44 I. MOSZYŃSKI: KULTURA LUDOWA SŁOWIAN
takie jak hało (t. j. gało 'gołe błoto’) albo h&la (rts’), ńemereć ''bagniste miejsce w lesie’, ałós 'bagno; las bagnisty’, ńetra a. ńe-try 'bagniste gęste zarośla krzów, trzcin etc.’, tvań 'ts. trzęsawisko’, bel 'rodzaj leśnego-bagna’, pópłav 'niska łąka przy jeziorze, bagnie i t. p.’, móch, miara, a miara 'mszyste bagno’, drahya albo kaćaj-bałóto 'trzęsawisko’ i t. d. Dodajmy do tego nasze bagna, kały, pary, moczary i moczydła, chrapy, sapy etc., a wyrobimy sobie niejakie pojęcie o tern, jak obszerna musiałaby być rozprawa czy praca, zawierająca kompletny wykaz wszelkich słowiańskich terminów topograficznych; boć oczywiście appellativa te nie •dotyczą przecież wyłącznie lasów i bagien!
Nietylko zresztą dla określenia charakteru powierzchni posiadają włościanie słowiańscy szczegółową nomenklaturę, lecz mają również specjalne, nieraz bardzo zajmujące nazwy dla oznaczenia różnych gleb i niektórych skał. Istnienie tych nazw świadczy przytem o zaczątkowej coprawda, ale bądź co bądź zasługującej na uwagę wiedzy gleboznawczej.
Rozdział 2. Meteorologja.
28. Jak o wielu zjawiskach przyrodzonych, tak i o fenomenach meteorycznych przechowuje lud (nieraz w jednych i tych samych okolicach i wsiach) obok interpretacyjnych wątków fantastycznych objaśnienia w mniejszym lub większym stopniu racjonalne; więcej nawet! rozmawiając z włościaństwem odnosi się wrażenie, że dla niektórych chłopów (czy zwłaszcza chłopek) fantastyczne i racjonalne objaśnienia każdego poszczególnego faktu mają najzupełniej równą wartość, innemi słowy mogą istnieć w ich umyśle obok siebie jako dwa jednakowo prawdopodobne rozwiązania, z których tylko w pewnych szczególnych okolicznościach jedno przeważa nad drugiem. Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że wrażenie takie jest słuszne i że opisany tu stan rzeczy trwa od wieków, lub raczej dawniej zaznaczał się jeszcze o wiele jaskrawiej. Ludowi bowiem — a to jest, jak już wiemy, jedna z cech niższej kultury — obca jest naogół dążność nietylko do konsekwentnej rozbudowy pomysłów, lecz również do świadomego jednostronnego i definitywnego rozwiązywania poszczególnych interesujących go zagadnień w sensie zdecydowanego przyjęcia jednej tylko z paru odziedziczonych po przodkach czy wynikłych niedawno odpowiedzi, a zupełnego odrzucenia pozostałych. Typowe ustosunkowanie się wieśniaka do takich odpowiedzi dałoby się mniej więcej ująć w słowa: „Jedni mówią, że to się dzieje z takiej przyczyny, a drudzy, że z innej; Bóg tylko raczy wiedzieć, czyja prawda44 (czytaj: „jak dla mnie, to i jedni i drudzy mogą mieć rację: może jest tak, jak mówią pierwsi, a może tak, jak ostatni44). Szczególnie ciekawe jest występowanie na tem przeciętnem tle wiejskiej umysłowości jednostek bądź bardziej inteligentnych, które nietylko decydują się na wybór jednej z paru wersyj, dostarczonych im przez tradycję etc., lecz umieją go wcale logicznie, choć nieraz błędnie, umotywować, bądź też bardziej samodzielnych od przeciętnego tłumu, ale ograniczonych, które, raz wbiwszy sobie pewne rozwiązanie w głowę z zawziętością dziwaka, bronią go nieudolnie i nierozsądnie z manjac-kim uporem.
Oczywiście pod względem posiadania obocznych tłumaczeń dla jednych i tych samych zjawisk1 2 3 kultura niższa nie odcina się zasadniczo od wyższej. Różnica między niemi jest coprawda ogromna, ale jest ona przedewszystkiem ilościowa, nie zaś jakościowa. Chcąc tego bliżej dotknąć ze stanowiska historji wiedzy, trzebaby naprzód rozdzielić oboczności tłumaczeń na dwie grupy. Do pierwszej zaliczyćby wypadło oboczności takich rozwiązań, z których jedno leży w granicach wiedzy, a inne w granicach wierzeń. Do drugiej zaś grupy należałyby oboczności rozwiązań, zawartych tylko w obrębie wiedzy.
Oboczności sprzecznych tłumaczeń, należące do grupy drugiej (to zn. tłumaczeń pozostających w obrębie wiedzy), są dla warstw oświeconych zjawiskiem bardzo pospolitem. Także z obocznością tłumaczeń, opartych na wiedzy i wierze, jesteśmy my, inteligenci, dobrze-obyci. Oto parę przykładów. Wiemy przecież doskonale, że 'szczęście5 jest oderwanem pojęciem, symbolizującem 'pomyślny zbieg warunków5, a jednocześnie niejeden z nas wierzy, że 'szczęście’ istnieje in con-creto jako coś samodzielnego, co dosłownie może nas nawiedzać lub opuszczać. Wiemy, że istnienie wszystkich przejawów duszy jednostki N jest najbezwzględniej uwarunkowane przez istnienie jej żywego fizycznego ciała, a jednocześnie wierzymy, że dusza tej, jak i każdej* innej jednostki, nie jest bezwzględnie związana z żywem fizycznem ciałem, lecz egzystuje po śmierci. I t. d., i t. d.
29. Po tych krótkich uwagach wstępnych przejdziemy obecnie do właściwego tematu 2. rozdziału. ---
»Ł.pospoUtych zjawisk, zachodzących w powietrzu, — powiada Rowiński o Czarnogórcach — największy..uwagę zwraca na siebie wiątr“. Powierzchownie biorąc, to jego zdanie możnaby niewątpliwie zastosować do bardzo znacznej części Słowiańszczyzny, a liczne wierzenia o wietrze (ob. rozdz. 11.) z pozoru dostatecznieby je poparły; ściśle jednakże tego dowieść byłoby bardzo trudno, gdyż i niektóre inne atmosferyczne zjawiska z deszczem na czele budzą po wsiach najżywotniejsze a całkiem zrozumiałe zainteresowanie.
Zdaniem-całej, prawie rdzennej Polski, niektórych okolic zachod-
Nie mówię tu o oboczności, wywołanej przez faktyczny stan rzeczy, w tych
mianowicie wypadkach, gdy dane zjawisko istotnie może mieć parę lub nawet kilka,
różnych przyczyn.