czne straty, lecz Polacy wycofali się, nie przyjmując walnej bitwy. Obawiano się bowiem, że bardziej doświadczone i liczniejsze wojska zakonne przechylą szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Postanowiono ograniczyć się do podążania śladami wroga, aby zapobiegać większym zniszczeniom, a jednocześnie czyhać na sprzyjającą okazję do zadania decydującego ciosu.
Dowództwo wojsk zakonnych, wiedząc, że w pobliżu znajdują się silne wojska polskie, a jednocześnie pragnąc zniszczyć możliwie największe połacie państwa Łokietka, zastosowało przebiegłą taktykę. Polegała ona na tym, że Krzyżacy, którzy posuwali się w jednej kolumnie, w Radziejowie podzielili swoje siły na trzy części. Miały one maszerować w niedużej odległości od siebie, by w razie niebezpieczeństwa szybko się połączyć. Jednocześnie taki manewr utrudniał Polakom orientację co do prawdziwych zamierzeń przeciwnika. Nieprzyjaciel nie przewidział jednak, że Łokietek podejmie śmiałą decyzję zaatakowania ich ostatniej kolumny.
Do bitwy doszło 27 września 1331 roku pod Pło-wcami, gdy oddział krzyżacki ciągnął drogą z Radziejowa do Brześcia. Atak był niespodziewany, umiejętnie przeprowadzony ze wszystkich stron i zakończył się okrążeniem i całkowitym rozbiciem wojsk krzyżackich. Nieliczna grupka zbiegłych z pola walki Krzyżaków zawiadomiła znajdujące się w pobliżu pozostałe dwie kolumny, z których druga stanowiła podstawowy trzon armii Zakonu. Całość tych sił natychmiast zawróciła pod Płowce. Rozgorzała druga bitwa, której wynik był nie rozstrzygnięty i dopiero zapadająca noc rozdzieliła walczące strony.
Powróćmy jednak do naszego głównego bohatera. Kazimierz od początku kampanii wojennej znajdował się u boku ojca i współuczestniczył w podejmowaniu ważnych decyzji wojskowych. Brał też udział w bitwie pod Pło-wcami. Rozradowane pierwszym sukcesem rycerstwo polskie zostało zaalarmowane wieścią, że na pole bitwy nadciągają dwie kolumny nieprzyjacielskie. Łokietek licząc się z możliwością ewentualnej porażki podjął wówczas bardzo rozważną decyzję. Wydał mianowicie królewiczowi polecenie opuszczenia pola walki wraz z niewielkim oddziałem przybocznym. Kazimierz miał spiesznie udać się do Krakowa, by tam zbierać siły do nowej walki, bo oto Jan Luksemburski po umocnieniu się na Śląsku gotował się do wkroczenia na tereny Wielkopolski. Odesłanie Kazimierza na tyły było ze strony starego króla także zwykłą ochroną syna przed niebezpieczeństwem.
Krzyżacy postanowili jednak wykorzystać tę okazję do skompromitowania młodego następcy tronu. Po dworach stolic europejskich posłowie Zakonu Krzyżackiego szeroko zaczęli głosić, że
21