background image

Dorota Budacz

O MOTYWACH 

WĘDRUJĄCYCH PRZEZ OBRAZY 

HIERONIMA BOSCHA.

background image

Wstęp. 

„Gdy świat młodszy był jeszcze o pół tysiąclecia, zewnętrzne formy wszystkich przypadków 

ludzkiego życia rysowały się o wiele ostrzej, niż dzisiaj

1

. Słowami tymi rozpoczyna swą książkę Johan 

Huizinga, wyśmienity znawca późnego średniowiecza. Uznana za najwybitniejsze dzieło Huizingi „Jesień 

średniowiecza” kreśli przed oczyma czytelnika przełom wieków średnich i renesansu, ze zwróceniem 
bacznej   uwagi   na   Francję   i   Niderlandy,   w   tle   zaznaczając   jednak   pejzaż   całej   ówczesnej   Europy. 
Opowieść tę potraktowałam jako przewodnik po epoce ostrych kontrastów: jasnego światła i głębokiego 
cienia,   dobra   i  zła,   ascezy  i  rozpusty,   barwnych,   przepysznych   szat  i  łachmanów   wysiadujących   pod 
kościołami kalek. Wszystko po to, by odnaleźć właściwą drogę w fenomenalnych obrazach Hieronima 
Boscha - twórczości nieporównywalnej z żadną jej współczesną, niezrozumiałą bez dobrej znajomości 
ducha   tamtych   czasów,   ponieważ   zakorzenionej   mocno   w   średniowieczu,   głęboko   zrośniętej   z 
tamtejszym kolorytem, zwyczajami, mentalnością i przyrodą. „Czytanie” obrazów Boscha przez pryzmat 
jego epoki, ujętej w opracowaniu Huizingi, wydało mi się ciekawe i godne przedstawienia, gdyż pod 
nowym kątem rzuca  światło  na płótna,  które swoją  innowacyjnością wyznaczyły nowy kierunek w 
niderlandzkim malarstwie, rozwinięty potem w obrazach Pietera Bruegla Starszego. Bosch wyprzedził 
myślą swoją epokę o ponad czterysta lat. Niezwykłą ekspresją namalowanych postaci oraz stylistyką i 
tematyką z pogranicza snu i jawy stawiał pierwsze kroki w kierunkach, o których mu się jeszcze nie śniło: 
ekspresjonizmie i surrealizmie.

Dostępne mi książki dotyczące twórczości tego malarza skupiają się bądź na umiejscowieniu 

go w kontekście tematyki dzieł tamtej epoki

2

, bądź szczegółowych realiów historycznych i politycznych

3

, 

bądź na odrębnym analizowaniu poszczególnych obrazów Boscha

4

. Ja natomiast postanowiłam za punkt 

wyjścia i jednocześnie plan niniejszej pracy przyjąć motywy pojawiające się w jego malarstwie. Podjęłam 
próbę wyodrębnienia znaczenia tych motywów i ewentualnych konsekwencji tegoż w odniesieniu do 
innych dzieł Boscha. Podejście takie zdaje mi się szczególnie atrakcyjne, gdyż daje jaśniejsze odpowiedzi 
na wiele pytań dotyczących znaczenia niezrozumiałych często znaków umiejscowionych przez malarza na 
swoich   płótnach.   Takie   rozpatrzenie   jego   twórczości   ułatwia   spojrzenia   na   nią   nie   jako   na   zbiór 
poszczególnych obrazów, ale jak na spójną i ściśle ze sobą związaną, wewnętrznie logiczną całość.

Jako   że   oryginalne   tytuły   obrazów   nie   przetrwały   do   czasów   dzisiejszych,   za   obowiązujące 

przyjęłam te zaproponowane przez Bosinga.

Często pomocny był mi „Słownik symboli” Władysława Kopalińskiego, czerpałam z niego jednak 

w sposób wybiórczy, krytyczny ze względu na okres dziejów, w którym powstały badane przeze mnie 
obrazy oraz krąg kulturowy, w którym obracał się ich autor. Niepewne jest poleganie na słownikowym 
znaczeniu symboli – chociażby dlatego,  że podane różne wyjaśnienia są wielokroć antagonistyczne. 
Zdarzyło   się   też,   że   znaczenie   symbolu   zaproponowane   przez   Kopalińskiego   wywodził   autor   od 
obrazów Boscha, wobec czego przyjęcie zaproponowanego znaczenia stałoby się tautologią. 

Niezbędne jest na początku przedstawienie sylwetki malarza. Ograniczę się jednak do faktów 

najważniejszych   oraz   tych   procesów   i   zdarzeń,   które   niewątpliwie   wpłynęły   na   jego   twórczość. 
Informacje bardziej szczegółowe i typowo biograficzne znaleźć można z pewnością w wielu książkach 
poświęconych Boschowi. Jako że interesuje mnie w niniejszej pracy jedynie niewielki (a może znaczny?) 
wycinek jego życia - twórczość malarska mianowicie – życie malarza zestawię od razu z wpływem, jaki 
wywarło na jego obrazy.

Wielkim kłopotem było  dla mnie  korzystanie   nie z  obrazów oryginalnych,  lecz  z  reprodukcji 

zamieszczonych w książkach lub Internecie. Wiele szczegółów pozostało przez to poza moim zasięgiem, 
wiele z pewnością istotnych informacji umknęło mi, a wiele uległo zafałszowaniu. Niemożliwym staje 
się również pisanie o technice malarskiej Boscha. 

Niezwykle   ciężką   była   dla   mnie   nieznajomość   opracowania   Wilhelma   Fraengera,   wielokroć 

nazywanego   największym   autorytetem   w   temacie   malarstwa   Hieronima   Boscha.   Znajomość   dzieła 

1

 J. Huizinga, „Jesień średniowiecza”, str. 29

2

 A. Devitini Dufour, „Geniusze malarstwa. Bosch. Między rzeczywistością a światem fantazji”

3

 P. Trzeciak, „Sztuka świata. Tom 5”, rozdział „Hieronim Bosch”

4

 W. Bosing, „Hieronim Bosch ok. 1450 – 1516. Między niebem i piekłem”

2

background image

Fraengera   z   pewnością   odkryłaby   przede   mną   nowe   aspekty   twórczości   tego   niezwykłego 
Niderlandczyka, uchroniła przed błędami interpretacyjnymi oraz otworzyło szerokie pole do polemiki. 

W pracy wykazałam, że twórczość Hieronima Boscha jest niezwykle spójna wewnętrznie. Obrazy 

są   ze   sobą   powiązane   poprzez   wielokrotne   powtarzanie   i   subtelne   modyfikowanie   określonych 
motywów.   Widać,   że   część   z   nich   artysta   ceni   sobie   szczególnie   i   używa   często.   Bosch   podczas 
tworzenia   swoich   dzieł   czerpał   z   otaczającej   go   rzeczywistości,   z   pejzażu   swojej   okolicy, 
najprawdopodobniej także z wyglądu znanych sobie osób, z elementów życia codziennego ówczesnych 
mieszkańców   Niderlandów   i   ‘s-Hertogenbosch.   Całościowa   wizja   obrazów   dowodzi,   jak   wielkiej 
wyobraźni   był   to   człowiek,   a   wielość   szczegółów   ukazuje   ponadto   rzadkie   wyczulenie   zmysłu 
obserwacyjnego artysty.

Nie chcąc bynajmniej uzurpować sobie miana wielkiego odkrywcy, ośmielę się wspomnieć na 

koniec tego wstępu, że Krzysztof  Kolumb nie był pierwszym odkrywcą Ameryki, może więc uda mi się 
we własnej eksploracji obrazów Boscha zauważyć w nich coś nowego. Notabene, w roku, w którym 
Kolumb dopłynął do wybrzeży Nowego Lądu, uznawanego za symboliczną datę końca średniowiecza i 
początku odrodzenia, Hieronim Bosch liczył już sobie lat około czterdziestu...

3

background image

Hieronim Bosch.

Hieronim

, Jeroen Anthoniszoon właściwie, przyszedł na świat około roku pańskiego 1450 w ‘s-

Hertogenbosch - stolicy Północnej Brabancji, jednej z holenderskich prowincji. Van Aeken – nazwisko, 
które nosił - pochodzi najpewniej od miejscowości, z której wywodziła się jego rodzina, Aachen. „Bosch” 
jest przydomkiem, nadanym artyście od miasta, w którym urodził się i prawdopodobnie przez całe życie 
mieszkał, po duńsku znanego także jako Den Bosch.

Dziadek, ojciec, wujowie i bracia Boscha trudnili się malarstwem, więc Hieronim od małego 

pewnie   bawił   się   pędzlami   przy   ojcowskiej   sztaludze.   Sprawy   związane   z   rodzinną   tradycją   i 
wypracowaną przez pokolenia techniką oraz gotowym już i wyposażonym warsztatem mogły być jedną 
z ważniejszych przyczyn wyboru zawodu.

Van Aeken był człowiekiem dobrze sytuowanym, raczej w wyniki małżeństwa z bogatą mieszczką 

niż   dochodowości   własnego   zawodu,   przynajmniej   na   początku.   O   późniejszej   majętności   malarza 

świadczą   liczne   dokumenty,   potwierdzające   transakcje   handlowe,   które   zawierał,   a   stanowiące 
przeważającą większość aktowych źródeł historycznych powstałych za jego życia i jemu poświęconych. 
Niewielką   grupę   dokumentów   stanowią   teksty   dotyczące   zamówień,   jakie   składali   u   Boscha   Filip 
Piękny, syn cesarza Maksymiliana i Bractwo Najświętszej Maryi Panny. Fraenger twierdzi ponadto, że 
malarz tworzył obrazy na zamówienie członków działającej w ‘s-Hertogenbosch sekty adamickiej, przez 
wzgląd na kontrowersyjną tematykę obrazów van Akena, która zdaje się kolidować z potencjalnym 
przeznaczeniem prac na ołtarze kościelne. Taki dobór tematyki obrazów mogłoby także oznaczać, że 
„Bosch   malował   je   latami   dla   siebie,   że   powstawały   w   pracowni   jako   świadectwa   jego   prywatnych 
niepokojów, dowód bujnej wyobraźni i reklama mistrzostwa pędzla. Ale ta propozycja nie da się obronić. 
Malowano wówczas, przynajmniej na północy, na konkretne zamówienie” 

5

, twierdzi Trzeciak.

Na lata osiemdziesiąte XV wieku przypada okres wojennych niepokojów, które objęły Niderlandy; 

początkowo pod panowaniem Burgundii, w 1482 stały się własnością cesarzy niemieckich z dynastii 
Habsburgów, a cesarskie wojska złamały w trzy lata później opór bogatych miast. Zawierucha wojenna nie 
ustawała: przez krainę przetoczyło się powstanie chłopstwa i biedoty, a do 1505 roku jeden z książąt 
niderlandzkich prowadził z wojskami Habsburgów regularną wojnę, której kosztami obciążył między 
innymi mieszkańców miast. Choć Van Aken nie mógł być z tego powodu entuzjastą działań wojennych, 
wielokrotnie   w   swoich   kompozycjach   umieszczał   motywy   zaczerpnięte   z   wojennego   rzemiosła,   co 

świadczy, że pobliska wojna była dlań wydarzeniem nieobojetnym, może nawet traumatycznym.

Na życie Boscha, podobnie jak większości twórców średniowiecza i renesansu, znamienny wpływ 

wywarła religia. Niemal wszystkie jego obrazy zawierają w sobie wątek religijny: bądź to biblijny, staro 
lub nowotestamentowy, bądź inspirowany żywotami świętych lub tradycją ludową. Jego wiara, podobnie 
jak malarstwo i cały duch schyłkowego średniowiecza, musiała być żywiołowa, nastawiona na mistycyzm, 
ale także oczekująca odmiany. Koniec wieku XV to czas, gdy nabrzmiewać zaczęły tendencje, które 
rozkwitły początkiem XVI wieku reformacją. Tezy Lutra nawoływały do odnowienia wiary i powrotu do 

źródła chrześcijaństwa, czyli do Pisma Świętego. Jednocześnie, od chwili, gdy Gutenberg wydrukował 
pierwszy egzemplarz Biblii, do chwili śmierci Boscha powstały 154 pełne wydania Pisma Świętego w 
różnych   przekładach,   co   świadczy   o   niezwykłym   zapotrzebowaniu   na   tę   właśnie   księgę. 
Charakterystyczna dla ludzi tamtego okresu była dobra znajomość historii biblijnych – jeśli nie poprzez 
samodzielną lekturę, to dzięki kazaniom licznych kaznodziejów, Biblii Pauperum czy scen biblijnych 
przedstawionych na kościelnych freskach i obrazach. Dobrą orientację w historiach religijnych miał i van 
Aken, skoro na swych dziełach umieszczał Raj Adama i Ewy, sceny z życia Chrystusa, apokaliptyczny Sąd 
Ostateczny, ale również historię Mojżesza i Złotego Cielca, ofiary Izaaka, odwiedzin królowej Saby u 
Salomona czy Abnera oddającego cześć królowi Dawidowi. Jednocześnie wiara jego jest silnie związana 
z   tradycją,   szczególnie   z   wyobrażeniami   o   niebie   i   piekle,   które   Bosch   rozbudował   i   ubogacił 
zaskakującymi wytworami swojej imaginacji.

Znaczną   rolę  odgrywało   w   życiu   malarza   Bractwo   Najświętszej  Maryi   Panny   –   organizacja 

religijno-charytatywna,   której   statut   zobowiązywał   do   oddawania   czci   Najświętszemu   Sakramentowi, 

5

 P. Trzeciak, „Sztuka świata. Tom 5”, str. 363

4

background image

odprawiania pokuty oraz opieki nad pielgrzymami, chorymi i biednymi. Wiemy ze  źródeł pisanych, że 
Bosch był jej członkiem i, jak to mieli w zwyczaju członkowie Bractwa, urządzał w swoim domu dla 
współbraci wystawne uczty, zwane łabędzimi. Zaprojektował większość wystroju do kaplicy Bractwa w 
katedrze Sint Jaans.

Czasy   Boscha   to   czasy   społecznego   marazmu.   „Jedną   z   przyczyn   ich   znużenia   życiem   jest 

niewątpliwie oczekiwanie na zbliżający się koniec świata; to oczekiwanie, które na skutek ponownego 
rozkwitu działalności ludowych  kaznodziejów z zakonów  żebraczych wtargnęło do wszystkich  dusz, 
przytłaczając   je   grozą,   a   równocześnie   gwałtem   pobudzając   wyobraźnię.   Utwierdzeniu   tej   myśli 
sprzyjały czasy ponure i powikłane a także chroniczna niedola wojny” 

6

. Mroczne to musiały być czasy, 

zagrożenie wisiało w powietrzu, w dymie snującym się ze stosów czarownic i wojennych pożarów; w 
trwającej wojnie upatrywano z pewnością jednej z apokaliptycznych plag. Ta duszna i mroczna atmosfera 
przeniknęła z dymu do obrazów Niderlandczyka.

Natchnieniem dla van Akena było wszystko, co go otaczało. Prócz wojny, w twórczości artysty 

odnajdujemy   odbicia   wielu   współczesnych   mu   zjawisk:   niderlandzki   pejzaż,   widoki   miast   i   portów, 
ówczesne stroje  i zwyczaje, tamtejsze problemy,  reminiscencje   średniowiecznego „memento  mori”  w 
licznych przedstawieniach kości, szubienic i trupów oraz radosne zabawy – wszystko to charakterystyczne 
dla   czasu   przełomu   i   miejsca,   w   którym   żył.   „Dzisiejsi   badacze   twierdzą,   iż   jest   to   twórczość   o 
charakterze   ezoterycznym.   Szukają   oni   wyjaśnienia   w   pismach   Erazma   z   Rotterdamu   albo   też   w 
obrzędach sabatu, w praktykach czarnej magii, w ówczesnej astrologii i alchemii, wreszcie w wierzeniach 
sekt   heretyckich.   Możliwe,   że   Bosch   był   po   prostu   chrześcijaninem,   żarliwym   czytelnikiem   Biblii, 
Ewangelii, Żywotów Świętych i pism Ojców Kościoła – człowiekiem nawiedzanym ustawicznie przez 
myśl o grzechu i przez obsesje seksualne, lękającym się dnia strasznego Sądu

7

. Musiał to być „duch 

namiętny   i  gwałtowny,   równocześnie   zatwardziały  i  skory   do   łez,   ustawicznie   wahający   się   między 
czarnym zwątpieniem w świat a rozkoszowaniem się jego barwnym pięknem

8

.

