background image

Stefan M.Kuczyński 
Władysław Jagiełło 1350-1434 
 
 
Warszawa: Wydawnictwo MON 1971 
 
 
Na dysku pisał Franciszek Kwiatkowski 
U łoża śmierci Wielkiego Księcia Olgierda  
 
 
Rogi myśliwskie drużyny Jagiełłowej grały daleko i dlatego gońcy,  
którzy od kilku godzin błądzili po puszczy w poszukiwaniu następcy  
tronu, nie wiedzieli, czy ich słuch nie zwodzi. A chcieli dotrzeć  
do księcia jak najprędzej, gdyż rozumieli sami, że wysłani są w  
sprawie tak pilnej, jak nigdy przedtem. W Wilnie umierał bowiem  
wielki książę litewski Olgierd i przed zgonem pragnął zobaczyć  
swego umiłowanego syna, Jagiełłę.  
Wielki książę miał z dwu małżeństw liczne potomstwo, gdyż synów aż  
dwunastu i córek dziewięć, ale spośród wszystkich swych dzieci  
nikogo tak nie kochał i nikomu nie wróżył tak świetnej  
przyszłości, jak właśnie swemu szóstemu synowi - Jagielle. Jego  
też wyznaczył na tron wielkoksiążęcy po sobie. Olgierd był  
wybitnym władcą, zdolnym dowódcą oraz znakomitym politykiem.  
Historycy określają go jako "jednego z największych mężów stanu  
średniowiecza", jeżeli więc on właśnie wyróżnił Jagiełłę spośród  
innych synów i krewnych, to młody książę musiał posiadać cechy i  
zdolności, które wyznaczały go niejako na przyszłego władcę i  
wielkiego wodza.  
Jagiełło, po litewsku Jogaila, urodził się w roku 1350 lub 1351.  
Od wczesnej młodości uczył się u boku ojca sztuki wojennej i  
polityki. Źródła krzyżackie i ruskie wymieniają Jagiełłę jako  
uczestnika walk i wypraw ojcowskich. Sprawy polityczne poznawał w  
rozmowach z ojcem i stryjem Kiejstutem oraz biorąc udział w  
pertraktacjach z posłami państw ościennych. Mimo niezbyt wysokiego  
wzrostu i szczupłej budowy był silny, niezmiernie wytrwały i  
zahartowany, znosząc dzielnie zimna i upały. Podobnie do swych  
krewnych, wszelako w stopniu większym niż oni, rozmiłowany był w  
myślistwie i, gdy tylko mógł, udawał się na łowy. Potrafił ścigać  
konno uciekające żubry lub tury i przebijać je oszczepem, co  
wymagało nie tylko wielkiej odwagi, ale również umiejętności  
świetnej jazdy konnej i znakomitego władania bronią.  
Na łowach też bawił i tego maja 1377 roku, w którym zaniemógł  
śmiertelnie w. ks. Olgierd. Toteż gońcy z Wilna, poszukujący  
Jagiełły, dotarli do następcy tronu właśnie wtedy, gdy na polanie  
oglądał ubitego przed chwilą zwierza. Przy księciu znajdował się  
jego brat, Skirgiełło, oraz szwagier, Wojdyłło, a nadto grupa  
dworzan i służby.  
Zawiadomiony przez przybyłych wysłańców o groźnym stanie zdrowia  
w. księcia Olgierda, Jagiełło natychmiast wskoczył na konia i wraz  
z krewniakami i dworzanami podążył w stronę stolicy. Do ojca był  
bowiem szczerze przywiązany i pragnął ujrzeć go jeszcze żywego.  
Ponadto następca tronu musiał mieć na uwadze także drugi powód,  
który skłaniał go do pośpiechu, a mianowicie sprawę objęcia władzy  
nad Litwą. W pobliskich bowiem Trokach władał brat umierającego w.  
księcia, Kiejstut, który mógł sam sięgnąć po tron wielkoksiążęcy.  
O władzy naczelnej w państwie myśleli, niewątpliwie, także starsi  
bracia Jagiełłowi, synowie Olgierda i jego pierwszej żony, Marii,  
księżniczki witebskiej: Andrzej, zwany Garbatym, książę połocki,  
Dymitr Starszy książę briański i drucki, Konstanty książę  
czernihowski i czartoryski, Włodzimierz książę kijowski i Teodor  

background image

(Fiedor) książę ratneński. Należało więc przybyć na czas, przejąć  
władzę po zgonie ojca i nie dopuścić do jakichkolwiek tarć i  
zamieszek.  
Jagiełło, galopując w stronę Wilna, nie wątpił, że tam, przy łożu  
konającego, czuwała matka następcy, Julianna z książąt twerskich,  
ale wielka księżna była tylko kobietą, co w owych czasach na  
Litwie niewiele znaczyło, i nie zdołałaby obronić się sama przed  
zamachem stanu ze strony Kiejstuta lub któregoś z przyrodnich  
braci Jagiełły.  
Objęcie zaś władzy przez uzurpatora unicestwiłoby nie tylko prawa  
do rządów ukochanego syna Olgierdowego i naraziło na  
niebezpieczeństwo jego życie, ale odbiłoby się ujemnie i na  
przyszłości młodszych braci Jagiełłowych, synów tejże Julianny:  
Skirgiełły, Korybuta, Lingwena, Korygiełły, Wigunta i  
Świdrygiełły.  
O tym wszystkim musiała pamiętać w. księżna Julianna, wysyłając  
gońców na poszukiwanie Jagiełły, i o tym myślał następca tronu,  
podążając przez bezdroża puszczy w stronę Wilna. Tam zaś, w  
stolicy, na Wysokim Zamku, czekając w komnacie narożnej na  
umiłowanego syna, dogasał wielki książę Olgierd. Okna komnaty,  
otwarte szeroko, dozwalały wonnemu powietrzu majowemu docierać do  
płuc chorego. Toteż, oddychając z coraz większym trudem, wielki  
książę rozkazał, by łoże jego przesunięto pod samo okno.  
Wielka księżna Julianna, szczupła, energiczna kobieta lat około  
pięćdziesięciu, ubrana w strój podobny do szat mniszek ruskich,  
czuwająca przy chorym małżonku już od wielu dni, początkowo  
chciała się sprzeciwić poleceniu Olgierda w obawie, że chłodne  
powietrze może mu zaszkodzić. Ale, gdy zapytany o zdanie lekarz w.  
księcia, franciszkanin, machnął ręką i rzekł, ściszając głos:  
- Miłościwa księżno, wielkiemu kniaziowi nic już nie zaszkodzi! -  
wówczas Julianna, zagryzając usta i tłumiąc napływające jej do  
oczu łzy, nie przeszkodziła służbie spełnić życzenia chorego.  
Gdy dworzanie przesuwali łoże, Julianna wyszła do sąsiedniej  
komnaty i skinęła na lekarza-franciszkanina.  
- Powiedzcie mi, ojcze, całą prawdę o wielkim kniaziu - rzekła -  
żywli będzie, czy też ma umrzeć?  
Franciszkanin, który wiedział, że księżna szczerze męża miłuje,  
zawahał się chwilę, potem jednak oświadczył:  
- Do zachodu słońca, miłościwa pani, wielki kniaź dociągnie, ale  
czy doczeka ranka, to już tylko Bogu jedynemu wiadomo.  
- Hospody pomiłuj! * (* Panie [Boże] zmiłuj się!) - jęknęła  
wielka księżna.  
- Jeśli tedy pragniecie ochrzcić go - ciągnął dalej zakonnik - to  
czyńcie to najpóźniej przed nastaniem nocy.  
Wielka księżna przyłożyła dłonie do oczu i tak trwała chwilę,  
tłumiąc szloch, aby nie zdradzić się przed konającym. A że to była  
kobieta o silnej woli, zapanowała wnet nad żalem i, otarłszy oczy,  
powróciła znów do mężowskiej komnaty.  
- Gdzie jest Jagiełło? - zapytał w. ks. Olgierd.  
Wielka księżna otworzyła właśnie usta, aby powiedzieć, że gońcy po  
następcę tronu wysłani zostali już wiele godzin temu, gdy nagle  
wybuchł gwar na podwórzu zamkowym: słychać było gromkie wołania i  
tupot kopyt.  
- Synaczek pewnie przyjechał - wykrzyknęła Julianna - zaraz tu  
będzie!  
Jakoż nie myliła się i po krótkiej chwili do komnaty wbiegli  
Jagiełło i Skirgiełło. Zdyszani przypadli do łoża ojcowskiego.  
- Ojcze, jako wam jest? - zapytał Jagiełło.  
- Czas mój przyszedł - odparł, oddychając z trudem Olgierd, potem  
zaś rozkazał, by wszyscy wyszli, jako że on ma ważne sprawy do  
omówienia z Jagiełłą.  

background image

Pierwsza opuściła komnatę Julianna, za nią wyszedł Skirgiełło,  
który nie tracąc głowy udał się na dziedziniec i rozkazał, by  
zamknięto bramy zarówno Wysokiego Zamku, jak i dwu pozostałych:  
Krzywego i Niskiego, oraz by załogi zamkowe nie wpuszczały nikogo  
bez pozwolenia jego, Skirgiełły, lub księcia Jagiełły.  
Franciszkanin-lekarz wysunął się z izby chorego tuż po Skirgielle  
i Olgierd został w cztery oczy ze swym następcą. Chwilę milczeli  
obydwaj. O wszystkim bowiem prawie wiedzieli to samo. Wielkie  
Księstwo Litewskie było państwem wielkim, liczącym razem z  
przyłączonymi ziemiami ruskimi około 800 tysięcy km. kw., z czego  
terytoria rdzenne litewskie nie zajmowały więcej nad 90 tys. km.  
kw. Państwo to musiało bronić się przed Krzyżakami, odpierając  
coraz liczniejsze i coraz straszliwiej niszczące najazdy Zakonu z  
Prus i z Inflant. Krzyżakom w tej "walce za wiarę" pomagała przy  
tym cała środkowo-zachodnia Europa, a nawet Anglia i Hiszpania,  
gdy jednocześnie książęta litewscy musieli walczyć bez pomocy  
postronnej nie tylko z Polską i Węgrami na zachodzie, ale również  
z Tatarami na południu i z coraz to potężniejącym państwem  
moskiewskim na wschodzie, z państwem, które stawało się  
nieubłaganym rywalem co do władania poszczególnymi ziemiami  
ruskimi.  
Zagadnienie obrony przeciw Krzyżakom i zmagań o terytoria ruskie z  
Moskwą łączyło się ściśle ze sprawami wyznaniowymi. Pogańska Litwa  
była przeżytkiem wśród chrześcijańskich narodów Europy, a jednak  
ani dziad Jagiełły, w. ks. Giedymin, ani ojciec - w. ks. Olgierd,  
mimo ciągłych kontaktów z chrześcijańskimi sąsiadami; mimo  
chrześcijańskich małżonek oraz obecności misjonarzy katolickich i  
kleru prawosławnego na Litwie - nie zdecydowali się na przyjęcie  
chrztu i na chrystianizację narodu litewskiego.  
Litwini bowiem byli niezmiernie przywiązani do swych dawnych  
wierzeń i prastarych obyczajów, a nadto myśl o ugięciu czoła przed  
krzyżem była im tym mniej miła, im częściej krzyż ten widzieli w  
czarnej barwie na białych i szarych płaszczach rycerzy zakonnych.  
W wyobraźni ludu litewskiego ów krzyż kojarzył się prawie od dwu  
stuleci z najazdami, wojną, mordem i pożogą. Toteż każdy w. książę  
litewski musiał się liczyć z tym, że wprowadzić chrześcijaństwo na  
rdzennych ziemiach Litwy zdołałby jedynie drogą przymusu, a to  
znowu mogłoby wywołać powszechny opór poddanych i opowiedzenie się  
ich za panowaniem jakiegoś innego członka dynastii - wyznawcy  
pogaństwa. Historia Litwy notowała wszak już jedną próbę zmiany  
wiary przez panującego. W 1253 r. w. ks. Mendog przyjął chrzest i  
uzyskał nawet koronę królewską od papieża. Pod wpływem jednak  
jawnej niechęci swych pogańskich poddanych do chrześcijaństwa,  
wymieniony władca musiał wyrzec się nowej wiary, co go zresztą i  
tak nie uchroniło przed tragiczną śmiercią z rąk pogańskich  
przeciwników.  
Taka sytuacja istniała jednak tylko na ziemiach etnicznych Litwy:  
na Żmudzi i w Auksztocie, na terytoriach ruskich, przyłączonych w  
XIII i XIV w. do państwa litewskiego, było wręcz odwrotnie. Tam  
prawosławna ludność ruska niechętnie ulegała pogańskim książętom  
litewskim. Toteż książęta ci przeważnie przyjmowali  
chrześcijaństwo w obrządku prawosławnym, żenili się z  
księżniczkami ruskimi, mówili po rusku i na skutek tego ruszczyli  
się tak dalece, że niejeden z nich, na wypadek konfliktu  
litewsko-moskiewskiego, opowiadał się po stronie Moskwy i  
emigrował z rodziną z ojczystej Litwy na ziemie moskiewskie.  
Dlatego i wszyscy starsi bracia Jagiełły byli wyznania  
prawosławnego, ponieważ otrzymali od ojca uposażenie na  
terytoriach ruskich Wielkiego Księstwa. I wielcy książęta tacy,  
jak Olgierd czy Jagiełło, rozumieli dobrze, iż zyskaliby bardzo na  
posłuchu i wierności poddanych ruskich, gdyby ci poddani  

background image

dowiedzieli się, że na tronie wileńskim zasiada chrześcijanin, a  
nie "wielki król czcicieli ognia", jak nazywał Olgierda patriarcha  
carogrodzki, i nie "złowierny, bezbożny" - jak stale określały  
pogańskich wodzów Litwy latopisy ruskie.  
Powstała dwoistość polityki w. książąt litewskich. Ci sami  
zwierzchnicy W. Księstwa, którzy oddawali na rdzennej Litwie cześć  
starym bogom, starali się w Konstantynopolu, aby patriarcha  
utworzył metropolię dla kościoła prawosławnego na ziemiach ruskich  
W. Księstwa. Metropolia cerkiewna litewska istniała już za  
Witenesa, później za Gedymina, a gdy chwilowo upadła, postarał się  
o jej wznowienie ojciec Jagiełły, w. ks. Olgierd.  
Jagiełło zdawał sobie doskonale sprawę z politycznej wagi  
przyjęcia chrztu przez Litwę. Chrystianizacja bowiem nie tylko  
umocniłaby autorytet władcy wileńskiego wobec jego prawosławnych  
poddanych, lecz także odebrałaby moralne prawo do prowadzenia  
podboju Litwy Zakonowi Krzyżackiemu, który przecież stale głosił  
po świecie, że powodem jego obecności nad Bałtykiem jest  
konieczność nawracania Litwinów na wiarę chrześcijańską.  
Ale do walki z sąsiadami zachodnimi czy wschodnimi i do  
chrystianizacji narodu konieczna była jak największa koncentracja  
sił i spokój wewnątrz państwa. Z tym jednak było gorzej. Jagiełło  
posiadał liczne rodzeństwo. Prócz kilku sióstr miał przecież  
jedenastu braci i około czterdziestu braci stryjecznych, którzy  
wywodzili się od jego stryjów: Narymunta, Kiejstuta, Lubarta,  
Koriata i Jawnuty.  
Wielu z tych bliższych i dalszych krewnych w. księcia nie  
zadowalało się posiadaniem znacznych posiadłości pod  
zwierzchnictwem monarchy wileńskiego, lecz pragnęło być książętami  
udzielnymi, niezawisłymi lub mało zawisłymi od suzerena. Dla  
zaspokojenia swych politycznych ambicji lub dla powiększenia stanu  
dotychczasowego posiadania łączyli się z przeciwnikami państwa  
litewskiego: z Węgrami czy Polską, państwem moskiewskim czy  
Krzyżakami. Gotowi byli poddać część lub nawet całe W. Księstwo  
nieprzyjacielowi, byle postawić na swoim. Pragnienia niektórych  
Giedyminowiczów sięgały dalej nad ambicję większego terytorium.  
Myśleli o zajęciu tronu wielkoksiążęcego, jako starsi od Jagiełły  
wiekiem i doświadczeniem politycznym. Wśród nich najbardziej  
niebezpiecznym dla w. księcia był jego stryj Kiejstut, ks. trocki,  
wieloletni współpracownik Olgierda, nieustraszony wojownik i  
moralny przywódca zwolenników utrzymania pogaństwa na Litwie.  
Aby opanować groźbę podboju Litwy z zewnątrz przez jej sąsiadów  
oraz zabezpieczyć ją przed rozpadem od wewnątrz, należało mieć  
siłę. A siły tej umierający w. ks. Olgierd nie mógł przekazać  
synowi, gdyż jej nie posiadał.  
Leżał więc i stroskanym wzrokiem wpatrywał się w umiłowanego syna.  
- Chodź bliżej - wyszeptał wreszcie.  
Jagiełło uczynił krok, ukląkł przy łożu tak, iż głowę miał tuż  
przy twarzy ojca, i rzekł:  
- Nie męczcie się, ojcze i panie, macie czas, jeszcze może bogowie  
nie poślą wam śmierci.  
Coś w rodzaju zmęczonego uśmiechu przemknęło po licach wielkiego  
księcia.  
- Chciałbym, synaczku - odparł z trudem - wszelako czuję, że to  
mój koniec. A w bogów naszych nie wierzymy przecie ani ty, ani ja.  
I dlatego dam się dzisiaj ochrzcić * twej matce... niechaj ma  
chociaż taką pociechę... (* Według niektórych źródeł Olgierd miał  
przyjąć na łożu śmierci chrzest, chociaż ze względu na pogańskich  
poddanych sprawie chrztu zmarłego nie nadano rozgłosu i sprawiono  
mu pogrzeb pogański.)  
Urwał i oddychał ciężko. Jagiełło chciał mu dalej mówić dobre  
słowa, ale Olgierd uczynił znak, by milczał.  

background image

- Nie przerywaj mi, synaczku - wytchnął z trudem - muszę ci rzec  
co potrzeba, póki jeszcze zdołam. Słuchaj!  
- Słucham, ojcze i panie!  
- Trzy sprawy przekazuję ci, synaczku... Nie zdołałem ich  
wypełnić... życia nie starczyło... ty musisz tego dokonać... Jedna  
to chrzest Litwy... Wiem, iż to trudna rzecz... wiem! Ale inaczej  
zgnębią nas Krzyżacy alibo Ruś nas wchłonie... Pamiętaj!  
- Ojcze i panie - odezwał się Jagiełło - przecież ani stryj  
Kiejstut, ani inni nie ochrzczeni krewniacy nie zgodzą się na to i  
naród przeciw mnie poruszą.  
- Musisz, synaczku, być tak silny... by się buntować nikt nie  
ośmielił... I to jest sprawa druga... Siła twoja! Musisz  
krewniaków za karki wziąć...  
- A skąd onej siły wezmę?  
- Musisz mieć pomoc spoza Litwy... Polska alibo Moskwa... bo  
Krzyżak to cię zawsze zdradzi i pchnie nożem, a Tatarzy osłabli i  
sami walczą z sobą...  
Chory urwał i znów ciężko oddychał, chciwie wciągając powietrze z  
otwartego okna. Gdy mu ulżyło, począł mówić dalej:  
- Pamiętasz onego franciszkanina Piotra?  
- Którego, ojcze i panie? Czy tego Greka z Kandii?  
- Tego...  
- Pamiętam!  
- On prawił... żebyś pojął którąś... z córek Ludwikowych... a  
wtedy... miałbyś pomoc... z Polski... przeciw Krzyżakom... i  
miałbyś... siłę przeciw... krewniakom...  
- Tak, ojcze i panie! I mnie to mówił... Wszelako Ludwik nie da  
córy w małżeństwo nie ochrzczonemu księciu...  
- To... się... ochrzcisz...  
Olgierd znów przerwał i ciężko dyszał. Jagiełło zaś milczał i  
zastanawiał się nad słowami ojca.  
- Trudno będzie - rzekł wreszcie - wżdy obiecuję wam, ojcze i  
panie, że będę się starał wolę waszą wypełnić.  
- To... dobrze... A trzecia... sprawa... Strzeż się Dymitra...  
moskiewskiego... Moskwę trzeba... albo pobić... albo z nią... w  
zgodzie żyć...  
- Tak też będę próbował czynić, ojcze i panie!  
- To... do...brze! A nie ufaj... nikomu... jeno... mat...ce  
two...jej i pom...nij, żebyś... opiekował się... młodszy...mi...  
brać...mi...  
- Będę się opiekował, ojcze i panie!  
- Pom...nij... Świdry...giełło... niespokoj...ny chłopiec...  
Olgierd urwał. Oddychał już z największym wysiłkiem i mówienie  
męczyło go niepomiernie. Jagiełło czekał czas jakiś jeszcze na  
dalsze słowa rodzica, ale widząc, że Olgierd rozmawiać już nie  
zdoła, wstał z klęczek i udał się do sąsiedniej komnaty, w której  
oczekiwali na zakończenie rozmowy wielkiego księcia z następcą  
tronu wielka księżna, lekarz-zakonnik i Skirgiełło.  
- Jeśli chcecie, miła matko, ochrzcić rodzica - rzekł - to nie  
zwlekajcie, bo nie wydaje mi się, by dożył nocy.  
Ale w. książę, chociaż już mało przytomny, doczekał wieczoru i  
zgasł dopiero nocą, wysrebrzoną światłem księżyca, wśród  
oszałamiającej woni majowego kwiecia i pienia słowików.  
I tejże nocy tron wielkoksiążęcy na Litwie objął na mocy decyzji  
ojcowskiej Jagiełło. W przeciwieństwie bowiem do Polski czy Rusi,  
w państwie litewskim po zgonie panującego nowym monarchą stawał  
się nie najstarszy z synów, ale ten, którego przed śmiercią  
wyznaczył na następcę ojciec. Tak było po zgonie w. ks. Giedymina,  
kiedy to wielkim księciem został, mimo istnienia braci starszych,  
Jawnuta, tak też stało się po śmierci Olgierda, który umierając w  
1377 roku przekazał władzę wielkoksiążęcą nie swoim braciom ani  

background image

starszym synom, ale właśnie ukochanemu i, najwidoczniej,  
wykazującemu szczególne uzdolnienia do sprawowania rządów,  
szóstemu z rzędu synowi - Jagielle.  
 
Wielki Książę Litewski  
 
 
Stając na czele ogromnego, a uwikłanego w różnorakie trudności  
państwa litewsko-ruskiego, młody wielki książę miał przed sobą  
problemy państwowe pozornie nie do rozwiązania. Obrona państwa  
przed atakami ze wszystkich stron wymagała scentralizowania władzy  
w ręku wileńskiego monarchy, ale dokonanie tej centralizacji  
możliwe było jedynie przy spokoju na wszystkich granicach.  
Tymczasem krewni nowego wielkiego księcia knuli przeciw jego  
władzy intrygi i wiązali się z wrogimi Litwie sąsiadami.  
Jawny rozdźwięk pomiędzy nowym w. księciem a niektórymi z jego  
krewnych, rozpoczął się już pod koniec 1377 r. Jagiełło,  
uzyskawszy dane, świadczące o tajnych kontaktach Andrzeja  
Garbatego, ks. połockiego z Moskwą, postanowił usunąć tego brata z  
Połocka i osadzić tam Skirgiełłę. Andrzej nie czekał na zbrojną  
wyprawę przeciw sobie, lecz zbiegł do Pskowa, gdzie został  
życzliwie przyjęty i - za zgodą, niewątpliwie, w. ks.  
moskiewskiego, którego władzę uznał nad sobą - osadzony na  
"księstwie" pskowskim. Około 1380 r. służbę u w. ks. moskiewskiego  
przyjął drugi przyrodni brat Jagiełły, Dymitr Starszy  
Olgierdowicz, ks. briański, który od władcy moskiewskiego otrzymał  
jako zaopatrzenie gród Perejasław Zaleski. Trzecim zbiegiem  
litewskim do Moskwy, wcześniejszym nieco, był ks. wołyński, Dymitr  
Michajłowicz - Koriatowicz, syn Koriata - Michała Giedyminowicza,  
zwany Bobrok. Sympatyzował z w. ks moskiewskim także stary książę  
Kiejstut i, być może, zostawał w jakimś porozumieniu ze zbiegłymi  
Olgierdowiczami. W każdym razie jego polityka w latach 1379-1381  
wymierzona była jawnie przeciw Jagielle i miała w. księciu  
utrudnić współudział w rozgrywce pomiędzy Tatarami a Moskwą.  
Wykorzystując bowiem osłabienie Ordy na skutek walk domowych w.  
ks. moskiewski Dymitr Iwanowicz już od roku 1373 szykował się do  
próby sił z wielkorządcą mongolskim, Mamajem. Zmusiwszy  
sprzymierzeńca litewskiego, w. księcia twerskiego, do uznania  
moskiewskiego zwierzchnictwa w 1375 r. i odniósłszy zwycięstwo nad  
oddziałem Tatarów nad Wożą w 1378 r., w ks. moskiewski poczuł się  
w roku 1380 dość silny, by stawić czoło potędze Mamajowej w  
otwartym polu.  
Ponieważ wodza tatarskiego łączyły dobre stosunki z Jagiełłą i  
należało się spodziewać, że w. ks. litewski opowie się po stronie  
Mamaja, Dymitr Iwanowicz moskiewski popierał czynnie opozycję  
książąt litewskich przeciw Jagielle, licząc, że waśnie wewnętrzne  
uniemożliwią Litwie wystąpienie zbrojne przeciw państwu  
moskiewskiemu, zwłaszcza że w ciągu trzydziestu dwu lat rządów  
Olgierda i kilku pierwszych lat panowania Jagiełły Krzyżacy  
dokonali z Prus oraz Inflant 96 wypraw, na które Litwini  
odpowiedzieli zaledwie czterdziestoma dwiema - bo już im sił  
brakło.  
Szczególnie zajadle atakowali Krzyżacy w latach 1377-1379 ziemie  
litewskie pod Wilnem oraz Podlasie, a więc posiadłości Kiejstuta.  
Dotychczas zawsze Kiejstut na spustoszenie terytoriów litewskich  
starał się odpowiadać pustoszeniem krajów zakonnych. Tym razem  
jednak książę zawarł 29 września 1379 r. w Trokach układ z  
Krzyżakami, na mocy którego Zakon miał nie napadać na ruskie i  
podlaskie ziemie Kiejstuta, a za to stryj Jagiełły zostawiał panom  
zakonnym wolną rękę w najazdach na Wilno i Żmudź, a więc na  
obszary podlegające bezpośrednio w. ks. litewskiemu. To miało  

background image

uniemożliwić wymarsz wojsk Jagiełły przeciw w. ks. moskiewskiemu.  
Jednakże młody w. książę litewski umiał, przy pomocy oddanych  
sobie ludzi, uzyskiwać potrzebne informacje. Pozornie pogodzony z  
traktatem Kiejstuta, dla sparaliżowania poczynań stryja, Jagiełło  
zawarł 27 lutego 1380 r. w Rydze paromiesięczny układ z Zakonem  
Inflanckim, a następnie w lasach dawidyszskich 31 maja 1380 r.  
traktat z Zakonem Pruskim. Na mocy wymienionych układów, za  
zabezpieczenie litewskiego Połocka i terytoriów Jagiełłowych,  
zostawiał w. książę Krzyżakom swobodę w atakowaniu trockiej  
dzielnicy Kiejstuta. Ta umowa, będąca jedynie rewanżem za traktat  
Kiejstuta, umożliwiała Jagielle wzięcie udziału w wydarzeniach na  
wschodzie, gdyż był pewien, że chociaż kilka miesięcy ziemie  
litewskie - poza dzielnicą trocką - nie będą atakowane i niszczone  
przez Krzyżaków.  
W dniu 1 września 1380 r. miały się połączyć nad Donem wojska  
litewskie Jagiełły oraz tatarskie Mamaja i wspólnie maszerować na  
Moskwę. Wódz tatarski przybył w umówionym czasie nad Don i czekał  
cały tydzień na Litwinów, ale do spotkania nie doszło, chociaż w  
chwili bitwy na Kulikowym Polu armia w. ks. litewskiego znajdowała  
się jakoby zaledwie o jeden dzień marszu od pola walki.  
Różnie można tłumaczyć tę nieobecność sił litewskich w zmaganiach  
moskiewskotatarskich nad Donem. O ile latopisy ruskie nie  
przesadzają i Jagiełłę od Mamaja dzieliło istotnie tylko  
trzydzieści kilka kilometrów (trzydzieści wiorst), czyli trzy do  
czterech godzin drogi dla lekkiej jazdy, to nasuwa się  
podejrzenie, że w. książę celowo "nie zdążył" na pole bitwy. Można  
wszak mniemać, że w interesie Litwy było, aby Tatarzy nie uzyskali  
zupełnej przewagi nad Rusią Moskiewską, ponieważ staliby się  
wówczas groźni również dla państwa litewskiego, zgłaszając  
pretensje do ziem ruskich, wchodzących w skład W. Księstwa.  
Polityka litewska, niewątpliwie, widziałaby chętnie równowagę sił  
między Moskwą i Złotą Ordą, gdyż wówczas Litwa mogłaby odgrywać  
rolę języczka u wagi i uzyskiwać korzyści od obu potęg. Z drugiej  
jednak strony klęska w. księcia moskiewskiego byłaby tak na rękę  
Jagielle i rozwiązywałaby tyle trudności politycznych zewnętrznych  
i wewnętrznych Litwy, że jest wprost nieprawdopodobne, aby w. ks.  
litewski świadomie działał na niekorzyść tatarskiego  
sprzymierzeńca. Należy wziąć także pod uwagę, że w. ks. Dymitr  
Iwanowicz uderzył na Tatarów prędzej, niż tego oczekiwali -  
właśnie po to, aby nie zdążyli połączyć się ze swoimi  
sojusznikami: Litwinami i Olegiem riazańskim. Według latopisu  
Nikonowskiego wojska Jagiełły w chwili bitwy nad Donem dochodziły  
dopiero do Odojewa, a więc od ujścia rzeki Niepriadwy do Donu,  
czyli do pola walki, znajdowały się nie o "trzydzieści wiorst" jak  
podają niektóre kroniki, ale o równe 120 km, tzn. nie mogły w porę  
zdążyć na pomoc Mamajowi.  
Po rozgromieniu wojsk tatarskich nad Donem przez Dymitra  
Iwanowicza Dońskiego Jagiełło wycofał się natychmiast, ale w  
powrotnej drodze nie uląkł się walki z częścią wojsk moskiewskich  
(były to prawdopodobnie sprzymierzone z Moskwą oddziały książąt  
wierchowskich. znad Ugry i górnej Oki, wracające z wyprawy),  
które rozbił i pozbawił zdobytych na Tatarach łupów. Przy tej  
okazji wypędził z Briańska swego opornego brata, Dymitra  
Starszego, który w bitwie na Kulikowym Polu brał udział po stronie  
moskiewskiej.  
Mimo jednak tych drobnych korzyści i nie zmniejszonej siły bojowej  
wojsk litewskich, sytuacja polityczna Jagiełły pogorszyła się  
niezwykle. Popierający bowiem przeciwników w. księcia litewskiego  
Dymitr Doński był tryumfatorem, a dotychczasowy sojusznik przeciw  
Moskwie, Mamaj - ratował się ucieczką i w niedługim czasie został  
zamordowany. Co więcej, autorytet pogromcy Tatarów, Dymitra  

