CU OA EMPBDOKLESA. 2Sl
bójcze wyziewy. Podobno miastu ojczystemu wyświadczył taką samą usługę; fakt zaś selinuncki uwieczniono medalem, na cześć jego wybitym 1). Nic dziwnego, że odtąd ciągle nowetni prośbami zarzucano cudownego lekarza. Agrygent był nawiedzany silnemi burzami, nie zapisali jednak historycy, czy od północy czy też od południa, które wyrządzały wielkie szkody w ogrodach. Empe-dokles uwolnił miasto od kieski, ale nad tern, jak to uskutecznił, trwa dotąd uczona dyskussya: jedni twierdzą, że rozstawił na wzgórzach wory z oślich skór, któremi wiatr pochwytał, inni, że wydmę między skałami zasypać kazał, co już starożytni uważali za najprawdopodobniejsze. Dwóch nareszcie niemieckich filologów przypuszczało, że z oślich skór kazał uszyć parawany i niemi otwór między górami zastawił. Dowodzą te szczegóły, że Empe-dokles już w kilka lat po śmierci stal się postacią legendową, a w 100 lat później był zupełnym półbogiem, któremu stawiano ołtarze. To pewna, że za życia napełniał Sycylią swoją chwałą i mógł powiedzieć o sobie bez przesady: »Witajcie przyjaciele, którzy mieszkacie w górnćj części wielkiego miasta nad żółtawym Akragantem, troskliwi o dobre czyny; wy, co jesteście zacną dla gości przystanią, a złości nie znacie! Ja dla was bóg nieśmiertelny, a już nie żaden śmiertelny, przechadzam się czczony od wszystkich, tak jak przystoi, uwieńczony przepaskami i wieńcami świętemi. A ledwo przybywam do miast kwitnących, cześc mi wyrządzają męże 1 kobiety; tysiące idą za mną, pytając kędy droga do zysku; inni potrzebują proroctw, inni znowu, długo już męczeni srogiemi bolami, na różnorodne choroby pragną usłyszeć łagodzącą mowę. Ale po co zatrzymuję się nad tern, jak gdyby to była rzecz wielka, że ludzi śmiertelnych, tłumnie ginących przewyższam?* 2). W słowach tych wyraził całkowicie charakter swój Empedokles: dużo za-służonó) sławy, nie mato próżności i zamiłowania w zewnętrznym blasku. Takim pojechał, w pełni sławy i znaczenia, na igrzyska olimpijskie, gdzie śpiewak Kleomenes odczytał publicznie jego »wiersze
') Diog. Laert. VIII. 2. §. 70. opowiada wypadek z nieprawdopodobnemi dodatkami. Na tetradrachmie selinunckićj z jednćj strony Apollo na wozie, strzela z luku (pordwn. początek Iliady); Artemida zaś trzyma cugle; z drugićj młodzieńczy bożek rzeczny składa ofiarę na ołtarzu Eskulapa. (Denkmiiler des klass. Altherihums von Baumeister Tom II. str. 957, gdzie przytoczony wizerunek).
2) Mullach, Fragm. etc. Tom I. str. 12. (w. 397—410).