oderwane idee traktuje następnie w taki sam sposób9.
Najbardziej podstawowa teoria ekonomiczna, teoria wartości jest najwyraźniej zbudowana przy pomocy tej samej metody.^Gdyby wartość była badana tak, jak należy badać rzeczywistość, ekonomista wskazałby najpierw, po czym rozpoznać można rzecz określoną tym mianem, następnie wyróżniłby jej rodzaje, badał przy pomocy metodycznych / indukcji zależnie od jakich przyczyn ulegają one zmianom, wreszcie — porównał te rozmaite wyniki w celu znalezienia formuły ogólnej.jTeoria mogłaby się więc zjawić dopiero wraz z postępem nauki. Zamiast tego spotyka się ją na samym początku. Aby ją stworzyć, ekonomista zadowala się zebraniem myśli, uświadomieniem sobie swej własnej idei wartości, tj. przedmiotu podlegającego wymianie. Stwierdza, iż zakłada ona ideę użyteczności, ideę rzadkości itp., po czym z tych wytworów swej analizy buduje definicję. Bez wątpienia ma na jej potwierdzenie kilka przykładów. Kiedy jednak pomyśli się o niezliczonych faktach, z których ma zdawać sprawę podobna teoria, jakże można przyznać najmniejszą choćby wartość dowodową z konieczności nader odosobnionym faktom cytowanym na chybił trafił?
Tak więc zarówno w ekonomii politycznej, jak i w moralności udział dociekania naukowego jest nader ograniczony; wpływ decydujący ma sztuka. W moralności teoria sprowadza się do rozważań o idei obowiązku, dobra i prawa. Te abstrakcyjne spekulacje nie tworzą, ściśle mó-
* Widać to nawet z wyrażeń używanych przez ekonomistów. Mówią oni stała o ideach, idei użyteczności, idei osaaądności, idei lokaty, idai wydatku. Mn Gidc, Prindpes tTiconartile polltiąue, k& III. raadz. I, • I; rozda. II, f I; rosdz. Ul, f I. (Patrz polski przekład z t, Ift3}.
wi;|c, minki, ponieważ ich zadaniem jest określenie nic tego, I co jest rzeczywiście najwyższą zasadą moralności, lecz tego, <50 nią być powinno. Tak samo tym, co zajmuje najwięcej miejsca w dociekaniach ekonomistów, jest na przykład pytanie, czy społeczeństwo powinno być zorganizowane podług koncepcji indywidualistycznych czy też socjalistycznych; czy jest lepiej, aby państwo interweniowało w stosunki przemysłowe i handlowe, czy też trzeba te stosunki pozostawić inicjatywie prywatnej, czy systemem monetarnym winien być monometalizm czy bimetalizm itp. itp. Prawa w ścisłym tego słowa znaczeniu są w ekonomii nieliczne; nawet to, co zwykło się nazywać prawami, nie zasługuje przeważnie na to określenie, chodzi bowiem jedynie o „przebrane” zasady działania i wskazówki praktyczne. Oto np. sławetne prawo podaży i popytu. Nie zostało ono nigdy indukcyjnie ustalone jako wyraz rzeczywistości ekonomicznej. Nigdy nie przeprowadzono żadnego doświadczenia, żadnego metodycznego porównania w celu ustalenia, czy rzeczywiście stosunki ekonomiczne rozwijają się zgodnie z tym prawem. Wszystko, co można było robić, i co zrobiono, to wykazanie przy pomocy dialcktyki, iż jednostki powinny tak postępować, jeżeli dobrze rozumieją swój interes; że każdy inny sposób postępowania byłby dla nich szkodliwy i wymagałby od swych zwolenników istnej aberacji logicznej. Logiczne jest to, że przemysły najbardziej produktywne są najbardziej atrakcyjne i że posiadacze wytworów cieszących się największym popytem i najrzadszych sprzedają je po najwyższej cenie. Ale ta całkowicie logiczna konieczność nic przypomina w niczym prawdziwych praw natury. Te ostatnie wyrażają bowiem realne powiązania rzeczy, nie zaś sposób. w jaki winny się one wiązać.
To, co powiedzieliśmy na temat tego prawa, można po-