background image

Dońskiego, wzrósł tak wysoko, iż stawało się jasne, że na wypadek  
konfliktu moskiewsko-litewskiego ludność ruska ziem litewskich  
będzie sprzyjała raczej prawosławnemu zwycięzcy "bezbożnego"  
Mamaja niż pogańskiemu jego sprzymierzeńcowi.  
Dowody takiego nastawienia Rusinów w państwie litewskim Jagiełło  
uzyskał już w niedługim czasie. Pierwszym z nich był przejazd z  
Kijowa do Moskwy metropolity ruskiego Cypriana, zwierzchnika  
litewskiej metropolii prawosławnej, pretendującego również do  
władzy nad cerkwią w państwie moskiewskim. Po klęsce Mamaja, wobec  
zachwiania się autorytetu Litwy na ziemiach ruskich, Cyprian w  
maju 1381 r. przeniósł swą siedzibę do Moskwy, wskazując tym  
niejako, gdzie się znajduje ośrodek moralny ruskiego prawosławia.  
Było to dla polityki litewskiej poważnym ciosem. Drugim,  
alarmującym dowodem był bunt Połocka na wiosnę 1381 r. i  
wypędzenie przez Połocczan, osadzonego tam przez Jagiełłę, ks.  
Skirgiełły "niechrześcijańskiego władcy", chociaż książę ten był  
już ochrzczony w obrządku prawosławnym i nosił imię Iwan.  
W. książę litewski nie mógł tolerować tego buntu, który nie  
stłumiony mógł się stać iskrą rozpalającą wielki pożar  
antylitewski na wschodnich połaciach państwa. Ruszyły więc  
wszystkie niemal wojska Jagiełłowe pod wodzą Skirgiełły i,  
uzyskawszy pomoc w oddziałach Zakonu Inflanckiego, przystąpiły do  
zdobywania Połocka.  
Skierowanie większości sił w. księcia pod Połock ułatwiło  
działanie stronnikom Kiejstuta oraz zręcznie snutej intrydze  
Krzyżaków. Już uprzednio oni przecież, zawierając z Kiejstutem  
układ wymierzony przeciw Jagielle, poinformowali wnet o tym  
właśnie Jagiełłę, obecnie zaś ostrzegli Kiejstuta, że młody w.  
książę wydał go na łup Zakonowi. Tej przyjacielskiej usługi miał  
dopełnić komtur Liebenstein, a równocześnie, dla udowodnienia  
prawdziwości tego ostrzeżenia, Krzyżacy dwukrotnie, w lutym i w  
czerwcu 1381 r., najechali posiadłości starego księcia.  
Kiejstut przestał się wahać. Zebrawszy wojsko ze swej dzielnicy  
pod pozorem odwetowej wyprawy na ziemie Zakonu, stary książę  
uderzył niespodziewanie 1 listopada 1381 r. na Wilno, wziął do  
niewoli Jagiełłę z jego matką i młodszymi braćmi. Zmusiwszy  
bratanka do pisemnego zrzeczenia się władzy wielkoksiążęcej na  
rzecz zdradzieckiego stryja, Kiejstut ofiarował zdetronizowanemu  
Jagielle Księstwo Witebskie. Tam miał mieć go na oku z pobliskiego  
Połocka, przywrócony do władzy przez w. ks. Kiejstuta, Andrzej  
Olgierdowicz Garbaty.  
Jagiełło, którego poza zamachem stanu dokonanym przez Kiejstuta,  
nie zaskoczono już nigdy, nie mając wyboru udawał, że godzi się z  
losem i spokojnie przyjechał na dawny udział ojcowski - do  
Witebska. W istocie jednak ani chwili nie myślał o rezygnacji. I  
podczas gdy Kiejstut manifestował swą życzliwość dla niedawnego  
przeciwnika Jagiełłowego, Dymitra Dońskiego, i zawierał z nim  
traktat przyjaźni, ustępując w. księciu moskiewskiemu niektóre  
połacie ziem ruskich Litwy, przyszły król polski, za pośrednictwem  
zbiegłego spod Połocka na Inflanty Skirgiełły, rozpoczął akcję  
przeciw uzurpatorowi.  
Z charakterystyczną dla wszystkich jego późniejszych poczynań  
dokładnością ustalił i zsynchronizował działanie swych  
sojuszników. Rządzący na Siewierszczyźnie rodzony brat Jagiełły,  
Dymitr Młodszy - Korybut, miał zapoczątkować akcję i odciągnąć  
siły zbrojne Kiejstuta na dalekie od Wilna i Trok Zadnieprze. Po  
odejściu wojsk Kiejstuta mieszczanie wileńscy, wśród których miał  
przewagę element niemiecki, pod wodzą oddanego Jagielle Hanulona,  
mieli opanować miasto i ułatwić wkroczenie tam Jagiełły. Ponieważ  
zaś trudno było przypuścić, by stary Kiejstut ustąpił z w.  
księstwa bez walki, pomoc przeciw uzurpatorowi musieli zapewnić  

background image

wrogowie Kiejstuta - Krzyżacy.  
Zakon bowiem, snując intrygę i celowo zdradzając książętom  
litewskim tajne układy przez zakonnych, przecież zawierane  
dyplomatów, nie pragnął widzieć Kiejstuta na tronie  
wielkoksiążęcym. Chciał skłócić jedynie Jagiełłę z Kiejstutem,  
wzniecić walki wewnętrzne na Litwie i wyciągnąć z tego korzyści  
dla siebie. Zamach stanu dokonany przez Kiejstuta, którego  
komturzy krzyżaccy w listach do matki Jagiełłowej ks. Julianny,  
nazywali bez wahania "wściekłym psem" i którego słusznie uważali  
za swego najzacieklejszego wroga, nie był po myśli Zakonu.  
Krzyżacy pragnęli wojny domowej na Litwie, a nie przejścia władzy  
wielkoksiążęcej z młodych, mniej doświadczonych rąk Olgierdowicza  
w silne i doświadczone dłonie zajadłego przeciwnika "pobożnych  
braci". Ponadto wiele pozorów wskazywało na to, że syn Olgierda  
ekspansję litewską kierować będzie przede wszystkim na wschód,  
podczas gdy nie mogło ulegać wątpliwości, iż rządy Kiejstuta  
ostrze polityki skierują na zachód. Układ Kiejstuta z Dymitrem  
Dońskim potwierdzał w zupełności te przypuszczenia.  
Gdyby zresztą Krzyżacy mogli żywić jakie wątpliwości, to nowy  
władca Wilna rozwiał je dokładnie. W dwa miesiące po objęciu  
władzy przez Kiejstuta spadł na ziemie krzyżackie najazd litewski,  
jakiego dawno już nie pamiętano. Litwini, wynurzywszy się z borów  
nadniemeńskich, w styczniu 1382 r. spustoszyli i wyniszczyli  
okolice Welawy, Taplawy, Frydlandu i Altenburga, po czym cofnęli  
się bezkarnie, uprowadzając jeńców. Odwetowa rejza krzyżacka w  
lutym cofnęła się nie osiągnąwszy celu wyprawy, ponieważ Litwini  
stawili niezwykle silny opór. W kwietniu zaś tegoż roku Kiejstut  
skierował drugą wyprawę pod Jurborg. Wówczas, lękając się dalszych  
najazdów, Krzyżacy poparli zamysły odwetowe Jagiełły i Korybuta.  
Moment akcji przeciw Kiejstutowi obrany był trafnie. Moskwa i inne  
dzielnice północno-wschodniej Rusi, po niedawnych zmaganiach z  
Mamajem osłabły i uznały ponownie zależność od Złotej Ordy, a  
wkrótce miał spaść na nie straszliwy pochód chana Tochtamysza  
(który w sierpniu 1382 r. spalił Moskwę i wymordował całą jej  
ludność). Nieprzychylne więc Jagielle, a sprzyjające Kiejstutowi  
wpływy moskiewskie mogły być nie brane pod uwagę. Wobec zaś  
osłabienia sił Dymitra Dońskiego ogół chciwych zdobyczy  
terytorialnych na wschodzie Giedyminowiczów musiał niechętnie  
zapatrywać się na trudne, krwawe walki z Krzyżakami pod rządami  
Kiejstuta, a życzliwiej myśleć o Jagielle, w którym widziano  
początkowo kontynuatora polityki Olgierda, wyraźnie zaznaczającego  
ongiś, iż "cała Ruś ma do Litwy należeć".  
Ułożywszy więc plan i zapewniwszy sobie sojuszników, Jagiełło  
przystąpił do akcji. Kiejstut oblegający Jurborg został  
poinformowany, że książę siewierski, Korybut-Dymitr, odmówił mu,  
jako w. księciu, udzielenia pomocy wojskowej przeciw Krzyżakom i  
daniny corocznej. Kiejstut, nie podejrzewając prawdopodobnie  
Korybuta o zmowę z innymi braćmi, a być może chcąc szybkimi  
decyzjami zdławić bunt w zarodku, przerwał rozprawę z Zakonem i  
wyruszył szybko z Wilna na Zadnieprze. Był to wyraźny błąd ze  
strony starego księcia: zostawiać stolicę i państwo na opiece  
Witoldowej, a samemu z całym prawie wojskiem udawać się na daleką  
Siewierszczyznę. Jak wynika z postępowania Kiejstuta, stary książę  
nie dostrzegał spisku lub go lekceważył, zaś włączenia się do  
buntu Jagiełły nie oczekiwał, gdyż wezwał go - jako swego lennika  
- na pomoc, a ponadto ruszył na Korybuta, nie oczekując na  
nadejście księcia witebskiego i pozostawiając go za sobą, przez co  
narażał się na odcięcie od Wilna lub wzięcie przez opornych  
książąt, Jagiełłę i Korybuta, w dwa ognie.  
Jagiełło nie omieszkał wykorzystać sytuacji i zamiast na  
Zadnieprze pomaszerował na Wilno, które - przy pomocy mieszczan  

background image

pod wodzą Hanulona - zajął 12 czerwca 1382 r.  
Kiejstut wyruszył ze stolicy przed 25 maja i w drugiej dekadzie  
czerwca zetknął się z wojskami Korybuta, ponosząc klęskę i tracąc  
pięciuset swych wojowników. Zawiadomiony o wystąpieniu Jagiełły  
zarządził odwrót i w pierwszych dniach lipca był już w drodze  
powrotnej za Berezyną, skąd dążył do połączenia swych sił z  
Witoldem.  
Witold zawiódł oczekiwania ojcowskie na całej linii. Przede  
wszystkim nie pilnował Wilna i o zajęciu stolicy przez Jagiełłę  
dowiedział się niemal ostatni. Gdy usiłował ze swoimi wojskami  
Wilno odzyskać, został pobity przez Olgierdowicza i sromotnie  
- według opinii kronikarzy krzyżackich wyparty z Litwy właściwej  
tak że zbiegł na Podlasie, gdzie począł zbierać nowe siły do walki  
z Olgierdowiczami. Jagiełło, nie tracąc czasu, obległ Troki. Gród  
ten początkowo się bronił, ale gdy nadeszły sprzymierzone z  
Jagiełłą oddziały krzyżackie, Troki poddały się prawowitemu w.  
księciu, który oddał je wraz z całym księstwem trockim swemu  
wiernemu bratu, Skirgielle, we władanie lenne.  
W sierpniu 1382 r. zjawiły się pod Trokami oddziały Kiejstuta i  
Witolda. Stary książę łudził się bowiem jeszcze, że odzyska bodaj  
swą dawną, trocką dzielnicę. Ale były to tylko złudzenia. W tym  
czasie już zięć Kiejstuta, Janusz ks. mazowiecki, zajął podlaskie  
grody: Drohiczyn i Mielnik i obległ w Brześciu nad Bugiem żonę  
Kiejstutową, Birut a na odsiecz Trok nadeszły wojska Jagiełły i  
sprowadzone przez Skirgiełłę, oddziały inflanckie pod dowództwem  
mistrza inflanckiego Vrimersheima.  
Przewaga przeciwników była tak wyraźna, że Kiejstut sam uznał  
beznadziejność walki. Wszczął więc układy i wraz z synem zdał się  
na łaskę zwycięskiego bratanka. Przewieziony został z Witoldem do  
Wilna, a następnie umieszczony pod strażą Skirgiełły w więzieniu w  
Krewie i tam po kilku dniach Kiejstut zakończył życie:  
Śmierć jego po dzień dzisiejszy została nie wyjaśniona. Źródła  
współczesne mówią o niej rozmaicie. Jedne stwierdzają, że "nikt  
nie wie, jak umarł", inne mówią o samobójstwie starego księcia - i  
te są najliczniejsze, są także takie, a do nich należy i  
nieżyczliwy Jagielle Długosz, które oskarżają w. księcia o  
spowodowanie śmierci stryja. Skarga Witolda, pisana zresztą przez  
Krzyżaków, mówi o wspólnej winie Jagiełły i Skirgiełły, nie  
wskazując, kto był głównym winowajcą zgonu Kiejstuta. Wydaje się,  
że dawniejszy pogląd wielu autorów, iż Kiejstut został w swej celi  
uduszony z woli Jagiełły, nie jest słuszny.  
O ile bowiem, na pierwszy rzut oka wydaje się, że rozkaz  
zamordowania stryja musiał pochodzić od zwycięskiego bratanka,  
jako że bez niego nie ośmielono by się targnąć na krewskiego  
jeńca, jak również, że Jagiełło pozbywał się przecież wielkiego  
kłopotu z chwilą zgonu tak groźnego przeciwnika, to po głębszym  
zbadaniu łatwo daje się spostrzec, że stało się to, jeżeli nie  
wbrew woli Jagiełły, to bez jego wiedzy i uprzedniej zgody. Wydaje  
się bowiem, że gdyby Jagiełło chciał się pozbyć przeciwników, to  
już kazałby zgładzić i Kiejstuta, i Witolda. Byłoby wszak bardzo  
dziwne, gdyby kazał mordować starego, mającego i tak niezbyt wiele  
lat życia na świecie stryja, a pozostawiał przy życiu młodego,  
energicznego jego syna, który - siłą rzeczy - musiał stać się  
wrogiem mordercy ojca.  
Tymczasem Witold po zgonie Kiejstuta nie okazuje żadnych wrogich  
manifestacji pod adresem Jagiełły, przeciwnie, za pośrednictwem  
krzyżackim prosił Jagiełłę, by mu oddał dzielnicę po ojcu, i miał  
zamiar lojalnie mu służyć. Następnie, mimo dwukrotnej ucieczki do  
Krzyżaków i wielu szkód, jakie wyrządził Litwie i Jagielle, Witold  
bez obawy wraca na Litwę, nie lęka się zemsty Jagiełły i od 1392  
r. 38 lat wiernie i lojalnie istotnie z nim współpracuje. Gdyby  

background image

podejrzewał Jagiełłę o zamordowanie rodziców, to przecież miał w  
ciągu tych 38 lat tysiące okazji, by go uwięzić, zdradzić, zabić.  
Tymczasem okazywał mu przyjaźń i szacunek. Trudno byłoby uwierzyć  
w to, aby Witold w tych latach, gdy już osiągnął władzę  
wielkoksiążęcą, i nie potrzebując się liczyć z Jagiełłą tak jak w  
pierwszych latach po swym drugim powrocie od Krzyżaków, będąc  
teściem w. księcia moskiewskiego, mając na zawołanie sojusz z  
Krzyżakami i Złotą Ordą, kuszony niejednokrotnie do wystąpień  
przeciw Jagielle przez Zygmunta Luksemburczyka, aby ten potężny  
już Witold chciał serdecznie i przyjaźnie współżyć i współpracować  
z Jagiełłą, gdyby wiedział, że to on jest zabójcą ojca i matki A  
jednak żył w przyjaźni i zemsty nie szukał, co wskazywałoby  
wyraźnie, że nie Jagiełło był winowajcą zgonu Kiejstuta. To zaś,  
że w skardze zredagowanej przez Krzyżaków Witold oskarżył  
stryjecznych braci o zabicie ojca i matki, o niczym nie świadczy,  
bo skargę tę stylizowali panowie zakonni, którzy w tym czasie już  
zarzucili wersję samobójstwa Kiejstuta, lansowaną w roku 1382, a  
obmyślili wersję nową - winy Jagiełły. Zarzuty ich byłyby trudne  
do obalenia, gdyby nie to, o czym już wspomniane było wyżej, że  
nie tylko Jagielle zgon Kiejstuta był na rękę. Zainteresowani tym  
zgonem byli także: a) Krzyżacy, b) mieszczanie wileńscy z  
Hanulonem na czele, c) wybitniejsi bojarzy litewscy, d) rodzina  
Jagiełły, a zwłaszcza matka, w. ks. Julianna, siostra, Maria  
Olgierdówna, wdowa po Wojdylle, oraz brat w. księcia - Skirgiełło.  
Jeżeli chodzi o Krzyżaków, to "pobożni bracia"nienawidzili  
Kiejstuta od wielu lat i nie mogli żywić złudzeń, że stary książę,  
o ile wyjdzie żywy z niewoli, będzie, w miarę sił i możności,  
starał się kierować polityką litewską zawsze przeciw Zakonowi.  
Było zatem w ich interesie, aby ich nieubłagany wróg nie wyszedł z  
więzienia i nie miał ponownej okazji do sięgania po władzę lub  
namawiania Jagiełły do posunięć antykrzyżackich. Że właśnie oni  
odegrali jakąś rolę przy zgładzeniu Kiejstuta, świadczy staranne  
rozpowszechnianie przez nich wersji o samobójstwie starego w.  
księcia. Wersja ta występuje i w kronikach krzyżackich, i musiała  
być przez nich rozgłaszana po świecie, skoro zanotował ją z dobrą  
wiarą i polski kronikarz, Janko z Czarnkowa. Dla obrony dobrego  
imienia Jagiełły "panowie zakonni" nie kiwnęliby nawet palcem,  
musieli więc mieć wyraźne powody rozpowiadania o samobójstwie  
Kiejstuta. Charakterystyczne, że kronika Wiganda podaje dwie  
sprzeczne wersje tego wydarzenia. Pierwsza z nich mówi wyraźnie,  
że Kiejstut został w niewoli uduszony, druga, że nikt nigdy nie  
wiedział, w jaki sposób umarł. K. Stadnicki omawiając tę  
sprzeczność kroniki przypuszcza, że Wigand "nie chciał powiedzieć  
prawdy", gdyż byłaby niepochlebna dla Zakonu.  
Oczywiście, Krzyżacy nie zabijaliby Kiejstuta sami, lecz do mordu  
tego musieli zachęcić kogoś spośród Litwinów. Przez mord ten  
uzyskiwali nie tylko usunięcie swego wroga, ale również  
zaostrzenie wewnętrznych trudności dynastii na Litwie i zwrócenie  
się synów i zwolenników zabitego o pomoc do Zakonu. A to dawało  
Krzyżakom możność ingerencji w wewnętrzne sprawy Litwy i ułatwiało  
prowadzenie jej podboju w imię "sprawiedliwości", dla tego czy  
innego zbiega-księcia litewskiego.  
Mieszczanie wileńscy z Hanulonem na czele musieli się obawiać, że  
na wypadek wypuszczenia Kiejstuta, stary książę będzie się mścił  
na nich jako na tych, którzy ułatwili Jagielle powrót na tron  
wielkoksiążęcy. Nie byłoby to jeszcze nazbyt groźne, gdyby mogli  
mieć pewność, że ani Kiejstut, ani Witold nie sięgną ponownie po  
tron wileński, albo że nie zajmą wpływowego stanowiska przy  
Jagielle. Ale za to nikt ręczyć nie mógł, a jak dalece słuszne  
były ich obawy, dowodem tego było późniejsze wywyższenie Witolda,  
mimo jego dwukrotnej jeszcze zdrady wobec Jagiełły. Należy zwrócić  

background image

uwagę, że przecież "capitaneus vilnensis"i posiadacz dóbr na  
Litwie, Hanulo, wolał pojechać wraz z Jagiełłą do Polski i nie  
wrócić już do Wilna, w którym rządził Witold. Widocznie  
bezpieczniej czuł się poza zasięgiem bezpośrednich rozkazów  
rodziny Kiejstuta. Zachęceni więc przez podszepty krzyżackie,  
mieszczanie wileńscy mogli wpływać na to, by Kiejstut nie wyszedł  
z więzienia.  
Wybitniejsi bojarzy litewscy, przeciwnicy Kiejstuta, mogli żywić  
obawy podobne do obaw mieszczańskich. Wszak Kiejstut nie zawahał  
się kazać powiesić wiernego Jagielle bojara, szwagra jego,  
Wojdyłłę, chociaż przez małżeństwo z Marią Olgierdówną Wojdyłło  
należał niejako do dynastii panującej. Gdyby Kiejstut wrócił kiedy  
do władzy, to jeszcze mniej liczyłby się z przeciętnymi bojarami,  
wiernymi Jagielle, tym bardziej że Jagiełło po zwycięstwie nad  
Kiejstutem skazał na śmierć kilku wybitniejszych bojarów - sług  
Kiejstuta. Poza tym Kiejstut reprezentował dawne stosunki na  
Litwie: pogańskie, o silnej władzy wielkoksiążęcej, pogardzał  
współpracą z bojarstwem (stąd miała wypływać jego niechęć do  
Wojdyłły, iż śmiał sięgnąć po rękę księżniczki z rodu Giedymina,  
sam będąc tylko bojarem), walczyć chciał przede wszystkim z  
Krzyżakami, a w zgodzie żyć z Moskwą. Tymczasem bojarzy poczynali  
rozumieć, że Litwa nie może się utrzymać jako rezerwat pogaństwa  
pomiędzy państwami chrześcijańskimi, pragnęli odgrywać pewną rolę  
w życiu państwowym, a przede wszystkim chcieli spokoju od strony  
krzyżackiej, gdyż wojna z Zakonem narażała ich posiadłości  
litewskie na zniszczenie. Bojarzy woleli walkę na Rusi, gdzie o  
łup było łatwiej, a sama wojna nie groziła zniszczeniem ziem i  
domów na rdzennej Litwie. Dlatego bądź z własnego natchnienia, dla  
zyskania łaski Jagiełły i zabezpieczenia się od groźby powrotu do  
rządów Kiejstuta, bądź z podszeptu krzyżackiego mogli wpłynąć na  
"komorników Jagiełłowych", reprezentantów tej samej klasy  
bojarskiej, i spowodować śmierć książęcego jeńca.  
Rodzina Jagiełły również pragnęła niewątpliwie uzyskać pewność, że  
groźny starzec nie wyjdzie już na świat z baszty zamku krewskiego,  
że już nigdy nie zagrozi im nowym zamachem. Usunięcie bowiem  
Jagiełły do Witebska przekreślało widoki na przyszłość jego  
młodszych braci, którzy stawali się rodziną jedynie drobnego,  
udzielnego księcia, nie mogącego zapewnić im samodzielnych  
księstw. W. ks. Julianna odgrywała w 1382 r. jeszcze wybitną rolę  
polityczną i musiała mieć wpływ na synów, gdyż w akcie darowizny  
Żmudzi Krzyżakom z tego roku Julianna wymieniona jest przed  
młodszymi braćmi Jagiełły. Nie byłoby więc czymś niezwykłym, gdyby  
w. ks. Julianna uległa namowom krzyżackim i postarała się o zgon  
Kiejstuta nawet bez wiedzy syna - Jagiełły, tym bardziej że  
ostrzeżenie Krzyżaków z 1379 r. okazało się słuszne. Jeżeli bowiem  
nakaz zamordowania więźnia krewskiego wyszedł od Julianny lub  
kogoś z rodzeństwa Jagiełłowego, to należy pamiętać, że nie zawsze  
postępowanie matki i braci Jagiełły pokrywało się z wolą i  
zamierzeniami samego w. księcia litewskiego. Oprócz zaś Julianny i  
młodszych braci śmierci Kiejstuta mogła się jeszcze domagać  
siostra Jagiełły, Maria Olgierdówna, której męża, Wojdyłłę,  
Kiejstut kazał powiesić. Najbardziej zaś na śmierci Kiejstuta  
zyskiwał Skirgiełło. On przecież odziedziczył po zmarłym jego  
księstwo trockie i jego stanowisko u boku w. księcia Litwy.  
Charakterystyczne też jest, że Witold godził się z Jagiełłą i  
okazywał mu przyjaźń, ale był stale w złych stosunkach ze  
Skirgiełłą, tak iż nawet królowa Jadwiga musiała wpływać na  
załagodzenie stosunków między nimi. Wreszcie - Skirgiełło zmarł  
otruty. Nikt inny nie był mu tak wrogi, jak Witold, więc  
aczkolwiek trudno oskarżać Witolda o spowodowanie tej śmierci,  
należy uznać, że podejrzenia mogły padać na niego, właśnie jako na  

background image

mściciela śmierci ojca, a może i matki. Skirgiełło miał też w 1382  
r. bliskie kontakty z Krzyżakami, łatwo mogli uradzić wspólnie o  
końcu Kiejstuta, którego przecież do Krewa przewoził właśnie  
Skirgiełło i który niejako czuwał nad nim.  
Z powyższego wynika, że wielu mogło być winowajców zgładzenia  
Kiejstuta i brak podstaw, aby winę tę ponosił jedynie i koniecznie  
Jagiełło. Należy podkreślić, że właśnie Witold, znajdujący się pod  
opieką Jagiełły, nie poniósł szkody na zdrowiu w więzieniu i że  
raczej wszystko wskazuje na to, że ucieczka Witolda z więzienia  
odbyła się za cichą wiedzą Jagiełły, który po zgonie Kiejstuta,  
obawiając się o życie jego syna, postanowił mu ułatwić wydobycie  
się na wolność.  
Bez zgody Jagiełły żonie Witolda, księżnej Annie, nie pozwolono by  
odwiedzać męża, a przecież jedynie na skutek tych odwiedzin  
codziennych mógł uwięziony Witold wydostać się na wolność. Co  
prawda, źródła nie przekazały śladów porozumienia między w.  
księciem a księżną Anną, ale zdaje się nie ulegać wątpliwości, że  
jeżeli się porozumieli, to uczynili to w największej tajemnicy,  
aby czyjaś niewczesna gorliwość lub nienawiść nie spowodowały  
śmierci Witolda bez woli, a nawet wbrew woli i wiedzy Jagiełły.  
Prawdopodobnie wielki książę spotkał się w jakimś ustroniu leśnym  
pod Wilnem z księżną Witoldową o umówionej porze. Jeżeli tak było  
- a wszystko przemawia za tym, że oboje działali w porozumieniu -  
to księżna, nie domyślając się początkowo, być może, o co chodzi,  
stawiła się na owo spotkanie z ciężkim sercem. Świeżo wszak zmarł  
w tajemniczy sposób Kiejstut, więziony wraz z Witoldem...  
Jakież więc musiało być jej zdumienie i radość, gdy przybyły na  
rozmowę Jagiełło, okazał strapionej księżnie nie tylko zwykłą,  
łaskawą uprzejmość, ale także najżywszy niepokój o losy Witolda.  
- Wierzcie nam, księżno - powiedział wreszcie - miłujemy waszego  
małżonka i nie chcielibyśmy ani by go ubili jego wrogowie, ani by  
długie miesiące gnił w więzieniu.  
- Tedy każcie go puścić, miłościwy panie i bracie! - zawołała  
niewątpliwie po tych słowach księżna, przykładając ręce do serca,  
które poczęło uderzać przyśpieszonym rytmem.  
- Puścić go możemy, miła księżno, wżdy nie w naszej jest jeszcze  
mocy zapewnić Witoldowi, by się na niego kto nie targnął...  
- Cóż tedy ma czynić?  
Wielki książę spojrzał na nią bacznie i chwilę milczał, jakby się  
wahał. Po czym rzucił okiem dokoła, czy pilnujący go ludzie są  
dość daleko i wreszcie rzekł cichym głosem:  
- Ufacie nam, księżno?  
- Ufam, miłościwy kniaziu i panie!  
- Tedy słuchajcie, zapamiętajcie dobrze i niech was bogowie  
strzegą, byście o naszej rozmowie tutaj komukolwiek słowo rzekli,  
bo to może byłby wyrok śmierci na waszego małżonka...  
- Ni słowa nie rzeknę nikomu, miłościwy panie!  
- Zważajcie więc: dziś, pod wieczór, poślemy wam do domu  
pozwoleństwo, o które nibyście nas prosili, abyście mogli co  
wieczór z dwiema służebnymi odwiedzać męża waszego i zostawać z  
nim co noc do rana...  
- Miłościwy kniaziu - szepnęła czerwieniąc się księżna Anna - cóż  
małżonkowi memu pomóc może do ratowania się moja osoba?  
Jagiełło wykonał ręką niecierpliwy gest, jakby chciał rzec, by mu  
nie przerywano, potem ściszył głos jeszcze bardziej i mówił dalej:  
- Służebne będą słały wam łoże, księżno, a potem będą odchodziły.  
I tak będzie co wieczora. Rozumiecie?  
- Rozumiem, miłościwy panie i bracie, ale cóż z tego dla mego  
małżonka?  
Wielki książę pochylił się ku uchu księżnej i rzekł tak cicho, że  
ledwie dosłyszała, a już nie mógł tego usłyszeć ktoś, kto by nawet  

background image

znajdował się tuż obok w lesie i śledził księżnę:  
- Przebierzecie Witolda za jedną ze służebnych, a służebną  
ułożycie w łożu, odziawszy ją w szaty Witolda...  
Księżna Anna nareszcie zrozumiała. Błysk zdumionej radości  
rozjaśnił jej lico. Odszepnęła wnet:  
- Pojęłam, miłościwy kniaziu! I w szatach służebnej Witold ma  
zbiec?  
- Tak, tej nocy zaraz na Mazowsze, do siostry i szwagra, księcia  
Janusza. Konie rozstawne przygotujecie wcześniej i nikt Witolda  
nie zgoni! O siebie zaś nie lękajcie się. My was obronimy!  
Oczy księżnej Anny zalśniły.  
- Niech by mi nawet i co uczynili, wszelako małżonek mój będzie  
wolny i zdrów.  
- Szczęśliwy nasz krewniak jest, iż taką ma niewiastę - powiedział  
w. książę - wszelako postaramy się, by i wam nic się nie  
przytrafiło. Nie lękajcie się!  
Jagiełło dotrzymał słowa. Gdy bowiem dzięki przebraniu za służkę  
Witold wydostał się pewnej nocy z więzienia, a księżna wraz z  
drugą służką została rano aresztowana i stawiona przed wielkiego  
księcia, Jagiełło nie tylko jej nie ukarał za ułatwienie Witoldowi  
ucieczki, lecz przeciwnie pozwolił jej udać się w ślad za mężem do  
Krzyżaków. Zasługuje również na uwagę, że według źródeł  
krzyżackich - a więc w. księciu nieżyczliwych - pod Trokami  
właśnie Jagiełło prosił mistrza krzyżackiego o łagodne obejście  
się z więzionymi Kiejstutem i Witoldem.  
To wszystko, jak wolno sądzić, oczyszcza Jagiełłę z zarzutu  
spowodowania śmierci Kiejstuta. Ponadto jest całkowicie możliwe,  
że stary książę zmarł pod wpływem wzburzenia na serce, na skutek  
przegranej, więzienia w lochu, beznadziejności sytuacji, a może i  
złego obejścia się z nim dozorców. Ponieważ zaś nie umiano  
wytłumaczyć jego zgonu, przypuszczano zabójstwo przez uduszenie,  
zwłaszcza że ten rodzaj śmierci dla uwięzionych książąt był  
praktykowany w całej średniowiecznej Europie.  
 