Motywy czerpał z popularnych natenczas opowieści, ksiąg i pism. W bibliotece szkoły działającej 

w mieście malarz mógł przeczytać „Złotą legendę” Jakuba de Voragine, czyli spisane w XIII wieku i 
wydane po holendersku w 1478, pełne cudów i anegdot żywoty świętych, pisma mistyczne Alaina de la 
Roche oraz średniowieczne „Bestiarium” (bestiariusz z opisem mitycznych czy baśniowych stworzeń), 
oparte   na   anonimowym   tekście   irlandzkiego   autora,   wydane   w   Den   Bosch   w   1482.   Obrazy 
przedstawiające  adorację   dzieciątka  Jezus   powstały   najpewniej  pod   wrażeniem   relacji  z   mistycznych 
widzeń św. Brygidy Szwedzkiej, której „Revelationes” zostały z 1492 wydane drukiem. Obraz „Statek 
głupców” z paryskiego Luwru nawiązuje do poematu alegorycznego Sebastiana Brandta wydanego w 
1494, od tytułu którego nazwano dzieło Boscha. Jest to historia podróży morskiej głupców do Narragonii, 
raju głupców, czyli tak naprawdę – o podróży bez celu. Poemat jest satyrą na głupotę i wszelkie inne 
wady współczesnych.

Albrecht Dürer i Leonardo da Vinci byli twórcami współczesnymi Boschowi. Twórcami, których 

dzieła uznawane są za kwintesencję renesansowego kunsztu malarskiego. W Den Bosch za życia naszego 
malarza przebywał Erazm z Rotterdamu - ojciec renesansowej myśli. Mimo to jednak nie jestem skłonna 
nazywać Boscha malarzem w pełni renesansowym. Zbyt silnie zakorzeniony jest w średniowieczu: nazbyt 
mocno przywiązany do mediewistycznej tematyki obrazów, nadmiernie wrośnięty w kontrasty, barwy i 
mroki wieków średnich. Wiele zdobyczy malarstwa odrodzenia stosuje na poły. Postacie ludzkie stoją 
pomiędzy   sztywnością   i   wyniosłością   średniowiecznych   fresków   a   łagodnym   dostojeństwem   i 
doskonałością   odrodzonych   w   kanonie   piękna   kształtów   antycznych.   W   jednych   obrazach   widzimy 
twarze   beznamiętne,   w   innych   silnie   ekspresyjne.   Pejzaże   mają   w   sobie   coś   ze   średniowiecznych 
idealizacji i uproszczenia, a zarazem nieco z renesansowego realizmu. Obrazy olejne powstają zwyczajem 

średniowiecznym na deskach, nie na płótnie.

Od   samego   początku   artysta   wprawnie   posługuje   się   perspektywę   powietrzną,   perspektywę 

linearną stosuje raczej poprawnie, choć z rzadka - jakby nieco się jej bał. Nie gustuje w precyzyjnym 
malowaniu udrapowanych, przebogatych materiałów, jak mieli to w zwyczaju wielcy malarze renesansu i 
nie sięga do kultury antycznej, a jednak zdaje się, że na swoich dziełach stara się przedstawić wszystko, 
co ludzkie, w centrum swoich zainteresowań stawiając zawsze człowieka i miotające nim pragnienia, nie 
zaś niezmiennego niczym skała, odległego Boga. 

6

 J. Huizinga, „Jesień średniowiecza”, str. 58

7

 R. Genaille „Słownik malarstwa holenderskiego i flamandzkiego”, str. 28

8

 J. Huizinga, „Jesień średniowiecza”, str. 74

5

background image

Anioły.

Spotykamy   na   obrazach   Boscha   skrzydlate,   hermafrodytycznej   urody   istoty   w   powłóczystych, 

prostych szatach. Ten sposób obrazowania aniołów przez wieki całe tak silnie zagnieździł się w kulturze, 

że stał się niezmiennym i obowiązującym schematem ikonograficznym Bożych posłańców. Żaden ze 
współczesnych van Akenowi nie ważył się malować ich inaczej.

Na obrazach przedstawiających rajski ogród - Eden namalowany na lewych skrzydłach obrazów 

„Sąd Ostateczny”

 z Wiednia i 

„Wóz z sianem”

 (obraz występuje w dwóch kopiach: przechowywanej w 

Museo del Prado w Madrycie i w Monasterio de San Lorenzo w El Escorialu) – widzimy, jak u góry obu 
tablic, w niebie, rozgrywa się znana z tradycyjnej legendy walka pomiędzy aniołami Bożymi a aniołami 
zbuntowanymi,   którym   Bosch   nadał   kształty   odrażających   potworów,   brzydotą   ciała   podkreślając 
plugastwo ich myśli. Anieli mieczami w kształcie krzyży i krzyżami wyglądem podobnymi do oręża 
zrzucają zbuntowanych z wyżyn nieba. 

Zadaniem aniołów jest prowadzenie dusz zbawionych ku światłu chwały (

„Wstąpienie do niebios” 

z   cyklu   „Cztery   tablice   przedstawiające   zaświaty”,   Wenecja,   Pałac   Dożów).   Na  

centralnej   tablicy 

wiedeńskiego „Sądu Ostatecznego”

 widzimy jeszcze jednego Anioła Bożego. Ma to miejsce w tle, przy 

lewej krawędzi obrazu. Skrzydlata postać Anioła w tej malutkiej scence ochrania prowadzonego przez 
siebie mężczyznę od bełtów wysyłanych w jego kierunku przez potworne kreatury i kieruje jego kroki ku 
krawędzi lewej ramy. Za nią znajduje się rajski ogród, skąd przed wiekami wygnani zostali Adam i Ewa. 
Skrzydlaci opiekunowie troszczą się o raj i ludzi sprawiedliwych (

„Cztery tablice... - Ziemski raj”

), którym 

na Ostatecznym Rozrachunku zostało zasądzone zbawienie i wieczne szczęście w przywróconym na 
ziemi Edenie, zamkniętym od czasu wygnania zeń pierwszych rodziców. 

Cherubiny na harfie, piszczałce i cymbałach przygrywają Chrystusowi siedzącemu na niebieskim 

tronie,   wołając   najpewniej:   „Sprawiedliwi   (...)   sławcie   Pana   na   cytrze,   śpiewajcie   Mu   przy   harfie   o 
dziesięciu strunach

9

 (

„Siedem grzechów głównych i cztery rzeczy ostateczne”

 namalowanych na blacie 

stołu, Madryt, Museo del Prado, medalion poświęcony Niebu) i potężnym grzmieniem trąb budzą ludzi 
na Sąd (

„Siedem grzechów...”

, część z Sądem Ostatecznym). W złote trąby dmą czterej aniołowie na 

„Sądzie   Ostatecznym”

  z   Wiednia   (Gemäldegalerie   der   Akademie   der   bildenden   Künste).   Wszyscy 

skrzydlaci posłańcy Boży wychwalają swego Pana graniem lub modlitwą. 

Anioł na szczycie wozu z sianem z madryckiego tryptyku 

„Wóz z sianem”

 zanosi żarliwe modły 

do Jezusa Zmartwychwstałego widocznego wśród obłoków. Notabene, jest jedyną istotą spośród tłumu 
kotłującego się na obrazie, która zauważa Boga. Anioł napomina skąpca, by w chwili śmierci zwrócił 
swe spojrzenie ku Chrystusowi, a nie mamonie (

„Śmierć skąpca”

, National Gallery of  Art., Waszyngton), 

asystuje także przy śmierci człowieka na medalionie poświęconym pierwszej rzeczy ostatecznej. Anioł 
wysłany   przez   Matkę   Boską   stanowi   natchnienie   dla   św.   Jana   Ewangelisty,   spisującego   Apokalipsę 
(

„Święty Jan na Patmos”

, Berlin, Gemäldegalerie SMPK).

O dziwo, cherubiny na żadnym z obrazów Boscha nie asystują narodzinom Jezusa w stajence tak, 

jak się utarło w świętych obrazach tego typu. Widzimy tylko pasterzy i królów adorujących Dzieciątko 

(„Epifania” z Filadelfii

 i 

„Epifania” z Madrytu

). Van Aeken nie rezygnuje z aniołów w tych kompozycjach, 

dla których ważne jest podkreślenie interwencji i mocy Boga, reprezentowanych przez skrzydlate Boże 
sługi, w chwili Bożego narodzenia skupia się nie na boskim, ale na ludzkim aspekcie tego wydarzenia, co 
stanowić   może   świadectwo   ewolucji   poglądów   malarza   –   od   średniowiecznego   teocentryzmu   do 
postawienia w centrum uwagi człowieka; rewolucji, która zaszła w umysłach wszystkich ludzi renesansu.

 

9

 Księga Psalmów, Psalm 33, 1-2

6

background image

Raj.

Lewa   tablica   „Wozu   z   sianem”

  Na   ziemi,   na   oddzielonych   od   siebie   bujną   roślinnością 

soczystozielonych polanach widzimy kolejne sceny znane z Księgi Rodzaju. Lewe skrzydło „Wozu...” 
trzeba czytać pionowo, od góry do dołu, by posuwać się zgodnie z biegiem wydarzeń: poniżej scen 
rozgrywających   się   na   niebie,   którym   przygląda   się   Bóg-Chrystus   otoczony   blaskiem,   z   kulą 
symbolizującą   świat  w   dłoni,   widzimy   źródło   życia,   poniżej   -  śpiącego  Adama  i  Ewę  stworzoną 
właśnie   przez   Boga   (którego   malarz   obdarzył   wyglądem   starca   i   biskupim   strojem);   niżej   szatan   o 
kobieco-wężowym   ciele,   łuskowatym   ciałem   oplatający   pień   drzewa   poznania   dobra   i   zła,   kusi 
pierwszych ludzi do skosztowania zdradzieckiego owocu; bliżej ku dołowi stoi skalny mur, zamykający w 
swym wnętrzu ogród Eden i ostatecznie, na samym dole, poza obrębem muru, dostrzegamy anioła, który 
połyskującym mieczem wygania ludzi, osłaniających ze wstydem swoją nagość. Na szczycie skalnej 
bramy rośnie owoc o kształcie nie dającym się przyporządkować żadnej znanej roślinie – w zamyśle 
autora może jedynie motyw ozdobny, a może znak grzechu pierworodnego i zjedzenia zakazanego owocu 
(umieszczony wszak pomiędzy skuszeniem Ewy a wygnaniem z Raju).

Lewe   skrzydło   wiedeńskiego  

„Sądu   Ostatecznego”

  jest   bardzo   podobnie   do   obrazu   raju 

namalowanego w „Wozie z sianem” i zawiera dokładnie te same sceny: na niebie Bóg jako biskup w blasku 
swej chwały (taki, jaki w „Wozie...” powołał do życia człowieka), strąceni zbuntowani aniołowie; akt 
stworzenia   ludzi   dokonuje   się   na   pierwszym   planie   przy   udziale   Boga-Chrystusa,   powyżej   widzimy 
wężowe kuszenie, a najwyżej i najdalej – wypędzenie. W tym dziele upływ czasu jest przedstawiony jako 
oddalanie się w głąb pejzażu. Scen przedstawiających poszczególne wydarzenia nie oddziela nic prócz 
odległości.   Pojawia   się   tu   drugie   owocujące   drzewo   –   drzewo   życia,   którego   owoce   dają 
nieśmiertelnosć. 

Przejdźmy do „Ogrodu rozkoszy” z Museo del Prado. Na 

zewnętrznej stronie

 skrzydeł tryptyku 

widzimy wyłaniający się z wody ląd przykryty kopułą nieba, w której poczynają zbierać się chmury. Na 
wszystko patrzy postać w tiarze na głowie, z księgą w dłoni, umieszczona w lewym górnym rogu. Napisy 
przy górnej krawędzi obrazu głoszą: „Jak On mówi, tak staje się; jak rozkazuje, tak zaczyna istnieć” 

10

. 

Patrzymy na stworzenie świata. Bóg stworzył niebo i ziemię, a potem wyrzekł słowa: ”Niech stanie się 

światłość” i powstała pierwsza jasność. Następnie powiedział „Niech powstanie sklepienie niebieskie i 
niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich”, a blask jasności odbił się od stworzonej kopuły. Później 
rzekł: „Niech się ukaże powierzchnia sucha” i pierwszy ląd oświetliła jasność rozproszona w szklanym 
kloszu. I wtedy rozkazał Bóg: „Niech ziemia wyda rośliny zielone: trawy (...) drzewa owocowe rodzące 
(...) owoce”

11

. Z nagiej ziemi wyłoniły się ku jasności rośliny. „Jak On mówi,  tak  zaczyna istnieć”. 

Widzimy to wszystko na zewnętrznych skrzydłach - ziemia jeszcze bez gwiazd księżyca i słońca, jeszcze 
bez zwierząt i bezludna. Świat po trzecim dniu stworzenia.

Otwieramy   tryptyk.  

Lewe   skrzydło

  to   ziemia   ostatecznie   ukończona.   Rajski   ogród   wypełnia 

niezwykła zwierzęca menażeria. Bóg w osobie Jezusa w tej właśnie chwili musi mówić do stworzonych 
Adama i Ewy: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; 
abyście   panowali   nad   rybami   morskimi,   nad   ptactwem   powietrznym   i   nad   wszystkimi   zwierzętami 
pełzającymi po ziemi

12

. W ogrodzie Eden wszystko jest harmonijnie uporządkowane, życie toczy się 

swym naturalnym i odwiecznym biegiem - w tle lew zaspakaja swój głód upolowaną sarną. Dwie rośliny 
o apetycznych owocach wyraźnie odróżniają się od pozostałych drzew jukowatym pniem i palmowymi 
liści. Na jednym usadowiła się wężopodobny jaszczur. Znowuż dwa rajskie drzewa.

„Z Edenu zaś wypływa rzeka, aby nawodnić ów ogród” 

13

, z centralnie umieszczonej sadzawki, z 

samego jej środka bije źródło rzeki ubrane w cudną, delikatną, maswerkową architekturę. Coś mąci 
jednak panujący tu spokój. Z sadzawek wypełzają w procesjach oślizgłe jaszczurki i żaby, by umknąć 
przed polującymi na nie zwierzętami i skryć się w mrokach jaskiń. W samym środku, w sercu fontanny-

źródła, siedzi sowa.

10

 Księga Psalmów, psalm 33,9

11

 Księga Rodzaju, 1, 1; 1,3 ; 1,6; 1,9; 1,11

12

 j.w., 1, 28

13

 j.w., 2,10

7

background image

Owoce.

W madryckim  

„Ogrodzie rozkoszy”

  na puszystej, zielonej murawie lub wśród lśniących liści 

drzew spoczywają różnorakie owoce. Wszystkie – cudowne. Ogromne jagody wielkości ludzkiej głowy, 
jeżyny większe od postaci ludzkiej, olbrzymie truskawki, owoce morwy i inne, jeszcze fantastyczniejsze, 
które   w   swoim   wnętrzu   kryją   nagich   mężczyzn   i   nagie   kobiety.   Obraz   przepełniony   jest   nagimi, 
radosnymi postaciami, zajętymi wspólnymi igraszkami i najwyraźniej miłosnymi grami. Dzieło zdaje się 
przedstawiać cudowną, beztroską sielankę. Arkadię. Ogród rozkoszy, nie naznaczony zmartwieniami i 
złem...

