106 ZBIGNIEW SAWIŃSKI
Mechanizm ten Collins nazywa kredencjalną spiralą. Merytokratyczna ideologia sprzyja powszechnym dążeniom do kształcenia, przez co w prestiżowych i lukratywnych zawodach stwarza się coraz to nowe bariery wejścia. W pewnym momencie uniwersytecki dyplom przestał wystarczać, aby zostać lekarzem. Sformułowano dodatkowy wymóg ukończenia 4-letniej podyplomowej szkoły medycznej. Paradoksalnie, dzięki temu posunięciu dla syna lekarza łatwiejsze stało się osiągnięcie pozycji ojca. I to nie dlatego, że jako syn lekarza ma szczególne predyspozycje do wykonywania tego zawodu, zaś dłuższy proces kształcenia pozwala predyspozycje te ujawnić. Powodem jest to, że rodzice są zamożni, przez co stać ich na sfinansowanie długotrwałej i kosztownej edukacji syna. Co więcej, po jej ukończeniu syn będzie miał zagwarantowane odpowiednio wysokie dochody, gdyż dzięki kredencjalnym barierom podaż do zawodu została ograniczona. A gdyby z jakiś powodów podaż wzrosła - na przykład na skutek dotowanego przez państwo systemu stypendialnego? Wtedy należałoby stworzyć kolejne bariery, do czego szczególnie dobrze nadaje się dyplom. W kredencjalnym społeczeństwie dyplom nie odzwierciedla bowiem ani predyspozycji, ani produktywności. Nie ma przez to zagrożenia, że komukolwiek niepowołanemu uda się prześlizgnąć przez mechanizmy obsadzania najwyższych pozycji dzięki zdolnościom czy pracowitości.
Istotę kredencjalizmu stanowi więc rynkowa wartość dyplomu jako atrybutu, zapewniającego dostęp do cenionych pozycji czy dóbr. Wyraźnie nawiązuje to do myśli Maksa Webera (1947), który wykształcenie traktował jako towar, na równi z własnością siły roboczej i środków produkcji. W webe-rowskim ujęciu wykształcenie stanowi przedmiot przetargu między rywalizującymi ze sobą grupami, których rozumienie nie jest zawężane do klas społecznych, lecz obejmuje szeroki zakres rozmaitych segmentów rynku pracy. W ujęciu kredencjalnym jest podobnie. Pomija się funkcje szkoły w rozpoznawaniu zdolności i talentów, a także jej rolę w przekazywaniu wiedzy, kwalifikacji czy kształtowaniu wartości i postaw przydatnych na określonych stanowiskach w ramach podziału pracy. Pomija się zatem te wszystkie kwestie, które stanowiły o istocie podejścia funkcjonalnego, redukując rolę szkoły do rangi oferowanego dyplomu.
Aby atak na funkcjonalizm oraz koncepcje merytokratycznej selekcji okazał się skuteczny, konieczne stało się ustosunkowanie wobec zmian, jakim podlegają nierówności edukacyjne. Chodziło o to, czy w obliczu przeprowadzanych reform edukacyjnych oraz przemian zachodzących w samym społeczeństwie nierówności te nie. ulegają zmniejszeniu, co podważałoby tezę o petryfikacji nierówności społecznych. Wnioski w tym zakresie rzecznicy kredencjalnej opcji uzyskali śledząc wzajemne relacje między szkołą, gospodarką i społeczeństwem od połowy XIX wieku do czasów współczesnych
(Collins 1979; Labaree 1997). Na tej podstawie sformułowali tezę o niedopasowaniu struktur osiągnięć edukacyjnych i pozycji zawodowych. Teza ta ma istotne znaczenie w wyjaśnianiu logiki funkcjonowania społeczeństwa kre-dencjalnego.
Otóż merytokratyczna alokacja może mieć miejsce tylko pod warunkiem, że piramida osiągnięć edukacyjnych odpowiada piramidzie dostępnych miejsc pracy (Labaree 1997: 42). Tymczasem w społeczeństwach dążących do równości szans wcale tak się nie dzieje. W wyniku reform oświaty, jak też na skutek indywidualnych dążeń, piramida osiągnięć edukacyjnych buduje się stosunkowo szybko. Za zmianami tymi nie nadąża jednak rynek pracy, który podlega dużo głębszym uwarunkowaniom ekonomicznym i technologicznym.
W efekcie pojawia się rozdźwięk między rzeszą absolwentów poszukujących tego, co im obiecano, a brakiem możliwości wessania ich wszystkich przez rynek pracy. Jak dowodzą kredencjaliści, jest to logiczną konsekwencją dążenia do merytokracji. Rodzice nie zadowalają się bowiem faktem, że ich dzieci mają równe szanse, lecz dokładają wszelkich starań, aby osiągnęły maksimum tego, co mogą osiągnąć (Labaree 1997: 28).
Konsekwencją omawianego mechanizmu niedopasowania struktur jest brak możliwości znalezienia pracy przez absolwentów szkół różnych szczebli, powodujący dewaluację wykształcenia. Z powagi tych zjawisk zaczęto zdawać sobie sprawę w połowie lat siedemdziesiątych, czego jednym z przejawów była książka Richarda Freemana The Overeducated American (1976).
Freeman wykazał, że w sytuacji nadprodukcji absolwentów wyższych uczelni pogarszają się ich możliwości zatrudnienia, awansu i uzyskania zarobków gwarantujących zwrot nakładów poniesionych na zdobycie wykształcenia.
Również ekonomiści wywodzący się ze szkoły funkcjonalnej, jak na przykład Jacob Mincer, musieli przyznać, że stały dopływ na rynek pracy kolejnych kohort absolwentów wyższych uczelni powoduje względną dewaluację wyż- nc©r
szego wykształcenia, co wymaga przyjęcia dodatkowych kryteriów różnicujących wartość dyplomów poszczególnych szkół (zob. Grossbard 2006).
W tej sytuacji jedyną logiczną odpowiedzią systemu było stworzenie możliwości dalszego kształcenia. Szkoły wyższe stały się w ten sposób przechowalnią osób, które nie mogły znaleźć pracy po szkole średniej. Nie wpłynęło to dobrze na ich prestiż, lecz okazało się korzystne pod względem ekonomicznym.
Większa liczba studentów oznacza bowiem wyższe dochody szkoły, a to z kolei stwarza możliwości rozwoju. W obliczu zachodzących zmian szkoły stały się przedsiębiorstwami kierującymi się zasadą maksymalizacji zysku.
-• Doprowadziło to do redefinicji podstawowej funkcji systemu kształcenia. Przekazywanie wiedzy i selekcjonowanie talentów zastąpione zostało produkowaniem dyplomów. W mig zrozumieli to zarówno studenci, jak i wykładowcy. Ci pierwsi zdali sobie sprawę z faktu, że ich celem jest zaliczanie