 
Porozumienie z Polską  
 
 
Zgon Kiejstuta ułatwił Jagielle sytuację na Litwie, ale nie  
rozwiązywał wielu innych trudności. Przede wszystkim za udzieloną  
pomoc kazali sobie zapłacić wysoką cenę Krzyżacy. Na zjeździe  
Jagiełły z przedstawicielami Zakonu 31 października 1382 r.  
ustalono czteroletni rozejm pomiędzy Litwą a Zakonem z tym, że na  
żądanie obydwie strony obowiązane są okazywać sobie pomoc zbrojną.  
Wszelako Jagiełło musiał się zobowiązać, że nie wyda nikomu wojny  
bez zgody Krzyżaków, co było pomyślane przez nich jako ochrona  
książąt mazowieckich, w danej chwili popieranych przez Zakon, ale  
co również ograniczało suwerenną władzę w. księcia Litwy. Dalej,  
za pokój i niepopieranie zbiegłego do Prus Witolda, odstąpił  
Jagiełło Zakonowi połowę Żmudzi, na północ od Dubissy, na skutek  
czego Krzyżacy uzyskiwali bezpośrednie połączenie Prus oraz  
Inflant. Wreszcie, ze względu na europejską opinię, zmuszono  
Jagiełłę do obietnicy, że w ciągu czterech lat przyjmie wraz z  
braćmi chrzest z rąk Krzyżaków.  
Były to warunki niezwykle ciężkie, świadczące, iż Jagiełło musiał  
się znajdować w bardzo trudnej sytuacji, skoro ich nie odrzucił.  
Usprawiedliwić w. księcia może tylko jedno: nie myślał ani chwili  
o dotrzymaniu tych warunków i ani jednego z nich nie dotrzymał.  
Przyjął co prawda, chrzest w 1386 r. ale - z rąk polskich, jako  
przyszły monarcha wielkiego państwa polsko-litewskiego, którego  
sił użył następnie do zdruzgotania Zakonu. O takim chrzcie  

background image

Krzyżacy na pewno nie myśleli podczas zjazdu na wyspie rzeki  
Dubissy w roku 1382.  
Jagielle potrzebny był czas, aby się umocnić ponownie na tronie, a  
to byłoby trudne, gdyby Krzyżacy zaatakowali Litwę i poparli  
przeciwników w. księcia z Witoldem na czele. Przyjmując warunki  
Zakonu, których i tak nie zamierzał wypełnić, uzyskiwał kilka  
bezcennych miesięcy. Mając zapewniony spokój od strony krzyżackiej  
zwrócił się teraz na wschód. Istniejące na ziemiach W. Księstwa  
stronnictwo promoskiewskie nie było tak groźne, jak w latach  
poprzednich, ale istniało. Należało znaleźć z nim wspólny język,  
co wydawało się łatwiejsze niż dawniej, ponieważ straszliwy najazd  
Tochtamysza na Moskwę osłabił siły Dymitra Dońskiego. Dowodem  
zmiany sytuacji był i tym razem przyjazd metropolity Cypriana. Tak  
jak po bitwie na Polu Kulikowym metropolita przejechał z Kijowa do  
Moskwy, uznając państwo moskiewskie za silniejsze, tak znowu  
obecnie, po spaleniu Moskwy w 1382 r. przez Tochtamysza i braku  
oporu ze strony Dymitra Dońskiego, Cyprian uznał, że punkt  
ciężkości przesunął się na Litwę i tegoż 1382 roku przeniósł znowu  
swą siedzibę do państwa Jagiełły - do Kijowa.  
Jagiełło zaś, wiedząc dobrze, iż pokój z Krzyżakami trwać będzie  
niedługo i, że poparty przez Zakon Witold Kiejstutowicz czy też  
inni książęta Giedyminowicze znowu będą usiłowali wyłamywać się  
spod władzy wielkiego księcia, postanowił uzyskać trwałą i nie  
wymagającą zrzekania się części Litwy pomoc sąsiadów. Do wyboru  
miał dwa państwa graniczące z W. Księstwem Litewskim: Ruś  
Moskiewską i Polskę.  
Zasługuje więc na uwagę, że aczkolwiek wypędzony przez Jagiełłę z  
Połocka Andrzej Olgierdowicz, po zamachu stanu Kiejstuta wrócił w  
1381 r. na swe księstwo, to jednak w. książę po odzyskaniu tronu  
nie wystąpił przeciw niemu, mimo osłabienia protegującej go  
Moskwy. Następnie, nowsze badania odkryły, iż jesienią roku 1383  
lub w początkach 1384 r. między Jagiełłą, Skirgiełłą i Korybutem z  
jednej strony a Dymitrem Dońskim i jego stryjecznym bratem  
Włodzimierzem Andrzejewiczem z drugiej, zawarta została umowa,  
regulująca, zapewne (bo treść dokładna tej umowy jest nieznana),  
wzajemne spory i utwierdzająca pokój między W. Księstwem Litewskim  
i W. Księstwem Moskiewskim. Konsekwencją tej umowy miało być  
małżeństwo Jagiełły z córką Dymitra Dońskiego, co do czego  
prowadziła układy z Dymitrem matka Jagiełły, w. ks. Julianna.  
Wymienione umowy zabezpieczały z kolei państwo litewskie od  
wschodu i w jakiejś mierze usuwały groźbę walki Litwinów na dwa  
fronty, czego Jagiełło unikał przezornie przez całe swe życie.  
Jednakże w układzie w. ks. Julianny było wyraźnie zaznaczone, że  
w. ks. Jagiełło, gdy się ożeni z księżniczką moskiewską "ma  
uznawać wolę w. ks. Dymitra i ma się ochrzcić w obrządku  
prawosławnym i chrzest swój podać do wiadomości powszechnej".  
Ścisłe wykonanie tych punktów z jednej strony degradowałoby  
suwerennego władcę Litwy do poziomu silniejszego książątka  
lennego, takiego jakim był, na przykład, Andrzej Olgierdowicz  
połocki, a z drugiej nie zabezpieczałoby ani Jagiełły i  
ochrzczonych wraz z w. księciem przypuszczalnie Litwinów od  
najazdów krzyżackich, ponieważ prawosławnych uznawano w tym czasie  
za schizmatyków, niewiele różniących się od pogan. Ponadto  
Jagiełło dobrze pamiętał, jak za życia ojca, w. ks. Olgierda,  
metropolita prawosławny, Aleksy, rzucał klątwę na książąt ruskich,  
którzy nie postępowali zgodnie z wolą i polityką w. księcia  
moskiewskiego. Gdyby więc przyjął prawosławie, a następnie  
sprzeciwiał się polityce w. ks. Dymitra, to nie ulegało  
wątpliwości, że mógłby podpaść klątwie kolejnego z metropolitów,  
którzy w sprawach politycznych ślepo ulegali władzy świeckiej.  
Stąd, prowadząc pertraktacje ze stroną moskiewską, szukał Jagiełło  

background image

korzystniejszego dla siebie rozwiązania i znalazł je - w Polsce.  
Nauka po dzień dzisiejszy nie może orzec z całą pewnością, kto był  
inicjatorem pomysłu o zawarciu małżeństwa Jagiełły z Jadwigą  
Andegaweńską. Znakomity znawca dziejów jagiellońskich, Ludwik  
Kolankowski, dopuszczał "możliwość współczesnego pojawienia się  
tej myśli w Polsce i na Litwie", względnie sądził, że pierwszy  
pomysł mógł zrodzić się w umyśle ks. Skirgiełły, który istotnie w  
1379 r. jeździł na Węgry i tam zetknął się "z miarodajnymi kołami  
polskowęgierskimi". Z kolei Stanisław Zakrzewski wysuwał  
przypuszczenie, że inicjatorką, działającą na rzecz porozumienia  
polsko-litewskiego była matka Jadwigi, królowa Elżbieta Bośniaczka  
wraz z matką Jagiełły, w. księżną Julianną.  
Aczkolwiek hipoteza St. Zakrzewskiego wzbudziła różnorakie  
zastrzeżenia, to w nieco zmodyfikowanej formie wydaje się  
całkowicie możliwa.  
Wiadomo ze źródeł, jak wielką przeciwniczką zięciów niemieckich  
była Elżbieta Bośniaczka. Pragnęła wszak wydać swą córkę Marię,  
formalnie już poślubioną Zygmuntowi Luksemburczykowi, za  
królewicza francuskiego, a córkę swą, Jadwigę, również formalnie  
poślubioną Wilhelmowi austriackiemu, zgodziła się oddać za żonę w.  
księciu litewskiemu. Nie jest więc wykluczone, że mogła pierwsze  
rozmowy co do małżeństwa jednej ze swych córek z Jagiełłą,  
prowadzić już w 1379 r. Rozmowy te do niczego nie zobowiązywały  
ani królowej, ani wysłańca Jagiełłowego księcia Skirgiełły. Żył  
wszak jeszcze i panował na Węgrzech oraz w Polsce król Ludwik  
Andegaweński, życzliwy zięciom-Niemcom, a w sprawie małżeństwa  
królewien on miał głos rozstrzygający.  
Jedno zasługuje na uwagę. Oto Skirgiełło, bez najmniejszej  
wątpliwości, nie jechał z inicjatywy własnej. A zatem wysłał go  
Jagiełło. Toteż, gdy w roku 1382 zmarł król Ludwik i losy córek  
wzięła w swe ręce Elżbieta Bośniaczka, w. książę litewski mógł  
wrócić do inicjatywy sprzed paru lat. Małżeństwo z wyznaczoną na  
tron polski Jadwigą otwierało przed Jagiełłą niezmiernie korzystne  
perspektywy. Musiał się i w tym wypadku ochrzcić, ale chrzest w  
obrządku katolickim uniezależniał w. księcia od posłusznych woli  
władcy moskiewskiego metropolitów prawosławnych. Ponadto katolicka  
chrystianizacja Litwy wytrącała moralne atuty propagandzie  
krzyżackiej - kogo mieliby nawracać, gdyby państwo litewskie stało  
się katolickim? Przede wszystkim zaś Jagiełło, żeniąc się z  
Jadwigą i stając się królem polskim, nie tylko nie umniejszał swej  
władzy na Litwie i nie musiał podlegać czyjejś woli - jakby mogło  
się zdarzyć na wypadek chrztu prawosławnego i uznania, chociażby  
tylko moralnego, zwierzchnictwa Dymitra Dońskiego - ale awansował  
niejako do godności chrześcijańskiego monarchy, powiększał swe  
władanie o terytorium Polski, a co było niemniej ważne, zyskiwał  
siły zbrojne polskie i królewski autorytet do poskromienia swych  
buntowniczych braci i krewniaków na ziemiach litewsko-ruskich.  
Mając zatem do wyboru dwie omówione możliwości, Jagiełło nie mógł  
się wahać i zdecydował się na połączenie z Polską.  
Niepodobna ustalić, kiedy i przez kogo nawiązano rozmowy wstępne.  
Ale wolno mniemać, że pierwsze kroki, zarówno na dworze  
moskiewskim, jak i wśród panów małopolskich, rządzących w imieniu  
Jadwigi królestwem polskim, poczyniono z woli Jagiełły już w roku  
1383. Wskazywałyby na to: 1) przywilej wystawiony 18 kwietnia 1383  
r. w Wilnie przez Jagiełłę i Skirgiełłę dla "ukochanych naszych  
mieszczan lubelskich", co historycy łączą z pobytem w stolicy  
Litewskiej jakiegoś poselstwa z Polski, przy którym znajdowali się  
też mieszczanie lubelscy, a na uwagę zasługuje również, iż  
starostą lubelskim był w owym czasie późniejszy pośrednik umowy  
unijnej, Włodek z Charbinowic i Ogrodzieńca; 2) zmiana postawy  
Jagiełły wobec Krzyżaków.  

background image

Jeszcze bowiem 6 stycznia 1383 r. oświadczał w. książę Krzyżakom,  
że skłonny jest utrzymać rozejm z Mazowszem chociażby cały rok, a  
już na wiosnę uderzył - wbrew układom z 1382 r. - na Podlasie i  
ziemię tę z powrotem przyłączył do Litwy. Zaproszony na nowy zjazd  
z w. mistrzem w maju 1383 r., Jagiełło zjazd ten udaremnił i  
doprowadził do zerwania stosunków pokojowych z Zakonem, który 30  
lipca wypowiedział w. księciu oficjalną wojnę.  
Krzyżacy zorientowali się bowiem, że młody władca Litwy nie  
pozwoli posługiwać się sobą i nie stanie się grabarzem własnej  
ojczyzny. Postanowili więc opanować państwo litewskie rękami  
Witolda. Na razie postarali się odzyskać dla Kiejstutowicza jego  
dawną ojcowiznę.  
Otoczone przez armię krzyżacką i oddziały Witoldowych Żmudzinów,  
zwerbowanych za pieniądze krzyżackie, Troki poddały się Witoldowi  
12 sierpnia 1383 r. Obsadziwszy uzyskany gród, w. mistrz Zoellner  
i ks. Witold ruszyli na Wilno i przystąpili do szturmowania zamków  
stolicy. Nie zatroszczyli się przy tym o przeciwdziałanie  
Jagiełły. Ten zaś, ufając odporności Wilna, ruszył wraz ze  
Skirgiełłą pod Troki i po 40 dniach oblężenia zmusił 3 listopada  
załogę Witoldową i posiłki krzyżackie do poddania się. Musiały też  
Jagiełłowe wojska działać na zapleczu krzyżackim pod Wilnem, gdyż  
w. mistrz już po jedenastu dniach, pozbawiony dowozu żywności i  
amunicji, zwinął we wrześniu oblężenie i wrócił do Prus, nie  
próbując nawet przyjść z pomocą broniącym się wówczas jeszcze  
Trokom. Pierwsze zatem skrzyżowanie mieczy pomiędzy Zakonem a  
Jagiełłą przyniosło powodzenie Olgierdowemu synowi.  
Teraz jednak Krzyżacy przystąpili do akcji na wielką skalę.  
Postanowili obalić Jagiełłę, a w. księciem Litwy, podległym  
Zakonowi, uczynić Witolda. Najpierw wszakże Witolda ochrzczono. w  
październiku 1383 r., dając mu imię chrześcijańskie Wigand.  
Następnie kazano mu podpisać odpowiednie umowy, zobowiązujące  
Kiejstutowicza do stosunku lennego z odzyskanych przy pomocy  
Krzyżaków ziem litewskich oraz do darowania Zakonowi więcej  
jeszcze Żmudzi niż uprzednio zgodził się na to Jagiełło, gdyż od  
morza aż po rzekę Niewiażę.  
W maju 1384 r. runęła na Litwę wielka wyprawa krzyżacka, w której  
miało brać udział czterdzieści tysięcy rycerzy i osiemdziesiąt  
tysięcy koni. Zdobyto Kowno, zbudowano na miejscu zburzonego grodu  
kowieńskiego twierdzę Neu-Marienwerder.  
Jagiełło nie stawił czoła tej ogromnej sile, ale atakował tam,  
gdzie miał szanse zwycięstwa, i rozbił znaczny oddział zakonny pod  
Wilkiszkami na Żmudzi. Klęska ta skłoniła Krzyżaków do zatrzymania  
dalszego marszu i do odłożenia podboju Litwy na rok następny. A  
tymczasem Jagiełło przez tajnych pośredników porozumiał się z  
Witoldem, obiecał mu na razie nadać ziemię grodzieńską i Podlasie,  
a w przyszłości również resztę dzielnicy trockiej. Witold  
propozycję przyjął i 9 lipca 1384 r. stawił się już w obozie  
Jagiełły, oblegającego Neu-Marienwerder, która to twierdza zdobyta  
została 6 listopada. Jeżeli do zawarcia umowy unijnej  
polsko-litewskiej potrzeba było okazania nieustępliwej postawy  
wobec Krzyżaków, zlikwidowania walki z Witoldem i spokoju od  
strony granicy wschodniej Litwy, to wszystkie te elementy Jagiełło  
miał w ręku. Mógł więc dokończyć, rozpoczętych co najmniej przed  
rokiem, pertraktacji ze świeżo przybyłymi wysłannikami polskimi i  
ustalić z nimi sprawę skierowania uroczystego poselstwa  
litewskiego do małoletniej królowej Jadwigi, która właśnie  
przybyła z Węgier do Krakowa i 15 października 1384 r. została  
ukoronowana na "króla" polskiego.  
Poselstwo to pod przewodnictwem księcia Skirgiełły zjawiło się w  
stolicy Polski w styczniu 1385 r. i na posłuchaniu u Jadwigi, w  
zamian za rękę królowej i tron polski dla Jagiełły, ofiarowało  

background image

unię z Litwą na następujących warunkach:  
1) wielki książę przyjmie wraz z nieochrzczonymi jeszcze braćmi i  
z całym ludem litewskim chrześcijaństwo w obrządku katolickim,  
2) przywiezie swe skarby do Polski i zużytkuje je na potrzeby tego  
kraju,  
3) zapłaci, zastrzeżone w umowie króla Ludwika z domem Habsburgów,  
dwieście tysięcy florenów za zerwanię zaręczyn Jadwigi z Wilhelmem  
austriackim,  
4) przywróci królestwu polskiemu utracone przez to królestwo  
ziemie,  
5) zwolni wszystkich, przebywających na Litwie jeńców polskich,  
6) przyłączy do Polski swoje ziemie litewskie i ruskie na zawsze.  
Królowa Jadwiga Andegaweńska, córka Ludwika Węgierskiego i  
Elżbiety Bośniaczki, urodzona 18 lutego 1374 r. nie miała, w  
chwili przybycia litewskiego poselstwa, ukończonych lat jedenastu.  
Była dzieckiem, nie mogącym rozstrzygać o własnym losie. Decydować  
za nią musiała jej matka i opiekujący się królewskim dzieckiem  
oraz rządzący w imieniu małoletniej monarchini panowie polscy. A  
kwestia zamążpójścia Jadwigi wywoływała pewne komplikacje,  
ponieważ układem erenberskim z 18 sierpnia 1374 r. królewna  
została przeznaczona na żonę dla Wilhelma Habsburga, starszego od  
niej o 4 lata. Dnia 15 czerwca 1378 r. czteroletnia Jadwiga  
zaślubiła w Hainburgu ośmioletniego Wilhelma z tym zastrzeżeniem,  
że małżeństwo jej stanie się ważne i nierozerwalne dopiero po  
"konsumacji", czyli po zapoczątkowaniu pożycia małżeńskiego między  
małżonkami, co mogło mieć miejsce dopiero po dojściu Jadwigi do  
lat sprawnych, tzn. po ukończeniu przez nią lat dwunastu, a zatem  
w lutym 1386 r. Układ powyższy zawierał ojciec Jadwigi, król  
Węgier i Polski, Ludwik, który zmarł w roku 1382. Pozostała po nim  
wdowa, królowa Elżbieta Bośniaczka, jak również panowie polscy nie  
chcieli myśleć o dotrzymaniu układów Ludwika i za zgodą Elżbiety  
porozumieli się z Jagiełłą. Teraz, gdy przed Jadwigą stanęło  
oficjalne poselstwo, oświadczono posłom w imieniu małoletniej  
królowej, że odpowiedzi co do losów córki i propozycji Jagiełły  
musi udzielić matka Jadwigi. Głos Jadwigi jako dziecka nie był  
brany pod uwagę, chociaż wiedziano, że wychowana w przekonaniu o  
ważności swych ślubów z Wilhelmem austriackim była przeciwna myśli  
o innym związku małżeńskim.  
Ruszyli więc na Węgry, wysłani przez Skirgiełłę z Krakowa, książę  
Borys-Olgimunt i starosta wileński Hanulo w towarzystwie Włodka z  
Ogrodzieńca i dwu jeszcze rycerzy małopolskich i przywieźli  
spodziewaną odpowiedź królowej Elżbiety, że decyzję co do wydania  
za mąż córki pozostawia panom polskim.  
Na podstawie tego oświadczenia, nie licząc się z oporem  
małoletniej Jadwigi, panowie polscy wydelegowali Włodka z  
Ogrodzieńca, cześnika krakowskiego, Mikołaja z Ossolina,  
kasztelana zawichosteńskiego, i Krystyna z Ostrowa, dzierżawcę  
kazimierskiego, który wraz z delegatami węgierskimi, Stefanem  
proboszczem czanadzkim i Władysławem z Potoka, udali się na Litwę  
i tam, w Krewie, w dniu 14 sierpnia 1385 r. podpisali umowę co do  
przyszłej unii polsko-litewskiej, na warunkach podanych już w  
styczniu przez poselstwo litewskie w Krakowie. Ze strony Litwy  
występowali w Krewie, prócz Jagiełły, jego trzej bracia rodzeni:  
Skirgiełło, Korybut oraz Lingwen i jeden stryjeczny: Witold - w  
imieniu wszystkich innych braci "obecnych i nieobecnych".  
W układzie tym, zmieniającym na kilka stuleci losy kilku narodów  
Europy środkowo-wschodniej, szczególne zainteresowanie tak  
ówczesnych polityków, jak i późniejszych badaczy budził jeden,  
końcowy wyraz zdania zawierającego obietnicę Jagiełły co do  
przyłączenia ziem litewskich i ruskich na zawsze do Korony  
królestwa polskiego - w oryginalnym brzmieniu: " ... promittit  

background image

terras suas Litvaniae et Russiae coronae regni Poloniae perpetuo  
applicare".  
Applicare jest wyrazem wieloznacznym i można go rozumieć w  
rozmaity sposób jako: przyłączenie, wcielenie, połączenie,  
włączenie itp. Wydaje się, że wyrazu tego użyto w umowie krewskiej  
celowo, ponieważ Jagiełło świadomie nie chciał określać zbyt  
dokładnie stosunku Litwy do Polski, uważając za dogodniejsze  
interpretowanie owego "applicare" w sposób dla interesów  
litewskich jak najbardziej korzystny. Podobnie musieli, zapewne,  
rozumować i delegaci polscy - myśląc o interpretacji  
najkorzystniejszej dla Polaków.  
Poczynając też od Długosza, niemal wszyscy historycy polscy w  
dobrej wierze rozumieli "applicare" jako wcielenie państwa  
litewskiego do Polski. I sugestia rozumienia polskiego tej sprawy  
była w ciągu kilku wieków uznana za jedynie słuszną. Z tego też  
tytułu historycy litewscy jeszcze w XX wieku, miast uczyć swój  
naród podziwu i wdzięczności dla największego z Litwinów, który  
przez unię ocalił naród litewski od zagłady, wyrzekali się  
"zdrajcy". Nie zadano sobie ani w naszej historiografii, ani  
gdzieindziej trudu krytycznego rozpatrzenia polityki Jagiełły i  
jego następców i ustalenia, że polski punkt widzenia nie był  
punktem widzenia litewskiego ani punktem widzenia samego Jagiełły.  
Nie brano również pod uwagę dwu możliwości:  
1) że Jagiełło otrzymując od Polaków "koronę królestwa polskiego"  
- oświadczenie swoje o przyłączeniu swych ziem dziedzicznych Litwy  
i Rusi do tejże "korony", mógł uważać jedynie za potwierdzenie  
swego, łącznego nad nimi panowania. Podobnie mogli myśleć  
otaczający go przy zawieraniu umowy krewskiej Litwini, którzy  
dopiero później, dostrzegłszy, że Polacy inaczej rozumieją wyraz  
"applicare", poczęli się sprzeciwiać polskiej interpretacji i  
żądać zmiany określenia łączności obu państw;  
2) że Jagiełło przy umowie krewskiej użył "applicare" nie tylko w  
tym celu, by wyraz ten jako niejasny, następnie tłumaczyć w sposób  
dla siebie najdogodniejszy, ale także - aby bez zbyt wiążącego  
określenia zabezpieczyć Litwę i Ruś przed prawem do nich,  
uzyskanym przez Krzyżaków od cesarza Ludwika Bawarskiego. Cesarz  
Ludwik nadał bowiem Zakonowi wyraźnie całą Litwę i Ruś "z  
wszystkimi ich częściami i przynależnościami". Przyłączenie więc  
tych ziem do Polski, kraju katolickiego, mogło być zabezpieczeniem  
owej "Litwy i Rusi" przed roszczeniami prawnymi Krzyżaków,  
opartymi na cesarskich nadaniach.  
W każdym razie dzisiaj, po sześciu wiekach, wolno stwierdzić, iż  
umowa w Krewie nie była ze strony dynastii Giedyminowiczów  
zaprzedaniem interesów litewskich, ale że otwierała przed obu  
narodami, w imieniu których umowę tę podpisywano, wielkie, wspólne  
możliwości.  
 
 
Na tronie Polskim  
 
 
W tym samym czasie gdy w Krewie obie umawiające się strony  
uzgadniały i zatwierdzały akt wspólnego porozumienia co do  
przyszłej unii polsko-litewskiej, w Krakowie działy się  
wydarzenia, które omal nie przekreśliły projektów świeżo zawartej  
umowy krewskiej.  
Oto, zaniepokojeni pogłoskami o projektach Jagiełły Habsburgowie  
wymusili pozorną zgodę Elżbiety Bośniaczki na przedwczesne  
dopełnienie małżeństwa Jadwigi i Wilhelma. Na mocy układu z  
Elżbietą, której poręczycielem został książę Władysław Opolczyk,  
Wilhelm austriacki wraz z Opolczykiem przybyli w okolice Krakowa  

background image

około 15 sierpnia 1385 r. i zaczęli myśleć o sposobie "dopełnienia  
małżeństwa" młodej pary co, na wypadek dojścia do skutku,  
uczyniłoby Wilhelma prawowitym małżonkiem królowej i - zgodnie z  
praktyką średniowiecza - królem Polski, a tym samym uniemożliwiłoby  
zamierzoną unię.  
Przy pomocy Opolczyka książę Wilhelm dotarł 23 sierpnia na Wawel i  
w otoczeniu życzliwych sobie ludzi stanął przed Jadwigą, jako jej  
prawy mąż i przyszły pan królestwa polskiego.  
Gdyby młodzi narzeczeni byli zwykłymi ludźmi, dopełnienie  
małżeństwa mogłoby się odbyć natychmiast. Wszelako w rodzinach  
możnych, a tym bardziej wśród książąt było to niemożliwe. Cały  
dwór, a oczyma dworu cały świat musiał widzieć, jak małżonkowie  
odbywają ucztę weselną, a następnie odprowadzić ich, z zachowaniem  
różnych ceremonii, do sypialni i ułożyć na łożu małżeńskim, aby w  
przyszłości co do zrodzonego ich potomka nie było wątpliwości, iż  
jest prawym dzieckiem swego ojca i matki.  
Dlatego gdy książę Wilhelm powitał swą dziewiczą  
małżonkę-narzeczoną, mógł ją na razie tylko ucałować. Potem zaś  
oboje, wciąż w obecności swych dworzan, musieli się zabawiać  
jedynie rozmową, a następnie zasiedli do uczty.  
Na złotych, pozłacanych i srebrnych talerzach i w pozłacanych  
pucharkach było przygotowane wiele potraw i napojów. Najlepsze  
wina i miody, raki i ryby podawano państwu młodym i gościom.  
Szczególnie łakomie spożywał pan młody smakowitego łososia  
wiślanego, ale nie gardził też ani on, ani goście i pasztetem z  
kwiczołów, i kaczkami nadziewanymi jabłkami, i pieczonymi  
prosiętami, a wreszcie słodyczami, wszelakimi "konfektami" i  
tortami.  
W miarę wychylanych kielichów i pucharków uczta stawała się coraz  
głośniejsza i swobodniejsza.  
- Spieszy się wam, miłościwy książę? - pytali Wilhelma ze śmiechem  
biesiadnicy, a na takie pytania Jadwiga spuszczała oczy, a książę  
Wilhelm czerwieniał z lekka, lecz nadrabiając miną, śmiał się i  
odpowiadał:  
- Pewnie, żem czekać nierad dłużej! Mało to czekałem już na  
małżeńskie łoże? Przecie siedem lat z okładem...  
I, dla podkreślenia swej dziarskości i ochoty, pociągał kolejny  
łyk tokaju ze złotego pucharu.  
Ale wreszcie zdawało się, że niecierpliwość księcia zostanie  
wynagrodzona. Uczta się skończyła. Dworzanie mieli się zabawiać  
jeszcze w świetlicy, Jadwiga zaś i Wilhelm udali się, każde z  
osobna, do swych komnat, aby przebrać się do wspólnego łoża.  
I, być może, Jadwiga siedziała właśnie na krytym kobiercem krześle  
w swej gotowalni, pozwalając się czesać swej dwórce, gdy nagle w  
zamku rozległy się dziwne hałasy, głośne okrzyki, szczęk broni. To  
przybyli niespodziewanie panowie koronni krakowscy, którzy mieli  
zleconą opiekę nad małoletnią królową i dopiero niedawno  
dowiedzieli się o obecności Wilhelma na Wawelu. Przerażona wrzawą  
Jadwiga zerwała się na równe nogi, a w tej samej chwili otworzyły  
się gwałtownie drzwi i do królewskiej komnaty wbiegło kilku  
dostojników polskich z Dobiesławem z Kurozwęk na czele.  
Przybysze, ujrzawszy królową samą, zatrzymali się tuż za progiem,  
a ich dłonie, położone na rękojeściach mieczy, opadły bezwładnie  
ku dołowi. Pochylili się nisko, niżej może niźli zamierzali, ale  
potem wyprostowali gwałtownie.  
- Miłościwa pani sama? - odetchnął Dobiesław z Kurozwęk, ocierając  
pot z czoła.  
- Sama... - szeptali z ulgą pozostali - zdążyliśmy na czas!  
- Czego tu chcecie w naszej komnacie? - zapytała, opanowawszy już  
uprzednio lęk i wzburzenie, królowa.  
- Gdzie jest książę Wilhelm, miłościwa pani? - odrzekli panowie -  

background image

jego szukamy!  
Na bladych przed chwilą licach Jadwigi wystąpił nagle rumieniec.  
- Nasz małżonek i najdroższy gość - odparła - książę Wilhelm,  
znajduje się na zamku i oznajmiamy, iż jest pod naszą opieką.  
Niech nikt się nie waży uczynić mu jakąkolwiek krzywdę libo  
zniewagę, czy też jego dworzanom! A teraz, wynijdźcie z mych  
komnat!  
Wskazała ręką drzwi. Zmieszani dostojnicy z ukłonami wycofywali  
się na korytarz. Nie zaprzestali jednak poszukiwań Wilhelma.  
Tylko, że dwórki królowej zdążyły usadowić księcia do kosza od  
bielizny i spuścić go za mury zamku z wieży. Wilhelm uniknął więc  
aresztowania, a być może nawet śmierci, którą mu grożono.  
Jadwiga początkowo chciała uciekać ze swym niedoszłym małżonkiem,  
zwłaszcza że niemieccy spowiednicy i niemieckie dwórki, bądź  
przekupione, bądź działające w myśl korzyści niemieckiego  
książęcia, straszyły biedne, jedenastoletnie dziecko w koronie, iż  
popełni grzech śmiertelny, jeżeli nie uda się za swym "mężem".  
Jadwiga nie chciała być potępiona i gorzeć w piekle, tedy  
szykowała się do ucieczki, a raz nawet dokonała jej próby.  
Zatrzymał ją jednak Dymitr z Goraja. Książę Wilhelm przebywał  
bowiem czas pewien w Krakowie i wciąż wpływał na królową, by się z  
nim połączyła.  
Dopiero gdy biskupi polscy wyjaśnili królowej, iż jej nie  
dopełnione śluby są nieważne i że mogą być odwołane bez obciążenia  
duszy grzechem, Jadwiga ustąpiła i z czasem w rozumieniu, iż jej  
małżeństwo z Jagiełłą przyczyni się do wprowadzenia  
chrześcijaństwa, w ostatnim pogańskim kraju Europy, zgodziła się  
na poślubienie w. księcia Litwy.  
Dnia 11 stycznia 1386 r. w Wołkowysku posłowie polscy wręczyli  
jadącemu już do Krakowa Jagielle oświadczenie, iż obrany został na  
króla Polski i że Polacy oddają mu za żonę królowę Jadwigę. To  
ostatnie zdanie wypływało z upoważnienia matki Jadwigi, królowej  
Elżbiety, która powierzyła panom polskim sprawę wydania za mąż  
córki, oraz z faktu, iż Jadwiga wciąż jeszcze była dzieckiem,  
ponieważ lat dwanaście miała ukończyć dopiero 18 lutego tegoż  
roku.  
W Lublinie, 2 lutego 1386 r., na zjeździe elekcyjnym, przyjęto już  
Jagiełłę "jednomyślnie jako króla i pana". Do Krakowa wjechał  
jednak dopiero 12 lutego. 15 lutego wraz z trzema nie ochrzczonymi  
braćmi i stryjecznym Witoldem (ochrzczonym uprzednio dwukrotnie,  
raz w obrządku katolickim, a raz prawosławnym) przyjął chrzest  
oraz imię Władysława, a 18 lutego poślubił pogodzoną już z losem  
Jadwigę.  
Dnia 4 marca odbyła się koronacja Jagiełły i od tego dnia do nocy  
z 31 maja na 1 czerwca 1434 r., kiedy zmarł, Jagiełło rządził,  
jako król polski i najwyższy książę litewski, połączonymi dwoma  
krajami, czyniąc z nich za swych czasów największe i najsilniejsze  
państwo w ówczesnej Europie.  
Wydawałoby się wobec tego, że król, który ze słabego i zagrożonego  
państwa polskiego oraz ze stojącej w przededniu katastrofy Litwy  
uczynił potęgę europejską, że taki król znajdzie ogromne uznanie u  
kronikarzy i polskich, i litewskich.  
Tymczasem kroniki litewskie, tworzone bądź pod okiem potomków  
Kiejstuta, bądź różnych przeciwników dynastii Jagiellońskiej - o  
królu piszą mało i niezbyt chętnie, zaś znakomity skądinąd  
dziejopis polski, Jan Długosz, nie tylko nie chwalił władcy, za  
którego panowania dorastał, kształcił się i uzyskał stanowisko,  
dzięki któremu mógł w latach dalszych napisać swą kronikę, ale  
wręcz przeciwnie, starał się go, gdzie tylko mógł, oczerniać i w  
sposób z zasady ujemny oceniać jego postępowanie. Długosz nie  
cierpiał bowiem króla Władysława Jagiełły, a przez to w swym  