Są inne jeszcze obrazy, w których owoce otrzymały znaczącą rolę. Na 

jednym z nich

, wiszącym 

w Musée des Beaux-Arts w Gandawie, na ziemi leży odziany w cienką koszulę człowiek. Wystraszony, 
obejmuje  złożonymi do   modlitwy dłońmi  krzyż, niczym  ostatnią   deskę  ratunku.   Odrzucił  kapelusz 
kardynalski,   płaszcz   i   księgę.   Niedaleko   niego,   wśród   ruin,   przywarło   dziwaczne   zwierzę.   Taki 
wyobraźnia Boscha zaprojektowała lwa, choć możliwe, że malarz posłużył się jakimś wzorem (podobny 
zwierz, bardziej przypominający planowane zwierzę, znajduje się na przykład na „Piecie” Bartolomé 
Bermejo   z   Muzeum   Katedralnego   w   Barcelonie).   W   swoich   żywotach   świętych   Jakub   de   Voragine 
umieścił opowiadanie dotyczące lwa w jednym, jedynym miejscu. W legendzie na dzień św. Hieronima. 
Legenda wspomina we wcześniejszym fragmencie, że święty przez cztery lata umartwiał się na pustyni, o 
czym zwierza się: „Zamilczę o tym, co jadłem i piłem, bo i chorzy tam mają tylko zimną wodę, a za 
grzeszny   wykwint   uchodzi   dostać   coś   gotowanego   do   jedzenia.   Ale   choć   wokół   mnie   były   tylko 
skorpiony   i   dzikie   zwierzęta,   nieraz   zdawało   mi   się,   że   otaczają   mnie   korowody   dziewcząt,   a   w 
wystygłym, na pół umarłym ciele budził się żar namiętności” 

14

.

Na   obrazie,   który   z   wiadomych   już   względów   zatytułowano   „Pokutujący   św.   Hieronim”,   w 

mrocznych i cuchnących bagnach, obok których padł pogrążony w modlitwie św. Hieronim, oblepione 
błotem tkwią rozpęknięte owoce. Zostały umieszczone tam w jasno określonym celu. Dla oznaczenia 
namiętności, rozkoszy grzesznych i nieczystych myśli, szarpiących duszę pustelnika. Podobne owoce 
znajdziemy w środkowej części tryptyku  

„Kuszenie św. Antoniego”

  (Museu Nacional de Arte Antiga, 

Lizbona), z rozpękniętej owocowej powłoki wychodzą na zewnątrz szkaradne potwory. Owoce te są 
niemal takie same, jak w „Ogrodzie rozkoszy”. Według przytoczonych słów świętego Hieronima, można 
by namalować obraz podobny do „Ogrodu...”. 

Wiele powstało teorii za cel stawiających sobie wyjaśnienie niezwykłego obrazu. „Orgią czystej 

rozkoszy” nazwał „Ogród...” van Puyvelde

15

. De Tonlay odnajduje w nim magiczne i czarnoksięskie 

obrzędy, zaś Combe – aluzje do herezji alchemicznej, szukając wyjaśnienia w mistyce Ruysbroecka. 
Delevoy   czarodziejską,   barwną   wizję   „najbardziej   feerycznego   obrazu   Boscha”   odczytuje   jako 
napiętnowanie   ludzkości   poszukującej   wszelkich   rodzajów   wyuzdania   i   zmysłowego   zaspokojenia. 
Wspominany już Fraenger wiąże twórczość Boscha z sektą adamitów lub adamian, co „nazywają się tak 
od Adama, którego rajską nagość naśladują, jaką była przed popełnieniem grzechu pierworodnego. 
Odrzucają małżeństwo, ponieważ Adam, nim zgrzeszył i został wypędzony z raju, nie poznał kobiety (...) 
nago   zbierają   się   mężczyźni   i   kobiety,   nago   słuchają   czytania,   nago   modlą   się,   nago   odprawiają 
sakramenty i z tej przyczyny uważają swój Kościół za raj

16

. Fraenger twierdził, że na obrazie Boscha 

zostało odmalowane nie potępienie, ale pochwała, apologia zmysłowych rozkoszy – wizja przyszłego 

świata, w którym wedle tajemnej doktryny „wolnych ludzi” nowy Adam założy tysiącletnie królestwo i w 
harmonii między duchem a naturą przywróci niewinność aktowi cielesnemu

17

.

Jednakże w ówczesnej mentalności „nagość nie jest piękna, lecz grzeszna. Uwielbienie natury 

było jeszcze zbyt słabe, aby z pełnym przekonaniem można było służyć pięknu ziemskiemu w jego 
nagości (jak czyniła to kultura grecka)

18

. Na późnośredniowiecznym obrazie grupy baraszkujących ze 

sobą, nagich osób nie mogły mieć wydźwięku radosnego i pozytywnego, bo „głośna pochwała życia i 

14

 J. de Voragine, „Złota legenda”, str. 702

15

 R. Genaille, „Słownik malarstwa holenderskiego i flamandzkiego”, str. 145

16

 P. Trzeciak, „Sztuka świata. Tom 5”, str. 360 za: Św. Augustyn, „Herezje”

17

 R. Genaille, „Słownik malarstwa holenderskiego i flamandzkiego”, str. 146

18

 J. Huizinga, „Jesień średniowiecza”, str. 65

8

background image

świata nie należała do obyczajów piętnastowiecznych; można by nawet powiedzieć, że nie była ona 
wówczas w dobrym tonie”

19

.

Sądzę, że wymowa owoców jednoznacznie wskazuje, która z powyższych myśli była najbliższa 

malarzowi. Rajskim owocem wąż skusił Ewę do grzechu, co van Aeken odmalował kilkakrotnie. „Owoc” 
musi być zatem synonimem „namiętności”, „żądzy”, „grzesznego pragnienia”. Niczego innego zresztą 
nie można się było spodziewać. Pamiętajmy o prawym skrzydle tryptyku. Piekielne katusze nie zostały 
tam umieszczone przypadkowo. 

Oczywistym wydaje mi się, że skoro Bosch pisał po łacinie od lewej do prawej, tak samo malował 

i   tak   prowadził   narrację   na   swoich   obrazach.   W   tryptykach,   których   prawe   skrzydło   zajmuje 
przedstawienie piekła, czyli kary za popełnione na ziemi grzechy, zaś lewe skrzydło poświęcone jest 
Adamowi i Ewie w Edenie, pierwszym ludziom, którzy grzechem ośmielili się wykroczyć przeciwko 
prawu Pana (tak, jak to ma miejsce w „Ogrodzie rozkoszy”, „Wozie z sianem”, wiedeńskim „Sądzie 
Ostatecznym”), centralny panel pokazywać musi ziemskie życie ludzkie, grzeszne, gdyż wynikające z 
grzechu pierwszych rodziców i zakończone wiecznym potępieniem. Można je czytać niczym książki. 
Części środkowe tryptyków „Wóz z sianem”, wiedeński „Sąd Ostateczny” oraz „Ogród rozkoszy” są 
wobec mojej tezy obrazami ziemskiego, grzesznego życia. Teoria ta sprawdza się w praktyce.

19

 j.w., str. 54

9

background image

Żaba.

Niezwykle   dużo   płazów   umieścił   Brabancczyk   wśród   zrodzonych   z   pędzla   postaci.   W 

chrześcijańskim   średniowieczu   żaba   była   uważana   za   zwierzę   chtoniczne   (związane   ze   światem 
podziemnym, krainą zmarłych) i symbolizowała pogoń za doczesnymi uciechami, nieczystość, rozpustę, 
próżność, kłamliwość i diabła

20

. Nie inną wymową ma na obrazach Boscha.

Żaba   pojawia   się   w   chociażby   w  

piekłach   monachijskiego

  (z   Galerii   Stara   Pinakoteka)   i 

wiedeńskiego „Sądu Ostatecznego”

. W tym drugim tworzą na pierwszym planie portal, przez który 

wychodzi   demoniczna,   straszliwa   postać   z   płonącym   piecem   w   brzuchu   i   nakryciem   głowy 
przypominającym koronę. Stwór o zionącym złością pysku to być może sam król piekieł – Lucyfer. 
Wiele   piekielnych   hybryd   ma   błoniaste,   żabie   stopy   lub   charakterystyczne   dla   tych   zwierząt   krępe, 
pokraczne kształty. Obrzydliwą ropuchą jest również postać, która na w centralnej części prawego, 
piekielnego skrzydła 

„Ogrodu...”

 dyryguje chórem potępionych. Zło pojawia się nawet w obrazie takim, 

jak lewe skrzydło „Ogrodu” przedstawiające rajski ogród. Z centralnie umieszczonej sadzawki wypełzają 

żaby,   jaszczurki   i   inne   płazy   czy   gady.   Zakłócają   panujące   tam   beztroskę,   harmonię   i   szczęście, 
zwiastując mający się wydarzyć pierwszy ludzki grzech. Van Aeken lubił podkreślać, że zło czyha na 
człowieka   wszędzie,   także   w   miejscach   pozornie   go   pozbawionych.   Przez   swoje   dzieła   pouczał,   że 
wszędzie   ludzi   żądze   i   pragnienia   dosięgną   ludzi   prędzej   czy   później,   w   nieznanym   miejscu   i   o 
nieznanej godzinie..

Na   obrazach   często   zobaczyć   można   także   żabopodobne   maszkary   lub   ogromne   ropuchy 

zdobiące tarcze, które trzymają ludzie (przy prawej krawędzi frankfurckiego 

„Ecce homo”

, na 

„Niesieniu 

krzyża”

  z   Kunsthistorisches   Museum   w   Wiedniu)   lub   diabły   (dolna   część   wiedeńskiego  

„Sądu 

Ostatecznego”

). Symboliczne zło żaby przenosi się wtedy na osobę dzierżącą tarczę, która również 

staje się znakiem zła. Posiadająca znaczenie metaforyczne cząstka nadaje swój sens większej całości. 

Żaby,   jaszczurki,   węże   i   żółwie   posiadają   podobne   znaczenie.   Nie   są   jednak   jedynymi 

zwierzętami tak jednoznacznie przez Boscha określonym. 

Sowa.

Drugim   zwierzęciem,   które   swą   częstą   obecnością   budzi   niepokój,   jest   sowa.   W   kulturze 

współczesnej,   silnie   zakorzenionej   w   antyku,   znaczenie   symboliczne   sowy   wywodzi   się   od   ptaka 
towarzyszącego greckiej Atenie. Archetypiczna mądrość bogini przeniosła się na jej zwierzęcy atrybut, 
który stała się samodzielnym symbolem wiedzy i nauki. 

Bosch – malarz jeszcze średniowieczny – nie takie przesłanie miał na myśli, umieszczając na 

płótnach sylwetki sów, gdyż najprawdopodobniej nie znał greckiej mitologii. Ptaka tego uczynił znakiem 
złej wróżby i malował wszędzie tam, gdzie pojawiało się lub pojawić się miało zło. Nocny ptak siedzi na 
gałęziach  

człowieka-drzewa

  z   rysunku   wiedeńskiego   muzeum   Graphische   Sammelung   Albertina,   na 

konarach   wyrastających   z   masztu   statku   (

„Statek   głupców”

),   przysiadł   także   na   drzewie   stojącym 

pomiędzy  Wędrowcem  a   karczmą   (w   obrazie   z   rotterdamskiego   Museum   Boymans-van   Beuningen, 
znanego także jako 

„Syn marnotrawny”

). Spogląda na wesele zza znajdującej się w tle kolumny (

„Gody 

w Kanie”

  z tego, co „Wędrowiec” muzeum), przepowiadając podobnie, jak w poprzednich obrazach, 

mającą się tu zaraz rozpocząć huczną ucztę, w której obżarstwo, opilstwo i rozpusta przysłonią zaraz 
cudowność czynu Jezusa.

Sowa wygląda z okienka znajdującego się w ścianie budynku, z którego Piłat wyprowadza Jezusa 

(frankfurckie 

„Ecce homo”

), bowiem za chwilę na Chrystusa zostanie wydany wyrok śmierci.. Wychyla 

główkę także z koszyka Szarlatana (

„Szarlatan”

 znajdujący się w Musée Municypal w miejscowości Saint-

Germain-en-Laye), oszusta i kamrata złodziejaszka, który okrada gapiów przyglądających się sztuczkom. 

20

 W. Kopaliński „Słownik symboli”

10

background image

Sowa spogląda na Adama i Ewę, którzy przymierzają się właśnie do skosztowania zakazanego owocu. 
Już za chwilę zostaną za swój pierwszy grzech wygnani z Raju, co malarz przedstawił powyżej (lewa 
tablica   tryptyku  

„Sąd   Ostateczny”

).   Ptaka   znaleźć   też   można   na   środkowej   części   tego   tryptyku. 

Widzimy ją, jak siedzi na szczycie wozu na części środkowej  

„Wozu z sianem”

, spoglądając na ludzi 

wyrywających sobie marne wiązki siana, którzy zajęci swoją chciwością nie zauważają, iż wóz zmierza 
prosto   do   piekła.   Sowa   towarzyszy   wśród   cuchnących   bagien  

pokucie   św.   Hieronima

  (Gandawa)   i 

kuszeniu św. Antoniego

  przez odrażające istoty, ukryta w kolumnie zniszczonego grobowca (centralna 

część tryptyku z Lizbony) i napuszona na głowie zezwierzęconego grajka w czarnym stroju. 

Wobec analizy powyżej wymienionych obrazów van Akena, logicznym wydaje mi się przypisanie 

sowie na stałe symboliki ostrzeżenia przed złem, wskazywania na grzech, towarzyszenia ludzkim błędom. 
Uzasadnionym zdaje  się  być odczytywanie sów namalowanych  w centralnej części tryptyku  

„Ogród 

rozkoszy”

  tą   samą   drogą:   jako   symboli   wykroczenia   przeciw   Boskim   planom   i   prawom,   którego 

następstwem jest potępienie, pokazane chociażby na prawym skrzydle „Ogrodu...”

Zwierzęta.

Lewe skrzydło tryptyku 

„Ogród rozkoszy”

 – wizję Edenu – przepełniają najróżniejsze zwierzęta: 

zwykłe, takie jak sroka, zając, kot czy dzik, egzotyczne – słoń czy żyrafa oraz niezwykłe, bajeczne – 
jednorożce, rajskie ptaki, wielogłowe smoki. Zaznajomienie się autora obrazu z „Bestiarium” wydaje się 
być konieczne. Stada ptaków fruwają pośród przedziwnej, lecz pięknej, przez samą naturę stworzonej 
architektury. Człowiek otrzymał ten ogród od Boga w posiadanie, uprawia go i dogląda, nazwał wszystkie 
zamieszkujące   beztroską   krainę   stworzenia.   Jest   panem   i   (poprzez   nadanie   imion)   po   części 
stworzycielem natury, nad którą góruje, nad którą ma władzę i której nie ulega.

Eden   to   miejsce,   w   którym   przyroda   jest   podporządkowana   człowiekowi.   Gdy   przeniesiemy 

spojrzenie w prawo, na środkową część tryptyku, relacja człowiek – zwierzę wyraźnie się zmienia. Teraz 
jest to koegzystencja, równoprawna symbioza. Zwierzęta nie są mniejsze, a raczej równej wielkości. 
Igrają z ludźmi – jakby same obdarzone ludzkimi potrzebami i postrzeganiem rzeczywistości. Wszystkie 
elementy   przyrody:   minerały,   rośliny,   zwierzęta,   ludzie,   zdają   się   nawzajem   mieszać,   krzyżować   i 
przenikać.

Zdziwienie i zachwyt budzą ogromne, z fotograficzną dokładnością odmalowane ptaki: kaczka, 

dudek, zimorodek, rudzik, drozd, sowa, sikorka. Malarz korzystać mógł z ówczesnej formy leksykonu 
ptaków, najpewniej jednak sam parał się obserwacjami ornitologicznymi. Widzimy tu niemal wszystkie 
znane zwierzęta: prócz ptaków-gigantów jest jeszcze multum mniejszych ptasich istot, między innymi 
pawie, kury, pelikany i bociany, jest szczur, motyl, ryba, osioł, jeleń, dzik, koń, kot, lew, wielbłąd, szop, 
niedźwiedź, muł, krowa, koza, świnia, rosomak, królik, małpy, lis, małża a nawet monstrualny wij. Całej 
menażerii dopełniają zwierzęta mityczne – jednorożce, gryfy, latające ryby, syreny, wodne, humanoidalne 
stwory i skrzydlaci ludzie. 

