebność armii na 150 000 żoł-
nierzy. Tak więc z początkiem maja 1189 roku Fryde-
ryk Barbarossa wyjechał z Ratyzbony w otoczeniu 
licznej świty i z młodszym synem Fryderykiem Szwab-
skim u boku. Przeprawa przez Węgry obyła się bez 
żadnych ekscesów, tym bardziej że węgierski monarcha 
Bela III, wcześniej powiadomiony o planach cesarza, 
nie szczędził pomocy podczas marszu tak licznej armii 
przez terytorium własnego królestwa. Wreszcie 23 
czerwca 1189 roku Barbarossa wraz z armią przekro-
czył Dunaj w Belgradzie i znalazł się w granicach im-
perium bizantyjskiego. Tu czekała cesarza niemiła nie-
spodzianka. Podczas przemarszu przez Serbię doszło 
do wielu napaści ze strony zbuntowanych przeciwko 
Bizancjum Serbów, Bułgarów oraz miejscowych rze-
zimieszków, nękających ariergardę Barbarossy. Równie 
trudno było pozyskiwać prowiant, gdyż ludność wiej-
ska była niechętna tak wielkiej rzeszy przybyszów. 
Fryderyk, wcześniej powiadomiwszy Izaaka II o swo-
ich zamiarach, a nawet przyjąwszy odeń poselstwo 
w grudniu 1188 roku,  które dopracowało szczegóły 
przemarszu przez terytorium bizantyjskie, czuł się teraz 
oszukany przez cesarza Konstantynopola i uważał, że 
są to celowe działania wymierzone w jego osobę 
i przeciwko krucjacie. Barbarossa, nie zważając na te 
wypadki, przyjrzał się bliżej sytuacji politycznej na 

background image

Bałkanach. Na dodatek do Fryderyka zaczęli się garnąć 
oponenci Bizancjum. W lipcu 1189 roku w Niszu po-
jawił się Stefan Nemanja, wielki żupan Serbii, wraz 
z bratem Stracimirem, aby spotkać się z cesarzem. Na-
tomiast carowie Asen i Piotr skierowali do Fryderyka 
posłów, którzy zapewniali cesarza o woli pomocy dlań 
w czasie przemarszu przez Bałkany. Bizantyjski wy-
wiad donosił cesarzowi Izaakowi II o tych wydarze-
niach, które wprawiły go co najmniej w niepokój. Basi-
leus postanowił wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji 
i wydelegował Jana Dukasa oraz Konstantyna Kanta-
kuzena, którzy mieli już sposobność poznać Barbarossę 
i w jego imieniu spotkali się z Fryderykiem na granicy 
Bizancjum. Jednak Dukas wraz ze swym kompanem, 
zamiast być orędownikami dobrego interesu Izaaka, za-
częli judzić przeciwko suwerenowi. Znów wywiad bi-
zantyjski przekazał wieści do Konstantynopola o po-
stępkach wysłanników cesarskich, które utwierdziły 
Izaaka w niecnych zamiarach  Barbarossy. Mimo 
wszystko administracja prowincji starała się zapewnić 
prowiant dla krzyżowej armii, choć z drugiej strony 
Izaak wdał się niespodziewanie w konszachty z samym 
Saladynem, z  którym odnowiono prawdopodobnie 
w lipcu 1189 roku układ, zawarty jeszcze za czasów 
poprzednika Izaaka II ‒ Andronika. Nowe postanowie-
nia paktu przewidywały utrudnić marsz Barbarossy na 
wschód. Sprawa skomplikowała się po zajęciu przez 
Barbarossę Filipopolis 26 sierpnia 1189 roku. Cesarz, 
ufny w zobowiązania Izaaka, wyekspediował do niego 
posłów, którzy mieli przygotować wszystko do prze-