background image

dziele Roczniki, czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego,  
zwanym inaczej Dziejami Polskimi, ukazał go w krzywym zwierciadle  
niechęci.  
To wrogie nastawienie do Jagiełły u najwybitniejszego z  
dziejopisów dawnej Polski nie było przypadkiem i wypływało z kilku  
powodów. Przede wszystkim Długosz był sekretarzem, a następnie  
ulubieńcem, przyjacielem i prawą ręką biskupa krakowskiego,  
Zbigniewa Oleśnickiego. Oleśnicki zaś i jego możnowładcze  
stronnictwo byli przeciwnikami politycznymi Jagiełły oraz jego  
syna, Kazimierza Jagiellończyka. W ocenie króla Długosz szedł  
ślepo za swym mistrzem i przełożonym, biskupem krakowskim, stąd  
nie sądził bezstronnie. Następnie w późniejszych latach, już po  
śmierci Zbigniewa, Długosz miał zatarg z królem Kazimierzem  
Jagiellończykiem, występując przeciw jego woli po stronie Jakuba z  
Sienna, starającego się o uzyskanie wbrew królowi - biskupstwa  
krakowskiego. Na skutek tego Długosz naraził się na gniew  
królewski, konfiskatę dóbr i mienia ruchomego oraz musiał przeszło  
rok ukrywać się przed aresztowaniem. Aczkolwiek w r. 1463 król  
udzielił amnestii zbiegom i zwrócił im dobra, zatarg ten jednak  
nie przyczynił się do złagodzenia sądów Długosza o Jagiellonach.  
Wreszcie - król Władysław Jagiełło był neofitą, dawnym poganinem,  
którego pogańscy przodkowie również najeżdżali Polskę; nadto  
ośmielał się mieć własną politykę, niekiedy całkowicie sprzeczną z  
koncepcjami polskich możnowładców i czczonej przez Długosza  
królowej Jadwigi. Wszystko to spowodowało niechęć dziejopisa do  
Jagiełły, i nieżyczliwą ocenę jego osoby i uczynków. Dlatego  
charakterystyka króla, dokonana przez Długosza, nie zasługuje na  
zaufanie, a właśnie z niej korzystano powszechnie przez kilka  
wieków i wpływ jej pokutuje jeszcze do dzisiaj w wielu  
podręcznikach i pracach historycznych, a co za tym idzie - w  
opinii ogółu.  
Jeszcze gorzej ustosunkowały się do Jagiełły, co jest zresztą  
zrozumiałe, kroniki krzyżackie, przedstawiające króla jako  
barbarzyńcę, dzikiego poganina, wroga chrześcijaństwa, a przecież  
na tych kronikach w niejednym wypadku opierali swe sądy o pogromcy  
Krzyżaków badacze zachodnioeuropejscy, przede wszystkim niemieccy.  
Jednakże i oni umacniali powzięte opinie tekstami polskiego  
Długosza.  
Jak zatem wyglądał Jagiełło w kronice Jana Długosza? W  
Długoszowych Dziejach polskich, a zwłaszcza w księdze X tego  
dzieła, czytamy, że Jagiełło był niewdzięcznym bratankiem wobec  
swego stryja Kiejstuta, którego "za miłość ojcowską" zgładził  
"morderczą śmiercią", że był człowiekiem "płytkiego rozumu i  
małych zdolności", "prostacki", "niezdarny rządem", miał w sobie  
"wadę jakowegoś ociągania się i oporu", do miłostek "nie tylko  
dozwolonych, ale i zakazanych pochopny". Idąc za oceną Długosza  
dawniejsi historycy odmawiali królowi nie tylko kultury i  
zdolności, ale również talentów wojennych i czynili go analfabetą.  
Nie zastanowili się ani na chwilę, że pod rządami tego rzekomego  
analfabety, prostaka "o płytkim rozumie i małych zdolnościach"  
Litwa i Polska stały się największym i jednym z najpotężniejszych  
państw w Europie, że zdruzgotany został Zakon Krzyżacki pod  
Grunwaldem i w dalszych walkach, że Litwa, która w chwili  
wstępowania na tron Jagiełły (1377) podzielona była na liczne  
księstwa udzielne (braci rodzonych miał Jagiełło jedenastu, braci  
stryjecznych około czterdziestu), a ich książęta prowadzili nieraz  
zgubną dla państwa litewskiego samodzielną politykę, łącząc się z  
sąsiadującymi krajami przeciw własnemu w. księciu, ta Litwa była  
zjednoczona w rękach "najwyższego księcia Litwy", Jagiełły, i jego  
współrządcy i zastępcy, w. księcia Witolda. Gdy w pierwszych  
latach rządów Jagiełły, wobec nieprzyjaciół na wszystkich  

background image

granicach i przytłaczającej przewagi krzyżackiej, Litwini mieli  
się zastanawiać, czy nie porzucić ziemi ojczystej i nie szukać  
kędy indziej ojcowizny, w ostatnich latach współrządów Jagiełły i  
Witolda istniał trwały pokój z Moskwą, ordy tatarskie szukały  
oparcia w państwie polsko-litewskim, Zakon od pokoju melneńskiego  
(1422) nie atakował już nigdy terytorium litewskiego.  
Gdy Jagiełło wstępował na tron polski, kraj nasz zagrożony był  
zakusami ze strony Habsburgów i Luksemburgów wspartych  
porozumieniem z Krzyżakami. Za panowania Jagiełły ofiarowywano  
królowi polskiemu trony węgierski i czeski, hołdowały mu Mołdawia  
i Wołoszczyzna, oparcia szukali w Polsce książęta  
zachodniopomorscy, sojusznikiem stał się margrabia brandenburski,  
a później syn Jagiełłowy rządził w Polsce i na Węgrzech.  
Polska ostatnich Piastów zrzekła się Śląska i Pomorza, a podbijała  
ziemie ruskie. Polska Jagiełły musiała wstrzymać ekspansję na  
wschód, gdyż walczyć ze zbrataną Litwą nie mogła. Polityka  
dynastyczna pierwszych Jagiellonów kierowała swe dążenia na zachód  
ku Zachodniemu Pomorzu, Śląskowi, Czechom, Węgrom. Dynastii  
Luksemburgów zagrażało niedwuznacznie wyparcie z ujarzmionych  
przez nich ziem czeskich i węgierskich.  
Oczywiście, wszystkiego tego nie zdziałał sam Jagiełło, ale nie  
ulega wątpliwości, że miał w całokształcie tych wydarzeń wielki  
udział.  
Słusznie więc uczynili historycy, którzy dostrzegając fałsz  
przedstawienia Długoszowego sięgnęli po inne źródła i uzyskali  
zupełnie odmienny obraz króla.  
Już bowiem w 1875 r. Jakub Caro próbował rehabilitować Jagiełłę  
zwracając uwagę, że historiografia niemiecka opierając się na  
źródłach krzyżackich, które celowo przedstawiały króla w ujemnym  
świetle "jako destruktywny żywioł barbarzyństwa i moralnej  
niegodziwości", stworzyła o Jagielle "wyobrażenie zgoła w żadnym  
rysie nie zgadzające się z rzeczywistością tego męża". Po Jakubie  
Caro także Anatol Lewicki pisał w roku 1892, polemizując z  
ówczesną literaturą historyczną polską: "a my... idąc za  
uprzedzonym Długoszem Jagiełłę hebesem nazywamy? Biada monarchom,  
którzy mieli nieszczęście nie podobać się kronikarzom! Biada im  
także, jeżeli mieli starość niedołężną. Jagiełło miał jedno i  
drugie, szczęśliwy nad miarę za życia, nie miał szczęścia po  
śmierci... Chcąc oceniać Jagiełłę porzućmy Długosza, a rozpatrzmy  
się dobrze w jego czynach... darujmy też Jagielle jego starość  
niedołężną, a twórca unii polsko-litewskiej przedstawi się nam  
jako jedna z najświetniejszych, najmędrszych i  
najenergiczniejszych zarazem postaci dziejów naszych".  
Jeżeli nawet opinia Lewickiego grzeszy pewną przesadą, to jednak  
słuszne jest jego żądanie, aby nie oceniać Jagiełły według sądów  
Długosza, lecz zgodnie z zachowaniem i czynami króla. Po tej też  
drodze, wytkniętej przez Caro i Lewickiego, szedł w okresie  
międzywojennym Ludwik Kolankowski, rehabilitując niemal w  
zupełności męża królowej Jadwigi, a zakończył tę "weryfikację"  
autor niniejszej książki. Zresztą, bądźmy szczerzy, i Długosz - w  
chwilach lepszego humoru lub gdy się zapomniał, pisał rzeczy wręcz  
sprzeczne z tym, co umieszczał w swych Dziejach uprzednio.  
Zestawienie tych sprzeczności jest bardzo pouczające.  
Oto Jagiełło, ów "człek płytkiego rozumu i małych zdolności",  
"niezdarny rządem", według tegoż samego Długosza: "słynął jednak  
zręcznością tak w myśliwskich gonitwach, jak i sprawowaniu  
rządów"; "prostak" i "dziki barbarzyńca" "budowę ciała miał  
składną i przystojną... obyczaje poważne i książęcej godności  
odpowiednie", wada "jakowegoś oporu i ociągania się" wedle  
niechętnej uwagi tegoż Długosza była nazywana także...  
"powolnością serca i umiarkowaniem" itd. Jedno określenie wyklucza  

background image

drugie! Nie może bowiem półgłupek "słynąć zręcznością w  
sprawowaniu rządów", a prostak mieć obyczajów "książęcej godności  
odpowiednich". Zresztą wyżej wymienione skutki rządów Jagiełły w  
Polsce i na Litwie wskazują, że król był wybitnym i przezornym  
politykiem. Owe miłostki, o których Jan Długosz pisze, dzielą się  
na "dozwolone", czyli małżeńskie, i "zakazane", czyli  
pozamałżeńskie. Z tymi ostatnimi dziwnie nie zgadza się pobożność  
i rygorystyczne przestrzeganie przykazań kościelnych przez króla,  
jak i opinia, którą wystawił Jagielle w 13 lat po jego śmierci  
profesor uniwersytetu krakowskiego, Jan z Ludziska, nazywając  
zmarłego króla nie tylko "najznakomitszym wodzem", ale również  
"najczystszym i najmędrszym człowiekiem". Autorzy, którzy  
opierając się na Długoszu kreślili ujemny obraz króla, widocznie  
nie zwrócili uwagi na te miejsca w charakterystyce Długosza, które  
odczytane bez uprzedzenia, ukazują zupełnie inny portret zwycięzcy  
pod Grunwaldem. Oto te miejsca: "Budowę ciała miał składną i  
przystojną, wejrzenie wesołe... na trudy zimna, upały, zawieje i  
kurzawy nad podziw był cierpliwy. W ubiorze i zewnętrznej postawie  
skromny... Do rozlewu krwi ludzkiej tak był nieskory, że często  
największym nawet winowajcom karę odpuszczał. W ludziach umiał  
dostrzegać cnoty i nie zawiścią, ale przychylnością mierząc czyny  
i zasługi swego rycerstwa każdą sprawę chwalebną, czy to na  
wojnie, czy podczas pokoju spełnioną, hojnie i wspaniale  
wynagradzał... W każdym tygodniu piątek z wielką  
wstrzemięźliwością o chlebie i wodzie pościł. Zawsze trzeźwy, wina  
ani piwa nie pijał... W obietnicach i postanowieniach wierny i  
stateczny, sam zmieniać ich nie lubił i panom swoim nie  
dopuszczał, chyba dla ważnej jakiej przyczyny i konieczności; a  
zawsze starał się przeprowadzić je do skutku. Sprawy ubogich, wdów  
i sierot, jeśli sam słuchać i załatwiać ich nie mógł, innym mężom  
uczciwym polecał do załatwienia... Więcej daleko rozdawał, niżeli  
sobie zostawił... Z prostotą serca łączył wspaniałe uczucia...  
Szczery i prostoduszny, nie miał w sobie żadnej obłudy... W  
wojnach niemal wszystkich używał szczęścia i pomyślności. Dla  
obcych i przechodniów tak był ludzkim i uprzejmym, że podziwiana  
była taka cnota w człowieku zrodzonym wśród barbarzyństwa i  
pogaństwa. Uraz doznanych i nieprzyjaźni nigdy nie pamiętał...  
Ozdób powierzchownych i szat wytwornych nie lubił; chodził zwykle  
w baranim kożuchu suknem pokrytym; rzadko brał na siebie strój  
wykwintniejszy, jak płaszcz z szarego aksamitu, bez żadnych ozdób  
ani złotogłowiu..."  
Czyż nawet w tym zestawieniu wyjątków z samego Długosza nie  
wyłania się inny Jagiełło od tradycyjnie wyobrażanego sobie u nas  
na podstawie różnych fragmentów tegoż dziejopisa oraz na podłożu  
prac niechętnych "wschodniemu barbarzyńcy" historyków polskich i  
niemieckich XIX stulecia?  
W Polsce i na Litwie ocenili Jagiełłową wytrwałość i energię w  
osiąganiu zamierzonych celów, jego wybitną inteligencję i wielkie  
zdolności. Bitwa pod Grunwaldem i wiele innych wypraw, które  
Jagiełło organizował lub w których dowodził, są świadectwem jego  
wybitnego talentu wojennego i dowódczego. Różnorodne ciężkie  
sytuacje, z których Jagiełło wychodził ręką obronną, przede  
wszystkim dzięki panowaniu nad sobą oraz na skutek rozważnego,  
przemyślanego działania; jak np. w walce o tron z Kiejstutem,  
świadczą, że umiał działać z najwyższą rozwagą, po głębokim  
przemyśleniu zamierzonych posunięć. Nie był też wcale analfabetą  
ani nie miał obyczajów prostackich. Być może, iż jadąc do Polski  
nie umiał pisać po łacinie, ale że musiał umieć czytać i pisać po  
rusku, to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Skoro bojarzy i  
dygnitarze litewscy umieli czytać i wystawiali przepustki na  
piśmie, jak mógł nie umieć pisać ukochany syn Olgierda, od  

background image

młodości przeznaczony na następcę tronu, przyjaźniący się z  
zakonnikami z Zachodu, prawdopodobnie uczącymi go z polecenia jego  
ojca, w. księcia Litwy?  
Posiadamy zresztą niezbity dowód piśmienności króla, a mianowicie  
skargę Witolda, w której Kiejstutowicz, inspirowany przez  
Krzyżaków, oskarża Jagiełłę, że nie dotrzymał zobowiązania, które  
w 1381 r. własną ręką podpisał: "mit sinen briven vorschreib off  
das", a już chyba Witold, chowany razem ze swym stryjecznym  
bratem, wiedział o umiejętnościach lub ich braku u Jagiełły.  
Co do kultury osobistej, to według wszelkiego prawdopodobieństwa  
król obyczajami i czystością osobistą górował nad całym swym  
otoczeniem. Przede wszystkim nie pił żadnego alkoholu, co  
zapewniało mu zawsze trzeźwą głowę i łatwiejsze panowanie nad  
sobą. Potrawy jadał proste i ubierał się skromnie. Koszule nosił z  
bielonego płótna, ubrania z szarego brukselskiego lub angielskiego  
sukna. W podróży miał zawsze z sobą brzytwę, nożyczki, szczotki,  
grzebień z kości słoniowej. Golił codziennie zarost, używał  
lnianych chustek do nosa i, ku zdumieniu polskiego otoczenia,  
kąpał się codziennie. W czasach gdy bogaci kupcy i magnaci sypiali  
w ubraniu i na tapczanach, król spał na materacach barchanowych  
wypchanych sianem i okrytych niewątpliwie prześcieradłem.  
Jedynie pycha możnowładców polskich w wieku XV, a szowinizm  
narodowy i okcydentalizm historyków XIX stulecia nie dozwoliły im  
dostrzec wyższości Jagiełły, "dzikiego barbarzyńcy" ze Wschodu,  
nad "zachodnimi" panami małopolskimi. Pojęcia wschodniego lub  
zachodniego pochodzenia w takich wypadkach są niepoważne i nie  
potrzeba chyba wyjaśniać, że nie geograficzne położenie ojczyzny  
człowieka, lecz jego wartość stanowiły jego niższości lub  
wyższości wobec nowego środowiska, do którego wkracza świeżo  
przybyły. Skoro jednak dawniejsza literatura historyczna zwracała  
na to uwagę i pobłażliwie poklepywała po ramieniu "dzikiego"  
Litwina z puszcz "wschodnich", to nie zaszkodzi stwierdzić, że ów  
rzekomo dziki "wschodni" Jagiełło, wnuk Giedymina, pochodził z  
rodu bardziej "zachodniego" niż otaczający go pyszni magnaci  
polscy razem wzięci, według bowiem badań J. Puzyny z dynastii,  
której początków można doszukać się... w Anglii.  
Dzieci króla Haralda angielskiego, który padł w bitwie pod  
Hastings w roku 1066, musiały uciekać z wysp brytyjskich przed  
Wilhelmem Zdobywcą. Byli to dwaj synowie Haralda: Godwin i Harald  
oraz córka Gida, późniejsza żona Włodzimierza Monomacha, księcia  
kijowskiego. Otóż starszy z braci, Godwin, czy też jego syn,  
Dowszprung, miał być pierwszym księciem nalszczańskim, od którego  
wywodził się ród Giedymina.  
Długosz nie chciał jednak, poza pobożnością króla, dostrzegać  
jakichkolwiek jego zalet. Niechęć swą do Jagiełły posunął nawet  
tak daleko, że dla przeciwdziałania wszelkim przypuszczeniom o  
możliwości dowodzenia przez Jagiełłę pod Grunwaldem zniekształcił  
postanowienia rady królewskiej, i to w sposób wysoce obelżywy dla  
króla. Mianowicie napisał: "Postanowiono bowiem... nader przezorną  
uchwałą, aby król nie narażał się na niebezpieczeństwo, ale  
pozostał przy obozach i taborach", a było to miejsce, jak Długosz  
pisze, dla ludzi do wojny niezdatnych.  
Takiej decyzji rada królewska powziąć nie mogła. Jest to wymysł  
Długosza albo czyjeś złośliwe oszczerstwo celowo powtórzone przez  
Długosza. Taka decyzja: a) byłaby propozycją obelżywą, b)  
całkowicie dyskwalifikowałaby króla w oczach jego wojska, skoro do  
obozów mieli się schronić jedynie: "kapłani, pisarze i inny tłum  
bezbronny i do bitwy niezdatny", c) król był odważny i rwał się do  
bitwy aż musiano go powstrzymywać, nigdy więc nie pozwoliłby sobie  
narzucić takiej propozycji i d) sam Długosz o parę stron dalej  
pisze co innego, a mianowicie, że uradzono, aby król nie stawał w  

background image

szyku bojowym ani nie przyłączał się do żadnej chorągwi, i  
przydano mu straż 60 kopii. Jedno przeczy drugiemu: jakim sposobem  
miał król iść i z bezbronnymi chować się w obozie, stąd nawet nie  
było widać bitwy, gdy jednocześnie stał na wzgórzu w otoczeniu  
doradców i kopijników Wreszcie e) w chwili przełamania wojsk  
litewskich przez atak krzyżacki Witold błagał króla, aby dla  
podniesienia ducha rycerzy szedł między walczących, ten sam  
Witold, pod którego przewodnictwem rada wojenna miała uchwalić dla  
króla "polecenie" siedzenia w obozie? Jasne więc jest, że król  
mocą własnej decyzji pozostał na uboczu, by kierować bitwą, a  
rada, co najwyżej, zajmowała się wyborem najlepszych kopijników i  
koni rezerwowych dla króla.  
Również umyślnie ukazał Długosz króla pod Grunwaldem jako  
płaczliwego pobożnisia, wzdychającego w obliczu mającej się  
rozpocząć walki i oczekującego nawet na polu bitwy propozycji  
pokojowych od nieprzyjaciela.  
Tymczasem Władysław Jagiełło wcale nie był taki pokojowy i jest  
wątpliwe, czy istotnie zapłakał, gdy się okazało, że heroldowie  
krzyżaccy proszą o bitwę, a nie o pokój. Przecież nie kto inny jak  
właśnie Jagiełło zapowiada pomstę na Krzyżakach. Nie kto inny,  
tylko król od wielu lat wytrwale, niezłomnie gotował się do wojny  
z Zakonem wbrew wielu magnatom ze swego otoczenia. Nie kto inny,  
tylko król od 1408 r. przewidywał, że wybuch wojny jest  
nieunikniony, a w 1409 r. z Witoldem i ks. Mikołajem Trąbą,  
podkanclerzym, obmyślił w tajemnicy plany wyprawy przeciw  
Krzyżakom. Obraz "pokojowego" króla stworzono sztucznie w latach  
pogrunwaldzkich, a Długosz przejął bezkrytycznie ten wizerunek i  
uwiecznił w swych Dziejach.  
Trzeba bowiem pamiętać, że w obliczu Europy Krzyżacy, apelując o  
pomoc do papieża, cesarza i wszystkich królów i książąt  
chrześcijańskich, stale udawali napastowanych- niewinnie przez  
wrogów chrześcijaństwa Jagiełłę i Witolda. W grudniu 1410 r.  
Henryk von Plauen, wołając o ratunek ze strony państw zachodnich,  
podkreślał chciwość przelewania krwi chrześcijańskiej u Polaków,  
którym pomagać mieli nie tylko "niewierni Tatarzy, kacerze,  
poganie i schizmatycy", ale i "undithen" - dziwotwory, czyli złe  
duchy. Jagiełło i Witold, wedle relacji krzyżackich, wiarę  
chrześcijańską przyjęli tylko pozornie. W istocie nadal są  
poganami, chciwymi krwi sprawiedliwych i miłujących pokój  
Krzyżaków. Podczas soboru w Konstancji opłacony przez Krzyżaków  
zakonnik niemiecki, Jan Falkenberg, napisał paszkwil na Polskę i  
wzywał "narody chrześcijańskie" do wspólnej akcji wytępienia  
narodu polskiego i zniszczenia państw Jagiełłowych. Otóż w takiej  
sytuacji Polacy, chcąc wygrać spór z Krzyżakami, który miał być  
przedłożony do rozstrzygnięcia soborowi, starali się wykazać  
obłudę i bezprawie Krzyżaków, a nadto w jak najbardziej  
świątobliwie chrześcijańskim świetle ukazać swego króla. Stąd w  
pismach na sobór w Konstancji przedstawiono, jak do ostatniej  
chwili Jagiełło nie chciał wojny z Krzyżakami, jak został do niej  
wprost zmuszony, jak tylko modlił się w obliczu nieprzyjaciela i  
płakał nad rozlewem krwi chrześcijańskiej itd.  
Robiono z króla prawdziwego świętego, pełnego wiary i pokory. Z  
tych pism korzystał do swych Dziejów Długosz, z takim nastawieniem  
Europy musiał się liczyć autor dziełka o Grunwaldzie z roku 1410  
pt. Cronica conflicius, stąd ich rysunek króla odpowiada nie  
prawdzie historycznej, lecz ówczesnej potrzebie politycznej  
chwili. Ale że właśnie na tych dwu źródłach oparły się prawie  
wszystkie późniejsze opisy, stąd i w podręcznikach, i w powieści  
Henryka Sienkiewicza Krzyżacy widzimy Jagiełłę ustylizowanego  
wedle tego soborowego rysunku. Nie pasuje doń król polujący z  
oszczepem na żubry i tury i mimo swych lat przeszło  

background image

sześćdziesięciu, uderzający kopią atakującego go von Kókeritza.  
Również nie tylko z pobożności król słuchał dwu mszy pod  
Grunwaldem w obliczu nadchodzącego nieprzyjaciela i  
niecierpliwiących się rycerzy, którzy pragnęli natychmiast stanąć  
do walki. Król bowiem dobrze wiedział od swych zwiadowców, że  
Krzyżacy są już pod Grunwaldem przynajmniej od 24 godzin, że są  
gotowi do boju i że nie można rozpocząć walki, dopóki nie  
nadciągnie cała armia polsko-litewsko-ruska i nie zajmie  
odpowiednich stanowisk. Słuchanie dwu mszy było doskonałym  
sposobem odosobnienia się od nadbiegających zewsząd panów i  
rycerzy, którzy nie znając dokładnie sytuacji i planów królewskich  
niecierpliwili się brakiem pośpiechu u króla. Nie była to więc  
nieprzezorna pobożność.  
Gdybyśmy jednak nie brali pod uwagę ani opinii historyków  
dawniejszych, nie doceniających Jagiełły, ani badaczy naszych  
czasów, uznających króla za znakomitego wodza, ostrożnego a  
wybitnego polityka oraz człowieka szlachetnego, o silnym  
charakterze, a zapytali: jak, poza niechętnymi Jagielle  
kronikarzami, oceniali króla ludzie mu współcześni, to odpowiedź  
na to pytanie wypadnie dla Jagiełły niezmiernie korzystnie.  
Przede wszystkim wskaźnikiem wartości i wielkości króla polskiego  
jest ustawiczna furia nienawiści, jaką budził u Krzyżaków i króla  
węgierskiego, a później i cesarza rzymskiego, Zygmunta  
Luksemburczyka.  
Wielu i to wybitnych Polaków dało jawny wyraz swego szacunku i  
uznania dla króla. Po bitwie pod Grunwaldem lennik Polski, Janusz,  
książę mazowiecki, dziękował Władysławowi Jagielle za zwycięstwo i  
zabezpieczenie Mazowsza - klęcząc "wraz z całą drużyną swego  
rycerstwa". Był to niezwykły wyraz wdzięczności. W całej historii  
Polski, ilekroć królowie nasi miewali do czynienia z książętami  
lennymi, to z klękaniem spotkać się mogli jedynie przy składaniu  
hołdu przez danego lennika - i nigdy więcej. Jedynym znanym  
wypadkiem dobrowolnego padnięcia na kolana przed królem przez  
panującego księcia nie w chwili hołdu jest właśnie opisane przez  
Długosza wydarzenie z Januszem mazowieckim, i jedynym królem,  
któremu - nie dla otrzymania władzy nad księstwem i nie w lęku o  
życie, lecz w poczuciu wdzięczności za wielkość dokonanego -  
wyrażono w taki sposób dziękczynienie, był właśnie Jagiełło.  
Po śmierci króla, w mowie wygłoszonej z okazji nabożeństwa za  
duszę monarchy w Bazylei, w lipcu 1434 r. Mikołaj Kozłowski wobec  
tłumu, wśród którego wielu mogło znać dobrze zmarłego, nie zawahał  
się powiedzieć o królu: "To bowiem mogę rzec o nim: jedynym był i  
drugiego nie miał sobie równego, zarówno w życiu, jak i w  
nawróceniu".  
W roku 1445 Wincenty Kot wspominał Jagiełłę jako sprawcę  
"świetnych zwycięstw" polskich, a wymieniony już wyżej Jan z  
Ludziska w 1447 r. oświadczył publicznie, że zmarły przed 13 laty  
król był "najświetniejszym wojownikiem oraz najczystszym i  
najmędrszym człowiekiem". Czy nie smutnym świadectwem złośliwej  
niechęci staje się wobec tego przypuszczenie Długosza, że Jagiełło  
polecił zgładzić stryja - czego pierwszym zaprzeczeniem była  
przyjaźń Witolda, syna tego stryja, z rzekomym winowajcą śmierci  
ojca - i czy nie słusznie zauważył L. Kolankowski, iż najlepszą  
miarą wielkości Jagiełły, "jest to, że żadna z jego idei nie  
skończyła się na pomyśle tylko, że wszystkie były wówczas lub  
później zrealizowane... Aż zadziwić musi, że w ciągu długiego  
jego, przeszło półwiekowego władania Litwą, a blisko tyleż Polską  
nie słyszymy prawie ani o jednym jego nieudanym pomyśle, nie  
spełnionym zamiarze. Wszystko, do czego dążył, osiągnął, tak że i  
u współczesnych, i u potomnych szczęście jego podziw budziło. A  
cóż trzeba powiedzieć o tym, komu szczęście stale służy? Widocznie  

background image

jest to człowiek zgoła niezwykły, widocznie wszystkie jego zamiary  
oparte są na niewzruszonej równowadze między własną siłą  
wewnętrzną a warunkami zewnętrznymi".  
 