Na dalszym planie ponownie widzimy fontannę. Tym razem nurt wody od razu rozdziela się na 

cztery odrębne biegi – rzeka wypływająca z Edenu do zwykłego świata „stamtąd się rozdziela, dając 
początek czterem rzekom. Nazwa pierwszej – Piszon; jest to ta, która okrąża cały kraj Chawila, (...) 
Nazwa drugiej rzeki – Gichon; okrąża ona cały kraj Kusz [Etiopię – przyp. D.B.]. Nazwa trzeciej rzeki – 
Chiddekl; płynie ona na wschód od Aszszuru [Asyrii – przyp. D.B.]. Rzeka czwarta – to Perat”

21

 Cały świat 

mieści się w dorzeczu tych nurtów. Cztery rzeki wyznaczają cztery strony świata, stąd zapewne i cztery 
występujące na obrazie ludy: ludzie biali, ludzie czarni, czyli Etiopczycy, rybioskórzy ludzie morza i 
skrzydlaci ludzie powietrza. Arkadia, którą widzimy, nie wydaje się być jednak tak uporządkowana, tak 
harmonijna,   jak   Eden.   Dziwaczne   budynki-konstrukcje   wyglądają,   jakby   zlepiono   je   z   przypadkowo 
dobranych   elementów   roślin,   zwierząt   i   materii   nieożywionej.   Taki   eklektyzm   nie   wydaje   mi   się 
dorównywać w architektonicznym kunszcie gotyckiej fontannie z lewego skrzydła obrazu. 

Na   prawej,   przedstawiającej   piekło   tablicy   to   zwierzęta   przejmują   kontrolę   nad   ludźmi. 

Należałoby raczej powiedzieć – monstra, zwierzęce hybrydy, obrzydliwe i wielkie dzierżą władzę nad 
rodem ludzkim i katują go straszliwymi mękami.

21

 Księga Rodzaju, 2, 10-14

11

background image

W centrum środkowego obrazu krąg mężczyzn dosiadających przeróżnych, często baśniowych, 

zwierząt,   tańczy   wokół   stawu,   w   którym   kąpią   się   kobiety.   „W   scenie   tej   Bosch   porusza   temat 
erotycznego   napięcia,   jakie   powstaje   pomiędzy   mężczyzną   a   kobietą   (...)Fatalną   moc   kobiety 
przedstawiano często poprzez ukazanie jej w kręgu adoratorów”

22

, a zwierzęta są elementem nadającym 

tańcu   kierunek   i   pęd.   Podobnie   jak   owoce,   zwierzęta   wydają   się   symbolizować   żądze   i   pokusy. 
Zwierzęta, z istot uległych w Edenie, stały się istotami dominującymi w Piekle. Panowanie nad żądzami 
jest zatem gwarantem łądu i harmonii w życiu. Popuszczenie popędom prowadzi zaś niechybnie do 
zguby. Sądzę, że taka interpretacja jest w pełni uzasadniona i bliska myśli malarza.

Na   obrazie   „Potop”   (Rotterdam,   Museum   Boymans   van   Beuningen)   na   spustoszoną   ziemię 

wychodzi   z   ogromnej   łodzi  korowód   zwierząt.   Ludzkość   została   zgładzona   przez   wielką   wodę   za 
rozpustę, moralne zepsucie i wykroczenia przeciw Bogu. Zwierzęta rozchodzą się, stąpając pomiędzy 
ciałami zgładzonych przez potop ludzi, zwierząt i roślin. Kolorystyka dzieła - zgniłe zielenie i ugry - 
podkreślają postępujący rozkład martwych ciał. Na ich miejsce wchodzi, w postaci zwierzęcej procesji, 
nowe   życie,   nadzieja   na   odmieniony,   lepszy   być   może   świat.   Wiemy   jednak,   że   rozpusta   znowu 
rozmnożyła się na świecie, a kolejne niszczenia jej siedlisk, jak chociażby zgładzenie Sodomy i Gomory, 
nie są skuteczne, gdyż miłosierny Bóg zawsze pozostawia przy życiu cząstkę zepsutego świata.

Jajo.

Symbolika jaja jest bardzo mistyczna, ale przeważnie spójna. Jego sens wywodzi się od zdarzenia 

oczywistego   –   aktu   wykluwania   się.   Jajo   oznaczać   może   zarodek,   początek,   świat   w   miniaturze, 
płodność, odrodzenie, nieśmiertelność

23

. 

Bosch wielokroć umieszczał na swoich obrazach kuliste kształty jaj. Korpus  

człowieka-drzewa 

przypomina spłaszczone, zdeformowane jajo. Do jaja pcha się tłum nagich sylwetek ludzkich na jednym z 
dalszych planów 

„Ogrodu rozkoszy”

 tak, pragnąc znaleźć się u początków życia (co dobrze pasowałoby 

do   założeń   sekty   adamian,   tęskniących   za   dzieciństwem   ludzkości,   czyli  rajem).   Może   ono   jednak 
wyrażać ogólne pragnienie powrotu do młodości i zachowania jej, które zjawia się w każdej epoce i 
nieobce musiało być także myśli późnego średniowiecza. Na  

prawym skrzydle „Ogrodu”

, na szczycie 

potężnej liry  korbowej balansuje  skulony w pozycji embroinalnej człowiek,  który  na swoich  plecach 
dźwiga jajo. Można by odczytywać to jako przestrogę przed nieostrożnym postępowaniem z delikatnym 
jak   skorupka   jaja   życiem.   Wykluwające   się   z   jaja   pisklęta   pożera   potworny   ptak   z  

„Kuszenia   św. 

Antoniego”

. Diabeł niszczy życie. W 

„Kuszeniu...”

 oglądamy ponadto fruwające po niebie, uskrzydlone 

jajo,   dosiadane   przez   demona   –   kolejna   ilustracja   pokus,   którym   poddawany   był   Antoni,   może 
nieśmiertelności, może wszechwiedzy (uskrzydlony glob to alchemiczny znak naczynia materii i myśli

24

). 

Dufour zaś wielokrotnie podkreślała podobieństwo jaja do alchemicznego tygla.

25

22

 W. Bosing, „Hieronim Bosch ok. 1450-1516. Między niebem i piekłem”, str. 56

23

 W. Kopaliński, „Słownik symboli”

24

 j.w.

25

 W. Bosing, „Hieronim Bosch ok. 1450-1516. Między niebem i piekłem”, str. 56

12

background image

Olbrzym.

W centrum prawego skrzydła tryptyku zwanego 

„Ogrodem rozkoszy”

 stoi górujący wzrostem nad 

innymi infernalnymi bestiami człowiek-drzewo. Nogi z pni wspiera na stopach-łodziach pływających po 
pokrytej krą i lodem rzece. Pnie i drewniane  łodzie stają się poetyckim opisem nóg ludzkich, które 
niczym pnie dźwigają człowieka nad ziemię i jak łodzie płynące z prądem rzeki niosą człowieka po 
drogach. 

Postać olbrzyma o spróchniałym, rozpadającym się tułowiu-odwłoku zdaje się być niezwykle 

ważna,   skoro   umieszczono   ją   w   złotym   środku   obrazu,   a   zatem   w   miejscu,   na   które   w   pierwszej 
kolejności pada wzrok obserwatora. Jej jasna białością spróchniałego pnia sylwetka mocno kontrastuje z 
ciemnym tłem. Za zatroskanym (a może rozbawionym?) wzrokiem człowieka-drzewa podążamy do jego 
pustego   wnętrza,   w   którym   humonaidalne   stwory   urządziły   karczmę,   odłożywszy   narzędzia   tortur, 
kuszę i hełm, usadowiły się na grzbietach żółwi i popijają w świetle żaru trunki nalewane z beczki przez 
damę   o   demonicznej   twarzy.   Na   krawędzi   pęknięcia   odsłaniającego   tawernę   siedzi   najwyraźniej 
znudzony opat lub właściciel oberży. Dufour w swej książce twierdzi, że „postać człowieka-drzewa 
zawiera wiele aluzji do procesów alchemicznych: w jego wydrążonym ciele materia ulega przemianie, a 
kolor czarny, biały i czerwony to nawiązanie do stadiów podgrzewania rtęci

26

. Autorka tezy powiązała 

automatycznie nieodgadnione i mroczne malarstwo Boscha z tajemniczością alchemii. Taki sylogizm nie 
ma podstaw - ie znalazłam w obrazach van Akena żadnych jednoznacznych i niepodważalnych nawiązań 
do jatrologii, odwłok olbrzyma jest wprawdzie owalny, ale nie ma kształtu jaja, tak często i precyzyjnie 
odtworzonego w innych obrazach. Teza Dufour, choć atrakcyjna i dająca nowe, szerokie możliwości 
interpretacyjne, pozostaje dla mnie jedynie hipotezą, której nie będę w tej pracy używać ani wykazywać.

Postać olbrzyma jest najbardziej chyba znanym bohaterem obrazów Boscha, mnie przynajmniej 

zapadła w pamięć jako pierwsza z całego piekielnego bestiariusza malarza. Jego motyw powtarza się 
jeszcze w dwóch innych rysunkach. Przechowywany w wiedeńskim Graphische Sammelung Albertina 

szkic   piórkiem

  przedstawia   niemal   identyczną   postać.   Różnica   polega   na  tym,   że   ten   drzewiec   (że 

posłużę się nazwą zapożyczoną z trylogii Tolkiena) wędruje nie po piekle, ale po krainie pełnej roślin, 
zwierząt i ludzi, których sugerują widoczne na dalszym planie miasta ze strzelistymi wieżami katedr. Tak 
jak i poprzednio, w jego trzewiach znajduje się gospoda. Na gałęzi, pełniącej funkcję masztu, powiewa 
widoczna z daleka flaga z półksiężycem. 

Zwróciło  moją   uwagę  podobieństwo   kompozycji pomiędzy rysunkiem „Człowiek-drzewo”  a 

kompozycją prawego skrzydła „Ogrodu...”. Natychmiast narzuca mi się pytanie, czy można pomiędzy 
tymi   dwoma   dziełami   znaleźć   powiązanie   znaczeniowe,   niejako   „fabularne”,   czy   też   podobieństwa 
należy  dopatrywać się  jedynie  w motywie „drzewca”.  Jeżeli obraz  przyjąć jako kontynuację wątku 
rozpoczętego na rysunku, wymowa tych dzieł staje się czysto moralizatorska: przesłanie obrazów to 
przestroga przed uczynkami grzesznymi, które sprowadzić człowieka mogą do piekła i strasznych mąk.

Drugim   rysunkiem,   nawiązującym   do   postaci   człowieka-drzewa,   jest   szkic   z   berlińskiego 

Staatliche Museum „Kuszenie św. Antoniego” (nękaniu św. Antoniego przez diabły poświęcił Bosch 
wiele swoich obrazów, w tym niezwykły lizboński tryptyk). Na drugim planie, z prawej strony rysunku, w 
podobnej do poprzednich pozycji stoi człowiek o wydłużonym ku tyłowi, roztrzaskanym korpusie, w 

środku   którego   siedzi   zwierzę   przypominające   ropuchę   lub   żabę,   trzymające   dzwonek,   na   jego 
garbatych plecach stoi dzban. W tej wersji postać z owalnym korpusem nie ma nic wspólnego z drzewem. 
Trudno wyrokować, który rysunek powstał wcześniej, a zatem: która postać była pierwowzorem, a która 
późniejszym   rozwinięciem   i   przetworzeniem   pierwotnego   pomysłu.   Według   mnie   człowiek-drzewo 
wyewoluował   z   postaci   człowieka   z   berlińskiego   „Kuszenia   św.   Antoniego”,   gdyż   bardziej 
prawdopodobne wydaje mi się wynikanie z formy skomplikowanej i fantastycznej z prostszego i mniej 
naszpikowanego treścią pierwowzoru.

26

 A. Devitini Dufour, “Geniusze Malarstwa. Bosch”, str. 92

13

background image

Na obrazie 

„Kuszenie św. Antoniego”

, w tle lewego skrzydła, z ziemi wyłania się oberża, tak jak 

poprzednie urządzona w ogromnym ciele człowieka.  Ten sam motyw, tu już mocno przekształcony, 
jednakże ciągle obracający się wokół tej samej idei – uprawiania rozpusty w ludzkim ciele, pragnień 
toczących człowieka jak robaki pień – od środka.

łksiężyc.

Półksiężyc   pojawia   się   w   obrazach   Boscha   (jak   również   innych   malarzy   Niderlandzkich,   na 

przykład Pietera Bruegla Starszego) zawsze tam, gdzie kryje się bądź ostentacyjnie pojawia zło. Czy są to 
reminiscencje najazdu Turków na Europę, czy geneza znaku jest inna – nie wiem. Półksiężyc widnieje na 
sztandarze powiewającym na murach miasta w tle frankfurckiego  

„Ecce homo”

 lub na maszcie 

„Statku 

głupców”

  zdobi   zielony   kaptur   pokracznego   potwora   z   monachijskiego  

„Sądu   Ostatecznego”

  lub 

czerwoną   chustę   starca   z   londyńskiego  

„Cierniem   ukoronowania”

  (National   Gallery),   a   także   szaty 

strażnika prowadzącego Jezusa w „Niesieniu krzyża” z Pałacu Królewskiego w Madrycie, ubranie grajka 
siedzącego w lewym górnym rogu 

„Godów w Kanie”

 oraz chorągiewkę na czapce diabła dmącego w 

trąbę na prawym skrzydle 

„Ogrodu rozkoszy”

. Półksiężyc umieszczony na plecach 

człowieka-drzewa

 

wiedeńskiego   rysunku,   a   jednocześnie   na   dachu   tawerny,   jednoznacznie   przestrzega   nas   przed 
wchodzeniem do środka. Uwidacznia się tu jednoznaczny stosunek malarza do opilstwa, czemu van Aken 
daje wielokrotnie wyraz, umieszczając na obrazach w różnorakich kontekstach dzbany i amfory na wino. 

Dzban.

Jeszcze 

na tym samym szkicu

 kapelusz olbrzyma jest zastąpiony przez dzban, a po wystającej zeń 

drabinie   wymierzonej   w   niebo   pnie   się   człowiek.   Jeśli   przedstawienie   to   miałoby   mieć   znaczenie 
symboliczne, najprawdopodobniej byłoby nim moralizatorska przestroga przed nadużywaniem alkoholu, 
któremu  towarzyszy  wrażenie  wolności i mocy oraz  chwiejność charakterystyczna dla  chodzenia po 
drabinie i wysokie prawdopodobieństwo upadku. Amfora w 

„Kuszeniu św. Antoniego”

 przeobraża się 

nawet w istotę obdarzoną życiem, służącą za wierzchowca, a więc rzecz, o którą dba się starannie i 
która ułatwia życie, biorąc na siebie wiele ciężarów związanych z życiem. W dzbanach męczeni są 
grzesznicy na 

centralnej

 i 

prawej tablicy

 wiedeńskiego „Sądu Ostatecznego”, pojawiają się również przy 

oszukańczo nakrytych 

stołach

 w 

„Kuszeniu św. Antoniego”

. Dzban czy amfora staje się zatem sama w 

sobie symbolem zła i opilstwa, grzechu niezwykle w czasach Boscha rozpowszechnionego i rażącego.

Drabina.

Pojawia się wszędzie: na ziemi, na obrazach z pustelnikami nękanymi przez wizje i diabły, w 

piekle. Drabina służy do wydostania się z dzbanów (rysunek 

”Człowiek-drzewo”

, Graphische Sammelung 

Albertina i prawe skrzydło  

„Ogrodu rozkoszy”

). Drabin używają walczący o jak największą wiązkę 

siana ludzie oraz, ta takiej samej kompozycje, diabeł wchodzący na wieżę z prawego skrzydła 

„Wozu z 

sianem”

  Jakby   malarz   chciał   podkreślić   podobieństwo   piekielnej   wieży,   która   jest   tym   wyższa,   im 

bardziej   poszarpany   przez   ludzi   jest   stóg   siana.   Dźwigają   je   potwory   ze   środkowej   płyty  

„Sądu 

Ostatecznego”

   

„Kuszenia św. Antoniego”

  (Madryt, Museo del Prado) a w końcu –  

ludzie

  wiodący 

Chrystusa   na   miejsce   kaźni.   To   jest   chyba  klucz   –   drabina   służy   do   ukrzyżowania,   do   powieszenia 
skazańców   na   szubienicy   w   krainie   piekielnej   i   w   spokojnym   niderlandzkim   pejzażu.   Narzędzie 
przepełnione grozą, gdyż służące do wykonania wyroku. Które zbliżając do nieba, przybliża do śmierci.

14

background image

Instrumenty muzyczne. 