background image

prawy armii chrześcijańskiej na drugi brzeg Bosforu, 
Izaak zaś uwięził niemieckich negocjatorów, aby wy-
musić na Fryderyku szybką i bezproblemową przepra-
wę na Półwysep Anatolijski. To rozsierdziło Barbaros-
sę, który polecił Fryderykowi Szwabskiemu zająć trac-
kie Didymos, natomiast Henrykowi, drugiemu synowi, 
zlecił zorganizowanie floty przeciw Bizancjum. Fry-
deryk zabezpieczył się również na wypadek walk z Bi-
zancjum i uzyskał papieską zgodę na wszczęcie krucja-
ty przeciwko Konstantynopołowi. Barbarossa manife-
stacyjnie okazał swoją potęgę, maszerując pod mury 
Konstantynopola. Taki obrót spraw zmusił Izaaka II do 
przyjęcia bardziej ugodowej polityki. Skarb cesarstwa 
był ogołocony, szerzyła się samowola wśród najwyż-
szych dygnitarzy, a militarnie Bizancjum nie było 
przygotowane do stawienia czoła potężnej armii za-
chodniego rycerstwa. Negocjacje między Fryderykiem 
a Izaakiem ciągnęły się na przełomie 1189 i 1190 roku. 
Efekty były jednak znikome. Wreszcie w lutym 1190 
roku niemieccy posłowie zostali zwolnieni z więzienia, 
a upokorzony sytuacją Izaak pospiesznie podpisał 24 
lutego 1190 roku w Adrianopolu układ z Fryderykiem, 
gwarantujący swobodną przeprawę armii niemieckiej 
przez Cieśninę Dardanelską, dostarczenie okrętów i za-
prowiantowanie po minimalnych cenach podczas mar-
szu przez Półwysep Anatolijski. Aż do marca 1190 ro-
ku Barbarossa trzymał w szachu basileusa swoją obec-
nością w Tracji, kiedy po ustabilizowaniu się aury i ze-
braniu armii, wyruszył 22 marca w ‒ jako się później 

background image

okazało ‒ ostatnią ekspedycję, tonąc w Salefie 10 
czerwca 1190 roku. 

Wypadki, jakie nastąpiły w tej części Bałkanów, 

a związane z III krucjatą, odciągnęły uwagę Izaaka od 
kwestii  Bułgarii.  Wojska  niemieckie  rezydowały 

najważniejszych  strategicznie  miastach  Tracji 

i ewentualne pojawienie się na tych terenach poważ-
niejszych sił bizantyjskich, które zostałyby skierowane 
przeciwko Bułgarii, Barbarossa mógłby uznać za woj-
ska wysłane przeciw niemu, tym bardziej że car Asen 
i jego brat Piotr już na wstępie kampanii bałkańskiej 
Fryderyka opowiedzieli się za nim. Tak więc prawdo-
podobny ruch Izaaka przeciwko Bułgarii mógłby zostać 
odczytany jako zamach na Fryderyka. To wszystko 
powodowało zaś, że państwo bułgarskie, zyskując po-
tężnego sojusznika w Fryderyku, mogło ‒ przynajmniej 
w tym czasie ‒ czuć się bezpieczne, a tym samym 
umacniać odzyskaną niepodległość. Dla krucjaty nie-
mieckiej był to zaledwie epizod, choć dodać należy, że 
opóźniający marsz do Palestyny, lecz dla odradzające-
go się państwa bułgarskiego stanowił czas konsolidacji 
i stabilizacji, a w szerszym wymiarze ‒ dowód między-
narodowego uznania. Bez wątpienia ten splot wydarzeń 
związanych z przemarszem Fryderyka przez Bałkany 
przyczynił się zaprowadzenia nowego ładu polityczne-
go, który definitywnie ujawnił dość wątpliwą już he-
gemonię Bizancjum na ziemiach bałkańskich. Jeśli zaś 
chodzi o skutki długofalowe, to zrzucenie zależności 
bizantyjskiej otworzyło przed tym państwem możli-
wość rekonstrukcji nie tylko dawnych struktur admini-

background image

stracyjnych i politycznych, ale także wydobycie bogac-
twa kulturalnego Bułgarii. 

Zorganizowana wkrótce po przedostaniu się armii 

niemieckiej do Azji wyprawa militarna Izaaka II prze-
ciwko Bułgarii spełzła na niczym. Basileus, dotarłszy 
do Tyrnowa, nie był w stanie go zdobyć, a wycofujące 
się wojska bizantyjskie zostały zdziesiątkowane. Eks-
pedycja zakończyła się druzgocącą klęską, podobnie 
jak następna próba położenia kresu państwowości Buł-
garii w 1194 roku. 

W ten sposób udział rycerstwa środkowoeuropej-

skiego w wyprawie Fryderyka Barbarossy do Ziemi 
Świętej przyczynił się do istotnych zmian politycznych 
na mapie ówczesnej Europy. Liczne zastępy rycerzy 
w ekspedycji niemieckiego cesarza potwierdziły także 
tezę o wciąż jeszcze istniejącym zainteresowaniu spra-
wami Grobu Świętego. Nie można również zapominać 
o istotnym fakcie, że ostatnią tak wielką wyprawę pod 
wodzą monarchy zorganizowano przeszło 40 lat wcze-
śniej, co być może stanowiło dodatkową zachętę do ak-
cesu w tak ryzykownym, ale i kuszącym przedsięwzię-
ciu, jakim była pielgrzymka do Jerozolimy. 


Document Outline