 
Mąż stanu i polityk  
 
 
Dokładny opis panowania i poczynań Jagiełły zająłby, niewątpliwie,  
kilka tomów. W naszej więc niewielkiej książce wspomnimy tylko o  
najistotniejszych wynikach rządów pierwszego Jagiellona, o jego  
koncepcjach politycznych, poświęcając jedynie nieco więcej miejsca  
talentom dowódczym króla:  
Przede wszystkim należy pamiętać, że łącząc pod swym berłem Polskę  
i Litwę Władysław Jagiełło podejmował się dokonania rzeczy  
niezmiernie trudnej. Polska była krajem o kilkuwiekowej kulturze  
chrześcijańskiej, opartym na wzorach zachodnich, dysponującym nie  
tylko szkołami elementarnymi i średnimi, ale również, choć  
znajdującym się w stanie upadku, lecz istniejącym, uniwersytetem  
krakowskim. Polska była również państwem stanowym i w zasadzie  
jednonarodowościowym, którego warstwy rządzące posiadały już  
znaczne przywileje, uniezależniające je od samowoli monarszej.  
Wielkie Księstwo Litewskie, nawet po przeprowadzeniu  
chrystianizacji Litwy właściwej i Żmudzi, żyło długi czas tradycją  
i obyczajami pogańskimi i było państwem wielonarodowościowym, a  
Litwa etniczna miała proces zatracania kultury rodzimej posunięty  
tak daleko, iż na dworze wielkoksiążęcym mówiono językiem  
białoruskim i kancelaria wielkoksiążęca w pismach urzędowych czy  
księgach sądowych używała mowy nie litewskiej, ale również  
białoruskiej. Wobec zachodu, reprezentowanego dla Litwinów przede  
wszystkim przez Krzyżaków, W. Księstwo zajmowało pozycję odporu i  
obrony, przeciwnie zaś wobec wschodu ruskiego, z którym warstwę  
rządzącą Litwy łączyły liczne wspólne problemy (jak np. tatarski)  
i pokrewieństwa. Nadto władza wielkich książąt na Litwie była  
niemal absolutna, gdyż nawet najwybitniejsi bojarzy nie mogli  
dysponować wedle swej woli ani posiadanymi majętnościami, ani  
własnymi dziećmi.  
Jagiełło, objąwszy tron polski, pozostał do końca życia Litwinem i  
było to złudzeniem panów polskich, iż król wraz ze zmianą wiary  
zatraci poczucie swej litewskości, że będzie myślał i postępował  
jak rodowity Polak. Stąd, gdy się przekonali, że król w najlepszym  
razie stawia interesy Polski i Litwy na równej szali, starali się  
ograniczać władzę królewską.  
Należy uznać, że Jagiełło dokonał niezwykłego wysiłku stając się  
ponadnarodowym władcą i Polaków, i Litwinów, i Rusinów. Ułatwił mu  
zajęcie takiego stanowiska dynastyczny punkt widzenia  
politycznego. Polacy, których wyrazicielem był Długosz, oraz  
Litwini, których stanowisko wypowiadają latopisy litewsko-ruskie,  
oczekiwali, że król będzie ich tylko faworyzował i popierał. Jeśli  
było inaczej, mieli to królowi za złe. Tymczasem Jagiełło, zgodnie  
z postępowaniem wszystkich monarchów tych czasów, myślał przede  
wszystkim kategoriami dynastycznymi.  
Otóż z punktu widzenia dynastii jagiellońskiej ziemie Litwy i Rusi  
wcale nie miały być wcielone albo przyłączone do Polski, lecz  
właśnie Polska miała być zespolona z Wielkim Księstwem. To, że  
Jagiełło w umowie krewskiej obiecał "ziemie swoje, Litwy i Rusi,  
przyłączyć do królestwa polskiego" oraz że kilku książąt  
litewsko-ruskich w latach 1386-1389 złożyło akty homagialne,  
ślubując wierność nie tylko królowi i królowej, lecz także  
"koronie polskiej", sprawy nie przesądziło. Była to ze strony  
panów małopolskich próba poddania swej władzy olbrzymich obszarów  

background image

sąsiedniego państwa, która gdyby się powiodła, uzależniłaby  
dynastię od szlachty polskiej w zupełności. Jagiellonowie nie  
mieliby wówczas argumentu utrzymania lub zerwania unii  
polsko-litewskiej, co tylokrotnie przy sporach z dynastią zmuszało  
Polaków do ustępstw. Ale jak wiadomo, próba panów małopolskich nie  
dała pomyślnych rezultatów. Dynastia na swój sposób interpretowała  
wszelkie zapisy i formułki dokumentów, znajdując silne i  
rozstrzygające oparcie w tej sprawie w społeczeństwie litewskim.  
Charakterystyczne też jest, że przy różnych okazjach Litwini  
manifestowali wolę swej niezależności lub żądali zmian  
stylistycznych w aktach unijnych: "przymierza" zamiast  
"wcielenia", a nawet unieważnienia tych aktów i podkreślali, że  
nigdy nie byli poddanymi Polaków, lecz podlegali jedynie swym w.  
książętom.  
Wartość zaś wspomnianych aktów okazała się jeszcze mniej trwała,  
gdyż po ugodzie króla z Witoldem w roku 1392 wszyscy niemal  
hołdownicy litewsko-ruscy Korony z lat 1386-1389 w ramach akcji  
unifikacyjnej państwa litewskiego zostali pozbawieni swych  
księstw, a na ich miejsce osadzono namiestników dynastii, którzy  
wobec Polski nie mieli zobowiązań nawet papierowych.  
Jagiełło był głębokim realistą, toteż zdecydowawszy się na objęcie  
panowania w Polsce, co uznał za konieczne dla uratowania Litwy  
przed niebezpieczeństwem krzyżackim i umocnienia swej władzy w W.  
Księstwie, ustalił konkretne wytyczne nowej, polsko-litewskiej  
polityki, przełomowo odmienne od wytycznych poprzednich w. książąt  
litewskich. 
Dziad i ojciec Jagiełły, a nawet i sam Jagiełło przed unią z  
Polską zajmowali postawę agresywną wobec wschodu, tzn. Rusi, a  
obronną wobec zachodu, tzn. Krzyżaków, Polski i Węgier. Wielkie  
zdolności polityczne Jagiełły i realizm cechujący wszystkie  
poczynania w. księcia pozwoliły mu zrozumieć, że polityka  
"najwyższego księcia Litwy", który jednocześnie stawał się królem  
Polski, wymaga radykalnie innych założeń niż dotychczasowe. Wbrew  
tradycjom litewskim postanowił zaniechać ekspansji na wschodzie, a  
główny wysiłek zjednoczonych państw skierować ku prowadzeniu  
nieubłaganej walki z Zakonem na północy i z popierającą Krzyżaków  
dynastią Luksemburgów na zachodzie.  
Nie ulega wątpliwości, że program powyższy nie został sformułowany  
w ciągu jednego dnia czy miesiąca. Jagiełło musiał uprzednio  
zapoznać się z warunkami polskimi i dopiero po kilku latach na  
podstawie doświadczenia dojść do określonych decyzji. Program  
króla, a przede wszystkim widoczny dla wszystkich nowy kierunek  
jego polityki napotkał w W. Księstwie z pewnością silne opory.  
Zarówno tradycja, jak i osobisty interes licznych książąt i  
bojarów litewskich nakazywał, zdawałoby się, dalsze walki na Rusi,  
dalsze przyłączenia i podbój dzielniczek Rusi Zaleskiej, dominiów  
Wielkiego Nowogrodu, bezkresnych stepów nad Morzem Czarnym.  
Początkowo i Jagiełło myślał jeszcze o umieszczeniu  
Semena-Lingwena w Nowogrodzie Wielkim; a Dymitra Olgierdowicza  
Starszego w Pskowie, lecz równocześnie rezygnował z dawnych planów  
swego ojca, Olgierda, który chciał opanować "całą Ruś". Jagiełło  
nie myślał już o poddaniu sobie W. Księstwa Moskiewskiego, gdzie  
rządził zięć, a po nim wnuk Witoldowy, a jeżeli Litwa usiłowała  
utrzymać swe wpływy w Nowogrodzie, to należy w tym widzieć  
rywalizację nie tylko z Moskwą, lecz także z Zakonem Inflanckim.  
Sądząc z faktów, program Jagiełły zakładał na wschodzie między W.  
Księstwem Litewskim a W. Księstwem Moskiewskim utrzymanie  
długotrwałego pokoju umocnionego popieraniem wpływów litewskich na  
pograniczne, samodzielne księstwa ruskie: Twer, Riazań, ksiąstewka  
wierchowskie nad Ugrą i górną Oką oraz na republikę Nowogrodu  
Wielkiego. Litwa miała też w miarę możności utrzymywać pokój z  

background image

niespokojnym światem ord tatarskich, ingerując najwyżej na rzecz  
zaprzyjaźnionego pretendenta, a wobec stałego napięcia pomiędzy  
Moskwą i Sarajem - odgrywać w pewnej mierze rolę, jeżeli nie  
arbitra, to języczka u wagi w układzie stosunków między tymi  
potęgami.  
Przeciwnie na zachodzie państwo Jagiełłowe miało spowodować upadek  
lub co najmniej złamanie sił Zakonu Krzyżackiego, a w związku z  
tym zadaniem niemiecka dynastia Luksemburgów miała być wyparta z  
Czech i Węgier. Na przeszło sto lat przed podziwianą przez  
historyków polityką Franciszka I francuskiego, który dla walki z  
Habsburgami nie zawahał się porozumiewać z Turcją, Władysław  
Jagiełło zdecydował się, jak można się domyślać, na pewne kontakty  
z sułtanem, czego mógł się obawiać szczególnie król węgierski,  
Zygmunt Luksemburczyk. W latach dalszych zaś Jagiełło i Witold  
próbowali przeciw Luksemburgom wygrać atut husycki.  
Program powyższy był, z pewnymi nieuniknionymi odchyleniami,  
konsekwentnie wprowadzany w życie. Od wstąpienia Jagiełły na tron  
polski w roku 1386 aż do jego zgonu w 1434 r. raz tylko w latach  
1406-1408. doszło do ostrzejszego sporu między Moskwą a Wilnem i  
do utarczek na pograniczu, ale i wówczas wojska litewskie, polskie  
i moskiewskie, trzykrotnie stające przeciwko sobie, nie stoczyły  
nawet bitwy, a pokój zawarty w 1408 r. przestrzegany był przez  
obydwie strony w ciągu lat prawie czterdziestu.  
Zgodnie z programem królewskim osiągnęło też W. Księstwo Litewskie  
znaczne wpływy na ordy tatarskie. Mimo niepomyślnego w doraźnym  
efekcie, czynnego zaangażowania się Litwy w walki o "carstwo"  
sarajskie za czasów Tochtamysza, wywierali władcy wileńscy wpływ  
na obsadzanie tronu Złotej, a później Krymskiej Ordy,  
przyczyniając się do osadzania chanów Litwie życzliwych, a do  
usuwania wrogich.  
Na południu Jagiełło uzyskał lenną zwierzchność nad Mołdawią, a w  
pewnych latach także nad Besarabią i Wołoszczyzną. Na zachodzie na  
wiele lat sparaliżowano niemieckie "parcie na wschód". Jagielle,  
jak jego synowi i wnukom wielokrotnie ofiarowywano tron węgierski,  
który też dynastia jagiellońska dwukrotnie zajmowała. Podobnie  
było z tronem czeskim. Na północy zaś umocniono więź Polski z  
książętami zachodniopomorskimi, a Zakon Krzyżacki złamany w  
wojnach lat 1409-1411 i 14311435, rozgromiony na polach Grunwaldu,  
Koronowa i Wiłkomierza nad Świętą, nie dźwignął się już nigdy,  
jako siła mogąca istotnie zagrozić państwom Jagiełłowym. Od roku  
1422 zaprzestali Krzyżacy wojen z Litwą, po 1435 nie ważyli się  
rozpoczynać wojny przeciw Polsce. Wreszcie wojna 13-letnia  
przywróciła Polsce dostęp do Bałtyku.  
Te wielkie osiągnięcia na zewnątrz szły w parze z polityką  
centralizacji władzy monarszej wewnątrz państwa. Zlikwidowane  
zostały wszystkie większe, mogące zagrozić jedności państwowej,  
księstwa udzielne. Oporni bracia i krewniacy królewscy ustępowali,  
emigrowali lub szli w kajdany i do więzienia. Na wewnątrz król  
Władysław realizował początkowo jedną wytyczną: jednolitość  
Polski, Litwy i ziem ruskich pod władzą dynastii. Nie Polska miała  
rządzić Litwą lub Litwa Polską, lecz wszystkimi zjednoczonymi  
krajami miała rządzić dynastia. Dopiero gdy po przyjściu na świat  
syna-dziedzica panowie polscy nie chcieli go uznać bezwarunkowo za  
sukcesora, uzależniając jego panowanie od zatwierdzenia praw i  
przywilejów, król Jagiełło, a po nim jego następcy, zdecydowali  
się na niedopuszczenie do unifikacji obu państw. Polska miała być  
królestwem elekcyjnym, Litwa monarchią dziedziczną w rodzie  
Jagiellonów. I do roku 1564 dynastia stanu tego przestrzegała.  
Oceniając na tle powyższego programu królewskiego rządy Jagiełły w  
Polsce i na Litwie, należy stwierdzić, że wyniki ich w większej  
czy mniejszej mierze były zgodne z zamiarami królewskimi.  

background image

Spełniając swe zobowiązania, podjęte w Krewie, Jagiełło z braćmi  
ochrzcił się w 1386 r., a spowodował chrystianizację Litwy  
właściwej w roku 1387, Żmudzi zaś w latach 1413-1417, zakładając  
dwa biskupstwa litewskie: w Wilnie i w Miednikach-Worniach.  
Chrystianizację tę przeprowadzał pokojowo, ale tak gorliwie, że  
nawet niechętny królowi Długosz wyraził się o nim z uznaniem. "Z  
taką zaś starannością - pisał - z tak gorliwym zapałem Władysław  
król Polski zajmował się rozkrzewianiem w narodzie litewskim i  
utwierdzaniem wiary chrześcijańskiej, że ...słusznie nawrócicielem  
i apostołem Litwy może być nazwany".  
Dla zachęcenia Litwinów do przyjmowania katolicyzmu, a także dla  
zniwelowania zbyt wielkich różnic między swymi poddanymi polskimi  
i litewskimi król nadał bojarom litewskim wielki przywilej 20  
lutego 1387 r., obdarzając bojarów-katolików swobodą w  
dysponowaniu ich majętnościami dziedzicznymi i swobodą zawierania  
związków małżeńskich przez dzieci tych bojarów, na co uprzednio  
potrzebowali zezwolenia wielkiego księcia. Uwolnił ich również od  
różnych obciążeń na rzecz monarchy, z wyjątkiem płacenia podatków,  
budowy grodów i powinności wojskowej.  
Swobody te raz jeszcze potwierdził następnie przywilej horodelski  
w 1413 r., w którym król i Witold oświadczali wspólnie m. in., że  
kościół katolicki na Litwie posiada wszelkie uprawnienia i  
wolności, jakimi cieszy się w królestwie polskim kościół polski,  
oraz że istnieje szlachta litewska (przyjęta w Horodle do herbów  
polskich) i że ma prawo dziedziczyć i przekazywać ziemię, żenić i  
wyposażać dzieci, podobnie jak to czyni szlachta polska. Dotyczyło  
to jednak tylko katolików.  
Na bojarów prawosławnych W. Księstwa przywileje te rozciągnięto  
bez obowiązku zmiany wyznania, 6 maja 1434 r. z jednym tylko  
zastrzeżeniem, iż piastować najwyższe urzędy i brać udział w  
zjazdach z Polakami mogą tylko katoliccy panowie litewscy.  
Spełniając dalsze swe zobowiązania krewskie, poza uwolnieniem  
wszystkich jeńców polskich przebywających na Litwie i  
przywiezieniem z sobą licznych wozów wyładowanych "skarbami i  
rozlicznymi sprzęty i ozdoby", król dopomógł królowej Jadwidze i  
Polakom w odzyskaniu spod panowania węgierskiego Rusi Czerwonej,  
kierując na pomoc oddziałom polskim wojska litewskie z Witoldem na  
czele.  
Stało się to również w roku 1387 i należy podkreślić, iż  
przywrócenie Polsce Rusi Czerwonej i Podola zachodniego miało  
doniosłe znaczenie nie tylko dla panów małopolskich, którzy  
widzieli w tych ziemiach przede wszystkim teren dla budowania  
swych fortun rodowych. Wymienione ziemie, liczące wraz z ziemią  
bełską i chełmską około 97 tys. km kw. - a więc niewiele mniej niż  
całe prawie państwo polskie za Andegawenów (bez wyodrębnionego  
Mazowsza) - podwajały niemal terytorium koronne, umożliwiały  
zabezpieczenie obszaru etnicznie polskiego od najazdów tatarskich,  
a wreszcie, co było niemniej ważne, były drogą tranzytową na  
południe i wschód. Droga ta wiązała Bałtyk i Europę środkową z  
Morzem Czarnym.  
Sprawa odzyskania Pomorza Gdańskiego, utraconego za czasów  
Łokietka była zagadnieniem - o wiele trudniejszym, ale łączyła się  
z problemem krzyżackim, a więc jednym z głównych powodów unii.  
Zakon Krzyżacki, dzięki swej doskonałej organizacji, karności,  
świetnej gospodarce, a nade wszystko na skutek ciągłej i  
wielorakiej pomocy Europy środkowo-zachodniej, był potęgą  
gospodarczą i militarną. Jagiełło i jako polityk, i jako znakomity  
wódz rozumiał, że przed uderzeniem na Krzyżaków trzeba uprzednio  
stworzyć odpowiednie warunki polityczne, gospodarcze i  
propagandowe. I szykował zarówno Polskę, jak i Litwę przez wiele  
lat, zanim rozpoczął zmagania z Zakonem, które skończyły się  

background image

zupełnym sukcesem Polski i Litwy, chociaż wymagały aż czterech  
wojen w latach.  
W pierwszej z tych wojen, w tzw. Wielkiej Wojnie lat 1409-1411,  
Polacy i Litwini pod wodzą Jagiełły rozgromili wojska krzyżackie  
pod Grunwaldem i w kilku mniejszych bitwach, zmuszając Zakon do  
zwrotu: Polsce - świeżo zagrabionej ziemi dobrzyńskiej, Litwie zaś  
- ziemi żmudzkiej, z tym iż ze Żmudzi Krzyżacy nie zrezygnowali  
jeszcze na stałe. Po drugiej wojnie, tzw. głodowej, w 1414 r., i  
po trzeciej, tzw. gołubskiej, w 1422 r. - Zakon zwrócił Polsce  
Nieszawę, Orłów i Murzynów, a na rzecz Litwy zrzekł się  
ostatecznie Żmudzi i Puszczy Sudawskiej. Po czwartej wojnie lat  
1431-1435 Krzyżacy musieli przyjąć upokarzające warunki: zrzekli  
się korzystania z interwencji cesarza, papieża lub soboru w sprawy  
polsko-zakonne oraz zgodzili się zwolnić swych poddanych od  
posłuszeństwa na wypadek, gdyby Zakon złamał pokój z Polską. W  
chwili zawierania tego pokoju, w grudniu 1435 r., Władysław  
Jagiełło już nie żył, ale za jego życia Krzyżacy rozpoczęli wojnę  
w 1431 r. Za jego życia odbywała się odwetowa wyprawa na Prusy w  
roku 1433. Ponieważ zaś właśnie królewska polityka i królewskie  
dowodzenie wojskami polsko-litewskimi w poprzednich wojnach  
złamały siły Zakonu i wiarę w możliwość sukcesu, zatem zasługą  
Jagiełły było ostateczne zwycięstwo polskie. Polska zaś uzyskała  
tak wielką przewagę nad państwem krzyżackim, że nie obawiała się w  
1454 r. podjąć walki z Zakonem raz jeszcze bez pomocy Litewskiej i  
zmusiła Krzyżaków w 1466 r. do zwrotu Pomorza Gdańskiego wraz z  
Elblągiem, Malborkiem i Warmią.  
Po rezygnacji z ekspansji na wschód i po zawarciu długotrwałego  
pokoju z państwem moskiewskim w 1408 r. oraz po wymuszeniu mieczem  
spokoju od strony krzyżackiej nie mniejsze sukcesy święcił  
Jagiełło na południu. Już bowiem we wrześniu 1387 r. złożyli hołd  
Jagielle i Jadwidze hospodar mołdawski Piotr ze swym bratem  
Romanem, a wkrótce potem (1390 r.) zawarł sojusz z Polską hospodar  
wołoski Mircza, co pozwoliło Polsce rozciągnąć swe wpływy na czas  
pewien aż ku ujściom Dunaju. Aczkolwiek związek Polski z  
Wołoszczyzną był krótkotrwały, to jednak w Mołdawii Polska stanęła  
silną stopą, wprowadzała lub usuwała poszczególnych hospodarów,  
Mołdawianie dostarczali posiłków Polsce (także przeciw Krzyżakom)  
i do połowy XV w. uznawali zwierzchnictwo polskie bez lawirowania,  
jak to miało miejsce w latach dalszych, między państwem  
Jagiellonów, Węgrami i Turcją. Szczególnie za Jagiełły stosunki  
polsko-mołdawskie układały się pomyślnie.  
Dzięki posiadaniu Rusi Czerwonej i zwierzchnictwu lennemu nad  
Mołdawią państwo polskie opierać się miało o długi odcinek granicy  
z królestwem węgierskim. Na Węgrzech zaś w latach 1387-1437, a  
więc przez cały czas panowania Jagiełły, sprawował rządy Zygmunt  
Luksemburski, zaprzysiężony wróg Polaków, sojusznik Zakonu i  
współautor planu rozbioru państwa polskiego już w 1392 r.  
Odzyskanie przez Polskę Rusi Czerwonej, do której Zygmunt rościł  
pretensje, i wpływ polski w księstwach naddunajskich stały się  
jedną z głównych przyczyn nieżyczliwego stosunku Luksemburczyka do  
królestwa polskiego. Zagrożony jednak przez niebezpieczeństwo  
tureckie, po klęsce zadanej wojskom chrześcijańskim przez Turków  
pod Nikopolis w roku 1396, Zygmunt zawarł z Polską w roku 1397  
pokój na lat szesnaście. Układu tego nie dotrzymał, gdyż w roku  
1410, a więc na trzy lata przed terminem, wystąpił po stronie  
Krzyżaków i wypowiedział Polsce wojnę. Zmuszony, na skutek  
zwycięstw Jagiełły, do zawarcia nowego traktatu pokojowego z  
Polakami w 1412 r. w Lubowli (gdzie, jako zastaw za otrzymaną  
pożyczkę, przekazał królowi polskiemu część ziemi spiskiej),  
Zygmunt, mimo częstych deklaracji przyjaźni, był stale nieżyczliwy  
Polsce i popierał Zakon, nakazując Krzyżakom występować zbrojnie  

background image

przeciw Polsce. Obiecywał im przy tym pomoc i ponownie snuł  
projekty rozbioru Polski.  
Jagiełło i Witold, nie pragnąc wojny z Węgrami, paraliżowali  
intrygi Zygmunta przez współdziałanie z wrogimi Luksemburczykowi i  
Niemcom husytami czeskimi. Skłoniło to króla węgierskiego (i  
rzymskiego) do ugody z Jagiełłą w Kieżmarku w 1423 r. Zygmunt  
obiecał nie popierać Krzyżaków, Jagiełło cofnął swą pomoc dla  
husytów, a nawet - pod wpływem możnowładców świeckich i duchownych,  
niechętnych rewolucyjnym ideom ruchu husyckiego, w roku 1424 wydał  
edykt wieluński przeciw husytom w Polsce. Nie przeszkodziło to  
jednak Polakom w 1433 r. zawrzeć porozumienia z husytami przeciw  
Zakonowi i dokonać wspólnej wyprawy polsko-czeskiej na Nową  
Marchię i Pomorze krzyżackie.  
Usiłowania Zygmunta szkodzenia Polsce i rozbicia unii  
polsko-litewskiej nie powiodły się, chociaż - wedle słów Jakuba  
Caro - Zygmunt "jak nikt inny zmierzał do zagłady Polski".  
Umierając w 1437 r. Luksemburczyk wyrażał już tylko obawę, że  
Jagiellonowie opanują w przyszłości państwo czeskie oraz  
węgierskie, i to przewidywanie okazało się słuszne.  
Jeszcze za życia Zygmunta, podczas zaburzeń na Węgrzech w 1401 r.,  
gdy Luksemburczyk został przez swych poddanych uwięziony, część  
szlachty węgierskiej zapraszała na tron węgierski Jagiełłę, który  
propozycję tę odrzucił. Tron czeski ofiarowywali królowi polskiemu  
w 1420 r. husyci. Jagiełło chętnie widział tę drugą propozycję,  
ale nie zgodzili się na nią niechętni ruchowi husyckiemu panowie  
polscy i koronę czeską przyjął Witold, który w niedługim czasie  
musiał z niej jednak zrezygnować.  
Za życia króla Czech, Wacława Luksemburczyka (zm. 1419 r.),  
stosunki polsko-czeskie układały się niejednolicie. W 1394 r.  
Wacław, w obronie wypędzonego przez Krzyżaków arcybiskupa  
ryskiego, Jana Sintena, zawarł przymierze z Polską przeciw  
Zakonowi Krzyżackiemu i zabronił im najeżdżania Litwy. W roku 1404  
chciał zawrzeć z Jagiełłą sojusz przeciw swemu bratu, Zygmuntowi  
Luksemburczykowi, i nawet odstąpić za to Polsce Śląsk. Jednak w  
latach 1409-1410, przekupiony przez Krzyżaków, Wacław opowiedział  
się po stronie Zakonu przeciw Polsce; nie biorąc wszakże czynnego  
udziału w Wielkiej Wojnie.  
Od strony północno-zachodniej państwo polskie stykało się z  
posiadłościami marchii brandenburskiej i Zachodniego Pomorza.  
Niestety, w połowie XIII w. książę śląski Bolesław Rogatka  
umożliwił margrabiom brandenburskim i arcybiskupowi magdeburskiemu  
zagarnięcie ziem polskich na prawym brzegu Odry, na północ od  
dolnej Warty i Noteci, początkowo po rzekę Drawę, a następnie po  
rzekę Gwdę, na skutek czego łączność terytorialna między Polską a  
Pomorzem Szczecińskim została zerwana. Rozumiejąc, jak fatalne  
skutki dla polskości całego Pomorza przynosi ten stan rzeczy,  
Kazimierz Wielki postarał się odzyskać z rąk Brandenburczyków dwa  
powiaty: Czaplinek i Drahim oraz całą ziemie wałecką (1368).  
Panowie von der Osten, posiadacze Drzenia (Drezdenka) i Santoka,  
złożyli królowi polskiemu hołd lenny. Na skutek tego Polska  
uzyskała styczność i granicę z Pomorzem Zachodnim i, przy  
współdziałaniu z książętami pomorskimi, mogła zamknąć drogi  
lądowe, łączące tereny krzyżackie przez brandenburską Nową Marchię  
z Rzeszą Niemiecką, skąd przecież Zakon czerpał stałą pomoc. W  
interesie więc Polski było zabezpieczenie sobie życzliwości  
władców Pomorza.  
Kazimierz Wielki podtrzymywał dobre stosunki z książętami  
pomorskimi, w 1343 r. zawarł z nimi sojusz przeciw Krzyżakom i  
wydał swą córkę, Elżbietę, za Bogusława V pomorskiego, a dla syna  
tej pary, swego wnuka Kazimierza IV szczecińskiego, wyraźnie  
szykował tron polski, przez co miało nastąpić przywrócenie Pomorza  

background image

Zachodniego Polsce. Plan ten nie doszedł do skutku ze względu na  
zgon Kazimierza szczecińskiego w 1377 r., a stosunki  
polsko-pomorskie uległy oziębieniu, ponieważ bracia zmarłego nie  
otrzymali polskich posiadłości po nim, do czego rościli pretensje.  
Dlatego dali się nawet w latach 1386-1388 wciągnąć w przymierze z  
Zakonem.  
Wszelako rozsądna dyplomacja Jagiełły sprawiła, że rychło zmienili  
politykę. 2 listopada 1390 r. książę Warcisław VII szczeciński  
złożył Jagielle hołd w Pyzdrach w imieniu własnym i braci,  
obiecując sojusz przeciw Krzyżakom i nieprzepuszczanie wojsk  
idących z zachodu na pomoc Zakonowi. W sprawach handlowych  
uzgodnili z królem swe stanowisko książęta wołogoscy (1390 r.) i  
Bogusław VIII słupski (1391 r.). W porozumieniu z zaprzyjaźnionymi  
książętami król polski dwukrotnie kierował drogi handlowe przez  
Szczecin i Pomorze Zachodnie, co stworzyło nowe węzły gospodarcze  
między zaprzyjaźnionymi krajami. W roku 1393 uzyskał Warcisław VII  
od Jagiełły gród Nakło jako lenno. Dwa lata później książęta  
pomorscy zawarli układ z królem polskim i Witoldem w sprawie  
popierania kandydatury księcia Ottona, syna Świętobora  
szczecińskiego, na arcybiskupstwo ryskie wbrew sprzeciwowi  
Krzyżaków. W roku 1396 król wydał swą krewniaczkę, córkę  
Towciwilla Kiejstutowicza, Jadwigę, za księcia Barnima V  
słupskiego, a w roku 1401 ten sam Barnim zawarł z królem umowę, w  
której zobowiązał się służyć zbrojnie królowi polskiemu na wypadek  
wojny. Gdy rok później Zakon nabył od Zygmunta Luksemburczyka Nową  
Marchię, przez co zagroził księstwu słupskiemu od wschodu i od  
południa, książę Bogusław VIII słupski złożył królowi hołd 29  
sierpnia 1403 r., obiecując na wypadek wojny z Krzyżakami służyć  
królowi 100 kopijnikami w zamian za otrzymanie od króla 800  
grzywien rocznie. Później stosunki te znowu zaczęły się ochładzać.  
Wpłynęły na to spory pomiędzy królem, Witoldem i Bogusławem VIII,  
który nie chciał wypłacić wdowie po zmarłym bracie, Barnimie, jej  
wiana, a także świadoma akcja Krzyżaków.  
Zakon z baczną uwagą śledził rozwój stosunków między Polską a  
Pomorzem Zachodnim i zarówno od wewnątrz, jak przez nacisk  
zewnętrzny starał się wytworzyć układ pomyślny dla siebie. Księciu  
Bogusławowi VIII słupskiemu w. mistrz krzyżacki groził pozwaniem  
na sąd Rzeszy za porozumienie handlowe z Polską w 1391 r., a  
wiernego Jagielle Warcisława VII szczecińskiego, za zachętą  
Zakonu, zamordował w 1395 r. jeden z jego rycerzy, Niemiec.  
Równocześnie obok gróźb i ciosów Krzyżacy stosowali przekupstwo.  
Od roku 1402 posiadamy ślady częstszych stosunków krzyżackich z  
książętami pomorskimi, które szczególnie się ożywiły w roku 1409.  
Były to listy, przesyłki pieniężne i poselstwa pomiędzy w.  
mistrzami a księciem szczecińskim, słupskim, wołogoskim oraz dary  
Zakonu dla książąt lub ich małżonek. Toteż podczas Wielkiej Wojny  
książęta pomorscy znaleźli się w obozie krzyżackim bądź dla  
pieniędzy Zakonu, bądź w obawie przed potęgą krzyżacką. Po  
rozgromieniu wojsk zakonnych pod Grunwaldem książęta pomorscy  
zmienili orientację. Zgłosili się bowiem do króla polskiego,  
prosząc o nadanie im dawnych posiadłości pomorskich, odstąpionych  
uprzednio przez Pomorze Słupskie Krzyżakom, a mianowicie ziemi  
lęborsko-bytowskiej. Jagiełło nadał im te ziemie jako lenno  
polskie, dodając chciwym Pomorzanom także grody: Czarne,  
Białobór, Mirosławiec, Człuchów i Człopę. Co prawda, gdy wojska  
polskie wycofały się z Pomorza Gdańskiego, książę słupski Bogusław  
w obawie przed zemstą Krzyżaków zwrócił im te grody dobrowolnie,  
ale chęć pozyskania w przyszłości odstąpionych terytoriów i wiara  
w siły państwa jagiellońskiego zachęcała odtąd książąt pomorskich  
do opowiadania się po stronie polskiej. Problemy pomorskie i  
krzyżackie za czasów Jagiełły pozostawały w określonym związku ze  