Powróćmy teraz do prawego skrzydła  

„Ogrodu...”

  i do postaci Olbrzyma. Na jego „kapelusz” 

składa się taca pełniąca funkcję kapeluszowego ronda oraz dziwaczny wór. Na początku trudno było mi 
odgadnąć, jakie jest jego przeznaczenie. Wyjaśnienia dostarczyły inne obrazy Boscha. Rzecz ową trzyma 
wspominany już grajek z 

„Godów w Kanie”

, postać w niebieskim kubraku na pierwszym planie części 

środkowej tryptyku 

„Wóz z sianem”

, diabeł na lewej tablicy 

„Kuszenia św. Antoniego”

 oraz pastuch w tle 

„Wędrowca”

. Wymienione postacie grają na instrumencie muzycznym - kobzie.

Wiele innych instrumentów znaleźć można na obrazach: harfy, lutnie, liry korbowe, piszczałki, 

rogi, bębny. Najsłynniejszym przedstawieniem instrumentów na obrazach van Akena jest z pewnością 
scena   zwana  

„piekłem   muzyków”

  z   prawego   skrzydła   „Ogrodu   rozkoszy”.   Widzimy   w   niej   ludzi 

przywiązanych do instrumentów, ukrzyżowanych na instrumentach lub wtłoczonych w nie. Instrumenty 
muzyczne   służą   do   zadawania   mąk   potępionym   i   być   może   zagłuszania   krzyków   rozpaczy   i   bólu 
męczonych dusz, gdyż na bębnach i piszczałkach grano, by zagłuszyć krzyki skazańców poddanych 
egzekucji kata,

27

  (jest napisane: „stanie się, że każde uderzenie karania rózgą (...) nastąpi przy wtórze 

bębnów i cytr” 

28

). 

Na myśl przychodzi mi w tej chwili współczesny utwór Zbigniewa Herberta „Co myśli Pan Cogito 

o   piekle”.   „Belzebub   kocha   sztukę”,   pisze   Herbert.   Sztuka   jest   narzędziem  Belzebuba.   A   wieczyste 
obcowanie ze sztuką – katorgą dla artystów. Bosch wyróżnił muzykę spośród wszystkich sztuk jako tą 
najbardziej sprzyjającą rozpuście. Jest to zrozumiałe, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że w Europie 
powstawać właśnie zaczęła w opozycji do muzyki kościelnej - muzyka świecka, tworzona wyłącznie ku 
rozrywce i uciesze słuchających, nie zaś w celu wychwalania Wszechmogącego i pobożnej modlitwy, 
podczas gdy konserwatywne malarstwo trzymało się wciąż tematów religijnych.

  W twórczości Boscha instrumenty są narzędziami tortur, atrybutami diabłów (

„Kuszenie św. 

Antoniego”

), ludzi naigrywających się z Jezusa (madryckie „Niesienie krzyża”, 

„Cierniem ukoronowanie” 

z El Escorialu) lub oddających się zabawie (

„Wóz z sianem”

, 

„Statek głupców”

, 

„Alegoria łakomstwa i 

rozpusty”

  z   New   Haven,   Yale   Uniwersoty   Art.   Gallery,  

„Siedem   grzechów...   -   Rozpusta”

),   gdzie 

prezentują treści zdecydowanie negatywne. Istnieją na obrazach Boscha demony ukształtowane na wzór 
kobzy (centralna tablica 

„Kuszenia św. Antoniego”

, postać stojąca powyżej świętego czy też niebieski 

stwór z lewej strony centralnej części wiedeńskiego  

„Sądu Ostatecznego”

). Instrumenty pojawiają się 

także u żebraków z rysunków przechowywanych w Wiedniu oraz pastuchów siedzących na dachu stajenki 
(

madrycka „Epifania”

), wątpię jednak, czy sytuacje te wpisują się w powyższą symbolikę. Szczególnie u 

pastuchów, którzy w podaniach ludowych często radośnie przygrywają Dzieciątku Jezus.

Słusznym   zdaje   mi   się   być   twierdzenie,   iż   Bosch   w   przeważającej   większości   traktował 

instrumenty muzyczne (szczególnie kobzę i lutnię) jako symbole rozwiązłości i rozpusty (świadczy o 
tym jednoznacznie umieszczenie ich na obrazie  

„Siedem grzechów głównych”

, w części poświęconej 

temu właśnie grzechowi). 

W specjalnych okolicznościach instrumenty pozbawione zostają swojej grzesznej symboliki, dzieje 

się tak jednakże tylko wtedy, gdy znajdują się w posiadaniu istot symbolizujących niezwykle mocno siłę i 

łaskę Boga – Aniołów. 

27

 W. Kopaliński, „Słownik symboli”

28

 Księga Izajasza 30, 32

15

background image

Diabły.

Bosch swoje diabły ukazuje już od chwili ich powstania, gdy zrzucone z nieba przez armię Boga 

spadają na ziemię (lewe skrzydła 

„Wozu z sianem”

 i wiedeńskiego 

„Sądu Ostatecznego”

). Na ziemię, nie 

w głębiny Hadesu. O ich obecności wśród ludzi świadczą kolejne obrazy artysty. 

Przedstawienia   demonów   znajdujemy   na   wielu   powstałych   ówcześnie   obrazach,   jednakże 

wyobraźnia brabanckiego malarza pozostawia daleko w tyle wszystkie wcześniejsze wcielenia wysłańców 
piekła. Bosch to „faiseur des diables”, fabrykant diabłów.

Potwory zaprzątały jego myśli, jak żadne inne istoty. Z setek diabłów, które namalował na swoich 

obrazach, każdemu nadał indywidualne cechy, odróżniające go od pozostałych. Można by je podzielić na 
kilka grup: koszmarnie zdeformowanych czy wyolbrzymionych zwierząt, potworów, które powstały z 
antropomorfizacji   przedmiotów   martwych,   maszkar   zlepionych   z   różnych   części   ciała   ludzkiego, 
legendarnych bestii i smoków, aż w końcu niesamowitych mieszańców wszystkich tych trzech idei.

Występują na ziemi i w piekle, do którego wabią i kuszą żyjących ziemi ludzi. Tak jest na 

środkowym obrazie „Wozu z sianem”, tak na wiedeńskim „Sądzie Ostatecznym” i takoż, choć w sposób 
zawoalowany, w „Ogrodzie rozkoszy”. 

Monstra z piekła rodem wypełniają tryptyk  

„Kuszenie św. Antoniego”

  i stanowią mistrzowski 

popis zarówno pędzla, jak i wyobraźni Boscha. „Gdy Antoni ukrywał się w pewnym grobowcu, tłum 
diabłów napadł go i poranił tak, że sługa jego wyniósł go na barkach jakby nieżywego. (...) Antoni nagle 
ocknął się i rozkazał słudze, aby go z powrotem odniósł do owego grobowca. Leżał tam zmożony bólem 
wielu   ran,   lecz   silny   duchem,   i  wyzywał   diabły   do   nowej  walki.   Wówczas   ukazały   mu   się   one   pod 
postaciami różnych dzikich zwierząt i znowu raniły go okrutnie zębami, rogami i kopytami

29

, przeczytał 

kiedyś Bosch Żywotach Świętych. I zobrazował legendę.

 

Lewe skrzydło

  pokazuje kilka zdarzeń, w których udział bierze święty. W powietrze, bowiem 

powietrze było żywiołem złych duchów, demony porwały świętego, którego rozpoznajemy po rysunku 
”T” na płaszczu, znaku krzyża. Sieką go gałęziami i pałkami, pędzą z zawrotną prędkością, szydzą i 
grożą. Stają na głowie, co symbolizuje wywrócenie do góry nogami Bożych zasad rządzących światem. 
Motyw ten subtelnie powtarza malarz w wielu swoich obrazach: posążek stojącej nogami do góry postaci 
zdobi szczyt budynku, w którym odbywa się właśnie cierniem ukoronowanie Chrystusa (medalion ze 
scenami Męki Pańskiej na odwrocie obrazu „Św. Jan na Patmos”, Berlin, Gemäldegalerie) oraz portal w 
głębi lewego skrzydła madryckiej 

„Epifanii”

; w takiej pozycji baraszkuje ze sobą pary i pojedynczy ludzie 

stojący na fontannach w 

„Ogrodzie rozkoszy”

.

Poniżej podniebnej męki Antoniego widzimy, jak trzech ludzi podtrzymuje świętego lecącego im 

przez   ręce,   skrajnie   wyczerpanego   od   mąk   zadanych   mu   przez   diabły.   W   szatach   dwóch   z   nich 
rozpoznajemy mnisie habity, za pasem jednego z nich tkwi zatknięty różaniec. Trzecia postać jest odziana 
w suknię mieszczanina, twarz jej rozpoznaje Bosing jako portret Boscha

30

. Na płycie centralnej Antoni 

modli   się   u   stóp   ruin   świątyni,   do   obecnego   w   niej   Jezusa.   Na   prawej   tablicy   uwagę   świętego 
pogrążonego   w   kontemplacji   księgi   próbuje   odwrócić   naga   królowa   (historii   tej   nie   ma   w   „Złotej 
legendzie”). Obnażona kobieta i jej szkaradne służące pragną nakłonić pustelnika do rozwiązłości i 
rozpusty.   Ten   sam   cel   stawiają   sobie   postacie   niosące   na   pierwszym   planie   stół   (niemal   tak   samo 
ustrojony, jak ten z 

„Godów w Kanie”

, ale zdradziecki, gdyż spod obrusa wychyla się głowa oślizgłego 

płaza). Do rozpusty na lewej tablicy kusi grupa diabłów odzianych w stroje duchownych, wskazująca na 
karczmę urządzoną  w ciele wielkiego, zabitego  strzałą  człowieka  i krowionogi kobziarz. Na tablicy 

środkowej   do   porzucenia   ascezy   nakłaniają   demony   wychodzące   z   ogromnego   owocu,   maszkary 
dzierżące   instrumenty   muzyczne,   ucztujące   (a   według   Dufour,   kpiące   bluźnierczo   z   Eucharystii

31

) 

29

 J. de Voragine, „Złota legenda”, str. 101

30

 W. Bosing, „Hieronim Bosch ok. 1450 – 1516. Między niebem i piekłem”, str. 82

31

 A. Devitini Dufour, “Geniusze Malarstwa. Bosch”, str. 113 i 119

16

background image

kobiety przed wejściem do ruin czy zakonnica z mnichem z prawej strony w tle, wierzchowiec z korpusem 
uczynionym   z   dzbana   na   wino.   Nawet   na   kolumnie   zburzonego   grobowca   widnieją   sceny   biblijne 
przedstawiające sceny rozpustnego wykroczenia przeciwko Prawu – odlanego podczas wyprawy Mojżesza 
po tablice z przykazaniami Złotego Cielca, za czczenie którego Bóg ukarał ludzi, zsyłając na nich węże; 
innego bożka, któremu ludzie znoszą dary, w samym dole zaś dźwigane ogromne winne grona. 

Do galerii nieziemskich postaci dołączają ryby przemienione w łodzie, wozy lub statki powietrzne, 

kreatury   złożone   jedynie   z   nóg   i   głowy,   bezgłowa   kaczka   zamieniona   w   statek,   we   wnętrzu   swoim 
więżąca jakiegoś człowieka, maszkary z pniami zamiast ciała. Szczególnie ciekawą jest kobieta o tułowiu 
z pniaka i ogonie zamiast nóg, trzymająca na rękach dziecko. Dufour odczytuje to jako „obrazoburcze 
przetworzenie tematu ucieczki do Egiptu”  

32

  Świętej Rodziny. Bosch, którego ja sobie wyobrażam, nie 

malowałby   scen   godzących   bezpośrednio   w   Świętą   Rodzinę,   to   byłoby   zbyt   obrazoburcze   jak   na 
wytrzymałość ludzi średniowiecza. Nie zgadzam sięna taką interpretację tym bardziej, że nigdzie indziej 
w obrazach Boscha nie znajduję scen  porównywalnych z tą. Postać koszmarnej kobiety nasuwa mi 
natomiast skojarzenie z kobietą-wężem z raju, czyli szatanem-kusicielem, który lepiej wpasowuje się w 
upiorną procesję.

Znajdujemy w „Kuszeniu św. Antoniego” wiele motywów, które pojawiły się na innych obrazach 

artysty. Prócz człowieka–tawerny i nakrytych jak na wesele stołów, na centralnej tablicy doszukać się 
możemy pieska w krasnej czapce błazna, jakby skopiowanego z 

„Szarlatana”

, położonej na białej płachcie 

stopy ludzkiej, którą spotkać można leżącą przed trędowatym żebrakiem, kryjącym się w kościele na 
zewnętrznym skrzydle wiedeńskiego „Sądu Ostatecznego”, poświęconym  

św. Bawo

. Z tego samego 

obrazu   pochodzi   postać   dziecka   z   miską   na   głowie,   w   „Kuszeniu...”   stojącego   w   wodzie,   u   stóp 
szczurzego wierzchowca. Po tych spostrzeżeniach pamięć podsuwa mi scenę z Nowego Testamentu z 
opisem świątyni, o której Jezus mówi: ”Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego 
jaskinię   zbójców”

33

  Wydaje   mi   się   słusznym   wiązanie   tego   obrazu   z   ostrą   krytyką   kleru,   co 

potwierdzają postacie demonów przebranych za duchownych.

Na  rotterdamskich   skrzydłach   tryptyku   znajdują   się   cztery   medaliony,   przedstawiające  diabły 

męczące   ludzi.   Potwory   palą   ich   domy,   przeszkadzają   podczas   pracy   w   polu   i   biją   niemiłosiernie. 
Ostatni z czterech medalionów przedstawia powrót grzesznika, syna marnotrawnego do Boga, pod opieką 
którego człowiek znajduje spokój, wytchnienie i ochronę.

Centralna tablica tryptyku  

„Wóz z sianem”

. Na wozie, niejako w opozycji do anioła, siedzi jego 

piekielna karykatura, trąbiąca na długim nosie. Zdaje się, że jej muzyka nadaje rytm zarówno ludziom 
uwijającym się wokoło, jak i krokom potworów ciągnących wóz w kierunku piekła namalowanego na 

prawym skrzydle

. Tam rozpoczęły już zadawanie mąk skuszonym grzesznikom. Ciekawym elementem 

jest budowana przez maszkary wieża. W opisie wizji św. Grzegorza, czytamy, że „w niebie ze złotych 
cegieł   wznoszone   są   złote  domy   służące   za  mieszkanie   duszom   sprawiedliwych.   Każda  z   cegieł   to 
jałmużna   lub   dobry   uczynek   ludzi  żyjących   na  ziemi

34

  Może   „Bosch   chciał   przedstawić   piekielny 

odpowiednik niebiańskich budowli: z kamieni chciwości wznoszone diabelskie domostwa.

35

. Analogia do 

wieży Babel, symbolu pychy, którą prezentują postacie podążające za wozem, zdawałaby się również 
sensowna. 

 

„Czterech   tablicach   przedstawiających  zaświaty”

  demony   szarpią  spadających  w  piekielne 

otchłanie potępionych i podobnie, jak 

„Sądzie Ostatecznym”

 z Monachium, w straszliwy sposób męczą 

ich. Interesujące w „Sądzie...” jest ponadto zindywidualizowanie wstających z grobów ludzi poprzez 
nakrycia głowy – odnajdziemy tam króla w koronie, papieża wkładającego tiarę, kardynała z kardynalskim 
kapeluszem u boku, ogoloną mnisią głowę. 

Wizje malarskie Sądu Ostatecznego są z pewnością oparta na „Apokalipsie św. Jana”, w której 

czytamy:

„I pierwszy [anioł - przyp. D.B.] zatrąbił.
A powstały grad i ogień – pomieszane z krwią
i spadły na ziemię.
A spłonęła trzecia część ziemi
i spłonęła trzecia część drzew,

32

 A. Devitini Dufour, “Geniusze Malarstwa. Bosch”, str. 27

33

 Ewangelia według św. Łukasza, 19, 46

34

 W. Bosing, „Hieronim Bosch ok. 1450-1516. Między niebem i piekłem”, str. 50

35

 j.w., str. 50

17

background image

i spłonęła wszystka trawa zielona.
I drugi anioł zatrąbił:
i jakby wielka góra ogniem płonąca została w morze rzucona,
a trzecia część morza stała się krwią
i wyginęła w morzu trzecia część stworzeń
- te, które mają dusze – 
- i trzecia część okrętów uległa zniszczeniu.
I trzeci anioł zatrąbił: (...)
i trzecia część wody stała się piołunem,
i wielu ludzi pomarło od wód, bo stały się gorzkie.
I czwarty anioł zatrąbił:
i została rażona trzecia część słońca
i trzecia część księżyca, i trzecia część gwiazd,
tak iż zaćmiła się trzecia ich część
i dzień nie jaśniał w trzeciej swej części,
i noc – podobnie.

