lóo PLATON.
Kto dzisiaj z Aten wychodzi na spacer ku wiosce P a t i s i a, i w kierunku północno-zachodnim, jaki kilometr za miastem zatrzyma się przy wzgórzu Kolonos, nie domyśli się nawet, że tam przed wiekami boski Platon filozofował. Okolica szumnie dziś jeszcze Alcadhimia się nazywa, ale są to mizerne ogrody, przedzielone brzydkiemi kamionkami, a w nich smutne cyprysy i brudno szare oliwki; na wiosnę dosyć kwiatów i jarzyn, latem ziemia spalona i przykryta gęstą warstwą kurzu. Wody nic prawie, nawet niedaleki Cefizus prawie wysycha; święty gaj Eumenid dawno zniknął, bo ludzie południowi mają passyę prawdziwą do wycinania drzew. Ponad tern wszystkiem w miesiącach gorących malaria się unosi, jak już za czasów św. Hieronima. Pozostały tylko dwie rzeczy, których chciwość ludzka ani głupota nie potrafiły zniszczyć: w górze cudowne niebo, a w dali widok wspaniały na miasto z .akropolu, potem na lśniącą się zatokę morską, za która nad horyzontem rysują się szczyty Argolidy. Pozostały także wychowanice Muz, niezliczone cykady, srebrno - dźwięcznem ćwierkaniem ożywiające latem cichy krajobraz, jak wtedy, gdy Sokrates z młodym Fe-drusem przechadzał się nad brzegami Ilissu 1).
Ateńczyk czwartego stulecia zupełnie by nie odnalazł się w tej smutnćj okolicy, tak została zniszczoną ze szczętem. Za jego czasów co rano i wieczór gęste tłumy przeciągały przez bramę podwójną (di pylon), aby drogą, wysadzoną grobami, przez zewnętrzny Keramik udać sie do wspaniałego parku, który założył Cymon za łupy perskie. Cieniste alee jaworów prowadziły obok różnych ołtarzy, posągów, nagrobków do przestwornego gimnazyum, którego marmurowe portyki i piaskiem wysypane dziedzińce roiły się od młodych i starych, albo przypatrujących się ciekawie mężnym zapasom albo biorących w nich udział ochoczy. Gimnazyum było
*) »Opowiadają, źe cykady byli to niegdyś ludzie, zanim narodziły sie Muzy; ale gdy te zjawiły się i przyniosły ze sobą śpiew, niektórzy taką zostali opanowani rozkoszą, źe dla -.piewu zapominali o jedzeniu i piciu, aź nie spostrzegłszy sie nawet, pomarli. Z nich to w następstwie ród cykad idzie, taki wziąwszy dar od Muz. źe nie trzeba mu pożywienia, lecz bez pokarmu i napoju, od urodzenia natychmiast śpiewa aż do samćj śmierci, potem udawszy się do Muz, donosi im, którćj z nich każdy z nas tutaj cześć oddaje.* Piat. Phaedr. p. 259 b. — »Po letniemu i głośno odbrzmiewa śpiew cykad.* Ibid. p. 230 c. — »Może prorocze śpiewaczki Muz nad głowami naszemi, udzieliły nam swego natchnienia 1 t. d.“ Ibid. p. 262 d.