background image

sprawami duńskimi i brandenburskimi. Duńczycy, podobnie jak  
Polacy, bronili się przed ekspansją niemiecką i prowadzili wojny z  
potężną Hanzą, czyli ze związkiem niemieckich miast północnych.  
Polacy dla walki z Krzyżakami zawarli w 1386 r. unię z Litwą,  
Duńczycy dla obrony przed Hanzą w 1397 r. - unię ze Szwecją i  
Norwegią w Kalmarze. Wydawać się mogło, że te dwie unie winny  
porozumieć się z sobą i razem osiągnąć zwycięstwo. Tymczasem  
Polska miała dobre stosunki z Hanzą, a unia kalmarska z Zakonem.  
Raz tylko doszło do wojny Krzyżaków z Danią, gdy Zakon okupował  
wyspę Gotlandię (1398 r.). Królowa zjednoczonych krajów  
skandynawskich, Małgorzata, nie chciała pogodzić się z utratą tej  
wyspy, która stanowiła ważny ośrodek handlu bałtyckiego i w 1403  
r. rozpoczęła się wojna duńsko-krzyżacka. Krzyżacy spierali się  
właśnie z Polakami o ziemię dobrzyńską, ale ze względu na zatarg z  
Danią poszli na ustępstwa i całe swe siły skierowali przeciw  
Duńczykom, których pobili. Gdy jednak około 1408 r. zdecydowali  
się na wojnę z Polską i Litwą, wówczas - nie chcąc mieć przeciw  
sobie państw unii kalmarskiej - zawarli pokój z królową  
Małgorzatą, zwracając jej wyspę w zamian za niewielkie  
odszkodowanie. Na skutek tego Skandynawowie nie brali udziału w  
Wielkiej Wojnie.  
Małgorzata, której syn, król Olaf, zmarł w 1387 r., uznała za  
swego następcę Eryka, wnuka swej siostry, Ingeborgi, a syna  
siostrzenicy Marii, żony Warcisława VII księcia pomorskiego.  
Małgorzata zmarła w 1412 r. i królem trzech państw skandynawskich  
został Eryk pomorski. Władca ten pragnął odzyskać od Krzyżaków  
Estonię i dlatego zbliżył się do Polski. Polacy poparli żądania  
duńskie wobec Zakonu na soborze w Konstancji, a następnie Dania i  
Polska zawarły przymierze w 1419 r. przeciw Fryderykowi  
margrabiemu brandenburskiemu. W niedługim jednak czasie Polska ze  
względu na sprawy krzyżackie nawiązała przyjazne stosunki z  
Brandenburgią i córka Jagiełły, Jadwiga, została zaręczona z synem  
margrabiego. Wówczas król Eryk duński udał się do Polski i  
próbował skłonić Władysława Jagiełłę do zerwania zaręczyn Jadwigi  
z Brandenburczykiem i do wydania jej za księcia Bogusława  
pomorskiego, którego Eryk chciał po swej śmierci osadzić na tronie  
Danii, Szwecji i Norwegii.  
Wtedy, według projektu Eryka, Bogusław i Jadwiga panowaliby nad  
Polską, Litwą, Danią, Szwecją i Norwegią. Plan był efektowny, ale  
nierealny. Przekreśliła go zresztą niedługo potem rychła śmierć  
królewny Jadwigi oraz przyjście na świat synów Jagiełły. Dobrze  
więc świadczy o trzeźwości politycznej króla polskiego fakt, że  
zarówno sam, jak i jego rada ustosunkowali się do pomysłów Eryka  
sceptycznie.  
Bardziej realne wydawało się królowi i Polakom porozumienie z  
Brandenburgią. Chodziło im przede wszystkim o Nową Marchię, czyli  
o posiadłości ongiś brandenburskie na prawym brzegu Odry,  
wbijające się klinem między Pomorze Zachodnie a Wielkopolskę.  
Marchię Brandenburską posiadali do 1415 r. kolejno królowie  
Luksemburczycy, ale potrzebujący wiecznie pieniędzy Zygmunt  
Luksemburczyk Marchię najpierw zastawił, a następnie w 1415 r.  
wraz z godnością elektorską sprzedał burgrabiemu norymberskiemu,  
Fryderykowi Hohenzollernowi. Uprzednio zaś, w 1402 r., Zygmunt  
zastawił brandenburską Nową Marchię Zakonowi Krzyżackiemu.  
W interesie Polski leżało, by odciąć państwo krzyżackie od  
płynącej z zachodu pomocy, przede wszystkim wojskowej. Trzeba więc  
było postarać się, aby - jak w niektórych latach książęta  
zachodniopomorscy - także Brandenburgia zobowiązała się, nie  
przepuszczać posiłków z Rzeszy Niemieckiej do Prus.  
Ciężka sytuacja Zygmunta Luksemburczyka w Czechach sprawiła, że  
elektor brandenburski Fryderyk Hohenzollern, przestał współdziałać  

background image

politycznie z Zygmuntem i porozumiał się w kwietniu 1421. r. z  
Jagiełłą. Król polski zgodził się oddać swą córkę z drugiego  
małżeństwa, Jadwigę, za żonę synowi margrabiego, również  
Fryderykowi, a nadto przyrzekał przyszłemu zięciowi następstwo na  
tronie polskim po sobie, na wypadek gdyby sam zmarł, nie  
zostawiwszy męskiego potomka. W zamian za to margrabia zobowiązał  
się zwrócić Polsce Ziemię Lubuską oraz zawarł z Jagiełłą  
przymierze zaczepno-odporne przeciw Krzyżakom. Przymierze to miało  
na celu przede wszystkim odcięcie państwa zakonnego od Rzeszy i  
niedopuszczenie posiłków, przechodzących zawsze przez ziemie  
brandenburskie. Aczkolwiek śmierć królewny i przyjście na świat  
synów Jagiełły unicestwiły powyższe porozumienie, to jednak  
podczas wojny polskokrzyżackiej w roku 1422 Zakon został izolowany  
od Rzeszy i w traktacie pokojowym melneńskim (1422) musiał pójść  
na znaczne ustępstwa wobec państwa jagiellońskiego.  
Wobec wszystkich więc sąsiadów państwo polskie za rządów Jagiełły  
zabezpieczyło swe granice, otwierając nadto przed sobą możliwości  
rozciągania swych wpływów politycznych, drogą pokojowej penetracji  
na zaprzyjaźnione ludy środkowej i wschodniej Europy. Dźwignęło  
się z zamętu i spotężniało również państwo litewskie. Mając  
zabezpieczoną granicę zachodnią i usunąwszy, dzięki współdziałaniu  
z Polską, niebezpieczeństwo krzyżackie od strony północnej, W.  
Księstwo Litewskie mogło zwrócić swą uwagę ku sprawom ruskim i  
tatarskim.  
Jagiełło wyrzekł się, jako nierealnej, polityki swego ojca, który  
zmierzał do podporządkowania w. książętom litewskim całej Rusi.  
Jednakże Witold, który po unii horodelskiej coraz bardziej się  
usamodzielniał, nie dorównywał bystrości politycznej Jagiełły. Syn  
Kiejstuta żył dniem wczorajszym i próbował nawiązać do koncepcji  
Olgierda. Całej Rusi jednak podporządkować sobie nie zdołał, ale  
korzystając ze sporów wewnętrznych w państwie moskiewskim po  
zgonie Wasyla I Dymitrowicza (zm. 1425), z racji tego, że był  
opiekunem swego wnuka, małoletniego w. księcia moskiewskiego  
Wasyla II Wasylewicza, Witold osiągnął najdalszą granicę wpływów  
litewskich na wschodzie, jaka kiedykolwiek istniała. Jako opiekun  
i dziadek Wasyla II oddziaływał na politykę moskiewską, poza tym  
był panem lennym udzielnych księstw ruskich: twerskiego,  
riazańskiego, prońskiego, odojewskiego, nowosilskiego i innych  
wierchowskich nad górną Oką i Ugrą. Przyłączono też do Litwy:  
Lubuck, Tułę, Berestej, Retań, Ispasz, Dorożeń i Zakołoteń  
Gordiejewski, Galecz i Woroneż. Utwierdzono wpływ Litwy w  
Nowogrodzie Wielkim.  
Szczególną oznaką potęgi litewskiej za czasów Jagiełły i Witolda  
był ich wpływ na świat tatarski. Zarówno osadzony przez Litwę na  
tronie Ordy Złotej w Saraju w roku 1411 chan Dżelal-ed-Din, jak i  
jego syn, Uł-Machmet, który w 1424 r. przy poparciu Witolda objął  
tron sarajski - uznawali swą zależność od władców Krakowa i Wilna.  
Poparcie Jagiełły i Witolda decydowało o zwycięstwie w walkach  
domowych Kipczaku. Wpływ Litwy sięgał i w stepy nadwołżańskie, i  
na pobrzeża czarnomorskie.  
Zdaniem najwybitniejszych znawców epoki, wielkość rządów Jagiełły  
i Witolda na Litwie polegała: na ocaleniu i zabezpieczeniu bytu  
narodowego plemion litewskich, na supremacji Wilna wśród księstw  
ruskich i poddaniu litewskiemu wpływowi chanów tatarskich, na  
wydźwignięciu Litwy na platformę cywilizacji wspólnej wszystkim  
ludom zachodnioeuropejskim i na wewnętrznym zjednoczeniu Litwy  
przez usunięcie książąt dzielnicowych i scentralizowaniu władzy w  
rękach ustanowionego przez Jagiełłę w. księcia litewskiego -  
Witolda. Sukcesy te jednak były możliwe tylko dlatego, że W.  
Księstwo Litewskie miało ciągłe oparcie w Polsce i korzystało z  
jej sił i zasobów w decydujących momentach swych dziejów po  

background image

zawarciu unii. Dawniejsze kroniki i ufający ich treści uczeni  
przypisywali owe sukcesy osobistej dzielności i talentom  
politycznym Witolda.  
Jednakże, przyznając synowi Kiejstuta zręczność polityczną i  
umiejętną administrację terytoriów litewsko-ruskich, należy  
stwierdzić, że nie był postacią tak niezwykłą, jak przedstawiały  
go tendencyjne kroniki średniowieczne. Przede wszystkim nie miał  
talentów wojskowych i wszędzie tam, gdzie dowodził osobiście, bez  
pomocy krewnych lub przydzielonych wodzów, przegrywał bitwy lub  
wyprawy. Dla przykładu można przypomnieć, iż wszystkie walki  
Witolda z Jagiełłą kończyły się zwycięstwem Jagiełły. Straszliwą  
klęskę nad Worsklą w 1399 r. spowodował właśnie Witold; w bitwie  
pod Grunwaldem załamało się skrzydło wojsk dowodzonych  
bezpośrednio przez Witolda. W licznych walkach z Moskwą nie  
odniósł nigdy sukcesu, nie zdobył ani Pskowa, ani Nowogrodu  
Wielkiego, chociaż robił na te grody wyprawy. Nie nałożył, mimo że  
ją przyjął, korony Czech ani bliższej korony litewskiej. Nie  
zdołał stworzyć odrębnej metropolii katolickiej dla kościoła na  
Litwie, choć o to się starał. Powodzenie osiągnął tam, gdzie  
współdziałał z Jagiełłą. W istocie bowiem nie Witold, ale król  
polski był twórcą oraz inspiratorem wielkich planów i sprawcą  
wielkich zwycięstw wojennych Polski i Litwy.  
 
 
Wielki wódz  
 
 
Naczelne dowództwo wojskowe w wiekach średnich stanowiło jeden z  
głównych atrybutów władzy monarszej, toteż synowie osób panujących  
od wczesnych lat brali udział w wyprawach wojennych przy boku  
swych ojców lub starszych krewnych. Jagiełło uczył się wojowania  
pod opieką w. ks. Olgierda. Sztukę wojenną tego księcia cechowała  
tajemniczość w przygotowywaniu wyprawy i jej celów, szybkość  
ruchów wojska i umiejętność zaskakiwania nieprzyjaciela. "Był  
zasię obyczaj Olgierdowy - pisał pod rokiem 1368 latopis  
nikonowski - takowy: nikt nie widział, dokąd zamyśla ruszyć z  
wojskiem, albo po co zbiera mnogich wojowników... Tako więc i o  
tym nadejściu Olgierdowego wojska ku Moskwie wielki książę Dymitr  
Iwanowicz nie wiedział, aż ów przyszedł do granicy". W tej i  
zapewne w dwu następnych wyprawach na Moskwę brał już udział, wraz  
z innymi książętami litewskimi, i młody Jagiełło. Również obecność  
jego poświadczona jest w bitwie z Krzyżakami nad Rudawą w roku  
1370, gdzie dowodzący Litwinami Olgierd i Kiejstut ponieśli  
klęskę. Od roku 1370 aż do zgonu Olgierda Jagiełło brał udział w  
walkach litewskich z Zakonem i wojskami moskiewskimi, a jako  
następca tronu wtajemniczony był, niewątpliwie, w arkana polityki  
z Tatarami, czego wynikiem był jego sojusz z Mamajem przeciw  
Moskwie w 1380 r.  
Wyprawa w przymierzu z Mamajem była pierwszą, samodzielną akcją  
dowódczą Jagiełły na wielką skalę. Jak już wzmiankowano, młody  
wódz litewski wykazał w tej wyprawie ostrożność i szybką  
orientację. Aczkolwiek klęska Mamaja była dla Jagiełły politycznym  
ciosem, to jednak potrafił odnieść sukces nad częścią sił  
Dońskiego i nie naraził swych wojsk na większą bitwę, której  
wyniku nie był pewien. W dwa lata później przygotował doskonale  
rozgrywkę z Kiejstutem; przy pomocy brata, Korybuta, zwabił  
starego księcia na Zadnieprze, a sam opanował Wilno. Pod Wilnem  
rozbił doszczętnie wojska Witolda i wyparł go aż na Podlasie. Pod  
Trokami w sierpniu 1382. r. bez walki, dzięki przewadze  
zgromadzonych wojsk, zmusił Kiejstuta i Witolda do całkowitej  
kapitulacji. Następnie zaskoczył Krzyżaków i księcia mazowieckiego  

background image

Janusza atakiem na odjęte niedawno Litwie Podlasie. Latem 1384 r.  
zadał klęskę pod Wilkiszkami wojskom Zakonu, a 6 listopada tegoż  
roku zdobył główną twierdzę krzyżacką na Litwie: Neu-Marienwerder.  
Gdy w 1385 r. Krzyżacy uczynili nową rejzę na W. Księstwo  
Litewskie i pod Kownem rozbili próbującego zatrzymać ich  
Skirgielłę, wówczas Jagiełło pozwolił wojskom w. mistrza Zoellnera  
wejść daleko w głąb Litwy pod Wilno i Oszmianę, a sam starał się  
odciąć armię krzyżacką i od Prus, i od Inflant, uniemożliwiając  
jej powrotną przeprawę przez Niemen lub Wilię. Lekkie oddziały  
litewskie działały po bokach i na zapleczu ciężko poruszających  
się wojsk krzyżackich, utrudniały zdobycie żywności, atakowały  
obóz, wycinały mniejsze grupki zbrojnych. Na rzekach litewskich,  
które musieli przejść cofający się Krzyżacy, porobiono zasieki. Od  
katastrofy ocaliły najeźdźców jedynie wskazówki dwu  
Krzyżaków-Litwinów, Szurwiłłów, którzy pomogli wojskom Zakonu  
odnaleźć bród nie obsadzony.  
W roku 1390 już jako król polski wyruszył Jagiełło na czele  
Polaków do odzyskania, opanowanego po drugiej zdradzie Witolda  
przez jego zwolenników i Krzyżaków, Podlasia i Grodna. Podlasie  
zajął w krótkim czasie. Brześć nad Bugiem oblegano dziesięć dni.  
Kamieniec Litewski - znacznie krócej. Grodno stawiało opór dłużej,  
ze względu na obecność w nim załogi krzyżackiej. Książę Witold i  
w. marszałek Zakonu usiłowali przyjść z pomocą oblężonym i  
próbowali różnymi sposobami dostarczyć im żywności i posiłków.  
Jednym z tych sposobów było przeciągnięcie łańcucha przez rzekę  
Niemen, aby z brzegu krzyżackiego, przytrzymując się łańcucha,  
można było łodziami zabrać chorych i rannych z zamku  
grodzieńskiego, i dowieźć zbrojnych oraz żywność. Jagiełło  
udaremnił jednak te zamiary, gdyż kazał narąbać w górze rzeki  
wiele ogromnych i ciężkich sosen, które następnie zepchnięto do  
rzeki. Sosny te, niesione bystrym prądem, dotarły pod oblegany  
zamek grodzieński, zerwały żelazny łańcuch, strzaskały wiele łodzi  
krzyżackich i potopiły ich załogi. Pomysł z łańcuchem i łodziami  
był ostatnią i najważniejszą próbą pomocy dla Grodna. Gdy więc  
zawiódł, Krzyżacy i Witold wycofali się, a zamek poddał się  
królowi polskiemu.  
Wszystkie powyższe przykłady opowiadają o wyprawach, w których  
dowodził Jagiełło bezpośrednio. Były jednak wypadki, gdy król  
wyznaczał jedynie moment rozpoczęcia akcji wojennej; we wszystkich  
wypadkach czynił to bezbłędnie. Ilustracją wyboru takiego momentu  
może być uderzenie polskie na posiadłości przyjaciela Krzyżaków i  
Luksemburczyków, a wrogiego zawsze Polsce, Władysława księcia  
opolskiego. Król wybrał na rozstrzygającą wyprawę przeciw  
Opolczykowi lato 1396 r., tzn. chwilę, w której protektor  
Opolczyka, Zygmunt Luksemburczyk, z wszystkimi swoimi siłami  
przebywał nad Dunajem i miał walczyć z Turkami.  
Najpełniejszym i najbardziej przekonywającym dowodem talentów  
dowódczych Jagiełły jest bezspornie wyprawa grunwaldzka w roku  
1410.  
Nieuchronność i konieczność decydującego starcia z Krzyżakami była  
dla Polski i Litwy rzeczą jasną, gdyż chodziło tu już nie o  
utracone ziemie, ani nie o takie czy inne granice, lecz o samo  
istnienie obydwu zagrożonych narodów. Zakon Krzyżacki, osiadły w  
XIII w. nad Bałtykiem rzekomo w celu chrystianizacji pogan, a w  
istocie planujący utworzenie wielkiego państwa niemiecko-zakonnego  
od wyspy Rugii aż do Zatoki Fińskiej, wraz z wchłonięciem  
północnej Polski, całej Litwy, części Białorusi i Wielkorusi,  
poczuł się zagrożony od chwili zawarcia unii polsko-litewskiej i  
przyjęcia chrześcijaństwa przez Litwę. Skoro Krzyżacy głosili, iż  
celem ich jest nawracanie Prusów, Litwinów i innych pogan oraz  
obrona przed ich najazdami ludów chrześcijańskich, to wydarzenia,  

background image

jakie nastąpiły w latach 1386-1389 i dalszych na terenie Polski i  
Litwy, uznali słusznie za najcięższy cios, jaki mógł spotkać  
Zakon, i za niedwuznaczną zapowiedź jego katastrofy politycznej i  
militarnej. Gdy bowiem ostatnie ludy pogańskie tej części Europy  
przyjęły chrzest i połączyły się z katolicką Polską, to kogo teraz  
mieli bronić Krzyżacy i przed kim? Zakon stawał się więc zbędny na  
pograniczu polsko-litewskim. Poza tym Krzyżacy mogli myśleć o  
zwycięstwie nad Polską i Litwą jedynie w wypadku, gdyby walczyli z  
każdym z tych państw osobno. Teraz zaś zawisła nad nimi groźba  
wojny z silnym przeciwnikiem i możliwość utracenia zagrabionych  
Polsce i Litwie ziem, a nawet likwidacja Zakonu nad Bałtykiem i  
przeniesienie go nad Morze Czarne do walki z Tatarami i Turkami.  
Już bowiem od XIII wieku rozlegały się głosy w Europie o  
zbędności, a nawet szkodliwości zakonów rycerskich, jakim był i  
Zakon Krzyżacki. Nawet jednak gdyby do przesiedlenia Krzyżaków z  
Prus nie doszło, nie ulegało wątpliwości, że na wypadek utrzymania  
się unii polskolitewskiej przekreślone być muszą plany krzyżackia  
o podboju Litwy, Wielkopolski, Kujaw, Mazowsza i, co gorsza, że  
Polska i Litwa upomną się o swe ziemie utracone.  
Toteż Zakon postanowił za wszelką cenę zerwać porozumienie  
polsko-litewskie. Począł więc z jednej strony prowadzić antypolską  
kampanię oszczerstw i kłamstw, głosząc, że chrzest króla  
Władysława Jagiełły jest tylko pozorny, że Polacy z nienawiści do  
Zakonu popierają pogan - Litwinów i schizmatyków - Rusinów, że  
zmusili swoją młodziutką królowę, Jadwigę Andegaweńską do  
dwumęstwa, wypędzając jej prawego małżonka Wilhelma Habsburga, a  
narzucając "dzikiego" Jagiełłę. Przez takie kłamstwa i oszczerstwa  
Krzyżacy pragnęli doprowadzić do unieważnienia małżeństwa Jadwigi  
z Jagiełłą i, na skutek tego, do rozpadnięcia się unii  
polsko-litewskiej. Poza tym chcieli króla i Polaków zohydzić w  
oczach Europy, aby w wypadku wojny polsko-krzyżackiej sympatie  
świata były po stronie Zakonu. To bowiem zapewniało dalsze  
poparcie "misji" krzyżackiej przez napływ nowych rycerzy  
śpieszących w szeregi wojsk zakonnych, przez nowe dary pieniężne i  
zgodę na zaciąganie wojsk dla Krzyżaków w krajach zachodnio- i  
środkowoeuropejskich.  
Z drugiej strony Zakon organizował i popierał bunty różnych  
książąt litewskich, krewnych Jagiełły, aby usunąć go z tronu  
litewskiego. Gdy zaś Jagiełło ustanowił swym zastępcą w W.  
Księstwie Litewskim swego stryjecznego brata, Witolda, Zakon  
buntował innych braci przeciw Witoldowi licząc, że doprowadzi  
wreszcie do osadzenia na tronie wileńskim księcia wrogiego Polsce,  
a szukającego oparcia w Zakonie. Wówczas Krzyżacy mogliby pobić  
osamotnioną Polskę, a następnie ujarzmić Litwę pozbawioną już  
pomocy polskiej.  
Jagiełło zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, ale nie mógł  
wypowiedzieć wojny Zakonowi bezpośrednio po wstąpieniu na tron  
polski. Wiedział bowiem, że Polska i Litwa nie są jeszcze  
przygotowane do walki. Ale gdy Krzyżacy, głosząc pokój z Polską,  
jednocześnie coraz mocniej atakowali Litwę, król nie zostawił swej  
litewskiej ojczyzny bez pomocy. Bez wypowiedzenia wojny szły z  
Polski na Litwę ochotnicze oddziały rycerzy polskich, wieziono  
broń i żywność i pomoc ta przyczyniła się do odparcia nawały  
krzyżackiej i ocalenia Wilna.  
Zakon dobrze zdawał sobie sprawę, czym jest pomoc polska dla  
Litwy, toteż nie zrywając pokoju z Polską, począł myśleć o jej  
rozbiorze w 1392 r. Nie miał jednak wówczas wystarczających  
możliwości. Wydarł natomiast Polsce bez wojny - za pomocą  
przekupstwa, matactw politycznych lub zbrojnie - Santok i  
Drezdenko, przez które szły szlaki handlowe do Szczecina, oraz  
kupił od Zygmunta Luksemburczyka w roku 1402 Nową Marchię, co było  

background image

szczególnie groźne dla państwa polskiego, a Krzyżakom ułatwiło  
sprowadzanie sobie posiłków z zachodu.  
Wszystkie te poczynania Zakonu nie zdołały rozerwać unii  
polsko-litewskiej ani osłabić Polski, która pod rządami Jagiełły  
stawała się coraz silniejsza. Wówczas Krzyżacy zdecydowali, że  
sprawę musi rozstrzygnąć oręż. Nowy w. mistrz, Ulryk von  
Jungingen, obrany w roku 1407, od początku począł szykować się do  
wojny i kategorycznie odmówił oddania Polsce Drezdenka, które  
Zakon wykupił od posiadających je panów von der Osten. W czerwcu  
1408 r. wójt krzyżacki Nowej Marchii spalił kilka granicznych wsi  
polskich, a w. mistrz zdobył się zaledwie na parę słów  
wyjaśniających. Krzyżacy jakby świadomie prowokowali Polskę do  
rozpoczęcia wojny, gdyż chcieli uchodzić za pokrzywdzonych, ale  
mądry Jagiełło ani myślał się śpieszyć, gdyż właśnie chciał  
doprowadzić do tego, by Zakon jemu wypowiedział wojnę. Musiał  
bowiem zawsze pamiętać, że Zakon był instytucją duchowną, król zaś  
niedawno ochrzczonym neofitą, stale oskarżanym przez Krzyżaków, iż  
jest tylko "pozornym chrześcijaninem", co w owej epoce było  
ciężkim zarzutem. Stąd Jagiełło, nie chcąc propagandzie  
krzyżackiej dostarczyć materiału do podburzania przeciw Polsce  
całej Europy, nie mógł uderzyć pierwszy na państwo zakonne.  
Postanowił skłonić do tego w. mistrza Ulryka von Jungingen,  
posługując się w tym celu powstaniem żmudzkim.  
Żmudź, jak wiadomo, była terytorium łączącym pomorsko-pruskie oraz  
inflanckie posiadłości Zakonu. Krzyżacy przeto wyrzec się jej nie  
mogli, o ile chcieli utrzymać jednolitość obszaru swego państwa.  
Walczyli z nią od wieku XIII i we wszystkich układach i traktatach  
z książętami litewskimi domagali się zawsze dla siebie oddania lub  
potwierdzenia posiadania Żmudzi. Dwukrotnie też Litwa zmuszona  
była odstępować im większą lub mniejszą część ziemi żmudzkiej. Już  
jednak w 1401 r. na skutek krzyżackiego ucisku Żmudzini, za wiedzą  
i zgodą Jagiełły, wzniecili powstanie przeciw Zakonowi. W maju  
1409 r. powstanie żmudzkie wybuchło po raz drugi. Już w czerwcu  
tegoż roku dowództwo nad powstaniem objął przysłany przez w.  
księcia Witolda starosta Rumbold Wolimuntowicz.  
Krzyżacy zażądali od Jagiełły, by zabronił Witoldowi pomagać  
Żmudzinom, a gdy Witold (w porozumieniu, oczywiście, z królem)  
pomocy tej nie zaniechał, żądali znowu, by Jagiełło zapewnił ich,  
że gdy uderzą na Żmudź, "nie doznają przeszkody" ze strony  
Polaków, w zamian za co obiecywali nie czynić szkód Polakom ani  
Litwinom; tym ostatnim, o ile Witold nie ujmie się za Żmudzinami.  
Stawiając tego rodzaju żądania w. mistrz nie mógł wątpić, że  
Witold Żmudzinów nie opuści, a Polska ujmie się za Witoldem. Jakoż  
istotnie, z ust poselstwa polskiego Ulryk von Jungingen otrzymał  
odpowiedź, że wojna z Litwą to wojna z Polską. W. mistrz  
podziękował za szczerość i 6 sierpnia 1409 r. wysłał z Malborka  
wypowiedzenie wojny Polsce na piśmie, a w dziesięć dni później, 16  
sierpnia, wojska krzyżackie przekroczyły granicę i poczęły  
pustoszyć ziemie polskie.  
Zarówno po stronie polsko-litewskiej, jak i u Krzyżaków zdawano  
sobie sprawę, że wszczęta w 1409 r. wojna nie jest wojną zwykłą,  
jakich w epoce feudalnej nie brakowało w Europie, a które  
zazwyczaj kończyły się spustoszeniem i złupieniem pasa  
pogranicznego i, co najwyżej, zdobyciem kilku grodów na  
nieprzyjacielu. Obydwie strony rozumiały, że chodzi tu o być lub  
nie być jednej ze stron wojujących, gdyż można było przewidzieć,  
że państwo zwycięskie będzie starało się wyzyskać swą przewagę i  
prędzej czy później doprowadzić do zupełnej likwidacji  
przeciwnika. Toteż niezależnie od toczących się działań wojennych,  
zarówno Krzyżacy, jak i państwa Jagiełłowe starały się zebrać  
możliwie wielkie siły i pozyskać dla swej sprawy opinię całej  

background image

środkowej i zachodniej Europy. Zakon pragnął zwyciężyć, stosując  
swoje metody wypróbowane w XIII wieku przy podboju Prus, a  
mianowicie odrywając od Polski i Litwy poszczególne prowincje,  
zawierając pokój, potem znów zabierając nowe itd. Dlatego atak  
krzyżacki był silny, gwałtowny i w kilku punktach. Chciano  
chwycić, co się da, a potem mówić o pokoju, zatrzymując  
przynajmniej część zdobytego terenu. Krzyżacy zajęli ziemię  
dobrzyńską zdobywając zamki i miasta, Dobrzyń, Rypin, Lipno,  
Bobrowniki, Złotorię. Polskie załogi wojskowe, i ludność tych  
miast zostały przy tym w całości lub w przeważającej części  
wymordowane, bez względu na wiek i płeć. Jednocześnie komturzy  
krzyżaccy z Tucholi i Człuchowa złupili Krajnę, spalili Kamień i  
Sępolno i opanowali kraj aż do Noteci. Następnie na skutek zdrady  
mieszczan niemieckich, pozostających na usługach Zakonu, zajęli  
Bydgoszcz. W tym samym czasie wójt krzyżackiej Nowej Marchii,  
Arnold von Baden, spustoszył na północno-zachodnim pograniczu  
Polski okolice Drezdenka, a komturowie z Ostródy i Pokarmina  
(Brandenburga pruskiego) niszczyli trzy dni i noce kraj księcia  
Janusza Mazowieckiego.  
W odpowiedzi na zbrojne działania wojsk Zakonu na odcinku  
mazowieckim syn księcia Janusza, Bolesław, uderzył na krzyżackie  
Działdowo, które spalił wraz z 14 okolicznymi wsiami, a  
równocześnie na odcinku litewskim Żmudzini zdobyli Fredeburg, zaś  
po wycofaniu się Krzyżaków znad Dubissy owładnęli całym swym  
krajem. Na głównym placu boju, w Polsce, musiano dopiero zbierać  
wojska, gdyż Polacy nie spodziewali się tak szybkiego uderzenia,  
byli raczej przygotowani na przewlekłe rokowania. Mimo jednak  
zaskoczenia i pory żniwnej, kiedy zarówno szlachta, jak chłopi  
byli zajęci w polu, król zdołał opanować sytuację. Siłami, które  
miał do dyspozycji, osłonił lewy brzeg Wisły, a następnie,  
zebrawszy po 15 września siły polskie, wyruszył pod Bydgoszcz,  
gdzie stanął 28 września. W 9 dni później zamek bydgoski został  
zdobyty szturmem. Podczas oblężenia Bydgoszczy przybyło do  
Jagiełły poselstwo króla czeskiego, Wacława Luksemburczyka, który  
w porozumieniu z Krzyżakami proponował królowi polskiemu  
zawieszenie broni i oddanie sporu polsko-krzyżackiego sądowi  
rozjemczemu. A sędzią miął być właśnie przyjaciel krzyżacki, sam  
Wacław czeski.  
Jagiełło nie mógł odrzucić poselstwa Luksemburczyka, gdyż obawiał  
się, że urażony Wacław opowie się wówczas czynnie po stronie  
krzyżackiej. Toteż 8 października podpisano rozejm obowiązujący  
strony wojujące do 24 czerwca 1410 r. "do zachodu słońca", a król  
czeski wiosną miał wydać orzeczenie rozjemcze.  
Działania wojenne ustały, lecz obydwie strony wojujące słusznie  
nie wierząc, aby sąd króla Wacława zapobiegł dalszej wojnie,  
poczęły dokładać starań, żeby na lato 1410 r. zapewnić sobie jak  
najkorzystniejsze warunki do walki. Państwo zakonne było, co  
prawda, mniejsze od Polski i Litwy i miało ludność mniej liczną,  
ale Krzyżacy dysponowali wielkimi zasobami pieniężnymi i mogli  
sobie wynająć wielu żołnierzy zaciężnych, a nadto liczyli  
słusznie, że przyjdą im z pomocą rycerze-goście z Niemiec i z  
innych krajów zachodnioeuropejskich. Prócz tego zawarli tajne  
przymierze z Zygmuntem Luksemburczykiem, królem węgierskim, który  
miał wynająć (czego zresztą nie dokonał) około 30 tysięcy  
zaciężnych i uderzyć na Polskę od południa, za co mu Krzyżacy,  
wypłacili wielkie sumy z góry.  
Polska i Litwa posiadały znacznie więcej mieszkańców i mogły  
wystawić więcej ludzi do boju, ale duża część tych żołnierzy była  
gorzej uzbrojona. Chociaż Zakon wystawił w roku 1410 około 21000  
konnych i około 5000 pieszych, nie licząc czeladzi, a państwa  
Jagiełłowe około 29 000 jazdy i około 2000 piechoty, czyli o jedną  