36

 

Zadziwiające, że stworzony przez Boscha obraz Sądu Ostatecznego, nie będąc piekłem, niewiele różni 
się   od   infernalnych   widoków   z   innych   jego   obrazów.   Może   nadany   później   tytuł   obrazu   (a   należy 
pamiętać,   że   oryginalne   tytuły   dzieł   van   Aekena   nie   przetrwały   do   naszych   czasów)   jest   mylny?   Z 
pewnością nie, nie zapominajmy, że nad całością przedstawionych mąk góruje Chrystus w otoczeniu 
dwunastu Apostołów, Matki Boskiej w błękitnej szacie (wyraźne nawiązanie do tradycji średniowiecznej, 
w której Maryi przysługiwał niebieski kolor sukni) oraz św. Jana Chrzciciela (o wyglądzie identycznym, 
jaki nadał mu malarz w obrazie  

„Św. Jan Chrzciciel na pustyni”

, madryckie Museo Lázaro Galdiano). 

Wytłumaczeniem takiego wyobrażenia o Dniu Ostatecznym jest nastrój panujący w tych czasach oraz 
bliskość roku 1500, który podobnie jak końce wieków poprzednich, miał stać się czasem ponownego 
przyjścia   Chrystusa   na   ziemię.   „Gdy   [Wincenty   Ferrar,   kaznodzieja   –   przyp.   D.B.]   mówił   o   Sądzie 
Ostatecznym, karach piekielnych i cierpieniach zbawiciela, on sam i jego słuchacze wybuchali zawsze tak 
gwałtownym  lamentem,  że   musiał   wtedy   przez  jakiś   czas  milczeć,  dopóki  się   szloch   ni  uspokoi”

37

. 

Atmosfera tych czasów napełniała ludzi strachem i zwątpieniem w życie. 

Niezwykle ciekawym mękom są poddawani ludzie z centralnej tablicy  

„Sądu...”

. Potwory kłują 

ich, obcinają kończyny, sieką nożami i strzałami, nabijają na ostre niczym ciernie konary drzew i maszty 
statków, mielą, kują niczym żelazo i podkuwają, dosiadają i zaprzęgają do pługa, jakby byli końmi. 
Puszyste kucharki o fizjonomii ropuch mielą ludzi w żarnach niczym zboże, smażą jak jajecznicę, gotują 
w kotłach, smażą i wędzą. Jeden mężczyzna zmuszany jest do picia z beczki, do której jakiś wyjątkowo 
psotny diablik sika bezceremonialnie przez lejek. Tak malarz wyobrażał sobie los nieumiarkowanych w 
jedzeniu i piciu. Do leniwych i lubieżnych zalecają się diabelni adoratorzy. Na tym obrazie potwory 
wydały ludziom bezwzględną wojnę, którą zdają się wygrywać. Dzieje się to na własne życzenie ludzi, 
którzy zapomnieli o Bogu. Podobnie, jak to miało miejsce w prawym skrzydle 

„Ogrodu rozkoszy”

, lecz 

bardziej dosłownie zwierzęta-diabły przejmują władzę nad ludźmi, degradując ich do roli, jaką człowiek 
w zwykłym życiu obdarzył zwierzęta, rośliny i przedmioty. 

Środkowa tablica jest portretem społeczeństwa,  w jakim  żył Bosch i jakie zastałby Jezus po 

zstąpieniu na ziemię. Wszystkie demony przedstawione na obrazie to personifikacje pokus, pragnień i 
grzechów ludzkich. Ludzie poddają się im, choć wiedzą, że uległość pokusie jest równoznaczna z karą 
męki. Nieliczni w chwili, w której bodzie ich pokusa, odwołują się do Boga. Znalazłam na obrazie tylko 
jednego człowieka, który podczas cierpień, jakich doznaje ze strony diabłów-kusicieli, pobożnie składa 
dłonie do modlitwy. Będzie on zapewne jedynym spośród setek przedstawionych na płótnie osób, który 
decyzją Chrystusa zostanie zbawiony. Wizja Brabancczyka, przedstawiająca ludzi na przełomie wieków i 
epok,   nie   pozostawia   żadnych   złudzeń   –   świat   pełen   grzeszników,   którzy   z   lubością   poddają   się 
pokusom, skazany jest na potępienie, a kara zaczynie wykonywać się na ziemi już lada chwila.

W porównaniu z tą przejmującą, apokaliptyczną wizją, prawa tablica „Sądu...” nie tak silnych 

emocji. Na pierwszym planie – szatan w otoczeniu diablich muzykantów i upiornego dworu, jakby parodia 
adoracji Jezusa z Sądu Ostatecznego. Tłum rozpaczających ludzi na dachu szatańskiego pałacu. Dalej 

36

 Apokalipsa św. Jana; 8, 6 – 8, 12

37

 J. Huizinga, „Jesień średniowiecza”, str 33

18

background image

przedstawienia olbrzymów, które plują ogniem lub żabami. W tle – morze wody i morze ognia. Męki, 
którym poddawani są potępieni są zdecydowanie mniej wymyśłne, niż te przedstawione na obrazie 

środkowym tryptyku. 

Piekło przedstawione na prawym skrzydle 

„Ogrodu rozkoszy”

 częściowo już opisałam. Olbrzym 

na zalodzonym jeziorze i „piekło muzyków” to, według mnie, dwa najbardziej charakterystyczne motywy 
malarstwa Boscha. Znamienna jest wszechobecność wody, nawet w piekle, które w naszym ludowym 
wyobrażeniu jest miejscem pełnym ognia, smoły i niegaszonego pragnienia. Dla mieszkańców terenów 
nadmorskich,   szczególnie   nisko   nad   poziomem   wody   położonych   Niderlandów,   woda   stanowiła 
niebezpieczeństwo   przynajmniej   tak   poważne,   jak   pożar.   Morze   często   zalewało   tereny   Holandii, 
powodując wielkie spustoszenie.

38

 Może było to traktowane jako straszliwa kara Boża, a jako taka w piekle 

znaleźć się musiała.

Podążając wzrokiem od pierwszego planu w głąb obrazu, napotykamy grupy ludzi cierpiących z 

powodu ściśle określonych grzechów popełnionych za życia. Na samym przedzie siedzi mężczyzna 
obejmowany gwałtownie przez maciorę w zakonnym nakryciu głowy, symbol nieczystości, zmysłowości, 
amoralności i szpetoty

39

, która nakłania go do podpisania trzymanego na kolanach dokumentu. Przed tą 

parą przykucnął stworek trzymający w dziobie przybory do pisania (takie same leżą u stóp św. Jana na 
obrazie  

„Św. Jan na Patmos”

). Może to być lubieżnik, ale także nieuczciwy urzędnik lub, co jeszcze 

bardziej   prawdopodobne,   bo   interpretowane   w   ten   sposób   na   innych   obrazach   Boscha   –   symbol 
sprzedaży   odpustów   (niezapomniany   ptasi   posłaniec   z   zalakowanym   dokumentem   w   dziobie   na 

„Kuszeniu św. Antoniego”

40

). 

Na lewo widzimy wywrócony stół karczmiany, za którym w popłochu kotłują się ludzie naganiani 

przez diabły. Widać rozrzucone karty, widać planszę do gry, którą pewien potworek za chwilę zdzieli po 
głowie jednego z ludzi. Na ziemię nieopodal spadł dzban na wino. Tak będą karani hazardziści i ci, co 
znajdują rozkosz w silnych trunkach. Nad głową kobiety, która trzyma w dłoni świecę i dzban, zawisła 
fałszywa   kostka   (na   dwóch   ścianach   widnieją   cztery   oczka).   Choć   przysłowie   niderlandzkie   określa 
osobę dwulicową zdaniem „niesie ogień w jednej, a wodę w drugiej ręce”

41

, a kobieta obydwa rekwizyty 

trzyma w tej samej dłoni, to jednak odniesienie tego ludowego porzekadała do danej sytuacji może być 
trafne.   Na tle   stołu   szamoce  się  przyszpilony  doń   mieczem  mężczyzna.  Na  plecach   duszącego   go 
potwora wisi przyczepiona misa bądź tarcza, do której przybito nożem makabrycznie poszarpaną dłoń 
ułożoną w geście chrystusowego błogosławieństwa z lewego skrzydła tryptyku. Nad dłonią unosi się 
kostka, której oczek nie jestem jednak w stanie odczytać. Może jest to szatańska kpina z bożej łaski, 
może znak świadomego odrzucenia jej przez grzesznika. Dalej – zając w stroju myśliwego dmie w róg, 
podczas kiedy harty rozszarpują ciało schwytanego mężczyzny. Taki los czeka ludzi bez opamiętania 
zatraconych w polowaniach. Na prawo – ogromy ptak z dzbanami zamiast butów i kotłem w miejsce 
nakrycia głowy siedzi na wielkim klozecie (taki sam widzimy na „Siedmiu grzechach głównych”, w scenie 
poświęconej obżarstwu) pożera ludzi i natychmiast wydala do wielkiej jamy w ziemi. Tam też trafiają 
wydaliny innych męczonych. Z odbytu połykanej właśnie osoby wylatują... jaskółki. Ten motyw powtarza 
się na rysunku „Kobieta i mężczyzna w ulu” (Wiedeń, Graphische Sammelung Albertina). Czy oznacza 
ból, czy strach, czy może wywołane nimi zaburzenia gastryczne...? Pod serwetą spływającą z kolan ptaka 
na ziemię siedzi bezsilna w uściskach diabła kobieta, zmuszona patrzeć w lustro przytwierdzone do 
pośladków innej maszkary. To najpewniej kara za próżność, którą widzieliśmy na „Siedmiu grzechach 
głównych”. Z drugiej strony, pod płaszczem ptaszyska, leży wygodnie rozparty na łożu mężczyzna - 
katusze w postaci elegancko ubranych, lecz przerażających swymi twarzami dam skradają się do niego od 
tyłu.

Dalej   znajduje   się   grupa   z   gigantycznymi   instrumentami   muzycznymi.   Ludzie   zamknięci   i 

wepchnięci w instrumenty są ponadto ogłuszani przez piekielną muzykę, próbują zatykać uszy rękoma. 
Wśród instrumentów wiją się węże i jaszczurki. Stoi tam także bestia z książką na głowie – układ 
przypomina kobietę na 

„Leczeniu głupoty”

. Oznaczać to może, że albo diabeł ten kpi z mądrości, albo 

znaczenie „Leczenia...” jest całkowicie inne, niż się przyjmuje. Korbą liry kręci niewidomy żebrak z 
miską na datki w ręce. Obok niego kuli się postać z jajem na plecach, której znaczenia nie jestem w 
stanie odgadnąć.

38

 A. Devitini Dufour, “Geniusze Malarstwa. Bosch”, str. 10

39

 W. Kopaliński, „Słownik symboli”

40

 A. Devitini Dufour, “Geniusze Malarstwa. Bosch”, str. 115

41

 www.kfki.hu/~arthp/art/b/bruegel/pieter_e/painting/proverbs.jpg

19

background image

Powyżej,   z   lewej   strony,   widnieje   końska   czaszka.   Taka   czaszka   zawieszona   w   domu   miała 

przynosić   szczęście,   ale   na   pewno   nie   w   piekle.   Diabły   jak   oszalałe   biją   w   dzwony,   których   serca 
zastąpiono potępieńcami. „Istniał też pewien dźwięk, który raz po raz zagłuszał zgiełk pracowitego 

życia i chociaż brzmiał różnorodnie, nie mieszał się nigdy z innymi odgłosami; potrafił on na krótko 
wznieść wszystko w sferę ładu. Były to dzwony. (...)Mimo nieustannego bicia w dzwony nikt nie stawał 
się nieczuły na ich dźwięk. (...) Było to okropne dla ucha”. Pisze dalej autor,  że dzwony alarmowe 
wiszące na wieżach kościołów nazywano  horrida  – „straszne”, zaś „wyraz  effroy  oznaczał początkowo 
„niepokój” (...) potem obwieszczenie tego „niepokoju” przy pomocy dźwięków, czyli sygnał alarmowy, 
wreszcie – trwogę” 

42

. Te dzwony biją na trwogę i wieczną zgryzotę. Postacie w niebieskich płaszczach 

oznaczać mogą jedynie zwodzić tych szukających schronienia

43

  (z przysłów niderlandzkich - zakładać 

komuś   niebieski   płaszcz   –   oszukiwać   go,   zdradzać)

44

  Miejscem   odpoczynku   dla   zmęczonych 

torturowaniem diabłów jest gospoda w trzewiach olbrzyma. Po tacy, znajdującej się na jego głowie, 
skazani na piekło muszą tańczyć z maszkarami do muzyki wygrywanej na piekielnej kobzie. To jest kara 
dla tych, co ponad wszystko przedkładali uciechy i zabawy

Jeżdżący na łyżwach po zamarzniętej rzece nieodwracalnie wpaść muszą przez potrzaskany lód 

do lodowatej wody. Popularna zimową porą zabawa przekształcona została, jak wiele innych, w okrutną 
mękę. Za nieszczęśliwym łyżwiarzem stoją dzbany: do przewróconego diabeł wprowadza ludzi, jadąc 
na nich na oklep, jak na koniach, obok obserwujemy próby wydostania się z drugiego dzbana. Powyżej 
zgraja upiornie wychudłych chartów rzuciła się na rycerza w pełnej zbroi, trzymającego w dłoni kielich 
mszalny – symbol eucharystii. Jedynym wytłumaczeniem dla jego pobytu w piekle będzie świętokradztwo 
albo zdrada, symbolizowaną wtedy przez białą flagę z emblematem żółwia, którą rycerz ściska w drugiej 
dłoni. Za nim podąża tłum rycerzy rozpoznawalnych po fragmentach zbroi. Zostaną najpewniej ukarani 
tak, jak podobni im ludzie na centralnej tablicy „Sądu Ostatecznego” – nabici na gałęzie albo powieszeni 
na drzewie. Część z nich zamknięto właśnie w latarni. Na obrazach Boscha latarnia pojawia się na 
zewnętrznej stronie skrzydeł tryptyku „Kuszenia św. Antoniego”, w scenie pojmania Jezusa. Upuścił ją 
sługa najwyższego kapłana, Malchos. Czy uwięzienie ludzi w latarni może być symbolem walki w złej 
sprawie? Takie rozumowanie idzie być może za daleko.

  Poniżej tej sceny, a także dalej, za olbrzymem, widzimy ogromne noże.  Wiszący nóż oznacza 

ryzyko, a siedzieć pod nożem to być w niebezpieczeństwie

45

. Ostrza nieubłaganie sieką ludzkie ciała. Na 

obrazie „Sąd Ostateczny” z Groeninge Museum w Brugii nóż rozkraja małża, ćwiartując znajdującego 
się w nim człowieka. Odwołanie do „Ogrodu rozkoszy” i kochanków baraszkujących pod osłoną muszli 
narzuca się samo. Dla bardziej oddalonego ostrza kołami jest dwoje uszu, zszytych ze sobą strzałą. 
Sądzę,   że   ta   piekielna   machina   tortur   symbolizuje   karę   za   grzech   głuchoty   na   nakazy,   czyli 
nieposłuszeństwo. W dali hordy potworów plądrują pochłaniane przez pożar ruiny i wyprowadzają z 
nich jeńców ludzkich. Tyle zostanie z miast rozpustnych i zepsutych, co z Sodomy i Gomory – popiół i 
zgliszcza.

