LXXX
CZ. U: ISTNA LIRYKA
...sercem tym — szkołą tą — gardzę!
(Epilog)
Zaiste niewiele w VM znalazł rzeczy, z którymi się mógł utożsamić ten — kto zaszyfrowany został w dedykacji!
Wśród potencjalnych adresatów znajdują się przede wszystkim przyjaciele poety, ci, z którymi mógł właśnie „błogo, poufnie i często'4 rozmawiać. „Często” rozmawiał z bardzo wielu ludźmi, bo przecież był wielbicielem, filozofem, mistrzem rozmowy. Do czasu całkowitego ogłuchnięcia były to zapewne burzliwe dialogi, potem bardzo długie monologi, wreszcie... jedno zdanie: „Proszę zostawić mnie w spokoju” (PWsz XI 477). „Poufnie” rozmawiał — lub korespondował — z kilkunastu osobami, m.in. z Marią Trębicką, Konstancją Górską, Józefem B. Zaleskim, Karolem Ruprechtem, Julianem Fon-taną, Władysławem Bentkowskim, Bronisławem Zaleskim. Ale „błogo” (tzn. mile, słodko, szczęśliwie)?... Może z Włodzimierzem Lubieńskim (który zmarł w 1849), któremu zadedykował Promethidiona:
Tobie — Umarły, te poświęcam pieśni,
Bo cień gdy schyla się nad pargaminem,
To prawdę czyta, o podstępach nie śni...
(PWsz III 425)
Może z Walentym Pomianem Zakrzewskim (zm. w 1862), do którego skierowany jest list poetycki zamykający VM. Może leż — w pierwszej fazie znajomości — z Zygmuntem Krasińskim? Na liście tych domniemanych adresatów należałoby imieścić bohatera i „ty liryczne” wiersza LXXXVI. Pamięci \lberta Szeligi hrabi Potockiego, nie rozszyfrowaną dotąd adresatkę wiersza LXXXV. Do Zeszłej... A może jeszcze Chopina, aczkolwiek znajomość obu artystów nie trwała długo (kilka niesięcy r. 1849: od osiedlenia się poety w Paryżu do śmierci lompozytora — 17 października 1849), ale mimo wszystko
LXXXI
JN8"
bardzo głęboko zapisała się w pamięci Norwida (wspomnijmy chociażby sądy o Chopinie w Promethidionie czy „fotograficzny portret” w Czarnych kwiatach).
Czyżby adresatami owej dedykacji byli wyłącznie znajomi--zmarli? Czyżby „grupą odniesienia” poety byli wyłącznie ci, którzy stanowią „naród umarłych”? A może motto VM (w późniejszych latach zaklejone przez autora) jest zapowiedzią owej dedykacji: pisząc wśród nie czytających, mówiąc do nie słyszących — z pozoru żywych, w istocie martwych — „błogo rozmawiać” można już tylko ze zmarłymi? Czyżby i tu panowała potężna ^wszechobecna muza Norwida — ironia? ...
Ale jednak spójrzmy „prościej” na tę dedykację: jeśli istnieje grupa ludzi, z którymi można „błogo, pouficiie i często rozmawiać”, czyli istnieją tacy, którzy rozumieją (bo jakże inaczej rozmawiać?) i „współ-czują”, to z gruntu nieprawdziwa jest — a więc niemoralna — opinia o autorze jako pisarzu „nieczytelnym”, „ciemnym”, nie umiejącym „po polsku”... Dedykacja byłaby więc nie tyle grzecznościowym (czy też elegancko „serdecznym”) zwrotem do przyjaciół, co raczej informacją dla „wrogiej większości”, że to ona nie dosłyszy, nie zaś on mówi niezrozumiale.
Do ironii Norwidowskiej dopisała się tu jednak inna jeszcze — z którą w końcu ani się było równać Norwidowej — ,4 roni a biegu najzwyklejszych rzeczy”". Norwida po prostu nikt nie chciał wydrukować, a rękopis VM czytywano (w kręgu przyjaciół)... chyba przez grzeczność, choć i to wątpliwe, jeśli przyjąć, że „zużyli” rękopis dzieła „prywatni” jego czytelnicy...
„Ftnls”. Wśród utworów VM, które analogicznie do rozbudowanej części wstępnej cyklu — owego wieloskładnikowego „prologu” samej „rzeczy” — budują jego część „epilogową”, szczególnie zaciekawia wiersz XCVII. Finis.
Mnie w tym wierszu zastanowiły szczególnie trzy jego cechy:
7 Z wiersza Kazimierza Przerwy-Tetmajera Koniec wieku.