background image

piątą więcej niż Krzyżacy; to jednak siły te należy uważać za co  
najmniej równe, gdyż wojska zakonne miały więcej pancerzy i lepszą  
broń, a także więcej armat.  
Pieniężnie, a także nagromadzonymi zapasami żywności i obronnością  
zamków Krzyżacy górowali nad Polakami i Litwinami. Siły wojskowe  
obu stron były mniej więcej jednakie, natomiast postawą moralną i  
chęcią do boju oddziały polskie i litewsko-ruskie przewyższały bez  
najmniejszej wątpliwości hufce krzyżackie.  
Z wyjątkiem bowiem nielicznych jednostek zarówno szlachta,  
mieszczanie i duchowieństwo, jak i chłopi polscy okazywali zapał  
do walki i ofiar, a żywiołową nienawiść do Zakonu. Podobnie było  
na Litwie. Złoto czy intrygi krzyżackie mogły zachwiać w  
patriotyzmie tego czy innego wielmożę duchownego lub świeckiego,  
ale ogół, wierząc w słuszność swojej sprawy, pragnął rozprawy z  
"łotrami znaczonymi krzyżem". Zbrodnie krzyżackie były zbyt  
liczne, zbyt jawne, a po najazdach na Litwę i w 1409 r. na Polskę  
zbyt świeże, aby ktokolwiek zamieszkujący te kraje mógł mieć  
wątpliwości.  
Rycerz i chłop polski, bojar i chłop ruski czy litewski wiedzieli,  
o co walczą i za co mają umierać. Inaczej wszakże było w państwie  
krzyżackim. Część poddanych ustosunkowana była - jak już  
wspominaliśmy - do panowania Zakonu niechętnie, część zaś  
obojętnie. Jedni i drudzy nie widzieli zapewne powodu, dla którego  
mieliby ginąć za Krzyżaków. Rządy krzyżackie miały stale charakter  
okupacji wojskowej w podbitym kraju, gdyż nawet szlachta niemiecka  
osiadła w Prusach nie miała równych praw z "panami zakonnymi",  
tworzącymi osobną kastę, do której dostęp mieli jedynie synowie  
feudałów niemieckich z terenu Rzeszy. Wobec poddanych Zakon  
stosował ucisk gospodarczy, a nadto komturzy, zarządzający  
okręgami - komturstwami, popełniali ustawicznie nadużycia wobec  
ludności, a próby skarg lub oporu kończyły się przeważnie  
skazywaniem pokrzywdzonych na grzywny, więzienie, tortury i nawet  
na śmierć. Jedynie sami bracia zakonni oraz niżsi od nich tzw.  
półbracia i wszyscy związani z administracją krzyżacką czy  
dzierżawcy posiadłości zakonnych byli zainteresowani w utrzymaniu  
władzy Zakonu, a oprócz nich grupa wychowana w ideologii agresji i  
chętna wojen i łupów. Grupa ta jednak nie stanowiła większości. Na  
wypadek więc wojny poddani Zakonu w głównej masie walczyć nie  
pragnęli. Żołnierze najemni zaś bili się z reguły bez entuzjazmu -  
za pieniądze. Mieć wiarę w słuszność sprawy Zakonu i szczerze  
życzyć mu zwycięstwa, poza samymi braćmi, mogli jedynie  
cudzoziemscy ochotnicy, tzw. rycerze-goście.  
Toteż Krzyżacy starali się pozyskać przychylność w całej  
zachodniej Europie, aby tych rycerzy-gości i najemników przybyło  
jak najwięcej, a Polska i Litwa czyniły wysiłki, by skutecznie  
zwalczać krzyżacką propagandę, by wykazać, że Zakon dba nie o  
"misję" szerzenia wiary, lecz jedno tylko ma życzenie, aby mógł  
"kraje cudze jakimkolwiek bądź sposobem posiadać". Pisma Jagiełły  
i Witolda rozsyłane po całej Europie wywierały pewne wrażenie.  
Korzystne też było pozyskanie dla sprawy polskiej papieża  
Aleksandra V, który w. młodych latach bawił jakiś czas na Litwie,  
gdzie zaprzyjaźnił się z Jagiełłą i znał zbrodnie krzyżackie wobec  
Litwinów. Teraz więc, na prośbę Jagiełły, 23 stycznia 1410 r.  
wystosował upomnienie do w. mistrza i nakazywał zawrzeć pokój z  
Polską. W. mistrz Ulryk oczywiście, nie usłuchał papieża, ale  
Jagiełło polecił rozpowszechniać odpisy upomnienia papieskiego  
wraz ze swymi innymi pismami i sprawił, że pomoc, jaką Zakon  
otrzymał od zachodu, była znacznie mniejsza od spodziewanej.  
W zamian za to Krzyżacy postarali się otoczyć Polskę swymi  
sprzymierzeńcami. Króla Czech Wacława Luksemburczyka przekupili  
upominkiem 60 000 florenów, które wypłacili mu przed wydaniem  

background image

przez niego wyroku rozjemczego między Polską i Zakonem: "jako  
zwrot kosztów za przyjacielskie pośrednictwo". Króla węgierskiego  
Zygmunta Luksemburczyka opłacili większą sumą, 300 000 dukatów (na  
owe czasy olbrzymią!), ale miał za to zebrać wojsko i uderzyć na  
Polskę. Darami pieniężnymi i groźbą swej potęgi pozyskał Zakon  
również książąt zachodniopomorskich: Świętybora II szczecińskiego,  
Warcisława VIII wołogoskiego i Bogusława VIII słupskiego. Książęta  
ci nie reprezentowali dużej siły, ale przez ich ziemie Krzyżacy  
uzyskiwali dostęp dla rycerstwa zachodniego, zmierzającego na  
pomoc Zakonowi, oraz zabezpieczenie zachodniej granicy Pomorza  
Gdańskiego. Ponieważ Litwa zagrożona była na północy i od strony  
Prus i od strony Inflant krzyżackich, więc państwa jagiellońskie  
posiadały granice bardziej bezpieczne jedynie z Rusią na wschodzie  
i z osłabioną zamieszkami tatarszczyzną na południowym wschodzie.  
W razie niepowodzenia orężnego Polski i Litwy można się było  
spodziewać, że sojusznicy krzyżaccy zechcą wziąć udział w łupach i  
uderzą na państwa Jagiełłowe od północnego wschodu, zachodu i  
południa. Polska i Litwa mogły zaś liczyć tylko na siły własne i  
na talenty wojskowe swego wodza. Król Władysław czynił więc  
wszystko, co tylko mógł, aby przygotować przyszłe zwycięstwo.  
Poza akcją dyplomatyczną za granicą i szykowaniem wojsk Jagiełło  
odbył kilka narad z dostojnikami polskimi, ale główne decyzje  
dotyczące planów walki w roku 1410 król powziął dopiero na tajnej  
naradzie w Brześciu nad Bugiem na początku grudnia 1409 r. Obok  
króla udział w tej naradzie brali także w. książę Witold i  
podkanclerzy koronny, Mikołaj Trąba, jednakże mieli oni raczej  
głos doradczy. Narada trwała 8 lub 9 dni i - oprócz wielu ważnych  
postanowień politycznych - powzięto na niej również plan działań  
wojennych polsko-litewskich na rok 1410, plan świetny,  
wprowadzający nowe metody walki nie znane w tych czasach Europie  
zachodniej.  
Plany bowiem wodzów zachodnioeuropejskich nie znały innych celów,  
jak opanowanie terenów spornej ziemi albo nawet tylko spustoszenie  
i złupienie kraju nieprzyjaciela dla skłonienia go do ustępstw.  
Natomiast plan Jagiełły odpowiadał założeniom nawet nowożytnej  
strategii i dlatego do dziś budzi zachwyt historyków wojskowości.  
"Poruszenia wojsk polsko-litewskich przed bitwą pod Tannenbergiem  
- stwierdza jeden z historyków niemieckich - wzbudzają wprost  
podziw swą planowością. Już dawno dająca się w nich spostrzec myśl  
przewodnia: uderzyć zwartymi siłami w serce Zakonu na Malbork, ma  
cechę wielkiego pomysłu i różni się najzupełniej od używanej  
zwykle w owych czasach taktyki napadów rabunkowych, które nawet  
wcale na nazwę wojny nie zasługują... Daremnie szukalibyśmy w  
całym średniowieczu równie genialnego pomysłu strategicznego".  
Sztuka wojenna Jagiełły wprowadziła bowiem nowe metody walki  
prawie nie znane lub mało znane w Europie. Zarówno strategia króla  
oparta na zasadach wschodniej sztuki wojennej, jak i taktyka wojsk  
pod dowództwem Jagiełły stanowią objaw zdecydowanego wkroczenia  
polskiej sztuki wojennej na nowe drogi.  
Sztuka wojenna w Europie środkowo-zachodniej nie znała bowiem  
wówczas "tak wyraźnego stawiania celów strategicznych ani  
skrupulatnego opracowania planów wojny i racjonalnego podziału  
sił, ani tak zdecydowanego dążenia do zniszczenia żywej siły  
przeciwnika, ani tak celowego posługiwania się odwodami i tak  
całkowitego panowania wodza nad przebiegiem bitwy".  
Tymczasem rozpatrzenie planu, ułożonego przez Jagiełłę w  
pierwszych dniach grudnia 1409 r., tzn. przeszło pół roku przed  
wyruszeniem na wyprawę grunwaldzką, pozwala stwierdzić jego  
niezwykłość w stosunku do poziomu ówczesnej wojskowości  
zachodnioeuropejskiej, a podobieństwo do strategii wschodniej.  
Plan ten bowiem:  

background image

A) Wyznaczał świadomie terytorium Prus krzyżackich jako główny  
teatr działań wojennych, co dawało stronię polsko-litewskiej  
następujące korzyści: a) przekazywało inicjatywę w ręce króla, a  
Krzyżaków zmuszało do defensywy, a więc do mniej korzystnego dla  
nich sposobu walczenia: b) wprowadzało moment zaskoczenia, gdyż  
Krzyżacy takiej decyzji polskiego dowództwa nie oczekiwali,  
spodziewając się raczej ataku wojsk Jagiełłowych na Pomorze; c)  
chroniło kraj własny od zniszczeń wojennych.  
B) Jasno określał cel strategiczny kampanii: marsz na stolicę  
wroga - Malbork, w celu zmuszenia w. mistrza do zajścia drogi  
napastującym i do stoczenia walnej bitwy, w której król spodziewał  
się zwyciężyć i zniszczyć całą siłę zbrojną Zakonu.  
Na skutek tego zaś, król chciał uzyskać korzystne warunki pokoju z  
osłabionym państwem zakonnym.  
C) Ustalał własną podstawę operacyjną, czas i miejsce koncentracji  
wojsk polskich i litewsko-ruskich, a następnie połączonych armii:  
1. Jako bazę operacyjną obrano Płock, który ze względu na swą  
obronność i położenie nad Wisłą mógł być użyteczny zarówno dla  
armii działającej w Prusach, jak i dla wojsk operujących na  
Pomorzu: w pierwszym wypadku lądem, w drugim drogą wodną. Nadto  
wybór Płocka nie dawał dowództwu krzyżackiemu klucza do  
wcześniejszego odgadnięcia kierunku uderzenia. Wybór ten  
uzasadniał wreszcie przebywanie w stolicy księstwa płockiego  
przedstawicieli i wojsk króla, co nie było bez znaczenia wobec  
znanych sympatii prokrzyżackich księcia tej ziemi, Ziemowita.  
2. Wojska polskie miały się zebrać około 20 czerwca, Wielkopolanie  
i Małopolanie osobno, a następnie na dzień 30 czerwca 1410 r.  
zejść się w Czerwińsku nad Wisłą, dokąd również powinny przybyć w  
tym samym czasie hufce litewsko-ruskie, które zbierały się  
wcześniej, około 10-12 czerwca, w okolicach źródeł Narwi.  
3. Miejsce ostatecznej koncentracji, Czerwińsk, zostało obrane z  
uwzględnieniem szeregu koniecznych warunków:  
a) leżało niezbyt daleko od granicy nieprzyjaciela, umożliwiając  
połączonej armii polsko-litewsko-ruskiej jak najszybsze  
przeniesienie działań wojennych na teren krzyżacki;  
b) leżało jednak wystarczająco daleko (80 km) od granicy państwa  
Zakonu i było zabezpieczone od północnego zachodu przez warowny  
Płock, a od północy przez puszczę nad źródłami Skrwy i Wkry;  
c) było tak obrane, by akcja koncentracyjna uszła uwagi  
nieprzyjaciela i aby można było go zaskoczyć;  
d) było tak położone, aby oddziały zdążające z zachodu, południa i  
wschodu mogły dotrzeć do punktu ostatecznej koncentracji  
najkrótszymi drogami;  
e) znajdowało się na głównym kierunku zamierzonych operacji.  
D) Przygotowywał środki techniczne i zaopatrzenie wojska,  
niezależnie od obowiązujących i wiezionych przy oddziałach  
zapasów:  
1. W Kozienicach w ciągu pierwszych miesięcy 1410 r. zbudowano  
składany most na łodziach, zabezpieczający szybką przeprawę na  
każdym odcinku Wisły i stanowiący zaskakującą Krzyżaków nowość w  
sztuce wojennej ówczesnej Europy.  
2. Przed wyprawą grunwaldzką król urządzał łowy na grubego zwierza  
w puszczach polskich i litewskich i kazał przesyłać drogą wodną  
suszone i solone mięso w beczkach do Płocka, ponadto wyznaczał  
miastom kontyngenty dostaw żywnościowych dla ludzi i koni,  
magazynowane również w bazie płockiej.  
E) Wyznaczał kierunek działań oraz działania demonstracyjne dla  
odwrócenia uwagi Krzyżaków od właściwego kierunku uderzenia:  
1. Właściwy marsz na Malbork miał się odbywać po linii Czerwińsk -  
Raciąż - Bądzyń - Kurzętnik nad Drwęcą. Pod Kurzętnikiem bowiem  
znajdował się najdogodniejszy z kilku brodów Drwęcy, a stamtąd  

background image

niemal prosta droga na Sztum i Malbork. Jak wiadomo, Krzyżacy  
zdołali umocnić Kurzętnik, lecz Jagiełło, nie dając się wciągnąć  
do walki na niekorzystnej pozycji, cofnął swe wojska i postanowił  
obejść Drwęcę u źródeł. Trudno jednak przesądzić, czy taki wariant  
planu działania brany był już pod rozwagę w Brześciu, chociaż  
również trudno przypuścić, aby Jagiełło i Witold nie liczyli się z  
góry z przeciwdziałaniem w tym miejscu wojsk zakonnych. W każdym  
razie późniejsza decyzja królewska na naradzie 10 lipca 1410 r.  
została powzięta dziwnie szybko, jak gdyby już dawniej król  
szykował różne warianty marszu na krzyżacką stolicę.  
2. Działania demonstracyjne dla zmylenia przeciwnika postanowiono  
prowadzić w kilku okolicach pogranicza, a więc:  
a) koło Wielenia nad Notecią z pozorem szykowania uderzenia na  
Drezdenko i Nową Marchię;  
b) koło Łobżenicy, Nakła i Bydgoszczy z pozorem szykowania  
uderzenia głównego na Pomorze Gdańskie;  
c) na Mazowszu koło Różana, Makowa i Ostrołęki;  
d) od strony Litwy koło Kłajpedy, Ragnety i Rynu z pozorem  
szykowania ataku Witolda na Prusy od wschodu.  
F) Decydował o wspólnym działaniu wojsk polskich i  
litewsko-ruskich jako jednej armii pod naczelnym dowództwem  
Jagiełły, co było decyzją jak najbardziej słuszną, gdyż  
uniemożliwiało Krzyżakom rozprawienie się z każdym z przeciwników  
z osobna.  
Ogólnie więc plan królewski w Brześciu: a) zakładał przejęcie  
inicjatywy strategicznej przez armię Jagiełły i przeniesienie  
walki na teren nieprzyjaciela; b) dążył do walnej rozprawy na polu  
bitwy i do zniszczenia sił i zasobów przeciwnika; c) wykazywał  
zrozumienie zasady ekonomii sił, dzieląc je pomiędzy zadania  
główne i zadania pomocnicze; d) doceniał znaczenie terenu ze  
względu na potrzeby wojenne; e) na skutek celowego wysiłku  
zachowania tajemnicy, uzyskiwał moment zaskoczenia wroga chociaż w  
jakiejś mierze; f) stosował nową technikę (most pontonowy) i  
tworzył punkty zaopatrzenia (Płock).  
Mówiąc o planowaniu wyprawy przeciw Krzyżakom, należy zwrócić  
uwagę na jeszcze jeden szczegół. Otóż, wedle wszelkiego  
prawdopodobieństwa, przy planowaniu tym użyto, być może, mapy.  
Jakkolwiek musiała być ona bardzo prymitywna, król posługiwał się  
nią w jakimś stopniu. Z planu Jagiełły wynika bowiem, że kierunku  
uderzenia ani punktu koncentracji nie zdołałby wyznaczyć bez mapy  
tak poprawnie, jak to uczynił w Brześciu.  
Krzyżacy próbowali też układać plany wojenne, ale były one  
kilkakroć zmieniane i nie mogły się równać z planami  
polsko-litewskimi. W. mistrz spodziewał się ataku wojsk  
królewskich na Pomorze po lewej stronie Wisły i dlatego zarządził  
szykowanie koncentracji oddziałów zakonnych w okolicach Świecia. Z  
powodu zimy i rozejmu obydwie strony powstrzymywały się od działań  
zaczepnych, zwłaszcza iż król Wacław czeski miał wydać orzeczenie,  
które mogło zmienić sytuację.  
Jednakże wyrok rozjemczy wydany w Pradze czeskiej 15 lutego 1410  
r. przez króla Wacława Luksemburczyka, a opłacony z góry przez  
Krzyżaków 60 tysiącami florenów wypadł oczywiście całkowicie po  
myśli Zakonu i delegacja polska w ogóle go nie przyjęła. - Nikt  
więc nie mógł w to wątpić, że o wszystkim musi rozstrzygnąć oręż.  
Obydwie strony dokładały też usilnych starań, by przed upływem  
końca rozejmu mieć już wszystko gotowe.  
Dowództwo polsko-litewskie zgodnie z ułożonym planem postarało się  
odwrócić uwagę Krzyżaków od właściwych miejsc koncentracji wojsk  
polskich i litewsko-ruskich, a wpoić przekonanie, że państwo  
krzyżackie będzie atakowane w kilku punktach: od wschodu  
(Litwini), od południa (Mazowsze) i od południowego zachodu  

background image

(Polacy), oraz że główne uderzenie króla skierowane będzie na  
Pomorze. W istocie zaś Jagiełło skoncentrował wszystkie niemal  
siły w jednym miejscu: w Czerwińsku nad Wisłą, i stamtąd wyruszył  
wprost na stolicę Zakonu - Malbork.  
Do chwili wy ruszenia armii królewskiej z Czerwińska dowództwo  
krzyżackie, alarmowane pozorowanymi przygotowaniami do rzekomego  
uderzenia polskiego i umyślnie rozsiewanymi fałszywymi pogłoskami,  
nie mogło się połapać w istotnych zamiarach Jagiełły i trzykrotnie  
zmieniało plany wojenne, przesuwając ugrupowania swych wojsk i  
przyjmując wreszcie, że główny atak polski nastąpi po lewej  
stronie Wisły. Gdy więc marsz armii królewskiej odbywać się począł  
po prawej stronie rzeki, w. mistrz musiał znowu przegrupować swe  
siły, aby zajść drogę do stolicy nieprzyjacielowi pod zamkiem  
Kurzętnik nad Drwęcą. Tam wódz krzyżacki chciał wciągnąć wojska  
Jagiełły do walki o brody na rzece, wykrwawić na przygotowanych  
umocnieniach (w. mistrz ściągnął pod Kurzętnik niemal całą  
artylerię z wszystkich zamków w państwie krzyżackim), a następnie  
zaatakować je z obu skrzydeł i dokonać pogromu. Król poznał się  
jednak na pułapce, jednym forsownym czterdziestoparokilometrowym  
marszem oderwał swą armię od przeciwnika i pomaszerował na  
północny wschód, aby obejść Drwęcę u źródeł i tym manewrem zmusić  
Krzyżaków do zmierzenia się z nim w otwartym polu.  
Prawdopodobnie w Brześciu nad Bugiem nie starano się przewidzieć  
wszystkich problemów, jakie mogły się nasunąć w planowanej  
kampanii. Ustalono raczej główne wytyczne. Po Brześciu król  
odbywał (zresztą z ks. Witoldem i swymi doradcami) dalsze narady,  
ostatnią niewątpliwie w Czerwińsku i tam zapewne przewidziano  
kilka wariantów marszu na Malbork. Pod Kurzętnikiem bowiem, gdy  
tylko ustalono przygotowane przez Krzyżaków umocnienia, narada  
króla ze sztabem trwała stosunkowo krótko, a następnie oderwano  
się od nieprzyjaciela. Wygląda więc, że uwzględniono obmyślony  
wcześniej wariant. Charakterystyczne jest bowiem nie tylko krótkie  
naradzanie się, ale i brak taborów, które - być może - zgodnie z  
możliwością zastosowania wariantu zatrzymano pod Lidzbarkiem  
Welskim, aby nie hamowały ruchów jazdy.  
Krzyżacy zgodnie z przewidywaniami Jagiełły postanowili nie  
dopuścić armii królewskiej do obejścia Drwęcy i pomaszerowania ku  
jej źródłom (Drwęca zaczyna swój bieg o 6-7 km od miejscowości  
Stębark). Armia Jagiełły zmierzała tam również. 13 lipca zdobyła  
miasto i zamek Dąbrowno, gdzie pozostała do późnej nocy 14 lipca.  
Krzyżacy, operujący o 10-12 km na północ od armii  
polsko-litewskiej, nie udzielili pomocy Dąbrownu, lecz spiesznie  
maszerowali w stronę jeziora Łubień, niedaleko Stębarku, by zajść  
tam drogę królowi. Dróg bowiem wiodących ku źródłom Drwęcy strzegł  
zamek w Ostródzie. Jedna z nich biegła do Ostródy z Działdowa  
przez Dąbrowno, druga z Nidzicy przez Olsztynek. W okolicy jeziora  
Łubień odległość między wymienionymi drogami wynosiła około 18 km.  
Zgrupowawszy więc wojska w okolicach Stębarku, można było, czuwać  
nad każdą z dróg i w miarę potrzeby przesunąć oddziały w tę czy w  
tamtą stronę.  
Podjazdy wojsk królewskich nawiązały niewątpliwie kontakt z  
nieprzyjacielem i stwierdziły, że silne ugrupowania krzyżackie  
przesuwają się w stronę Stębarku. Przydzieleni do sztabu  
królewskiego przewodnicy musieli zwrócić uwagę króla na pole  
między Stębarkiem, Łodwigowem i Grunwaldem, które nadawało się do  
stoczenia bitwy, i król postanowił, zapewne, skorzystać z  
nadarzającej się okazji. Wieczorem 14 lipca wojsku wydano rozkazy  
wcześniejszego udania się na spoczynek i po kilku godzinach, w  
nocy z 14 na 15 lipca, armia królewska wyruszyła wszystkimi  
drogami w kierunku Łodwigowa, Stębarku i jeziora Łubień.  
Krzyżacy w okolicy wymienionych osiedli znaleźli się już  

background image

wcześniej, zapewne najpóźniej 14 lipca rano, i poczynili pewne  
przygotowania, ustawiając przeszkody i artylerię oraz kopiąc  
wilcze doły dla załamania ataku jazdy przeciwnika. O nadciąganiu  
wojsk królewskich nocą z 14 na 15 lipca zawiadomiły Krzyżaków  
pożary okolicznych wsi, podpalanych przez idące w straży przedniej  
i ubezpieczające linie marszu sprzymierzonych armii chorągwie  
lekkiej jazdy litewskiej i tatarskiej. Toteż o świcie kilka  
chorągwi jazdy zakonnej wyruszyło na spotkanie oczekiwanego  
przeciwnika. Jazda ta natknęła się na Polaków, ale wnet została  
odrzucona przez wysłane przez króla chorągwie polskie pod  
dowództwem marszałka Zbigniewa z Brzezia. Podczas gdy oddział  
Zbigniewa zaznajamiał się z terenem, król zawiadomił w. ks.  
Witolda o obecności armii w. mistrza i polecił szykować się do  
bitwy.  
Wojska królewskie zgrupowane były w lasach i zaroślach na wschód  
od wsi: Łodwigowo i Stębark. Na prawym skrzydle stały chorągwie  
litewsko-ruskie i tatarskie, mając za plecami dalsze lasy, a za  
nimi tereny podmokłe, bagniste i przecięte kilkoma strumieniami i  
rzeczułką Maręzą. Być może oddziały Witoldowe znalazły się tam  
dlatego, że jako lżejsze szły na czele armii i gdy armia zwróciła  
się czołem ku północnemu zachodowi, automatycznie stały się  
częścią prawoskrzydłową. Jednakże niewykluczone, że zostały celowo  
umieszczone przy bagnistym zapleczu, by na wypadek konieczności  
cofania się przed ciężką jazdą Zakonu mogły się wycofać na tereny  
trudno dostępne dla wielkich ogierów bojowych i zakutych w stal  
jeźdźców krzyżackich. Przebieg bitwy, zresztą, wydaje się  
potwierdzać takie przypuszczenie. Na lewym skrzydle stali Polacy,  
oparci o suchy las łodwigowski i ulnowski.  
Trzy kilometry od linii wojsk, nad zachodnim wybrzeżem jeziora  
Łubień, umieszczone były namioty królewskie. Obóz polski znajdował  
się na przeciwległym, południowo-wschodnim brzegu jeziora, obóz  
litewsko-ruski opodal północno-wschodniego, a kosz tatarski  
jeszcze bardziej na północ, w okolicy osiedla Zybułtowo.  
Armia krzyżacka rozbiła obóz nieco na wschód od wioski Grunwald,  
tworząc z wozów tabor obronny. O dwa i pół kilometra na wschód od  
Grunwaldu, pomiędzy Stębarkiem i Łodwigowem, dowództwo krzyżackie  
ustawiło swe główne szyki.  
Ponieważ wojska Zakonu przysposobione były do walki już wczesnym  
rankiem, w. mistrz mógł uderzyć na nadciągające oddziały Jagiełły  
i wykorzystać przewagę swej gotowości oraz nieprzybycie jeszcze  
całości armii polsko-litewskiej. Jak się wydaje, Krzyżacy nie byli  
w dostatecznym stopniu informowani, a nadto woleli nie ryzykować  
niepewnego uderzenia na hufce królewskie ukryte w lesie, lecz  
zdecydowali się wyczekać i wciągnąć armię przeciwnika na tereny z  
przygotowanymi przez siebie przeszkodami. Gdyby Jagiełło rzucił od  
razu ciężką jazdę polską ławą, to pędzące ze wgórza konie pod  
zakutymi w żelazo jeźdźcami siłą bezwładu i ciężaru popychałyby  
szeregi przed sobą i jeden za drugim waliłyby się do dołów i  
wykrwawiały na zasiekach. Powstał by zamęt tym większy, że  
chorągwie polskie znajdowałyby się pod ogniem dział i tysięcy  
pocisków z kusz i łuków. Na skłębionych, cofających się w  
zamieszaniu rycerzy polskich miała uderzyć jazda krzyżacka i  
przechylić szalę zwycięstwa. Dlatego, po odparciu przez Polaków  
rozpoznawczych chorągwi zakonnych, Krzyżacy wyczekiwali niemal  
trzy godziny na akcję zaczepną ze strony sprzymierzonych, a gdy  
ustawione już oddziały polskie na lewym skrzydle, a litewskoruskie  
na prawym nie wychylały się nazbyt z lasów, w. mistrz wysłał dwu  
heroldów, którzy przynieśli dwa obnażone miecze dla króla i  
Witolda, wzywając ich do stoczenia bitwy bez zwłoki i  
prowokacyjnie zapowiadając cofnięcie wojsk zakonnych, byle tylko  
hufce królewskie wyszły z ukrycia i mogły się rozwinąć.  