W piekle przedstawionym na lewym dolnym medalionie z obrazu 

„Siedem grzechów głównych” 

widzimy kary szykowane potępionym za każdy z siedmiu grzechów. Jak możemy odczytać i zobaczyć, 
pychę   (superbia),   czeka   wieczne   przeglądanie   się   w   krzywym   zwierciadle.   Chciwi   (avaritia)   zostali 
wrzuceni do kotła z wrzącą smołą. Grzeszący nieczystością (luxuria) spędzą wieczność tkwiąc w łożu 
z odrażającymi bestiami. Za zazdrość (invidia) potępionych szarpać będą dzikie bestie. Łakomi po wsze 
czasy będą jedli ohydne żółwie i jeszczury Gniew (ira) zostanie ukarany poprzez kłucie ostrym mieczem. 
Lenistwo (acedia) na ziemi będzie przyczyną łamania kości lub przypalania rozgrzanym żelazem w piekle. 
Ludzi czekają straszliwe katusze, „gdyż jest to plemię niemądre i nie mające rozwagi. Jako roztropni 
zdołaliby pojąć, zważyliby na swój koniec”

46

, czytamy na górnej wstędze. Dolna stanowi przestrogę: 

„Strzeżcie   się,   strzeżcie   się,   Bóg   widzi!”,   widnieje   napis   w   centrum   największego   medalionu, 
przypominającego wyglądem oko, gdyż w przeciwnym wypadku „Odwrócę od nich oblicze, zobaczę ich 
koniec”

47

, co głosi dolna wstęga. Kary takie powtarzają się na innych dziełach, a że konkretne męki są 

42

 Johan Huizinga, „Jesień średniowiecza”, str 30

43

 W. Kopaliński, „Słownik symboli”

44

 www.kfki.hu/~arthp/art/b/bruegel/pieter_e/painting/proverbs.jpg

45

 j.w.

46

 Księga Powtórzonego Prawa 32,28-29 

47

 Księga Powtórzonego Prawa 32,20 

20

background image

tutaj przyporządkowane ściśle określonym grzechom, możliwa jest identyfikacja przewin grzeszników na 
innych obrazach za pomocą kary, jaką otrzymali w piekle.

Typową średniowieczną śmierć w postaci nagiego kościotrupa umieścił Bosch jedynie na dwóch 

obrazach,   obydwu   poświęconych   ludzkiej   śmierci   właśnie:   na   blacie   stołu   z   siedmioma   grzechami 
głównymi oraz na szkicu i obrazie  

„Śmierć skąpca”

, na którym Śmierć dzierży strzałę (strzała była 

atrybutem śmierci równorzędnym kosie). Mimo to  śmierć wyziera z zakątków niemalże wszystkich 
obrazów. Charakterystyczny kształt szubienicy znajdziemy wkomponowany w większość pejzaży, z wielu 
drzew   zwisają   bezwładne   ciała   wisielców,   a   kości   ludzi   i   zwierząt   wystają   z   ziemi   na   każdym 
przedstawieniu   drogi   krzyżowej   i   ukrzyżowania,   co   należy   do   średniowiecznej   tradycji   takich 
przedstawień. Śmierć jest często sugerowana nastrojem obrazu – rozsypujące się ruiny i cuchnące 
bagna na 

„Świętym Hieronimie”

 z Wenecji podkreślone zgniłozielonymi barwami. 

Wędrowiec

 na obrazie 

z El Escorialu poprzez wykonany laską gest zwraca uwagę obserwatora na bielejące w ziemi kości, na 
których żerują kruki i pies. Bardziej wymownego „memento mori” nie potrzeba. 

Ukryte   mniej   lub   bardziej,   ale   zawsze   obecne   demony   próbują   zwieść   pustelników   z   drogi 

bogobojnej   modlitwy   na   bagniste   manowce.   Kuszą   ascetów   na  

„Pokutującym   św.   Hieronimie”

  i   w 

tryptyku „Pustelnik” 

(„Ołtarz eremitów”

 według A. Devitini Dufour

48

; Wenecja, Pałac Dożów). Eremici 

to  

św. Hieronim

  na płycie środkowej, na skrzydłach bocznych natomiast św. Antoni kuszonego przez 

nagą królową i św. Idzi, który wedle legendy, szukając ukrytej i odludnej pustelni „znalazł sobie jakąś 
jaskinię i małe źródełko, a także łanię-żywicielkę, która co dzień i pewnych godzinach dostarczała mu 
swego mleka jako pożywienia

49

, co odmalowano na obrazie. 

Diabły mają w twórczości Boscha bardzo szerokie znaczenie. Po pierwsze – kuszą. Symbolizują 

siły ciemności – nadprzyrodzone, przebiegłe i zwodnicze - z których słaby człowiek nie potrafi zwalczyć. 
Są   równocześnie   mrocznymi   żądzami   tkwiącymi   w   samym   człowieku   i   jego   naturze,   tym   bardziej 
niebezpiecznymi i złowrogimi. Demony to synonimy cierpień, którymi ludzie okupują realizację swoich 
pragnień a także kary, która spotka grzesznika po śmierci. Zawsze obecne w pobliżu istoty ludzkiej, 
nieustannie wabią ją i czekają na moment słabości nie tylko zwykłych, prostych śmiertelników, ale 
również   bogobojnych,   których   Pan   wystawia   na   próbę.   Na   zadane   z   wyrzutem   pytanie   świętego 
Antoniego, dlaczego Jezus nie przyszedł mu z pomocą, Chrystus odpowiada: „Antoni, byłem tutaj, ale 
chciałem widzieć cię walczącym, a teraz, ponieważ prowadziłeś dobrą walkę, obniosę twoją sławę po 
całym świecie”

50

. Okazuje się, że demony działają niejako z intencji samego Boga.

48

 A. Devitini Dufour, “Geniusze Malarstwa. Bosch”, str. 67

49

 J. de Voragine, „Złota legenda”, str. 625

50

 j.w., str. 101

21

background image

Człowiek.

Bosch   uczynił   swoje   obrazy   przebogatym   źródłem   ikonograficznym,   opisującym   jego   czasy. 

Malarz-mieszczanin w swoich obrazach wykorzystywał motywy dobrze znane z rutyny dnia codziennego.

Przede wszystkim – stroje. Na obrazach prezentujących Mękę Pańską stanowią anachronizm, 

podyktowany   jednak   tradycją   malowanych   w   tamtych   czasach   świętych   obrazów,   zapełniającą   lukę 
istniejącą w ówczesnej wiedzy o starożytności. Szaty królów składających hołd Dzieciątku Jezus na 

madryckiej

 i 

filadelfijskiej „Epifanii”

 są wzbogaconymi w orientalne ozdoby strojami bogatych mieszczan 

lub możnych szlachciców z burgundzkiego dworu. Niezwykle interesujące są zdobienia na szatach króli i 
darach z madryckiej „Epifanii”. Bosing, który miał zapewne to szczęście widzieć obrazy z bliska, opisuje 
małą   figurkę   przedstawiającą   ofiarę   Izaaka   –   prefigurację   ofiary   Chrystusa,   którą   w   darze   składa 
najstarszy z władców. Odwiedziny królowej Saby u Salomona są wyhaftowane na kołnierzu drugiego 
króla, zaś na srebrnej kuli ciemnoskórego monarchy Abner oddaje cześć królowi Dawidowi – obie sceny 
są starotestamentowymi pierwowzorami pokłonu trzech króli. jest tam jeszcze czwarty król – zapewne 
Herod, który próbował nakłonić mędrców do zdradzenia mu miejsca pobytu Dzieciątka.

51

Podobnie z rozsierdzonym tłumem na frankfurckim 

„Ecce homo”

, krzyczącym „Crucifige eum”, 

to znaczy „Ukrzyżuj go”. Aby odróżnić biblijnych Żydów przyrównanych przez Boscha do XV czy XVI-
wiecznych mieszczan od Piłata Rzymianina, namiestnika Judei ubrano w z pewnością nie rzymski, ale 
podyktowany wyobraźnią, orientalny strój. Na obrazach występują mnisi o wygolonych głowach i w 
zakonnych habitach. Strażnicy prowadzący Jezusa podczas niesienia krzyża są zaopatrzeni w typowe dla 
niderlandzkiego   wojska   puklerze   i   hełmy,   wymachują   groźnie   halabardami   i   długimi   pikami,   a   w 
ozdabianych pochwach za pasami tkwią ich miecze. Ciekawe, że w pochwie na miecz Szymona, który 
pomaga dźwigać krzyż Jezusowi na madryckim „Niesieniu krzyża”, tkwi nie miecz, a drewniany kołek. 
Kontrast pomiędzy uzbrojonym, pałającym fanatyczną nienawiścią tłumem a Cyrenejczykiem zdaje się 
sugerować szymonową zmianę myślenia i nawrócenie.

„Każdy stan, każdy zakon, każde rzemiosło wyróżniało się własnym strojem. Możni panowie nie 

wyruszali   nigdy   bez   zbytkownej   broni   i   wspaniałego   orszaku,   wzbudzając   tym   zawiść   i   strach   (...) 
towarzysz cechowy [nosił – przyp. D.B.]  

oznakę swego bractwa

, stronnictwo – barwy i herb swojego 

przywódcy”

52

. W obydwu obrazach „Cierniem ukoronowanie” oraz w dziełach wymienionych powyżej 

Jezusa otaczają grupy średniowiecznych mieszczan. Prawie każdy z nich posiada w swym stroju znak lub 
symbol,   przypisujący   ich   najpewniej   do   cechów   lub   stronnictw.   Na  

„Ukoronowaniu...”

  z   Londynu 

człowiek   w   nabitej   ćwiekami   obroży   (takiej   samej,   jaką   noszą   psy   z   „Wędrowców”)   ma   na   piersi 
przypinkę, jaką nosi także postać w czerwonym płaszczu z frankfurckiego 

„Ecce homo”

. Jako że ma ona 

przypięte u pasa miecz i płaski hełm, należeć może do oddziału strażników. Liście dębu wpięte w 
czapkę człowieka w kolczatce pozostają dla mnie zagadką. Ludzie z bełtem w kapeluszu to najpewniej 
kusznicy. Ten z  

„Ukoronowania...”

  z El Escorialu  ma ponadto broszkę  z wizerunkiem  dwugłowego, 

czarnego orła na żółtym tle - herbu Habsburgów, którzy najechali i zdobyli Niderlandy w XV wieku. 
Notabene, herb miejski ‘s-Hertogenbosch posiada w górnej połowie emblemat czarnego, dwugłowego 
orła Habsburgów

53

.

Na   zewnętrzu   skrzydeł   tryptyku   madryckiego   „Pokłonu   trzech   króli”   widzimy   namalowaną 

grisaillem  

mszę   św.   Grzegorza

  odprawianą   przy   ołtarzu   ozdobionym   scenami   drogi   krzyżowej,   na 

którym objawił się mu Chrystus, a z tyłu „Św.  Jana na Patmos” znajduje się, w tej samej technice 
stworzony, medalion z przedstawieniem męki i śmierci Jezusa. Na obydwu tych przedstawieniach widzimy 
w chronologicznym porządku (na medalionie – zgodnie z ruchem wskazówek zegara, począwszy od 
godziny   trzeciej;   na   ołtarzu   –   od   dołu   ku   szczytowi)   niemal   identyczne   przedstawienia   modlitwy   w 
Ogrójcu, pojmania Jezusa, sądu nad nim, ubiczowania i cierniem ukoronowania (odbywających się w 

51

 Ewangelia według św. Mateusza, 2, 7-12

52

 J. Huizinga, „Jesień średniowiecza”, str 29

53

 Ralf Hartemink, www.ngw.nl

22

background image

pałacu namiestnika), niesienia krzyża, śmierci krzyżowej i złożenia do grobu. W środku medalionu, na 
szczycie stromej skały przysiadł na gnieździe ptak. To pelikan, który wedle ludowego podania karmi 
pisklęta   swoją   własną   krwią.   Pelikan   symbolizujący   Chrystusa.   Pojmanie   Jezusa   i   drogę   krzyżową 
widzimy   też   na  

zewnętrznych   skrzydłach   „Kuszenia   św.   Antoniego”

  Na   lewym,   na   szczycie 

wznoszącego się w oddali wzgórza, stoi kielich. Wzgórze to Miejsce Czaszki, na którym w niedługim 
czasie   zostanie   odprawiona   krwawa   ofiara   –   kielich   jest   jej   znakiem.   Na   skrzydłach  

„Cierniem 

ukoronowania”

  z   El   Escorialu,   które   znamy   jedynie   z   kopii,   znajdują   się   dodatkowo   postacie   z 

pochodnią,   latarnią   (Malchos)   i  nożami,   które   pojmały   Chrystusa   w   ogrodzie   Getsemani  na   lewym 
skrzydle oraz oprawcy z biczami, rózgami i sznurami katujący Go na prawym. Wszędzie pojawia się ten 
sam motyw – tłum ludzi z narzędziami mogącymi służyć do zadawania tortur, szydzący i kpiący ze 
spokojnie to znoszącego Jezusa. Kult Drogi Krzyżowej pochodzi właśnie z średniowiecza.

54

 

Niezwykłe jak na owe czasy jest 

„Niesienie krzyża”

 z Gandawy (Musée des Beaux-Arts). Uwagę 

przykuwa już niebanalna, niespotykana nigdy wcześniej, odważna, otwarta kompozycja, właściwie portret 
grupowy. Dwie osie, przebiegające wzdłuż przekątnych obrazu, są wyznaczone przez belkę krzyża oraz 
wyciszone   twarze,   wyróżniające   się   wśród   rozwrzeszczanego   tumultu,   wykrzywiającego   twarze   w 
okropnych  grymasach.  Na przecięciu  osi,   w  samym  centrum  –  twarz   Chrystusa.   Nie  widać  po  niej 
cierpienia, podobnie jak na „Cierniem ukoronowaniach” bije od niej spokój i jakaś przedziwna, słodka i 
radosna zgoda na bieg wydarzeń. Kolejne wyróżniające się portrety to natchniona twarz Weroniki i 
odbicie   jezusowego   oblicza   na   jej   chuście   w   lewym   dolnym   rogu   oraz   zgnębiona,   skruszona   twarz 
Dobrego Łotra w prawym górnym rogu. W opozycji do niej pozostaje zarówno grymas nienawiści Złego 

Łotra, jak i szyderczy, bezzębny uśmiech mnicha przy smutnym skazańcu. Ta para – zakonnik i skruszony 

łotr   –   pojawia   się   na   wszystkich   obrazach   inspirowanych   Męką   Pańską.   Zachwycają   i   fascynują 
ekspresyjne oblicza ludzi z tłumu towarzyszącego Chrystusowi. Wabią wzrok ciekawe ujęcia twarzy – 
twarz Szymona pomagającego dźwigać krzyż widziana od dołu - ostre, wyraziste, karykaturalne profile i 
niezwykle plastycznie, a zarazem sugestywnie oddane uczucia i charaktery postaci. Proces ukazywania 
wewnętrznych   przeżyć   portretowanych   ludzi,   zapoczątkowany   w   „Ukoronowaniach...”,   tu   sięgnął 
najwyższego poziomu umiejętności malarskich, był pierwszym, sporym krokiem, jaki uczyniła sztuka, od 
realizmu w kierunku ekspresji.

Dwaj łotrzy są niezwykle interesujący. Na wszystkich obrazach w tych samych, poszarpanych 

strojach, na wszystkich obrazach kontrastowo przedstawieni. Dobry łotr w towarzystwie mnicha, któremu 
się spowiada na chwilę przed śmiercią. Zły łotr – obelżywie skrzywiony, na zewnętrzu „Kuszenia...” z 
przewiązanymi opaską oczyma, gdyż nie chciał zobaczyć w Jezusie Boga. Motyw głowy z przewiązanymi 
oczami przewija się często w scenach z diabłami: jest jak transparent niesiona przez zaprzęgnięte do 
wozu   z   sianem   demony   (

„Wóz   z   sianem”

),   dźwigana   na   głowie-tacy   maszkary   z   centralnej   płyty 

wiedeńskiego  

„Sądu Ostatecznego”

, odcinana od ciała jednemu z mężczyzna za stołem na pierwszym 

planie piekła z 

„Ogrodu rozkoszy”

. Przepaska na oczach to zamknięcie się na prawdę bożą. Obnoszenie 

jej z dumą przez diabły – triumfem zła, owej przepaski, którą ludzie zakładają, by nie widzieć drogi ku 
zbawieniu.

