Fizyka jądrowa w ośrodku warszawskim (rozmowa ze Zdzisławem Wilhelmim)
gionalnych kursów szkoleniowych. Materiały większości tych konferencji były ogłaszane przez nas drukiem. (Razem z opracowanymi przez nas „normami'’ stanowiło to ok. 40 tomów).
„Na urzędzie” w Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA) w Wiedniu (1971 r.)
Praca w Agencji była dla mnie wielką szkołą działalności między narodowej, a zarazem niezwykłą przygodą: wykonując swoje obowiązki służbowe, odwiedziłem kilkadziesiąt krajów całego świata - Europy, Ameryki, Azji, Afryki (także krajów bardzo egzotycznych), a z podróży tych wyniosłem wspomnienia niezwykłych ludzi, niezwykłych wydarzeń, wspaniałych krajobrazów.
AS - Był Pan przez 4 kadencje prezesem Polskiego Towarzystwa Fizycznego. Co o działalności w PT? chciałby nam Pan powiedzieć?
ZW - Z PTF jestem związany od bardzo dawna. Zostałem jego członkiem jeszcze w 1946 r., kiedy pracowałem jako asystent w Katedrze Fizyki Technicznej PŁ. Później, po przeniesieniu się do Warszawy, pełniłem różne funkcje w Oddziale Warszawskim, łącznie z funkcją przewodniczącego tego Oddziału. W latach 1974 81 byłem przez trzy kadencje prezesem Zarządu Głównego, a w roku 1983 Zjazd Fizyków Polskich przyznał mi członkostwo honorowe PTF. Było to wielkie wyróżnienie, bowiem znalazłem się wtedy w gronie zaledwie dziewięciu fizyków, jakim od początku istnienia Towarzystwa został nadany ten zaszczytny tytuł. (Pozostałych ośmioro to: Maria Skłodowska-Curie, Władysław Natanson, Frederic Joliot-Curie, Stefan Pieńkowski, Wojciech Rubinowicz, Alfred Kastler, Aleksander Jabłoński i Stanisław Mrozowski) Nie jestem pewien, czy moje zasługi dla fizyki polskiej i PTF uzasadniają ten zaszczyt. Robiłem przecież tylko to, co robić powinienem. A tak się złożyło, że na stanowisko prezesa PTF zostałem powołany w okresie, kiedy działalność Towarzystwa była bardzo wątła, wobec czego każda nowa udana inicjatywa była dostrzegana i pozytywnie oceniana. Co ja zrobiłem? Po prostu sformułowałem zadania PTF (myślę, że były to zadania ambitne) i następnie przez kilka lat zadania te starałem się realizować razem z Zarządem Głównym i zarządami oddziałów - ludźmi wspaniałymi, bardzo przejętymi swą pracą społeczną Dokładniej o tej naszej działalności można przeczytać w moim sprawozdaniu zamieszczonym w artykule [10].
Wręczenie Medalu Srnoluchowskiego prof. V.F. Weiss-kopfowi, dyrektorowi CERN-u (1979 r.)
B3 - Jakie były Pana zainteresowania pozazawo-dowe: żeglarstwo? muzyka? Czy znajdował Pan na to
czas?
ZW - Moje zainteresowania są dość różnorodne i zmieniały się wraz z upływem czasu. Chyba najtrwalsze z nich i utrzymujące się od dzieciństwa po dzień dzisiejszy to zainteresowanie literaturą piękną, zwłaszcza poezją, a szczególnie poezją międzywojennego dwudziestolecia i romantyzmu. Interesuję się także innymi działami literatury (powieścią, dramatem, epistologra-fią, pamiętnikarstwem) i mam w domu dużą bibliotekę, a w niej także wiele słowników i encyklopedii. Niektóre z nich to białe kruki. Na przykład, pierwsze 6-tcmowe wydanie słownika Lindego - rok 1807! A tak na marginesie: kocham język polski. I to on jest moim największym hobby.
Dość długo interesowałem się również fotografią. Pierwsze zdjęcia wykonywałem jako dziesięcio- czy jedenastoletni chłopiec aparatem, który sam zrobiłem. Później przerzucałem się na coraz to lepsze kamery. Obróbkę chemiczną wykonywałem oczywiście własnymi rękami. Kiedy wraz z postępem techniki fotografowanie przestało wymagać umiejętności i stało się dostępne nawet dla zwyczajnych „pstrykaczy”, straciłem do niego serce.
Także dość wcześnie pojawiła się i długo trwała pasja żeglarska. Jeszcze w gimnazjum, w czasie instruktorskich kursów na Naroczy (największym jeziorze w przedwojennej Polsce), zdobyłem stopień sternika i przez pewien czas byłem instruktorem w że-
220
POSTĘPY FIZYKI TOM 55 ZESZYT 5 ROK 2004