background image

Jednocześnie armia krzyżacka cofnęła się istotnie w kierunku  
zachodnim, niby przypadkowo odsłaniając dolinę z ukrytymi  
przeszkodami i umożliwiając wyjście wojskom królewskim z lasu na  
teren otwarty.  
Król jednak nie uniósł się oburzeniem na to poselstwo, ani nie dał  
się sprowokować do natychmiastowego ataku całą masą swej jazdy.  
Przeciwnie, zgodnie z taktyką wschodnią, nie wyprowadził  
wszystkich wojsk sprzymierzonych do walki i poprzedził uderzenie  
swych głównych sił atakiem lekkiej jazdy tatarskiej i litewskiej.  
Oddziały jej ruszyły w pierwszej linii i bez wątpienia natknęły  
się na przeszkody, tracąc trochę ludzi i koni. Ale że były jazdą  
lekką i szły w szyku luźnym, zdołały się wycofać z przeszkód, a  
następnie przedostały się do piechoty i dział przeciwnika. Musiały  
wyciąć tam kanonierów wraz z osłoną, ponieważ do końca bitwy już  
ani o artylerii krzyżackiej, ani o łucznikach źródła nie zawierają  
najmniejszej wzmianki. Zresztą nie mogliby nawet działać, gdyż po  
pierwszej fazie bitwy, polegającej na akcji lekkiej jazdy  
królewskiej, wszczęła się bitwa właściwa, toczona przez masy  
kawaleryjskie przez długie godziny, aż do zachodu słońca, i  
wszystko to, co nie zbiegłoby lub nie siedziało na grzbiecie  
końskim, zostałoby stratowane bez miłosierdzia.  
Bitwa toczyła się na dwóch skrzydłach. Na prawym skrzydle, bliżej  
Stębarku, hufce litewsko-ruskie, posiłkowane przez oddziały  
tatarskie, mołdawskie i jazdę polską, walczyły przeciw ciężkiej  
jeździe Zakonu z chorągwią gości krzyżackich pod wezwaniem św.  
Jerzego na czele. Na lewym skrzydle, po obu stronach Łodwigowa,  
biły się oddziały polskie i zaciężni. Całością dowodził ze wzgórza  
król osłonięty przez małą chorągiew 60 kopii wybranego rycerstwa.  
Po godzinie zmagań lżej zbrojne chorągwie litewsko-rusko-tatarskie  
prawego skrzydła nie wytrzymały uderzenia ławicy stalowych rycerzy  
Zakonu i najpierw wolno "o jedną staję", a później, mimo nadejścia  
odwodów, coraz bardziej zaczęły ustępować z pola, aż w pewnej  
chwili załamały się i rzuciły do ucieczki. Niewykluczone, że  
popłoch wzniecili Tatarzy, którzy ucieczkę stosowali jako taktykę  
bojową i o ucieczce których wspomina wyraźnie źródło krzyżackie. W  
każdym razie oddziały litewsko-ruskiego skrzydła zostały rozbite i  
cofały się przy wielkich stratach na północ, na wschód i na  
południe od Stębarku. Niektóre z nich miały dotrzeć aż do Wilna i  
tam przynieść wiadomość o przegranej armii polsko-litewskiej.  
Długosz zanotował, że jedynie chorągwie smoleńskie pod wodzą  
Semena-Lingwena Olgierdowicza wyrąbały sobie mieczem drogę z  
pogromu "i złączyły się potem z wojskiem polskim", ale wiele  
wskazuje na to, że w okolicznych lasach, zwłaszcza w lesie  
ulnowskim, znajdowały się znaczne odwody, które powstrzymały  
wycofujących się, dały im osłonę i wraz z nimi, gdy rozbite  
chorągwie doszły do stanu ponownej gotowości bojowej, zostały  
użyte przez króla i Witolda najpierw do zniesienia powracających z  
pościgu chorągwi krzyżackich, z których część dotarła z powrotem  
na plac boju, a następnie do skutecznego udziału w okrążeniu  
Krzyżaków pod koniec bitwy.  
Lewe bowiem skrzydło armii królewskiej (chorągwie polskie wraz z  
zaciężnymi czesko-morawskimi i smoleńskimi), będąc nie mniej  
liczne od prawego skrzydła krzyżackiego i podobnie uzbrojone, nie  
dało się rozbić. Przeciwnie, po odparciu kilku groźnych flankowych  
ataków, a zwłaszcza niebezpiecznego uderzenia w bok, po osłonięciu  
linii oddziałów koronnych przez ucieczkę chorągwi litewsko-ruskich  
samo przeszło do natarcia i wzmacniane coraz to nowymi odwodami  
poczęło nawet oskrzydlać słabnące szeregi zakonne. W tym czasie  
nadeszły niektóre oddziały krzyżackie lewego skrzydła wraz z  
chorągwią św. Jerzego, które wracając z pogoni za rozbitymi  
wojskami Witolda, uniknęły osaczenia i zniszczenia przez drugą  

background image

część armii litewsko-ruskiej. Oddziały te natychmiast wzięły  
ponowny udział w bitwie. Jednakże nowe odwody polskie dopomogły  
"wielkiej chorągwi" kasztelana krakowskiego Krystyna z Ostrowa,  
chorągwi wojewody sandomierskiego Mikołaja z Michałowa oraz  
chorągwiom ziemi wieluńskiej, halickiej i innym w walce ze świeżo  
przybyłymi Krzyżakami i w krótkim czasie wzięły górę nad  
przeciwnikiem.  
Wówczas to w. mistrz z zachowanego dotąd odwodu oraz resztek  
rycerzy dawnego lewego skrzydła krzyżackiego, którzy nie włączyli  
się jeszcze ponownie do bitwy, uformował grupę uderzeniową 16  
chorągwi i poprowadził ją pomiędzy wzgórzami i lasami, by  
niespodzianie uderzyć w bok armii królewskiej.  
Gdyby chorągwie te zwartą kolumną zaatakowały flankę lub tyły  
polskiej linii bojowej, efekt ich uderzenia mógłby przesądzić o  
wyniku bitwy. Chociaż bowiem Jagiełło dysponował nie zużytymi  
jeszcze odwodami, to jednak w razie rozbicia głównej masy  
rycerstwa, walczącej na lewym skrzydle od wielu godzin,  
prawdopodobnie wybuchłaby panika i odwody nie wystarczyłyby do  
powstrzymania upojonych zwycięstwem Krzyżaków. Chorągwie w.  
mistrza zostały jednak dostrzeżone, a nadto straciły czas na  
pojedynek rycerski von Kokeritza, który z brawurą zaatakował króla  
stojącego ze swym otoczeniem na wzgórzu. Gońcy królewscy  
sprowadzili przez ten czas pomoc, ruszono dalsze odwody. W. mistrz  
ze swymi dygnitarzami i 16 chorągwiami został otoczony, zamknięty  
w kole i w końcu zabity ciosami kosy czy rohatyny piechoty  
chłopskiej. Wraz z nim polegli niemal wszyscy bracia-Krzyżacy,  
zarówno spośród grupy 16 chorągwi, jak i na głównym placu boju,  
gdzie Polacy wzięli stanowczo górę i wraz z oddziałami  
litewsko-ruskimi i tatarskimi ujęli przeciwników w żelazny  
pierścień.  
Kto spośród Krzyżaków nie wyrwał się w porę ze śmiertelnego  
koliska nieprzyjaciół, ten już uciec nie zdołał: musiał złożyć  
broń albo dawał głowę. Padł wielki mistrz Ulryk, zabity przez  
walczących zajadle chłopów. Legli: wielki komtur i wielki  
marszałek, i wielki szatny, i wielki skarbnik, i wszyscy niemal  
komturzy, i wszyscy prawie bracia-rycerze, i tysiące rycerzy-gości  
i najemników. Całe pole bitwy usiane było białymi płaszczami.  
Zdobyto prawie wszystkie chorągwie krzyżackie, wzięto do niewoli  
tysiące jeńców.  
Potem uderzono na obóz krzyżacki pod wsią Grunwald, który piechota  
chłopska zdobyła po krótkiej i zajadłej walce, a zdobywszy wycięła  
w nim kilka tysięcy nieprzyjaciół co do jednego. Jednocześnie  
ścigano uciekających kładąc wielu trupem lub biorąc do niewoli i  
to wiele mil aż do północy i dłużej. "Na kilka mil droga zasłana  
była trupami" - napisał po latach z opowiadań naocznych świadków  
polski dziejopis, Jan Długosz.  
Gdy zdobyto obóz, król "posuwając się z terenu walki, dotarł do  
małego lasu i wjechał na szczyt pagórka, na którym natychmiast,  
zsiadłszy z konia, ukląkł na ziemi i począł dziękować Bogu za  
zwycięstwo..." Ze wzgórza było widać "tłumy i mnogie oddziały  
pierzchających nieprzyjaciół, na których błyszczały zbroje"... Z  
drugiej strony wzniesienia w blaskach zachodzącego słońca widoczne  
było rozległe pole bitwy pokryte tysiącami rannych i poległych,  
ciałami koni i strzaskaną bronią. Na polu tym leżało pokotem  
rycerstwo "najpotężniejszej wojskowej średniowiecznej  
organizacji", a gasnące słońce na pobojowisku było symbolem  
wróżebnym przyszłych losów Zakonu.  
Oceniając rolę Władysława Jagiełły jako wodza wyprawy  
grunwaldzkiej należy podkreślić, że król polski od pierwszego  
wystąpienia na terenie wojennym, tzn. od września 1409 r.,  
wykazywał świadomość swych celów, pewność i zdecydowanie oraz  

background image

narzucał inicjatywę. W. mistrz nie odważył się w roku 1409 stawić  
czoła wojskom królewskim, chociaż występowały one same bez pomocy  
litewsko-ruskiej. Od początku wyprawy grunwaldzkiej również król  
polski decydował i narzucał taktykę nieprzyjacielowi, z tym że  
armia polsko-litewsko-ruska działała planowo i zmierzała do  
ustalonych z góry osiągnięć, a Krzyżacy jedynie starali się plany  
królewskie pokrzyżować. Jak w roku 1409, tak i podczas wyprawy  
grunwaldzkiej Jagiełło postępował w myśl swych głęboko  
przemyślanych założeń strategicznych: skupienie w obranym miejscu  
możliwie największej części posiadanych sił i wykonanie z ich  
pomocą uderzenia koncentrycznego, które każdorazowo kończyłoby się  
sukcesem strony polskiej.  
Wszystkie obliczenia Jagiełły były trafne, podobnie jak atak na  
Bydgoszcz przyniósł nie tylko odzyskanie punktu strategicznego,  
ale także zawieszenie broni umożliwiające dokończenie przygotowań  
do walki, tak i marsz na Malbork zmusił w. mistrza do stoczenia  
walnej bitwy, w której król polski zmiażdżył armię Zakonu i dotarł  
do Malborka. Wszystkie obliczenia Krzyżaków zawiodły: uderzenie  
polskie skierowało się na Prusy, a nie na Pomorze, król nie dał  
się wciągnąć do walki pod Kurzętnikiem; pod Grunwaldem zaś odniósł  
zwycięstwo.  
Zwycięstwo pod Grunwaldem nie zakończyło wojny z Krzyżakami,  
chociaż współczesnym mogło się wydawać, że nadeszły ostatnie  
chwile panowania zakonnego w Prusach i na Pomorzu. Armia królewska  
bowiem, odpocząwszy po straszliwej bitwie zaledwie jeden dzień -  
16 lipca, już nazajutrz wyruszyła na Malbork i pod stolicą Zakonu  
stanęła 25 lipca. Po drodze wojska królewskie zajmowały liczne  
zamki i miasta przeciwnika, często zdobywane przez samych  
poddanych krzyżackich i przekazywane królowi. "Rycerze i słudzy, i  
największe miasta kraju - wszyscy przeszli na stronę króla i  
wyrzucali braci zakonnych, którzy jeszcze ocaleli, z domów i  
oddawali królowi oraz przysięgali mu wszyscy poddaństwo i  
wierność" - pisał z goryczą późniejszy kronikarz krzyżacki. I  
wcale nie przesadzał, gdyż nie tylko szlachta, chłopi i  
mieszczanie wyrzekli się Krzyżaków, ale również, i to jedni z  
pierwszych, poddali się władzy króla polskiego wszyscy biskupi  
zakonni, a więc i duchowieństwo niemieckie! Tak byli Krzyżacy  
znienawidzeni w swym państwie przez wszystkie warstwy społeczne i  
przez wszystkie narodowości. "Kraj poddał się królowi w przeciągu  
jednego miesiąca" - pisał dalej kronikarz i znów się nie mylił,  
gdyż podczas oblężenia Malborka nie podlegało królowi tylko  
jeszcze 8 zamków na całym obszarze prusko-pomorskim, wszystkie  
inne twierdze i miasta były już w posiadaniu zwycięzców. A jednak  
armia litewsko-ruska 18 września, a polska 19 września, nie  
zdobywszy Malborka, wycofały się z państwa zakonnego przez nikogo  
nie ścigane i powróciły do swych krajów. Krzyżacy zaś poczęli  
zbierać nowe siły, odzyskiwać zdobyte zamki i szykować się do  
dalszej wojny pod wodzą nowego w. mistrza, którym został obrońca  
Malborka, Henryk von Plauen.  
I tu nasuwają się pytania: dlaczego nie zawarto pokoju od razu po  
bitwie? Dlaczego nie zdobyto Malborka? Dlaczego, wreszcie,  
dobrowolnie wycofano się z Prus i pozwolono przez to Krzyżakom na  
nowo zorganizować swe państwo?  
Odpowiedzi na pytania powyższe udzielić nietrudno. Po bitwie  
pokoju nie zawarto przede wszystkim dlatego, że w. mistrz i cała  
niemal starszyzna Zakonu padła na pobojowisku i Polacy nie mieli z  
kim rokować o pokój. Co prawda w Malborku bronił się komtur ze  
Świecia, Henryk von Plauen, który nawet kazał się obrać resztkom  
Krzyżaków namiestnikiem Zakonu, ale ten nie miał ani ochoty, ani  
prawa do zawierania pokoju i odstępowania ziem zakonnych  
zwycięzcom. Do zawarcia ważnego traktatu pokojowego, który by  

background image

uznał mistrz krajowy Krzyżaków w Niemczech i mistrz krajowy w  
Inflantach, i cesarz rzymsko-niemiecki, i Rzesza Niemiecka, trzeba  
było nowego w. mistrza i kapituły generalnej, a tego latem 1410 r.  
nie było. W takiej sytuacji trzeba było zająć całe państwo  
zakonne  
i dopiero, mając je w ręku, myśleć o pertraktacjach z mistrzami  
krajowymi: niemieckim oraz z inflanckim i z sojusznikiem Zakonu,  
królem Zygmuntem Luksemburczykiem. Ale przedtem trzeba było zdobyć  
Malbork.  
Tymczasem Malbork był twierdzą, której zdobycie środkami techniki  
wojennej początku XV wieku było prawie niemożliwe, chyba gdyby  
obrońcy załamali się moralnie lub fizycznie na skutek upadku wiary  
w celowość obrony, albo na skutek głodu, zarazy czy wreszcie przez  
zdradę i przekupstwo. Mury malborskie liczyły około 23 metrów  
wysokości (co się równa wysokości dzisiejszej prawie  
siedmiopiętrowej kamienicy), a szerokość muru w najwyższym miejscu  
wynosiła ponad dwa i pół metra, na dole zaś szerokość  
podmurowanego okopu miała ponad 16 metrów. Przecież nie mogło być  
mowy, aby ówczesna artyleria zdołała uczynić wyłom w fortyfikacji  
takiej grubości!  
Wojsko królewskie składało się przeważnie z pospolitego ruszenia i  
nie nadawało się do wytrwałego szturmowania ani do  
wielomiesięcznego stania i zmuszenia oblężonych głodem do poddania  
się oblegającym. Pospolite ruszenie szło na 4 do 5 tygodni, a do  
18 września znajdowało się pod bronią już trzy miesiące i dłużej  
walczyć nie chciało, zwłaszcza że nadchodziła jesień, a za nią  
zima, a wojska nie były wyekwipowane na chłód i mrozy ani zdolne  
do wytrwałych szturmów lub do wielomiesięcznego stania pod  
twierdzą i zmuszania obleganych głodem do kapitulacji. Tego  
dokonać mogły tylko silne wojska zaciężne, zaciężników zaś było  
zbyt mało, a co gorsza, w skarbie brakowało pieniędzy na zaciąg  
nowych i opłacenie już najętych chorągwi. Ze względu na zgubne  
przywileje podatkowe Ludwika Węgierskiego, który zwolnił szlachtę  
i duchowieństwo niemal ze wszystkich podatków, Jagiełło, stojąc u  
progu całkowitego zwycięstwa, musiał zrezygnować z dalszego  
oblężenia, gdyż nie miał czym opłacić żołnierzy. Najlepszy wódz  
stawał się bezradny wobec pospolitego ruszenia, które pragnęło  
tylko wracać do domu i odmawiało dalszego przebywania pod murami  
twierdzy malborskiej, zwłaszcza wobec rozsiewanych pogłosek o  
rzekomym najeździe króla Zygmunta Luksemburczyka na południowe  
połacie Polski, której - jakoby - nie miał kto bronić. Jedno i  
drugie było nieprawdą, bo Luksemburczyk w tym czasie jeszcze  
Polski nie najechał, a król zostawił od strony Węgier obronę, ale  
pogłoski takie niepokoiły szlachtę i skłaniały ją do tym  
wyraźniejszego żądania powrotu do domu.  
Jeszcze gorsze nastroje panowały wśród nie opłacanych zaciężników,  
a ich "ustawiczne, groźne i niebezpieczne upominanie się o żołd"  
mogło zakończyć się albo samowolnym odejściem, albo porozumieniem  
się z Krzyżakami i przejściem na ich stronę. Najemnicy wszak byli  
obcokrajowcami i sprawa polska obchodziła ich niewiele. Poza tym w  
Czechach i Niemczech zapowiadano głośno zbrojną pomoc dla  
Krzyżaków, wyznaczając nawet jej termin na 29 września; rozpoczął  
też walkę mało aktywny dotąd Zakon Inflancki. Dowództwo  
polsko-litewskie musiało wszystko to zważyć, a po rozważeniu  
powzięto decyzję wycofania się z Prus, nie kończąc przez to  
jeszcze wojny, ale zajmując nowe, bardziej obronne pozycje. Dla  
Witolda było to nawet koniecznością, gdyż na pograniczu  
litewsko-inflanckim rozpoczęły się walki i interwencja wojsk  
litewsko-ruskich była tam bardzo pożądana.  
Dlatego nie należy oceniać odwrotu armii królewskiej spod Malborka  
jako błędu lub przegranej. Odwrót ten przyniósł utratę zajętych  

background image

terytoriów Zakonu, ale nie był klęską. Król nie mógł pozostawać  
pod obleganą twierdzą aż do momentu decyzji pospolitego ruszenia,  
buntu nie opłaconych chorągwi najemnych i nadejścia odsieczy dla  
Krzyżaków, nie mówiąc już o zimie, podczas której w średniowieczu  
nie miano zwyczaju prowadzić oblężenia. W takich warunkach mogła  
nastąpić katastrofa, a tymczasem Jagiełło wycofał się i co prawda  
utracił zajęte terytorium, ale wojnę wygrał.  
Po wycofaniu się bowiem Polacy i Litwini prowadzili jeszcze kilka  
miesięcy działania wojenne, odnosząc duże sukcesy. Witold wyparł  
Inflantczyków z Litwy, a wojska polskie rozgromiły znaczne siły  
krzyżackie w bitwach pod Koronowem (10.X.1410) oraz pod Tucholą i  
Gołubiem (w listopadzie tegoż roku). Toteż nowo obrany w. mistrz  
Henryk von Plauen musiał wreszcie zawrzeć rozejm, a następnie  
pokój z Polską i Litwą, zwany pierwszym toruńskim, 1 lutego 1411  
r. Na mocy tego pokoju Krzyżacy musieli zwrócić ziemię dobrzyńską,  
oddać (na razie na czas określony, później na stałe) Żmudź i  
zapłacić znaczne odszkodowanie za zniszczenia i jeńców.  
Aczkolwiek warunki te były dość umiarkowane ze strony polskiej, to  
jednak pokój miał wielkie znaczenie. Był bowiem pierwszym pokojem  
Krzyżaków z Polską i Litwą, w którym Zakon uznawał się za pobitego  
i zwracał część zagrabionych ziem. Dotychczas Krzyżacy nieraz  
przegrywali bitwy, ale nigdy nie przegrali wojny. Tym razem wobec  
całego świata musieli uznać, że Polska i Litwa są od nich większą  
potęgą i że Zakon nie ma praw do ich posiadłości.  
Ale bitwa pod Grunwaldem wpłynęła nie tylko na zawarcie tego  
pokoju. Od Grunwaldu raz na zawsze złamana została potęga  
militarna Zakonu i nie dźwignęła się już nigdy.  
Krzyżacy odważyli się jeszcze kilka razy na prowadzenie wojen z  
Polską, ale przegrywali te wojny za każdym razem. W wyprawach na  
Prusy w roku 1414 i 1422, gdy armią polską dowodził osobiście  
Jagiełło, wojska Zakonu nie ośmieliły się nawet stanąć do walki w  
otwartym polu, lecz broniły się tylko za murami zamków.  
Ostatnią wojną, w której król brał czynny i bezpośredni udział,  
była wyprawa polska przeciw Świdrygielle, Jagiełłowemu bratu, na  
Wołyń w roku 1431. Król był tej wojnie przeciwny i dlatego wyniki  
jej były połowiczne: miasto Włodzimierz opanowano w trzy dni,  
miasta Łucka nie zdobyto wcale. Wydaje się jednak, że w wojsku  
polskim, oblegającym Łuck, działało stronnictwo, któremu zależało  
na tym, aby zamek łucki nie był zdobyty i że król zamiarom tym  
patronował. Mimo to obecność króla wpływała korzystnie na armię.  
Podczas odwrotu bowiem z wyprawy wycofywano się tak składnie i  
karnie, że nie zważając na podział wracających wojsk na liczne,  
nieraz słabe oddziały, nikt Polaków nie atakował. Inaczej  
natomiast działo się po śmierci Jagiełły, gdy poczęły się zdarzać  
pogromy cofających się hufców polskich, niekarnych i nie  
ubezpieczonych, jak to było w 1438 r. podczas napadu Tatarów, lub  
w 1450 r. przy ataku Mołdawian, a także w latach dalszych.  
 
 
Zakończenie  
 
 
Z imieniem Władysława Jagiełły łączone są zazwyczaj trzy wielkie  
wydarzenia dziejowe: unia polsko-litewska, chrzest Litwy i  
zwycięstwo pod Grunwaldem, a każde z nich samo wystarczyłoby dla  
zapewnienia królowi wdzięcznej i nieśmiertelnej pamięci w umysłach  
potomnych.  
Jednakże wydarzenia te nie wyczerpują listy doniosłych faktów i  
spraw, wypełniających lata panowania Jagiełły i kojarzących się z  
jego czynnościami, z jego myślą czy z jego inicjatywą. Z tych,  
rzadziej na ogół wymienianych, naidonioślejszym było odwrócenie  

background image

kierunku dawnej polityki polskiej od dążenia na wschód i  
skierowanie ekspansji państwa na północ, zachód i południe, czemu  
w końcowych latach rządów Jagiełłowych zaczną się przeciwstawiać  
możnowładcy ze Zbigniewem Oleśnickim na czele. Nie najmniejszym  
również było przywrócenie polskiego zwierzchnictwa lennego nad  
księstwami mazowieckimi.  
W życiu wewnętrznym społeczeństwa polskiego niezatarte ślady  
pozostawiły przywileje królewskie: piotrkowski 1388 r., czerwiński  
1422 r., jedlneński 1430 r. oraz krakowski 1433 r. Najistotniejszą  
zdobyczą odbiorców tych przywilejów było zobowiązanie królewskie,  
iż monarcha nie będzie konfiskował ani zajmował dóbr rycerskich  
bez wyroku sądowego, że sądy będą wyrokowały na podstawie prawa  
pisanego oraz że nie wolno będzie łączyć władzy sądowej i  
administracyjnej w jednej osobie, tzn. że nikt nie będzie mógł  
sprawować jednocześnie urzędu sędziego ziemskiego i starosty. Nade  
wszystko zaś, że władza nie będzie mogła więzić ani karać  
szlachcica bez wyroku sądowego (neminem captivabimus nisi jure  
dictum). W życiu społeczeństwa litewskiego wielką rolę odegrały  
przywileje 1387 i 1413 r. tworzące ze stanu bojarskiego, niemal  
niewolniczego, stan wolnych poddanych.  
W dziedzinie kultury z imieniem Jagiełły łączy się odnowienie w  
roku 1400 i zapewnienie możliwości normalnego rozwoju uniwersytetu  
krakowskiego, który obecnie słusznie nosi imię swego drugiego  
założyciela.  
Wbrew pozorom jednak i twierdzeniu, że we wszystkim, z czym miał  
tylko do czynienia, szczęście jego budziło podziw, w życiu  
osobistym mniej był szczęśliwy.  
Od młodości spotykała go zdrada i oszczerstwa. Nadużył jego  
zaufania stryj Kiejstut, usuwając go z tronu wielkoksiążęcego,  
dwukrotnie zdradzał go ulubiony spośród braci stryjecznych Witold,  
a wielokrotnie najmłodszy i szczerze przez króla umiłowany rodzony  
brat, Świdrygiełło, łączył się przeciw Jagielle z Krzyżakami, z  
Moskwą, Mołdawią i Tatarami. W roku 1382 nazywano oszczerczo  
Jagiełłę, znanego już wówczas przecież z łagodnego usposobienia  
"mordercą stryja", w następnych latach tego najpobożniejszego ze  
wszystkich królów polskich, chrystianizatora Litwy, który "w  
każdym tygodniu w piątek z wielką wstrzemięźliwością o chlebie i  
wodzie pościł" założyciela biskupstw, kościołów klasztorów którego  
papież Urban I witał jako "księcia arcychrześcijańskiego w łonie  
Kościoła" tego propaganda krzyżacka osławiała jego "fałszywego  
chrześcijaństwa" i spowodowała, że dominikanin Jan Falkenberg  
napisał na króla i Polskę zjadliwy paszkwil, przez Krzyżaków i  
Luksemburczyka rozpowszechniany po całej Europie. Było w nim  
powiedziane, że Jagiełło i Polacy są "obrzydłymi heretykami, psami  
bezecnymi, odstępcami wiary chrześcijańskiej", których dla  
"miłości Boga" należy wymordować. Temu Falkenbergowi Jagiełło  
wybaczył to później w 1424 r. i na skutek tego zwolniono oszczercę  
z więzienia w Rzymie:  
Dalsze oszczerstwa na króla szerzyli Habsburgowie i Krzyżacy, że  
jakoby zmusił do bigamii "prawowitą żonę" Wilhelma Habsburga,  
Jadwigę chociaż małżeństwo tych dwojga, jako nie dopełnione  
fizycznie, było nieważne, a papież uznał ślub Jadwigi i Jagiełły  
za całkowicie godziwy i prawomocny.  
Czterokrotnie żonaty; król kochał gorąco tylko swą trzecią żonę,  
Elżbietę z Pileckich Granowską. I właśnie tę kobietę współcześni  
Polacy, a przede wszystkim dworzanie królewscy, obrzucali  
obelgami, a gdy zmarła okazywali swą radość podczas pogrzebu.  
Stanisław Ciołek, pisarz króla, napisał na zmarłą królową satyrę.  
Początkowo wypędzony za nią ze dworu, z czasem uzyskał  
przebaczenie króla i godności podkanclerzego i biskupa  
poznańskiego. Ale dokuczano nie tylko Elżbiecie. Każdą z czterech  

background image

żon króla oskarżano oszczerczo o zdradę małżeńską, co musiało  
bardzo drażnić i boleć Jagiełłę, a już zwłaszcza bolesne było przy  
królowej Zofii, jako że dała królowi trzech synów, z których dwaj  
mieli po nim panować. Oszczerstwo to zatem uderzało nie tylko w  
godność królowej, ale poddawało w wątpliwość prawa królewiczów do  
tronu.  
Wiele również innych smutków zaznał król w życiu rodzinnym.  
Pochował aż trzy żony, opłakiwał zgon dwu córek:  
Elżbiety-Bonifacji, której matką była Jadwiga Andegaweńska, oraz  
Jadwigi, dziecka drugiej żony Jagiełły, Anny Cyllejskiej, a także  
śmierć syna, Kazimierza, zrodzonego w małżeństwie z czwartą żoną,  
Zofią Holszańską. Król przeżył dziesięciu swych braci, z których  
dwu padło w bitwie nad Worsklą (Andrzej i Dymitr Starszy), jeden  
został ścięty przez Krzyżaków (Korygiełło), a dwu otrutych (Wigunt  
i Skirgiełło). Jedenasty brat, najmłodszy, Świdrygiełło, ten sam,  
który wielokrotnie zdradzał Jagiełłę, raz nawet, podobno, miał  
uwięzić swego królewskiego brata. Przeżył też król kilka ze swych  
sióstr, a gdy sam umierał w Gródku Jagiellońskim nocą z 31 maja na  
1 czerwca 1434 r., nie było przy nim nikogo bliskiego, nikogo z  
tych, których kochał.  
Sprowadzenie zwłok królewskich z Gródka do Krakowa opisuje Długosz  
w swych Dziejach następującymi słowy:  
"Zwłoki zaś królewskie złożone w trumnie drewnianej, smołą i  
żywicą oblepionej, i godłami królewskimi przyozdobionej,  
prowadzono na pogrzeb do Krakowa, a tłumy ludu za nimi postępowały  
i wszędy po drodze przyjmowano je z czcią wielką. Ze wszystkich  
miast i wiosek na ich spotkanie wychodziły procesje, i jakby w  
zawody usiłowano uczcić zmarłego króla to płaczem i narzekaniem,  
to żałobnymi nabożeństwy, mowami pogrzebowymi, śpiewaniem psalmów  
i wigilii, wyrażając żal po nim serdeczny, miłość i przywiązanie.  
Nie było najlichszej nawet wioski, która by nie starała się to  
przywiązanie okazać. Jakoż wszystkie drogi, którymi przeprowadzano  
ciało królewskie, zalegały tłumy obojej płci ludu, który z  
dalekich nawet zbiegał się miast i wiosek, i łzami rzewnymi  
opłakiwał zgon króla".  
Szczątki Władysława Jagiełły przybyły do Krakowa 11 czerwca 1434  
r. Umieszczono je w kościele św. Michała na Wawelu. Uroczystości  
pogrzebowe odprawione przez Wojciecha Jastrzębca, arcybiskupa  
gnieźnieńskiego w Katedrze Krakowskiej odbyły się 18 czerwca w  
obecności królowej-wdowy i synów zmarłego.  
"Wprowadzano - podaje Długosz - zwyczajem ofiar pogrzebowych wiele  
koni rosłych i pięknych, szkarłatem przyodzianych, które wiedli  
rycerze w pełnej zbroi, a poprzedzał ich jeden rycerz z chorągwią  
na wyniosłem drzewcu osadzoną z orłem białym. Znoszono na ołtarz  
misy i czasze srebrne, w których król za życia największe miał  
upodobanie, i składano je z wielką ilością pieniędzy na ofiarę.  
Kościół cały jaśniał gorejącymi po wszystkich miejscach świecami.  
Pochodnie były nadzwyczajnej wielkości. Mary królewskie okrywał  
aksamit i purpura. Mistrz Paweł z Zatora miał w polskim języku  
kazanie, w którym opowiedziawszy chwalebne i pełne pobożności  
sprawy króla Władysława, słodką wymową swoją wszystkim obecnym łzy  
wycisnął. Po skończonem nabożeństwie zwłoki królewskie w grobie  
marmurowym, z dawna już przygotowanym, złożono i pochowano".  
Baldachim renesansowy, znajdujący się obecnie nad sarkofagiem  
królewskim, sprawił wnuk króla, Zygmunt I, w 1524 r., co  
poświadcza napis łaciński: Sigismundus rex avo merentissimo  
instauravit.  
Kreśląc charakterystykę Jagiełły, Ludwik Kolankowski tak ją  
zakończył:  
"Jak każdy prawdziwy twórca i organizator istotnych, trwałych,  
decydujących w życiu narodów walorów, był wielki król z natury  

background image

prostym, skromnym, niestrudzonym pracownikiem. Wyniósłszy z  
młodości swej spory zasób bezpośredniego, zdrowego, naturalnego  
rozumu i realistycznej samodzielności, zachował król przez całe  
życie umysł jasny, trzeźwy, przewidujący, ostrożny, oparty o  
naturę wdzięczną, szczodrobliwą, szlachetną z przyrodzenia, nie z  
wychowania, tolerancyjną, ale przy tym żelaznej wytrwałości,  
pracy, nieustępliwości, świadomą celów i dróg do ich  
zrealizowania. Najlepszą miarą wielkości jego ducha jest to, że  
żadne z jego zamierzeń nie skończyło się na pomyśle tylko, że  
wszystkie były wówczas lub później zrealizowane, że wszystkie  
niemal w swych skutkach po dziś dzień żyją. Budząca podziw  
współczesnych i potomnych tajemnica powodzenia wszelkich jego  
pomysłów, spełnienia zamiarów, oparta była na niewzruszonej  
równowadze między własną siłą wewnętrzną a warunkami zewnętrznymi.  
I ta to harmonia, ta równowaga duchowa, ta spokojna stateczność  
sztuki rządzenia sprawiały, że król zawsze i wszędzie był na swoim  
miejscu, że zawsze sprostał zadaniom, choćby najtrudniejszym, i w  
rozwiązywaniu ich zawsze nad współczesnymi górował".  
"Niektórzy ze współczesnych lub z najbliższego po nim pokolenia,  
jak Długosz, zarzucali mu, że ukochał Litwę więcej niż Polskę i że  
dla tamtej tej interesy poświęcał. Ze stanowiska Litwy byłoby  
twierdzenie to niemałą dla jej najwyższego pana pochwałą, gdyby  
było prawdziwym. Ale słusznym ono nie jest. Działalność całego,  
bardzo czynnego, niestrudzonego niemal, żywota wielkiego króla  
poświęcona była w równej mierze obu państwom i czy to z kapłanami  
polskimi chrzcił w lasach żmudzkich lud lnianowłosy, czy słał na  
pruskich polach polsko-litewskie hufce na bojowe falangi Niemców,  
służył zawsze, jak mógł najlepiej, wspólnej sprawie. A że tam  
Litwę swą ojczystą, że szum jej lasów, które mu młodość jego  
wykołysały, ukochał gorąco, że im rokrocznie, śpiesząc z dalekich  
wawelskich komnat, poświęcał na łowach dni lub tygodni kilka, czyż  
to ośmieli się kto jemu, Litwinowi, za złe poczytać? ... Jako o  
człowieku, o przymiotach i wadach króla dałoby się, z przekazanych  
nam przez współczesnych szczegółów, niemało powiedzieć. Ale  
cokolwiek przytoczylibyśmy z tej dziedziny, wszystko to pomieści  
się w owym krótkim, lecz jakże trafnym określeniu: Cordis  
simplicis erat, sed magnifici - "Serca pełnego prostoty był, lecz  
wspaniałego".  
 
Koniec.