Wydaje mi się ciekawy również fakt, że w stroje łudząco podobne do tych na grzbietach łotrów 

Bosch przebrał swoich wędrowców (okrągły 

„Wędrowiec”

 z Rotterdamu i obraz na zewnętrznej stronie 

skrzydeł  

„Wozu z sianem”

  z El Escorialu). Obydwaj różnią się od siebie jedynie kilkoma szczegółami 

ekwipunku.   Czy   obraz   hiszpański   nie   mógłby   być   smutną   historią   człowieka   błąkającego   się   po 

świecie, ograbionego przez rabusiów, z których jeden uwiódł go najpierw w stroju kobiety? Zwróćmy 
uwagę na podobieństwo mężczyzn w tych trzech zazwyczaj odrębnie rozważanych scenach, różowe 
suknie rzucone pod drzewem, do którego przywiązano mężczyznę oraz kapelusz na głowie kobiety w 
różowej sukni, tak podobny do tego na głowie jednego z rabusiów. Na obrazie z Rotterdamu znany nam 
Wędrowiec,   w   łachmanach   obdartych   nieco   bardziej,   niż   poprzednio,   stoi   na   rozdrożu   pomiędzy 
obskurną oberżą a dalszą drogą. Obraz ten może przedstawiać przypowieść o Synu Marnotrawnym, 
domokrążcę   lub   włóczęgę,   jednocześnie   stanowiąc   pełne   ekspresji   przedstawienie   wahającego   się 
między drogą zła a drogą dobra żebraka-wędrowca, uosabiającego to nędzę ludzkiego istnienia

55

. A 

może jest to historia Jedermana, czyli każdego, który w chwili śmierci może być bądź dobrym, bądź 
złym łotrem?

54

 J. Huizinga, „Jesień średniowiecza”, str. 186

55

 R. Genaille, „Słownik malarstwa holenderskiego i flamandzkiego”, str. 28

23

background image

Niezwykle   mało   widać   na   tych   obrazach   dzieci.   „Wzruszające   akcenty   z   życia   dziecięcego 

występująw literaturze   średniowiecza nadzwyczaj rzadko;  nie było dla  nich  miejsca w namaszczonej 
prawdzie wielkiego stylu

56

. Prócz Dzieciątka Jezus w obydwu „Epifaniach” w malarstwie Boscha motyw 

dziecka pojawia się na 

odwrotnej stronie

 wiedeńskiego „Niesienia krzyża”. Mały chłopczyk podpierając 

się na dziecięcym chodziku idzie powoli do przodu, trzymając w dłoni dziecinną zabawkę – wiatraczek. 
Umieszczenie tej ciepłej scenki na odwrocie Drogi Krzyżowej może być oczywiści przypadkowe, ale 
podobieństwo wiatraczka do krzyża sugeruje, iż patrzymy na małego Jezuska, który już od najmłodszych 
lat przygotowuje się w ćwiczeniach do drogi na Golgotę. Dzieci z wiatraczkami gapią się na niesienie 
krzyża na  

zewnętrznych skrzydłach „Kuszenia św. Antoniego”

  i sztuczki szarlatana. Kilkoro widać w 

pobliżu wozu z sianem. Ta niewielka liczba tylko potwierdza słowa Huizingi.

Wciągające okazało się dla mnie odkrywanie typów obuwia, jakie nosili mieszczanie. Znalazłam 

na stopach namalowanych postaci wsuwane, ściśle do stopy przylegające ciżmy, buty z wysoką cholewą, 
klapki   na   oryginalnych   koturnach,   wyciętych   od   spodu   w   dwa   lub   trzy   „zęby”,   chodaki   a   grubej 
podeszwie, buty dopełniające zbroję z ostrogami, półbuty zapinane na spinkę, sandały ze szpicem na 
czubku podeszwy. Nierzadko ludzie pojawiają się tam bez jakiegokolwiek obuwia, boso.

Widokiem powszednim dla średniowiecznych miast musiały być wszędobylskie psy i kury. Malarz 

zaobserwował   także   i   to.   Obydwa   gatunki   zwierząt   pojawiają   się   przed   oberżą   na   rotterdamskim 

„Wędrowcu”

, koło pustelni na obrazie przedstawiającym św. Krzysztofa, nawet w raju w wiedeńskim 

tryptyku 

„Sąd ostateczny”

 pod krzakiem niedaleko drzemiącego Adama, śpi skulony w kłębuszek psiak, 

a niewiele dalej stoi kogucik. Na 

„Godach w Kanie”

 ktoś domalował sylwetki dwóch psów na pierwszym 

planie, jakby uzupełniaj rażące zaniedbanie w kompozycji i odtworzeniu realiów wesela.

 

Bogactwo   możnych   musiało   mieć   swoje   kontrastujące   przeciwieństwo.   Żebraków   i   kaleki. 

Brzydkich, biednych, plugawych, ubranych w łachmany, żebrzących na schodach kościołów czy grających 
na   rogach   ulic.   Ich   także   zarejestrował   van   Aken:   na   zewnętrzu  

„Sądu   Ostatecznego”

  na   prawym 

skrzydle, poświęconym świętemu Bawo, bogaczowi, który rozdał swoje bogactwo ubogim i ufundował 

świątynię   w   Gandawie.   Kaleki   i   żebracy   uczestniczą   w   mrocznej   procesji   na   centralnym   obrazie 

„Kuszenia św. Antoniego”

, są również bohaterami wielu szkiców Bosha. Reprezentują sobą szpetotę i 

zło świata.

W „Kuszeniu...” szczególnie mocno narzuca się interpretowanie go jako krytyki kleru. Diabły 

przywdziewają stroje duchownych, lejkowate nakrycie głowy będące chyba znakiem mądrości (takie ma 
na   głowie   chirurg   w  

„Leczeniu   głupoty”

).   Bogate   i   piękne   szaty   nie   są   w   stanie   ukryć   ohydy   i 

odbywającego się pod materiałem rozkładu cuchnącego ciała. Postacie wychodzące z ziemi na spotkanie 
piekielnym istotom na monachijskim 

„Sądzie Ostatecznym”

 to w większości przedstawiciele kleru. Także 

w walce o siano na 

„Wozie z sianem”

 biorą udział chudzi mnisi i opaśli opaci, sam papież podąża konno 

za   stogiem,   a   w   piekle  

„Ogrodu   rozkoszy”

  występuje   świnia   w   zakonnej   chuście.   W   czasach 

bezpośrednio   wyprzedzających   wystąpienie   Lutra   krytyka   instytucji   Kościoła   i   zeświedczałych 
duchownych   musiała   się   nasilać,   co   sprzyjało   otwartemu   manifestowaniu   swoich   ostrych   poglądów 
dotyczących spraw Kościoła. 

Na obrazie 

„Wóz z sianem”

 obserwujemy przedziwną procesję, której centrum stanowi ogromny 

wóz. Każdy z tłumu otaczających go ludzi próbuje uszczknąć coś dla siebie z ogromnego, znajdującego 
się na wozie stogu. Wybuchają z tego powodu konflikty, kłótnie, dochodzi do rękoczynów, a nawet 
morderstw. Obraz to ilustracja piosenki niderlandzkiej, mówiącej o tym, że Bóg wszystkie dobra doczesne 
złożył na jednym wozie z sianem, aby służyły ludziom; szaleństwem byłoby, gdyby jedna osoba chciała 
posiąść cały stóg siana tylko na własny użytek. Siano jest tanie i łatwo ulega zniszczeniu tak, jak znikomą 
wartość   mają   dobra   ziemskie

57

  Wszyscy   ludzie   zajęci   są   walką   o   wiązki   siana,   kieruje   nimi 

niepohamowana żądza posiadania - chciwość. Jedna, jedyna kobieta tuż przy lewej ramie, pamiętając o 
Bogu, składa dłonie do modlitwy, jeden jedyny anioł zauważa Jezusa. Chrystus, objawiając się ludziom, 
pokazuje przeszyte od gwoździ krzyżowych dłonie, jakby z wyrzutem przypominał „za was i za grzechy 
wasze zostałem na śmierć wydany, czemuż nowymi grzechami przyprawiacie mnie o ból?”. Być może 
pojawienie się Jezusa jest początkiem jego ponownego przyjścia na ziemię i dniem Sądu Ostatecznego, 
który widzimy na innym tryptyku van Aekena. „Wóz z sianem” można uznać za kontynuację tradycji 

średniowiecznych dance macabre. Przedstawiciele wszystkich stanów kierują swoje kroki za diabłami w 

56

 J. Huizinga, „Jesień średniowiecza”, str. 182

57

 W. Bosing, „Hieronim Bosch ok. 1450-1516. Między niebem i piekłem”, str. 46-47

24

background image

kierunku piekła. Śmierć „wzywa papieża, cesarza, szlachcica, najemnika, mnicha, małe dziecko, błazna, 
ludzi wszystkich zawodów i stanów, aby szli w jej ślady”

58

. Za wozem podążają dumnie w orszaku papież 

z tiarą na głowie, cesarz pod flagą Habsburgów, król z berłem i mędrcy i choć nie biorą bezpośredniego 
udziału w walce o siano, ale zachowują się tak, jakby to cały stóg należał do każdego z nich.

Szczególnie trudno  było mi określić sens motywu ryby, gdyż ryba w ikonografii jest bardzo 

wieloznaczna, a w żadnym źródle nie znalazłam wskazówki co do jego XV-wiecznego znaczenia. Jedyną 
wskazówką może być niderlandzkie przysłowie „Duże ryby małe żrą”, będące alegorią o ludziach 
bogatych i możnych, żyjących kosztem biednych przez siebie uciskanych, gdyż ryby pożerające siebie 
nawzajem oraz więżące w swoich trzewiach ludzi pojawiają się u Boscha w „Kuszeniu św. Antoniego” i 
„Ogrodzie rozkoszy”

Bosch z lubością umieszczał w tle swoich dzieł holenderskie pejzaże. Tak, jak Bruno Schulz w 

XX wieku umieszczał widoki Drohobycza w tle każdego niemal rysunku, tak Bosch tła obrazów zapełniał 
ukochanymi  widocznie  widokami  morza,   portów  ze   statkami,   łagodnych   wzgórz   pokrytych   lasami,  z 
których na każdym obrazie „miasto (...) pięło się niezliczonymi, ostrymi wieżami, zwarte, wyodrębnione 
(...) nad całym obszarem miasta dominowały stromo podnoszące się w górę masywy kościołów”

59

. Tak 

wyglądały   późnośredniowieczne   miasta   ze   strzelistymi   bryłami   gotyckich   katedr,   takie   było   miasto 
rodzinne   Hieronima,   które   stanowiło   najpewniej   wzór   dla   wszystkich   fikcyjnych   miast   z   dzieł 
Niderlandczyka. Niezliczoną ilość razy powtarzał też motywy wiejskich chat ze słomianymi strzechami, 
karczm, dróg, płotów i przytwierdzonych do drzew kapliczek (hiszpański 

„Wędrowiec”

, „Św. Krzysztof ” 

z Museum Boymans-van Beuningen w Rotterdamie). Zawsze też w tle znajdziemy drobniutkie, precyzyjnie 
oddane scenki rodzajowe: a to wilk napadł na podróżnych, a to na polu bawią się pastuszkowie, a to 
nacierają na siebie konno dwie armie, dalej kupiec ciągnie za sobą upartego muła (madrycka 

„Epifania”

), 

gdzieś pasą się stada owiec. Co jakiś czas nad poziom ziemi wyrastają wiatraki, będące właściwie 
tożsame z Holandią, a równie często, a może częściej nawet, uwagę zwracają szubienice i koła na 
palach, na szczycie których, wedle mojej wiedzy, sadzano przywiązanych skazańców. „I nieustannie – 
egzekucja. Okrutne podniety i prostackie wzruszenia płynące z miejsca straceń stanowiły ważny składnik 
w strawie duchowej dla ludu

60

. Wyroki śmierci w wiekach średnich rozdawano hojnie, za drobne nawet 

przewinienia (oczywiście, w zależności od stanu, z którego wywodził się winowajca), a egzekucje kat 
wykonywał   publicznie,   ku   uciesze   gawiedzi.   W   fascynację   męką   wpisują   się   też   mieszczanie 
przyglądający się drogom krzyżowym i mękom Jezusa. Zapożyczoną „z życia” męką są nabijane 

ćwiekami deseczki, wiszące na długich sznurkach u pasa Jezusa, przez co boleśnie ranią jego nogi i stopy.

Przez   widoczne   na   horyzoncie   morze   zawsze   odcina   się   żagiel   statku.   Wiele   razy   Bosch 

przedstawił morskie katastrofy, których częstym świadkiem był każdy mieszkający w pobliżu wielkiej 
wody, będącej po równi błogosławieństwem dla handlu i przekleństwem

Inaczej jest na pejzażach piekielnych. Tam zasnute dymem, mroczne panoramy miast co chwilę 

rozjaśnia blask wybuchu i łuna pożaru. „Jest to świat zły. Wysoko bucha nad nim płomień nienawiści i 
gwałtu

61

. Ogień był dla najczęściej drewnianych domów mieszkalnych ogromnym niebezpieczeństwem. 

Tak żyli Niderlandczycy w obliczu zagrożenia żywiołami, które mogły obudzić się niespodziewanie i 
przyjść z każdej strony.

Wobec tych licznych zagrożeń, wobec wizji końca świata, ludzie próbowali uciekać od strachu w 

radości   życia.   Strach   przed   karą   mieszał   się   z   satysfakcją   i   radością,   czerń   żałoby   z   kolorami 
mieszczańskich strojów. Renesansowa afirmacja życia coraz silniej napierać zaczęła na mediewistyczne 
„módl   się   i   pracuj,   a   będziesz   zbawiony”.„Życie   było   tak   jaskrawe   i   różnorodne,   że   jednym 
wciągnięciem powietrza wdychało się woń krwi i róż. Pomiędzy piekielnym strachem i dziecinnym 

żartem, pomiędzy okrutną zatwardziałością i skorym do łez współczuciem lud chwiał się to w tę, to w 
inną   stronę   jak   olbrzym   z   głową   dziecka.   Życie   upływało   między   całkowitym   wyrzeczeniem   się 
wszystkich uciech światowych a obłąkanym pędem do bogactwa i użycia, między dyszącą nienawiścią a 
skorą do śmiechu dobrodusznością.

62

. Czas kontrastów ukształtował malarstwo Hieronima Boscha, 

który rysował ostrzej i w barwach bardziej nasyconych, niż inni jemu współcześni. 

 

58

 J. Huizinga, „Jesień średniowiecza”, str. 177

59

 J. Huizinga, „Jesień średniowiecza”, str..30

60

 j.w., str. 31

61

 j.w., str. 53

62

 j.w., str. 48-49

25

background image

Bibliografia:

1. „Hieronim Bosch ok. 1450-1516. Między niebem i piekłem” Walter Bosing, wyd. Benedikt 

Taschen; 

2. „Geniusze malarstwa. Bosch. Między rzeczywistością a światem fantazji” Alessia Devitini 

Dufour, Wydawnictwo Arkady; 

3. „Sztuka świata. Tom 5” Wydawnictwo Arkady; 
4. „Jesień średniowiecza” Johan Huizinga, Państwowy Instytut Wydawniczy; 
5. „Złota legenda” Jakub de Voragine, Wydawnictwo Dolnośląskie; 
6. „Biblia tysiąclecia” wyd. III, Wydawnictwo Pallottinum
7. „Słownik symboli” Władysław Kopaliński; 
8. „Słownik malarstwa holenderskiego i flamandzkiego” Robert Genaille, Wydawnictwa Artystyczne i 

Filmowe

9. informacje o herbach wzięłam ze strony Ralfa Harteminka www.ngw.nl, poświęconej heraldyce
10. dane o św. Bawo pochodzą ze strony www.catholic-forum.com/saints/indexsnt.htm
11. dane o innych świętych pochodzą ze strony biblia.linia.pl

12. informacje o przysłowiach niderlandzkich zaczerpnęłam ze strony 

www.kfki.hu/~arthp/art/b/bruegel/pieter_e/painting/proverbs.jpg , poświęconej ikonologii 
obrazu Pietera Bruegla Starszego „Przysłowia”

13. reprodukcje, na których bazowałam, pochodzą z wyżej wymienionych książek lub ze stron 

internetowych:

-

www.abcgallery.com

-

grafit.mech.pw.edu.pl/~brykal/Bosch/bosch1.htm

26